Dodaj do ulubionych

Emigracja.

IP: *.metronet.pl 04.01.03, 13:54
Zdaje sobie sprawe, ze jedynie emigracja może poprawic egzystencje lekarza.
Mam prosbę do lekarzy pracujących poza Polska o podzielenie sie swoimi
przemysleniami. Kedy najlepiej wyjechac: bezposrednio po studiach?
Po stazu? Moze lepiej zrobic w Polsce specjalizacje? Po jakiech
specjalizacjach najlatwiej znalezc prace w zawodzie?
W jakim wieku najlatwiej sie zaadoptowac do nowego srodowiska: 25-30, 30-
40lat? Pozniejszy wiek juz chyba dyskwalifikuje do zmian.

Pozdrawiam.
Abel
Edytor zaawansowany
  • Gość: Doki IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 05.01.03, 09:05
    Gość portalu: Abel napisał(a):

    > Zdaje sobie sprawe, ze jedynie emigracja może poprawic egzystencje lekarza.

    Mysle, ze nie masz racji. Tak ostatnio o tym dyskutowalismy i wyszlo, ze nie potrafie wsrod naszych znajomych wskazac lekarza, ktory by sie jakos nie urzadzil i narzekajacych na swoj los tez nie ma. Tylko ze trzeba wziac sie do roboty, niestety. Nie na posadce, tylko prywatnie.

    Kedy najlepiej wyjechac: bezposrednio po studiach?
    > Po stazu? Moze lepiej zrobic w Polsce specjalizacje? Po jakiech
    > specjalizacjach najlatwiej znalezc prace w zawodzie?
    > W jakim wieku najlatwiej sie zaadoptowac do nowego srodowiska: 25-30, 30-
    > 40lat? Pozniejszy wiek juz chyba dyskwalifikuje do zmian.

    To chyba zalezy do jakiego kraju. Generalnie mysle, ze im wczesniej, tym lepiej, bo masz wiecej czasu na adaptacje na nowym miejscu, zanim otworzysz praktyke, mozesz posnac system i dac sie w nim poznac, no i nie jestes obciazony rodzina. Specjalizacja: po prostu ta, w ktorej jestes naprawde dobry. Jako przybysz, musisz udowodnic, ze jestes lepszy od miejscowych, by chcieli w ogole z Toba gadac.
    Ale powtorze, emigracja to nie jest jedyny sposob. Z doswiadczenia wiem, ze nie jest to tez sposob najlatwiejszy. Swojej decyzji o emigracji nie zaluje, udalo mi sie urzadzic i jestem zadowolony, ale to bylo w troche innych czasach. Dzisiaj- nie wiem, czybym sie zdecydowal, chociaz wyjechac na pewno latwiej, ale za to szanse w Polsce tez sa wieksze.
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 05.01.03, 12:36
    Gość portalu: Doki napisał(a):

    > Mysle, ze nie masz racji. Tak ostatnio o tym dyskutowalismy i wyszlo, ze nie
    po
    > trafie wsrod naszych znajomych wskazac lekarza, ktory by sie jakos nie
    urzadzil
    > i narzekajacych na swoj los tez nie ma. Tylko ze trzeba wziac sie do roboty,
    n
    > iestety. Nie na posadce, tylko prywatnie.

    Widac ze nie mieszkasz w Polsce, bo tutaj wsrod lekarzy slychac tylko
    narzekania na los. A co do praktyki prywatnej to niestety nie kazdy moze osbie
    na to pozwolic. JA niestety jestem dopiero na stazu podyplomowym, wiec
    jakiekolwiek myslenie o prywatnej praktyce musze odlozyc do czasu gdy bede mial
    specjalizacje. Ale jedyna dla mnie mozliwoscia specjalizowania sie jest
    rezydentura, gdzie na niektore specjalnosci jest nawet kilku kandydatow na
    miejsce. O mozliwosci etatu nawet nie mysle, bo jest ich niewiele i wiekszosc
    pewnie juz "zarezerwowana" (u mnie w miescie w ciagu ostatnich 4 lat przyjeto
    tylko 1 osobe na etat).


    > To chyba zalezy do jakiego kraju. Generalnie mysle, ze im wczesniej, tym
    lepiej
    > , bo masz wiecej czasu na adaptacje na nowym miejscu, zanim otworzysz
    praktyke,
    > mozesz posnac system i dac sie w nim poznac, no i nie jestes obciazony
    rodzina
    > . Specjalizacja: po prostu ta, w ktorej jestes naprawde dobry. Jako przybysz,
    m
    > usisz udowodnic, ze jestes lepszy od miejscowych, by chcieli w ogole z Toba
    gad
    > ac.
    > Ale powtorze, emigracja to nie jest jedyny sposob. Z doswiadczenia wiem, ze
    nie
    > jest to tez sposob najlatwiejszy. Swojej decyzji o emigracji nie zaluje,
    udalo
    > mi sie urzadzic i jestem zadowolony, ale to bylo w troche innych czasach.
    Dzis
    > iaj- nie wiem, czybym sie zdecydowal, chociaz wyjechac na pewno latwiej, ale
    za
    > to szanse w Polsce tez sa wieksze.

    Oj cos slabo orientujesz sie w sytuacji Ochrony Zdrowia w Polsce. Nie bardzo
    wiem jak maja wygladac te wieksze szanse w Polsce w sytuacji gdy szpitale sa
    tak zadluzone ze powoli przestaja wyplacac pensje w terminie, kasy chorych
    obcinaja pieniadze na swiadczenia medyczne, za ktore i tak juz placily ponizej
    ich kosztow, nawet wywalczone w sadzie podwyzki plac nie maja praktycznie szans
    realizacji bo doprowadzilyby do ruiny szpitale, a zaklady POZ nie podisuja umow
    z Kasami bo bardziej oplaca im sie zamknac dzialalnosc niz leczyc za
    zaproponowane stawki. Cos z twojej dzialki: w poprzednim roku lubelska KCH za
    planowe znieczulenie do operacji placila 15 zl. w tym obnizyla ta stawke do 7
    zl. Dalbys rade zmiescic sie w kosztach nie obnizajac jakosci uslug? tym
    bardziej ze praktycznie wszystkie leki i sprzet trzeba sprowadzac z zagranicy
    po takich samych cenach jak placa kraje zachodnie (a jak pokazuje niedawny
    przyklad bodajze sevofluranu nawet drozej)

    Polska Ochrona Zdrowia pada ten proces sie juz rozpoczal i zaczyna toczyc sie
    jak lawina porywajac kolejne szpitale, NZOZY i takze lekarzy prywatnych
    (przynajmniej tych co mieli umowy z KCH). Zgadzam sie z autorem watku ze jedyna
    szansa dla lekarzy w Polsce jest emigracja. Przynajmniej dla tych mlodych, nie
    majacych jeszcze ograniczen typu rodzina, znajacych dobrze jezyki obce.
    Rozmawialem niedawno o tej kwestii z innymi stazystami i sporo ponad polowa z
    nich stwierdzila ze gdyby miala mozliwosc wyjazdu na Zachod nie zastanawiala by
    sie nawet chwili.

    Niesety podstawowym wymogiem wyjazdu jest posiadanie specjalizacji, co powoduje
    ze kolo sie zamyka :(. Ale na szczescie nie przekresla to calkowicie szans.

    Wiec dolaczam sie do apelu autora watku, jesli ktos moze napisac jakie sa
    szanse wyjazdu dla lekarzy zaraz po studiach i jesli kots moglby powiedziec jak
    to zalatwiac, my mlodzi lekarze bardzo prosimy o pomoc :)
  • Gość: Doki IP: *.212-200-80.adsl.skynet.be 05.01.03, 20:35
    Gość portalu: jurek napisał(a):

    > Widac ze nie mieszkasz w Polsce, bo tutaj wsrod lekarzy slychac tylko
    > narzekania na los.

    To jeszcze o niczym nie swiadczy. Rolnicy tez narzekaja, i tez czesto bez powodu. Ale to inna para kaloszy. Mowie to, co widze: wsrod moich znajomych w Polsce tez slysze narzekania, ale jakos zaden z glodu nie umiera, mieszkania jakos jednak kupuja, na wakacje jezdza, a niektorzy sa lepiej ustawieni niz ja na tym calym zachodzie.

    A co do praktyki prywatnej to niestety nie kazdy moze osbie
    > na to pozwolic. JA niestety jestem dopiero na stazu podyplomowym, wiec
    > jakiekolwiek myslenie o prywatnej praktyce musze odlozyc do czasu gdy bede mial
    > specjalizacje.

    No tak. A co w tym nadzwyczajnego? Wszedzie tak jest.

    Ale jedyna dla mnie mozliwoscia specjalizowania sie jest
    > rezydentura, gdzie na niektore specjalnosci jest nawet kilku kandydatow na
    > miejsce. O mozliwosci etatu nawet nie mysle, bo jest ich niewiele i wiekszosc
    > pewnie juz "zarezerwowana" (u mnie w miescie w ciagu ostatnich 4 lat przyjeto
    > tylko 1 osobe na etat).

    No i znowu to samo, co wszedzi. Pokaz najpierw, ze jestes dobry, to dostaniesz miejsce. Choc zgadzam sie, ze uznaniowosc kryteriow w Polsce bywa baardzo bolesna (czego sam doswiadczylem. Z drugiej strony tu w Belgii odmowiono mi kiedys dawno miejsca specjalizacyjnego z powodu narodowosci. I powiedziano mi to explicite.).

    > Oj cos slabo orientujesz sie w sytuacji Ochrony Zdrowia w Polsce. Nie bardzo
    > wiem jak maja wygladac te wieksze szanse w Polsce w sytuacji gdy szpitale sa
    > tak zadluzone ze powoli przestaja wyplacac pensje w terminie

    Nie szpitale beda podstawa Twojego utrzymania.

    , kasy chorych
    > obcinaja pieniadze na swiadczenia medyczne,

    Kas chorych juz nie ma, zreszta i tak nie bylo warto podpisywac z nimi kontraktu.

    Cos z twojej dzialki: w poprzednim roku lubelska KCH za
    > planowe znieczulenie do operacji placila 15 zl. w tym obnizyla ta stawke do 7
    > zl. Dalbys rade zmiescic sie w kosztach nie obnizajac jakosci uslug?

    Cos z mojej dzialki: kolega ze studiow otworzyl prywatna klinike i proponowal, zebym do niego przyszedl, praca za stawki porownywalne do belgijskich. Branza poloznicza.
    Nie przyszedlem, bo musialbym najpierw przejsc przez mlyn uznawania doktoratu i specjalizacji w Polsce (to nadal nie jest automatyczne).

    > Niestety podstawowym wymogiem wyjazdu jest posiadanie specjalizacji,

    Kto tak twierdzi? Nie wiem jak jest w innych krajach, ale do Belgii mozesz spokojnie probowac przyjechac zaraz po dyplomie, a nawet przed. Po specjalizacji jest nawet, powiedzialbym, trudniej, bo jak znajdziesz sobie miejsce, skoro nikt cie nie zna? Ja przetarlem tutaj szlak, ktorym potem przeszlo jeszcze kilku moich kolegow, wlasnie w ten sposob.
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 05.01.03, 21:07
    Gość portalu: Doki napisał(a):

    > > Niestety podstawowym wymogiem wyjazdu jest posiadanie specjalizacji,
    >
    > Kto tak twierdzi? Nie wiem jak jest w innych krajach, ale do Belgii mozesz
    spok
    > ojnie probowac przyjechac zaraz po dyplomie, a nawet przed. Po specjalizacji
    je
    > st nawet, powiedzialbym, trudniej, bo jak znajdziesz sobie miejsce, skoro
    nikt
    > cie nie zna? Ja przetarlem tutaj szlak, ktorym potem przeszlo jeszcze kilku
    moi
    > ch kolegow, wlasnie w ten sposob.


    Takie wymagania sa stawiane niemal we wszystkich ogloszeniach o pracy za
    garnica pojawiajacych sie w prasie medycznej. Ale musze przyznac ze pocieszyles
    mnie troche. Moglbys napisac jak takie rzeczy sie zalatwia? Gdzie zalatwiac
    formalnosci? Trzeba zdawac jakies egzaminy? Wystarczy znajomosc j.
    angielskiego? I moze ma ktos doswiadczenia z innych krajow?
  • Gość: Doki IP: 195.13.26.* 08.01.03, 16:17
    Warunkiem praktykowania w Belgii jest po pierwsze: dyplom lekarza belgijski lub rownowazny, w praktyce jakikolwiek unijny, dalej wpis na liste Izby Lekarskiej i tzw wiza Prowincjalnej Komisji Medycznej. Drugi i trzeci to formalnosci, jesli masz to pierwsze.
    Uzyskac belgijski dyplom majac juz polski mozna tak: w gestii samych uniwersytetow lezy kogo przyjma na studia. Poniewaz studia medyczne trwaja tu 7 lat, bo inkorporowany jest do nich staz, ktory w Polsce robi sie po dyplomie, zwykle trzeba zwrocic sie z pismem do dziekana, przedstawic przebieg studiow, oceny, publikacje itpd i jest sie proszonym na rozmowe, ktora ma wykazac poziom opanowania jezyka. Gdybys mial jakies swiadectwo stwierdzajace znajomosc odpowiedniego dla regionu jezyka, to jeszcze lepiej. Osobiste kontakty z kims, kto bedzie Twoim mentorem, np profesor, u ktorego robiles ostatnio jakis research project, takze bardzo pomoze. Zwykle jest tez ustny egzamin z medycyny (bez okreslenia z czego konkretnie). Nastepnie, jesli wszystko poszlo dobrze, uzyskujesz wpis jako student i plan studiow, zwykle na 1-1.5 roku, po ktorych uzyskujesz dyplom. Dalej, o ile nie ma sekow z prawem pobytu (a do tego czasu nie bedzie, bo Polska bedzie juz w UE), idziesz razem z miejscowymi absolwentami.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 06.01.03, 20:47
    Gość portalu: Abel napisał(a):

    > Zdaje sobie sprawe, ze jedynie emigracja może poprawic egzystencje lekarza.

    Byc moze to nie jedyna metoda, ale na pewno jest to sposob, ktory przy
    odrobimie szczescia moze zwiekszyc Twoje dochody kilkanascie razy w porownaniu
    z dochodami lekarzy w Polsce.

    > Mam prosbę do lekarzy pracujących poza Polska o podzielenie sie swoimi
    > przemysleniami. Kedy najlepiej wyjechac: bezposrednio po studiach?
    > Po stazu? Moze lepiej zrobic w Polsce specjalizacje? Po jakiech
    > specjalizacjach najlatwiej znalezc prace w zawodzie?

    Pracuje w USA, wiec moje doswadzczenia zwiazane sa z tym krajem (nie wiem zbyt
    wiele na temat Europy, poza tym, ze lekarze emigruja do USA z krajow jak
    Anglia, Irlandia, Niemcy, Holandia, Szwajcaria, Szwecja - co moze swiadczyc o
    mniej atrakcyjnych warunkach pracy dla lekarzy w tych krajach)

    Powinienes wyemigrowac, wtedy kiedy jestes PRZEKONANY, ze praca w Polsce Cie
    nie satysfakcjonuje. To wazne, bo trudno jest przejsc przez pierwszy rok
    emigracji bez pewnosci, ze to co robisz jest sluszne. Mi zajelo to trzy lata
    (po ukonczeniu studiow), zanim bylem pewny, ze musze wyjechac.

    To powinno byc glowne kryterium - poza tym regula powinno byc im wczesniej tym
    lepiej. Jezeli jestes przekonany, juz w czasie studiow mozna jezdzic na
    praktyki, zdobywac doswiadczenie i znajomosci - bedzie to uzyteczne kiedy
    bedziesz sie staral o rezydencje. Doswiadczenie z Polski ma znikoma wartosc a
    Twoj wiek (jakkolwiek oficjalnie nie brany pod uwage) jest bardziej obciazeniem
    niz zaleta. Rodzina (z wyjatkiem zony lekarki) a szczegolnie dzieci sa
    obciazeniem na starcie - trudno jest poswiecic czas na nauke, kiedy musisz sie
    martwic co polozyc na stole. Polska specjalizacja nie ma zadnego znaczenia,
    szkoda na to czasu. lepiej przylozyc sie do nauki do egzaminu
    nostryfikacyjnego - wynik na znaczenie. Warto sie tez zastanowic jaka
    specjalizacje wybrac po zdaniu nostryfikacji. Sa rezydencje bardzo
    konkurencyjne (okulistyka, laryngologia, ortopedia, dermatologia, chirurgia
    plastyczna), konkurencyjne (chirurgia, pediatria, ginekologia, emergency
    medicine), takie sobie (interna, psychiatria, patologia, radiologia), i takie
    gdzie jest niedobor rezydentow (medycyna rodzinna, anestezjologia). Tego typu
    ranking moze zmieniac sie z uplywem czasu, i moga byc nieco inne w roznych
    rejonach USA, ale mysle, ze jest to na ten moment zblizone do rzeczywistosci.

    Kolejnym aspektem jest wybor miejsca - sa instytucje o bardzo wysokim prestizu
    (Universytety "Ivy League", John Hopkins etc...) zapewniajace swietny start, sa
    solidne szanowane programy po ktorych wiekszosc drzwi stoi otworem, sa i takie
    po ktorych trudno jest znalezc prace - trzeba wiec byc ostroznym - dobrze zdane
    egzaminy i Amerykanskie doswiadczenie, a przynajmniej Amerykanskie (medyczne)
    znajomosci zwiekszaja Twoj wybor.

    Rezydencja trwa 3-4 lata, zarabia sie w tedy $30000-40000 na rok. Po rezydencji
    mozna potem robic podspecjalizacje (kardiologia, radiologia zabiegowa,
    chirurgia naczyniowa, gastroenterologia dziecieca itp). Te tak
    zawne "fellowships" trwaja 1-4 lat. Jak mozna sie domyslic podspecjalizacja
    zwieksza Twoje potencjalne zarobi i zwieksza wybor co do miejsca stalej pracy.

    Po ukonczeniu treningu na ogol nie ma problemow ze znalezieniem pracy (o ile
    zdolasz rozwiazac problemy wizowe). W skali USA jest niedobor lekarzy i chyba,
    ze byles marnym rezydentem w marnym programie powinienes znalezc prace.

    Zarobki wyszkolonych lekarzy zaczynaja sie od $100000 w gore. Ludzie pracuja z
    reguly wiecej niz lekarze w Polsce, ale nieporownywalny jest standart zycia, i
    szacunek jakim otaczani sa lekarze. Jezeli widze ciemniejsza strone
    amerykanskiej medycyny to przede wszystkim strach przed nieuzasadnionymi
    sprawawami sadowymi ze strony pacjentow. Jednak nie jest to problem, ktory
    powinien cie zniechecac - placisz ubespieczenie od odpowiedzialnosci cywilnej i
    robisz co do ciebie nalezy - mozesz spac spokojnie.
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 06.01.03, 21:38
    Podobno w USA lekarze zaczynaja strajkowac bo im podnosze skladki na
    ubezpieczenie. Mozesz napisac jak to wyglada na miejscu.

    zrodlo: www.cnn.com/2003/HEALTH/01/02/doctors.strike/index.html
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 06.01.03, 23:01
    Gość portalu: jurek napisał(a):

    > Podobno w USA lekarze zaczynaja strajkowac bo im podnosze skladki na
    > ubezpieczenie. Mozesz napisac jak to wyglada na miejscu.

    Tylko w kilku stanach, gdzie nie ma tak zwanej "tort reform" ograniczajacej
    odszkodowania. Wiekszosc stanow ma to juz zalatwione i ubespieczenia nie sa
    problemem. Moje przewidywanie jest takie, ze w ciagu najblizszego roku reforma
    stanie sie ogolnokrajowa.
  • amalfi 09.01.03, 21:34
    Dzieki za informacje.
    Pzdr.
    A.
  • Gość: Jarek IP: *.spart.sc.charter.com 07.02.03, 07:12
    Oj widze ze doktor pominal jedna wazna rzecz.A dla tego mlodego czlowieka
    barzdo wazna-kwestie ile to wszystko kosztuje-Zeby mu pomoc:USMLE-1 step 760$
    nastepny USMLE-800$ egzamin CSA-1200$ Chyba za czasow doktora ceny byly troche
    mniejsze. Z rodzina nie jest az taki klopot chyba ze od razu chce sie jezdzic
    Chevroletem.Oprocz tego trzeba jeszcze dodac kilka problemow przy uzyskiwaniu
    wizy i dodatkowe oplaty.
  • Gość: Doki IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 07.02.03, 18:46
    No ale przeciez traktujesz to jako inwestycje, prawda, i
    to niewielka (jakies $ 3000) i szybko sie zwracajaca?
    Jezdzenie chevroletem to chyba zaden luksus w USA,
    poprawcie mnie, jesli sie myle, ale chyba jednak inne
    marki sa symbolem statusu.
  • Gość: Jarek IP: *.spart.sc.charter.com 07.02.03, 20:45
    Gość portalu: Doki napisał(a):

    >Te koszty to liczyle bardzo skromnie bo jeszcz do 3000$ trzeba dodac jakies 500
    $ na bilet lotniczy +zakwaterowanie+oplaty adminstracyjne itp. Mysle ze trzeba
    powiedziec 4000$. 16000tys zlotych to suma trudna do odlozenia przez mlodego
    lekarza stazyste przy zarobkach 1000zl miesiecznie.
    Zgadzam sie jest to inwestycja -jednak aby dostac rezydenture jako FMG w USA
    trzeba byc o 80% lepszym niz statystyczny amerykanin.Egzaminy musza byc zdane
    grubo powyzej sredniej. Ja wiem wszystko rozumiem -trzeba hjednak tym biednym
    mlodym ludziom uzmyslowic jaki ogrom pracy (po polskiej uczelni raczej nie ma
    co marzyc o podchodzeniu do testow) i kosztow trzeba wlozyc.
    Co do Chevroleta to byl to przyklad auta klasy sredniej, jesli mamy mowic o
    luxusach to spojrzmy realnie -rzadko ktorego rezydenta w USA stac na kupno
    Mercedesa lub Infinity dlatego o nich nie wspominalem.
    Zreszta po co ta dyskusja nie rozmawiamy przeciez o autach i kazdy kupuje takie
    na jakie go stac albo wydaje sie ze stac. Co do rodziny to tez kwestia bardzo
    osobista i delikatna oraz zalezna od tego ilu czlonkow liczy ta rodzina i jakie
    ma wymagania. Malzonka(malzonek) nie musi byc lekarzem bo znam dziesiatki
    innych (na starcie) lepiej platnych posad niz rezydentura w szpitalu.Wszystko
    zalezy od wymagan i oczekiwan oraz czystej ekonomicznej kalkulacji.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 07.02.03, 22:12
    Gość portalu: Jarek napisał(a):

    > Gość portalu: Doki napisał(a):
    >
    > >Te koszty to liczyle bardzo skromnie bo jeszcz do 3000$ trzeba dodac jakies
    > 500
    > $ na bilet lotniczy +zakwaterowanie+oplaty adminstracyjne itp. Mysle ze
    trzeba
    > powiedziec 4000$.

    Bardziej realistycznie $10000. Nawet jezeli pozyczysz te pieniadze na 30%
    rocznie to po roku zostanie ci do zaplacenia $13000 - to ciagle jest mniej niz
    przecietna miesieczna pensja wyszkolonego lekarza.

    > 16000tys zlotych to suma trudna do odlozenia przez mlodego
    > lekarza stazyste przy zarobkach 1000zl miesiecznie.

    Czyli kazdy rok ktory marnujesz na prace w Polsce kosztuje cie $139900. Nie
    znam wielu ktorych stac na taki luksus.

    > Zgadzam sie jest to inwestycja -jednak aby dostac rezydenture jako FMG w USA
    > trzeba byc o 80% lepszym niz statystyczny amerykanin.Egzaminy musza byc zdane
    > grubo powyzej sredniej.

    To nie prawda, zagraniczni maja te same pulapy co Amerykanie. To bynajmniej nie
    czyni egzaminow latwymi, wbrew temu co wyobrazaja sobie ludzie w Polsce,
    Amerykanscy studenci sa naprawde dobrze przygotowani do zawodu. Jedyna roznica
    jest egzamin praktyczny i egazamin z jezyka - ktorych amerykanie nie musza
    zdawac (ale sa oceniani z umiejetnosci klinicznych w czasie praktyk na
    klinikach a angielski zdaja w collegu).

    Zdanie egzaminu na poziomie sredniej amerykanskiej jest zupelnie wystaczajace i
    otwiera ci droge do rezydencji.

    > Ja wiem wszystko rozumiem -trzeba hjednak tym biednym
    > mlodym ludziom uzmyslowic jaki ogrom pracy (po polskiej uczelni raczej nie ma
    > co marzyc o podchodzeniu do testow) i kosztow trzeba wlozyc.

    Znowu mit. Oczywiscie trzeba sie uczyc i byc dobrym, ale nie jest to znowuz
    zadna nadludzka przeszkoda. Z mojego rocznika szkoly medycznej jest w Stanach
    18 osob (tych ktorych znam), wszyscy zdali egzaminy bez problemow i bez
    nadmiernych kosztow.

    > Co do Chevroleta to byl to przyklad auta klasy sredniej, jesli mamy mowic o
    > luxusach to spojrzmy realnie -rzadko ktorego rezydenta w USA stac na kupno
    > Mercedesa lub Infinity dlatego o nich nie wspominalem.

    Znowu mit, przecietny rezydent zarabia $40000 rocznie, wiec Infiniti (I-30) w
    cenie $36000 jest zupelnie w jego zasiegu, podobnie jak i Mercedes (no moze nie
    te najdrozsze). Amerykanie maja bardzo praktyczne podejscie do samochodow wiec
    nie traktuja ich jako symbolu statusu, przynajmniej nie az tak jak to jest w
    Polsce.

    > Zreszta po co ta dyskusja nie rozmawiamy przeciez o autach i kazdy kupuje
    > takie
    > na jakie go stac albo wydaje sie ze stac. Co do rodziny to tez kwestia bardzo
    > osobista i delikatna oraz zalezna od tego ilu czlonkow liczy ta rodzina i
    > jakie
    > ma wymagania. Malzonka(malzonek) nie musi byc lekarzem bo znam dziesiatki
    > innych (na starcie) lepiej platnych posad niz rezydentura w szpitalu.Wszystko
    > zalezy od wymagan i oczekiwan oraz czystej ekonomicznej kalkulacji.

    To wszystko prawda, i z pewnoscia tak czy inaczej da sie przezyc. Rezydencja
    jest jednak trudnym okresem, bardziej z powodu braku czasu niz z powodu braku
    pieniedzy i po prostu trzeba sie z tym liczyc.
  • Gość: Jarek IP: *.spart.sc.charter.com 08.02.03, 21:08

    > To nie prawda, zagraniczni maja te same pulapy co Amerykanie. To bynajmniej
    nie
    >
    > czyni egzaminow latwymi, wbrew temu co wyobrazaja sobie ludzie w Polsce,
    > Amerykanscy studenci sa naprawde dobrze przygotowani do zawodu. Jedyna
    roznica
    > jest egzamin praktyczny i egazamin z jezyka - ktorych amerykanie nie musza
    > zdawac (ale sa oceniani z umiejetnosci klinicznych w czasie praktyk na
    > klinikach a angielski zdaja w collegu).
    > Ja dalej szanowny panie doktorze bede sie upieral ze jako FMG droga jest
    trudniejsza. Amerykanin ktory zdaje oba egzaminy (nie wspominam za ktorym
    podejsciem) na poziomie niezbednego minimum i tak dostanie od reki rezydenture
    np z lekarza rodzinnego. Podczas gdy FMG zeby w ogole zostac zaproszonym na
    rozmowe kwalifikacyjna(mysle tu o tej samej rezydenturze z medycyny rodzinnej)
    musi sie wykazac co najmniej jednym wynikiem na poziomie 85(nowe punkty USMLE)
    =conajmniej 1 x odchylenie standardowe od sredniej.Wiem co mowie gdyz znam
    przyklad bardzo dobrze. Z calym szacunkiem do wieku-czasy sie zmianiaja ludzie
    i zasady tez
    Wcale nie mam zalu o to ze Ameryka
    chroni swoj rynek medyczny i wylawia tych najzdolniejszych. Jesli juz
    brac "alliena" to niech udowodni ze jest dobry-jest w tym troska o zachowanie
    okreslonego poziomu a jednoczesnie ochrone rynku pracy. Oczywiscie cala ta
    dywagacja nie sensu kiedy zda sie dobrze egzamin i tu sie zgadzamy.
    Co do egzaminu CSA to jest projekt zeby od przyszlego roku zdawali go rowniez
    studenci amerykanscy. Co do ich wyksztalcenia nie mam zadnych watpliwosci gdyz
    prowadzac dla nich zajecia staram sie byc wszechstronnie przygotowany.
    Fascynuje mnie umiejetnosc zadawania pytan (co swiadczy o umiejetnosci myslenia
    ianalizowania informacji) Co nie jest chyba mocnym punktem polskich uczelni nie
    tylko medycznych.


    > Znowu mit, przecietny rezydent zarabia $40000 rocznie, wiec Infiniti (I-30) w
    > cenie $36000 jest zupelnie w jego zasiegu, podobnie jak i Mercedes (no moze
    nie
    >
    > te najdrozsze). Amerykanie maja bardzo praktyczne podejscie do samochodow
    wiec
    > nie traktuja ich jako symbolu statusu, przynajmniej nie az tak jak to jest w
    > Polsce.
    > Mit nie mit tylko ze rozumujac w tych kategoriach i kupujac takie auto z
    pensji rezydenta na jedzenie i utrzymanie zostaje 4000$-czyli przez kilka
    miesiecy trzeba by zuc tapicerke z tego auta.(bo zamieszkac od biedy mozna)
    Poza tym zadenz amerykanskich rezydentow ktorych zanm nie kupil auta za
    36000.Czyli podsumowujac jest to czysta i teoretyczna dywagacja.
    Mimo tego pozostaje w szacunku zycze wszelkiej pomyslnosci i pozdrawiam
    serdecznie.

  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 10.02.03, 16:03
    > > Ja dalej szanowny panie doktorze bede sie upieral ze jako FMG droga jest
    > trudniejsza. Amerykanin ktory zdaje oba egzaminy (nie wspominam za ktorym
    > podejsciem) na poziomie niezbednego minimum i tak dostanie od reki
    > rezydenture np z lekarza rodzinnego. Podczas gdy FMG zeby w ogole zostac
    > zaproszonym na rozmowe kwalifikacyjna(mysle tu o tej samej rezydenturze z
    > medycyny rodzinnej) musi sie wykazac co najmniej jednym wynikiem na poziomie
    > 85(nowe punkty USMLE)=conajmniej 1 x odchylenie standardowe od sredniej.Wiem
    > co mowie gdyz znam przyklad bardzo dobrze.

    Nie kwestionuje tego, ze droga jest trudniejsza (oczywiscie zmiana jezyka i
    przestawienie sie na nowy sposob myslenia to dodatkowe trudnosci), ale kryteria
    egzaminow sa takie same. Mysle, ze tak naprawde to sie w wiekszosci zgadzamy,
    chociaz akcentujemy inne problemy.

    To prawda, ze przy przyjeciach na rezydencje amerykanie sa preferowani (dotacje
    rzadowe dla szpitali), wiec zagraniczny, zeby sie przebic musi byc bardziej
    niewybredny (rezydencja w Polnocnej Dakocie) lub po prostu lepszy niz niezbedne
    minimum.

    Niezbedne minimum 75 pkt to nie srednia, (to srednia-odchylenie standartowe -
    tylko 27% Amerykanow oblewa egzamin). W jednym sie zgadzam - poziom 85 punktow
    jest czesto wymagany w lepszych programach. Niemniej jest to przecietna dla
    Amerykanow (minimum+odchylenie standartowe=srednia). Tak wiec ktos kto zdaje
    egzamin na poziomie sredniej amerykanskiej na ogol nie ma problemow, ktos kto
    zdaje na poziomie niezbednego minimum moze miec problem z dostaniem rezydencji.

    > Z calym szacunkiem do wieku-czasy sie zmianiaja ludzie
    > i zasady tez
    > Wcale nie mam zalu o to ze Ameryka
    > chroni swoj rynek medyczny i wylawia tych najzdolniejszych.

    Moge dyskutowac czy moje 38 lat czynia mnie sklerotykiem, i czy udzial w
    komisji decydujacej o losie rezydentow czyni mnie niedoinformowanym. Ale z
    reszta sie zgadzam, amerykanska medycyna stara sie utrzymywac stosunkowo
    niewielki przywilej dla wlasnych szkol medycznych - prawde mowiac niewiele sie
    tu zmienilo od czasu kiedy bylem rezydentem. W czasach Clintona starano sie
    ograniczyc liczbe rezydentow, ale byl to niewypal. W sytuacji niedoboru lekarzy
    wciaz jest wiecej miejsc na rezydencje niz absolwentow szkol medycznych. Jest
    wiec miejsce dla zagranicznych. Byc moze konkurencja rosnie poprzez ciagly
    napor doskonale wyszkolonych lekarzy z Indii czy Pakistanu. Przy kulejacej
    edukacji medycznej w Polsce prog Ameryki moze wydawac sie wyzszy, patrzac stad
    nic sie nie zmienilo.

    > > Mit nie mit tylko ze rozumujac w tych kategoriach i kupujac takie auto z
    > pensji rezydenta na jedzenie i utrzymanie zostaje 4000$-czyli przez kilka
    > miesiecy trzeba by zuc tapicerke z tego auta.

    Nie zamierzam przekonywac, ze zakup takiego samochodu, to madra decyzja, ale,
    ze jest to mozliwe. Twoj przyklad zuplenie nie ma sensu, bo nikt w USA nie
    kupuje samochodu za gotowke - niskoprocentowe pozyczki czy lizing zostawiaja
    wystarczajaco duzo pieniedzy na zycie - znaczaco wiecej niz polskiemu lekarzowi
    zostanie po zakupie malego fiata na raty.
  • Gość: jarek IP: *.spart.sc.charter.com 10.02.03, 20:54

    > To prawda, ze przy przyjeciach na rezydencje amerykanie sa preferowani (dotacj
    > rzadowe dla szpitali), wiec zagraniczny, zeby sie przebic musi byc bardziej
    > niewybredny (rezydencja w Polnocnej Dakocie) lub po prostu lepszy niz
    niezbedne minimum.


    Niemniej jest to przecietna dla
    > Amerykanow (minimum+odchylenie standartowe=srednia). Tak wiec ktos kto zdaje
    > egzamin na poziomie sredniej amerykanskiej na ogol nie ma problemow, ktos kto
    > zdaje na poziomie niezbednego minimum moze miec problem z dostaniem
    rezydencji.
    Pytanie do eksperta.W takim razie Panie Doktorze prosze o rade-jestem
    absolwentem polskiej akademii medycznej, mam za soba 3 lata rezydentury z
    chirurgii ogolnej. W zeszlym roku (przy calym zamieszaniu i klopotach zycia
    prywatnego) udalo mi sie zdac egzaminy USMLE. Niestety tylko troszeczke powyzej
    niezbednego minimum (oba za pierwszym podejsciem 76 pkt). Przyznaje popelnilem
    blad bo nie weidzialem ze egzamin mozna przerwac jesli czuje sie ze nie idzie
    dobrze a z tego co wiem to poprawiac nie moge tak? Oczywiscie z taka marna
    iloscia punktow nie dostalem zadnego zaproszenia na rozmowe. Myslalem ze oprocz
    punktow liczy sie fakt za ktorym podejsciem zostaly zdobyte.Okazuje sie jednak
    ze chyba niemozliwe jest przebic sie w takiej sytuacji. Jako eksperta prosze w
    takim razie o rade-czy w moeje sytacji w ogole warto jest podejmowac
    jakiekolwiek wysilki a jezeli tak to jakie bo przyznam szczerze ze brak mi
    takiego doswiadczenia.

    > Moge dyskutowac czy moje 38 lat czynia mnie sklerotykiem, i czy udzial w
    > komisji decydujacej o losie rezydentow czyni mnie niedoinformowanym. Ale z
    > reszta sie zgadzam, amerykanska medycyna stara sie utrzymywac stosunkowo
    > niewielki przywilej dla wlasnych szkol medycznych - prawde mowiac niewiele
    sie
    > tu zmienilo od czasu kiedy bylem rezydentem. W czasach Clintona starano sie
    > ograniczyc liczbe rezydentow, ale byl to niewypal. W sytuacji niedoboru lekarz
    > wciaz jest wiecej miejsc na rezydencje niz absolwentow szkol medycznych. Jest
    > wiec miejsce dla zagranicznych. Byc moze konkurencja rosnie poprzez ciagly
    > napor doskonale wyszkolonych lekarzy z Indii czy Pakistanu. Przy kulejacej
    > edukacji medycznej w Polsce prog Ameryki moze wydawac sie wyzszy, patrzac
    stad nic sie nie zmienilo.
    >
    Przepraszam ze zabrzmialo to jak wymadrzanie sie chlystka, ale naprawde (daleko
    mi do cynizmu)mam szacunek do kilku rzeczy (wyniesiony z domu rodzinnego)miedzy
    innymi wieku, doswiadczenia i jeszcze kilku innych rzeczy. W zadnym wypadku nie
    posadzalem Pana Doktora o niedoinformowanie.Piszac na takim forum trudno
    wiedziec z kim ma sie do czynienia i co druga osoba moze wiedziec i
    reprezentowac dlatego jeszcze raz przepraszam za konstrukcje mojego postu i ze
    mogl Pan to tak odebrac.Kwestia wieku nie ma najmniejszego znaczenia bo nie od
    wieku zalezy kim sie jest i co sie wie(mozna przeciez przezyc cale zycie miec
    99 lat i nic sie nie nauczyc).majac 30 lat nauczylem sie juz dostrzegac wlasne
    bledy i uczyc sie na nich. W koncu czlowiek a tym bardziej lekarz powinien
    uczyc sie cale zycie.

    Co do kulejacej edukacji mam wlasne niestety potwierdzajace ta teze
    doswiadczenia.Zajecia ze studentami amerykanskimi (bedace znaczacym zrodlem
    dochodu w obecnej sytacji-jedna godz, zajec 100zl) staly sie tak lakomym
    kaskiem ze czesto z zenada patrze jak prowadza je koledzy nie umiejacy nawet
    dudakc po angielsku a sfrustrowani stuenci amerykanscy patrza z niedowierzaniem
    na to sie dzieje. Jak sam Pan wie Polska to nie kraj gdzie licza sie
    kompetencje i wiedza ale raczej fakt czy jest sie "znajomym krolika" czy
    zupelnym outsiderem.Smutno mi to pisac bo zaczynajac studia myslalem ze od
    teraz wszystko bedzie sie zmienaic na lepsze i ja w tym bede mogl uczestniczyc
    i dolozyc cos od siebie.Niestey idealy siegnely bruku leza tam i nikt juz nie
    chce zwracac na nie uwagi.

    > Nie zamierzam przekonywac, ze zakup takiego samochodu, to madra decyzja, ale,
    > ze jest to mozliwe. Twoj przyklad zuplenie nie ma sensu, bo nikt w USA nie
    > kupuje samochodu za gotowke - niskoprocentowe pozyczki czy lizing zostawiaja
    > wystarczajaco duzo pieniedzy na zycie - znaczaco wiecej niz polskiemu
    lekarzowi zostanie po zakupie malego fiata na raty.

    Swiete slowa-gdyby nie praca poza szpitalem (zaraz postudiach) wozilbym sie
    teraz dalej liniami miejskiego przedsiebiorstwa komunikacji a nie 14 letnim
    autem (uzywanie slowa samochod to eufemizm w tym przypadku).
    Ciesze sie ze Pana poznalem. Mysle ze jako starszy kolega bedzie mnie Pan mogl
    wspomoc rada.Probowallem cos zmieniac zaczynalem od siebie, ale mam juz tego
    dosyc i chcialbym zostac dobrze wyksztalconym lekarzem, dobrze i godnie
    wykonywac swoj zawod,miec z niego satysfakcje.
    Pozdrawiam serdecznie.Gratuluje sukcesow i zycze dalszych.
    Z powazaniem
    jarek.
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 10.02.03, 23:35

    > Pytanie do eksperta.W takim razie Panie Doktorze prosze o rade-jestem
    > absolwentem polskiej akademii medycznej, mam za soba 3 lata rezydentury z
    > chirurgii ogolnej. W zeszlym roku (przy calym zamieszaniu i klopotach zycia
    > prywatnego) udalo mi sie zdac egzaminy USMLE. Niestety tylko troszeczke
    > powyzej niezbednego minimum (oba za pierwszym podejsciem 76 pkt).

    Moze byc trudno, ale bynajmniej nie wyklucza to otrzymania rezydentury. Jednak
    trudno bedzie Ci przbierac w ofertach. Musisz przyjac strategie jak najszerszej
    kampanii - czyli napisac do WSZYSTKICH programow, ktore sa do zaakceptowania,
    ze wzgledu na lokalizacje lub rodzaj specjalnosci. Realistycznie mozesz myslec
    o medycynie rodzinnej, anestezjologii, psychiatrii, moze internie.

    Teraz wieszosc programow zakonczyla juz okres interview, ale te ktore czuja, ze
    moga miec problem z naborem wciaz jeszcze moga Cie zaprosic. W polowie Marca
    bedzie tak zwany "matching", wiec czesc programow przekona sie, ze nie maja
    pelnego skladu rezydentow, wiec bedzie szansa na "post-matching openings".
    Warto o tym wspomniec gdy bedziesz pisal listy do programow.

    Podaje Ci adres FREIDA - bazy danych na temat rezydencji, adresow programow
    itp.

    www.ama-assn.org/ama/pub/category/2997.html
    Realistycznie powinenes napisac do 200-300 programow. Twoj pakiet powinien
    zawierac "personal letter" - jedna strona narracji wyjasniajaca dlaczego
    starasz sie o dana rezydencje (postaraj sie zawrzec cos specyficznego dla tego
    programu). CV - max 2-3 strony opisujace chronologicznie twoja edukacje,
    szkolenie zawodowe, doswiadczenie w pracy, doswiadczenie naukowe, publikacje
    itp. Dobrze jest od razu wyslac kopie listow polecajacych (o ile sa dobrze
    napisane).

    Wszystko powinno wygladac profesjonalnie, bo pierwsza selekcja odbywa sie na
    poziomie smietnika sekretarki. Twoja droga zyciowa powinna byc zrozumiala dla
    Amerykanow, powinienes wiec uzywac terminow, ktore sa im znajome. Jezeli chcesz
    to moge przejrzec Twoje papiery. Podaj swoj e-mail.

    (dobrze jest zajrzec do ksiazki "Getting into residency"
    www.amazon.com/exec/obidos/ASIN/1883620279/qid=1044916044/sr=2-3/ref=sr_2_3/102-6389068-0745745)


    Jak sie nie uda w tym roku (lipiec to standartowy czas rozpoczecia rezydencji)
    proponowal by podjecie woluntariatu przez 2-3 miesiace w jakims Amerykanskim
    szpitalu, by dostac amerykanskie referencje - to znacznie pomaga. Jezeli do
    tego dojdzie daj mi znac.

    > Przyznaje
    > popelnilem
    > blad bo nie weidzialem ze egzamin mozna przerwac jesli czuje sie ze nie idzie
    > dobrze a z tego co wiem to poprawiac nie moge tak? Oczywiscie z taka marna
    > iloscia punktow nie dostalem zadnego zaproszenia na rozmowe. Myslalem ze
    > oprocz punktow liczy sie fakt za ktorym podejsciem zostaly zdobyte.

    Jak ocenic ilosc punktow vs ilosc podejsc zalezy od dyrektora programu, ale
    prawde mowiac nie mysle, zeby bylo to warte dodatkowego egzaminu - co bedzie
    jak dostaniesz 74 punkty? Co bylo to sie nie wroci,postaraj sie rozegrac to co
    masz mozliwie jak najlepiej.


    > Okazuje sie jednak
    > ze chyba niemozliwe jest przebic sie w takiej sytuacji. Jako eksperta prosze
    > w takim razie o rade-czy w moeje sytacji w ogole warto jest podejmowac
    > jakiekolwiek wysilki a jezeli tak to jakie bo przyznam szczerze ze brak mi
    > takiego doswiadczenia.

    Bedzie to trudne wiec w duzej mierze sukces zalezal bedzie od Twojej
    determinacji. Ale ciagle uwazam, ze szanse sa i warto je wykozystac.

    > posadzalem Pana Doktora o niedoinformowanie.Piszac na takim forum trudno
    > wiedziec z kim ma sie do czynienia i co druga osoba moze wiedziec i
    > reprezentowac dlatego jeszcze raz przepraszam za konstrukcje mojego postu i
    ze
    > mogl Pan to tak odebrac.

    Nie patrz na to, mi tez nie raz zdarzylo sie przylozyc niczego nie swiadomym
    forumowiczom.

    Trzymaj sie.

    Powodzenia
  • Gość: jarek IP: *.spart.sc.charter.com 12.02.03, 06:25
    Witam,
    dziekuje serdecznie za rady i adresy.
    FREIDA mam juz obeznana bo musialem wyszukiwac programy ale i tak dziekuje za
    wskazowke. Co do ksiazki jak tylko bede w stanie to zamowie-na pewno sie przyda.
    Prawde mowiac szukalem (wysylac przez ERE aplikacje) programow w miejscach
    wlasnie typu North dakota itp. Wszedzie odpowiadano ze jest duzo kandydatow.
    Nie wiem moze wszystko razem status vizowy nisk ilosc punktow zadecydowaly o
    moim pechu.
    Mam nadzieje ze przy pomocy Pana Doktora :-) sprawy jaos rusz z miejsca.Pytanie
    kolejne do eksperta jak dlugo trwa ta cala post-matchowa goraczka (po 18
    marca) i jaka strategie przyjac. Podobno niektore sekretarki (nawet przy nie
    zapelnionych miejscach wylaczaja faxy) az do jesieni kiedy to trzeba zapelnic
    brakujace miejsca.
    Dla ulatwienia (i mi.n przejrzenia papierow) adres e-mail;
    pakiestra@hotmail.com
    Jeszce raz serdecznie dziekuje za pomoc i zyczliwosc rzadko spotykana w
    dzisiejszych czasach. Co do amerykanskiego stazu w ramach volunteer service to
    wprost wspaniale.Jeszcze raz dziekuje. Czekam na odpowiedz od Pana Doktora.
    Pozdrawiam serdecznie
    Z powazaniem
  • Gość: GTelega IP: 65.90.124.* 12.02.03, 18:13
    > Prawde mowiac szukalem (wysylac przez ERE aplikacje) programow w miejscach
    > wlasnie typu North dakota itp.

    Najbardziej dotkliwe niedobory rezydentow sa w odleglych rejonach (N Dakota,
    New Mexico, Wyoming, Eastern Kentucky, West Virginia, Kansas), ale tez w
    ubogich dzielnicach wielkich miast (New York, Philadelphia, Miami, Chicago etc.)
    Problem z odleglymi stanami jest, ze ludzie tam rzadko sa doswiadczeni w
    sprawch wizowych, boja sie problemow emigracyjnych i czasem wola puste miejsca
    niz bol glowy z INS.

    > Wszedzie odpowiadano ze jest duzo kandydatow.
    > Nie wiem moze wszystko razem status vizowy nisk ilosc punktow zadecydowaly o
    > moim pechu.

    Zasada minimalnego dzialania obowiazuje wszedzie - dyrektorzy programow zdaja
    sobie sprawe, ze beda musieli starac sie o Twoja wize (a skutek niepewny) wiec
    beda preferowac tych, ktorzy juz sa w USA i maja uregulowany status. Marny
    matching moze zmienic ich postawe, ale nie zawsze.

    Nic nie stoi na przeszkodzie bys zaczal starania o wize teraz - (dobry prawnik
    w USA wskazany, cena ok $3000-5000). Jezeli to mozliwe unikaj wizy studenckiej
    (J1) - wymaga wyjazdu z USA na dwa lata po ukonczeniu szkolenia - i coraz
    trudniej jest sie z tego wykrecic. Mozna probowac wize (h1) - poszukiwany
    pracownik lub (o1) osoba o specjalnych umiejetnosciach. Zawsze zostaje loteria.

    Punkty maja znaczenie, ale znam ludzi, ktorzy dostali rezydencje po zdaniu
    egzaminu za 5-tym razem.

    > kolejne do eksperta jak dlugo trwa ta cala post-matchowa goraczka (po 18
    > marca) i jaka strategie przyjac.

    Okolo tygodnia - w dniu matchingu programy dostaja wydruk wypelnionych miejsc i
    jezeli nie byly w stanie zapelnic wszystkich pozycji zwykle siegaja do
    szuflady, gdzie maja odlozone aplikacje "drugiego rzutu". Sekretarki wykonuja
    wtedy telefony do ludzi, ktorzy moga potencjalnie przyjecac na interview.
    Kandydaci (czesto ich profesorowie z uczelni), ktorzy nie otrzymali zadnych
    ofert tez goraczkowo dzwonia do programow, ktorych wczesniej nie rozwazali.

    Po tygodniu z reguly programy wybieraja 2-3 osoby na interview (na kazde nie
    wypelnione miejsce). Jezeli wszystko idzie dobrze dostajesz oferte w czasie
    interview.

    Dlatego wazne jest, zeby twoje papiery lezaly w szufladzie w dniu matchingu,
    warto o tym przypomniec faxem lub telefonem w ciagu kilku dni przed lub po
    matchingu. Upewnij sie, ze twoj numer telefonu jest latwo dostepny z USA.
    Przecietna amerykanska sekretarka nie jest w stanie znalezc kodu telefonicznego
    Polski (48) czy wymyslic, ze trzeba zaczac od "overseas code" (011). Upewnij
    sie, ze wiadomosc na maszynie jest w jezyku angielskim i ze ludzie ktorzy
    odbieraja telefony w Twoim domu rozumieja po angielsku. To samo dotyczy faxu i
    e-mail etc.

    > Podobno niektore sekretarki (nawet przy nie
    > zapelnionych miejscach wylaczaja faxy) az do jesieni kiedy to trzeba zapelnic
    > brakujace miejsca.

    Kazdy radzi sobie jak moze z chaosem jaki wybucha po matchingu - dlatego
    lepiej, zeby Twoje papiery lezaly w szufladzie niz zeby liczyc na fax w
    ostatniej chwili.
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 13.01.03, 23:27
    dostalem wlasnie taki link: www.medena.com.pl posrednicza w zatrudnianiu
    lekarzy w Szwecji. Podobno sa solidni
  • Gość: Ola IP: *.corp.redshift.com 14.01.03, 08:43
    Do Szwecji?... zarabiaja mniej niz pielegniarka w USA
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 14.01.03, 11:11
    ale i tak znacznie wiecej niz w Polsce lekarz z II stopniem specjalizacji i 20
    letnia praktyka. A i do domu blizej.
  • Gość: Wladek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 14.01.03, 22:17
    Panie Jurku ma pan rację.
    Od wielu lat uprawiam tzw. częściową emigrację to znaczy każdy urlop
    i "wytargowane" urlopy bezpłatne spędzam pracujac w Szwecji. W mojej
    specjalności nie ma żadnych problemów z pracą na tzw. wikariatach (etatach
    zastępczych) płacą 5 razy więcej niż w kraju. Z Medeną miałem złe doświadczenie
    ale to pewnie wynikało z faktu, że jestem za stary i za "dobry". "Wejściówką"
    do Medeny jest 2 stopień specjalizacji oraz podpisanie "cyrografu" na niemały
    kredyt który umarza się po przepracowaniu 3 lat. Wytrwali mogą w ciągu tego
    okresu zdać szwedzki egzamin lekarski uprawniający do pracy i starać się o
    ewentualne przedłużenie kontraktu. Z prasy polskiej i szwedzkiej dosyć
    pozytywne opinie - już pracuje w tym systemie ok 100 lekarzy. W Gazecie
    lekarskiej są adresy innych szwedzkich firm. Nie miałem żadnych problemów z
    adaptacją zawodową a po opanowaniu języka również z życiem codziennym. Gdybym
    był młodszy w ogóle bym się nie zastanawiał. Koresponduję z osiadłymi w
    skandynawii kolegami oczywiście, że narzekają ale wystarczą krótkie wakacje w
    Polsce by z radością wracali do "normalnej pracy w normalnych krajach". Pzdr.
    Wł.
  • Gość: amalfi IP: *.chelm.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 09:16
    Do Wladka.

    Co to jest wikariat?
  • Gość: amalfi IP: *.chelm.cvx.ppp.tpnet.pl 15.01.03, 09:17
    Do Wladka.

    Co to jest wikariat?
  • Gość: Doki IP: 195.13.26.* 15.01.03, 12:46
    Przepraszam, w takim razie zle zrozumialem pytanie. Emigracje rozumiem jako wyjazd do innego kraju na stale i osiedlenie sie tam. Takie wyjazdy na saksy sa do zorganizowania w wielu miejscach, gdzie sa braki lekarzy, np Holandia, Wlk Brytania, Szwecja itp.
    Saksy jednak sa teraz o wiele mniej atrakcyjne, bo Polska stala sie drogim krajem.
  • Gość: Wladek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 19:54
    Odpowiadam Amalfiemu - wikariat (ang. locum) jest to zatrudnienie na etacie
    zastępczym ograniczonym w czasie. W Szwecji można zamiast wynagrodzenia za
    dyżury można odbierać wolne tzw. godziny kompensacyjne (np. za ciężko
    przepracowany dyżur świąteczny można dostać ponad 40 godzin kompensacyjnych co
    oznacza tydzień wolnego). Szwedzcy lekarze tkwiący w progresywnym podatku
    przekraczającym 50 procent dla więcej zarabiających bardzo chętnie korzystają z
    możliwości wolnych dni, które ponadto można komasować. W okresach wakacyjnych
    zdarza się więc często, że kilku lekarzy ma urlopy po 3 i 4 miesiące i powstają
    znaczne niedobory. Pracodawca zainteresowany jest w zatrudnieniu kogoś na czas
    ściśle określony na etacie osoby nieobecnej (jest to z punktu widzenia
    pracodawcy tańsze i łatwiejsze niz stworzenie stałego etetu). Jak powiedziałem
    żyję z tego systemu od wielu lat. Oczywiście, że nie jest to emigracja ale
    młodszym, patrząc co się u nas w kraju dzieje radziłbym się pozytywnie
    zastanowić. Doki oczywiście ma rację, że saksy nie są już tak opłacalne jak
    dawniej ale nadal w mojej sytuacji jest to znaczący kawałek budżetu domowego.
    Pracuję "na biało" więc poza szwedzkim oczywiście i polski fiskus, również
    wyciąga łapę po pieniądze, co boli. Pozdrawiam. Wł.
  • Gość: Doki IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 15.01.03, 20:53
    I to oficjalne, bo rzadowe:
    www.minvws.nl/infotheek.html?folder=4&page=11917
    Praktycznie to trzeba podlapac kontrakt z kims stad i
    reszta jakos sie zalatwi. Znam szpitale, gdzie jest
    wiecej anestezjologow z Polski niz rodowitych Holendrow.
    Takze inne szpitale jada na specjalistach z Polski,
    zwlaszcza w sezonie wakacyjnym.
  • Gość: Abel IP: *.metronet.pl 16.01.03, 06:17
    Dziękuję wszystkim za informacje. Chodziło mi rzeczywiście o możliwość wyjazdu
    z Polski na stałe, bo jeśli się zainwesuje w naukę języka obcego w stopniu
    biegłym, to trudno wracać już do polskiej rzeczywistości.
    Bardzo jednak pomocne są również te dane na temat okresowych wyjazdów
    na "saksy".
    Na ile na początku wystarcza znajomość tylko angielskiego?
    Jak szybko można się nauczyć np. szweckiego?

    Pozdrawiam.
    Abel.
  • dr_maggie 21.01.03, 16:02
    Gość portalu: jurek napisał(a):

    > ale i tak znacznie wiecej niz w Polsce lekarz z II stopniem specjalizacji i
    20
    > letnia praktyka. A i do domu blizej.


    AAAAAAAAA!!!!! Rany zauwazcie jakie to straszne!!! Caly czas tylko kasa i kasa
    i kasa...,kompletne zatracenie..!!! Ale co sie dziwic jesli nie ma sie co jesc.
    Boze w jakim my panstwie chorym zyjemy?! Lekarz ktory jest naprawde dobry,
    powinien rownie dobrze zarabiac...ale u nas jest zupelnie odwrotnie. Popieram
    wszystkich, ktorzy chca wyjechac z Polski, albo juz wyjechali! Tu i tak sie nic
    nie zmieni jeszcze przez conajmniej 10 lat! Sama pewnie kiedy tylko zakoncze
    moja edukacje na studiach pozegnam wszystkich serdecznie i wyjade stad jak
    najdalej.
    pozdrowienia. M.
  • Gość: kinga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.01.03, 00:49
    do zycia procz pieniedzy potrzebuje troche wiecej promykow slonca niz tu
    czy jest w Europie jakas ciepla odmiana Szwecji czy Holandii?
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 17.01.03, 19:08
    podobno mozna dostac robote we Francji, tylko oczywiscie po angielsku sie tam
    nie dogada, ale jesli znasz francuski.... No i USA- tam jest pelen przekroj
    temperatur.
  • Gość: artu IP: 62.98.64.* 21.01.03, 02:54
    a jak jest we Wloszech z praca dla lekarzy?
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 21.01.03, 12:23
    Przyznam sie szczerze ze jeszcze nie slyszalem o polskim lekarzu pracujacym we
    Wloszech. Ale pewnie jest tam tak jak ze wszystkim: na polnocy kraju jest OK,
    ale poludnie to bieda. No chyba ze zostaniesz lekarzem mafi :). A i nastawienie
    spoleczenstwa chyba nie jest duzo lepsze niz w Polsce:
    www.jobmed.pl/artykul.php?idartykul_rodzaj=23&idartykul=487
  • Gość: kinga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.03, 12:44
    lekarze narzekaja
    rezydent zarabia zaledwie 1000E, potem pensja oczywiscie rosnie, ale i tak
    trzeba dorabiac pracujac prywatnie ;-)))
    poza tym jest za duzo i lekarzy, i szpitali, zatem nie jest latwo z praca nawet
    dla wloskich obywateli
    znajomosci, uklady i rozne problemy obecne i u nas nie sa Wlochom obce
    oczywiscie warunki w jakich sie pracuje znacznie roznia sie od naszych...
    slyszalam o jakims polskim lekarzu, ale zadnego nie spotkalam


  • Gość: artu IP: 62.98.101.* 27.01.03, 16:30
    Dzieki za info.
    Pozdrowienia.
  • Gość: kinga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.01.03, 20:55
    nie ma sprawy
    ale moze Ty wiesz cos wiecej?
    Pozdrawiam
  • Gość: Doki IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 19.01.03, 19:27
    Natrafilem ostatnio na ogloszenie firmy, ktora
    posredniczy w zalatwianiu czasowych kontraktow w Holandii.
    www.detadoc.nl
  • Gość: jurek IP: proxy / 217.96.45.* 29.01.03, 00:10
    Strona goscia odpowiedzialnego za rekrutacje lekarzy do Dani:
    www.hawgood.org/
  • Gość: kinga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.02.03, 13:36
    jesli bym wyjechala to dlatego, ze sle sie czuje w tym kraju, wsrod tego
    spoleczenstwa
    powiedzcie mi, czy w innych krajach jest tak samo?
    bo moze musze sie pogodzic z tym, ze na calym swiecie nie mozna liczyc minimum
    kultury (patrz- watki na tym forum, wypowiedzi w autobusach, kolejkach,
    urzedach, w sklepie, u lekarza, w urzedzie, telewizji, gazecie itd. itp.)
    oczywiscie potrafie to ignorowac, ale niestety nie mozna uniknac kontaktow z
    przypadkowymi ludzmi
  • lekarzyna 15.02.03, 11:18
    Gość portalu: kinga napisał(a):

    > jesli bym wyjechala to dlatego, ze sle sie czuje w tym kraju, wsrod tego
    > spoleczenstwa
    > powiedzcie mi, czy w innych krajach jest tak samo?
    > bo moze musze sie pogodzic z tym, ze na calym swiecie nie mozna liczyc
    minimum
    > kultury (patrz- watki na tym forum, wypowiedzi w autobusach, kolejkach,
    > urzedach, w sklepie, u lekarza, w urzedzie, telewizji, gazecie itd. itp.)
    > oczywiscie potrafie to ignorowac, ale niestety nie mozna uniknac kontaktow z
    > przypadkowymi ludzmi

    +Minimum Kutury jest wszedzie, Polska nie jest jedyna w tym wzgledzie.
    Kolejek w urzedach nie ma
    bo nie ma tyle urzedow.
    Kolejek w sklepach nie ma bo jest wiecej sklepow
    Kolejek u lekarza nie ma bo jest wiecej psow w bialych kitlach (lub
    niebieskich) i ludznosc wie lepiej zeby tych nieukow omijac.
    W rzedzie_ juz pisalem.
    W telewizji: co cie obchodza kolejki w telewizji?
    Koleki w gazecie? Co ty cpasz?

    Kontaktow ze mna nie unikniesz, bo jak kupilas sobie komputer i subskrypcie do
    internetu, to wylupilas prawo czytania mnie czy chcesz czy nie. Jestem twoim
    najwiekszm wrogiem, choc byl nim konowal Doki. Przyjemnie ci?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka