Dodaj do ulubionych

Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus

17.12.10, 20:06
Dzielę się z Państwem tragedią jaka spotkała moją rodzinę. W dniu 13.12.2010 ok. godz. 22.00 zmarł mój teść(66lat) w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tragiczne w tym przypadku jest to, że leczenie w szpitalu (zamiast przedłużyć mu życie) spowodowało nagłą i nieoczekiwaną śmierć.

Chory od 2 lat był dializowany ze względu na niewydolność nerek. Dializy znosił stosunkowo dobrze, brak większych powikłań. Lekarze zakwalifikowali go do przeszczepu nerki. Bardzo ucieszył się kiedy 24.10.2010 otrzymał propozycję przeszczepu w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Z entuzjazmem czekał na transplantację, cała rodzina wspierała go i utwierdzała w słuszności tej decyzji.

W pierwszym dniu wszystko odbywało się zgodnie z planem, operacja zakończyła się powodzeniem. Kolejne dni pobytu w Szpitalu Dzieciątka Jezus dawały coraz większe powody do niepokoju. W pierwszym dniu po operacji usłyszeliśmy od lekarza, że wszystko jest w najlepszym porządku, kontrolują sytuację i monitorują stan pacjenta. W tej samej chwili zadzwonił teść, że właśnie zabierają go na kolejną operację ... Od razu zapaliła się czerwona lampka - coś jest nie tak. Lekarze skupili się na uspokojeniu naszych nastrojów, co im się częściowo udało. Kolejne dni to pasmo nieszczęśliwych zdarzeń. Po kilku dniach doszło do odwodnienia pacjenta. W kolejnych dniach rana pooperacyjna zaczęła mocno ropieć. Po kilkunastu dniach pojawiły się silne bóle brzucha. Następnie wahania poziomu cukru rzędu 40-400 jednostek. Postanowiliśmy eskalować ten przypadek do kierownictwa oddziału, co nie dało żadnego efektu(przeniesiono chorego na inny oddział). Z każdym dniem postępowało osłabienie organizmu, coraz większe problemy z poruszaniem się. Z każdym tygodniem pojawiały się kolejne diagnozy lekarzy: krwiak, następnie ropienie rany, bakteria w ranie, zakażenie, perforacja jelita, nowotwór jelita. Pod koniec pobytu stwierdzono Sepsę, potem gaz w żyle wrotnej, martwice jelit itd. Na końcu po kilku operacjach wykonanych w ciągu 7tygodnoiwego pobytu w szpitalu nastąpił zgon. W trakcie ostatniej operacji chory dostał pierwszego zawału serca, potem drugiego zawału który okazał się już śmiertelny.

Czasami bywają trudne przypadki, z którymi należy się pogodzić. Tutaj nie mogę się pogodzić ze śmiercią, ponieważ w mojej opinii doszło tutaj do zaniedbań ze strony personelu medycznego. Przypadek chorego został od pierwszych dni i tygodni zbagatelizowany, zlekceważono stan zdrowia chorego. To działania szpitala doprowadziły go do takiego stanu zdrowia. Chory dotarł do szpitala na własnych nogach, w ogólnej dobrej kondycji fizycznej, niestety już z niego nie wyszedł o własnych siłach ...

Lekarze określili stan krytyczny, lecz do końca pozostawili chorego na zwykłym oddziale. Zastosowano leczenie objawowe, monitoring parametrów życiowych. W mojej opinii zabrakło tutaj przede wszystkim rzetelnego zaangażowania, wnikliwej analizy i diagnozy, dociekliwego poszukiwania przyczyn, proaktywnego reagowania na niepokojące objawy i symptomy.

Sam przebieg leczenia od początku wzbudzał poważne wątpliwości całej rodziny. Szpital Dzieciątka Jezus posiada podobno certyfikat jakość ISO. Ja tej jakości w żadnym przypadku nie mogę potwierdzić. Personel medyczny powinien pracować jako zespół, czyli grupa współpracujących jednostek. Tutaj tej współpracy stanowczo nie było i nadal nie ma. Personel medyczny zachowywał się jak grupa indywidualistów. Celem nadrzędnym nie było dobro chorego, a spędzenie 8 godzin dziennie w pracy zgodnie z kodeksem pracy. Zwłaszcza tyczy się to opieki pielęgniarskiej. Opieka lekarska ogranicza się do niezbędnego minimum nie wykraczającym w żadnym przypadku poza określone w karcie obowiązki lekarza, wykazała się bardzo reaktywnym i spolegliwym działaniem. W trakcie leczenia obawialiśmy się stanowczo reagować, aby nie spowodować skutku odwrotnego do zamierzonego. Dlatego też teraz, po śmierci chorego postanowiłem opisać sposób działania i fatalną organizację pracy personelu medycznego w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. W trakcie dociekania przyczyn złej organizacji usłyszałem jak lekarze przerzucają odpowiedzialność na pielęgniarki, pielęgniarki na salowe itd. Pytanie kto odpowiada za cały obraz sytuacji? Czy rozmywanie odpowiedzialności za tak fatalny system zarządzania personelem jest tutaj zasadne? Czy tego typu postępowanie personelu jest zgodne z kartą określającą obowiązki i odpowiedzialność lekarza i pielęgniarki?

Proszę o wsparcie i pomoc podczas dystrybucji tej informacji. Życia bliskiej mi osoby nie jestem w stanie przywrócić. Postawiłem sobie teraz za cel, aby wszyscy potencjalni pacjenci dowiedzieli się czego mogą się spodziewać po hospitalizacji w tym ośrodku.

Zdecydowanie nie polecam Państwu usług Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie!
Obserwuj wątek
    • doc1 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 17.12.10, 20:51
      Wyrazy współczucia.
      Nawet z tego pełnego żalu opisu wynika, że zrobiono wszystko co należało.
      Umieszczanie takiego listu w necie jest o tyle niestosowne, że czytają to inni chorzy, w tym kandydaci na przeszczepy.
      Wątpliwości można rozwiać w rozmowie z ordynatorem i/albo dyrektorem szpitala. Na pewno przyjmuje interesantów w określonych godzinach.

      • zaparuchad Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 12:38
        Przyznaję rację, że moja wypowiedź może wzbudzić strach i wątpliwości u potencjalnych chorych. Uznałem za stosowne, że lepiej wiedzieć jakie konsekwencje pozytywne, jak również i negatywne może przynieść tego typu zabieg. Czy słusznie? Tego nie wiem.

        Rozmowy o których Pan pisze nie przynoszą oczekiwanego efektu, ponieważ na konkretne pytania udzielane są ogólne i wymijające odpowiedzi.
    • practicant Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 17.12.10, 22:16
      Ciężko mi składać wyrazy współczucia przy jednoczesnym takim tonie wypowiedzi.To trochę nie miejsce na rzucanie oskarżeń.Ale skoro szanowny pan ma wątpliwości,zadam kilka,dość podstawowych pytań:

      Co by pan zmienił w leczeniu?Co by pan zrobił inaczej,niż lekarze prowadzący pana teścia?Wreszcie-co daje panu prawo do pisania w takim tonie...?Bo chyba ma pan do takiego tonu jakieś podstawy-poza faktem,iż każde działanie medyczne obarczone jest ryzykiem powikłań,nawet tych najgorszych...?

      Ps.oddziały chirurgiczne,zwłaszcza w polskich,zwykle "niedoborowych" warunkach,mają to do siebie,że po wizycie,zbadaniu pacjentów&wypisaniu dalszych zleceń leci się na blok operacyjny do zabiegów.Pracując jeszcze w Polsce,nie raz widziałem pacjentów wyłącznie na wizycie-a potem-nie ukrywam,dla przyzwoitości i czystości własnego sumienia,zostając po godzinach pracy,gdy wreszcie wyszedłem z bloku.To odrobinę nieuczciwe,zrzucać odpowiedzialność za organizację na poziomie ministerstwa na szeregowych lekarzy,próbujących w takich,a nie innych warunkach wykonywać swój zawód...
      • zaparuchad Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 12:29
        Wydaje mi się, że Pan akurat był jedyną osobą, która starała się zrobić wszystko co tylko możliwe w tej sprawie. Z wypowiedzi zmarłego wiem, że był Pan przyjacielem i podporą w bardzo trudnych momentach.
        Przepraszam, że i Pana 'poturbowałem' w swej pełnej goryczy wypowiedzi ...
        • practicant Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 13:18
          Nie czuję się poturbowany.Głównie dlatego,że 1)w Polsce praktykowałem jakieś 400km od Warszawy,2)obecnie pracuję jakieś 900km od Warszawy,w kierunku zachodnim, 3)w zupełnie innej działce-ostatni raz przy przeszczepie nerki asystowałem będąc jeszcze lekarzem stażysta,4)...a w "dzieciątku Jezus" nie byłem ani razu:)

          Pytania są ogólne.Uważam,że przed wylaniem swojej goryczy /powiedzmy,że zrozumiałej-śmierć bliskiej osoby zawsze boli,człowiek nie zawsze postępuje racjonalnie-co jest naturalne/ i upublicznieniem wątpliwości ,należy najpierw samemu sobie na nie odpowiedzieć.Inaczej,niestety ma to znamiona bezpodstawnego oczerniania ludzi,których działanie miało na celu niesienie pomocy.Nie mniej-nadal tylko ludzi,czasem omylnych,a nigdy nie posiadających boskich zdolności.
          • oby.watel Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 14:30
            Ponieważ lekarze są ludźmi, czasami omylnymi, to nie wolno ich krytykować, ani wytykać błędów. W socjalistycznej służbie zdrowia bowiem jest dokładnie tak, jak w socjalizmie w ogóle - nie wolno było krytykować ani wytykać towarzyszom błędów, a jedyna dopuszczalna forma krytyki to samokrytyka.

            --
            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
      • imponeross Szpital Dzieciątka Jezus 22.12.10, 00:02
        practicant napisał:

        > Ciężko mi składać wyrazy współczucia przy jednoczesnym takim tonie wypowiedzi.T
        > o trochę nie miejsce na rzucanie oskarżeń.Ale skoro szanowny pan ma wątpliwości
        > ,zadam kilka,dość podstawowych pytań:
        >
        > Co by pan zmienił w leczeniu?Co by pan zrobił inaczej,niż lekarze prowadzący pa
        > na teścia?Wreszcie-co daje panu prawo do pisania w takim tonie...?Bo chyba ma p
        > an do takiego tonu jakieś podstawy-poza faktem,iż każde działanie medyczne obar
        > czone jest ryzykiem powikłań,nawet tych najgorszych...?
        >
        > Ps.oddziały chirurgiczne,zwłaszcza w polskich,zwykle "niedoborowych" warunkach,
        > mają to do siebie,że po wizycie,zbadaniu pacjentów&wypisaniu dalszych zleceń le
        > ci się na blok operacyjny do zabiegów.Pracując jeszcze w Polsce,nie raz widział
        > em pacjentów wyłącznie na wizycie-a potem-nie ukrywam,dla przyzwoitości i czyst
        > ości własnego sumienia,zostając po godzinach pracy,gdy wreszcie wyszedłem z blo
        > ku.To odrobinę nieuczciwe,zrzucać odpowiedzialność za organizację na poziomie m
        > inisterstwa na szeregowych lekarzy,próbujących w takich,a nie innych warunkach
        > wykonywać swój zawód...

        A to jest w ogole dobry szpital to Dzieciatko Jezus? Nazwa jakos tak nie budzi zaufania....
    • snajper55 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 00:21
      Chciałbym najpierw zapytać o znaczenie kilku zwrotów.

      Co to znaczy

      > Postanowiliśmy eskalować ten przypadek do kierownictwa oddziału

      Eskalacja to stopniowe zwiększanie, potęgowanie się czegoś. Jak można stopniowo potęgować przypadek do kierownictwa oddziału?

      Co to znaczy, że

      > Opieka lekarska wykazała się bardzo reaktywnym i spolegliwym działaniem.

      Reaktywny, to związany z zaburzeniami psychicznymi wywołanymi przez szczególnie trudne sytuacje. Czy twierdzisz, że lekarze mieli zaburzenia psychiczne? Z kolei spolegliwy, to potocznie taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym. Reaktywność wydaje się nie do pogodzenia ze spolegliwością.

      Czy opinia, iż

      > Brakowało proaktywnego reagowania na niepokojące objawy

      znaczy, iż niepokojące objawy nie wywoływały reakcji sprzyjających aktywności? Ale czyjej aktywności? Pacjenta?

      Wydaje mi się, że byłoby dużo lepiej dla sprawy, abyś nie używał słów, których znaczenia nie znasz. Ładnie brzmią ale efekt dają komiczny, nie pasujący do sytuacji.

      Ale ad rem.

      > Czasami bywają trudne przypadki, z którymi należy się pogodzić. Tutaj nie mogę
      > się pogodzić ze śmiercią, ponieważ w mojej opinii doszło tutaj do zaniedbań ze
      > strony personelu medycznego.

      Dobrze by było, gdybyś opisując ten przypadek nie pisał takich ogólników, tylko opisywał konkretnie na czym polegały te zaniedbania.

      > Przypadek chorego został od pierwszych dni i tygodni zbagatelizowany, zlekceważono stan
      > zdrowia chorego.

      Tu znów lepiej by było, gdybyś konkretnie napisał, na czym polegało to bagatelizowanie i lekceważenie.

      > To działania szpitala do prowadziły go do takiego stanu zdrowia. Chory dotarł do szpitala
      > na własnych nogach, w ogólnej dobrej kondycji fizycznej, niestety już z niego nie wyszedł o
      > własnych siłach ...

      Niewątpliwie przeszczep, którego powikłania były przyczyną śmierci był działaniem szpitala. Ale przeszczepy zwykle robi się właśnie w szpitalu. Dość trudno zrobić przeszczep w warunkach domowych.

      > Lekarze określili stan krytyczny, lecz do końca pozostawili chorego na zwykłym
      > oddziale.

      Tu warto by było uzasadnić, dlaczego przeniesienie chorego na inny oddział poprawiłoby jego stan. Oczywiście masz ku temu odpowiednie argumenty?

      > Zastosowano leczenie objawowe, monitoring parametrów życiowych. W moj
      > ej opinii zabrakło tutaj przede wszystkim rzetelnego zaangażowania, wnikliwej a
      > nalizy i diagnozy, dociekliwego poszukiwania przyczyn, proaktywnego reagowania
      > na niepokojące objawy i symptomy.

      Dobrze by było, gdybyś opisał jak według Ciebie powinno wyglądać to rzetelne zaangażowanie i wnikliwa analiza. Bo z tego co piszesz, to diagnoz byo stawianych całkiem sporo.

      > Sam przebieg leczenia od początku wzbudzał poważne wątpliwości całej rodziny.

      Tu znów nic nie mówiący czytającemu ogólnik. Napisz konkretnie co w leczeniu wzbudziło Wasze poważne wątpliwości. Nie obawiaj się piętnować nagannych zachować lekarzy czy innego personelu medycznego. Skoro zaniepokojona była cała rodzina, to na pewno działy się tam rzeczy straszne.

      > Szpital Dzieciątka Jezus posiada podobno certyfikat jakość ISO. Ja tej jakości w
      > żadnym przypadku nie mogę potwierdzić.

      Uzyskanie certyfikatu ISO świadczy o tym, że w firmie stworzone zostały procedury obejmujące działalność instytucji i opisują one wszystkie aspekty działalności danej jednostki.

      > Personel medyczny powinien pracować jak
      > o zespół, czyli grupa współpracujących jednostek. Tutaj tej współpracy stanowcz
      > o nie było i nadal nie ma. Personel medyczny zachowywał się jak grupa indywidua
      > listów.

      Szkoda, iż tej opinii nie uzupełniłeś kilkoma przykładami braku działania zespołu jako zespół. A przecież skoro tak było i jest nadal, to bez trudu wiele takich przykładów mógłbyś tu podać.

      > Celem nadrzędnym nie było dobro chorego, a spędzenie 8 godzin dziennie
      > w pracy zgodnie z kodeksem pracy. Zwłaszcza tyczy się to opieki pielęgniarskiej.
      > Opieka lekarska ogranicza się do niezbędnego minimum nie wykraczającym w żadn
      > ym przypadku poza określone w karcie obowiązki lekarza, wykazała się bardzo rea
      > ktywnym i spolegliwym działaniem.

      Tak więc lekarze wypełniali swoje obowiązki, ale według Ciebie było to za mało. No cóż, mnie się czasem marzy, aby wszyscy wypełniali swoje obowiązki. Mam wrażenie, że byłbym wtedy szczęśliwy. Być może, gdybyś nie użył słów reaktywny i spolegliwy, to łatwiej byłoby mi zrozumieć, o co masz do lekarzy pretensje.

      > W trakcie leczenia obawialiśmy się stanowczo
      > reagować, aby nie spowodować skutku odwrotnego do zamierzonego. Dlatego też ter
      > az, po śmierci chorego postanowiłem opisać sposób działania i fatalną organizac
      > ję pracy personelu medycznego w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. W trakci
      > e dociekania przyczyn złej organizacji usłyszałem jak lekarze przerzucają odpow
      > iedzialność na pielęgniarki, pielęgniarki na salowe itd. Pytanie kto odpowiada
      > za cały obraz sytuacji? Czy rozmywanie odpowiedzialności za tak fatalny system
      > zarządzania personelem jest tutaj zasadne? Czy tego typu postępowanie personelu
      > jest zgodne z kartą określającą obowiązki i odpowiedzialność lekarza i pielęgn
      > iarki?

      Twój tekst niestety nie pokazuje niestety tej fatalnej organizacji, o której piszesz. Ale jeśłi uwzględnisz moje uwagi w kolejnej wersji tego apelu, na pewno osiągniesz zamierzony efekt.

      S.
      --
      Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
        • ka.rp Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 10:51
          Jeśli Ojciec miał nowotwór jelita i doszło do perforacji, to trudno się dziwić, że powstała sepsa i wszystko się źle skończyło.
          Można się zastanawiać, czy przed przeszczepem nerki nie należało dokładnie zbadać Ojca w kierunku choroby nowotworowej? Pewnie tak, ale rutynowo się tego nie robi.
          U jednego z amerykańskich kosmonautów, w kilka miesięcy po locie kosmicznym stwierdzono raka żołądka. Myslałem sobie, jak to, sztab lekarzy NASA go badał i nie stwierdził tak poważnej choroby? Ano nie, bo gastroskopii mu nie robili.

          Każdy chory podpisuje oświadczenie, komu po śmierci można wydać dokumentację. Sprawdź to, weź kopie dokumentów, skonsultuj się z kimś, kto powie, czy były błędy medyczne. Jeśli tak, to masz droge prawną otwartą.

          Pisanie oskarżeń na forum może się tak skończyć, że szpital pozwię Cię o naruszenia dóbr a sąd każe przeprosić w Gazecie. Ile to kosztuje wie pan Ziobro.
      • mary_ann Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 22:29
        >>Z kol
        > ei spolegliwy, to potocznie taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się in
        > nym.

        Może potocznie...
        Ale prof. Kotarbiński, który ukuł ten termin ("spolegliwy opiekun", pojęcie rodem z "Medytacji o życiu godziwym" bodajże) musi się w grobie przewracać!
        "Spolegliwy" miało znaczyć "godny zaufania, taki, na którego zawsze można liczyć".
        • snajper55 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 20.12.10, 01:01
          mary_ann napisała:

          > Może potocznie...
          > Ale prof. Kotarbiński, który ukuł ten termin ("spolegliwy opiekun", pojęcie rod
          > em z "Medytacji o życiu godziwym" bodajże) musi się w grobie przewracać!
          > "Spolegliwy" miało znaczyć "godny zaufania, taki, na którego zawsze można liczyć".

          Wiem, ale ja korzystałem z tego:

          spolegliwy
          1. «taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać»
          2. pot. «taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje się innym»

          sjp.pwn.pl/szukaj_poczatek/spolegliwy

          oraz reguły, aby wszystkie wątpliwości tłumaczyć na korzyść autora postu. ;)

          S.
          --
          Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
          • oby.watel Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 20.12.10, 11:44
            Miałeś ewidentnie zły dzień.

            snajper55 napisał:
            > Z kolei spolegliwy, to potocznie taki, który łatwo ustępuje i podporządkowuje
            > się innym.

            > spolegliwy
            > 1. «taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać»

            Dopiero drugie znaczenie oznacza to, co wytknąłeś w swoim poście korzystając z reguły, aby wszystkie wątpliwości tłumaczyć na niekorzyść autora postu. ;)

            --
            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
            • snajper55 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 20.12.10, 23:12
              oby.watel napisał:

              > Miałeś ewidentnie zły dzień.
              >
              > snajper55 napisał:
              > > Z kolei spolegliwy, to potocznie taki, który łatwo ustępuje i podporządko
              > wuje
              > > się innym.
              >
              > > spolegliwy
              > > 1. «taki, który wzbudza zaufanie i można na nim polegać»
              >
              > Dopiero drugie znaczenie oznacza to, co wytknąłeś w swoim poście korzystając z
              > reguły, aby wszystkie wątpliwości tłumaczyć na niekorzyść autora postu. ;)

              A co, miałem odczytać jego post w ten sposób, że zarzuca lekarzom, iż wzbudzali zaufanie i można było na nich polegać? Nie rób z człowieka idioty.

              S.
              --
              Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
      • imponeross Znaczenie zwrotow 21.12.10, 23:59
        snajper55 napisał:

        > Chciałbym najpierw zapytać o znaczenie kilku zwrotów.
        >
        ...

        Nie musisz. Tekst jest napisany wystarczajaco jasno, by czlowiek srednio inteligentny znaczenie tych zwrotow z kontekstu zrozumial. Sprawa z opisu wyglada po pierwsze na zakazenie okolooperacyjne (cos, w czym Polska przeciez przoduje w Europie), po drugie na jakies powiklania czysto transplantacyjne, ktore prawdopodobnie nie zostaly na czas rozpoznane. Smutne, bo akurat przeszczep nerki niejest skomplikowana i ryzykowna operacja, pod warunkiem, ze robi sie to w doswiadczonym osrodku, ktory takich zabiegow robi duzo. Osrodek musi miec jeszcze dobra diagnostyke, zeby szybko moc rozpoznac powiklania. Szpitale warszawskie chyba w ogole sa kiepskie poza wojskowym, moze MSWiA i moze niektore rzeczy na Banacha. Niedawno byla przeciez sprawa z neurologia warszawska pozbawiona radiologii przez weekendy.
    • oby.watel Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 11:58
      W pierwszym rzędzie wyrazy współczucia.

      W drugim rzędzie wyrazy podziwu z powodu niespotykanej nigdzie indziej empatii. Jeśli tu szukałeś pociechy i zrozumienia, to gorzej trafić nie mogłeś. Według udzielających się tutaj normą nie jest wychodzenie ze szpitala o własnych siłach. Więc po kolei będą udowadniać, że Twój teść sam sobie jest winien. Jak kobieta, która także miała nieszczęście dostać się w łapy fachowców.

      --
      Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
      • 1976czlowiek Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 18.12.10, 22:07
        Apeluję do osób, które się tutaj wypowiadają. Nie komentujcie jeżeli nie macie uczuć!!!!! Wiem, co ten człowiek czuje i całkowicie go popieram. Lekarze informują pacjenta o powikłaniach, ale nie o takich. Gdybyście widzieli mojego ojca, jego cierpienie, moje ciągłe telefony do lekarzy i zapewnienia, że wszystko jest pod kontrolą i ta informacja ostatniego dnia, że tata nie jest obłożnie chory i za kilka dni wyjdzie do domu... o 22 zmarł, badanie tomografem wykazało, że jego organizm był calkowicie zainfekowany... Obserwowałam ich działania i tylko jeden lekarz przejął się stanem pacjenta, reszta traktowała go przedmiotowo, całe 7 tygodni.Gdzie prawa pacjenta!!!!!!! Nie potępiam wszystkich lekarzy, bo to by było niesprawiedliwe, ale Ci , którzy zajmowali się moim ojcem nie zasługują na to, by im ufać. Nie potrafię wskazać winnego, jednej osoby, ale wierzę, że winni poniosą kiedyś karę. Tata był bardzo dzielny.... Ja obiecałam mu, że jak wyjdzie ze szpitala, to będziemy działać, żeby inni, którzy tam trafią po nim, będą mieli lepiej. Niestety muszę działać bez niego... Jeżeli macie rodziców i kochacie ich tak bardzo, jak ja kochałam mojego tatę, to na pewno mnie zrozumiecie. Nie mówcie, że ja nie mam prawa oskarżać..bo czy ktoś miał prawo tak traktować mojego tatę...
        • ka.rp Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 09:26
          1976czlowiek napisał:
          > badanie tomografem wykazało, że
          > jego organizm był calkowicie zainfekowany... Obserwowałam ich działania

          Zrób sobie TK głowy. Apeluję!
          Trzeba było ojca zabrać ze szpitala po 7 minutach obserwacji ich działania.
          • pct3 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 10:59
            Zrób sobie TK głowy. Apeluję!

            Niestety problemy (nazwijmy je - z pogranicza medycyny) powodujące treść i formę wielu komentarzy na forum, nie uwidaczniają się w badaniu TK głowy.
            Już raczej testy badające osobowość....


            --
            pokaż lekarzu co masz w garażu zwróć za studia odebrać mu prawo wykonywania zawodu zapomniał o przysiędze Hipokratesa
            • oby.watel Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 11:50
              Za wcześnie nacisnąłeś Enter i poszło pół postu. Oto całość:

              pct3 napisał:

              > Niestety problemy (nazwijmy je - z pogranicza medycyny) powodujące treść i formę
              > wielu komentarzy na forum, nie uwidaczniają się w badaniu TK głowy.
              > Już raczej testy badające osobowość..

              > Po ostatnich gigantycznych podwyżkach (tak dużych, że niektórzy lekarze
              > cpracująy w Niemczech utrzymywali że polski lekarz zarabia więcej niż niemiecki),
              > już trochę ponad minimum socjalne.
              > Oczywiście jeśli pracuje dodatkowo. Typowe małżeństwo lekarskie, po
              > specjalizacjach, pracujące tylko na 1 etacie i posiadające dzieci, żyje na
              > poziomie minimum socjalnego.
              > Nieśmiało zauważam, że jest to po gigantycznych (np stawka z 7 do 33 zł za
              > godzinę) podwyżkach ostatnich lat.

              --
              Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
              • ka.rp Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 12:16
                Śmierć w rodzinie, to często prawdziwa tragedia. Zwłaszcza, jeśli emerytura/renta zmarłego była jedynym źródłem dochodu w rodzinie.

                --
                "Jakby można było dać przez neta w ryj, to byłoby tu o wiele spokojniej". <lumberjack>
                    • igor14141 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 14:13
                      Z archiwum watków wybrałem myśli piszących tu na forum lekarzy.
                      Jak myślicie z którzy lekarze leczyli wyżej w wątkach wymienionych pacjentów.?

                      "Zawód, który własnie wybrałem" , z czym mnie się kojarzy odruchowo"praca w zawodzie" w którym odpowiedzialnośc ma przełożenie na życie innych?
                      z : oddaniem
                      poświeceniem
                      rzetelnością
                      z szacunkiem dla innych
                      chęcią dzielenia się
                      altruizmem
                      radoscią
                      odwagą
                      pokonywaniem przeszkód
                      doskonaleniem walką
                      konsekwencją
                      Czym kojarzy się zawod lekarza drugiemu?
                      z nienawiscią.frustracją,poczuciem zagrożenia,
                      depresją,
                      lękiem, strachem
                      poniżeniem,
                      zmęczeniem znużeniem, wypaleniem
                      wreszcie strach przed prokuratorem i odpowiedzialnością cywilną.
                      Których lekarzy jest teraz wieciej?
                      • pct3 Re: Smierć w Szpitalu Dzieciątka Jezus 19.12.10, 15:02
                        Których lekarzy jest teraz wieciej?

                        Z drugiej grupy, to jasne. Ale wiesz co? Znam lekarzy z lekarskich rodzin wielopokoleniowych. I ten przekaz o negatywnych emocjach trwa dziesięciolecia. Nie chcę spekulować, że już przed wojną, nie chcę spekulować, że nawet przed pierwszą wojną (choć znam lekarzy którzy dobrze znali lekarzy praktykujących jeszcze przed pierwszą wojną).
                        I pytanie kolejne - dlaczego tak jest? Inaczej - czy lekarzami stają się osobniki słabe psychicznie, neurastenicznie egoistyczne i ogólnie mierne, czy może lekarzy wbija w glebę negatywizmu podejście pacjentów ? (np. na zasadzie że: sił duchowych, moralnego kręgosłupa i "podejścia" nawet silnemu lekarzowi starcza owszem na borykanie się z merytoryczną istotą zawodu, a na powszechne czołganie i cwe.lenie przez pacjentów już nie?)

                        --
                        pokaż lekarzu co masz w garażu zwróć za studia odebrać mu prawo wykonywania zawodu zapomniał o przysiędze Hipokratesa
    • imponeross A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 21.12.10, 23:46
      zaparuchad napisał:

      > Dzielę się z Państwem tragedią jaka spotkała moją rodzinę. W dniu 13.12.2010 ok
      > . godz. 22.00 zmarł mój teść(66lat) w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Tr
      > agiczne w tym przypadku jest to, że leczenie w szpitalu (zamiast przedłużyć mu
      > życie) spowodowało nagłą i nieoczekiwaną śmierć.
      >
      > Chory od 2 lat był dializowany ze względu na niewydolność nerek. Dializy znosił
      > stosunkowo dobrze, brak większych powikłań. Lekarze zakwalifikowali go do prze
      > szczepu nerki. Bardzo ucieszył się kiedy 24.10.2010 otrzymał propozycję przeszc
      > zepu w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Z entuzjazmem czekał na transplan
      > tację, cała rodzina wspierała go i utwierdzała w słuszności tej decyzji.
      ...

      A to jest w ogole szpital transplantacyjny dla Warszawy? Medycyna transplantacyjna rzadzi sie swoimi prawami, zdarzaja sie tam innego rodzaju powiklania, ktore szybko trzeba umiec rozpoznawac, postepowanie z pacjentem jest troche inne niz po innych operacjach. Jakim cudem Szpital Dzieciatka Jezus (co to w ogole za nazwa?! - juz z samej nazwy wynika, ze po takim szpitalu niemozna sie niczego dobrego spodziewac) przeprowadza w ogole przeszczepy nerek? Tego typu operacje powinny byc scentralizowane.
      • studmw Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 22.12.10, 00:32
        " Medycyna transplantacyjna rzadzi sie swoimi prawami, zdarzaja sie tam innego rodzaju powiklania, ktore szybko trzeba umiec rozpoznawac, postepowanie z pacjentem jest troche inne niz po innych operacjach." tzn.? rozwin, co wiesz o medycynie transplantacyjnej i jej odchyleniach od innych chirurgii. Czy tak sobie piszesz po prostu?

        "Jakim cudem Szpital Dzieciatka Jezus (co to w ogole za
        > nazwa?! - juz z samej nazwy wynika, ze po takim szpitalu niemozna sie niczego d
        > obrego spodziewac) przeprowadza w ogole przeszczepy nerek?"
        takim cudem ze szefem tam jest krajowy konsultant ds. transplantologii, prof. Rowinski, jeden z najlepszych transplantologow w Europie. Takim cudem ze jest to glowny tego typu szpital w wojewodztwie.

        To jest wlasnie dyskusja na tym forum. Nie wiem, ale powiem...
        • imponeross Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 23.12.10, 00:14
          studmw napisał:

          > " Medycyna transplantacyjna rzadzi sie swoimi prawami, zdarzaja sie tam innego
          > rodzaju powiklania, ktore szybko trzeba umiec rozpoznawac, postepowanie z pacje
          > ntem jest troche inne niz po innych operacjach." tzn.? rozwin, co wiesz o medyc
          > ynie transplantacyjnej i jej odchyleniach od innych chirurgii.

          Pewnie wiem na temat znacznie wiecej od ciebie skoro pytasz w ten sposob. Nie ma to jednak tutaj znaczenia, forum to to nie jest zreszta tutorial medyczny, zebym cie mial tutaj edukowac. Zajrzyj raczej do odpowiednich podrecznikow. Krotko moge dodac, ze medycyne tranplantacyjna wyrozniaja np. 1. wieksza liczba powiklan naczyniowych, 2. wieksza podatnosc na zakazenia z powodu koniecznosci stosowania leczenia immunosupresyjnego, 3. ostre czy przewlekle odrzucenie przeszczepu mimo stosowania leczenia immunosupresyjnego. W przypadku np. operacji wyrostka robaczkowego czy pecherzyka zolciowego wymienione punkty nie maja znaczenia.

          Czy tak sobie pi
          > szesz po prostu?
          >
          > "Jakim cudem Szpital Dzieciatka Jezus (co to w ogole za
          > > nazwa?! - juz z samej nazwy wynika, ze po takim szpitalu niemozna sie nic
          > zego d
          > > obrego spodziewac) przeprowadza w ogole przeszczepy nerek?"
          > takim cudem ze szefem tam jest krajowy konsultant ds. transplantologii, prof. R
          > owinski, jeden z najlepszych transplantologow w Europie. Takim cudem ze jest to
          > glowny tego typu szpital w wojewodztwie.

          W porzadku, nie wiedzialem, ze Dzieciatko Jezus to glowny szpital transplantacyjny w Warszawie. Tym gorzej swiadczy to o polskiej transplantologii, skoro podejscie do pacjentow jest tam takie, a powiklania takiego kalibru. Strach pomyslec co sie dzieje w innych szpitalach, ktore biora sie za transplantacje.

          > To jest wlasnie dyskusja na tym forum. Nie wiem, ale powiem...

          Sprawdzilem wlasnie w necie, Rowinski jest szefem Kliniki Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej w tymze szpitalu. Jakim cudem miesza sie tam chirurgie ogolna z transplantacyjna? Chirurdzy pracujacy w tej klinice robia i zabiegi ogolne i zabiegi transplantacyjne? Mam nadzieje, ze nie. Bo nie moga byc chirurdzy dobrzy w chirurgii transplantacyjnej jesli zajmuja sie wszystkim na raz. Powinni zajmowac sie TYLKO chirurgia transplantacyjna.
          • practicant Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 23.12.10, 01:03
            > Sprawdzilem wlasnie w necie, Rowinski jest szefem Kliniki Chirurgii Ogólnej i
            > Transplantacyjnej w tymze szpitalu. Jakim cudem miesza sie tam chirurgie ogolna
            > z transplantacyjna? Chirurdzy pracujacy w tej klinice robia i zabiegi ogolne i
            > zabiegi transplantacyjne? Mam nadzieje, ze nie. Bo nie moga byc chirurdzy dobr
            > zy w chirurgii transplantacyjnej jesli zajmuja sie wszystkim na raz. Powinni za
            > jmowac sie TYLKO chirurgia transplantacyjna.

            Imponeross,powiedz-nauczysz się kiedyś,że jak się nie ma nic mądrego do powiedzenia-to należy milczeć...?
            • imponeross Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 23.12.10, 22:30
              practicant napisał:

              > > Sprawdzilem wlasnie w necie, Rowinski jest szefem Kliniki Chirurgii Ogóln
              > ej i
              > > Transplantacyjnej w tymze szpitalu. Jakim cudem miesza sie tam chirurgie
              > ogolna
              > > z transplantacyjna? Chirurdzy pracujacy w tej klinice robia i zabiegi ogo
              > lne i
              > > zabiegi transplantacyjne? Mam nadzieje, ze nie. Bo nie moga byc chirurdzy
              > dobr
              > > zy w chirurgii transplantacyjnej jesli zajmuja sie wszystkim na raz. Powi
              > nni za
              > > jmowac sie TYLKO chirurgia transplantacyjna.
              >
              > Imponeross,powiedz-nauczysz się kiedyś,że jak się nie ma nic mądrego do powiedz
              > enia-to należy milczeć...?

              Ales ty gluptas koles. Nauczysz ty sie kiedys przynajmniej czytac?... :)
              Artykul dla ciebie:
              wyborcza.pl/1,76842,8684212,Co_nie_gra_w_transplantacjach.html
              • practicant Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 24.12.10, 01:08
                Nie wiem za bardzo,co ma piernik do wiatraka.W pierwszym poście udowadniasz,że nie masz pojęcia,jak działa transplantologia-baaa,twierdzisz niemalże,że powinny być szpitale zajmujące się wyłącznie transplantologią-z zakazem wykonywania innych zabiegów.Likiem próbujesz chyba potwierdzić tą tezę-co też jest kretynizmem,bo obecną kiepską sytuację w transplantologii nadal zawdzięczamy ludziom,którzy chcieli brać lekarzy w kamasze,dyscyplinować-i super im to wyszło,jak wiemy.

                Powtórzę:nie masz nic mądrego do powiedzenia,to nie mów,bo błaźnisz się jak przy "innych objawach zakrzepicy zatoki jamistej".
                • seniorita15 zycie i smierc 25.12.10, 18:52
                  Smierc jest niestety nieodlaczna od zycia. Czasami przychodzi nagle i niespodziewanie. Jedni sie potrafia z nia pogodzic, a inni nie i szukaja winnych obok.
                  W mojej najblizszej rodzinie zdarzyl sie wlasnie taki nieszczesliwy wypadek, tuz przed swietami. Mlody czlowiek, nie majacy nawet 30 lat ulegl wypadkowi i byl operowany w jednym z najbardziej znanych uniwersytetow europejskich. Lekarze zrobili co mogli, ale jego zycia nie dalo sie uratowac .
                  Albo sie ma wiare w zycie po ,albo nie. Ja w to wierze, dzieki roznym przypadkom, ktore mi sie w zyciu przydarzyly. To pozwala pogodzic sie z nieuniknionym i nie bac sie smierci.
                  Wierze w to , ze dano nam okreslony czas na Ziemi i kiedy ten czas sie konczy, po prostu odchodzimy. Czlowiek to nie tylko cialo, ale przede wszystkim istota duchowa.
                  Jesli idzie o tekst otwierajacy watek to brzmi jakos dziwnie. Snajper ma racje - cala masa slow ,ktorych znaczenia autor nie rozumie. Nie brzmi to jak tekst osoby po stracie kogos bliskiego. Raczej jak kiepskie tlumaczenie jakiegos tekstu ni to prawniczego ,ni to medycznego. Skoro byl operowany i to wielokrotnie, to skad tekst o leczeniu zachowawczym. To sie po prostu kupy nie trzyma. Nie chce tego komentowac.
                  Jesli natomiast jest to prawda, to moge tylko zlozyc kondolencje. I pogodzenia sie z faktem, ze nie zawsze lekarze sa w stanie uratowac pacjenta.
                  • oby.watel Re: zycie i smierc 26.12.10, 01:42
                    Człowiek, który wierzy w duchy stoi na o niebo wyższym poziomie rozwoju od człowieka, który nie zna niektórych pojęć. Zwłaszcza, ze nie zawsze lekarze są w stanie uratować pacjenta, który by żył, gdyby nie oni.

                    --
                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                    • snajper55 Re: zycie i smierc 27.12.10, 09:52
                      oby.watel napisał:

                      > Człowiek, który wierzy w duchy stoi na o niebo wyższym poziomie rozwoju od czło
                      > wieka, który nie zna niektórych pojęć. Zwłaszcza, ze nie zawsze lekarze są w st
                      > anie uratować pacjenta, który by żył, gdyby nie oni.

                      Ale to nie ten przypadek. Gdyby nie lekarze ten człowiek dawno by już nie żył. Żył tylko dzięki nim.

                      S.
                      --
                      Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                      • oby.watel Re: zycie i smierc 27.12.10, 11:36
                        Wiadomo skądinąd, że NFZ płaci tylko za jedno leczenie. Więc jak zapłacił za przeszczep, to nie za leczenie powikłań. Tak czy owak - pieniądze za usługę wzięte, organ zmarnowany, pacjent nie skorzystał. Zwróć uwagę, że żył, a w wyniku zabiegu zmarł.

                        --
                        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                        • snajper55 Re: zycie i smierc 27.12.10, 15:03
                          oby.watel napisał:

                          > Wiadomo skądinąd, że NFZ płaci tylko za jedno leczenie. Więc jak zapłacił za pr
                          > zeszczep, to nie za leczenie powikłań. Tak czy owak - pieniądze za usługę wzięt
                          > e, organ zmarnowany, pacjent nie skorzystał. Zwróć uwagę, że żył, a w wyniku z
                          > abiegu zmarł.

                          Nie. Zmarł w wyniku swojej choroby. Gdyby nie ona lekarze nie musieliby go latami przy życiu utrzymywać. Rodzina za ten czas powinna właśnie lekarzom podziękować.

                          S.
                          --
                          Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                          • oby.watel Re: zycie i smierc 27.12.10, 15:35
                            Nie. Nie zmarł w wyniku swojej choroby. Bowiem nie zmarł z powodu zaprzestania dializ, ale z powodu nieudanej operacji.

                            --
                            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                            • snajper55 Re: zycie i smierc 27.12.10, 16:26
                              oby.watel napisał:

                              > Nie. Nie zmarł w wyniku swojej choroby. Bowiem nie zmarł z powodu zaprzestania
                              > dializ, ale z powodu nieudanej operacji.

                              Zmarł w wyniku swojej choroby, gdyż gdyby nie jego choroba żadne leczenie nie byłoby potrzebne. A każde leczenie wiąże się z pewnym ryzykiem, które chory zgodził się ponieść. Mógł też tego ryzyka nie ponosić i się nie leczyć.

                              S.
                              --
                              Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                              • oby.watel Re: zycie i smierc 27.12.10, 16:58
                                Nie. Nie zmarł w wyniku swojej choroby, bo chorował na swoją chorobę już jakiś czas i to leczenie, które było stosowane pozwalało mu żyć. Zmarł na powikłania. A powikłała nie jego choroba, tylko operacja.

                                > Mógł też tego ryzyka nie ponosić i się nie leczyć.

                                Sam na to wpadłeś? Potrafisz przewidzieć kiedy ktoś z Twoich najbliższych zrobi coś, czego "mógł nie robić", czy mądry jesteś dopiero znając zakończenie?

                                --
                                Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                • snajper55 Re: zycie i smierc 27.12.10, 19:40
                                  oby.watel napisał:

                                  > Nie. Nie zmarł w wyniku swojej choroby, bo chorował na swoją chorobę już jakiś
                                  > czas i to leczenie, które było stosowane pozwalało mu żyć. Zmarł na powikłania.
                                  > A powikłała nie jego choroba, tylko operacja.

                                  Mógł nie zmieniać metody leczenia. Mógł dalej jeszcze jakiś czas chodzić na dializy lub zdecydować się na przeszczep, który mu dawał szansę na dłuższe przeżycie. Zaryzykował i wybrał przeszczep. Zgodził się ponieść ryzyko operacji w zamian za szansę na dłuższe i wygodniejsze życie.

                                  S.
                                  --
                                  Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                                  • oby.watel Re: zycie i smierc 28.12.10, 12:44
                                    Bardzo dobra argumentacja. Prezydent mógł nie lecieć samolotem ale iść na piechotę. Pielgrzymi mogli nie jechać autobusem. Kierowca mógł nie wpadać w poślizg. Ale masz rację. Coraz więcej znaków na niebie i ziemi mówi, żeby od lekarzy kwalifikujących do jakiegoś zabiegu trzymać się z daleka. Ewentualnie przed zabiegiem zwrócić się do moderatora z pytaniem: "czy mogę poddać się zabiegowi?" Moderator wie.


                                    --
                                    Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                    • extorris Re: zycie i smierc 29.12.10, 02:04
                                      przeciez to pacjent decyduje i zgadza sie lub nie zgadza na leczenie
                                      kontynuacja dializ lub przeszczep to alternatywne opcje
                                      pierwsza przy cukrzycy obarczona jest 5-10% roczna smiertelnoscia, a druga 1-5% ryzykiem operacyjnym (w przypadku cukrzycy i uprzednich dlugotrwalych dializach)
                                      pacjent byl z cala pewnoscia poinformowany o ryzyku, a decyzja nalezala do niego
                                      • oby.watel Re: zycie i smierc 29.12.10, 15:26
                                        Masz całkowitą rację. Można rzecz rację najracjejszą. Ludziom nie tak dawno wybuchały kuchenki gazowe. Ale czy można winić gazownię? Przecież to klient decyduje się i zgadza lub nie zgadza na podłączenie do sieci. Klient był poinformowany o ryzyku i możliwości wybuchu.

                                        --
                                        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                                            • extorris Re: zycie i smierc 29.12.10, 23:33
                                              perforacja jelita byla wtorna, otwarcie otrzewnej celowe (nerka moze byc przeszczepiona wewnatrzotrzewnowo, poza tym czesto robi sie profilaktyczny drenaz do otrzewnej), a zakazenia rany operacyjnej nie daja sie w pelni skontrolowac i calkowicie zapobiec, gdyz zrodlem bakterii moze byc biorca i dawca

                                              to wszystko sa powiklania przeszczepu - w kazdym razie w tej sytuacji zakazenie jako blad medyczny (kontaminacja przez personel) jest praktycznie nie do odroznienia od powiklania
                                            • practicant Re: zycie i smierc 29.12.10, 23:39
                                              1976czlowiek napisał:

                                              > Moi drodzy, czy perforacja jelita, zakażenie kilkoma bakteriami, przypadkowe o
                                              > twarcie otrzewnej, to są powikłania po transplantacji nerki? Moim zdaniem- nie.

                                              ...perforacja jelita według dość niejasnego opisu była związana z guzem nowotworowym.Zabiegu szczerze mówiąc dokładnie nie pamiętam /nie moja "część" chirurgii/-ale otwarcie otrzewnej nie stanowi ŻADNEGO problemu.W dodatku-właściwie nie wiemy,jak było,gdyż osoba siejąca wiatr w momencie nadciągania burzy wykpiła się z dalszej dyskusji słodkimi słówkami.
                                              Z drugiej strony:według Niemców,moich obecnych pracodawców,zakażenia w chirurgii ogólnej mają prawo sięgać 5ciu procent,a w neurochirurgii czy w transplantologii ze względu na specyfikę zabiegów /zwiększona aseptyka/-1%.Bez względu na wprowadzone procedury,czy sprzęt.Tak-jeden na stu pacjentów ma pecha.Tak,jak młoda dziewczyna wpadająca pod TIRa,czy dziecko wypadające podczas zabawy z okna 10ciopiętrowego bloku.Takie jest życie.
                    • seniorita15 Re: zycie i smierc 28.12.10, 21:09
                      @oby.watel
                      Bladzic jest ponoc rzecza ludzka. Nie moge Ci zyczyc , abys mial mozliwosc przekonania sie , ze czlowiek to nie tylko cialo , ale i duch , bo tak to jakos jest , ze okolicznosci "uzyskania" tej wiedzy sa najczesciej bardzo bolesne. Ale kazdy z nas wczesniej czy pozniej ta wiedze posiadzie. Albo w tym zyciu ,albo poza nim. Nie oczekuje , ze mi uwierzysz , bo niby dlaczego? Ten mlody czlowiek tez nie wierzyl, nawet sobie zartowal z "tych opowiesci dziwnej tresci", ale mimo, ze nie odzyskal przytomnosci, "pozegnal" sie z cala rodzina i ze swoimi kolegami rozsianymi po swiecie. Sen jest nadal wielka zagadka, pomimo calej naszej wiedzy.
                      • oby.watel Re: zycie i smierc 28.12.10, 22:16
                        Dotąd nikt nie pokusił się o wyjaśnienie co to jest ten duch i co porabiał wcześniej. Ale nie chcę z Tobą dyskutować tu i teraz na temat wiary. Proszę Cię tylko, jeśli oczywiście mogę, żebyś nie straszyła mnie swoimi imaginacjami. Historia zna mnóstwo przykładów, gdy wierni nie mogąc się doczekać reakcji Pana wyręczali Go sami swoimi rękami. A karą boska można nazwać dokładnie każde wydarzenie, chorobę lub wypadek. Więc też warto zachować powściągliwość.

                        --
                        Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                        • seniorita15 Re: zycie i smierc 29.12.10, 14:06
                          @oby.watel
                          Jestes specjalista do odwracania kota ogonem i imputowania innym tego czego nie powiedzieli.
                          I stad Twoja obecnosc na tym forum. Takich manipulantow jak Ty, jest pelno na polskojezycznych forach. Jedni zarabiaja na zycie pomagajac ludziom, a inni inaczej. Czemu czyjas wiara w zycie po, kluje Cie w oczy? Chcesz uciec jak przyslowiowy diabel od wody swieconej. Bo wielu ludziom probuje sie wmowic, ze zyjemy tylko tu i teraz , a po nas chocby potop. Mysl, ze moze tak nie jest, budzi lek w niektorych , a w niektorych nadzieje. Widac nalezysz do tej pierwszej grupy.
                          Przemysl czlowieku swoje zycie i to co robisz chociazby na tym forum. Bo w przeciwienstwie do niektorych nie uwazam, ze robisz to z glupoty. Zacznij robic cos dobrego w swoim zyciu, poki masz na to czas. O karze boskiej to Ty pisales , nie ja. Uzywasz pojec, ktorych nie rozumiesz.
                          Ja Cie nie straszylam ,wrecz odwrotnie , nie zycze Ci tego abys sie o tym przekonal na wlasnej skorze i to chyba wyraznie napisalam. To Twoje leki dochodza do glosu.
                          Na temat reinkarnacji pisalo wielu lekarzy, w Stanach przeprowadzano badania z hipnoza regresyjna, wiec nie jest to nic nowego. Ale mozna sie pocieszac, ze to tylko bajki.
                          Mozna tez ignorowac opowiesci Indian, ze "rozmawiaja" z duchami przodkow. Ale co tacy ciemni Indianie moga wiedziec. Nacpaja sie tych swoich grzybkow czy innych srodkow zwanych dla niepoznaki halucynogennymi czy tez zmieniajacymi swiadomosc albo psychostymulujacymi i potem plota trzy po trzy. Zadziwiajace jest tylko to ,ze nasz organizm rowniez ponoc wytwarza w minimalnej ilosci te substancje. Ale jakos niewiele sie o tym pisze.
                          • oby.watel Re: zycie i smierc 29.12.10, 15:46
                            Dziękuję za analizę mojej obecności na forum. A co ze światem? Masz też jakąś teorię na ten temat? Niczego nie odwracałem. A już na pewno nie kota. Prosiłem Cię tylko, żebyś się mną nie przejmowała i ani mi życzyła, ani nie życzyła. Wiara niech pozostanie w sferze intymnej jak orientacja czy ulubione pozycje. Tylko o to Cie prosiłem. Nie neguję istnienia zjawisk dziwnych, które - jak to się mówi - nawet się fizjonomiom nie śniły. Ale nie można na nich opierać życia realnego. Bo - jak by na sprawę nie patrzeć - stanowią wyjątek, procent pomijalnie mały. Dodatkowo są nieweryfikowalne w większości.

                            Piszesz o moich manipulacjach, każesz mi przemyśleć swoje życie. A kto Cię do tego upoważnił? Dlaczego mam przemyśliwać nad swoim życiem udzielając się w temacie śmierci w szpitalu Dzieciątka Jezus? Jaki ten tragiczny przypadek ma związek z istnieniem czy nie istnieniem duszy czy Indianami? Nie potrafisz uszanować czyjegoś cierpienie bez pouczania że albo się ma wiarę, albo nie? Co Cię to obchodzi co się ma? Nie wystarczy, że masz Ty? Byłaś kiedyś w narkozie? Zastanawiałaś się co wtedy porabia ta "istota duchowa", którą podobno jesteś? A czym się różni narkoza od śmierci? Tym, ze z narkozy Cię wybudzą (choć niekoniecznie), a ze śmierci nie?

                            Jestem bardzo ciekaw jak byś zareagowała, gdybym tuż przed świętami zaczął dywagować w obecności kogoś z Twojej rodziny co "się ma", co "się wie", co "się powinno" a co "się trzeba".

                            --
                            Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                  • ka.rp Re: zycie i smierc 26.12.10, 14:10
                    seniorita15 napisała:

                    > Smierc jest niestety nieodlaczna od zycia. Czasami przychodzi nagle i niespodzi
                    > ewanie. Jedni sie potrafia z nia pogodzic, a inni nie i szukaja winnych obok.

                    Wspólczesny człowiek, żyjący w dobrobycie, często nie potrafi się pogodzić ze smiercią. Życie a nawet zdrowie niejako mu się należy "od państwa", które ma je zapewnić, bo przecież podatki płacimy. Nawet jeśli umrze 100-latek, to rodzina mówi, że lekarze "dali za silny antybiotyk". Mógł jeszcze z 5 lat pożyć ale zabili go w szpitalu. Trzeba znaleźć winnego, zrobić śledztwo, winnych ukarać, zażądać odszkodowania, ostrzec innych przed złym szpitalem.

                    > Albo sie ma wiare w zycie po ,albo nie. Ja w to wierze, dzieki roznym przypadko
                    > m, ktore mi sie w zyciu przydarzyly. To pozwala pogodzic sie z nieuniknionym i
                    > nie bac sie smierci.

                    Otrzymałaś łaskę wiary, która bardzo pomaga żyć i umrzeć. Pozwala godzić się na śmierć bliskich. Niestety ludzie niewierzący pojawiają się na świecie przez przypadek i odchodzą w nicość. Zazdroszczą sąsiadom, do których Bóg przychodzi. Nienawidzą wierzących, bo Bóg omija ich domy.

                    > Wierze w to , ze dano nam okreslony czas na Ziemi i kiedy ten czas sie konczy,
                    > po prostu odchodzimy. Czlowiek to nie tylko cialo, ale przede wszystkim istota
                    > duchowa.

                    To podejście fatalistyczne, ale w dobrym znaczeniu. Oszczędza niepotrzebnej szarpaniny, winienia innych, doszukiwania się w śmierci piątego dna.

                    > Jesli idzie o tekst otwierajacy watek to brzmi jakos dziwnie.

                    Brakuje tu refleksji nad przeszczepami. Zapasowa nerka "się należy". Nieważne, że pochodzi ze zwłok tragicznie zmarłego człowieka, którego też ktoś opłakuje. Dializy też się należą, a zapominamy, że jeszcze niedawno, chory z niewydolnymi nerkami by szybko zmarł. Nieważne jest, że postęp medycyny, sztuczna nerka przedłużyła życie. Ważne, że jeszcze bardziej nie przedłużył ich przeszczep. Nawet u chorego z nowotworem jelita i perforacją.

                    • oby.watel Re: zycie i smierc 27.12.10, 02:55
                      ka.rp napisał:

                      > Otrzymałaś łaskę wiary, która bardzo pomaga żyć i umrzeć. Pozwala godzić się na
                      > śmierć bliskich. Niestety ludzie niewierzący pojawiają się na świecie przez pr
                      > zypadek i odchodzą w nicość. Zazdroszczą sąsiadom, do których Bóg przychodzi. N
                      > ienawidzą wierzących, bo Bóg omija ich domy.

                      Bóg, który do Ciebie przyszedł osobiście Ci opowiedział o tych podłych niewierzących? A pytałeś dlaczego ich stworzył? Dlaczego nie wierzą? Ciekawe też jest gdzie odchodzą pojawiający się na świecie nie przez przypadek wierzący. W cość?

                      Lekarze sprzeciwiający się woli bożej, naigrawający się z niej, lekceważący ją nie powinni chyba obnosić się ze swoja wiarą?

                      --
                      Spieszmy się czytać posty, tak szybko znikają...
                • imponeross Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 27.12.10, 19:08
                  practicant napisał:

                  > Nie wiem za bardzo,co ma piernik do wiatraka.W pierwszym poście udowadniasz,że
                  > nie masz pojęcia,jak działa transplantologia-baaa,twierdzisz niemalże,że powinn
                  > y być szpitale zajmujące się wyłącznie transplantologią-z zakazem wykonywania i
                  > nnych zabiegów.

                  Problemy z rozumieniem slowa pisanego czy wlasne nadinterpretacje? Transplantologia jak najbardziej powinna byc scentralizowana, jak wiele innych rzeczy w medycynie zreszta. Powszechna to moze byc chirurgia wyrostkow robaczkowych i przepuklin, tzn. tego, co zdarza sie czesto i gdzie chirurg nawet w malym szpitalu bedzie mial wystarczajaco duzo tego typu przypadkow, zeby je moc robic dobrze. W niespelna 40 milionowym kraju wystarczy 8, gora 10 szpitali zajmujacych sie transplantacjami. Moga oczywiscie miec one tez dodatkowo inne oddzialy, ale chirurdzy transplantacyjni nie powinni na nich pracowac. W woj. mazowieckim i slaskim wystarczy po jednym szpitalu transplantacyjnym, w pozostalych wystarczy jeden szpital na dwa wojewodztwa. Inaczej bedzie tylko balagan, improwizacja i fuszerka.

                  > Likiem próbujesz chyba potwierdzić tą tezę-co też jest kretynizm
                  > em,bo obecną kiepską sytuację w transplantologii nadal zawdzięczamy ludziom,któ
                  > rzy chcieli brać lekarzy w kamasze,dyscyplinować-i super im to wyszło,jak wiemy
                  > .

                  A ile np. szpitali w Warszawie zajmuje sie transplantacjami?

                  > Powtórzę:nie masz nic mądrego do powiedzenia,to nie mów,bo błaźnisz się jak prz
                  > y "innych objawach zakrzepicy zatoki jamistej".

                  Ta zatoka jamista to ci sie przysnila czy ki diabel ci znowu uderzyl do glowy? Moze wyjasnij najpierw o co chodzi.
                  • extorris Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 29.12.10, 02:28
                    nie ma nigdzie czegos takiego jak szpital transplantacyjny
                    bywaja wydzielone oddzialy chirurgiczne dla przeszczepow nerek i watrob - tylko w najwiekszych osrodkach na swiecie, w wiekszosci przeszczepy robi sie na ogolnych oddzialach chirurgicznych
                    na przyklad praktycznie nie wystepuja wydzielone oddzialy w kardiochirurgii, bo serc robi sie za malo

                    nie ma takiej specjalizacji lekarskiej jak chirurgia transplantacyjna
                    przesczepy wchodza w zakres roznych specjalnosci - jak chirurgia ogolna, kardiochirurgia, a nawet okulistyka, takze chirurgia dziecieca

                    transplantologia jest specjalizacja niezabiegowa, a w jej zakres wchodzi kwalifikacja do i prowadzenie chorych po przeszczepach

                    nie da sie stworzyc "szpitala transplantacyjnego", przeszczepy wykonywane sa przez chirurgow bardzo roznych specjalnosci - ogolnych, naczyniowych, kardio, dzieciecych - i odpowiednio w szpitalach majacych takie oddzialy

                    nie da sie, przy malej ogolnej liczbie przeszczepow w polsce, uzywac zespolow przeszczepowych wylacznie do transplantacji, bo zabiegi odbywalyby sie zbyt rzadko - prowadziloby to raczej do uwsteczniania sie zawodowego, a poza tym byloby to marnotratwo cennych zasobow ludzkich - co to za chirurg co operuje raz w tygodniu?

                    w najlepszych warunkach ryzyko operacyjne dla nerki wynosi 1%, u chorego z cukrzyca i po wieloletnich dializach jest kilka razy wieksze
                    nie mozna wnioskowac, ze ten jeden zgon swiadczy zlej kwalifikacji lub zle przeprowadzonym zabiegu - infekcja z posocznica, wstrzasem i nastepowym niedokrwieniem jelit zdarzyc sie moze zawsze
                    to nie jest najpewniej wynikiem ani bledu operatora, ani kwalifikacji, ani nie wynika z nieoptymalnych warunkow, bo skutecznosc bajerow w rodzaju osobnych blokow, przeplywow laminarnych i filtrow hepa ma swoje granice (przykladowo smiertelnosc moze spasc z np 1.1% do 0.9% - wiekszosc przypadkow powiklan nadal bedzie nie do unikniecia)
                    pacjent z cukrzyca ma wtraznie obnizona odpornosc, ukryte ogniska zakazenia, ktore, w wyniku samej cukrzycy moga byc niewykrywalne, bo nie daja ani subiektywnych ani obiektywnych objawow

                    istnieja w polsce osrodki przeszczepowe, ktore nie powinny istniec (albo znaczaco sie rozwinac), ale problemy z transplantacjami maja podloze czysto organizacyjne, nie wynikaja ze slabego doswiadczenia
                    jest za malo wyszkolonych chirurgow w niektorych osrodkach transplantacyjnych (oszczednosci), przez co nie sa one zdolne do odebrania narzadow w systemie 24/7 - stad niektore "straty"
                    poza tym pcacuje o wiele mniej personelu sredniego - organizacja pobrania, wytypowania biorcy i transportu spada niepotrzebnie i bezsensownie na lekarzy

                    nie masz, jak zwykle pojecia o czym piszesz
                    • imponeross Re: A to jest w ogole szpital transplantacyjny? 08.02.11, 01:35
                      extorris napisał:

                      > nie ma nigdzie czegos takiego jak szpital transplantacyjny

                      Szpital transplantacyjny to szpital, w ktorym wykonywane sa transplantacje.

                      > bywaja wydzielone oddzialy chirurgiczne dla przeszczepow nerek i watrob - tylko
                      > w najwiekszych osrodkach na swiecie, w wiekszosci przeszczepy robi sie na ogol
                      > nych oddzialach chirurgicznych

                      Bzdura. Transplantacjami w krajach z dobrze zarzadzana sluzba zdrowia zajmuja sie osobne grupy chirurgow. Rowniez kontrole tych pacjentow prowadza wyspecjalizowane osrodki, a nie pierwszy lepszy szpital rejonowy, w ktorym przeciez nikt nie bedzie nawet potrafil wczesnie wykryc chocby ew. powiklan naczyniowych.

                      > na przyklad praktycznie nie wystepuja wydzielone oddzialy w kardiochirurgii, bo
                      > serc robi sie za malo

                      Chodzi nie tyle o fizycznie wydzielony oddzial ile o fizycznie wydzielony team - nie kazdy anestezjolog znieczuli do takiej operacji i nie kazdy kardiochirurg ja wykona.

                      > nie ma takiej specjalizacji lekarskiej jak chirurgia transplantacyjna

                      Nie musi byc taka specjalizacja wydzielona formalnie. Wystarczy, ze istnieja grupy chirurgow, ktore zajmuja sie wylacznie transplantacjami. Kazdy normalny czlowiek zyczylby sobie, zeby transplantacje watroby wykonal mu chirurg, ktory zajmuje sie tylko transplantacjami, i robi ich duzo, a nie chirurg od zylakow odbytu, przepuklin, chorob jelit i raz na pol roku od przeszczepu watroby. Wtedy MUSI sie to skonczyc tak jak omawiany w glownym watku przypadek.

                      > przesczepy wchodza w zakres roznych specjalnosci - jak chirurgia ogolna, kardio
                      > chirurgia, a nawet okulistyka, takze chirurgia dziecieca

                      Moze w Polsce. W cywilizowanych krajach zadnemu chirurgowi ogolnemu nie pozwoli sie zrobic przeszczepu watroby czy nerki. To musi byc chirurg z doswiadczeniem w chirurgii transplantacyjnej. Przeszczepem rogowki owszem moga sie zajmowac okulisci (oczywiscie nie wszyscy).

                      > transplantologia jest specjalizacja niezabiegowa,

                      A kto tu mowi o transplantologii? Ja mowie o chirurgii transplantacyjnej.

                      > a w jej zakres wchodzi kwalif
                      > ikacja do i prowadzenie chorych po przeszczepach

                      Wlasnie - tylko kwalifikacja i kontrola (a i to nie w pelnym zakresie), natomiast sam zabieg transplantacji to juz chirurgia, a nie twoja niezabiegowa transplantologia.

                      > nie da sie stworzyc "szpitala transplantacyjnego", przeszczepy wykonywane sa pr
                      > zez chirurgow bardzo roznych specjalnosci - ogolnych, naczyniowych, kardio, dzi
                      > eciecych - i odpowiednio w szpitalach majacych takie oddzialy

                      Nie zrozumiales mnie. Przez okreslenie 'szpital transplantacyjny' rozumiem szpital, w ktorym wykonywane sa transplantacje, a nie szpital, w ktorym wykonywane sa JEDYNIE transplantacje. Chirurdzy wykonujace transplantacje musza subspecjalizowac sie w tym zakresie. Idealnie by bylo, gdyby np. przeszczepy watroby robil zawsze ten sam zespol, ale moze tez on miec nieco szerszy zakres dzilalanosci - np. wszelkie przeszczepy w jamie brzusznej - w praktyce jest to watroba, nerka, trzustka, ew. trzustka z nerka.

                      > nie da sie, przy malej ogolnej liczbie przeszczepow w polsce, uzywac zespolow p
                      > rzeszczepowych wylacznie do transplantacji, bo zabiegi odbywalyby sie zbyt rzad
                      > ko - prowadziloby to raczej do uwsteczniania sie zawodowego, a poza tym byloby
                      > to marnotratwo cennych zasobow ludzkich - co to za chirurg co operuje raz w tyg
                      > odniu?

                      Ty chyba zyjesz w jakims nierealnym swiecie! Polska to duzy kraj, wielokrotnie wiekszy od Danii czy Szwecji, w ktorym przeszczepow powinno wykonywac sie na tyle duzo, ze wystarcza ich do wypelnienia calego dnia pracy wielu chirurgow. Subspecjalizowanie sie to nie jest uwstecznienie zawodowe, przeciwnie. W USA masz np. ortopedow, ktorzy operuja wylacznie stawy barkowe i nic wiecej!

                      > w najlepszych warunkach ryzyko operacyjne dla nerki wynosi 1%, u chorego z cukr
                      > zyca i po wieloletnich dializach jest kilka razy wieksze
                      > nie mozna wnioskowac, ze ten jeden zgon swiadczy zlej kwalifikacji lub zle prze
                      > prowadzonym zabiegu - infekcja z posocznica, wstrzasem i nastepowym niedokrwien
                      > iem jelit zdarzyc sie moze zawsze
                      > to nie jest najpewniej wynikiem ani bledu operatora, ani kwalifikacji, ani nie
                      > wynika z nieoptymalnych warunkow, bo skutecznosc bajerow w rodzaju osobnych blo
                      > kow, przeplywow laminarnych i filtrow hepa ma swoje granice (przykladowo smiert
                      > elnosc moze spasc z np 1.1% do 0.9% - wiekszosc przypadkow powiklan nadal bedzi
                      > e nie do unikniecia)
                      > pacjent z cukrzyca ma wtraznie obnizona odpornosc, ukryte ogniska zakazenia, kt
                      > ore, w wyniku samej cukrzycy moga byc niewykrywalne, bo nie daja ani subiektywn
                      > ych ani obiektywnych objawow

                      Lub tez zupelnie odwrotnie - pacjent mogl rownie dobrze umrzec wskutek bledu lub niedopatrzenia, a jesli tak, to mozna takich przypadkow uniknac w przyszlosci, jesli wyciagnie sie wnioski.

                      > istnieja w polsce osrodki przeszczepowe,

                      O, to jednak istnieje cos takiego jak osrodek przeszczepowy? A pare linijek powyzej pisales cos przeciwnego.

                      > ktore nie powinny istniec (albo znacza
                      > co sie rozwinac), ale problemy z transplantacjami maja podloze czysto organizac
                      > yjne, nie wynikaja ze slabego doswiadczenia
                      > jest za malo wyszkolonych chirurgow w niektorych osrodkach transplantacyjnych (
                      > oszczednosci), przez co nie sa one zdolne do odebrania narzadow w systemie 24/7
                      > - stad niektore "straty"
                      > poza tym pcacuje o wiele mniej personelu sredniego - organizacja pobrania, wyty
                      > powania biorcy i transportu spada niepotrzebnie i bezsensownie na lekarzy

                      I co, uwazasz w takim razie, ze te problemy organizacyjne tylko podwyzszaja jakosc polskiej transplantologii?

                      > nie masz, jak zwykle pojecia o czym piszesz

                      Coz, widze, ze mam wieksze pojecie w tym temacie niz ty.
                        • imponeross Re: lol, co za koleś, co za impotentos 08.02.11, 23:13
                          loraphenus napisał:

                          > na wikipedii nie znalazł co to progream specjalizacji z transplantologii i twor
                          > zy teorie nowe.
                          >
                          > poszukaj w google, to nie będziesz musiał pisać bzdur, wujek google miernocie p
                          > rawde powie.

                          Moglbys nie wtracac sie do dyskusji jesli nie masz nic do powiedzenia na temat?
                    • imponeross chirurgia transplantacyjna 08.02.11, 23:23
                      extorris napisał:

                      ...
                      > nie ma takiej specjalizacji lekarskiej jak chirurgia transplantacyjna
                      ...

                      Wg ciebie jesli cos nie jest specjalizacja lekarska to chyba automatycznie nie ma prawa istniec :) A tu prosze bardzo, konsultant krajowy z transplantologii klinicznej pracuje w Katedrze i Klinice Chirurgii Ogólnej i TRANSPLANTACYJNEJ WUM :)
                      www.poltransplant.org.pl/konsult.html

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka