Dodaj do ulubionych

Szpital nie może tego wykonywać

03.11.11, 10:54
Co to jest sumienie?

Słownik języka polskiego:
sumienie «zdolność oceny własnego postępowania i świadomość odpowiedzialności moralnej za swoje czyny»

sumienie katolickie «zdolność oceny wyłącznie cudzego postępowania i świadomość braku odpowiedzialności moralnej za swoje czyny»

Sumienie katolickie pozwala więc zupełnie bezkarnie skazać nieznaną lekarzowi kobietę na dożywotnią opiekę nad kalekim, upośledzonym dzieckiem. Uniwersytecki (sic!) szpital przy Polnej w Poznaniu wydał oświadczenie broniące lekarzy, którzy uznali, że zespół Downa nie jest wskazaniem do aborcji.

Teoretycznie kobieta może odwołać się od takiej decyzji do komisji odwoławczej działającej w Ministerstwie Zdrowia przy rzeczniku praw pacjenta. Polska musiała wprowadzić procedurę odwoławczą od decyzji lekarza, gdy Alicja Tysiąc, której odmówiono aborcji, choć poród groził jej utratą wzroku, wygrała przed Trybunałem w Strasburgu. Gdyby jednak kobieta skorzystała z tej drogi udaremniłaby sobie możliwość aborcji. Komisja ma bowiem 30 dni (!!!) na rozpatrzenie odwołania. Nawet, gdyby je uznała za zasadne, byłoby za późno na zabieg.

Może lekarze z przerostem sumienia powinni partycypować w kosztach opieki nad kaleką, którego urodziny wymusili? Do czego bowiem można porównać bezkarne zmuszanie kogoś do dożywotniego opiekowania się niepełnosprawnym członkiem rodziny?

Żeby było śmieszniej stanowisko lecznicy poparła także prof. Anna Latos-Bieleńska, przewodnicząca Komisji Wad Rozwojowych i Poradnictwa Genetycznego w Katedrze i Zakładzie Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu: - Wskazaniami do zabiegu są wady letalne (prowadzące zwykle do śmierci w pierwszym roku życia), jak bezmózgowie, bezczaszkowie, zespół Edwardsa, czyli bardzo ciężkie upośledzenie umysłowe. W tym świetle zespół Downa nie spełnia wymogów ustawy antyaborcyjnej - nawijała prof. Anna Latos-Bieleńska, przewodnicząca Komisji Wad Rozwojowych i Poradnictwa Genetycznego w Katedrze i Zakładzie Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

--
Na wszelki wypadek spieszmy się czytać posty, bo nie wiadomo co się stanie...
Edytor zaawansowany
  • imponeross 03.11.11, 21:01
    oby.watel napisał:

    ...
    > Teoretycznie kobieta może odwołać się od takiej decyzji do komisji odwoławczej
    > działającej w Ministerstwie Zdrowia przy rzeczniku praw pacjenta. Polska musiał
    > a wprowadzić procedurę odwoławczą od decyzji lekarza, gdy Alicja Tysiąc, której
    > odmówiono aborcji, choć poród groził jej utratą wzroku, wygrała przed Trybunał
    > em w Strasburgu. Gdyby jednak kobieta skorzystała z tej drogi udaremniłaby sobi
    > e możliwość aborcji. Komisja ma bowiem 30 dni (!!!) na rozpatrzenie odwołania.
    > Nawet, gdyby je uznała za zasadne, byłoby za późno na zabieg.
    >
    > Może lekarze z przerostem sumienia powinni partycypować w kosztach opieki nad k
    > aleką, którego urodziny wymusili? Do czego bowiem można porównać bezkarne zmusz
    > anie kogoś do dożywotniego opiekowania się niepełnosprawnym członkiem rodziny?
    >
    > Żeby było śmieszniej stanowisko lecznicy poparła także prof. Anna Latos-Bieleńs
    > ka, przewodnicząca Komisji Wad Rozwojowych i Poradnictwa Genetycznego w Katedrz
    ...

    Widze dwa rozwiazania;
    1. lekarzy podejmujacych taka decyzje pozbawic od razu prawa wykonywania zawodu, przeciez szarlataneria nie jest nikomu potrzebna
    2. szpital powinien wyplacac dziecku dozywotnia rente na opieke i leczenie, i jeszcze zadoscuczynienie dla dziecka, ze musi zyc uposledzone fizycznie, zdrowotnie i psychicznie. Czy ktos z komisji sam chcialby miec zespol Downa?

    Najlepiej oba te rozwiazania zastosowac jednoczesnie.

  • slav_ 03.11.11, 23:31
    > jeszcze zadośćuczynienie dla dziecka, ze musi żyć
  • barabara6 04.11.11, 09:51
    1. Palikot zdejmuje krzyż ze ściany w Sejmie. Bez ustaw, rozpraw, dywagacji. Był powieszony z nienacka w nocy - tak samo może byc zdjęty
    2. Rząd wypowiada konkordat
    3. Rząd wprowadza całkowity rozdział państwa od kościoła (jakiegokolwiek)
    4. Rolnicy płacą składki zdrowotne takie same jak reszta Polaków
    5. Lech zostaje przeniesiony z Wawelu na Powązki
    6. Rośnie wydobycie gazu łupkowego. Polska staje sie potegą gospodarczą i ratuje strefę euro
    7. Polska i Ameryka uwalniaja Tybet spod chińskiej okupacji
    8. wygrywam w totka
    9. (kurde, ale sie rozmarzyłem)
  • st.lucas 04.11.11, 15:14
    oby.watel napisał:

    > Co to jest sumienie?
    >
    > Słownik języka polskiego:
    > sumienie «zdolność oceny własnego postępowania i świadomość odpowiedzialno
    > ści moralnej za swoje czyny»
    >
    > sumienie katolickie «zdolność oceny wyłącznie cudzego postępowania i świad
    > omość braku odpowiedzialności moralnej za swoje czyny»
    >
    > Sumienie katolickie pozwala więc zupełnie bezkarnie skazać nieznaną lekarzowi k
    > obietę na dożywotnią opiekę nad kalekim, upośledzonym dzieckiem. Uniwersytecki
    > (sic!) szpital przy Polnej w Poznaniu
    > wydał oświadczenie broniące lekarzy, którzy uznali, że zespół Downa nie jest w
    > skazaniem do aborcji.

    A zatem spor dotyczy definicji "ciezkiej wady" a nie uzycia klauzuli sumienia.

    Na przyszlosc czytajac, nie goraczkujcie sie; czytajcie z tzw. zrozumieniem.

    --
    Virtus in minima perficitur.
  • oby.watel 04.11.11, 21:50
    Cześć, jestem Bogiem – mówi Ilona – No dobra, żartuję! Już wiem, że nim nie jestem. Ale przyniesiesz następnym razem facebooka? – Przyniosę, obiecuję. I tak musimy porobić z Aśką przelewy. – Fejs-Bóg! Fejs-Bóg! – cieszy się Ilona i prawie podskakuje.

    Ilona ma na oko 25 lat, skończyła studia i pracowała w knajpie. Dużo pracowała, za dużo. Chciała zostać managerką i kiedy jej się udało, trafiła tutaj. Leży na oddziale obserwacyjnym z moją przyjaciółką Aśką, którą raz na kilka lat pokonuje zaburzenie schizoafektywne. Więc Aśka jest cool, wie, że za kilka dni znowu będzie w porządku, że wróci do pracy i do rodziny. Za to Ilona jest tu po raz pierwszy i się denerwuje. Nie chce więcej brać tych leków, bo jest zmulona i nie może po nich spać. Dziś w nocy wstała, żeby się cichutko przejść po korytarzu. Ale uciekła do łóżka, bo już salowe zaczęły szukać pasów do przypinania. Nie, naprawdę nie robiła nic głośnego. Po prostu chodziła.

    Dwa dni później znowu jadę do szpitala, pod pachą mam laptopa. Słucham radia. Kolejny proces w strasburskim Trybunale Praw Człowieka przeciwko Polsce. Kolejna anonimowa osoba, której lekarze nie dosyć, że odmówili uzasadnionej ustawowo aborcji, to jeszcze pozbawili wolności. Przetrzymywali na siłę w szpitalu tak długo, aż było za późno na zabieg. Trzęsę się z wściekłości i staram się przywołać w pamięci tę dobrą część służby zdrowia, którą często spotykam przy okazji wypraw po przychodni. Nie wszyscy są tacy – staram się myśleć. Przecież nie wszyscy.

    Idę alejką, depczę raźno liście, bo budynki szpitala są rozrzucone w ogromnym parku. To pewnie uspokaja chorych. I zdrowych też, bo nic nie słychać za parkanem. Ale teraz dochodzi do mnie krzyk przechodzący w wycie. Mijam go idąc w stronę oddziału obserwacji. Fejs-Bóg! – wita mnie Ilona. – Dasz? – Dam, ale za chwilkę. Siadamy z Aśką przy stole na wspólnej sali, podłączam internet. Załatwiamy zwykłe rzeczy: bank, rachunki, płacimy ratę kredytu. Wokół pacjenci w różnym stanie, smutni, pobudzeni, wpatrzeni w stary telewizor. Jak zwykle ustawia się kolejka: czy mogłaby mnie pani poczęstować papierosem, czy mogę puścić od pani „głuchego” do mamy, oddzwoni. Wpuszczamy Ilonę na fejsa i odsuwamy się na fajkę, uznając jak 3/4 oddziału, że ustawowy zakaz palenia w szpitalach psychiatrycznych ma tyle sensu, co i szans na realizację.

    Nagle z hukiem otwierają się drzwi dyżurki, z której wychodzi salowa: Jakim prawem pani udostępnia komputer i telefon pacjentom? – A jakim prawem oni nie mogą z nich korzystać? – chcę powiedzieć, ale mnie zatkało. – Niech pani zabierze ten komputer i przyjdzie tutaj! – to rozkaz, żadnego „poproszę” czy innych form. Mówi do mnie tak, jak zwykle do pacjentów, kiedy nikt nie słyszy – przemyka mi przez głowę. Posłusznie wyrywam Ilonie laptop i wchodzę do dyżurki. Salowa siedzi za starym pecetem, obok niej jeszcze trzy piją herbatkę. Wrzeszczą, że mam natychmiast iść do „szefowej”. Zaczynam zgadywać, co się stało. Jej stary rzęch na biurku jest atrybutem władzy, oddziela dwa światy. Ten zdrowy z facebookiem i ten chory bez.

    Chciałabym się śmiać, ale znowu trzęsę się z wściekłości, idąc do ordynatorki. Rozmowa zaczyna się od potoku wrzasków wylanych na moją głowę. Znów bez żadnych form grzecznościowych. Wyławiam pytanie „a kim pani właściwie jest?”. „Dziennikarką”  –  odpowiadam. Po raz pierwszy w życiu korzystam w ten sposób z legitymacji prasowej. Od razu robi się spokojniej, pojawia się pierwsze „proszę”. Tłumaczenia, że pacjenci nie mogą ot tak, bez kontroli. Od razu przypominają mi się trzy salowe z herbatką, które do tej kontroli są zatrudnione. Ale nic nie mówię, grzecznością sklejam sytuację. Ze względu na Aśkę, bo ona tu zostaje.

    Wracam, kopiąc suche liście, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że właśnie nisko przeleciałam nad kukułczym gniazdem. Siłą przywołuję z pamięci twarze ludzkich lekarzy, których kiedykolwiek w życiu spotkałam. Nie pomaga.

    Hanna Gill-Piątek

    --
    Na wszelki wypadek spieszmy się czytać posty, bo nie wiadomo co się stanie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka