Dodaj do ulubionych

Kochani lekarze jestescie miliony warci

IP: *.bytom.compnet.com.pl 06.03.06, 17:14
dzisiaj po pracy poszlam do mojej przychodni (ZLA). Przychodnia pusta, ani
jednego pacjenta.Ucieszyłam się bardzo, że nie bede musiala czekac. Jakby nie
bylo jestem od 6 na nogach, rodzinka czeka na obiad. Jakie jednak bylo moje
zdziwienie, gdy pielegniarka mi powiedzała, że mam CZEKAC ok. 20 minut bo
lekarz recepty wypisuje. Co ważniejsze jest pacjent czy recepta? Czy te
recepty nie może wypisac po mojej wizycie? Myśle że chyba mam wygórowane
wymagania, może do tego kraju się nie nadaje? Ciekawa jestem jak jest za
granica? Co wy na to kochani lekarze? Pewnie teraz mi sie dostanie za to,
że śmiałam was skrytykowac. No cóż ja tez świadcze uslugi i dla mnie klient
(pacjent) jest najwazniejszy. Pozdrawiam i życze duzo zdrowia
Obserwuj wątek
    • maga_luisa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 06.03.06, 17:57
      Twój post pokazuje, że nie jestesmy w stanie pacjentów zadowolić.
      Ja mam codziennie przyjętych ok.50 pacjentow, w tym oczywiście część to
      przedłużanie recept. Od stycznia walczę, aby pacjenci zechcieli po receptuy
      przychodzić po przyjęciach, choćby po to, żeby nikt nie musiał czekać tak jak
      Ty. Efekt? codziennie kilku obrażonych, bo oni recepty muszą mieć NATYCHMIAST,
      i nie będą czekać ani przychodzić po nie później.
      Może zaproponujesz jakieś rozwiązanie? Ja mam wrażenie, że w sytuacji, kiedy
      wszyscy żywią przekonanie, że wszystko im się należy natychmiast, nie ma
      szansy, aby wszystkich zadowoloić.
      I wreszcie: 20 minut czekania to dużo? Rozumiem, że nie umawiałaś się wcześniej?
      Daj spokój, naprawdę. Lekarz powinien rzucić to, co robi w danej chwili i
      rozwinąć przed Tobą czerwony dywan? Szkoda słów.
    • slav_ Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 06.03.06, 18:03
      Spojrzyj na to tak:
      lekarz wykonywał jakąś czynność
      ktorą musiał wykonać i skończyć
      przyszłas w trakcie tej czynności
      być może przed 5 minutami wyszła od niego inna pacjentka (dla przyjęcia ktorej
      przerwał ta czynność) i znów zaczął "wypisywać recepty" kiedy Ty przyszłaś
      być może w trakcie Twojej wizyty przyjdzie następna pacjentka a więc znow nie
      skończy
      byc może na te recepty ktoś czeka i się śpieszy ?
      zostałaś przyjęta po 20 minutach oczekiwania a nie byłas umowiona, to chyba nie
      taki zły czas ?
    • Gość: Ewa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.bytom.compnet.com.pl 06.03.06, 19:07
      po pierwsze, nie ma u mnie w przychodni umowionych wizyt, przychodzisz i byc
      moze bedziesz przyjeta, akurat mialam szczesce, ze nikogo nie bylo.
      po drugie, owszem niech ta recepte wypisze do konca, i nie przerywa w pol slowa.
      po trzecie, skoro ktos chce tylko recepte i wyciaga kartoteke wlasnie do
      wypisania recept, to nie zbawi go czy recepta bedzie wypisana 10 minut
      wcześniej, czy 10 minut poźniej. Przeciez recepte nie odbierze w dniu
      dzisiejszym tylko jutrzejszym. Nie ma takiej mozliwosci przynajmniej w mojej
      przychodni, ze recepte odbiera sie w tym samym dniu, raczej okres oczekiwania
      jest 2-3 dni.
      po czwarte jestem ciekawa jak sie zachowujecie idac do np. urzedu, gazowni czy
      elektrowni i osoba przyjmująca petentow nie przyjmuje was, bo "cos" tam robi
      przy biurku, grom zlośliwych uwag jest pod ich adresm.
      Tak sie sklada, ze pracuje w "zapleczu" słuzby zdrowia, ale moja praca miedzy
      innymi polega na tym , ze "zywy"czlowiek jest wazniejszy od papierka. Nie
      wspomnę o tym, ze miałabym "bure" od dyrekcji zakladu.
      Wydaje mi się ze to zalezy od kultury czlowieka niestety i to jest bardzo
      smutne.
      Z reszta tak jak przypuszczałam, dostałam bure za to ze odwazylam sie
      skrytykowac postepowanie lekarza.
      • Gość: gosc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.06, 19:39
        Nie ma takiej możliwości żeby lekarz przyznał się do błędu. Jak bedzie ten błąd
        tak jaskrawy jak nawalony lekarz w pracy, to usłyszysz, że trzeba czekac na
        wyrok sądu. Lekarzy nie przekona wynik pomiaru alkotestem w obecności policji.
        Trzeba czekać na wyrok sądu, bo może będzie jakaś okolicznośc łagodząca, ale
        wiadomo, że być nie może.

        Podobnie i w opisywany przez ciebie przypadku, gdzie lekarze wiedzą najlepiej.
        To sie nazywa choroba nieomylności - tocząca tą grupę zawodową.

        Nie ma takiej możliwości żeby lekarz skrytykował kolegę, a jak już, to gdzieś po
        kryjomu, w zaciszu. To się nazywa tchórzostwo, często mylone z lojalnością lub
        solidarnością.
        • malkontent_jeden Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 06.03.06, 19:50
          Gość portalu: gosc napisał(a):

          > Nie ma takiej możliwości żeby lekarz przyznał się do błędu. Jak bedzie ten
          błąd
          > tak jaskrawy jak nawalony lekarz w pracy, to usłyszysz, że trzeba czekac na
          > wyrok sądu. Lekarzy nie przekona wynik pomiaru alkotestem w obecności policji.
          > Trzeba czekać na wyrok sądu, bo może będzie jakaś okolicznośc łagodząca, ale
          > wiadomo, że być nie może.

          Ciekawe, że podobno lekarz po 24 godzinach na nogach jest tak samo
          niebezpieczny jak po spożyciu ćwiartki wódy ale jakoś żadnej pindzie to nie
          przeszkadza. Nawalonych jest 1-2 na tydzień, a po 24 godzinach na nogach
          tysiące i co? I qrwa nic.
          >
          > Podobnie i w opisywany przez ciebie przypadku, gdzie lekarze wiedzą najlepiej.
          > To sie nazywa choroba nieomylności - tocząca tą grupę zawodową.
          >
          > Nie ma takiej możliwości żeby lekarz skrytykował kolegę, a jak już, to gdzieś
          p
          > o
          > kryjomu, w zaciszu.

          Oczywiście, jak np tutaj
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=37719652
          >To się nazywa tchórzostwo, często mylone z lojalnością lub
          > solidarnością.

          To się nazywa być skrzyżowaniem Goebbelsa z Jakubowską z domieszką Berii.
          Oczywiście nie należy się logować, bo jak zza płota szczekam to nikt nie widzi
          że mam małego ptaka i pryszcze.

          --
          Together we stand, divided we fall.
        • travel_wawa Czy to samo powiesz za 3 - 4 lata... 06.03.06, 19:54
          ...kiedy spora częsć dobrych specjalistów i lekarzy rodzinnych będzie
          praktykować w innych rejonach Unii Europejskiej?

          Dlaczego w Anglii czeka się na wizyte kilka tygodni ( to juz troszke przesada,
          ale tam rzeczywiscie brakuje lekarzy) w Szwecji kilka dni i jakos tam nikt nie
          urządza takich nagonek na lekarzy jak w Polsce płacąc im nawiasem mówiąc
          troszke przyzwoiciej ( i jest na to przyzwolenie społeczne w tamtych krajach).

          W tej chwili 80% studentów medycyny zamierza natychmiast po stażu czy
          specjalizacji się wyprowadzić. O czym to świadczy?
          • Gość: se Re: Czy to samo powiesz za 3 - 4 lata... IP: *.012-5-65736b10.cust.bredbandsbolaget.se 06.03.06, 20:47
            w innych krajach dzien pracy lekarza nie ogranicza sie wylacznie do
            przyjmowania pacjentow. Ma sie rowniez czas administracyjny na cala buchalterie
            ( w tym wypisywanie recept), czas przeznaczony na telefonowanie, na szkolenia i
            ksztalcenie, na kawe, nawet na masaz czy gimnastyke w przypadku zabiegowcow.
            Rejestratorka nie musiala wspominac o wypisywaniu recept, pacjent nie musi o
            tym wiedziec, tak, jak nie musi wiedziec, czy lekarz akurat jest w toalecie i
            robi kupe..Wystarczylo oznajmic, ze lekarz jest zajety i nalezy czekac. Koniec
            dyskusji.
          • aron2004 Re: Czy to samo powiesz za 3 - 4 lata... 07.03.06, 07:56
            travel_wawa napisał:

            > ...kiedy spora częsć dobrych specjalistów i lekarzy rodzinnych będzie
            > praktykować w innych rejonach Unii Europejskiej?

            żeby ci przypadkiem rodzinni nie wyjechali. Oni tu mają raj.

            > W tej chwili 80% studentów medycyny zamierza natychmiast po stażu czy
            > specjalizacji się wyprowadzić. O czym to świadczy?

            że tylko 20% chce zostać lekarzami rodzinnymi?
          • iza42 Re: Czy to samo powiesz za 3 - 4 lata... 07.03.06, 08:16
            travel_wawa napisał:

            >
            > Dlaczego w Anglii czeka się na wizyte kilka tygodni ( to juz troszke przesada,
            > ale tam rzeczywiscie brakuje lekarzy) w Szwecji kilka dni,
            To zadna przesada. Pracuje w Nowej Zelandii jako lekarz rodzinny i mam bardzo
            duzo pacjentow z Anglii , ktorzy przyjezdzaja tutaj odwiedzic rodzine lub na
            wakacje.
            Pewna pacjentka powiedziala mi, ze po prostu nie mogla uwierzyc ,ze u nas w NZ
            mogla dostac sie do lekarza tego samego dnia , u nich w Anglii jest to
            absolutnie niemozliwe . Na wizyte do lekarza rodzinnego czeka sie tam 4 - 6
            tygodni . Jezeli cos wypada na ostro moze pojsc do emergency.
            Ale na ogol to bedzie wiazalo sie z dlugim czekaniem.
            Tutaj w NZ tez nie zawsze mozna sie dostac do lekarza tego samego dnia , zalezy
            ilu mamy pacjentow. Acha , no i za wizyte u lekarza trzeba placic.
            W prywatnych emergency jest drozej.
            W emergency w szpitalu nie ma oplat ale za to pacjenci z nieostrymi sprawami
            czekaja dlugie godziny.
          • Gość: dr nauk med. Re: Czy to samo powiesz za 3 - 4 lata... IP: *.chello.pl 07.03.06, 13:31
            Od jakiegoś czasu prowadząc zajęcia ze studentami pytam ich o plany na
            przyszłość. 70-80% grupy chce jak najszybciej prysnąć z Polski. Część z nich
            już się do tego przygotowuje m.in. intensywnie ucząc języków obych.
            10-15 % nie widzi siebie przy łóżku chorego - chce pracować w firmach
            farmaceutycznych.
            Wnioski? Niewesołe ( dla pacjentów). Ale sami się do tego przyczyniają.
        • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.salbis.net 07.03.06, 01:01
          podziwu godna umiejętność zawarcia idiotyzmów w każdym zdaniu wypowiedzi.
          Co ma nieomylność do wypisania recept vs przyjęcia pacjenta?
          Co ma do tego błąd lekarski?
          Chodzi tu o najzwyklejszą, upierdliwą, małostkową, niską, przyziemną,
          prymitywną, tępą, bezinteresownie złośliwą roszczeniowość.
          Mały skrawek chamówy, bo na nawet na chamówę, ale większą, kogoś nie stać.
          Mała dawka nienawiści do świata. Na lekarza łatwo ją przelać, bo przecież
          na "służbę" można wylać każdą własną gorycz. Tylko że my służbą niestety nie
          jesteśmy i życzymy wam z całego serca żebyście odczuli wkrótce niedobór tej
          pomiatanej przez was "służby". Doprawdy, to wy - pacjenci- cierpicie
          na "nieomylność".
          • Gość: Daria Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 07.03.06, 01:26
            Do Ewy:


            Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci
            Autor: Gość: doc IP: *.salbis.net
            Data: 07.03.06, 01:01 + dodaj do ulubionych wątków

            skasujcie post

            + odpowiedz

            --------------------------------------------------------------------------------
            podziwu godna umiejętność zawarcia idiotyzmów w każdym zdaniu wypowiedzi.
            Co ma nieomylność do wypisania recept vs przyjęcia pacjenta?
            Co ma do tego błąd lekarski?
            Chodzi tu o najzwyklejszą, upierdliwą, małostkową, niską, przyziemną,
            prymitywną, tępą, bezinteresownie złośliwą roszczeniowość.
            Mały skrawek chamówy, bo na nawet na chamówę, ale większą, kogoś nie stać.
            Mała dawka nienawiści do świata. Na lekarza łatwo ją przelać, bo przecież
            na "służbę" można wylać każdą własną gorycz. Tylko że my służbą niestety nie
            jesteśmy i życzymy wam z całego serca żebyście odczuli wkrótce niedobór tej
            pomiatanej przez was "służby". Doprawdy, to wy - pacjenci- cierpicie

            -----------------------------------------------------------------------------

            Teraz juz widzisz szanowna autorko watku jaka tu siedzi prymitywna cholota.
            Oni nazywaja sie lekarze? Przeciez tet teksty nie ustepuja tekstom zuli z rogu
            ulicy.
            Odnosza sie tak do kazdego kto powazy sie tknac temat "doskonalej" pracy i ich
            samych. To oburzajace trzebaby niektorych zglosic do Abuse.
          • Gość: Daria Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 07.03.06, 01:28
            Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci
            Autor: Gość: doc IP: *.salbis.net
            Data: 07.03.06, 01:01 + dodaj do ulubionych wątków

            skasujcie post

            + odpowiedz

            --------------------------------------------------------------------------------
            podziwu godna umiejętność zawarcia idiotyzmów w każdym zdaniu wypowiedzi.
            Co ma nieomylność do wypisania recept vs przyjęcia pacjenta?
            Co ma do tego błąd lekarski?
            Chodzi tu o najzwyklejszą, upierdliwą, małostkową, niską, przyziemną,
            prymitywną, tępą, bezinteresownie złośliwą roszczeniowość.
            Mały skrawek chamówy, bo na nawet na chamówę, ale większą, kogoś nie stać.
            Mała dawka nienawiści do świata. Na lekarza łatwo ją przelać, bo przecież
            na "służbę" można wylać każdą własną gorycz. Tylko że my służbą niestety nie
            jesteśmy i życzymy wam z całego serca żebyście odczuli wkrótce niedobór tej
            pomiatanej przez was "służby". Doprawdy, to wy - pacjenci- cierpicie
            ----------------------------------------------------------------------------

            Odezwala sie do ciebie zaledwie jedna pacjentak a ty chamie jedziesz zaraz po
            wszystkich pacjentach.

      • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.salbis.net 07.03.06, 01:09
        > po pierwsze, nie ma u mnie w przychodni umowionych wizyt, przychodzisz i byc
        > moze bedziesz przyjeta, akurat mialam szczesce, ze nikogo nie bylo.

        to jakaś dziwna przychodnia. Widocznie masochiści tam pracują.

        > po drugie, owszem niech ta recepte wypisze do konca, i nie przerywa w pol
        slowa

        nie, niech najpierw pozmywa kibel po pacjentach i da bezpłatnie wszystkie
        żądane przez pacjentów leki za darmo bo ma próbki od firm. Nie lepiej?


        > po trzecie, skoro ktos chce tylko recepte i wyciaga kartoteke wlasnie do
        > wypisania recept, to nie zbawi go czy recepta bedzie wypisana 10 minut
        > wcześniej, czy 10 minut poźniej.

        I vice versa skoro przychodzisz niezapowiedziana akurat teraz a nie godzinę
        wcześniej czy godzinę później, to cię nie zbawi czy będziesz przyjęta teraz czy
        za chwilę. Poruszamy się po obszarze względności.


        > po czwarte jestem ciekawa jak sie zachowujecie idac do np. urzedu, gazowni
        czy
        > elektrowni i osoba przyjmująca petentow nie przyjmuje was, bo "cos" tam robi
        > przy biurku, grom zlośliwych uwag jest pod ich adresm

        Ja rozumiem że praca to nie tylko rozmowa z petentem, i nie robię problemów.

        > Z reszta tak jak przypuszczałam, dostałam bure za to ze odwazylam sie
        > skrytykowac postepowanie lekarza.
        Przyjęłaś założenie a priori nie dopuszczając innej interpretacji. Gdybym
        przyjąl założenie że 95 % pacjentów to kompletni idioci, nie byłoby mi trudno
        to samemu sobie potwierdzić. Jednak nie czynię tego, i wychodzi mi że
        kompletnymi idiotami jest znacznie mniejsza ich część.


    • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.salbis.net 06.03.06, 21:04
      po co ta ironia w tytule?

      > Jakby nie
      > bylo jestem od 6 na nogach, rodzinka czeka na obiad.

      Lekarze są często na nogach od 6 rano dwa lub trzy dni wcześniej, i się nie
      chwalą dopóki nie zostaną w głupi sposób sprowokowani.

      >Co ważniejsze jest pacjent czy recepta?

      Recepta jest dla pacjenta, szkodza że tego nie wiesz.

      > Ciekawa jestem jak jest za granica?

      Prznajmniej masz na tyle godności by zapytać. W Anglii czekałabyś na pewno do
      dnia następnego, czasem 2 dni, wyjątkowo tydzień. W Skandynawii musiałabyś miec
      dużo szczęścia żeby być przyjętą tego samego dnia. Twoje roszczenia wobec 20
      minut to - wybacz szczerość- bezczelność niewytłumaczalna. Przykro mi, po
      prostu mi przykro, bo ze sposobu w jaki się wypowiadasz wnoszę, że jesteś
      wyształconą i kulturalną osobą. Wstyd!

      > No cóż ja tez świadcze uslugi i dla mnie klient (pacjent) jest najwazniejszy.

      To tak jak dla nas, tyle że w POZ w ogólne przyjmowanie w tym samym dniu
      chorego który zgłosił się nierejestrowany to po prostu luksus, dlaczego nie
      będę wyjaśniał bo wymaga to złożonych dywagacji na temat zadań, celów,
      kompetencji i ich zderzenia z realiami. Ale tak jest, uwierz, powtarzam, w
      krajach starej UE dostanie się do POZ w tym samym dniu będąc nie rejestrowanym
      to raczej wyjątek.
    • persistens Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 07.03.06, 02:26
      Ewa napisała:

      >Jakby nie bylo jestem od 6 na nogach, rodzinka czeka na obiad.

      I uwazasz, ze z tego powodu powinnas miec jakies szczegolne przywileje? Rodzine
      ma kazdy, a bycie od 6tej na nogach to raczej komfortowa sytuacja - ja dzisiaj
      wrocilem do domu o 24, o 4tej wychodze - spac sie nie klade, bo mi sie nie
      oplaca.

      • Gość: Daria Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 07.03.06, 05:46
        Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci
        Autor: persistens
        Data: 07.03.06, 02:26 + dodaj do ulubionych wątków

        skasujcie post

        + odpowiedz

        --------------------------------------------------------------------------------
        Ewa napisała:

        >Jakby nie bylo jestem od 6 na nogach, rodzinka czeka na obiad.

        I uwazasz, ze z tego powodu powinnas miec jakies szczegolne przywileje? Rodzine
        ma kazdy, a bycie od 6tej na nogach to raczej komfortowa sytuacja - ja dzisiaj
        wrocilem do domu o 24, o 4tej wychodze - spac sie nie klade, bo mi sie nie
        oplaca.
        ----------------------------------------------------------------


        ....przespie sie w pracy :DDDD




    • Gość: gosc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.06, 08:40
      Droga Ewo nie denerwuj sie bo szkoda czasu.Lekarz to czlek nieomylny w tym
      kraju ,zawsze majacy racje, robiacy łaske pacjentom,mający za nic ludzi.Przy
      kazdym tego typu temacie wywlekają swój czas pracy jakby inni ludzie byli
      ciagle na wakacjach a nie w pracy.To czekanie do Nich przypomina mi czasy
      stania w koljkach po nocach w czasach przeszłych,teraz sie dużo zmieniło ,jak
      można kazać czekać chorym po kilka tygodni?Ciekawe jak byśmy żyli gdyby np pani
      w piekarni teżkazała przyjśc po chleb za 4 tygodnie.Stale podkreślają dr ,że sa
      zmeczeni a reszta społeczeństwa też pracuje ciężko i również po kilkanascie
      godzin na dobe,również pracuje dla ludzi i wsród ludzi,również od ich decyzji
      zależą ważne aspekty życia innych ludzi.Drodzy lekarze przestańcie w końcu
      ubolewać nad sobą i podkreślać swój zawód ponad inne,zawód jak każdy.Teraz
      powiecie że tyle lat nauki za Wami i przed ,ciężkie studia itd-zgadzam się,ale
      to nie usprawiedliwia Was aby żle traktować pacjentów.Pewnie niejedna osoba
      czytająca to forum ma też dość straszenia ,że wyjedziecie i nikt tu nie
      zostanie.Pracować trzeba wszedzie nigdzie kasa na ulicy nie leży.
      Pozdrawiam.
      • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.centertel.pl 07.03.06, 16:23
        > jak można kazać czekać chorym po kilka tygodni?

        Można kazać słownie, albo pisemnie. Można też wyznaczyć termin za kilka tygodni
        drogą internetową. Można po prostu na parę sposobów. Dotarło?

        > Ciekawe jak byśmy żyli gdyby np pani w piekarni teżkazała przyjśc po chleb
        za 4 tygodnie.

        Ale tego nie sprawdzimy, bowiem są to dwie nieporównywalne sytuacje. Sytuacja
        lekarza to sytuacja przewagi popytu nad podażą (wyjątkowa w ekonomii), przy
        równoczesnej gwarancji stałości tego popytu. To powoduje, że na termin do
        lekarza będzie się czekać. Tak jest w każdym systemie, tak było w komunizmie,
        socjalizmie, kapitalizmie i czym bądź jeszcze. Jedynie bardzo znaczna zamożność
        powoduje każdorazową natychmiastową i pełną pomoc. To bardzo proste.
        A pani w piekarni - to ona musi się starać o klienta i wobec tego raczej nie
        zaproponuje przyjścia za 4 tygodnie. To tak proste, ze aż dziw że trzeba to
        tłumaczyć komuś kto umie używać internetu.

        > Pewnie niejedna osoba
        > czytająca to forum ma też dość straszenia ,że wyjedziecie i nikt tu nie
        > zostanie.Pracować trzeba wszedzie nigdzie kasa na ulicy nie leży.

        Wyjedziemy z pełną świadmością pracy jaka czeka nas tam. Naprawdę wiemy tlo.
        Tyle że to będzie nic w porównaniu z tym co trzeba przezywać z polskimi
        pacjentami. I nie są to naiwne mrzonki, tylko fakty, poparte setkami opinii
        ludzi dawniej stąd, teraz stamtąd, nie rozumiejących co w ogóle nas tu jeszcze
        trzyma.
      • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.centertel.pl 07.03.06, 16:31
        myślę że akurat sytuacja wypisania recepty nie ma dużego związku z armią
        urzędników i toną papierów, choć bywa to czynnik decydujący w innych sytuacjach.
        Powtarzam, recepty są dla pacjentów. Więc to nie było tak że ktoś czekał bo
        papiery były wazniejsze, tylko wypisywanie recept - cokolwiek by nie sądzić o
        tym polskim kuriozum jakim jest "przedłużanie recept", to jednak chodziło tak
        samo o pacjentów i ich leczenie. A pani czekająca "aż" 20 minut na przyjęcie po
        prostu się czepia.
        • mlody.lekarz A ja myślę, że ma 07.03.06, 18:19
          A ja myślę, że ma dużo wspólnego z biurokracją. Przynajmniej w moim przyoadku.
          Każdy lek na oddzielnej recepcie (Czemu nie można przepisać kilku psychotropów
          na jednej??? Byłyby większe szanse, że pacjent by wykupił wszystko, a nie to, co
          uważa).

          Po co mam 7 razy przepisywać imię, nazwisko i adres pacjenta? To jest absurd.
          Zajmuje mi to ponad 5 minut. Zanim zrobili recepty numerowane miałem wydrukowane
          gotowce i wpisywałem tylko dane pacjenta i datę, teraz muszę wszystko robić
          ręcznie. I ten absurdalny mikroskopijny rozmiar recept, jakby nie można było
          zrobić ich w formacie A5. Jak doadli kod kreskowy, to choćbym chciał, dwa leki
          maksymalnie się mieszczą. Mam duże pismo i to dla mnie strata czasu i
          bezsensowny wysiłek, żeby się zmieścić w okienku z danymi pacjenta. Do tego
          leków na "P" nie można umieścić na jednej recepcie z lekami z ceną dla
          ubezpieczonych. W ogóle wszystko jest w mikroskopijnych rozmiarach - ja się po
          prostu nie mieszczę w poradni z wywiadem od pacjenta, wywiadem od rodziny,
          stanem psychicznym w badaniu i zaleceniami w tych durnych małych kartach. Mam
          wrażenie, że większość czasu poswięcam na ściubanie i mieszczenie się w
          mikroskopijnych rubryczkach zamiast na koncentrowanie się na pracy lekarza.

          I tak dzień, po dniu, od skierowania do szpitala psychiatrycznego (tam się żaden
          sensownie przeprowadzony wywiad nie zmieści), przez dokumentację po wypisywanie
          recept. Kota można dostać. Na wszystko inny formularz: druk na badanie RTG, druk
          na CT, druk na morfologię, druk na badanie psychologiczne, druk na EEG,
          zaświadczenie takie, zaświadczenie owakie. Czemu nie mogę po prostu odręcznie
          napisać:
          "Szanowna Koleżanko/Szanowny Kolego, kieruję p. Jana Nowaka ur. 01.01.1955,
          rozpozn.: zespół uzależnienia od alkoholu, na badanie CT głowy - w wywiadzie
          uraz głowy z utratą przytomości dwa lata temu, w badaniu psychologicznym cechy
          organicznego uszkodzenia mózgu. W załączeniu przekazuję dokumentację leczenia w
          PZP. Z wyrazami szacunku, Młody Lekarz".
          A ja siedzę i ściubię tu PESEL, każda cyferka w odrębnej krateczce, tu adres, tu
          to, tam śmo, tu piecząteczka równo w krateczcie, tu data (raz najpierw rok,
          gdzie indziej najpierw dzień).

          Paranoja.
    • mlody.lekarz Kochana Ewo... 07.03.06, 17:49
      Zakładam, że to, co napisałaś to nie żart czy prowokacja, więc odpowiem poważnie.

      W zamierzchłych czasach, kiedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś
      zostanę lekarzem (marzyłem wówczas bowiem o karierze motorniczego, fascynowały
      mnie tramwaje, a latek miałem wówczas ok. 10), więc w tych zamierzchłych czasach
      wychowywałem się za siedmioma górami i za siedmioma lasami na "zgniłym"
      Zachodzie naszego pięknego kontynentu.

      Dzieckiem byłem chorowitym, więc dość często odwiedzałem doktora w tym odległym
      kraju. Kiedy rano okazywało się, że mam gorączkę albo boli mnie gardło matka
      kazała mi zostać w domu, dawała aspirynkę i kazała pić dużo soku pomarańczowego
      i herbatki z cytryną. Po drodze z pracy zachodziła do apetki i kupowała mi
      tabletki na ból gardła (takie czerwone, teraz są już również w Polsce, lubię ich
      smak). Wieczorem nacierała mnie maścią rozgrzewającą, taką ziołową, z kamforą.

      Dopiero jak następnego dnia nie przechodziło, to dzwoniła raniutko do lekarza
      uzgadniając wizytę. Czasem trzeba było poczekać na wolny termin dzień czy dwa,
      czasami się udawało ustalić na ten sam dzień. Wtedy matka musiała się zwolnić z
      pracy, bo pan doktor przyjmował głównie przed południem (tak, tak, na tym
      zgniłym zachodzie w przeciweństwie do komunistycznej Polski niemożnością było
      dostać się do mojego doktora rodzinnego po godz. 18.00!!!).

      Matka zawsze pilnowała, żeby być kilkanaście minut przed godziną wizyty, na
      wszelki wypadek. Raz się spóźniliśmy 10 minut i mama była zła _na siebie_, bo
      przez to przepadła nam wizyta! Podkreślam: zła na siebie a nie na doktora -
      wiem, trudno w to uwierzyć z polskiej perspektywy. A że to był piątek,
      musieliśmy przyjechać ponownie w poniedziałek.

      Byliśmy więc zawsze na czas, recepcjonistka kazała nam usiąść w poczekalni i
      czekać. To czekanie dłużyło się niesamowicie, doktor prawie zawsze przyjmował
      nas z opóźnieniem. I ta cała poczekalnia ludzi cierpliwie i potulnie czekała i
      nikt nie narzekał, nikt nie marudził! Czasem doktor zmieniał kolejność przyjęć i
      też wszyscy byli zadowoleni i nikt nie marudził.

      I pamiętam doktora, który nas przyjmował. Matka zawsze odnosiła się do niego z
      szacunkiem, notowała, co mówi, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek z nim
      dyskutowała. A kobietą głupią nie była, w końcu była nauczycielką w prywatnej
      szkole, miała doktorat - jak na tamtejsze warunki była kimś.

      Patrząc z dzisiejszej perspektywy - perspektywy polskiego lekarza - myślę, że
      gdybym zachowywał się tak, jak ten doktor, zostałbym okrzyczany chamem i gburem.
      Miał mało czasu dla pacjenta, przerywał, kiedy matka zaczynała ględzić (a
      ględzić lubi), krytykował jej postępowanie ze mną, jeśli uznawał za niewłaściwe,
      diagnozę i leczenie wyjaśniał co najwyżej w kilku zdaniach.

      Ze dwa lata temu miałem wypadek samochodowy w Niemczech - uraz mnogi, w tym
      głowy. Po dowiezieniu na pustą Izbę Przyjęć w małym szpitaliku w małej
      miejscowości czekałem prawie pół godziny zanim lekarz się mną kompleksowo zajął
      i to tylko dlatego tak krótko, bo powiedziałem, że jestem lekarzem. Na oddziale
      lekarza widziałem może kilka minut dziennie, w życiu nie przyszłoby mi na myśl,
      żeby go łapać w gabinecie poza wizytą. Moja partnerka życiowa musiała umawiać
      się z nim na telefon na konkretną godzinę, żeby coś się dowiedzieć o moim
      stanie. A i tak jako lekarz byłem traktowany specjalnie - "auf Kosten des
      Hauses". Sala dwuoosobowa gratis (choć moje ubezpieczenie obejmuje tylko
      najtańszą salę), prowadził mnie sam ordynator, dostałem gratis lepsze jedzenie,
      a pielęgniarki skakały wokół mnie jak wokół pacjenta prywatnego. Mój sąsiad z
      sali wcale się nie burzył, że mam lepszą opiekę niż on, choć płacę mniej niż on.
      On musiał czekać 15 minut aż mu zabrali pełny basen (ja miałem zadzwonić, jak
      skończę), żarcie miał gorsze. Ale dla niego to było oczywiste: w końcu to
      normalne, że doktór jest jako pacjent traktowany inaczej.

      Oczywiście: co kraj to obyczaj. Jako pacjent cieszę się, że w Polsce pacjenci są
      traktowani lepiej niż na zachodzie. Ale nie przyjmujmy polskiego lepszego
      traktowania jako standard. Bo ogólnoświatowym standardem jest traktowanie
      "gorsze" niż polskie. Zamiast narzekać może powinniśmy się cieszyć, że u nas
      jest lepiej?
      • seniorita15 Re: Kochana Ewo... 08.03.06, 16:23
        Ja rowniez w Niemczech wyladowalam w szpitalu wiele lat temu i kiedy
        wspomnialam,ze jestem lekarzem to dostalam podobnie jak Ty pokoj prywatnego
        pacjenta,pod opieka szefa i ta cala reszta ,ktora sie z tym wiaze.Chwilami az
        bylam zazenowana .Moje ubezpieczenie rowniez bylo standartowe.Ale to milo jak
        koledzy po fachu sa dla siebie mili.
        • mlody.lekarz Stare zasady... 09.03.06, 03:59
          Jest taka stara zasada, że lekarz lekarza leczy za darmo (i wdowy po nim) i parę
          innych, które niestety w naszym polskim wyścigu szczurów zanikły... A szkoda...
          Gdybyśmy znowu zaczęli szanować siebie nawzajem może inni (nie-lekarze) też by
          nas zaczęli szanować???

          Ile to razy np. lekarz krytykuje lekarza przy pacjencie, ilu z nas wydaje się,
          że pozjadało rozumy. Mi np. często przychodzi do głowy, gdy czytam jakieś
          wcześniejsze karty czy wypisy, że niby taki specjalista się pacjentem zajmował,
          a oczywistych rzeczy nie dostrzegł. Ale staram się wtedy sam zdyscyplinować
          swoje lekko wybujałe ego i pamiętać, że on działał w innym kontekście niż ja,
          miał inne dane wyjściowe, co innego mogło wybijać się na plan pierwszy w
          symptomatyce itd.

          I ile razy jeden z drugim profesorek-teoretyk wykorzystuje swoje pięć minut w
          telewizji i rzuca gromy na lekarzy rodzinnych, którzy czegoś nie rozpoznają.
          Można odnieść nieraz wrażenie, że strach iść do rodzinnego. A ja rozumiem
          lekarzy rodzinnych, bo po prostu nie da się zawsze wszystkiego zauważyć w
          warunkach POZ.

          Czy wreszcie Prezesunio-Książe, który zanim wreszcie raczył się wrezcie po
          kilkunastu latach zająć niskimi zarobkami lekarzy zajmował się m.in. utrwalaniem
          stereotypu lekarza-łapówkarza i wszem i wobec trąbił o utworzeniu komisji
          zajmującej się korupcją wśród lekarzy.

          I tak na każdym kroku się nawzajem gnoimy, więc nie dziwne, że nas nie szanują.
    • Gość: Ewa tak jak sądziłam - dostalo mi się IP: *.bytom.compnet.com.pl 07.03.06, 18:19
      przede wszystkim dziekuję bardzo, za życzliwe wypowiedzi. Myślę ze byli to
      wasi pacjenci, ktorzy doświadczyli nie jednej sytuacji właśnie w gabinetach
      lekarskich. Dziękuję również za chamskie wypowiedzi wykształconych, po
      specjalizacjach lekarzy. Nie bede ukrywac, ze sprowokowalam ten wątek. Tak jak
      sądziłam chamstwo i ignorancja kroluje wszedzie, a nieomylność macie we krwi.
      Zanm wielu sympatycznych, bardzo dobrych w swojej dziedzinie lekarzy, ktorzy
      potrafią z pelnym poświęceniem zajać się pacjentem ale jak widac po
      postach "różni ludzie" chodzą po tym swiece.
      Kazdy widzi tylko swoj koniec noska, napewno lekarz ma pretensje do pacjenta,
      bo mu zawraca glowe, jak rowniez pacjent ma pretensje do lekarza bo nie zajął
      sie nim w odpowiedni sposob.Tak jest niestety na tym swiecie ze nikomu nie
      mozna dogodzic. Popelnilam chyba wielką zbrodnie, ze pozwolilam sobie na
      dygresje na ten temat.
      Z dużą rezerwa podchodze do wypowiedzi, ze na wizyte do lekarza za granica
      czeka sie dniami a nawet tygodniami. Nie chce mi się wierzyc, ze z bolącymi
      korzonkami, czy wysokim cisnieniem, gdzie trzeba interweniowac czeka sie az
      pare dni. Oczywiscie to sa tylko przyklady. Nie bylam nigdy za granica, ale
      znajomi jezdza i tez chodza po lekarzach wlasnie za granica i mam troche inne
      wiadomości w tej materii. Nie bede sie oczywiście spierac i tak macie racje.
      Jezeli chodzi o dyzury fakt macie dyzury i napewno sa męczące, ale co w tym
      ukladzie robia wersalki w kazdej dyzurce lekarskiej? Oczywiście nie śmię nawet
      krytykować tego (bo i tak dostanę bure)odpoczynek jest wazny pod warunkiem ze
      nic sie nie dzieje podczas dyzuru.
      KOlejna sprawa to jezeli pacjent was nie docenia, psioczy, wscieka sie i zwraca
      uwage to po co tu siedzicie? Jedźcie sobie za granice.
      Na tym chyba skoncze, moze na zakończenie napisze tak
      JESTESCIE WSPANIALI KOCHANI LEKARZE I DLATEGO JESTESCIE MILONY WARCI:)
      Moze tak być?
      • mlody.lekarz Wersalka 07.03.06, 18:36
        Gość portalu: Ewa napisał(a):

        > Jezeli chodzi o dyzury fakt macie dyzury i napewno sa męczące, ale co w tym
        > ukladzie robia wersalki w kazdej dyzurce lekarskiej? Oczywiście nie śmię nawet
        > krytykować tego (bo i tak dostanę bure)odpoczynek jest wazny pod warunkiem ze
        > nic sie nie dzieje podczas dyzuru.

        Powiem o sobie: Wersalka służy mi m.in. do tego, żebym po przypadkach
        samookaleczenia, próby samobójczej, reanimacji staruszka i unieruchomieniu pod
        rząd mógł przez kilka minut poleżeć w ciszy i posłuchać muzyki, żeby
        zregenerować siły, wyciszyć się i żebym przy kolejnej próbie samobójczej na
        innym, niż mój oddział nie pomyślał "Ch...j z nim, jak powisi jeszcze kilka
        minut, to bedzie mniej roboty, a mi się i tak do d...y nie dobiorą, bo to nie
        mój pacjent", tylko żebym miał siłę i był w stanie go odratować, zabezpieczyć i
        poświęcić mu odpowiednią ilość czasu na interwencję psychoterapeutyczną. Dzięki
        tej wersalce i chwilom słuchania muzyki pacjenci mnie lubią i szanują, bo mogę
        im poświęcić maksimum uwagi wtedy, kiedy mnie potrzebują.
        • Gość: Ewa Re: Wersalka IP: *.bytom.compnet.com.pl 07.03.06, 18:46
          no nareszcie slysze "ludzki" glos. Dziekuje za szczerość. Nie tylko w
          gabinetach lekarskich sa wersalki i o to mi chodzi.Wy tez jestescie ludzmi,
          wy tez robicie zakupy, chodzicie do lekarzy, czy urzedow i nie raz wasza
          bezsilność wobec ignoracji innych ludzi powoduje, ze jestescie żli.
          Nie ma sie na co obrazać.
          • mlody.lekarz Re: Wersalka 07.03.06, 19:06
            Ja nie zauważyłem, żeby w tym wątku ktoś się obrażał, chyba tylko Ty tutaj
            strzelasz fochy. A w każdym razie ja Ciebie tak odbieram.

            Co do zasadniczego tematu wątku - 20 minut oczekiwania uważam za całkowicie
            normalne, nawet, gdybyś była umówiona na konkretną godzinę.

            Jeśli rodzina czekająca z obiadem jest ważniejsza niż wizyta u lekarza POZ, to z
            dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ta wizyta w ogóle nie jest
            potrzebna. To nie zarzut, tylko propozycja ustawienia priorytetów. Żeby unikać
            chodzenia do lekarza, skoro są ważniejsze sprawy, zawsze najpierw lepiej jest
            załatwić te ważniejsze.
      • Gość: barnaba Re: tak jak sądziłam - dostalo mi się IP: *.lodz.msk.pl 07.03.06, 19:01
        Wersalka jest po to, żebym o godz. 3 w nocy miał jeszcze siłe podejść do
        chorego staruszka, który dostał zawału.
        A nie dzwonił w tym czasie do pielęgniarki, żeby mi szybko dała lek
        przeciwbólowy, bo czuję wszystkie kręgi w kręgosłupie i nie mogę się ruszyć.

        Co do dyżurów: nie mam NIGDY pretensji, że pacjent mnie woła, bo go coś nagle
        zabolało, albo źle się poczuł. Na wezwanie w środku nocy (LEKARZA, JEZU, SZYBKO
        LEKARZA!!), które okazuje się wezwaniem do tygodniowej swędzącej wysypki,
        trwającej od rana biegunki czy spowodowanego przepiciem bólu głowy reaguję mało
        konstruktywnie. (To jeszcze nic: rekord pobiła pacjentka, która chciała się
        zapytać czy w domu będzie mogła jeść gruszki. Niby nic. Ale nie o 4 w nocy.)

        Za każde takie wezwanie pacjent powinien wpłacać do kasy szpitala powiedzmy 50
        zł. :)

        A za kilka lat, po egzaminie specjalizacyjnym, mam zamiar się wynieść. Tam,
        gdzie nie będę musiał leczyć Polaków- z ich chamstwem, agresją,
        roszczeniowością oraz przekonaniem, że wszystko "sie należy"- i to natychmiast.
      • Gość: doc Re: tak jak sądziłam - dostalo mi się IP: *.salbis.net 07.03.06, 21:27
        nie nie może tak być. Przede wszystkim dlatego, że jak już pisałem przyjęłaś
        założenia których nie zamierzałaś pod żadnym pozorem i pod wpływem dowolnych
        argumentów zmieniać. Praktycznie Twój post pierwszy i ostatni to zbiór tych
        samych nieprawdziwych i nieudowodnionych stwierdzeń. POmiędzy nimi jest
        kilkanaście rzeczowych wypowiedzi w mniej czy bardziej emocjonalnym tonie, z
        przeróżnymi argumentami, z polemiką, z prezentacją punktów widzenia. Po Tobie
        to po prostu spływa. Wali Cię to. Masz to... wiesz gdzie.
        Mówisz "świeci słońce, jest piękna pogoda". Wchodzi wiele ludzi ociekających
        wodą, z mokrymi parasolami. W pokoju jest ciemno, niebo jest zachmurzone.
        Deszcz bije o parapet. Po szybie spływają strugi wody. Prognozy pogody mówią że
        padało wczoraj, pada dziś i będzie padać jutro. Słychać szum wody płynącej
        ulicami. A Ty mówisz "jest bezchmurny, słoneczny dzień".
        Tyle.
                • gutek1231 Szanowna Pani dr Ewo 08.03.06, 17:17
                  nie mam zamiaru naskakiwać tu na lekarzy /zbyt dużo im zawdzięczam/ Jednak nie
                  wszystko jest tak ja Pani uważa. Opiszę Pani taką sytuację: w nocy 20 na
                  21.01.06r moją mamę zabrało pogotowie. Oczywiście ja pojechać nie mogłam,
                  pojechałam za pogotowiem prywatnym samochodem. Jednak w szpitalu mamy nawet nie
                  zobaczyłam a o rozmowie z lekarzem nawet mowy być nie mogło. Wróciłam do domu.O
                  godz.7 rano zadzwoniłam do szpitala i usłyszałam ; lekarz: Pani, imię i
                  nazwisko mamy, była operowana. ja: jak to, co było operowane? lekarz: jeżeli
                  zdąży Pani przyjechać do szpitala za pół godziny to lekarz, tu imię i nazwisko
                  lekarza, udzieli Pani informacji. Akcja: rzucamy z mężem wszystko /pracę/ i
                  gnamy do szpitala.Rozmowa w szpitalu /zaznaczam ja jestem po ekonomi i nie
                  marzyłąm nigdy o medycynie, nie mam też o niej żadnego pojęcia/; ja: Panie
                  doktorze co się stało? lekarz: U mamy nastąpił zator tętniczy, został usunięty
                  teraz jest wszystko w porządku /rozmowa ma miejsce w sobotę rano/, ja: czy to
                  coś poważnego? czy mamie coś zagraża? lekarz: nie ma operacji niepoważnych,
                  mama w poniedziałek, wtorek wróci do domu.Koniec rozmowy. Trwała około 3 minut.
                  A ja przerażona, zdezorientowana nawet nie wiedziałam o co mogę jeszcze
                  zapytać. Mama ani w poniedziałek ani we wtorek do domu nie wróciła natomiast
                  zaczęto podawać jej krew i osocze. Na moje pytania co się dzieje? usłyszałam:
                  nic poważnego, po lekach przeciw zakrzepowych są troche złe wyniki. Wie Pani
                  jaki był tego finał? W tydzień po pierwszej mojej rozmowie z lekarzem to jest
                  28.01.06r moja mama zmarła a ja nigdy się nie dowiedziałam z jakich przyczyn.
                  Żeby mnie Pani dobrze zrozumiała ja nie posądzam lekarzy o błąd w sztuce ale o
                  znieczulicę w stosunku do rodziny ,sama jestem epileptykiem /pełne napady/ o
                  śmierci mamy zostałam poinformowana kiedy rano 28.01. przyjechałam do szpitala,
                  na korytarzu, jak: " Pani mama 10 minut temu zmarała". Umie sobie Pani
                  wyobrazić co czuje w tym momęcie człowiek? Czy tak powinni się zachowywać
                  lekarze? Czy tyle i w taki sposób chciałaby Pani dowiedzieć się o odjeściu
                  najdroższej dla Pani osoby? Szczerze czy tak powinien /w obliczu śmierci/
                  postępować ,nie tylko lekarz ale jakikolwiek człowiek? Reasumując: wiem, że nie
                  wszyscy lekarze tak postępują, znam takich, którzy /w społecznej klinice nie
                  prywatnej i nie zagranicą/ mimo niskiego zarobku, ilości pacjentów,
                  przepracowania itd.,itp.znajdują czas, chęci i serce żeby rozmawiać z rodziną i
                  samym pacjentem / wiedzą o chorym wszystko: jakie ma problemy w domu, ile ma
                  dzieci, czy współmałżonek ma pracę, wszystko!,wszystko!/ ale niestety jest
                  takich lekarzy zdecydowana mniejszość. Dlaczego? i czy nie tu leży odpowiedź na
                  pytanie: dlaczego społeczeństwo polskie ma jednak złe zdanie o Polskiej Służbie
                  Zdrowia? Bo czy to jest służba?
                  --
                  Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                  • Gość: barnaba Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: *.lodz.msk.pl 08.03.06, 21:02
                    > godz.7 rano zadzwoniłam do szpitala i usłyszałam ; lekarz: Pani, imię i
                    > nazwisko mamy, była operowana. ja: jak to, co było operowane? lekarz: jeżeli
                    > zdąży Pani przyjechać do szpitala za pół godziny to lekarz, tu imię i
                    > nazwisko lekarza, udzieli Pani informacji.

                    Nic w tym dziwnego, niestety.
                    Informacji telefonicznych się nie udziela- bo nigdy nie wiadomo, kto dzwoni
                    (szef? wścibska sąsiadka?).
                    Informacji udziela lekarz, który się opiekuje chorym, a nie "jakiś złapany na
                    korytarzu"- na większych oddziałach z dużą ilością przyjęć i wypisów może
                    chorego nie znać, pomylić go z kimś innym i w dobrej wierze wprowadzić
                    pytających w błąd.

                    > Żeby mnie Pani dobrze zrozumiała ja nie posądzam lekarzy o błąd w sztuce ale
                    > o znieczulicę w stosunku do rodziny ,sama jestem epileptykiem /pełne napady/
                    > o śmierci mamy zostałam poinformowana kiedy rano 28.01. przyjechałam do
                    > szpitala, na korytarzu, jak: " Pani mama 10 minut temu zmarała".

                    Cóż, kilka razy w podobnej formie musiałem informować o śmierci kogoś bliskiego
                    (poprzedzając informację stwierdzeniem w rodzaju "bardzo mi przykro",
                    lub "zrobiliśmy wszystko, co było można"). Korytarz jest najgorszym miejscem na
                    taką rozmowę, ale na wielu oddziałach, gdzie nie ma pokojów socjalnych czy
                    innych podobnych pomieszczeń, jedynym dostępnym. Z reguly o zgonach informuję
                    telefonicznie- bywa jednak, ze zgon nastąpił właśnie 10 min wcześniej (uwierz,
                    wykonanie telefonu w ciągu 10 min od stwierdzenia zgonu jest niewykonalne), lub
                    rodzina nie zostawiła żadnego numeru telefonu.
                    • gutek1231 Re: Szanowna Pani dr Ewo 08.03.06, 22:19
                      Źle mnie zrozumiano! Dlatego właśnie iż rozumiem, że przez telefon informacji
                      sie nie udziela zostawiłąm swój zwkład, swoje obowiązki i bez komentarzy
                      pojechałam do szpitala. W szpitalu o operacji informował mnie lekarz, który
                      MAMĘ OPEROWAŁ I BYŁ LEKARZEM PROWADZĄCYM! Był to dzień tygodnia -sobota- pusty
                      pokój lekarski a ja zostałąm potraktowana jak intruz! Aby mi sprawę właściwie
                      naświetlić Pan Doktor łaskawie poświęcił mi całe trzy minuty, przecież ja się
                      byczyłam, ja nie pracuje, ja nie mam obowiązków i ja nie przyjechałam do niego
                      z drugiego końca miasta. Jak pisałam wcześniej mama również umarła w sobotę,
                      pusty szpital nie ma ostrego dyźuru, o śmierci poinformował mnie również
                      lekarz, który operował, na korytarzu. Byłam sama, mam epilepsję /lekarz o tym
                      wiedział bo dzień wcześniej miałam napad na przy mamy łóżku a On to widział/.
                      Kiedy dojechał do mnie mąż, to on poszedł do pokoju lekarskiego spytać o dalszy
                      tok postępowania. Wiesz co zastał? Okopcony papierosami pokój, Pana Doktora
                      samotnie bawiącego się pasjansami w komputerze. Nie jestem nastawiona do
                      lekarzy wrogo czy choćby negatywnie, z racji mojej choroby zbyt dużo im
                      zawdzięczam, jednak myślę, że uczciwje byłoby przyznać, że wśród Was też są
                      rozmaitego rodzaju indywidua, a jak wolisz par....e owce, które całej
                      społeczności lekarskiej wystawiają opinię. A przecież wy nie pracujecie tylko
                      pełnicie SŁUŻBE!
                      --
                      Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                      • Gość: barnaba Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: *.lodz.msk.pl 08.03.06, 22:45
                        > A przecież wy nie pracujecie tylko
                        > pełnicie SŁUŻBE!

                        1. Przed wojną na służbę stać było tylko bardzo bogatych ludzi.
                        2. Służbę można pełnić w wojsku, a nie w szpitalu.
                        3. Zamierzam wyjechać właśnie tam, gdzie nikt nie będę miał wątpliwości, że
                        pracuję i za moją pracę będzie dobrze płacił. A Wam, drodzy rodacy, służbę mogą
                        pełnić Uzbecy i Białorusini (jeśli będą na tyle głupi). Życzę Wam zdrowia.
                  • Gość: dr Ewa Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: *.chello.pl 09.03.06, 08:57
                    Szanowna Pani Ewo,
                    Karetka pogotowia nie mogła Pani zabrać z co najmniej dwóch powodów:
                    po pierwsze nie ma tam miejsca dla osoby towarzyszącej, a po wtóre, gdy jedzie
                    się na sygnale znacznie łatwiej o wypadek. Zespół karetki i pacjent są
                    ubezpieczeni - osoba towarzysząca nie! W przypadku odniesionych ran ( wypadek)
                    ma Pani sporą szansę wygrać przed sądem proces o odszkodowanie. I żaden
                    kierowca nie będzie ryzykował, aby do końca życia płacić Pani odszkodowanie!

                    Skoro wzywała Pani karetkę iskoro zabrano Mamę do szpitala mniemam, że jej stan
                    był poważny. Na tyle poważny, że wymagał interwencji lekarskiej. Czy wolałaby
                    Pani aby lekarz dyżurny rozmawiał z Pania czy zajął się chorą? Mógł robić jedno
                    albo drugie, póki co jeszcze podzielić się nie potrafimy.

                    Choroba ( własna lub w rodzinie) wymaga porzucenia wszystkich innych obowiązków
                    ( w tym pracy). Czy to też wina lekarza? Proszę sobie wyobrazić, że ja ze
                    względu na moją własną infekcję górynych dróg oddechowych rzuciłam wszystko -
                    też pracę- i siedzę do soboty włącznie w domu, i o zgrozo, nawet przed
                    komputerem!

                    Lekarz poinformował o zatorze. Krótko i zwięźle. Sama Pani twierdzi, że nie ma
                    pojęcia o medycynie. Czy jest zatem sens, aby lekarz dyżurny, który miał prawo
                    być zmęczony po operacji robionej Pani Mamie, zabrał się za robienie wykładu?
                    Błdem lekarza było to, że nie naświetlił dramaturgii sytuacji. Moi koledzy
                    chirurdzy zawsze przedstawiają stan chorego jako bardziej poważny. Błędem było
                    określenie, że za kilka dni Mama znajdzie się w domu.

                    Rozmowa trwała 3minuty. Wiem, że Pani jest zdania, że doktor powinien
                    poświęcić Pani znacznie więcej czasu, pocieszyć, potrzymać za rękę itp, ale być
                    może był to jedyny moment, w którym mógł odpocząć, wyciągnąć nogi, wypić kawę
                    czy zrelaksować się przed kolejnym zabiegiem. Póki co też jesteśmy ludźmi a nie
                    robotami, możemy odczuwać zmęczenie.

                    Każdy zabieg niesie za sobą możliwość powikłań czy komplikacji. I nie muszą to
                    być błędy w sztuce. Jeżeli rodzina ma cień wątpliwości może domagać się sekcji
                    zwłok. Patolog ustali co było przyczyną zgonu, potwierdzi lub wykluczy
                    ewentualne błędy lekarskie, rozwieje wątpliwości. Jest to prawo rodzin
                    zmarłych. Tylko prawo, z którego się nie korzysta.
                    Wiele lat temu, gdy rozpoczynałam pracę zmarły mógł być zwolniony z sekcji
                    przez kierownika kliniki tylko na prośbę rodziny.
                    Ponieważ pracuję w dużym ośrodku, na oddziale, w którym, niestety, jest spora
                    śmiertelność ( i to nie dlatego, że jesteśmy nieukami, lecz dlatego, że do nas
                    trafiają najciężej chorzy) widziałam jak szef codziennie rano mial pod drzwiami
                    kolejkę rodzin z podaniem o zwolnienie z sekcji zwłok.

                    Droga Pani Ewo, śmierć pacjenta jest dla lekarza ZAWSZE porażką. Ponieważ jak
                    wspomniałam pracuję na oddziale o dużej śmiertelności, kilka razy w tygodniu
                    informuję rodziny o śmierci najdroższych odsób. Robię to w różny sposób:
                    najczęściej dzwonię do domu ( kilka razy zostałam opieprzona, bo zrobiłam to w
                    nocy),ale gdy pacjent umrze i rodzina w krótkim czasie przyjedzie do szpitala (
                    zdarza się, że z gazetami czy jedzeniem) muszę powiedzieć o tym na miejscu.
                    Robię to w pokoju ( najczęściej), podaję coś na uspokojenie, ale zdarzało mi
                    się rozmawiać na korytarzu. W naszym pokoju lekarskim jest 4 lekarzy. Dzwoni
                    telefon, przychodzą repy, rodziny pacjentów, pacjenci po wypisy, stuka
                    klawiatura komputera( sami robimy wypisy chorych, zajmujemy się "papierkową"
                    robotą), przychodzą lekarze z prośbą o konsultacje, stażyści, studenci.
                    Czasem hydraulik reperuje kran czy elektryk gniazdko. Czy w takiej atmosferze
                    chciałaby Pani dowiedzieć się o śmierci osoby najbliższej? Na oczach takiego
                    audytorium? Czy w ciszy korytarza?

                    Pasjans, papierosy....cż nie pochwalam palenia, nie układam pasjansów ani w
                    domu ani w pracy, tym nie mniej nie przyszło Pani do głowy, że lekarz musiał
                    się w jakiś sposób odreagować. Podkreślam śmierć jest dla każdego lekarza
                    porażką, nie mamy znieczulicy, a w każdym razie znakomota większość z nas.

                    I na koniec. Nie chcę wiedzieć wszystkiego o rodzinach moich pacjentów. To nie
                    te czasy ( przed wojną mój dziadek i pradziadek znali swoich pacjentów, byli
                    przy ich narodzinach i śmierci, ale mój ojciec i matka - już nie).
                    I jeszcze słóweńko NIE JESTEŚMY NA SŁUŻBIE - JESTEŚMY W PRACY - takiej samej
                    naj w biurze, na giełdzie bankowej, w redakcji, w sądzie, na uczelni, w
                    warsztacie, Tyle, że znacznie bardziej odpowiedzialnej.
                    Proponuję chwilę refleksji.
                    • gutek1231 Re: Szanowna Pani dr Ewo 09.03.06, 10:40
                      Witam. Szanowna Pani spostrzegawczość powinna być domeną lekarza a ja nie
                      jestem panią Ewą!Prosze przeczytać mój nik. Nie chce Pani dopuścić do swojej
                      świadomości faktu, że obje rozmowy miały miejsce w dzień tygodnia - soboty- w
                      szpitalu cisza, nie ma elektryków, hydraulików, telefony, faksy milczą. Czuć
                      zapach kawy i ogólne odprężenie. Ma Pani rację moim obowiązkiem było jechać do
                      matki ale dlaczego gnać na złamanie karku do lekarza, który ponoć miał mi
                      udzielić wyczerpującej informacji. Potraktował mnie jak intruza, zignorował,
                      zlekceważył.Jeżeli udzieliłby mi właściwych informacji o stanie zdrowia mamy w
                      kilka sekund to ja nie mam nic przeciwko temu, ja miałam świadomośc iż nie jest
                      to spotkanie towarzyskie i nikt nie poświęci mi aż półgodziny! Nie powiedział
                      ani słowa o zagrożeniach natomiast zachowaniem swoim zasugerował / informacja o
                      powrocie mamy do domu/, że wszystko jest oky, uśpił moją czujność. O zgonie też
                      informuował mnie w sobotę i również cisza, spokój, nie ma sprzątaczek,
                      robotników itp, jak już pisałam lekarz wiedział, że taką tragiczną wiadomość
                      podaje epileptykowi i niech mi Pani uwierzy nic Go nie obchodziło ewentualne
                      zagrożenie a co tu mówić o zwykłym, zrozumiałe, że grzecznościowym takcie,
                      którego należy oczekiwać od osoby wykształconej. Proszę nie tłumaczyć tego typu
                      zachowań zmęczeniem, potrzebą relaksu bo tak mógłby się tłumaczyć każdy i ten
                      wykształcony i ten nie, pracę wykonywać rzetelnie ale dla klientów,
                      interesantów, petentów być arogancki, niecierpliwy i traktować jak intruzów.
                      Jak by sie Pani czuła będąc tak załatwiana u notariusza, adwokata, w Urzędzie
                      Rady Miejskiej, na lotnisku itd.? Czy lekarze są z racji tak koszmarnie
                      stresującej / choć znam zawody równie a może bardziej odpowiedzialne,
                      niebespieczne i stresujące/pracy automatycznie z takich obowiązków zwolnieni?
                      Proponuję, więc zwolnić również pozostałą część społeczeństwa. Pracować
                      rzetelnie zachowywać byle jak, ot wolnaamerykanka. Wszyscy będziemy szczęśliwi.
                      Z uszanowaniem Gutek.
                      --
                      Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                      • Gość: dr Ewa Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: *.chello.pl 09.03.06, 12:11
                        Mea culpa, źle spojrzalam na nick.
                        Taaaaaaaaaaaak, lekarz popełnił karygodne przestępstwo! Nie przjmuje Pani do
                        wiadomości, że może miał rozgrzebane łózko, bo biegł do chorej, umierającej (
                        mogła to być także Pani Matka). Zaraz przeczytam, że lekarz na dyżurze nie
                        powinien wogóle się kłaść, za miment ktoś dopisze, że nawet usiąść.
                        To, że po półgodzinie nie było nikogo w pokoju nie oznacza, że pokój był pusty -
                        mógł być tam np, ktoś z rodziny innego chorego, albo wspomniany hydraulik.
                        Być może lekarz był potwornie zmęczony , bo przez kilka godzin reanimował,
                        operował, ratował czyjeś życie ( i mogła to być Pani Mama). Może nie wykazał
                        się refleksem. Wie Pani, że lekarz jest tylko człowiekiem???????????
                        A teraz osobista dygresja - kilka lat temu nagle i bardzo poważnie zachorował
                        mój Ojciec. Pogotowie zabrało go do szpitala, w którym pracuje mój mąż. I wie
                        Pani - wsiadlam do samochodu i jechałam właśnie na złamanie karku, żeby być jak
                        najszybciej.
                        I nie odrywałam lekarza od pracy tylko porornie czekałam aż znajdzie czas, aby
                        udzielić mi informacji.I też ta pierwsza wiadomość nie była przekazywana dłużej
                        niż 3 minuty i na korytarzu!
                        Tylko ja byłam szczęśliwa, że są to dobre wiadomości ( tzn, że Ojciec żyje).
                        Szanowna Pani Gutko (u),
                        zagrożenie u chorego występuje zawsze, komplikacje mogą się pojawić w każdej
                        chwili, są powikłania, których przewidzieć się nie da. Winą(?) lekarza jest to,
                        że nie zafundował Państwu stresu. Jak by sie Pani czuła, gdyby doktor
                        powiedział, że stan jest ciężki, beznadziejny, a Mama za dwa dni wyszłaby do
                        domu?
                        Wtedy zapewne pojawiłby się post o straszeniu rodzin chorych .
                        O epilepsji nie będę się wypowiadała, nie ma znaczenia czy rodzina jest chora
                        czy zdrowa. Tu jest rodziną a nie pacjentem.
                        Szanowna Pani,
                        prawie na każdym kroku ( w bankach, na poczcie, u notariuszy- opłacanych przez
                        klientów i to całkiem sporo, w biurach podróży, salonach fryzjerskich itp) mamy
                        do czynienia z niegrzecznością czy wręcz chamstwem. I co - i nic.
                        Powtarzam, to co zrobił lekarz można najwyżej podciągnąć pod brak wyczucia i
                        nic więcej.
                        Pani wypowiedzi nacechowane są niechęcią do lekarzy a słowa wypowiadane pod
                        wpływem niedawnych wydarzeń. Mam nadzieję, że Pani sobie to wszystko na
                        spokojnie przemyśli.
                        • gutek1231 Re: Szanowna Pani dr Ewo 09.03.06, 12:49
                          Pszepraszam, że to będzie długi post. Może zacznę inaczej. Z racji mojej
                          choroby dosyć dobrze znam dwa oddziały szpitala: neurologię i neurochirurgię.
                          Na obu spędziłam naprawdę kawał czasu. neurologia Klinika AM: obchód raz na
                          półtora tygodnia przeprowadzany przez Kierownika Katedry prof. .. wygląda tak,
                          wchodzi profesor i z nim lekarz prowadzący,adiunkci,studenci. Dochodzą do łóżka
                          chorej, lekarz prowadzący referuje profesorowi przypadek, profesor komentuje
                          ganiąc część terapii lekarza, czy nie podważa robiąc to przy chorych autorytetu
                          lekarza, pozostawiam Pani ocenie. Ani słowa do chorego jego tu nie ma, to nie
                          jest człowiek, to przypadek kliniczny.Neurochirurgia ta sama Klinika AM, obchód
                          z profesorem: profesor wchodzi na salę /również z taką samą świtą/ dochodzi do
                          łóżka pacjentki, którą widzi pierwszy raz, wyciąga rękę"Dzieńdobry, przedstawia
                          się imieniem i nazwiskiem, tytułem naukowym,"co Pani dolega?" słucha tego co
                          mówi chora, następnie zwraca się do lekarza prowadzącego, zadaje fachowe
                          pytania, słucha relacji, następnie w przystępny dla zwykłego śmiertelnika
                          informuje o istotnych rzeczach chorego, dziękuje i przechodzi do następnego
                          chorego.Po takim obchodzie wszyscy wiedza, że przez jakiś czas nie należy
                          wchodzić do pokoju lekarskiego bo Pan Profesor omawia terapie poszczególnuch
                          lekarzy. Jak Pani myśli, które zachowanie budzi większy szacunek, zaufanie?
                          Który z tych profesorów nauczy lepiej fachu swoich podpiecznych ? Które
                          zachowanie jest właściwe? a może na neurochirurgii mają mało pracy i bawią sie
                          w kurtuazję? Podkreślam, nie mam złego nastawienia do braci medycznej, jestem
                          pełna podziwu dla ich trudu, zdolności i samego zawodu jednak uważam, że
                          zupełnie niepotrzebnie część z nich niewałaściwym zachowaniem pokazuje Was
                          wszystkich w krzywym zwierciadle.
                          --
                          Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                          • gutek1231 Re: Szanowna Pani dr Ewo 09.03.06, 13:29
                            Pani ma rację należy zmieniać lekarzy jak sie nam nie podobają. Ci do,których
                            nie poszedłby ani jeden pacjent albo zmieniliby swój stosunek do pacjentów albo
                            zmieniliby pracę.Ma Pani rację, że w tamtych krajach pracują wszyscy za
                            zupełnie inne pieniądze ale czy zauważyła Pani również, że pracują lepiej? Pora
                            kończyć dyskusję, jednak ponownie powiem "punkt widzenia zależy od punktu
                            siedzenia" Dla mnie była to czysto akademicka polemika, która przecież nic nie
                            zmieni Pani natomiast się zacietrzewia, robi osobiste wycieczki co do mojego
                            braku obiektywizmu /spowodowanego utratą drogiej osoby/. Szkoda, Pani
                            oczywiście ma tego obietywizmu baaaaaardzo dużo! zauważa Pani tych ułożonych,
                            potulnych, przerażonych chorych ludzi, którzy zachowują się niczym bestie w
                            stosunku do biednych przepracowanych, źle opłacanych a może wogóle
                            nieopłacanych lekarzy. Czemu nie skomentowała Pani wątku z mojego postu na
                            temat stopy życiwej znanych mi lekarzy? przez obiektywizm.
                            --
                            Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                            • Gość: dr Ewa Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: *.chello.pl 09.03.06, 13:54
                              Proszę o zacytowanie wątku, do którego się nie odniosłam.
                              Jak widzi Pani przy okazji postu o obu klinikach potrafię przyznać rację i być
                              osobą obiektywną.
                              Ma Pani rację- punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
                              Wielu pacjentów w szpitalu musi wszystko mieć naychmiast(!). Łapanie lekarza w
                              biegu za rękaw jest regułą. A to, że lekarz skończył już dawno pracę
                              i .....biegnie do drugiej ( najczęściej), do domu, bo ma zamówionego hydraulika
                              ( który czekać nie będzie), wywiadówkę, czy o zgrozo! spotkanie ze znajomymi -
                              nie jest już ważne.Informacja należy się natychmiast i już.
                              Wielokrotnie prosimy rodziny o przyniesienie starych badań - nie dlatego, że
                              mamy zamiłowanie archiwistów, ale dlatego, że to ważne. A rodziny przyniosą lub
                              nie, nie przyjdą na czas na umówione spotkanie ( bo pracują i nie mają czasu).
                              O higienie pacjentów lepiej nie wspominać. Po prostu nie lubią się myć,
                              zmieniać przepoconego ubrania. Przed wizytą najadają się cebuli, czosnku itp.(
                              chociaż może to i lepsze niż zapaszek nie mytego ciała).
                              Ile razy przychodząc na obchód słyszałam pomruki niezadowolenia,
                              bo.....przyszłam w połowie Klanu, albo innego "porywającego" serialu.
                              Nasze zlecenia sobie, a życie sobie. Chory nie bierze leku, nie przyznaje się
                              do tego ( pytany zaprzecza), a gdy stan zdrowia gwałtownie się pogarsza to
                              czyja to wina? D o k t o r a!
                              To samo z paleniem papierosów. Nie palę, palacza wyczuję z sąsiedniego pokoju,
                              a pacjent wmawia mi, że rzucił palenie 3 lata temu, zaś zapaszek jest
                              jednoznaczny!
                              • gutek1231 Re: Szanowna Pani dr Ewo 09.03.06, 15:09
                                Niestety mówimy o innych profesorach, nie muszę ukrywać ich nazwisk ale
                                najpierw zaznaczę, że OBU BARDZO WYSOKO CENIĘ. Chodziło mi o profesora Selmaja
                                i Profesora Zawirskiego z Łódzkiej Kiliniki AM. Obaj sa w moim odczuciu i
                                wiedzy bardzo dobrymi fachowcami a kultura ot nie u wszystkich jednaka. Ma Pani
                                absolutną rację poruszając wątek higieny i zachowań pacjentów i ich rodzin!
                                Uważam, że należałoby na tym forum otworzyć w tym względzie odrębny wątek i
                                dyskusję. Dlaczego niby mają tylko o lekarzach pisać źle. Kiedyś wylądowałam w
                                szpitalu w stanie padaczkowym na sali intensywnej opieki /za szklaną szybą/ z
                                opowiadań męża wiem jak cały personel medyczny walczył z moją chorobą o moje
                                zycie i choć zabrzmi to nieco patetycznie byli WSPANALI! Przy łóżku drugiego
                                chorego była żona dla której w takim momencie najistotniejszym był fakt, że mąż
                                jej leży przy kaloryferze z którego kapie! Mój mąż ustawił babsko do pionu!
                                Później po wszystkim kiedy mąż dziękował lekarzom i nie tylko, oni podziękowali
                                jemu. Babsko było wybitne przychodziło do męża /zresztą po
                                wylewie,nieprzytomnego/ z pazurami- szponkami, nic zupełnie przy tej
                                najbliższej , najdroższej osobie nie zrobiło /a były już solidne odleżyny/ i
                                tylko wymagało, i tylko się kłuciło i tylko straszyło koneksjami! Ja widzę zło
                                tam gdzie ono jest, niezależnie po której stronie. I tak myślę, że wiele racji
                                w Pani słowach, nie należy uogólnać bo brak kultury,chamstwo, znieczulica brak
                                zrozumienia, postawa "bracza"/ mam na myśli: mnie się to czy tamto należy/jest
                                niestety po obu stronach karygodne. A teraz prywatnie: muszę Pani jednak
                                przyznać rację co do sytuacji z mamą, wiele mi Pani wyjaśniła, ukazała sprawę
                                od drugiej strony. I tak Pani ma rację! Po naszej rozmowie bardziej rozumiem
                                lekarza i mniej we mnie bólu.Dziękuję.
                                --
                                Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                          • Gość: Daria Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 15:55
                            Re: Szanowna Pani dr Ewo
                            Autor: Gość: pielegniarka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                            Data: 09.03.06, 15:11 + dodaj do ulubionych wątków

                            skasujcie post

                            + odpowiedz

                            --------------------------------------------------------------------------------
                            Powiedz mi kochana czy pielegniarka moze na dyzurze sie polozyc?
                            to tak obok tego tematu.
                            -------------------------------------------------------------------

                            Jesli jest z kolezanka ktora bedzie miala oko na caloksztalt to tak. Jesli jest
                            sama to w zadnym wypadku.


                              • Gość: Daria Re: Szanowna Pani dr Ewo IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 10.03.06, 02:12
                                Re: Szanowna Pani dr Ewo
                                Autor: Gość: pielegniarka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
                                Data: 09.03.06, 16:55 + dodaj do ulubionych wątków

                                skasujcie post

                                + odpowiedz

                                --------------------------------------------------------------------------------
                                pytalam o polozeniu sie ,nie o spaniu ale ty masz problem z rozumieniem tego
                                co czytasz.

                                ------------------------------------------------------------------------

                                Czy moge wiedziec dlaczego jestes napastliwa? Przeciez odpowiedzialam ci w
                                grzecznej formie. I tak sie nie unos bo wszyscy wiedza, ze spicie na dyzurach.
                                Swieta sie znalazla!
        • Gość: Ewa Panie doc IP: *.bytom.compnet.com.pl 07.03.06, 21:55
          prosze o rozwinięcie tego cytatu bo nie za bardzo zrozumiałam
          ..."Po Tobie to po prostu spływa. Wali Cię to. Masz to... wiesz gdzie." ...
          Szczególnie by mnie interesowały słowa "wali Cię to"
          A tak nawiasem mowiac to ma Pan bardzo ciekawy "jezyk".
          Pozdrawiam
          • p_hajk1 Re: Panie doc 07.03.06, 23:21
            Pani Ewo!
            Przestań, proszę, stroić sie w szatki kulturalnej pani, która weszła na
            lekarskie forum żeby zadawać filozoficzne pytania "dlaczego".
            Rozumiemy, że jakiś sk...syn w kitlu zdenerwował cię bo zabrał ci 20 minut
            twego cennego życia, a powinien, jak na służbę przystało, za którą płaci sie
            przecież tyle kasy ze składek, witać cię od progu z uśmiechem i pytać w czym
            może pomóc. Weszłaś na to forum nie dla grzecznej polemiki, tylko po to, aby
            dać wyraz słusznemu oburzeniu na chamstwo doktorów. I kolega doc grzecznie
            dostarczył ci kolejnych powodów do tego oburzenia. Używając knajackiego języka
            potwierdza twoją opinię o lekarzach i jest ok, nie?
            A jeśli na prawdę nie wiesz co to znaczy "wali cię", to SŁUŻĘ wyjaśnieniem.
            Kolega miał zapewne na myśli, że świadomie nie przyjmujesz jego argumentów.
            Krótko mówiąc zarzucił ci złą wolę w trakcie prowadzenia tej dyskusji.
            A moim zdaniem, podobnie jak inni, ty wcale nie chciałaś dyskutować...
            --
            Jeśli nie my to kto? Jeśli nie teraz to kiedy?
            • 1951b Re: do EWY 08.03.06, 02:26
              Gość: Ewa napisała

              "Nie bede ukrywac, ze sprowokowalam ten wątek."


              Mam pytanie do Ciebie Ewo : do czego była Ci potrzebna ta prowokacja ?

              Ja myślę, że tem watek nie jest prowokacją.
              Byłaś zdenerwowana faktem, że musiałaś czekać 20 minut u lekarza.
              Emocje zdominowały rozsądek i zanim pomyślałaś napisałaś post i go
              wysłałaś.
              Pozdrawiam :)
            • Gość: doc Re: Panie doc IP: *.salbis.net 08.03.06, 16:37
              Podzielam Twoją opinię na temat pani Ewy. Na poczatku też myśałem ze
              kulturalnie i ze zrozumieniem dla złożoności tego świata chce porozmawiać, temu
              poglądowi dałem zresztą wyraz powyżej. Tymczasem okazało się, że nie, i
              musiałem zejść do poziomu - jak to kolega był łaskaw zgrabnie ująć- języka
              knajackiego. Ale, by już się trzymać tego poziomu, pani Ewa i tak nie zakumała,
              znaczy się wali ją nawet to że ja myślę że ją wali.

              > Kolega miał zapewne na myśli, że świadomie nie przyjmujesz jego argumentów.
              > Krótko mówiąc zarzucił ci złą wolę w trakcie prowadzenia tej dyskusji.

              Nie tyle przyjmowania, co w ogóle dostrzegania ich istnienia i ewentualnego
              wpływu na wnioski z tej dyskusji.
              Nie tyle złą wolę, co rozpoczęcie dyskusji bez najmniejszej ochoty
              uczestniczenia w niej. Dałem poprzednio przykład z pogodą. I podtrzymuję to
              zdanie. Pani Ewa coś tam sobie wymyśliła, poinformowała nas, potem padło 20
              stwierdzeń w temacie, a pani Ewa podsumowała to powtórzeniem swych wyjściowych
              stwierdzeń w formie nienarusznonej jakimkolwiek wpływem kolejnych wypowiedzi.
              Jak to inaczej określić niż tak, iż panią Ewę wali wszystko co tu się mówi?
              Przecież chyba nie tak, że panią Ewę to nie obchodzi. To ostatnie stwierdzenie
              przypisałoby jej poziom intelektualny do którego jej daleko. Udowodniła to.
            • iza42 Re: Panie doc 08.03.06, 20:22
              p_hajk1 napisał:

              > Weszłaś na to forum nie dla grzecznej polemiki, tylko po to, aby
              > dać wyraz słusznemu oburzeniu na chamstwo doktorów. I kolega doc grzecznie
              > dostarczył ci kolejnych powodów do tego oburzenia. Używając knajackiego języka
              > potwierdza twoją opinię o lekarzach i jest ok, nie?
              > A moim zdaniem, podobnie jak inni, ty wcale nie chciałaś dyskutować...

              Dokladnie tak. Rodzaj prowokacji. Latwo bylo przewidziec ,jak lekarze pracujacy
              w polskich warunkach zareguja na tego typu "swiete oburzenie".
              I ta reakcja oczywiscie dostarczyla autorce watku dodatkowych argumentow na to
              ,ze racja jest po jej stronie i lekarze nie sa nic warci.
              Zastanawia mnie jedno - czy pani Ewa oraz inni pacjenci, ktorzy na tym forum
              nawoluja " pakujcie manatki i wyjezdzajcie" naprawde zdaja sobie sprawe jakie
              konskwencje dla nich bedzie mial masowy exodus lekarzy?
    • Gość: dr Ewa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.chello.pl 08.03.06, 14:32
      Szanowna Pani Ewo,
      Przypuszczam, że cierpi Pani na dwie przypadłości: nadmiar wolnego czasu, oraz
      kompleksy wobec lekarzy. W związku z powyższym daje Pani temu wyraz zakładając
      ten wątek.
      Nie znosi Pani lekarzy, bo być może Pani wielkim lecz niezrealizowanym
      marzeniem było studiowanie medycyny, ale zabrakło wiedzy, zdolności,
      samozaparcia i nie wyszło.
      W związku z tym wywołuje Pani dyskusję, którą w zasadzie powinno się olać.
      Pacjenci w Polsce, jak słusznie zauważył, jeden z Kolegów są potwornie
      rozpuszczeni, roszczeniowi i chamscy.
      Należy im się i już. Lekarzy , pielęgniarki i niższy personel traktują jak
      osobistych służących.
      Niestety, sporo w tym naszej winy, bo gdyby jeden z drugim płacił , niezależnie
      od obowiązkowej składki, 40-50 PLN za swędzącą piętę, a do tego na wizytę
      musiał przybyć czysty, punktualnie i niekoniecznie tego samego dnia to
      zachowywałby się inaczej.
      Szkoda, że nie dysponujemy narzędziami, które umożliwiają nam wyrzucenie z
      gabinetu brudasa czy chama, zaś awanturowanie się pacjentów nie jest brane jak
      czynna napaść na pracownika na służbie.Ze wszystkimi sankcjami prawnymi - tj.
      wnioskiem do sądu grodzkiego o ukaranie.
      Szanowna Pani Ewo,
      Zachowanie Pani, Darii i kilku podobnych sprawia, że część niezdecydowanych
      lekarzy podejmie decyzję o emigracji.
      Jesteśmy bardzo dobrze przygotowanymi do pracy fachowcami. Szpitale na całym
      świecie bardzo cenią polskich lekarzy- doceniają nas także finansowo.
      Po co więc za marne grosze szarpać się z takimi jak Pani?
      Za 4-5 lat w polskich szpitalach będą wakaty lub lekarze na poziomie felczerów
      ( to ci przybysze zza wschodniej granicy, którym udało się nostryfikować
      dyplom). A ponieważ ruski czełowiek nie pzwoli sobie na to co Polak, rzesze
      dzisiejszych niezadowolonych będzie czekało grzecznie i cicho w kolejce
      do "wracza".
      Pojawią się też szamani, bioenergoterapeuci i znachorzy.
      A, zapomiałam, zostanie jeszcze garstka polskich lekarzy ( głównie tych
      starszych, którzy z różnych - najczęściej rodzinnych powodów - pozostali w
      Polsce. I oni pootwierają prywatne gabinety. Z tym, że nie za 100 nie za 200
      PLN - stawka będzie znacznie, znacznie wyższa. I Wy chętnie ją zapłacicie w
      obawie o własne zdrowie.
      Czego serdecznie wszystkim życzę.
      • Gość: optymistka Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 83.238.168.* 08.03.06, 14:55
        W związku z tym wywołuje Pani dyskusję, którą w zasadzie powinno się olać.
        > Pacjenci w Polsce, jak słusznie zauważył, jeden z Kolegów są potwornie
        > rozpuszczeni, roszczeniowi i chamscy.
        > Należy im się i już. Lekarzy , pielęgniarki i niższy personel traktują jak
        > osobistych służących.

        Ostatnio jestem zmuszona bardzo często chodzić do lekarzy i z przykrością muszę
        stwierdzić, że w dużej mierze masz rację. Pacjenci pyskują bardzo często a to
        dlatego, że wizyta trwała za krótko, albo za długo, że kiedyś o tej porze byłam
        przyjęta a teraz muszę czekać, że lekarz wyszedł z gabinetu a pacjenci czekają,
        że lekarz decyduje o kolejności przyjęć biorąc pod uwagę stan pacjenów (jak tak
        może, przecież wcześniej się zarejestrowałem). Często, nie chcąc czekać w
        kolejce próbują oszukiwać innych pacjentów i sami robią brzydko mówiąc burdel.
        Nie rozumiem, dlaczego potrafimy czekać na hydraulika dwa dni, albo
        jakiegokolwiek innego rzemieślnika, natomiast nie mamy cierpliwości żeby
        zaczekać u lekarza często tylko dwadzieścia minut.
        • mlody.lekarz Bo hydraulikowi musimy zapłacić... 09.03.06, 04:24
          Gość portalu: optymistka napisał(a):

          > Nie rozumiem, dlaczego potrafimy czekać na hydraulika dwa dni, albo
          > jakiegokolwiek innego rzemieślnika, natomiast nie mamy cierpliwości żeby
          > zaczekać u lekarza często tylko dwadzieścia minut.

          Bo hydraulikowi musimy zapłacić, a lekarz jest za darmo. Dlatego. Ci sami
          pacjenci, jak płacą (idą "prywatnie"), zachowują się inaczej. Wzrasta motywacja
          do leczenia, wzrasta współpraca i szacunek.

          Wykorzystuje się to np. w niektórych kręgach psychoterapeutycznych - pacjentowi
          łatwiej ponieść duży wysiłek, jak musi za niego zapłacić. Bo trudniej mu wtedy
          zrezygnować. Skoro zapłaciłem, to muszę wykorzystać jak najlepiej. Podobnie jest
          z zakupami. Jak kupię coś drogiego, to choćby okazało się, że to największy
          szajs, to i tak będę wychwalać. Bo jakbym nie wychwalał, to znaczy, że po prostu
          dałem ciała i wyrzuciłem pieniądze w błoto. A jak coś dostanę za darmo, np. z
          pomocy społecznej, to narzekam, że mogłoby być mleko 3,2 a nie 2,0%, że mogliby
          dać dwa bochenki zamiast jednego, że te ubrania takie zuzyte, a mogłyby być lepsze.

          Tak niestety jest, bo pacjent to tylko człowiek. Większość ludzi nie szanuje
          tego, co ma za darmo. Gdyby pozwolić im zapłacić, nawet te symboliczne 10
          złotych, to by już mieli więcej szacunku. Dawno zauważono to na zachodzie. W
          Polsce niestety się tego nie widzi. Oczywiście jest pewna garstka takich jak Ty,
          ale jesteście w mniejszości.

          Ja dużo zawdzięczam pewnemu stareńkiemu chirurgowi, do którego się "przylepiłem"
          na stażu z chirurgii. Ponieważ notorycznie się spóźniam, wparowałem kiedyś
          biegiem na oddział spóźniony o ponad godzinę. I wtedy mnie złapał za ramię,
          przytrzymał i - jak zwykle swoim mentorskim tonem - spytał, czy widziałem kiedyś
          profesora, który by biegał po oddziale. Im ktoś wyżej ustawiony, tym wolniej
          chodzi. Podobnie, jeśli pacjent do niego przychodził, to zawsze, dla zasady,
          kazał mu poczekać, choćby symboliczne 5 minut. Do niego zawsze kolejka czekała
          potulnie wychwalając doktora między sobą. I ciągle powtarzał, żeby nie mówić
          mijanemu na korytarzy pacjentowi w moim wieku lub młodszemu "dzień dobry" jako
          pierwszy, tylko wyczekująco popatrzeć na niego. Oczywiście równocześnie trzeba
          sumiennie i dobrze wykonywać swoją pracę. I wiesz, to zabrzmi głupio, ale
          naprawdę pacjenci nabrali do mnie szacunku, kiedy zacząłem wprowadzać te rady w
          życie. :-)

          Trochę tak, jak w dobrej knajpie. Im lepsza restauracja, tym kelner traktuje Cię
          bardziej chłodno i mniej uniżenie. Wręcz wypada zapytać go o radę przy wyborze
          dania i nie popisywać się np. swoją wiedzą o winach, bo Cię od razu sprowadzi do
          parteru.
          • Gość: optymistka Re: Bo hydraulikowi musimy zapłacić... IP: 83.238.168.* 09.03.06, 08:47
            Wykorzystuje się to np. w niektórych kręgach psychoterapeutycznych - pacjentowi
            > łatwiej ponieść duży wysiłek, jak musi za niego zapłacić. Bo trudniej mu wtedy
            > zrezygnować. Skoro zapłaciłem, to muszę wykorzystać jak najlepiej.

            Spotkałam się z taką opinią kilkakrotnie. Mówił o tym kiedyś w wywiadzie także
            Wojciech Eichelberger odpierając zarzut co do oferowanych przez niego cen
            terapii.

            Podobnie, jeśli pacjent do niego przychodził, to zawsze, dla zasady,
            > kazał mu poczekać, choćby symboliczne 5 minut. Do niego zawsze kolejka czekała
            > potulnie wychwalając doktora między sobą. I ciągle powtarzał, żeby nie mówić
            > mijanemu na korytarzy pacjentowi w moim wieku lub młodszemu "dzień dobry" jako
            > pierwszy, tylko wyczekująco popatrzeć na niego. Oczywiście równocześnie trzeba
            > sumiennie i dobrze wykonywać swoją pracę. I wiesz, to zabrzmi głupio, ale
            > naprawdę pacjenci nabrali do mnie szacunku, kiedy zacząłem wprowadzać te rady
            w
            > życie. :-)


            Cieszę się, że "moi" lekarze nie muszą wprowadzać takich zasad w życie :-). Ale
            może dlatego, że wiedzą że mój szacunek do nich zależy zupełnie od czegoś
            innego.
      • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 22:18
        Brawo!!!! nie rozumiem pretensji, najwyrazniej nie przerazliwie cierpiacej
        pacjentki o to, ze czekala...20 minut. sadze, ze pani ewa wiecej czasu spedza w
        sklepie wybierajac podpaski.W zasadzie dr Ewa wyczerpala temat. Ja dodam
        natomiast, iz istotnie, w UK Pani Ewa nie mialaby zadnej szansy dostac sie do
        GP wtedy, kiedy wparowalaby jak burza do przychodni, zas jej doamaganie sie
        wizyty juz i natychmiast skonczyloby sie oskarzeniem o zaklocanie porzadku
        publicznego i kontaktem z...policja. Wtedy Pani Ewa mialaby okazje zetknac sie
        nie z GP, a z Police Surgeon ktory - jesli inkryminowana nadal by sie domagala
        wizyty natychmiast - wezwalby lekarza psychiatrii sadowej. I wyjscia bylyby
        dwa - albo wizyta w sadzie i co najmniej wysoka grzywan, albo radosny pobyt w
        szpitalu psychiatrycznym:)))) A serio owiac- istotnie, co juz zdarzylam na
        sobie przetestowac - czas pczekiwania na wizyte u lekarza pierwszego kontakyt -
        czyli owego GP - wynosi od kilku dni do dwoch tygodni. I nie ma mowy o
        przyjeciu poza umowiona wizyta, poza kolejka etc..... Ale coz, jak rozumiem w
        POlsce pacjent nadal spodziewa sie czeronego dywanu, girland kwiatowych,
        orkiestry i SLUZBY klaniajacej sie w pas niczym w Japonii....
        --
        I Ty mozesz zostac trollem!!!
          • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 23:01
            Dokladnie. Nie subtelnosc, tylko rzeczywistosc. 20 minut, Drogi Panie, to ja
            spedzam wybierajacb w sklepie ineksprymable. A szpital psychiatryczny - tak.
            Gdyby Pani Ewa dopmagala sie wizyty u lekarza pierwszego kontaktu bez umowionej
            wczesniej wizyty i wyrazala oburzenie po raptem 20 minutach oczekiwania zapewne
            zajalby sie nia psychiatra. Jesliby zas zaczela urzadzac awantury w owej
            przychodni, to niechybnie zawezwanoby policje i wyladawalaby w areszcie.
            Wlasnie za zaklocanie spokoju lekarza i toku jego pracy. Coz, normalny kraj,a
            nie polskie piekielko.
            --
            I Ty mozesz zostac trollem!!!
              • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 23:18
                Chyba faktycznie, ajk to napisal travel masz klopoty ze zrozumieniem tekstu
                pisanego. Napisze prosto - tutejszemu pacjentowi nie przyszloby do glowy
                awanturowac sie i oburzac o taka drobnostke jak oczekiwanie 20 minut na porade
                u lekarza. tutejszemu pacjentowi nie postalaby do glowy mysl, aby isc do GP bez
                wczesniej umowionej wizyty. Gdyby tutejszy pacjent zachowywalby sie tak, jak
                poprzedni pacjent, uznanoby ze albo ma problemy zkontrolowaniem swych emocji i
                potrzebuje pomocy psychiatry, albo ze jest to kwestia karna i wymaga
                interwencji policji. Ja tutaj z pacjentami nie mam problemu. Zachowuja sie
                kulturalnie i nawet najgorszy lump pomwizycie mowi 'dziekuje'. slowo nieznane
                wiekszosci polskich pacjentow. A kraj nie jest powalony, ale normalny.
                --
                I Ty mozesz zostac trollem!!!
                  • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 23:34
                    Owszewm, PIsze o tym, czego nie zrobilby pacjent w Anglii w odniesieniu do
                    postaw pacjenta w Polsce. Taka mala analiza socjologiczno-porownawcza, Co do
                    kupy 0 owszem - jesli moj pacjent, no akurat nie w Anglii a w Szkocji, nie
                    zrobi kupy to mnie to interesuje. Jak widze do Ciebie nie jest to w stanie
                    dotrzec, ze lekarza moze interesowac, czy chory zrobi kupe. Ale uwierz,
                    interesuje, tajze interesujue to, czy sika, smarka, meiwa erekcje, jesli to
                    mezczyzna i czy regularnie miesiaczkuje, jesli to kobieta,. Wszystko to sa
                    sprawy fizjologii, wiec czemu nie mialabym wspominac o nich publicznie.
                    Natomiast w Anglii nie ubliza sie lekarzom, co wiecej , sa oni osobami zaufania
                    publicznego. W Anglii, Szkocji, Irlandii i Walii nie zarzuca sie ludziom
                    lapowkarstwa, polowania na duszyczki, nie zachowuje sie po chamsku w stiusunku
                    do otoczenia. Nie robi sie wielu rzeczy, ktore w Polsce sa na porzadku
                    dziennym. Pewnie dlatego zaden z Polskich lekarzy, ktorzy wyjechali, nie mysli
                    o powrocie do piekielka nad Wisla..
                    --
                    I Ty mozesz zostac trollem!!!
                    • gutek1231 Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 23:50
                      draconessa napisała:

                      > Owszewm, PIsze o tym, czego nie zrobilby pacjent w Anglii w odniesieniu do
                      > postaw pacjenta w Polsce. Taka mala analiza socjologiczno-porownawcza, Co do
                      > kupy 0 owszem - jesli moj pacjent, no akurat nie w Anglii a w Szkocji, nie
                      > zrobi kupy to mnie to interesuje. Jak widze do Ciebie nie jest to w stanie
                      > dotrzec, ze lekarza moze interesowac, czy chory zrobi kupe. Ale uwierz,
                      > interesuje, tajze interesujue to, czy sika, smarka, meiwa erekcje, jesli to
                      > mezczyzna i czy regularnie miesiaczkuje, jesli to kobieta,. Wszystko to sa
                      > sprawy fizjologii, wiec czemu nie mialabym wspominac o nich publicznie.
                      > Natomiast w Anglii nie ubliza sie lekarzom, co wiecej , sa oni osobami
                      zaufania
                      >

                      > publicznego.
                      tylko na zaufanie też trzeba zapracować, z racji ukończenia studiów medycznych
                      nikt z góry go nie otrzymuje. A jak mają myśleć o lekarzach polscy pacjenci,
                      jak darzyć zaufaniem skoro są takie niusy jak: łódzkie pogotowie, jak dokonanie
                      operacji / u pietnastoletniego chłopaka/ tętniaka w mózgu i otworzenie nie tej
                      częsći czaszki w której był tętniak? Czy to zachęca do obdarzania zaufaniem?
                      Czy w Anglii, Walii, Szkocji, Irlandii tacy lekarze mogliby wykonywać dalej
                      zawód lekarza?
                      W Anglii, Szkocji, Irlandii i Walii nie zarzuca sie ludziom
                      > lapowkarstwa, polowania na duszyczki, nie zachowuje sie po chamsku w
                      stiusunku
                      > do otoczenia. Nie robi sie wielu rzeczy, ktore w Polsce sa na porzadku
                      > dziennym. Pewnie dlatego zaden z Polskich lekarzy, ktorzy wyjechali, nie
                      mysli
                      > o powrocie do piekielka nad Wisla..


                      --
                      Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.
                      • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 09.03.06, 00:02
                        A sadzisz, ze w innych krajach lekarze nie popelnija bledow? Wiesz, istnieje
                        sluszne powiedzenie, ze @kazdy lekarzyk ma swoj cmentarzyk@ Bledy bywaja, tutaj
                        tak samo jak i wszedzie gdzie indziej. Ich procent i tak w stosunku do
                        skutecznie leczonych i wyleczonych pacjentow jest znikomy. Ale o sukcesach sie
                        nie mowi, natomiast bledy lekarskie sa wdziecznym tematem medialnym. prawda
                        jest taka, ze nieomylnych ludzi nie ma i nei bedzie i bledy beda sie zdarzac
                        zawsze!!! Zwlaszcza w tak ulotnej i szerokiej dziedzinie wiedzy , jaka jest
                        medycyna!!!! Ale mimo to, smiem twierdzic, w Polsce jak i kazdym innym kraju,
                        znakomita wiekszosc lekarzy wypelnia swe obowiazki rzetelnie. Tylko w Polsce
                        ocenia sie innych przez pryzmat jednostkowych przypadkow ( bo nawet i slawetna
                        afera lodzka to przypadek marginalny) ale przez pryzmat owej szrej, rzwetelnei
                        pracujacej wiekszosci. Latwo uogolniac w rodzaju - wszyscy lekarze to konowaly,
                        biora lapowki, mieszkaja w willach, zarabiaja miliardy i czy ktos widzial
                        biednego lekarza??? To czego owe gromady lekarzy szukaja za granica, rzucajac
                        polskie wspaniale posady, swe mercedesy, palace i posiadlosci? Ale nie o to
                        chodzi. widzisz, jest zasadnicza roznica w ukladzie lekarz-pacjent w Polsce i
                        za granica. w polsce znakomita wiekszosc pacjentow idzie do lekarza po piersze
                        jako do konowala z zalozenia. jako do lapowkarza, mordercy w bialym kitlu a
                        przedwe wszytstkim - jako do sluzby. Do sluzacego - cyborga, ktory nie dosc, ze
                        jest zapewne idiota, nieukiem i balwanem, to ma jeszcze za zadanie przed
                        pacjentem odtanczyc kankana, rozwinac czerowny dywanik a przede wszystkim - nie
                        leczycc tak, jak wiedza medyczna nakazuje, ale jak sobie pacjnt zyczy. Nawet,
                        jesli pacjent wygaduje idiotyzmy i rzada rzeczy niemozliwych i bezsensownych.
                        TUtaj uklad jest inny. Pacjent zglasza sie z calym swym zaufaniem do mojej
                        wiedzy medycznej ze swoim problemem, natomiast ja z calym szacunkiem dla
                        pacjenta proponuje myu jak najlesze leczenie. Z zaufaniem, iz ow pacjent bedzie
                        sie stosowal co do joty do moich zalecen.
                        --
                        I Ty mozesz zostac trollem!!!
                        • Gość: abcd Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 01:19
                          Lekarze emigranci wychwalaja swoich nowych pacjentow, w porownaniu do ktorych
                          polski pacjent jest be. A polski pacjent nie ma jak sie bronic, nie wie jak
                          wyglada sluzba zdrowia za granica. Wszystko co powyzej na temat zachowania
                          pacjentow to zgoda, ale dodam, ze na przyklad w Angli:
                          1. Lekarze zawsze odpowiedza na kazde pytanie pacjenta, a nawet upewniaja sie,
                          ze pacjent wszystko zrozumial i nie ma wiecej pytan.
                          2. Podczas kazdej wizyty przy lozku pacjenta jest on informowany o aktualnym
                          stanie zdrowia, leczeniu, planach leczenia, wszystko jest dokladnie tlumaczone
                          w jezyku zrozumialym dla pacjenta. Zdanie pacjenta jest brane powaznie pod
                          uwage.
                          3. Lekarze nie zachowuja sie jak bogowie majacy wladze nad pacjentem i jego
                          leczeniam, ale traktuja go jak wspolpracownika. Pacjent jest w szpitalu
                          najwazniejszy.
                          4. Zawsze pytaja sie pacjenta o zgode przed wykonaniem jakiegokolwiek zabiegu,
                          a nawet zwyklego zbadania.
                          5. W szpitalau przy kazdym lozku sa zaslonki, ktore zawsze zasuwa sie podczas
                          kazdego badania, a nawet rozmowy - krepujacym jest dla nas rozebrac sie do
                          badania przy innych pacjentach.
                          5. Lekarze nigdy nie warcza na pacjentow, sa bardzo mili, usmiechaja sie :)
                          6. Podczas wizyty lekarze tez mowia do pacjentow "dziekuje"

                          Ale nie wiem co bylo w Polsce pierwsze: kura, czy jajo. Czy moze ogolnie inna
                          kultura?
                          • draconessa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 09.03.06, 09:36
                            abcd, odpowiem Ci tak:


                            > 1. Lekarze zawsze odpowiedza na kazde pytanie pacjenta, a nawet upewniaja
                            sie,
                            > ze pacjent wszystko zrozumial i nie ma wiecej pytan.

                            Odpowiadalam na kazde pytanie pacjenta i informowalam, czemu przepisuje lek
                            taki a taki w tej i tej dawce. Czesc pacjentow wspolpracowala, pytala,
                            sluchala. Ale byla tez i spora czesc, ktorej to wisialo rowno, co ja mowie, bo
                            i tak potem zmieniali leczenie wg swego widzimisie albow ogole ich nie
                            obchodzilo, co biora.@ co mi tu pani tlumaczy, mnie to nie interesuje'
                            powiedziala mi pacjentka. Czesc z chorych byla tak zainteresowana swym
                            leczeniem, ze kiedy pacjentka zostala zapytana, jakie leki zazywa, odparla
                            raodsnie:'takie male, biale ,okragle tabletki i na sreberku bylo ich
                            dziesiec';))) wiec jest roznie. Duza czesc pacjentow tez naczyta sie z
                            przeproszeniem glupot w pismach kolorowych, albo na rozmaitych portalach, w
                            dodatku wyciagnei z tego opaczne calkiem wnioski, polowy nie zrozumie, ale nie
                            da sobie za Chiny Ludowe z Tajwanem przetlumaczyc, ze jest inaczej. Oni wiedza
                            lepiej od @konowala@!!!! Tak wiec jest z tym roznie. Calkiem dobra wspolpraca (
                            slusznie zauwazasz potrzebe wspolpracy obydwu stron, to jest podstawa
                            powodzenia w leczeniu) ale czasem tej wspolpracy nei ma wcale i to bynajmniej
                            nie z winy lekarza. Inna sprawa - za granica lekarz moze wiecej czasu poswiecic
                            pacjentowi - pacjent jest zapisany na okreslona godzine, wiec lekarz moze
                            zaplanowac swoj czas i wie, ile czasu moze poswieci na wizyte. Kiedy pracowalam
                            w Polsce, w mojej przychodni nei bylo zapiswo, pacjenci przychodzili, kiedy
                            chcieli ( 75% wizyt bylo bez sensu - na zasadzie : przechodzialm obok to
                            wpadlam przy okazji i tutaj) w rezultacie na pacjenta mialam czasem mniej niz
                            10 minut. Rekord przyjec? W okresie grypowym 96chorych. W 10 godzin. Sila
                            rzeczy dyskusje musialam ograniczac do niezbednego minimum, bo w zyciu bym do
                            domu nie wrocila.
                            > 2. Podczas kazdej wizyty przy lozku pacjenta jest on informowany o aktualnym
                            > stanie zdrowia, leczeniu, planach leczenia, wszystko jest dokladnie
                            tlumaczone
                            > w jezyku zrozumialym dla pacjenta. Zdanie pacjenta jest brane powaznie pod
                            > uwage.
                            nie, nie w czasie kazdej. W czasie pierwszej jest on informowany w ogolnych
                            zarysach. W czasie nastepnych nie zawsze i niekoniecznie. Czasem wizyta przy
                            owym lozku ogranicza sie do szybkiego przylozenia sluchawki, jesli nei ma
                            istotnych zmian w stanie chorego. Dodatkowo, tutaj pacjent nie ma 'swojego'
                            lekarza - lekarze pracuja w zespolach - dwoch mlodszych, specjalista ( ktory
                            nie zawsze i nie kazdego chorego oglada, ale to on decyduje o leczeniu i
                            wreszcie konsultant, ktory wszystko nadzoruje, a chorych oglada raz , dwa razy
                            w tygodniu - i sa to bardzo krotkie wizyty.
                            > 3. Lekarze nie zachowuja sie jak bogowie majacy wladze nad pacjentem i jego
                            > leczeniam, ale traktuja go jak wspolpracownika. Pacjent jest w szpitalu
                            > najwazniejszy.
                            Pacjent jest zawsze najwazniejszy. Tylko, ze pacjent musi zrozumiec, ze lekarz
                            ma pod swoja opieka nie tylko tego jednego, jedynego chorego ale i wielu
                            innych. I ze musi sie nimi wszystkimi tak samo zajac.I z tego, ze praca lekarza
                            nie odbywa sie tylko przy lozku chorego, ale przede wszystkim poza nim. jest to
                            planowanie badan, konsultacji, interpretacja tychze, planowanie
                            leczenia....jest wiele waznych spraw , ktore odbywaja sie poza lozkiem pacjenta.
                            > 4. Zawsze pytaja sie pacjenta o zgode przed wykonaniem jakiegokolwiek
                            zabiegu,
                            > a nawet zwyklego zbadania.
                            To prawda. Jest taki zwyczaj, natomiast pacjenci z reguly z zaufaniem poddaja
                            sie owym badaniom.
                            > 5. W szpitalau przy kazdym lozku sa zaslonki, ktore zawsze zasuwa sie podczas
                            > kazdego badania, a nawet rozmowy - krepujacym jest dla nas rozebrac sie do
                            > badania przy innych pacjentach.
                            To prawda i szkoda , ze nie ma tego w Polsce. natomiast inna rzecz - pacjenci
                            nie leza w salach, tylko oddzial dany to jest jedna wielka hala, czesto 30-40
                            lozkowa.
                            > 5. Lekarze nigdy nie warcza na pacjentow, sa bardzo mili, usmiechaja sie :)
                            Polscy lekarze tez nie warcza, bo to nie sa psy. JA tez sie zawsze usmiechalam,
                            ale nie zauwazylam, aby przez to pacjenci byli w stosunku do mnie grzeczniejsi.
                            > 6. Podczas wizyty lekarze tez mowia do pacjentow "dziekuje"
                            Milo by bylo, gdyby polscy pacjenci tez mowili' dziekuje', a przede
                            wszystkim 'dzien dobry' i 'do widzenia'. I nie wchodzili do gabinetu bez
                            pukania, niczym do obory. A to bylo w mojej przychodni nagminne. Zastanow sie,
                            jak czul sie rozebrany do polowy pacjent, kiedy w trakcie jego badania do
                            gabinetu wpadal doslownie inny pacjent a pozostali na korytarzu jeszcze
                            zagladali mu ciekawie przez ramie , kto jest w gabinecie i coz sie tam
                            intrygujacego dzieje????
                            >
                            > Ale nie wiem co bylo w Polsce pierwsze: kura, czy jajo. Czy moze ogolnie inna
                            > kultura?
                            Tak, w Polsce jest inna kultura. A raczej - brak kultury.
                            >


                            --
                            I Ty mozesz zostac trollem!!!
                          • Gość: doc Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.salbis.net 09.03.06, 19:48
                            1. Lekarze zawsze odpowiedza na kazde pytanie pacjenta, a nawet upewniaja sie,
                            > ze pacjent wszystko zrozumial i nie ma wiecej pytan.

                            W Polsce w miarę czasu (którego jest mniej) też.

                            > 2. Podczas kazdej wizyty przy lozku pacjenta jest on informowany o aktualnym
                            > stanie zdrowia, leczeniu, planach leczenia, wszystko jest dokladnie tlumaczone
                            > w jezyku zrozumialym dla pacjenta. Zdanie pacjenta jest brane powaznie pod
                            > uwage.

                            Też tak się robi.

                            > 3. Lekarze nie zachowuja sie jak bogowie majacy wladze nad pacjentem i jego
                            > leczeniam, ale traktuja go jak wspolpracownika. Pacjent jest w szpitalu
                            > najwazniejszy.

                            Jakbym widział polskie szpitale.

                            > 4. Zawsze pytaja sie pacjenta o zgode przed wykonaniem jakiegokolwiek
                            zabiegu,
                            > a nawet zwyklego zbadania.

                            Przepisy wymagają tego także w Polsce. I tak się dzieje.

                            > 5. W szpitalau przy kazdym lozku sa zaslonki, ktore zawsze zasuwa sie podczas
                            > kazdego badania, a nawet rozmowy - krepujacym jest dla nas rozebrac sie do
                            > badania przy innych pacjentach.

                            Fakt, zasłonki są albo nie ma.

                            > 5. Lekarze nigdy nie warcza na pacjentow, sa bardzo mili, usmiechaja sie :)
                            Nie wierzę że zawsze.

                            > 6. Podczas wizyty lekarze tez mowia do pacjentow "dziekuje"
                            W Polsce też


                            > Ale nie wiem co bylo w Polsce pierwsze: kura, czy jajo. Czy moze ogolnie inna
                            > kultura?

                            Tak, kultura brytyjska jest inna niż nasza. Podobnie jak np. kultura Tutsi czy
                            kultura Azteków.

                        • Gość: Daria Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 02:46
                          W jednej z Nowojorskich aptek mam zaprzyjazniona Lekarke /w polskich aptekach
                          pracuja lekarze z Polski a nie farmaceuci/. Kiedys rozmawialysmy sobie o
                          narzekajacych lekarzach z Polski. Pani Diktor byla na was oburzona.
                          Powiedziala "pracowalam wiele lat w Polsce, nigdy zle nie zarabialam. oni tam
                          sa przyzwyczajeni marudzic i narzekac wiecznie a ja nigdy nie zauwazylam by
                          lekarzom zle sie wiodlo" To mowi jedna z was i ja Jej wierze bo z moich
                          obserwacji wsrod znajomych lekarzy wynika to samo.
                      • Gość: dr Ewa Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: *.chello.pl 09.03.06, 12:22
                        To dlaczego leczycie się Państwo u lekarzy, do których nie macie zaufania?
                        Jest wolny wybór lekarza ( vide Karta Praw Pacjenta - dostępna m.in. w
                        internecie).
                        Ja - gdy jestem niezadowolona np. z fryzjera zmieniam fachowca. Ostatnio
                        zmieniłam szkołę mojemu dziecku bo miałam zastrzeżenia.
                        Po jakiego czorta trzymać się złych lekarzy??????????????????????????????????
                        Naganne zachowanie pracowników łódzkiego pogotowia to nie zachowanie całego
                        środowiska lekarskiego!!!!!!!!!!!!
                        Mogę tu przytoczyć tysiące zachowań zgoła odmiennych, których Pani już nie
                        dostrzega - no bo była przecież "Łódź".
                        Na marginesie- na naganna postawa, która powinna być z całą surowością ukarana-
                        wyniła m.in. z upokarzająco niskich pensji. Mam nadzieję, że właściwie
                        zinterpretuje Pani moją wypowiedź.
                        Chętnie porównuje Pani naszą pracę do pracy kolegów z Anglii,Szkocji czy
                        Szwecji. Porównajmy zatem i warunki pracy i ilość dyżurów ( zmęczenie) i
                        zachowanie pacjentów wobec nas ( vide liczne posty) i zarobki. ( Zarobki na
                        końcu - uprzejmie proszę to zauważyć).
                        Lekarz nie padający na pysk ze zmęczenia , nie obarczony papierkową robotą
                        będzie miał więcej empatii i siły aby rozmawiać z chorym i jego rodziną.
                    • travel_wawa Droga draconesso... 08.03.06, 23:57
                      Gosc to typowy przedstawiciel roszczeniowo nastawionego polskiego społeczeństwa.
                      On uważa, że lekarz powinien być na gwizdek. Natychmiast, na klaśnięcie.
                      Spotkałem sie osobiście z przypadkiem wtargnięcia człowieka do gabinetu w
                      trakcie wizyty z uwagą, że on juz za długo czeka i że za długo badam Pacjenta.
                      na moje pytanie, czy mam przerwać to, co robię, odpowiedział, że "jak ta Pani
                      ma tyle mi do opowdania, to niech się zapiszę na druga wizytę. Takie mamy
                      niestety społeczeństwo i pracując w Polsce musimy liczyć się z takimi
                      sytuacjami, musimy też w taki sposób na nie reagować, żeby nie złożono na nas
                      skargi, bo zasze z takiej trzeba sie pisemnie tłumaczyć.

                      Ale w tym kraju ludzie wygłaszają rożne poglądy. Jedni tęsknią za PRL, bo wtedy
                      lekarzom odmawiano paszportu (chba, że spłacili studia) innym zaś śni się
                      niewymienialna złotówka (bo wtedy nakręciłby się popyt wewnętrzny i każdą
                      wyprodukowana w kraju tandeta znalazłaby nabywcę).
                      Ale sa też mądrzy ludzie, wykształceni i aktywni, którzy maja tego dosyć
                      i..korzystają z prawa do swobodnego poruszania się po UE.

                      Na szczęście je posiadamy i posiadać będziemy.

                      A Tobie gratuluje i zazdroszczę sukcesów i satysfakcji z wykonywanego zawodu.
                      Może w Polsce kiedyś doczekamy się szacunku i godziwych honorariów lekarskich.
                      --
                      "Dokąd prowadzicie rozpaleni wesołkowie,
                      Rumiane baby, chłopi pijani w siwy dym..."
                      • draconessa Re: Droga draconesso... 09.03.06, 00:10
                        Travel;))) Wiem , co mowisz bo i ja w Polsce takie wtargniecia pacjentow do
                        gabinetu przerabialam:))) jedno z nich w momencie, kiedy akurat osluchiwalam
                        pacjentke - mloda, ladna dziewczyne. Pacjent wlazl, stanac w drzwiach i zaczal
                        sie gapic na panne. NIe wyobrazasz sobie, jak sie wkurzylam!!! A co ciekawe,
                        pacjent ow nie widzial nic niewlasciwego w swym zachowaniu:))))) Zas wlazenie
                        dop gabinetu w trakcie wizyty, bo'co to dla pani wypisac recepte@ juz i teraz ,
                        w trakcie, jak przyjmuje innego pacjenta, to byla norma!!! LAcznie z zadaniami
                        wszelkich mozliwych badam lacznie z NMR, CT glowy i PET ( bo pacjent
                        przeczytal, iz cos takiego istnieje) zupelnie bez zadnych po temu podstaw:))))
                        Bo co to dla pani jest wypisac skierowanie:)))) Na szczescie juz sie moge z
                        tego smiac.... Co do Polski...bardzo by dobrze bylo, gdyby lekarze w naszym
                        kraju wreszcie pracowali w godziwych warunkach, za sensowne pieniadze... Byloby
                        to wspaniale!!!!! I zycze wszystkim moim kolezankom i Kolegom aby sie to
                        spelnilo!!!! ale wiesz, ja jestem co do tego pesymistka...:(((( Chyba nie w tym
                        stuleciu:((((
                        Za gratulacje dziekuje....Nie wiem, czy osiagnelam sukces, moze nie, ale
                        wreszcie zyje i pracuje normalnie:)))
                        --
                        I Ty mozesz zostac trollem!!!
                        • travel_wawa Re: Droga draconesso... 09.03.06, 00:25
                          I żebyśmy jeszcze mieli odpowiedni, że tak to ujmę, serwis.
                          To ja muszę sam kserować druki skierowań.
                          Kiedyś na polecenie szefa musiałem ...dorabiać kilkadziesiąt kompletów kluczy
                          do pokojów lekarskich, bo wpadł na taki pomysł. Nikt inny nie mógł się tym
                          zająć, tylko lekarz.

                          Młodzi lekarze zajmuja się puszczaniem slajdów na konferencjach, noszeniem
                          telewizorów, wożeniem VIPów, wypełnianiem całej masy papierów, pisaniem podań o
                          rzeczy oczywiste...przynieś, podaj, pozamiataj, załatw. I cały czas słysząc,
                          jaki to zaszczyt go kopnął. I tego moi młodzi koledzy maja coraz częściej dosyć.
                          Z jednej strony pracy na wolontariatach i za darmoche po godzinach byleby tylko
                          dostąpic łaski robienia specjalizacji, z drugiej coraz bardziej wrogi stosunek
                          społeczeństwa wrzeszczącego, że wszystko się należy NATYCHMIAST.

                          Tylko w miarę samodzielne stanowisko pracy daje możliwość funkcjonowania w
                          sposób choćby ocierający się o ideał. Ale to sie odbywa straszliwym kosztem.
                          Praca w wymiarze ok 70 godzin tygodniowo, nielegalne wychodzenie po dyzurze do
                          domu (mimo, ze z wyprzedzeniem nie prowadze na dni po dyzurach zapisow). Czasem
                          wydaje mi sie, ze moje dzieci placa zbyt wysoka cene za moja prace w zawodzie
                          lekarza w kraju. Czesto zaluje, ze nie wyjechalem. Troche żal tylu lat pracy na
                          w miarę przyzwoitą opinię.

                          Ale młodym ludziom sie nie dziwię.
                          Życzę Ci powodzenia w pracy w innym rejonie Unii Europejskiej:)
                          • draconessa Re: Droga draconesso... 09.03.06, 09:40
                            TAk, lekarz w Polsce jest od wszystkiego, tylko nie od leczenia. Widzisz,
                            wlasnie to, plus stosunek spoleczenstwa sprawily, ze wyjechalam i..nie zaluje.
                            Pracuje sobie w ciekawej, neitypowej dzialce medycyny i wreszcie moge zyc na
                            przyzwoitym poziomie.
                            Dzieki za zyczenia, travel;))))
                            --
                            I Ty mozesz zostac trollem!!!
                            • Gość: Daria Re: Droga draconesso... IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 10:10
                              Re: Droga draconesso...
                              Autor: draconessa
                              Data: 09.03.06, 09:40 + dodaj do ulubionych wątków

                              skasujcie post

                              + odpowiedz

                              --------------------------------------------------------------------------------
                              TAk, lekarz w Polsce jest od wszystkiego, tylko nie od leczenia. Widzisz,
                              wlasnie to, plus stosunek spoleczenstwa sprawily, ze wyjechalam i..nie zaluje.
                              Pracuje sobie w ciekawej, neitypowej dzialce medycyny i wreszcie moge zyc na
                              przyzwoitym poziomie.
                              Dzieki za zyczenia, travel;))))
                              --
                              I Ty mozesz zostac trollem!!!
                              -------------------------------------------------------------------------

                              No i nikt po tobie w Polsce nie placze. Masz ten prezent od polskiego
                              spoleczenstwa ktore ufundowalo ci wyksztalcenie a ty nan tak jedziesz. Ten
                              narod "chamski i glupi" cie wyksztalcil tak jak wszystkich twoich kolegow.

                              • slav_ Re: Droga draconesso... 09.03.06, 10:26
                                Draconessa nic nie jest winna "polskiemu społeczeństwu" ktore jest na tyle
                                głupie że pozbywa się wartościowych (i pod wzgledem fachowości i pod względem
                                ludzkim) osób. I nie tylko pieniądze sa motywem (powiedziałbym że nawet nie są
                                głownym).
                                Nie płacze ? Być może - bo jest zbyt głupie by widzieć własną głupotę.
                                I zbyt krotkowzroczne by myslec co będzie jutro. Ważne że dzis jest z siebie
                                "dumne" - wystarczy poczytac komentarze "a jedżcie sobie, nie trzeba nam was,
                                łapowkarze i konowały". To głupia postawa. Ale każdy ma prawo do własnej glupoty
                                z tym że musi sie liczyc że sam poniesie jej konsekwencje.
                                Kiedyś, komuś, być może zabraknie Drakonessy - która gdyby była uratowała by mu
                                zdrowie czy życie.
                                • Gość: Daria Re: Droga draconesso... IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 10:57
                                  Dobrze by bylo oczyscic sluzbe zdrowia z ludzi niezadowolonych marudnych, ludzi
                                  z depresja i problemami. Tacy nigdy nie beda dobrze pracowali. Ja podkreslam
                                  jeszcze raz, ze lekarzy darze ogromnym szacunkiem i podziwem. Uwazam, ze
                                  powinni natychmiast dostac znaczaca podwyzke ale ludzie odpowiedni z duza
                                  wiedza i kultura osobista. Ci inni niech lepiej wyjada w mysl zasady, ze z
                                  niewolnika nie ma robotnika. Nawzajem nie bedziemy po sobie plakali.
                                  • slav_ Re: Droga draconesso... 09.03.06, 11:12
                                    >Dobrze by bylo oczyscic sluzbe zdrowia z ludzi niezadowolonych marudnych, ludzi
                                    >z depresja i problemami.

                                    Jak, jak ? Jakiś pomysł ?

                                    > powinni natychmiast dostac znaczaca podwyzke ale ludzie odpowiedni z duza
                                    > wiedza i kultura osobista.

                                    Kto ma orzekać czy kultura osobista jest wystarczająca do podwyzki ?

                                    >Ci inni niech lepiej wyjada w mysl zasady, ze z
                                    > niewolnika nie ma robotnika. Nawzajem nie bedziemy po sobie plakali.

                                    A jesli NIE ZECHCĄ ? Jakoś tak sie składa że umiejętnośc "urządzenia sie w
                                    życiu" często jest odwrotnie proporcjonajna do kultury osobistej (powiedzial bym
                                    nawet że wspólczesne "wzorce kulturowe" - cuzdyslów nieprzpadkowy - taka postawę
                                    promują).
                              • Gość: doc Re: Droga draconesso... IP: *.centertel.pl 10.03.06, 10:29
                                >No i nikt po tobie w Polsce nie placze.
                                Ona też nie płacze po polskich pacjentach.

                                >Masz ten prezent od polskiego
                                >spoleczenstwa ktore ufundowalo ci wyksztalcenie a ty nan tak jedziesz.

                                Ja też zamierzam dołączyć do grona korzystających z tego prezentu.

                                >Ten narod "chamski i glupi" cie wyksztalcil tak jak wszystkich twoich kolegow.

                                Nie wykształciliśmy się sami. A bezpłatne studia to i tak za drogo wobec
                                perspektywy kontaktu z niektórymi polskimi pacjentami, z którymi kontakt
                                powinien skutkować odszkodowaniem dla lekarza.
                    • Gość: Daria Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 09.03.06, 02:38
                      Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci
                      Autor: draconessa
                      Data: 08.03.06, 23:34 + dodaj do ulubionych wątków

                      skasujcie post

                      + odpowiedz

                      --------------------------------------------------------------------------------
                      Owszewm, PIsze o tym, czego nie zrobilby pacjent w Anglii w odniesieniu do
                      postaw pacjenta w Polsce. Taka mala analiza socjologiczno-porownawcza, Co do
                      kupy 0 owszem - jesli moj pacjent, no akurat nie w Anglii a w Szkocji, nie
                      zrobi kupy to mnie to interesuje. Jak widze do Ciebie nie jest to w stanie
                      dotrzec, ze lekarza moze interesowac, czy chory zrobi kupe. Ale uwierz,
                      interesuje, tajze interesujue to, czy sika, smarka, meiwa erekcje, jesli to
                      mezczyzna i czy regularnie miesiaczkuje, jesli to kobieta,. Wszystko to sa
                      sprawy fizjologii, wiec czemu nie mialabym wspominac o nich publicznie.
                      Natomiast w Anglii nie ubliza sie lekarzom, co wiecej , sa oni osobami zaufania
                      publicznego. W Anglii, Szkocji, Irlandii i Walii nie zarzuca sie ludziom
                      lapowkarstwa, polowania na duszyczki, nie zachowuje sie po chamsku w stiusunku
                      do otoczenia. Nie robi sie wielu rzeczy, ktore w Polsce sa na porzadku
                      dziennym. Pewnie dlatego zaden z Polskich lekarzy, ktorzy wyjechali, nie mysli
                      o powrocie do piekielka nad Wisla..
                      --
                      I Ty mozesz zostac trollem!!!
                      ----------------------------------------------------------------------------

                      W Stanach Zjednoczonych podobnie jak w Anglii lekarze zachowuja sie z godnoscia
                      i sumiennie wykonuja swoja prace. Nie powazyli by sie gadac pry pacjencie przez
                      telefon, patrzec wilkiem na pacjenta, czy chociazby wyjac siusiu w trakcie
                      przyjec. Gdyby w Stanach lekarze zachowywali sie w trakcie swojej pracy tak jak
                      w Polsce /od spoznien notorycznych poczawszy/ Amerykanie zrownali by ich z
                      blotem. Bzdura jest, ze wezwana policja aresztuje pacjenta, no chyba, ze
                      rozwala poradnie. Na grzecznej rozmowie sie skonczy. Za to pacjent moze zadac
                      odszkodowania i pozwac lekarza do sadu juz za lekcewazacy stosunek itd. Nie
                      wypisuj pie.. nie ompromituj sie bo pelno Polakow przebywa za granica i
                      orientuje sie jak jest. Ty tam pewnie siedzisz cicho jak mysz pod miotla i
                      smarujesz dupe miodem kazdemu Angolowi bo kilka skarg na ciebie i wylecisz z
                      hukiem.

                      • maga_luisa Dario, 09.03.06, 10:23
                        Dario, ten czerwony kosz obok "odpowiedz" służy do zgłaszania postów
                        naruszających netykietę. Jeśli chcesz odpowiedzieć, klikasz po prostu
                        na "Odpowiedz". To raz.
                        A dwa, zgadzam się z Tobą w 100 %. Wyjście na siusiu w trakcie przyjęć jest
                        oburzające. To dowodzi, jak beznadziejny jest poziom polskich lekarzy.
                    • seniorita15 Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 09.03.06, 20:40
                      Draconessa ma racje.W Szwecji jest podobnie.Nawet pijak w Izbie
                      Przyjec,przeprasza,ze przysporzyl swoja osoba klopotu.No i musi za te wizyte
                      oczywiscie zaplacic.Bo w opiekunczej Szwecji pomimo ubezpiecznia ,za wizyte u
                      lekarza sie placi.Wizyta w Izbie Przyjec kosztuje 250 koron,czyli 100
                      zlotych.Czesto pacjenci czekaja po kilka godzin zanim lekarz bedzie mial czas
                      ich obejrzec.Wypadki sa traktowane inaczej.Do lekarza rodzinnego czeka sie od
                      kilku dni do 2 tygodni.Pielegniarka udziela porad telefonicznych.Ja do tej pory
                      nie mam swojego lekarza z powodu ich braku.I dla takich jak ja-bez przydzialu,
                      jest jedno wielkie ambulatorium,gdzie najczesciej przyjmuja zmieniajacy sie
                      stazysci.Na szczescie sama moge sobie recepte wypisac.
                  • gutek1231 Re: Kochani lekarze jestescie miliony warci 08.03.06, 23:39
                    Nie ja Was nazwałam SŁUŻBĄ ZDROWIA! niejakiemu barnabie zabrakło argumentów
                    merytotrznych do mojego postu więc "huzia na Józia". Smutne, bo przecież ma się
                    za osobę mądrą, wykształconą, uważa, że należy mu się wynagrodzenie takie jak w
                    krajach lepiej rozwiniętych a w efekcie wyłazi oblicze prymitywa. I to Państwo
                    Lekarze jeden z Was! Oj, nie trzeba daleko szukać.
                    --
                    Bardzo niewielu posiada klucz do serca kobiety, pozostali obywają się wytrychem.