Wypis osoby po udarze ze szpitala Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Witam, proszę o pomoc bo gubię się w zawiłościach działania naszego systemu a do tego dochodzi obecnie stres związany z całą sytuacją. Moja babcia jest po udarze i obecnie jest w szpitalu. Praktycznie nie rusza się, karmiona jest sondą (tak to się chyba nazywa), cewnikowana. Żadnego kontaktu słownego choć reaguje na naszą obecność. Jestem jej jedyną żyjącą krewną i muszę się nią zająć. Zresztą przez ostatnie 2 lata babcia mając ograniczoną sprawność mieszkała ze mną. Godziłam opiekę z pracą zawodową ponieważ babcia głównie leżała, wstawała do posiłkow, nie chodziła po mieszkaniu i nie miała tendencji do niszczenia czy ucieczek. Leżała i czekała aż wrócę z pracy. W szpitalu powiedzieli że lada dzień ją wypiszą a ja jestem przerażona. Jak sobie radzić z obsługą cewnika, sondy, zmianie pozycji aby zapobiec odleżynom. POZ poinformował że nie ma pielęgniarki do opieki nad taką osobą i nie są mi w stanie pomóc. Najbliższa przychodnia w której są takie pielegniarki do opieki długoterminowej nie pomoże w zajęciu się chorą bo mają komplet takich osób do opieki i jak twierdzą jest to za dlaeko. Nie stać mnie na pielęgniarkę prywatnie. Myślałam o złożeniu wniosku do ZOL-u który jest bardzo blisko mnie i mogłabym być tam codziennie po pracy ale babcia w szpitalu dostała odleżyn i ZOL w takim stanie jej nie przyjmie, zresztą oczekiwanie na miejsce trwa. Zakupiłam okazyjnie łóżko rehabilitacyjne z materacem przeciwodleżynowym i nie wiem co robić dalej. Czy szpital może ją wypisać tak po prostu bez pewności czy ktoś będzie w stanie zająć się nią właściwie? Biję się z myślami i jestem już kłębkiem nerwów. Dowiedziałam się ostatnio że przez ostatnie 2 lata lekarz pierwszego kontaktu powinien był zlecić odwiedziny u babci pielęgniarki środowiskowej a nic takiego nie miało miejsca. W POZ niechętnie przyjmowali zgłoszenia wizyty domowej do takiej starszej osoby jeżeli nie skłamałam że coś się dzieje niepokojącego. Mogę się nią zająć ale czy mogę mieć pewność że nasz system po wypisaniu jej do domu nie wypnie się na mnie i zostawi nas same sobie. Może brak mi asertywnośći i siły przebicia. Czy ktoś rozwiązał rozsądnie taką sytuację?
    • Z Pani opisu wnioskuje ze leczenie szpitalne uleglo zakonczeniu, nie ma wiec zadnych powodow do pozostawieniu babci w szpitalu. Prosze pomyslec tez on innych ludziach chorych ktorzy faktycznie potrzebuja tego miejsca. Pani babcia wymaga tylko i az opieki domowej, zmiana cewnikow czy zaopiekowanie sie odlezynami to czynnosci ktorych mozna sie nauczyc od pielegniarek w pol godziny.
      • studmw napisał:

        > Z Pani opisu wnioskuje ze leczenie szpitalne uleglo zakonczeniu, nie ma wiec za
        > dnych powodow do pozostawieniu babci w szpitalu.

        Przeciez watek nie tego dotyczyl. Jesli nie masz nic do powiedzenia na poruszony w watku (bardzo ciekawy i wazny zreszta) problem, to nie zabieraj glosu.

        > Prosze pomyslec tez on innych
        > ludziach chorych ktorzy faktycznie potrzebuja tego miejsca. Pani babcia wymaga
        > tylko i az opieki domowej, zmiana cewnikow czy zaopiekowanie sie odlezynami to
        > czynnosci ktorych mozna sie nauczyc od pielegniarek w pol godziny.

        Jw. Prosze cie, nie spamuj.
    • Czy ktoś rozwiązał rozsądnie taką sytuację?

      10 lat temu stanęlismy przed dokładnie tym samym problemem. Umieszczenia w jakimś "zakładzie" w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Po prostu zabraliśmy babcię do domu i opiekowałyśmy się na zmianę- 2 babci córki i ja (żona wnuczka) wykorzystując w tym celu urlopy. Pielęgniarka była wynajęta na 2-3 godz dziennie za pieniądze, na które składali się wszyscy w rodzinie. Jesli nie jest Pani jedyną rodziną swojej babci proszę pomyśleć o takim rozwiązaniu.
      • "10 lat temu stanęlismy przed dokładnie tym samym problemem. Umieszczenia w jakimś "zakładzie" w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Po prostu zabraliśmy babcię do domu i opiekowałyśmy się na zmianę"

        Z wypowiedzi autorki wątku wnioskuję, że nie może z nikim podzielić się obowiązkiem opieki nad babcią, więc prawdopodobnie nie ma tu żadnego "po prostu" i "na zmianę", a jej lęk jest jak najbardziej adekwatny do niełatwej sytuacji.
        Zapewne przydałyby się jej jakieś konstruktywne porady i nieco otuchy, a nie słabo zakamuflowane, podszyte poczuciem moralnej wyższości przygany.
        • Rozumiem, naprawdę rozumiem. Sama jeszcze dwa lata temu byłam we frakcji pt. "nigdy bliskiej osoby nie oddam w obce ręce, tylko ludzie bez morale mogą tak zrobić". Mniej więcej 8-9 m-cy później zmywając fekalia ze ścian wysmarowanych przez babcię mamrotałam "może jakiś dom dziennego pobytu...". Teraz też nie uważąm że to dobre ale nasz system zostawia nas samych z codziennymi problemami i bardzo ciężką opieką. Właśnie mailuję z osobą która od 9 m-cy zajmuje się leżącą osobą z uszkodzonym mózgiem. Znikąd pomocy ale w razie potknięcia chętnie się przypadek upubliczni, zrobi z niego sensację. Mnie też lekarze w szpitalu powiedzieli, że babcia jest odwodniona i wygląda na niedożywioną. Tak, schudła, skurczyła się. Lekarz I kontaktu stwierdził jednak, że osoby większość czasu spędzające w łóżku tak wyglądają. No jak się poczułam po ich uwagach? Jestem kompletnym laikiem i wzywam do chorego w razie niepokoju lekarza a nie instruktora tańca czy ślusarza. I teraz co? Mam w domu kobietę z cewnikiem i sondą bez szans na pielęgniarkę opieki długoterminowej (limity wyczerpane). Skąd mam wiedzieć czy te pieprz.....e rurki działają odpowiednio. Powtarzam, pełna entuzjazmu kupiłam łóżko, materac z pompką i rozplanowałam jak będę się uczyć obsługi i pielęgnacji chorej. Tylko kto ma mnie tego nauczyć? Póła biedy ze mną, mam to szczęście że miałam możliwość zakupu łóżka czy materaca. Kurcze jak sobie radzą ludzie których nie stać nawet na to? A może patologia ma lepiej bo więcej się u krewnych nie pokazują i mają z głowy. Nie oczekuje nikt współczucia, choć i ono się czasem przydaje. Może należałoby tak mało medialny temat jak ludzie starsi i opieka nad nimi w końcu wyciągnąć na światło dzienne.
          • Czy Babcia jeszcze przebywa w szpitalu? Jeśli tak najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby już teraz - w miarę czasu i możliwości - czynnie uczestniczyć w opiece nad nią. Jestem pielęgniarką i w naszym oddziale bez żadnego problemu udzielałyśmy wskazówek i "instruktażu" w jaki sposób radzić sobie z osobą obłożnie chorą i obsługą wszelkich niezbędnych medycznych sprzętów typu cewniki właśnie. Wszystkiego można się nauczyć... A tylko już w szpitalu opiekując się Babcią (pielęgnując, karmiąc, nawet pod okiem pielęgniarki zmieniając cewnik) można nauczyć się niezbędnych czynności oraz wychwycić te, które sprawiają trudność i dopytać, w jaki sposób je wykonać

            Pozdrawiam
            M.
            • maltry napisała:

              > Czy Babcia jeszcze przebywa w szpitalu? Jeśli tak najrozsądniejszym rozwiązanie
              > m byłoby już teraz - w miarę czasu i możliwości - czynnie uczestniczyć w opiece
              > nad nią. Jestem pielęgniarką i w naszym oddziale bez żadnego problemu udzielał
              > yśmy wskazówek i "instruktażu" w jaki sposób radzić sobie z osobą obłożnie chor
              > ą i obsługą wszelkich niezbędnych medycznych sprzętów typu cewniki właśnie. Wsz
              > ystkiego można się nauczyć... A tylko już w szpitalu opiekując się Babcią (piel
              > ęgnując, karmiąc, nawet pod okiem pielęgniarki zmieniając cewnik) można nauczyć
              > się niezbędnych czynności oraz wychwycić te, które sprawiają trudność i dopyta
              > ć, w jaki sposób je wykonać
              >
              > Pozdrawiam
              > M.

              Rozumiem, ze chodzi o cewnik do pecherza moczowego? Zabieg taki (zalozenie cewnika) powinien wykonac tylko lekarz. To musi byc zrobione sterylnie i w odpowiedni sposob.
              • mponeross napisał:

                >
                > Rozumiem, ze chodzi o cewnik do pecherza moczowego? Zabieg taki (zalozenie cewn
                > ika) powinien wykonac tylko lekarz. To musi byc zrobione sterylnie i w odpowied
                > ni sposob.


                Noo, to jest chyba przesada. Jeszcze u mezczyny byloby to zrozumiale ( pare razy).
                U kobiety - juz nie.

                W zasadzie pacjenci "chroniczni" cewnikuja sie sami (o ile mozna nauczyc), podobnie jak pacjenci z cukrzyca - sami wstrzykuja insuline.

                Dla reszty- wystarcza pielegniarka czy LPN .


                Pozdrawiam




                --
                dradam

                "Ciemnosc widze,ciemnosc " - Seksmisja
                • dradam121 napisał:

                  > mponeross napisał:
                  >
                  > >
                  > > Rozumiem, ze chodzi o cewnik do pecherza moczowego? Zabieg taki (zalozeni
                  > e cewn
                  > > ika) powinien wykonac tylko lekarz. To musi byc zrobione sterylnie i w od
                  > powied
                  > > ni sposob.
                  >
                  >
                  > Noo, to jest chyba przesada. Jeszcze u mezczyny byloby to zrozumiale ( pare ra
                  > zy).

                  U mezczyzny jak najbardziej powinien to robic lekarz (najlepiej urolog), w przeciwnym razie latwo wyprodukowac inwalidow cewkowych.

                  > U kobiety - juz nie.
                  >
                  > W zasadzie pacjenci "chroniczni" cewnikuja sie sami (o ile mozna nauczyc), pod
                  > obnie jak pacjenci z cukrzyca - sami wstrzykuja insuline.
                  > Dla reszty- wystarcza pielegniarka czy LPN .
                  > Pozdrawiam

                  Owszem.
            • maltry napisała:

              > A tylko już w szpitalu opiekując się Babcią (piel
              > ęgnując, karmiąc, nawet pod okiem pielęgniarki zmieniając cewnik) można nauczyć
              > się niezbędnych czynności oraz wychwycić te, które sprawiają trudność i dopyta
              > ć, w jaki sposób je wykonać

              W domu nie używa się raczej cewnika, tylko pampersy.

              S.
              --
              Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
              • Osobę leżącą z odleżynami jeszcze dodatkowo "kisić" pampersem? Nie wiem od czego/kogo (lekarza POZ?) to zależy, jednak bywałam u wielu osób leżących mających cewniki i nie było żadnego problemu

                Ale nie doczytałam że autorka rozważa ZPL, więc w opisanej sytuacji pewnie nie będzie mowy o pobycie chorej w domu to i problem cewnika nie będzie aktualny
                • maltry napisała:

                  > Osobę leżącą z odleżynami jeszcze dodatkowo "kisić" pampersem? Nie wiem od czeg
                  > o/kogo (lekarza POZ?) to zależy, jednak bywałam u wielu osób leżących mających
                  > cewniki i nie było żadnego problemu

                  A sądzisz, że taka osoba leży bez pampersa? To jak załatwia grubsze fizjologiczne potrzeby?

                  S.
                  --
                  Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                  • snajper55 napisał:

                    > maltry napisała:
                    >
                    > > Osobę leżącą z odleżynami jeszcze dodatkowo "kisić" pampersem? Nie wiem o
                    > d czeg
                    > > o/kogo (lekarza POZ?) to zależy, jednak bywałam u wielu osób leżących maj
                    > ących
                    > > cewniki i nie było żadnego problemu
                    >
                    > A sądzisz, że taka osoba leży bez pampersa? To jak załatwia grubsze fizjologicz
                    > ne potrzeby?
                    >
                    > S.

                    Jeśli jest założony cewnik wystarczy podkład pod pośladki albo pampers ale rozpięty (ewent. zapięty bardzo luźno), dzięki czemu tyłek (i odleżyny) mają szansę się "powietrzyć". Jesli nie ma cewnika pampers oczywiście musi być ciasno zapięty i wtedy własnie to "kiszenie" ;)
          • moze jednak rozpocznij starania o zaklad opiekunczo-leczniczy, sa takie, ktore przyjmuja z odlezynami i nawet z nich calkiem pieknie kuruja
            jesli jestes sama do opieki, to mozesz nie podolac
            i nie sonda jest najwiekszym problemem, tylko czysto fizyczna koniecznosc przekrecania chorego i zadbania o jego czystosc, to wymaga obecnosci co najmniej 2 osob

            i nie przejmuj sie cudzymi opiniami, opieka nad osoba lezaca to nie przelewki
            --
            polskie czcionki mnie denerwuja - ciezko do ich pisania uzywac jednej reki
            • Obawiam się że na dłuższą metę opieka nad chorym w takim stanie w domu przez jedną osobę jest całkowicie niewykonalna. Jest to jeszcze jedno pole w którym w Polsce niestety nadal konieczne są ogromne nakłady, chociaż i tak sytuacja w porównaniu z tą w latach dziewięćdziesiątych jest nieporównanie lepsza - ale zdaję sobie sprawę że to żadna pociecha.

              Niektóre rodziny owszem, są w stanie zorganizować opiekę nad takim chorym w domu - ale wymaga to na pewno zaangażowania większej liczby osób no i niestety dość znacznych środków finansowych. Jeszcze jednym absurdem naszego systemu jest to że zamiast pomóc rodzinom nieść ten ogromny ciężar wydaje się w efekcie dużo więcej na opiekę nad tymi pacjentami w szpitalach i ZOLach.

              --
              "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
              • Ja też mówiłam ,że nigdy nie zdecyduje się na oddanie bliskiej mi osoby,niestety stało się inaczej.W każdym szpitalu jest pracownik socjalny i to on występuje o miejsce w domu opieki,nie wiem z jakiego miasta jesteś,może napisz acomnieobchodz@wp.pl.Moge Ci dać kilka wskazówek,na tym forum raczej wiecej krytykujących ,niż pomagających.Może moje rady się przydadzą,pozdrawiam
              • young_doc napisał:

                > Obawiam się że na dłuższą metę opieka nad chorym w takim stanie w domu przez je
                > dną osobę jest całkowicie niewykonalna.

                Oczywiscie.

                > Jest to jeszcze jedno pole w którym w P
                > olsce niestety nadal konieczne są ogromne nakłady, chociaż i tak sytuacja w por
                > ównaniu z tą w latach dziewięćdziesiątych jest nieporównanie lepsza - ale zdaję
                > sobie sprawę że to żadna pociecha.
                >
                > Niektóre rodziny owszem, są w stanie zorganizować opiekę nad takim chorym w dom
                > u - ale wymaga to na pewno zaangażowania większej liczby osób no i niestety doś
                > ć znacznych środków finansowych. Jeszcze jednym absurdem naszego systemu jest t
                > o że zamiast pomóc rodzinom nieść ten ogromny ciężar wydaje się w efekcie dużo
                > więcej na opiekę nad tymi pacjentami w szpitalach i ZOLach.

                Jak najbardziej.
              • young_doc napisał:

                > Jeszcze jednym absurdem naszego systemu jest t
                > o że zamiast pomóc rodzinom nieść ten ogromny ciężar wydaje się w efekcie dużo
                > więcej na opiekę nad tymi pacjentami w szpitalach i ZOLach.

                A w jaki to sposób państwo miałoby pomóc rodzinom nieść ten ogromny ciężar? Dając kasę? To ja bym się obawiał o los wielu chorych, gdy rodzina stwierdzi, że są pilniejsze potrzeby (plazma, nowy mebel czy zwykła butelka wódki).

                S.
                --
                Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                • Taniej jest zatrudnić jedną pielęgniarkę czy rehabilitanta dochodzącą do kilku chorych obłożnie w rejonie niż zapewnić dla nich całodobową opiekę w jakimkolwiek zakładzie opieki długoterminowej. Że nie wspomnę o komforcie psychicznym chorego przebywającego w domu i mniejszym ryzyku zakażeń. Kilkanaście lat temu w Polsce po prostu nie istniała możliwość wentylacji domowej, teraz zmienia się to na lepsze. Uważam że również w przypadku chorych neurologicznych powinniśmy rozwijać właśnie w tym kierunku możliwości opieki.

                  Podobnie zresztą jeśli chodzi o opiekę nad osobami starszymi, zniedołężniałymi - lepiej wspomóc rodzinę przejmując za nią część obowiązków w domu niż zapewniać całość opieki w szpitalu. To tańsze i skuteczniejsze.

                  Pozdrawiam.

                  --
                  "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                  • young_doc napisał:

                    > Taniej jest zatrudnić jedną pielęgniarkę czy rehabilitanta dochodzącą do kilku
                    > chorych obłożnie w rejonie niż zapewnić dla nich całodobową opiekę w jakimkolwi
                    > ek zakładzie opieki długoterminowej. Że nie wspomnę o komforcie psychicznym cho
                    > rego przebywającego w domu i mniejszym ryzyku zakażeń. Kilkanaście lat temu w P
                    > olsce po prostu nie istniała możliwość wentylacji domowej, teraz zmienia się to
                    > na lepsze. Uważam że również w przypadku chorych neurologicznych powinniśmy ro
                    > zwijać właśnie w tym kierunku możliwości opieki.
                    >
                    > Podobnie zresztą jeśli chodzi o opiekę nad osobami starszymi, zniedołężniałymi
                    > - lepiej wspomóc rodzinę przejmując za nią część obowiązków w domu niż zapewnia
                    > ć całość opieki w szpitalu. To tańsze i skuteczniejsze.

                    Też tak sądziłem, zanim sam nie znalazłem się w sytuacji osoby, która powinna zapewnić opiekę czy osoby patrzącej z bliska jak inni w rodzinie sobie z tym radzą.

                    Powiedz mi, co pomoże dochodząca pielęgniarka w przypadku osoby z zaburzeniami psychicznymi, muszącej przyjmować insulinę, gdy wszyscy domownicy chodzą do szkoły lub do pracy? Co da w przypadku osoby po wylewie, leżącej, wymagającej całodobowej opieki? A może uważasz, że to komfort godzinami leżeć we własnych odchodach i czekać, aż ktoś w końcu wróci do domu? Leżeć z suchymi ustami czekając godzinami na zwilżenie warg?

                    S.
                    --
                    Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                    • Nie twierdzę że każdego chorego przewlekle da się poprowadzić w domu, ale uważam że wielu chorych którzy leżą w szpitalu mogłoby tam być gdyby zapewnić opiekę pielęgniarki na czas gdy domownicy pracują.

                      Chociaż brzmi to paradoksalnie, generuje to mniejsze koszty - jeśli rozmawiamy o chorych obłożnie to w szpitalu czy hospicjum aby całą dobę były obecne dwie pielęgniarki na powiedzmy 10 chorych (a to już oznacza duże obciążenie ich pracą) trzeba zatrudnić je w wymiarze min. 10 etatów przeliczeniowych. Do tego dochodzą koszty wyżywienia, leków, zatrudnienia personelu pomocniczego, lekarza.... Taniej wyjdzie gdy w domu na czas pracy domowników te dziesięc pielęgniarek przyjdzie ich przypilnować! Odpadają z punktu widzenia systemu koszty leków, żywienia, większości wizyt lekarskich... Zresztą w wielu przypadkach np. wspomniane przez Ciebie ciężkie otępienie niekoniecznie wcale to musi być pielęgniarka, wystarczy opiekunka. Te tysiąc kilkaset złotych dla niej to i tak znacznie mniejsze obciążenie dla systemu niż kosztujący kilka tysięcy złotych miesięcznie dom opieki.

                      Dokładnie chodzi mi o wymienione przez Ciebie sytuacje - gdy nie można spuścić oka ze zdziecinniałego staruszka, gdy trzeba zmieniać mu pampersy, dopilnować by dostał leki, itd. A zarazem umożliwić członkom rodziny normalną egzystencję. Lepiej dla wszystkich jest by ten chory mógł być w domu i należy mu w tym pomóc. In vivo taką sytuację zdarzyło mi się widzieć w Szwecji i moim zdaniem to rozwiązanie zdaje egzamin w praktyce.

                      Jeszcze raz podkreślam - nie wszyscy chorzy do takiej formy pielęgnacji mogą zostać zakwalifikowani, niemniej bezsensowna z punktu widzenia systemu jest utrudnianie właśnie takim osobom jak założycielka tego wątku podjęcia się opieki nad ciężko chorym członkiem rodziny w domu. Pomijając już fakt że moim zdaniem takie postawa powinna być właśnie promowana z punktu widzenia stricte moralnego.
                      --
                      "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                      • young_doc napisał:

                        > Nie twierdzę że każdego chorego przewlekle da się poprowadzić w domu, ale uważa
                        > m że wielu chorych którzy leżą w szpitalu mogłoby tam być gdyby zapewnić opiekę
                        > pielęgniarki na czas gdy domownicy pracują.
                        >
                        > Chociaż brzmi to paradoksalnie, generuje to mniejsze koszty - jeśli rozmawiamy
                        > o chorych obłożnie to w szpitalu czy hospicjum aby całą dobę były obecne dwie p
                        > ielęgniarki na powiedzmy 10 chorych (a to już oznacza duże obciążenie ich pracą
                        > ) trzeba zatrudnić je w wymiarze min.

                        Przy opiece domowej na 10 chorych trzeba 10 pielęgniarek. Nieobecność domownika pracującego to ponad 8 godzin. Do tego pielęgniarka też człowiek i może zachorować czy pójść na urlop.

                        Do tego w ośrodku jest sprzęt konieczny w przypadku nagłych komplikacji zdrowotnych. Są lekarstwa, jest lekarz. Tego wszystkiego będzie pozbawiony pacjent leżący w domu. Czy w ten sposób nie skazujemy tych chorych na szybszą śmierć?

                        S.
                        --
                        Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                        • Koszt opieki nad chorym obłożnie chorym w zakładzie opiekuńczo-leczniczym wynosi dwa - trzy tysiące złotych miesięcznie. Jest to suma porównywalna z kosztem zatrudnienia pielęgniarki na cały etat. Zresztą te zatrudnione w szpitalach też chorują - i tak dla opieki nad jakąś ilością chorych trzeba zatrudnić więcej niż jedną, z jakąś rezerwą.

                          Co do przeżywalności - - każda z tych form opieki ma swoje plusy i minusy. Generalnie w placówkach stacjonarnych więcej jest zakażeń i infekcji które są jedną z częstszych przyczyn śmierci, z domu z kolei każde zaostrzenie trzeba transportować tak naprawdę do szpitala - niezależnie z domu czy z jakiegoś DPS. Nie znalazłem w języku polskim danych akurat o chorych przewlekle, ale myślę że możemy trochę ekstrapolować dane z programu hospicyjnego: przeżywalność w domu jak i w szpitalu jest podobna, jakość życia wyższa w domu. To też trzeba wziąć pod uwagę.

                          Podkreślam - nie mówię tutaj o każdym chorym , ale dzisiaj możemy podjąć się opieki w domu nad pacjentami których jeszcze kilkanaście lat temu nigdy nie wypuścilibyśmy ze szpitala - jest program przewlekłej wentylacji domowej, chory z POChP może dostać do domu koncentrator tlenowy, itd. Oczywiście nie każda rodzina się tego podejmie i pełne jej prawo - lecz chyba warto wspierać tych którzy jednak próbują, nawet wiedząc że z wielu przyczyn znaczna cześć rodzin nie będzie w stanie próbować sprostać takiemu wyzwaniu. Nie wszyscy jednak chcą się pogodzić z tym że ich babcia już do końca życia w szpitalu - i z całym szacunkiem dla osób które nie są w stanie swoimi członkami rodziny opiekować w domu, uważam że powinnyśmy bardziej pomagać tym którzy z niewielkim wsparciem mogą takie warunki stworzyć. Z korzyścią dla chorych i dla systemu.


                          Nie twierdzę absolutnie że każdy chory do takiego programu się nadaję, ale że jak słusznie zauważył Kzet - dla naszej rozmówczyni nie ma sensownej propozycji rozwiązanie jej sytuacji. Szkoda że nie istnieje taki system opieki dla osób przewlekle chorych jaki z powodzeniem w ostatnich latach w Polsce utworzono w przypadku programu hospicjów domowych. One działają skutecznie, przeżywalność taka sama jak w placówkach stacjonarnych, koszt jest niższy, komfort chorego nieporównywalnie większy. Pecha mają tylko te rodziny którzy opiekują się pacjentem akurat jak na złość cierpiącym na chorobę inną niż nowotworowa.


                          --
                          "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                    • oceniać można jeżeli byłeś/byłaś w takiej sytuacji, przyznał szczerze, że zmienił zdanie. Tu na forum często poruszana była sytuacja wizyt domowych, przeciwnicy zabierali głos itp W jaki sposób miałam zawieść osobę niepełnosp. leżącą do rodzinnego?, nie wspomnę o specjalistach, kierujący np do neurologa i innych specjalistów powinien dać zlecenie na transport sanitarny, ale czy ktoś o tym informował z dr? nieliczni itd Pozostały wizyty prywatne
                      --
                      www.youtube.com/watch?v=xXNORt_utR8

                      (*)(*)(*)
                      • To w jaki sposób państwo pomaga schorowanym emerytom,którzy przepracowali tyle lat to skandal,niestety tylko ten to wie,kto zamował się kimś bliskim potrzebującym opieki.
                        Nie jest to łatwe,trzeba dużo cierpliwości i siły przebicia przy załatwianiu nawet wizyty lekarskiej,poniżające jest prosić PANA DOKTORA o bezpłatny transport-który się NALEZY.
                        I nie chodzi tu o wszystkich ludzi w podeszłym wieku,bo niektórzy z nich moga startować w maratonach,ale o tych ,którym ta pomoc jest niezbędna.
                        Mam nadzieje,że to sie kiedys zmieni-życzę tego wsystkim,którzy opiekują się chorymi
                      • rzeczywiście istnieje problem wizyt domowych pacjenta przewlekle leżącego.
                        Należy tu rozgraniczyć dwie sprawy - sprawowanie opieki nad pacjentem przewlekle leżącym bez zmian w jego stanie zdrowia, oraz pogorszenie jego stanu zdrowia.
                        I tu też istnieje koncepcja braku wskazań:
                        1. pacjent leżący - sytuacja stabilna, bez pogorszeń: ocenia pielęgniarka środowiskowa (która jak sama nazwa wskazuje, działa w terenie, u pacjenta) - referuje lekarzowi, lekarz przedłuża leki, zleca badania. Problem: w Polsce wypisanie leku bez osobistego badania pacjenta jest nielegalne, zatem implikuje to konieczność wizyt domowych (zbędnych z punktu widzenia merytorycznego, koniecznych z punktu widzenia formalnego).
                        2. pacjent leżący, z pogorszeniem stanu zdrowia: wobec na ogół licznych obciążeń chorobowych, każde pogorszenie które nie jest możliwe do prostego zaleczenia (przeziębienie, zaparcie) wymaga nie wizyty "jakiegoś" lekarza (nawet "swojego), który stanie przed łóżkiem bezradny, tylko wymaga oceny w SOR (i ewentualnego powrotu do domu, niekoniecznie zaraz hospitalizacji). Jak lekarz wyposażony w słuchawki i aparat do mierzenia ciśnienia ma się kompetentnie wypowiedzieć na temat duszności która była "zawsze" śladowa, a teraz jest wyraźna? Można przypuszczać, wiedzieć nie sposób. Lekarz nie ma rentgena, nie oznaczy saturacji (tą mógłby gdyby miał pulsoksymetr - to urządzenie mieści się w kieszeni, ale nie jest przewidziane do wyposażenia), nie oznaczy podstawowych parametrów z krwi.
                        Wychodzi się więc z założenia, że pogorszenie zdrowia u pacjenta obciążonego, leżącego, wymaga diagnostyki w SOR - dla dobra pacjenta. Szkoda czasu - czasu pacjenta, który rozwija niepokojące objawy, i czasu lekarza, który to czas jest bezproduktywny, stracony na spekulacje (zatorowość? niewydolność nerek? infekcja dróg oddechowych? zapalenie płuc? dać antybiotyk w tabletce czy już w zastrzyku? pacjent jest odwodniony - uda się go nawodnić doustnie?). To się kończy w do bólu przewidywalny sposób. We środę jest pogorszenie, we czwartek jest nacisk na wizytę, lekarz umawia się na piątek, dywaguje jak powyżej, w sobotę lekarz nocnej i świątecznej opieki lekarskiej przyjeżdża drugi raz i wysyła pacjenta do szpitala, co było wiadome od początku - stracone 2-3 dni, bezsensowne wyprawy lekarzy uzbrojonych w słuchawki i długopis, skutek i tak jeden: chory ląduje na SOR, tyle że już np. z rozwiniętym SIRS, z szansami 20 zamiast 70 %.
                        Precz z wizytami domowymi!


                        --
                        pokaż lekarzu co masz w garażu zwróć za studia odebrać mu prawo wykonywania zawodu zapomniał o przysiędze Hipokratesa
          • zbrodnia-kara napisała:

            ...
            > rych nie stać nawet na to? A może patologia ma lepiej bo więcej się u krewnych
            > nie pokazują i mają z głowy. Nie oczekuje nikt współczucia, choć i ono się czas
            > em przydaje. Może należałoby tak mało medialny temat jak ludzie starsi i opieka
            > nad nimi w końcu wyciągnąć na światło dzienne.

            Niewatpliwie bez fachowej pomocy nikt z opieka nad osoba chora sobie sam nie poradzi.
            • I najgorsze że dla autorki wątku nie ma sensownej porady, rzeczywiście oddziały szpitalne "ostre" to nie miejsce dla takich pacjentów, oddziały opieki długoterminowej istnieją tylko w teorii, NFZ pacjenta wypisanego do domu ma głęboko "w pampersie" POZ nie pomogą bo dostaja na takie usługi jedynie symboliczną kasę, pozostaje jedynie DPS, ale taki porządny (czytaj prywatny) a nie seryjna umieralnia to kosztuje majątek...
              • kzet69 napisał:

                > I najgorsze że dla autorki wątku nie ma sensownej porady, rzeczywiście oddziały
                > szpitalne "ostre" to nie miejsce dla takich pacjentów, oddziały opieki długote
                > rminowej istnieją tylko w teorii, NFZ pacjenta wypisanego do domu ma głęboko "w
                > pampersie" POZ nie pomogą bo dostaja na takie usługi jedynie symboliczną kasę,
                > pozostaje jedynie DPS, ale taki porządny (czytaj prywatny) a nie seryjna umier
                > alnia to kosztuje majątek...

                A kto jest wlasciwie (chocby na papierze) odpowiedzialny za pomoc ludziom w takiej sytuacj?...
        • mary_ann napisała:

          > "10 lat temu stanęlismy przed dokładnie tym samym problemem. Umieszczenia w jak
          > imś "zakładzie" w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Po prostu zabraliśmy babcię do
          > domu i opiekowałyśmy się na zmianę"
          >
          > Z wypowiedzi autorki wątku wnioskuję, że nie może z nikim podzielić się obowiąz
          > kiem opieki nad babcią, więc prawdopodobnie nie ma tu żadnego "po prostu" i "na
          > zmianę", a jej lęk jest jak najbardziej adekwatny do niełatwej sytuacji.
          > Zapewne przydałyby się jej jakieś konstruktywne porady i nieco otuchy, a nie sł
          > abo zakamuflowane, podszyte poczuciem moralnej wyższości przygany.

          Bardzo bardzo sluszna uwaga. Problem poruszony w watku (opieka nad starszymi osobami) jest wazny i jest uniwersalny. Kto powinien sie tym zajac? Rodzina (bliscy) czy panstwo? A jesli rodzina to w jakim wymiarze, w jaki sposob i jak praktycznie ma pogodzic chodzenie do pracy z opioeka nad osoba starsza czy chora?
      • claratrueba napisała:

        > Czy ktoś rozwiązał rozsądnie taką sytuację?
        >
        > 10 lat temu stanęlismy przed dokładnie tym samym problemem. Umieszczenia w jaki
        > mś "zakładzie" w ogóle nie braliśmy pod uwagę. Po prostu zabraliśmy babcię do d
        > omu i opiekowałyśmy się na zmianę- 2 babci córki i ja (żona wnuczka)

        Babxcia nie miala zadnych krewnych mezczyzn? Dlaczego oni sie nie opiekowali?

        > wykorzystu
        > jąc w tym celu urlopy.

        Jesli wypoczynkowe to tak nie powinno byc.

        > Pielęgniarka była wynajęta na 2-3 godz dziennie za pieni
        > ądze, na które składali się wszyscy w rodzinie. Jesli nie jest Pani jedyną rodz
        > iną swojej babci proszę pomyśleć o takim rozwiązaniu.

        W porzadku.
        • Na taki poważny temat nie żartuje.
          Szpital-Warszawa,przy Banacha taki pracownik jest i pomaga
          • w ubiegłym roku na PR, gdy bylam z mamą pielęgniarka dała namiar na taką osobę, tylko problem w tym, że nie odbierała tel.Teraz nie pamiętam z detalami, ale chyba rodzinny ma wypisać skierowanie.

            ZOL, nie takie proste, rodzinny wypełnia dokumentację i chyba w starostwie czekasz na decyzję dr, potem czekasz w kolejce, a wiadomo jaka kolej rzeczy, czyjaś śmierć zwalnia miejsce następnym. Możesz jeżeli babcia wymagałaby wizyty kontrolnej u neurologa, "starać sie " o transport sanitarny, tylko tu jeżeli będziesz miała zalecenie w karcie inform. to 1-sze skierowanie ma dać dr z oddziału, potem już z poradni. DPS jest bardzo mało, warunki wiadomo.Może masz jakąś zaufaną sąsiadkę, aby pomogła Tobie za wynagrodzeniem? oczywiście nie takim jak sobie krzyczą pielęgniarki itp Współczuję ja to przeszłam, każdemu tak łatwo oceniać bo nie znalazł się w takiej sytuacji. Zakładanie cewnika itp, powinny nauczyć pielęgniarki, może rodzinny dałby pielęgniarkę, aby to robiła? Nie wiem na bank, jak teraz ? ale 2 lata temu były pielegniarki, które przychodziły do osób niepełnosprawnych .Jeszcze była jedna opcja na oddział rehavbilitacyjny, przyjmują w 1-szej kolejności(do 3m-cy po udarze), tylko nie wiem, czy wszystkie osoby ?
            --
            www.youtube.com/watch?v=xXNORt_utR8

            (*)(*)(*)
          • acomnieobchodzi napisała:

            > Na taki poważny temat nie żartuje.
            > Szpital-Warszawa,przy Banacha taki pracownik jest i pomaga

            Dla jednej osoby załatwiałem miejsce w takim domu, dla drugiej załatwiała to bliższa niż ja rodzina. W obu przypadkach szpitala nic to nie obchodziło. Co najwyżej wstrzymywali się kilka dni z wypisem. O żadnym pracowniku szpitala, który mógłby nam pomóc nikt się nie zająknął. Więc jeśli nawet na Banacha jest taki pracownik, to nie uogólniaj tego pojedynczego przypadku na inne szpitale.

            No widzisz, nie napisałem, abyś nie żartowała sobie z takiego tematu.

            S.
            --
            Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
    • Tak, temat jest ... nie wiem, może za jakiś czas będę próbowała udzielić sensownej odpowiedzi. Póki co są doraźne rozwiązania, niekoniecznie jedyne, dobre czy słuszne. Na ten moment jakieś. Mailuję z dwiema osobami które były (są) w sytuacji takiej jak ja. Poświęciły siły, czas, swoje życie opiece. Jedna z nich mądrze napisała "zrób coś dla niej (chorej) zanim ją znienawidzisz". Po przeanalizowaniu całej sytuacji na ten moment znaleźliśmy pełnopłatne miejsce w ZOL, jednocześnie złożę wniosek o takie miejsce z NFZ, jednocześnie będę podczas pobytu babci tam uczyć się możliwie jak najwięcej opieki nad nią. Ten miesiąc muszę dać radę finansowo, to taka inwestycja w naukę gdy przyjdzie się opiekować samemu. Przy szukaniu rozwiązań ścierają się, przynajmniej u mnie,dwa podejścia, pragmatyczne i uczuciowe. Muszę pracować, żeby utrzymać dom, dzieci, mąż temu nie podoła sam. Przełożony i tak wykazał się dużą dozą cierpliwości, ja bym siebie zwolniła. Nie mogłam się skupić na pracy chociaż się wniej starałam "pokazać". Tak więc praca i całe dotychczasowe życie, prowadzenie domu, 2 dzieci. No i aspekt uczuciowy. Babci usunęli wczoraj sondę i mogłam ją zacząć karmić papką. Ktoś kto sam to przeżył może zrozumieć ile wzruszenia dostarcza taka chwila. Ile wzruszenia daje każdy świadomy kontakt z bliską osobą. Tego nie da się opisać terminami medycznymi. Tak jak napisałam, w obecnym systemie, każda podjęta przez człowieka decyzja i tak powoduje, że czuje się przegrany. Może gęściej rozsiane, mniejsze, kameralne, rodzinne domy opieki . Dom dosłownie dla dwóch do pięciu osób. Niestety ZOLe sprawiają na mnie przygnębiające wrażenie. No i coś za co wielu może mnie tu zlinczować. Ulżyłam sobie dzisiaj na "człowieku który skończył studia medyczne". Celowo nie używam słowa lekarz ani doktor bo na taki termin trzeba sobie zasłużyć. Nie, nie ulżyłam sobie. Zrobiłam sobie pierwszy od dawna prezent. Pozwoliłam mu, żeby mi udowodnił że brak mu kultury, empatii, a jego ego jest tak nadęte że wystarczy mała, malusieńka szpileczka i na podłodze pokoju lekarskiego zostaje flak z balonika. Taak, dawno nie miałam miłego popołudnia.
      • tak, nie od dziś wiemy, że najprzyjemniejsze na świecie to móc doje.bać lekarzowi.
        Uroczo to opisujesz.
        Błagam tylko o jedno. Ci którzy mówią że wojnę między pacjentami a lekarzami zaczęli ci ostatni, niech z łaski swojej, po prostu, najzwyczajniej, wsadzą mordę w kubeł i się zamkną.
        Z szacunku dla faktów.

        --
        pokaż lekarzu co masz w garażu zwróć za studia odebrać mu prawo wykonywania zawodu zapomniał o przysiędze Hipokratesa
        • Nie użyłam słowa do.....ć. Stać mnie na bardziej wyrafinowane słownictwo. Spotkałam się z lekarzami którzy potrafią wykazać się empatią, okazać zrozumienie, nie oczekuję że będą oni jak Matka Teresa. Oni nie mają być beatyfikowani po śmierci, tylko tu i teraz mają leczyć ( lub jak najmniej zaszkodzić) i mieć zrozumienie do sytuacji w której zarówno oni, pacjenci i ich rodziny jesteśmy (NFZ rządzi). Dlaczego jeden lekarz w tym samym POZ czy oddziale potrafi być ludzki a inny zachowuje się jakby był brakującym czwartym elementem Trójcy Świętej. Pan po medycynie sam z siebie sprawił mi radość swoim zachowaniem absolutnie nie prowokowany. Zadałam mu kilka w moim mniemaniu niewinnych pytań o pewne procedury, a na pytania te nie potrafił odpowiedzieć profesjonalnie. Odpowiedź "nie bo nie" nie jest chyba odpowiedzią na poziomie? A że jego zachowanie mnie na koniec rozbawiło, widać potrafię się cieszyć z rzeczy małych. Szanuję ludzi, którzy sobie na szacunek zasłużyli.
          • Nie użyłam słowa do.....ć. Stać mnie na bardziej wyrafinowane słownictwo.

            Nie sądzę by były szczególne powody by słowo "doje.bać" oceniać jako mniej wyrafinowane niż np. "zdezawuować", "zdeprecjonować", "dopier.dolić", "zakwestionować" czy "przys.rać".
            Tak pacjenci jak i lekarze używają słów z tej gamy. Jednak lekarze, w przeciwieństwie do pacjentów, nie wywyższają się twierdząc że używają tylko tych "wyrafinowanych" - których nota bene wyrafinowanie jest jedynie wyimaginowanym wyrafinowaniem, ograniczonym do - równie ograniczonej - wyobraźni mówiących.

            Pan po medycynie sam z siebie sprawił mi radość swoim zachowaniem absolutnie nie prowokowany. Zadałam mu kilka w moim mniemaniu niewinnych pytań o pewne procedury
            , a na pytania te nie potrafił odpowiedzieć profesjonalnie. Odpowiedź "nie bo nie" nie jest chyba odpowiedzią na poziomie? A że jego zachowanie mnie na koniec rozbawiło, widać potrafię się cieszyć z rzeczy małych.



            masz niezwykle, ale to niezwykle wyrafinowane rozrywki. Do tego są na poziomie.
            Inny komentarz nie jest możliwy bo uparcie krążysz wokół tematu tak by nie podać cienia szczegółów sytuacji, za to by rozkoszować się wyrafinowanym doje.baniem lekarza - twoją małą radością, małym prywatnym szczęściem.
            Baw się dalej.



            --
            pokaż lekarzu co masz w garażu zwróć za studia odebrać mu prawo wykonywania zawodu zapomniał o przysiędze Hipokratesa
            • Szkoda, że nie odnosisz się do tych fragmentów moich wypowiedzi mówiących pozytywnie o lekarzach. Nie wiem, nie śledzę innych Twoich wypowiedzi, ale odnoszę wrażenie, że starasz się w wypowiedziach wyłapywać tylko te negatywnie nastawione do służby medycznej. Tymczasem, jeżeli Cię to uspokoi, w ten sam sposób zachowam się do każdego innego człowieka żle wykonującego swoje obowiązki lub źle odnoszącego się do innych ludzi. To nie kwestia tylko i wyłącznie służby zdrowia. I tak, masz rację, bywanie w szpitalu i do....nie personelowi to w tej chwili moja ulubiona rozrywka. Możesz nawet posunąć się do przypuszczenia, że jestem wdzięczna babci za to, że dzięki niej tak często jestem obecnie w szpitalu. Dziękuję za życzenia miłej zabawy. Chciałabym odwdzięczyć życzeniami równie miłego spędzania czasu, ale nie znam Cię i nie chcę być okrutna.
        • pct3 napisał:

          > tak, nie od dziś wiemy, że najprzyjemniejsze na świecie to móc doje.bać lekarzo
          > wi.

          Znam tysiące bardziej przyjemniejszych rzeczy ,niż ta o której Ty piszesz.

          > > Błagam tylko o jedno. Ci którzy mówią że wojnę między pacjentami a lekarzami za
          > częli ci ostatni, niech z łaski swojej, po prostu, najzwyczajniej, wsadzą mordę
          > w kubeł i się zamkną.

          A jest jakaś wojna między lekarzami a pacjentami? W Twojej wobrażni przybiera już rozmiary monstrualne! Wszedzie widzisz wojnę i nagonkę na lekarzy , jak zwykle winni sa pacjenci.
          No i się zamknęli. na placu boju ostał sie jeno waleczny pct3. Samotny w tej walce biały rycerz.
          > Z szacunku dla faktów.
          A co fakty mówią?

      • zbrodnia-kara napisała:

        ...
        > ielu może mnie tu zlinczować. Ulżyłam sobie dzisiaj na "człowieku który skończy
        > ł studia medyczne". Celowo nie używam słowa lekarz ani doktor bo na taki termin
        ...

        Człowiek, który skończył studia medyczne - urocze sformulowanie :)

    • jeśli ma odleżyny postaraj się o pobyt w oddziale paliatywnym
    • Witam
      Niestety i nas dotknęła ta przekleta choroba:((. Moja mama obecnie jest po udarze pnia mózgu. Od 10 dni przebywa na Oiomie, ma zrobioną tracheotomie oraz gastrtostopie ( jakos tak to sie nazywa). Jest w stanie wegetatywnym:(( Za niedługi czas zostanie wypisana do domu:( I tez zostaniemy z tym wszystkim sami:(.Szukam, pilnie szukam z tatą pomocy do Mamy. Dolny Sląsk - ok Wałbrzycha.
      Może ktos napisze, jak to wszystko na dobry początek zorganizowac? Na benan@tlen.pl

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.