Dodaj do ulubionych

Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniarkii

IP: *.chello.pl 01.06.05, 14:30
Jestem lekarzem pediatrą. Jestem także matką, córką, żoną i siostrą. Wiem, że
choroba i pobyt w szpitalu to wielki stres dla samego pacjenta i dla jego
najbliższych. A gdy jest stres często puszczają nerwy.
Jednak to co ostatnio wyprawiają rodzice moich małych szpitalnych pacjentów
przekracza wszelkie dopuszczalne normy współżycia między ludźmi.
Przede wszystkim zebranie wywiadu graniczy z cudem. Zamiast odpowiadać na
zadawane pytania rodzice żądają od nas diagnozy i skomplikowanych badań ( o
których dowiedzieli się od sąsiadki czy z serialu o Leśnej Górze). A
przecież , aby podjąć decyzję o leczeniu dziecka musimy mieć punkt
zaczepienia.
Rodzice nie mówią- oni wrzeszczą. W stosunku do nas czasem jeszcze zachowują
elementarny umiar, ale gdy zostaną sam na sam z pielęgniarką, to uszy więdną.
Zrugana, zmieszana z błotem pielęgniarka - jedna na cały oddział dowiaduje
się , że jest dziwką, że powinna myć podłogę w szpitalu, że elegancki pan za
chwilę ją wyrzuci - przychodzi do mnie ze łzami w oczach. Czy mogę w tej
sytuacji od niej wymagać, aby szczególnie serdecznie zajęła się Jasiem czy
Kasią takiego ojca? Nie, mogę najwyżej wymagać od niej wykonania rutynowych
czynności.
Na oddziałach pediatrycznych pojawiają się rodzice, którzy nie przyjmują do
wiadomości, że oprócz ich ukochanego Kubusia- który nie zaśnie jeśli nie
przeczyta mu sie bajki na dobranoc, leży jeszcze Dorotka po ciężkim badaniu i
kolejna g ł oś n o czytana bajka nie pozwala jej spać.
Stres powoduje, że wielu rodziców pali papierosy. Nie pochwalam tego, ale
jestem wstanie zrozumiec. Jednak wychodząc na papierosa niech pofatygują się
dalej niż do oddziałowej ( dla dzieci) ubikacji. Uprzedzam, że jeśli dorwę
takiego palącego na oddziale wezwę ochronę i policję.
Do części rodziców nie dochodzi fakt, że picie w małych salach gorącej
kawy/herbaty stanowi niebezpieczeństwo dla dziecka - ich lub innego. Można
wypić czy zjeść w kawiarni!
Karta Praw Pacjenta gwarantuje rodzinie stały dostęp do dziecka - ale
pozwólcie nam pracować, czyli leczyć Wasze dzieci! W czasie obchodu wyjdźcie
z sali nawet gdy Antoś bardzo protestuje. Nie jesteśmy wstanie zbadać dziecka
gdy nad głową wisi nam wianuszek rodziców- tego chorego i innych. Jeśli
uważacie, że to takie ciekawe- proponuję stosowne programy edukacyjne w TV.
Rodzice przynoszą, myślę, że w najlepszej wierze, z domu jedzenie, ale nie
przyjmują do wiadomości, że dziecko musi być na diecie, albo w przededniu
zabiegu musi być na czczo. A potem wielka pretensja, że musieliśmy "zrzucić"
z operacji, bo godzinę wcześniej zjadło tylko 2 gołąbki roboty babci, które
nikomu nie zaszkodziły.
Zdarza się, że rodzice podają dziecku leki przyniesione z domu nie informując
nas o tym. Kiedyś wygadało się samo dziecko. I dobrze, bo dostałoby podwójna
dawkę. Mama przyniosła z domu lek, który córeczka dostawała w szpitalu -
tyle, że pod inną nazwą.
Zlecamy potrzebne badania. W razie koniecznosci rozszerzamy diagnostykę, ale
rodzice domagają się zrobienia wszystkich (!!!!!!!!!!) badań. Trudno to
komentować.
Dziecko w szpitalu to stres, ale mama, ciocia czy babcia niech chociaz przez
chwilę będą ludźmi dorosłymi. Czy nie wiedzą co czuje dziecko, i tak
przestraszone, bo w nowych warunkach, często po przykrych badaniach, widząc
zapłakaną twarz bliskich sobie osób?
Na oddział wchodzi się w ochraniaczach - to nie nasz wymysł, to konieczność ,
głównie dla dobra chorych- często o obniżonej odporności. Czy tak trudno to
zrozumieć?
A jeśli do tego dodam straszenie lekarzem wyłoni się swoisty horror.
A przeciez wszystkim nam chodzi o jedno - o szybką diagnozę i wyleczenie
dziecka. Im lepsza współpraca tym pewniejszy efekt i szybsszy cel. Drodzy
Rodzice.
Obserwuj wątek
      • Gość: Anna Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.chello.pl 01.06.05, 14:46
        Bardzo rzadko zdarzają się normalni rodzice, tacy, którzy chcą współpracować .
        Giną w tłumie takich, których opisałam. I jeszcze jedno - wychodząc ze szpitala
        często zapominacie o ludziach, którzy dali z siebie wiele, aby ratować zdrowie
        czy nawet życie Waszych dzieci. Nikt z nas nie oczekuje "koniaków" ( czyli
        brendy), kwiatów ani jakiejkolwiek formy wdzięczności. Tym nie mniej jak daję
        rodzicom kartę informacyjna, byłoby mi miło, gdybyśmy uścisnęli sobie ręce i
        gdybym usłyszała słowo "dziękuję".
        W ciągu 19 lat pracy 3 rodziców przysłało na ręce mojego profesora list z
        wyrazami wdzięczności i uznania ( cena tego dowodu wdzięczności jest równa
        cenie pocztowego znaczka).
        • bozia2 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 01.06.05, 21:34
          Nie zgodzę się z panią.Byłam przy mojej córci 7 mies.w szpitalu i to
          ja"odwalałam"czarną robotę.Pielęgniarka jak jej raz chciała dać na siłę
          tabletki(zatkała jej nos,żeby dziecko 3 miesięczne szypciej połknęło leki)to
          było 10 min. reanimacji.Do tebo spotkałam pere pielęgniarek z tak uszkodzonym
          wzrokiem,że same ich koleżanki się z nich śmiały,że kiedy robią wkucie trafiaja
          2xw materac,a dopiero za 3razem w dziecko.Jak pani chce wiedzieć,to przez 7
          mies.tylko jeden lekarz podał mi rękę i się przedstawił,jeden pogładził mnie po
          ramieniu i powiedział,że zrobi co w jego mocy i jedna pediatra,zresztą też ma na
          imię Anna,robiła coś ponad schemat.Karolinka w ciągu tych miesięcy przeszła 13
          operacji,z powodu jednego,głupiego błędu lekarskiego!Nie byłam uciążliwą matką
          na oddziale,odwalałam czarną robotę przy mojej córci,bo pielęgniarki miały inne
          dzieci,przy których nie było rodziców.Notabene,przy tych dzieciaczkach też im
          pomagałam.I też nikt mi nie podziękował,że zajmowałam się dzieckiem 24h na
          dobę,a przecież ktoś dostawał za to pieniądze.Tak na prawdę,to wcale tak nie
          myślę,ale trafiła pani w czuły punkt.To tak,jak bym z naszego doświadczenia
          uważała,że wszyscy lekarze to niedouczeni,a jednocześnie uważający,że pozjadali
          wszystkie rozumy konowały.To,co właśnie tacy lekarze zrobili mojej
          córeczce,inni,cudowni lekarze próbowali naprawić.Źle pani robi,że wszystkich
          rodziców wrzuca do jednego wora.A ha,jeszcze co do kawki,a w domu nie pije pani
          kawy przy dzieciach?Myśli pani że przez 7 mies.stać by mnie było zapłacić za
          łóżko,żeby być z dzieckiem,wyżywić siebie,kupić pieluchy i jeszcze łazić do
          kawiarni?!Ludzie i kto tu ma biedę?!Nie mówię,żeby dać sobie włazić rodzicom na
          głowę,ale wy też musicie być dla nas partnerami,a nie zgrywać lwa na swoim
          terytorium.

          Nigdy nie utrudniałam lekarzom pracy,nie łaziłam za nimi,jak nie chcieli mnie
          widzieć na wizycie-wychodziłam i myślę,że nikt z lekarzy z którymi się spotkałam
          nie może mi nic zarzucić.
          Bardzo dobrze,że rodzice są przy dzieciach,bo gdyby nie to moja niunia nie
          żyłaby od 6 lat.I nie myślę nikomu włazić w d...,bo mi nikt w szpitalu nie
          właził,mimo,że robiłam dobrą robotę i to za fryko.Pozdrawiam.
          • izabela371 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 10:52
            Zgadzam się z Panią. Ja też byłam w podobnej sytuacji.Dzięki chorobie mojej
            córeczko poznałam TYCH prawdziwych lekarzy, którzy chcieli pomóc i tych, którzy
            przychodzili do pracy. Z pielęgniarkami było tak samo. Wiem, że do niektórych
            rodziców mozna mieć zastrzeżenia, ale z moich obserwacji wynika, że jest ich
            nie tak dużo jak pisze ta Pani Doktor. To lekarze są do leczenia, owszem ale to
            MY RODZICE mozemy dużo pomóc, bo MY najlepiej znamy nasze dziecko, a każdy
            przypadek jest inny, nie książkowy. Ja osobiście jestem porzerażona pobytem w
            szpitalu z moim maleństwem, którego kłują dla zasady, bo tak się robi przy
            przyjęciu( nie patrząc że dziecko ma zrosty i pękają żyły po niedługim czasie)
            Że antybiotyk można podać 3 sposobami a nie tylko dożylnie. Oj ja mam do
            pisania dużo, a nie chce zanudzać. Ostatnio byłam na laryngologii na
            Litewskiej... istny koszmar.Reasumując staram się zawsze rozmawiać z lekarzem w
            sposób komunikatywny. Chcę wiedzieć co jest mojemu dziecku, jak przebiega
            choroba, jak się ją leczy i przede wszystkim chcę być traktowana jak matka
            mojego dziecka, a nie jakiś śmieć z ulicy. (Niestety na Litewskiej tak
            traktują "innych" czyli nie lekarzy)i pewnie tylko nie tam......
        • izabela371 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 11:43
          Dziwi mnie to co Pani pisze. Ja zadzwoniłam do Pani Dr po 4 miesiącach, ze moja
          córcia żyje, że udało się, choć było ciężko. Mała była wentylowana ręcznie całą
          dobę,przez ta Panią i pielęgniarkę na zmianę. To ONE dały jej szansę na życie,
          chciało im się. Jestem pewna że Warszawie NIKT by tego nie zrobił! A jednak
          udało się :)))) Z pania Doktor z drugiego szpitala mam do tej pory kontakt,
          choć mała ma już 11 miesięcy. jestem przekonana, że mamy Martusię tylko dzięki
          szczęściu, że trafiliśmy na te wspaniałe osoby. I cholera mnie bierze jak z
          takimi błahostkami(w porównaniu z tym co przeszła) mamy problemy w szpitalach w
          Warszawie( nieodpowiedzialność 1 lekarza na Działdowskiej skończyłaby się
          tragicznie gdyby nie zmiana lekarzy!). Niestety do Łodzi za daleko...
    • mami4 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 15:19
      "Droga" Pani doktor,
      Po tym co przeczytałam, nie jestem pewna czy dalej powinna być Pani lekarzem.
      Przebywałam z moim dzieckiem w szpitalu kilkakrotnie, i pozwoli Pani że
      ustosunkuję sie do Pani zarzutów pod adresem Rodziców:
      Po pierwsze:"Rodzice nie mówią- oni wrzeszczą" - Przy przyjęciu dziecka do
      szpitala, nie spotkałam się żeby lekarz okazał odrobinę szacunku nie tylko
      dziecku ale i mnie. To że dziecko jest chore - to wg lekarzy- oczywiście wina
      rodziców. Nie dziwię się, ze na waszą arogancję niektórzy reagują krzykiem.
      Po drugie: "mogę najwyżej wymagać od niej wykonania rutynowych
      > czynności." No gratuluję. Tu nawet nie ma chyba co komentować. I tak braknie
      słów. A propos wykonywania rutynowych czynności- na hematologii w pewnym
      szpitalu, gdyby nie ingerencja i świadomość Matki- pielęgniarka podałaby lek
      przeznaczony dla innego dziecka, bo widocznie z rutyny zapomniała że przed
      podaniem leku, nalezy sprawdzić czy nazwisko dziecka zgadza się z nazwiskiem na
      strzykawce.
      Po trzecie: o kawie pisała moja poprzedniczka, więc nie będę się powtarzała
      Po czwarte: "Nie jesteśmy wstanie zbadać dziecka
      > gdy nad głową wisi nam wianuszek rodziców- tego chorego i innych. Jeśli
      > uważacie, że to takie ciekawe- proponuję stosowne programy edukacyjne w TV."
      Tu Pani arogancja przechodzi wszelkie granice. Gdyby Pani chciała współpracować
      z Rodzicami, jak to Pani sugeruje- to pierwsza wyjaśniłaby w czym rzecz, w czym
      tkwi problem ze zdrowiem dziecka. Czy Pani nie rozumie ze wam do pomocy
      potrzebni są świadomi choroby dziecka rodzice?
      A jeżeli chodzi o zlecanie potrzebnych badań - prosze mnie nie rozśmieszać.
      Tyle mam do powiedzienia.Droga Pani Doktor.


      • Gość: Anna Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.chello.pl 02.06.05, 15:40
        Droga ( bez cudzysłowu) mami4,
        Po pierwsze, nie Pani mnie oceniać, od tego mam szefa.
        Po drugie- proszę o konkrety a nie ogolniki.
        Po trzecie - szpital to nie kawiarnia! Gorąca kawa może poparzyć dziecko, a
        wtedy winni są lekarze, pielęgniarki tylko nie rodzice.
        Po czwarte - leczenie to nie kopanie rowów. Trzeba zbadać dziecko, zastanowić
        sie, obejrzeć badania, zebrać wywiad. Ciekawe jak to zrobić, gdy nad głową
        wiszą- dosłownie- rodzice, tego lub innego dziecka. W czasie obchodu trzeba
        zająć się chorym a nie udzielaniem informacji. Mamy wyznaczone godziny ( w moim
        szpitalu jest to między 14.00 a 14.30, chyba, że coś dzieje się z pacjentem, i
        wtedy idziemy do chorego), kiedy jesteśmy do dyspozycji rodziców.
        Po piate - popatrzcie Państwo na sibie z boku. Powtarzam, wrzeszczycie, żądacie
        działania natychmiastowego! Rozumiem emocje, ale nie jestem wstanie
        przyśpieszyc wyników badań. Jak mogę osłuchać dziecko jesli matka nie chce go
        rozebrać tylko krzyczy ( o tym jak to działa na samego chorego nie wspomnę).
        Prawie nigdy nie mówiłam rodzicom, że choroba dziecka to ich wina. Jednak
        zdarzało mi się uświadomić tej czy innej mamie, że palenie papierosow przy
        dziecku chorym na astmę może generować duszności, ale tego się nie słucha!
        Nawet na największą arogancję nie wolno reagować krzykiem. Mam wtedy prawo do
        usunięcia przy pomocy ochrony agresywnego rodzica, spisania notatki, zeznań
        świadków, a nawet wezwania policji. Nie zapominajcie, że lekarz w szpitalu jest
        funkcjonariuszem na służbie i tak jak w przypadku policjanta czy urzędnika jest
        pod ochroną. To nie przyjęcie u cioci Feli, gdzie Józio może pokrzyczeć na
        wujka Wacka!
        Po szóste - tak, od obrazonej przez rodziców i sponiewieranej pielęgniarki nie
        mogę wymagać niczego więcej niż rutynowych czynności. Nie zmuszę jej, aby była
        serdeczna, czytała i głaskała po główce Robercika, którego tatuś nazwał ja
        przed chwila krową ( w najlepszym razie). Ona musi podać Robercikowi leki,
        pobrać mu krew, ale nie ma obowiązku czytać mu bajeczki i opowiadać o czerwonym
        kapturku.
        Współpraca z większością rodziców jest ogromnie trudna. My pytamy o jedno,
        rodzice mówią drugie. O nieprzestrzeganiu naszych zaleceń, diety była Pani
        łaskawa niedoczytać. O paleniu papierosków też jakoś umknęło.
        Dziś na naszym oddziale, w godzinach pracy do jednego dziecka przyszło 5 osób.
        Siedzieli wszędzie - na krzesłach, na łóżku, opowiadali sobie(!) dowcipy. A to,
        że chcieliśmy zbadać dzieci na sąsiednich łóżkach , i to z zachowaniem
        elementów intymności, to juz nieistotne.
        Trochę obiektywizmu - proszę.
        • bozia2 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 16:06
          To,co pani tu smaruje to zwykłe plotkarstwo.Skoro taka pani jest zasadnicza,to
          dlaczego nie wprowadzicie limitu osób odwiedzających-przy jednym dziecku,jeden
          opiekun.Z takim rozwiązaniem spotkałam się w różnych szpitalach i było
          O.K.Ciekawe,jakby ta jedna,pokrzywdzona pielęgniareczka została sama na oddziale
          bez rodziców za to z pełnym obłożeniem czy by wtedy nie płakała.A skoro jakiś
          tata nazwał ją krową,widać zasłużyła.

          Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.Nigdy nie wrzeszczałam na nikogo,za to mnie
          nie raz traktowano z góry.Może Józio nie może pokrzyczeć na wujka Wacka,ale
          wujek Wacek owszem!!!Niech pani sobie przeczyta mój wcześniejszy post,bo widzę
          że leci pani na skróty-norma.
          • znajomykrulika Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 17:48
            Boziu, nie traktuj pielęgniarek protekcjonalnie i bez szacunku bo to w dużej
            części dzięki ich ciężkiej pracy pacjenci wracają do zdrowia. Twój komentarz i
            wyrażenie "pielęgniareczka" i to, że jeżeli jakiś cham (bo tak się to nazywa, a
            nie "tatuś") nazwał ją krową to widać zasłużyła jest po prostu podły i tyle.
            Czytając natomiast wypowiedzi Anny, no cóż nawet nie chce mi się tego omawiać.
            Mam wrażenie, że Anna ma trudności z relacjami z innym człowiekiem w tym z
            rodzicami swoich małych pacjentów. Wszystkie sprawy które porusza (tłumy
            odwiedzających, krzyki, chamskie odzywki) można rozwiązać rzeczową informacją
            i jasnymi regułami praw i obowiązków rodzica przebywającego w oddziale z
            dzieckiem. Rozśmieszyły mnie obowiązujące godziny udzielania informacji
            rodzicom. Ni mniej ni więcej tylko 1/2 godz. dziennie. To ile przypada na
            jednego, zaniepokojonego, a często zrospaczonego rodzica? I proszę mi nie
            mówić, że reszta czasu pracy lekarza jest szczelnie zapełniona innymi,
            ważniejszymi obowiązkami. To też jest bardzo ważny obowiązek i prawo rodzica.
            Rzeczowa informacja może w dużej mierze zapobiec krzykom rodziców i innym
            zachowaniom wynikającym z ich niewiedzy i niepokoju.
            • Gość: Anna Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.chello.pl 02.06.05, 18:09
              Pracuję od 8.30 do 14.30. Tyle godzin mam w umowie o pracę i za tyle mi placą.
              I nie zamierzam swojego P R Y W A T N E G O czasu przeznaczać na rozmowy z
              rodzicami - wolę poświęcić go własnym dzieciom, odpocząć lub iść do drugiej
              pracy. Bozia ani nikt inny nie siedzi po godzinach, aby załatwiać petentów czy
              interesantów. Nie wymagajcie tego od lekarzy!
              A jacy są ludzie - widać czarno na białym po wypowiedziach Bozi. W dalszym
              ciągu podkreślam - pielęgniarka potraktowana po chamsku(!) ma prawo się bronić.
              A co by zrobiła, gdyby na oddziale nie było rodziców- ano wszystko po kolei. Ma
              tylko jedną parę rąk. Być może dziecko leżałoby dluzej z niezmieniona pieluchą,
              być może karmienie skończyłoby się później.
              Tatuś cham wrzeszał na cały oddział ponieważ jego dziecko zwymiotowało i
              pielęgniarka nie sprzątnęła natychmiast, bo była zajęta przy innym chorym
              dziecku.
              Czasy służących już minęły. Marzy mi się odpłatna służba zdrowia, taka, w
              której pieniądze idą za pacjentem, w której ma on prawo wyboru lekarza,
              placówki, ale za to płaci. Byc może gdyby pani Kasia czy Marysia za pobyt w
              szpitalu dziecka musialy zaciągnąć kredyt bankowy, albo placić bardzo wysokie
              składki ubezpieczeniowe doceniłyby to co mają za darmo.
              A póki co, jesli na oim dyżurze ktokolwiek zachowa się w sposób obraźliwy -
              wzywam ochronę, jesli zaś będzie agresywny - nie obejdzie się bez policji.
              • znajomykrulika Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 21:03
                Pracuję od 8.30 do 14.30. Tyle godzin mam w umowie o pracę i za tyle mi placą.
                > I nie zamierzam swojego P R Y W A T N E G O czasu przeznaczać na rozmowy z
                > rodzicami - wolę poświęcić go własnym dzieciom, odpocząć lub iść do drugiej
                > pracy. Bozia ani nikt inny nie siedzi po godzinach, aby załatwiać petentów
                czy
                > interesantów. Nie wymagajcie tego od lekarzy!
                Nikt nie wymaga abyś pracowała po godzinach. Natomiast obowiązkiem lekarza, a
                prawem pacjenta jest rzetelna informacja o stanie zdrowia i leczeniu. Rozumiem,
                że jak rodzic nie zdąży dotrzeć do ciebie w te wyznaczone 1/2 godz. to w innym
                czasie twojej pracy nie udzielisz mu informacji. Pomyśl o tym, że nie każdy
                jest w stani zwolnić się z pracy dokładnie o godz. 14. Nie wiem jaki jest rytm
                pracy na twoim oddziale, ale myślę, że wyznaczanie na rozmowę z rodzicami 1/2
                godz. dziennie to trochę mało. Rodzic poinformowany, to rodzic spokojny,
                współpracujący, rozumiejący twoje czynności i zamierzenia względem dziecka.
                Same zyski i spokój na oddziale. Nie pomyślałaś, że część zachowań, które tak
                ci przeszkadzają w pracy to właśnie wynik braku informacji? Człowiek, który wie
                co mu wolno, a co nie, który wie o planie leczenia, zwyczajach na oddziale
                zwykle stara się nie przeszkadzać. Pomijam oczywiście osobników chamskich i
                rozczeniowych z natury, na tych rzeczywiście działa ochrona i policja, chociaż
                myślę, że to przypadki bardzo odosobnione.
                Jeszcze tylko co do czasu pracy. Ten czas po to nie tak zupełnie jest twój
                prywatny. Pracujesz 6 godz. dziennie, ponieważ 2 godz. następne są przeznaczone
                na doskonalenie zawodowe a nie na chodzenie do drugiej pracy czy do sklepu. To
                tak na marginesie.
              • malaguena1 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 21:17
                > Marzy mi się odpłatna służba zdrowia, taka, w
                > której pieniądze idą za pacjentem, w której ma on prawo wyboru lekarza,
                > placówki, ale za to płaci. Byc może gdyby pani Kasia czy Marysia za pobyt w
                > szpitalu dziecka musialy zaciągnąć kredyt bankowy, albo placić bardzo wysokie
                > składki ubezpieczeniowe doceniłyby to co mają za darmo.

                z tego wynika, ze ty , droga Anno, czy tez ann masz prace rowniez za darmo; wedlug ciebie skladki na ubezpieczenie zdrowotne to jest co? darowizna ?
                a czy w ogole musisz w panstwowym szpitalu pracowac? po co tyle stresu? nie lepiej to poszukac innej pracy? albo otworzyc swoj gabinet - ciekawe czy przychodziliby wtedy do twego gabinetu rodzice z dziecmi, czy odpowiadaloby im to, ze nie uwazasz za stosowne pionformowac rodzicow o schorzeniu dziecka i o sposobie leczenia...
              • Gość: monika.chorw Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.adsl.net.t-com.hr 03.06.05, 09:08
                Anna napisala: "Pracuję od 8.30 do 14.30. Tyle godzin mam w umowie o pracę i za
                tyle mi placą.
                I nie zamierzam swojego P R Y W A T N E G O czasu przeznaczać na rozmowy z
                rodzicami - wolę poświęcić go własnym dzieciom, odpocząć lub iść do drugiej
                pracy."
                Droga Pani, dzieki Bogu sa jeszcze lekarze w Polsce, ktorzy nie podchodza w
                taki sposob do swojej pracy, ktorym umowa o prace niewiele znaczy, gdy zycie
                jakiegos maluszka jest zagrozone, ktorzy potrafia być przy dziecku wtedy, kiedy
                jest to potrzebne, a nie tylko w godzinach pracy, czasem jest to noc, czasem
                niedziela lub swieto. Konkretnie chodz tu o LEKARZY i PIELEGNIARKI z VIII
                (kardiochirurgia ) Oddzialu USD w Prokocimiu.
                Znow skorzystam z okazji, zeby IM podziekować za wspaniala prace i tak rzadkie
                dzisiaj zaangazowanie.
                Pozdrawiam!
                Monika Šokčević



                • Gość: pediatra Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.chello.pl 03.06.05, 13:04
                  Czy chcesz przez to powiedzieć, że lekarze nie mają prawa do prywatnego życia?
                  Czy fakt, że są lekarzami ma oznaczać, że ich własne dzieci mają siedzieć
                  dniami i nocami same w domu bez opieki?
                  Że mają rzucać wszystkie swoje pozazawodowe obowiązki i całą dobę spędzać w
                  szpitalu. Zawsze przecież czyjeś życie jest zagrożone!
                  Wolne żarty. Od tego jest lekarz dyżurny, któremu płacą za całodobową gotowość
                  do pracy. Pozostali tak jak pracownicy wszystkich innych branż idą do domu. I
                  dopóki ludzie tego nie zrozumieją będą nieporozumienia.
                  I uwaga, żeby lekarze mogli dobrze pracować musza odpocząć także PSYCHICZNIE od
                  szpitala, chorych.
          • Gość: ewa Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.w82-124.abo.wanadoo.fr 02.06.05, 18:03
            ho, ho ,ho realistyczna wypowiedz lakarza zostala
            potraktowana jako plotkarstwo.
            To tez dorzuce:kiedy jeszcze pracowalam w Polsce
            podczas konsultacji w ambulatorium do gabinetu
            weszli rodzice z dzieckim , ktore w ciegu paru minut
            "opanowalo" gabinet rozdzierajac wazne dokumenty
            i wspiawszy sie na moje biurko "zapisalo "na maszynie
            niezwykle wazny tekst. Na moja GRZECZNA uwage iz nalezy
            dziecka pilnowac, w tym przypadku podwojnie, gdyz jest
            chore, rodzice stwierdzili ze moje zachowanie jest nie-
            wlasciwe i postanowili zlozyc skarge w dyrekcji. Chetnie
            na to przystalam proszac aby udali sie tam z owym dzie-
            ciaczkiem.Rezultat? gabinet dyrektora zostal niemal
            "zdemolowany" w ciagu kilku minut. Zadnej nagany nie
            otrzymalam, przeciwnie, wyrazy wspolczucia.Co jednak
            nie wplynelo na zmiane postawy wychowawczej rodzicow w
            stosunku do chorego dziecka.
            A szkoda.
                • Gość: Agi Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.imid.med.pl 02.06.05, 21:26
                  Co mogę powiedzieć? smutna rzeczywistość. sama jestem lekarką i
                  te problemy nie są mi obce. A do pani, która proponowała usunięcie rodziców z
                  oddziału - kiedyś na oddziale na którym pracowałam był alert z powodu zakażnej
                  choroby - pełne oznakowanie , zakaz wstępu , tylko najciężej chore dzieci,
                  których nie można było wypisać - a mamusie chowały się po toaletach ... żeby
                  dodać smaczku - wykończony synek prosił "mamusiu, idż już". Dziś np. z powodu
                  głupoty rodziców dziecko omal się nie udusiło wymiocinami - mama nakarmiła
                  przed znieczuleniem, bo brzuszek pusty , a potem mimo wielokrotnie powtarzanych
                  pytań i tłumaczenia czemu to ważne po prostu mnie okłamała. Nie umiem
                  wytłumaczyć rodzicom, że do gabinetu lekarza dyżurnego nie wchodzi się bez
                  pukania , nie mogę się doprosić , zeby przestali kłamać , nie jestem w stanie
                  wyjaśnić im , że jeśli o coś pytam czy prosze , to dla dobra ICH dziecka . A
                  to , że inne dzieci czekają , chorują , cierpią - to dla nich niewazne i
                  chętnie wskazują , które dziecko jest krócej w szpitalu , a "za szybko zostało
                  obsłużone, kiedy my tu czekamy". Zabawne zwłaszcza gdy chodzi o noworodka,
                  który czekac nie może z założenia.
                  I żeby nikt nie myślał, że jestem zgorzkniała - nie mam i nie miałam od
                  początku mojej pracy konfliktów z rodzicami , wręcz przeciwnie ,wielu z nich mi
                  dziękuje . Umiem zachowac dla siebie te "rewelacje" i dlatego tak miło mi
                  wygadać się anonimowo na czacie . Myślę poza tym , że na chamstwo nie ma rady ,
                  a na dziecku się przecież odgrywać nie będę ... szkoda tylko, że z tych
                  maleństw słodziutkich , o które tak się wszyscy troszczymy wyrosną, niestety
                  chamy jak ich rodzice , bo tacy ludzie je wychowują.
                  A, jeszcze coś. jedna z mam zali się , że lekarze obwiniają rodziców o chorobę
                  dziecka . Smutne to , ale KAŻDY uraz jakiemu ulega dziecko jest winą rodzica.
                  Czasem winą jest pozostawienie dziecka samego lub z nieodpowiedzialną opieką ,
                  czasem pozostawienie na stole w zasięgu rączek dziecka gorącego napoju czy
                  środków chemicznych ,kiedy indziej zaprzestanie samowolne bez kontroli lekarza
                  podawania leków . A co do tej nieszczęsnej kawy na oddziale - a czy nie można
                  po prostu NIE PIC KAWY??? Przecież są zimne napoje . Jakoś rodzice po prostu
                  muszą coś wypić czy zjeść , ale gdy lekarz wychodzi na przerwę , podnoszą
                  krzyk . Ciekawe , że ja w trosce o Państwa dziecko potrafię odmówić sobie
                  kawy ,a państwo w trosce o swoje własne nie potraficie... Jeśli nie dla
                  lekarzy , bo szacunku dla nich macie niewiele , to zachowujcie się godnie i
                  troskliwie z miłości do dzieci. Nie tylko swoich.
            • bozia2 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 21:10
              Bo to jest plotkarstwo.Skoro pani doktor nie potrafi wyjaśnić sprawy na
              oddziale,tylko wlecze takie rzeczy do netu to co to niby jest.Wystarczy
              zaznaczyć przy przyjęciu,że przy dziecku może być tylko jedno z rodziców i ma
              wyjść na wizycie.Chyba że zakłada się z góry,że rodzice są intelektualnie do
              tyłu_tak jak to ma miejsce w tej dyskusji.
              Jeśli chodzi o tę"pielęgniareczkę"napisałam tak specjalnie,ponieważ pani Anna
              zna tylko jedną(jak widać z postów)pewnie przyjaciółkę na którą trafiły akurat
              te nieszczęsne wymiociny i ten jakże niedobry ojciec.No jak mu się mogło nie
              podobać,że jego dziecko leży w takim ciepełku.Naprawdę nie rozumiem.
              Pracowite pielęgniarki po prostu uwielbiam i bardzo szanuję ich pracę,ale teksty
              typu,że czeka na czasy kiedy rodzice będą zaciągać kredyty,żeby leczyć
              dzieci-teraz rozumiem,ta pani jest na skraju wytrzymałości nerwowej i powinna
              zmienić pracę,bo widać nie zna realiów-już zaciągamy kredyty,żeby pilnować
              takich szemranych lekarzy jak właśnie pani Anna.Jestem przerażona nienawiścią
              tej pani.Sam jad,jak może pani leczyć dobrze dzieci,skoro ma pani w sobie tyle
              nienawiści!!!
              Nie bronię innych rodziców,ale bronię siebie.Moje dziecko jest roślinką przez
              nieudolnych lekarzy,na pewno nie będzie skakało nigdy w życiu po niczyim
              biurku.Nigdy nie usłyszałam przepraszam a jakaś pani doktor będzie wygadywać
              takie bzdury.Tęskni pani za czasami kiedy rodzice nie patrzyli się na ręce i
              można się było mylić do woli co?!Radzę iść na długi urlop!
              Z regóły nie jestem taka bezczelna ale nadludzie już raz próbowali podbić świat.
              • bozia2 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 21:30
                Dodam jeszcze,że niestety,ale najgorsza znieczulica panuje na oddziałach
                dziecięcych.Dziecko przewijane jest tylko przed karmieniem,nawet jak nawali
                podczas karmienia,to czeka 3 godz.na pielęgniarkę-do następnego karmienia.To
                jest służba???Na noc,żeby speło podaje się hydroxyzinum lub luminal,bo
                pielęgniarki chcą pospać,a lekarze udają ,że nie wiedzą co się dzieje.Moja
                córcia ma padaczkę i neurolog rozpisała jej leki 3xdziennie-każdy niedouczony
                rodzic wie,że to znaczy co 8h,nie,pielęgniarki NIE WIEDZIAŁY!!!Podawały jej
                wszystkie 3 dawki w ciągu porannej zmiany,żeby koleżanki na nocce miały mniej
                pracy!!!
                Kiedy Karolinka leżała na OIOM-ie i włączył się alarm na monitorze,to
                pielęgniarka biegiem wyłączyła,a kiedy spytałam dlaczego nie idzie po doktora,to
                powiedziała,że pan doktor jest zmęczony i nie ma potrzeby go budzić.Co tam,jedno
                chore dziecko w tą czy w tą.
                Nie będę pani życzyć pani Aniu,tego co nas spotkało,ale chciałabym,żeby pani
                choć spróbowała traktować rodziców(może rzeczywiście nie wszystkich się do)jak
                równych sobie intelektualnie,a nie infantylnych głupków.A na szacunek pewnie
                pani zasługuje jak i my,rodzice,którzy niejedną dobę spędzili na krześle obok
                łóżeczek swoich najukochańszych dzieci.
              • Gość: reszka Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.05, 21:45
                Niestety, rodzice są często intelektualnie do tyłu, i to nie założenie tylko
                fakt.
                Miałam okazje obserwowac rodziców, kiedy towarzyszyłam mojej córeczce w
                szpitalu.
                To co wyrabiają przekracza granice logiki, rozumu, dobrego smaku i czego tam
                jeszcze chcecie. Ja rozumiem, że wszyscy sa zdenerwowani chorobą swojego
                dziecka, ale łapanie pielęgniarek za ręce podczas zakładania wenfolmu (czy aby
                nie za duży jest), dokarmianie dzieci na diecie (bo biedak się zagłodzi),
                palenie papierosów na oddziale, przywleczenie na wizyte babci z biegunką (a co
                bedzie dziecku żałować, przy okazji innym też), osranie całego kibla w wc dla
                rodziców, niewykonywanie zaleconych inhalacji, łganie w żywe oczy, wynoszenie
                pościeli (oddział własnie kupił nową, w domu też sie przyda, nie?), okradanie
                dzieci - współpacjentów (i rodziców też, i personelu też) i troche jeszcze by
                sie znalazło, tego nie można wytłumaczyć stresem. W sytuacjach stresowych
                wyłażą wszystkie złe cechy, ot, esencja ludzka.
                Pani Anna nie nienawidzi złych zachowań, boziu, natomiast pacjentów lubi,
                inaczej tak długo w tym piekiełku nie wytrzymałaby. To jest zasadnicza różnica,
                jesli chwytasz o co chodzi.
              • Gość: mmagda12 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.3vnet.pl 02.06.05, 21:55
                Anna u Ciebie wszyscy rodzice sa nienormalni.? Moze ja wtrace kilka zdan.Podoba
                mi sie ,ze rodzice moga byc z dzieckiem.I to wlasnie rodzice widza prace
                pielegniarek i lekarzy ,mysle ,ze Tobie to przeszkadza.A co powiesz na to jak
                rodzic nie przychodzi i nie odwiedza dziecka ,bo przeciez zdarzaja sie takie
                sytuacje?
                Dlaczego nie odpowiesz bozi co lekarze zrobili z jej dzieciatkiem? Bo Ciebie to
                nie rusza ,jestes ze stali ,zadnych uczuc.
                Tak byly takie czasy ,ze dziecko mozna bylo zobaczyc przez szybe i byly tylko
                dwie godziny .Czlowiek stal i serce mu sie krajalo ,jak dzieci plakaly ,a
                zadnej pielegniarki nie bylo na salach.Informacji udzielaly przy wszystkich
                rodzicach ,tak to byly lata 80-siate i dobrze ze sie skonczyly.
        • Gość: madzia Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 02.06.05, 22:21
          Ja jeszcze " uwielbiam" rodziców, którzy zaraz po przyjęciu dziecka do szpitala
          dosłownie godzinę czy 2 po tym pytają a kiedy będzie wypisane do domu? a ile
          potrwają te badania?
          Ostatnio też usłyszałam od mamy mojej pacjetnki, że wszystkie złe rzeczy dzieja
          się jak jej nie ma na oddziale a jak jest w odwiedzinach to wszystko ejst w
          porzadku, na zpaytanie co oznaczaję te złe rzeczy to oznajmiła mi,ze to fakt,ze
          dzieczynka ma pobierana krew, ze akuratbwtedy musza jej krew pobrać i zyla peka
          itd. Ale to,że mam przychodzi w odwiedzinki do córeczki przynosząć jej słodycze
          i pizze mimo,ze pacjetnka jest na diecie, ze leży razem z małą w łózku to jest
          w porządku.
          • malaguena1 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 22:42
            Gość portalu: madzia napisał(a):

            > Ja jeszcze " uwielbiam" rodziców, którzy zaraz po przyjęciu dziecka do szpitala
            >
            > dosłownie godzinę czy 2 po tym pytają a kiedy będzie wypisane do domu? a ile
            > potrwają te badania?

            a gdyby tak pani doktor powiedzial w w co najwyzej 3 zdaniach matce - jakie badania i kiedy planuje i na jak dlugo przewiduje hospitalizacje dziecka - to co? to za wiele prawdopodobnie...

            • Gość: madzia Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 03.06.05, 20:08
              za wiele nie.... tylko czasem trudno odpowiadać na takie pytania rodzicom tym
              bardziej,ze nie zna sie dokladnie na nie odpowiedzi prawda? a diagnsotyki nie
              planuje sie od razu kompletnej i całkowitej , tylko czasami wyniki niektórych
              badań powodują rozszerzenie o badani inne, których mozna było by np na samym
              początku nie planować lub sa np wykonywane raz w tygodniu. Więc czasem
              diagnostyka, która mogłaby się wydawac krótka np 3 dniową, trwa np 10 dni ,a to
              juz jest zanczna róznica i wtedy zwzwyczaj rodzice maja pretensję a dziecko
              płacze bo miało wyjść szybko a tak nie jest. pozdrawiam
              • malaguena1 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 03.06.05, 21:09
                to zrozumiale - wiekszosc rzodzicow zdaje chyba sobie sprawe z tego, ze wstepna diagnoza to za malo by odpowiedziec na wszystkie pytania - ale wydaje mi sie ze to co napisalas w odpowiedzi -rownie dobrze mozna powiedziec rodzicom dziecka - i powinno wystarczyc; a ze sa tacy do ktorych nic nie dociera - niestety , wszedzie sa tacy ludzie, nie tylko rodzice chorych dzieci; w kazdej branzy, tam gdzie obcuje sie z ludzmi - spotykamy rozumiejacych i kulturalnych , i tych o cechach odwrotnych...
                rowniez pozdrawiam
                • Gość: madzia Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.ip.nd.e-wro.net.pl 04.06.05, 11:41
                  Można powiedziec rodzicom owszem, tylko znając dobrze mechanizm psychologiczny
                  na całą sytuację związaną z chorobą czy hospitalizacją dziecka zauważa się,że
                  do rodzica ( zresztą nie tylko, tak jest też w życiu codziennym) dociera często
                  to co on sam ,żeby do niego dotarło... i naprawdę jest tak,że jak sie pwoie,że
                  diagnostyka jest zaplanowana na 3 dni, z zastrzeżeniem,że moze trwac dluzej
                  rodzic słyszy te 3 dni. Nie raz mialam sytuacje ,ze po mojej odpowiedzie ,ze
                  diagnostyka potrwa np ok 3 dni , rodzice po tych 3 dniach przychodzili do
                  dyzurki i mowili,ze zabieraja dziecko do domu i chca wypis, i wtedy zaczynały
                  sie problemy jak dziecko musiało zostać, płacze mam i to dziecko, które w tym
                  wszystkim jest najwazniejsze i ejgo komfort psychiczny takze. I to nie ejst
                  wydarzenie jednoroazowe, naprawdę. Zdaję obie sprawę,że umieszczenie pociechy w
                  szpitalu nie jest sytuacja komfortową, niezrozumiałą, budząca obawy dlatego by
                  nie fundować dziecku, rodzicom i samej sobie dodatkowego stresu odnośnie daty i
                  godziny wypisy, wole odpwoiedzieć ,że nie wiem kiedy wyjdzie do domu, niż
                  tłumaczyc,że moze trwac tyle czy tyle ,ale może być dłużej. Zastanawia mnie
                  fakt ważności pytań rodziców, bo zazwyczaj pierwszym pytaniem jest kiedy wypis?
                  a nie np. co to za choroba, co podejrzewamy, na czym polegaja badania? wydaje
                  mi się,że to też ma uzasadnienie gdzieś w psychologii zachowań ludzkich,że
                  czasem rodzice nie chca wiedzieć, boją się wiedzieć o chorobie dziecka, ale nei
                  wiem czy się nie mylę. Pozdrawiam
    • niinon Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 21:38
      czytam: "Smutne to , ale KAŻDY uraz jakiemu ulega dziecko jest winą rodzica"
      i wlosy dęba mi stają.
      ile razy dziecko musi się przewrócić i nabic guza, żeby nauczyć się chodzić?!
      przecież guz to tez uraz. czy Wy, tak chętnie mówiący o "winie rodzica" znacie
      w ogóle pojęcie "wypadku losowego" ? przeciez trzeba się sparzyć, żeby wiedzieć
      co to ogień - to wszystko kwestia stopnia.
      czy ktoś pamięta co takiego NORMALNOŚĆ???

      --
      cudze życie ciemny las
        • Gość: reszka Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.05, 21:49
          Boziu, regulamin oraz bardziej ogólne zasady współżycia społecznego na oddziale
          mają się nijak do skrzywdzenia dziecka. Przecież Anna nie krzywdzi niczyjego
          dziecka domagając sie porządku, niepalenia, nieprzeszkadzania w wykonywaniu
          pracy, poszanowania pracy lekarzy, pielęgniareczek i salowych. Oraz innych
          pacjentów.
          Mylisz dwie rzeczy, a byłoby dobrze, żebyś tego nie robiła, choć rozumiem twoje
          rozgoryczenie.
            • Gość: reszka Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.05, 23:32
              bozia, a co twoim zdaniem miałas zrobić? Rozłożyć sie obozem na sali
              operacyjnej? Jak w przypadku operacji miałoby wyglądać ograniczone zaufanie?
              Zresztą o tym juz było - tu chodzi o naprawdę czasem skandaliczne zachowanie
              rodziców w szpitalu - ja to widziałam, gdy byłam z córką na hospitalizacji.
              Powiem ci, że sama jestem lekarzem, ale nóż sie w kieszeni otwierał, chyba nie
              wytrzymałabym pracy w taki sposób. Oczywiście nie dotyczyło to wiekszości, ale
              te szczególnie malownicze egzemplarze zapamiętuje sie mimo wszystko chyba
              najbardziej...
      • Gość: Agi Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.imid.med.pl 02.06.05, 21:58
        > ile razy dziecko musi się przewrócić i nabic guza, żeby nauczyć się
        chodzić?! -
        Wcale ,jeśli kochjaca mama trzyma je za rękę i asekuruje

        przeciez trzeba się sparzyć, żeby wiedzieć
        >
        > co to ogień -
        I znowu bzdura. Wiekszosc dzieci reaguje na słówko SI. Polecam ten patent z
        powodzeniem stosowany jeszcze przez moją prababkę , a obecnie także kuzynkę.

        Tak na marginesie - a ty tak wszystkiego próbujesz , czy tylko dziecku każesz???
        Straszny relatywizm.

        Pewien chirurg opowiada czesto anegdotkę - jak tata przychodzi z sześciolatkiem
        na zdjęcie szwów to na pytanie czy znieczulać odpowiada "Niema potrzeby.To mały
        twardziel. " Ale jak sam potrzebuje skorzystać z pomocy chirurga , to juz od
        drzwi woła " Doktorze , ja tak żle znosze ból i widok krwi ,to u nas w rodzinie
        dziedziczne. Czy mogłbym być uśpiony do usniecia szwu?"
        I to chyba najlepsza pointa.
        Nikomu nie życzę nieszczęścia , ale wszystko co tu piszę to ku przestrodze i
        zastanowieniu ... Już nawet chuchajcie nadmiernie na te dzieci , ale ich nie
        olewajcie. pamiętajcie , że to wam się wydaje , że dziecko musi się uderzyć .
        Nie musi , ból odczuwa mocniej niz dorośli. I wszyscy macie szczęście ,że
        dziecko w naturalny sposób wypiera i że kocha rodziców "mimo wszystko" ...
          • malaguena1 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 22:39
            Gość portalu: ww napisał(a):

            > zeby calkowicie uchronic dziecko przed wypadkami trzeba by zakazac mu biegania,
            >
            > gry w pilke, zima jazdy na sankach, zajec wf w szkole, a najlepiej w ogole
            > kontaktow z rowiesnikami (dzieci sie bija), a wychodzenie z domu dozwolone
            > byloby wylacznie w stroju bramkarza-hokeisty (oslony na konczynach, na glowie
            > koniecznie kask z ochraniaczem twarzy)

            i koniecznie maska na twarz jak pewien znany "gwiazdor".....
        • zielony.kamyk Re: do Agi 02.06.05, 22:16
          jak widze, szanowna mama jest gotowa poświęcić sie do tego stopnia, żeby nawet
          przeżyć życie za swoje dzieciątko

          jak będzie chciało pójść na dziewczyny (albo chlopaki) też powiesz SI ???
          • Gość: Agi Re: do Agi IP: *.imid.med.pl 02.06.05, 22:23
            A czemu mam zabraniać dorosłemu już dziecku prokreacji? To nie boli , nie
            okalecza , a poza tym ktoś musi pracowac na moja emeryturę!
            Rozmawiamy nie o kłopotach z dziećmi tylko o kłopotach z rodzicami. i zrozummy
            się dobrze - to nie rodzic cierpi najbardziej, jeśli coś się stanie z
            dzieckiem ,ale samo dziecko. Przestańmy się litować nad starymi koniami i
            miłosiernie osłaniać ich winy - pomocy potrzebują ich pociechy.
      • Gość: Agi do Bozi IP: *.imid.med.pl 02.06.05, 22:10
        A swoja drogą serdecznie Pani współczuję - czytałam juz o tym przy innym wątku.
        A dochodziła Pani w jakiś sposób sprawiedliwości? Bo czasem wypadek zdarzy się
        z winy lekarza , czasem nie , ale o tym decyduje rzecznik odpowiedzialnosci
        zawodowej i sąd , a nie ordynator.
        Niestety i w tym zawodzie zdarzają się fajtłapy i niedbaluchy. Nie wiem czy w
        tym przypadku zawinił sprzęt czy lekarz, ale to pewnie wazne bardziej dla nas
        lekarzy niż dla rodzicow. Tak czy owak życzę Pani córeczce dużo zdrowia.
        pozdrawiam.
        • bozia2 Re: do Agi 02.06.05, 23:26
          Nie dochodziłam odszkodowania,ani ukarania winnych.Przez 7 mies.byłam przy
          dziecku całkiem sama i kiedy w końcu wyszłam z Myszką ze szpitala to nie
          pamiętałam jak sie nazywam,Musiałam się skupić na wizytach u specjalistów,na
          rehabilitacji,a kiedy byłam gotowa wziąć się z tym za bary,okazało się,że sprawa
          się przedawniła.A jak ktoś chce poczytać coś więcej na temat błędów lekarskich w
          życiu mojej córci to zapraszam na forum darzycia.nowoczesny.pl.do tematu wolna
          dyskusja- jest wątek o błędach lekarskich i w przypadku Karolinki.
          Pozdrawiam.
    • aelithe Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 22:36
      Przeczytałem z uwagą pani post. Szczerze mówiąc gotów jestem zgodzić się w
      całości z Panią.
      Zachowanie rodzin i chorych często przypomina zachowanie stada dzikich małp a
      nie istot ludzkich. Bardzo często zamiast zamiast udzielać pomocy chorej
      osobie, trzeba zajmować się rozhisteryzowanymi rodzicami.
      Ze swojej praktyki pamiętam młodą nieprzytomną kobietę, której nie byłem w
      stanie udzielić jakiejkolwiek pomocy przed ponad 30 minut. Nie tylko nie byłem
      w stanie uzyskać od matki jakikolwiek użytecznych informacji, poza godzinami
      przyjazdu i odjazdu pogotowia ratunkowego; ale nawet zbadać chorej, z powodu
      powtarzających sie co kilka minut napadów szału " kochającej mamusi". Moja
      pacjentka miała szczęście żyje, gdzyz po 30 minutach przyjechał jej ojciec od
      którego byłem w stanie uzyskac podstawowe informacje o chorej i który się zajął
      matką dziewczyny.
      Takie sceny w polskich szpitalach nie są rzadkie. O czym mogą was przekonać
      wypowiedzi licznych kolegów po fachu.
      Niestety, kontrrozmówcy nie chcą dostrzegać tych faktów. Używają emocjonalnych
      i irracjonalnych argumantów, wynikających raczej z fobii przed służbą zdrowia
      niż z jakichkolwiek racjonalnych przesłanek.
      Próbę wytłumaczenia ogólnych zasad obserwowanych odnosza do jednostkowych,
      często zasłyszanych przypadków. Jakby nie zdają się dostrzegać jakich cudów
      dokonują lekarze przy bardzo ograniczonych kosztach.
      Rozhisteryzowani rodzice starają się nie dostrzegać faktu szkieletowej obsady
      dyżurów pielęgniarskich i nie potrafią dokonać gradacji ważności.
      Każdy z lekarzy w tym kraju miał chyba już napisaną na siebie skargę, że nie
      zajął się gorączkującą do 37,9 chora córkę, tylko zajmował sie takimi
      drobiazgami jak reanimacja 35 letniego mężcyzny.
      Moje spostrzeżenia dotyczą głównie dorosłych chorych, współczuje więc
      pediatrom. Dziecko jest doskonałym pacjentem. Raczej łatwo je przyłapać na
      kłamstwie, szybko demostruje objawy, niestety. Dziecko ma mamę.
      Postawa polskich kobiet jest już legendarna. Nie bez powodu żydzi toksyczną
      matkę nazywają polnische mame, a matka polka jest akceptowanyym wskazaniem do
      podania antybiotyku przy braku innych wskazań, w krajach prowadzących ostrą
      politykę antybiotykową.
      • Gość: a Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.012-5-65736b10.cust.bredbandsbolaget.se 02.06.05, 23:21
        No jasne, ale, niestety zdarza sie, ze personel swoje nawyki nabyte podczas
        obcowania ze stadem dzikich malp przenosi na normalnych rodzicow, ktorzy nie sa
        pieniaczami, nie kradna mydla z dozownikow szpitalnej lazienki, nie pala
        papierosow i rozumieja celowosc i trudnosci w przeprowadzeniu pewnych procedur
        (jak np. zalozenie wenflonu u odwodnionego niemowlaka), traktujac ich
        (rodzicow) jak najwiekszych wrogow wlasnego dziecka. Do dzis nie moge pojac,
        dlaczego trzeba spiace dziecko wyjmowac z lozeczka jak worek kartofli, bez
        slowa zabierajac je do zabiegowego. Dlaczego do placzacego dziecka mowi
        sie "czego ryczysz, cholero!", dlaczego na wspomnienie o prawie dziecka do
        obecnosci rodzica w szpitalu pielegniarka mowi, ze dziecko w szpitalu nie ma
        zadnych praw. Dlaczego walczac o prawo obecnosci przy dziecku podczas zabiegow
        slyszy sie: jak pani taka madra, niech pani sama zalozy ten wenflon!
        Itd.itp...Aha- to do Anny- jak zbierasz wywiad od malego dziecka czy
        niemowlecia, jesli wypraszasz rodzicow z sali podczas obchodu? Rodzic ma prawo
        do obecnosci podczas badania dziecka, chociazby po to, zebys miala od kogo
        zebrac wywiad. Oczywiscie, wychodzac,gdy zaczynasz badac inne dziecko...
        Personel wiedzial, ze jestesmy lekarzami, co nie mialo skutkowac jakakolwiek
        czolobitnoscia, ale wylacznie traktowaniem nas jak swiadomych rodzicow, ktorzy
        nie mdleja na widok krwi (to a propos obecnosci w gabinecie zabiegowym), ktorzy
        (oczywiscie nie jednoczesnie obecni przy lozku dziecka) wykonuja wszystkie
        czynnosci pielegnacyjne przy dziecku (od tego m.in. jestem w szpitalu z
        dzieckiem), wlacznie z niektorymi zabiegami (podlaczanie i odpinanie kroplowek
        itp. holubienie wkluc), zeby maksymalnie odciazyc personel...Coz, agresja rodzi
        agresje... to byl jedyny szpital, z ktorego odchodzac slowo "dziekuje" nie
        przeszlo mi przez gardlo... bylo tylko chlodne "do widzenia".. Kilka tygodni
        pozniej dziecko mialo wykonywane (w innym szpitalu) badanie w znieczuleniu
        ogolnym.. i wowczas jakos dalo sie (jako standard wobec wszystkich, nie tylko
        lekarskich dzieci) zakladac wklucie dziecku siedzacemu na kolanach mamy i
        pozwolic dziecku usnac w objeciach rodzica, ktory sam zanosil dziecko na
        badanie, oraz po skonczonym badaniu byl pierwsza osoba, ktora dziecko zobaczylo
        po wybudzeniu... Chciec to moc?..
          • Gość: monika Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark IP: *.idea.pl 03.06.05, 00:25
            W wielu kwestiach muszę się z panią zgodzić-rodzice są różni ale także z różnej
            klasy społecznej pochodzą a lekarz to "elita"/przynajmniej takie założenie/.
            Sama na oddziale widziałam wrzące kawy w bawialni na oddz.kiedy ją przeniosłam
            a póżniej matka jej szukała uszłyszałam "przecież widzi pani gazeta otwarta to
            chyba ktoś wróci" itp. ale rutynę lekarzy też i to ogromną np
            "dziewczynki trzeba wytrzeć pupę małej bo lekarz troche rozwalił pochwę/10m-c
            dziewczynka operacja odbytu/ha,ha ale zaświadczeń o stracie cnoty nie wydajemy"
            dzieco było przewiezione z bloku po operacji.
            krew z etykietą a na niej napis NIE BADANA POD KĄTEM CHORÓB PRZENOSZONYCH W
            CZASIĘ TRANSFUZJI /wróciłam do domu i płakałam/ dziecko krew otrzymało może
            jest ok. ale może nie !!! To wszysko ma m-c w szpitalu w Warszawie.I jeszcze
            nie cierpię jak matce dziecka szpitalnego nie pozwala się wchodzić do
            zabiegowego a za chwilę przyjeżdża prywatny pacjent z np.Medicovera i cała
            rodzinka/brakuje tylko psa/wpada do zabiegowego a lekarz rozpromieniony!!!
            I MOGĘ JESZCZE DŁUGO PISAĆ,np o venkomycynie podawanej w ciągu 15min.bo nikomu
            ulotki nie chciało się czytać/to już pielęgniarki/ kurcze nie jestem swięta ale
            chociaż bym padła zawsze w pompie i min 70 min. i już.
            A teraz ta sama bajka tylko inny temat-moje dziecko zachorowało kilka dni bolał
            go brzuch lużne i śmierdzące kupy+gazy i płacz kiedy już się znalazłam w CZD
            wszyscy to bagatelizowali ale ja się uparłam i powiedzaiłam nie ruszam się i
            pobierzcie posiew kupy z łaski pobrali bo to drogo i co...SALMONELLA.
            Wyznaję zasade że rodzic ma zawsze rację ale za mało im się tłumaczy i rozmawia
            z nimi zakładając że nic nie zrozumiają.
            Dodam iż jestem zwolenniczką pobierania krwi z głowy u now. i
            niemowl.oczywiście rodzice obawiają się tego ale jak tłumaczę że pewniej że
            szybciej że szkoda tych pięknych pulchnych rączek i że zawsze swojemu też
            głowy/bo to prawda/ 99% się zgadza ale rozmowa,rozmowa,rozmowa.
            Aniu wszystko zależy po której stronie jesteś czy jesteś lekarzem czy mamą
            maluszka mam nadzieje że pracując z dziećmi umiesz znimi rozmawiać i czujesz
            tych rodziców najprościej postawić się w ich sytuacji.
            Mam nadzieję że doczekam czasów iż kiedy będzie leżało na oddziałe
            dziecko "LEKARKIE"to wszyscy nie będziemy o nim wiedzieć nim przyjdzie a karta
            rozpisana będzie co do badań i pomiarów parametrów tak jak u każdego dziecka
            nie jak na OIOM-ie.
            • edytek1909 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 05.06.05, 17:11
              witam
              Jestem mama 8 letniej dziewczynki z wrodzona wada serca.Corka ma na koncie
              okolo 30 wypisow szpitalnych.Mysle wiec iz moge sie na temat sluzy zdrowia
              szpitalnej wypowiedziec..Ma Pani racje Pani doktor iz nie nalezy palic w
              toaletach dzieciecych,sama to tepie.Zastanawiam sie jednak dlaczego
              pielegniarki pala papierosy w pokoju oddzialowej a u ordynatorow ciagnie sie
              smuga dymu??Ma Pani racje rowniez iz my rodzice mamy przestrzegac higieny na
              oddziale.Tylko pytam dlaczego sami lekarze i pielegniarki nie dbaja o higiene?
              Na OIOM-ie uzywaja komorek,biegaja z kanapkami po salach?Gdzie przepisy i prawo
              dla WAS?Czy my rodzice to jacys "podludzie"?Spotkalam w swym zyciu Wielkich
              lekarzy z SErcem i z powolaniem.Jest ich jednak "garstka".Pozostala reszta to
              ludzie chcacy sie szybko dorobic na cudzym nieszczesciu.A prawda jest taka ze w
              zadnym innym zawodzie w Polsce nikt nie dorobi sie w tak szybki sposob takich
              pieniedzy jak WY!!!!Owszem, powinniscie miec wysokie zarobki ale to jeszcze nie
              powod by oczekiwac od rodzica czegos extra tylko dlatego ze "No wie Pani, dzis
              niedziela,komu che sie w szpitalu siedziec?"!!I dopowiem jeszcze iz nie
              chcialabym miec przyjemnosci spotkania sie z Pania na oddziale,jakimkowiek!!A
              Pani pacjentom a raczej ich rodzicom serdecznie wspolczuje!!!!
        • aelithe Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 05.06.05, 09:57
          Ja rozumiem obecnośc rodziców przy 3, 4 letnim maluchu; ale nie na przykład
          przy 16 letnim młodzieńcu. Mnie prywatnie rozprasza obecnośc widzów przy
          wykonywaniu zabiegów i mam prawo do wykonania ich w warunkach pozwalających mi
          na największy możłiwy komfort; tak jest najlepiej dla moich chorych.
      • bb12 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 02.06.05, 23:41
        Jakże burzliwa dyskusja!
        Niestety zawsze będą ludzie i ludziska[zarówno po stronie personelu medycznego
        jak i pacjentów i ich rodziców].Niestety zapadają nam w pamięci te niemiłe
        chwile.I nawet jeśli spotkamy na swej drodze więcej życzliwych osób,to wredne
        typki wymażą z pamięci to wszystko co miłe było.
        Z pewnością najważniejsze jest ustalenie jasnych reguł i egzekwowanie ich.I
        druga ważna sprawa to umiejętność komunikacji.Można jej się wyuczyć.To nie
        tylko słuchanie i mówienie.
        Moje dziecko jest obecnie pod opieką wspaniałych lekarzy ze Śląskiego Centrum
        Pediatrii.Jestem bardzo zadowolona.[Również naprawiają błędy kolegów po fachu z
        innego szpitala.]Byłam wręcz oczarowana podejściem lekarzy do małych pacjentów
        jak i ich rodzin.Dokładnym planowaniem badań,omawianiem ,rzetelną
        informacją.Nie było wyznaczonych godzin.Po prostu lekarz przychodził z kartą i
        wszystko wyjaśniał.

        Przy kolejnej hospitalizacji zdałam sobie sprawę,że nie wszyscy są tak
        traktowani.Dlaczego???Niektórych po wstępnej analizie odsuwa się na bok.Czym
        sobie tym zasłużyli?Niedostatecznym wykształceniem?Ubóstwem?Niską samooceną?

        Pani Aniu,to m.in.od pani zależy jak bedą zachowywać się na oddziale matki czy
        ojcowie małych pacjentów.
        • izabela371 Re: Mali pacjenci, rodziny,lekarze , pielęgniark 03.06.05, 08:24
          uff.....przeczytałam wszystkie wypowiedzi w tym wątku, bo b. mnie interesuje.
          Myślę, ze rzeczywiście są ludzie i ludziska zarówno po stronie rodziców jak i
          personelu medycznego.Moim zdaniem P. Ania nie nadaje się na lekarza dla dzieci,
          pomimo iż jej uwagi nie są całkowicie bezsensowne.Traktującv rodziców w sposób
          nieprzyjazny ona sama prowokuje do złych zachowań. Cieszę się, ze w szpitalu
          można być z maleństwem, nie wyobrażam sobie samego malucha w szpitalu. Zawsze
          mam swoje zdanie i chce pomóc mojemu dziecku jak i lekarzowi. Mądrzy lekarze to
          wykorzystują i efekty mamy wspaniałe. Bardzo WAS proszę piszcie o dobrych i
          złych szpitalach w Polsce. Nazywajcie je, abyśmy w miarę możliwości omijali te
          złe.
    • gandzia4 Racja jest po obu stronach 03.06.05, 16:06
      Jestem matką, trójki dzieci. Wiem co to znaczy pobyt w szpitalu i jak w praktyce
      wygląda przestrzeganie Praw Pacjenta, z drugiej strony wiem też, jak chamscy
      potrafią być ludzie i to nie tylko zestresowani rodzice chorego dziecka.
      Ostatnio miałam dużo kontaktów z lekarzami z powodów kłopotów zdrowotnych
      najmłodszej córci. Anno ja rozumiem, że chcesz odreagować jakieś nieprzyjemne
      sytuacje, ale ten medal ma i drugą stronę. Pani kardiolog lecząca wadę wrodzoną
      mojego dziecka nie udzielała nam żadnych informacji, na nasze pytania
      odpowiadała: "a co studiowała pani medycynę, ja tu jestem lekarzem". Zmieniliśmy
      kardiologa i teraz jeździmy do Centrum Zdrowia Dziecka, tam na dzieńdobry pani
      doktor rozrysowała nam schemat serca i dokładnie wyjaśniła na czym polega
      problem Weroniśki, przed skierowaniem na badania informuje nas jak one będą
      wyglądały i jakich informacji mają nam udzielić. Pielęgniarki to też ludzie i są
      różne, jedna potrafi przyjść i sama zaproponować zmęczonej matce: "pani pójdzie
      coś zjeść, ja mam chwilkę to posiedzę z małą", inna potrafi nie wykonać zabiegów
      zleconych przez lekarza i dopiero jak się rodzic nachał upomina już dość ostro
      (bo na spokojne pytania nie reagowała) to łaskawie poda leki lub odessie. Dla
      mnie głównym problemem jest brak informacji, który ja odbieram (z powodu
      przebytych doświadczeń) jako chęć zatuszowania czegoś - pani doktor z oddziału
      wcześniaków "jest bakteria" na moje pytanie jaka i gdzie - "przecież pani się na
      tym nie zna" więc poprosiłam o udostępnienie karty dziecka by skonsultować z
      innymi lekarzami, wtedy poinformowano mnie o :
      gronkowcu złocistym w oskrzelach (z komentarzem, że to na pewno ja dziecko
      zainfekowałam, a mogłam ją widzieć raz na dobe przez pięć minut i nie dotykałam
      jej bo "lepiej nie wyjmować z inkubatora")
      podejrzeniach wady serca
      podejrzeniach uszkodzenia CUN
      E.Coli z wymazu ze skóry
      Po przeniesieniu dziecka na nasze żądanie do innego szpitala, byliśmy bardzo
      dokładnie informowani co do stanu zdrowia dziecka, ale poszła za nami opinia
      tych "upierdliwych" rodziców, którzy mogą szumieć. Powiedziała mi to w prywatnej
      rozmowie doktor prowadząca, bo po kilku dniach stwierdziła, że jednak upierdliwi
      nie jesteśmy tylko zainteresowani zdrowiem naszego dziecka, a ściśle stosujemy
      się do zaleceń i przestrzegamy regulaminu oddziału.

      Rodzice też są różni i sama walczyłam z takim którzy palili w szpitalu w
      toalecie, przysyłali w odwiedziny starsze rodzeństwo do zdrowiejącego pacjenta i
      to jeszcze z wirusowym zapaleniem migdałków. Jednak ja jakoś widziałam takich
      rodziców w mniejszości, większość rodziców stara się być jak nauprzejmniejszymi
      właśnie w obawie by obraza lekarza, lub pielegniarki nie wpłynęła na leczenie
      ich dziecka. Co do spożywania posiłków na oddziale przez rodziców i popijanie
      kawki można ukrucić poprzez wprowadzenie zakazu. Taki obowiązywał na Patologii
      Noworodka DSK Lublin i Patologii Niemowlaka ten sam szpital i był przestrzegany.
      Na jedzenie można było wyjść na hol, albo zejść do barku.
      Co do tego co pisze Bozia to dodam, że większość kłopotów zdrowotnych Weroniki
      to też zasługa lekarzy, głównie ginekologów (odesłano mnie do domu pomimo
      skurczów, wieczorem mała się urodziła podduszona, bo łożysko trzymało się samym
      brzegiem) jeden z nich nawet próbował mi wpierać po wszystkim iż ktoś nagadał mi
      głupot co do łożyska, bo "nigdy się nie odkleja przed porodem". Rozważałam
      wytoczenie sprawy i konsultowałam się w tym temacie z prawnikiem jednak nie
      znajdę lekarzy, którzy zechcą zeznawać na niekorzyść kolegów po fachu, prywatnie
      owszem nie jeden mi już powiedział o rażących zaniedbaniach po przejżeniu
      dokumentacji medycznej ze szpitala gdzie to miało miejsce. Aniu to też weź pod
      uwagę, ludzie mają świadomość, że to od Was zależy życie i zdrowie dzieci i mają
      też świadomość, że jeśli coś spartolicie to są małe szanse na to by lekarz
      poniósł konsekwencje tego.
      Ludzie są różni i lekarze i rodzice i ja takich różnych spotkałam.
      --
      pozdrowionka Agniecha a to moje dzieciaki
      Daria Oskar Weronika

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka