Dodaj do ulubionych

LEKARZU - ULECZ SIĘ SAM !

IP: 212.33.82.* 23.08.02, 23:09
Miesięcznik "OPTYMALNI" sierpień '02

"NIC NA SIŁĘ
czyli moja droga do zdrowego życia"

Na ż.o. jestem prawie cztery lata. Wcześniej stosowałam w kuchni zalecenia
Instytutu Żywienia i Żywności, Polskiego towarzystwa Badań nad Miażdżycą i
tym podobnych towarzystw, że tak określę "wzajemnej adoracji", a że jestem
lekarką i znam skład produktów spożywczych, więc robiłam to bardzo
dokładnie.
Efektem tego zdrowego żywienia, głównie pastwiskowego, były u mnie
następujące schorzenia:
- od dwudziestu lat nadczynność tarczycy, mimo tego, że już dawno została
prawie doszczętnie usunięta operacyjnie z powodu wola polekowego,
- ciągłe infekcje, anginy, przeziębienia, zapalenie opłucnej, oskrzeli,
zatok, spojówek, częste zatrucia pokarmowe, zapalenie odmiedniczkowe nerek,
grypy, opryszczki, półpasiec, a nawet chroby wieku dziecięcego, takie jak
świnka, czy mononukleoza.
Jak przyszedł do mnie pacjent po poradę, to ja go bardzo dobrze rozumiałam i
współczułam mu, bo prawie każdej z tych chorób doświadczyłam na sobie.
Ponadto miałam suchą, łuszczącą się skórę, wypryski o charakterze
alergicznym i grzybiczym, tzw. łupież pstry, grzybicę międzypalcową stóp,
okresowo rąk. Zastrzał, zanokcica i czyraki też mnie nie ominęły. Paznokcie
były kruche i łamliwe, a włosy słabe.
Następne choroby to: neurastenia, choroba Reynoda, anemia i wysoki opad
47-50 przez wiele miesięcy, zanim przeszłam na dietę, ciągle psujące się
zęby, stany zapalne dziąseł i afty. W rzadkich momentach zbliżania się do
korytka miałam ataki migreny i bóle żołądka z nadkwasotą.
Mąż , jako że palił papierosy, był jeszcze bardziej chudo żywiony, żeby nie
zachorował na miażdżycę. Doszło u niego do pęknięcia tętnicy w mózgu. Zrobił
się krwiak, a skutkiem tego była padaczka. Ponadto często się przeziębiał,
miał słabe stawy - ciagłe skręcenia stawów skokowych, nawrotowe wypadnięcia
dysków ledźwiowych, bóle kolan i innych stawów. Podejrzewałam nawet chorobę
reumatoidalną, na którą zmarł jego ojciec, gdy po przejściu na emeryturę
zaczął się zdrowo żywić. Mąż cierpiał na łojotok skóry, łupież i
paradontozę.Często miał bóle brzucha.
Najstarszy syn od niemowlęcia okazał się alergikiem, a więc - egzema, kolki
brzuszne, biegunki, astma i całoroczny nieżyt nosa i sojówek. Następnie
doszła kifoskolioza. Gdy w okresie studiów zaczął się odżywiać bardziej
korytkowo astma nasiliła się i dostał ciężkiej postaci migreny porażennej z
utratą mowy, widzenia i niedowładem prawej ręki w czasie ataku.
Drugi syn po dwóch miesiącach karmienia piersią ważył mniej niż w momencie
narodzin. Okazało się, że ma nietolerancję laktozy, czyli cukru mlekowego i
musi być żywiony mlekiem sojowym. Soja to pasza dla bydła, ale wtedy jeszcze
tego nie wiedziałam.
Trzeci syn (po poprzednich niepowodzeniach) nie był karmiony piersią i
chował się całkiem nieźle. Teraz rozumiem, że na pastwiskowym żywieniu
miałam tak zły skład pokarmu, iż sztuczne mleko okazało się lepsze niż moje.
Oczywiście młodsi chlopcy też mieli krzywe kręgosłupy, próchnicę zębów,
wadliwe zgryzy leczone stałymi aparatami. Potem dołączył się trądzik i wada
wzroku.
Doszło do tego, że będąc lekarzem nie byłam w stanie pomóc sobie ani swojej
rodzinie. Korzystaliśmy z pomocy alergologa, gastrologa, ortopedy,
rehabilitanta, speca od medycyny manualnej, stomatologa, ortodonty,
pedodonty, logopedy, okulisty, endokrynologa, dermatologa, neurologa,
neurochirurga, laryngologa, reumatologa, a nawet chirurga, gdyż starsi
chłopcy mieli wycięte wyrostki, a ja tarczycę i podejrzane liczne brodawki
skórne.
Cztery lata temu na konferencji lekarzy w Ustroniu Śląskim, przy ognisku
kolega spostrzegł, że jem tylko suchy chleb, popijając piwem. Zapytał więc:
A ty, Baśka, co tak o suchym pysku? Sam zajadał tłustą kiełbasę
z bigosem, popijając szklanką piwa. Odpowiedziałam: Bo ja się zdrowo
odżywiam i tłuszczów zwierzęcych nie jem. On z politowaniem, bo zdrowo nie
wyglądałam, odparł: Skoro tak dobrze się żywisz, to pewnie jesteś zdrowa.
A twoja rodzina?
Zaczęłam opowiadać o kłopotach ze zdrowiem. Adaś podsumowal to tak:
Jeśli będziesz jadła jak krowa, to zawsze będziesz chora i pewnie niebawem
umrzesz. Swoich najbliższych też wpędzisz do grobu. I otworzyły mi się oczy,
gdy opowiedział o doktorze Kwaśniewskim i jego sposobie żywienia. Kolega
Kostyra mówił o naszym Doktorze z ogromnym entuzjazmem, podziwem i
szacunkiem dla Jego wiedzy i osobowości. Nigdy wcześniej nie spotkałam się
z czymś podobnym, ale teraz rozumiem i podzielam te uczucia. Żywienie
optymalne zaczęłam prawie natychmiast, pomimo kpin ze strony koleżanek. One
zreszta wdząc moje efekty, w nieodległym czasie same zaczęły tak się żywić.
Pierwsze ustąpiły wzdęcia i bóle brzucha.
Stałam się silniejsza, przestała mnie boleć głowa. Żadnych infekcji, ani
opryszczek. OB po dwóch tygodniach spadł na 28, po miesiącu był już 4,
ustąpiła anemia. Po roku diety funkcja tarczycy klinicznie i laboratoryjnie
prawidłowa. Skóra bez plam i wyprysków, nie rosną żadne nowe brodawki,
paznokcie mocne, włosy nie wypadają, zęby się nie psują, dziąsła nie bolą,
miesiączki regularne, a tylko okulary do czytania są dowodem na mój dojrzały
wiek.
Po dwóch latach ustąpiły szumy uszne które mi przeszkadzały w pracy -
szczególnie, gdy osłuchiwałam pacjenta. Nie ustąpiła całkowicie choroba
Reynoda, ale jeśli na dziesięć chorób ustępuje dziewięć, a zostaje ta
najmniej dokuczliwa, to jest to powód do radości. Nie ma śladu po
neurastenii - przestałam się bać, poprawiła mi się pamięć, wiem co istotne,
a czym nie warto sobie głowy zawracać. Nie potrzebuję dużo snu, rano wstaję
wypoczęta,
wręcz radosna.
Rodzina stopniowo wchodziła w dietę. Nic na siłę. Najpierw najstarszy syn,
po przeczytaniu książki "Tłuste życie" oświadczył: Będę jadł tak jak ty,
mamo i wyleczę się ze swoich chorób. I tak się istotnie stało. Pozostało
tylko skrzywienie kręgosłupa.
Następny był mąż. Nie wytrzymał widząc, że ja zjadam jajecznicę na
skwarkach, a on - chudą polędwicę. I poprosił, żeby go żywić tak samo. Na
efekty nie trzeba było długo czekać. Padaczka zniknęła bez śladu. Od ponad
dwóch lat nie bylo ataku. Dziąsła przestały sączyć ropę i krew, a rozchwiane
zęby ustabilizowaly się i wystarczyła niewielka protetyczna kosmetyka, żeby
mąż śmiał się od ucha do ucha tym bardziej, że inne dolegliwości też minęły
bardzo szybko.
Pozostali synowie też jedzą optymalnie, gdyż tylko takie pożywienie jest
w domu. U młodszego syna zahamował się proces krzywienia kręgosłupa. Nie
wydajemy jżz pieniędzy na leczenie zębów, na badania dodatkowe typu, np.
rezonans magnetyczny za jedyne 700 zł, na specjalistów i leki, ani na
szkodliwe jedzenie.
Moja mama, dzięki moim wcześniejszym zaleceniom w sprawie zdrowego żywienia,
dorobiła się dwóch zawałów i udaru niedokrwiennego mózgu, mimo że
cholesterol miała zawsze niski, a ciśnienie normalne. Obecnie skończyła
85 lat. Od roku żywi się optymalnie i czuje się dużo lepiej. Czyli nigdy nie
jest za późno na rozpoczęcie ludzkiego sposobu żywienia.
W swojej praktyce lekarskiej mam wiele przykładów wyleczenia chorób
uważanych za nieuleczalne, a zawistni koledzy po fachu nazywają mnie
uzdrowicielką i przecież o to chodzi, żeby medycynie przywrócić moc
uzdrawiania. Z racji zawodu cały czas śledzę fachową literaturę medyczną.
I co tam wyczytałam? A no to, że:
- jedno jajko dziennie nie zwiększa w sposób istotny zagrożenia zawałem
- tłuste, morskie ryby hamują postęp miażdżycy
- margaryna i oleje roślinne nie spełniły pokladanych w nich nadziei na
zapobieganie chorobom układu krążenia
- błonnik zwiększa zachorowalność na raka jelita grubego
- dieta ketogenna leczy padaczkę oporną na leki
- podaż większych ilości tłuszczu zwierzęcego u chorych na przewlekłe
zapalenie trzustki i po operacjach wycięcia trzustki działa bardzo
korzystnie
- dieta bogatowęglowodanowa a ograniczająca znacznie mięso i tłuszcze
zwierzęce nie spowodowala spadku zachorowań na mia
Edytor zaawansowany
  • Gość: jaacek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.08.02, 23:25
    Nie jestem ortodoksem, jeśli chodzi o obowiązujące diety, myślę, że są np.
    pozytywne elementy w diecie Montignaca, ale nie rozumiem czemu ma służyć
    przytaczanie podobnego bełkotu. Lekarzy jest w Polsce 100 tys. i częśc z nich
    ma cukrzycę, część łuszczycę, część jest niezrównoważona psychicznie, a cześć
    niegdy nie powinna dostać dyplomu do ręki. Ale skoro system kształcenia jest
    taki, że po pierwszym odsiewe nie sposób wylac z uczelni studenta medycyny,
    choćby wszyscy wokół widzieli, że przyznanie mu tytułu lekarza będzie
    nieuchronną katastrofą. Powoływanie się zatem na fakt bycia lekarzem nie
    przekonuje mnie do niczego.
    Tekst przypominał mi teksty ze "Straznicy" typu: "kiedyś byłem katolikiem i
    szatan toczył moje serce, miałem problemy z kolanem, katar, koszmary nocne i
    nie mogłem się skupic w pracy, ale od kiedy zostałem świadkiem Jehowy wszystko
    ustąpiło, a nawet lepiej rosną mi kwiaty w ogródku". Zjawisko sekciarstwa
    dotyczy zatem nawet poglądów dietetycznych.
    Pozdrawiam!
  • Gość: foofighter IP: *.rydygier.tpnet.pl 24.08.02, 11:19
    podzielam zdanie co do oceny poziomu absolwentów akademii medycznych.
    Z reszta wystarczy przeczytać wypowiedz pani doktor i od razu widac ze nie ma
    pojecia co to jest Evidence Based Medicine i umiejetnosc selektywnego doboru
    literatury medyczneji w ogole znajomosc kryteriow rzetelnosci naukowej
    cytowanych doniesień. Kompromitacja- zeby podchmielony kolega po fachu przy
    ognisku mogl otworzyc komus oczy- to oznacza ze z pewnoscia wiedza tej osoby ma
    solidne podstawy.
    Tragedia polskiej medycyny wynika z braku systematycznej weryfikacji wiedzy
    lekarzy - moim zdaniem wiekszosc z nich jest niedoczona.
  • Gość: ida IP: *.csk.pl / *.csk.pl 24.08.02, 12:19
    Gość portalu: foofighter napisał(a):

    > podzielam zdanie co do oceny poziomu absolwentów akademii medycznych.
    > Z reszta wystarczy przeczytać wypowiedz pani doktor i od razu widac ze nie ma
    > pojecia co to jest Evidence Based Medicine i umiejetnosc selektywnego doboru
    > literatury medyczneji w ogole znajomosc kryteriow rzetelnosci naukowej
    > cytowanych doniesień.

    Eee, akurat w kwestii żywienia Evidence Based Medicine to jak do tej pory jedna
    wielka klęska... A doniesienia są sprzeczne...I nikt tak na dobrą sprawę nie
    wie czym się te cholerne osobniki z gatunku homo sapiens powinny się właściwie
    odżywiać...
    No, chyba, że ktoś posiadł tą umiejętność selektywnego doboru literatury
    medycznej... Bo wtedy oczywiścei selektywnie sobie coś dobierze i będzie głosił
    jak prawdę objawioną wszem i wobec i wszystkim z osobna...

    Sama osobiście preferuje dietę wegetariańską+ okresowo czysto wegańska, i
    jestem chodzacym zaprzeczeniem tych prawd jedynie słusznych głoszonych przez
    współczesna dietetykę i tzw. autorytety medyczne, gdyż wdług ich szacunków
    powinnam była zejść z tego świata już jakieś 10 lat temu z niedoboru białka,
    wit b12, żelaza i takich tam innnych... Ba, "praktyki wegańskie" rozpoczęłam
    już jako dziecko (czyli jak to się mówi w okresie najbardziej intensywnego
    rozwoju oraganizmu) i gdyby sie o tym dowiedzieli ówcześni pediatrzy (obecni
    zresztą pewnie też)to moich rodziców niechybnie wsadzono by za kratki....a mnie
    do szpitala na intensywne karmienie...

    Mam mieszane uczucia co do całej idei diety otymalnej, no i sama na pewno nie
    będę jej stosować, ale jeśli komuś pomaga, to dlaczego nie?

    Zawsze niesamowicie mnie bawiło że ludzie, którzy to nigdy na sobie nie
    przeprowadzili żadnego "eksperymentu" żywieniowego (przepraszam ,jeśli Ty
    jednak przeprowadziłeś), najlepiej wiedzą jak taka czy inna dieta działa nna
    człowieka... No jak to jest? Skąd biorą to Evidence?
  • Gość: foofighter IP: *.rydygier.tpnet.pl 24.08.02, 17:55
    Nie ma na pewno dity uniwersalnej. Sa przesłanki co do korzystnego jej wpływu
    w określonych sytuacjach. Sam dopiero zaczynam sie tym interesować. Jest Baza
    Cohrane jest Medline- tam poszukam.
    Pisząc krytycznie na temat wypowiedzi dr Krystyny nie chodziło mi o temat, czy
    jej poglady żywieniowe ale forme jej argumentacji- cytowanie kolegów
    zamroczonych piwem, czy teorii hohsztaplera kwasniewskiego. Jest lekarzem
    przecież , ciekawe czy swoim pacjentom też przedstawia ten rodzaj argumentacji.
  • Gość: krystyna-opty IP: 212.33.82.* 24.08.02, 21:54
    przepraszam, nie zauważyłam, że artykuł nie zmieścił się w całości i przez to
    wprowadził czytających w błąd. Wyjaśniam więc, że nie jestem lekarzem, ja
    jedynie przedstawiłam tu lekarkę, która zaczęła zmiany od siebie. Takich
    lekarzy jest już znacznie więcej i niekoniecznie musieli przejść przez serię
    chorób aby dojść do diety.
    Krystyna

    oto dalszy ciąg listu lek.med. Barbary Dąbrowskiej:


    - dieta bogatowęglowodanowa a ograniczająca znacznie mięso i tłuszcze
    zwierzęce nie spowodowała spadku zachorowań na miażdżycę, i jest przyczyną
    epidemii cukrzycy, otyłości i raka.
    I co? I nic! Tłuszcze zwierzęce są nadal na indeksie. Lęk przed tym, co
    najlepsze w żywieniu ludzi, jest ogromny, wręcz psychotyczny, szczególnie
    w Stanach Zjednoczonych. Dietetycy amerykańscy nie dopuszczają myśli, żeby
    węglowodany, które się nie sprawdziły, zastąpić tłuszczem zwierzęcym. Myślą
    nad tym, żeby głównym źródłem energii uczynić białko, w rezultacie czego
    mają zniknąć schorzenia cywilizacyjne.
    Wygląda na to, że po takiej modyfikacji szybciej zniknie naród amerykański
    niż choroby. Wynika z tego, że uczeni nie myślą. Instynktownie boją się
    tłuszczu zwierzęcego, a jak podkreśla nasz doktor - tam, gdzie działa
    instynkt, rozum dostępu mieć nie może.

    lek. med. Barbara Dąbrowska
  • Gość: saban IP: *.zamosc.mm.pl 06.09.02, 00:22
    ten list pojawia sie na wszystkich grupach dyskusyjnych
    zwiazanych mniej lub bardziej z medycyna, i to ciagle z
    tym samym bledem (ch. Reynoda, buachacha). Chociaz popraw
    ten blad jak juz musisz dawac wszedzie te glupoty

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka