Dodaj do ulubionych

Proszę o pomoc

21.07.04, 17:09
Dwie godziny temu udzielałam na ulicy pierwszej pomocy kobiecie, która miała
atak padaczki. Przyjechało pogotowie ale dziewczyna nie chiała z nimi
pojechać. Okazało się, ze jest nieubezpieczona. Po wielkich perypetiach
odwiozłam ją do domu ( jest od 2tyg w W-wie i nie mogła sobie przypomnieć
gdzie mieszka) Twierdzi, że atak padaczki miała po raz pierwszy w życiu( 45
lat). Moje pytania to:
1. Jak uzyskać nieodpłatnie pomoc medyczną w jej przypadku,
2. Czy powinna natychmiast iść do lekarza lub szpitala,
Dodam, że przyjechała z Gdańska i zarejestrowanie się jako bezrobotna chyba
nie wchodzi w grę. Wczoraj ją też okradli, więc nie ma pieniędzy na prywatną
wizytę.
Proszę o szybką odpowiedź.
PS Czy wiecie, że w karetce nawet nie mają wody, by podać pacjentowi ????
Jestem w szoku jeżeli chodzi o służbę zdrowia. Kazali jej podpisać, że
odmawia udzielenia pierwszej pomocy i sobie pojechali :(
Obserwuj wątek
    • Gość: Halina Re: Proszę o pomoc IP: *.ip-pluggen.com 21.07.04, 20:33
      Dobrze, ze sie angazujesz, ale czy ta historia nie wydaje Ci sie troche
      dziwna? Mnie tak.
      Juz chocby to, ze kobieta odmowila pojechania karetka na pogotowie!
      I fakt ze akurat dzien wczesniej zgubila torebke, w zwiazku z czym nie mogla
      zaplacic tramwaju/taksowki.
      I do tego jeszcze ten PIERWSZY w yciu atak padaczki...
      Sam atak nie wymaga interwencji lekarza, tylko choremu trzeba zapewnic
      wypoczynek, wiec narazie spoko.
    • Gość: g@mdan Re: A po co w karetce woda? IP: *.tvsat364.lodz.pl 21.07.04, 20:51
      Chyba tylko do umycia rąk.
      Wodą się nie leczy. Nie poi się nieprzytomnego. Jak ktoś jest odwodniony (mamy
      upały) to konieczne płyny podaje się dożylnie.
      Wcale nie musieli żądać podpisu. Był lekarz, sanitariusz i kierowca. Byli
      świadkami faktu odmowy leczenia przez pacjenta. Leczenie jest dobrowolne.
      Z wyjątkiem gruźlicy, kiły i aids. Chociaż przy tym bałaganie i niedostatku w
      sł. zdrowia wszystko jest możliwe.
    • Gość: Mr. Hyde Re: Proszę o pomoc IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.07.04, 22:42
      lucjola napisała:

      > Dwie godziny temu udzielałam na ulicy pierwszej pomocy kobiecie, która miała
      > atak padaczki. Przyjechało pogotowie ale dziewczyna nie chiała z nimi
      > pojechać. Okazało się, ze jest nieubezpieczona. Po wielkich perypetiach
      > odwiozłam ją do domu ( jest od 2tyg w W-wie i nie mogła sobie przypomnieć
      > gdzie mieszka) Twierdzi, że atak padaczki miała po raz pierwszy w życiu( 45
      > lat).

      Mam wątpliwości czy osoba ta mówi pani prawdę. A właściwie dlaczego nie mówi
      prawdy? Atak padaczki nie powoduje niepamięci np. miejsca zamieszkania( ??? ).
      Dziwne natomiast, że osoba ta pamięta że ma 45 lat i jest od 2 tyg. w Warszawie
      i że ją okradli ? Bardzo wybiórcze są te zaburzenia pamięci. ;-)

      Czy są osoby nieubezpieczone ? Jeśli tak to wyłącznie na własne życzenie.
      Przecież wystarczy zarejestrować się w Urzędzie Pracy jako bezrobotna i już
      jest się ubezpieczonym. Dlaczego nie zarejestrowała się w Gdańsku z którego
      przyjechała ? (Jeśli wie ,że jest z Gdańska no to wystarczy jeszcze z jakiej
      ulicy i nr domu i już wiadomo gdzie mieszka )

      UWAŻAJ, to może być oszustka.

      Leczenie w Polsce ( w tym również drgawek i padaczki ) nie jest obowiązkowe i
      pacjent nie musi się leczyć. Pogotowie nie ma wręcz prawa, aby kogoś na siłę
      zabierać do szpitala jeśli pacjent się nie zgadza i jest obojętne czy to gdzieś
      poświadczy podpisem czy nie. Na wyposażeniu karetki nie ma wody pitnej - to
      fakt, ale nie trudno jest chyba o szklankę wody w Warszawie z pobliskiego domu
      czy kawiarni. Jeśli pogotowie znajduje kogoś leżącego na ulicy to nie leczy go
      tabletką, jeśli pomocy udziela komuś w domu to zwykle nie ma problemu z wodą
      choćby nawet z jakiejś studni i nie trzeba tabletek popychać paluchem.

      Na marginesie, proszę dać nam znać na ile panią " zrobi " ta biedna istota. ;-)
    • Gość: agulha Re: Proszę o pomoc IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.07.04, 23:48
      Jeżeli opowieść tej pani jest prawdziwa, najbardziej prawdopodobne są dwie
      możliwości (1) przewlekłe nadużywanie alkoholu, ale (2) - uwaga - guz mózgu,
      np. nowotworowy. Ale bez pójścia do lekarza i bez pieniędzy to się niczego nie
      da potwierdzić ani wykluczyć. A po co ona przyjechała z Gdańska? A może ma
      zaburzenia pamięci lub zaburzenia psychiczne i przyjechała niejako przez
      pomyłkę (zresztą, taki numer można wyciąć także w ramach długo utrzymujących
      się wyładowań padaczkowych w mózgu, a to z kolei _może_ być spowodowane guzem
      mózgu).
      Wypytać o rodzinę i znajomych. Jeśli nie ma, spróbować porozumieć się z jakąś
      organizacją zajmującą się chorymi bezdomnymi (Markot?). Jeżeli osoba się nie
      zgadza i nie wygląda na człowieka z zaburzeniami psychicznymi (wykluczającymi
      świadome podejmowanie decyzji), to dać święty spokój, ma prawo decydować, że
      nie chce się leczyć.
      Uwagi co do karetki: zgadzam się z przedmówcami. Karetki nie są od żywienia i
      pojenia drogą doustną, to nie bar na kółkach, ani od zmuszania do poddawania
      się leczeniu.
      • lucjola Re:Na trzeźwo patrząc 22.07.04, 07:05
        to może być guz. Rozważam też inną możliwość: porażenie piorunem. Zapomniałam
        napisać, że wszystko działo się podczas wczorajszej burzy a ona spadła z roweru
        pod drutami elektrycznymi. Poza tym nie zaobserwowałam typowych reakcji
        popadaczkowych. Nie ja pierwsza ją znalazłam, padaczkę zasugerował pan, który
        pierwszy udzielił jej pomocy. Niestety moją sugestję, ze mogło to być rażenie
        piorunem wyśmiał sanitariusz. A przecież rażenie piorunem może być lekkie lub
        ciężkie.
        Wracając do jej ubezpieczenia. Dziewczyna właśnie przenosi się z Gdańska.
        Pewnie się nie zarejestrowała, bo wyszła z założenia, ze nie stać jej na
        comiesięczne dojazdy do Gdańska, w celu stawiania się w urzędzie pracy. Nie
        znam się na tej kwestii, ale w urzędach pracy panują chyba jakieś restrykcyjne
        zarządzenia.
        Ta kobieta miała wcześniej przykre doświadczenia z pogotowiem. Wezwała je do
        córki a potem kazano jej zapłacić z 2-godzinny pobyt córki na pogotowiu (
        cytuję jej słowa) Dlatego nie chciała pojechać.
        Trzeba to wszystko zobaczyć, by ocenić. Nie sądzę by była alkoholiczką lub była
        w inny sposób chora. Sądzę raczej że jest maltretowana przez męża ( miałam
        okazję go poznać); stąd moja chęć pomocy jej. Ale tak jak mówicie, bez lekarza
        nic się nie dowiemy.
        • aloalo2001 Re:Na trzeźwo patrząc 22.07.04, 13:59
          Bardzo czesto leczy sie w szpitalach pacjentów nieubezpieczonych, pod
          warunkiem, ze zgadzają sie na takie leczenie. Zgłaszaja się do NFZ i wypełniaja
          formularz, płaca jakies grosze i leczenie pokrywa NFZ, czesami częsciowo
          szpital.
        • pia.ed Re:Na trzeźwo patrząc 22.07.04, 15:39
          Historia zaczyna byc co raz bardziej frapujaca!
          To ona byla na 2-tygodniowych ODWIEDZINACH u meza w Warszawie!!!
          Nawet jesli jej ukradli torebka, to mogla przeciez od niego dostac pieniadze...
          Odwiozlas ja do domu razem z rowerem? Na czyj koszt???

          A czy ona nie mogla po prostu PRZEWROCIC SIE NA ROWERZE?
          Ja mam wypadek srednio 2 razy w roku, kiedys ze wstrzasnieniem mozgu, co
          spowodowalo ze nie pamietalam co tego dnia robilam.
          Podobno ugotowalam obiad zanim wsiadlam autobus i pojechalam na zszycie rany
          do szpitala, gdzie podczas czekania stracilam przytomnosc.
          Zapewniam, ze guza mozgu nie mam, prad mnie nie porazil, a moje wypadki sa
          spodowane wylacznie gapiostwem.
          • Gość: lucjola Re::(( IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 22.07.04, 16:10
            Tak nawiasem mówiąc może cztałbyś (-łabyś) troszeczkę uważniej. Uważam, że ta
            kobieta jest maltretowana przez męża. Wskazuje na to kilka faktów. Bała się
            wrócić do domu. Po rower musiałam sama wrócić, bo pan i władca nie raczył,
            najprawdopodobniej całe zajście nastąpło na skutek awantury, jaką jej urządził.
            Jeżeli tak bardzo się martwisz o finansową stronę całego zajścia informuję, ze
            samochód mam przerobiony na gaz i gdybym nawet przejechała 50 km to spokojnie
            można te kilka zł wrzucić w koszty "niedawania przeze mnie na tacę" od ładnych
            paru lat.
            Proponuję zkończyć temat. Nie uzyskałam od Was żadnych konkretnych informacji,
            jak tej kobiecie pomóc, natomiast została w międzyczasie oskarżona o kilka
            rzeczy. Ale to chyba już taka nasza mentalność - stale udawadniać swoją
            niewinność.
            Dziękuję za uwagę.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka