• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

Dobry wieczór:)

  • 22.08.10, 22:30
    My pacjenci już wiemy, że:

    dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
    pacjenta/ntki

    dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja

    nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
    klipsy itp

    zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze

    Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp

    A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
    Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
    jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...

    Ponoć to prawa pacjenta..

    Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?

    Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

    Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
    tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
    na białym, nie zrobią.

    .. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
    klipsów..

    Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
    wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...

    Dobrej nocy życzę



    --
    Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
    — Paulo Coelho
    Edytor zaawansowany
    • 22.08.10, 22:57
      cccykoria napisała:

      > My pacjenci już wiemy, że:
      >
      > dr nie musi tłumaczyć jaki zabieg jest korzystniejszy dla
      > pacjenta/ntki
      >
      > dr nie musi tlumaczyć, jak będzie przebiegał zabieg/operacja
      >
      > nie musi informować, co zostawiają pacjentowi w brzuchu? np
      > klipsy itp
      >
      > zgoda na zabieg podpisana- to najważniejsze

      Pacjent nie musi podpisywać zgody na zabieg, szczególnie jeśli nie otrzymał o nim wystarczającej informacji.
      Leczenie w Polsce nie jest przymusowe.

      > Kazdy pacjent ma zaburzenia psychiczne itp.

      Po jednej z najcięższych delirek jakie kiedykolwiek widziałem żona pacjenta zrobiła mi awanturę, że „robię z niego alkoholika”.

      Ale jeśli ktoś, kto spotkał kilkunastu, czy kilkudziesięciu pacjentów pisze „każdy pacjent”, to należy się zastanowić nad kondycją jego psychiki.

      > A teraz pacjent musi prosić łaskawie na piśmie Pana
      > Dyrektora, z czego są wykonane klipsy itp? Terminu odp nie
      > jest określony w rozporządzeniu, więc można sobie lecieć...

      Bo to jest pytanie o producenta klipsów a nie dyrektora. Podobnie można zapytać o skład substancji użytej do powlekania tabletek.

      > Ponoć to prawa pacjenta..

      Prawa pacjenta są określone w karcie praw pacjenta. I wbrew temu co się niektórym wydaje nie są nieograniczone.

      > Dlaczego w wypisie nie ma takiej informacji?

      O prawach pacjenta? Bo są określone w kodeksie praw pacjenta, który jest powszechnie dostępny.

      > Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

      Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.

      > Chciałam zrobić sobie MR "brzucha", bez żadnej łachy dr i
      > tu niespodzianka, nici z tego, dopóki nie dostarczę czarno
      > na białym, nie zrobią.

      A co ma chirurg do twojego MR?

      > .. i żeby nie było, że mam jakieś pretensje odnośnie
      > klipsów..

      Nieee. Ja nie mam żadnych pretensji, ja tylko opisuję na forum. Piękne.

      > Informacje o klipsach ( ilość ), znalazłam w dokumentacji
      > wewnętrznej i na temat ich podszkoliłam się w necie...

      A w jakiej to dokumentacji wewnętrznej? Historia choroby jest dokumentem, do którego pacjent ma wgląd przez cały okres leczenia, a także po jego zakończeniu o ile wyrazi taka wolę. Opis zabiegu musi się w niej znajdować. A to, czy klipsy są 3, czy jest ich 5 nie ma znaczenia.
      • 22.08.10, 23:04
        > Ile ludzi nie wie, że ma cosik klipsowego w "organiżmie"?

        Wielu. O ile tylko słuchają co się do nich mówi.
        Oczywiście wielu wie.

        Ale są tacy co nie wiedzą. Czasami nawet nie wiedzą, że byli
        operowani.
        - Przebyła pani jakieś operace?
        - Nieee.
        - A te blizny na brzuchu?
        - acha. No tak. Tu była ślepa kiszka, tu woreczek, a tu ciąża
        pozamaciczna.
        • 22.08.10, 23:18
          Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
          wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
          Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.

          Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
          sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
          obdarowano mnie, że ho ho.

          Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
          informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle. Na
          taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
          żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
          taka droga, czy może inna.Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
          się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
          zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
          wiadomo dlaczego...
          CT nie będę robić, chcę MR...
          --
          Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
          — Paulo Coelho
          • 23.08.10, 00:08
            Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
            tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
            Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?

            Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
            moga byc uczuleni na ten metal.
            • 24.08.10, 23:15
              osmanthus napisała:

              > Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
              > tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
              > Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?
              >
              > Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy pajenci
              > moga byc uczuleni na ten metal.

              Klipsy sa bardzo rozne, rowniez ferromagnetyczne.
              • 26.08.10, 13:02
                imponeross napisał:

                > osmanthus napisała:
                >
                > > Nie bardzo rozumiem problem - przeciez te klipsy (staples) sa
                > > tytanowe a tytan nie jest ferromagnetyczny.
                > > Chyba, ze chodzi o ewentualne artefakta na zdjeciach?
                > >
                > > Problemem moze byc natomiast 2% zawartosc niklu - niektorzy
                pajenci
                > > moga byc uczuleni na ten metal.
                >


                > Klipsy sa bardzo rozne, rowniez ferromagnetyczne.

                Myslisz o stalowych?
                Tych raczej nikt nie uzywa do scibolenia wewnetrznego.
          • 23.08.10, 09:12
            cccykoria napisała:

            > Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
            > wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
            > Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
            Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w ogóle
            także.
            Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do woli
            przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.
            Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
            dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.

            > Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
            > sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
            > obdarowano mnie, że ho ho.

            Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.
            Porwali cię do szpitala, czy co?

            > Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
            > informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.

            Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to co
            ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie musi
            się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
            patentowej?

            Na
            > taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
            > żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
            > taka droga, czy może inna.

            Już napisałem.
            Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
            historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.

            Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
            > się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
            > zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
            > wiadomo dlaczego...

            To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
            temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie robi.
            • 23.08.10, 18:39
              0.9_procent napisał:

              > cccykoria napisała:
              >
              > > Masz małą wiedzę na temat dostępu pacjenta do dokumentacji
              > > wewnętrznej, po zakończonym leczeniu.
              > > Nie będę się kłócić z Tobą, bo to nie jest moim celem.
              > Zapewne. Niewątpliwie mniejszą od twojej. Na temat medycyne w
              ogóle
              > także.

              Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
              postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
              ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
              uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty..O wiedzy
              medycznej, wiadomo jesteś dr, więc nie dyskutuje:)

              > Tyle, że jest ona wystarczająca by wiedzieć że pacjent może do
              woli
              > przeglądać swoją historię choroby i robić z niej notatki.

              Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..

              > Ale jeśli chciałaś pooglądać dokumenty dotyczące przetargu na
              > dostawę klipsów, to nie dziwota, że dyrektor musiał wydać zgodę.

              Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
              czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..
              >
              > > Nikt nie tłumaczył mi przebiegu operacji, a dobry mam
              > > sluch, nikt nie poinformował mnie, że że mam klipsy, aż 6,
              > > obdarowano mnie, że ho ho.
              >
              > Nikt cię także nie zmuszał do podpisywania zgody na operację.

              > Porwali cię do szpitala, czy co?

              Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk
              itp
              >
              > > Chirurg nie ma z tym nic wspólnego poza udzieleniem
              > > informacji, z czego one zostaly wykonane i to tyle.

              O to mnie chodzi..może być po łacinie:)
              >
              > Jeszcze raz. To nie jest pytanie do chirurga. Aelithe napisał to
              co
              > ja - skład materiału do klipsów zna producent. I niekoniecznie
              musi
              > się tą wiedzą dzielić. Pomyślałaś, że może podlegać ochronie
              > patentowej?

              jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR

              >
              > Na
              > > taką informację muszę czekać i pisać pismo do dyrektora,
              > > żeby wyraził zgodę.Doinformuję się, czy aby napewno jest
              > > taka droga, czy może inna.
              >
              > Już napisałem.
              > Zależy do jakich dokumentów chciałaś uzyskać dostęp. Bo dostęp do
              > historii choroby nie wymaga zgody dyrektora.

              To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
              decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..

              >
              > Bo uslyszałam "kanałami" "Ona znów
              > > się czepia" Ja się nie czepiam, pracownie rezonansu, nie
              > > zrobią mi, dopóki, nie dostarczę informacji na piśmie,
              > > wiadomo dlaczego...
              >
              > To zmień pracownię. Radiolodzy czytali jakiekolwiek opracowania na
              > temat MR i klipsów? Bo ze spinaczy biurowych to się klipsów nie
              robi.

              Może czytali, pytali o rok, ale chcą " papier"..


              --
              Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
              — Paulo Coelho
              • 23.08.10, 20:27
                cccykoria napisała:

                > Dobrze, walnęłam gafę, miałam na myśli, że nie wiesz jak
                > postępują w innych szpitalach(piszę w liczbie pojedyńczej),
                > ile mnie to kosztowało zdrowia, a prawem pacjenta jest
                > uzyskać pełną dokumentację, a nie na raty.
                > Z chęcią porobiłabym notaki, tylko nie dane mi było..
                > To ciekawe, chyba mylisz się, taką informację, że dyrektor
                > decyduje uzyskałam od rzecznika praw pacjenta..

                Ustawa o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta:

                Art. 23. 1. Pacjent ma prawo do dostępu do dokumentacji medycznej
                dotyczącej jego stanu zdrowia oraz udzielonych mu świadczeń
                zdrowotnych.
                Art. 26. 1. Podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych udostępnia
                dokumentację medyczną pacjentowi lub jego przedstawicielowi
                ustawowemu, bądź osobie upoważnionej przez pacjenta.
                Art. 27. Dokumentacja medyczna jest udostępniana:
                1) do wglądu w siedzibie podmiotu udzielającego świadczeń
                zdrowotnych;
                2) poprzez sporządzenie jej wyciągów, odpisów lub kopii;
                3) poprzez wydanie oryginału za pokwitowaniem odbioru i z
                zastrzeżeniem zwrotu po wykorzystaniu,
                jeżeli uprawniony organ lub podmiot żąda udostępnienia oryginałów
                tej dokumentacji.


                Czy tutaj jest mowa o jakiejś dowolności i wyrażeniu bądź nie
                wyrażeniu zgody przez dyrektora ???


                Ja bym pana dyrektora zapytał, czy sam porozmiawia z prawnikiem o
                zasadach udostępniania dokumentacji medycznej, czy mój prawnik ma mu
                odpłatnie takich informacji udzielić.

                > Nie porwali mnie, ale sytuacja polipy pogrubiały pęcherzyk

                Nie kpij. Polip w pęcherzyku nie rośnie w jeden dzień i nie jest
                wskazaniem do ani do pilnego ani tym bardziej nagłego zabiegu.


                > Nie obchodzą mnie przetargi, tylko chcę uzyskać informacje,
                > czy są "bezpieczne" w MR i tylko tyle..

                > jak wyżej, czy nie są przeciwskazaniem do MR

                Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
                klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
                (staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
                pytaniem do chirurga.
                Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
                do dokumentacji aparatu MR.


                Zresztą:
                ‘Proszę pana. Dwadzieścia lat temu w Stanach miałam operację i
                używali w niej staplera, więc mam metalowe klipsy’
                – każą ci
                jechać do Ameryki i szukać doktora?

                Czy słyszałaś kiedykolwiek, by anestezjolog widząc pacjenta z
                rozrusznikiem powiedział mu, że musi jechać do ośrodka który ten
                rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że może być znieczulony?
                Albo jeszcze lepiej – czy słyszałaś, by chirurg przed zabiegiem
                kazał pacjentowi z rozrusznikiem jechać do ośrodka który ten
                rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, że można bądź nie można
                używać diatermii (noża elektrycznego)? Bez jaj!
                • 23.08.10, 22:42
                  czytam sobie ten watek, nie za bardzo uwaznie.
                  wpada mi w oczy bzdura jak ponizej:

                  > Jeszcze raz. Pytanie o bezpieczeństwo wykonanie MR u pacjenta z
                  > klipsami po laparoskopii czy zespoleniu szwem mechanicznym
                  > (staplerem) jest pytaniem do radiologa w pracowni MR a nie
                  > pytaniem do chirurga.
                  Bo to radiolog a nie chirurg ma dostęp
                  > do dokumentacji aparatu MR.



                  scrolluje do gory.
                  no tak.
                  0,9%


                  0,9%, practicant- czy to jest polski narybek? niewesolo.....
                  • 24.08.10, 00:16
                    Niewesołe jest to, że polscy psychiatrzy mogą nie dać sobie rady z
                    takim przypadkiem jak qwas.
                    • 24.08.10, 15:01
                      Wszystko przez "trynd" odchodzenia od elektrowstrząsów..
                      --
                      Si non confectus, non reficiat
                • 23.08.10, 22:43
                  Dzięki, czytałam te prawa, czekam mam czas, w razie czego
                  zrobię monit do szanownego Pana Dyrektora:)

                  Decyzja o 1 operacji to ciągle stany zapalne polipy i
                  kamyczki o ostrych kątach.To nie był zabieg pilny, tylko
                  ustaliłam termin. Dr oparł się na usg z marca:) a zabieg
                  miałam w czerwcu...Drugi zabieg był pilny, a może mi się
                  wydawalo:)?

                  Kończę temat z klipsami, nie będę się spierać, to nie ma
                  sensu.

                  Nie słyszalam, bo niby skąd:)
                  --
                  Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
                  — Paulo Coelho
        • 24.08.10, 17:42
          Kiedyś była taka anegdotka. Nauczyciel pyta Jasia:
          N- Kiedy była bitwa pod Grunwaldem?
          J- Dawno
          N- Jak dawno?
          J- Bardzo dawno.
          N- Kto walczył?
          J- Przeciwnik z przeciwnikiem
          N- Kto zwycieżył?
          J- Silniejszy.
          Podbnie wyglądaja nasze rozmowy z pacjentami.
          Pacjenci nie wiedzą kiedy i jakie mieli operacje, jakie zabiegi, jakie biorą
          leki, na co są uczuleni itd. Wywiad rodzinny nie istnieje.
          Gdzie boli? Tu ( może być to zarówno klatka piersiowa jak i podbrzusze a nawet
          udo - koło zatoczone ręka jest metrową srednicę).
          Jakie bierze pan leki?
          Biale pigułki.
          Od kiedy?
          Od dawna.
          Czy ktos z rodziny miał nowotwór?
          Tak, szwagrowi wycięli kiszki.
          A może ktoś przechodził zawał serca?
          A tak, w zeszłym roku sąsiadka.
          Co to za blizny?
          Nie wiem.
          Czy był pan szczepiony przeciwko wzwB?
          Tak, na ospę gdy byłem mały. ( Pacjent ma ok 60 lat).
          Mam wymieniac dalej???
          • 24.08.10, 18:27
            Wymieniaj. Ulżyj sobie. Przecież Ty kończyłaś studia i widzisz jaka jesteś
            mądra? A taki facet po sześćdziesiątce, to co on prawie jak zwierzę, tyle że
            mówiące.

            - Proszę pana, ja bym chciała, żeby pan mi zainstalował jednak poprzednią wersję
            internetu. Ta nie działa tak jak poprzednia.
            - Ale przecież ja usunąłem pani tylko wirusa z komputera.
            - No tak, wiem, ale mąż mówi...

            Są dziedziny życia, gdzie lekarz jest równie żałosny, jak pacjent.

            --
            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
            • 24.08.10, 19:47
              Jestem z pokolenia, które nie wyssało komputera z mlekiem matki - mówiąc
              kolokwialnie. Nie oznacza to, że rozmawiając z informatykiem plotę trzy po trzy.
              Jeżeli nawet ćwierćinteligent nie rozumie, że lekarz nie jest duchem swiętym i
              nie może wiedzieć co to są małe białe/rózowe/czerwone pastylki to ja już nic na
              to nie poradzę. Leki mają nazwy!!!! I można się ich albo nauczyć, albo mieć
              zapisane na kartce albo przynieść opakowania. Proste? Widać nie dla wszystkich.
              Nawet idiota powinien wiedzieć dlaczego lekarz pyta o choroby serca czy
              nowotwory w rodzinie. Chyba gdzieś słyszał o chorobach dziedzicznych i chyba
              wie, że od szwagra można zarazić się syfem natomiast nie ma szans, żeby mieć z
              nim wspólne geny a więc te same predyspozycje dziedziczne do chorób.
              Nawet kretynowi powinno obić się o uszy co to jest WZW B a jesli nie to powinien
              miec dokument szczepień - są takie książeczki.
              W sumie mamy niezły humor , może nie z zeszytów szkolnych, ale szpitalnych izb
              przyjęć czy oddziałów. Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
              sobie. Jesli lekarz nie wie gdzie boli - a można to określic dość precyzyjnie
              nie znając anatomii, diagnostyka sie opóxni. To pacjent ma wiedzieć czy
              dolegliwości sie nasilają po zjedzeniu normalnego posiłku, po golonce z wódeczką
              czy dźwignięciu skrzynki z prosiakiem. Lekarza przy tym zazwyczaj nie ma.
              Wiele lat temu na stażu z interny przyjęto faceta z bólami w klatce piersiowej.
              Ekg, diagnostyka w kierunku choroby wieńcowej itd. Strata czasu i pieniędzy, bo
              był uprzejmy zataić fakt, że spadł z drabiny.
              • 24.08.10, 20:09
                Pacjenci też przeważnie nie wysysają wiadomości o chorobach genetycznych czy
                innych rzeczach z mlekiem matki. Twoja indolencja jest jak najbardziej
                usprawiedliwiona. A ich nie? Oni to idioci, kretyni, bo gdzieś powinni słyszeć o
                tym, co ich nigdy nie interesowało? Dlatego co cwańszy serwisant powie p. dr, że
                wymienił tranzystor w procesorze, a to bardzo drogi element. I kretyn lub idiota
                uwierzy. Bo będzie mu głupio przyznać, ze nie wie, czy da się wymienić
                tranzystor w procesorze. I co to w ogóle jest tranzystor polowy z izolowaną
                bramką i wzbogaconym kanałem. Zdumiewa taka pogarda. I budzi niechęć.

                W innym miejscu trwa dyskusja o przemocy wobec lekarzy. Nic tak nie nakręca
                ludzi jak okazywana im pogarda. Ty ją okażesz anonimowo wirtualnie, a ktoś
                odreaguje w realu...

                --
                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                • 25.08.10, 16:47
                  Rzniesz głupa czy nim jesteś?
                  Jeśli lekarz pyta o choroby w rodzinie to nawet największy kretyn pownien
                  wiedzieć, że chodzi o choroby genetyczne a nie to czy szwagier po pół litrze
                  spadł ze schodów i połamał sobie żebra. No chyba, że założymy, że przeciętny
                  polski pacjent to ćwok, który nie skończył nawet podstawówki.
                  Nie zadaję skomplikowanych pytań, pytam o rzeczy podstawowe, pytam językiem
                  prostym zrozumiałym, jak by sie mogło wydawać, dla każdego.
                  I tak jak wspomniany przeze mnie w anegdotce Jasio pownien wiedzieć, że bitwa
                  pod Grunwaldem była w 1410 roku ( a nie dawno), tak pacjent powinien wiedzieć,
                  że matka zmarła nagle na serce albo ojciec na raka. Bo nie są to informacje ani
                  tajne ani skomplikowane do powtórzenia. Nie pytam o szczegóły.
                  Człowiek, który umie czytać(!) - wiedza z pierwszych klas podstawówki potrafi
                  złożyc litery i przeczytać nazwę leku. Nie jest pisana po chińsku ani cyrlicą
                  tylko alfabetem łacińskim. Jeśli pacjent złoży do kupy litery i cyfry i powie,
                  że przyjmuje np. Bisocard 5 to będę coś wiedziała, jesli powie, że małe białe
                  pigułki to nie, bo jest ich kilkaset, róznych pod względem działania, podobnych
                  z wyglądu.
                  Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
                  samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
                  odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
                  powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak bulnie
                  odszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd odechce się i
                  jemu i kumplom.
                  • 25.08.10, 18:13
                    protozoa napisała:

                    > Przemoc wobec lekarzy w pracy - pacjent w myśl prawa atakując lekarza jest tak
                    > samo winny jak rzucając się na policjanta czy sędziego. Kilka procesów i chęć
                    > odreagowania w realu minie. A do tego po przegranej sprawie karnej pacjent
                    > powinien mieć wytoczona przez lekarza sprawe z powództwa cywilnego. Jak
                    > bulnieodszkodowanie za każdy dzień utraconych zarobków, cierpienia itd
                    >odechce się i jemu i kumplom.

                    Ot, co racja, to racja. I jakie w sumie proste. Że też 0 już nie jest ministrem.
                    On by zaostrzył kary, że byłyby ostre jak brzytwa. I więzień wybudował, żeby
                    wszyscy mieli jakieś cele. A za każde przestępstwo - dożywocie. Zanim taki
                    krzywo spojrzy, to się sto razy zastanowi. Dziwne, że nie działa to na pijaków
                    za kółkiem. Może trzeba im uświadomić i wpisać do kodeksu, że do nieba nie pójdą?

                    Reszta postu, ta dotycząca ćwoków, kretynów, słowem - pacjentów jest również
                    słuszna. Jak ktoś nie ma wykształcenia lekarskiego i nie rozumie co do niego
                    mówi p. dr, która zniża się i specjalnie schodzi z piedestału, to jest ćwokiem i
                    kretynem. I takiego powinni od razu zamknąć, żeby nie denerwował swoją głupotą
                    ciężko harującej inteligencji pracującej.

                    Osobiście jestem niezmiernie wdzięczny, że zniżyłaś się do rozmowy z ćwokiem i
                    kretynem. Bo ja też na pytanie o choroby w rodzinie opowiedziałbym o chorobach w
                    rodzinie. Tak jak zapłakany Jasio z anegdoty, który wbiega do gabinetu
                    higienistki (było coś takiego w szkołach za komuny) i płacze.
                    - Co się stało Jasiu? - pyta higienistka.
                    - Uderzyłem się - przez łzy odpowiada Jasio.
                    - A gdzie się uderzyłeś? - pyta higienistka, chcąc ulżyć w cierpieniu.
                    - Na korytarzu - odpowiada zanosząc się płaczem Jasio.
                    - A w co się uderzyłeś? - nie daje za wygraną higienistka przygotowując okład.
                    - W klamkę - płacząc odpowiada Jasio zgodnie z prawdą.

                    Jakie pytania, takie odpowiedzi, p. dr. Nie zawsze ćwokiem czy debilem jest ten,
                    kto odpowiada.

                    --
                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                    • 25.08.10, 18:53
                      ale w tym dowcipie ludzie smieja sie z jasia nie z higienistki
                      bo pytania, mimo pozornej niejednoznacznosci, sa zrozumiale dla kazdego

                      prezentujesz zupelnie glupia opinie, ze pacjent wszystko moze i wszystko mu
                      wolno bo jest chory (w wersji "solidarnej") lub wszystko mu wolno bo jest
                      klientem (to w wersji "liberalnej")

                      a tak nie jest

                      pacjent, ktory swiadomie i celowo nie przygotowuje sie do wizyty lekarskiej -
                      tak pod wzgledem higieny jak i wiedzy o swoi stanie zdrowia i przebytym leczeniu
                      szkodzi wylacznie sobie
                      utrudnione badanie lekarskie jest problemem wylacznie pacjenta i to tylko
                      pacjent bedzie ponosil konsekwencje nieoptymalnego leczenia
                      wiec zgrywanie glupiego jasia zaszkodzi tylko pacjentowi

                      bo jak pacjent sam nie wezmie odpowiedzialnosci za wlasne zdrowie, to nikt za
                      niego tego nie zrobi

                      na temat blyskotliwej ktytyki kar za przemoc wobec personelu medycznego nie bede
                      sie wypowiadal, bo do poziomu dresiarza nie chce sie znizac
                      • 25.08.10, 20:19
                        Ok. Ponieważ nie jestem pewny czy chodzi o zniżanie się, czy wspinanie na palce,
                        więc nie poproszę, żebyś zacytował fragment wypowiedzi, najlepiej mojej, w
                        której błyskotliwie krytykuję kary za przemoc wobec lekarzy. Nie odniosę się
                        także do pozostałej części wypowiedzi. Ponieważ mogłaby zostać uznana próbę
                        "dokopania lekarzom" smutna konstatacja, że to niekoniecznie pacjent jest ćwok i
                        debil, bo nie rozumie pytań, tylko lekarz nie rozumie odpowiedzi...

                        --
                        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                    • 25.08.10, 21:34
                      No to już wiemy, że pacjent, który nie potrafi powiedzieć gdzie i co go boli, jakie zażywa tabletki oraz nie ma pojęcia dlaczego lekarz pyta o nowotwory czy choroby serca w rodzinie, to ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok.

                      To może się również dowiemy jak należy nazwać lekarza, który pisze o zawale ściany lewej, no bo ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok jakoś tu nie pasuje.

                      --
                      "Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
                      potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
                      Arthur Schopenhauer
                      • 26.08.10, 07:57
                        Pacjent nie musi wiedzieć, że boli go w rzucie wątroby, ale może pokazać palcem
                        miejsce, w którym odczuwa ból a nie zataczać olbrzymie koło. Może powiedzieć, że
                        boli go po wysiłku, jedzeniu, przed jedzeniem, po seksie , przy oddawaniu moczu
                        itd a nie "boli i już".
                        Może powiedziec od kiedy boli. Nawet dzicy z buszu potrafią to jakos sprecyzować
                        np. od ostatniej pory deszczowej. My mamy kalendarz i człowiek po podstawówce,
                        albo w jej trakcie wie, że może bolec od tygodnia, miesiąca czy jesieni. Proste?
                        Nie dla wszystkich jak sie wydaje.
                        Lekarz o nowotwory czy choroby serca w rodzinie nie pyta z ciekawości i o tym
                        tez powinien wiedzieć nawet ktos kto nie umie czytać tylko od czasu do czasu
                        włącza telewizor. O tym, że niektóre choroby moga być dziedziczne mówi sie i
                        pisze od pół wieku albo jeszcze dłużej.
                        Tak, jest to ćwok, który szkodzi przede wszystkim sobie.
                        Żałuję, ale nigdy nie jest za późno, żeby zacząć, że nie prowadziłam rejestru
                        powiedzeń pacjentów.
                        Nie wiem jak to było z zawałem "ściany lewej". Podejrzewam, że lekarz miał na
                        mysli ścianę dolną i zwyczajnie się przejęzyczył. Być może napisał to w sytuacji
                        gdy stało mu nad głową 10 osób i jedna z nich ryczała, że boli ją lewa ręka. Ja
                        kiedyś robiąc wypis też wpisałam powtarzaną 10 razy frazę przez stojącego obok
                        pacjenta.
                        • 26.08.10, 08:38
                          Reasumujac, pacjent to najwiekszy wrog lekarza. Zlo konieczne, ktore
                          trzeba zwalczac.
                          • 26.08.10, 09:10

                            Tyle, że głupi pacjent przede wszystkim szkodzi sam
                            sobie.


                            Więc nie "największy wróg lekarza", a największy wróg samego
                            siebie.
                            • 26.08.10, 10:47
                              Głupi lekarz szkodzi bardziej niż głupi pacjent.

                              --
                              Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                              • 26.08.10, 11:00
                                Spadaj trollu.
                                • 26.08.10, 11:06
                                  0.9_procent napisał:

                                  > A ja głupi myślałem

                                  > Spadaj trollu.

                                  --
                                  Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                        • 27.08.10, 01:46
                          Protozoa napisała:

                          „Pacjent nie musi wiedzieć, że boli go w rzucie wątroby, ale może pokazać palcem miejsce, w którym odczuwa ból a nie zataczać olbrzymie koło. Może powiedzieć, że boli go po wysiłku, jedzeniu, przed jedzeniem, po seksie , przy oddawaniu moczu itd a nie "boli i już".
                          Może powiedziec od kiedy boli. Nawet dzicy z buszu potrafią to jakos sprecyzować np. od ostatniej pory deszczowej. My mamy kalendarz i człowiek po podstawówce, albo w jej trakcie wie, że może bolec od tygodnia, miesiąca czy jesieni. Proste?
                          Nie dla wszystkich jak sie wydaje. „

                          Oczywiście, że pacjent powinien wiedzieć i powiedzieć lub pokazać co go boli, pod warunkiem, że lekarz jest zainteresowany tym co dolega pacjentowi.

                          Protozoa napisała:

                          „Lekarz o nowotwory czy choroby serca w rodzinie nie pyta z ciekawości i o tym tez powinien wiedzieć nawet ktos kto nie umie czytać tylko od czasu do czasu włącza telewizor. O tym, że niektóre choroby moga być dziedziczne mówi sie i pisze od pół wieku albo jeszcze dłużej.”

                          A co może zrobić pacjent, jeśli „orzeł w czerwonym wdzianku z napisem lekarz” cały wywiad ogranicza do dwóch pytań ?
                          Co dolega i jakie bierze leki ?
                          Co może zrobić pacjent jeśli zgłasza lekarzowi, że ma problemy z oddychaniem a „orła” nie interesuje od ilu godzin pacjent ma te problemy?
                          Co może zrobić rodzina pacjenta, jeśli „orła” nie interesuje, że pacjent, który zgłasza duszność jest po trzech zawałach ?

                          Jak się dowiedziałam nie należy z usług takiego „orła” rezygnować i wzywać drugą karetkę, bo pacjent może nie doczekać przyjazdu następnej karetki.
                          Trzeba brać usługę jak leci, nawet złą.

                          Ty jako lekarz możesz wytłumaczyć „głupiemu” pacjentowi w jakim celu zadajesz tego typu pytania. Gorzej jest natomiast jeżeli pacjent stara się „ mądremu” lekarzowi dać do zrozumienia, że mimo medycznego wykształcenia jednak się myli, to wtedy robi się bardzo nieprzyjemnie.

                          Protozoa napisała:

                          „Nie wiem jak to było z zawałem "ściany lewej". Podejrzewam, że lekarz miał na mysli ścianę dolną i zwyczajnie się przejęzyczył.”

                          Równie dobrze mogę napisać, że pacjent ( o którym piszesz ) zataczając olbrzymie koło miał na myśli np. wątrobę i zwyczajnie zatoczył zbyt duże koło.

                          Protozoa napisała:

                          „Być może napisał to w sytuacji gdy stało mu nad głową 10 osób i jedna z nich ryczała, że boli ją lewa ręka. Ja kiedyś robiąc wypis też wpisałam powtarzaną 10 razy frazę przez stojącego obok pacjenta.”

                          Podejrzewam, że nad lekarzem z SL, który redagował uzasadnienie orzeczenia nikt nie stał i nikt nie ryczał, że boli lewa ręka.
                          Skoro w odczuciu wielu lekarzy pacjent to ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok, nie trzeba się specjalnie wysilać przy pisaniu uzasadnienia, no bo cóż taki ćwok lub jego rodzina może zrozumieć.
                          Można napisać, że chory na hemodynamikę jechał z zawałem ściany lewej po drodze zrobili EKG i przekazali na Odział Kardiodiagnostyki Inwazyjnej, gdzie lekarz we wstępnym rozpoznaniu wpisuje: „ świeży zawał ściany dolnej”.
                          Przecież ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok nie może wiedzieć, że nie ma zawału ściany lewej.

                          --
                          "Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
                          potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
                          Arthur Schopenhauer
                          • 27.08.10, 15:55
                            1. Gdy przychodzi do mnie pacjent ZAWSZE jestem zainteresowana w sensie
                            zawodowym, jego chorobą i chcę mu pomóc. W tym celu zadaję proste pytania
                            - gdzie boli
                            - w jakich okolicznościach ból się nasila
                            - od kiedy boli
                            - czy był juz pan/pani w związku z tymi dolegliwościami u lekarza
                            - jakie bierze pan/pani leki.
                            I może co 8 pacjent daje sobie pomóc, bo potrafi odpowiedziec na takie pytania.
                            Oznacza to, że pozostali albo są głąbami i ćwokami albo nie chcą dać sobie pomóc.
                            2. Noszę uniform w innym kolorze i zadaję znacznie więcej niż te dwa pytania. A
                            na pytania co dolega mozna odpowiedzieć w miarę precyzyjnie i jednoznacznie
                            określić jakie bierze się leki. Tak jak mamy nazwiska tak i lekarstwa swoje nazwy.
                            3. A co ma robic lekarz jeśli pacjent ćwok na pytanie od kiedy ma kłopoty z
                            oddychaniem nie potrafi powiedzieć czy od wczoraj czy miesiąca czy po wysiłku
                            czy nie. Co ma robić zgadywać? Sięgnąć po szklaną kulę?
                            nie wierzę, że lekarza nie interesuje duszność - niekoniecznie po zawale- jest
                            zasada R ( atuj) W (łasną) D(upę) i nawet ktoś najbardziej leniwy czy nie
                            douczony w ramach tej zasady zabiera do szpitala.
                            Jeśli pacjent krzyczy, wymądrza się, awanturuje, straszy ( kogo to on nie zna) i
                            do tego opowiada bzdury - rzeczywiście robi się nieprzyjemnie.
                            4. Oczywiście pacjent mógł zatoczyć zbyt duże koło, ale ja wtedy proszę o
                            sprecyzowanie, pokazanie palcem, ale gdzie tam, ćwok zatacza coraz większe koło
                            i bądź tu mądry. A na dodATEK KRZYCZY, ŻE CHCE TU I NATYCHMIAST ( CZYLI W IP)
                            wszystkie BADANIA.
                            I wyszło na moje. Zawał dotyczył ściany dolnej! Jest to typowe przejęzyczenie.
                            Nawet ja na odległość wiedziałam co miał na myśli kolega.
                            Kiedyś w miejsce adresu w górnej części recepty wypisałam nazwę leku, bo pacjent
                            w ciągu minuty góra 2 kilka razy powtórzył - z błędem zresztą- jakie leki brał
                            dotąd. I był bardzo zdziwiony, że ja w ciągu 20-25 sekund nie napisałam imienia,
                            nazwiska, adresu, peselu.
                            Niestety gros pacjentów to głąby i ćwoki. Cokolwiek chcesz mi wmówić.
                            • 27.08.10, 16:39
                              To widać, że niektórzy lekarze bardziej skupiają się na z(abezpieczaniu)
                              w(łasnej) d(ypy) n(a) w(szelkie) m(ożliwe) s(posoby) niż na dociekaniu co boli i
                              gdzie. Ale chwali się, że się lekarze przynajmniej starają zniżyć do poziomu
                              debila i ćwoka.

                              Z zainteresowaniem p dr studiuje kartę choroby.
                              - No to gdzie pana boli? - rzuca odrywając się od lektury.
                              - Tutaj - pokazuje pacjent palcem na brzuch. Pani doktor mruczy cos do siebie?
                              - Więc? - rzuca po chwili - może mi pan wreszcie pokazać gdzie pana boli?
                              - Tutaj - pacjent wskazuje sufit.
                              - Aha. Tak. No to popatrzmy... - złowieszczo oznajmia p dr podnosząc się zza
                              biurka. - Co pan tak stoi!? Dlaczego się pan jeszcze nie rozebrał!?

                              --
                              Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                            • 28.08.10, 01:08
                              Protozoa napisała:

                              „nie wierzę, że lekarza nie interesuje duszność - niekoniecznie po zawale- jest zasada R ( atuj) W (łasną) D(upę) i nawet ktoś najbardziej leniwy czy nie douczony w ramach tej zasady zabiera do szpitala.”

                              Zabrać do szpitala w ramach RWD to każdy głupek potrafi.
                              Tylko, że zanim się wsadzi chorego do karetki w celu przewiezienia do szpitala, lekarz powinien sprawdzić dlaczego pacjentowi jest duszno. No chyba że lekarza sprowadzasz do roli szofera a karetkę traktujesz jako taksówkę to możesz napisać, że pomógł bo zabrał do szpitala.

                              Kiedyś myślałam, że ponowne oznaczenie troponin wykonuje się dla dobra pacjenta ale okazuje się, że to tylko dupochron dla lekarza.

                              Protozoa napisała:
                              „I wyszło na moje. Zawał dotyczył ściany dolnej! Jest to typowe przejęzyczenie. Nawet ja na odległość wiedziałam co miał na myśli kolega.”

                              Na odległość wiesz, iż kolega po fachu, pisząc o zawale ściany lewej myślał o zawale ściany dolnej - to bardzo ciekawe.
                              To może napisz jeszcze co miał na myśli zamieniając duszność subiektywną na dolegliwości bólowe. Tylko nie pisz mi, że to kolejne „typowe przejęzyczenie” kolegi z SL.

                              Protozoa napisała:

                              „Niestety gros pacjentów to głąby i ćwoki.
                              Cokolwiek chcesz mi wmówić.”

                              Między ćwokiem pacjentem a ćwokiem lekarzem, który w ramach RWD zabiera do szpitala jest zasadnicza różnica i uważam, że ćwok lekarz jest o niebo groźniejszy od ćwoka-pacjenta. Ćwok- pacjent sam sobie szkodzi a ćwok –lekarz nie szkodząc sobie może szkodzić wielu pacjentom.

                              --
                              "Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
                              potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
                              Arthur Schopenhauer
                      • 27.08.10, 19:51
                        > To może się również dowiemy jak należy nazwać lekarza, który pisze
                        o zawale ści
                        > any lewej, no bo ćwierćinteligent, idiota, kretyn i ćwok jakoś tu
                        nie pasuje.


                        sciane dolna tez okresla (okreslalo sie? dotyczy to niektorych
                        obszarow jezykowych? - tu szczegolow nie podam) sciana lewa.
              • 27.08.10, 19:42
                > To pacjent ma wiedzieć czy
                > dolegliwości sie nasilają po zjedzeniu normalnego posiłku, po
                golonce z wódeczką
                > czy dźwignięciu skrzynki z prosiakiem. Lekarza przy tym zazwyczaj
                nie ma.

                nie. to lekarz ma go o to zapytac.
                taki zawod. spora czesc pacjentow- jest jak dzieci. i trzeba z nimi
                tykim jezykiem rozmawiac. (rozwiazaniem poniekad jest-
                korespondencja miedzy lekarzami; wszystkie informacje dostaje lekarz
                domowy).
                ale znacznie wieksza czesc jest w stanie zrozumiec - co i dlaczego
                ma sie zamiar z nim robic. a moj krotki wywiad srodowiskowy (po
                lekturze tego forum) w .pl mowi mi ze informowanie pacjenta jest
                wyjatkowo rzadkowscia- jesli wogole istnieje.

                przyklad:
                krewnej cierpna i slabna rece. ja: a byla ciocia u nerologa? k:
                bylam. ja: no i co? k: powiedzial ze to od kregoslupa ja: a skad wie
                ze od kregoslupa, jakie zrobil badania k: no zrobil zdjecie ja:
                rezonans? k: nie rentgen. popatrzyl i powiedzial ze to od
                kregoslupa. ja: zadnych innych badan? takie pradem i iglami np? k:
                nie. ja: to niech ciocia powie zeby zrobil przynajmniej rezonans
                kregoslupa k: ale on mi zrobil zdjecie kregoslupa i powiedzial ze
                mam zwyrodnienie ja: na takim zwyklaym zdjeciu nic nie widac. kazdy
                kto ma wiecej niz 50 lat ma zwyrodnienie. trzeba mu powiedziec zeby
                zrobil rezonans. mozna nawet poczekac te 2-3 miesiace k: ale ON SIE
                OBRAZI.

                no. opadly mi rece.


                inny przyklad o znajomym z ropniem i goraczka leczonym (prywatnie)
                zachowawczo- juz bylo. i ze skonczylo sie to natychmiastowym
                przyjeciem do szpitala. przez - tez prywatnego profesora.

                takze-
                coraz bardziej watpie kto tu capen kto pacanem.

      • 23.08.10, 01:34
        do jasnej cholery,
        to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie! ze szczegolnym
        uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
        niezaleznie od tego- rozmowa wyjasniajaca z pacjentem- dlaczego akurat te klipsy
        zzostaly uzyte i jakie inne mogly.
        i jest to OBOWIAZEK LEKARZA PROWADZACEGO.
        • 23.08.10, 09:17
          qwas12 napisał:

          > do jasnej cholery,
          > to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
          > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.

          Jakie informacje?
          O karcie praw pacjenta?
          O składzie materiału do klipsów?
          O ilości klipsów?
          O przetargu na klipsy?
          O czym jeszcze?

          > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.
          A termografii, PET, diadynamikach nie? Może jeszcze o podróżach
          koleją i samolotem? Albo statkiem kosmicznym?

          Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
          składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta? Bo ja na pytanie o
          leki zwykle słyszę, "Takie małe białe..."
          • 23.08.10, 22:52
            0.9_procent napisał:

            > Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
            > składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?

            oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy pacjent
            bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna, ass, metformina
            ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych przeciwcukrzycowych.
            jesl jeszcz cos bylo- prosze o uzupelnienie.
            w przypadku operacji neurochirurgicznych powinnien wspomniec o VPA i ew. ssri;


            inna planeta, jak slowo daje.....


            • 24.08.10, 00:15
              qwas12 napisał:

              > 0.9_procent napisał:
              >
              > > Czy lekarz POZ kierując pacjenta na operację podaje informacje o
              > > składzie tabletek przyjmowanych przez pacjenta?
              >
              > oczywiscie za ma taki OBOWIAZEK. lekarz POZ ma obowiazek podac czy
              pacjent
              > bierze/bral leki i czy zostaly odstawione: markumar/warfaeryna,
              ass, metformin
              > a
              > ew - przynajmniej wspomniec o sulfonylomocznikach in innych
              przeciwcukrzycowych

              Dla ciebie skład tabletki to tylko substancja czynna?
              Zaiste genialne. Widziałes kiedyś tabletki o ciężarze 3 mg?

              I ponawiam pytanie
              qwas12 napisał:

              > do jasnej cholery,
              > to sa informacje ktore MUSZA byc zawarte w wypisie!
              > ze szczegolnym uwzglednieniem mozliwoscie wykonania rezonansu.

              Jakie informacje?
              O karcie praw pacjenta?
              O składzie materiału do klipsów?
              O ilości klipsów?
              O przetargu na klipsy?
              O czym jeszcze?
    • 23.08.10, 01:24
      cykorio masz prawo zadać wszelkie pytania przed operacją - po to są wizyty
      chyba , że mówimy o operacji ratowania życia

      często skład klipsów jest tajemnicą producenta
      • 23.08.10, 10:06
        Ale to czy można wykonać rezonans nie jest tajemnicą. I o te informacje chodzi
        cykorii. I taką informację powinna uzyskać przy wyjściu ze szpitala.
        • 23.08.10, 10:24
          Więc niech się zgłosi do chirurga z pełną dokumentacją aparatu MR na
          którym będzie wykonywane badanie.
        • 23.08.10, 11:02
          Sprawa klipsów jest prosta. Jak każdy wyrób maja symbol/nazwę handlową/normę- to
          powinno byc w dokumentacji umieszczone a wykonujący rezonans powinien wiedziec
          czy jest przeciwwskazaniem, czy może wpłynąc na wynik badania.
          Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare artykułow w
          NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego przyjęcia pacjentów
          do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące. Konkluzje sa
          dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów (chyba 80%)
          wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno, jakie moga
          wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono lepiej
          informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans rozmowy z
          pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne leczenie.
          Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac o przyszłości
          człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
          nieakceptowalnym dla tej osoby. Wyjatek- ratowanie zycia.
          Podam przykład: znajomy sportowiec zgłasza sie do polskiego lekarza, który
          proponuje operacje by rozwiązac problem. lekarz wie jaką dyscypline sportu
          pacjent uprawia, nawet pogadali nt. "szanse w MŚ". Niestety nie informuje, że
          operacja załatwi problem ale uniemożliwi grę- koniec kariery. Na szczęście
          wiedział/przypuszczał klubowy lekarz. Sportowca wysłano zagranicę, gdzie było
          jasne dla lekarza, że to zawodnik dokonuje wyboru między zabiegiem załatwiającym
          sprawe częsciowo i byc może tymczasowo ale umozliwiającym gre a załatwieniem
          sprawy definitywnie za cene rezygnacji z kariery.
          W "królestwie procesów przeciwko szpitalom"- USA spraw zw. brakiem informacji i
          wyboru juz prawie nie ma. Za dużo kosztowały szpitale przegrane procesy.
          • 23.08.10, 12:31
            claro komunikacja działa w dwie strony
            1. pierwsza lekarz chce wytłumaczyć
            2. druga pacjent podejmuje wysiłek by to zrozumieć

            w mojej praktyce lekarskiej nagadałem się z pacjentami co i im wolno, czego nie wolna; a potem pacjenci i tak lądowali z powikłaniami na oddziale.

            Np. pacjent po przeszczepie wątroby z ostrą poalkoholową niewydolnością wątroby.
            Czy pacjent na interferonie, który zakombinował by nie mieć pobieranej krwi i zmarł z powodu masywnego krwotoku.
            • 23.08.10, 12:38
              Co racja to racja. Pacjenci to idioci, którzy nic nie rozumieją. Więc nie można
              winić lekarzy, że nie tłumaczą o co chodzi, bo przecież i tak nie zrozumieją. A
              jak tłumaczą to nieuki i tak nie rozumieją i robią po swojemu. Skąd w takim
              razie tak gorliwa obrona przez lekarzy prowadzonego przez siostry zakonne
              ośrodka, w którym nie przestrzegano zaleconych przez lekarzy diet?

              --
              Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
              • 23.08.10, 17:47
                nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci - to twoja nadinterpretacja
                natomiast duży odsetek pacjentów świadomie ignoruje zalecenia lekarskie - szczególnie, gdy nie płacą a wizytę.

                komentarze w stylu : " jak ten młody gó...arz mógł zmienić leczenie, jakie ustalił kardiolog. To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych."
                • 23.08.10, 17:50
                  ucięło post

                  komentarze jak powyżej to chleb powszedni. Pacjent jest bardziej skłonny wykonać zalecenia lekarza, któremu płaci.
                  Jeden z profesorów interny w moim mieście był raczej kiepskim lekarzem. Ale efekty leczenia miał nadzwyczajne. Mógł sobie pozwolić na wyrzucenia z gabinetu pacjenta, który nie realizował jego zaleceń.
                • 23.08.10, 17:54
                  To bardzo dobry lekarz, za wizytę bierze 200 złotych

                  I dokładnie tak samo jest z lekami.
                  Na tym forum rozpowszechniany jest mit, jakoby lekarze mieli interes
                  w wypisywaniu leków drogich. Otóż to sami pacjenci zabiegają o leki
                  droższe. Atrowastatyna za 50 zł jest w odczuciu wielu z nich lepsza
                  od tej za 8 zł - i to nie po próbie zastosowania obu, nie - przed
                  stosowaniem leku. A już nie daj Boże jak lek kosztuje 3.20 zł.
                  On "nie może działać".
                  • 23.08.10, 18:00
                    krótko po moim stażu, moja koleżanka na pediatrii przeżywała skargę. Tatuś jednego z dzieci napisał skargę do profesora, jak śmiała mu wypisać lek na ryczałt.
                    Co więcej dostała za to opieprz.
                • 23.08.10, 20:40
                  aelithe napisał:

                  > nigdzie nie napisałem, że pacjenci to idioci

                  Bo nie są.
                  Pacjent skarżący się lekarzowi : „Te czopki co mi pan ostatnio
                  wypisał są strasznie niesmaczne”
                  to geniusz !
                  • 23.08.10, 21:09
                    dowcip z brodą - z drugiej miałem jednego pacjenta, który próbował jeść czopki
                    • 23.08.10, 21:20
                      Nie do końca dowcip, jak wiesz.

                      "Życie przerosło kabaret" - nie wzięło się znikąd.
                      • 23.08.10, 21:40
                        mój szef specjalizacji 1 stopnia miał joba na punkcie wypisywania recept z adnotacją 3 x 1 tabletka po 5 mg
                        jeden z jego pacjentów zapis 3 x 5 mg zrozumiał jako przyjmowanie 3 razy dziennie 5 tabletek i trafił na OIM.
                        • 24.08.10, 09:12
                          Staż na ginekologii. Koleżanka pyta rodzącej:
                          - a jakie pani mąż ma Rh?
                          - Noo... takie - pada niepewna odpowiedź (i tu przyszła mama pokazuje palcami jakies 15 cm)
                          • 24.08.10, 11:02
                            - Wie pan, zrobiłam sobie w komputerze bazę danych pacjentów. Ale uzbierało się
                            tego sporo i chciałbym to jakoś poukładać alfabetycznie. A jak dam sortowanie,
                            to mi się wszystko miesza.
                            - A w czym pani sobie tę bazę zrobiła?
                            - No jak to w czym. W Wodzie.

                            --
                            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                            • 25.08.10, 21:19
                              I dlatego zamiast drogiego M.Office należy używać darmowego Open Office

                              www.ux.pl/openoffice/
                              link na samym dole strony
                              • 25.08.10, 22:35
                                We Writerze też sortowanie zawodzi jeśli się w nim tworzy bazę danych. To po
                                prostu nie do tego służy. Taka baza danych dla lekarza to kupa kasy:

                                dla 4 lekarzy z rejestracją i gabinetem zabiegowym

                                Licencja odnawialna: dla 4 lekarzy: 75zł + 3*58 = 249zł x 12 m-cy = 2988zł
                                rocznie (netto)

                                Licencja bezterminowa: 894zł+3*779zł+300zł=4131zł za pierwszy rok (netto)

                                Aktualizacja za każdy następny rok: 434zł + 3*388zł + 132zł= 1730 zł (netto)

                                Różnica w rocznych opłatach (netto): 4131 zł - 1730 zł = 2401zł, co oznacza, że
                                inwestycja w licencję bezterminową zwróci się po 2,4 roku (4131zł/1730zł – 2,4)


                                --
                                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                        • 27.08.10, 16:08
                          - Pacjent zjadł czopki - choć miał napisane, że 1 czopek doodbytniczo.
                          Wczoraj- zgłasza się pacjentka ( IP CHIRURGIA) i podaje, że ma guz w brzuchu.
                          Brzuch rzeczywiście dośc duży, ale na oko widać 5-6 miesiąc ciązy. Pytam czy
                          jest w ciąży. Potwierdza. Pytam dlaczego nie udaje się do ginekologa a ona na
                          to, że była, ale ginekolog jest mężczyzna i ona sie wstydzi. Pacjentka ma 32
                          lata i chyba średnie wykształcenie.
                          Pytam w czym moge pomóc skoro jestem chirurgiem a nie ginekologiem. Pacjentka
                          mówi, że chce, żeby ją w związku z ciążą zobaczył "jakiś " lekarz.
                          Postanawiam podjąć grę - wszak jestem jakims lekarzem. Badam brzuch - z punktu
                          widzenia chirurgicznego nic nie widzę niepokojącego. Mierzę ciśnienie - w
                          granicach normy. Pytam czego sobie życzy, bo właśnie widział ją jakiś lekarz i
                          może napisać konsultację z zakresu swoich kompetencji. Pacjentka mówi -
                          dosłownie "szczypie mnie w cipci". Załamuję ręce. Na szczęście wchodzi kolega,
                          który przejmuje zmianę i pacjentka rezygnuje z jego pomocy. Brzmi to jak bajka.
                          • 27.08.10, 16:27
                            I czego dowodzi ten przykład? Że lekarz jak wybije godzina, rzuca wszystko, z
                            rozebranym pacjentem na czele, i pędzi do domu?

                            --
                            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                            • 27.08.10, 16:37
                              No nie żartuj! Ty też nie rozumiesz?
                              • 27.08.10, 16:42
                                Nic a nic. Jestem pacjentem. Na śniadanie jadam czopki, popijam kroplami do nosa
                                i smaruję klatkę piersiową syropem przeciw kaszlowi. Zgodnie z zaleceniami.

                                --
                                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
            • 23.08.10, 14:58
              aelithe, rozumiem problem- tez sie nieraz natłumaczę a równie dobrze mogłabym
              tłumaczyc hydrantowi- pojmie mniej wiecej tyle samo.
              Ale i Ty i ja odpowiadamy nie za stan umysłowy rozmówcy i nie za konsekwencje
              jego niezrozumienia czy olania, a za wypełnienie naszego obowiązku informowania.
              Porównaj dwie sprawy i dwa wyroki. Oba dotyczą impotencji po prostatektomii.
              Obaj panowie twierdzili, ze nie poddaliby sie zabiegowi gdyby wiedzieli o takim
              mozliwym nastepstwie. W obu nie stwierdzono zadnej nieprawidlowosci przy
              zabiegu, po prostu typowe uszkodzenie nerwu. Pacjent X przyznał, że był
              informowany o takim ryzyku ale nie rozumiał słowa "impotencja". Sprawe przegrał,
              sad stwierdził, że nierozumienie słownictwa nie oznacza, że osoba nie została
              poinformowana. Uzasadnienie jak to w USA kwieciste, ale w skrócie "to na
              pacjencie spoczywa zadanie sobie trudu by zrozumiec słowa, które sie do niego
              wypowiada." Pan Y zeznał, ze nie był poinformowany. Lekarz potwierdził (fałszywe
              zeznania w USA to niewielu odważy się skladać) tłumacząc sie zupełnie sensownie,
              że pacjent jest człowiekiem wykształconym i bez trudu mógł wszystkie informacje
              znaleźć w powszechnie dostepnych źródłach. Pan Y wygrał spora kasę, bo w/g
              sedziego "żaden stan umysłu pacjenta poza całkowita utrata świadomości nie jest
              okolicznościa zwalniająca z rzetelnej informacji o mozliwych skutkach leczenia."
              Ten drugi wyrok był przywołany w niedawnej sprawie pacjentki poddanej
              mastektomii, ktorej nie poinformowano mozliwości zabiegu oszczedzającego
              niosacego wieksze ryzyko. Tym razem pacjentka była zbyt ograniczona umysłowo by
              pojąc, co sad przyznał ale "żaden stan umysłu itd."


              • 23.08.10, 17:35
                claro w commone law znaczenie ma nie tylko litera prawa, ale także duch prawa. Nie tylko co zostało w nim zapisane, ale także w jakim celu to zrobiono. Czyli możesz złamać prawo bezkarnie, jeśli twój solicitor potrafi udowodnić, że wydanie tego prawa miało inny cel, niż twój konkretny przypadek.

                W USA od ponad 30 lat ogranicza się odpowiedzialność lekarzy, reguły są jasne. Pierwsze dostosowywanie się lekarzy do reguł, drugie ograniczanie możliwości stosowania precedensów przez wydawanie aktów przez kongres, bądź kongresy lokalne. Afektem spadek ceny hysterectomii w Delaware z 80 tysięcy w 1984 do 14 tysięcy w 2006.

                W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne, sprowadza się do określenia dokopać konowałom.
                • 23.08.10, 18:21
                  Nie o prawo mi chodzi w pojęciu "system prawa". Nie chodzi przeciez o to by sad
                  musial regulować jak ma pracować lekarz. Wyroki sa jedynie reakcja na pozew
                  pacjenta. który czuje sie poszkodowany. Sa wskazówką "prawa obywatelskie
                  pacjenta zostały naruszone" lub nie.
                  Prawem obywatelskim jest rowniez wybranie źle z punktu widzenia lekarza.
                  Obowiązkiem lekarza jest pacjenta tylko poinformowac jakie leczenie jest
                  skuteczniejsze ale np. bardziej ryzykowne. Co pacjent wybierze- powinno byc albo
                  zaakceptowane albo lekarz odmawia leczenia "krnabrnego pacjenta". Ma takie
                  prawo- ma prawo wpisac w karcie "chory odmawia zaleconego leczenia" i koniec.
                  Aelithe, nie jesteście odpowiedzialni za niczyje życie bardziej niż on sam.
                  Choć wielu ludzi uważa, że "lekarz ma sie martwić tylko".
                  • 23.08.10, 20:37
                    do połowy lat 50-tych obowiązywało przeświadczenie, że lekarz wie lepiej niż pacjent. Dopiero od USA zaczęto to zmieniać. W Polsce zmiany do początek lat 90-tych. Zmiana mentalności pacjenta i lekarzy wymaga wielu lat. Szczerze mówiąc podoba mi się dużo bardziej system niemiecki. Tam pacjent przed każdą procedurą medyczną otrzymuje ulotkę przygotowaną przez stowarzyszenie praw pacjenta, po zapoznaniu się z którą, dopiero podejmuje rozmowę z lekarzem. A następnie ją podpisuje z decyzja, czy zgadza się na zabieg czy nie. Dla mnie najlepsze rozwiązanie. Nie ma mowy o wyłudzeniu odszkodowania.
                    Claro większość odszkodowań w USA to tak na prawdę wyłudzenia prawne. Rzadko kiedy ofiary prawdziwych pomyłek lekarskich występują o odszkodowania.
                    Najfajniejsze o którym słyszałem to mężczyzna mający 5 dzieci pozwał producentów pigułek i dostał odszkodowanie, bo na opakowaniach nie ma napisane, że pigułki są dla kobiet.
                • 23.08.10, 18:22
                  aelithe napisał:

                  > W Polsce orzecznictwo sądów jest niespójne, powiedziałbym wręcz schizofreniczne
                  > , sprowadza się do określenia dokopać konowałom.

                  W której Polsce? Możesz podać przykłady, w których sąd chciał "dokopać"
                  lekarzowi, a nie stawał na głowie, żeby go uniewinnić, albo skazać na jakiś
                  niewielki wyrok w zawieszeniu?

                  --
                  Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                  • 23.08.10, 19:04
                    sam fakt że dochodzenie nie jest po jednym dniu umarzane, w sprawach
                    typu "lekarz nie pobiegł udzielać pomocy komuś przebywającemu gdzieś
                    będącemu być może po zasłabnięciu, tłumacząc się że karetka była już
                    w drodze", świadczy o tym że wymiar sprawiedliwości chce dokopać
                    lekarzom.


                    • 23.08.10, 19:58
                      No tak. Masz rację. Już samo słowo "lekarz" w ustach prawnika to dowód na chęć
                      dokopania środowisku. To, że wyroki po wieloletnich procesach są śmieszne, a
                      odszkodowania płacą szpitale, to też dowód dokopywania.

                      Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić ze względu na
                      światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu. Ale nawet wasza przedstawicielka w
                      ministerstwie nie odważyła się dopisać do paragrafu o obowiązku pomocy, że nie
                      dotyczy lekarzy. I tak sąd się postarał, żeby lekarzowi za bardzo nie zaszkodzić.

                      --
                      Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                      • 23.08.10, 20:30
                        ponieważ jestem znany wśród z kolegów z cierpliwości (może nie
                        bezgranicznej, ale jednak), to spróbuję znowu.

                        Rozumiem, że lekarzowi może się nie chcieć i powinien móc odmówić
                        ze względu na światopogląd, zmęczenie czy nawet bez powodu.


                        Jak już pisałem - nie z powodu zmęczenia czy niechcenia. Tylko i
                        wyłącznie dla dobra pacjenta. Albo w aspekcie bezsensowności pewnych
                        działań wobec pacjenta potrzebującego pomocy (jak np. propozycji że
                        skoro lekarz IP/SOR nie może opuścić tego miejsca, to sanitariusze
                        mogą przywieźć ofiarę wypadku na wózku. A jeśli to szpital
                        internistyczny i nie ma kołnierza ortopedycznego, podbieraków,
                        deski?) jak i w aspekcie sensu działania wobec - i bezpieczeństwa
                        innych chorych (tych których lekarz ma zostawić by "gdzieś pobiec").

                        Od ratowania ludzi na ulicy są karetki nie dlatego że innym lekarzom
                        się nie chce ale że: są mobilne w aspekcie dotarcia, szybkie, mają
                        sprzęt i co najważniejsze - są mobilne w aspekcie
                        PRZETRANSPORTOWANIA pacjenta do SOR - a pacjent rzeczywiście
                        zagrożony tego (po ustabilizowaniu stanu, w czym znów przoduje
                        wyposażenie karetki i kompetencje jej zespołu) głównie wymaga.

                        • 23.08.10, 20:54
                          Spróbuję zwrócić uwagę najpokorniej jak potrafię, że lekarz to facet, który
                          teoretycznie zna się na medycynie. Nie umniejszając roli przechodniów dlatego,
                          że się zna powinien "przypadek" zobaczyć. Ponieważ dysponując wiedzą, którą nie
                          dysponują gapie, dzięki czemu może zwiększyć szanse pacjenta na przeżycie. Fakt,
                          że nie rozumie tego wypowiadający się tu uczestnik podający się za lekarza jest
                          zdumiewający. Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
                          odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać natychmiast
                          lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą. Bo - znowu teoretycznie - wezwany ze
                          szpital czy przychodni i słysząc co się stało przynajmniej teoretycznie wie, co
                          się może przydać.

                          Sugerowanie, że lekarza nie należy wzywać do nagłego przypadku po prostu
                          ośmiesza sugerującego. A jeśli takie banialuki opowiada ktoś, podający się za
                          lekarza, to to już nie jest nawet śmieszne. Lekarz ma tylko przyjmować? Nie
                          leczyć, pomagać tylko przyjmować?

                          --
                          Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                          • 23.08.10, 21:21
                            Dlatego nie warto nawet przypominać, że lekarz na przykład potrafi
                            odróżnić stan zagrażający życiu od stanu niezagrażającego i podać
                            natychmiast lek, którego przechodnie ze sobą nie noszą


                            Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
                            może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
                            anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.
                            Kilka takich przykładów można stworzyć. Podobnie, jak okoliczności
                            że dzieje się to na chodniku pod przychodnią. I wtedy lekarz - także
                            ja - wyjdzie udzielić pomocy. Ale lekarz obecnie - w czasach
                            postępującej specjalizacji i wydzielania kompetencji - nie jest
                            przygotowany do "wybiegu na ratunek". Wyobraź sobie, że wymóg
                            zestawu przeciwwstrząsowego to wymóg OBECNOŚCI w gabinecie
                            zabiegowym określonych leków, poza tym strzykawek, wenflonów itp.
                            Otóż to wszystko przed "wybiegiem na ratunek" trzeba wziąć, do
                            czegoś spakować (czasem głupiej reklamówki wcale nie ma pod ręką,
                            tym bardziej czegoś porządniejszego). To wszystko trwa. Owszem,
                            czasem ma to sens (powtarzam z anielską cierpliwością - gdy pacjent
                            jest tuż pod przychodnią albo w zasięgu wzroku). Ale nikt z lekarzy
                            stacjonarnych, w przychodni, w szpitalu, nie jest przygotowany
                            logistycznie do "wybiegu na ratunek". A sam "wybieg" by "zobaczyć" -
                            nawet jeśli postawi się niezwykle trafną diagnozę na miejscu -
                            niewiele wnosi. Uwierz mi, to zabieranie leków ratujących w oparciu
                            o "teoretyczny pomysł na to co mogło się stać" to trochę prawda, ale
                            głównie literatura piękna.
                            Większości leków stosowanych w ratownictwie nie ma w przychodni w
                            ogóle. Bo ich zasotosowanie wymaga choćby kardiomonitora (amiodaron
                            dożylnie, atropina). Większości sprzętu potrzebnego do ratowania nie
                            ma w przychodniach (defibrylator, sprzęt do ratowania w urazach). A
                            dlaczego? Ano dlatego, że chory po ZASTOSOWANIU tych leków czy tego
                            sprzętu I TAK WYMAGA TRANSPORTU NA SOR, ergo KARETKI, ergo z
                            sensem - KARETKI OD SAMEGO POCZĄTKU.
                            Więc co ten lekarz ma ze sobą do tej hipotetycznej reklamówki zabrać
                            przed "wybiegiem ratowniczym" ? A jeśli nic - to co da "wybieg"?

                            W międzyczasie na ogół pojawia się naprawdę od paru lat
                            superwyposażona karetka.

                            I jeszcze jedno. Ja podaję rozsądne w moim odczuciu
                            kryteria "przestrzenne" wyjścia lekarza na ratunek. Od dawna proszę
                            moich interlokutorów o podanie ich kryteriów? "Wybieg" do Stargardu
                            Szczecińskiego z Krakowa bo tam "ktoś potrzebuje" też wynika z
                            kodeksu etyki lekarskiej i ze zobowiązania do ratownia życia i
                            zdrowia?
                            Pytam serio.

                            • 23.08.10, 22:24
                              Teoria grubymi nićmi szyta, ale lekarz owszem może pomóc, ale jest tysiąc
                              powodów, ze nie może pomóc, bo co prawda wie jakie leki mogą się przydać, ale
                              nie ma reklamówki, bo co prawda ma pojemne kieszenie ale wypełnione po brzegi
                              potrzebnymi w życiu codziennym drobiazgami... Ja rozumiem polemikę, ale do tego
                              stopnia? Rozważam7uy przypadek, że przychodnia jest w pobliżu, karetka
                              przyjedzie za dobrą chwilę i lekarz może pomóc. A na pewno jego obecność nie
                              zaszkodzi - choćby pokieruje akcją.

                              Z uporem godnym lepszej sprawy przekręcasz intencje sugerując, że chodzi o
                              interwencję lekarza ZAMIAST karetki, a chodzi o pomoc lekarza ZANIM przyjedzie
                              karetka. Nikt też nie twierdzi, że lekarz zrobi coś więcej niż przechodnie. Być
                              może będzie równie bezradny jak oni. Ale tylko być może, bo ma leki i wiedzę.

                              W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane. Jeśli pacjent
                              leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z karetką, to oczywista jest
                              absurdalność takiej "wycieczki". Ale jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po
                              Tobie, to powinieneś tam się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości
                              podtrzymania przy życiu tego człowieka.

                              Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było nawet
                              potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić i godzinę i
                              jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami potrzebujących
                              natychmiastowej reanimacji.

                              --
                              Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                              • 24.08.10, 07:05
                                W Twoim odczuciu rozsądne kryteria są też niezbyt przemyślane.
                                Jeśli pacjent leży kilka przecznic dalej i dotrzesz tam wraz z
                                karetką, to oczywista jest absurdalność takiej "wycieczki". Ale
                                jeśli karetka będzie dopiero pół godziny po Tobie, to powinieneś tam
                                się pofatygować, bo masz większe szanse i możliwości podtrzymania
                                przy życiu tego człowieka.


                                Niczego innego nie piszę od początku tej dyskusji. Wyjątkiem jest tu
                                lekarz dyżurny SOR/IP. On się nie może fatygować kilka przecznic
                                dalej.

                                Majaczenie o umierających w przychodni pacjentach można by było
                                nawet
                                potraktować poważnie, gdyby nie to, że lekarze potrafią się spóźnić
                                i godzinę i jakoś wtedy nie przejmują się ilością ofiar pod drzwiami
                                potrzebujących natychmiastowej reanimacji.


                                Nie chodziło mi tu o przychodnie. Chodziło mi o Twoje i innych
                                oczekiwanie względem lekarzy szpitalnych by także "wybiegali
                                ratunkowo". A tu może nie być majaczeniem mówienie o pacjentach
                                którzy mogą umrzeć, pozostawionych na miejscu.

                                Co do godzinnych spóźnień lekarzy, nie wiem o czym mówisz.

                            • 23.08.10, 23:35
                              pct3 napisał:
                              >
                              > Teoria grubymi nićmi szyta. Owszem, adrenalina w NZK może pomóc i
                              > może się zdarzyć że lekarz ją weźmie. Podobnie we wstrząsie
                              > anafilaktycznym. Fakt, tego leku najpewniej nie ma nikt z gapiów.

                              no i widzisz, coraz bardziej sie zgadzamy. niby nic taka adrenalina, podac
                              latwo, a moze sie przydac wcale nierzadko.
                              i nie "może się zdarzyć że lekarz ją weźmie." tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
                              ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak stzykawki, igly,
                              cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow- atropina,
                              furosemid, prednisolon, dopamina...). no i widzisz, juz nie musi sie martwic
                              szukanie reklamowki.
                              tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)-to te ktore podaje sie na
                              podstwie teoretyczne tego co sie moglo stac.

                              mowi pielegniarce zeby wziela lezanke (albo prosi jekiegos przychodnia jesli
                              rozgarniety; personelu szpitala uszczpulac nie trzeba)- i pacjent moze oczekiwac
                              na pogotowie ciut bardziej zabezpiecznoy.
                              (oczywiscie- wezwanie pogotowia to podstawa; kazdy inny szpital/lekazr - nie
                              urazowy/neurochirurgiczny to stacja przejsciowej pomocy.
                              • 24.08.10, 06:34
                                To ty masz kuferek reanimacyjny? U nas w przychodni nie ma. Leki stoją w szafce,
                                podstawowe leki leżą na tacce, strzykawki i igły są w szufladach, glukometr i
                                ciśnieniomierz na biurku.
                                A jak pielęgniarka ma wziąć leżankę? Ty wiesz jak wyglądają leżanki w poradni?
                                • 24.08.10, 07:17
                                  tak, w kazdym szpitalu byly kuferki reanimacyjne. w aktualnym jest plecak. poza
                                  tym w aktaulnym organizuje sie co miesiac treningi (bo to nie sa szkolenia tylko
                                  raczej symulacje zdarzen). obowiazkowo dla lekarzy i personelu OIOM. dodatkowo
                                  sa organizowane szkolenia dla pozostalych prachownikow. maja oni chyba
                                  oboawiazek raz do roku w takim szkoeniu wziac udzial. tak jednak nie bylo w
                                  kazdym szpitalu.

                                  ostatnia historia byla 70 m od szpitala. wiem jak wyglada lezanka- taka do
                                  transportowania pacjenta po szpitalu (w pl lozka sie do tego rzadko nadaja) np
                                  do rentgena.

                                  oczywiscie- chodzi o ogolne oszacowanie - mozliwosci. jesli lekarz jest sam w
                                  szpitalu (godzina 15 a wszypitalu tylko dyzuranci!!!! dziwne poczucie, ze to
                                  jakas inna planeta mnie nie opuszcza)- to szpitala opuscic nie moze- ale poslac
                                  pielegniarke z zaleceniami- owszem.
                              • 24.08.10, 07:09
                                " tylko lekarz na pewno ja wezmie bo
                                ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym


                                Nie ma czegoś takiego jak kuferek reanimacyjny.
                                Nie ma takiego wymogu, takiego uzasadnienia i celu.
                                Te leki i strzykawki stoją w szafce do użycia na miejscu
                                (mówimy o przychodni). Kuferki reanimacyjne są na OIOMach - stamtąd
                                zabiera je "patrol reanimacyjny" - ale to w szpitalu.

                                atropina, furosemid, prednisolon, dopamina...

                                Dopamina nie. Lek używany w lecznictwie zamkniętym i ratownictwie.

                                tak, pct3, leki ktore zabierasz (ktore sa w kuferku)

                                Nie ma kuferka.




                                • 24.08.10, 10:26
                                  Przepisy nie przewidują sytuacji chorowania poza placówką służby zdrowia.
                                  Natomiast chorowanie po godzinach pracy jest bezczelnością. A już w ogóle trzeba
                                  mieć niebywały tupet, żeby sugerować lekarzowi, by otworzył szafkę, wziął z niej
                                  strzykawki i leki, włożył do kieszeni i pobiegł do potrzebującego. Przecież
                                  lekarska kieszeń nie do tego służy!

                                  --
                                  Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                              • 24.08.10, 12:37
                                qwas12 napisał:
                                > ma ja przygotowana w kuferku reanimacyjnym (podobnie jak
                                stzykawki, igly,
                                > cisnieniomierz, glukomierz, ambu, i pare innych przydatnych lekow-
                                atropina,
                                > furosemid, prednisolon, dopamina...).

                                No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
                                Moje gratulacje Ajnsztajnie!
                                • 24.08.10, 13:01
                                  > No. Nie ma jak bolus z Dopaminy na sam początek.
                                  > Moje gratulacje Ajnsztajnie!

                                  Pozwól, że wzorując się na wzorcach nakieruję rozmowę bezpośredni na Ciebie. Czy
                                  istnieje coś, do czego byś się nie przyczepił? Czepisz się jakiegoś szczegółu i
                                  obtańcowujesz słownie jak szaman totem. A co post, to dowód, że nie jesteś w
                                  stanie pojąć całości, myśli. Skupiasz się jedynie na poszczególnych,
                                  pojedynczych słowach. Chociażby w przykładzie powyżej. Czepiłeś się jednego z
                                  wymienionych leków i zaczynasz pleść, że nie ma jak coś, o czym w poście, na
                                  który odpowiadasz nie ma mowy. Co w ten sposób chcesz osiągnąć? Podziw? Aplauz?
                                  Czemu nie dodałeś, że przy obfitym krwawieniu przy urazie twarzoczaszki nie
                                  zakłada się opaski uciskowej na szyję? Przecież nie wszyscy są lekarzami z tak
                                  rozległą wiedzą i o tym wiedzą.

                                  --
                                  Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                  • 24.08.10, 13:20
                                    SPADAJ trollu.
                                    • 24.08.10, 13:27
                                      No. Nie ma jak spadek Trolla na sam początek.
                                      Moje gratulacje Ajnsztajnie!

                                      --
                                      Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                              • 24.08.10, 18:55
                                mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach

                                po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem z
                                karetki
                                nie ma czegos takiego w przychodziach i na oddzialach szpitalnych
                                zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
                                w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu

                                nie ma tez zadnej fizycznej mozliwosci "wyjazdu" ze szpitala "lezanka"
                                kierowana przez pieleginarke - jak - przez krawezniki, ulice, schody??

                                ale to sa nieistotne szczegoly

                                tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy
                                zreszta napietnowany juz dawno przez ludzi, ktorzy tworzyli podwaliny
                                nowoczesnych systemow ratownichwa wiele lat temu

                                otoz nawet jesli lekarz i pielegniarka posiadaja dostep do zestawu lekow i
                                sprzetu uzywanego w ALS, moga to latwo przeniesc i zdecyduja sie udac do
                                wezwania - to policzmy czas:

                                500 m od szpitala - swiadek udaje sie po lekarza
                                przejscie tych 500 m (wliczajac hol szpitala, rozmowe z kims z personelu itd)
                                okolo 5 minut
                                czas potrzebny na odszukanie lekarza i pielegniarki, wyjecie i przygotowanie
                                "kuferka", zorganizowanie zastepstwa - okolo 5 minut
                                dojscie do chorego - 5 minut
                                razem 15 minut

                                to jest czas okolo 2 razy dluzszy niz norma dojazdu karetki w miescie
                                zatem lekarz z pielegniarka na "lezance" beda na miejscu dawno po przyjezdzie
                                karetki
                                to pierwszy absurd
                                po drugie, 15 minut nzk to trup na miejscu
                                nie ma szans, chyba, ze jest mrozna zima, albo pacjent jest topielcem
                                nie ma szans nawet przy 10 minutach
                                gdyby ktos mi zarzucal, ze 15 minut to znacznie za duzo na dotarcie do pacjenta
                                - 10 minut z punktu widzenia pacjenta z nzk to tez pewna smierc
                                zreszta piechur poruszajacy sie z predkoscia 10 km/h (lekki trucht) pokona
                                kilometr w 6 minut
                                6 minut to tylko czas szybkiego przejscia do i ze szpitala
                                a gdzie odszukanie kogos z personelu? zorganizowanie wyjscia? poinformowanie
                                wspolpracownikow o opuszczeniu szpitala, aby zabezpieczyli chorych na oddziale?
                                te pomysly godne turboratownika nie maja zadnego sensu
                                tak nieduza odleglosc jaka jest 500 m w dwie strony pokonuje sie w 6 minut
                                kazdy chory z nzk o ile nie bedzie w glebokiej hipotermii (a osoba, ktora
                                "zaslabnie" na ulicy lub ulegnie wypadkowi w hipotermii nie bedzie) bedzie mial
                                nieodwracalnie uszkodzony mozg - praktycznie bedzie odkorowany, wiec ewentualne
                                przywrocenie takiemu krazenia bedzie raczej niedzwiedzia przysluga

                                nie wolno obarczac lekarzy odpowiedzialnoscia za nagle zachorowania "w poblizu"
                                bo nie sa oni w stanie udzielic tak szybkiej pomocy jak pogotowie (mimo pozornej
                                bliskosci najczesciej sa pozniej niz karetka), a w dodatku tylko bezposredni
                                swiadek zdarzenia moze udzielic wlasciwej pomocy
                                po 4 minutach skutecznosc resuscytacji jest niemal zerowa, optymalnie
                                natychmiast rozpoczeta ma skutecznosc 30%

                                nie mozna dawac spoleczenstwu sygnalu, ze to "najblizszy", "jakis" lekarz ma
                                pomoc i ze zrobi to lepiej, bo nie zrobi tego lepiej, a w dodatku bedzie juz za
                                pozno
                                obarczanie odpowiedzialnoscia "jakiegos" lekarza sprawia, ze bezposredni swiadek
                                zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
                                "jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci
                                swiadek nie moze polegac na "jakims" lekarzu
                                musi dzialac sam do przyjazdu pogotowia
                                tak zawsze szkoli sie ludzi na kursach pierwszej pomocy
                                takie glosne wyroki sadowe i komentarze do nich cala te prace obracaja w niwecz
                                zamiast udzielic pierwszej pomocy swiadkowie traca czas na szukanie lekarzy
                                wielu ludzi moze przez to umrzec

                                pomysl zanim napiszesz cos glupiego
                                • 26.08.10, 00:10
                                  > mylisz sie qwas w bardzo wielu miejscach
                                  > po pierwsze rzeczonego "kuferka" nie ma zaden lekarz poza lekarzem/ratownikiem
                                  > z karetki

                                  no coz, w znanych mi szpitalach, zawsze "kuferek" byl. kontrolowany raz w
                                  miesiacu- przez pielegniarkie. z tym ze to .de. rzecz banalna, tania, a bardzo
                                  pomocna w przypadkach naglych.
                                  dlaczego nie ma masowo w przychodniach i szpitalch polskich? nie rozumiem.

                                  > zestaw lekow i sprzetu reanimacyjnego jest na oddzialach szpitalnych, zazwyczaj
                                  > w szafce lub na wozku i nie moze opuscic oddzialu


                                  troche to brzmi jak wziete z monty pythona ;)

                                  "kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic oddzial. o
                                  oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.

                                  > tak na prawde twoj blad jest jeden i to podstawowy (...)

                                  nie zakladam "zamiast" pogotowia. zakladam ze jest to dzialanie rownolegle. w
                                  sytuacji- gdy lekarz (lub inny przeszkolony pracownik) z pobliskiej jednostki
                                  moze byc szybciej niz pogotowie - nawet o te kilka minut. nie ogladajac sie, czy
                                  jest to jego obowiazek, czy nie. pierwszym przykazaniem jest ratowanie zycia i
                                  zdrowia. drugim dopiero "buciki".

                                  no i kazdy przypadek jest indywidualny. akurat w tymz tego artykulu- wiemy z byl
                                  uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta prawdopodobnie sie
                                  wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy popatrzec
                                  moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na dowiezienie jej na
                                  neurochiruruge.
                                  teoretyzuje- bo nie znam dokladnie przypadku.
                                  ale rozmowa personelu ze swiadkami- powinna wygladac inaczej-
                                  pytanie- 1. czy wezwano pogotowie, jesli nie- to nie zloscic sie na glupote,
                                  tylko wezwac; 2. jaki jest stan kobiety 3. jak daleko to sie stalo (w tym
                                  wypadku 70 m uzasadnia wziecie "lezanki"- ale to tez zalezy od konkretnej
                                  sytuacji- ktora ocenia sie na miejscu, czasu w ktorym przybedzie pogotowie itp).

                                  nie ma regul- jak to w medycynie. ale gotowosc- powinna zawsze byc.
                                  w historii- z reanimowanym panem j. - przybycie 60 letniej lekarki z przychodni
                                  wiele by nie zmienilo- jeslie nie miala ambu i adrenaliny; (ale zawsze powinna
                                  powiedziec- ze bardzo chetnie by pomogla, ale nic nie jest w stanie zrobic, niz
                                  mowic- ze nie ma czasu bo ma pacjentow) , w historii z urazem glowy - mogloby
                                  juz miec znaczenie.

                                  jesli chodzi o organizacje pracy w szpitalu- to tez zalezy. czy jest tylko jeden
                                  lekarz w szpitalu, co sie aktualnie dzieje, czy jest w zasiegu telefonu/komorki
                                  - co tam ma jako srodek komunikacji, ile potrzebuje czasu na powrot do szpitala
                                  itp, itp. wszystko to bardzo indywidualne. sytuacje nagle na terenie szpitala-
                                  np na dziedzincu- tez powinny byc przewidziane i zorganizowane!

                                  ze bezposredni swiade
                                  > k
                                  > zdarzenia zamiast wezwac pogotowie i rozpoczac resuscytacje (BLS) bedzie szukal
                                  > "jakiegos" lekarza, co dla chorego jest wyrokiem smierci


                                  znow upraszczasz. swiadek nie musi byc jeden (tutaj- tramwaj). mozna zalozyc
                                  rownoczesne dzialanie- bls, pogotowie (przy jednym swiadku- na odwrot) i jesli
                                  jest mozliwosc lub wiadomo ze pogotowie potrzebuje wiecej czasu zeby dojechac
                                  nie mam nic przeciwko poszukiwaniu wsparaci w bls- moze w postaci als i
                                  bardziejw ykwalifikowaynch.
                                  • 26.08.10, 01:25
                                    ludzie boja sie udzielac pierwszej pomocy
                                    jesli maja mozliwosc zrzucenia na kogos innego odpowiedzialnosci to tak zrobia
                                    informacja, ze wezwanie lekarza da choremu wieksze szanse bedzie w wiekszosci
                                    sytuacji zle zinterpretowana, nieststy
                                    ludzie zabieraja chorych z ulicy i woza ich samochodami do szpitali, ktore moga
                                    byc nieprzygotowane do przyjecia takich chorych (szpitale psychiatryczne,
                                    okulistyczne, rehabilitacyjne, specjalistyczne szpitale niezabiegowe) - taki
                                    transport tylko opoznia udzielenie pomocy
                                    w dodatku transport ze szpitala nie mogacego zaopatrzyc chorego bedzie
                                    wydluzony, bo do szpitala nie da sie wezwac pogotowia - to bedzie zawsze tzw.
                                    transport, ktory bedzie mial zawsze nizszy priorytet niz wyjazd ratunkowy (co
                                    oznacza srednio ponad godzine czekania)

                                    swiadkowie moga nie wezwac lub opoznic wezwanie pogotowia, bo zajma sie
                                    szukaniem szpitala, najprawdopodobniej nie rozpoczna BLS, a tymczasem zasada
                                    udzielania pomocy, jaka powinien sobie przyswoic kazdy obywatel to:
                                    1. sprobowac nawiazac kontakt
                                    2. wyprostowac szyje
                                    3. sprawdzic oddech
                                    4. wezwac pogotowie
                                    5. uciskac mostek

                                    do tego nalezy dodac informacje, ze do przyjazdu pogotowia zycie chorego zalezy
                                    wylacznie od swiadkow zdarzenia i nic tego nie zmieni
                                    bardziej skomplikowany komunikat bedzie opacznie zrozumiany
                                    mozliwosc sprowadzenia lekarza beddzie wymowka, zeby nie rozpoczac BLS - bo tak
                                    sie dzieje (to jest glowny argument swiadkow pytanych dlaczego nie rozpoczeli
                                    sami resuscytacji)

                                    poniewaz poza nzk kuferek nie pomoze (nie wyglupiaj sie z mannitolem), a w nzk
                                    lekarz ze szpitala jest zawsze za pozno (chyba, ze do zdarzenia dochodzi na
                                    terenie szpitala) to lekarza nie nalezy wzywac

                                    ta zasada - nie wzywac lekarza wynika stad, ze mozliwosc wezwania kogos
                                    "bardziej wykwalifikowanego" jest podstawowa przyczyna zaniechania
                                    natychmiastowego BLS przez swiadka zdarzenia

                                    to jest fakt naukowy z ktorego wywodzi sie zasade, ze "jakis" lekarz nie ma byc
                                    wzywany

                                    • 26.08.10, 20:14
                                      wlasciwie - na wszystki Twoje watpliwosci- odpowiedz jest w poprzednim poscie.
                                      wzywac pogotowie? TAK. od razu? TAK, uciskac mostek jesli ktos na ulicy nie
                                      oddycha? TAK. czy ma to zrobic pierwszy swiadek? TAK.

                                      ale. czy kazdy stan nagly to zatrzymanie krazenia?
                                      no.... nie.
                                      czy zawsze w polsce pogotowie dojedzie w ciagu kilku minut? nie wiem. watpie.
                                      co robic jesli na pogotowie trzeba czekac dluzej?
                                      co robic jesli akurat w poblizu jest szpital? co ma zrobic Przecietny
                                      Przechodzien? co powinien zrobic lekarz- jesli PP mu mowi ze pogotowie
                                      przyjedzie za pol godziny a za rogiem ktos tam "ciezko oddycha"? no coz- zalezy
                                      od lekarza. przyczyn "ciezkiego oddechu" troche jest. a wczesniejsze dzialanie
                                      moze zapobiec konsekwnecjom. z nzk wlacznie (gotowy "kuferek" sie moze przydac ;)).

                                      ps.

                                      > w dodatku transport ze szpitala nie mogacego zaopatrzyc chorego bedzie
                                      > wydluzony, bo do szpitala nie da sie wezwac pogotowia -

                                      nie bardzo rozumiem dlaczego tak ma byc. ale nie wiem jak jest w polsce. skoro
                                      tak piszesz - pewnie tak jest. tak samo nie rozumiem- dlaczego pogotowie ma
                                      przyjechac pozniej na okulistyke, jesli jest podejrzenie zawalu serca.

                                      > poniewaz poza nzk kuferek nie pomoze

                                      ???? dlaczego? nie kazdy stan nagly to zatrzymanie krazenia. wrecz przeciwnie. p.w.

                                      > (nie wyglupiaj sie z mannitolem),
                                      czytaj uwazniej. to tylko jeden z mozliwych scenariuszy opisanej
                                      sytuacji(chociaz w wypadku urazu glowy wcale nie nieprawdopodobny). jesli
                                      kobieta sie wglabia, a pogotowie nie moze szybko przyjechac- to moze byc to
                                      "ultima ratio". nawet- nie chodzi o ratowanie zycia- tylko - tego- jakie to
                                      zycie moze potem byc...jesli lekarz czuje sie niepewny zawsze mozna sie
                                      skontaktowac telefonicznie z urazowcem. (to oczywiscie nie jest lek "z
                                      kuferka"; ale furosemid juz jest;)

                                      w sumie- nie chodzi o analize poszczegolnych scenariuszy.
                                      chodzi o elastyczne podejscie. z zachowaniem priorytetow oczywiscie.

                                      pozdrawiam.
                                      • 27.08.10, 17:19
                                        ale dyskutujemy tu nie o "elastycznosci" - nie przecze, ze sa pewne (rzadkie)
                                        sytuacje, gdy lekarz "postronny" jest w stanie lepiej pomoc

                                        chodzi o to, ze wyroki sadowe za "nieudzielenie pomocy" oznaczaja w praktyce
                                        obowiazek opuszczenia miejsca pracy i udania sie w miejsce wezwania - jak
                                        daleko? - wiemy, ze wg sadu 500m to blisko, a kilometr? a sasiednie miasto?
                                        rozsadek nie gra tu roli - rozsadek podpowiada, ze odleglosc 500 m jest taka, ze
                                        gdy ktos potrzebuje natychniastowej pomocy (a to wylacznie nzk - w innych
                                        praypadkach, aby miec wystarczajacy zestaw lekow i sprzetu ten mityczny kuferek
                                        musialby miec wielkosc kontenera) to bedzie za pozno, a jesli zyje, to moze
                                        zaczekac na karetke (ktora powinna dotrzec w 8 minut - jak dojezdza regularnie w
                                        40 minut to powinien odpowiadac dyrektor pogotowia/sprawujacy nadzor urzednik a
                                        nie przypadkowy lekarz)

                                        obowiazek "udzielania pomocy" w promieniu kilkuset (moze wiecej) metrow od
                                        miejsca pracy jest wymowka dla swiadkow, aby nie podejmowac BLS

                                        to jest problem
                                        ludzie nie podejmuja BLS, gdy moga sprowadzic lekarza
                                        i dlatego lekarzy sie nie sprowadza

                                        nawet jesli taki wezwany lekarz kiedys komus pomoze, to ze wzgledu na wieksza
                                        czestosc niepodejmowania BLS, gdy zbliza sie wezwany lekarz takie postepowania
                                        wiecej ludzi zabije niz uratuje
                                        • 27.08.10, 19:00
                                          extorris napisał:

                                          > nawet jesli taki wezwany lekarz kiedys komus pomoze, to ze wzgledu na wieksza
                                          > czestosc niepodejmowania BLS, gdy zbliza sie wezwany lekarz takie postepowania
                                          > wiecej ludzi zabije niz uratuje

                                          To może lekarze powinni dostawać jakąś dietę, ryczałt za odejście od drzwi
                                          gabinetu na odległość większą niż 3 kroki? Dodatkową kasę, za to że nie szkodzą,
                                          choć mogą i pomagają, choć nie muszą?

                                          Bo stwierdzenie, że przez obecność lekarza w miejscu zdarzenia więcej ludzi
                                          zginie niż ujdzie z życiem jest w równym stopniu odważne, co napawające grozą.
                                          Należy tylko żywic nadzieję, że nie każdy kontakt z lekarzem kończy się śmiercią
                                          lub kalectwem.

                                          --
                                          Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                        • 27.08.10, 19:12
                                          no troche pomylilismy watki, ten jest o obowiazku/jego braku
                                          udzielania przez lekarza informacji tudziez dokumentacji tejze.
                                          nie pamietam kto zboczyl, ale niech juz i bedzie:)

                                          > chodzi o to, ze wyroki sadowe za "nieudzielenie pomocy" oznaczaja
                                          w praktyce
                                          > obowiazek opuszczenia miejsca pracy i udania sie w miejsce
                                          wezwania - jak
                                          > daleko? - wiemy, ze wg sadu 500m to blisko, a kilometr?

                                          w tamtej sytuacji chodzilo o 500 m samochodem- czyli przy predkosci
                                          30 km/godz 1 minuta. jednoczesnie wiadomo bylo, ze pogotowie
                                          przyjedzie za 40 min. jak widzisz sytuacja nie do konca taka jak ja
                                          przedstawiasz, a raczej pasujace do schematu "pewnej rzadkiej".
                                          mozna sie sprzeczac - czy lekarz "mial obowiazek"- ale nie bylo to
                                          wymuszanie na lekarzu dzialania "zamiast" pogotowia.

                                          > gdy ktos potrzebuje natychniastowej pomocy (a to wylacznie nzk -

                                          no niestety nie. jest troche przypadkow naglych w ktorych 10 min
                                          (nawet jesli realne) moga sie okazac o ciut zbyt dlugie (wymienmy
                                          chocby wstrzas anafilaktyczny, stan astmatyczny) a wystarczy
                                          ampulka pod reka.

                                          >w innych
                                          > praypadkach, aby miec wystarczajacy zestaw lekow i sprzetu ten
                                          mityczny kuferek
                                          > musialby miec wielkosc kontenera)

                                          no i drugi raz nie. tych przypadkow - i potrzebnych ampulek
                                          (malutkich) nie jest az tak wiele, takze "mityczny kuferek" (mk)na
                                          prawde duzy nie jest. takei drobiazgi jak rurka ustno gardlowa, czy
                                          zestaw intbacyjny tez sie mieszcza.

                                          mk - byl w kazdym znanym mi szpitalu (.de) tak, ze informacja - ze
                                          moze byc inaczej- jest dla mnie nowoscia (chociaz rzeczywiscie-
                                          w .pl nie bylo; ale to bylo po studiach,jakis czas temu. mi sie
                                          zapomnialo; poza tym mozna bylo sadzic ze cos sie w miedzyczasie
                                          zmienilo). a w aktualnym miejscu pracy wymyslono - plecak
                                          reanimacyjny ("mpr")- biega sie latwiej.
                                          zasadniczo "mk" (ew. mpr) jest przeznaczony do uzytku
                                          wewnatrzszpitalnego i zestaw lekow jest nieco wiekszy niz to co
                                          podasz na ulicy (w nzk- bedzie to tylko adrenalina), oczywiscie.
                                          odpada problem "szafki, ktora nie moze opuscic oddzialu"; (a co
                                          jesli pacjent zaslabnie na korytarzu? biega sie po kazda ampulke? a
                                          jesli to jest nie-pacjent? wzywa sie pogotowie?)

                                          > to jest problem
                                          > ludzie nie podejmuja BLS, gdy moga sprowadzic lekarza
                                          > i dlatego lekarzy sie nie sprowadza

                                          mysle, ze nie tu jest problem; kto swiezo przeszkolony (vide
                                          policjant)- podejmie; kto nie- spanikuje i nie podejmie (nawet jesli
                                          bedzie lekarzem). Rozwiazaniem nie jest stawanie murem przez
                                          lekarzy. tylko informacja, szkolenia, programy edukacyjne, moze
                                          reklamowki w telewizji. itp.




                                    • 27.08.10, 01:53
                                      Extorris napisał:

                                      „Zasada udzielania pomocy, jaka powinien sobie przyswoic kazdy obywatel to:
                                      1. sprobowac nawiazac kontakt
                                      2. wyprostowac szyje
                                      3. sprawdzic oddech
                                      4. wezwac pogotowie
                                      5. uciskac mostek

                                      do tego nalezy dodac informacje, ze do przyjazdu pogotowia zycie chorego zalezy wylacznie od swiadkow zdarzenia i nic tego nie zmieni”


                                      A jak już pogotowie przyjedzie, to nie ma znaczenia co zrobi lekarz PR w miejscu wezwania, to co się liczy, to to, ze chory trafi do szpitala, gdzie dostanie ostateczne rozpoznanie.

                                      --
                                      "Każda prawda przechodzi przez trzy etapy. Najpierw jest wyszydzana,
                                      potem gwałtownie zwalczana, a w końcu zostaje uznana za oczywistą."
                                      Arthur Schopenhauer
                                      • 27.08.10, 21:02
                                        mała pomyłka extorsisa

                                        zasady bls, cpr

                                        1. spróbuj nawiązać kontakt
                                        2. wezwij pomoc , poproś o telefon na pogotowie i ściągnięcie AED
                                        3. udrożnij drogi oddechowe ( odgięcie szyi)
                                        4. sprawdź oddech
                                        5. sprawdź tętno
                                        6. zacznij masaż serca

                                        około 30 sekund

                                        mają znaczenie - kiedy zostanie wykonany masaż serca - musi być rozpoczęty do 4 minut od NZK po 10 minut nie ma szans na powrót neurologiczny
                                        jak najszybsze wykonanie defibrylacji jeśli rytm jest defibrylacyjny
                                        do 10 minut,
                                        każda minuta opóźnienia defibrylacji zmniejsza jej skuteczność o 30%
                                  • 26.08.10, 09:04


                                    Kolejne perełki.

                                    qwas12 napisał:

                                    > "kuferek" wlasnie do tego sluzy, zeby bez problemu mogl opuscic
                                    oddzial. o
                                    > oszczednosci czasu i nerwow nie wspominajac.

                                    A ja głupi myślałem że leki są dla pacjentów oddziału.
                                    A one są po to by „bez problemu oddział opuścić”.

                                    > wiemy z byl
                                    > uraz glowy. nie wiemy jaki. raczej nie bylo nzk. kobieta
                                    prawdopodobnie sie
                                    > wglobila- a podanie np mannitolu- nawet jako ultima ratio (w oczy
                                    popatrzec
                                    > moze kazdy lekarz) moglo dac jej te kilka minut czasu na
                                    dowiezienie jej na
                                    > neurochiruruge.

                                    Mannitol jako lek do podawania „na chodniku”. W „kilka minut”.
                                    Moje gratulacje.
                                    • 26.08.10, 11:02
                                      0.9_procent napisał:

                                      > A ja głupi myślałem

                                      Masz jakieś przemyślenia na temat apteczek jeżdżących w samochodach?

                                      --
                                      Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                      • 26.08.10, 11:08
                                        SPADAJ trollu.
                  • 23.08.10, 20:39
                    jak powiedziałem moim kolegom w pracy o wyczynach polskich sądów, które tak ostatnio zachwalałeś to powiedzieli, że jednak polska to "pokręcony kraj".
                    • 23.08.10, 22:53
                      a powiedziales w pracy (jelsi pracujesz poza polska), ze dla polskiego lekarza
                      nie informowanie pacjent o wszczepionym metalu-- o wypise nawet nie wspominajac
                      to standard?
          • 23.08.10, 20:36
            claratrueba napisała:

            > Natomiast problem kiepskiej komunikacji jest poważny. Ładnych pare
            artykułow w
            > NYT i Guardianie mu poświęcono jako główny powód ponownego
            przyjęcia pacjentów
            > do szpitala. Na leczenie często kosztowniejsze i gorzej rokujące.
            Konkluzje sa
            > dość niepochlebne dla lekarzy- zdecydowana wiekszość pacjentów
            (chyba 80%)
            > wróciła bo nie została poinformowana czego im robić nie wolno,
            jakie moga
            > wystapić komplikacje wymagające szybkiej interwencji. Zalecono
            lepiej
            > informowac. Nie "dla idei oswiecania" tylko dlatego,że kwadrans
            rozmowy z
            > pacjentem to mga byc zaoszczędzone dziesiątki tysięcy $ na ponowne
            leczenie.
            > Lekarz leczy pacjenta nie jego dolegliwość. Nie powinien decydowac
            o przyszłośc
            > i
            > człowieka, którą takie a nie inne leczenie może zmienic w stopniu
            > nieakceptowalnym dla tej osoby.


            To prawda, ale:
            Pacjenci stosujący leki hamujące agregację płytek (np.Acard) powinni
            odstawić lek na tydzień przed planowaną operacją i ewentualnie
            stosować preparaty heparyny drobnocząsteczkowej.
            Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
            konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
            Dlaczego?
            - „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
            Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
            adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
            dopiętej spinaczem do skierowania) recepty na Clexane czy inny
            Fragmin.
            • 23.08.10, 20:46
              Jednak znaczna część pacjentów leku nie zmienia co powoduje
              konieczność ustalenia następnego terminu i wydłużenie kolejki.
              Dlaczego? - „Nikt mi o tym nie powiedział !!”
              Zwykle ‘pamięć wraca’ po wskazaniu podkreślonej na czerwono
              adnotacji o konieczności odstawienia leku, bądź niewykupionej (za to
              dopiętej spinaczem do skierowania) recepty


              Nieśmiało zauważę że podkreślenie na czerwono zaleceń nie stoi w
              sprzeczności z "nikt mi o tym nie powiedział" i czasami pretensje
              można mieć tylko do lekarzy.
              To że papiery są "czyste" w sensie zaleceń nie znaczy jeszcze że
              lekarz wykazał się wystarczająco dużym zaangażowaniem w
              wytłumaczenie zaleceń choremu.
              • 23.08.10, 21:05
                Yhy.
                I potajemnie wepchnął mu receptę do kieszeni.

                Tyle, że jak napisałem 'pamięć wraca'.
                Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
                coś mówił.
                • 23.08.10, 22:16
                  > Jeśli pacjent stwierdza, "No rzeczywiście", to chyba jednak doktor
                  > coś mówił.

                  Ależ często tak jest! Lekarz dopełnił obowiązku, wina pacjenta całkowita.
                  Natomiast nieinformowanie o róznych sposobach leczenia tylko arbitralnie
                  wybieranie najskuteczniejszego (oby nie najtańszego) to przywłaszczanie sobie
                  władzy nad życiem pacjenta. To "my wiemy lepiej". Jak wspomnial aelithe, był
                  taki "trend" dawno temu, kiedy pojęcie praw człowieka raczkowało. A lekarzom
                  wprost mówiło sie "by nie straszyli". Teraz nie ma zgody na czyjekolwiek
                  decydowanie o życiu człowieka nieubezwłasnowolnionego. Nawet więźnia.
                  • 24.08.10, 00:26
                    Owszem, ale…
                    Zdarzają się pacjenci, którzy nie chcą być informowani o metodzie
                    operacji.
                    „Pan i tak będzie lepiej wiedział co zrobić. Ja się na tym nie
                    znam.”

                    Albo wręcz:
                    „Niech pan zdecyduje za mnie”. To oczywiście powinno budzić
                    sprzeciw lekarza, ale nie zmieni faktu, że jak pacjent nie chce
                    słuchać, to można mu mówić do woli. I tak koniec rozmowy skwituje
                    pierwszym zdaniem.
                    Problem zaczyna się wtedy, gdy pacjent nie jest zadowolony z efektów
                    leczenia. Bo wtedy przypomina sobie, że „Nikt go nie informował o
                    sposobie leczenia.”


                    Zresztą zobacz co cccykoria odpisała na moje pytanie dlaczego
                    podpisała zgodę na zabieg ? (skoro nie była dostatecznie
                    poinformowana).
                    • 24.08.10, 06:43
                      Oczywiście, że pacjent często nie słucha, nie rozumie, nie chce - ale nie
                      zmienia to faktu, że lekarz powinien informować. Zresztą w większości przypadków
                      informuje, ale jednak nie zawsze.
                      • 24.08.10, 09:22
                        W pełni sie zgadzam.
                        I absolutnie nie twierdzę, że lekarze są bez winy.
                        Natomiast to nie znaczy, że pacjent przypisujący winę lekarzowi
                        zawsze ma rację. Bo u nas się tak utarło i widać to na forum, że
                        relacje pacjenta nawet najbardziej absurdalne są bezkrytycznie
                        przyjmowane za pewnik. A lekarze którzy takie relacje poddają w
                        wątpliwość to "mafia" i "beton".
                      • 27.08.10, 21:13
                        zaburzenia osobowości ma 30% populacji , najczęstszym jest osobowość zależna ; pacjent chętnie słucha zaleceń, potem ich nie wykonuje i przenosi odpowiedzialność za swoje decyzje na innych.
    • 23.08.10, 19:23
      sama jestes sobie winna cykoria

      rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
      stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
      zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie wiedzac czy
      przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim

      nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek dlugiemu procesowi
      karnemu lub odszkodowawczemu
      nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i szpitala to sa
      koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
      nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba

      zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow naczyniowych
      zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest bezpieczna
      dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane informacje sa w wypisie

      w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny defensywnej i kazdy
      leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za ciebie
      odpowiedzialnosci
      kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie pozbyc, nie leczyc,
      przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka zawodowego)
      lekarze boja sie kontaktow z toba

      chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas rykoszetem
      takie zycie
      miej pretensje do siebie
      • 23.08.10, 22:32
        extorris napisał:

        > sama jestes sobie winna cykoria
        >
        > rzucalas niesluszne oskarzenia przeciw lekarzom, ktorzy cie leczyli
        > stosunkowo rzadkie powiklanie uwazasz za blad w sztuce
        > zagrozeni procesem lekarze i szpital boja sie kontaktow z toba nie
        wiedzac czy
        > przypadkiem informacji nie wykorzystasz przeciwko nim
        >
        > nawet niesluszne i absurdalne oskarzenia moga dac poczatek
        dlugiemu procesowi
        > karnemu lub odszkodowawczemu
        > nawet jesli zarzuty po latach zostana oddalone to dla lekarzy i
        szpitala to sa
        > koszty, utrata zaufania, strata czasu i nerwow
        > nikt tego nie chce i po prostu w ten sposob bronia sie przed toba
        >
        > zazwyczaj radiolodzy oczekuja udokumentowania rodzaju klipsow
        naczyniowych
        > zastosowanych w laparoskopii, przy czym ogromna wiekszosc jest
        bezpieczna
        > dokument jest latwy do uzyskania, bardzo czesto wymagane
        informacje sa w wypisi
        > e
        >
        > w tym momencie na wlasne zyczenie jestes ofiara medycyny
        defensywnej i kazdy
        > leczacy cie lekarz, ktory ma troche oleju w glowie nie wezmie za
        ciebie
        > odpowiedzialnosci
        > kazdy wykorzysta wszelkie mozliwosci prawne, zeby sie ciebie
        pozbyc, nie leczyc
        > ,
        > przekazac dalej, bo jestes pacjentka wysokiego ryzyka (ryzyka
        zawodowego)
        > lekarze boja sie kontaktow z toba
        >
        > chcialas sie mscic na lekarzach za losowe powiklanie - dostalas
        rykoszetem
        > takie zycie
        > miej pretensje do siebie

        Wiem i przyjmuje to z pokorą, dzięki za szczerość..


        --
        Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
        — Paulo Coelho
    • 23.08.10, 22:33
      coraz czesciej zaczynam miec odczucie ze to forum to jakas inna planeta na
      ktorej mowi sie innym jezykiem.


      jesli pacjent dostaje jakis implantant, z ktorym nie mozna zbadac sie
      rezonansem- to
      1. pacjent musi zostac o tym poinformowany
      2. musi dostac odpowiednie zaswiadczenie, taki "dowod implantatu"
      3. ta informacja MUSI znalezc sie w wypisie.

      jak slowo daje. nie rozumiem, o czym wogole ta dyskusja.
      • 23.08.10, 22:39
        Bo to pierwszy raz prawo swoje, a urzędnik swoje? Taki na przykład przepis,
        który mówi, że prezydent ma ratyfikować traktat, który wynegocjował
        "niezwłocznie". Niezwłocznie według prezydenta oznacza w ciągu 557 dni i pan
        prezydent w tym terminie się zmieścił. Podobnie jest z tyn, co "powinno" znaleźć
        się w wypisie ze szpitala.

        --
        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
      • 23.08.10, 22:44
        jesli implantant nadaje sie do rezonansu, wystarczy rozmowa z pacjentem +
        informacja w wypisie.

      • 24.08.10, 00:08
        Hmmm.
        Pacjent w latach 80 tych był operowany z użyciem aparatu SPTU.

        1. jak w latach 80-tych mógł zostac poinformowany o tym, czy może,
        lub nie byc pddany badaniu rezonansem magnetycznym?
        2. Jak ma wygladać "dowód implantu" w przypadku zszywek pakowanych
        po bodaj 500 sztuk?
        3. Ta informacja, czyli co?
        Że ma zespolenie mechaniczne? - taka na pewno była.
        Że nie może być poddany badaniu MR? W latach 80 ??? Ale jaja!

        Bo informacja "cholecystectomia laparoskopowa" jest tożsama z
        informacją, że pacjent ma założone klipsy - to wynika z metody
        operacji.
        • 24.08.10, 07:22
          czy tematem tej dyskusji jest probem lekarza, ktory ma pacjentke z klipsami z
          lat 80 i chce dowiedziec czy moze ja wyslac na rezonans, i prosi kolegow o rade?
          jak np skontaktowac sie z firma, itp?

          bo ja mam jakies inne wrazenie.
          jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek
          informacyjny lekarza. ustnie i NA PISMIE. i bez znaczenia jest czy pacjentowi
          sie "cos pomyli" przy najblizszej wizycie.
          • 24.08.10, 07:45
            > jakos wydaje mi sie ze chodzi o tu i teraz. i o podstawowy obowiazek

            Ano. A powyzsza dyskusja jest dowodem polskiej twórczej interpretatacji pojęć
            "obowiązek" i "prawo do..".
            • 24.08.10, 09:41
              Jest protokół pielęgniarki operacyjnej

              Co widzę:)
              narzędzia-laparoskopia
              oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
              materiał dodatkowy
              gaziki
              rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
              dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
              NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
              materiał szewny-Atramat 2-1
              ostrza-1
              implanty- krecha - brak

              uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )

              Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
              dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?

              Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
              to jest jakaś tajemnica?

              Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
              omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))

              nie ma bladego pojęcia o klipsach.
              Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
              z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
              dziwił się co to jest?

              To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
              robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..

              Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
              mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
              nieprawdaż?
              Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
              --
              Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
              — Paulo Coelho
              • 24.08.10, 12:33
                cccykoria napisała:

                > Jest protokół pielęgniarki operacyjnej
                >
                > Co widzę:)
                > narzędzia-laparoskopia
                > oblożenia- Z. BEL D.3(straszne gryzmoły,tak doczytałam)
                > materiał dodatkowy
                > gaziki
                > rodzaj opatrunku- elastpore 10+10+10
                > dreny cewniki-REDON CH 16 + worek
                > NACL 1000 ML(przy drugiej hehe NACL 0,9% 500ml)
                > materiał szewny-Atramat 2-1
                > ostrza-1
                > implanty- krecha - brak
                >
                > uwagi np sprawność sprzętu-krecha(a ponoć było zwarcie:) )
                >
                > Wszystko co jst używane podczas zabiegu jest wpisywane,
                > dlaczego nie ma klipsów? to są gratisy:)?
                Pytanie do pielęgniarki operacyjnej.
                Protokół pielęgniarki operacyjnej jest bardziej dokumentacją zużycia
                materiałów niż dotyczącą pacjenta. Z punktu widzenia pacjenta jest
                zupełnie bez znaczenia, czy zużyto 1 czy więcej ostrzy, albo czy
                użyte opatrunki miały 10, czy 5 centymetrów.
                Istotne informacje dotyczące przebiegu operacji wpisuje lekarz w
                protokole operacyjnym.

                > Mowa o klipsowaniu jest tylko w protokole operacyjnym, czy
                > to jest jakaś tajemnica?
                To nie jest tajemnica. To jest oczywista oczywistość wynikająca z
                metody. Po co o niej pisać na każdym kroku?

                > Pacjent, który nie ma wewnętrznej dokumentacji i dr nie
                > omówił z nim przebieg zabiegu(a są tacy?:))
                I jednocześnie pacjent, który bez zastanowienia podpisuje wszystko
                co mu się podstawi pod nos. Ale pretensje o to ma do całego świata,
                nigdy do siebie.

                > nie ma bladego pojęcia o klipsach.
                Gdyby zamiast natychmiast podpisywać – „bo polip!” - zapytał lekarza
                jak wygląda operacja to by wiedział.
                A może gdyby tylko słuchał co lekarz mówi, a nie tylko gdzie
                podpisać.

                > Nie ja jedyna mam problem, poczytaj sobie fora.Myślę, że są
                > z "metalu", tytan? bo na rtg kręgosłupa mi wyszło, a ortopeda
                > dziwił się co to jest?

                Gratuluję ortopedy. Laparoskopię robi się od kilkunastu lat.
                Wystarczająco długi czas żeby się zorientować „co to jest”.
                Jakoś chirurdzy ogólni widząc na zdjęciu popręg Webera nie pytają
                się „co to za druty?”

                > To nie jest wielkie Hallo,, ale problem. Dlaczego mam
                > robić sobie CT, skoro bezpieczniejsze jest MR..

                ???
                Co jest takiego niebezpiecznego w CT?
                I skąd przy bezpieczniejszym MR takie 'halo' o tytanowe klipsy?

                > Leczenie farmalogiczne, oki, a ile można ? skoro cały czas
                > mam ból? Co mam żyć powietrzem? Trzeba poszukać przyczyny?
                > nieprawdaż?
                > Dr oszczędzają mam gdzieś, póki mam za co nie proszę...
                Tak. Twoje bóle kręgosłupa to wina chirurga i klipsów. Nie ulega
                żadnej wątpliwości.
          • 24.08.10, 09:29
            Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
            pytania.

            Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
            wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
            implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu do
            MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa co
            wolno a czego nie.

            Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
            ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę w
            czasie zabiegu używać diatermii.
            Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.
            • 24.08.10, 09:46
              0.9_procent napisał:

              > Rozumiem, że nie potrafisz odpowiedzieć na postawiowe przeze mnie
              > pytania.
              >
              > Tematem dyskusji jest to, kto powinien decydować o możliwości
              > wykonania badania u pacjenta z implantami. Czy chirurg który dany
              > implant wszczepiał, czy radiolog dysponujący dokumentacją aparatu
              do
              > MR i znającym jego ograniczenia. Bo to producent aparatu określa
              co
              > wolno a czego nie.
              >
              > Nie wpadło mi do głowy by pacjenta z rozrusznikiem kierować do
              > ośrodka który ten rozrusznik wszczepił po zaświadczenie, czy mogę
              w
              > czasie zabiegu używać diatermii.
              > Podejrzewam, że rechot byłby słyszalny na wiele kilometrów.

              Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
              hihi



              --
              Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
              — Paulo Coelho
              • 24.08.10, 12:23
                cccykoria napisała:

                > Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
                > hihi

                Odświeżę ci pamięć cyckoria:
                Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
                śmieszne tylko dla nich.

                A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
                śmiech.
                • 24.08.10, 13:15
                  0.9_procent napisał:

                  > A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość niż
                  > śmiech

                  Młode na widok doktora procenta w fartuchu sikają wiejąc w panice, więc leczy
                  stare, nie będące dostatecznie chyże?

                  --
                  Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                  • 24.08.10, 13:21
                    SPADAJ trollu.
                • 24.08.10, 19:27
                  0.9_procent napisał:

                  > cccykoria napisała:
                  >
                  > > Rzeczywiście, tak się uśmiałam, aż się posikałam:)z Ciebie
                  > > hihi
                  >
                  > Odświeżę ci pamięć cyckoria:
                  > Są ludzie, dla których wszystko jest śmieszne. Nawet jeśli jest
                  > śmieszne tylko dla nich.
                  >
                  > A teraz się przebierz. Posikana stara baba wzbudza raczej litość
                  niż
                  > śmiech.

                  Dzieki za szczerość, Ty wziełeś to na poważnie:)?,że niby ja
                  siusiu w majty zrobiła?:)Żartowałam, Twoje teksy mnie bawią,
                  masz fantazje:)

                  Może wystąpimy w "dlaczego ja"?, jest nabór:)
                  oczywiście nie narzucam się:) jakby co...





                  --
                  Dopóki mogę iść o własnych siłach, pójdę tam, gdzie zechcę.
                  — Paulo Coelho
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.