Re: forum służba zdrowia, czy forum psychiatria

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Pod koniec marca 2011 r. na ostry dyżur do Szpitala Bielańskiego trafia pacjent z wrośniętym paznokciem dużego palca w prawej nodze. Zostaje odesłany do domu po raz pierwszy. Ma moczyć nogę w jakimś świństwie. Palec zaczyna robić się czarny (zaczyna obumierać). Po trzech tygodniach, po takim czasie wyznaczona została następna wizyta, pada diagnoza - gangrena. Pacjent dostaje jakieś śmieszne leki i zostaje ponownie odesłany do domu. Po kilku następnych wizytach pacjent trafia, w sumie po upływie 2 miesięcy (maj 2011) na stół do chirurga naczyniowego, który udrażnia zablokowaną tętnicę (wspomnę tylko, że pacjent przez dwa miesiące siedział w domu, zażywał środki przeciwbólowe i patrzył jak gnije mu noga). Nie napisałem o diagnozie lekarzy, oczywiście w internecie wcześniej wyczytałem, że jest to stopa cukrzycowa czyli powikłania cukrzycowo-miażdżycowe. Nie potrzebny był lekarz, żeby to stwierdzić.

    W czerwcu 2011 następuje amputacja dwóch palców prawej nogi. Do października pacjent leczony jest na zasadzie wizyta w szpitalu, nowa partia leków przeciwbólowych i do domu. I tak co tydzień aż do października. W międzyczasie z powodu nalegania rodziny pacjent zostaje skierowany na terapię tlenem hiperbarycznym do szpitala przy Wołoskiej. Na polecenie lekarza z Wołoskiej na Bielanach zostaje wykonany posiew z rany po amputacyjnej. Okazuje się, że rana zainfekowana jest trzema różnymi bakteriami chorobotwórczymi. Są to:
    - Citrobacter Freundi,
    - Enterococcus Faecalis,
    - Morganella Morgani.

    Gdyby nie rodzina to w okresie od amputacji w czerwcu do połowy października ze strony szpitala pacjent nie doczekałby się żadnych kroków w celu poprawy stanu zdrowia nawet wykonania badań bakteriologicznych po amputowaniu palców. W okresie od marca do października w wyniku "zaawansowanych metod leczniczych" pacjent kilkakrotnie zatruwa się środkami przeciwbólowymi. W wyniku zażywania dużej ilości leków pacjent traci apetyt, ma silne bóle brzucha, biegunki i wymioty. Efektem takiej kuracji jest utrata 25 kg masy ciała, ciężka anemia.

    W październiku pacjent po raz kolejny zostaje skierowany na oddział chirurgii naczyniowej, gdzie na nodze zostają założone bajpasy. Lekarz, który krążył tam po korytarzach powiedział jednego dnia, że noga zostanie uratowana, a na drugi dzień, że noga zostanie amputowana. 28 października dochodzi do amputacji połowy stopy.

    Podczas ostatniego pobytu pacjentowi zrobiły się w ciągu 8 dni odleżyny na skórze w miejscach, gdzie powinny być pośladki.

    Rezultaty siedmiomiesięcznego leczenia:
    - biegunki, wymioty i utrata 25 kg masy ciała,
    - amputacje,
    - zatrucie bakteriami chorobotwórczymi,
    - głęboka anemia (tak duża, że przed zabiegiem trzeba było pacjentowi przetaczać krew),
    - odleżyny (lekarze twierdzą, że nie są to odleżyny),
    - siedmiomiesięczne męczarnie w domu,
    - zły stan psychiczny pacjenta,
    - opłakany stan fizyczny pacjenta (człowiek, który przed siedmioma miesiącami wszedł do szpitala o własnych siłach w chwili obecnej ma problem z podniesieniem się z łóżka).

    Jak do tej pory brak pozytywnych efektów leczenia.

    Należy tu powiedzieć, że stan pacjenta nie jest spowodowany powikłaniami cukrzycowo-miażdżycowymi, z powodu których pacjent trafił do szpitala, tylko brakiem lub niewłaściwym sposobem leczenia. Pacjent w chwili obecnej wygląda jak ofiara obozu koncentracyjnego. Nogi to praktycznie kości i skóra, brak pośladków, najgrubszymi miejscami ciała są stawy. Przy kontynuowaniu dalej takiej terapii pacjent umrze z wycieńczenia, krótko mówiąc z głodu.

    Pacjent ani rodzina nie mają żadnych informacji bo lekarze są nieosiągalni. Pacjent umrze i nie będzie wiadomo z jakiego powodu.

    Zastanawiam się jakie są powody tego postępowania (braku leczenia). Do głowy przychodzą mi trzy:
    - polityka państwa. W Polsce nie leczy się osób w podeszłym wieku. Dowody? W Polsce leczeniem osób starszych zajmują się interniści a powinni geriatrzy. Niestety tych drugich w Polsce praktycznie nie ma. Osoby starsze, u których stwierdzono białaczkę nie są kierowane do przeszczepu szpiku tylko podawane są im leki na złagodzenie objawów i powolne czekanie na śmierć w męczarniach.
    - zachęcanie przez NFZ szpitali do leczenia stopy cukrzycowej za pomocą amputacji. Kilka liczb. Specjalistyczne leczenie stopy cukrzycowej to koszt ok. 12 000 zł. NFZ zwraca 4000 zł. Szpital musi dołożyć 8000 zł. Natomiast za amputację NFZ zwraca szpitalom 5000 zł. Liczby mówią same za siebie.
    - wpływ na takie traktowanie pacjenta może mieć również brak łapówek.

    I w tym miejscu należałoby powtórzyć pytanie zawarte w tytule. Czy to jeszcze szpital czy już miejsce kaźni? Większość osób potrafi sama na nie odpowiedzieć.

    C.D.N.
    • 30.10.11, 20:40 Odpowiedz
      no co powiedziec szok
    • 30.10.11, 20:53 Odpowiedz
      polish_shit napisał:

      > Pod koniec marca 2011 r. na ostry dyżur do Szpitala Bielańskiego
      > trafia pacjent z wrośniętym paznokciem dużego palca w prawej nodze. Zost
      > aje odesłany do domu po raz pierwszy.
      Wrastający paznokieć nie jest wskazaniem do hospitalizacji.

      > Ma moczyć nogę w jakimś świństwie.
      Świństwo ma pewnie jakąś nazwę, ale kto by się pierdołami przejmował.

      >Palec
      > zaczyna robić się czarny (zaczyna obumierać). Po trzech tygodniach, po takim cz
      > asie wyznaczona została następna wizyta, pada diagnoza - gangrena. Pacje
      > nt dostaje jakieś śmieszne leki i zostaje ponownie odesłany do domu.
      Nigdy nie wypisywałem recepty na "Śmieszne leki". Zawsze pisałem nazwę.

      >Po kilku n
      > astępnych wizytach pacjent trafia, w sumie po upływie 2 miesięcy ([b]maj 2011[/
      > b]) na stół do chirurga naczyniowego, który udrażnia zablokowaną tętnicę (wspom
      > nę tylko, że pacjent przez dwa miesiące siedział w domu, zażywał środki przeciw
      > bólowe i patrzył jak gnije mu noga
      ).
      Pozwoliłem sobie wytłuścić zdanie, które w zasadzie wyjaśnia całą sprawę.
      Zapewne z winy lekarzy pacjent ograniczył swoją aktywność do patrzenia. Zapewne jeszcze myślał (że mu przejdzie). Niestety leczenie myśleniem rzadko przynosi pozytywny skutek.

      >Nie napisałem o diagnozie lekarzy, oczywiś
      > cie w internecie wcześniej wyczytałem, że jest to stopa cukrzycowa czyli powikł
      > ania cukrzycowo-miażdżycowe. Nie potrzebny był lekarz, żeby to stwierdzić.
      Zapewne nie, skoro pacjent leczył się na cukrzycę.
      Wystąpienie powikłań cukrzycy takich jak stopa cukrzyków nie jest niezwykłym wydarzeniem.

      > W czerwcu 2011 następuje amputacja dwóch palców prawej nogi.
      Amputacja palców, a nie uda jest dowodem na to, że przyczyną niedokrwienia była mikroangiopatia cukrzycowa, a nie miażdżyca. Nie pisali w internecie?

      >Do paździer
      > nika pacjent leczony jest na zasadzie wizyta w szpitalu, nowa partia leków prze
      > ciwbólowych i do domu. I tak co tydzień aż do października. W międzyczasie z po
      > wodu nalegania rodziny pacjent zostaje skierowany na terapię tlenem hiperbarycz
      > nym do szpitala przy Wołoskiej. Na polecenie lekarza z Wołoskiej na Bielanach z
      > ostaje wykonany posiew z rany po amputacyjnej. Okazuje się, że rana zainfeko
      > wana jest trzema różnymi bakteriami chorobotwórczymi.
      Są to:
      > - Citrobacter Freundi,
      > - Enterococcus Faecalis,
      > - Morganella Morgani.
      A przed przyjęciem do szpitala pacjent miał zapewne jałową martwicę (He,He).
      Ciekawe czemu Enterococcus Faecalis zawdzięcza swoją nazwę.

      > Gdyby nie rodzina to w okresie od amputacji w czerwcu do połowy października ze
      > strony szpitala pacjent nie doczekałby się żadnych kroków w celu poprawy stanu
      > zdrowia nawet wykonania badań bakteriologicznych po amputowaniu palców. W okre
      > sie od marca do października w wyniku "zaawansowanych metod leczniczych" pacjen
      > t kilkakrotnie zatruwa się środkami przeciwbólowymi. W wyniku zażywania duże
      > j ilości leków pacjent traci apetyt, ma silne bóle brzucha, biegunki i wymioty.
      > Efektem takiej kuracji jest utrata 25 kg masy ciała, ciężka anemia.

      Stracił 25 kilogramów. Zapewne masy kostnej, bo przecież nie tłuszczu. W końcu jak każdy cukrzyk rygorystycznie przestrzegał diety.


      >
      > W październiku pacjent po raz kolejny zostaje skierowany na oddział chirurgii n
      > aczyniowej, gdzie na nodze zostają założone bajpasy. Lekarz, który krążył tam p
      > o korytarzach powiedział jednego dnia, że noga zostanie uratowana, a na drugi d
      > zień, że noga zostanie amputowana. 28 października dochodzi do amputacji poł
      > owy stopy.

      Jak wyżej. Typowe dla cukrzycy a nie miażdżycy.

      > Podczas ostatniego pobytu pacjentowi zrobiły się w ciągu 8 dni odleżyny
      > na skórze w miejscach, gdzie powinny być pośladki.
      Amputacja przodostopia nie czyni człowieka obłożnie chorym. Wiesz skąd się wzięła nazwa odleżyny?


      > Jak do tej pory brak pozytywnych efektów leczenia.
      >
      > Należy tu powiedzieć, że stan pacjenta nie jest spowodowany powikłaniami cukrzy
      > cowo-miażdżycowymi, z powodu których pacjent trafił do szpitala, tylko brakiem
      > lub niewłaściwym sposobem leczenia.

      Z Wikipedii – żeby było adekwatnie do "w internecie wcześniej wyczytałem":

      Stopa cukrzycowa jest powikłaniem wieloletniej, źle leczonej cukrzycy. Hiperglikemia utrzymująca się przez dłuższy czas, doprowadza do uszkodzenie naczyń krwionośnych (szczególnie tętnic), co skutkuje zmniejszeniem ich elastyczności, zarastaniem i nasiloną miażdżycą. (..) Następstwem tych patologicznych zmian jest groźne niedotlenienie tkanek.

      Profilaktyka
      Zdrowie stóp diabetyka zależy przede wszystkim od wyrównanych poziomów cukru we krwi oraz pielęgnacji stóp
      (zwracam uwagę na pierwsze zacytowane z Wikipedii zdanie). (..) zalecane jest noszenie odpowiedniego obuwia i bezuciskowych skarpet oraz chronienie przed zimnem i zranieniami, a także nienarażanie ich na zbyt długi kontakt z wodą i dokładne osuszanie. Tak jak we wszystkich powikłaniach cukrzycy największa rola zapobiegawcza przypada na właściwe unormowanie poziomu glikemii (najlepiej normoglikemia) w trakcie leczenia cukrzycy.

      Leczenie
      Leczenie stopy cukrzycowej jest trudne i nie zawsze skuteczne. Bardzo często jedynym sposobem uratowania chorego
      (chorego (!) nie kończyny) jest amputacja palców, stopy, podudzia, a nawet – zależnie od stopnia zaawansowania choroby i stanów zapalnych oraz martwic – uda.

      Podsumowując.
      Na stopę cukrzyków pacjent pracuje latami. Leczenie, nawet najlepsze nie gwarantuje sukcesu. Nie wiem, czy pacjent był leczony właściwie, ale zły efekt leczenia nie jest żadnym dowodem, że leczenie było niewłaściwe.
      • 30.10.11, 21:20 Odpowiedz
        O większości spraw, o których pan/pani napisała wiem już od dawna. Natomiast z tonu wypowiedzi wnioskuję, że zalicza się pan/pani do betonu lekarskiego, który trzyma się mocno, i który ma zawsze rację, a pojęcie błędu lekarskiego w pana/ pani słowniku nie istnieje.
        • 30.10.11, 21:32 Odpowiedz
          Z tonu pana wypowiedzi jednoznacznie wynika, że za efekty zaniedbanej przez wiele lat cukrzycy obarcza pan lekarzy aktualnie leczących chorego. W żadnym razie nie samego chorego, który moim zdaniem jest głównym sprawcą własnego nieszczęścia.
          Skoro o większości rzeczy o których napisałem dobrze pan wie, to tym bardziej może dziwić, że w wielu miejscach pisze pan bzdury przeczące pana "wiedzy".
          • 30.10.11, 22:29 Odpowiedz
            Zacznijmy od początku.
            Każdy lekarz zobowiązany jest do niesienia pomocy, zobowiązuje go do tego chociażby przysięga lekarska. Z tym chyba zgodzimy się.
            Artykuł jest o tym co spotkało pacjenta po przekroczeniu progu szpitala i jak wyglądała pomoc lekarska lub jej brak. W żadnym razie nie traktuje o błędach popełnionych przez pacjenta wcześniej. Zgadzam się, że chory nie jest ideałem i popełniał błędy w przeszłości, ale powtarzam artykuł nie jest o tym.

            Odnosząc się do komentarza na temat bakterii. Bakterie mogą występować w chorej nodze. Jednak jak można mówić o leczeniu nogi skoro nie wykonano badań bakteriologicznych czyli właściwie nic nie wiadomo. Jedno co wiadomo to to, że bakterie mogą przyczynić się do wydłużenia czasu gojeni rany, mogą uniemożliwić jej zagojenie w przypadkach drastycznych nawet doprowadzić do śmierci. Odwołując się do Wikipedii Enterococcus Faecalis jest bakterią, która jak nazwa wskazuje jest bakterią występującą w ludzkim organizmie w jelicie grubym, kale czy zębach leczonych kanałowo. Rana pooperacyjna nie jest miejscem występowania tej bakterii. Musiała zostać tam przeniesiona. Występowanie tej bakterii w ranie jest przykładem na zakażenie szpitalne.
            • 30.10.11, 23:12 Odpowiedz
              polish_shit napisał:

              > Zacznijmy od początku.
              > Każdy lekarz zobowiązany jest do niesienia pomocy, zobowiązuje go do tego choci
              > ażby przysięga lekarska. Z tym chyba zgodzimy się.
              > Artykuł jest o tym co spotkało pacjenta po przekroczeniu progu szpitala i jak w
              > yglądała pomoc lekarska lub jej brak.
              Nie można pisać o braku pomocy, skoro pacjent otrzymał zalecenia. I na pewno nie zalecono mu, a by patrzał na gnijącą nogę. Otrzymał także leki, śmieszne czy nie – nie wiem. Określenie "jakieś świństwo", "śmieszne leki" daje do myślenia.
              Natomiast ma pan zwyczajnie zbyt mało wiedzy, by ocenić jaka była pomocy lekarska. Widziałem wielu pacjentów, którzy uważali, że są źle leczeni mimo, że ich leczeniu nie można było nic zarzucić.

              > W żadnym razie nie traktuje o błędach pop
              > ełnionych przez pacjenta wcześniej. Zgadzam się, że chory nie jest ideałem i po
              > pełniał błędy w przeszłości, ale powtarzam artykuł nie jest o tym.
              Artykuł jest o złym leczeniu. Wcześniejsze postępowanie pacjenta jest bardzo istotne, bo możliwość jego wyleczenia zależy w dużej mierze od stanu do jakiego się doprowadził. Żeby nie być gołosłownym - pacjenci którzy zgłosili się do lekarza w terminalnym stadium choroby nowotworowej też często oczekują wyleczenia, 'i jeszcze żeby było szybko i bezboleśnie'.

              > Odnosząc się do komentarza na temat bakterii. Bakterie mogą występować w chorej
              > nodze. Jednak jak można mówić o leczeniu nogi skoro nie wykonano badań bakteri
              > ologicznych czyli właściwie nic nie wiadomo. Jedno co wiadomo to to, że bakteri
              > e mogą przyczynić się do wydłużenia czasu gojeni rany, mogą uniemożliwić jej za
              > gojenie w przypadkach drastycznych nawet doprowadzić do śmierci. Odwołując się
              > do Wikipedii Enterococcus Faecalis jest bakterią, która jak nazwa wskazuje jest
              > bakterią występującą w ludzkim organizmie w jelicie grubym, kale czy zębach le
              > czonych kanałowo. Rana pooperacyjna nie jest miejscem występowania tej bakterii
              > . Musiała zostać tam przeniesiona. Występowanie tej bakterii w ranie jest przyk
              > ładem na zakażenie szpitalne.
              Dokończę ostatnie zdanie z Wikipedii nie wiadomo czemu (wiadomo, wiadomo, dobrze wiadomo) nie zacytowane w całości. Wytłuściłem pominięty fragment: Bakteria ta często występuje w zębach leczonych kanałowo i to miejsce może być pierwotnym źródłem zakażenia.
              No właśnie. Enterococcus Faecalis nie jest szczepem szpitalnym. Więc nie "zarazili", bo zakażenie było endogenne – pacjent sam przywlókł bakterię do szpitala, zresztą prawdopodobnie już w ranie. Niewątpliwie błędem było nie wykonanie badania bakteriologicznego już w dniu przyjęcia. Byłby to obiektywny dowód na absurdalność zarzutów.
              • 30.10.11, 23:45 Odpowiedz
                Łatwo jest teraz powiedzieć, że pacjent przywlókł bakterie do szpitala ze sobą. Gdyby od razu zrobiono posiew byłby to dowód na to, że bakterii wcześniej nie było. W ten sposób możemy piłeczkę odbijać do końca świata i o jeden dzień dłużej.
                W Wikipedii w tym samym artykule napisano: E. faecalis może powodować zagrażające życiu zakażenia u ludzi, zwłaszcza w środowiskach szpitalnych, w których występuje naturalnie wysoki poziom oporności na antybiotyki.
                Jeżeli chodzi o zęby to mój ojciec nie ma zębów już od ponad 20 lat.
                • 31.10.11, 12:54 Odpowiedz
                  polish_shit napisał:

                  > Łatwo jest teraz powiedzieć, że pacjent przywlókł bakterie do szpitala ze sobą.
                  > Gdyby od razu zrobiono posiew byłby to dowód na to, że bakterii wcześniej nie
                  > było.
                  Taaaa. Zapewne w nie gojącej się od wielu miesięcy ranie "bakterii wcześniej nie było". Pan to naprawdę pisze na poważnie, czy zwyczajnie robi se jaja ?

                  > W ten sposób możemy piłeczkę odbijać do końca świata i o jeden dzień dłuż
                  > ej.
                  Przy takich argumentach jak powyżej niewątpliwie. Nawet dwa dni dłużej.

                  > W Wikipedii w tym samym artykule napisano: E. faecalis może powodować zagraż
                  > ające życiu zakażenia u ludzi, zwłaszcza w środowiskach szpitalnych, w których
                  > występuje naturalnie wysoki poziom oporności na antybiotyki
                  .
                  > Jeżeli chodzi o zęby to mój ojciec nie ma zębów już od ponad 20 lat.
                  Tu nie chodzi o zęby, a o to, że źródłem zakażenia jest sam pacjent. Mam oczekiwać, że z kolejnego postu dowiem się że ojciec w ogóle nie ma przewodu pokarmowego? Niech pan nie popisuje się swoją "wiedzą" bo to zakrawa na groteskę, choć panu zapewne nie jest do smiechu.
              • 31.10.11, 00:05 Odpowiedz
                Przypomniało mi się jeszcze jedno odnośnie tych dwóch miesięcy podczas, których pacjent siedział w domu i patrzył jak noga mu gnije. Ten okres to czas, w którym nastąpiły największe straty. Okres ten nie miał nic wspólnego z leczeniem tylko z czekaniem na wolne łóżko w szpitalu. Zapomniałem o tym napisać w artykule. Jedna z pielęgniarek przybycie mojego ojca na oddział skomentowała: "kogo pan zna, że tak szybko pana przyjęli na oddział". Mój ojciec dostał się w ciągu dwóch miesięcy. Czas oczekiwania na wizytę u chirurga naczyniowego to 1 rok. O jakim leczeniu można tu mówić.
                • 31.10.11, 08:56 Odpowiedz
                  Trzeba było albo iść z awanturą albo iść prywatnie, niestety :( I jedna i druga metoda jest dość skuteczna, ja z atakiem pęcherzyka żółciowego dostałam termin na "za dwa miesiące". Ciężko jednak dywagować ze to wina lekarzy, jedyna winą jaką tu widzę jest brak rozmowy z pacjentem, lekarze faktycznie nie rozmawiają, nie informują a jednocześnie kpią gdy ktoś się posiłkuję informacjami z netu np;.
                  • 31.10.11, 10:24 Odpowiedz
                    > Trzeba było albo iść z awanturą albo iść prywatnie, niestety :( I jedna i druga
                    > metoda jest dość skuteczna

                    Ani jedna ani druga nie jest skuteczna w przypadku leczenia stopy cukrzycowej.
                    W tym przypadku skuteczne jest głownie to co robi PACJENT - żelazna konsekwencja w leczeniu cukrzycy i pielęgnacji oraz cierpliwość bo leczenie jest długotrwałe i obarczone dużym ryzykiem niepowodzenia. To jest o wiele ważniejsze niż wizyta u chirurga naczyniowego którego możliwości działania w stopie cukrzycowej są bardzo ograniczone - w przypadku martwicy tylko amputacja i PRÓBA (!) wygojenia rany - nie zawsze skuteczna a zawsze długotrwała. Jeśli ktoś "patrzy na gnijącą nogę i czeka na wizytę u chirurga naczyniowego" by ten "wyleczył mu stopę cukrzycową" to najprawdopodobniej ją straci.

                    A rany z martwicą, gojące się w zakresie niedokrwionych tkanek praktycznie zawsze są skolonizowane bakteriami i nie można tego uznać że "zakażenie szpitalne" zwłaszcza przy wielomiesięcznym przebiegu.
                    • 31.10.11, 15:00 Odpowiedz
                      Dzięki za odzew. To moje pierwsze forum i cieszę się, że są osoby, które czytają to co napisałem.

                      Napiszę kilka słów o pacjencie i historii leczenia. Pacjent od 20 lat leczył się na cukrzycę i miażdżycę. Leczył się u lekarza pierwszego kontaktu. On zawsze lekarzy traktował jak święte krowy. Co powie lekarz to święte. Leki zażywał z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Niestety przy okazji zażywania leków palił i nie pilnował diety.
                      W pewnym momencie zaczął mieć problemy z chodzeniem, męczył się i musiał odpoczywać. Kilka lat temu trafił do specjalisty podejrzewam, że od cukrzycy. Jednak nie to jest najważniejsze do jakiego specjalisty tylko to co powiedział lekarz. Proszę zacząć się leczyć jak nie będzie mógł pan jednorazowo przejść 100 kroków. Stary człowiek wziął sobie słowa lekarza do serca i zamiast pójść do innego specjalisty, jakiegoś poważniejszego, zaczął liczyć kroki. I tak doliczył się powikłań cukrzycowych.

                      Odnośnie pierwszych dwóch miesięcy "leczenia". Gdy pacjent trafił już na stół do chirurga naczyniowego, po dwóch miesiącach, lekarz powiedział, że dotychczasowe leczenie nie mogło przynieść zadowalających efektów, ponieważ najważniejsze w tej sytuacji jest udrożnienie tętnicy i doprowadzenie tlenu do kończyny. Tzn., że podawanie leków przed zabiegiem udrożnienia tętnicy miało taki sens jak chodzenie tyłem czyli dwa miesiące w plecy.

                      Chciałem przytoczyć kilka informacji, które publikowane są nie tylko w internecie, ale także w telewizji publicznej i nie tylko (i nikt z nimi specjalnie nie polemizuje):

                      - ilość zakażeń szpitalnych w Polsce szybko rośnie m. in. z tego powodu, że 30% personelu szpitalnego nie myje rąk przed kontaktem z chorymi,
                      - 70% pacjentów wychodzi ze szpitali z objawami niedożywienia. U znacznej części tych pacjentów niedożywienie jest tak duże, że ma niekorzystny wpływ na dalsze leczenie.
                      - diabetolodzy piszą do NFZ i Ministerstwa Zdrowia, żeby nie leczyć stopy cukrzycowej za pomocą amputacji. Kto zajmuje się tymi pacjentami w szpitalach? Chirurdzy!!!
                      Leczenie specjalistyczne stopy cukrzycowej w Polsce praktycznie nie istnieje. Zlikwidowano Poradnię Stopy Cukrzycowej przy Banacha. Dlaczego? Wyjaśnią to liczby, które wcześniej przytaczałem (początek wątku).

                      Wszystko odwrócone jest do góry nogami. Jak tu można cokolwiek wyleczyć? Takie patologie występują w całej służbie zdrowia, nie tylko przy leczeniu stopy cukrzycowej. Ile jest tysięcy czy dziesiątek tysięcy poszkodowanych to tylko oni wiedzą.
                      • 31.10.11, 17:31 Odpowiedz
                        Podsumujmy: zgodnie z tym co napisales pacjent sie leczyl, tylko nie przestrzagal diety, nie rzucil palenia i nie bral lekow poki mogl przejsc 100 krokow. Ale tak w ogole to sie leczyl...
                        Co do reszty: ilosc wykrytych zakazen istotnie rosnie. Lepiej bylo kilka lat temu jak nie robiono tylle badan, to i nie wykrywano zakazen. Bo przeciez dawniej to wszystko bylo aseptyczne...Zreszta pacjent swojej nogi dotykal tylko w rekawiczkach. Dowodzi tego enterobacter faecalis w ranie.
                        Ciekawe sa tez dane o niedozywieniu. Przychodzi taki pacjent calkiem zdrowy do szpitala i wychodzi po tygodniu niedozywiony. Postepy ta medycyna straszne uczynila.
                        No inie zrozumialem w koncu na cco sie zalisz - ze pacjenta leczyl chrirurg czy ze nie mogl sie do chirurga dostac?
                        Polskiej medycynie mozna wiele zarzucic, tyle tylko ze twoje sjargi po prostu nie trzymaja sie kupy
                        - sa tak nielogiczne ze az szkoda.
                        • 31.10.11, 18:26 Odpowiedz
                          Proszę uważnie przeczytać.
                          • 31.10.11, 21:49 Odpowiedz
                            A moglbys sprecyzowac co mam doczytac?
                            Nazwy tych lekow co chory bral tak starannie ze rodzina cytujaca skomplikowane nazwy lacinskie bakterii nawet nie wie jak sie nazywaly?
                            Informacje znajdujaca sie w kazdym podstawowym podreczniku ze w stopie cukrzycowej interwencja chirurgiczna (naczyniowa) nie moze przyniesc zadnej korzysci poniewaz przyczna jest mikroangiopatia? Czy podobnie podstawowa informacje o braku realnej skutecznosci zadnego leczenia poza scisla kontrola poziomu glikemii i modyfikacji czynnikow ryzyka? Czy tego ze brak apetytu jest typowym objawem niewyrownanej cukrzycy?
                            Przykro mi ale akurat ten chory jest typowym przykladem na to ze kilkadziesiat procent pacjentoe wszedzie na swiecie zalecen lekarskich nie przestrzega. Ze skutkami latwymi do przewidzenia. Natomiast typowo polska maniera jest obarczanie wina lekarzy za postepowanie pacjenta, najchetniej obrzucajac konketne osoby wyzwiskami, samemu starannie zachowujac anonimowosc.
                            A zeby bylo smieszniej - w polskiej diabetologii sporo jest do poprawy, ale akurat niekoniecznie mozna ja naprawic ns podstawie informacji z intetnetu i telewizji. Nawet publicznej. Pewnie Ciebie zaskocze, ale organizacja leczenia cukrzykow jest bardzo skomplikowanym tematem. I chociaz wiele w kraju jeszcze jest do poprawy, to yez wcale na tle krajow zachodnich nie wypadamy tragicznie. Aczkolwiek moznaby by bylo lepiej - tu pelna zgoda.
                            --
                            "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                            • 31.10.11, 22:01 Odpowiedz
                              Nazwy bakterii spisałem z wyników badań.

                              Cukrzyca ojca jest wyrównana już od dawna podobnie jak ciśnienie. Poziom cukru jest przekroczony nieznacznie. Gdy trafił do szpitala na ścisłą dietę poziom cukru wynosił 100. Lekarz stwierdził, że należy zastanowić się czy należy mówić w tym przypadku o stopie cukrzycowej.
                              • 31.10.11, 23:27 Odpowiedz
                                W pierwszym poscie piszesz cytuje "nie trzeba bylo lekarza zeby stwierdzic ze jest to stopa cukrzycowa". Jest to stwierdzenie nieco naiwne. Piszac krotko - jezeli ktos ma raka nie oznacza to ze nie moze dostac np. zawalu. A stopy cukrzycowej akurat nie leczy sie bypassami... co nie zmienia faktu ze przyczyna akputacji byly wlasnie nahpewniej powiklania cukrzycy. No ale nie bede sie bawil tutaj w diagnozowanie na zasadzie gluchego telefonu.
                                To co sprawilo ze sie wdalem w ta dyskusje to fakt ze urzadzasz wlasnie sobie polowanko na czarownice - majac blade pojecie o medycynie wlasnie oskarzyles, osadziles i skazales lekarzy konkretnego szpitala. Ot, taki lincz. Ktoby tam sie w jakies procesy czy prawo do obrony bawil... W koncu jak sie wikipedie czytalo to przeciez sie juz wie o leczeniu wiecej niz te doktory...

                                I to jest najsmutniejsze. Mozna wiele poprawic w polskiej medycynie, ale poprawiac beda isoby ktore akurat domagaja sie leczenia innego niz lekarze sugeruja. I sa swiecie przekonani ze przeciez na pewno poprawia na lepiej, w koncu przecztali o tym dwie strony, a nie kilkadziesiat ksiazek... Najwazniejze w koncu to robic inaczej niz doktory i na pewno bedzie lepiej.

                                Za brak polskich czcionek przepraszam, ale poniekad jest on spowodowany wlasnie tym o czym pisalem powyzej.
                                --
                                "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                                • 01.11.11, 00:01 Odpowiedz
                                  Post ten napisany jest z punktu widzenia rodziny pacjenta. Tak jak oni widzą tę sprawę. Niestety inaczej nie można tego było napisać, ponieważ rodzina jest pozbawiona jakichkolwiek informacji na temat leczenia. Jest całkowicie ignorowana. Patrząc z innej strony to dobry sposób na uzyskanie chociaż trochę informacji.
                                  • 01.11.11, 19:34 Odpowiedz
                                    Stanowczo odradzam komukolwiek kiedykolwiek uzyskiwania porad internetowych w zakresie medycyny. Wiara ze tak mozna odpowiedzialnie leczyc chorego swiadczy o wyjatkowej naiwnosci. Co do kontaktu z lekarzem: w ogole sie nie dziwie ze ludzie uwazajacy zrobienie awantury lekarzowi za sposob uzyskania maja problemy ze zrozumieniem jej tresci. Tak to juz bywa jak sie wrzeszczy zamiast grzecznie pytac i sluchac. Zaskakujace jak to ludzie chca chamstwem kultury nauczac...
                                    Zas co dalszego przebiegu leczenia tego chorego zludzen nie mam - wbrew jego oczekiwaniom jego stan bedzie sie stopniowo pogarszal, za co wina zostanie obarczony ten lekarz z ktorym bedzie mial on kontakt.

                                    "Zaspokajanie naszych potrzeb musi być biznesem, bo inaczej te nasze potrzeby nie będą zaspokajane."
                              • 31.10.11, 23:37 Odpowiedz
                                > jest przekroczony nieznacznie. Gdy trafił do szpitala na ścisłą dietę poziom cu
                                > kru wynosił 100.

                                pojedynczy "normalny" poziom cukru (a nawet kilkukrotny) nie jest wyznacznikiem "wyrównanej cukrzycy" dotyczącym dłuższego czasu

                                czy ten pacjent w ogóle był po opieką poradni cukrzycowej??
                                w leczeniu cukrzycy największa rolę odgrywa EDUKACJA pacjenta i systematyczna kontrola postępowania (i oczywiście konsekwentne postęp[owanie lecznicze i dietetyczne) i pomoc gdy pacjent sobie nie radzi z powodu choćby na podeszły wiek
                                do powikłań nie doszła za dnia na dzień - skoro pacjent sobie nie radził to gdzie była rodzina by taką pomoc/opiekę/kontrolę mu zorganizować?

                                przepraszam ale odnoszę wrażenie że te podnoszone zarzuty są próbą uspokojenia własnego sumienia
                • 31.10.11, 12:56 Odpowiedz
                  Czy to co napisał slav_ jest wystarczająco jasne?
    • 31.10.11, 18:57 Odpowiedz
      Z tego co czytam to jedyny błąd jaki popełnił szpital to to,że nie pobrano wymazu. Na pewno nie wyszedł by jałowy,bo na pewno noga różami nie pachniała.
      Wogóle bardzo podobają mi się ludzie,którzy śledzą prasę i internet i wyszukują sensacji,jak chociażby to że lekarze aż rwią sie do amputowania stóp cukrzycowych. Do tej choroby człowiek się przyzwyczaja,najgorsze są jej powikłania,tak jak w przypadku pana taty.Nie jestem lekarzem,więc nie mogę wypowiadać się na temat leczenia.Ale znam niemal identyczny przypadek(rodzina)-osoba chora na cukrzycę,miażdżyca naczyń,Wiadomo w chorej nodze krew nie krąży jak powinna,nie dociera do palców,po jakimś czasie palce robią się czarne.Jest stała kontrola,leżenie w szpitalu,opatrunki,moczenia w jakimś środku odkażającym,konsultacja naczyniowa,przepychanie tętnic.30 seansów w komorze hiperbarycznej,było kilka serii.Pomogło tylko na jakiś czas.Niestety nogę trzeba było amputować,tzn najpierw były palce(lekarz mówł,że chcą jak najbardziej oszczędzająco),niestety ,to już było trochę za późno,nie goiło sie jak trzeba i ucięta noga została powyżej kolana. Myślę że najbardziej do tego sie przyczyniła miażdżyca. A dlatego uważam,że od razu powinna być ucięta więcej bo były już inne niepokojące objawy-raz wysoka a raz bardzo niska temperatura,jakieś objawy neurologiczne.
      Dodam jeszcze,że poziomy cukru w chorobie były bardzo rozchwiane.
      Na pewno taki chory po amputacji potrzebuje psychologa.Pacjenci nie mają chęci do życia,apetytu,nie ruszają się.Szybko może dojść do odleżyn,zwłaszcza przy miażdżycy.A na szpitalnym wikcie nie ma co oczekiwać że się przytyje. Nie ma zakazu odwiedzin,owoce czy coś innego na co chory ma ochotę zawsze można przywieźć.
      • 31.10.11, 19:35 Odpowiedz
        Można powiedzieć, że tylko brak wykonanej bakteriologii było błędem. Na popełnienie większej ilości błędów nie było okazji. Bo nic więcej nie wydarzyło się.

        Dwumiesięczne oczekiwania na interwencję chirurga też jest błędem. Nie wnikam jaka była tego przyczyna to nie moja sprawa. Pacjent jak dociera do lekarza to powinien otrzymać należytą pomoc.

        Wyżywienie w szpitalu jest i pacjent skorzysta z tego pod warunkiem, że może. Jeżeli nie może jeść samodzielnie to jego jedzenie wjeżdża do sali i po godzinie wyjeżdża z sali nietknięte. Nikt z personelu nie przejmuje się tym. Potem nic dziwnego, że pacjent traci kilkadziesiąt kilogramów. Oprócz tego wszystko jest ok. Wina pacjenta, że nie je. Najgorsze co spotkało pacjenta to nie amputacje bo wiadomo na dwoje babka wróżyła, ale najgorszy jest spadek masy ciała przez cały okres leczenia. Wszyscy uważają to za normalne.

        Zastanawiam się, czy przy takim spadku masy i anemii w ogóle jest możliwe wyleczenie nogi.
    • 31.10.11, 21:08 Odpowiedz
      Takie wypowiedzi pacjentów czy rodzin pacjentów powinny być obowiązkową lekturą kandydatów na medycynę. Aby byli świadomi, co ich czeka. Tę historię bym zatytułował:

      "Źle leczony wrośnięty paznokieć przyczyną amputacji stopy i wyniszczenia chorego."

      S.
      --
      Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
      Polen, erwache! (pol. Polsko, obudź się!)
      • 01.11.11, 08:58 Odpowiedz
        Ale pierniczycie.Nikomu nie rzuca się w oczy fakt braku komunikacji? To jest największy problem; najpierw lekarz bajający o 100 krokach /fakt nie taka była jego intencja ale jak widać wprowadził pacjenta w błąd/ potem lekarze w szpitalu wypowiadający się enigmatycznie albo wcale.Nie każdy musi sam leczyć sie via net i nie każdy ma taką możliwość a lekarze zachowują się jak kapłani egipscy nadęci "ponadwiedzą" .Co do jedzenia to tak jest; wjeżdżają talerze i wyjeżdżają - pełne. Na sali ze mną leżała kobieta lat ok 85 po masywnym urazie głowy i ze złamaną kością udową - nie jadła bo nie mogła dosięgnąć do talerza i za bardzo się ruszać /zawroty głowy/ - a głodna była oj była, jak się zorientowałyśmy po dobie to ja karmiłyśmy. A wieczorem jak przyszła córka to powiedziała z wyrzutem do chorej; Pielęgniarka mówi że mamusia nie je! Nie można tak! O kurcze, naprawdę?
        • 01.11.11, 10:39 Odpowiedz
          kozica111 napisała:

          > Ale pierniczycie.
          > Nikomu nie rzuca się w oczy fakt braku komunikacji? To jest na
          > jwiększy problem;
          Jeśli polish_shit rozmawiał z lekarzami w takim tonie w jakim rozpoczął wątek, to unikanie kontaktu z nim raczej nie powinno dziwić. Dziwić powinno, że osoba mająca pretensje o wszystko oczekuje rzeczowych wyjaśnień. Przecież polish-shit wie więcej od lekarzy, bo przeczytał w wikipedii i usłyszał w telewizji. Więc jakich niby informacji oczekuje?

          > najpierw lekarz bajający o 100 krokach /fakt nie taka była je
          > go intencja ale jak widać wprowadził pacjenta w błąd/ potem lekarze w szpitalu
          > wypowiadający się enigmatycznie albo wcale.
          Wielokrotnie słyszałem o różnych rewelacjach, rzekomo podawanych przez lekarzy. Bardzo szybko okazywało się, że w karcie informacyjnej ze szpitala jest napisane coś zupełnie przeciwnego niż "lekarz powiedział". I pacjent w żaden sposób nie potrafił wyjaśnić jak to możliwe.
          Rozumiem, że pacjenci, którzy rozsmarowują czopki na chlebie dostali takie zalecenie od lekarza, prawda?

          >Nie każdy musi sam leczyć sie via ne
          > t i nie każdy ma taką możliwość
          Ależ autor wątku leczy się via net. I nawet tą wiedzę propaguje. Muszę przyznać, że leczenie cukrzycy dietą owocową to dla mnie rewelacja, ale ja głupi doktor jestem i mnie uczono, że cukry proste są w cukrzycy przeciwwskazane.

          > lekarze zachowują się jak kapłani egipscy nad
          > ęci "ponadwiedzą" .
          Lekarze najczęściej zachowują się adekwatnie do zachowania pacjenta lub jego rodziny. Proponuję jeszcze raz przeczytać post otwierający wątek.

          >Co do jedzenia to tak jest; wjeżdżają talerze i wyjeżdżają -
          > pełne. Na sali ze mną leżała kobieta lat ok 85 po masywnym urazie głowy i ze z
          > łamaną kością udową - nie jadła bo nie mogła dosięgnąć do talerza i za bardzo s
          > ię ruszać /zawroty głowy/ - a głodna była oj była, jak się zorientowałyśmy po d
          > obie to ja karmiłyśmy.
          No to jest wielkie wydarzenie, że pacjent pomógł sąsiadowi. Przecież wszystko powinny robić pielęgniarki, w końcu to służba.

          >A wieczorem jak przyszła córka to powiedziała z wyrzutem
          > do chorej; Pielęgniarka mówi że mamusia nie je! Nie można tak! O kurcze, napra
          > wdę?
          Miałbym raczej pretensje do rodziny, która się nie zajmuje pacjentką, niż do 2 pielęgniarek na 60 łóżkowym oddziale.
          • 01.11.11, 11:15 Odpowiedz
            "Jeśli polish_shit rozmawiał z lekarzami w takim tonie w jakim rozpoczął wątek,
            > to unikanie kontaktu z nim raczej nie powinno dziwić. Dziwić powinno, że osoba
            > mająca pretensje o wszystko oczekuje rzeczowych wyjaśnień. Przecież polish-shit
            > wie więcej od lekarzy, bo przeczytał w wikipedii i usłyszał w telewizji. Więc
            > jakich niby informacji oczekuje?"

            A może rozmawiał normalnie, a raczej próbował rozmawiać bo jak sam mówi nie było odpowiedzi a raczej wyjaśnień, a wystarczyło gdyby lekarz przytoczył kilka faktów które pojawiły się między innymi w tym wątku.

            "Wielokrotnie słyszałem o różnych rewelacjach, rzekomo podawanych przez lekarzy.
            > Bardzo szybko okazywało się, że w karcie informacyjnej ze szpitala jest napisa
            > ne coś zupełnie przeciwnego niż "lekarz powiedział". I pacjent w żaden sposób n
            > ie potrafił wyjaśnić jak to możliwe"

            Nic w tym dziwnego, bardzo możliwe - laik nie musi zrozumieć profesjonalisty gdy ten posługuje sie słownictwem medycznym, niemniej można wytłumaczyć pewne sprawy przystępnie, jeśli się chce oczywiście.


            "Muszę przyznać
            > , że leczenie cukrzycy dietą owocową to dla mnie rewelacja, ale ja głupi doktor
            > jestem i mnie uczono, że cukry proste są w cukrzycy przeciwwskazane."

            W diecie warzywno owocowej należy spożywać warzywa nisko skrobiowe lub bez skrobiowe, z owoców w niewielkich /!/ ilościach dopuszczone są tylko jabłka i grejpfruty.

            "Miałbym raczej pretensje do rodziny, która się nie zajmuje pacjentką, niż do 2
            > pielęgniarek na 60 łóżkowym oddziale."

            Oczywiście - tu nie rzecz w tym że pielęgniarka nie jest w stanie nakarmić każdego, ale w tym że informacja podana w formie' mama nie chce jeść" a w formie " mama ma problem z samodzielnym jedzeniem" bardzo się różni...Rodzina jak pacjentki wskazały przyczynę zrobiła częstsze dyżury, nie mieli pretensji że pielęgniarka nie wyrabia ale że brak było sensownej informacji.
            • 01.11.11, 12:26 Odpowiedz
              kozica111 napisała:

              > A może rozmawiał normalnie, a raczej próbował rozmawiać bo jak sam mówi nie był
              > o odpowiedzi a raczej wyjaśnień, a wystarczyło gdyby lekarz przytoczył kilka fa
              > któw które pojawiły się między innymi w tym wątku.
              Na jakiej podstawie mam uważać, że osoba pisząca:
              "I w tym miejscu należałoby powtórzyć pytanie zawarte w tytule. Czy to jeszcze szpital czy już miejsce kaźni? Większość osób potrafi sama na nie odpowiedzieć."
              rozmawiała normalnie? Bo tekst jak powyżej każe mi w to wątpić.

              > Nic w tym dziwnego, bardzo możliwe - laik nie musi zrozumieć profesjonalisty gd
              > y ten posługuje sie słownictwem medycznym, niemniej można wytłumaczyć pewne spr
              > awy przystępnie, jeśli się chce oczywiście.

              1. Ciekawe, ponieważ tekst w karcie informacyjnej zawsze okazuje się być zrozumiały.
              2. Pani z tego artykułu także nie rozumiała zaleceń, bo były przekazane niezrozumiałym, medycznym językiem?

              > W diecie warzywno owocowej należy spożywać warzywa nisko skrobiowe lub bez skro
              > biowe, z owoców w niewielkich /!/ ilościach dopuszczone są tylko jabłka i grejp
              > fruty.
              Więc jest to dieta warzywna. Będziesz mnie przekonywać, że głodówki skutkujące utratą 10 kilogramów w krótkim czasie są w cukrzycy wskazane?


              > "Miałbym raczej pretensje do rodziny, która się nie zajmuje pacjentką, niż do 2
              > > pielęgniarek na 60 łóżkowym oddziale."
              >
              > Oczywiście - tu nie rzecz w tym że pielęgniarka nie jest w stanie nakarmić każd
              > ego, ale w tym że informacja podana w formie' mama nie chce jeść" a w formie "
              > mama ma problem z samodzielnym jedzeniem" bardzo się różni...Rodzina jak pacjen
              > tki wskazały przyczynę zrobiła częstsze dyżury, nie mieli pretensji że pielęgni
              > arka nie wyrabia ale że brak było sensownej informacji.
              "A wieczorem jak przyszła córka to powiedziała z wyrzutem do chorej; Pielęgniarka mówi że mamusia nie je!"
              Albo nie potrafisz poprawnie zbudować zdania w języku polskim, albo czynisz zarzuty wyłącznie na podstawie relacji córki. Słyszałaś co mówiła pielęgniarka, czy wyłącznie to co mówiła córka?
              • 01.11.11, 14:51 Odpowiedz
                W sprawach formalnych chcę poinformować, że wystąpiłem o zamknięcie wątku bo poziom niektórych komentarzy jest jaki jest. Dopóki jednak moderator go nie zamknął to ustosunkuję się do wypowiedzi 0.9.

                Lekarz pierwszego kontaktu w moim przypadku nie postawił diagnozy cukrzyca tylko kazał zgłosić się na badania kontrolne za trzy miesiące.
                Skąd Pan wie, że 10 kg zrzuciłem w krótkim czasie. Te 10 kg zrzuciłem w pół roku w kilku cyklach z zastosowaniem diety. Dieta ta składa się głównie z warzyw a owoce to jabłka, grapefruity i cytryny. Po raz kolejny feruje Pan wyroki nie mając żadnych informacji. Nie zadał Pan ani jednego pytania.

                Na temat kontaktu z lekarzem. Był jeden na samym początku gdy pacjent trafił po raz pierwszy do szpitala.
                Pacjent trafia na oddział w piątek. Z piątku na sobotę zabieg. Rodzina pojawia się w sobotę ok. południa. Pacjent półprzytomny. Prośba o kontakt z lekarzem. Chcemy dowiedzieć się cokolwiek o zabiegu i ewentualnej przyszłości. Pojawia się lekarz po kilku prośbach. Wchodzi nadęty król i władca. Podchodzi do łóżka ogląda tabliczkę przy łóżku pacjenta. Ciska nią (tak, że mało nie urywa się) i wychodzi bez słowa. Na komentarz, że niestety są lekarze, którzy psują opinię całemu środowisku lekarskiemu, wchodzi ponownie. Znów bierze do ręki tabliczkę ogląda ją, oświadcza, że pacjent przewidziany jest do wypisu za dwa dni, ponownie ciska nią i wychodzi. Tak wyglądał pierwszy i jedyny mój kontakt z lekarzem. Po raz kolejny nie miał Pan żadnych informacji i po raz kolejny snuje pan przypuszczenia.
                • 01.11.11, 15:38 Odpowiedz
                  polish_shit2 napisał:

                  > W sprawach formalnych chcę poinformować, że wystąpiłem o zamknięcie wątku bo po
                  > ziom niektórych komentarzy jest jaki jest.
                  Istotnie poziom niektórych wypowiedzi jest poniżej krytyki. Wypowiedź otwierająca wątek jest pod tym względem poza konkurencją.

                  >Dopóki jednak moderator go nie zamkn
                  > ął to ustosunkuję się do wypowiedzi 0.9.

                  > Lekarz pierwszego kontaktu w moim przypadku nie postawił diagnozy cukrzyca tylk
                  > o kazał zgłosić się na badania kontrolne za trzy miesiące.
                  > Skąd Pan wie, że 10 kg zrzuciłem w krótkim czasie. Te 10 kg zrzuciłem w pół rok
                  > u w kilku cyklach z zastosowaniem diety. Dieta ta składa się głównie z warzyw a
                  > owoce to jabłka, grapefruity i cytryny. Po raz kolejny feruje Pan wyroki nie m
                  > ając żadnych informacji. Nie zadał Pan ani jednego pytania.

                  Pod koniec marca 2011 r. na ostry dyżur do Szpitala Bielańskiego trafia pacjent z wrośniętym paznokciem dużego palca w prawej nodze
                  i
                  Ponieważ w mojej rodzinie jest osoba z powikłaniami cukrzycowymi zainteresowałem się sprawą i zacząłem czytać. Znalazłem dietę w internecie tzw. głodówkę owocowo-warzywną.
                  Od końca marca do końca października minęło aż 7 miesięcy. Mogę tylko pogratulować błyskawicznego zainteresowania się swoim stanem zdrowia i rozpoczęciem natychmiastowego leczenia dietą. Szkoda tylko, że w bajki już dawno przestałem wierzyć.
                  Proponowałbym także sprawdzić znaczenie słowa głodówka. Po głodówce trwającej 6 miesięcy nie traci się 10 kilogramów. Umiera się znacznie wcześniej.

                  > Na temat kontaktu z lekarzem. Był jeden na samym początku gdy pacjent trafił po
                  > raz pierwszy do szpitala.
                  > Pacjent trafia na oddział w piątek. Z piątku na sobotę zabieg. Rodzina pojawia
                  > się w sobotę ok. południa. Pacjent półprzytomny. Prośba o kontakt z lekarzem. C
                  > hcemy dowiedzieć się cokolwiek o zabiegu i ewentualnej przyszłości. Pojawia się
                  > lekarz po kilku prośbach. Wchodzi nadęty król i władca. Podchodzi do łóżka ogl
                  > ąda tabliczkę przy łóżku pacjenta. Ciska nią (tak, że mało nie urywa się) i wyc
                  > hodzi bez słowa. Na komentarz, że niestety są lekarze, którzy psują opinię całe
                  > mu środowisku lekarskiemu, wchodzi ponownie. Znów bierze do ręki tabliczkę oglą
                  > da ją, oświadcza, że pacjent przewidziany jest do wypisu za dwa dni, ponownie c
                  > iska nią i wychodzi. Tak wyglądał pierwszy i jedyny mój kontakt z lekarzem. Po
                  > raz kolejny nie miał Pan żadnych informacji i po raz kolejny snuje pan przypusz
                  > czenia.
                  Zapomniał pan napisać, że lekarz jeszcze was opluł – byłoby barwniej. O tym jakie bzdury na temat zachowania lekarzy wypisują pacjenci pisałem wielokrotnie. Tutaj jeden z przykładów.

                  A informacji przekazał pan znacznie więcej niż się panu wydaje.
                  • 01.11.11, 15:49 Odpowiedz
                    Nawet Pan nie przypuszcza jacy są lekarze. Chyba niewielu ich Pan zna. Od samego początku jest Pan nastawiony na nie i za wszelką cenę broni swoich kolegów z branży. Mógłbym napisać jeszcze jak wyglądała rozmowa z ordynatorem, ale po co i tak Pan wie lepiej.
                    • 01.11.11, 16:19 Odpowiedz
                      polish_shit2 napisał:

                      > Nawet Pan nie przypuszcza jacy są lekarze.
                      Myli się pan. Wiem jacy są lekarze. Wiem także jacy są pacjenci i ich rodziny.

                      >Chyba niewielu ich Pan zna.
                      W szpitalu bielańskim rzeczywiście nikogo.

                      > Od sameg
                      > o początku jest Pan nastawiony na nie i za wszelką cenę broni swoich kolegów z
                      > branży.
                      Wytknąłem panu brak wiedzy i błędy w ocenie sytuacji, na podstawie których bezpodstawnie oskarża pan lekarzy aktualnie leczących chorego. Zresztą nawet informacje z wikipedii jakoś nie chcą pasować do pańskich rewelacji. Sugeruje pan, że wikipedia także jest redagowana przez lekarski beton?

                      >Mógłbym napisać jeszcze jak wyglądała rozmowa z ordynatorem, ale po co
                      > i tak Pan wie lepiej.
                      Obawiam się, że ordynator także mógłby o panu co nieco napisać. I nie byłyby to ciepłe słowa.
                      • 01.11.11, 20:56 Odpowiedz
                        Jezeli jest tak dobrze i lekarze polscy (w PL) sa ą i ę to dlaczego jest jednoczesnie tak zle...?

                        Czyz to nie typowo polski (jak sie wydaje) syndrom milczacego lekarza i potulnego pacjenta *) powoduje, ze kwitna u was fora dot. zdrowia, w tym szczegolnie fora onkologiczne ?

                        -----
                        *) okreslenie nie moje. Uzyl go po raz pierwszy Turpin, polski patolog pracujacy w UK
                        • 02.11.11, 10:44 Odpowiedz
                          osmanthus napisała:

                          > Jezeli jest tak dobrze i lekarze polscy (w PL) sa ą i ę to dlaczego jest jednoc
                          > zesnie tak zle...?
                          A jak gdzieś napisałem, że lekarze są ą i ę? Nie. Napisałem że wie jacy są lekarze. A są różni. Napisałem także że wiem jacy są pacjenci i ich rodziny. To co maja do powiedzenia w najlepszym przypadku należy podzielić na cztery.

                          > Czyz to nie typowo polski (jak sie wydaje) syndrom milczacego lekarza i
                          > potulnego pacjenta
                          *) powoduje, ze kwitna u was fora dot. zdrowia, w tym
                          > szczegolnie fora onkologiczne ?
                          Syndrom milczącego lekarza i potulnego pacjenta na pewno istnieje. Jest wynikiem wieloletniego patryjarchalnego traktowania pacjentów przez lekarzy, za ich zgodą i aprobatą. Zresztą do tej pory od starszych pacjentów słyszy się 'Ja wolę żeby to pan doktor zadecydował".
                          Jest także wynikiem nadmiernej ilości obowiązków. Kiedyś o tym dyskutowaliśmy. Przeczytaj co napisałaś.


                          Ale. (Pacjent) Leki zażywał z dokładnością szwajcarskiego zegarka. Niestety przy okazji zażywania leków palił i nie pilnował diety.

                          Zapewne lekarz nie przekazał mu informacji o konieczności stosowania diety i ruchu – podstawa w leczeniu cukrzycy t2.
                          Czyżby? Pierwszy z brzegu przykład.

                          Jakiemu procentowi ze skonsultowanych pacjentów, lekarz zalecił aktywność fizyczną? 85.05%
                          Jaki procent pacjentów wykonuje ćwiczenia zalecone przez lekarza? 53,55 %
                          Prawie połowa nie stosuje się do zaleceń – milczący lekarz?
                          Ale za to
                          Jaki procent osób z ChUK ocenia swój styl życia jako zdrowy? 76.4%

                          Pacjenci nie stosują się do zaleceń lekarzy bo uważają lekarzy w Polsce za bandę niedouczonych idiotów, którzy są tylko po to by wypisać receptę na lek żądany przez pacjenta, albo zwolnienie - bo muszą rodzinę w Anglii odwiedzić. Leczyć wolą się okładami z kapusty, cudownymi preparatami przeciwrakowymi, urynoterapią, albo głodówkami – jak autor wątku*. A każde niepowodzenie leczenia - również zawinione przez samego pacjenta - tłumaczą błędem lekarskim. Jesteś na forum za długo żeby tego nie zauważyć. Napisz proszę, czy w Australii można tak łatwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce?



                          -------
                          * Informacje o właściwej diecie i ruchu jako podstawy leczenia nietolerancji glukozy można znaleźć w internecie nie trudniej niż 'cudowne diety'.
                          • 04.11.11, 15:05 Odpowiedz
                            0.9_procent napisal:

                            > (...) Pacjenci nie stosują się do zaleceń lekarzy bo uważają lekarzy w Polsce za bandę
                            > niedouczonych idiotów, którzy są tylko po to by wypisać receptę na lek żądany
                            > przez pacjenta, albo zwolnienie - bo muszą rodzinę w Anglii odwiedzić. (...)

                            Z tym i tylko z tym sie nie zgadzam: Przyczyne nie stosowania sie polskich
                            pacjentow do zalecen lekarskich upatruje zupelnie w czym innym.
                            Nie chodzi o to, ze Polacy nie wierza w kompetencje lekarzy, ale o to,
                            ze nie ceni sie tego, za co sie nie placi. I oni nie cenia.

                            I dlatego tak kapitalne pozytywne znaczenie dla zdrowia Polakow mialoby wprowadzenie
                            oficjalnych odplatnosci w opiece zdrowotnej. Wprowadzenie czegos przed czym Polacy
                            bronia sie jak przed zaraza!

                            Nawiasem mowiac caly ten autor watku (jego login przywodzi mi na mysl zrodlo
                            zakazenia Enterecoccus foecalis), nawet nie wspomnial, uzalajac sie nad zlym kontaktem
                            z lekarzami, o honorowej metodzie poprawy tego kontaktu.
                            Skapy dwa razy traci...

                            --
                            Virtus in minima perficitur.
                            • 04.11.11, 21:31 Odpowiedz
                              st.lucas napisał:
                              > Nawiasem mowiac caly ten autor watku (jego login przywodzi mi na mysl zrodlo
                              > zakazenia Enterecoccus foecalis),

                              Plama Sw Łukaszu, fatalna plama.
                              Chciales byc zlosliwy ale ci nie wyszlo.
                              Duza, czerwona 2 z łaciny (bo to zdecydowanie nie byl omskniety palec na klawiaturze).
                              Za kare napiszesz 100x :

                              Enterecoccus fAecalis


                            • 05.11.11, 09:48 Odpowiedz
                              st.lucas napisał:

                              > Nie chodzi o to, ze Polacy nie wierza w kompetencje lekarzy
                              Polemizowałbym, czy nieustanne oskarżenia o błędy lekarskie wynikają z wiary w kompetencje lekarzy.

                              > , ale o to,
                              > ze nie ceni sie tego, za co sie nie placi. I oni nie cenia.
                              Tutaj pełna zgoda.
                              • 07.11.11, 18:31 Odpowiedz
                                0.9_procent napisał:

                                > st.lucas napisał:
                                >
                                > > Nie chodzi o to, ze Polacy nie wierza w kompetencje lekarzy
                                > Polemizowałbym, czy nieustanne oskarżenia o błędy lekarskie wynikają z wiary w
                                > kompetencje lekarzy.

                                Oskarzenia o bledy to na ogol oskarzenia nie o niewiedze, ale o olewanie.

                                > > , ale o to,
                                > > ze nie ceni sie tego, za co sie nie placi. I oni nie cenia.
                                > Tutaj pełna zgoda.

                                Concordia tota!

                                --
                                Virtus in minima perficitur.
                          • 07.11.11, 21:47 Odpowiedz
                            0.9_procent napisał:

                            . Napisz proszę, czy w Australii można tak
                            > łatwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce?

                            Owszem mozna i to calkiem latwo. Do tego lekarz powinien miec anielska cierpliwosc wobec pacjentow, ktorzy wszystko wiedza lepiej, sa nafaszerowani wiadomosciami z netu i laza od lekarza do lekarza po tzw second opinion.
                            • 08.11.11, 20:57 Odpowiedz
                              iza42 napisała:

                              > 0.9_procent napisał:
                              >
                              > . Napisz proszę, czy w Australii można tak
                              > > łatwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce?
                              >
                              > Owszem mozna i to calkiem latwo. Do tego lekarz powinien miec anielska cierpli
                              > wosc wobec pacjentow, ktorzy wszystko wiedza lepiej, sa nafaszerowani wiadomosc
                              > iami z netu i laza od lekarza do lekarza po tzw second opinion.

                              A niech laza, byle placili!

                              Roznica pomiedzy specjalista polskim, a australijskim jest taka,
                              ze ten polski ma w garazu, o ile ma garaz, niezbyt nowego gruchota,
                              a australijski ma "standardowo" wille (nie dom, tylko WILLE) ze sluzba,
                              jacht, kilka dobrych samochodow i samolot.
                              Trudno w tej sytuacji nie chciec byc cierpliwym.

                              --
                              Virtus in minima perficitur.
                              • 08.11.11, 22:15 Odpowiedz
                                st.lucas napisał:

                                > Roznica pomiedzy specjalista polskim, a australijskim jest taka,
                                > ze ten polski ma w garazu, o ile ma garaz, niezbyt nowego gruchota,
                                > a australijski ma "standardowo" wille (nie dom, tylko WILLE) ze sluzba,

                                A jaka jest (wg sw Lukasza) roznica miedzy domem a willa?

                                Musze Cie zmartwic - sluzby w Australii w zasadzie nie ma.

                                > jacht, kilka dobrych samochodow i samolot.

                                Posiadanie jachtu tutaj nie jest zadnym ewenementem.


                                Samochody sluza do jezdzenia a nie do szpanowania.


                                Samolot mozna wynajac.


                                Generalnie w Australii nie szpanuje sie bogactwem.

                                Ale teraz juz widac co Cie trapi i jakie masz kompleksy.

                                Aha, wizyta u specjalisty kosztuje $200-250 dolarow i trzeba miec do niego skierowanie od GP



                                • 08.11.11, 22:57 Odpowiedz
                                  osmanthus napisała:


                                  > Samochody sluza do jezdzenia a nie do szpanowania.

                                  ...przypomina mi to pewnego mojego znajomego, który zawsze twierdził, iż samochód jest jedynie środkiem lokomocji. Efekt nieco psuje fakt, iż na żaden do tej pory nie zarobił...;)
                                • 08.11.11, 23:20 Odpowiedz
                                  osmanthus napisała:

                                  > st.lucas napisał:
                                  >
                                  > > Roznica pomiedzy specjalista polskim, a australijskim jest taka,
                                  > > ze ten polski ma w garazu, o ile ma garaz, niezbyt nowego gruchota,
                                  > > a australijski ma "standardowo" wille (nie dom, tylko WILLE) ze sluzba,
                                  >
                                  > A jaka jest (wg sw Lukasza) roznica miedzy domem a willa?

                                  Czy musze ja tlumaczyc INTELIGENTOWI, naprawde?
                                  Skoro naprawde tego chcesz. to Ci napisze.

                                  > Musze Cie zmartwic - sluzby w Australii w zasadzie nie ma.

                                  A co to w tym przypadku jest "w zasadzie"?

                                  > > jacht, kilka dobrych samochodow i samolot.
                                  >
                                  > Posiadanie jachtu tutaj nie jest zadnym ewenementem.

                                  Podobnie jak i w Norwegii.
                                  Wiem, ze Australia tak jak i Norwegia to jeden z najbogatszych krajow.
                                  A zasobnosc lekarza jest zawsze w jakiejs mierze funkcja zasobnosci spoleczenstwa.
                                  Niemniej jednak nie zmienia to faktu, ze w Australii lekarze na ogol jachty maja,
                                  a w Polsce nie!

                                  > Samochody sluza do jezdzenia a nie do szpanowania.

                                  Niektorzy je tez np. kolekcjonuja.
                                  A niektorzy do roznych okazji uzywaja roznych samochodow ...o ile je maja!

                                  > Samolot mozna wynajac.

                                  Mozna. Ale mozna tez miec wlasny.
                                  No i lekarze australijscy wola na ogol nie wynajmowac. Stac ich...

                                  > Generalnie w Australii nie szpanuje sie bogactwem.

                                  Nie twierdzilem, ze jest inaczej.

                                  > Ale teraz juz widac co Cie trapi i jakie masz kompleksy.

                                  ...psychoanalityk jakis czy co?

                                  > Aha, wizyta u specjalisty kosztuje $200-250 dolarow i trzeba miec do niego skie
                                  > rowanie od GP


                                  No i o to wlasnie chodzi.

                                  --
                                  Virtus in minima perficitur.
                                • 09.11.11, 09:43 Odpowiedz
                                  osmanthus napisała:

                                  > Generalnie w Australii nie szpanuje sie bogactwem.

                                  Aha. A płaci się doktorom w tej Australii, czy - jak w Polsce - mówi o powołaniu i przysiędze Hipochondryka, czy jak mu tam było?
                            • 09.11.11, 09:40 Odpowiedz
                              iza42 napisała:

                              > Owszem mozna i to calkiem latwo. Do tego lekarz powinien miec anielska cierpli
                              > wosc wobec pacjentow, ktorzy wszystko wiedza lepiej, sa nafaszerowani wiadomosc
                              > iami z netu i laza od lekarza do lekarza po tzw second opinion.

                              Widzę pewna różnicę między zasięganiem opinii innego lekarza, a pisaniem paszkwili na doktora, nierzadko wymienionego z nazwiska na kwitnących forach internetowych. Kwitnących w Polsce, nie w Australii.
                              BTW Czy określenie konował jest w Australii równie popularne jak w Polsce?
                              • 10.11.11, 10:56 Odpowiedz
                                0.9_procent napisał:

                                > Widzę pewna różnicę między zasięganiem opinii innego lekarza, a pisaniem paszkw
                                > ili na doktora, nierzadko wymienionego z nazwiska na kwitnących forach interneto
                                > wych
                                . Kwitnących w Polsce, nie w Australii.
                                > BTW Czy określenie konował jest w Australii równie popularne jak w Polsce?

                                Nie sledze tego co pisza pacjenci na forach internetowych w Australii, generalnie lekarze sa tam bardziej szanowani niz w Polsce, to fakt. Slowo konowal chyba po angielsku nie istnieje , przynajmniej nie znam. Co nie zmienia faktu, ze poskarzyc sie na lekarza jest bardzo latwo i sa do tego odpowiednie procedury o czym informuja ulotki typu consumer rights dostepne
                                w kazdej placowce sluzby zdrowia. Tylko mala ilosc skarg siega wyzszej instantcji bo sa rozwiazywane lokalnie. Glownym powodem skarg jest malo efektywne komunikowanie sie z pacjentem. Czytajac ten watek rowniez wydaje mi sie , ze gdyby lekarze w szpitalu Bielanskim troche wiecej wyjasnili pacjentowi i rodzinie to moze byloby troche mniej goryczy.
                                • 11.11.11, 23:57 Odpowiedz
                                  iza42 napisała:

                                  > Nie sledze tego co pisza pacjenci na forach internetowych w Australii, generaln
                                  > ie lekarze sa tam bardziej szanowani niz w Polsce, to fakt. Slowo konowal chyb
                                  > a po angielsku nie istnieje , przynajmniej nie znam.
                                  No właśnie.

                                  >Co nie zmienia faktu, ze
                                  > poskarzyc sie na lekarza jest bardzo latwo i sa do tego odpowiednie procedury o
                                  > czym informuja ulotki typu consumer rights dostepne
                                  > w kazdej placowce sluzby zdrowia.
                                  Każdy zakład leczniczy w Polsce jest zobowiązany do wywieszenia w widocznym miejscu informacji o prawach przysługujących pacjentowi – w praktyce karty praw pacjenta.
                                  W każdym wojewódzkim oddziale NFZ jest stanowisko rzecznika praw pacjenta.
                                  Więc większej różnicy nie widzę.

                                  >Tylko mala ilosc skarg siega wyzszej instantc
                                  > ji bo sa rozwiazywane lokalnie.
                                  W Polsce także są rozwiązywane lokalnie, np. w lokalnej (rejonowej) prokuraturze. Choć fora internetowe i gazety mają raczej ogólnopolski zasięg. Rzecznik praw pacjenta ma chyba niewiele pracy, bo skargi nie zawierające imienia i nazwiska zgłaszającego nie są rozpatrywane.

                                  > Glownym powodem skarg jest malo efektywne komu
                                  > nikowanie sie z pacjentem. Czytajac ten watek rowniez wydaje mi sie , ze gdyby
                                  > lekarze w szpitalu Bielanskim troche wiecej wyjasnili pacjentowi i rodzinie to
                                  > moze byloby troche mniej goryczy.
                                  Ja dokładnie wiem jak się rozmawia z doktorami z klyniki, wielokrotnie miałem okazję rozmawiać.
                                  Jednak:
                                  1. Wiem jak się rozmawia z rodzinami pacjentów. I wiem ile rodzin chce zrozumieć co się do nich mówi, a ile uważa, że jeśli pacjent nie wyzdrowiał w ciągu 2 dni, to doktor na pewno coś spieprzył i trzeba go opier.dolić.
                                  2. Również na tym forum padały stwierdzenia lekarzy , że w pracy za granicą wyżej od lepszych zarobków cenią sobie brak kontaktu z ‘kochanymi polskimi pacjentami’.
                                  3. Zapewne w ramach dezinformowania pacjenta i jego rodziny zamazano także nazwy zlecanych leków. Wiadomo jedyne, że były śmieszne.
                                  4. Autor wątku sam pisze, że dobrze zna informacje, które mu podałem oraz zacytowałem z 'wiarygodnego internetowego źródła' – wikipedii. Jednak nie przeszkadza mu to pluć jadem na doktorów i pisać bzdury.
                                  Więc ?
                                  • 13.11.11, 06:08 Odpowiedz
                                    0.9_procent napisał:

                                    > Każdy zakład leczniczy w Polsce jest zobowiązany do wywieszenia w widocznym mie
                                    > jscu informacji o prawach przysługujących pacjentowi – w praktyce karty p
                                    > raw pacjenta.
                                    > W każdym wojewódzkim oddziale NFZ jest stanowisko rzecznika praw pacjenta.
                                    > Więc większej różnicy nie widzę.
                                    To bardzo dobrze, ze tak jest. Nie chodzilo mi o podkreslanie roznic, tylko wyjasnienie, ze poskarzyc sie na lekarza jest latwo rowniez w Australii.

                                    > W Polsce także są rozwiązywane lokalnie, np. w lokalnej (rejonowej) prokuraturz
                                    > e. Choć fora internetowe i gazety mają raczej ogólnopolski zasięg. Rzecznik pra
                                    > w pacjenta ma chyba niewiele pracy, bo skargi nie zawierające imienia i nazwisk
                                    > a zgłaszającego nie są rozpatrywane.

                                    Twierdzisz, ze kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce zajmuje sie prokuratior? To rzeczywiscie dziwny sposob zalatwiania spraw!
                                    >

                                    > Ja dokładnie wiem jak się rozmawia z doktorami z klyniki, wielokrotnie miałem o
                                    > kazję rozmawiać.
                                    > Jednak:
                                    > 1. Wiem jak się rozmawia z rodzinami pacjentów. I wiem ile rodzin chce zrozumie
                                    > ć co się do nich mówi, a ile uważa, że jeśli pacjent nie wyzdrowiał w ciągu 2 d
                                    > ni, to doktor na pewno coś spieprzył i trzeba go opier.dolić.

                                    Wydaje Ci sie, ze wiesz z gory jak dany czlowiek zareaguje w pewnej sytuacji, bo twierdzisz, ze znasz ludzi, zarowno lekarzy z "klyniki" jak i pacjentow . I to jest problem.

                                    > 2. Również na tym forum padały stwierdzenia lekarzy , że w pracy za granicą wyż
                                    > ej od lepszych zarobków cenią sobie brak kontaktu z ‘kochanymi polskimi
                                    > pacjentami’.

                                    Nie wiem, ja nigdy niczego takiego nie napisalam. Poza tym mam kontakt z polskimi pacjentami w Australii i nie wcale sie na nich nie skarze.
                                    • 13.11.11, 15:42 Odpowiedz
                                      iza42 napisała:

                                      > To bardzo dobrze, ze tak jest. Nie chodzilo mi o podkreslanie roznic, tylko wy
                                      > jasnienie, ze poskarzyc sie na lekarza jest latwo rowniez w Australii.
                                      Ale mnie nie chodzi o możliwość złożenia oficjalnej skargi, a o połajanki na forach. To zasadnicza różnica i nie udawaj, że nie wiesz o co chodzi.

                                      > Twierdzisz, ze kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce zajmuje sie proku
                                      > ratior? To rzeczywiscie dziwny sposob zalatwiania spraw!
                                      Twierdzę, że każda? A możesz wskazać w którym miejscu? Twierdzę, że typowo polska. Pacjent lub jego rodzina ma wątpliwości i zgłasza to w prokuraturze, a prokuratura 'sprawdza czy lekarz nie popełnił błędu'. W Australii też tak jest?

                                      > Wydaje Ci sie, ze wiesz z gory jak dany czlowiek zareaguje w pewnej sytuacji, b
                                      > o twierdzisz, ze znasz ludzi, zarowno lekarzy z "klyniki" jak i pacjentow . I t
                                      > o jest problem.
                                      Już to czytałem. Wiem, chociaż nie zadałem żadnego pytania. Odpowiem tak samo. W bajki już dawno nie wierzę.
                                      Rozmawiałem z pacjentami wystarczająco wiele razy by nie mieć wątpliwości, że gdy rodzina pacjenta zaczyna rozmowę tak jak zaczyna się wątek, to o spokojnym poinformowani i stanie pacjenta i rokowaniu można zapomnieć.

                                      Co do doktorów z klinik. Zawsze kiedy rozmowa była uprzejma okazywało się, że "niestety nie mamy miejsc". W przytłaczającej większości przypadków przekazanie pacjenta poprzedzone było przepychanką słowną. Do tego stopnia, że zaproponowano mi "przetrzymanie pacjenta jeszcze trochę, bo za 4 godziny dyżur ma następny oddział". Pacjent miał pękającego tętniaka aorty. Zapowiedź kontaktu z konsultantem wojewódzkim natychmiast rozwiązała problem.

                                      Ale ponieważ "wiem jak się rozmawia z doktorami z klyniki" jest jak widać zbyt trudne do zrozumienia napiszę inaczej. Wiem, że rozmowa z doktorami w klinikach nie jest łatwa. Ale jak się ja zaczyna od pretensji, to staje się wyraźnie trudniejsza.

                                      > Nie wiem, ja nigdy niczego takiego nie napisalam.
                                      Wydaje ci się, że jesteś jedynym lekarzem pracującym za granicą? Bo z tych na forum nieliczni pracują w Polsce.

                                      > Poza tym mam kontakt z polski
                                      > mi pacjentami w Australii i nie wcale sie na nich nie skarze.
                                      Jedno pytanie. Kiedy ostatnio przyjmowałaś w Polsce?
                                      Perspektywa zapłacenia 50 euro za wizytę zmienia polskich pacjentów zasadniczo.
                                      Jeśli próbują zachowywać się tak jak w Polsce ich kontakt z placówką ochrony zdrowia szybko się kończy.
                                      • 14.11.11, 12:43 Odpowiedz
                                        0.9_procent napisał:
                                        Pacjent lub jego rodzina ma wątpliwości i zgłasza to w prokuraturze, a pr
                                        > okuratura 'sprawdza czy lekarz nie popełnił błędu'. W Australii też tak jest?

                                        Zalezy o jakie watpliwosci chodzi. Jezeli o trywialne typu - wydaje mi sie, ze lekarz byl niegrzeczny itd, zglaszane sa do managera praktyki i wyjasniane na miejscu, powazniejsze sprawy bada komitet dyscyplinarny przy Medical Council. sprawy, za ktore grozi odpowiedzialnosc karna przesyla sie prokuraturze ale sa to powazne sprawy zaliczane do przestepstw i jest ich bardzo niewiele. Jakos mi sie nie chce wierzyc, ze wszystkie watpliwosci w Polsce bada prokuratura. Jezeliby tak bylo nie mieliby czasu niczym innym sie zajmowac!
                                        >

                                        > Rozmawiałem z pacjentami wystarczająco wiele razy by nie mieć wątpliwości, że g
                                        > dy rodzina pacjenta zaczyna rozmowę tak jak zaczyna się wątek, to o spokojnym p
                                        > oinformowani i stanie pacjenta i rokowaniu można zapomnieć.

                                        No wlasnie, i w ten sposob nie dajesz ani im ani sobie szansy na wyjasnienie sprawy.
                                        >
                                        > Co do doktorów z klinik. Zawsze kiedy rozmowa była uprzejma okazywało się, że "
                                        > niestety nie mamy miejsc". W przytłaczającej większości przypadków przekazanie
                                        > pacjenta poprzedzone było przepychanką słowną...
                                        Jeszcze jeden dowod na to, ze problem komuniakacji istnieje posrod lekarzy. Ale rozumiem twoje frustracje bo bywalam w takich sytuacjach nie raz, nie tylko w Polsce. Mysle, ze dobrze zredagowana skarga zlozona do rak dyrektora takowej kliniki pomoglaby troche przyszlym kontaktom.
                                        > Perspektywa zapłacenia 50 euro za wizytę zmienia polskich pacjentów zasadniczo .
                                        > Jeśli próbują zachowywać się tak jak w Polsce
                                        ich kontakt z pla
                                        > cówką ochrony zdrowia szybko się kończy.

                                        Po pierwsze wiekszosc pacjentow, ktorych przyjmuje nie placi nic z wlasnej kieszeni, calosc ich kosztow pokrywa Medicare ( jest to ubezpieczenie powszechne, ktorym objety jest kazdy rezydent Australii) a ci co placa , placa niewielkie sumy. To tak na temat 50 euro. Poza tym nie rozmawiamy o agresywnych, awanturujacych sie pacjentach, tylko ludziach, ktorzy sa niezadowoleni ze swiadczen jakie otrzymali. Nikt nie ma prawa sie awanturowac ale kazdy ma prawo zglosic swoje skargi jezeli uwaza to za stosowne.
                                        • 14.11.11, 22:20 Odpowiedz
                                          Najpierw:
                                          > Twierdzisz, ze kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce zajmuje sie proku
                                          > ratior? To rzeczywiscie dziwny sposob zalatwiania spraw!

                                          Twierdzę, że każda? A możesz wskazać w którym miejscu?

                                          A następnie:
                                          >Jakos mi
                                          > sie nie chce wierzyc, ze wszystkie watpliwosci w Polsce bada prokuratura. Jeze
                                          > liby tak bylo nie mieliby czasu niczym innym sie zajmowac!

                                          Masz problemy ze zrozumieniem pisanego tekstu?

                                          > No wlasnie, i w ten sposob nie dajesz ani im ani sobie szansy na wyjasnienie s
                                          > prawy.
                                          A polish_shit nie otrzymał wyjaśnień? Otrzymał. I co napisał?
                                          O większości spraw, o których pan/pani napisała wiem już od dawna. Natomiast z tonu wypowiedzi wnioskuję, że zalicza się pan/pani do betonu lekarskiego, który trzyma się mocno, i który ma zawsze rację, a pojęcie błędu lekarskiego w pana/ pani słowniku nie istnieje.

                                          > Po pierwsze wiekszosc pacjentow, ktorych przyjmuje nie placi nic z wlasnej kies
                                          > zeni, calosc ich kosztow pokrywa Medicare ( jest to ubezpieczenie powszechne, k
                                          > torym objety jest kazdy rezydent Australii) a ci co placa , placa niewielkie s
                                          > umy. To tak na temat 50 euro.
                                          Taaa. Każdy polak wyjeżdżający za granicę jest natychmiast objęty ubezpieczeniem kraju do którego przyjechał. Ciekawe, choć wątpię czy prawdziwe.

                                          >Poza tym nie rozmawiamy o agresywnych, awanturuj
                                          > acych sie pacjentach, tylko ludziach, ktorzy sa niezadowoleni ze swiadczen jak
                                          > ie otrzymali.
                                          Ależ oczywiście, że rozmawiamy wyłącznie o tych, którzy są niezadowoleni ze świadczeń jakie otrzymali.

                                          >Nikt nie ma prawa sie awanturowac ale kazdy ma prawo zglosic swo
                                          > je skargi jezeli uwaza to za stosowne.
                                          Ja nie odmawiam nikomu zgłoszenia swojej skargi. Piszę tylko o sposobach w jaki te skargi zgłasza się w Polsce.

                                          Ponowię pytanie, bo odpowiedzi jakoś nie widzę.
                                          Kiedy ostatnio przyjmowałaś pacjentów w Polsce?
                                          • 15.11.11, 13:01 Odpowiedz
                                            0.9_procent napisał:

                                            > > Twierdzisz, ze kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce zajmu
                                            > je sie proku
                                            > > ratior? To rzeczywiscie dziwny sposob zalatwiania spraw!
                                            >
                                            > Twierdzę, że każda? A możesz wskazać w którym miejscu?
                                            Z twoich ripost nic nie wynika, probuje sie dowiedziec jakiego typu skargami zajmuje sie prokuratura ale niestety odpowiadasz pytaniem na pytanie. Wnioskuje, ze po prostu nie wiesz jak mi odpoowiedzec.

                                            > Taaa. Każdy polak wyjeżdżający za granicę jest natychmiast objęty ubezpieczenie
                                            > m kraju do którego przyjechał. Ciekawe, choć wątpię czy prawdziwe.

                                            Pisalam o rezydentach a nie o turystach . Ci ostatni z reguly maja jakies ubezpieczenie a jezeli trzeba to placa. A tak wogole Polak pisze sie z duzej litery.
                                            >
                                            > Ja nie odmawiam nikomu zgłoszenia swojej skargi. Piszę tylko o sposobach w jaki
                                            > te skargi zgłasza się w Polsce.
                                            Jak na razie o tych sposobach nie doczytalam sie niczego konkretnego, poza tym ze prokuratura zajmuje sie nie wszystkimi skargami pacjentow.
                                            >
                                            > Ponowię pytanie, bo odpowiedzi jakoś nie widzę.
                                            > Kiedy ostatnio przyjmowałaś pacjentów w Polsce?
                                            Nie widzisz i nie zobaczysz bo to niewiele ma do rzeczy. Rozmowa zaczela sie od, Twojego stwierdzenia, ze w Australii nielatwo jest poskarzyc sie na lekarza. Ja probowalam ci udowodnic, ze to nieprawda ale przeciesz wiesz lepiej ode mnie jak to u nas jest. Skoro wszystko lepiej wiesz, wiec nie mam ochoty Toba polemizowac a tym bardziej tlumaczyc sie z tego jak dlugo mnie nie ma w Polsce. pozdrawiam :)
                                            • 15.11.11, 23:10 Odpowiedz
                                              iza42 napisała:

                                              > 0.9_procent napisał:
                                              >
                                              > > > Twierdzisz, ze kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce
                                              > zajmu
                                              > > je sie proku
                                              > > > ratior? To rzeczywiscie dziwny sposob zalatwiania spraw!
                                              > >
                                              > > Twierdzę, że każda? A możesz wskazać w którym miejscu?
                                              > Z twoich ripost nic nie wynika, probuje sie dowiedziec jakiego typu skargami za
                                              > jmuje sie prokuratura ale niestety odpowiadasz pytaniem na pytanie. Wnioskuje,
                                              > ze po prostu nie wiesz jak mi odpoowiedzec.
                                              Choćby takimi
                                              Albo takimi
                                              ewentualnie takimi.

                                              Teraz ja czekam na odpowiedź w którym miejscy napisałem, że kazda nawet drobna skarga na lekarza w Polsce zajmuje sie prokurator czy też, że wszystkie watpliwosci w Polsce bada prokuratura.

                                              > Pisalam o rezydentach a nie o turystach . Ci ostatni z reguly maja jakies ubez
                                              > pieczenie a jezeli trzeba to placa.
                                              A ja pisałem o polskich pacjentach (za granicą, bo w Polsce nie płaci się w euro). Każdy polski pacjent za granicą jest rezydentem ???

                                              >A tak wogole Polak pisze sie z duzej litery
                                              > .
                                              To prawda. I w kontekście wątku jest to bardzo istotne. Wydaje się, że najistotniejsze.
                                              A tak 'wogole' to w_ogóle pisze się oddzielnie, polonistko.

                                              > >
                                              > > Ja nie odmawiam nikomu zgłoszenia swojej skargi. Piszę tylko o sposobach
                                              > w jaki
                                              > > te skargi zgłasza się w Polsce.
                                              > Jak na razie o tych sposobach nie doczytalam sie niczego konkretnego, poza tym
                                              > ze prokuratura zajmuje sie nie wszystkimi skargami pacjentow.
                                              Nie wyciągaj jednego zdania z kontekstu, to będzie ci łatwiej zauważyć.
                                              W poście, z którego wycięłaś zdanie nie było ani słowa o prokuraturze. Było za to słowo o pomówieniach. Może naucz się czytać.

                                              > > Ponowię pytanie, bo odpowiedzi jakoś nie widzę.
                                              > > Kiedy ostatnio przyjmowałaś pacjentów w Polsce?
                                              > Nie widzisz i nie zobaczysz bo to niewiele ma do rzeczy.
                                              Ma i to bardzo dużo. I dlatego unikasz odpowiedzi.

                                              > Rozmowa zaczela sie od
                                              > , Twojego stwierdzenia, ze w Australii nielatwo jest poskarzyc sie na lekarza.
                                              Guzik prawda. Zaczęła się od retorycznego pytania, czy w Australii można tak łatwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce. Zresztą pytania nie skierowanego do ciebie.

                                              > Ja probowalam ci udowodnic, ze to nieprawda ale przeciesz wiesz lepiej ode mnie
                                              > jak to u nas jest.
                                              Próbowałaś mi udowodnić, że w Australii łatwo jest złożyć oficjalna skargę na lekarza, skończyło się na tym, że w Polsce oficjalną skargę złożyć jest nie trudniej niż w Australii.

                                              > Skoro wszystko lepiej wiesz, wiec nie mam ochoty Toba pole
                                              > mizowac a tym bardziej tlumaczyc sie z tego jak dlugo mnie nie ma w Polsce. p
                                              > ozdrawiam :)
                                              W przeciwieństwie do ciebie nie wyciągam z kontekstu wyłącznie wygodnych dla mnie zdań.
                                              • 16.11.11, 21:52 Odpowiedz
                                                0.9_procent napisał:

                                                > > 0.9_procent napisał:

                                                > > Pisalam o rezydentach a nie o turystach . Ci ostatni z reguly maja jakie
                                                > s ubez
                                                > > pieczenie a jezeli trzeba to placa.
                                                > A ja pisałem o polskich pacjentach (za granicą, bo w Polsce nie płaci się w eur
                                                > o). Każdy polski pacjent za granicą jest rezydentem ???

                                                Skad mam wiedziec czy kazdy? Ci co do mnie przychodza sa rezydentami, czasem mam turystow, nielegalnych imigrantow jeszcze nie mialam ale moze oni sa zdrowi i nie musza chodzic do lekarza :) Tak na marginesie - w Australii rowniez nie placi sie w euro, znawco
                                                przedmiotu.
                                                > >A tak wogole Polak pisze sie z duzej litery
                                                > > .
                                                > To prawda. I w kontekście wątku jest to bardzo istotne. Wydaje się, że najistot
                                                > niejsze.

                                                No , tak w tej sytuacji rzeczywiscie nie mamy o czym z soba rozmawiac

                                                > > Rozmowa zaczela sie od
                                                > > , Twojego stwierdzenia, ze w Australii nielatwo jest poskarzyc sie na lek
                                                > arza.
                                                > Guzik prawda. Zaczęła się od retorycznego pytania, czy w Australii można tak ł
                                                > atwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce. Zresztą pytania n
                                                > ie skierowanego do ciebie.
                                                To rzeczywiscie wiele wyjasnia. Gdybym wiedziala, ze to pytanie kierujesz do samego
                                                siebie nie zabieralabym glosu. No coz, zycze ci dalszych sukcesow w dziedzinie komunikacji. Dalsza wymiana zdan naprawde nie ma sensu.

                                                • 16.11.11, 23:03 Odpowiedz
                                                  iza42 napisała:

                                                  > > > Pisalam o rezydentach a nie o turystach . Ci ostatni z reguly maja
                                                  > jakie
                                                  > > s ubez
                                                  > > > pieczenie a jezeli trzeba to placa.
                                                  > > A ja pisałem o polskich pacjentach (za granicą, bo w Polsce nie płaci się
                                                  > w eur
                                                  > > o). Każdy polski pacjent za granicą jest rezydentem ???
                                                  >
                                                  > Skad mam wiedziec czy kazdy?
                                                  Przecież to ty wyskoczyłaś z rezydentami, nie ja. Ja pisałem o pacjentach. Więc o co ci kobieto chodzi?

                                                  >Ci co do mnie przychodza sa rezydentami, czasem ma
                                                  > m turystow, nielegalnych imigrantow jeszcze nie mialam ale moze oni sa zdrowi i
                                                  > nie musza chodzic do lekarza :)
                                                  I co z tego?

                                                  >Tak na marginesie - w Australii rowniez nie pl
                                                  > aci sie w euro, znawco
                                                  > przedmiotu.
                                                  Jeśli jeszcze nie zauważyłaś, zagranica to nie tylko Australia.

                                                  > > >A tak wogole Polak pisze sie z duzej litery
                                                  > > > .
                                                  > > To prawda. I w kontekście wątku jest to bardzo istotne. Wydaje się, że na
                                                  > jistot
                                                  > > niejsze.
                                                  >
                                                  > No , tak w tej sytuacji rzeczywiscie nie mamy o czym z soba rozmawiac
                                                  >
                                                  Rozumiem, że jeśli wogole zwróciłaś na to uwagę, to uważasz to za istotne.
                                                  Jeśli zaś uważasz, że nieistotne, to co się neurotyczko czepiasz.
                                                  Ja ci tylko pokazałem, że zwracając mi uwagę sama walisz byki. Więc zanim zaczniesz się czepiać innych spójrz na siebie.

                                                  > > > Rozmowa zaczela sie od
                                                  > > > , Twojego stwierdzenia, ze w Australii nielatwo jest poskarzyc sie
                                                  > na lek
                                                  > > arza.
                                                  > > Guzik prawda. Zaczęła się od retorycznego pytania, czy w Australii można
                                                  > tak ł
                                                  > > atwo i bezkarnie pomówić lekarza jak to ma miejsce w Polsce. Zresztą pyt
                                                  > ania n
                                                  > > ie skierowanego do ciebie.
                                                  > To rzeczywiscie wiele wyjasnia. Gdybym wiedziala, ze to pytanie kierujesz do s
                                                  > amego
                                                  > siebie nie zabieralabym glosu.
                                                  To ciekawe, bo post w którym pojawia się pytanie zaczyna się od osmanthus napisała:
                                                  Przyjmij do wiadomości, że świat nie kończy się na twoim widnokręgu. Bo izolacja w Australii wyraźnie ci szkodzi.

                                                  >No coz, zycze ci dalszych sukcesow w dziedzinie
                                                  > komunikacji.
                                                  A ja tobie życzę, żebyś nauczyła się rozumieć to co czytasz. Samo poskładanie literek to jeszcze nie wszystko. A jeśli masz problem ze zrozumieniem znaczenia słów to skorzystaj z wyszukiwarki. W sieci jest wiele słowników.

                                                  > Dalsza wymiana zdan naprawde nie ma sensu.
                                                  Niebywałe. W końcu do ciebie dotarło, że wiadomości z drugiej (żeby, bo raczej z trzeciej, czwartej, czy nawet piątej) ręki to troszkę za mało, żeby się wymądrzać? Lepiej późno niż wcale.
                • 02.11.11, 10:41 Odpowiedz
                  polish_shit2 napisał:

                  > W sprawach formalnych chcę poinformować, że wystąpiłem o zamknięcie wątku bo po
                  > ziom niektórych komentarzy jest jaki jest. Dopóki jednak moderator go nie zamkn
                  > ął to ustosunkuję się do wypowiedzi 0.9.

                  Wysłałem Ci taką odpowiedź, ale ponieważ nie doszła, to wklejam ją tutaj:

                  Usuwane są tylko wątki czy posty łamiące Regulamin. W założonym przez Ciebie wątku wypowiadali się, dyskutowali różni ludzie i byliby słusznie oburzeni, gdyby ich wypowiedzi zniknęły.

                  S.
                  --
                  Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
                  Polen, erwache! (pol. Polsko, obudź się!)
        • 02.11.11, 02:13 Odpowiedz
          kozica111 napisała:

          > Ale pierniczycie.Nikomu nie rzuca się w oczy fakt braku komunikacji? To jest na
          > jwiększy problem; najpierw lekarz bajający o 100 krokach /fakt nie taka była je
          > go intencja ale jak widać wprowadził pacjenta w błąd/ potem lekarze w szpitalu
          > wypowiadający się enigmatycznie albo wcale.Nie każdy musi sam leczyć sie via ne
          > t i nie każdy ma taką możliwość a lekarze zachowują się jak kapłani egipscy nad
          > ęci "ponadwiedzą" .Co do jedzenia to tak jest; wjeżdżają talerze i wyjeżdżają -
          > pełne. Na sali ze mną leżała kobieta lat ok 85 po masywnym urazie głowy i ze z
          > łamaną kością udową - nie jadła bo nie mogła dosięgnąć do talerza i za bardzo s
          > ię ruszać /zawroty głowy/ - a głodna była oj była, jak się zorientowałyśmy po d
          > obie to ja karmiłyśmy. A wieczorem jak przyszła córka to powiedziała z wyrzutem
          > do chorej; Pielęgniarka mówi że mamusia nie je! Nie można tak! O kurcze, napra
          > wdę?

          Ale w tym przypadku chory mógł jeść samodzielnie, więc nie za bardzo wiem o czym piszesz. Dlaczego nie jadł? Syn nie wie. To pewnie ten brak komunikacji, o którym pisałaś.

          S.
          --
          Polen, Polen, über alles! (pol. Polska jest najważniejsza!)
          Polen, erwache! (pol. Polsko, obudź się!)
    • 02.11.11, 00:29 Odpowiedz
      polish_shit napisał:

      ...
      > Efektem takiej kuracji jest utrata 25 kg masy ciała,
      ...

      To mu chyba akurat dobrze zrobilo? Czy jak?...

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

WIĘCEJ O ZDROWIU:

Drętwienie rąk i nóg

Jest się czego bać?

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.