Dodaj do ulubionych

Leczyć po ludzku

09.09.10, 15:57
Dziękuję za cykl o raku. I mnie to spotkało, żyję z nim, daję sobie radę, ale jako nieuleczalna optymistka zapragnęłam coś polepszyć. Poszłam do dyrekcji z pomysłami, usłyszałam, że to bardzo ciekawe i żebym to napisała. więc napisałam:
Małgorzata Garncarek Józefosław 7 września 2005
Szanowni Państwo,
pragnę przekazać parę uwag na temat warunków leczenia w Centrum Onkologii. Rozumiem, że warunki są trudne, pieniędzy jest mało a pacjentów coraz więcej. Ale chcę zaproponować małe, tanie modyfikacje, które trochę ułatwią nasze (pacjentów) wizyty w Centrum:
1. Rejestracja – kolejki do okienek są porażające – czy nie byłoby możliwe zainstalowanie systemu numerków, jak na poczcie? Wtedy ci ludzie – przecież w większości chorzy i w nienajlepszej kondycji - mogliby , wiedząc ile numerów przed nimi, pójść gdzies przysiąść, zamiast stać przez bardzo nieraz długi czas.
2. Oczekiwanie na wejście do lekarza kwalifikującego do chemioterapii.
a) Lekarz przyjmujący chorych pojawia się nie wcześniej niż o 10.00 (bywa i później) co skutkuje, że na oddziale chemioterapii rano jest pusto, a potem, po południu tłok. (Oczywiście nie wiem jak jest zawsze – ja miałam do czynienia z dwoma dniami – środami i piątkami, i za każdym razem przyjęcia zaczynały się równie późno). W związku z tym lekarze powinni zaczynać przyjmowanie chorych nie później, niż o 9.00.
b) Czy nie byłoby też możliwe wywieszanie zrobionych przez sekretarkę spisów nazwisk chorych w kolejności przyjęcia, co pozwoliłoby opuścić zatłoczony, duszny nieprzeciętnie pokoik, gdzie nikt nie wie, kiedy jego nazwisko padnie (ostatnio siedziałam tam od godziny 10.00 do 13.30), a większość pacjentów przychodzi do Centrum jeszcze wcześniej, bo muszą zrobić badanie krwi, a tam też są kolejki.
Jak widać nie proponuję rewolucyjnych zmian, powtarzam, że zdaję sobie sprawę z realiów, ale przecież przy odrobinie dobrej woli można coś polepszyć i nie wystawiać naszej cierpliwości na próbę – i tak próbą jest każdy dzień z rakiem, więc po co jeszcze nam dokładać. Tym bardziej, że na oddziale rehabilitacji, gdzie chodzę już od 3 tygodni wszystko działa jak w zegarku, więc jednak można.
Pozostaję z szacunkiem Małgorzata Garncarek
No i co? Nic oczywiście. Nawet pocałunku mi nie zaproponowano, i jest tak, jak było. Więc wszystko zależy od ludzi - patrz rozmowa z dyrektorem Centrum Onkologii w Bydgoszczy.
Małgorzata Garncarek
Edytor zaawansowany
  • aelithe 09.09.10, 18:51
    kiedy we wtorek o 8.00 przyszedłem do pracy najdłużej czekający pacjent kategorii 3 czekał na badanie od godziny 18.50
    kiedy wychodziłem, udało nam się skrócić czas oczekiwania na wizytę do 7 godzin.
  • oby.watel 09.09.10, 22:24
    To rzeczywiście wiele wyjaśnia.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • jag_2002 09.09.10, 22:30
    kartki z nazwiskami na drzwiach sa niedozwolone - patrz ustawa o ochronie danych osobowych
    przerabiane w innym szpitalu
    --
    polskie czcionki mnie denerwuja - ciezko do ich pisania uzywac jednej reki
  • oby.watel 09.09.10, 22:45
    jag_2002 napisała:

    > kartki z nazwiskami na drzwiach sa niedozwolone - patrz ustawa o ochronie danych
    > osobowych przerabiane w innym szpitalu

    Ale już kartki z nazwiskami przyjętych na studia medyczne nie łamią ustawy o ochronie danych osobowych. Ciekawe.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • slav_ 10.09.10, 09:50
    > Ale już kartki z nazwiskami przyjętych na studia medyczne nie łamią ustawy o oc
    > hronie danych osobowych. Ciekawe.

    Być może łamią.

    U nas tez przerabialiśmy - wywieszenie listy zarejestrowanych na dany dzień pacjentów spowodowało szybką reakcje administracji i pouczenie personelu o łamaniu ustawy o ochronie danych i zakaz wieszania tych list.
    Reakcja była spowodowana skargami...PACJENTÓW powołujących się na ową ustawę - bo personelowi w niczym ta lista nie przeszkadzała (powiem nawet że zmniejszała bałagan i awantury pod drzwiami).
  • oby.watel 10.09.10, 10:31
    A wydanie tym ludziom numerków i wywieszenie ich listy też łamie przepisy o ochronie danych osobowych? Poza tym artykuł drugi mówi wyraźnie, że danych osobowych sporządzanych doraźnie, wyłącznie ze względów technicznych nie podpadają pod te przepisy. Zwłaszcza, że na liście nie ma potrzeby umieszczania niczego więcej poza nazwiskiem.

    Zdumiewająca jest gorliwość z jaką tłumaczony jest brak organizacji, żeby nie użyć kolokwialnego określenia - burdel.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • r.urzowa 10.09.10, 16:21
    Nie rozumiem...dlaczego pacjent, ktory ma imie i nazwisko, jest umowiony na wizyte (dzien, godzina) potrzebuje "numerek" czy "liste na drzwiach".
    Moze, zeby rozwiazac problem zatloczonych poczekalni dobrze (i najprosciej) byloby popodgladac jak to inni robia. W US poczekalnie sa puste (ER to inna bajka) a mimo to lekarze nie maja czasem czasu na siusiu.
  • oby.watel 10.09.10, 16:35
    Pozwól, że Ci wytłumaczę ten polski fenomen na przykładzie lekarza rodzinnego. Załóżmy, że poczułaś się źle. Źle! Zostaw telefon! Tylko osobiście (a jak jest bardzo źle za pomocą kogoś bliskiego) możesz się w przychodni zarejestrować się (jeśli nie wierzysz, że telefonicznie nie można, to służę nr tel.). P. w rejestracji, po podlaniu kwiatków, pomalowaniu paznokci i dokonaniu innych nie cierpiących zwłoki czynności w zeszycie w kratkę szczegółowo zapisuje Twoje dane i wyznacza godzinę, na przykład 14:30.

    Teoretycznie, gdy przyjdziesz o godzinie 14:28, nie powinnaś czekać dłużej niż 10 minut. Praktycznie czekasz nieraz i półtorej godziny. Dlaczego? Bo po pierwsze p. dr nigdy nie zaczyna punktualnie, tylko co najmniej z półgodzinnym poślizgiem. Po drugie w tak zwanym międzyczasie przyjmuje pacjentów "pilnych" czy "nagłych", oczywiście bez kolejki. Kończy się to tym, że ci, którzy są rejestrowani pod koniec urzędowania albo są diagnozowani na oko, albo odsyłani na kolejny dzień...

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • pct3 13.09.10, 21:29
    wiem, że to tak czasami wygląda. Mam tylko jedno pytanie. Jak rozwiązać poniższe, oczywiście poza zobligowaniem lekarza do punktualnego rozpoczynania wizyt:

    w tak zwanym międzyczasie przyjmuje pacjentów "pilnych" czy "nagłych", oczywiście bez kolejki. Kończy się to tym, że ci, którzy są rejestrowani pod koniec urzędowania albo są diagnozowani na oko, albo odsyłani na kolejny dzień...

    Informuję, że blokowanie kilku terminów dziennie na okoliczność pojawienia się pacjentów pilnych jest pomysłem może i dobrym, ale nie rozwiązującym problemu, bowiem udostępnienie 100 % terminów na dany dzień pacjentom planowym i tak powoduje ich wyczerpanie najpóźniej danego dnia rano. A fundusz nakazuje przyjmować. I "nagłych" i planowych.
    Niektóre przychodnie w związku z tym w ogóle nie rejestrują w terminarzu - co też spotyka się z oporem. Ale ma to pewien sens- skoro planowanie i tak nie działa (pacjenci się spóźniają i to masakrycznie, są dodatkowi itd.) to po prostu, kto przyjdzie i się załapie - będzie przyjęty.
    Trochę prymitywnie, ale może najsprawiedliwiej?


  • oby.watel 13.09.10, 21:46
    Powinieneś z gorączka posiedzieć pod gabinetem godzinkę czy dwie, żeby zrozumieć jak jest dobrze. Po co pacjent ma przychodzić punktualnie, skoro wie, że p. dr NIGDY punktualnie nie przychodzi? P. Dr zaczyna przyjmować załóżmy o godzinie ósmej. I już na ósma ma zapisanego pierwszego pacjenta. P. dr przychodzi o wpół do dziewiątej, wypija kawkę, coś przegryzie i zaczyna przyjmować. Pierwszego pacjenta czekającego od kwadransa...

    Jak to rozwiązać? Mnie pytasz? Ja Ci mam mówić co masz robić? Ja Cię mam uczyć jak zorganizować sobie pracę? Przecież od Ciebie, bez obrazy, g... zależy. To szefostwo decyduje co masz robić. I masz robić, choć uważasz, że to bez sensu, prawda?

    W pierwszym rzędzie należy za każde spóźnienie p. dr polecieć po kieszeni. Po drugie nauczyć pacjentów, że muszą być punktualni, ponieważ jeśli nie chce im się poczekać 5 minut, to wylatują na koniec kolejki. Po trzecie nie przyjmować pięciu "nagłych" pacjentów i trzech znajomych pod rząd. Po prostu - trzeba stworzyć jasne i zrozumiałe zasady i samemu ich przestrzegać.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • slav_ 14.09.10, 00:58
    > Nie rozumiem...dlaczego pacjent, ktory ma imie i nazwisko, jest umowiony na wiz
    > yte (dzien, godzina) potrzebuje "numerek" czy "liste na drzwiach".

    To proste :-)

    Niby jest limit ale go nie ma (tzn. faktycznie jest - nfz nie płaci - ale pacjenci są zarejestrowani i przyjmowani za darmo) - powinno być zarejestrowanych 30 a jest 50.
    Ci z początku kolejki mają czasem ważne sprawy i przychodzą później - wtedy chcą być przyjęci od razu bo "już byli wołani", dobry argument :-)
    W tzw. międzyczasie kolejni "przychodzą się zapytać czy doktor przyjmie" - panie z rejestracji unikają w ten sposób scysji że nie "chcą zarejestrować".
    Część ma skierowanie "pilne" (wywiad - ból kolana od pół roku ale to wiesz po przyjęciu i zbadaniu) część "daleko mieszka" przywiozło matkę - staruszkę itp.
    Kolejni "nie mogli wczoraj przyjść". No to przyszli dzisiaj. Albo maja termin na pojutrze ale "dzisiaj mieli samochód". Albo "dziś kończy im się L4".
    Podoba się?
  • oby.watel 10.09.10, 16:18
    Lekarz, który do mnie przyszedł, zapytał, jakim prawem tu jestem. ... Tłumaczyłam, że przysłał mnie mój lekarz. "To jakiś idiota" - skomentował. Zdaniem pacjentki lekarz był arogancki. Nie chciał napisać na skierowaniu, dlaczego odmówił jej pomocy, nie podał też swojego nazwiska. Rejestratorki też nie zdradziły swoich personaliów. - Byłam bezradna. Powiedziałam, że się nie ruszę, na co usłyszałam, że wtargnęłam do niewłaściwej strefy i jestem niezrównoważona. Potem lekarz wezwał strażnika, który też nie chciał się przedstawić. Rzucił tylko, że ma numer 561 - opowiada pacjentka.

    Tutaj (thx Igor). Pytanie brzmi: Ile powinien zarabiać lekarz, żeby być grzecznym. Pytanie pomocnicze brzmi: Ile powinien zarabiać lekarz, żeby nie wstydzić się swojego nazwiska?

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • claratrueba 14.09.10, 09:39
    W przyp. centrum onkologii to raczej nie ma "nagłych zachorowań" więc przesuwane godziny wizyt z nich nie wynikają. To tylko zła organizacja- prawdopodobnie przyznano zbyt mało czasu na jednego pacjenta. Problem czy można przyznac więcej- czy jest wystarczająco lekarzy, gabinetów.
    Postulat dot. rejestracji wydaje sie słuszny. Ale wymaga sporego nakładu finansowego- nie sądzę by to przeszło w syt. kiedy na leczenie brakuje. Natomiast fakt niemozności zapisania sie telefonicznie to jakis kompletny anachronizm. Typowy dla SZ państwowej bo jakos wszędzie można wizyte umówic na telefon. Nie sądze by osoba chora na raka zlekcewazyła termin tylko dlatego, że nie odstała w kolejce.
    Godziny pracy od 10 zapewne z czegos wynikają. Być może, miało to ułatwic wizyte chorym, którzy pracują ale zdaje się, że nie ułatwiło. Trwa siłą inercji. Ciekawe, że np. bankom zmienienie godzin pracy w zalezności od liczby klientów w różnych porach dnia zajmuje parę dni czy tygodni kiedy juz wiadomo jak sie ma obłożenie.
    Listy- faktycznie niezgodne z prawem. To nie tylko naruszenie ustawy o ochronie danych osobowych (sa nimi i listy przyjetych do szkół- ale to jakby mało groźne) ale i tajemnicy lekarskiej. Nie chciałabym by moje nazwisko gdzieś było do wgladu jako osoby chorej. Również by ktos wyczytywał moje nazwisko wszem obecnym. Nie rozumiem dlaczego numerki tu nie działają. Wystarczy napisac" na stałe" o której chory z danym numerem wchodzi.
    Taki Polnische Wirtschaft w SZ to zwykłe "robie jak robię i możeta mi skoczyć".. Bo faktycznie- chory na raka o ile nie jest K. Krauze wyboru nie ma. Walczy o życie to odstoi, chocby miał stac i po kolana w gnojówce.
    A może się zniechęci i dudki w kabzie ostana się? Logiczne.
  • jag_2002 18.09.10, 01:14
    Problem w tym, ze musza zostac przyjeci wszyscy chorzy pierwszorazowi, ktorzy zglosza sie danego dnia. Chory, ktory zglasza sie po raz pierwszy, jest wielka niewiadoma, teoretycznie mozesz dla niego zarezerwowac jakis tam czas, w praktyce moze okazac sie, ze jest on absolutnie niewystarczajacy, albo przeciwnie, problem moze byc banalny, do zalatwienia w kilkanascie minut. Nastepne wizyty juz mozna umawiac na spokojnie. I mysle, ze tu tkwi glowny problem.
    Na szczescie nie jestem onkologiem, do pracy sie nie spozniam, nie wychodze wczesniej, pacjentow mam umowionych na godziny, a i tak zdarzaja mi sie opznienia, bo tez przyjmuje przypadki nagle.
    --
    polskie czcionki mnie denerwuja - ciezko do ich pisania uzywac jednej reki
  • 0.9_procent 18.09.10, 11:17
    claratrueba napisała:

    > W przyp. centrum onkologii to raczej nie ma "nagłych zachorowań" więc przesuwan
    > e godziny wizyt z nich nie wynikają.
    Nagłych zachorowań nie ma, są natomiast ‘pilne przypadki’. I takich „czy pan doktor przyjmie jeszcze jednego pacjenta, bo to pilne” potrafi być dwadzieścia dziennie. A mniej niż dziesięć się nie zdarza.
    A te pilne przypadki to zwykle zaawansowane nowotwory u pacjentów którzy „nie lubią chodzić do lekarzy”, albo „nie mieli czasu”.

    > To tylko zła organizacja- prawdopodobnie p
    > rzyznano zbyt mało czasu na jednego pacjenta. Problem czy można przyznac więcej
    > - czy jest wystarczająco lekarzy, gabinetów.
    No tak, przecież w Polsce jest nadmiar lekarzy.

    > Postulat dot. rejestracji wydaje sie słuszny. Ale wymaga sporego nakładu finans
    > owego- nie sądzę by to przeszło w syt. kiedy na leczenie brakuje. Natomiast fak
    > t niemozności zapisania sie telefonicznie to jakis kompletny anachronizm. Typow
    > y dla SZ państwowej bo jakos wszędzie można wizyte umówic na telefon.
    Problem rozbija się pewnie o ilość zatrudnionych rejestratorek. Pięć okienek, pięć rejestratorek i trzy dzwoniące telefony – nie ma prawa zadziałać.
    A połowa telefonów nie po to by ustalić termin wizyty, tylko „ja się tylko chciałem zapytać, bo mi takie coś wyrosło i czy mam z tym iść do lekarza, czy wystarczy kapustę przyłożyć”.

    > Nie sądze
    > by osoba chora na raka zlekcewazyła termin tylko dlatego, że nie odstała w kol
    > ejce.
    To akurat prawda. Znajdzie się tysiąc innych powodów. O ile pacjenci przed leczeniem zgłaszają się na wizytę, to pacjenci po leczeniu, na wizyty kontrolne już nie bardzo. Jeśli już się zgłaszają, to po kilku latach z wznową, jako „pilny przypadek” (czy pan doktor przyjmie jeszcze jednego?).
    - Dlaczego nie chodził/a pan/i na wyznaczone wizyty kontrolne?
    - Bo się dobrze czułem/am.

    > Godziny pracy od 10 zapewne z czegos wynikają. Być może, miało to ułatwic wizyt
    > e chorym, którzy pracują ale zdaje się, że nie ułatwiło.
    Wynikają na przykład z tego, że lekarz przyjmujący w poradni powinien być na odprawie i wizycie, bo od 15tej ma dyżur i byłoby dobrze, gdyby wiedział co się dzieje w oddziale.

    >Trwa siłą inercji. Cie
    > kawe, że np. bankom zmienienie godzin pracy w zalezności od liczby klientów w r
    > óżnych porach dnia zajmuje parę dni czy tygodni kiedy juz wiadomo jak sie ma ob
    > łożenie.
    Najbliższy oddział mojego banku jest otwarty w godzinach 9-16. W sam raz dla pracujących – prawda?

    > Nie rozumiem dlaczego numerki tu nie działają. Wystarczy napisac" na stałe"
    > o której chory z danym numerem wchodzi.
    Kiedyś dyskutowałem z imponerossem na temat ’15 minut na pacjenta’.
    Nie wiadomo, co zrobić z pacjentem, któremu trzeba poświęcić więcej niż 15 minut. ‘Rozwalić’ kolejkę, czy powiedzieć – przepraszam, ale pana czas już się skończył.
    I nie wiadomo, co zrobić z tymi „pilnymi”, żeby się nie spóźnić do następnej pracy, bo pacjenci będą niezadowoleni, że „te doktory to się tylko spóźniają, zamiast wyjść do pracy trochę wcześniej”.

    > Taki Polnische Wirtschaft w SZ to zwykłe "robie jak robię i możeta mi skoczyć".
    > . Bo faktycznie- chory na raka o ile nie jest K. Krauze wyboru nie ma. Walczy o
    > życie to odstoi, chocby miał stac i po kolana w gnojówce.
    O wielu pacjentach mógłbym powiedzieć, że robią wszystko, żeby się nie zgłosić do lekarza, nawet gdyby do poradni wchodziło się po czerwonym dywanie.
    „Raka lepiej nie ruszać” już wielu przypłaciło życiem. Zgadnij do kogo rodziny miały pretensje?

    > A może się zniechęci i dudki w kabzie ostana się? Logiczne.
    Bardzo logiczne. Szczególnie, że dutki są wyłącznie za wykonane procedury. Więc z tego co się zniechęci dutków nie będzie.
  • oby.watel 18.09.10, 12:16
    Jeśli przyjąć, że celem powyższych rozważań jest wykazanie, że lekarz haruje ponad siły jak niewolnik na plantacji bawełny, a pacjent to ćwierćinteligent, idiota, kretyn, debil i ćwok, to można je ocenić na szóstkę z plusem. W przeciwnym razie nie da się nawet zgadnąć, o co chodzi.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 18.09.10, 12:45
    No to dziękuję za szóstkę.
    Chyba, że chcesz udowodnić, że lekarz, który w poradni onkologicznej przyjmuje 50 i więcej osób dziennie nie haruje, tylko się leni.
    Czy też może będziesz udowadniał, że pacjent, który z 8 centymetrowym guzem rozpychającym na boki oczodoły, zgłaszający się pierwszy raz do lekarza, oczywiście jako „pilny przypadek – czy pan doktor jeszcze przyjmie” to inteligentny, mądry, dbający o swoje zdrowie człowiek, który ‘właśnie dzisiaj rano zauważył że coś jest nie w porządku, bo jeszcze wczoraj wieczorem nie było nic widać’.
  • oby.watel 18.09.10, 12:57
    Wiesz co powiedział kiedyś niedościgniony wzór dla ludzi z przerostem sumienia? Powiedział tak: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień." Ty chyba nie rozumiesz, i nie życzę Ci (podkreślam - nie życzę Ci), żebyś na własnej skórze musiał się przekonać, czy lepiej jest iść do lekarza i usłyszeć wyrok, czy jednak oszukiwać samego siebie i udawać, że to nie rak, tylko kurzajka.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 18.09.10, 13:16
    oby.watel napisał:

    > Wiesz co powiedział kiedyś niedościgniony wzór dla ludzi z przerostem sumienia?
    > Powiedział tak: "Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień."
    Właśnie. Zastanawiam się czy znają to zdanie ludzie rzucający oskarżenia pod adresem lekarzy. Te oskarżenia w których dowodem jest jedynie przekonanie oskarżającego.

    >Ty
    > chyba nie rozumiesz, i nie życzę Ci (podkreślam - nie życzę Ci), żebyś na własn
    > ej skórze musiał się przekonać, czy lepiej jest iść do lekarza i usłyszeć wyrok
    > , czy jednak oszukiwać samego siebie i udawać, że to nie rak, tylko kurzajka.

    „Raka lepiej nie ruszać.” „Rak to wyrok.”
    Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest naprawdę duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka.
    Moje gratulacje.
  • oby.watel 18.09.10, 14:40
    0.9_procent napisał:

    > Właśnie. Zastanawiam się czy znają to zdanie ludzie rzucający oskarżenia pod
    > adresem lekarzy. Te oskarżenia w których dowodem jest jedynie
    > przekonanie oskarżającego.

    A zastanawiasz się, czy ludzie ślepo, bez względu na okoliczności i przewinienie broniący lekarzy nie bronią ich w oparciu jedynie o przekonanie broniącego?

    > Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest naprawdę
    > duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka.
    > Moje gratulacje.

    "Rak to od Boga znak." "Rak to kara za grzechy." Bóg i modlitwa nie dopuszczą do tego, żeby rak się rozwinął.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 18.09.10, 21:41
    oby.watel napisał:


    > A zastanawiasz się, czy ludzie ślepo, bez względu na okoliczności i przewinieni
    > e broniący lekarzy nie bronią ich w oparciu jedynie o przekonanie bronią
    > cego?
    Piszesz może o „broniących kolegi” lekarzach ze szpitala w Zielonej Góry?

    >
    > > Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest nap
    > rawdę
    > > duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka.
    > > Moje gratulacje.
    >
    > "Rak to od Boga znak." "Rak to kara za grzechy." Bóg i modlitwa nie dopuszczą d
    > o tego, żeby rak się rozwinął.
    Nie chciałem tego rozwijać, ale skoro się domagasz.
    Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest naprawdę duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka. A później się domagać najlepszego leczenia, najlepiej w Ameryce czy Szwajcarii, oczywiście na koszt NFZtu. I oczekiwać od lekarzy, że z półtrupa zrobią zdrowego, ale tak żeby nie bolało i najlepiej w czasie jednej wizyty. Bo jak nie zrobią to trzeba zgłosić do prokuratury, żeby sprawdziła, czy konowały czegoś nie spie.przyły.

  • oby.watel 18.09.10, 22:39
    0.9_procent napisał:

    > Piszesz może o „broniących kolegi” lekarzach ze szpitala w Zielonej
    > Góry?

    Nie. Piszę o broniących lekarzy w każdych okolicznościach, bez względu na to, czy przyjmuje po pijanemu, jeździ po pijanemu, jest niepoczytalny, amputuje nie tę nogę czy tp. Niektórzy na tym forum maja zbyt mało danych, żeby źle się wyrażać o koledze po fachu, ale wystarczająco dużo, żeby to pacjenta uznac za winnego.

    > Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest naprawdę
    > duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka.[/i] A później się domagać
    > najlepszego leczenia, najlepiej w Ameryce czy Szwajcarii, oczywiście na koszt NFZtu
    > . I oczekiwać od lekarzy, że z półtrupa zrobią zdrowego, ale tak żeby nie bolało
    > i najlepiej w czasie jednej wizyty. Bo jak nie zrobią to trzeba zgłosić do prokuratury,
    > żeby sprawdziła, czy konowały czegoś nie spie.przyły.

    Pozwolisz, że to pozostawię bez komentarza.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 19.09.10, 01:18
    oby.watel napisał:


    > Nie. Piszę o broniących lekarzy w każdych okolicznościach, bez względu na to, c
    > zy przyjmuje po pijanemu, jeździ po pijanemu, jest niepoczytalny, amputuje nie
    > tę nogę czy tp. Niektórzy na tym forum maja zbyt mało danych, żeby źle się wyra
    > żać o koledze po fachu, ale wystarczająco dużo, żeby to pacjenta uznac za winne
    > go.
    Jeśli się z tym pacjentem osobiście zetknęli to mają wystarczająco dużo danych, by się o nim wypowiadać.
    Natomiast informacje o pijanych kolegach po fachu mają z przytoczonych przez innych użytkowników forum relacji dziennikarzy, którzy podobno „mają ogromne kłopoty z poprawnym formułowaniem myśli w języku polskim.”


    > > Najlepiej zamiast zacząć się leczyć wtedy, gdy szansa wyleczenia jest nap
    > rawdę
    > > duża, pielęgnować zabobony. I rosnącego raka.
    A później się domagać
    > > najlepszego leczenia, najlepiej w Ameryce czy Szwajcarii, oczywiście na
    > koszt NFZtu
    > > . I oczekiwać od lekarzy, że z półtrupa zrobią zdrowego, ale tak żeby nie
    > bolało
    > > i najlepiej w czasie jednej wizyty. Bo jak nie zrobią to trzeba zgłosić d
    > o prokuratury,
    > > żeby sprawdziła, czy konowały czegoś nie spie.przyły.
    >
    > Pozwolisz, że to pozostawię bez komentarza.
    >
    To chyba najlepsze co możesz zrobić. Lepiej milczeć niż miałbyś znowu napisać jakąś bzdurę.
  • oby.watel 19.09.10, 10:05
    0.9_procent napisał:

    > Natomiast informacje o pijanych kolegach po fachu mają z przytoczonych przez innych
    > użytkowników forum relacji dziennikarzy, którzy podobno „mają ogromne kłopoty z
    > poprawnym formułowaniem myśli w języku polskim.”

    Owszem, ale znowu nie aż tak wielkie, żeby nie byli w stanie opisać pijanego, czy kaleczącego lekarza. Bardziej się martw o tych, którzy w nieporadności językowej doszukują się jakichś głęboko ukrytych intencji i wyciągają daleko idące wnioski.

    > To chyba najlepsze co możesz zrobić. Lepiej milczeć niż miałbyś znowu napisać jakąś
    > bzdurę.

    Pochlebiasz sobie.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 19.09.10, 10:56
    Taaaa.
    W zależności od potrzeb dziennikarze albo „mają ogromne kłopoty z poprawnym formułowaniem myśli w języku polskim”, albo „znowu nie aż tak wielkie”.

    Dałbym sobie głowę obciąć i pokroić się na kawałki, że rozmawiam z dzieckiem. I to niezbyt rozgarniętym.
  • oby.watel 19.09.10, 11:24
    Widzisz, problem w tym, że kłopoty z wysławianiem się, formułowaniem myśli nie mają wielkiego wpływu na przekaz informacji. Więc najbardziej nieporadnie napisany news o pijanym lekarzu będzie informacja o pijanym lekarzu. natomiast doszukiwanie się ukrytych treści w dalszej części newsa, który musi być rozbudowany, bo płacone jest za ilość, a nie za jakość, to dziecinada.

    --
    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
  • 0.9_procent 19.09.10, 11:48
    oby.watel napisał:

    > kłopoty z wysławianiem się, formułowaniem myśli nie
    > mają wielkiego wpływu na przekaz informacji.

    Bez komentarza. Bo i co tu komentować.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka