Dodaj do ulubionych

Eutanazja po polsku

15.07.15, 18:56
"Z relacji sąsiadów, do których dotarła reporterka TVN24, mężczyzna to były minister edukacji z czasów PRL. Jego żona ciężko chorowała, a on się nią do ostatniej chwili opiekował. - To była eutanazja na życzenie, skrócenie męki - relacjonuje wypowiedzi sąsiadów TVN24."
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,18363174,ciala-pary-starszych-ludzi-znalezione-na-saskiej-kepie-doszlo.html?lokale=local#BoxNewsLink
A w Szwajcarii, Belgii czy Holandii odbywa się to w cywilizowany sposób...
Edytor zaawansowany
  • do.ki 15.07.15, 19:23
    W cywilizowany? Może i tak. Można nawet sobie w aptece kupić zestaw do eutanazji (proś o "euthanasiekit"). Tylko że to niekoniecznie jest takie cywilizowane. Żyjąc już 13 lat pod rządami ustawy o eutanazji mam coraz więcej wątpliwości. Nie chcę zanudzać cię przydługimi rozważaniami, ale być może to, o czym piszesz, jest normalniejsze i bardziej cywilizowane niż eutanazja na sposób belgijski czy holenderski. Bo jest wyjątkowe. I takie powinno pozostać.

    --
    "Ignorance more frequently begets confidence than does knowledge: it is those who know little, and not those who know much, who so positively assert that this or that problem will never be solved by science." Charles Darwin, —The Descent of Man, 1871
  • cyberros 15.07.15, 19:27
    do.ki napisał:

    > W cywilizowany? Może i tak. Można nawet sobie w aptece kupić zestaw do eutanazj
    > i (proś o "euthanasiekit"). Tylko że to niekoniecznie jest takie cywilizowane.
    > Żyjąc już 13 lat pod rządami ustawy o eutanazji mam coraz więcej wątpliwości. N
    > ie chcę zanudzać cię przydługimi rozważaniami, ale być może to, o czym piszesz,
    > jest normalniejsze i bardziej cywilizowane niż eutanazja na sposób belgijski c
    > zy holenderski. Bo jest wyjątkowe. I takie powinno pozostać.
    >

    Strzelenie kulą w łeb do chorej zony, a potem do siebie jest normalniejsze?
  • do.ki 15.07.15, 21:41
    > Strzelenie kulą w łeb do chorej zony, a potem do siebie jest normalniejsze?

    od zabicia zdrowej kobiety na mocy ustawy tylko dlatego, że chce? Tak.

    wpolityce.pl/swiat/257033-koszmar-eutanazji-zdrowa-24-letnia-belgijka-zostanie-zabita-bo-od-dziecinstwa-miala-mysli-samobojcze

    --
    "The first duties of the physician is to educate the masses not to take medicine." Sir William Osler
  • snajper55 18.07.15, 22:11
    do.ki napisał:

    > > Strzelenie kulą w łeb do chorej zony, a potem do siebie jest normalniejsz
    > e?
    >
    > od zabicia zdrowej kobiety na mocy ustawy tylko dlatego, że chce? Tak.
    >
    > wpolityce.pl/swiat/257033-koszmar-eutanazji-zdrowa-24-letnia-belgijka-zostanie-zabita-bo-od-dziecinstwa-miala-mysli-samobojcze

    To jest jej życie i jej decyzja, zwolenniku ubezwłasnowalniania.

    S.
    --
    Kometa
  • low.sodium 18.07.15, 22:59
    snajper55 napisał:

    > > wpolityce.pl/swiat/257033-koszmar-eutanazji-zdrowa-24-letnia-belgijka-zostanie-zabita-bo-od-dziecinstwa-miala-mysli-samobojcze
    >
    > To jest jej życie i jej decyzja, zwolenniku ubezwłasnowalniania.

    "Jej decyzja", to niech pozostanie jej decyzja do konca. Po co obciaza sumienie innych.
  • cyberros 19.07.15, 08:49
    low.sodium napisał(a):

    > snajper55 napisał:
    >
    > > > wpolityce.pl/swiat/257033-koszmar-eutanazji-zdrowa-24-letnia-belgijka-zostanie-zabita-bo-od-dziecinstwa-miala-mysli-samobojcze
    > >
    > > To jest jej życie i jej decyzja, zwolenniku ubezwłasnowalniania.
    >
    > "Jej decyzja", to niech pozostanie jej decyzja do konca. Po co obciaza sumienie
    > innych.

    Ma się prawo do życia. Ale czy ma się prawo do śmierci?
  • do.ki 20.07.15, 06:48
    cyberros napisał:


    > Ma się prawo do życia. Ale czy ma się prawo do śmierci?

    Nie. A to prawo do życia to też bardziej filozoficzny postulat aniżeli prawo sensu stricto.
    --
    "As far as we can discern, the sole purpose of human existence is to kindle a light in the darkness of mere being." Carl Jung
  • cyberros 21.07.15, 18:27
    do.ki napisał:

    > cyberros napisał:
    >
    > > Ma się prawo do życia. Ale czy ma się prawo do śmierci?
    >
    > Nie. A to prawo do życia to też bardziej filozoficzny postulat aniżeli prawo se
    > nsu stricto.

    A dlaczego nie ma się prawa do śmierci?
  • do.ki 22.07.15, 11:18
    > A dlaczego nie ma się prawa do śmierci?

    Bo jest niepotrzebne. Powiedz, jak rozumiesz "prawo do smierci"?

    Podpowiedz: klasycznie prawa uniwersalne, w tym prawa czlowieka, poznajemy po tym, ze sa definiowane negatywnie. Na przyklad prawo do zycia polega na tym, ze nikomu nie wolno pozbawiac cie zycia. Prawo do wolnosci wypowiedzi oznacza, ze nie wolno cenzurowac. Tym wlasnie prawa roznia sie od przywilejow, takich jak prawo do pracy, ktore tak naprawde prawem nie jest.

    Wiec jak wyobrazasz sobie zdefiniowane negatywnie prawo do smierci?
    --
    "Never ascribe to malice that which can be adequately explained by stupidity." Robert J. Hanlon
  • cyberros 26.07.15, 17:01
    do.ki napisał:

    > > A dlaczego nie ma się prawa do śmierci?
    >
    > Bo jest niepotrzebne. Powiedz, jak rozumiesz "prawo do smierci"?

    A ja uważam, ze jest potrzebne i ze powinno się je mieć. Można je tak rozumieć jak w Szwajcarii, lub jak w Belgii. Jeśli np. zachorujesz na nieuleczalny złośliwy nowotwór mózgu, albo na raka trzustki, który jest wyjątkowo wredny i na którego umiera się w wyjątkowo nieprzyjemny sposób, to możesz albo umierać powoli w torturach, aż nowotwór zrobi z ciebie pozbawionego godności flaka, który się nawet nie podetrze sam, ale któremu do ostatniej sekundy będzie się przedłużać życie sondą żołądkową i kroplówkami, tortury średniowieczne to przy tym pikuś:
    pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81amanie_ko%C5%82em
    albo możesz mieć wybór i odejść na własnych warunkach w godny sposób:
    www.fakt.pl/wydarzenia/brittany-maynard-umarla-eutanazja-brittany-maynard-eutanazja-oregon,artykuly,500314.html
    W Szwajcarii przygotowują wszystko dla ciebie, podpinają ci kroplówkę, a przycisk uruchamiający pompkę infuzyjną z płynem zatrzymującym krążenie wciskasz sobie sam. Ja wybieram w takim przypadku zdecydowanie rozwiązanie szwajcarskie, nie chcę, by jakieś sadystyczne nawiedzone świry w Polsce się nade mną pastwiły.
  • do.ki 27.07.15, 07:05
    Zauważ, że te tortury, o których piszesz, to nie wynik sadyzmu lekarzy. Codziennie pacjenci z bardzo złym lub wręcz beznadziejnym rokowaniem poddawani są takim torturom, BO ICH RODZINY TEGO ŻĄDAJĄ! I grożą sądem, jeśli lekarz się sprzeciwi. Albo poszczują dziennikarzem. To jest hipokryzja. Niby nie chcesz przedłużania żałosnej egzystencji, ale drugiemu umrzeć nie dasz.

    Wystarczyłaby odrobina zdrowego rozsądku i przynajmniej minimum poczucia odpowiedzialności za członka rodziny. A nie wymaganie od lekarza uporczywej terapii przez 2 tygodnie po to, żeby córka nie musiała anulować wakacji.

    Już widać, że prawne rozwiązania w tej dziedzinie jednak prowadzą do nadużyć.

    Tylko że tak poza wszystkim to nie jest żadne prawo do śmierci. Nie potrzeba ustawy, by umrzeć. Ale po pierwsze: państwo nie musi przykładać do tego ręki. A po drugie: osobiście jestem zwolennikiem państwa minimalnego. Nie chcę, żeby państwo wtrącało się do tej dziedziny życia. Nie potrzebuję niańki. Jestem dorosły, zadbam o siebie sam.
    --
    "Ignorance more frequently begets confidence than does knowledge: it is those who know little, and not those who know much, who so positively assert that this or that problem will never be solved by science." Charles Darwin, —The Descent of Man, 1871
  • qulqa 01.08.15, 18:11
    Sadystyczne nawiedzone świry mówisz ?
    OK.
    To zacznij od siebie i swojej rodziny, żeby sadystyczne nawiedzone świry nie pastwiły się nad Wami. Omów przy obiedzie rodzinnym z rodzicami i dziadkami, jakie metody ich terapii mogą być stosowane. Reanimacja ? Respirator ? Długotrwałe żywienie przez sondę w śpiączce? Smialo, nie bój się tych tematów. A następnie, jak każdy z członków rodziny się już wypowie, niech każdy z was napisze oświadczenie woli - czego sobie życzy, czego nie. Inny członkowie rodziny niech się pod tym podpiszą. Skoro lekarzom wiąże ręce oświadczenie Swiadków Jehowy zabraniające podawania krwi (a nie jest to oświadczenie notarialne), sporządzone przez Was oświadczenia też są ważne (choć nie ma jeszcze ustawy o testamencie woli).
    A potem bądźcie konsekwentni. Skoro babcia nie chce reanimacji, to jeśli straci przytomność i nie będzie dawała oznak życia, nie dzwońcie po karetkę. Poczekajcie godzinę i dopiero wtedy zadzwońcie. Ale nie z informacją 'straciła przytomność', lecz z informacją 'nie żyje'. Uszanujcie jej wolę. Trudno wytrzymać, ręce same się rwą do słuchawki ? A widzisz, jak łatwo oskarżać innych, że są sadystycznymi nawiedzonymi świrami.
  • do.ki 19.07.15, 07:48
    > To jest jej życie i jej decyzja, zwolenniku ubezwłasnowalniania.

    Zwolennik ubezwłasnowolnienia, moi? A kto chce ubezwłasnowolnić lekarza czy aptekarza, który coś tam bąka o klauzuli sumienia? Jej decyzja, niech sobie popełni samobójstwo, zamiast wciągąć innych w swoje sztuczne problemy.

    Eutanazja jest potrzebna, ale nie w tej formie i nie dla takich przypadków.
    --
    "Never ascribe to malice that which can be adequately explained by stupidity." Robert J. Hanlon
  • cyberros 19.07.15, 08:48
    do.ki napisał:

    > > Strzelenie kulą w łeb do chorej zony, a potem do siebie jest normalniejsz
    > e?
    >
    > od zabicia zdrowej kobiety na mocy ustawy tylko dlatego, że chce? Tak.

    A od zabicia chorej kobiety?
  • low.sodium 19.07.15, 23:51
    "Eutanazja jest potrzebna, ale nie w tej formie i nie dla takich przypadków."

    Ja mysle, ze w wiekszosci odhumanizowanych, bezrefleksyjnych spoleczenstw jest nawet, na dyskusje o eutanazji, za wczesnie.

    cyberros napisał:

    >... A od zabicia chorej kobiety?

    Cyberros, nie przyszlo Tobie do glowy, ze moze ta chora kobieta (i jej maz) chciala przestac cierpiec, ze moze nie zrobiono wszystkiego, zeby usmierzyc jej bol, ze nie zrobiono nic, zeby mogla godnie zakonczyc zycie.
    Mnie to przeraza, ze chory, slaby czlowiek staje sie ciezarem, ktorego mozna sie pozbyc, ze nienarodzone dziecko nazywa sie tkanka, ktora mozna w przypaku inperfekcji zniszczyc.
    Czujesz sie Europejczykiem, no i klikasz codziennie w brzuszek pajacyka.

    PS. Nie jestem "katolem", wierze tylko w to co nauka moze wyjasnic.
  • qulqa 26.07.15, 10:57
    >Mnie to przeraza, ze chory, slaby czlowiek staje sie ciezarem, ktorego mozna si
    > e pozbyc

    W doniesieniach prasowych podawano, że to przytomny chory występuje z prośbą o eutanazję, nie jego rodzina. Rodzina występuje zaś w przypadkach wyjątkowych i nagłaśnianych prasowo, typu kilku - kilkudziesięcioletni stan wegetatywny. Jeżeli jest inaczej, popraw mnie proszę.

    Mnie przeraża raczej coś innego. Brak możliwości skutecznej pomocy starym chorym ludziom, którzy cierpią przy odchodzeniu. Mój ojciec przed śmiercią praktycznie miał szczątki płuc, używał koncentratora tlenu. I co zrobić, gdyby duszność się nasiliła? Hospitalizacja i podłączenie do respiratora? Po co? Żeby przedłużyć umieranie? Hospitalizacja i wlew narkotyku, by zmniejszyć duszność? Obiecaliśmy ojcu, że do końca swoich dni będzie w domu. A kto w domu wypisze nam narkotyk i pożyczy pompę infuzyjną? Wielokrotnie ojciec poruszał temat samobójstwa, bardzo bał się zwiększenia duszności i chciał w takiej sytuacji móc skończyć ze sobą. Na szczęście odszedł we śnie, bez nasilenia dolegliwości.
  • agulha 26.07.15, 12:44
    Czy hospicja domowe nie mają możliwości wypożyczenia pompy infuzyjnej i zorganizowania wlewu narkotyku?
    Co do tych wystąpień o eutanazję przez rodzinę, to wierzę w dobre intencje rodziny w większości przypadków, ale nie zawsze. W sprawie Terri Schiavo był taki wątek, że to mąż był za eutanazją, a rodzice przeciwko. W krajach, gdzie ubezpieczenie zdrowotne ma określoną wartość, a potem się kończy, dziwnym trafem zawsze mąż, żona, partner "przypominają sobie, że Ann powiedziała kiedyś, że nie chciałaby być sztucznie podtrzymywana przy życiu". Już nie mówiąc o tym, że poglądy się zmieniają, co miałam okazję obserwować w dramatycznych okolicznościach. Osoba, która całe życie twierdziła, że gdyby była chora, chciałaby koniecznie znać prawdę, a wszelkie pomijanie tej złej prawdy np. przez lekarza jest niedopuszczalne - jak się okazało, że ma nowotwór w stadium już nie do leczenia, starannie unikała pytań i okoliczności, w których ktoś czułby się zmuszony jej to potwierdzić (aczkolwiek jestem pewna, że wiedziała, jakie to rozpoznanie jest - ale nie chciała tego usłyszeć).
  • do.ki 26.07.15, 14:46
    qulqa napisała:


    > Mnie przeraża raczej coś innego. Brak możliwości skutecznej pomocy starym chory
    > m ludziom, którzy cierpią przy odchodzeniu.

    To jest ciemna strona medycyny, która bynajmniej nie jest wszechmocna, za to rozbudza nadzieje. A prawda jest taka, że w wielu przypadkach medycyna tylko przedłuża życie w nadziei, że chory sam się pozbiera. Takie kupowanie czasu. Ale samych chorób nie zwalcza.

    > Mój ojciec przed śmiercią praktyczn
    > ie miał szczątki płuc, używał koncentratora tlenu. I co zrobić, gdyby duszność
    > się nasiliła? Hospitalizacja i podłączenie do respiratora? Po co? Żeby przedłuż
    > yć umieranie? Hospitalizacja i wlew narkotyku, by zmniejszyć duszność? Obiecali
    > śmy ojcu, że do końca swoich dni będzie w domu. A kto w domu wypisze nam narkot
    > yk i pożyczy pompę infuzyjną? Wielokrotnie ojciec poruszał temat samobójstwa, b
    > ardzo bał się zwiększenia duszności i chciał w takiej sytuacji móc skończyć ze
    > sobą. Na szczęście odszedł we śnie, bez nasilenia dolegliwości.

    Przecież używanie koncentratora nie jest przymusowe.... Dla mnie to niekonsekwencja. Eutanazja musi być dostępna, chociaż przecież na pewnym etapie każdy ma w ręku środki, by odejść na czas. Np nie używać koncentratora. Nie włączać antybiotyków pomimo rozpoznania zapalenia płuc. Nie wzywać karetki. Tak też można. No, ale to wymaga odpowiedzialności.

    --
    "Never ascribe to malice that which can be adequately explained by stupidity." Robert J. Hanlon
  • qulqa 27.07.15, 12:06
    Dlaczego uważasz, że używanie koncentratora jest niekonsekwencją ? Ojciec nie miał raka płuc, miał POCHP i serce płucne po gruźlicy, zaleczonej w młodości, a uaktywnionej przez wiele lat ordynowane niefrasobliwie przez reumatologa steroidy.
    Ojciec żył z koncentratorem tlenu 9 lat. Miał w międzyczasie zapalenia płuc, leczone w domu. Tak, nauczyłam się wkłuwać venflony, zmieniać kroplówki, rozpuszczać antybiotyki, a oklepywanie i toaletę dróg oddechowych robię lepiej niż niejeden fizjoterapeuta.
    Ojciec był w stanie dość stabilnym, z niewielkim postępem choroby. Bał się tylko strasznie nasilenia duszności i o tym rozmawiamy. I nie pisz mi proszę o odpowiedzialności, większość działań rodziny w tamtych latach było ODPOWIEDZIALNYM zapewnieniem ojcu komfortu życia i nie dopuszczeniem do jego hospitalizacji.

    A gdyby ktoś miał raka płuc i używał koncentratora? Przecież tu nie chodzi o przedłużanie życia, ale o komfort umierania. Karetka, respirator, resuscytacja - to działania nadzwyczajne, które w tych przypadkach nie powinny moim zdaniem być stosowane. Natomiast koncentrator, morfina (przy dolegliwościach bólowych lub celem zmniejszenia duszności) powinny być postępowaniem standardowym.

    @agulha
    Dwa hospicja domowe w okolicy tych pomp nie miały.
  • do.ki 28.07.15, 08:18
    qulqa napisała:

    > Dlaczego uważasz, że używanie koncentratora jest niekonsekwencją ? Ojciec nie m
    > iał raka płuc, miał POCHP i serce płucne po gruźlicy, zaleczonej w młodości, a
    > uaktywnionej przez wiele lat ordynowane niefrasobliwie przez reumatologa steroi
    > dy.

    Dlatego, że napisałaś:

    "Mój ojciec przed śmiercią praktycznie miał szczątki płuc, używał koncentratora tlenu. I co zrobić, gdyby duszność się nasiliła? Hospitalizacja i podłączenie do respiratora? Po co? Żeby przedłużyć umieranie? Hospitalizacja i wlew narkotyku, by zmniejszyć duszność? Obiecaliśmy ojcu, że do końca swoich dni będzie w domu."

    Skoro sama piszesz, że wszelkie opcje powoli się wyczerpały, a hospitalizacji nawet nie bierzemy pod uwagę, to po co ten koncentrator? Po co? Żeby przedłużyć umieranie?

    Nie ma znaczenia czy pacjent ma raka, czy nie. Niezłośliwe choroby płuc też w końcu skutecznie zabijają. To kwestia czasu.

    > Ojciec żył z koncentratorem tlenu 9 lat. Miał w międzyczasie zapalenia płuc, le
    > czone w domu. Tak, nauczyłam się wkłuwać venflony, zmieniać kroplówki, rozpuszc
    > zać antybiotyki, a oklepywanie i toaletę dróg oddechowych robię lepiej niż niej
    > eden fizjoterapeuta.

    Jesteś wyjątkiem. Na podstawie twojej relacji nie można wyciągać wniosków ogólnych.


    > A gdyby ktoś miał raka płuc i używał koncentratora? Przecież tu nie chodzi o pr
    > zedłużanie życia, ale o komfort umierania.

    Koncentrator nie ma żadnego związku z komfortem umierania, być może nawet ten komfort pogarsza.

    Karetka, respirator, resuscytacja -
    > to działania nadzwyczajne, które w tych przypadkach nie powinny moim zdaniem by
    > ć stosowane. Natomiast koncentrator, morfina (przy dolegliwościach bólowych lub
    > celem zmniejszenia duszności) powinny być postępowaniem standardowym.

    Bezdyskusyjnie. Ale kto ma to robić? Oddana córka? Lekarz rodzinny?
    --
    "Ignorance more frequently begets confidence than does knowledge: it is those who know little, and not those who know much, who so positively assert that this or that problem will never be solved by science." Charles Darwin, —The Descent of Man, 1871
  • iffa4 28.07.15, 22:57
    >Dlatego, że napisałaś:
    Przepraszam, rzeczywiście wyraziłam się nieprecyzyjnie.

    >Koncentrator nie ma żadnego związku z komfortem umierania, być może nawet ten komfort pogarsza.
    Dlaczego tak sądzisz?

    >Ale kto ma to robić? Oddana córka? Lekarz rodzinny?
    Nie wiem. Wiem, że trzeba stanąć na głowie, żeby bliska osoba nie musiała umierać w szpitalu i miała pełen komfort w domu. Nie jestem dobrym przykładem - mieszkam niedaleko rodziców, mam bardzo zżytą rodzinę, bardzo pomocnego lekarza rodzinnego, znajomą pielęgniarkę z intensywnej terapii. Już po śmierci ojca umarła z powodu glejaka bliska kuzynka - i znów na parę miesięcy zrobiliśmy "szpital" w jej mieszkaniu, aby miała komfort i mogła z nami być. Pewne zachowania wydają mi się zatem oczywiste, ale nie można z tego wyciągać wniosków ogólnych.
  • agulha 25.07.15, 17:57
    Właśnie, ciekawa jestem Twojego zdania. Mnie przerażają takie doniesienia, jak:
    1. Belgia albo Holandia - młoda kobieta chorująca na depresję, zażyczyła sobie eutanazji i szlus. Przecież to jest choroba psychiczna polegająca na tym, że (w skrócie) człowiek nie jest sobą. Ma myśli o śmierci, chce umrzeć, cierpi. Ale uchodzi za chorobę uleczalną (a przynajmniej dającą się zaleczyć). A tu co, chcą zamknąć oddziały leczenia depresji, przekonać chorych, że najlepszym przerwaniem ich autentycznego cierpienia będzie śmierć, zaserwować eutanazję i z głowy?
    2. USA. Mężczyzna miał wypadek na polowaniu, paraliż od szyi w dół. Śpiączka farmakologiczna. Wybudzili go na chwilkę, zapytali, czy chce żyć, jakoby powiedział, że nie, wyjęli rurkę i dali mu się udusić. Jak człowiek w szoku, znienacka wybudzony, może podjąć racjonalną decyzję? Jakie przedstawiono mu inne opcje? Jak to się ma do zaskakujących wyników badań nad poziomem szczęścia u osób z nabytym inwalidztwem - że o ile bezpośrednio po wypadku/chorobie spada ono bardzo nisko, to o dziwo potem zwiększa się i utrzymuje na całkiem przyzwoitym poziomie? Jak się to ma do przypadku pana Świtaja?
  • qulqa 26.07.15, 10:35
    1. Naprawdę myślisz, że zgodę na eutanazję podjęto natychmiast po zgłoszeniu przez pacjentkę, bez wieloletnich prób leczenia ? Są depresje lekooporne i tu nic nie możesz pomóc. Nie oceniam, czy zgoda na eutanazję była udzielona słusznie czy niesłusznie, ale zdumiewa mnie Twoje podejście do problemu, jakby każda zgoda nie była obwarowana rygorami prawnymi i lekarz wypisywał ją pomiędzy dwoma łykami kawy.
    2. To samo dotyczy punktu 2. Myślisz że wybudzenie ze śpiączki farmakologicznej to jak wybudzenie po operacji? Budzisz się półprzytomna, nie bardzo wiesz co się dzieje, a tu masz podejmować decyzje o własnym życiu lub śmierci w ciągu 5 minut? I to jeszcze w Stanach, gdzie prawnicy czyhają na każdym rogu ulicy, żeby personel medyczny puścić z torbami? Nie znam przypadku (proszę o jakiś link do wiarygodnych informacji), ale tego typu decyzje podejmuje człowiek po długotrwałym okresie przytomności, w pełni świadomy swojej sytuacji. I to jest jego decyzja, nie nam oceniać czy słuszna czy nie.
  • agulha 26.07.15, 10:59
    Ad 2. W doniesieniach medialnych pisano właśnie tak. Czy są wiarygodne? A czy ja tam byłam?Z doniesień wynika, że ten "długotrwały okres przytomności" to było wybudzenie na 1 dzień po wypadku.
    n this undated photo provided by Jenny Shultz is her brother, Tim Bowers, 32, of Decatur, Ind. Bowers, who fell about 16 feet from a tree and was left paralyzed from the shoulders down after a hunting accident, told his family he wanted to be taken off life support rather than be dependent on others for the rest of his life. He died Sunday, Nov. 3, 2013, the day after the accident, about five hours after doctors removed his breathing tube.
  • do.ki 26.07.15, 15:23
    agulha napisała:

    > Właśnie, ciekawa jestem Twojego zdania. Mnie przerażają takie doniesienia, jak:
    > 1. Belgia albo Holandia - młoda kobieta chorująca na depresję, zażyczyła sobie
    > eutanazji i szlus. Przecież to jest choroba psychiczna polegająca na tym, że (w
    > skrócie) człowiek nie jest sobą. Ma myśli o śmierci, chce umrzeć, cierpi. Ale
    > uchodzi za chorobę uleczalną (a przynajmniej dającą się zaleczyć). A tu co, chc
    > ą zamknąć oddziały leczenia depresji, przekonać chorych, że najlepszym przerwan
    > iem ich autentycznego cierpienia będzie śmierć, zaserwować eutanazję i z głowy?

    Zacznijmy od tego, że zupełnie nie podzielam twojego poglądu na to czym jest depresja. Jak dla mnie, depresja to matnia. Musisz, ale nie możesz. Zrzucono cię na środek oceanu z czarnego, gorzkiego i zimnego budyniu w środku nocy i helikopter odleciał. Nawet nie wiesz w którą stronę płynąć, a każdy ruch to wysiłek. Wiesz, że musisz płynąć i wiesz, że nie dopłyniesz. Każdego dnia rano podnosisz się z łóżka i przez resztę dnia usiłujesz wyglądać i funkcjonować normalnie. Nie jesteś sobą? Paradne. Ciebie już dawno nie ma, została skorupa, którą animujesz.
    Ale leczenie takiego stanu może być gorsze od samej choroby. Szczególnie dla młodej kobiety. Tylko że moim zdaniem to jeszcze nie powód do eutanazji. To jest powód do samobójstwa. Społeczeństwo nie powinno zastępować samobójstwa eutanazją. Niestety, społeczeństwo holenderskie wydaje się być pełne tchórzy. To dzięki tchórzostwu paru Holendrów obchodziliśmy ostatnio 20 rocznicę masakry Bośniaków. But I digress. Być może samobójca obraża poczucie estetyki Holendrów, stąd takie newsy:

    serwisy.gazetaprawna.pl/zdrowie/artykuly/885088,w-holandii-drastycznie-wzrasta-liczba-eutanazji-osob-chorych-psychicznie.html
    Wygodniccy tchórze, ot co.


    > 2. USA. Mężczyzna miał wypadek na polowaniu, paraliż od szyi w dół. Śpiączka fa
    > rmakologiczna. Wybudzili go na chwilkę, zapytali, czy chce żyć, jakoby powiedzi
    > ał, że nie, wyjęli rurkę i dali mu się udusić. Jak człowiek w szoku, znienacka
    > wybudzony, może podjąć racjonalną decyzję? Jakie przedstawiono mu inne opcje? J
    > ak to się ma do zaskakujących wyników badań nad poziomem szczęścia u osób z nab
    > ytym inwalidztwem - że o ile bezpośrednio po wypadku/chorobie spada ono bardzo
    > nisko, to o dziwo potem zwiększa się i utrzymuje na całkiem przyzwoitym poziomi
    > e? Jak się to ma do przypadku pana Świtaja?

    @qulqa już ci odpowiedziała. Nie wiem czy całkiem zgodnie z faktami. Skoro pacjent z porażeniem na poziomie dolnych odcinków szyjnych, czyli poniżej poziomu odejścia nerwów przeponowych, umiera w ciągu kilku godzin po usunięciu rurki do wentylacji, to znaczy, że nie samo usunięcie rurki było przyczyną śmierci, że było coś jeszcze. Co, nie wiemy. Ale swoje zdanie na temat dalszej wentylacji mógł przecież wyrazić wcześniej. W dzisiejszych czasach pacjenci na intensywnej terapii na oddechu kontrolowanym są regularnie w pełni przytomni, oglądają TV i czytają gazety. Przypadek J. Świtaja tu nijak się ma. Świtaj nie uważa, że nie chce żyć, bo jego życie nie ma sensu.
    --
    "Ignorance more frequently begets confidence than does knowledge: it is those who know little, and not those who know much, who so positively
  • agulha 26.07.15, 20:58
    Jeżeli chodzi o depresję, w sumie myślę, że mamy ten sam pogląd na to, czym ona jest, tylko opis się różni. Poza tym z mojej wiedzy i doświadczeń wynika, że zazwyczaj ten koszmarny stan ustępuje. Czasami nawraca. Pewnie nie zawsze, OK, ale nigdy nie wiadomo. Leczenie pacjenta może być drogie, pacjent męczący dla rodziny. Cechą charakterystyczną choroby jest myślenie o śmierci i myśli samobójcze. Po wejściu w remisję one ustępują. Czy można zatem uznać, że żądanie śmierci (eutanazji) przy czynnym stanie chorobowym upoważnia do spełnienia tego żądania?
  • do.ki 27.07.15, 07:07
    Nawet gdyby nie było remisji, to tej kobiecie można pomóc na przykład rozwijając jej religijność. Religia ma potężny wpływ na psychikę, dodajmy: zwykle wpływ dobroczynny (!). Tu mogłaby pomóc. Ale eutanazja: nie.
    --
    "I hate to advocate drugs, alcohol, violence, or insanity to anyone, but they've always worked for me." Hunter S. Thompson
  • cyberros 26.07.15, 17:10
    agulha napisała:

    ...
    > 2. USA. Mężczyzna miał wypadek na polowaniu, paraliż od szyi w dół. Śpiączka fa
    > rmakologiczna. Wybudzili go na chwilkę, zapytali, czy chce żyć, jakoby powiedzi
    > ał, że nie, wyjęli rurkę i dali mu się udusić. Jak człowiek w szoku, znienacka
    > wybudzony, może podjąć racjonalną decyzję? Jakie przedstawiono mu inne opcje?

    Opcja leżenia przez parę miesięcy i śmierci wskutek zapalenia płuc, hehe. Jeszcze pół biedy jak uszkodzenie rdzenia było na poziomie poniżej ośrodka dla mięśni oddechowych, to przynajmniej możesz oddychać i mówić, ale często jest powyżej, wtedy nie tylko, że leżysz sparaliżowany, ale jesteś zaintubowany i podłączony do respiratora, sama przyjemność. Porozumiewanie się z otoczeniem? Np. dwa mrugnięcia na tak i jedno mrugniecie na nie. Miodzio.

    > J
    > ak to się ma do zaskakujących wyników badań nad poziomem szczęścia u osób z nab
    > ytym inwalidztwem - że o ile bezpośrednio po wypadku/chorobie spada ono bardzo
    > nisko, to o dziwo potem zwiększa się i utrzymuje na całkiem przyzwoitym poziomi
    > e? Jak się to ma do przypadku pana Świtaja?

    Szczęście z paraliżem od szyi w dół? Hehe :)
  • agulha 26.07.15, 21:01
    Oglądałeś film "Nietykalni"? Facet żyje dość długo mimo porażenia od szyi w dół - film jest oparty na faktach, ten człowiek udzielał wywiadu. Zamiast pomagać mu w umieraniu, otoczenie pomaga mu w życiu na tyle dobrej jakości, na ile jest to w jego przypadku możliwe. Nawet się ożenił i adoptował dzieci.
    Fakt, że jest zdaje się obrzydliwie bogaty. Można sądzić, że kiedy to się stało, nie miał ani problemów z ubezpieczeniem i pokryciem kosztów medycznych, ani spadkobierców żądnych dorwania się do schedy.
  • cyberros 01.08.15, 23:10
    agulha napisała:

    > Oglądałeś film "Nietykalni"? Facet żyje dość długo mimo porażenia od szyi w dół
    > - film jest oparty na faktach, ten człowiek udzielał wywiadu. Zamiast pomagać
    > mu w umieraniu, otoczenie pomaga mu w życiu na tyle dobrej jakości, na ile jest
    > to w jego przypadku możliwe. Nawet się ożenił i adoptował dzieci.
    > Fakt, że jest zdaje się obrzydliwie bogaty. Można sądzić, że kiedy to się stało
    > , nie miał ani problemów z ubezpieczeniem i pokryciem kosztów medycznych, ani s
    > padkobierców żądnych dorwania się do schedy.

    A może niech ludzie sami decydują o swoim szczęściu, nie ty za nich?
  • agulha 02.08.15, 21:32
    Ja nie, ale rodzina może też niekoniecznie.
  • agulha 25.07.15, 17:58
    A jakie jest zabezpieczenie przed tym, że ktoś kupi sobie bez recepty taki zestaw do eutanazji i użyje go do pozbycia się marudnej, starej żony albo bogatego, niedawno poślubionego męża?
  • qulqa 26.07.15, 10:40
    Nie wiem, czy kupowanie tych zestawów jest obwarowane jakimiś wymogami.
    Ale starej marudnej żony czy bogatego męża możesz się pozbyć w prostszy sposób. Kupujesz w kiosku Ruchu paracetamol, rozkruszasz go i wsypujesz do jedzenia. W odpowiedniej dawce działa tak samo skutecznie jak zestaw do eutanazji. Albo kupujesz w sklepie trutkę na szczury - dalsze postępowanie takie samo. Nie mówiąc już o uduszeniu poduszką - to już zupełnie bezkosztowe.

    Jeżeli ktoś chce popełnić morderstwo, nie musi w tym celu kupować zestawów do eutanazji.
  • agulha 26.07.15, 11:04
    O ile wiem, to są jednak wprowadzone pewne ograniczenia co do obrotu substancjami bardzo toksycznymi i(lub) substancjami o niskim indeksie terapeutycznym. Nie pisz, ile, ale podejrzewam, że paracetamolu taka marudna żona musiałaby dużo się najeść i mógłby być kłopot, żeby nie wyczuła tego w jedzeniu.
    Ostatnio wprawdzie omawiano w GW sprawę zakupu przez mężczyznę z depresją porcji cyjanku potasu - ale po pierwsze facet nakłamał jak z nut w swoich deklaracjach (trzeba mieć jednak pewne IQ, żeby to zrobić), po drugie dysponował wolną gotówką, a po trzecie natychmiast się wydało, tyle, że w tym przypadku winny był ofiarą, więc z definicji nie było przestępstwa.
  • do.ki 26.07.15, 15:40
    Jeśli chcesz naprawdę odjechany sposób na zabójstwo doskonałe, to użyj domowych czujek dymu.
    --
    "As far as we can discern, the sole purpose of human existence is to kindle a light in the darkness of mere being." Carl Jung
  • qulqa 27.07.15, 12:12
    A coś bliżej ? :)
    Mam obrzydliwie bogatego starego obleśnego męża.

    (żart)
  • qulqa 27.07.15, 12:17
    Przy kupnie trutki na szczury nie ma chyba żadnych wymagań.

    Paracetamol wyczuje? Ooo, chyba nigdy nie rozmyślałaś nad napisaniem kryminału :)

    Oczywiście żartuję, ale myślę, że jeżeli ktoś chce kogoś zabić, znajdzie niskokosztowy i nie wymagający zbędnego zachodu sposób.
    A wykryć mordercę można również przy użyciu przez niego zestawu do eutanazji z apteki.
  • do.ki 26.07.15, 15:31
    qulqa napisała:

    > Nie wiem, czy kupowanie tych zestawów jest obwarowane jakimiś wymogami.
    > Ale starej marudnej żony czy bogatego męża możesz się pozbyć w prostszy sposób.
    > Kupujesz w kiosku Ruchu paracetamol, rozkruszasz go i wsypujesz do jedzenia. W
    > odpowiedniej dawce działa tak samo skutecznie jak zestaw do eutanazji. Albo ku
    > pujesz w sklepie trutkę na szczury - dalsze postępowanie takie samo. Nie mówiąc
    > już o uduszeniu poduszką - to już zupełnie bezkosztowe.
    >
    > Jeżeli ktoś chce popełnić morderstwo, nie musi w tym celu kupować zestawów do e
    > utanazji.

    Bardzo kiepski pomysł, nie próbuj tego. "Odpowiednia dawka" paracetamolu nie tylko będzie widoczna w potrawie, ale też na tyle zmieni jej smak, że na pewno wzbudzi podejrzenia.
    Trutka na szczury to pomysł równie słaby co paracetamol. Laboratoria medycyny sądowej oznaczają poziom takich pospolitych trucizn w przypadku podejrzanych zgonów.
    W każdym ogródku, na każdej miedzy, można znaleźć rośliny trujące, które o wiele trudniej wykryć i o wiele trudniej zdiagnozować zatrucie. Przykład pierwszy z brzegu: cis.
    --
    "The best argument against democracy is a five-minute conversation with the average voter." Winston Churchill
  • do.ki 26.07.15, 15:27
    Zabezpieczenie jest takie, że zestawy do eutanazji nie są dostępne bez recepty. Pogooglaj "euthanasiekit". Są zdjęcia, są wytyczne, jest skład zestawu...

    Albo to:

    www.telegraaf.nl/tv/opmerkelijk/23855989/__Zo_ziet_een_euthanasie-kit_eruit__.html
    --
    "Ignorance more frequently begets confidence than does knowledge: it is those who know little, and not those who know much, who so positively assert that this or that problem will never be solved by science." Charles Darwin, —The Descent of Man, 1871
  • cyberros 26.07.15, 17:17
    agulha napisała:

    > A jakie jest zabezpieczenie przed tym, że ktoś kupi sobie bez recepty taki zest
    > aw do eutanazji i użyje go do pozbycia się marudnej, starej żony albo bogatego,
    > niedawno poślubionego męża?

    Nie mylmy morderstwa lub samobójstwa z eutanazją. Nie ma czegoś takiego jak "zestaw do eutanazji" kupowany na receptę lub bez recepty. Starej żony lub bogatego męża pozbędziesz sie na sto innych prostszych sposobów, za pomaca dostępnych łatwo leków, albo naczyń kuchennych, będzie to jednak zawsze morderstwo, a nie eutanazja.
    Eutanazja to tak jak tu:
    www.fakt.pl/wydarzenia/brittany-maynard-umarla-eutanazja-brittany-maynard-eutanazja-oregon,artykuly,500314.html
    W Szwajcarii przygotowują wszystko dla ciebie, podpinają ci kroplówkę, a przycisk uruchamiający pompkę infuzyjną z płynem zatrzymującym krążenie wciskasz sobie sam. Nie ma żadnego "zestawu" bez recepty.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka