Dodaj do ulubionych

Nie chcę aby studenci uczyli się na moim przypadku

31.01.07, 19:02
Witam Was,

Mam pytanie, a właściwie problem. W poniedziałek ide do szpitala na oddział endokrynologiczny. Podejrzewane jest u mnie PCO. To schorzenie związane z bezpłodnością. Mam typowe i krepujące objawy tej choroby takie jak: otyłość, owłosienie na całym ciele.
Szpital w którym będę leżeć należy do Akademii Medycznej i boję się że zdarzą się sytuacje, w których lekarz przyprowadzi studentów i będzie im mnie "pokazywał".
Mam dopiero 22 lata i będę czuła się skrępowana jeśli będę musiała się przed nimi rozebrać. Do tego wszystkiego jestem chora na zanik mięśni więc jeszcze komiczniej to wygląda i tym bardziej ejstem zakompleksiona.

moje pytanie brzmi czy mam prawo powiedzieć że nie życze sobie obecności studentów??
Edytor zaawansowany
  • zizi3 31.01.07, 19:32
    Powiedzieć masz prawo. Może ktoś to uwzględni... Ale Akademia Medyczna jest
    placówką dydaktyczną i pacjent podpisuje zgodę na obecność studentów. Może
    protestować jeżeli ich ilość lub zachowanie odbiega od normy. Na pocieszenie
    powiem Ci , że na ogół są tak znudzeni , że bez trudu zignorujesz ich obecność.
    jeśli będzie więcej iz 3-4 nie zgadzaj się nawet na wywiad. Pozdr.
  • vlad 31.01.07, 20:13
    Masz prawo odmówić.POdobnie jak masz prawo odmówić pobrania krwi, usg, całej diaagnostyki. Ale jak napisał przedpiśćca zizi klinika am to miejsce , gdzie kształci się lekarzy. Może podejdź do tego tak: jaak za parę lat ci studenci będą pracowac samodzielnie to przypomną sobie rozmowę z sympatyczną pacjentką z pocos jak zobaczą kogoś z podobnymi objawami.
    ps. a gdzie masz się położyć?
  • tenshii 31.01.07, 20:48
    Wrocław Pastera
  • fevvers 02.02.07, 20:15
    A przyjmą Cię do szpitala? Bo sądząc po ostatnich wydarzeniach z komornikiem to
    chyba tak nie bardzo...
  • tenshii 03.02.07, 22:01
    no własnie stwierdzili, że mam szybko przychodzić bo potem to może być niemozłiwe
  • lohengrin4 31.01.07, 23:56
    masz prawo odmówić. Ale to poniekąd koszt pobytu w Klinice.
    Skoro w ramach tego samego ubezpieczenia nie dopłacając trafiasz do placówki
    referencyjnej a nie jak to się kiedyś mówiło "rejonowej", to zgodą na badanie
    przez studentów jakby wyrównujesz ten bonus który dostałaś.

    Rozumiem, że może być to krępujące. Ale uwierz mi, studenci na endokrynologii
    to studenci wyższych lat, jak pamiętam siebie z tamtego czasu, to element
    jakiegoś niezdrowego zainteresowania dawno wygasł. Wygląd to oczywiście
    problem, ale nie sądzę by studenci na tej klinice dali Tobie odczuć jakieś
    swoje emocje z tym związane.

    Poza tym - w końcu pracownicy kliniki to też ludzie, nie masz gwarancji że nie
    spotka Cię większa patologia w relacjach z nimi niż ze studentami.
    Weź przykład starszych, doświadczonych pielęgniarek zabawiających się
    fotografowaniem wcześniaków. Młode uczennice raczej by takiej głupoty nie
    zrobiły.

    Znane mi są przypadki postępu diagnostyki dzięki studentom, którym chciało się
    pacjenta niezwykle dokładnie zbadać i coś nowego znaleźli.

    To wszystko nie jest takie proste i jednowymiarowe.

    Rutyna tylko pozornie daje poczucie bezpieczeństwa.

  • franc_tireur 01.02.07, 09:45
    Ściśle rzecz biorąc, Ustawa o yawodyie lekarza mówi o problemie tak:

    " Art. 36.

    1. Lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania
    intymności i godności osobistej pacjenta.

    2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze
    względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób
    wymaga zgody pacjenta i lekarza.

    3. Lekarz ma obowiązek dbać, aby inny personel medyczny przestrzegał w
    postępowaniu z pacjentem zasady określonej w ust. 1.

    4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych
    jednostek badawczo-rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia
    studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego w zakresie
    niezbędnym do celów dydaktycznych. W przypadku demonstracji o charakterze
    wyłącznie dydaktycznym konieczne jest uzyskanie zgody pacjenta."

    Co oznacza, że tylko demonstracja o charakterze czysto dydaktycznym wymaga zgody
    pacjenta - tzn. zgody wymaga pokazanie studentowi pacjenta na zasadzie
    "przyjrzyj się, tak wygląda chory z PCOS" (osobiście nie pamiętam ze studiów
    tego typu demonstracji, z wyjątkiem kilku, które dotyczyły noworodków i bardzo
    małych dzieci), nie wymaga uczestnictwo w zabiegu, wizycie, zbieranie wywiadu
    czy badanie, które ma znaczenie diagnostyczne ( w każdym razie ja tak to
    interpretuję).

    Przyznam, że trochę nie rozumiem Twojej postawy, chociaż myślę, że jest
    zrozumiała, jeśli weźmie się pod uwagę to, że to, czego się obawiasz, to
    nieodpowiadające rzeczywistości wyobrażenia. Nikt na klinikach nie "pokazuje"
    pacjentów, na ogół studenci są wysyłani pojedynczo lub w małych (dwu-
    trzyosobowych) grupkach, żeby przeprowadzić wywiad lekarski, rzadziej badanie
    (wtedy raczej nie "grupowo"). Nie wygląda to w ten sposób, że przypatrują Ci się
    jak "dziwadłu". Po prostu przychodzą do Ciebie i rozmawiają - chcą wiedzieć jak
    się czujesz, co Ci dolega, jak się zaczęła Twoja choroba, jak byłaś dotąd
    leczona i czy Ci to pomagało. Wszystko to po to, żeby kiedyś jakaś kobieta z
    objawami podobnymi do Twoich nie musiała "miesiącami tułać się po lekarzach",
    jak to jest często na innych forach opisywane, bo mimo najlepszych chęci i
    godzin spędzonych nad książkami, zawsze najsilniej zapamiętuje się to, co
    zobaczyło się i usłyszało od pacjenta. Z relacji pacjentów te kontakty ze
    studentami często są najmilszymi kontaktami z służbą zdrowia, bo studenci mają
    czas, zainteresowanie i z reguły mnóstwo żywiołowej życzliwości, która potem
    często w natłoku obowiązków i rutyny gdzieś ucieka. Pomyśl o tym.

  • kate0809 01.02.07, 09:58
    Najmilej wspominam ze studiów właśnie ćwiczenia praktyczne w
    klinikach.Zazwyczaj pacjenci sami chcieli rozmawać, bo byli świadomi tego, że
    ich przypadek pomoże nam w pogłębieniu naszej wiedzy.Wierz mi studenci są
    bardzo mili i nie podchodzą do pacjenta rutynowo, a w większości przypadków
    3/4 grupy to kobiety:).Nie ma potrzeby, abyś nastawiała się negatywnie.Jeżeli
    chodzi o mnie -to nie pamiętam, abym kiedykowiek posiadała niezdrową
    ciekawość :).
    --
  • agulha 01.02.07, 14:11
    Ogólnie zgadzam się z Wami, ale opowiem może dwie skrajne (zaznaczam!) sytuacje
    z własnego doświadczenia. Z okresu studiów, które skończyłam, ekhem, kilkanaście
    lat temu.
    1. Klinika ginekologii w Warszawie. II Wydział Lekarski, chyba Bródno, ale nie
    jestem pewna. Badanie ginekologiczne pacjentek w sali, do której zapędzano
    wszystkich studentów (minimum dwie grupy) i cały personel medyczny (tak jakby w
    ramach obchodu). Prawie nikt nic nie widzi, bo od wiadomej strony jest malutko
    miejsca, przy oknie, ale wszyscy muszą być, cholera wie, po co. I kolejne
    pacjentki są badane w takim tłumie luda. Byłam zniesmaczona, ale oczywiście
    studenci nic nie mają do gadania.
    2. Szpital (chyba kliniczny) we Francji. Oddział porodowy. Sale jednoosobowe.
    Zostaliśmy pouczeni, że tylko jeden, zawsze ten sam, student, może wchodzić do
    pokoju danej pacjentki. Nie można zwiększać stresu kobiet przez to, że widzą
    coraz to nowe twarze. Tak samo położna była zawsze ta sama, przynajmniej na
    danym dyżurze. O ile pamiętam, dodatkowo pytano jeszcze kobietę, czy nie ma nic
    przeciwko obecności studenta.
  • aguagugu 07.02.07, 15:18
    Tenshi, chciałbym, żebyś mi odpowiedziała na proste pytanie:
    kiedy:
    - wsiadasz do autobusu
    - wchodzisz do sklepu, kawiarni, kina itp
    - idziesz na plażę
    wybierasz takie i wyłącznie takie, przed wejściem do ktorych widnieje napis:
    STUDENTOM MEDYCYNY WSTEP SUROWO WZBRONIONY(ewentualnie jeszcze "pod groźba
    surowych kar z karą śmierci włącznie)?
    Zapewniam cię, że więcej złośliwych i głupawych komentarzy usłyszysz właśnie w
    takich, jak wymienione powyżej miejscach ze strony "niemedyków" aniżeli w
    szpitalnej sali chorych z ust choćby najgłupszego studenta.



  • aga-83 01.02.07, 21:38
    Szybciej doznasz upokorzenia ze strony grupy lekarzy, którzy chcą pokazać
    studentom i wszystkim ile to oni mogą, niz ze strony przestraszonych
    studentów..Wierz mi.. Studenci są zawsze bardzo mili, uczynni i nigdy Ci nic
    przykrego nie powiedzą.
  • nowa.w.miescie 01.02.07, 23:24
    Jak to wszystko fajnie napisane ;)
    Tylko, że wy to piszecie z tej drugiej strony.
    A dla niej to będzie traumatyczne przeżycie.

    Znam trochę studentów medycyny - i jakoś ta wizja odbiega od waszej sielankowej.
    ROzumiem też Was, chcecie się uczyć na żywym przykładzie. Ale w tym
    najważniejsza jest ta dziewczyna, a nie wy.
  • lohengrin4 02.02.07, 10:17
    > A dla niej to będzie traumatyczne przeżycie.

    Życie jest traumatycznym przeżyciem. Nie przesadzajmy z tym chronieniem, bo jak
    nie od nas, to od innych i tak zbierze po mordzie.

    > ROzumiem też Was, chcecie się uczyć na żywym przykładzie. Ale w tym
    > najważniejsza jest ta dziewczyna, a nie wy.

    Oczywiście ze najważniejsza. Ale to nie znaczy że jedyna.
    Sformułowanie "ona a nie wy" ma w tym kontekście posmak sylogizmu.
    Ona, a potem my, a nie ona a nie my.
    Zyjemy w świecie absolutnej pogardy dla precyzji wypowiedzi.



  • agawamala 02.02.07, 08:30
    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Stara prawda. Może popatrz na to tak:
    Leżysz w Akademii Medycznej, placówce, która w założeniu ma zajmować się
    RÓWNIEŻ DYDAKTYKĄ. Nie zgadzasz się , aby Twój "przypadek" był demonstrowany
    studentom. Bo Cię to krepuje ( nie masz natomiast skrupułów, aby korzystać z
    zaplecza dobrze wyposażonego szpitala), nie wyrażają na to zgody także inni
    pacjenci. Studenci zostają na korytarzu, a ten lub inny zespół znają tylko z
    podręczników.
    Mijają lata, studenci nie sa już studentami. I trafiasz do nich ze swoją
    chorobą, która lekarzowi wydaje się podobna do tej z podręcznika, ale w realu
    nigdy jej nie widział, bo nie miał okazji.
    I zapytać tez nie ma kogo, bo w tej samej sytuacji sa koledzy.
    Co więc robi ? Coś znacznie gorszego. Nie uczy się o g l ą d a j ą c Twój
    przypadek jako student, a eksperymentuje na Tobie jako lekarz. I może tak się
    zdarzyć, że będzie Cię leczył (a) na inną chorobę.
    No, bo przeciez przed laty nie chciałaś, aby studenci "uczyli się na Twoim
    przypadku".
    Przemyśl to.
  • zzz12 02.02.07, 08:48
    Argumenty za zgoda na obecnosc studentow podczas badania juz padly.
    Ale niektorzy pacjenci cierpia na choroby, ktore nie moga byc leczone w
    szpitalach o nizszym stopniu referencyjnosci. Czasem nie ma innego szpitala w
    okolicy i pacjent tak naprawde nie ma wyboru i musi trafic do kliniki. To nie
    znaczy, ze ma psi obowiazek sluzenia jako "material dydaktyczny". Ma prawo
    sprzeciwu i powinno ono zostac uszanowane bez jakichkolwiek komentarzy ze
    strony personelu. Na szczescie wiekszosc pacjentow klinik godzi sie na obecnosc
    studentow, wiec poziom polskiej medycyny pewnie nie ucierpi, jesli studenci
    nie zobacza jednej dziewczyny z PCOS.
    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • lohengrin4 02.02.07, 09:44
    > To nie
    > znaczy, ze ma psi obowiazek sluzenia jako "material dydaktyczny". Ma prawo
    > sprzeciwu i powinno ono zostac uszanowane bez jakichkolwiek komentarzy ze
    > strony personelu.

    Prawo do sprzeciwu ma się zawsze, również będac prowadzonym na szubienicę.
    Co innego skuteczność i umotywowanie tego sprzeciwu.

    Uważam, że obecność studentów w klinice jest czymś tak zwyczajnym, że personel
    i owszem ma prawo komentować odmowę pacjenta (tak jak pacjent MA PRAWO odmówić).
    Zyjemy jak widać w totalnej sieci wzajemnych PRAW DO, zresztą jest to pewna
    definicja wolności - suma prywatnych wolności ograniczonych z każdej strony
    tak, by w dopuszczalny przez ogół spoób nie kolidowały z innymi, tak samo
    przyciętymi i ograniczonymi, indywidualnymi wolnościami.
    Więc pacjent MA PRAWO odmówić, a personel kliniki MA PRAWO źle to oceniać.

    Współczesny świat powariował jak chodzi o prawa człowieka, dawniej tego nie
    było i może było normalniej. Macie te swoje prawa, tą iluzoryczną i
    nieistniejącą równość i co? Burdel jak był tak jest, może nawet gorszy.


  • snajper55 02.02.07, 10:00
    lohengrin4 napisał:

    > tak jak pacjent MA PRAWO odmówić

    USTAWA o zawodzie lekarza Art. 36.

    2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze
    względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób
    wymaga zgody pacjenta i lekarza.

    4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych
    jednostek badawczo-rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia
    studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego w zakresie
    niezbędnym do celów dydaktycznych.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • alergenzb 03.02.07, 23:42
    > Ale niektorzy pacjenci cierpia na choroby, ktore nie moga byc leczone w
    > szpitalach o nizszym stopniu referencyjnosci

    Cała twoja wypowiedz jest mądrą i rozsadną rada :-))

    Takich pacjentow jest wiele.
    Ja także nie chce leczyć dziecka w szpitalu II czy III referencyjności, ale
    niestety, inne szpitale odrecznie kierują dziecko do tych szpitali i nie mam
    innego wyjścia. Ponieważ w Polsce nie ma prywatnych szpitali pediatrycznych, a
    wielka szkoda!!!
    Pisemnie nie wyrażam zgody już na Izbie przyjęć na udział studentów, i nie mam
    z tym żadnych problemów. Jezeli na izbie przyjęć w kartę-historię choroby jaką
    dają pielegniarki do podpisu, wpiszesz ze nie wyrażasz zgody na udział
    studentów, nie powinno być z tym problemu.
    Skoro przyjmą cię z zamieszczoną uwagą z twojej strony, to muszą ją
    zaakceptować.


  • nowa.w.miescie 02.02.07, 09:32
    A czy wszystkie choroby widziałaś na żywo ?
    Nie !


    Tylko i wyłącznie interesuje Ciebie twoje dobre, a zakładam że lekarz powinien
    kierować się z gołą czymś innym.

    Nie neguję, że to jest złe; ale jeśli zdarza się osoba o innej wrażliwości niż
    twoja - to twoim psim obowiązkiem jest to uszanować !
    A zaplecze szpitala nie ty fundujesz - tylko też i ona w postaci podatków !!!
    Sprzęt szpitalny nie jest twoją własnością, co niestety co krok można się
    przekonać widząć praktyki lekarskie. Prywatne wizyty na sprzęcie państwowym !
  • lohengrin4 02.02.07, 09:51
    > A czy wszystkie choroby widziałaś na żywo ?
    > Nie !

    Między innymi przez takich pacjentów, którzy nie widzą dalej niż czubek
    własnego nosa. Do szpitala sie idzie leczyć a nie pielęgnować wrażliwość.

    > zakładam że lekarz powinien kierować się z gołą czymś innym.

    wiadomo czym kierować się z gołą. Z ubraną to już inna sprawa ;-).



  • tenshii 02.02.07, 11:25
    Wątpię czy ty wogóle wiesz co to wrażliwość. Natomiast wiesz bardziej niż ktokolwiek coto czubek własnego nosa...
  • agawamala 02.02.07, 11:33
    Empatia, wrażliwośc nie są tożsame z wyrażaniem zgody na dyktowanie waruków.
    Studenci medycyny nie przychodzą na zajęcia w celach rozrywkowych, a tylko i
    wyłącznie po to, żeby się czegos nauczyć.
    Jeśli ktos jest tak bardzo delikatny i wrażliwy, że przeszkadza mu obecnośc
    trzecich osób w placówce DYDAKTYCZNEJ to niech leczy się prywatnie. Droga wolna.
  • lohengrin4 02.02.07, 19:19
    przewidywalność odpowiedzi na tym forum jest porażająca.

    Człowiek coś skomentuje nie po myśli obowiązującej (zgodnej z pozycją pacjentów-
    bogów, wszechmogących katów lekarzy),a już jest komentarz o niby naszym
    poczuciu pychy itp.

    Jakież to nudne, płytkie i banalne.
  • zorka-5 18.03.08, 02:34
    A przepraszam, pacjent jest dla lekarza czy lekarz dla pacjenta?

    Poza tym, czy to tak trudno skrępowanemu pacjentowi powiedzieć np. cos takiego:
    Proszę pana, pański przypadek jest rzadki. Mógłby pan bardzo pomóc studentom,
    gdyby zgodził się pan na rozmowę z nimi.
    (a po jakimś czasie)
    czy był pan zadowolony z rozmowy ze studentami? Czy zatem mógłby pan rozważyć
    poddanie się badaniom przeprowadzonym przez studentów?

    Daję 90% szans, że po tak przeprowadzonej rozmowie sceptyczny pacjent się zgodzi.

    Mozna nakłonić pacjenta do współpracy tak, zeby nie czuł się jak królik
    doświadczalny.
  • madzia.te 20.03.08, 17:06
    zawsze pytam swojego pacjenta czy zgadza się na obecnośc w trakcie
    badania osób dodatkowych- stazystów, koleżanek, pytam czy chce
    obecności kogoś z rodziny- jesli są razem.
    ale jeśli odmówi- szanuję odmowę i nie naginam.
    a zajęcia ze studiów- kiedy cała sekcja kolejno badała jedną osobę
    per rectum, oglądała kłykciny czy sprawdzała rozwarcie szyjki w
    trakcie porodu- koszmarek.
    opinia ,że decyzja na leczenie w klinice jest kompromisem- bo
    lepsze leczenie,swiatowe metody i wielka wiedza w zamian za
    udostępnienie swego organizmu do nauki studentom?
    owszem- jesli chory nie ma nic przeciwko.
    ale jesli odmawia- ma prawo.
  • franc_tireur 02.02.07, 10:00
    Nie rozumiecie pewnej bardzo prostej i bardzo oczywistej rzeczy - student
    medycyny idąc na zajęcia kliniczne kieruje się interesem pacjentów. Jakby
    kierował się swoim, uwierzcie mi, poszedłby na piwo.
  • snajper55 02.02.07, 10:04
    nowa.w.miescie napisała:

    > Nie neguję, że to jest złe; ale jeśli zdarza się osoba o innej wrażliwości niż
    > twoja - to twoim psim obowiązkiem jest to uszanować !

    Nie jest. Skoro to jest osoba o innej wrażliwości, to niech nie idzie do
    szpitala akademii medycznej. Proste.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • zzz12 02.02.07, 10:17
    czasem pacjent z roznych powodow nie ma mozliwosci wyboru szpitala.
    Hospitalizacja dla niektorych osob jest silnym stresorem, z powodu deprywacji,
    poczucia uzaleznienia od innych osob i uczucia uprzedmiotowienia i braku wplywu
    na swoj wlasny los. Mowienie pacjentowi w takiej sytuacji, ze nie ma obowiazku
    leczenia i zeby spadal na drzewo lub do innego szpitala jest nie fair. Przeciez
    naprawde nie potrzeba wiele- odrobina empatii, ot, to wszystko.
    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • franc_tireur 02.02.07, 10:27
    Nie sądzę, żeby mimo tych dość jasno sformułowanych przepisów, ktoś autorkę
    wątku badał na siłę. Podobnie jest w przypadku przeszczepów - prawo stanowi, że
    pośmiertnym dawcą organu może być każdy, kto za życia nie zgłosił sprzeciwu, a
    życie wygląda tak, że i tak za każdym razem uwzględnia się życzenie rodziny.
    Ktoś więc umiera, bo nie doczeka przeszczepu, kto inny nie zostaje wcześnie
    zdiagnozowany, bo niedoświadczony lekarz nie rozpoznał początkowych objawów
    choroby - i to jest bardzo nie fair. Każdy ma prawo do egoizmu i do bycia
    głaskanym z tego powodu po głowie - i to jest nie fair. A w razie czego i tak
    winny jest "niedouczony konował" - i to też jest nie fair.
  • agawamala 02.02.07, 10:33
    Empatia nie oznacza, że nalezy pozwolic na dyktowanie warunków.
    Pacjent ma prawo wyboru placówki w całym kraju.
  • nowa.w.miescie 02.02.07, 10:33
    Na jakim świecie żyjesz ;) ?

    To co przedstawiają osoby w powyższych postach jest właśnie podejściem lekarza
    w polskich szpitalach. Prawie jak pół-bogowie.
    W sumie szkoda, ze trochę się potracili i nie wiedzą co jest nadrzędnym celem
    lekarza.
    Przykry to obraz, ale niestety prawdziwy ...

  • lohengrin4 02.02.07, 10:41
    > To co przedstawiają osoby w powyższych postach jest właśnie podejściem
    > lekarza w polskich szpitalach. Prawie jak pół-bogowie.

    I apiat' to samo do znudzenia, jak katarynka.
    Może kiedykolwiek konkrety co niby jest takiego w tych wypowiedziach.

    Póki co głosze tezę że w Polsce to pacjenci są bogami, mają takie prawa i
    żadnych obowiązków. Mogę to udowodnić.
    Ale już nie mogę zdzierżyć tysiąc razy powtarzanej opinii o lekarzu-bogu
    (prawie jak o jakimś lekarzu), i to jeszcze bez najmniejszego uzasadnienia.

    Może sprowadźmy to forum do tego poziomu i okraszajmy każdy post uwagami typu
    - jutro nie zaświeci słońce.
    - mam serce ośmiokomorowe.
    - Rubik jest lepszy od Mozarta
    - margaryna jest bardziej prestiżowa od kawioru
    - lekarze to półbogowie.

    Każde z tych stwierdzeń jest przecież do bólu prawdziwe.

  • tenshii 02.02.07, 11:28
    Powiem tak:
    jestem osobą na wóżku i bardzo ciężko jest mi cokolwiek samemu przy sobie zrobić. Próbowałam znależć inny szpital, w którym mogłabym zrobić te same badania. Głównie ze wzglęu na to, że budynek na Pastera jest stary z dużą liczbą schodów, wąskich korytarzy i starych bardzo wysokich łóżek, jak zresztą powiedział sam lekarz tam pracujący.
    Tylko że we Wrocławiu nie ma innego miejsca, w którym te wynikimoge zrobić.
    Podobnie jak dzieci chore na raka nie będą miały już jak leczyć się we Wrocławiu.
    Uwierz mi - zmieniłabym ten szpital bez wahania na inny.
  • agawamala 02.02.07, 10:30
    Ależ ja "na żywo" widziałam naprawdę nieliczne choroby z prostej przyczyny -
    NIE JESTEM LEKARZEM.
    Powtarzam - Akademia Medyczna jest placówka, która obok świadczenia
    działalności usługowej ( leczenie) ma za zadanie zajmować się nauką i
    dydaktyką. W ramach dydaktyki jest to kształcenie studentów i podyplomowe.
    Kliniki są lepiej wyposażone, mają lepsze mozliwości diagnostyczne, łatwiej o
    konsultacje specjalistów pokrewnych lub rzadkich dziedzin. Ale jest cena
    leczenia w takiej placówce - obecność osób uczących się. Są to studenci
    wydziałów : lekarskiego, pielęgniarskiego, elektroradiologii, lekarze stazyści
    odbywający staże podyplomowe i do specjalizacji.
    Zapewniam ( jako nauczyciel akademicki innej uczelni), że nikt nie przychodzi
    na zajęcia w celach rozrywkowych.
    Na polonistyce wielu rzeczy można nauczyć się z książki, na medycynie,
    niestety, nie. Trzeba zobaczyć, zbadać, posłuchać, dotknąć, czasem powąchać.
    Ktoś się krępuje, nie zgadza, jest zbyt wrażliwy. Ma wyjście - może leczyć się
    w szpitalach, które nie zajmują się dydaktyką lub prywatnie.
    P.S. Przykład może nie najbardziej trafny. Czy chcielibyście, aby prawo jazdy
    otrzymywał kierowca, który uczy się jeździć nie na ulicach a wirtualnie, a
    wiedzę ma teoretyczną? Otrzyma stosowny dokument, siądzie za kierownicą
    i ...........sorry, ale tu kończy się moja wyobraźnia.
  • nowa.w.miescie 02.02.07, 10:38
    Rzeczywiście przykłąd nietrafiony.

    A co w przypadku, gdy dziewczyna dostała skierowanie właśnie do KLINIKI a nie
    szpitala <wychodząc z zał. że tam są "lepsi" lekarze, sprzęt> ?
    I jeśli dla niej to jest na prawdę cięzkie - być badanym w obecności innych
    osób, jej równolatków ?
    Czy jedna osoba robi aż taką różnicę ?

  • franc_tireur 02.02.07, 10:42
    Może nie czytasz wszystkich postów, może robisz to niezbyt uważnie - mimo że
    prawo stanowi inaczej, pacjenci są z reguły proszeni o uczestnictwo w zajęciach
    ze studentami i jeśli mają z tym jakiś szczególny problem, nikt ich do tego nie
    zmusza.
  • lohengrin4 02.02.07, 10:42
    > I jeśli dla niej to jest na prawdę cięzkie - być badanym w obecności innych
    > osób, jej równolatków ?

    to niech leczy także psychikę.
  • lohengrin4 02.02.07, 10:47
    > Czy jedna osoba robi aż taką różnicę ?

    Nie chodzi o osobę tylko o zasadę.

    Dla jasności - bywało, że moja żona leżała w klinice. I do głowy mi nie
    przyszło zabiegać by jej tam kto nie oglądał ze studentów.
    A badał ją nasz kolega - też możnaby robić z tego problem.

    I tak bez końca.
    Odrobinę odporności, dojrzałości i dystansu.
    Może wtedy nawet lekarze przestaną się wam wydawać półbogami.
    Ładny mi półbóg- ogląda gó.., wącha śmierdzący oddech, jedzie w środku nocy do
    pijackiej meliny, to wszystko za 1100 zł. No prawie stały rezydent Olimpu.



  • agawamala 02.02.07, 10:53
    Leżałam w klinice, w której pracuje mój mąż. Oglądali mnie, bynajmniej nie w
    sukni koktajlowej, nasi znajomi, przyjaciele, z którymi wyjeżdżamy na wakacje,
    chodzimy do teatru, spędzamy Sylwestra.
    Oglądali mój brzuch, moje piersi. Robili to w obecności studentów. I do głowy
    mi nie przyszło, żeby protestować.
  • zzz12 02.02.07, 11:21
    lohengrin4 napisał:


    >
    > Dla jasności - bywało, że moja żona leżała w klinice. I do głowy mi nie
    > przyszło zabiegać by jej tam kto nie oglądał ze studentów.
    >

    Dla jasnosci- Tobie nic do zgody na ogladanie Twojej zony przez studentow- to
    ona byla pacjentka. Jesli nie miala nic przeciwko - chwala jej za to, ale to
    jej decyzja i swiadoma zgoda.

    Dla innej jasnosci- gdybym byla pacjentka na okulistyce- nie ma problemu, moge
    nawet pozwolic studentom na nauke pomiaru cisnienia w galce ocznej tonometrem
    Schötza, czy jak sie jego nazwisko pisalo...no problem.
    Na ginekologii zdecydowanie nie zgodzilam sie na obecnosc studentow- z prostego
    powodu: byli to moi koledzy z roku, co stawialo mnie w wyjatkowo krepujacej
    sytuacji.
  • agawamala 02.02.07, 11:24
    Ale Tenshii chyba nie znała osobiście studentów :))).
  • agawamala 02.02.07, 10:47
    Ano robi. Bo jeśli jedna osoba jest tak wrażliwa to dlaczego i inne mają się
    godzić?
    Powtarzam, ceną za lepszy sprzęt, wyższe kwalifikacje lekarzy jest udział w
    procesie dydaktycznym.
    Nikt nikogo nie zmusza do leczenia w klinice.
    Dlaczego pozwalasz, aby kierowcy uczyli się jeździć na publicznych drogach, a
    studentom odmawia sie prawa do nauki w szpitalach będących baza dydaktyczną?
    Autorka wątku krępuje się studentów, a ja np. panicznie boję się "nauki jazdy".
  • zizi3 02.02.07, 10:52
    > Czy jedna osoba robi aż taką różnicę ?

    a co będzie jak wszyscy pacjenci odmówią?
  • agawamala 02.02.07, 10:54
    Będą winni lekzrze ( sorry "konowały"), bo są niedouczeni.
  • zzz12 02.02.07, 11:55
    Po pierwsze, Tenshii, masz prawo sie nie zgodzic na obecnosc studentow,
    jakkolwiek nie spodziewaj sie entuzjazmu ze strony personelu.
    Mysle, ze taki problem bylby rzadkoscia, gdyby inaczej wygladalo ksztalcenie
    lekarzy w Polsce.
    Lohengrin, Franc-tireur,slav, ilu pacjentow (w sensie: przypadkow, nie
    personalnie) pamietacie ze studiow w taki sposob, ze wplynelo to znaczaco na
    wasze kompetencje zawodowe? Ja pamietam doslownie kilku na krzyz: niemowle z
    pneumocystozowym zapaleniem pluc, jako po prostu lezace w lozeczku dziecko,
    mlodego czlowieka z niewydolnoscia nerek po kilkunastoletnim leczeniu cukrzycy
    insulina wieprzowa, niezliczonych pacjentow z wadami mitralnymi na
    kardiologii..a z racji specjalizacji nawet nie potrafie dzis osluchac serca czy
    pluc. I co mi z tego? Moge sie zalozyc, ze tak naprawde medycyny zaczyna sie
    uczyc dopiero po studiach, gdy ma sie wlasnych pacjentow. Gdyby ten sposob
    nauki przesunac na szkolenie przeddyplomowe, na modle zachodnia: student pod
    opieka mentora opiekuje sie swoim(i) pacjent(ami), musi ich zbadac, opisac,
    zreferowac, zaproponowac leczenie, mysle, ze taka sytuacja, gdy student
    podchodzi jako "doktor" w pojedynke do pacjenta, a nie jako jeden z kilkunastu
    podpieraczy scian podczas np. badania ginekologicznego, jak to opisala
    franc_tireur, budzilaby mniej protestow pacjentow przed byciem "obiektem
    dydaktycznym", a na pewno znaczaco wplynelaby na poprawe jakosci ksztalcenia
    lekarzy in spe.
    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • franc_tireur 02.02.07, 14:22
    Panowie z marskością wątroby i wodobrzuszami, w tym jeden dializowany, w ciężkim
    stanie z powodu zadania sobie glikolu, kobieta w ciąży z mukowiscydozą,
    dziewczyna po samobójczym nadużyciu paracetamolu, mężczyzna w manii (tego się
    nigdy nie zapomina - pamiętam o czym opowiadał :)), schizofreniczka z
    hiperprolaktynemią polekową, kobieta z poporodowym rozejściem się spojenia
    łonowego, pacjent "oskórowany" po wpadnięciu pod tramwaj, pacjent, który żyje 16
    lat z przeszczepionym sercem i ma się świetnie, wieczny rezydent szpitala,
    kilkuletni Miecio, który nam pokazywał co robimy źle przy badaniu
    neurologicznym, Amelka z ALL na hematologii, która za każdym razem była przez
    lekarkę prowadzącą przekupywana, żeby zechciała porozmawiać z nami wielkim
    czerwonym lizakiem, chłopczyk z zespołem Pradera-Williego...mogłabym wymieniać i
    wymieniać, chociaż, możesz mi wierzyć lub nie, byłam ostatnią osobą, która
    podchodziła do pacjenta i jeśli miało go zbadać 5 osób, a widziałam, że nie jest
    to dla niego przyjemne, rezygnowałam z badania. Myślę, że nie tylko o to tutaj
    chodzi.
    Bo najbardziej pamiętam, jak początkowo podchodząc do pacjentów czułam dystans i
    skrępowanie, czułam się nieswojo i głupio przebrana za doktora, z tym
    stetoskopem dyndającym u szyi, przez który i tak niczego specjalnego nie umiałam
    usłyszeć, badanie szło mi niezgrabnie. I trzeba było wielu kontaktów z
    pacjentami, żeby zyskać swobodę, która daje też komfort i poczucie
    bezpieczeństwa pacjentowi, która pozwala przeprowadzić wywiad sprawnie,
    skutecznie i ze swobodą, a nie jąkając się i wracając po 5 razy, bo się o czymś
    zapomniało, która pozwala zbadać szybko, sprawnie i efektywnie, a jak pacjent
    jest skrępowany, bo to, powiedzmy, badanie per rectum, umieć powiedzieć lub
    zrobić coś, co sytuację rozładuje i uczyni dla niego łatwiejszą. I myślę, że
    strasznie by było stanąć tete a tete z pacjentem, będąc już pełnoprawnym
    doktorem i nie umieć tego wszystkiego, i być bezradnym i zagubionym i dopiero
    wtedy się uczyć.

    Zgadzam się z Tobą, że system kształcenia jest beznadziejny, zwłaszcza od strony
    praktycznej. Szkoda nawet gadać o podpieraniu ścian, zwłaszcza, że mnóstwo razy
    podpierałam ściany godzinami czekając tylko na asystenta na korytarzu, zdarzało
    się, że kończyło się to tym, że asystent się zjawiał, zadawał kilka trudnych
    pytań, robił nam awanturę, że nic nie umiemy i wyrzucał nas do domu. Ale to już
    zupełnie inna historia.
    Mimo wszystko myślę, że opisana (nie przeze mnie) sytuacja grupowego badania
    ginekologicznego to ekstremum, które pewnie się zdarza - nie wykluczam, ale
    zdarza się wyjątkowo. I mimo wszystko coś się w tych sprawach zmienia - jak się
    okazuje moja uczelnia wprowadziła system oceny nauczających, który, o dziwo, nie
    jest tylko kolejną akcją niszczenia lasów, ale rzeczywiście jest brany pod uwagę
    i działa.
  • tenshii 02.02.07, 11:55
    Wiecie co, rozpętałam burzę widzę. Może ja tosprostuje i napiszę o co chodzi.

    No więc tak:
    Tu nie chodzi o to że ja im nie pozwolę do siebie dojść. Ja im mogę opowiedzieć całe swoje zycie. Ja im mogę naprawdę poświęcić swój cały wolny czas. Mogę im opowiedzieć nie tylko o schorzeniu, które tam będą mi leczyć, ale moge również opowiedzieć im o zaniku mięsni na któyc horuje jeśli będą chceili.

    Ale nie rozbiorę sie przed nimi. Nie pozwolę się dotykać, badać. Dlaczego?
    Bo jestem młodą kobietą, mam 22 lata. Bo oni też są mniej więcej w tym wieku. Bo któegoś z nich mogę naprawdę znać - choćby z widzenia alb kiedys poznac. Bo oni poza pracą są tacy jak ja - to zwykli studenci, młodzi faceci, którzy lubią patrzeć na młode, piękne jędrne ciała. Bo po zajęciach podrywają te ładne panny a te brzydsze jakoś tam komentują. Bo to ja będę ich tematem w niektórych momentach. Bo potem mogę spotkać ich w autobusie kiedy nie będą już "praktykantami na klinice" tylk ozwykłymi ludźmi. Bo któryś z nich może być wyjątkowo złośliwym ibezczelnym gadem, który nie zrozumie, że to choroba. Bo lekarz to lekarz, dorosły dojrzały facet, który widział wiele, który już się wyszalał, który ma najprawdopodobniej żonę i 3 dzieci. To wszystko zmeinia postać rzeczy.
    Niektórzy z Was pisali, że Was badali i znajomi i studenci. Ja znajomemu z którym jeżdże na wakacje tez dałabym się zbadać. Igdybym była po 30 i zamężna to też zapewne nie obchodziliby mnie studenci.
    A Wy gdybyście mieli 22 lata, zdeformowane i brzydkie ciało to nei chcielibyście być badani przez rówieśników. Jestem tego pewna.

  • connie1 02.02.07, 12:07
    Prosze nie stawiajmy zasiekow i nie stojmy po obu stronach barykady!
    Nie wyobrazam sobie ,zeby przed prowadzeniem zajęc nie zapytac pacjenta czy
    sie zgadza na nie , nawet w jednostce klinicznej (90% sie zgadza)
    A z drugiej strony czasem mam wrazenie ,ze w opinii ogółu student po uzyskaniu
    dyplomu z diabla zmienia sie w momecie w aniola...w posrezeganiu pacjentow
    --
    Zapraszam!
    Forum Wady serca!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35361
  • agawamala 02.02.07, 12:18
    Wydaje mi się, że w pierwszej kolejności wymagasz konsultacji DOBREGO
    psychologa. I jest to moja szczera, nie złosliwa rada.
    Wśród studentów medycyny są także ( a może w większości) kobiety.
    Zapewinam Cię, że nikt nie rozpatruje przypadków widzianych na zajęciach i nie
    przenosi ich do prywatnego zycia.
    Jestem przekonana, że za tydzień nikt nie będzie pamiętał Twojej twarzy.
    Nie masz takich obiekcji w stosunku do lekarzy - zapewniam Cię, że facet 40-50
    letni, nawet jesli ma zone i dzieci, też chętnie obejrzy jędrne zdrowe ciało.
    Nie słyszałam, a obracam się w środowisku lekarskim od zawsze, żeby ktos w
    mojej obecności komentował zdeformowane ciało pacjenta.
    Złośliwym i "bezczelnym gadem" może być każdy- i student, i lekarz i
    pielęgniarka. I czy to oznacza, że nie rozbierzesz się przy nikim????
    Patologie, choć rzadkie, mogą zdarzyć się w każdym przedziale wiekowym.
    Moi studenci oglądają, częściej niż studenci medycyny, a w kazdym razie nie
    rzadziej, osoby o mocno zdeformowanych ciałach, ofiary wypadków. I nikt nie
    robi z tego sensacji. Nikt nie zadaje głupich pytań, nie zachowuje się
    nietaktownie.
    Byłam niewiele starsza od Ciebie, gdy mój obecny mąż ( którego wtedy nie
    znałam), będąc na stazu podyplomowym, wycinał mi wyrostek.
    Po dwóch latach zostałam jego żoną.
    Mam nadzieję, że Twój post nie jest prowokacją.
  • franc_tireur 02.02.07, 14:33
    Tenshii, nie sądzę, żeby rozbieranie się przed studentami było konieczne, żeby
    przeprowadzić zajęcia z Twoim udziałem. Myślę, że najlepszym wyjściem jest
    powiedzenie tego, co tu napisałaś swojemu lekarzowi prowadzącemu. Naprawdę nie
    wierzę, żeby ktoś Cię do czegoś zmuszał.
  • zorka-5 18.03.08, 02:23
    Wiesz, mistrz Bareja tak podsumował tego typu argumentację:
    A gdyby tu wasz synek z grupą stuosobową odlatywał, i
    każdy z rodziców chciałby wejść - to jaki był by tłok? sami widzicie, i nie
    mówcie, że nie macie synka, bo w każdej chwili mieć możecie !!! Sprawdzić czy
    nie ksiądz

    Przemyśl to.
  • nowa.w.miescie 02.02.07, 20:59
    DO lehengrina'a

    Piszesz gdziesz wyżej, że to pacjenci są bogami - a nie jak ja to określiłam
    lekarzy mianem połbogów.
    To Ci przytoczę historię, która się dzieje.

    Wczoraj mój tata żle się poczuł <tu standardowe objawy na owe zdarzenie>,
    poszedł do lekarza I kontaktu. Przy okazji poprosił go o skierowanie do
    kardiologa. Lekarz zrobił na miejscu 2x EKG: pierwsze jak zrobił to powiedział,
    że technicznie nie jest możliwy taki wynik, zrobił drugi raz. I po owym drugim
    razie - odmówił mu wypisania skierowania do kardiologa. Tata wrócił, poszedł
    spać. Jedynie co dostał od niego - to zlecenie standardowe cukru & krwi. I
    tyle - na te jego obecne objawy, dosłownie NIC !
    A dzisiaj rano nadal się źle czuł - przez ZNAJOMEGO lekarza <ginekologa !!! -
    który samych objawów wiedział o co chodzi> dostał się na wizytę do KLINIKI ;) I
    z tej klinki wywieźli go erką na OIM. Tata miał zawał, i jeszcze chwilę i by
    nie żył <to słowa lekarza>. Teraz leży w szpitalu, po zabiegu.

    I teraz mam pytanie. Jak to jest możliwe, że lakarz w momencie kiedy on miał
    zawał tego nie odkrył ? I jak mógł mu powiedzieć, że on nie ma wskazań do
    KARDIOLOGA w chwili, gdy ma zawał ?

    Pacjent jest bogiem czy lekarz ? Lekarz, któremu zależy żeby jak najmniej
    skierowań wydać żeby placówka się utrzymała ?
    Gdzie jest wedle Ciebie ten pacjent Bóg ?
  • zizi3 02.02.07, 21:15
    1. Nie jest niczym dziwnym , że zawału z EKG w jego pierwszej fazie nie
    rozpoznaje lekarz pierwszego kontaktu.
    2. Koszt skierowania do specjalisty to koszt papieru, długopisu i tuszu do
    pieczątki. Za leczenie u specjalisty płaci NFZ - jeśli specjalista podpisał
    kontrakt.
    A pacjent , któremu wydawało się że jest mieszkańcem Olimpu zaszczycił mnie
    wczoraj swoją wizytą. 5 minut po godzinie na którą wyznaczono mu wizytę wpadł
    bez pukania do gabinetu i z pretensją w głosie wrzasnął"No..!!Ile mam jeszcze
    czekać???"
  • nowa.w.miescie 02.02.07, 22:01
    Wiesz, nie spodziewałam się w sumie innej odpowiedzi ;)
    Czemu tak zaciekle siebie bronicie w ewidentnych przypadkach ?
    Jak w każdym zawodzie - są dobrzy i żli specjaliści. Tyle.
    A lekarze z KLINIKI - chylę czoła - powiedzieli, że tak tego nie można
    zostawić. Mamy złożyć odp. skargę na tego lekarza.


    Dobra, dobra - tylko lekarz ma ograniczoną pulę. W interesie placówki jest nie
    dawać skierowań !

    Ostatnio w Chorzowie - nagłaśniane w lokalnym dodatku WYborczej - zwolnili
    lekarza ze szpitala, dlatego ża za bardzo się starał. Wysłał starszego pana na
    leczenie - jedyne, które mu miało pomóc i pomogło, btw - a bylo w opinii "góry"
    za drogie.
    Szef placówki - tej samej, gdzie był tata - wziął mojej mamie skierowanie, dane
    przez ichniejszą lekarkę ;) Przy recepcji - zobaczył co ma & lekarkę, która
    dawałą mojej namiary na specjalistów. Bez żenady - objechał młodą kobietę przy
    wszystkich, a mamie wziął skierowanie ...
    Więc nie opowiadaj, że lekarz nie ma na uwadze - ile moze zlecić badań, ile
    wypisać skierowań etc.


  • zizi3 02.02.07, 22:11
    Za zlecenie badań "dobry " szef potrafi zabrać premię. Ale skierowanie???
    Wybacz ale nie rozumiem. Pacjent przekazany innej placówce przez lekarza
    rodzinnego to dla niego czysty zysk(brzydkie stwierdzenie ale chodzi mi w tym
    przypadku tylko o ekonomię). Takiemu pacjentowi nie trzeba płacić za badania ,
    bo zapłaci specjalista. A za leczenie u specjalisty płaci NFZ , a nie placówka
    lekarza rodzinnego. A ten ostatni nic nie traci , bo jemu płaca za zaoptowanego
    pacjenta, bez względu czy go leczy czy nie. Inna sprawa , ze płacą mało...
    Podsumowując : Badania- NIE , skierowania -TAK (jeśli brać pod uwagę ekonomię)
    Na skierowania nie ma limitów.
  • maverick777md 02.02.07, 22:26
    TAK, to jest ewidentny przypadek rozmowy ze ślepym o kolorach... Wczesny zawał
    nie musi być rozpoznawalny w EKG. Czytanie EKG jest swoistą sztuką, którą
    nabywa się przez lata pracy - wymaga opatrzenia kilkunastu tysięcy wydruków.
    Ewidentne zmiany da się uchwycić dość łatwo, z tymi subtelnymi bywa o wiele
    trudniej. Nawet lekarze z "KLINIKI":) kiedyś się uczą.
    Nie przeczę, że istnieją profesorowie któzy po prostu zamiast uczyć i tłumaczyć
    lubią "opieprzać". Tylko jaki zysk z tego ma ta lekarka i jej przyszli pacjenci?
    Boże... Gdybym ja miał w sobie taką nienawiść i zawiść, skarżyłbym każdego, od
    kierowcy autobusu, po hydraulika. Tylko, czy od nich wyłudziłbym odszkodowanie?
  • nowa.w.miescie 02.02.07, 22:54
    Wiesz, ja nie wspomniałam nic o odszkodowaniu.
    Nie twórz rzeczywistości, której nie ma.

    Poza tym, mój tata miał objawy <już nawet nie wspominająć o 2 EKG> - które
    ginekolog <!> przez telefon zinterpretował !
    NIe mówiąc o lekarzach którzy go badali w klinice.
    Dziwne to - dlaczego miałabym wierzyć tobie, a nie prof ? Dlaczego mam nie
    wierzyć profesorowi, w momencie kiedy sam wskazuje na błędy swoich kolegów a
    wierzyć w innych przypadkach ?
    Jeszcze - skoro lek. I kontaktu nie zna się na EKG i czy nie uważasz ze
    odpowiedzialną decyzją jest wysłanie pacjenta do kogoś, kto się na tym zna ? Po
    co zabiera sie za coś, czego nie potrafi ? I jescze decyduje - czy da albo nie
    da skierowania !


    A swoją drogą - jak tak zaciekle bronisz - to w interesie lekarzy powinno
    być "selekcja". Im więcej odejdzie z zawodu złych lekarzy tym lepiej - dla was
    samych, nie wspominając o pacjencie.

    Koniec prywatnego wątku ;)
  • lohengrin4 03.02.07, 10:04
    > Czemu tak zaciekle siebie bronicie w ewidentnych przypadkach ?

    Bo pomimo ich ewidentności jesteśmy atakowani przez pacjentów-bogów i nie tylko.

    Oczywiście mówię o ewidentności niesłusznych ataków na nas, ataków przed
    którymi nie mamy się jak bronić, w przeciwieństwie do pacjentów-bogów, którym
    nie dość, że "się należy", to jeszcze mają kilka instytucji gdzie mogą skarżyć
    lekarzy.
    Proszę tylko o jedną instytucję gdzie mógłbym się skarżyć na pacjentów.
  • maga_luisa 03.02.07, 11:13
    W interesie placówki jest nie
    > dawać skierowań !

    To nieprawda, jeśli chodzi o skierowanie do specjalisty.
    A w opisywanym przez Ciebie przypadku Prawdopodobnie lekazr popełnił błąd, ale
    żeby być tego pewnym, trzeba by obejrzeć EKG Twojego Taty. Na pewno nie wykazał
    należytej "czujności diagnostycznej"..
    --
    Tylko w milczeniu słowo
  • extorris 03.02.07, 12:16
    jesli objawy zawalu byly widoczne nastepnego dnia, nie znaczy to ze byly
    widoczne poprzedniego
    mogly sie pojawic po godzinie, 12 godzinach, a nawet dopiero w KLINICE
    oczywiscie lekarz rodzinny mogl zle ocenic EKG, ale mogl tez zobic to dobrze

    mnostwo jest chorych trafiajacych do lekarza rodzinnego z zaostrzeniem choroby
    wiencowej, bardzo czesto leczenie jest mozliwe w ramach jednej wizyty w POZ,
    leczenie nie polega na wystawianiu skierowan do KLINIKI czy do "specjalisty"

    pewna niewielka grupa takich chorych rozwija jednak zawal w ciagu kolejnych paru
    dni - i tyle
    nie jest to sytuacja ani szczegolna, ani nietypowa, ani nasuwajaca jednoznaczne
    skojarzenia z bledem lekarskim
  • diastema 03.02.07, 10:16
    Kochana to Akademia Medyczna tu sie ksztalci lekarzy wybierajac taki szpital
    chyba zdawalas sobie z tego sprawe?!
    --
    Iść, ciągle iść w stronę Słońca.....♥ ☼ ♥ ☼ ♥
  • tenshii 03.02.07, 13:08
    Kochana, to jest IV RP, tu się zamyka szpitale... Nie ma innego.... Chyba powinnaś zdawać sobie z tego sprawę?!
  • snajper55 03.02.07, 15:51
    tenshii napisała:

    > Kochana, to jest IV RP, tu się zamyka szpitale... Nie ma innego.... Chyba powin
    > naś zdawać sobie z tego sprawę?!

    Kochana, to jest III RP, tu długi trzeba spłacać.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • diastema 05.02.07, 06:06
    u mnie w miescie sa przynajmniej 3 niekliniczne takze zapraszam!
    --
    Iść, ciągle iść w stronę Słońca.....♥ ☼ ♥ ☼ ♥
  • aelithe 03.02.07, 12:44
    udział studentów w badaniu twojej osoby wymaga twojeje zgody
  • zzz12 03.02.07, 15:55
    A tak w ogole czy wlasnie nie zaczyna sie sesja? to oznacza brak zajec
    klinicznych dla studentow, chyba, ze jakies egzaminy praktyczne, o ile w tej
    sesji ktos zdaje.. Jesli mam racje, to zanim studenci wroca do kliniki, Ty juz
    bedziesz dawno w domu.
    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • snajper55 03.02.07, 17:38
    aelithe napisał:

    > udział studentów w badaniu twojej osoby wymaga twojeje zgody

    W szpitalach akademii medycznych zgoda pacjenta na udział studentów w badaniu
    nie jest wymagana.

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=56500344&a=56597005

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • aelithe 04.02.07, 10:41
    Pacjent jest podmiotem, który powiniene decydować, o tym przebywa w trakcie
    jego badania. Nie można budowac relacji lekarz- pacjent, kiedy pacjent jest
    zmuszony do obecnoci studentów w trakcie badań; szczególnie tych krepujących.

    Podmiotem w opice medycznej jest pacjent i lekarz pełni jedynie funcję
    usługową. Proces uczenia studentów nie moze odbywac kosztem poniżenia wartosci
    ludzkich pacjentów. Błędem polskiej edukacji medycznej jest odpodmiotowienie
    chorego. Chory staje się narzędziem pracy lekarza, a nie cierpiącą osoba
    ludzką. Nauczanie medycyny powinno przede wszystkim kształtować wartości
    ludzkie, a nie odbywac się dzięki uprzedmiotowieniu ludzkiego cierpienia i
    lęków. Zawsze można wypracować takie metody edukacji, kóre nie będa nasialć
    cierpień chorych. Na pewno poniżeniem chorego jest publiczne obnażanie w
    obecnosci tłumu lekarzy, stażystów i studentów podczas obchodu folwarku przez
    miłościwie panującego profesora. Podobnie jest w trakcie publicznych sesji
    striptisowych przy badaniu ginekologicznym. Wszelkie czynności edukacyjne nie
    powinny odbywac się w ten sposób.
  • snajper55 04.02.07, 11:07
    Powtórzę:

    W szpitalach akademii medycznych zgoda pacjenta na udział studentów w badaniu
    nie jest wymagana.

    Takie jest prawo.

    Więc nie pisz, że zgoda pacjenta jest zawsze konieczna, bo piszesz nieprawdę.
    Nie jest konieczna.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • beerd 04.02.07, 11:27
    Poza samym prawem jest jeszcze coś innego ;)

    W ustawie napiszą, zabijać zielonookich - to robimy bo tak stanowi prawo.

    Prawo tworzą ludzie i ono jest dla ludzi.

    Jeśli - przeciwnie do PRAWA - nie potrafisz zrozumieć tak podstawowych
    rzeczych, opisanych w poście powyżej, to jest to przykre.
    Nawet nie starasz się zrozumieć, drugiej strony/innego podejścia w tym "sporze".
  • snajper55 04.02.07, 11:56
    beerd napisała:

    > Jeśli - przeciwnie do PRAWA - nie potrafisz zrozumieć tak podstawowych
    > rzeczych, opisanych w poście powyżej, to jest to przykre.
    > Nawet nie starasz się zrozumieć,drugiej strony/innego podejścia w tym "sporze"

    Tu nie chodzi o rozumienie tej czy innej strony, ale o logiczną wartość
    stwierdzenia:

    "udział studentów w badaniu twojej osoby wymaga twojeje zgody"

    Otóż jest to stwierdzenie fałszywe, co wykazałem. Udział studentó NIE WYMAGA
    zgody pacjenta leżącego w szpitalu AM.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • kate0809 04.02.07, 12:36
    Za kilka dni idę na staż specjalizacyjny w oddziale gineologiczno-
    położniczym,na którym rodziłam moje maluchy.Czy mam nałożyć worek na głowę?, bo
    przecież ci lekarze badali mnie (nadmienię, że nie było to osłuchiwanie),
    podczas obchodu musiałam pokazywac brzuch i krocze.Spotykam ich przecież na
    korytarzu w szpitalu, czy nawet w hipermarkecie na zakupach.A może miałam się
    nie godzić na badanie i robić przedstawienie, bo któryś z nich zapamięta jak
    wygląda moje krocze???? Przeciez nikt z lekarzy czy studentów nie bada
    pacjentów w poszukiwaniu wrażeń estetycznych.Poza tym klinika endokrynologiczna
    to interna, więc nikt nie będzie badał Ciebie ginekologicznie na obchodzie czy
    podczas ćwiczeń ( może wezwą ginekologa na konsultację, ale wtedy pewnie
    bedziesz musiała pójść sama do kliniki położnictwa i ginekologii).
  • aelithe 04.02.07, 12:45
    Snajper nie jestem prawnikiem, ale istnieją jeszcze inne dokumenty prawne
    zapewniajace choremu poszanowanie godności. Czym innym jest obecnośc
    pojedynczego studenta podczas indywidualnej wizyty lekarskiej; czym innym
    publiczny obchód z darmowym striptisem na 10 ososbowej sali przy
    kilkudziesięcioosobowym audytorium.
    Pacjent ma prawo zarządać zmiany lekarza leczącego, a więc dlaczego uważasz, że
    nie ma prawa zarządac poszanowania właśnej intymności do nieobecności przy
    badaniu osób trzecich.
    Następną sprawą jest kwestia relacji pacjent- lekarz. Jak sie miałem okazję
    wielokrotnie przekonać zaufanie do lekarza może mieć kardynalne znaczenia dla
    leczenia. Pacjent, który ma zaufanie do lekarza, co do poszanowania jego
    godnosci, informacji, kórych lekarz jest depozytariuszem, dużo łatwiej poda
    krępujace fakty, niż w obecności osób trzecich. Podstawą pracy lekarza jest
    rozwiązanie problemów pacjenta, a nie popis przed studentem.
    W Polsce istenieje zaburzona relacja nauczyciel - uczeń. Nauczyciel w polskich
    AM stara się wykazac swoja genialność i wyższośc wobec całego świata; a nie
    nauczyć młodego lekarza myślenia medycznego, poszanowania godnosci zawodu,
    godności pacjanta i godności młodszych kolegów.
  • snajper55 04.02.07, 14:42
    aelithe napisał:

    > Snajper nie jestem prawnikiem, ale istnieją jeszcze inne dokumenty prawne
    > zapewniajace choremu poszanowanie godności. Czym innym jest obecnośc
    > pojedynczego studenta podczas indywidualnej wizyty lekarskiej; czym innym
    > publiczny obchód z darmowym striptisem na 10 ososbowej sali przy
    > kilkudziesięcioosobowym audytorium.

    Leżałem w klinice AM i (niestety) żadnego striptizu nie widziałem. Widziałem za
    to studentów badających chorych, uczących się swego zawodu. Traktowałem to jako
    rzecz oczywistą, a nie zamach na (także moją) godność.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • extorris 04.02.07, 14:55
    i slusznie, ale miales prawo odmowic

    nota bene przepisy dotyczace zgody na swiadczenia medyczne sa calkowicie
    niezyciowe i czesto niespojne, ponadto zdublowane w wielu ustawach i przepisach
    (ustawa o zawodzie lekarza, ZOZ, NFZ, prowadzeniu dokumentacji, KEL itd)
    generalna zasada jest taka, ze pacjent moze niezgodzic sie na wszystko i w
    dowolnym momencie
  • extorris 04.02.07, 14:14
    mylisz sie

    przeczytaj jeszcze raz uwaznie przepis na ktory sie powolujesz
  • snajper55 04.02.07, 14:38
    extorris napisał:

    > mylisz sie
    >
    > przeczytaj jeszcze raz uwaznie przepis na ktory sie powolujesz

    Przeczytałem jeszcze raz i podtrzymuję swoje zdanie. Może wyjaśnij mi w czym się
    mylę.

    USTAWA o zawodzie lekarza

    Art. 36.

    2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze
    względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób
    wymaga zgody pacjenta i lekarza.

    4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych
    jednostek badawczo-rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia
    studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego w zakresie
    niezbędnym do celów dydaktycznych.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • extorris 04.02.07, 14:52
    przepis dotyczy wylacznie okreslenia jakie osoby wchodza w zakres "niezbednego
    personelu" (w klinikach w tym skladzie sa studenci)
    nie jest wymagana osobna wspolna zgoda pacjenta i lekarza (prowadzacego lub
    ordynatora) na udzial studentow, jednak przepis nie pozbawia chorego prawa do
    odmowy badania, czy wyboru lekarza - wynika to z innych przepisow, czego punkt
    4 nie odwoluje, odwoluje jedynie koniecznosc uzyskania "dodatkowej" zgody
    zarowno lekarza jak i pacjenta

    dlatego nie ma prawnych mozliwosci zmuszenia chorego do poddania sie badaniu
    przez studentow
  • snajper55 04.02.07, 16:57
    extorris napisał:

    > przepis dotyczy wylacznie okreslenia jakie osoby wchodza w zakres "niezbednego
    > personelu" (w klinikach w tym skladzie sa studenci)

    Ależ skąd. Przepis mówi, że na obecność osób spoza niezbędnego personelu
    medycznego potrebna jest zgoda lekarza i pacjenta. Jednak ten wymóg nie dotyczy
    wymienionych klinik. Nie ma w nim ani słowa o tym, kto wchodzi w skłąd
    niezbędnego personelu.

    > nie jest wymagana osobna wspolna zgoda pacjenta i lekarza (prowadzacego lub
    > ordynatora) na udzial studentow, jednak przepis nie pozbawia chorego prawa do
    > odmowy badania, czy wyboru lekarza - wynika to z innych przepisow, czego punkt
    > 4 nie odwoluje, odwoluje jedynie koniecznosc uzyskania "dodatkowej" zgody
    > zarowno lekarza jak i pacjenta

    Oczywiście, chory może zawsze zrezygnować z konkretnego badania jak i z pobytu w
    szpitalu.

    > dlatego nie ma prawnych mozliwosci zmuszenia chorego do poddania sie badaniu
    > przez studentow

    Chory nie ma prawa odmówić studentom uczestniczenia w badaniu. Może co najwyżej
    nie wyrażać zgody na badania. Jednak w takiej sytuacji powinien się zastanowić
    nad sensem pobytu w szpitalu.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • extorris 04.02.07, 17:16
    tlumacze jeszcze raz: przepis definiuje grupe osob, ktore moga uczestniczyc w
    wykonywaniu zabiegu oraz zaklada mozliwosc ewentualnego rozszerzenia jej za
    zgoda lekarza i pacjenta
    punkt 4 poszerza krag osob w stosunku do punktu 2, ale nie odbiera prawa
    pacjentowi

    niezaleznie od jego niejednoznacznosci, taka jest wykladnia tego przepisu i nic
    na to nie da sie poradzic
  • snajper55 04.02.07, 17:49
    2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze
    względu na rodzaj świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób
    wymaga zgody pacjenta i lekarza.

    4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych
    jednostek badawczo-rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia
    studentów nauk medycznych, lekarzy oraz innego personelu medycznego w zakresie
    niezbędnym do celów dydaktycznych.

    extorris napisał:

    > tlumacze jeszcze raz: przepis definiuje grupe osob, ktore moga uczestniczyc w
    > wykonywaniu zabiegu oraz zaklada mozliwosc ewentualnego rozszerzenia jej za
    > zgoda lekarza i pacjenta punkt 4 poszerza krag osob w stosunku do punktu 2,

    Nie poszerza. Likwiduje postanowienia przepisu 2 o zgodzie lekarza i pacjenta na
    obecność dodatkowych osób:

    "Przepis ust. 2 NIE DOTYCZY klinik i szpitali akademii medycznych"

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • anna6131 05.02.07, 05:24

    TENSHII,

    Bardzo dobrze Cie rozumiem. Tez jestem bardzo wrazliwa na punkcie poszanowania
    mojej godnosci, czym kilkakrotnie narazilam sie personelowi medycznemu. Nie
    wiem, jakie stosunki panuja w klinice, do ktorej sie wybierasz, ale dobrze
    byloby, zebys to sprawdzila wczesniej. Tak czy inaczej masz do wyboru dwa
    warianty:
    1/ stanowczo, lecz grzecznie uprzedzic, ze ze wzgledu na charakter Twej choroby
    nie zyczysz sobie udzialu studentow w badaniach;
    2/ wmowic sobie, ze Ci to "wisi", poniewaz Twoim priorytetem jest wyleczenie
    sie oraz urodzenie zdrowego dzidziusia (bo chyba to prawda, co?.

    W pierwszym przypadku ryzykujesz tym, ze spowodujesz niechec personelu i ze
    beda sie z Ciebie nabijac chamowaci lekarze i takie same pielegniarki
    ("patrzcie, ale dzikus!"). W przypadku drugim, ktory ja nazywam "wtopieniem sie
    w tlum", narazasz sie na stres i poczucie upokorzenia...Musisz sama
    zadecydowac, co "lepsze".

    Zycze Ci, abys trafila na pelnych zrozumienia lekarzy i pozbyla sie raz na
    zawsze problemow zdrowotnych. POZDRAWIAM.
  • tenshii 05.02.07, 08:09
    Dziękuję CI bardzo Aniu =)

    Wiesz, oczywiście, że najbardziej mi chodzi o urodzenie ślicznego dzidziusia.
    Przed studentami jednak się nie rozbiorę. A w obliczu złośliwych uwag lekarzy raczej też nie będę siedzieć cicho. Nie ten typ.
    A co do wiszenia, to wisi mi co sobie o mnie pomyślą. Przyjdę, pójdę.
    Ale złamac się nie dam.
    Pozdrawiam, także Ania =)
  • extorris 05.02.07, 14:31
    dziwie sie ze tak latwo dalas sobie zaszczepic poglad, ze studenci od razu rzuca
    sie na ciebie, aby cie obnazyc, lekarze beda sie z ciebie naigrywac, a w
    szpitalach lamie sie ludzi...
  • anna6131 06.02.07, 05:06

    Brawo, jesteś dziewczyną z charakterem. A Ty, Extorsis, nie wciskaj ciemnoty,
    bo jeśli jesteś lekarzem, to dobrze wiesz, jakie stosunki panują w niektórych
    szpitalach (co mówię, w większości!)

    Dopiero teraz odkrywają Amerykę, że można "rodzić po ludzku". A jak było do tej
    pory? Szkoda słów, prawda?

    Dziewczyno, trzymaj się! I powiadom, jak było!
  • tenshii 03.02.07, 21:59
    co do autorki watku: PCO nie ma wskazan do hospitalizacji. Wszytkie niezbedne
    > badania mozna wykonac w ramach przychodni endokrynologicznej.

    no niestety mój endokrynolog zadecydował, że musze iść do szpitala =( ja się tylko stosuję do zaleceń. I uwierz mi niebardzo mam ochotę tam leżeć. Szczególnie w czasie sesji..
    Pozdrawiam
  • zzz12 03.02.07, 22:15
    tenshii napisała:
    I uwierz mi niebardzo mam ochotę tam leżeć. Szczególnie
    > w czasie sesji..
    > Pozdrawiam


    Troche sama sobie przeczysz..to chcesz miec kontakt ze studentami, czy nie?
    Jesli nie, to sesja jest optymalnym momentem na hospitalizacje, bo moga sie
    najwyzej trafic jakies pojedyncze zblakane owieczki na egzaminie praktycznym,
    ale nie cale grupy cwiczacych studentow.

    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • tenshii 03.02.07, 22:18
    ...szczególnie w czasie mojej sesji, bo też mam mnóstwo egzaminów..
  • zzz12 03.02.07, 22:22

    --
    We have not lost faith, but we have transferred it from God to the medical
    profession.
  • mary_lu 06.02.07, 23:37
    Tenshii, dzisiejsza kartka z kalendarza z serii "Mały poradnik życia" zawiera
    radę: "Nie daj się zastraszyć lekarzom i pielęgniarkom. Nawet w szpitalu jesteś
    właścicielem swojego ciała."

    Trzymaj się, kochana. Uważam, że masz pełne prawo żądać jedynie obecności
    niezbędnego personelu przy badaniu, nawet w szpitalu akademickim.

    Bardzo dobrze rozumiem Twój dyskomfort na myśl o rówieśnikach, którzy mieliby
    oglądać Twoje ciało, zwłaszcza, że nie jesteś z niego zadowolona. Nie jesteś
    dziwaczką ani histeryczką, to jest normalna reakcja osoby, która nie daje się
    stłamsić albo zmusić do czegoś upokarzającego.

    Chyba tylko bezduszny konował nie potrafiłby się wczuć w Twoją sytuację.
    Przepychanki, jakie tutaj uskuteczniają niektórzy "lekarze" uważam za
    niesmaczne i nieludzkie.

    Pozdrawiam Cię serdecznie. W szpitalu bądź stanowcza.
  • p.atryk 07.02.07, 02:30
    Tenshii wyraznie wstydzi sie swojej choroby (przynajmniej jej zewnetrznych
    symptomow).
    Zagrzewanie jej do walki przeciwko "bezdusznym lekarzom" zamiast porady "udaj
    sie do psychologa i popracuj nad samoakceptacja" to glupota,zlosliwosc czy
    projekcja wlasnej agresji?
    A propos:

    "dzisiejsza kartka z kalendarza z serii "Mały poradnik życia" zawiera
    radę: "Nie daj się zastraszyć lekarzom i pielęgniarkom. Nawet w szpitalu
    jesteś właścicielem swojego ciała."

    Rada powinna brzmiec tak-nie podobaja ci sie zasady leczenia w finansowanych z
    publicznych skladek szpitalach,lecz sie prywatnie lub zabieraj "swoje cialo" i
    idz do domu. Wolna wola,nie?
  • mary_lu 07.02.07, 10:30
    Patryk, może udaj się do psychologa i popracuj nad akceptowaniem uczuć i
    słabości innych ludzi? Przyda Ci się.
  • p.atryk 07.02.07, 12:59
    mary_lu napisała:

    > Patryk, może udaj się do psychologa i popracuj nad akceptowaniem uczuć i
    > słabości innych ludzi? Przyda Ci się.

    Z jednej strony domagacie sie (wy,pacjenci) na tym forum holistycznego
    leczenia. "Pacjent to calosc", "pacjent ma dusze",itd.
    Problem Tenshii tkwi rowniez w jej psychice i mysleniu,a nie w
    obecnosci/nieobecnosci studentow. "Jestem gruba,owlosiona,otluszczona,beda sie
    ze mnie smiac (lekarze/studentki/pielegniarki)"-to ewidentny przypadek do
    terapii psychologicznej (a propos,ktora czesto powinna towarzyszyc rownolegle
    wielu chorobom przewleklym). Gdy zatem zaproponuje sie sensowne rozwiazanie-w
    odpowiedzi to ja(?) mam sie "nauczyc akceptowac slabosci" ? Dobre!
    Naprawde dobre :)))
  • mary_lu 07.02.07, 13:42
    No, to trzeba było od razu pisać, że olewanie uczuć pacjenta jest elementem
    terapii i holistycznego podejścia do leczenia.

    Współczuję. Twoim pacjentom, oczywiście.
  • p.atryk 07.02.07, 14:47
    ...jezykiem dosc prostym po polsku -co powinno (jakie dzialania terapeutyczne)
    zostac wlaczone do terapii w tym konkretnym przypadku. Przeczytaj jeszcze
    raz,skoro nie zrozumialas.
    Rozumiem,ze skoro Twoje posty maja teraz tyllo mnie prowokowac do slownych
    przepychanek, to racjonalne argumenty sie juz Tobie skonczyly. O ile
    kiedykolwiek istnialy. Wobec czego,dziekuje za dalsza wymiane "uprzejmych"
    komentarzy. Jak napiszesz cos bardziej merytorycznego,to chetnie.
  • mary_lu 07.02.07, 15:03
    Człowieku, jak dyskutować z kimś, kto młodą dziewczynę, której choroba
    deformuje ciało wysyła na terapię, aby bez wstydu obnażała się przed
    rówieśnikami?

    Pomyliło Ci się chyba z chudymi nastolatkami garbiącymi się, żeby nie było im
    widać biustu!

    Zachowanie tej dziewczyny jest całkowicie zrozumiałe i naturalne. Naturalne też
    jest, że z wiekiem prawdopodobnie zacznie to mieć dla niej mniejsze znaczenie,
    ale żaden terapeuta mający po kolei w głowie, nie będzie "leczył" zachowań i
    trudności naturalnych dla wieku.

    Tutaj trzeba minimum zrozumienia ze strony personelu i poszanowania prawa do
    intymności. Wierzę, że w tym szpitalu znajdzie się normalny personel.

    Nie masz żadnych przesłanek do twierdzenia, że z Tenshii jest coś nie tak i
    powinna iść na terapię! Gdyby niszczył ją jej wstyd przed zewnętrznymi objawami
    choroby, to choćby nie byłaby studentką.

    Zwyczajnie nie chcesz jej dać prawa do nieeksponowania swoich mankamentów przed
    grupką obcych. Nie myl ekshibicjonizmu z normalnością.
  • p.atryk 07.02.07, 15:44
    mary_lu napisała:

    > Człowieku, jak dyskutować z kimś, kto młodą dziewczynę, której choroba
    > deformuje ciało wysyła na terapię, aby bez wstydu obnażała się przed
    > rówieśnikami?


    Mylisz sie. Terapia mialaby na celu akceptacje wlasnej choroby. To nie jest
    terapia dla kandydatki na tancerki go-go.


    > Zachowanie tej dziewczyny jest całkowicie zrozumiałe i naturalne.

    Ja uwazam,ze nie jest .Ale ja sie pewnie nie znam. Ja jestem "tylko" lekarzem,a
    ty jestes mary_lu .

    >Naturalne też jest, że z wiekiem prawdopodobnie zacznie to mieć dla niej
    mniejsze znaczenie,

    "Cudowna" terapia. "Jak sie zestarzejesz,to sie przyzwyczaisz". Brawo!

    >ale żaden terapeuta mający po kolei w głowie, nie będzie "leczył" zachowań i
    trudności naturalnych dla wieku.

    O, a to ciekawe! W moim kraju leczy sie (lub chocby konsultuje) zachowania
    utrudniajace funkcjonowanie czlowiekowi w spoleczenstwie, niezaleznie od wieku.
    Jakas nowa szkola psychologii ? :DDD

    > Tutaj trzeba minimum zrozumienia ze strony personelu i poszanowania prawa do
    > intymności. Wierzę, że w tym szpitalu znajdzie się normalny personel.

    Oczywiscie,ze sie znajdzie. I takiej informacji Tenshii potrzebowala,a nie
    forum ciotek-Klotek nakrecajacych ja przeciw lekarzom,personelowi i studentom
    Jeszcze nic sie nie stalo,jeszcze nigdzie nie poszla,jeszcze nikt jej nie
    upokorzyl ani nie skrzywdzil o ile sie nie myle.

    > Nie masz żadnych przesłanek do twierdzenia, że z Tenshii jest coś nie tak i
    > powinna iść na terapię! Gdyby niszczył ją jej wstyd przed zewnętrznymi
    objawami choroby, to choćby nie byłaby studentką.

    Tego typu problemy nie uposledzaja silnie akurat tej sfery aktywnosci. Ale na
    pewno utrudniaja/uniemozliwiaja prawidlowe funkcjonowanie w innych-wymieniac mi
    sie nie chce,ta dyskusja idzie za daleko.

    > Zwyczajnie nie chcesz jej dać prawa do nieeksponowania swoich mankamentów
    przed grupką obcych. Nie myl ekshibicjonizmu z normalnością.

    Sprawdz znaczenie slow,ktorych uzywasz. Informuje Cie,ze badanie lekarskie nie
    ma nic wspolnego z ekshibicjonizmem. Ma za to wiele wspolnego z normalnoscia.
  • mary_lu 07.02.07, 17:28
    Patryk, Twój brak empatii jest zastraszający. Nie piszę o żadnych cudownych
    terapiach, ale problemów wynikających z okresu rozwojowego człowieka.
    Najzwyczajniej w świecie osoby w okresie adolescencji są przewrażliwione na
    punkcie swojego wygladu. Z wiekiem to im zazwyczaj mija.

    Z uporem maniaka forsujesz swój pogląd na temat nieprzystosowania zupełnie
    zwyczajnej dziewczyny... Tymczasem wystarczy jeden rozumny lekarz i cała
    sytuacja przestaje być trudna, a jakiekolwiek terapie - niepotrzebne. Jak już
    tak się zapędziłeś, to może jeszcze raz przeczytaj wypowiedzi pacjentki, która
    nie wstydzi się rozebrać przed lekarzami, tylko przed grupką rówieśników płci
    przeciwnej, którzy, tak się składa, są studentami medycyny.
  • agawamala 07.02.07, 17:55
    Mary-lu, zmiłuj się. Nie chodzi tu o rozbieranie się na plazy, ale w szpitalu.
    Naprawdę, studenci medycyny mają co innego do roboty niż komentować takie czy
    inne niedoskonałości ciała.
    Ciekawa jestem co będzie za 5 lat. Autorka wątku będziew tym samym wieku co
    młodzi lekarze. Czy też ze wstydu przed równolatkami nie wyrazi zgody na
    konsultacje, nie rozbierze sie i postawi żądania, aby badał ją np. 60 latek,
    który ma zonę, dzieci i wnuki.
    Jest jakas granica absurdu. I zdaje się została ona przekroczona.
  • mary_lu 07.02.07, 20:35
    Agawmala, Ty też nie masz dla mnie litości... Po co wkładasz w moje usta słowa,
    których nigdy nie wypowiedziałam? Nie wyjeżdżaj mi tutaj z opowiastkami o
    plaży... Zapewniam Cię, że odróżniam plażę od szpitala.

    Mówię o młodej dziewczynie, która jest PRZEWRAŻLIWIONA na punkcie swojego
    wyglądu i oceniania jej przez rówieśników. Jest to normalne dla jej wieku i
    należy ją ZROZUMIEĆ i USZANOWAĆ.

    Rzeczywiście przekraczasz granice absurdu, bo chyba od kilku postów tłumaczę
    jak WOP-ista krowie, że za kilka lat ta pacjentka najprawdopodobniej nie będzie
    miała tego problemu BO JEST ON TYPOWY DLA WIEKU.
  • alergenzb 07.02.07, 20:47
    Nie przejmuj się wypowiedzia agawamala. jak poczytasz jej wypowiedzi na innych
    forach, to zrozumiesz o co mi chodzi. Wszedzie szuka zaczepki.
    Jest najmądrzejszym forumowym "lekarzem" w całej gazecie :-))
  • agawamala 07.02.07, 21:03
    Bidulko, usłyszałas kilka słów prawdy i się rzucasz. Rozumiem, chore dziecko to
    największe nieszczęście jakie może się wydarzyć. Może więc lepiej się nim zająć?
    Nie szukam zaczepki, nie jestem lekarzem, mam alergię na głupotę i głupców.
  • alergenzb 07.02.07, 21:05
  • mary_lu 07.02.07, 21:23
    > mam alergię na głupotę i głupców.

    Moje Ty biedactwo, to Ty cały czas w pewnie się drapiesz? Stąd ten złośliwy
    charakter? To musi być okropne - uczulenie na samą siebie.
  • loraphenus 19.07.07, 06:26
    odezwała sie kura domowa która jesli nie zrobi dwóch ortograficznych w jednym
    zdaniu to walnie kilka uśmieszków. Szkoda że zabrakło wpisu alergenzb o tym jak
    na izbie zabraniasz patrzenia studentom na swego bachora.

    jak mówi obs2 - wyp... tępa kwoko!
  • agawamala 07.02.07, 21:00
    A jeżeli młoda przewrażliwiona dziewczyna będzie się domagała, żeby zapewnić
    jej separatkę, bo nie daj Boże znajdzie się na tej samej sali równolatka, która
    rozgada, że taka to a taka pacjentka ma brzydkie ciało, to też nalezy to
    zrozumieć i uszanować?
    Nie dajmy się zwariować. jeżeli autorka postu wymaga, aby inni szanowali jej
    dziwactwa ( czy jak wolisz histeryczne przewrazliwienie) to niech uszanuje
    konieczność kształcenia studentów, zwłaszcza jesli chce się leczyć w ośrodku
    akademickim.
    I, do cholery, na kims studenci muszą się uczyć. Od tego są szpitale kliniczne.
    Bardzo jestem ciekawa reakcji mądralińskich, którzy usłyszeliby od lekarzy
    informację, że nie mają pojęcia co to za przypadek, bo zajęcia spędzili na
    korytarzu z powodu przewrażliwienia pacjentów.
  • mary_lu 07.02.07, 21:08
    Uważasz, że jeśli czyjeś żądania głupio wyolbrzymisz, to od razu masz rację?

    Nie rozmawiamy o separatce. I nawet w szpitalu klinicznym można podchodzić do
    pacjenta ze zrozumieniem i szacunkiem. Ale dla Ciebie to absurd?

    To nie są ani dziwactwa, ani histeryczne przewrażliwienie. Przynajmniej nie z
    perspektywy kogoś, kto nie cierpi na znieczulicę.
  • snajper55 07.02.07, 23:57
    mary_lu napisała:

    > Uważasz, że jeśli czyjeś żądania głupio wyolbrzymisz, to od razu masz rację?

    Po co wyolbrzymiać coś, co jest wyolbrzymione ?

    > Nie rozmawiamy o separatce. I nawet w szpitalu klinicznym można podchodzić do
    > pacjenta ze zrozumieniem i szacunkiem. Ale dla Ciebie to absurd?

    A kto mówi o braku szacumu ??? Pokazywanie pacjenta studentom to brak szacunku ???

    > To nie są ani dziwactwa, ani histeryczne przewrażliwienie. Przynajmniej nie z
    > perspektywy kogoś, kto nie cierpi na znieczulicę.

    Z perspektywy chorego bycie Napoleonem to coś całkiem naturalnego. Co nie
    znaczy, że jest to normalne.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • kate0809 07.02.07, 15:47
    Pewien stopień obnażania się (zarówno mam na myśli nagość fizyczna jak i
    obnażanie emocjonalne) zawsze był związany z medycyną, bo jak zbadać pacjenta
    bez oglądania, osłuchiwania i dotykania?My lekarze również czasem musimy udać
    się do drugiego lekarza (bo też chorujemy), często kolegi, czy koleżanki.A
    Tenshii musi liczyć się z tym, że niestety będąc w szpitalu będzie
    badana.Rozumiem ,że za kilka lat też nie zechce się rozebrać, bo będzie ją
    badał lekarz -rówieśnik?Każda choroba deformuje ciało, organizm lub psychikę i
    dla lekarza czy studenta medycyny jest to naturalne.Myślę, że częściej będąc na
    ulicy spotyka się z ciekawskimi spojrzeniami, które mogą bardziej krępować, niż
    osłuchiwanie przez studentów.A dlaczego badanie przez studentów czy w ich
    obecności jest utożsamiane z brakiem poszanowania godności?

  • snajper55 07.02.07, 17:51
    mary_lu napisała:

    > No, to trzeba było od razu pisać, że olewanie uczuć pacjenta jest elementem
    > terapii i holistycznego podejścia do leczenia.
    >
    > Współczuję. Twoim pacjentom, oczywiście.

    Niektóre uczucia pacjenta trzeba leczyć, a nie hołubić. Tak samo postepuje się z
    chorobowymi objawami somatycznymi.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 07.02.07, 20:39
    > Niektóre uczucia pacjenta trzeba leczyć, a nie hołubić. Tak samo postepuje
    się
    > z
    > chorobowymi objawami somatycznymi.

    A co z uczuciami, które wyrażnie należy uszanować? Nie ma takiej kategorii?
    Psychiatro od siedmiu boleści?
  • agawamala 07.02.07, 21:05
    Jeżeli ktoś ma irracjonalne uczucia to trzeba go leczyć. W jego własnym
    interesie.
    Obawiam się, że u autorki watku oprócz zaburzeń endokrynologicznych wystepuja
    także psychiczne . I to powazne.
  • mary_lu 07.02.07, 21:18
    Cóż, pozostaje mi tylko zakończyć starym powiedzeniem: Lekarzu, lecz się sam.

    Ale wolę tak: Agwamala, jesteś zwyczajnie bezrozumnym babskiem. Przykładem
    tego, że nie każdy nadaje się na lekarza. Ciebie nie ma po co wysyłać nawet do
    psychiatry, bo socjopatów się nie leczy.

    Tenshii, mam nadzieję, że nie weźmiesz tych bzdur o zaburzeniach psychicznych
    do siebie.
  • anna6131 07.02.07, 22:12

    Zgadzam się w 100%, że Agawamala to bezrozumne babsko. Aż dziwne, że kobieta
    nie potrafi zrozumieć innej kobiety, a właściwie młodej dziewczyny, która ma
    naturalne opory przed rolą "królika doświadczalnego" w swojej tak krępującej
    chorobie.

    No cóż, takich właśnie mamy lekarzy...

    Pamiętam sytuację sprzed kilku lat, gdy moja koleżanka znalazła się w szpitalu
    z atakiem wyrostka. Pojechałam razem z nią. W izbie przyjęć rzucono jej jakąś
    kusą koszulinę i kazano się przebrać - w obecności nie tylko kręcących się
    pielęgniarek, ale i kierowcy karetki, który siedział na parapecie i ćmił
    papierocha. Na moją uwagę, by dano koleżance parawan, a kierowcy kazano wyjść,
    usłyszałam: "Pani myśli, że on d..y nie widział?" Zanim zawieziono tę
    dziewczynę na oddział, wszyscy już wiedzieli, że przyjechał "dzikus", który
    żąda dla siebie specjalnych przywilejów...
  • zizi3 07.02.07, 22:37
    Dawno temu, na studiach , koleżanka opowiedziała mi historię z ćwiczeń na
    chirurgi szczękowej(studiowala stomatologię). Ćwiczenia wyglądały następująco:
    3-4 studentów przy jednym fotelu przyjmowalo pacjenta pod okiem asystenta(w tym
    przypadku był to pan , który dziś jest profesorem, a wtedy był adiunktem).
    Jedna osoba badała pacjenta, zbierała wywiad, znieczulała i usuwała ząb(albo
    próbowała usunąć-częściej). W przypadku komplikacji czy problemów pacjenta
    przejmował asystent.Podczas dwóch lat zdarzyła się tylko jedna pani
    (nauczycielka), która nie pozwoliła aby przyjął ją student. Adiunkt grzecznie ,
    ale stanowczo wyprosił ją z gabinetu. Był mocno zniesmaczony , że nauczyciel
    nie rozumie potrzeby kształcenia studentów i dydaktycznego charakteru placówki.
    Miał rację. Co będzie jak wszyscy pacjenci zaprotestują przeciw obecności
    studentów? Powody moga być różne: wstyd, strach, starość. Czy któryś będzie
    mniej ważny niż założycielki wątku?

    A tak wogóle to zaburzenia endokrynologiczne odbijają się na psychice. Po
    leczeniu endokrynologicznym często ustępują same. I nie jest to złośliwość , to
    fakt.
  • 1951b 07.02.07, 22:49
    Franc tireur napisała:
    "Tenshii, nie sądzę, żeby rozbieranie się przed studentami było konieczne, żeby
    przeprowadzić zajęcia z Twoim udziałem. Myślę, że najlepszym wyjściem jest
    powiedzenie tego, co tu napisałaś swojemu lekarzowi prowadzącemu. Naprawdę nie
    wierzę, żeby ktoś Cię do czegoś zmuszał."

    Tenshii od poniedziałku jest już w szpitalu i mam nadzieję, że skorzystała z
    mądrej rady Franc tireur. :)
  • agawamala 08.02.07, 09:25
    Przykro mi, że i Ty i Mary_lu macie problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nigdy
    i nigdzie ( sic!) nie pisałam, że jestem lekarzem. NIE JESTEM, nie byłam, nie
    chciałam być, nie studiowalam ani przez semestr medycyny. Ukończyłam Akademię
    Wychowania Fizycznego.
    Jest róznica między byciem "królikiem doświadczalnym", a umożliwieniem
    studentom uczenia się na swoim przypadku.
    Cóz, nie każdy ma na tyle dużo rozumu, aby to pojąć.
    Studenci nie komentują ułomności pacjentów. To wymysł chorej wyobraźni, chorego
    podejścia do życia, i typowo roszczeniowa postawa.
    Zapewniam, że 10 minut po ćwiczeniach nikt nie będzie kojarzył przypadku pani T
    z jej twarzą ani nazwiskiem.
    Natomiast jesli odstawi numer z wypraszaniem studentów, komentarze będą, oj
    będą. I dobrze wszyscy - i lekarze i studenci zapamiętają jej imię, nazwisko,
    postawę i dziwactwa.
  • mary_lu 08.02.07, 12:44
    No tak, wielu magistrów od fikołków znanych jest ze swojej wszechwiedzy,
    zwłaszcza na tematy medyczne, bo na studiach przecież mieli kilka pokrewnych
    przedmiotów.

    Wielu znanych jest również z wybitnego intelektu i taktu...

    Zapewniam Cię, że z zajęć na studiach wszyscy najlepiej pamiętamy właśnie
    zajęcia z pacjentami.

    Fakt, ze nikt z nich się nie naśmiewał, ani nie komentował w przykry sposób,
    ale z pewnością o nich rozmawialiśmy.

    Twój ułomny umysł najwyraźniej nie dopuszcza faktu, że niektórzy mają uczucia i
    nie należy ich łamać. Możliwe jest również wyolbrzymianie wielu sytuacji, co
    nie implikuje wcale choroby umysłowej.

    Tenshii jest teraz w szpitalu i mam przeczucie, ze trafiła na lekarza, który
    powiadomiony o jej obawach potrafił uszanować jej uczucia, bez robienia scen z
    wypraszaniem studentów.
  • agawamala 08.02.07, 12:59
    Mary_lu, strasznie Cię zmartwię, ale magistrem nie jestem już od kilkunastu
    lat. Posiadam stopień doktora, i za mniej więcej pół roku, przed moim
    nazwiskiem pojawią się trzy nowe literki: "hab".
    Tak sie złozyło, że sprawy, w których się wypowiadam nie dotyczą leczenia - na
    tym sie nie znam, ale czegoś zgoła innego. Pogłówkuj, a odkryjesz róznicę.
    Bardzo dobrze, że pamiętasz ze studiów zajęcia z pacjentami. Ale nie dam sobie
    wmówić, że pamiętasz także ich nazwiska, twarze, adresy itd. Bo jesli tak jest,
    to mamy do czynienia z patologia.
    Rozmowa o przypadku nie jest tożsama z rozmową o Kowalskim. I to też chyba
    wiesz.
    Zapytaj psychatrę pod co podlega nadmierna wrażliwośc na punkcie własnej osoby,
    pewnie jest taki zespół.
    Choroba Tenshii pewnie nie kończy się za 2 tygodnie. To nie infekcja. I jest
    wielce prawdopodobne, że może trafić za lat n na lekarza, który rozłoży ręce i
    ze szczerością jej oświadczy, że nie miał mozliwości nauczenia się
    czegokolwiek, bo pacjenci wstydzili się rozebrać przed studentami/stażystami.
    I co wtedy zrobi Tenshii?????????
  • mary_lu 08.02.07, 13:21
    I z powodu tych literek wydaje Ci się, że wręcz promieniujesz mądrością?

    Jak chcesz wypytywać o coś psychiatrę, to nie bronię, ale tak się składa, że
    nie muszę konsultować bzdur wypisywanych przez absolwentkę AWF i kilku
    rzeźników na forum u psychiatry.

    Zaprzęgnij, proszę, swoją niebywałą umiejętność czytania i rozumienia do
    zrozumienia tego, co piszę od kilku dni - przewrażliwienie 22-latki na punkcie
    swojego ciała i oceny przez rówieśników jest całkowicie normalne.

    Zajęcia z psychologii miałaś? To wyciągnij notatki i poczytaj o adolescencji.

    I przestań kierować kogokolwiek do psychiatry, bo się na tym nie znasz.
  • snajper55 08.02.07, 13:57
    mary_lu napisała:

    > Jak chcesz wypytywać o coś psychiatrę, to nie bronię, ale tak się składa, że
    > nie muszę konsultować bzdur wypisywanych przez absolwentkę AWF i kilku
    > rzeźników na forum u psychiatry.

    Masz jakiś uraz na punkcie psychiatrów ?

    > Zaprzęgnij, proszę, swoją niebywałą umiejętność czytania i rozumienia do
    > zrozumienia tego, co piszę od kilku dni - przewrażliwienie 22-latki na punkcie
    > swojego ciała i oceny przez rówieśników jest całkowicie normalne.

    To, że studenci uczą się w szpitalach AM i oglądają chorych jest całkowicie
    normalne, a nie czyjeś przewrażliwienie.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • zuzka771 10.02.07, 15:16
    już dawno czytałam twoje wątki
  • snajper55 07.02.07, 23:52
    mary_lu napisała:

    > Tenshii, mam nadzieję, że nie weźmiesz tych bzdur o zaburzeniach psychicznych
    > do siebie.

    Oczywiście, niech nie bierze. Jest ona okazem zdrowia psychicznego i fizycznego,
    w przeciwieństwie do 99% innych ludzi.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 08.02.07, 12:30

    Nazwanie przez Ciebie kogoś chorym psychicznie powinno być od razu uznawane za
    świadectwo doskonałego zdrowia.

    Masz przyjemność z pisania takich bzdur?
  • snajper55 08.02.07, 12:48
    mary_lu napisała:

    > Nazwanie przez Ciebie kogoś chorym psychicznie

    Przeciez napisałem, że jest okazem zdrowia psychicznego i fizycznego. O co Ci
    chodzi ? Uważasz inaczej ?

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 08.02.07, 12:57
    A już nabijanie się ze zdrowia fizycznego osoby na wózku, to zwyczajne chamstwo.
  • agawamala 08.02.07, 13:00
    A kto się nabija? Czytaj ze zrozumieniem. Ta sprawność językowa jest wymagana
    już od 13 latków.
  • mary_lu 08.02.07, 13:23
    Widzisz, a pani doktor niemal habilitowana jej nie posiada. Widać - nie jest
    wymagana.
  • free123 08.02.07, 13:59
    Mary_lu mądrą kobietą jesteś.

    Wierz, choć byś rok spędziła odpowiadajac na prymitywne posty - i tak Ciebie
    nie zrozumieją. Takich się tylko ignoruje, i co najwyżej można współczuć.
  • snajper55 08.02.07, 14:00
    mary_lu napisała:

    > Widzisz, a pani doktor niemal habilitowana jej nie posiada.

    Co za samokrytyka... Ale uwierz, jak się postarasz, to dasz radę rozumieć, to co
    ktoś napisał. Tylko musisz chcieć.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • p.atryk 08.02.07, 16:48
    Faza postpubertalna (wg.WHO) konczy sie ok.20 r.zycia. Mowiac prosto, nalezy
    przyjac ze 20-latka (a tym bardziej 22-latka) powinna byc juz w pelni
    uksztaltowany emocjonalnie,by zrozumiec koniecznosc rozebrania sie do badania
    medycznego nawet w obecnosci studentow.

    Nazywanie "rzeznikami" osob wypowiadajacych sie w innym tonie niz mary_luy to
    klasa sama w sobie.
  • mary_lu 08.02.07, 21:42
    Kiepskie dane. Dzisiaj większość polskich terapeutów przyjmuje, że adolescencja
    kończy się dopiero ok.25 roku życia. Zwłaszcza dotyczy to osób studiujących
    i/lub utrzymywanych przez rodziców.
  • snajper55 08.02.07, 23:18
    Ja rozumiem, że masz problemy z samą sobą i usiłujesz je tutaj odreagować, ale
    może lepiej udaj się do jakiegoś terapeuty ?

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • agawamala 08.02.07, 18:32
    Zacytuj choć jeden post, w którym KTOKOLWIEK nabija się z cudzej ułomności
    fizycznej ( otyłości, owłosionego ciała, poruszania się na wózku) itd.
    Obawiam się, że nie znajdziesz. Natomiast kilka osób mających zdrowy i normalny
    stosunek do życia, nie aprobuje histerii, dyktatu i przewrażliwienia na punkcie
    własnego ciała.
    Wiadomo, że a AM są prowadzone zajęcia dla studentów i kształcenie podyplomowe.
    I dzieje się to nie dlatego, żeby ktos miał okazję pośmiac się z cudzej
    ułomności, a po to, aby student/stażysta czegoś się nauczył.
    I tę prawdę rozumie każdy o minimalnym IQ.
    I nawet małe dziecko wie, że nie da się zbadać go przez ubranie - musi zdjąć
    przyodziewek.
    I nie dajmy się zwariować. Warunki mozna stawiać w prywatnych gabinetach np.
    wybrać ginekolga kobietę ( bo a nuż spotka się mężczyznę w pobliskim sklepie),
    wenerologa w wieku emerytalnym itd.
  • snajper55 08.02.07, 23:26
    Daj spokój. To jest osoba w ten sam sposób pokręcona jak tenshii. Nie uzna
    nienormalności uczuć tenshii, bo by musiała uznać nienormalność swoich.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • nec_nec 09.02.07, 14:13
    Tzn. ja jeszcze dodam dwa grosze - że z jednej strony studenci musza się na
    kims uczyć, ale pytanie o zgode musi paść, tak naprawdę to 80 % nie ma nic
    przeciwko temu i nic by sie nie stało jakby te 20 % uszanowali. takie
    wypośrodkowanie..i wilk syty i owca cała. natomiast lekarze niestety mają
    zaburzone poczucie intymności pacjenta. dwa lata tamu mając sesję okropnie
    rozbolało mni serce w nocy, nie czułam lewej reki, zawiexli mnie rodzice na
    izbę. tam lekarz kazał mi sie rozwebrać do pasa na ogólnej izbie przyjęć -
    czyli wszyscy wchodząwychodzą..i tak robili pacjenci, sanitariusze..wszysyc
    gapili sie na mnie siedzącą gołą, sanitraiusze (przywieźli kogoś0 zaczeli się
    podśmiewywać. takiego buraka w zyciu nie spaliłam. powiedziałam lekarzowi, ze
    mógły przynajmniej kotare zasłonić, odburczał, że jestem przewrazliwiona..tez
    mam problemy psychiczne? Chocbym miała zawał nie pojadę więcej na izbe z bólem
    serca. Choć i tak pewnie usłysze od lekarzy odpowiedź że to moja sprawa i
    pewnie sama jestem sobie winna. Zero choć minimalnej samokrytyki.
  • snajper55 09.02.07, 14:26
    To jest całkiem inny przypadek. Izba przyjęć to nie sala szpitalna a przypadkowi
    gapie to nie uczący się studenci medycyny. Postępowanie lekarza było nie do
    przyjęcia.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • maga_luisa 09.02.07, 14:46
    Nie rozumiem Cię. Nie odróżniasz tych dwóch sytuacji? Tenshii, która na zapas
    martwi się, że będą ją badać studenci, i Twojej, kiedy lekarz zachował się
    karygodnie i uwłaczająco?
    Jakiej "minimalnej samokrytyki"? Mam złożyć samokrytykę, bo studenci badają
    pacjentów? Czy dlatego, że Ciebie źle potraktowano? Ja tak nie postępuję.
    Uważam, że w sytuacji którą opisałaś należałoby na lekarza złożyć skargę w
    dyrekcji szpitala.
    --
    Tylko w milczeniu słowo
  • nec_nec 09.02.07, 15:00
    Nie chodzi mi ogólnie o rozdział pomiędzy mój przypadek (do tej pory w nocy o
    pólnocy poznałabym tego lekarza) a studentów, a chodzi o przykład tudności w
    sytuacji, gdy jesteś nago a ogląda Cie grupa. I trzeba przełknąc żabę jak jest
    lekarz, ok, ale przełknąć 10 żab w przypadku studentów to już nie do końca ok.
    szczególnie, iz sa moimi równiesnikami i naprawdę czułabym się cholernie
    głupio.
    I nie wierzę, że moja skarga coś by dała, bo NIKT z personelu tam obecnego nie
    widział w tym problemu. NIKT. O to mi chodzi z ta samokrytyką, ze jednak brak
    spójności na patrzenie na badanie z dwu róznych stron - badającego i badanego.
    I że sa one tak diametralnie różne. A powinny sie w jakims stopniu zbliżać,
    jednak to poczucie intymności jakoś powinno być zachowane - nic nie poradze, że
    jest dla mnie krępujące rozebranie sie przed grupą x osób. A nie zapomnę, jak
    znajoma opowiadał mi kiedys leżąc na gin., iz także miała wejść na fotel przed
    duuużą grupa studentów. I zaproponowała, aby na początek prowadząca pani dr się
    połozyła i studenci zobaczyli jak wyglada zdrowy narząd ginekologiczny i potem
    ona dla przykladu jako chory :) I pani dr nie chciała..spaliła buraka.
    A odnosnie mojego przypadku to wydaje mi się, iz chociaz byl bardzo
    nieprzyjemny, pewnie jest jednostkowy, zesztą miałam po nim nie tylko kaca
    moralnego - ale tez zapisany przez tego lekarza diazepam, a biorac go przez
    okres przez niego zapisany - nie mogłam sie potem od niego uwolniśc. ale to
    inna historia.
    A chciałam jeszcze koniecznie dodać, że poza tym to spotkałam na swojej drodze
    tak fantastycznych lekarzy, że choc jestem drobnej postury - to na rękach
    mogłabym ich nosić za ich bezinteresowne działania i serce.
  • anna6131 09.02.07, 22:59

    SNAJPER, w wypadku MARY-LU Twoj dowcip jest trafiony w proznie. Przeciez ona
    nie jest pania doktor (niezadlugo habilitowana)!

    A doktorat na AWF ma sie tak do doktoratu na innych wydzialach, jak "krolik"
    afrykanskiego plemienia do krolowej Anglii.

    Z kolei doktorat z jakiejkolwiek istniejacej dziedziny ma sie tak do kultury
    osobistej, jak piesc do dupy. Mozna skonczyc Sorbone i Oxford, bedac
    jednoczesnie nieokrzesanym prostakiem.

    Sadze, ze dobry lekarz to lekarz wrazliwy i rozumiejacy odczucia pacjentow. Nie
    chcialabym byc pacjentka takiego typa, ktory nazywa wrazliwa dziewczyne
    psycholka albo histeryczka.

    Z kolei wypada sie cieszyc, ze sa kobiety, jak Agawamala, ktore nie maja
    zadnych oporow przed publicznym rozbieraniem sie. Agawamala, zglos sie na AM i
    zadeklaruj udzial w cwiczeniach dla studentow - jako zywy eksponat.
  • anna6131 09.02.07, 23:00
    SNAJPER, w wypadku MARY-LU Twoj dowcip jest trafiony w proznie. Przeciez ona
    nie jest pania doktor (niezadlugo habilitowana)!

    A doktorat na AWF ma sie tak do doktoratu na innych wydzialach, jak "krolik"
    afrykanskiego plemienia do krolowej Anglii.

    Z kolei doktorat z jakiejkolwiek istniejacej dziedziny ma sie tak do kultury
    osobistej, jak piesc do dupy. Mozna skonczyc Sorbone i Oxford, bedac
    jednoczesnie nieokrzesanym prostakiem.

    Sadze, ze dobry lekarz to lekarz wrazliwy i rozumiejacy odczucia pacjentow. Nie
    chcialabym byc pacjentka takiego typa, ktory nazywa wrazliwa dziewczyne
    psycholka albo histeryczka.

    Z kolei wypada sie cieszyc, ze sa kobiety, jak Agawamala, ktore nie maja
    zadnych oporow przed publicznym rozbieraniem sie. Agawamala, zglos sie na AM i
    zadeklaruj udzial w cwiczeniach dla studentow - jako zywy eksponat.
  • snajper55 09.02.07, 23:48
    anna6131 napisała:

    > SNAJPER, w wypadku MARY-LU Twoj dowcip jest trafiony w proznie. Przeciez ona
    > nie jest pania doktor (niezadlugo habilitowana)!

    Wiem, to jest pacjentka. Z wieloma kompleksami na tle swojego wyglądu. Podobnie
    jak autorka wątku. Ale kompleksy da się wyleczyć, jeśli tylko uzna się przed
    samą sobą, że nie są to normalne reakcje wrażliwej osoby, tylko coś, co trzeba
    zmienić.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 10.02.07, 12:12
    Snajper, skąd pomysł, że mam kompleksy spowodowane wyglądem? Już kilka razy
    prosiłam Cię, abyś nie bawił się w diagnozę psychologiczną, bo Ci nie idzie.
  • snajper55 10.02.07, 15:07
    mary_lu napisała:

    > Snajper, skąd pomysł, że mam kompleksy spowodowane wyglądem?

    Na podstawie Twoich postów.

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 10.02.07, 15:19
    A już myślałam, że na podstawie kroju czcionki.

    Tyle, że tych kompleksów nie mam, więc ponawiam prośbę, żebyś sobie wziął na
    wstrzymanie, zanim znów zaczniesz wymyślać głupoty.
  • snajper55 10.02.07, 17:07
    mary_lu napisała:

    > Tyle, że tych kompleksów nie mam, więc ponawiam prośbę, żebyś sobie wziął na
    > wstrzymanie, zanim znów zaczniesz wymyślać głupoty.

    Czyje to słowa ?

    "Sama już do siebie nie mam cierpliwości. Powinnam zacząć w końcu normalną
    karierę zawodową, zabrać się za swoje świeże małżeństwo, a ja siedzę w domu,
    jestem łysawa, mam nadwagę i właściwie boję się nawet myśli, że ktoś mógłby mnie
    zaprosić na jakąś rozmowę kwalifikacyjną."

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • mary_lu 10.02.07, 18:16
    Osoby w trakcie leczenia Hashimoto - może słyszałeś o takiej chorobie, typowe
    jest dla niej obniżenie nastroju. Czytając moje posty, dowiedziałeś również, że
    schudłam, włosy odrastają, i już mam pracę. Trochę kompleksów miałam, chyba
    musiałabym być pozbawiona emocji, żeby tak się nie stało - przed chorobą
    uważałam się za osobę atrakcyjną fizycznie i nagle, w ciągu roku, moje ciało
    bardzo brzydko się zmieniło. Czytając moje posty, dowiedziałeś również, że
    trochę schudłam, włosy odrastają, i już mam pracę. Ale nie uznałeś za stosowne
    zacytować postu, który by to stwierdzał, wolałeś starszy - w dodatku wcale nie
    mówiący głównie o niezadowleniu z ciała (bo to było tylko obiektywnie opisane),
    ale o lęku przed oceną mojej wiedzy przez przyszłego pracodawcę.

    Teraz przyjemnością udzielam się na forum dla biuściastych, gdzie panuje
    afirmacja pełnych kształtów (bo na szczęście pozostałe dodatkowe kilogramy
    ładnie mi się umiejscowiły :)).

    Na szczęście również, w momencie gdy wyglądałam bardzo brzydko - miałam wręcz
    opuchniętą twarz, włosy w bardzo złym stanie, dużą nadwagę - nikt nie zmuszał
    mnie do pokazywania ciała, z którego byłam niezadowolona. Jakoś nikt nie wpadł
    na pomysł, że mnie uleczy poprzez przekraczanie moich granic wstydu i
    intymności.

    Jak widzisz, bez walczenia z sobą i terapii się da znów przyjemnie żyć.
    Wystarczy trochę wsparcia ze strony innych, w tym - lekarza. Nie wyglądam,
    niestety, tak jak kilka lat wcześniej, ale i teraz czuję się dobrze. Ale wiesz
    to przecież z moich innych postów.
  • alma58 13.03.08, 17:13
    Patryk..autorka ma wolna wola bo jest czlowiekiem i chce byc traktowana jak
    czlowiek..tak trudno Ci to zrozumiec???
    a poza tym autorka watku jest ubezpieczona, płaci skladki na ubezpieczenie i ma
    prawo leczyc sie w panstwowej sluzbie zdrowia i nie wyganiaj jej do prywatnej,
    tylko z tego powodu ze panstwowa nie jest idealana i ma wady..jak panstwowa
    sluzba zdrowia ma wady to trzeba je niwelowac..
    a autorka ma prawo sie leczyc w panstwowym szpitalu..a personel ma obowiązek ja
    leczyć, z poszanowaniem jej godnosci i intymnosci

  • snajper55 14.03.08, 21:17
    alma58 napisała:

    > a autorka ma prawo sie leczyc w panstwowym szpitalu..

    Ale autorka nie musi leczyć się akurat w szpitalu AM, w którym obowiązują trochę
    inne zasady niż w zwykłym szpitalu. Obowiązują z tego powodu, iż w takim
    szpitalu uczą się studenci medycyny. Na ludziach się uczą.

    > a personel ma obowiązek ja leczyć, z poszanowaniem jej godnosci i intymnosci

    Poczucie godności i intymności jest poczuciem subiektywnym. Czy zawsze można je
    uszanować ? Czy, na przykład, załatwianie swych potrzeb fizjologicznych na
    wieloosobowej sali jest z nim w zgodzie ?

    S.
    --
    Na nic płacze, na nic krzyki,
    Koniec przygód Fiki Miki.
    Forum o Nasza-klasa.pl
  • madzia.te 14.03.08, 21:30
    godnośc i intymność subiektywne- nieco naciągane-
    w zasadzie subiektywne jest każde odczucie.
    to zapewnij tę godność i intymność pacjentowi w subieltywnym
    wymiarze.
    albo podpisz,że odmawiasz leczenia- bo chory nie chce sikac na
    kilkuosobowej sali,
    albo nie chce być badany per rectum przez 10sosobowa sekcję
    studentów.
    no chyba ,że zrozumiesz to dopiero, kiedy sam staniesz się kotletem
    na szpitalnym łózku
  • czarnapodpalana 12.02.07, 16:32
    Medycyna jest dla pacjentow a nie pacjenci dla medycyny.
  • alergenzb 13.02.07, 19:01
    Cytat z części wypowiedzi:
    Czy wtedy zatraca się ludzkie uczucia?
    Przecież ludzkie uczucia to także współczucie i zrozumienie.
    Czy pod koniec studiowania te ludzkie uczucia są zatracone???

    "po pewnym czasie nie traktujesz tego jak zwlok... (wiem, obrzydliwe, zatracasz
    ludzkie uczucia, ale jakos radzic sobie trzeba) a jako "material do nauki".
    nie ma sie co martwic na zaspas"
    Czy tenshii to także żywy materiał do nauki??

    Link do wypowiedzi
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11117&w=57112318&a=57119212
  • encorton1 13.02.07, 22:03
    Nie porównuj tej wypowiedzi, która dotyczy zajęć prosektoryjnych do sytuacji
    opisanej w tym wątku, bo to zbyt daleko idące porównanie. Autorce zapewne
    chodziło o to, że spędzając przez cały I rok wiele godzin w prosektorium musisz
    wyzbyć się w znacznej mierze: strachu, lęku, obrzydzenia jaki ma większość
    ludzi przed zwłokami ( to są te ludzkie uczucia ). Inaczej po prostu zmarnujesz
    czas. Nie da się przytoczonej przez Ciebie wypowiedzi odnieść do zajęć w
    Klinice z pacjentami bo to na prawdę zupełnie co innego.

    > Przecież ludzkie uczucia to także współczucie i zrozumienie.

    Oczywiście, że tak ale nie sądzę aby o te uczucia chodziło autorce.

    > Czy tenshii to także żywy materiał do nauki??

    hmmm pacjent leczący się w szpitalu klinicznym w jakiś sposób rzeczywiście się
    nim staje, chociaż wiem, że słowo materiał w odniesieniu do chorego człowieka
    brzmi bardzo niefortunnie.
    Nie oznacza to jednak, że pacjent nie może nie zgodzić się na obecność
    studentów - to chyba oczywiste.
  • aguagugu 13.02.07, 22:14
    Tenshi a właściwie pacjent zgadzający się na udział studentow jest a raczej
    byłaby partnerem w procesie tak dydaktycznym jak i terapeutycznym. Gdybyś nie
    zrozumiała dlaczego - powodzenie terapii zależy od współdziałania lekarza i
    pacjenta a więc między innymi od zaufania pacjenta do lekarza.
  • encorton1 13.02.07, 22:32
    Przecież napisałem, że określenie materiał jest bardzo niefortunne i nie
    powinno się go używać. Partner to określenie na pewno właściwsze. Chodzi mi
    tylko o to, że pacjent który rozmawia i jest badany przez grupę studentów, jest
    w jakimś tam stopniu obiektem, materiałem na którym się uczą.

  • anna6131 14.02.07, 05:04

    SNAJPER 55, to podłe przypominać komuś jego chorobę, jak zrobiłeś to w wypadku
    Mary_lu.

  • snajper55 14.02.07, 11:42
    anna6131 napisała:

    > SNAJPER 55, to podłe przypominać komuś jego chorobę, jak zrobiłeś to w wypadku
    > Mary_lu.

    Przypominać ??? Sądziss, że o niej nie pamięta ?

    S.
    --
    Ciemno w tym państwie, gdzie łotry na świeczniku. S.J.Lec
  • alergenzb 14.02.07, 20:15
    cytat z witryny MZ

    PRAWO DO GODNOŚCI

    Podczas udzielania świadczeń zdrowotnych lekarz ma obowiązek poszanowania
    intymności i godności osobistej pacjenta, co wynika z art. 36, ust1. ustawy o
    zawodzie lekarza oraz art.19, ust.1, pkt 4 ustawy o zakładach opieki
    zdrowotnej.
    Świadczenia zdrowotne powinny być udzielone w obecności niezbędnego, ze względu
    na rodzaj tego świadczenia, personelu medycznego.
    Warunkiem uczestnictwa innych osób (np. studentów medycyny) jest wyrażenie
    zgody przez pacjenta i lekarza.

    Od lekarza wymaga się delikatności, życzliwości i kulturalnego traktowania
    pacjentów. Tylko w ten sposób może wytworzyć się wzajemne zaufania między
    lekarzem a pacjentem. Jest to szczególnie ważne w sytuacji, kiedy stan pacjenta
    jest poważny lub widoczne jest u niego załamanie psychiczne.

    Warto przeczytać o prawie do godności.
    www.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=b12441&ms=244&ml=pl&mi=247&mx=0&ma=350
  • savar 14.02.07, 20:32
    Warto przeczytać ustawę:
    Art 36 Ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty:

    1. Lekarz podczas udzielania świadczeń zdrowotnych ma obowiązek poszanowania intymności i
    godności osobistej pacjenta.
    2. Przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych może uczestniczyć tylko niezbędny, ze względu na rodzaj
    świadczenia, personel medyczny. Uczestnictwo innych osób wymaga zgody pacjenta i lekarza.
    3. Lekarz ma obowiązek dbać, aby inny personel medyczny przestrzegał w postępowaniu z pacjentem
    zasady określonej w ust. 1.
    4. Przepis ust. 2 nie dotyczy klinik i szpitali akademii medycznych, medycznych jednostek badawczo-
    rozwojowych i innych jednostek uprawnionych do kształcenia studentów nauk medycznych, lekarzy
    oraz innego personelu medycznego w zakresie niezbędnym do celów dydaktycznych. W przypadku
    demonstracji o charakterze wyłącznie dydaktycznym konieczne jest uzyskanie zgody pacjenta.

    Z ustępu 4. wynika, że w ośrodku dydaktycznym zgoda pacjenta potrzebna jest tylko wtedy, kiedy chce
    się go wyłącznie pokazać studentom. Jeśli chodzi o obecność studentów przy badaniu, które nie jest
    demonstracją czysto dydaktyczną ale konkretnym świadczeniem zdrowotnym, to zgoda pacjenta nie
    jest wymagana.
    Pacjent ma oczywiście prawo nie zgodzić się na badanie, ale nie może w Klinice powiedzieć, że badanie
    chce, ale bez studentów.

    Od razu dodam, że wszelkie ewentualne rozporządzenia MZ mówiące inaczej są nieważne.
  • m.aria 18.07.07, 21:49
    Proszę przeczytajcie opowiadania z tego forum:
    pco.enarea.com/forum/viewtopic.php?p=14019&sid=a84bc9f706a8aa531578763eefd7907b
    A zwlaszcza ten fragment ( jest ich tam więcej):
    hej! Właśnie wróciłam ze szpitala, było okropnie. na samym wstępie podczas
    wywiadu, mój lekarz prowadzący dr Grotowski o którym juz wczesniej pisałam
    potraktował mnie okropnie,kompletnie mnie zlekceważył i zmieszał z błotem, potem
    przyszedł czas na badania przy studentach, kazali się rozebrać do naga w kabinie
    i wyjść do studentów, było ich tam mnóstwo do tego lekarze i pani profesor


    Niech ktoś mi powie, gdzie tu jest człowieczeństwo, poszanowanie ludzkiej
    godności? Który z tych lekarzy sam by się rozebral do naga przy TłUMIE ludzi?
    Tak powinno być?
  • alergenzb 19.07.07, 00:12
    m.aria to jest bardzo przykre.
    Ale w polskich państwowych szpitalach trudno się spodziewać czegoś innego.
  • jeanne72 19.07.07, 13:01
    Dobrze że nie studiuję na takiej uczelni, bo wstyd byłoby mi się do tego
    przyznać. Uczyć się trzeba, ale nie w TAKI sposób. Wykładowca powinien budzić w
    ludziach szacunek, ten wywołuje tylko obrzydzenie.
  • sonic84 19.07.07, 15:59
    pacjent ma prawo odmówić badania w obecności studentów tylko w Polsce malo który
    pacjent wie,że takie prawo mu przysługuje.Jeśli już do badania dojdzie (powinno
    się ono odbyć za zgodą pacjenta,niestety mało który lekarz o to pyta) pacjent
    sam może ograniczyć jego 'zakres"-np. odmówić zdjęcia górnej częsci ubrania albo
    nawet otworzenia ust ;).Badanko odbywa się 9p[rzynajmniej na mojej uczelni) w
    asyscie stosunkowo małej liczby studentów 3-6 i w każdej chwili może zostać
    przerwane na życzenie pacjenta.Słowem jak coś wam pacjenci nie pasuje, w każdej
    chwili możecie powiedzieć "wypad".
  • jeanne72 19.07.07, 18:19
    No niestety jak widać w klinice na Polnej wygląda to inaczej:

    "właśnie pojawiła się u mnie miesiączka, więc muszę zadzwonić do dr Gotowskiego
    i pewnie za 15 dni trafię do kliniki na polnej, strasznie się boje, bo wiem co
    mnie czeka, on uprzedził mnie że będe musiała stanąć nago w obecności kilku
    lekarzy, bo nie mają czasu sie rozdrabniać na oglądanie każdej części ciała po
    kolei, zabronił mi sie depilować, bo muszą ocenić moje owłosienie, czuję się
    poniżona i mam obawy co do pobytu w tej klinice."

    A oto sposób "uzyskiwania zgody" pacjentki:
    "Dr Grotowski przez telefon poinformował mnie tylko że mam być tam o 7 rano, na
    czczo i że będą studenci i odłożył słuchawkę. "

    Ciekawa jestem, ile tak naprawdę studenci wyniosą z takiego badania? Nie można
    przeprowadzić go choćby w bieliźnie? Taka wielka strata?
  • alergenzb 19.07.07, 18:34
    jeanne72 napisała:

    > No niestety jak widać w klinice na Polnej wygląda to inaczej:
    >
    > "właśnie pojawiła się u mnie miesiączka, więc muszę zadzwonić do dr
    Gotowskiego
    > i pewnie za 15 dni trafię do kliniki na polnej, strasznie się boje, bo wiem co
    > mnie czeka, on uprzedził mnie że będe musiała stanąć nago w obecności kilku
    > lekarzy, bo nie mają czasu sie rozdrabniać na oglądanie każdej części ciała po
    > kolei, zabronił mi sie depilować, bo muszą ocenić moje owłosienie, czuję się
    > poniżona i mam obawy co do pobytu w tej klinice."

    To dlaczego się godzisz na takie poniżanie, a jezeli się godzisz to, przykro mi
    to pisać, ale nie narzekaj, lub zmień klinikę.
  • jeanne72 19.07.07, 20:37
    Ja nie piszę w swoim imieniu, wybrałam tylko cytat z wątku podanego w linku.
    Jestem studentką ( nie z Poznania) i nie spodobało mi się to, co przeczytałam.
    Mam nadzieję, że nigdy nie spotkam się z takim sposobem "nauczania".
    A kobiety raczej są tu zmuszane do wyrażenia zgody, inaczej nie mogą się po
    prostu leczyć.
  • alergenzb 19.07.07, 21:34
    jeanne72 ja nigdy bym na to nie pozwoliła, chocby mialo się to skończyć wypisem
    lub nie przyjęciem do szpitala. Nie ma nic wazniejszego od godności człowieka.
  • zzz12 19.07.07, 23:56
    alergenzb napisała:

    > jeanne72 ja nigdy bym na to nie pozwoliła, chocby mialo się to skończyć
    wypisem
    >
    > lub nie przyjęciem do szpitala. Nie ma nic wazniejszego od godności człowieka.


    Zwlaszcza, jesli bedziesz w stanie zagrozenia zycia...Umrzesz na strazy wlasnej
    godnosci? Ok, twoje prawo.
    PROSBA DO ALERGENZB I JEANNE- PRZECZYTAJCIE SOBIE WSZYSTKIE GLOSY W TYM WATKU I
    NIE ROZPOCZYNAJCIE OD NOWA TEJ SAMEJ DYSKUSJI.
    EOT
  • sonic84 20.07.07, 00:17
    Ej ale to nie musi się kończyć wypisem,skoro jesteś studentką jeanne tak jak
    ja,to powinnaś wiedzieć że NIE pacjenta jest zgodnie z prawem święte i nikt nie
    może odmówić komuś leczenia/hospitalizacji itd tylko dlatego że nie wyraził
    zgody na obecnośc studentów podczas badania na litość boską.Ja już spotkałam się
    kilkukrotnie w różnych warszawskich szpitalach z odmową pacjenta i nie wiązalo
    się to z ponoszeniem (przez pacjenta0 jakichkolwiek konsekwencji ani "bojkotem'
    ze strony personelu.
  • alergenzb 20.07.07, 15:42
    zzz12 napisała:
    > Zwlaszcza, jesli bedziesz w stanie zagrozenia zycia...Umrzesz na strazy
    >wlasnej godnosci? Ok, twoje prawo.

    Tak!!!!
    Nawet w takim stanie mam pelne prawo do poszanowania mojej godności i
    intymności osobistej. Mogę umrzeć ale z godnością i poszanowaniem.
    Jeżeli tego nie rozumiesz to poczytaj kodeks etyki lekarskiej.

    > PROSBA DO ALERGENZB I JEANNE- PRZECZYTAJCIE SOBIE WSZYSTKIE GLOSY W TYM WATKU
    >I NIE ROZPOCZYNAJCIE OD NOWA TEJ SAMEJ DYSKUSJI.EOT

    Główny watek dotyczył obaw przed pójściem do szpitala, a obecny dotyczy braku
    poszanowania godności i intymności pacjenta w szpitalu.
    Link, warto poczytać
    Nowelizacja kodeksu
    www.gazetalekarska.pl/xml/nil/gazeta/komunikaty/k2003/przyrzeczenie2
    drugi link, kodeks
    www.nil.org.pl/xml/nil/wladze/str_zl/zjazd7/kel
  • jeanne72 20.07.07, 15:49
    Pewnie rozśmieszę co niektórych, ale do sytuacji na Polnej można zastosować nie
    tylko prawo do poszanowania godności, ale także:
    "Lekarz nie może uczestniczyć w akcie pozbawiania życia, asystować w
    torturowaniu lub innym poniżającym traktowaniu człowieka."
  • alergenzb 20.07.07, 15:57
    jeanne72 :-))
  • sithicus 21.07.07, 01:15
    To już nawet potorturować sobie nie można?
  • a_anna1 21.07.07, 15:03
    Przerażają mnie te opisy z drugiej strony wiele osob ktore pytalam bylo b.
    zadowolonych z pobytu w klinikach, duzo bardziej niz w zwyklym szpitalu.Mam
    nadzieje ze Pznan jest jednym z niewielu wyjątkow.
  • jeanne72 21.07.07, 18:26
    Oczywiście, że na ogół jest inaczej. Najlepiej po prostu przed położeniem się w
    klinice iść tam lub zadzwonić i zapytać - jak to w praktyce wygląda. Ja na
    studiach nigdy nie spotkałam się ze zmuszaniem pacjenta do badania w obecności
    studentów. A już na pewno nie z rozbieraniem go do naga - co najwyżej do
    bielizny ( nawet w przypadku dzieci). Oczywiście za uzyskaną wcześniej od niego
    zgodą. Zawsze w razie czego masz prawo odmówić - i nie sugeruj się zapisem o
    klinikach, często tu przytaczanym, bo prawo do godności wynika z ważniejszych
    dokumentów, niż ta ustawa.
  • aelithe 13.03.08, 19:05
    Masz prawo odmówić udziału studentów w trakcie wizyty.
    Z drugiej strony odpowiednio prowadzona wizyta nie stanowi zwykle
    problemu dla chorych.
  • madzia.te 14.03.08, 20:52
    kiedy rodziłam moje ukochane dziecko- wyraźnie powiedziałam,że nie
    życzę sobie studentów- sama byłam od nich dwa lata starsza, jestem
    lekarzem, znaliśmy się ze studiów.
    na początku ich nie było- ale kiedy nie byłam w stanie już się
    sprzeciwić- mialam wokól siebie połozną, połoznika, stażystę, troje
    studentów - i wszyscy mnie usiłowali zagrzewać do wysilku-
    stąd uważam ,ze rodziłam jak na meczu.
    na szczęście strzeliłam bombowego gola, który własnie chodzi do
    pierwszej klasy.
  • maretina 17.03.08, 10:56
    masz prawo odmowic, ale pomysl, ze blokujac dostep do nauki narazasz
    siebie i innych na trafienie na lekarza, ktory nie bedzie porzadnie
    przygotowany...

    --
    Blue Angels 2006
    Jedynym sprawnym organem jest organ pana prezydenta.-Nelly Rokita.
  • madzia.te 17.03.08, 16:40
    Maretina-
    wprawdzie mam specjalizację daleką od tego-
    ale jako lekarz muszę być porządnie przygotowana na wszystko-
    może poćwiczę na Tobie cewnikowanie?
    albo może przypomnę sobie jak się bada szyjkę macicy?
    wprawdzie masz prawo odmówić, ale wiesz na co mnie narażasz!
  • maretina 21.03.08, 07:38
    do cc cewnikowala mnie dziewczyna ze studium poloznych. trwalo to 5
    sekund, przyzylam, nic szczegolnego. nie sadze, zeby jakiekolwiek
    badanie ginekologiczne bolalo bardziej, niz te do porodu, kiedy
    polozne wpychaja cala dlon.
    jesli naprawde nie umiesz cewnikowac, to 11 czerwca w olsztynie bede
    miala cc. zapraszam. pozwole:P
    --
    Blue Angels 2006
    Jedynym sprawnym organem jest organ pana prezydenta.-Nelly Rokita.
  • protozoa 21.03.08, 08:37
    Koleżanko miła,
    wyobraź sobie, że WSZYSCY powiedzą nie, nie bo nie, nie chcę, nie
    lubię, nie chcę!!! I na kim będą sie uczyc młodzi adepci sztuki? Na
    fantomie?
    Ale kiedyś wreszcie musi przyjść ten pierwszy raz i co wtedy??? Jaką
    masz gwarancję, że nie będziesz tą pierwszą?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka