Dodaj do ulubionych

Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy?

29.04.05, 15:32
W niedzielę ok, godz 6.30 rano przyjechałam z dwuletnią wnuczką do szpitala
na ul. Niekłańskiej w Warszawie - dziecko miało 40 stopni gorączki. Pani
pielęgniarka na dyżurze po kilkunastu minutach poinformowała mnie i córkę, że
lekarz nie zbada dziecka, ponieważ należało jechać do tzw. nocnej przychodni
(brak jest jakiejkolwiek informacji w szpitalu, że w szpitalu nie udziela się
pomocy pediatrycznej, że z tym trzeba do przychodni), a tu - to ew. ze
skierowaniem stamtąd. Nie było mowy o innym rozwiązaniu - z półprzytomnym
dzieckiem pojechaliśmy do przychodni. W przychodni - ul. Grochowska 339 -
powiedzinno nam, że przyjechałyśmy o godzinę za wcześnie (była 7.05) i
pediatra będzie od godz 8-mej. W końcu łaskawie zbadała dziecko (po obudzeniu
przez p. z rejestracji) dr internista - po to , by wypisać skierowanie do
szpitala....
Po ponownym przybyciu do szpitala - zlecono wykonanie podstawowych badań -
m.in. moczu. Dziecko po 3 godz, na czczo, cały czas na korytarzu przed izbą
przyjęć... Ok. 11.30 po uzgodnieniu z lek. dyżurnymi pojechałyśmy do domu -
dziecko było głodne, zmęczone, wyczerpane gorączką. Ok. 16-tej wróciłyśmy do
szpitala - ale znowu do 18-tej nie było komu zająć się dzieckiem - dopiero
sprowokowanie nieomal awantury spowodowało skierowanie na dalsze badania i
przyjęcie na oddział - dziecko zostało przyjęte na oddział ok. godz. 20-tej.
Pomoc medyczna trwała blisko 14 godzin.
Czy za to płacimy takie wysokie składki na NFZ? A gdyby dziecko zmarło w tym
korytarzu? Lojalni medycy oczywiście umyliby ręce - to nie byłaby ich wina
przecież... Jaki jest zamysł i sens wędrówki chorych dzieci do szpitala,
potem przychodnia, potem znów szpital? Czy w przypadku możliwości
samodzielnego dowiezienia chorego dziecka do szpitala należy wzywać karetkę
pogotowia? - taki jest jedyny wniosek, i to w ostatnim okresie coraz większej
liczby osób, które zetknęły się z nowymi praktykami niektórych szpitali
dziecięcych.
Obserwuj wątek
    • Gość: GTelega Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: 65.90.124.* 29.04.05, 15:56
      Tak, szpital i lekarz moze odmowic pomocy jezeli nie ma zagrozenia zycia.
      Pielegniarka, ktora zobaczyla dzieciaka mogla szybko ocenic czy takie
      zagrozenie istnieje. Udzielila Wam tez informacji gdzie taka pomoc moze byc
      udzielona.

      Nie ma dla mnie za bardzo sensu wysylanie dzieciaka do przychodni, gdzie nie ma
      pediatry. Ale Twoja historia tez nie trzyma sie kupy, bo polprzytomne dziecko
      trudno byloby obudzic nie mowiac juz o tym, zeby tak chore dziecko bylo glodne.

      > Pomoc medyczna trwała blisko 14 godzin.

      Moze nie jest to rekord swiata, ale dla dwulatka z goraczka, bez innych objawow
      jest to do zaakceptowania.

      > A gdyby dziecko zmarło w tym korytarzu? Jaki jest zamysł i sens wędrówki
      > chorych dzieci do szpitala, potem przychodnia, potem znów szpital?

      Tu bardzo potrzebny bylby dobry, staly pediatra, ktory powinien wyjasnic Ci
      jakie objawy sa naprawde powazne. Goraczka nie zabija dzieci. Twoj pediatra
      powinien tez poinformowac Cie gdzie dostepna jest pomoc w Twojej okolicy i
      wjaki sposob mozesz z te pomocy kozystac.
      • slav_ Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? 29.04.05, 16:43
        Polską specyfiką jest domaganie się pomocy lekarskiej w każdym miejscu i czasie,
        natychmiast i włącznie ze specjalistyką. Pacjenci nie zawsze zadają sobie trud
        sprawdzenia gdzie jest dyzur (informacje są publikowane w prasie codziennej i
        nie ma takiego miejsca w Polsce gdzie takiej pomocy w krótszym lub dłuższym
        czasie nie da sie uzyskać), nie znaja telefonu do swojego lekarza rodzinnego
        jeśli pełni opieke całodobową (często nawet nie są do żadnego zapisani), często
        nawet jesli lekarz pełni tą pomoc to nie dzwonia do niego tylko pakują rzeczy i
        jada do najbliższego szpitala. Próba wskazania miejsca gdzie należy sie z
        zachorowaniem zgłosić aby uzyskac poradę jest traktowana właśnie jako ODMOWA
        pomocy. Stąd awantury, groźby itp.
      • malaguena1 Do obrońców uciemiężonych przez pacjentów medyków 29.04.05, 16:56
        To według Ciebie chore dziecko nie bywa głodne? no ciekawe, a ile masz dzieci?
        Wyobraź sobie , iż nie mam żadnego interesu w tym, aby przesadzać - szpital
        jest instytucją, której zadaniem jest udzielanie pomocy; nie broń swoich
        kolegów po fachu - pani doktor pediatra z nocnej pomocy lekarskiej
        najprawdopodobniej wolała iśc się wyspać w domu,zamiast w tej przychodni - a
        pieniądze bierze za dyżurowanie do godziny 8-mej i jej obowiązkiem było tam
        być. Natomiast jeśli już dajesz mi takie rady , to powinieneś również wiedzieć,
        że dziecko z epilepsją (moja wnuczka), które notabene, leżało w tym szpitalu
        kilka razy ( w książeczce zdrowia zawsze jest komplet wypisów i rozpoznania),
        podczes wysokiej gorączki ma napady - a napady wiązą się z cofaniem w rozwoju;
        Super - skoro 14 godzin dla ciebie to tyle co pstryknąć - nie chciałabym na
        ciebie trafić. I wiesz - Akademie Medyczne są państwowe, a co za tym idzie -
        niepłatne, i te szpitale, i ci ważni państwo tam pracujący są wyłącznie po to
        by nieśc pomoc chorym, a nie spać na nocnych dyzurach albo zajmować się w
        specjany sposób "swoimi" pacjentami. I to pacjenci łoża na to swoje z trudem
        zarobione pieniądze.

        "Twoj pediatra
        powinien tez poinformowac Cie gdzie dostepna jest pomoc w Twojej okolicy i
        wjaki sposob mozesz z te pomocy kozystac. "
        - a uważasz, że szpital nie powinien wywiesić informacji, ze nie ma dyżuru i
        nie przyjmuje chorych dzieci ? uważasz, że pielęgniarka postapiła ok, nie
        mówiąc od razu, że należy jechać do przychodni, tylko kazała czekać ileś tam
        minut?
        "Moze nie jest to rekord swiata, ale dla dwulatka z goraczka, bez innych
        objawow jest to do zaakceptowania." - taaak, szczególnie gorączka ponad 40
        stopniowa....


        Z twojej odpowiedzi jasno wynika, że:
        - nie masz dzieci
        - albo nigdy nie chorowały poważnie
        - albo jesteś pracownikiem szpitala
        Nic dodać , nic ująć

        I teraz też wiem ż e zecz się ma bardzo prosto - wzywa się pogotowie.... ii to
        bez skrupułów - przynajmniej lekarz przyjedzie , co najwyżej w nocy wywiezie
        dziecko do szpitala jakieś 30 km od domu , a tam uznają, że niepotrzebnie i
        kążą w nocy sobie samej matce z dzieckime wracać do domku... ( ok. 30 km)...

        Brawo reforma Służby Zdrowia!
        • Gość: frania Re:Bijesz chyba sobie brawa za głupotę jaką tutaj IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 29.04.05, 18:50
          się popisujesz.
          Babcia mająca wnuczka z epilepsią? nie posiada podstawowej wiedzy na temat
          obiżania temperatury u dziecka i naraża go na ewentualny incydent drgawkowy to
          tylko bić "brawo".
          Każdy lekarz rodzinny także Twój i Twego wnuczka udzieli Tobie informacji o
          nocnej ambulatoryjnej pomocy lekarskiej.
          Mając pod opieką małe dzieci Twoim obowiązkiem jest posiadanie takiej wiedzy.

        • Gość: GTelega Re: Do obrońców uciemiężonych przez pacjentów med IP: 65.90.124.* 29.04.05, 20:52
          > To według Ciebie chore dziecko nie bywa głodne?

          Chore dziecko moze byc glodne ale POLPRZYTOME dziecko juz nie. Uzywasz terminow
          medycznych o ktorych nie masz pojecia. Polprzytomny jest ktos kto reaguje na
          bol, moze otwiera oczy. Ktos kto budzi sie i mowi, ze jest glodny nie jest
          polprzytomny.

          > pani doktor pediatra z nocnej pomocy lekarskiej
          > najprawdopodobniej wolała iśc się wyspać w domu,zamiast w tej przychodni - a
          > pieniądze bierze za dyżurowanie do godziny 8-mej

          Ani ty ani ja nie znamy kontraktu Pani Doktor wiec dyskusja na ten temat nie ma
          sensu.

          > nie chciałabym na
          > ciebie trafić.

          Prawdopodobienstwo tego ,ze na mnie trafisz jest znikome, jako, ze pracuje w
          jednym trzech najlepszych szpitali dzieciecych USA wiec leczenie tu jest poza
          Twoim zasiegiem. Zajmuje sie tez leczeniem naprawde chorych dzieci, a dwulatek
          z 40-sto sponiowa goraczka do takich sie nie zalicza. Ale najwazniejszym
          powodem dla ktorego nie powinnas mnie widziec jest to, ze spotkanie z wiedza
          medyczna jest szkodliwe dla Twojej psychiki.

          > - a uważasz, że szpital nie powinien wywiesić informacji, ze nie ma dyżuru i
          > nie przyjmuje chorych dzieci ? uważasz, że pielęgniarka postapiła ok, nie
          > mówiąc od razu, że należy jechać do przychodni, tylko kazała czekać ileś tam
          > minut?

          To Ty powinnas wiedziec przed wyjazdem z domu, ze miejsce do ktorego sie
          wybierasz jest w stanie udzielic pomocy w Twoim przypadku. Takie rzeczy trzeba
          wiedziec a przynajmniej zapytac swojego pediatry. Gdy chces kupic majtki nie
          idziesz do "najblizszego sklepu" idziesz do sklepu z bielizna, albo pytasz sie
          znajomych. Nie wymagasz od wszyskich sklepow by wywieszaly tabliczki "Majtek
          nie sprzedajemy"!!!!
          • malaguena1 Re: Do obrońców uciemiężonych przez pacjentów med 29.04.05, 23:27
            > Uzywasz terminow
            >
            > medycznych o ktorych nie masz pojecia. Polprzytomny jest ktos kto reaguje na
            > bol, moze otwiera oczy. Ktos kto budzi sie i mowi, ze jest glodny nie jest
            > polprzytomny.

            A to jest forum dla medykow? czy dla niemedykow nie? nie wiesz ze temperatura w
            pewnych godzinach sie obniza? i nie wiesz, że dziecko, nawet bardzo chore bywa
            komunikatywne i potrafi przekazac czego chce? niekoniecznie mowiac - zastanow
            sie nad glupotami ktore wypisujesz , nie popisuj sie znajomoscia nomenkltury
            medycznej , tylko raczej problemem jesli juz kalasz swoje raczki odpisywaniem
            mi.
            >
            > Ani ty ani ja nie znamy kontraktu Pani Doktor wiec dyskusja na ten temat nie
            ma
            >
            > sensu.
            ja akurat umiem czytac - i wiem co jest napisane na szyldzie i doskonale wiem
            jakie sa obowiazki dyzurujacych , akutarat tam.
            > Prawdopodobienstwo tego ,ze na mnie trafisz jest znikome, jako, ze pracuje w
            > jednym trzech najlepszych szpitali dzieciecych USA wiec leczenie tu jest poza
            > Twoim zasiegiem. Zajmuje sie tez leczeniem naprawde chorych dzieci, a
            dwulatek
            > z 40-sto sponiowa goraczka do takich sie nie zalicza. Ale najwazniejszym
            > powodem dla ktorego nie powinnas mnie widziec jest to, ze spotkanie z wiedza
            > medyczna jest szkodliwe dla Twojej psychiki.
            skoro jestes takim wielkim fachowcem w usa - to z jakiej niby racji
            wypowiadasz sie o tym co tutaj u nas sie dzieje w sluzbie zdrowia - i po twoich
            wypowiedziach sadze ze jestes co najwyzej osoba pelniaca funkcje pomocnicze - z
            tego co piszesz to nie masz zielonego pojecia jakie jest powiazanie epilepsji w
            utrzymujaca sie wysoka temperatura.To lepiej ty uzupelnij swoja wiedze.
            Ciekawa jestem czy w usa lekarze i pielegniarki na dyzurach tez siedza na gadu,
            a moze na yahoo, tak jak tu... A moze to jest forum dla znudzonych dyzurem?
            wiesz chyba ,ze numer IP nie tak trudno rozszyfrowac?


            > Gdy chces kupic majtki nie
            > idziesz do "najblizszego sklepu" idziesz do sklepu z bielizna, albo pytasz
            sie
            > znajomych. Nie wymagasz od wszyskich sklepow by wywieszaly tabliczki "Majtek
            > nie sprzedajemy"!!!!
            Reasumujac - szpital powinien wywiesic wg ciebie: "chorych nie przyjmujemy"?

            Raczej sie popisz swoja elokwencja tam, w usa , skoro wybrales tamten rynek.
        • Gość: Swan Ganz Re: Do obrońców uciemiężonych przez pacjentów med IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 10:59
          """I wiesz - Akademie Medyczne są państwowe, a co za tym idzie -
          niepłatne, i te szpitale, i ci ważni państwo tam pracujący są wyłącznie po to
          by nieśc pomoc chorym, a nie spać na nocnych dyzurach albo zajmować się w
          specjany sposób "swoimi" pacjentami. I to pacjenci łoża na to swoje z trudem
          zarobione pieniądze."""

          Strasznie ten fragment mi się podoba:)))))) .
          Pozwolisz, że czasem będę Cię cytował Malaguena1 ?.

    • slav_ Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? 29.04.05, 16:23
      >Jaki jest zamysł i sens wędrówki chorych dzieci do szpitala,
      potem przychodnia, potem znów szpital? <

      Żaden.

      >W niedzielę ok, godz 6.30 rano przyjechałam z dwuletnią wnuczką do szpitala
      na ul. Niekłańskiej w Warszawie <

      Należało sprawdzić gdzie jest ostry dyzur pediatryczny i sie tam udać.
      Najprawdopodobniej szpital nie miał takiego dyżuru ambulatoryjnego. Skoro nie
      mał dyżuru to nie udzielał takiej pomocy - przyjmował tylko pacjentów
      wymagających przyjęcia i leczenia szpitalnego (ze skierowaniem od lekarza
      udzielającego pomocy ambulatoryjnej).

      > za wcześnie (była 7.05) i
      pediatra będzie od godz 8-mej. <

      Należało zaczekac na pediatrę który stwiedził by czy dziecko wymaga skierowania
      do szpitala czy tylko przepisał by leki. Po co angażować internistę (ktory ma
      mniejsze doświadczenie w leczeniu małych dzieci) jesli mogł je zbadac pediatra?
      Internista skierował dzieco do szpitala żeby zbadał je ... pediatra.

      Jesli dziecko nie zaostało przyjęte do szpitala to albo należało uzgodnic z
      dyżurnym przyjęcie w razie pogorszenia - juz bez zbędnych formalności (dyzurny
      badał dziecko) albo (jesli takowe ustalenia nie były zrobione) - ponownie
      zgłoscic się na ostry dyzur pediatryczny (tam gdzie jest pełniony) - zgłaszajac
      pogorszenie stanu zdrowia dziecka - gdzie pediatra zadecydowałby czy konieczna
      jest hospitalizacja i ewentualnie dał skierowanie.

      Jesli szptal nie pełni dyzuru ambulatoryjnego to pacjent nie otrzyma
      ambulatoryjnej pomocy. Częstym powodem awantur i opóźnienia w udzileniu pomocy
      jest niestety żądanie pomocy nie tam gdzie jest akurat jest udzielana. To że w
      szpitalu jest jakiś oddział wcale nie znaczy że zawsze tam trzeba sie udać w
      razie choroby.
    • Gość: Patyryk ja bym nie ryzykował kolejnego wątku- tasiemca IP: *.oc.oc.cox.net 29.04.05, 18:33
      Próby rzeczowej dyskusji nic nie dadzą.Autorka (z jej subiektywnego punktu
      widzenia) ma tzw. swoją rację.Nie widać,by zamierzała dyskutować,jej potrzebne
      jest potwierdzenie jej punktu widzenia.I już.
      No i oczywiście nie obeszło się bez "Czy za to płacimy takie wysokie składki na
      NFZ? ".
      Klasyczna triada objawowa:
      -brak wiedzy medycznej
      -brak umiejętności logicznego myślenia
      -roszczeniowość
      Szkoda czasu.
      • Gość: Doki a czemu nie? IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 29.04.05, 20:01
        Przeciez to latwiutkie wypunktowac bledy w wypowiedzi malagueny1

        > To według Ciebie chore dziecko nie bywa głodne?

        Bywa. Ale zazwyczaj chore dziecko nie ma apetytu. A kto spi, nie jest glodny.

        > Wyobraź sobie , iż nie mam żadnego interesu w tym, aby przesadzać

        Owszem, masz. Sprawa dotyka Cie emocjonalnie, jestes swiecie (i nieslusznie)
        przekonana o swojej racji i chcesz ja przeforsowac. Wystarczy?

        > szpital jest instytucją, której zadaniem jest udzielanie pomocy

        Istotnie. Szpital jest jednak tylko czastka calego systemu powolanego w tym
        celu i w ramach tego systemu ma swoje okreslone zadania, a nie musi robic
        wszystkiego.

        > pani doktor pediatra z nocnej pomocy lekarskiej
        > najprawdopodobniej wolała iśc się wyspać w domu

        Podyzurze to chyba jej wolno, no nie? A skoro w zakres jej obowiazkow na
        dyzurze nie wchodzilo udzielanie pomocy ambulatoryjnej, to chyba nie ma w tym
        niczego zlego?

        > a pieniądze bierze za dyżurowanie do godziny 8-mej i jej obowiązkiem było tam
        być

        A skad wiesz, ze jej nie bylo? Bo jej nie widzialas? Slaby dowod.

        > Super - skoro 14 godzin dla ciebie to tyle co pstryknąć - nie chciałabym na
        > ciebie trafić.

        Bedziesz miec ciezkie zycie, gdy zorientujesz sie, ze GTelega wie, co mowi i ze
        czesciej bedziesz musiala zaczekac na porade, ktora nie jest pilna, i to czasem
        jeszcze dluzej.

        > - a uważasz, że szpital nie powinien wywiesić informacji, ze nie ma dyżuru i
        nie przyjmuje chorych dzieci ?

        Nie musi. Zglaszajacy sie pacjenci sa o tym informowani- jak Ty.

        > taaak, szczególnie gorączka ponad 40 stopniowa....

        A tak. 40.2 to tez ponad 40 stopni.

        > I teraz też wiem ż e zecz się ma bardzo prosto - wzywa się pogotowie.... ii
        to bez skrupułów - przynajmniej lekarz przyjedzie

        Obys sie kiedys nie przejechala na takim rozumowaniu...
        • slav_ Re: a czemu nie? 29.04.05, 20:39
          >I wiesz - Akademie Medyczne są państwowe, a co za tym idzie -
          niepłatne, i te szpitale, i ci ważni państwo tam pracujący są wyłącznie po to
          by nieśc pomoc chorym, a nie spać na nocnych dyzurach albo zajmować się w
          specjany sposób "swoimi" pacjentami. I to pacjenci łoża na to swoje z trudem
          zarobione pieniądze.<
          i
          >Czy za to płacimy takie wysokie składki na NFZ?<

          To jest kwintesencja. Wręcz klasyka.
          Niestety wygląda na to że było to powiedziene serio.
          Dla tego czasemi nie warto dyskutować. Choćbyś sie nie wiem jak starał
          argumentować to w końcu i tak usłyszysz "...a u was biją Murzynów".
          • Gość: Patryk Re: a czemu nie IP: *.oc.oc.cox.net 29.04.05, 23:06
            Zgodnie z zaleceniami Schopenhauera w "Erystyce, czyli sztuce prowadzenia sporów
            ..." mógłbym zastosowac podobne techniki i napisać np tak:
            Nie ma sensu,bo percepcja argumentów i procesy myślowe w każdej dyskusji wymaga
            wysokiej sprawności licznych fragmentów i obszarów CUN.Niestety sprawność tych
            elementów spada odwrotnie proporcjonalnie do sprawności termodynamicznej układu.
            Przy stosowaniu dodatkowych barier termicznych ( trwała ondulacja "baranek" lub
            przetłuszczone włosy,moherowe berety lub berety z antenką,itd) pogarsza i tak
            skromne możliwości formułowania logicznych wniosków myślowych. Dowiedziono,że
            nawet czasowe zdejmowanie moherowego beretu (np.cieplejsze pory roku,zajęcia
            domowe,pisanie postów na forum ) nie przywraca całkowicie naturalnej sprawności
            CUN. Zjawisko to znane jest jako "beret virtualis" lub beret nawykowy.Spory
            dotyczą szerzenia się syndromu :na podłożu socjoekonomicznym,kulturowym czy
            genetycznym.Rokowania słabe."

            No przecież mógłbym tak napisać,ale nie napiszę.Choć Schopenhauer zalecał dobór
            poziomu argumentów do poziomu rozmówcy "per se",coby sie rozumieć.
            Z reguły bywa tak,jak pisze slav.Po paru rzeczowych odpowiedziach pojawia się
            tłum komentatorów "z nikąd".Generalnie ginie merytoryka,a zaczyna się kopanie
            po kostkach .Jak już się nakopią i spocą-biegną szukać innego podwórka.Szkoda
            się produkować,niekiedy to niemalże fanatyzm.

            Moje obecne rozważania są natury ogólnej i raczej nie dotyczą autorki wątku.

            • Gość: GTelega Re: a czemu nie IP: 65.90.124.* 29.04.05, 23:36
              Drogi Patryku, Szanowni koledzy!

              Podazajac za Twoim erystycznym argumentem musze potwierdzic niepomyslne
              rokowanie zespolu "beret virtualis".

              Chcialbym sie jednak podzielic experymentalnymi danymi na temat odruchow
              wzrokowo-ruchowych w diagnostyce tego zespolu. Stymulacje wzrokowa osiaga sie
              poprzez elekroniczny sygnal skierowany w kierunku pacjenta dotknietego
              syndromem. Sygnal jest czesciowo skonsolidowany w chorobowo zmienionej korze
              potylicznej po czy jest przekazany do niedorozwinietych platow ciemienowych.
              Sygnal z pominieciem kory przedczolowej dociera do kory ruchowej w placie
              czolowym i poprzez stymulacje miesni przedramienia zostaje przetworzony na
              powrot w sygnal elektroniczny widoczny dla szanownych korespondentow tego
              forum.

              Kryteria diagnostyczne zespolu to: wyrazenia o wysokim ladunku emocjonalnym,
              niskie zrozumienie uzytego slownictwa, brak zrozumienia podstawowych norm
              spolecznych, nieprzejedna krytyka swiata ktorego sie nie rozumie.

              Mam nadzieje, ze moje spostrzezenia ulatwia szanownym kolegom dalsze owocne
              badania nad tym fascynujacym zepolem.

              • malaguena1 xx 29.04.05, 23:56
                Drodzy studenci i stazysci oraz znedzeni na dyzurach - super sie popisujecie
                wiedza ksiazkowa - tylko szkoda ze z waszej strony ZERO zrozumienia i ZERO
                szacunku dla pacjentow - bo to byl ten problem , ktory chcialam pouszyc - nie
                sadzilam ze waska grupka z branzy tak sie na mnie rzuci - bo jak to? to
                niedopuszczalne krytykowac "swoich"...

                Momo to zycze sukcesow - wam synowie "moherowych beretów"
        • malaguena1 Re: a czemu nie? 29.04.05, 23:43
          > To według Ciebie chore dziecko nie bywa głodne?

          >Bywa. Ale zazwyczaj chore dziecko nie ma apetytu. A kto spi, nie jest glodny.

          Nie napisalam , że dzieck ospalo caly czas- wyobraz sobie, ze sie budzilo i
          plakalo z glodu

          > Wyobraź sobie , iż nie mam żadnego interesu w tym, aby przesadzać

          >Owszem, masz. Sprawa dotyka Cie emocjonalnie, jestes swiecie (i nieslusznie)
          przekonana o swojej racji i chcesz ja przeforsowac. Wystarczy?

          Bo akurat w tym przypadku mam racje.


          > szpital jest instytucją, której zadaniem jest udzielanie pomocy

          >Istotnie. Szpital jest jednak tylko czastka calego systemu powolanego w tym
          celu i w ramach tego systemu ma swoje okreslone zadania, a nie musi robic
          wszystkiego.

          A lekarze nie powinni zajmować sie w specjalny sposob swoimi dziecmi , tylko
          tak samo traktowac jak kazdego innego pacjenta. A czemuż to dziecko pana
          doktora nie czekalo tyle godzin?
          > pani doktor pediatra z nocnej pomocy lekarskiej
          > najprawdopodobniej wolała iśc się wyspać w domu

          >Podyzurze to chyba jej wolno, no nie? A skoro w zakres jej obowiazkow na
          dyzurze nie wchodzilo udzielanie pomocy ambulatoryjnej, to chyba nie ma w tym
          niczego zlego?

          > a pieniądze bierze za dyżurowanie do godziny 8-mej i jej obowiązkiem było tam
          być

          >A skad wiesz, ze jej nie bylo? Bo jej nie widzialas? Slaby dowod.

          Nie bylo - to mi powiedziala osoba w rejestracji, a byc POWINNA wg informacji
          ze szpitala oraz informacji wszem i wobec - na szyldzie, itp.
          > Super - skoro 14 godzin dla ciebie to tyle co pstryknąć - nie chciałabym na
          > ciebie trafić.

          >Bedziesz miec ciezkie zycie, gdy zorientujesz sie, ze GTelega wie, co mowi i
          ze
          czesciej bedziesz musiala zaczekac na porade, ktora nie jest pilna, i to czasem
          jeszcze dluzej.

          Gtelega to niech sobie mowi w tych USA co wie - to tam robi kariere (moze go
          naucza tam akurat na czym polega szacunek dla pacjentow, nawet jesli sa z
          panstwowych przychodni i szpitali- z taka ignorancja nie ma tam mozliwosci na
          awans)

          > - a uważasz, że szpital nie powinien wywiesić informacji, ze nie ma dyżuru i
          nie przyjmuje chorych dzieci ?

          >Nie musi. Zglaszajacy sie pacjenci sa o tym informowani- jak Ty.

          Ta.... nikt nic nie musi - wazne czy chce....

          > taaak, szczególnie gorączka ponad 40 stopniowa....

          >A tak. 40.2 to tez ponad 40 stopni.

          Nie mam watpliwosci

          > I teraz też wiem ż e zecz się ma bardzo prosto - wzywa się pogotowie.... ii
          to bez skrupułów - przynajmniej lekarz przyjedzie

          >Obys sie kiedys nie przejechala na takim rozumowaniu...

          To sluzba zdrowia sama wymusza taki sposob postepowania - jesli mam sama
          dziecko dowozic i czekac nie wiadomo jak dlugo, a moze blagac o decyzje pana
          doktora co robic - to niech pan doktor z pogotowia bedzie zmuszony podjac
          decyzje od razu
          I powtorze jeszcze raz: SLUZBA ZDROWIA JEST DLA PACJNTOW A NIE DLA JEJ
          NIEZADOWOLONYCH PRACOWNIKOW. A ci ktorym to nie pasuje - zmieniaja zawod,
          wyjezdzaja .

          • coitus_a_tergo Re: a czemu nie? 29.04.05, 23:54
            Przedmowcy juz Ci wytlumaczyli, wiec nie bede powtarzal, za to dodam cos od siebie: jak to sie stalo, ze dorobilas sie wnuka nie majac elementarnych wiadomosci na temat funkcjonowania systemu opieki zdrowotnej?

            --
            <<Razem ze mną kundel bury penetruje wszystkie dziury...>>
          • Gość: docuk Czy istnieje skuteczny sposób leczenia? IP: *.server.ntli.net 30.04.05, 00:15
            Czytanie postów tej pani jest rzeczywiście zajmujące ze względów czysto
            poznawczych. Jaka może być ignorancja?
            Przykład:
            > Gtelega to niech sobie mowi w tych USA co wie - to tam robi kariere (moze go
            > naucza tam akurat na czym polega szacunek dla pacjentow, nawet jesli sa z
            > panstwowych przychodni i szpitali- z taka ignorancja nie ma tam mozliwosci na
            > awans)
            Nie wiem czym godny wyręczyć kolege w tłumaczeniu, że w USA nie ma państowych
            szpiatali o jakich myśli zbulwersowana Pani.
            > I powtorze jeszcze raz: SLUZBA ZDROWIA. Babcia moja mówiła że przed wojną
            ktoś kto miał służbę to musiał być bardzo bogaty. Na służbę (która jest na
            każde zawołanie) trzeba mieć dużo pieniedzy. Uprzedzam wycieczki pt powołanie-
            mozna je w obecnej chwili dostać do Iraku na przykład.
            Czy istnieje skuteczny sposób leczenia takiego zespołu? Pytanie chyba
            retoryczne.Z zamieszczonych kolejnych postów wynika jasno ze Pani ma racje i
            już prawda? Poza tym cechuje ją aktywne słuchanie i rozumienie (ale niestety
            tylko własnych wypowiedzi). Diagnozy na temat pediatrii są równie trafne jak te
            dotyczące stażu i wykształcenia tych co usiłują Pani wytłumaczyć. Łatwość
            ferowania wyroków, trafność sądów, dogłębna znajomośc pediatrii, systemów
            opieki zdrowotnej oraz wysokie zaangażowanie-trzeba jakoś spożytkować ten
            ogromny potencjał.Może pomysł na reformę:
            Wywalać (najlepiej zagranice :-)boi tam taki nieuk przynajmniej się czegoś
            nauczy, zmieniać zawód aż pozostana Ci którzy boja sie moherowych beretów i ich
            krzyków.
            Tak to jest (tutaj ja wysilę się w taki sam sposób jak ta Pani) jak się czyta
            rubryki medyczne zamieszcane obok programów telewizyjnych.

          • Gość: Doki Re: a czemu nie? IP: *.198-201-80.adsl.skynet.be 30.04.05, 10:25
            > Nie napisalam , że dzieck ospalo caly czas- wyobraz sobie, ze sie budzilo i
            > plakalo z glodu

            Dwulatek, ktory placze z glodu? Nie wierze. Dwulatek mowi, ze jest glodny, gdy
            jest glodny. Moze plakac, bo zle sie czuje (ma goraczke, cos go boli itp). Gdy
            ja mialem dwuletnie dziecko, to na okolicznosc marudzenia "jestem glodna" mialem
            przy sobie jakies ciacho, sucharka, jablko itp. Proste?

            > Bo akurat w tym przypadku mam racje.

            Chiwla, to jest przedmiotem dyskusji. Moim, i nie tylko moim zdaniem nie masz racji.

            > A lekarze nie powinni zajmować sie w specjalny sposob swoimi dziecmi , tylko
            > tak samo traktowac jak kazdego innego pacjenta. A czemuż to dziecko pana
            > doktora nie czekalo tyle godzin?

            W Twoim poscie nie bylo niczego o zadnym lekarskim dziecku, wiec nie rozumiem
            skad to pytanie.

            Do reszty sie nie odnosze. Chyba rzeczywiscie nie warto. Nie chcesz zrozumiec,
            ze na pediatrii to lekarze maja czasem cala poczekalnie przekonanych, tak jak Ty
            i tak samo blednie, ze to ich przypadek jest najpilniejszy na swiecie.
            • Gość: mala....1 Re: a czemu nie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 14:05
              > Dwulatek, ktory placze z glodu? Nie wierze. Dwulatek mowi, ze jest glodny, gdy
              > jest glodny
              nie kazdy w tym wieku mowi -chyba powinienes to wiedziec? - to nie jest wiedza
              scisle medyczna, to wie kazdy , kto wychowywal dzeci; - moze twoj, oczywiscie
              tak inteligentny jak jego ojciec w wieku 2 lat pisal i czytal

              Najlatwiej jest innych zrownac z ziemia i zaslaniac sie "brakiem elementarnej
              wiedzy u pacjentow "
              A jak w Belgii? ladna pogoda?
              • Gość: Doki Re: a czemu nie? IP: *.198-201-80.adsl.skynet.be 30.04.05, 16:21
                > A jak w Belgii? ladna pogoda?

                A dziekuje, nie narzekam. Cieplutko, nie pada, skosilem trawniczek i jest fajnie.

                > nie kazdy w tym wieku mowi -chyba powinienes to wiedziec?

                Wiekszosc dzieci jednak tak. Czy mialem zakladac, ze w tym przypadku jest
                inaczej? Dlaczego?

                > to nie jest wiedza scisle medyczna, to wie kazdy , kto wychowywal dzeci;

                Ja tez wiem to stad, ze wychowywalem poki co jedno swoje dziecko. W wieku dwoch
                lat (jej dwoch lat, moich wiecej) moglismy sie dogadac.

                > moze twoj, oczywiscie tak inteligentny jak jego ojciec w wieku 2 lat pisal i
                czytal

                Nie wiem o co ci chodzi. Ja nauczylem sie czytac i pisac dopiero w wieku 4 lat,
                moje dziecko ma 6 i czyta i pisze tylko wtedy, gdy ma ochote, a i to niezdarnie.
                Po co byl ten Twoj tekst?

                > Najlatwiej jest innych zrownac z ziemia i zaslaniac sie "brakiem elementarnej
                > wiedzy u pacjentow "

                Bez zwiazku z tematem.

                Jeszcze tylko powiem Ci, ze Twoj najwiekszy blad tkwi gdzie indziej. On tkwi w
                takich Twoich slowach:

                " i te szpitale, i ci ważni państwo tam pracujący są wyłącznie po to
                by nieśc pomoc chorym"

                No wiec wcale tak nie jest, niestety. Zdziwilas sie, co?



                • Gość: mala...1 Re: a czemu nie? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 19:25
                  > > Najlatwiej jest innych zrownac z ziemia i zaslaniac sie "brakiem elementa
                  > rnej
                  > > wiedzy u pacjentow "
                  >
                  > Bez zwiazku z tematem.
                  no wlasnie - to skad te inwektywy w tym watku? poczytaj jak mnie tu oceniono ,
                  co prawda innymi slowami ale chyba wyrazilam to co pisza "gwiazdy" tego forum

                  " i te szpitale, i ci ważni państwo tam pracujący są wyłącznie po to
                  > by nieśc pomoc chorym"
                  >
                  > No wiec wcale tak nie jest, niestety. Zdziwilas sie, co?

                  nie bardzo - ale szkoda ze ci ludzie nie potrafia jeszcze szanowac swoich
                  miejsc pracy - mam nadzieje ze to sie niedlugo zmieni - ze niefrasobliwi i
                  nieobowiazkowi lekarze pojda na zielona trawke ....
          • Gość: frania Re: malagueno1 IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 30.04.05, 11:01
            A ten szyld to pielęgniarka powinna mieć zawieszony na szyi?

            Nie lekceważ swego wnuka i okaż trochę zainteresowania jak jest zabezpieczona w
            Twoim mieście nocna opieka zdrowotna. Nie bądź ignorantką.
            To co tutaj wypisujesz to jak już napisałam, płakać się chce nad Twoją głupotą.
    • Gość: młody lekarz Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.chello.pl 30.04.05, 11:00
      > (brak jest jakiejkolwiek informacji w szpitalu, że w szpitalu nie udziela się
      > pomocy pediatrycznej, że z tym trzeba do przychodni)

      Nie musi być takiej informacji wywieszonej. Podobnej informacji nie ma też np.
      na drzwiach sklepu Piekarni Lubalskiej na rogu ul. Saskiej i Zwycięzców, a nikt
      nie ma do tego sklepu pretensji, że sklepik nie udziela nocnej pomocy pediatrycznej.
      • Gość: mala....1 Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 14:11
        > Podobnej informacji nie ma też np.
        > na drzwiach sklepu Piekarni Lubalskiej na rogu ul. Saskiej i Zwycięzców, a
        nikt
        > nie ma do tego sklepu pretensji, że sklepik nie udziela nocnej pomocy
        pediatrycznej.

        piekarnia Lubelska jest na Grochowskiej rog Lubelskiej - to po pierwsze.
        Czy ty masz jakies rozeznanie o czym piszesz - to moze porownaj zwiazek
        piekarni z pomoca lekarska i zwiazek przychodni dyzurujacej ze szpitalem - co
        za logika - iscie mlodo-lekarska
        • Gość: młody lekarz Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.chello.pl 30.04.05, 16:42
          > piekarnia Lubelska jest na Grochowskiej rog Lubelskiej - to po pierwsze.

          Nie pisałem o piekarni, a o sklepie piekarni. A tych jest wiele, m. in. na
          wspomnianym przeze mnie skrzyżowaniu, zaraz obok baru. To po pierwsze.

          > Czy ty masz jakies rozeznanie o czym piszesz - to moze porownaj zwiazek
          > piekarni z pomoca lekarska i zwiazek przychodni dyzurujacej ze szpitalem - co
          > za logika - iscie mlodo-lekarska

          OK. Zmieniam porównanie: Na dzrwiach sklepu Piekarni Lubelskiej na rogu ul.
          Saskiej i Zwycięzców nie ma wywieszonej informacji, że nie jest to sklep
          obuwniczy, a nikt nie ma o to pretensji. To po drugie.

          A po trzecie to średnio inteligentny człowiek potrafi odróżnić szpital od
          przychodni i nie prowadzi dziecka do szpitala w przypadku, gdy potrzebna jest
          przychodnia. Ktoś, kto nie odróżnia Izby Przyjęć szpitala od przychodni chyba
          nie powinien mieć dzieci. Dla dobra tych dzieci.
            • Gość: Doki Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.198-201-80.adsl.skynet.be 30.04.05, 17:15
              Gość portalu: tricolour napisał(a):

              > To, co mówisz jest logiczne.
              > Problem w tym, że nie zawsze myślimy logicznie, a szczególnie szwankuje ona,
              > kiedy jest zagrożone zycie lub zdrowie.
              > W akcie "desperacji" szukam pomocy tam, gdzie podpowiada nam wyobraźnia. Jeżeli
              > pilnie szukamy lekarza, to pukamy także do drzwi szpitala. Może nawet
              > psychiatrycznego, a nie tego właściwego...

              Tak, to normalne. Nienormalne zaczyna sie, gdy mamy pretensje do psychiatry, ze
              nie wykonal pilnej torakotomii. Inaczej mowiac: nienormalnie jest wymagac tego,
              czego nie mozna dostac.
            • Gość: młody lekarz Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.chello.pl 30.04.05, 17:17
              I dobrze. Zapukała, nawet ją wpuszczono, udzielono informacji, gdzie może się udać.

              Wszystko zgodnie z zasadami. Była w "akcie desperacji"? Była. Zrozumiano to?
              Zrozumiano. Pokierowano dalej? Pokierwoano. Całkiem za darmo. Zgodnie z prawem.

              Teraz życie dziecka nie jest w niebezpieczeństwie z powodu choroby. babcia miała
              czas ochłonąć, emocje opaść. Więc po co żali się na forum, że szpital nie
              wywiesił informacji, że nie jest przychodnią????

              Bo to ten zarzut mnie zbulwersował. Że szpital nie poinformował, że nie jest
              przychodnią. Że nie udziela pomocy ambulatoryjnej. I że dopiero pielęgniarka
              powiedziała, że szpital nie jest przychodnią.

              Inna sprawa, że osoba, która nie potrafi opanować się, kiedy dziecko ma 40
              stopni gorączki nie powinna opiekować się dzieckiem. Stanowi bowiem dla
              zagrożenie dla życia i zdrowia tego dziecka.

              Dziecko to nie maskotka, którą się można pobawić i pochwalić przed znajomymi,
              jak pięknie recytuje wierszyki. To także duża odpowiedzialność. Decydując się na
              opiekę nad dzieckiem należy być przygotowanym na pewne trudne sytuacje. Gorączka
              jest dość często występującą sytuacją. Odpowiedzialny człowiek decydując się na
              opiekę nad dzieckiem wie, co zrobić, kiedy będzie miało gorączkę a nie lata po
              szpitalach i wyżala na forach dyskusyjnych.
              • Gość: tricolour Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 17:26
                Ja nie mam pretensji, że szpital nie udzielił pomocy, tylko skierował tam,
                gdzie powinien... Dobrze zrobił.
                Ludzie żalą się, bo nawet nie wiedzą, czego mogą oczekiwać za "wysokie składki
                zdrowotne", jak napisała autorka. Wydaje im się, że mogą oczekiwac wszystkiego,
                czego tylko zapragną. Nikt im nie powiedział, że tak nie jest...

                Gdyby ta kobieta wiedziała, że za pomoc musi zapłacić (z własnej kieszeni, lub
                z ubezpieczalni, którą finansuje - wsio ryba), to zastanowiłaby sie 10 razy,
                jak najlepiej wydać SWOJE pieniądze.
                • Gość: młody lekarz Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.chello.pl 30.04.05, 17:32
                  > Ludzie żalą się, bo nawet nie wiedzą, czego mogą oczekiwać za "wysokie składki
                  > zdrowotne", jak napisała autorka. Wydaje im się, że mogą oczekiwac wszystkiego,

                  1. Płacę wysokie składki zdrowotne.
                  2. Nie wiem na co są wydawane i kompletnie mnie to nie interesuje.

                  Jeśli pkt. 1 jest prawdziwy i pkt. 2 jest prawdziwy, to jaki z tego wniosek?
                  Że jestem rozrzutny?
                  Że składki nie są dla mnie wystarczająco wysokie, by warto było się
                  zainteresować, na co idą?
                  Że jestem głupi?
                  Że jestem nowobogackim prostakiem, który szasta kasą w lewo i prawo?
                  • Gość: Alina Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.com.pl 30.04.05, 18:13
                    Zbulwersowana to chyba za małe określenie na to co czuję po waszych postach.
                    Jesteście lekarzami a nie piekarzami, więc zachowujcie się jak lekarze. Gdzie
                    wasza godnośc szacunek do własnego zawodu. Jestem pielęgniarką ale mam to
                    szczęście, że pracuję z prawdziwymi lekarzami a nie nadętymi bufonami. Lekarz -
                    to nie tylko czekanie na kasę ale także ratowanie życia. Dzisiaj w nocy młody
                    lekarz uratował życie małej dziewczynce. I tylko dlatego,że miał intuicję. Mógł
                    również odesłać dziecko dalej, też chciało mu się spać. Ale miał to czego wy
                    nie będziecie mieli i za kilkanaście lat. Szacunek dla innego życia. Wiele
                    widziałam w życiu i lekarzy-łapówkarzy i wredne obgadujące pacjentów i cały
                    personel pielęgniarki. Ale wy z ta swoją małostkowością prześcigacie
                    wszystkich. Może faktycznie zmieńcie zawody, bo chyba żaden pacjent nie
                    chciałby dostać się w wasze ręce.

                • Gość: GTelega Tylko dla tych ktorzy nie wiedza wszystkiego. IP: *.wi.res.rr.com 30.04.05, 18:38
                  Nowoczesna sluzba zdrowia to skomplikowany system i trzeba miec elementarna
                  wiedze by z niej kozystac.

                  Nie trzeba byc pilotem, by w dzisiejszych czasach przeleciec przez Atlantyk,
                  ale trzeba wiedziec gdzie kupic bilet, jak dostac paszport, vize. Trzeba
                  znalesc lotnisko, nadac bagaz, znalezc terminal by wkoncu usiasc w samolocie.

                  Polski pacjent nie umie kupic biletu ani znalesc lotniska, ale nie ma problemu
                  z krytykowaniem pilota.

                  Dwulatek z goraczka 40C, nie musi isc do szpitala nawet jezeli ma drgawki.
                  Diagnoza epilepsji (lub drgawek goraczkowych - sposob w jaki autor uzywa
                  slownictwa medycznego nie pozwala na rozroznienie) jest juz postawiona. Staly
                  pediatra powinien udzielic rodzinie informacji jak obnizyc temperature i jak
                  postepowac w przypadku drgawek. Nie ma najmniejszego powodu by jezdzic do
                  szpitala, izby przyjec. Pediatra powinien tez udzielic informacji na temat
                  objawow, ktore sa niepokojace i powinny byc zbadane pilnie.

                  Jedyny problem diagnostyczny w tym przypadku - co jest przyczyna goraczki -
                  moze byc rozwiazany rano w przychodni.

                  Posiadanie stalego pediatry, sluchanie jego zalecen i kontaktowanie sie z nim w
                  razie watpliwosci pozwala unikac problemow jak na powyzszym obrazku, z glodnym
                  dzieckiem wlacznie.

                  Warto tez przyjrzec sie przesadom medycznym bardzo opornym na spotkanie z
                  rzetelna informacja:

                  1. Im wieksza goraczka tym bardziej pacjent chory - oczywisty nonsens, ale
                  gdyby ktos mial watpliwosci sluze dalsza informacja.

                  2. Goraczka moze zabic dziecko - kolejny oczywisty nonsens.

                  3. Antybiotyki sa w stanie zapobiec zapaleniu pluc - od czasu podania
                  antybiotyku do zgonu pierwszej bakterii uplywa conajmniej 24 godziny.

                  4. Drgawki opozniaja rozwoj - tylko czesciowo prawda. Drgawki goraczkowe nie
                  maja wplywu na rozwoj chyba ze trwaja powyzej 10 min (wyjatek w tej chorobie).
                  Jezeli to rzeczywiscie epilepsja to owszem drgaki moga powodowac uszkodzenie
                  muzgu jezeli sa powyzej 10 min, ale odpowiedzia na drgawki jest leczenie
                  profilaktyczne odpowiednimi lekami przeciwdrgakowymi a nie latanie w nocy po
                  szpitalach.
                  • Gość: feline Re: Tylko dla tych ktorzy nie wiedza wszystkiego. IP: *.dial.proxad.net 30.04.05, 19:29
                    Zanim zdecydowalam sie zabrac glos w tym watku KILKAKROTNIE i bardzo uwaznie
                    przeczytalam wpisy Malagueny. Nie zazdroszcze Jej doswiadczenia ktore przezyla,
                    ale niestety, nie moge uleczyc Jej zranionego "ego" jako troskliwej babci.
                    Bowiem w swoim postepowaniu i to jeszcze ZANIM wybrala sie z chorym dzieckiem
                    na wedrowke od Annasza do Kajfasza powinna byla sie do faktu opieki nad
                    dzieckiem przygotowac. Zwlaszcza, ze jak pisze jest to dziecko "z problemem
                    zdrowotnym" w postaci padaczki. A jak sie przygotowac? Bardzo latwo i mlalo
                    kosztownie: nalezalo zainwestowac w kilka ksiazek typu poradnikow dla rodzicow -
                    z czasow mojej dawnej juz bytnosci w Polsce wiem, ze mimo ubostwa uwczesnego
                    rynku ksiegarskiego oferowana byla calkiem nieuboga ich roznorodnosc
                    typu "domowy poradnik medyczny", , "encyklopedia zdrowia( o! przeciez jesli
                    babcia jest "zinformatyzowana to moglaby sobie zafundowac nawet takowa na CD),
                    publikacji popularno - naukowych na temat epilepsji itepe. Druga drobna
                    inwestycja to wlasnie codzienna gazeta podajaca w najmniejszej pipidowie kto i
                    grzie pelni JAKI dyzur. Zreszta jako owa babcie nowoczesna i umiejaca korzystac
                    z Internetu mogla sie tego dowiedziec na stronie www.swojego miasta
                    Tak przygotowana babcia moglaby z pelna odpowiedzialnoscia podjac sie opieki
                    nad dzieckiem, wiedzialaby, ze epizod goraczkowy sam w sobie nie jest w zadnej
                    mierze bezposrednim zagrozeniem zycia, potrafilaby latwo te goraczke obnizyc
                    chocby podaniem chlodnego napoju czy letnia kapiela (natryskiem). Dzialalaby
                    logicznie i skutecznie zamiast miotac sie, tracic energie, czas, psuc nerwy
                    sobie, choremu dziecku, personelowi medycznemu, ktory znalazl sie w
                    jej "zasiegu", wreszcie jatrzyc na forum.
                    Tak jest w najlepszych, najdrozszych, najprywatniejszych, najnowoczesniejszych
                    szpitalach na swiecie, ze jesli nie posiadaja one oddzialu zwanego "Izba
                    przyjes", "Urgences" czy "Emergences" i nie pelnia ostrego dyzuru to lekarz
                    dyzurny ma obowiazek zajmowania sie pacjentami juz hospitalizowanymi a kiedy
                    ich stan na to pozwala ma swiete prawo zmruzyc oko, zajac sie swoja rodzina,
                    rozwiazac krzyzowke a nawet podrywac pielegniarke. Nie mowiac o tym, ze
                    czasami ...w ogole nie ma go na oddziale, a dyzur pelni pod telefonem czy
                    beeperem. A zaden potencjalny pacjent nawet pod opieka najtroskliwszej i
                    najbardziej przebojowej babuni nie dotrze dalej niz szpitalna "recepcja"
                    (dawniej bywaly to pospolite "strozowki").
                    Od "prawdziwych" naglych przypadkow z zagrozeniem zycia jest albo Pogotowie
                    Ratunkowe ("panstwowe"), albo jego prywatny, platny odpowiednik. Numer tego
                    kazda mama/babcia/ciocia - w ogole kazdy powinien miec o ile nie zakonotowany w
                    mozgu to przynajmniej umieszczony w dostepnym, stalym miejscu w mieszkaniu
                    najlepiej w poblizu telefonu.
                    Opiekujac sie dzieckiem nalezy je bacznie obserwowac - miezmiernie zadko wysoka
                    goraczka pojawia sie jak "grom z jasnego nieba", zazwyczaj poprzedzaja ja rozne
                    zwiastuny. Przy owej wysokiej goraczce rzeczywiscie malo prawdopodobne jest, by
                    dziecko bylo glodneee, natomias moze byc spragnione i tu wracam do owego
                    chlodnego napoju - nie tylko moze obnizyc goraczke, ale i zapobiec odwodnieniu.
                    W porze, w ktorej mialy miejsce wydarzenia kazde nagle rozbudzone dziecko,
                    nawet nie goraczkujace byloby "polprzytomne".
                    Natomiast nie rozumiem i nie doczytalam sie, czy lekarz - internista zbadawszy
                    dziecko zalecil trzymanie go "na czczo"? Jesli nie, to przeciez zdrowy rozsadek
                    nakazywalby je nakarmic - sadze jednak, ze raczej odmowiloby przyjecia posilku.
                    NIE pisze tego, by uragac kochajacej babci, ale by ja ustrzec - ja i inne
                    babcie - ciocie - mamusie - przed przyszlym stressem tego rodzaju.
                    Nawiasem mowiac, czy koszt jezdzenia w kolko z owym nieszczesnym wnusiem nie
                    byl aby wyzszy niz owa sakramentalna "wysoka skladka" na FOZ?
                    Pisze to nie z pozycji lekarza - "olewacza" - skorumpowanego lapownika -nieroba
                    ale z powycji lekarza znajacego "troche" specyfike tzw "naglych przypadkow" w
                    tym i pediatrycznych.
                    ...i po prostu: dla przemyslenia.
                    • Gość: mala..1 Re: Tylko dla tych ktorzy nie wiedza wszystkiego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 20:12
                      nie rozumiem tylko jednego - wszyscy nieomal, wypowiadajacy sie tutaj mowicie
                      tylko i wylacznie o dyzurze , o odsylanie - a dlaczego nikt z was sie nie
                      wypowie na temat tego jak dlugo dziecko ze skierowaniem spedzilo w przeciagu,
                      na korytarzu szpitala? to wedlug was malo wazne, prawda?
                      najwazniejsze jest wg was to, ze uzylam slowa "polprzytomne" - jestem laikiem,
                      nie lekarzem, nie pielegniarka; osowiale i przysypiajace dziecko z wysoka
                      temperatura tak ocenilam - i to jest powod aby mnie wgniatac w ziemie - super..
                      przeczytaj moje posty sprzed kilku minut - jest tam wiecej szczegolow
                      tego "przypadku". Sama dziecko zawiozlam - bo wyobrazilam sobie, ze pogotowie
                      jest wlasnie do tych ciezszych przypadkow - i w zwiazku z tym od 6 rano do
                      20tej trwala niepewnosc co dalej robic, jak leczyc itd. Ani w przychodni, ani w
                      szpitalu oczywiscie nikt nie raczyl powiedziec jak dalej postepowac - az trzeba
                      zwrocic ostro uwage panu doktorowi, zeby w koncu zajal sie dzieckiem ze
                      skierowaniem.
                      A zreszta - to lekarze maja racje... i to zawsze, prawda?

                  • Gość: mala..1 Re: Tylko dla tych ktorzy nie wiedza wszystkiego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 19:55

                    > pediatra powinien udzielic rodzinie informacji jak obnizyc temperature i jak
                    > postepowac w przypadku drgawek. Nie ma najmniejszego powodu by jezdzic do
                    > szpitala, izby przyjec. Pediatra powinien tez udzielic informacji na temat
                    > objawow, ktore sa niepokojace i powinny byc zbadane pilnie.

                    Otoz staly pediatra , i staly neurolog (oczywiscie w przywatnych gabinetach)
                    poinstruowali bardzo dokladnie jakie leki, w jakich odstepach czau mga byc
                    podawane w tym przypadku, i to wlasnie staly neurolog zalecil takie
                    postepowanie. Goraczka rosla od piatku - i wlasnie zalecone w piatek leki ,
                    podawane regularnie nie pomagaly - wrecz przeciwnie - temepratura rosla. Jak
                    juz pisalam - i pani internistka w przychodni, i lekarz w izbie przyjec
                    szpitala byli o tym poinformowani , oprocz tego dostali dokumenty wypisane
                    przez LEKARZY - wypisy ze szpitali, rozpoznanie itp. Wedlug ciebie to za duzo
                    czy za malo aby sie lekarz raczyl zajac? Widac nie mogl byc rozwiazany w
                    przychodni - skoro w koncu lekarz zalecil leczenie szpitalne, dozylnie podawany
                    antybiotyk i kroplowki.
                    Nie badz taki autorytatywny w swoich ocenach - aby tak jak ty sie wypowiadac -
                    wypadalo by znac szczegoly - wiedza podrecznikowa to za malo troche.

                    a tak na marginesie - jak wysokie ubezpieczenie typu oc placisz tam w USA?
                    a jak to jest u nas z ta odpowiedzialnoscia cywilna?

                    zauwaz jeszcze ze to byla niedziela wczesnym rankiem
                • Gość: mala..1 Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 20:24
                  no wlasnie - niestety nie mam wyboru - musze placic ten haracz - choc wolalabym
                  placic z wlasnej kieszeni za uslugi te uslugi; i place - co prawda nie w pelnym
                  zakresie , i jesli jest noc lub swieto - to uwazam, ze mam prawo skorzystac w
                  jakims tam odsetku z tej opieki;

                  a tak w ogole - przestancie sie zachowywac jakbyscie laske robili ze w ogole
                  pracujecie - to wy wybraliscie ten zawod - a akurat lekarz - to zawod
                  specyficzny; wiec jesli lekarz ma dyzur to jest to jego praca, i nalezy ja
                  wykonywac sumiennie ; jesli nie odpowiadaja zarobki - mozna zawsze zmienic
                  zawod, otworzyc swoj gabinet czy klinike , wyjechac - i tam dyktowac swoje
                  warunki.
              • Gość: mala..1 Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.05, 19:41
                zdaje sie ze juz tu pisalam na temat tego czym grozi taka goraczka dziecku z
                epilepsja?jesli to co wolno mu podac - nie pomaga to co - domaganie sie reakcji
                od lekarzy jest zagrozeniem zycia i zdrowia czy obojetnosc tychze?
                -i szkoda ze nie wypowiesz sie nie na to odsylanie, ale na to wyczekiwanie - to
                tez wina nieodpowiedzialnych opiekunow , tak?

                > Dziecko to nie maskotka

                wlasnie - ani nie "przypadek" jak wy to ujmujecie
                • Gość: feline Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? IP: *.dial.proxad.net 30.04.05, 21:35
                  Tak sie zazwyczaj dzieje, ze zle zaadresowana przesylka krazy i czeka zanim
                  dotrze na miejsce. W tym przypadku dziecko wystapilo w roli przsylki zle
                  zaadresowanej przez Ciebie osobiscie. Zamiast ubolewac nad tym, co sie stalo i
                  nie odstanie a co szczesliwie nie mialo specjalnych niekorzystnych konsekwencji
                  wez sobie do serca na przyszlosc rady wszystkich wypowiadajacych sie, bo jest
                  to w zywotnym interesie twojego wnuka, by taka sytuacja nie przytrafila sie
                  ani jemu ani tobie w przyszlosci.
      • draconessa Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? 30.04.05, 20:54
        Czytam, czytam, czytam...Ludzie, przeciez ta kobieta przyszla z gotowa teza,
        nie do obalenia. Chce sie wyzyc na forum, wylac swoj kubel zolci - niech sobie
        wylewa. Zakonczmy te zenujaca dyskusje, ktora do niczego nie prowadzi. Chocby
        sie tu zebraly slawy wszechswiatowe, najlepsi specjalisci, to i tak babcia ma
        zawsze racje - nawet jesli, jak sie okazalo, jest zupelnie do sprawowania
        opieki nad dzieckiem nieprzygotowana.

        Pozdrawiam wszystkich dyzurujacych - juz stamtad:)))
    • Gość: Patryk Re:wątek kwitnie (jak przewidywałem) IP: *.oc.oc.cox.net 30.04.05, 21:01

      Są dwa typy dyskutantów:
      -klasyczny dialektyk-otwarty na argumenty i logikę,przystępujący do sporu w celu
      poznawczym (potwierdzenia lub zanegowania tezy)
      -schopenhauerowski erystyk-taki,co "wie lepiej" z definicji
      Jakie szanse ma kulturalna dyskusja dialektyka z erystykiem ?
      Żadne,bo erystyk nie jest merytoryczny z założenia,a dialektyk (z założenia ) tak!
      Tylko dziwią mnie protesty i urażone komentarze prymitywnych erystyków
      (prymitywnych,bo erystyka to jednak pewna sztuka),gdy nagle zamiast cierpliwych
      i uprzejmych odpowiedzi spotykaja się z własnym stylem.Tyle,że skierowanym
      przeciwko sobie.
      Tak na marginesie,wycofuję zastrzeżenie uczynione wcześniej-moje rozważania jak
      najbardziej dotyczą autorki wątku.

      • Gość: GTelega Re:wątek kwitnie (jak przewidywałem) IP: *.wi.res.rr.com 30.04.05, 21:20
        Nie da sie ukryc Patryk, ze Twoje zdolnosci w diagnozowaniu BV, przewyzszaja
        moje. Jak sie na to patrze to rzeczywiscie wstyd mnie zbiera, ze nie moglem sie
        pohamowac i probowalem zabrac glos na temat pediatrii w blednym zalozeniu, ze
        moze babcia jest wkurzona, ale che sie dowiedziec czegos co pomoze jej w
        przyszlosci, majac na uwadze zdrowie dziecka. W swoim zaslepieniu nie
        zauwazylem, ze zdrowie dziecka nie ma tu zadnego znaczenia. Wazne aby dokopac
        komus kto byl na dyzurze i znalesc poklask publiki. Wystarczy!!!
        • Gość: Patryk Re: GT :-) IP: *.oc.oc.cox.net 30.04.05, 22:04
          > Nie da sie ukryc Patryk, ze Twoje zdolnosci w diagnozowaniu BV, przewyzszaja
          > moje.

          Może dlatego,że moja teściowa cierpi na BV z podtypem "nauczycielski" :-).
          A tak poważnie,to zauważyłem,że poziom agresji pacjentów w wątkach na forum
          ostatnio rośnie.Dawno juz nie było takiej atmosfery.Jest jeszcze kilka wątków
          merytorycznych,ale większość to frustracje,żale i oskarżenia.
          Rychła zapaść systemu NFZ ?Hmm...może jeszcze wcześniej powinno dojść do
          kilkudziesięciu przypadków pobić lekarzy i pielęgniarek w pracy?
          Zartuję,ale ponuro.
          • draconessa Re: GT :-) 30.04.05, 22:49
            Wiesz, ja sadze, ze te pobicia, to juz calkiem niedlugo beda na porzadku
            dziennym. Ale w zapasc NFZu nie wierze. A nawet jesli padnie, to nie boj zaby,
            mocodawcy wymysla inne cudo. Przeciez juz przerabialismy zamiane Kas Chorych na
            NFZy. Czy cos sie wtedy zmienilo? Nic, oprocz tego, ze przez pewein czas i NFZ
            i Kasy funkcjonowaly rownolegle. Niestety, ogarnia mnie pesymizm, i sadze, ze w
            przeciagu najblizszych lat raczej nie dojdzie tu do jakiejs sensownej zmiany.
              • iza42 Moze wypadaloby na to inaczej spojrzec? 01.05.05, 05:57
                Przeczytalam ten watek i widze ,ze bardzo tutaj duzo emocji po obu stronach i
                niepotrzebnego oczerniania. Kto na tym skorzystal? Chyba nikt . Rozgoryczona
                babcia chorego dziecka juz utwierdzila sie w mniemaniu ,ze lekarzy w Polsce
                charakteryzuje lenistwo , brak kompetencji i ogolna znieczulica, natomiast
                lekarze odczuli po raz ponowny ,ze sa traktowani roszczeniowo , bez odrobiny
                szacunku , ktory im sie przeciez nalezy z racji wykonywanej pracy i wysokich
                kwalifikacji.
                Gdzies w tym watku zgubilo sie chore dziecko ... a to chyba o to dziecko
                chodzilo tutaj a nie o to , kto jest glupi , kto madry i kto tutaj ma racje.
                Obie strony walczyly klami i pazurami o swe racje i nikt nic nikomu nie udowodnil.
                Wiec moze by na to spojrzec inaczej i wysilic sie na odrobine dobrej woli?
                Zaszly tutaj pewne nieporozumienia slowne. Wysmiano autorke watku za to ,ze
                stwierdzila ,ze polprzytomne dziecko bylo glodne. W mowie polskiej niemedycznej
                czesto uzywa sie slowa polprzytomny ze zmeczenia/zmartwienia/zalu itd wcale nie
                majac na mysli utraty przytomnosci. I to pewnie miala na mysli Babcia - po
                prostu stan stressu .
                Zgadzam sie ,ze szpital nie pelniacy dyzuru nie ma obowiazku zajmowac sie
                pacjentem z ulicy chyba ,ze jego stan zagraza zyciu i rozumiem , ze w tym
                przypadku takiego zagrozenia nie bylo , wiec sluszna rzecza bylo odeslanie
                dziecka do ambulatorium. Natomiast nie bardzo rozumiem dlczego , skoro sie tam
                znalazlo po raz drugi - ze skierowaniem od lekarza internisty ( z braku
                pediatry) - dlaczego tego dziecka po prostu nie przyjeto na oddzial? Ja bym to
                dziecko przyjela, z paru powodow nawet jezeli nie bylo stuprocentowych wskazan
                medycznych do przyjecia.
                Oczywiscie goraczka 40 st to nie jest zadne wskazanie do przyjecia na oddzial
                ale tutaj nie tylko o goraczke chodzilo. Dziecko ma obciazony wywiad - epiepsje
                , drgawki goraczkowe oraz rodzice i opiekunowie nie potrafili sobie z tym
                problemem poradzic w domu - chociaz moze- zdaniem tutaj wielu - powinni.
                Z tej sytuacji wnioskuje ,ze rodzice /opiekunowie rowniez mieli pewna wiedze co
                robic w przypadku goraczki ale nie umieli zapobiec jej komplikacjom - drgawkom.
                Napady drgawkowe wywoluja wiele negatywnych stressow i emocji u rodziny pacjenta
                i krytykownie rodziny ,ze sobie nie radzi w takiej sytuacji dowodzi
                rzeczywiscie braku empatii ( delikatnie mowiac ).
                Poza tym byly rowniez problemy diagnostyczne - co spowodowalo te goraczke, po
                prostu latwiej i szybcie jest diagnostyke wykonac w szpitalu niz ciagac chore
                dziecko i zestressowana rodzine w te i z powrotem?
                Tym bardziej ,ze chyba sobie tego od poczatku zyczyli.

                • Gość: frania Moze wypadałoby spojrzec tak jak faktycznie było IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 01.05.05, 09:05
                  Jeżeli przeczytałaś uważnie to chyba też ze zdziwieniem przyjełaś fakt
                  opuszczenia przez babcię Izby Przyjęć w okresie oczekiwania na wyniki pobrane w
                  celu zakwalifikowania dziecka do rodzaju udzielonej pomocy.
                  Niby takie chore aż półprzytomne a jednak ciągane przez babcię to do domu to do
                  szpitala.
                  Potem wlicza godziny pobytu w domu jako godziny oczekiwania.
                  Mało tego mając tak chorego wnuczka nie pofatygowała się żeby posiąść wiedzę
                  gdzie ma się zgłosić w celu uzyskania pomocy medycznej.
                  Bo na co dzień pogardza tak zw. państwową opieką medyczną i płaci "haracz" lek.
                  w gab. prywatnych.
                  Żle odebrałaś całą tą dyskusję, w której to medycy chcą tylko pomóc babci żeby
                  drugi raz przez swoją głupotę nie błądziła.
                  Medycy swoją wartość znją bez "babcinego" potwierdzena.
                  • iza42 Re: Moze wypadałoby spojrzec tak jak faktycznie b 01.05.05, 10:20
                    Jak bylo faktycznie to ty Franiu tez nie wiesz bo cie tam nie bylo - chyba ze
                    tam pracujesz i cie to osobiscie dotyczy - i to tlumaczyloby dobrze twoje
                    zacietrzewienie. Nie wiem czy jestes lekarzem ale jezeli tak - to z przykroscia
                    stwierdzam , ze wstyd mi za ciebie . Takie werbalne napady nazywanie autorki
                    watku glupia ignorantka i oskarzanie jej o nie posiadanie odpowiedniej wiedzy
                    medycznej zle swiadczy o twoich umiejetnosciach interpersonalnych , ktore w
                    pracy klinicznej sa przeciez potrzebne. Tobie chodzi wylacznie o twoja racje.
                    piszesz -" medycy znaja swoja wartosc bez babcinego potwierdzenie " - to
                    naprawde bez sensu. Wypowiadajac sie w taki sposob nie poprawisz swojej wartosci.
                    Mam nadzieje ,ze w pracy lepiej sie zachowujesz.
                    • draconessa Re: Moze wypadałoby spojrzec tak jak faktycznie b 01.05.05, 10:30
                      Droga Izo, jak to bylo, to opisala bacia dziecka, a frania sie tylko na jej
                      relacji oparla. Chyba, ze uwazasz, iz zalozycielka watku klamie? Co do tego
                      opuszczenia szpitala w trakcie oczekiwania na wyniki, to ja tez nie rozumiem
                      decyzji Autorki watku, ale to jej sprawa, to robi. Tylko niech potem pretensje
                      o dluga pomoc medyczna ( moze mieli z tymi wynikami do domu za nia biegac???)
                      i o wlasne niezorganizowanie i brak podstawowej wiedzy, dokad sie udac po
                      pomoc w dzien swiateczny ma do siebie.
                        • pia.ed Po co to wozenie chorego dziecka? 02.05.05, 11:23
                          Chcialas "mala" zeby Ci zacytowac przyklad ze opuscilas szpital w oczekiwaniu na
                          wyniki???
                          To cytuje:



                          ................................................................................
                          Po ponownym przybyciu do szpitala - zlecono wykonanie podstawowych badań -
                          m.in. moczu. Ok. 11.30 po uzgodnieniu z lek. dyżurnymi pojechałyśmy do domu -
                          dziecko było głodne, zmęczone, wyczerpane gorączką. Ok. 16-tej wróciłyśmy do
                          szpitala - ale znowu do 18-tej nie było komu zająć się dzieckiem - dopiero
                          sprowokowanie nieomal awantury spowodowało skierowanie na dalsze badania i
                          przyjęcie na oddział - dziecko zostało przyjęte na oddział ok. godz. 20-tej.



                          PS. Nigdy nie napisala!, co temu dwulatkowi w koncu bylo!!!
                          Jaka CHOROBE u niego wykryto?


                          W Szwecji gdybym zadzwonila do dyzurnej pielegniarki i powiedziala,
                          ze dwulatek ma 40 C goraczki, to zapytalaby sie czy dziecko cos nie boli,
                          czy nie ma problemow z oddychaniem i kazalaby dac dziecku Alvedon,
                          a takze
                          duzo do picia!
                          Skontaktowac sie z nia za 24 godziny, gdyby goraczka sie nie zmniejszyla lub
                          stan dziecka w jakis sposob sie pogorszyl.

                          Absolutnie nie rekomenduje sie wozenie dziecka po przychodniach.
                          Dziecko z goraczka potrzebuje spokoju, ciszy, zjedzenia czegos lekkiego,plynow,
                          czasem ochlodzenia przy pomocy zimnego recznika To wszystko mozna zrobic tylko
                          w DOMU.
                          • Gość: mala..1 Re: Po co to wozenie chorego dziecka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 11:40
                            >Cierpliwie czekalam ....po uzgodnieniu z lekarzem,
                            uzgodnione bylo, ze wroce po kilku godzinach - albo sama , jesli objawy mina,
                            albo z dzieckiem ; po powrocie - czekalam znoiw kilka godzin

                            dziecko nie oddalo moczu przez 3 godz czekania, do 16 w domu tez nie, i w koncu
                            w szpitalu , po kroplowce , ok. 21 (po 17 godzinach nie sikania) - wiec
                            powtarzam - PO UZGODNIENIU Z LEKARZEM DYZURNYM , a nie jak co poniektorzy
                            sugeruja tutaj, ze na wlasne zyczenie opuscilam z dzieckiem ten korytarz.

                            Ale czy jakikolwiek argument przekona tych zacietrzewionych tutaj, ze smiem
                            skrytykowac takie postepowanie?
                            Sugestie, z ktorych wynika, że dziecko hospitalizowano na moje wlasne zyczenie?
                            Dziecko do dzis jest w szpitalu - tez dla swietego spokoju?
                            Ludzie, co wy wypisujecie? To dla swietego spokoju i na wszelki wypadek to
                            wbijanie igiel co drugi dzien, szukanie nie uszkodzoneych jeszcze zyl i
                            szprycowanie antybiotykiem? To wedlug was, trzecie w ciagu 1/2 roku zapalenie
                            pluc jest niczym? Naprawde was obchodzi leczenie cudzych dzieci? Chyba tylko i
                            wylacznie wasze racje.
                            Wiekszosc wypowiedzi to oczernianie bez sensu , wyzywanie sie, ze od was ktos
                            chcialby wymagac etycznego wykonywania swoich obowiazkow; a wystraczylo, by
                            lekarz nie kazal czekac tyle godzin na diagnoze - wystarczylo by zadecydowal co
                            dalej. Oczywiscie macie racje - powinnam wiedziec ze szpital nie ma ostrych
                            dyzurow juz teraz - ale - przeciez skierowanie do szpitala bylo wystawione
                            rano, pare minut po siodmej?
                            Najlepiej, najwygodniej udowadniac innym - pacjentom, opiekunom - glupote, brak
                            wyobrazni, niewiedze, nieopanowanie itd. - czy wy aby macie wyobraznie, jesli
                            nie dotyczy to waszych bliskich?
                            Darujcie sobie - sadzac po wypowiedziach , to latwo tutaj obliczyc jakich jest
                            odsetek lekarzy z prawdziwego zdarzenia - na palcach mozna to policzyc ; 99 %
                            zadufanych w swojej madrosci bufonow.
                            • draconessa Re: Po co to wozenie chorego dziecka? 02.05.05, 13:10
                              To Ty sie zastanow, kobieto, co tu wypisujesz. Piszesz, ze nie udzielono pomocy
                              dziecku? A konsultacja z lekarzem dyzurnym i ustalenie z nim, ze przyjdziesz do
                              szpitala pozniej to skad sie wziela??/ telepatycznie ???A pobranie owych badan,
                              na ktore czekalas??? Jakim cudem zrobilo Ci sie z tego 14 godzin czekania,
                              skoro dziecko, jak wynika z tego, uzyskalo pomoc juz rano, przy pierwszej
                              wizycie w szpitalu??? Po drugie - wez w koncu jakis poradnik medyczny ( tylko
                              wybierz jakis pisany prostym jezykiem, zebys zrozumiala) - tam jak byk napisza
                              Ci, ze u malych dzieci zachorowania czesto rzowijaja sie w bardzo szybkim
                              tempie, i dziecko, u ktorego rano nie bylo wskazan do hospitalizacji, wieczorem
                              moze byc w ciezkim stanie. tak bywa, i Ty tez otrzymalas pomoc i dziecko
                              zostalo hospitalizowane w momencie, w ktorym wskazania do leczenia szpitalnego
                              wystapily. tak wiec wszystko przebieglo prawidlowo, a jedyna osoba, ktora
                              wykazala sie ignorancja bylas tutaj Ty. Jeszcze raz sobie zakarbuj, ze nie
                              kazda goraczka, nawet wysoka, u dwulatka, to wskazanie do hospitalizacji. Ale
                              oczywiscie wlasne nieprzygotowanie do opieki nad dzieckiem latwo przed soba
                              sama ukryc, za to zas wylewac pomyje na innych. Tak ciezko bylo - majac pod
                              opieka dwultka , ktory wszkaze w kazdej chwili moze zachorowac, uzbroic sie w
                              karteczke z wypisanym wyraznie tokiem postepowania i namiarami, gdzie nalezy w
                              razie problemow zglosic sie o pomoc??? Zreszta, masz wlasne zdanie, a do
                              betonowego mozgu zadne argumenty nie trafia.
                              • Gość: mala..1 Re: Po co to wozenie chorego dziecka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 13:17
                                czemu nie odniesiesz sie do tego, ze od 16tej do 18tej grzecznie czekalam , az
                                doktor zalatwi swoje prywatne sprawy? ze zamiast wyslac zone z dzieckiem, lub
                                pielegniarke sam osobiscie to robil dotad ,az ich usadzil i wycalowal na
                                dowidzenia w samochodzie? dopiero potem, i to jescze po dobrych kilku minutach
                                smialam zwrocic uwage ,ze moze znajdzie w koncu czas na zajecie sie
                                czekajacymi? a mozna bylo inaczej ten czas rozlozyc, nieprawdaz? dopiero po
                                upomnieniu sie o "obsluge" pan doktor raczyl wysluchac pielegniarki i
                                przeczytac dokumenty ktore dostal.
                                Czy to naprawde za duze wymagania? Ty tez nalezysz do nietkyalnych, przeciez -
                                omijasz sedno a czepiasz sie czego innego,jak wiekszosc urazonych tutaj , ze
                                pacjent smie zwrocic uwage , bo lekarz sie zachowuje nie tak jak powinien
                                • draconessa Re: Po co to wozenie chorego dziecka? 02.05.05, 16:27
                                  nie mam juz sily z Toba gadac. Jak rozumiem, siedzialas nad owym lekarzem i
                                  patrzylas mu na rece i na pewno wiesz, ze caly ten czas spedzil na zabawach z
                                  dzieckiem i zona. Po secundo - jesli bylo tak, ze do lekarza nie dotarla
                                  informacja o tym, ze czekasz na IP, to chyba winnas miec pretensje do osoby,
                                  ktora lekarza winna o Twym przybyciu zawiadomic, nieprawdaz? Lekarz naprawde
                                  nie ma obowiazku telepatycznie wyczuwac obecnosci oczekujacego pacjenta. A co
                                  do drgawek, to juz lukumon napisal Ci ponizej, co sadzi o Twych zdolnosciach
                                  jako obserwatora. I nie wykrecaj kota ogonem. Nie nadajesz sie na opiekunke
                                  dwuletniego dziecka, jestes zdezorganizowana i rozhisteryzowana, w dodatku
                                  Twoja opornosc na wszelkie argumenty jest powalajaca. Jak to bylo
                                  w "Kilerze"? "Nie chce mi sie z Toba gadac". Adieu.
                                  • Gość: mala..1 Re: Po co to wozenie chorego dziecka? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.05, 17:23
                                    > patrzylas mu na rece i na pewno wiesz, ze caly ten czas spedzil na zabawach z
                                    > dzieckiem i zona

                                    widzialam wyobraz sobie - bo chodzil z dzieckiem na raczkach , a zonka z drugim
                                    dzieckiem siedziala w gabinecie; widzialam jak sie zegnal z nimi - ale ty
                                    wiesz przeciez lepiej ze tak nie bylo...

                                    >jesli bylo tak, ze do lekarza nie dotarla
                                    > informacja o tym, ze czekasz na IP, to chyba winnas miec pretensje do osoby,
                                    > ktora lekarza winna o Twym przybyciu zawiadomic, nieprawdaz?

                                    dotarla , moja pani, pielegniarki dwukrotnie informawaly w miedzyczasie pana
                                    doktora, ale on mial SWOJE chore dziecko

                                    >Nie nadajesz sie na opiekunke
                                    > dwuletniego dziecka, jestes zdezorganizowana i rozhisteryzowana

                                    ty sie nie nadajesz na lekarza - uwazasz ze w pierwszej kolejnosci prywata

                                    > w dodatku
                                    > Twoja opornosc na wszelkie argumenty jest powalajaca.

                                    twoja opornosc na fakty jest przerazajaca
                      • iza42 franiu! 02.05.05, 21:45
                        Gość portalu: frania napisał(a):

                        > Życzę nie tylko mądrości medycznej.

                        Dziekuje za zyczenia , tobie rowniez zycze tego powyzszego plus taktu w
                        obcowaniu z pacjentami.
      • Gość: doktoś Opiekunka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.05.05, 14:36
        Ktoś tu napisał "homo sovieticus" i to jest chyba najlepsza diagnoza. Zawsze
        byłem daleki od polityki, ale z bólem jako pewnik przyjąłem już dawno temu, że
        jak mówi mój ojciec "komunizm umrze, gdy umrze ostatni kto miał z nim kontakt".
        Komunizm oduczył systemowo i całkowicie czegoś tak istotnego w życiu jak
        odpowiedzialność - zawsze wini są inni, głównie państwo. I to państwo powino
        zrobić za mnie wszystko, bo ja chcę, bo mam kłopot. Ja takiej kobiecie nigdy w
        życiu nie powierzyłbym dziecka: niezorganizowana, apodyktyczna, kłótliwa, nie
        przyjmująca żadnych racji. Pocieszające jest to, że coraz więcej ludzi przejmuje
        inne wzorce - coraz więcej moich pacjentów czyta poradniki medyczne, wypytuje
        lekarzy o naturę schorzenia, o metody postępowania z nim. Coraz więcej z nich na
        szafce z telefonem zostawia swoim starszym rodzicom numer i pogotowia, i
        przychodni rejonowej, i polecanego w danej specjalności lekarza. I coraz więcej
        z nich wie dokładnie co i w jakiej kolejności zrobić.
        Moja matka opiekuje się czasami córkami mojej siostry - od tego czasu czyta
        naprawdę fury broszurek, poradników dotyczących najczęstszych u dzieci schorzeń
        z astmą na którą choruje jedna z dziewczynek włącznie. W swojej komórce ma numer
        telefonu do przychodni i do pediatry który prowadzi w pobliżu prywatną praktykę.
        Tak w razie czego. I tu dwie istotne informacje: moja matka zrobiła to wszystko
        i robi nadal absolutnie z własnej inicjatywy - zawsze żartuje, że na dzieci
        powino się mieć "prawo jazdy". Byłem zdumiony i dumny jednocześnie jak dobrze
        się do tego przygotowała. I druga ważna informacja - bywały już sytuacje
        wymagające od niej szybkich decyzji i odpowiedniego zachowania się - częste
        zapalenia krtani u młodszej z dziewczynek. Nigdy nie traci głowy. Denerwuje się
        oczywiście bardzo, ale nie panikuje. Robi to co przeczytała i czego dowiedziała
        się od pediatry. Więc przed przyjazdem karetki lub przewiezieniem dziecka do
        przychodni sytuacja jest już względnie opanowana. I to wszystko bez
        najmniejszego mojego udziału.
        Opieka nad dziećmi to zajęcie zdecydowanie nie dla każdego.

        Natomiast dziwi mnie niezmiernie postawa jednej z koleżanek która wypowiadała
        się kilka postów temu, gdy mówiła o tym że przyjęłaby to dziecko podając, że
        oprócz gorączki było obciązone epilepsją, niedodiagnozowane, że uniknęłoby
        stresu. Droga koleżanko - mamy rok 2005, a nie 1985. Teraz hospitalizuje się
        wymagających hospitalizacji z przyczyn medycznych. Na szczęście takie myślenie
        jak tej Pani Doktor jest też coraz rzadsze o czym mówię bez złośliwości.
          • Gość: doktoś Moja mama Wando IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.05.05, 15:09
            nie jest genialna i ja niczego takiego nie sugerowałem. Moja mama jest
            METODYCZNA, a przede wszystkim ODPOWIEDZIALNA. Ona w obecny stan rzeczy włożyła
            furę pracy i umiejętności przewidywania, a nie jakieś wybitne zdolności których
            nie posiada. Mimo, że ma tylko zasadnicze wykształcenie jest po prostu mądra.

            Podejście do pacjenta takie jak w tym wypadku prezentuje Iza42 może ci się
            podobać i nie dziwi mnie to, bo ja na przykład też bym chciał żeby moje audi w
            normalnej cenie i na życzenie firmy naprawiano nie w moim serwisie, ale
            przewożono śmigłowcem do centrali w Ingolstadt. Tylko po co jeśli nie trzeba. I
            dodam, że taką postawę uważam za nienormalną dlatego że NIEPOTRZEBNIE rozrzutną.
            Nic co na tym wątku napisano o stanie tego dziecka nie wskazuje moim zdaniem na
            konieczność hospitalizacji.
            • Gość: Wanda Opiekunka IP: *.laczpol.net.pl 01.05.05, 20:37
              Czy to tak trudno zrozumieć ,że nie wszyscy ludzie działają metodycznie i są
              opanowani w stresowej sytuacji. Właśnie dla nich zawiezienie chorego dziecka
              do najbliższego szpitala jest przejawem odpowiedzialności.Przecież i tak potem
              zostało ono skierowane przez lekarza do szpitala.
              A to porównanie z naprawą audi nijak się ma do omawianego przypadku.
              Obyśmy tylko takie przejawy rozrzutności mieli w szpitalach i NFZ,to naprawdę
              wszystkim nam żyłoby sie dużo lepiej.
              • felinecaline Re: Opiekunka 01.05.05, 20:46
                Wando, od poczatku istnienia tego watku udzielono tej pani dosc rad, zeby odtad
                juz zawsze wiedziala jak postepowac, powinna sobie je wydrukowac, oprawic w
                ramki i powiesic przy telefonie, ale oczywiscie tego nie zrobi - to jast
                Pani "Nieprzemakalna". Nastepnym razem zapewne znow zechce "ominac kolejke". -
                podobno doskonale sie "na tym zna".
            • Gość: mala..1 Audi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.05.05, 21:09
              moj post z 30.04.2005 19:55

              >>Otoz staly pediatra , i staly neurolog (oczywiscie w przywatnych gabinetach)
              poinstruowali bardzo dokladnie jakie leki, w jakich odstepach czau mga byc
              podawane w tym przypadku, i to wlasnie staly neurolog zalecil takie
              postepowanie. Goraczka rosla od piatku - i wlasnie zalecone w piatek leki ,
              podawane regularnie nie pomagaly - wrecz przeciwnie - temepratura rosla. Jak
              juz pisalam - i pani internistka w przychodni, i lekarz w izbie przyjec
              szpitala byli o tym poinformowani , oprocz tego dostali dokumenty wypisane
              przez LEKARZY - wypisy ze szpitali, rozpoznanie itp. Wedlug ciebie to za duzo
              czy za malo aby sie lekarz raczyl zajac? Widac nie mogl byc rozwiazany w
              przychodni - skoro w koncu lekarz zalecil leczenie szpitalne, dozylnie podawany
              antybiotyk i kroplowki.<


        • iza42 Re: Opiekunka 01.05.05, 20:59
          Drogi doktosiu, ja by rowniez chciala aby pacjenci byli kompetentni, doskonale
          zorganizowni, swietnie wiedzieli co robic w momencie kryzysowym , nie panikowali,
          odznaczali sie cierpiwoscia i zrozumieniem i nie skarzyli sie na wielogodzinne
          czekanie w korytarzu. Taka opiekunka jak Twoja mama to niedoscigniony ideal .
          Ale przypomne ci , ze rzeczywistosc prawie zawsze odbiega od idealu a my lekarze
          operujemy w tej rzeczywistosci wlasnie a to ,ze mamy teraz rok 2005 wcale tego
          nie zmienia - dzieci nadal choruja a rodzice nadal sie tym denerwuja i jedni
          radza sobie z taka sytuacja lepiej inni gorzej i ci ostatni wymagaja od nas
          wspolczucia i pomocy nie z laski ale dlatego ,ze to jest nasza rola.
          Twoje stwierdzenie ,ze teraz mamy rok 2005 i dzieci na oddzial przyjmuje sie
          tylko z przyczyn medycznych bez wzgledu na to czy rodzice potrafia im pomoc w
          domu czy nie ubawilo mnie. No , ale mam nadzieje ,ze inni maja wiecej rozsadku
          niz ty. Nie jest prawda , ze wielogodzinne czekanie na lekarza z dzieckiem z
          wysoka goraczka to rzecz normalna - tu , gdzie pracuje takie dziecko jest
          zbadane przez lekarza w przeciagu godziny od przybycia a pielegniarka ocenia je
          natychmiast , sprawdza goraczke , podaje srodek przeciwgoraczkowy i jezeli stan
          dziecka ja niepokoi odsyla do lekarza natychmiast.
          • lukumon Re: Opiekunka 01.05.05, 22:11
            iza42 napisała:


            > Twoje stwierdzenie ,ze teraz mamy rok 2005 i dzieci na oddzial przyjmuje sie
            > tylko z przyczyn medycznych bez wzgledu na to czy rodzice potrafia im pomoc w
            > domu czy nie ubawilo mnie. No , ale mam nadzieje ,ze inni maja wiecej rozsadku
            > niz ty.

            piszesz że ubawiło cię i że Doktoś ma za mało rozsądku. a ja jestem wręcz
            przeciwnego zdania, a to dlatego że stan dziecka - co podkreślano już w tym
            wątku używając argumentów merytorycznych - nie wskazywał na konieczność
            hospitalizacji do czego w swoich wypowiedziach w ogóle się nie odniosłaś - a ze
            swojego doświadczenia wiem iż pediatrzy względnie często podejmują decyzję o
            hospitalizacji kierując się względami pozamedycznymi. dodam iż nieistotne jest
            tu to o czym piszesz - czy rodzice są mu w stanie pomóc w domu czy też nie, bo
            nie oni i nie ich dom jest ostatnią rubieżą walki z chorobą przed szpitalem.
            takiego typu przypadkami jak ten wszędzie w normalnym świecie zajmuje się przede
            wszystkim szeroko rozumiana podstawowa opieka zdrowotna i w zdecydowanej
            większości tego typu przypadków na peozetach taka pomoc się kończy z sukcesem. a
            właśnie bezzasadne hospitalizacje są moim skromnym zdaniem objawem braku
            rozsądku. i to nie tylko z przyczyn ekonomicznych, a nawet nie przede wszystkim
            z tych przyczyn, ale w przypadku małego dziecka głównie z przyczyn
            epidemiologicznych i psychologicznych o czym nie mówiono tu w ogóle.

            ********
            Lukumon
            • Gość: młody lekarz Re: Opiekunka IP: *.chello.pl 02.05.05, 00:11
              > ale w przypadku małego dziecka głównie z przyczyn
              > epidemiologicznych i psychologicznych o czym nie mówiono tu w ogóle.

              Nareszcie rozsądny głos.
              Zwolennikom hospitalizowania dzieci bez wskazań medycznych polecam kilkudniowy
              pobyt w więzieniu np. w Tajlandii. Mniej więcej podobny poziom stresu dla
              dorosłego, jak dla małego dziecka pobyt w szpitalu. I równie łatwo złapać sraczkę.
            • iza42 Re: Opiekunka 02.05.05, 10:14
              lukumon napisał:

              >
              > piszesz że ubawiło cię i że Doktoś ma za mało rozsądku. a ja jestem wręcz
              > przeciwnego zdania, a to dlatego że stan dziecka - co podkreślano już w tym
              > wątku używając argumentów merytorycznych - nie wskazywał na konieczność
              > hospitalizacji do czego w swoich wypowiedziach w ogóle się nie odniosłaś -

              Oto argumenty merytoryczne przemawiajace za hospitalizacje
              Utrzymujaca sie przez 3 dni wysoka goraczka niewyjasnionego pochodzenia
              a wraz z nia powtarzajace sie drgawki ,
              zarowno goraczka jak i drgawki byly nie do opanowania przez rodzicow/opiekunow w
              domu
              hospitalizacja potrzebna byla do
              -diagnostyki - wykonania badan podstawowych krwi, posiewow , zdjecia RTG itd ,
              bo rozpoznanie roznicowe jest dosc duze i obejmuje sporo zagrazajacych zyciu
              kondycji medzy innymi posocznice i zapalenie opon mozgowo rdzeniowych
              - leczenia towarzyszacej goraczce drgawek
              - no i wreszcie po zdiagnozowaniu do leczenia lub przynajniej do zainicjowania
              leczenia stanu , ktory te goraczke wywolal - okazalo sie pozniej ,ze dziecko
              mialo zapalenia pluc i wymagalo dozylnych antybiotykow

              nieistotne jest
              > tu to o czym piszesz - czy rodzice są mu w stanie pomóc w domu czy też nie, bo
              > nie oni i nie ich dom jest ostatnią rubieżą walki z chorobą przed szpitalem.
              > takiego typu przypadkami jak ten wszędzie w normalnym świecie zajmuje się przed
              > e
              > wszystkim szeroko rozumiana podstawowa opieka zdrowotna i w zdecydowanej
              > większości tego typu przypadków na peozetach taka pomoc się kończy z sukcesem.

              -przeciez dziecko bylo w peozecie - jak ty to ladnie nazywasz - widziane i
              zostalo skierowane do szpitala , wiec chyba byly powody aby rozwazyc przyjecie
              juz na poczatku
              > a
              > właśnie bezzasadne hospitalizacje są moim skromnym zdaniem objawem braku
              > rozsądku. i to nie tylko z przyczyn ekonomicznych, a nawet nie przede wszystkim
              > z tych przyczyn, ale w przypadku małego dziecka głównie z przyczyn
              > epidemiologicznych i psychologicznych o czym nie mówiono tu w ogóle.

              To wedlug ciebie to hospitalizacja - bo w koncu do niej doszlo - byla
              bezzasadna? Cos chyba przesadzasz. Nie bede teoretyzowac natemat potencjalnych
              szkod psychologicznych i epidemiologicznych zwiazanych z hospitalizacja , powiem
              tylko jedno - szybko zdiagnozowana i leczona choroba oszczedza obu wyzej
              wymienionych szkod .

              >

    • aelithe Re: Czy SZPITAL ma prawo odmówić pomocy? 02.05.05, 10:39
      I tu Pani podała przykład Polskiego piekła. zamist jak by to się odbyło w
      cywilizowanym kraju, wystawić Pani bardzo wysoki rachunek za usługę
      specjalistyczną bez skierowania, szpital był zmuszony odesłac Panią do lekarza
      rodzinnego. Co za marnotrawstwo środków. przecież nasyzm szpitalom brakuje
      środków finansowych. I taki rachunek mna 1000 złotych z pewnościa by
      popraiwłbilans szpitala i pani samopoczucie.
      • pia.ed Jak wygladaloby to na zachodzie? Do malej........ 02.05.05, 11:32
        Kopiuje czesc mojej odpowiedzi ktora "zginela" w srodku dyskusji.


        "........Nigdy nie napisalas, co temu dwulatkowi w koncu bylo.
        Jaka CHOROBE u niego wykryto?


        W Szwecji, gdybym zadzwonila do dyzurnej pielegniark, a taki jest zwyczaj,
        i powiedziala, ze dwulatek ma 40 C goraczki, to zapytalaby sie
        czy dziecka cos nie boli,
        czy nie ma problemow z oddychaniem
        i kazalaby dac dziecku Alvedon,
        a takze duzo do picia!
        Skontaktowac sie zpielegniarka ponownie za 24 godziny, gdyby
        goraczka sie nie zmniejszyla
        lub stan dziecka w jakis sposob sie pogorszyl.

        Absolutnie NIE rekomenduje sie wozenie dziecka po przychodniach
        i stresowania go spotykaniem coraz to nowych ludzi, robieniem prob, zastrzykami...

        Dziecko z goraczka potrzebuje spokoju, ciszy, zjedzenia czegos lekkiego,
        plynow,
        czasem ochlodzenia przy pomocy zimnego recznika
        To wszystko mozna zrobic tylko w DOMU.