Dodaj do ulubionych

BRAK REAKCJI LEKARZY DOPROWADZIŁ DO ŚMIERCI

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 11:39
Wieczorem pacjent wezwał pogotowie, około godziny 20 został zabrany z pracy,
po przewiezieniu do szpitala wykonano mu badanie EKG pomimo trzykrotnego
badania które nie wykazały żadnych nieprawidłowości podano mu leki pobudzające
serce, pomimo skarg na ból serca potem brzucha i nóg, stwierdzono, jako że
przywieziono go z pracy to mógł być narażony na sytuację stresową wiec lekarze
podali mu leki uspokajające (jak twierdzi lekarka skargi na bóle mogły być
wywołane histeria)... o północy pacjent zmarł sekcja wykazała iż powodem zgonu
był tętniak. Gdzie należy się udać aby wyjaśnić obojętność lekarzy ?? dlaczego
nic nie zrobiono ?? pacjent osierocił dwójkę dzieci oraz żonę. w jaki sposób
dochodzić swoich praw ?? Jakie instytucję lub organizacje zajmują się pomocą w
takich przypadkach ??
Edytor zaawansowany
  • Gość: lekarka IP: *.chello.pl 08.03.05, 11:46
    Czasem jest tak, że pacjent umiera. Rozumiem żal, rozgoryczenie i chęć szukania
    winnych - rodzina ma do tego prawo, może tak manifestować swoja żałobe czy
    niepogodzenie się ze smiercią bliskiej im osoby.
    Jednak gdy pomysli się o tym bez emocji ( a trudno o taki stan po śmierci
    krewnego), to przyjmijcie Państwo do wiadomosci, że lekarze nie są
    cudotwórcami, i czasem przegrywają walkę ze smiercia. I tak było w tym
    przypadku.
    Skargi możecie składać wszędzie i do ordynatora i do dyrekcji szpitala i do Izb
    Lekarskich - jednak mozecie być pewni, że w przypadku tętniaka nikt nie oskarzy
    lekarza o zaniechanie lub błąd w sztuce.
  • Gość: Iustitia IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.03.05, 12:01
    Ale to nie przeczy faktowi że chory powinien być kompleksowo chociaż
    zdiagnozowany,, coraz częściej zdarzaję sie takie uchybienia.
    Pozdrawiam
  • Gość: lekarka IP: *.chello.pl 08.03.05, 12:56
    Tak jak napisała Agnieszka tętniaki nie dają jednoznacznych objawów. Polska
    słuzba zdrowia kuleje - wiele badań jest mozliwych do przeprowadzenia dopiero
    następnego dnia. I to nie jest wina zatrudnionych lekarzy tylko systemu!
    Podejrzewano zawał - EKG było w normie, przypuszczam, że wykonano badanie
    troponiny, której pacjent nie uwolnił, przyjęto więc go do szpitala na
    obserwację. I niczego więcej nie dało się na tym etapie zrobić. Nie bronie
    kolegów po fachu, taka jest polska rzeczywistość.
    Jeżeli na dodatek były podstawy, żeby podejrzewać nerwicę - nie było błędu.
    Zapewniam, że w populacji pacjentów z podobnymi objawami , wykluczając zawały-
    bo to sprawa jasna-, 80% ma nerwicę, 10% chorobę wrzodową ( to nie pomyłka), a
    pozostałe 10% to ludzie do dalszej diagnostyki. Z czego max 2% ma tętniaki.
    Powtarzam, rozumiem rodzinę, ale w tym wypadku niewiele dałoby się zrobić.
    Winny jest SYSTEM - nie lekarz!
  • aelithe 10.03.05, 22:00
    bull shits , tętniak rozwarstwiający jest bardzo rzadki
    Jest trudny do rozpoznania , praktycznie niemożliwy w jednostce nie mającej
    możliwości wykonania CT na dyżurze.
    Rokowanie praktycznie żadne, przeżycie 5 letnie tętniaka rozwarstwiajacego
    zwykle nie przekracza 30% bez względu na wskazania, raczej ze wskazaniem na
    leczenie zachowawcze- agresywne obniżenie ciśnienia tętniczego - co często
    chorzy nie wytrzymują
  • agnieszka-m72 08.03.05, 12:32
    Z tego co mi wiadomo tętniaki nie dają jednoznacznych objawów, ale przy obecnym
    stanie wiedzy medycznej ich wykrywanie nie jest trudne. Co do pomocy w
    zaistniałej sytuacji proponuję udać się do Rzecznika Praw Pacjenta lub Izby
    Lekarskiej. Pozdrawiam.
  • Gość: rur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 17:15
    Co było powodem wezwania pogotowia?
    Czy miał uregulowane nadciśnienie?
    Na co dotychczas chorował, jakie leki brał?
    Gdzie był dizgnozowany? Szpital powiatowy bez pracowni TK, szpital akademicki?
  • Gość: rur IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 17:21
    Jakie leki pobudzjące serce podano - chyba jakaś pomyłka?
    Powodem zgonu był tętniak? Tzn. krwawienie podpajęczynówkowe?
  • Gość: Henio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 18:57
    nie brał wcześniej leków kiedyś leczył nadciśnienie ale od jakiegoś czasu nie
    miał żadnych problemów z sercem powodem wezwania było zasłabnięcie ale sam
    wezwał kartkę był wtedy sam w pracy, nie można wiec powiedzieć że to była
    histeria skoro myslał na tyle sensownie żeby wezwać pogotowie
  • Gość: glabella IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 21:08
    Około 20.00 trafił na IP , zgon około północy, czyli nie miał szans żeby go
    można było uratować. Piszesz że zgłaszał bóle serca, nóg, kolejne EKG było
    prawidłowe.
    Nie sa to typowe objawy pękniętego tętniaka mózgu, zazwyczaj na pierwszym m-cu
    są bóle głowy, zasłabnięcie, nudności, wymioty oraz zespół oponowy który
    uzupełnia obraz badania lekarskiego. Nawet jeśli ktoś podejrzewałby pęknięcie
    tętniaka to :
    1. wpierw trzeba by to potwierdzic badaniem TK głowy (we wspomnianym przez
    ciebie szpitalu brak tej pracowni) lub punkcją lędźwiową.
    2. Następnie wykonać arteriografię mózgową - badanie wysokospecjalistyczne
    dostępne w niektórych ośrodkach (domyślam się że nie w Gliwicach)
    3. Jeśli arteriografia wykazałaby tętniaka (a nie musi mimo że on jest) i w
    miejscu dostępnym dla interwencji neurochirurgicznej danego ośrodka to wykonuje
    się operacje tętniaka
    4. Wszystko powyższe przy wymaga kilku-nastu godzin i do zrealizowania przy
    dośc dobrym stanie pacjenta. Postepowanie to zabezpiecza przed "wznową" tzn
    kolejnym krwawieniem które zazwyczaj przydarza się w kkolejnych dniach po
    pęknięciu i również może być śmiertelne. Jak na razie nie leczy
    się "pierwotnego" krwawienia podpajęczynówkowego które niezależnie od rodzaju
    interwencji medycznej niesie 33% śmiertelności w pierwszych godzinach
    zachorowania.

  • aelithe 10.03.05, 22:07
    Glabella mówisz o krwotoku śródmózgowym - można go zdiagnozować zwykłym KT, w
    przypadkach wątpliwych robi się PL, angiografię naczyniową może wykonać
    większośc oddziałów neurologii w tym kraju, ale wykonuje się ją głównie u
    chorych kwalifikowanych do leczenia zabiegowego
    obecnie częście wykonuje się angiotomografię lub angioNMR oczywiście jeśłi
    ośrodek dysponuje odpowiednim sprzętem

    Objawy sugerują tętniaka rozwarstwiającego aorty, wywiad z resztą typowy.
    Niemniej rozpoznanie jest trudne, podobne objawy mogą być w innych chorobach.
    Właściwie rozpoznanie nie jest możliwe bez możłiwości wyukonania KT na dyżurze,
    niewiele szpitali ma taką możliwość. Transport chorego z pękniętym tętniakiem
    do innego ośrodka zwiększa ryzyko zgonu.
  • Gość: letycja IP: *.magicmedia.eu.org / *.internetdsl.tpnet.pl 15.03.05, 17:23
    To barzo przykre , umiera człowiek, ale nie można winić za każdą śmierć
    lekarza. Przeczytałem całą powyższą dyskusję.Lekarz musi zrobić wszysyko co
    może dostępnymi środkami ( jakie ma do dyspozycji w miejscu pracy) tak jest w
    przysiędze Hipokratesa. Tetniak jest zawsze śmiertelny w momencie pęknięcia, ta
    choroba to jak wyrok śmierci. Jak sam mówisz ,że to była tętnica brzuszna ,
    zapewne masz na myśli aortę. W mojej 20 letniej praktyce, a pracuję na
    chirurgii naczyniowej nie pamiętam uratowanych przypadków, mimo ośrodka
    specjalistycznego, a co dopiero szpital terenowy.
  • Gość: Henio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 18:58
    lekiem który mu podano była podwójna dawka nitrogliceryny
  • aelithe 10.03.05, 22:09
    która jest jednym z leków, które można podać w przypadku tętniaka
    rozwartwiającego aorty. Obniża cisninie tętnicze, więc zmniejsza ryzyko
    rozszerzenia się pęknięcia. W przypadku rozpoznia t.a. powinna być podana w
    dawce pozwalającej na obniżenie ciśnienia tęniczego poniżej 100 mm
  • Gość: Henio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 19:00
    szpital miejski w Gliwicach gdzie ponoć nie ma przyżadów a pracownia USG jest
    czynna do 14 w Gliwicach sa inne szpitale z ostrym dyżurem oraz Klinika
    Onkologii na której jest wiekszośc potrzebnego sprzętu
  • aelithe 10.03.05, 22:11
    Czyli lekarz wykonał wszystko co mógł wykonać, więc nie można mu zarzucić błędu
    lekarskiego
  • czarna_rozpacz 08.03.05, 19:02
    ktore swoimi drakonskimi kontraktami,
    pozbawia lekarzy mozliwosci diagnostyki,
  • Gość: młody lekarz IP: *.chello.pl 08.03.05, 19:13
    Wyobrażasz sobie oddział psychiatryczny, który może wykonać 1 (słownie jedno)
    badanie MR głowy w ciągu roku?

    Ja sobie nie wyobrażałem, dopóki nie zobaczyłem.

    Aha: liczba 1 dotyczy sumarycznej liczby badań, dla wszystkich pacjentów w ciągu
    roku, a nie dla jednego pacjenta.
  • Gość: Ratunku taki leczy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.03.05, 22:34
    Młody doktorze przeczytaj ty lepiej zasady zlecania i wykonywania badań
    wysokospecjalistycznych i dowiesz się , że badanie MRI Tk są po pierwsze
    współfinansowane co przekłada sie tak , że kierujący jak zleci tą usługę to gdy
    np. porada kosztuje 7 pkt. to z tych 7 pkt - 6 jest przeznaczonych właśnie na
    takie badanie, drugą część płaci fundusz. Czyli lekarz = specjalista nie
    finansuje ze swojego kontraktu badania , cóż dostanie mniej. Po drugie te
    badania nie podlegają rejonizacji tzn. że można je robić w szędzie. A czas
    czekania wynosi np. w moim województwie do 1 miesiąca( nie cito)
    I ostatnia sprawa od kiedy to w jakiejkolwiek umowie jest napisane , że wolnao
    zrobić 1 badanie na cały rok? Kończąc módy doktorze to co napisałem można
    sprawdzic na stronach każdego oddziału zacząwszy od czasu oczekiwania a
    skończywszy na zasadach zlecania, to nie sa tajne sprawy wystarczy poczytać.
    Poczytaj Pan i nie pisz głupot i na Boga wypisuj skierowania( chyba , że nie
    masz uprawnień bo nie jestes specjalsitą i ci konsultant kr nie pozwala i stąd
    twój brak wiedzy i rozgoryczenie)
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 08.03.05, 20:01
    Jezeli rzeczywiscie byl to tetniak z krwotokiem podpajeczynowkowym, to nawet
    przy najlepszej opiece pacjent mialby 50% szans na przezycie. Z pacjentow,
    ktorzy przezyja polowa ma powazne zaburzenia neurologiczne (paraliz). Jezeli
    mozesz przeczytaj artykul:

    Acute endovascular treatment of ruptured aneurysms.
    Source
    Neuroradiology. 46(2):161-4, 2004 Feb.

  • Gość: Nocny Piotruś IP: 81.219.249.* 08.03.05, 21:34
    Ludzie o czym Wy mówicie ? Z opisu Henia wynika, że był to tętniak
    rozwarstwiający aorty, który się "rozwarstwiał" w dół, w stronę brzucha i potem
    nóg, a nie tętniak głowy !
  • Gość: Henio IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.03.05, 21:34
    z tego co wiem to byl to tetniak na tetnicy brzusznej... cos takiego.. nie znam
    sie dobrze na medycynie
  • Gość: Nocny Piotruś IP: 81.219.249.* 08.03.05, 21:53
    Nie wiem, Heniu, czy Cię to pocieszy, ale rokowanie w tętniaku rozwarstwiającym
    jest fatalne. Ciężka operacja, kończąca się często zgonem pacjenta (chociaż
    oficjalnych statystyk nie znam). Poczytaj trochę w internecie, zaraz Ci coś
    znajdę w "Googlu"... o na przykład tutaj :
    kaliszok.republika.pl/tetniak.htm
  • aelithe 10.03.05, 22:20
    Klasyczne badanie w latach 70 wykazały wyższośc leczenia zachowaczego nad
    operacyjnym, jednak i tak odsetek powikłań jest wysoki. Jednoznaczne wskazania
    do leczenia operacyjnego są w przypadku niedokrwienia ważnych tętnic.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 09.03.05, 00:13
    Jezeli byl to rzeczywiscie rozwarstwiajacy tetniak aorty to smiertelnosc wynosi
    51% w dobrym Amerykanskim osrodku.

    Rupture of abdominal aortic aneurysm: concurrent comparison of outcome of those
    occurring after endovascular repair versus those occurring without previous
    treatment in an 11-year single-center experience.

    Source
    Journal of Vascular Surgery. 40(5):860-6, 2004 Nov.

  • Gość: Patryk IP: *.oc.oc.cox.net 09.03.05, 03:46
    ...śmiertelności,to pierwszą i podstawową reakcją na nagły zgon pacjenta w
    Polsce jest obwinianie lekarzy .Szkoda człowieka,który odszedł.Ale winni są
    oczywiście lekarze.Bo tak.Tylko czemu już mnie to nie dziwi?
  • Gość: lekarka IP: *.chello.pl 09.03.05, 07:59
    Nie dziwi Cię to, bo pacjenci obwiniają nas :
    - kolejkami do specjalistów
    - limitami
    -brakiem możliwości wykonania badań bez pieniędzy
    - fatalnymi warynkami w polskich szpitalach
    - my jestesmy winni, że leki są drogie
    i jeszcze wieloma innymi sprawami.
    Umarł człowiek, jest to tragedia dla rodziny, szczególnie, że dotąd nigdy nie
    chorował ( a przynajmniej nie zgłaszał dolegliwości), ale są choroby
    śmiertelne. I tętniaki - obojetne jakie- zaliczają się do takich, na które
    umiera dużo ludzi. Czasem medycyna jest bezradna - i to bez względu na to czy
    zachoruje krewny Pana Henia, prezydent , bezdomny z dworca czy lekarz.
  • Gość: aki IP: *.protonet.pl / *.protonet.pl 09.03.05, 19:52
    czy też (już po zdiagnozowaniu) na oddziale chirurgii naczyniowej? opisywany pacjent trafił przypuszczalnie na oddział wewnętrzny szpitala rejonowego z niezbyt charakterystycznymi początkowo objawami.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 09.03.05, 20:00
    Artykul opisuje 10-tnie doswiadczenie oddzialu chirurgii naczyniowej, wiekszosc
    pacjentow zostala zdiagnozowana z peknietym tetniakiem aorty w szpitalu gdzie
    ten oddzial dziala. Nie ma danych na temat pacjnetow, ktorzy "nie dojechali".

    Prawdopodobnie "prawdziwa" smiertelnosc jest jeszcze wieksza. Ale tak czy
    inaczej mozna przyjac, ze przy najlepszej dostepnej opiece mniej niz polowa
    pacjentow przezywa. Wiec skarzenie lekarzy z prowincjonalnego szpitala w Polsce
    za to ze pacjent zmarl na chorobe, ktora zabija w najlepszych szpitalach swiata
    nie ma po prostu sensu.
  • Gość: zofia IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 09.03.05, 21:30
    ale to Gliwice -dość duże maisto na Śląsku ,blisko miasta wojewódzkiego , gdzie
    są specjaliści można telefonicznie się skonsultować .
    Wścieka mnie to że naprutemu leżakowi wykonuje się szereg badań
    wyskospecjalistychnych a człowiekowi ubezpieczonemu mówi się że histeryzuje
    ,czasami warto słuchać co mówi chory a nie wierzyć , że to co się widzi to wszystko.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 10.03.05, 16:05
    Nie twierdze, ze opieka nie powinna byc lepsza - oczywiscie, ze tak. Ale
    niedoskonala opieka nie jest wystarczajacym powodem do sprawy o blad medyczny.

    Potrzebe sa 4 waruki:

    1. Pacjent mial kontrak z lekarzem - mial - przyszedl do izby przyjec.
    2. Nastapilo znaczace odstepstwo od lokalnych standartow opieki medycznej - to
    mozecie odpowiedziec lepiej ode mnie - czego mozna sie spodziewac po
    PRZECIETNEJ (bynajmniej nie najlepszej) izbie przyjec na Slasku. I czy
    niewykonanie ultrasonografii wciagu 1-2 godzin od przyjecia bylo ZNACZACYM
    odstepstwem od tej PRZECIETNEJ.
    3. Nastapila szkoda dla pacjenta - nastapila.
    4. SZKODA NASTAPILA NA SKUTEK ODTEPSTWA. Tu jest najwieksze pole do popisu dla
    prawnikow, ale mozna smialo twierdzic, ze pacjent mial spore szanse by umrzec,
    niezaleznie od tego co zrobili lekarze. To rodzina MUSI udowodnic, ze blad a
    nie naturalny bieg rzeczy doprowadzil do smierci - bardzo trudne zadanie.
  • aelithe 10.03.05, 22:33
    W większości polskich szpitali nie ma możliwości wykonia nawet rtg na dyżurze,
    a nie tylko usg jamy brzusznej.
    Nikt nie szkoli lekarzy z usg - przecież nie wolno chodować sobie konkurencji
    1 gdyby mimo to ktos chciał - to musi wydać półroczną pensję za 2 tygodniowy
    kurs
    i nawet jeśli by znalazł sponsora - np. rodzice - to szefostwo przecież nie
    może pozwolić aby gó..arz umiał więcej od szefa.

    Nie stawiaj odpowiedzialności w Polsce z USA - odpowiedzialnośc w usa to
    odpowiedzialnośc za odstąpienie od obowiązujących norm
    W Polsce nie trzeba udowodnić winy ( w prawie cywilnym) , wystarczy udowodnić
    szkodę, więc jęlsi chory umarł w szpitali to można obciążyć szpital , nawet
    jeśli zgon był nieunikniony. Do tej pory prawnicy nie wykorzystywali tych
    przepisów , ale one istnieją.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 10.03.05, 23:09
    Pewny jestes? Jezeli to pawda, to tylko niewydolnosc sadow powoduje, ze wicaz
    istnieja lekarze, ktorzy jeszcze nie doplacaja do przyjemnosci leczenia
    pacjentow. Czy znasz lekarza, ktory nigdy nie mial pacjenta, ktory poniosl
    szkode w trakcie leczenia?
  • aelithe 11.03.05, 11:49
    Opieram się jedynie na opini sędziego sądu najwyższego z jednego ze spotkań
    medyczno-prawniczych na które mnie moja była szefowa wysyłała.
    W Polskim prawie cywilnym nie istnieje pojęcie winy, istnieje pojęcie szkody.
    Pozywający nie musi udokumentowac winy pozywanego, a jedynie szkodę, która
    poniósł, nawet jeśli ona nie jest efektem bezpośredniego działania pozwanego.
    Możliwości dochodzenia odszkodować od lekarza w Polsce są znacznie szersze niż
    w większości krajów eurpy zachodniej, a odszkodowania sa na podobnym poziomie.
    Np. Ostatnio pisano o wygranej niemieckiej pacjentki z niemieckim szpitalem za
    zaszycie szmaty w jamie brzusznej, którą to nosiła w sobie podobno 20 lat.
    odszkodowanie wyniosło 8 000 euro, natomiast kobieta, która urodziła dziecko z
    achondroplazją, a lekarz ginekolog nie skierował ją na badania prenatalne w
    kierunku achondroplazji otrzymała 40 000 złotych. Dodam jeszcze fakt, że
    badania orenatalne w kierunku achondroplazji nie są w polsce rutynową
    diagnostyką osób z grup ryzyka, a w dalszym ciągu eksperymentem medycznym.
  • Gość: GTelega IP: *.wi.rr.com 12.03.05, 20:56
    Tym ktorzy jeszcze chca zostac gratuluje odwagi.
  • slav_ 13.03.05, 11:08
    Polska to dość specyficzny kraj.
    Nie ma tu śmiertelnych chorób, jedyną przyczyna zgonu są lekarze. Świadczą o tym
    doskonale tytuły prasowe czy choćby tytuł tego wątku. Nigdy nie ma żadnych
    problemow doagnostycznych, wszystkie choroby można rozpoznac w ciągu 5 minut a
    jeśli tak się nie dzieje to dowod że lekarze są bandą niedouczonych kretynow.
    Nie ma żadych problemow finansowych - brak pieniędzy nigdy nie tłumaczy
    opóznienia diagnostyki czy terapi a zawsze jest winien lekarz ktory "mogł a nie
    zrobił' - pewno chciał łapowkę. Powikłania nigdy nie są spowodowane "vis major"
    czy zachowaniem pacjenta a zawsze błędem lekarza. Powikłania zresztą (nawet
    typowe) nigdy się nie zdarzają a jeśli tak to musi ktoś być winien i z szumem
    włącza sie prokutatura ustalając kto za to powiklanie powinien odpowiedzieć
    karnie. Wszystkie operacje muszą się powieść a jesli tak nie jest to chirurg
    jest zbrodniarzem i rzeźnikiem ktoremu nalezy odebrac prawo wykonywania zawodu.
    Wszystkie wątpliwości (choćby takie że niezaleznie od zachowania sie lekarza czy
    zastosowanej terapii i tak doszło by do powiklania lub powikłanie niemozliwe
    było do przewidzenia) sa komentowane jako dowod na istnienie "mafii lekarskiej"
    i zamowy między prawnikami a lekarzami.
    Lekarze są rówanież odpowiedzialni za brak sprzętu, kolejki do badań, kolejki do
    poradni i szpitali.
    Szczególnie jednak odrażający jest fakt że lekarze chcą za swoją pracę pieniędzy
    czyli zarabiać na chorbach i nieszczęściu ludzi.
  • aelithe 10.03.05, 22:27
    1. Pytanie jakie doświadczenie miał lekarz dyżurny. Tętniak rozwarstwiający
    jest dośc rzadki i bardzo trudny do rozpoznania, szczególnie w szpitalu
    pozbawionym podstawowej diagnostyki. Potrafi swoim polimorficznym oszukać nawet
    najbardziej doświadczonego lekarza.

  • aelithe 10.03.05, 22:23
    Amerykanie mają skłonność do przesady i operują wielu chorych, jakich w europie
    by nie operowano ze względu na pogorszenie standardu życiu po operacji i gorsze
    rokowanie z zabiegiem.
    Inną sprawą jest pęknięcie aorty wymaga bezwględnej operacji na dobrym oddziale
    chirrurgi naczyniowej, inną sprawą jest tętniak rozwarstwiający , tutaj
    wskazania zależa od obrazu klinicznego i nie zawsze zabieg operacyjny jest
    zabiegiem poprawiającycm rokowanie chorego.
  • Gość: zofia IP: *.core.lanet.net.pl / *.core.lanet.net.pl 09.03.05, 09:20
    należało oprócz tych badań w kierunku zawału wykonać badanie usg w kierunku
    tętniaka , należy to wyjaśnić, czy rzeczywiście nie ma dostępu w godzinach
    wieczornych do usg.
    rozwarstwiający tętniak aorty brzusznej -bardzo złe rokowanie ,pracowałam na
    ostrym dyzurze naczyniowym przez wiele lat i był to dyżur na dość spory obszar
    wykraczający nawet poza województwo ,często pacjenci którzy byli zapowiedzeni
    przez lekarzy z mniejszych oś. nie dojeżdżali ,
  • Gość: Nocny Piotruś IP: 81.219.249.* 09.03.05, 12:10
    W ogóle trzeba uczciwie postawić sprawę : czy szpital, który nie ma możliwości
    natychmiastowego wykonania USG powinien pełnić ostry dyżur internistyczny czy
    kardiologiczny?
  • aelithe 10.03.05, 22:35
    A gdzie ty widzisz w Poslce oddział mający na stałe usg ?
    W wielu oddziałach badania można pobrać dopiero nastenego dnia a wyniki
    otrzymuje się się po 2.
  • aelithe 10.03.05, 22:34
    więc sama potwierdzasz , znikomą szansę chorego
  • aelithe 10.03.05, 22:18
    Doktorze mowa jest o tętniaku rozwarstwiającym aorty.
    Z moich 3 dwa zmarły. Przy dwóch rozpoznanych 1:1. Trzeci z niejasnym
    rozpoznaniem przekazałem bardziej doświadczonemu koledze na oddział i chora
    zmarła w trakcie wykonywania KT jamy brzusznej , 4 godziny po przywiezieniu na
    Izbę Przyjęć.
    Co do krwawień podpajęczych nie przesadzajmy, nie jest to 50% zgonów, wszystko
    zależy od rozległości krwawienia i innych czynników, ale fakt osetek zgonów
    jest bardzo wysoki. Są to chorzy przychodzący na własnych nogach, którzy giną
    kilka minut lub godzin później.
  • znajomykrulika 10.03.05, 20:09
    Zawsze bronię pracowników opieki zdrowotnej lekarzy i pielęgniarek ale dziś
    znalazłem się w sytuacji, która nie daje mi spokoju. Z powodu splotu różnych
    okoliczności znalazłem się w samochodzie z człowiekiem przed czterdziestką,
    który uskarżał się na pieczenie za mostkiem, drętwienie lewej ręki, lekką
    duszność. Działo się to w lesie przed miastem. Szpital z nowoczesnym, pięknym
    SOR-em zaraz za rogatkami miasta. Po zajechaniu przed drzwi tego przybytku
    wbiegłem tam, krótko zreferowałem sprawę lekarzowi i...... Lekarz odmówił
    przyjęcia pacjenta, nie zbadał go, nawet na oczy go nie widział, bo ten został
    w samochodzie (myślałem: może zawał lepiej niech nie chodzi, a zostanie
    przewieziony na wózku) i kazał wieźć chorego do szpitala na drugim końcu
    miasta. W dodatku działo się to w godzinach szczytu. Zdarzyło to się niestety
    naprawdę, w co do tej pory trudno mi uwierzyć. I wyjątkowo nie jest w tym
    wypadku winien NFZ. Co o tym sądzicie, może macie jakieś sensowne wytłumaczenie
    tej sytuacji, bo mnie nic nie przychodzi do głowy.
  • Gość: jolka IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 10.03.05, 20:21
    ...to nie jest odizolowany przypadek,tak jest wszędzie z identyczną sytuacja
    spotkałam się w swoim szpitalu.Tu ja byłam pacjentem a mąż kierowcą i tez
    miałam podobne objawy.Maz zarzadał pisemnej odmowy przyjęcia,i wtedy lekarz
    zmiękł.
  • Gość: Nocny Piotruś IP: 81.219.249.* 10.03.05, 21:01
    Widać doktorek lubi ryzyko, pewnie w wolnych chwilach skacze na gumowej linie
    "Bangee", lata na paralotni albo przynajmniej rozpędza się na autostradzie do
    220/godz. Sprawa w sądzie o nieudzielenie pomocy byłaby dla niego dodatkowym,
    niezapomnianym przeżyciem... No, cóż, są i tacy ludzie. Po prostu taki styl życia...
  • aelithe 10.03.05, 22:38
    W szpitalu, w którym pracowałem po różnych ekscesach, niestety które
    przytrafiły się nawet mi, każdy pacjent wchodzący na IP był wpisywany do ksiągi
    odmów czy karty ambulatoryjnej, nawet jeśli się pytał o godzinę.
    często się pisało odmówił podania tożsamości i zgody na badanie i oddalił się z
    Izby.
  • Gość: grzalka IP: *.olsztyn.mm.pl 12.03.05, 11:10
    Przed Izbą Przyjęć szpitala wojewódzkiego w Olsztynie zmarł na zawał w
    samochodzie pacjent, bo personel izby nie mól sie dogadać kto powinien wyjść do
    niego i mu pomóc. W końcu ustalono, że jego znajomy (?) który przybiegł na IP
    po pomoc powinien zadzwonić po pogotowie i ono juz niech człowieka zawiezie
    gdzie trzeba .
    Głośno o tym było swego czasu....
  • slav_ 12.03.05, 16:21
    Wbrew pozorom nie jest to efekt "złej woli" czy znieczulicy presonelu ale efekt
    takiej a nie innej organizacji. Po prostu Izby Przyjęc nie maja mozliwości
    udzialnia pomocy na zewnątrz szpitala. Pacjenci są "dostarczani".
    Piszesz "powinien wyjśc i mu pomoc" to znaczy KTO wyjść (osoba taka opuszcza
    swoje stanowisko pracy na ktorym ma być - a gdyby w tym czasie w IP ktoś się
    "zatrzymał"?) i JAK pomóc ? Sama obecnośc personelu nie pomaga. Musi "wyjść"
    osoba (osoby - zespół) przygotowana na taką ewentulność, posiadająca przenośny i
    przygotowany sprzęt, zestaw przenośny lekow i środków do ich podawania, zestaw
    do intubacji, defibrylacji itp oraz środek transportu do szpitala. Izba Przyjęć
    niczym takim "na wynos" nie dysponuje. Sprzęt jest stacjonarny, "luzem" w
    szafkach, mozliwośc transportu jedynie w obrębie szpitala. Jakkolwiek
    absurdalnie by to brzmiało to fakt czy zasłabnięcie miało miejsce 10m czy
    kilometr od szpitala z organizacyjnego punktu widzenia nie ma zaczenia i ten
    pomysł z pogotowiem wcale nie jest abstrakcyjny. Oczywiście może byc sytuacja że
    reakcja pogotowia (odległość) będzie trwała tak długo że szybciej będzie
    zorganizowac transport na zasadzie improwizacji ale nie zawsze musi sie to udać.
    Jeśli jeszcze szpital nie miał "ostrego" dyzuru to zorganizowanie faktycznej
    pomocy dla pacjenta w powaznym stanie mogło by być wiekszym poroblemem i
    stwarzac wieksze zagorożenie niż fachowa pomoc i transport ("R") do
    przygotowanego ośrodka.
    A tak nawisem mowiąc ciekaw jestem czy "głośność swego czasu..." polegała tylko
    na epatowaniu tytułami prasowymi i pokazywaniu "mordercow" (czytaj bezduszny
    personel a szczególnie lekarzy) czy też jakiś "urzędnik od zdrowia" biorący
    niezłą pensje za organizowanie opieki zdrowotnej ruszył dupsko żeby sytację
    przeanalizować, wyciągnąć wnioski i spowodować żeby takie sytuacje (personel nie
    wie jak zareagować) w miarę mozności się nie powtarzały (zmiany organizacyjne,
    przeszkolenie personelu, jednoznaczne procedury "kogo wzywać" itp).
  • aelithe 13.03.05, 14:23
    Trochę nie rozumiesz problemu. Lekarz, czy pielęgniarka, opuszczający teren
    szpitala i udzielający pomocy choremu poza szpitalem naruszają kodeks karny.
    Mianowicie dopuszczaja się zaniedbania i porzucenia osób pozostających pod ich
    opieką.
  • Gość: zuza IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 19:42
    .....strony.Tak naruszają kodeks karny art.162KK i mogą za nieudzielenie pomocy
    dostac 2 lata ,a za opuszczenie miejsca pracy tylko nagane (ewentualnie).Ja
    miałam do czynienia z tym problemem.
  • Gość: grzalka IP: *.olsztyn.mm.pl 14.03.05, 12:56
    "powinien wyjść i mu pomóc"- mam na mysli wzięcie wózka leżącego lub siedzącego
    i pojechanie po pacjenta, był naprawdę blisko, tylko, że personel IP o tym nie
    wiedział- ten szpital ostry dyżur ma zawsze

    masz rację, winna jest tylko i wyłacznie organizacja, co się okazało po
    śledztwie- ale były też plusy tej afery, bo dyrektor tego szpitala podał się do
    dymisji co wyszło wszystkim na dobre (w tym i mnie)

    prasa oczywiście ukazała to w typowym stylu- lekarze mordercy, a pacjent umiera
    pod IP, bo nie ma siły sie do niej wczołgac, a pani rejestratorka z obojetna
    mina patrzy przez szklane drzwi jak kona....

    a nie napisałam tego, żeby ukazać bezduszność i złą wolę SZ (nie kala się
    własnego gniazda) tylko, żeby pokazać bezsensowność niektórych sytuacji

  • Gość: Dr n.med. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.05, 17:46
    Szkoda że ten człowiek umarł,ale z mojego doświadczenia wiem że nawet gdyby
    lekarz IP natychmiast podejrzewał tętniaka rozw. aorty to i tak pacjent miał
    nikłe szanse na przeżycie.
  • znajomykrulika 13.03.05, 17:55
    O ile dobrze pamiętam to epilog tej sprawy był taki, że w procesie jako
    oskarżone stawały pielęgniarki, ale nie jestem pewien. Co do tego, że nie ma
    znaczenia czy pacjen leży 10m od IP czy kilometr to nie mogę się zgodzić.
    Jeżeli leży pod IP (czyli 10 m) to nad czym się zastanawiać? Można takiego
    wciągnąć do środka nawet bez wózka ( no może trochę przesadzam) w każdym razie
    jest to moment i na IP udzielić profesjonalnej pomocy. Oczywiście im dalej od
    IP tym sprawa bardziej się komplikuje, nie wiem czy są wypracowane jakieś
    standarty postępowania w takim wypadku.
  • Gość: monil IP: *.devs.futuro.pl 13.03.05, 19:46
    jakoś nie za bardzo znasz Polskie przepisy prawne. Lekarz, jak i pielęgniarka
    jest na służbie i nie wolno im, pod rygorami prawa, opuścić powierzonego
    posterunku. Jak się chory nie dowlecze do Izby to już jego sprawa. Jak opuści
    Oddział czy Izbę , a coś się stanie pacjentom, to 3 lata bez możłiwości
    zawieszenia.
  • Gość: kaska IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 20:29
    ...a co jak na PR nie udzielą pomocy tylko odeślą do przychodni.A w przychodni
    głucho pusto bo są wizyty domowe.I wtedy padasz.
  • znajomykrulika 13.03.05, 21:24
    A ja będęe za tym, że najwazniejszy jest zdrowy rozsądek. Przecież opuszczamy
    stanowisko bo idziemy do toalety, lub pracujemy przy innym pacjencie.
    Co może się stać pacjentom na IP przez 30 sek, zakładając, że pacjent leży pod
    IP, a nie po drugiej stronie ulicy. Czy cały personel IP musi biec żeby tego
    biednego pacjenta przywieźć na wózku? Czy tak samo będziesz myślał gdy sprawa
    dotyczy osoby bliskiej? Ja rozumiem, że przepisy i odpowiedzialność i nie
    grzmię tu o powołaniu za wszelką cenę, ale o odrobinę zdrowego rozsądku. Nie
    można założyć, że nie ruszę się do pacjenta, który lezy o krok Od IP, tylko
    wezwę pogotowie i będę patrzył przez okno, bo przepisy zabraniają mi wyjść.
  • slav_ 13.03.05, 23:02
    Oczywiście że najważniejszy jest zdrowy rozsądek (choć jak doświadczenie uczy
    dla sądu niekoniecznie). Jednak problem jest nie medyczny tylko organizacyjny.
    Cały personel ? To zależy ile go jest. Do przeniesienia nieprzytomnego potrzeba
    2 - 3 osoby, do przewiezienia na wózku co najmniej 2 ale na wózek trzeba go
    podnieść i położyć (ile waży?). Trzeba mieć ten wózek ("leżący"), barierą nie do
    przebycia na zwykłym wózku są schody, krawężniki, nawierzchnia brukowa czy po
    prostu zniszczony, dziurawy asfalt (nawiasem mówiąc wózki są często w takim
    stanie że z trudem można nimi jechać korytarzem szpitala).
    Teoretycznie przepisy nie zabraniają rozsądnego zachowania ale elastycznie i
    ofensywnie będzie się zachowywał personel który jest za takie zachowania
    nagradzany i do takich zachowań zachęcany, szkolony. Jeśli jest przez lata
    indoktrynowany do bierności i "nie wychylania się" bo za inicjatywę własną można
    najwyżej podpaść i się narazić (częsta praktyka) to nie kiwnie palcem i będzie
    się sztywno trzymał przepisów choćby były najgłupsze bo to sposób na przeżycie w
    nieprzyjaznym środowisku pracy.
    Nie chodzi mi o usprawiedliwianie tego konkretnego przypadku (nie znam
    dokładnych okoliczności) ale o to że nigdy nie jest tak prosto jak opisuje to
    prasa a najczęściej po chłodnej analizie w ogóle nie jest tak jak opisywano.
    Można by zapobiec takim przypadkom - przeszkolić i wyposażyć presonel do
    transporu (pomocy w transporcie) w nabliższym sąsiedztwie szpitala. W razie
    brakow kadrowych zatrudnic dodtakowa osobę (osoby), ustalic zakres obowiązkow.
    Ale personel sam tego nie zrobi. Nie ten szczebel decyzyjny. Tylko po co ?
    Personel się zwalnia a nie zatrudnia, sprzęt trzeba kupić a za dodatkowe
    obowiązki należałoby zapłacić. Po co ? Do nastepnego zgonu i "głosnej sprawie w
    prasie" nikt się tym nie zainteresuje.
  • Gość: marcin IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 23:32
    nic dodać nic ująć. Ot całą prawda o polskich realiach opieki zdrowotnej
  • Gość: dradam IP: *.direcpc.com 14.03.05, 01:59
    Trzeba sie przyzwyczaic do swiadomosci, ze jest cala grupa schorzen ktorych w
    Polsce nie da sie leczyc.

    Bo brakuje pieniedzy,sprzetu, lekow , wyszkolonych (z praktycznym
    doswiadczeniem i szkoleniem u zrodel, czesto za granica) lekarzy. Brakuje
    systemu, ktory by takich pacjentow potrafil leczyc. I trzeba sobie uczciwie
    powiedziec, ze pacjenci chorujacy na te schorzenia beda umierali. Tak jak
    umieraja dotychczas.

    Zeby zdiagnozowac takie, jak opisywane schorzenie, trzeba miec przez 24 godziny
    przynajmniej USG w kazdym szpitalu powiatowym. Nie wspominajac o tym, ze nie
    tylko bedzie potrzebna angiografia ( CT lub lepiej MRI) ale rowniez i sala
    operacyjna na "standby" z chirurgiem naczyniowym i krazeniem pozaustrojowym .
    TE ostatnie dostepne w ciagu 10=20 minut.

    Tego w Polsce nie ma i nie bedzie, bo Polska jest najbiedniejszym krajem EU.

    Nawet w krajach, gdzie wydaje sie 15 razy wiecej (niz w Polsce) na ochrone
    zdrowia na jednego mieszkanca smiertelnosc, z powodu tego schorzenia, jest w
    granicach 50 %.

    Lista takich schorzen ktore sa w Polsce "nieleczalne" jest wcale dluga i nie
    chcialbym wymieniac, bo po co kogos wpedzac w depresje.

    Pozdrawiam

    dradam

    PS. Belkot o "obojetnosci lekarzy" pozostawiam bez komentarza, bo autor
    najwyrazniej sobie nie zdaje sprawy co lekarzy moze i potrafi uczynic, a czego
    w Polsce sie nie da zrobic, nawet jakby sie chcialo.
  • aelithe 14.03.05, 12:27
    dradam, lepiej niech napisze co potrafi zrobić bez całego zaplecza
    diagnostycznego bez którego najlepszy lekarz na zachodzie odmówiłby pracy.
  • Gość: Kaska IP: *.tivnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 15:56
    Ale jest wśród lekarzy wielu bezdusznych.Wystarczyłaby odrobina dobrej woli i
    człowieczenstwa aby nie raz nie dwa uratowac komus zdrowie a moze nawet życie.I
    ustawy prawa nie maja tu nic do rzeczy.Kilkakrotnie spodkałam sie z takimi
    przypadkami i taka asertywną postawa moich przełozonych.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.