Dodaj do ulubionych

nie przyjęli chorego dziecka - co dalej?

21.02.07, 16:54
Mam pytanko. Mój 8 miesięczny syn 2 tydzień jest chory. Lekarka stwierdziła w
zeszłym tygodniu, że to tylko katar. Dziecko jednak cały czas ma temperaturę.
Po tygodniu chciałam iść na kontrolę, powiedzieć, że jest gorzej, ale nas nie
przyjęto. Powód - brak numerków. Na nic tłumaczenia, ze dziecko ma gorączkę.
Przyjęto nas w innej przychodni, konieczny okazał się antybiotyk.
Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię? Jak w ogóle można odmówić pomocy i to
małemu dziecku?! A podobno do 1 roku życia mają obowiązek przyjść z wizytą
domową! Tu nie dość, że nie przyszli, to i w przychodni nie przyjęli!
Liczę na podpowiedzi.
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • lohengrin4 21.02.07, 17:06
    > ale nas nie przyjęto. Powód - brak numerków.

    Sytuacja normalna. W POlsce i tak jest cudownie. Zachęcam do przetestowania
    analogicznej sytuacji w Anglii.

    > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

    Ale o co?

    > Jak w ogóle można odmówić pomocy

    W formie ustnej najczęściej. I nie w ogóle, tylko w szczególności.

    > A podobno do 1 roku życia mają obowiązek przyjść z wizytą
    > domową!

    Bzdura roku. Wizyty domowe to kretynizm utrzymywany inercją systemu, nie mający
    logicznego uzasadnienia.

    > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

    Spadaj na drzewo.
  • alergenzb 21.02.07, 17:17
    lohengrin4 napisał:
    > Spadaj na drzewo.

    Oj nie ładnie :-((
  • lohengrin4 21.02.07, 17:25
    nie pierwszy raz informuję, że czytając takie posty jak tytułowy z tego wątku,
    czuję się moralnie i estetycznie zwolniony z wyrzutów sumienia związanych ze
    zniżeniem się do poziomu rozmówcy.
  • alergenzb 21.02.07, 17:26
    lohengrin4 napisał:

    > nie pierwszy raz informuję, że czytając takie posty jak tytułowy z tego
    wątku,
    > czuję się moralnie i estetycznie zwolniony z wyrzutów sumienia związanych ze
    > zniżeniem się do poziomu rozmówcy.

    A może to młoda przestraszona mama, mogłeś grzeczniej ją poinformować:-(
  • lohengrin4 21.02.07, 17:28
    ale roszczeniowa a priori, i to jest nie w porządku.
    I nie mam obowiązku tolerować bezczelności, popartej niewiedzą.

    Cóż życie boli. Ja obrywam za te same błędy (bo każdy je popełnia).

    Po przytulenie i głaskanie gdzie indziej, nie to forum.
  • pyorunochron 25.02.07, 22:43
    lohengrin4 napisał:

    > ale roszczeniowa a priori, i to jest nie w porządku.
    > I nie mam obowiązku tolerować bezczelności, popartej niewiedzą.
    >
    > Cóż życie boli. Ja obrywam za te same błędy (bo każdy je popełnia).
    >
    > Po przytulenie i głaskanie gdzie indziej, nie to forum.

    Alez ty jestes chamski! Co to za sformulowania! Mieli obowiazek przyjac dziecko,
    a jesli nie mieli mozliwosci, powinni byli poinformowac co zrobic (np. udac sie
    na izbe przyjec do szpitala). Przeciez dziecko w takiej sytuacji moze zginac!
    Przecietna zycia w Polsce jest najnizsza z calej unii, m.in. z powodu przypadkow
    takich jak ten.
  • tango45 27.02.07, 23:14
    alergenzb napisała:

    > lohengrin4 napisał:
    > > Spadaj na drzewo.
    >
    > Oj nie ładnie :-((


    pan dochtor buahahahahaha
  • nocny_piter 21.02.07, 17:22
    Proponuję zrezygnować z usług tej poradni i skorzystać z oferty jednego z
    prywatnych NZOZ-ów, wykupić sobie odpowiedni abonament (na miarę zasobności
    portfela i na miarę oczekiwań własnych) i.... korzystać do woli!
    Ja właśnie pracuję w takiej poradni, gdzie wszystko się opłaca, nawet przyjęcie
    pacjenta w środku nocy i wizyta domowa na drugim końcu miasta. W poradniach
    państwowych zwykle nic się nie opłaca i można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
    na drzewo", dlatego lepiej omijać te przychodnie z daleka :)
  • lohengrin4 21.02.07, 17:30
    > można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
    > na drzewo"

    znalazł się obrońca uciśnionych ;-)
  • tango45 27.02.07, 23:17
    lohengrin4 napisał:

    > > można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
    > > na drzewo"
    >
    > znalazł się obrońca uciśnionych ;-)


    Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.
  • p.atyja 28.02.07, 00:47
    daria napisała:

    > Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.


    Bezsprzecznym faktem jest,że jesteś na tym forum najbardziej kompetentną osobą
    by wypowiadać się na temat wykopywania kogoś ze służby. I jednocześnie
    jedyną,która wykonuje lub wykonywała zawód podpadający pod tą definicję.
    Dochodząca sprzątaczka -czy careegiver (live-in? live-out?) to właśnie
    współczesna służba w USA,nieprawdaż ?
    Idż sobie na jakieś specjalne forum dla służących i odwal się ze swoimi
    kompleksami od lekarzy,Dario...wrrrr.
  • tango45 28.02.07, 01:12
    p.atyja napisała:

    > daria napisała:
    >
    > > Takie lachudry jak ty powinno sie wywalac na kopach ze SLUZBY zdrowia.
    >
    >
    > Bezsprzecznym faktem jest,że jesteś na tym forum najbardziej kompetentną
    osobą
    > by wypowiadać się na temat wykopywania kogoś ze służby. I jednocześnie
    > jedyną,która wykonuje lub wykonywała zawód podpadający pod tą definicję.
    > Dochodząca sprzątaczka -czy careegiver (live-in? live-out?) to właśnie
    > współczesna służba w USA,nieprawdaż ?
    > Idż sobie na jakieś specjalne forum dla służących i odwal się ze swoimi
    > kompleksami od lekarzy,Dario...wrrrr.


    A ty farbowancu dlaczego zmieniles nick? Jestem caregiver /przez jedno e
    jolopie. Nie wtracaj angielskich wyrazow jesli nie masz pojecia o pisowni/ W
    naszej agencji pracuje kilka lekarek i lekarzy z Polski. Nie narzekamy,
    zarabiamy tygodniowo o wiele wiecej niz ty miesiecznie. Do kazdego domu gdzie
    pracuje dochodzi housekeeper /tego juz nie wiedziales jak napisac/. Widzisz, w
    USA jest tak, ze nikt sie swojej pracy nie wstydzi a moj szef, dyrektor nocami
    jest kierowca limuzyny. Dorabia bo ma pelno rat do splacenie i trojr dzieci do
    wyksztalcenia. Ale to jest USA :0 A w Polsze? Tam wszystko wstyd. Tylko nie
    wstyd wyciagac lape po lapowke, krasc, wyludzac i kombinowac. Co zlego lub
    kompromitujacego sie dopatrzyles/as w pracy jako caregiver?
    Nie tobie, rowniez dyktowac mi gdzie mam chodzic i pisac.
  • sithicus 02.03.07, 16:08
    Szoruj do sprzatania, wycieruchu jeden. Konserwuj dalej powierzchnie plaskie.
    Pewnie niedlugo padnie slynne u nas w USA... :D
  • tango45 04.03.07, 09:01
    sithicus napisał:

    > Szoruj do sprzatania, wycieruchu jeden. Konserwuj dalej powierzchnie plaskie.
    > Pewnie niedlugo padnie slynne u nas w USA... :D


    A co jest dla ciebie smieciu dziwnego w tym, ze OBYWATELKA AMERYKANSKA moze
    powiedziec "u nas w USA" Mieszkajac od 20 lat w Stanach jak mialabym
    opowiedziec np o tym, ze zawalily sie dwie wieze World Trade Center/ Mialaby,
    powiedziec " u nich w USA zawalily sie wieze? Tak jolopie?
    Spadaj dzieciole.
  • alergenzb 21.02.07, 17:30
    nocny_piter napisał:

    > Proponuję zrezygnować z usług tej poradni i skorzystać z oferty jednego z
    > prywatnych NZOZ-ów, wykupić sobie odpowiedni abonament (na miarę zasobności
    > portfela i na miarę oczekiwań własnych) i.... korzystać do woli!
    > Ja właśnie pracuję w takiej poradni, gdzie wszystko się opłaca, nawet
    przyjęcie
    > pacjenta w środku nocy i wizyta domowa na drugim końcu miasta. W poradniach
    > państwowych zwykle nic się nie opłaca i można tam usłyszeć coś w stylu "spadaj
    > na drzewo", dlatego lepiej omijać te przychodnie z daleka :)


    To podaj na e-mail, gdzie jest ta poradnia, chociąż okolice lub województwo,
    jeszcze ci dopłacę, do przyjazdu w nocy, kiedy mam bardzo chore dziecko. To nie
    zart, ale fakt.
  • nocny_piter 21.02.07, 17:38
    Poprzez forum nie będę się reklamował, takie mam zasady :)
    Ogłoszeń jest pełno w prasie, internecie itp. Wystarczy wpisać w "gogla" coś w
    rodzaju "abonamenty medyczne" itp. i od razu wyskoczą setki stron z całej Polski.
  • alergenzb 21.02.07, 17:45
    nocny_piter napisał:

    > Poprzez forum nie będę się reklamował, takie mam zasady :)

    Ok. Przepraszam.

    > Ogłoszeń jest pełno w prasie, internecie itp. Wystarczy wpisać w "gogla" coś w
    > rodzaju "abonamenty medyczne" itp. i od razu wyskoczą setki stron z całej
    > Polski.

    Dzięki za info, skorzystam i zacznę szukać w internecie.
    Szczerze mówiąc nie wiedzialam nic o abonamentach medycznych:-(
  • alergenzb 22.02.07, 18:24
    Bardzo dziękuję za informacje. Bardzo była pomocna.
    Trafiliśmy dzisiaj do instytucji, ktora z porownaniem do państwowej(piekło) to
    wielkie niebo.
    Wspanialy, konkretny i bardzo miły dla dziecka lekarz. Zero problemów z czym
    kolwiek.
    Pełny szacunek do pacjenta. I jak takich wspaniałych lekarzy nie szanować skoro
    oni szanują pacjenta.
    tam z niczym nie ma problemów, nawet z zabiegiem.
    Jestem zachwycona i zadowolona.
    Brak informacji o placowkach przyjaznych pacjentowi, ale dzieki tobie znalazlam
    wspanialych ludzi. Tam cała rodzina może się leczyć w ramach NFOZ i może
    doplacic do swiadczeń. Kwestia zyczenia, rachunek także kwestia zyczenia.
    I oto mi chodziło.Wszystko legalnie i oficjalnie z rachuneczkiem. Poprostu z
    zero problemow dla pacjenta i lekarza.
    Może wreszcie pozbedziemy się problemów z państwowymi instytucjami, kierowaniem
    do swoich placowek prywatnych jako przymus dostepu do lecznictwa a nie wybór
    pacjenta, nieoficjalnym żadaniem oplat wykorzystując do tego chore dziecko i
    uczucia rodziców.
    nocny piterku WIELKIE DZIĘKI.
  • majaga76 21.02.07, 17:37
    Dzieki za radę.
    Zadzwoniłam do innej przychodni, państwowej i tam byli oburzeni postawą w tej
    pierwszej. Tam poinformowano mnie też o wizytach domowych. I tam przyjęto bez
    problemu. Zmieniłam przychodnię. Dzieki im za to. Swoją drogą rozglądam się za
    pediatrą, który prywatnie by przyjeżdżał w razie potrzeby.
  • majaga76 21.02.07, 17:30
    Skoro nie masz nic do powiedzenia, to po co piszesz? Żeby innych obrażać? żeby
    poczuć się ważnym, bo anonimowo możesz nawypisywać rózne bzdury?
    Nie rozumiem takich dziwolągów, jak ty.
  • lohengrin4 21.02.07, 17:31
    mam do powiedzenia, dałem do zrozumienia że Twoje pretensje są nie na miejscu.

    Mogę to szczegółowo rozwinąć.

    Na razie nawiązałem tylko do Twojego stylu - pretensje, pretensje, a potem
    pretensje.
    No to ja krytyka, krytyka i dla odmiany krytyka.
    Ale moja krytyka ma podłoże merytoryczne.
    Twoje pretensje nie.
    Chcesz, rozwinę temat.
  • majaga76 21.02.07, 17:44
    Skoro uwazasz, ze choroba dziecka to nie powod do nerwow i zlosci na
    niekompetencje i zly brak organizacji w przychodni, to ci wspolczuje. widocznie
    nie masz serca i obojetne jest ci cierpienie istot, ktore nawet same nie
    potrafia powiedziec, co im jest. tak, mam pretensje, bo przez 2 dni nie zostalam
    przyjeta, a stan dziecka byl coraz gorszy. co mnie obchodzi, ze moj lekarz jest
    nieobecny, a do innego nie ma numerkow! powinni znalezc zastepstwo, a nie
    pozbywac sie klopotow. gdyby kazdy tak pracowal, to tylko rece mozna by zalamac
    i plakac.
  • lohengrin4 21.02.07, 17:57
    dalej tylko wiązanka pretensji.

    > Skoro uwazasz, ze choroba dziecka to nie powod do nerwow i zlosci

    zależy, zależy, easy, easy.

    > widocznie nie masz serca

    W ostatnim rtg klatki piersiowej (kilka lat temu) uwidoczniono u mnie strukturę
    opisywaną jako serce. Echo serca nie miałem, nie było nigdy wskazań. Wydaje mi
    się, że jestem hemodynamicznie wydolny. Wnioski, na 99.999 % mam serce.

    > to ci wspolczuje

    jakoś se radzę, kurna.

    > obojetne jest ci cierpienie istot, ktore nawet same nie
    > potrafia powiedziec, co im jest.

    nie jest mi obojętne. Nie piszemy o cierpieniu istot, tylko o braku fizycznych
    możliwości obsłużenia pacjenta przez przychodnię.

    > tak, mam pretensje, bo przez 2 dni nie zostalam przyjeta,

    Szczerze, naprawdę pomimo wszystko szczerzę Ci życzę, żebyś nie doczekała u nas
    brytyjskich standardów. Zamieniłabyś dni na tygodnie. I wszystko w majestacie
    prawa.

    > gdyby kazdy tak pracowal, to tylko rece mozna by zalamac
    > i plakac.

    Specjaliści od organizacji ochrony zdrowia z krajów wysoko rozwiniętych, gdy
    mają okazję zobaczyć funkcjonowanie naszego systemu i znają jego finansowanie,
    dochodzą do wniosku, że mają do czynienia z cudem heroiczności,
    bezinteresowności i geniuszu organizacyjnego. Kolejka do lekarza POZ 2 dni przy
    tej ilości chorych i przy tym finansowaniu to mistrzostwo świata.
    powtórzę, nie życzę Ci żeby ten system zamienić na system krajów 5 razy
    bogatszych.

  • alergenzb 21.02.07, 18:12
    lohengrin4 napisał:


    > powtórzę, nie życzę Ci żeby ten system zamienić na system krajów 5 razy
    > bogatszych.

    Nie strasz wlascicielki wątki:-((
    Ja nie czekałam nigdy z dzieckiem na jakieś tam terminy, dziecko przyjete,
    wszystkie niezbedne konsultacje i badania zrobione, itd.
    Kwestia ubezpieczenia:-))


  • lohengrin4 21.02.07, 18:13
    > Kwestia ubezpieczenia:-))

    Ot co. Ale zwykłe szraczki mają przesrane i dobrze o tym wiesz.
  • alergenzb 21.02.07, 18:22
    lohengrin4 napisał:

    > > Kwestia ubezpieczenia:-))
    >
    > Ot co. Ale zwykłe szraczki mają przesrane i dobrze o tym wiesz.

    Tylko na to trzeba ciężko pracować:-))
    Natomiast w Polsce się nic nie oplaca:
    - Bezrobotni za 1 tys. zlotych nie podejmą pracy ( cyt. za tyle to ja proszę
    Pani nie wstaję z łóżka)
    - rolnikom nie opłaca się wogole ani uprawa ani hodowla
    - sluzba zdrowia - im także nic się nie oplaca ( no.. ale pracują, bo muszą z
    czegoś żyć)
    - pacjentom placić za leczenie aby podnieść standart i mozliwości także się nie
    oplaca
    Kogo nie spytasz to nikomu, nic się nie oplaca.
    Do dia... to co się oplaca???

  • agawamala 22.02.07, 08:07
    A skąd wziąć lekarza? Z wykopalisk? Przyjmij do wiadomości, że jest masowa
    emigracja lekarzy wszystkich specjalności.
    Masz niespełna roczne dziecko - sporo chorób przed Tobą. Za 2-3 lata nie
    znajdziesz laryngologa dziecięcego ( dziś w Warszawie pracuje 14 - czternastu-
    lekarzy tej specjalności), zabraknie chirurgów, anestezjologów, pediatrów,
    ortopedów, radiologów.
    I co zrobisz/ Możesz krzyczeć, płakać, pisać, szarpać się, ale lekarza nie
    stworzysz. Taka jest brutalna prawda.
  • tango45 27.02.07, 23:13
    lohengrin:

    Widac jasno po twoich postach, ze jestes jakis przyglupiasty. Mam nadzieje, ze
    nigdy nie dostaniesz podwyzki a z lapowek ktore bierzesz rozlicvzy cie
    prokurator tak jak tego cwaniaka z Warsiawy.
    Poszla won bo poszczuje ratlerkiem.
  • alergenzb 21.02.07, 17:25
    Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
    Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka i jedz z nia do szpitala
    z dzieckiem.

    Ja także mialam problem z konsultacją kardiologiczna dziecka do zabiegu, nikt w
    poradni nie chciał nas przyjąć, łącznie przyszpitalne mimo że mielismy napisane
    CITO. Pojechalismy do poradni przy Instytucie i pano doktor odmówiła nam, ze
    względu na limity.
    Poprosilam aby na skierowaniu napisano odmowe i po problemie.
    Pani doktor nie chciała napisać, osłuchała zobaczyła nasze zrobione prywatnie
    EKG i napisala zaswiadczenie, że dziecko moze być znieczulone ogolnie.
    Pewnie zaraz mnie wszyscy tu zjedzą zywcem, ale mnie także pouczono, aby żądać
    na pismie odmowy, znasz lekarza ktory odmówi przyjęcia chorego dziecka na
    pismie???
  • lohengrin4 21.02.07, 17:26
    > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.

    następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.

    > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka

    nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.
    Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.

  • alergenzb 21.02.07, 17:39
    lohengrin4 napisał:

    > > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
    >
    > następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.

    A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
    udzielona pomoc lekarza, zreszta bardzo miłego dla dziecka i rodzica,
    przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęściej
    jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.

    >
    > > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka
    >
    > nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.

    Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???
    Jak nie ma, przecież ta pani pisala że pogorszenie się stanu zdrowia dziecka i
    zero poprawy.

    > Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.
    >

    To jest nie zle:-))
    Ale ja nawet bym tobie nie zaproponowała darowizny, a nawet udawała bym przed
    tobą osobę bardzo biedną, bała bym się wyzysku tych 100 tys. zlotych.
    Wolę krótkie wczasy za 100 tys. jak darowizne.
    Stąd pełna pisemna odmowa, z tytułu braku srodków na cel dobroczynny:-))))

  • lohengrin4 21.02.07, 17:49
    > A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
    > udzielona pomoc lekarza,

    Ja nie mówię żeby nie było pomocy lekarza. Ja jestem przeciw robieniu afery.

    > przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęściej
    > jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.

    Albo Twoje dziecko jest poważnie przewlekle chore, albo nie mówisz wszystkiego,
    albo zmień pediatrę. Najpewniej to drugie. Ale jakby to wyrwać z kontekstu, to
    włos na głowie staje. Bo to brzmi tak: 39,5 st gorączki= antybiotyk.
    Nie znam sprawy, ale też Ty jej nie przedstawiasz. I te częste odesłania do
    szpitala...Brzmi co najmniej, jakby Twoje dziecko miało istotny niedobór
    odporności, chorobę hematologiczną? Jeśli tak, współczuję. Jeśli nie, nie
    rozumiem.

    > Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???

    Ja się opieram na tym co tu jest pisane. Byłoby więcej informacji, to sytuacja
    byłaby jaśniejsza. Już kiedyś o tym pisałem - proszę nie komentujcie wydawania
    wniosków na podstawie niepełnych danych, bo to w końcu Wy niepełne dane
    przedstawiacie. A jest to forum. WIęc piszę o tym, co zostało udostępnione.

    > To jest nie zle:-))>

    O, odrobina pozytywnych emocji w tym jakże obnażającym podłość lekarzy wątku
    ;-).

    > Wolę krótkie wczasy za 100 tys.

    Zazdroszę zamożności...









  • alergenzb 21.02.07, 18:06
    lohengrin4 napisał:

    > > A ja wzywam, kiedy dziecko ma 39,5 lub wyżej i wiesz, dziecko zawsze ma
    > > udzielona pomoc lekarza,
    >
    > Ja nie mówię żeby nie było pomocy lekarza. Ja jestem przeciw robieniu afery.
    >
    > > przepisany antybiotyk, który ma zaraz po wykupieniu podany, lub najczęści
    > ej
    > > jest natychmiast zawiazione do szpitala i tam pozostaje.
    >
    > Albo Twoje dziecko jest poważnie przewlekle chore, albo nie mówisz
    wszystkiego,

    I jedno i drugie.
    >
    > albo zmień pediatrę.
    > Najpewniej to drugie.

    Nigdy w życiu nie zmienię pediatry!!!!

    > Ale jakby to wyrwać z kontekstu, to
    > włos na głowie staje. Bo to brzmi tak: 39,5 st gorączki= antybiotyk.
    > Nie znam sprawy, ale też Ty jej nie przedstawiasz. I te częste odesłania do
    > szpitala...Brzmi co najmniej, jakby Twoje dziecko miało istotny niedobór
    > odporności, chorobę hematologiczną? Jeśli tak, współczuję. Jeśli nie, nie
    > rozumiem.

    Pozostawię bez komentarza, ale dobrze celujesz:-))

    >
    > > Askąd wiesz skoro nikt nie zbadał dziecka???
    >
    > Ja się opieram na tym co tu jest pisane. Byłoby więcej informacji, to
    sytuacja
    > byłaby jaśniejsza. Już kiedyś o tym pisałem - proszę nie komentujcie
    wydawania
    > wniosków na podstawie niepełnych danych, bo to w końcu Wy niepełne dane
    > przedstawiacie. A jest to forum. WIęc piszę o tym, co zostało udostępnione.


    Zgadza się, ale mozna grzeczniej. Ja także nie mam dzisiaj najlepszego humoru,
    ale nie wyrzywam się na forum.


    >
    > > To jest nie zle:-))>
    >
    > O, odrobina pozytywnych emocji w tym jakże obnażającym podłość lekarzy wątku
    > ;-).
    >
    > > Wolę krótkie wczasy za 100 tys.
    >
    > Zazdroszę zamożności...

    Zamożność tutaj to tragedia i nerwowka, jak nie kradzież samochodu, to
    wlamania, jak nie wlamania to odsylanie mnie z dzieckiem do gabinetow
    prywatnych, lub setki leniuchów potrzebujących wszystko, od chleba po mój
    samochod:-((((
    Nie ma naprawdę czego zazdrościć.
    Wolę uchodzić za osobę biedną, w tym kraju lepiej się na tym wychodzi:-))))
    Polska to naprawdę kraj litościwych ludzi, biedny ma naprawdę wszystko od
    pomocy do lecznictwa:-)))
  • lohengrin4 21.02.07, 18:13
    > Nigdy w życiu nie zmienię pediatry!!!!

    w kontekście Twojej ostatniej wypowiedzi to ma sens. Widzisz jak trudno
    komentować wypowiedzi tak niepełne, że aż nieprawdziwe z racji samej ich
    niekomletności. Teraz rozumiem.

    > Ja także nie mam dzisiaj najlepszego humoru,
    > ale nie wyrzywam się na forum.

    Ja mam świetny humor. A forum to poniekąd jest miejsce do wyżywania się.
    Co nie znaczy, że przesadziłem w swoich odpowiedziach w tym wątku. Odpowiedzi
    były adekwatne.
    I jeszcze w temacie forum. To forum jest wyjątkowo ugrzecznione. Typowe dla
    takich dużych stajni forum jakimi są duże portale. POczytaj fora tematyczne.
    Szczególnie wspinaczkowe.
    Przekleństwo to nie jest coś złego per se. Zauważ, że nie posunąłem się do
    przekleństwa, tylko do kolokwializmu. Forum to nie jest miejsce dyskusji
    Petroniusza z Turowiczem.


  • alergenzb 21.02.07, 18:26
  • tango45 28.02.07, 00:09
    lohengrin4 napisał:

    > > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
    >
    > następna genialna wypowiedź. Pogotowie do gorączki.
    >
    > > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka
    >
    > nie ma uzasadnienia do wizyty, to i nie ma uzasadnienia do pisemnej odmowy.
    > Uzasadnij mi pisemnie, że mi odmawiasz darowizny 100 tys., proszę.
    >
    Otwiera sie noz w kieszeni na takiego ch... jak ty.
  • dusza.czlowiek 21.02.07, 22:39
    alergenzb napisała : Ja także mialam problem z konsultacją kardiologiczna
    dziecka do zabiegu, nikt w
    poradni nie chciał nas przyjąć, łącznie przyszpitalne mimo że mielismy napisane
    CITO. Pojechalismy do poradni przy Instytucie i pano doktor odmówiła nam, ze
    względu na limity.
    Poprosilam aby na skierowaniu napisano odmowe i po problemie.
    Pani doktor nie chciała napisać, osłuchała zobaczyła nasze zrobione prywatnie
    EKG i napisala zaswiadczenie, że dziecko moze być znieczulone ogolnie.
    Pewnie zaraz mnie wszyscy tu zjedzą zywcem, ale mnie także pouczono, aby żądać
    na pismie odmowy, znasz lekarza ktory odmówi przyjęcia chorego dziecka na
    pismie???
    Twój post szczerze mówiąc zirytował mnie bardziej niż autorki wątku:
    to co zrobiłaś to zwykły szantaż. Jak dziecko ma iść do zabiegu- to kwalifikuje
    je anestezjolog, który może poprosić o konsultację kardiologiczną, to raz. A
    dwa- poradnia specjalistyczna (-kardiolog dziecięcy to nie pogotowie) i są tam
    wizyty umówione, a nie na cito. Ty za pomocą szantażu uzyskałaś poradę
    natychmiast, a reszta niech sobie czeka kilka miesięcy bo nie szantażuje?
  • alergenzb 21.02.07, 23:43
    dusza.czlowiek napisała:
    > Twój post szczerze mówiąc zirytował mnie bardziej niż autorki wątku:
    > to co zrobiłaś to zwykły szantaż.

    Jaki szantaż, co ty piszesz. Przecież Pani doktor miala wybor, mogla odmowić i
    wpisać termin konsultacji. A to byla konsultacja do pilnego zabiegu dziecka. Na
    ktorą nie mozemy czekać do listopada.
    >Jak dziecko ma iść do zabiegu- to kwalifikuje
    >
    > je anestezjolog,

    Tak masz racje i to oni potrzebują, stad nas skierowano i wpisano wszystko co
    potrzebne kardiologowi. Nie wiem jak powinno być, ale wiem co zostalo napisane.

    >który może poprosić o konsultację kardiologiczną, to raz.

    Ale nie poprosił, tylko nas wyslal, a to nie lezy w mojej kompetencji
    rozstrzygać co i kto z lekarzy powinien robić.

    >A dwa- poradnia specjalistyczna (-kardiolog dziecięcy to nie pogotowie) i są
    tam
    > wizyty umówione, a nie na cito.

    Oj mylisz się, czy chore dziecko z goraczka pow. 39 stopni, sine i duszące sie
    moze czekac na termin???? Rzeczywiscie powinnam być wyrafinowana i zawiżc
    dziecko na izbę przyjęć i jak zwykle przyjeli by na oddzial, tam spedzilo by
    wiele dni, ale chyba nie natym polega aby wykorzystywac oddz. kardiologiczny i
    narażać dziecko na taki stress.

    >Ty za pomocą szantażu uzyskałaś poradę

    bardzo sie mylisz, a co mialam wziąść dziecko z gorączka i jechać do CZD W-wa
    skoro polecenie tej placowki było aby poradnia kardiologiczna na miejscu
    przejela opieke medyczną nad dzieckiem. Tylko że ta poradnia, przyjmuje na
    zapisy dzieci, ze swoich placówek prywatnych.
    > natychmiast, a reszta niech sobie czeka kilka miesięcy bo nie szantażuje?
    Tylko nie wszystkie pozostale dzieci muszą miec pilny zabieg.
    A nasze niestety bardzo pilny, albo sie udusi.

    Jak juz nawiązałaś to wyobraż sobie, ze pani doktor ledwo przyszla, wyslala
    dzieci na echo i wychodzac mówi do wszyskich, cyt" a teraz idę sobie skrecić
    kawke" najpierw nie zrozumialam o co chodzi, ale inni rodzice mi wytlumaczyli.
    Jak wrocila z kawką to zapytalam skoro nie ma zadnych dzieci, czy moze przyjąć
    corke, stwierdzila ze nie mamy czekac na koniec kolejki az wroca wszystkie
    dzieci z echo. Moja corka z goraczka 39,6 lezala na lawce, a glówke miala na
    moich kolanach, ponieważ nie miala sily siedziec. Tak siedzialyśmy 4 godziny.
    Osłuchala stetoskopem dziecko, ktore bez konca kaszlało i wypisala, ze mozna
    podać znieczulenie ogolne. Nasza wizyta nie trwala 10 min.

    Sądzisz, ze zachowanie sie Pani doktor bylo fer skoro dzieci wyslane na echo
    wrocily dopiero po ponad godzinie. Czy nie można bylo w tym czasie przyjąc
    dziecka. Uwazam ze mozna było, a nie sugerowac mi że przyjmuje jeszcze
    prywatnie.

    Jaki szantaż, przeciez mogla wogole nie przyjąć dziecka napisać termin na
    skierowaniu, pojechala bym z tym do NFOZ i prosila bym o wskazanie placowki,
    ktora skonsultuje dziecko.
    Zresztą pod tą poradnię dziecko nalezy, jako stala opieka kardiologiczna.

    Zachowanie sie Pani doktor, było bardzo przykre. Jak dziecko zapytala jak sie
    czuje, to corka powiedziala, ze nie może oddychać, pani doktor do niej, to mnie
    nie interesuje mi chodzi o serduszko, wiec corka zamilkła i wogole sie nie
    odzywala do końca wizyty.

    zastanów sie o jakim ty szantazu piszesz
  • alergenzb 22.02.07, 00:04
    Dodam, że pani doktor przyjęła wszystkie dzieci, z tego piecioro wogole nie
    dotarlo na wizytę. Czyli miala o piecioro umówionych mniej, więc mogla przyjąć
    pięcioro nie umówionych.
    Wiec jaki szantaz, wystarczylo troche dobrej woli. A po rozmowach rodzicow, to
    wszystkie dzieci były z prywatnych gabinetow, poza moim dzieckiem.
    Czyli co powinnam najpierw odwiedzic prywatny gabinet, a potem iśc do
    państwowej poradni.
    Nie chcialam tego pisać, ale skoro uważasz, ze to szantaz to najpierw sie
    zastanów a potem pisz.

    szantaż to jest wysylanie rodzica z chorym dzieckiem do gabinetu prywatnego, po
    to aby potem przyjmować w poradni państwowej i robić Echo i EKG odreki. Ja
    musialam niestety zapłacic za EKG i patrzec jak moje przerażone dziecko boi się
    Pani doktor po jej wczesniejszym zachowaniu.
    I nie omieszkam jutro wyjasnic w NFOZ dlaczego musialam placic za EKG skoro
    pozostali rodzice nie placili, a dzieciom zrobiono echo i ekg kontrolne (
    informacja od rodzicow, którzy dyskutowali)
  • reszka2 22.02.07, 08:20
    Alergezb, czy owa lekarka była poinformowana przez rodziców dzieci, które nie
    dotarły, że ich nie będzie? Założę się, że nie. Niesetty, w takich sytuacjach
    aż się ciśnie na usta - pacjenci bimbają sobie na czas lekarzy, a także na
    innych pacjentów. Bo są tytuacje niespodziewane, "cos wypadnie", ale po to Bell
    wymyslił telefon, żeby lekarza powiadomić, że sie nie przyjdzie.

    --
    Reszka mama Michałka i Madzi
  • alergenzb 22.02.07, 13:14
    reszka2 napisała:

    > Alergezb, czy owa lekarka była poinformowana przez rodziców dzieci, które nie
    > dotarły, że ich nie będzie? Założę się, że nie. Niesetty, w takich sytuacjach
    > aż się ciśnie na usta - pacjenci bimbają sobie na czas lekarzy, a także na
    > innych pacjentów. Bo są tytuacje niespodziewane, "cos wypadnie", ale po to
    Bell
    >
    > wymyslił telefon, żeby lekarza powiadomić, że sie nie przyjdzie.
    >

    Zgadzam się z tobą, ale to nie upoważniało panią doktor do takiego zachowania
    się przy dziecku, ktore w domu prosilo aby nigdy jej nie zawozić do tej pani.
    Jest to przykre, ale mogla mnie poprosić i porozmawiać a nie na forum korytarza
    przy dziecku i wszystkich pacjentach. Żadnego "aplauzu" nie uzyskała, a nawet
    ludzie byli oburzeni i chcieli widząc dziecko przepuścić nas. Łącznie ze
    slowami krytyki w stosunku do pani doktor.
    2 panie, które były pierwszy raz ( z gabinetu pryw. pani doktor) stwierdziły,
    że więcej do niej nie przyjdą, bo może kiedyś ich także to spotkać.
    Ja oczywiście także zmienię kardiologa, z takim zachowaniem się lekarz nie może
    prowadzić mojego dziecka. To była nasza ostatnia wizyta.
    Mam nadzieję, że szybko przejdzie na emeryturę.
  • pyorunochron 25.02.07, 22:44
    alergenzb napisała:

    > Wezwij pogotowie ratunkowe do domu.
    > Poproś drugim razem o pisemną odmowę przyjęcia dziecka i jedz z nia do szpitala
    >
    > z dzieckiem.

    Oczywiscie, na pismie!
  • przedszkolak2 21.02.07, 23:45
    Niestety Majaga , takich sytuacji będzie coraz więcej, ponieważ:
    -personelu ubywa
    -pacjentów nie
    Żadne dąsy, pretensje i roszczenia nie spowodują pomnożenia ilości pracowników,
    nawet ,jeśli ktoś zdecyduje o zwiększeniu liczby "numerków".
  • agawamala 22.02.07, 08:03
    Majago, czy chciałabyś, aby Twoje dziecko było przyjmowane przez lekarza
    pracującego 35 godzinę, padającego ze zmęczenia na twarz i niewiele kojarzącego?
    Czy chciałabyś, żeby lekarz ze zmęczenia popełnił błąd?
    Uczciwiej ze strony przychodni było odesłanie Was gdzie indziej.
    Takie sytuacje staną się standardem, bo coraz więcej lekarzy leczy tam gdzie
    się ich ceni i im płaci - czyli poza granicami IV RP.
    Wielu pediatrów woli prywatne gabinety zamiast przychodnie. I ma do tego święte
    prawo.
    Tak jak większość ludzi jestem ubezpieczona, płace składki i....w przypadku
    chorób dzieci korzystałam z pomocy prywatnego pediatry, wychodząc z założenia,
    że nie ma dla mnie nic cenniejszego niż zdrowie - zwłaszcza zdrowie moich
    dzieci.
  • majaga76 22.02.07, 10:29
    Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować kasę
    do portfeli w prywatnych przychodniach. Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
    trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej, pol godz wczesniej wychodzi i w d...
    ma dzieci z ubezpieczenia. Moim zdaniem tak byc nie powinno. I przykro mi, ze
    dla wszystkich tu to normalne. A podobno lekarze maja nie szkodzic....
  • slav_ 22.02.07, 11:55
    Widzę to tak:
    Jeśli lekarka ma byc w poradni 4 godziny (i taką ma umowę) to MA BYĆ te 4
    godziny i w tym czasie przyjąc zarejestrowanych pacjentów. Jesli się do tego nie
    stosuje to jest powód aby na nią złożyć skargę.
    Ale:
    jesli jest do niej 10 "numerków" (bo tak opiewa umowa) to nie ma obowiązku
    przyjąć 11 pacjenta a ten nie ma prawa się od niej tego domagać (nawet jesli
    sidziała by godzinę w pustym gabinecie).
  • alergenzb 22.02.07, 12:51
    slav_ napisał:
    > Ale:
    > jesli jest do niej 10 "numerków" (bo tak opiewa umowa) to nie ma obowiązku
    > przyjąć 11 pacjenta a ten nie ma prawa się od niej tego domagać (nawet jesli
    > sidziała by godzinę w pustym gabinecie).

    A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
    może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???
  • agawamala 22.02.07, 13:04
    Można, ale jest to rzadka sytuacja. Częściej jest tak, że zgłaszają się
    dodatkowi pacjenci i uprawiają swoistą żebraninę "panie doktorze, ja tylko na 2
    minutki", "panie doktorze Kowalskiego pan przyjął a mnie nie, ja tylko na
    sekundę, tylko po receptę, tylko niech mnie pan zobaczy itd".
    Pamietam sytuację, w której mój mąz spóxnił się o 45 minut do przychodni
    przyszpitalnej, bo....operował i przeciągnął się zabieg. Przyjmował wszystkich
    pacjentów po godzinach pracy - a więc w czasie, w którym miał prawo odpoczywać,
    pić wódke, iśc do kina, uprawiać seks, iść na wywiadówkę- i.....jeden z
    pacjentów napisał na niego skargę, że doktor się spóxnił a on nie zdążył na
    ostatni autobus.
    Są rózne sytuacje. Wyobraź sobie, że z powodu awarii elektryczności bank nie
    przyjmie do godziny 19.00 klicetów. Za 5 siódma włączą światło. Czy pracownik
    pozostanie po godzinach, żeby przyjąć niezałatwionych klientów???? Zapewniam,
    że ani sekundy. Odesle ich do diabła.
  • alergenzb 22.02.07, 13:40
    tak to jest bardzo przykre, rzeczywiście są różni pacjenci.
    Ale my z poradni specjalistycznych żadko korzystamy, ponieważ mamy wspanialego
    pediatrę, ktory zawsze sobie radzi z dzieckiem, wizyty w por. specjalistycznej
    są bardzo żadkie. A jeżeli już idziemy z dzieckiem do por. spec. to jest
    wyjątkowa sytuacja.
  • maszar 22.02.07, 13:05
    "A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
    może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???"

    niekoniecznie - jeśli wiedząc o brzydkim zwyczaju części pacjentów, którzy nie
    przychodzą na umówione wizyty, zarejestrowanych zostało o 5 osób więcej, to
    pozostaje akurat tyle osób, ile można przyjąć. Niestety często barierą staje się
    wielkość kontraktu podpisanego z NFZ - każdy ponadlimitowy pacjent to czysta
    strata finansowa dla przychodni;

    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • slav_ 22.02.07, 13:35
    Jesli faktycznie zostały niewykorzystane "numerki" to czywiście że może.
    Oczywiście w ramach tych 4 godzin.
    I zwykle tak jest. Masz coś pecha do tej poradni. U nas np. pod rejstracją
    zawsze "czycha" kilku pacjentów. Rejestracja kończy się o 11.00 i na
    niewykorzystane miejsca (brak telefonicznego lub osobistego potwierdzenia w dniu
    wizyty) są rejestrowani pacjenci "z kolejki".
    Gorzej jesli taki umowiony zgłasza sie (zdarza sie często) np. o 11.30 i mówi "a
    bo nie zdążyłem"...
    Więc - podchodząc do tego czysto praktycznie - lepiej nie rejestrować na wolne
    miejsca.
    Mnie np. jeszcze NIGDY (!) nie zdarzyło się przyjąć pacjentów tylko w ramach
    limitu. Zawsze coś "wyskoczy".
  • lohengrin4 22.02.07, 18:24
    > A jeżeli 5 umówionych pacjentów się nie stawia na umówioną wizytę, to chyba
    > może przyjąć jednego pilnego dodatkowego???

    pilnego tak.
    z gorączką nie.
  • agawamala 22.02.07, 12:39
    Nie jestem pewna czy rozumiesz pojęcie "święta krowa"::)))
    Jesli lekarka spóźnia się, nie przyjmuje zapisanych pacjentów - masz prawo
    złozyć skargę. W przeciwnym przypadku - nie!
    Nie ma ona obowiązku przyjmowania nadprogramowych chorych ( może chcieć
    odpocząć, własnie po to, aby NIE SZKODZIĆ, może sama biec do domu do chorego
    dziecka, a może - o zgrozo!- do prywatnego gabinetu, żeby tam zarabiać np. na
    nową sukienkę albo wizytę u dentysty. I ma do tego prawo.
    A teraz napiszę Ci cos bardzo niepopularnego. Jak bardzo wyrodną matką trzeba
    być, aby mając chore dziecko zastanawiać się czy - cytuję -"ładować kasę do
    portfeli w prywatnych przychodniach". Mając chore dziecko szukałabym pomocy -
    nie bacząc czy będzie mnie to kosztowało czy nie.
  • alergenzb 22.02.07, 12:59
    agawamala napisała:

    > A teraz napiszę Ci cos bardzo niepopularnego. Jak bardzo wyrodną matką trzeba
    > być, aby mając chore dziecko zastanawiać się czy - cytuję -"ładować kasę do
    > portfeli w prywatnych przychodniach". Mając chore dziecko szukałabym pomocy -
    > nie bacząc czy będzie mnie to kosztowało czy nie.

    I takie właśnie założenia są stosowane wobec rodzicow chorych dzieci,
    wykorzystując ich miłośc. A skoro bardzo kochacie dzieci to "marsz" do mojego
    prywatnego gabinetu, zapłać , a dalsze leczenie odbywa się w panstwowej poradni
    na państwowym sprzęcie.

    I kto tu jest wyrodny, i niehumanitarny, rodzic ktory jest zmuszony płacić, czy
    lekarz ktory zmusza do placenia

  • alergenzb 22.02.07, 13:06
    Nie rozumiem twojego twierdzenia, ze jak rodzic nie chce placic prywatnie to
    jest wyrodnym rodzicem??
    Co placenie lekarzowi ma wspólnego z miloscią do dziecka.
    My także z małżonkiem kochamy swoją corke ponad wszystko i jest dla nas
    najwazniejsza, nie niczego wazniejszego od dziecka, ale nie pozwolę aby
    zmuszano mnie do płacenia. Mogę płacić z własnej woli i temu lekarzowi, którego
    sami wybierzemy.
    Ale nie może stać się to regułą, że wszędzie i każdemu trzeba płacić, tylko
    dlatego że bardzo się kocha swoje dziecko.
    Trudno mi zrozumieć twoje podejście, no ale każdy z nas jest inny.
  • agawamala 22.02.07, 13:14
    Ale nikt nie zmusza Cię, żeyś płaciła Kowalskiemu a nie Malinowskiemu. Lekarza
    możesz sobie wybrać. Piszę o konkretnej sytuacji.
    8 miesięczne dziecko z infekcją niewiadomego pochodzenia. Chore, cierpi. W
    przychodni nie ma juz miejsc ( limity, numerki - nieważne, nie wymyslili tego
    lekarze).
    I jesli jest szansa, żeby pomóc dziecku, żeby szybko uzyskało pomoc - nieważne
    czy przyjmującego na ulicy X dr Malinowskiego czy przy placu Y dr
    Wisniewskiego, to tylko wyrodny i niekochający, pozbawiony wyobraxni rodzic
    zastanawia się nad zemsta nad lekarzem w przychodni a nie jedzie do gabinetu i
    ZA PIENIĄDZE nie robi wszystkiego, aby dziecko nie cierpiało.
    Tak, zgadzam się z Toba, ludzie są rózni. Dla mnie, gdy trzeba pomóc mojemu
    bliskiemu - nie licza się koszty.
  • alergenzb 22.02.07, 13:16
    masz napewno rację.
    Ale może ta pani akurat nie mogła sobie pozwolić na prywatne placenie.
    Nie każdego stać odręki płacic i to także trzeba zrozumieć.
    Tak mi się wydaje.
  • agawamala 22.02.07, 13:08
    Powtarzam - jesli lekarz się spóźnia, olewa, nie chce przyjąc ZAPISANYCH I
    PRZEWIDZIANYCH KONTRAKTEM PACJENTÓW to jest jego wina.
    Natomiast jesli rodzice usiłują zmusić lekarza do przyjęcia dodatkowego
    dziecka, wymusic pracę po godzinach, to ma on świete prawo odmówić. Ma do
    wyboru , albo odesłać do placówki dyżurnej, albo zaproponować leczenie
    prywatne. I nie jest to ani niehumanitarne ani naganne.
    Autorka watku jak widać woli bić pianę niz zapłacic kilkadziesiat złotych za
    szybka pomoc.
    Dla niej licza sie jej ambicyjki a nie zdrowie dziecka. I dalej utrzymuje, ktos
    tak rozumujący jest wyrodnym rodzicem.
  • alergenzb 22.02.07, 13:19
    zgadzam się z twoimi załozeniami, ale nie ztym że jest wyrodnym rodzicem.

    agawamala napisała:

    > Autorka watku jak widać woli bić pianę niz zapłacic kilkadziesiat złotych za
    > szybka pomoc.

    A może nie miała tych pieniędzy i obawiała się o zdrowie dziecka.
  • agawamala 22.02.07, 13:38
    Czy to jednak oznacza, że mozna ZMUSIĆ lekarza do przyjmowania poza limitem,
    poza czasem pracy kolejnych chorych?
    Można prosić, jednak sądząc z wypowiedzi autorki watku, przejawiała ona typowo
    roszczeniowa postawę tzw. misia ( mi sie nalezy).
    I umówmy się, porada w prywatnym gabinecie to nie kupno nowego telewizora.
    Najczęściej jest to równowartośc 12-15 paczek paierosów.
    Osobiście nie raz widziałam panie zaciagające się petem i chłeptające kawe, a
    narzekające na brak pieniędzy.
  • alergenzb 22.02.07, 13:34
    Mialam sytuację, kiedy w nocy pojechalam na izbę przyjęć do szpitala z
    dzieckiem. Było to w nocy ok. 24:00
    Stan dziecka był naprawdę bardzo zly ( jak póżniej określono z zagrożeniem
    zycia)
    Wyobraż sobie, że nie mialam przy sobie gotowki, tylko dokumenty i karty
    kredytowe. Nie mialam skierowania do szpitala.
    pani doktor na dyżurze powiedziała że nie przyjmie dziecka i nie zbada, chyba
    że odrecznie zapłacę gotowką, ktorej nie mialam. Poprosiłam grzecznie, niech mi
    wystawią fakturę i zaraz rano zapłacę, gdzie w nocy z chorym dzieckiem mialam
    szukać bankomatu.
    pani doktor, że w takim razie mam zabrać dziecko i jechać do bankomatu, nie
    przyjeła, nie zbadała, nie chciala wystwić faktury, ponieważ nie zapłaciłam.
    byłam sama, małżonek na wyjeździe. To był państwowy szpital Instytut.
    zabralam dziecko, pojechalam do innego szpitala, tam nikt mnie o nic nie pytał,
    o żadne pieniądze. dziecko przyjęto na oddział, stan dziecka był bardzo ciężki.
    Po rozmowie z dyrektorem, nie mógł w to uwierzyć, ale uwierzył jak przeczytał
    odmowę przyjęcia. Pielęgniarki na izbie przyjęć slyszały i były przy tej
    rozmowie. jak widzisz są różni lekarze, którzy sami wymyslają swoje prywatne
    przepisy, nie patrząc na dobro dziecka. I kto tu był okrutny, tylko dlatego że
    nie mialam przy sobie pieniędzy.
    Jak widzisz sytuacje mogą być rózne, ale nie pieniądz w takiej sytuacji musi
    stać ponad życiem lub zdrowiem dziecka.
  • slav_ 22.02.07, 13:46
    Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
    mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń w
    Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
    (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
    pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć (łatwo
    gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo to
    wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.
  • alergenzb 22.02.07, 13:56
    slav_ napisał:

    > Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
    > mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń
    w
    > Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
    > (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
    > pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć
    (łatwo
    > gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo
    to
    > wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.

    Może i tak. Wszelkie zdarzenia dzieją się w jednej instytucji, która tak
    funkcjonuje a nie inaczej. I nikt tego nie zmieni. Takie zdanie o tej
    instytucji ma wiekszośc rodzicow, którzy nie korzystają z prywatnych gabinetów.
    Myslę ze to folwark.
    Może rzeczywiście powinnam zacząć chodzić do ich gabinetów prywatnych i
    problemy by się skończyly. Tam wszyscy wiedzą co się dzieje, ale i wszyscy
    milcza.
    My nie mamy innej mozliwości, ponieważ lekarze tam kierują dziecko, twierdząc
    że jest złozone.
    Może powinnam zmienić swoje przekonania i zacząć płacić. I daję glowę że
    problemy się skończą.
    Tyle ze dziecko korzysta z kilku specjalistów i płacić wszystkim???
    Są tam także lekarze naprawdę fachowcy, ale giną w tłumie lub wyjeżdżają do
    innych placowek, lub są stłumieni przez "klan'
    Moim problemem napewno jest to, że nie chce płacic.
    I zawsze slyszę a co nie stać Pani i chyba to dziala na mnie jak płachta na
    byka.
    Ze względu że dziecko
  • alergenzb 22.02.07, 14:08
    slav_ napisał:

    > Czytając o twoich perypetiach zastanawiam sie co jest "nie tak". Bo oczywiście
    > mozna różnie trafić ale zastanawia mnie nagromadzenie negatywnych doświadczeń
    w
    > Twoim przypadku. Może Ty coś robisz "nie tak" ? Bo wierz mi czasem są pacjenci
    > (częściej rodziny) gdzie wystepuje efekt bardzo negatywnych emocji "od
    > pierwszego wejrzenia" - którą to reakcję nawet czasem trudno wytłumaczyć
    (łatwo
    > gdy ktoś wchodzi z awanturą). To oczywiście nieprofesjonalne (ale można mimo
    to
    > wykonać swoje obowiązki właściwie i TO jest profesjonalne) ale tak bywa.

    Ja nigdy się nie awanturowalam, ale nie mogę patrzeć jak z rodzica robi się
    troglodytę, lamie się wszystkie prawa małego pacjenta, a tylko przez to aby
    podporzadkować sobie rodzicow i zmuszać do płacenia, odbierając prawo wyboru.
    Nie stoję biernie z boku, ale grzecznie informuję, że tak nie mozna postepowac.
    I to także mój problem. Jestem mila i grzeczna do czasu, kiedy są przekraczane
    już wszelkie granice. oparte na placeniu łącznie w państwowej służbie zdrowia
    to już nie staję się grzeczna, ja nie mogę stać i sie przyglądać biernie z boku.

    Może mam zbytmiękie serce co do dzieci i zlego, niegodnego postepowania wobec
    nich. Wtedy nie potrafię milczeć i nie ważne czy to będzie moje dziecko czy
    obce.
  • alergenzb 22.02.07, 14:36
    To nie są przypadki z ostatniego okresu, a z ostanich 6 lat.
    Rzeczywiście bylo ich może 6-7 bardzo przykrych dla zdrowia i życia naszego
    dziecka. Stąd bardzo żadko korzystamy z tej instytucji.
    Ale trudno o nich zapomnieć. A jeszcze trudnie sobie przypominać.
    Pediatra i psycholog kliniczny prowadzą dziecko od kiedy ukończylo roczek i dla
    mnie zawsze będą autorytetem, jakich juz mało pozostalo.

    rozmawialiśmy łącznie z psychologiem klinicznym dziecka, czy to my mamy
    problem, czy powinniśmy inaczej spojrzeć na to wszystko, wiesz co uslyszeliśmy,
    że to nie jest nasz problem, ale trafiamy poprostu na takich a nie innych ludzi.
    Wszyskie fakty, poparte dokumentacja dziecka zna psycholog.
    Może powinnam zrobić relacje co do lekarzy i wybierać fachowcow a nie
    ekonomistow.
    Ale wiesz czlowiek wiecznie się uczy i staje sie przez to madrzejszy.

  • agawamala 22.02.07, 13:52
    Czytam i nie bardzo rozumiem. Za co i komu miałas płacić?
    Od wielu, wielu lat ocieram sie o słuzbę zdrowia i jakoś nie słyszałam, żeby
    ktos na dyżurze ( rozumiem, ze była to Izba Przyjęć) odmówił zbadania chorego w
    stanie zagrożenia zycia. Izba Przyjęć wogóle nie pobiera pieniędzy. A w
    stosunku do chorych nieubezpieczonych sa specjalne procedury.
    Natomiast przychodnie rządzą sie innymi prawami. Tu raczej nie pojawiają sie
    ludzie w stanie zagrożenia zycia. Przecietnie inteligentny człowiek w tej
    sytuacji szuka pomocy w szpitalu.
    I trudno zmuszać lekarza, aby pozostawał po godzinach. Odesłanie osoby w
    infekcją do gabinetu czy innego osrodka nie ma nic wspólnego z okrucieństwem.
  • alergenzb 22.02.07, 14:01
    Mieliśmy zapłacic pani doktor na izbie przyjęc w szpitalu i jesteśmy
    ubezpieczeni, łącznie regularnie płacimy składki.
    lepiej już nie ciągnąć tematy przez 5 lat napatrzylam się na różne dziwne
    sytuacje. Po co się stresowac
  • nocny_piter 22.02.07, 14:01
    Jeszcze się kłócicie? I tak nikt tu nikogo nie przekona do swoich racji.
    Za komuny jak się przyszło do restauracji, to najpierw trzeba było godzinę
    czekać aż przyjdzie podpity kelner, potem dostawało się z wielką łaską
    przypalony kotlet i zimne kartofle na niedomytym talerzu. Tak było w państwowych
    restauracjach. Teraz wszystko jest prywatne i nie ma spóźnialskich, pijanych
    kelnerów, nie ma przypalonych kotletów ani zimnych kartofli. No i oczywiście
    restauracje pracują zwykle "do ostatniego klienta", a nie jak dawniej, do 22-ej
    a potem "won, bo zamykamy". Nie rozumiem tego fatalnego przywiązania pacjentów
    do "publicznych" poradni, które pracują w takim samym systemie jak restauracje
    za komuny. Jedynym wytłumaczeniem jest wrodzone skąpstwo, żal tych
    kilkudziesięciu złotych za wizytę... no, cóż.. taki folklor. Ale na szczęście
    coraz większa rzesza tych bystrzejszych widzi doskonale, że warto odżałować parę
    groszy i mieć usługę na wysokim poziomie, bez stresów, bez czekania godzinami w
    kolejce.
  • majaga76 22.02.07, 15:34
    Nie rozumiem tego fatalnego przywiązania pacjentów
    > do "publicznych" poradni, które pracują w takim samym systemie jak restauracje
    > za komuny.

    Ja też tego nie rozumiem i od lat zastanawiam się, po co karzą nam płacić
    ubezpieczenie. Do dentysty chodzę prywatnie, do ginekologa też, wydawało mi się,
    ze to ubezpieczenie powinno starczyć choć na lekarza pierwszego kontaktu.
    Niestety pomyliłam się. Choć... powiedz, dlaczego w innej przychodni nie było
    takich problemów? Dlaczego tam nie ma numerków i przyjmują wszystkich
    potrzebujących? Moze to kwestia organizacji? Jak się chce - to można. A jak się
    nie chce - to wszystko się zwala na państwo i jego politykę, na pensje.
  • lohengrin4 22.02.07, 18:35
    > Choć... powiedz, dlaczego w innej przychodni nie było
    > takich problemów? Dlaczego tam nie ma numerków

    Bo szef tej przychodni postanowił znęcać się nad lekarzami. Do czasu.
    Już dziś znalezienie lekarza POZ choć trochę sensownego graniczy z cudem.
    Ci z przychodni w których trzeba przyjąc każdego wkrótce zrozumieją, że to
    nieludzkie, zwłaszcza za tą kasę. I nie przyjmą NIKOGO, buhahahahaha!
  • alergenzb 22.02.07, 19:19

    lohengrin4 napisał:

    > I nie przyjmą NIKOGO, buhahahahaha!

    Dlaczego to tak bardzo cię cieszy.
    Jeżeli tak myśleli by wszyscy lekarze, to przykry byłby obraz nie pacjentów a
    lekarzy. Pomyśl ile mozna zyskać mając poparcie pacjentow a nie walkę z nimi.
    Przecież dzieki pacjentom masz zapewnioną pracę. A skoro jesteś tak dobry to
    pracuj w prywatnej klinice, dużo zarabiaj i nie narzekaj. Czy buntowanie innych
    to cel nadrzędny do osiągnięcia celu.
    Jak nie było by pacjentów, to po co byli by lekarze. Jedni od drugich są
    zalezni.
    Czy nie lepiej pozyskać sobie pacjentów, zamiast traktować ich jak zlo
    konieczne.
    Nie wygracie nawet strajkując w tym kraju, jak nie pozyskacie poparcia
    pacjentów, a pacjenci to opinia publiczna.
    Pacjent przejdzie do kliniki prywatnej, która także swiadczy leczenie w ramach
    NFOZ, a wam pozostana nadal niskie pensje, zero poparcia i najbiedniejsi
    pacjenci, którzy nie mają z czego sie utrzymać. No możecie liczyć na starsze
    emerytki lub rencistki, one zawsze mają odlożone pieniążki.
  • lohengrin4 22.02.07, 19:36
    > Dlaczego to tak bardzo cię cieszy.

    Bo pokara tych co na pokaranie zasługują od lat. Po prostu.

    > Przecież dzieki pacjentom masz zapewnioną pracę.

    O istnienie pacjentów się nie bój.

    > Jak nie było by pacjentów, to po co byli by lekarze.

    Jak wyżej- to nawet nie jest temat na filozoficzną dyskusję. Póki co wiadomo że
    pacjenci będą.


    > Pacjent przejdzie do kliniki prywatnej

    Ależ ja jestem za tym.
    Ale nie każdy pacjent, nie wszędzie itp.
    Ja nie jestem wrogiem pacjentów ani nie chcę wzmacniać antagonizmów.
    Póki co pacjenci wzmacniają ten antagonizm, czasami wchodzę w ten konflikt,
    częściej nie. Ale sytuacja się zaostrza i to nie z winy lekarzy.



  • alergenzb 22.02.07, 20:29
    lohengrin4 napisał:


    >Ale sytuacja się zaostrza i to nie z winy lekarzy.

    To może zamienić kliniki dla rzadu klinika państwowa z największym długiem, a
    rzadowa dla najbardziej chorych dzieci. Przecież to mlode pokolenie trzeba
    leczyć aby pracowalo na przyszle emerytury, renty i leczenie obywateli.
    Rządowcy jak pochorują w warunkach takich jak pacjenci,
    to moze sami zrozumieją:-)))) o co wszystkim chodzi.
    Przecież pacjentom o opiekę medyczną, lekarzom o pensje, rządowi o spokój czyli
    zero spójności.


    > O istnienie pacjentów się nie bój.

    Pacjenci także wyjeżdżaja, oczywiście ci dochodowi.

    lohengrin4 tu nic się nie zmieni, ja już nie wierzę.

    Co poza podwyżką dla plac, prubujesz zmienić w systemie leczenia?????


  • agawamala 23.02.07, 08:15
    Z Twoich postów wynika, że jesteś "oblatana" w kardiologii. Tak wiec zapewne
    wiesz co to jest kardiologia inwazyjna, na jakim sprzęcie robi sie
    koronarografie i koronaroplastyki. I ile kosztuje ten sprzet. Zapewniam Cie, że
    nawet najbogatszy Polak nie byłby wstanie finanosowo nabyć go. A jesli do tego
    doliczysz koszt stentów, cewnikow, leków itd, to może 0,5% potrzebujących
    Polaków mogłoby sobie pozwolić na tego typu leczenie i diagnostykę prywatnie.
    Wobec tego nawet najlepszy kardiolog inwazyjny nie znajdzie pracy poza sektorem
    państwowym. A poniewaz płaci mu się tyle ile płaci, to jest jeszcze jedno
    wyjście - praca na innnym obszarze UE. Bardzo wielu juz wpadło na ten pomysł. Z
    powodzeniem leczą Niemców, Brytyjczykow, Duńczykow, Szwedów.
    A Polacy - cóz - ksiądz też musi zarobić.
  • lohengrin4 22.02.07, 18:32
    dawno nie byłeś w restauracji Nocny Piter.
    Wiem że jako członek sektoru prywatnego postrzegasz świat przez pryzmat
    liberalizmu i profesjonalności, ale to pozostaje pobożnym życzeniem.
    Mieszkam w całkiem sporym mieście (Kraków). Ciężko pracując miewam szanse bywać
    w restaruacjach, czasami dość przyzwoitych. Mam auto, korzystam z renomowanych
    serwisów. Bywam w referencyjnych sklepach.
    Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm. Oczywiście nie zawsze. Ale tak samo
    często jak w gabinetach lekarskich. A przecież w sklepie, w restauracji, w
    warsztacie obsługa klienta to bezpośrednie przełożenie na kasę.
    A w tzw. dobrych tego typu placówkach w centrum całkiem sporego miasta
    pretendującego do poziomu europejskiego, wiele razy (nie zawsze) mają cię po
    prostu w d upie. Mimo iż przychodzisz z żywą gotówką.
    Zejdź na ziemię Piter.
  • alergenzb 22.02.07, 18:40
    lohengrin4 napisał:

    > dawno nie byłeś w restauracji Nocny Piter.
    > Wiem że jako członek sektoru prywatnego postrzegasz świat przez pryzmat
    > liberalizmu i profesjonalności, ale to pozostaje pobożnym życzeniem.
    > Mieszkam w całkiem sporym mieście (Kraków). Ciężko pracując miewam szanse
    bywać
    >
    > w restaruacjach, czasami dość przyzwoitych. Mam auto, korzystam z
    renomowanych
    > serwisów. Bywam w referencyjnych sklepach.
    > Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm. Oczywiście nie zawsze. Ale tak samo
    > często jak w gabinetach lekarskich. A przecież w sklepie, w restauracji, w
    > warsztacie obsługa klienta to bezpośrednie przełożenie na kasę.
    > A w tzw. dobrych tego typu placówkach w centrum całkiem sporego miasta
    > pretendującego do poziomu europejskiego, wiele razy (nie zawsze) mają cię po
    > prostu w d upie. Mimo iż przychodzisz z żywą gotówką.
    > Zejdź na ziemię


    A może za małą mialeś gotowkę, albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
    tak potraktowali:-))))
    Drugim razem licz w domu, ile bierzesz, a zobaczysz jak cię potraktuja:-))))
    A może kupywałeś najtańsze produkty i tak najtaniej cię potraktowano;-((
    Wszystko w ramach kosztów;-))
  • lohengrin4 22.02.07, 19:30
    > A może za małą mialeś gotowkę

    A jeśli tumiwisizm jest jeszcze przed jakąkolwiek rozmową o gotówce?

    > albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
    > tak potraktowali:-))))

    Generalnie jak na galicyjskiego centusia to zachowuję się nietypowo. Tzn.
    oczywiście daję napiwki w restaturacji itp. A po drugie, to nie ma znaczenia,
    bo jeśli na podejście kelnera z kartą czeka się 5 minut, to sorry - przecież on
    nie wie na początku czy zamówię szklankę wody czy butelkę La Tache. A strój
    standardowy (marynarka, krawat), też nie upoważnia kelnera do wniosków a prori.
    Tak, powiesz mi że to widać że marynarka nie jest za 8 tys, a i krawat nie za
    500 zł, więc widać od razu. Tak, tą drogą można dojść do negacji wszystkiego.
    Ale też tą drogą można dojść do wniosku, że ja tak samo mogę ocenić pacjentów i
    stwierdzić że nie są nawet godni rozmowy ze mną. To ostatnie to oczywiście taki
    sobie żart, nie robię tak. Pokazuje to tylko specyfikę Twojego myślenia.
    Czepiasz się lekarzy, a sama dzielisz świat na tych co liczą grosiki lub nie.
    Wyczuwam tu oczywiście przenośnię i żartobliwy ton, ale jednak...


    > Drugim razem licz w domu, ile bierzesz, a zobaczysz jak cię potraktuja:-))))

    nie - zależy na kogo trafisz. Można być w pizzerii obsłużonym w stylu topowych
    restauracji, a można i w tych topowych być potraktowanym jak w barze w PRL.
    Byłem traktowany i tak i tak przy podobnej klasie zamówień.

    > Wszystko w ramach kosztów;-))

    tak ale zależność nie jest prosta. Czasami jest niepojęta. A w końcu to biznes.
  • alergenzb 22.02.07, 20:43
    lohengrin4 napisał:

    > > A może za małą mialeś gotowkę
    >
    > A jeśli tumiwisizm jest jeszcze przed jakąkolwiek rozmową o gotówce?
    >
    > > albo liczyłeś grosiki czy starczy i dlatego cię
    > > tak potraktowali:-))))
    >
    > Generalnie jak na galicyjskiego centusia to zachowuję się nietypowo. Tzn.
    > oczywiście daję napiwki w restaturacji itp. A po drugie, to nie ma znaczenia,
    > bo jeśli na podejście kelnera z kartą czeka się 5 minut, to sorry - przecież
    on
    >
    > nie wie na początku czy zamówię szklankę wody czy butelkę La Tache. A strój
    > standardowy (marynarka, krawat), też nie upoważnia kelnera do wniosków a
    prori.

    Czekanie 5 minut, cos ty nie nauczyłeś się czekać, zostań pacjentem, a będziesz
    bardziej cierpliwy:-)))
    Przecież kelner to pan swojego rewiru, widocznie podpadles:-((

    Przecież zartowalam:-), czy uderzyłam gdzieś w czułe miejsce, ze się tak
    stresujesz

    > Tak, powiesz mi że to widać że marynarka nie jest za 8 tys, a i krawat nie za
    > 500 zł, więc widać od razu. Tak, tą drogą można dojść do negacji wszystkiego.
    > Ale też tą drogą można dojść do wniosku, że ja tak samo mogę ocenić pacjentów
    i
    >
    > stwierdzić że nie są nawet godni rozmowy ze mną.

    Widzisz sam skad się biorą problemy.
    Już rozumiem dlaczego moje dziecko za każdym razem z godnością i poszanowaniem
    kierują do swojego gabinetu prywatnego, bez mojego wolnego wyboru:-))
    od jutra zakładam buty z otartymi czubkami,
    a jak zrobi się cieplo to adidasy:-)))

    > Czepiasz się lekarzy, a sama dzielisz świat na tych co liczą grosiki lub nie.
    > Wyczuwam tu oczywiście przenośnię i żartobliwy ton, ale jednak...

    Pewnie ze tak , jak na dochody nieoficjalne to za dużo sobie liczą i dlatego to
    mnie oburza, ale to także oczywiście żart:-))) a jednak odebrałeś stresująco.
    Czyż bym gdzie ucelowała w slaby punkt???
    Nie stresuj się to przecież żarty:-)))

  • lohengrin4 22.02.07, 23:23
    > Przecież zartowalam:-), czy uderzyłam gdzieś w czułe miejsce, ze się tak
    > stresujesz

    W jakimś sensie na pewno. Nigdy nie miałem 100 tys na "krótkie wczasy", tak jak
    Ty.

    > Czekanie 5 minut, cos ty nie nauczyłeś się czekać, zostań pacjentem

    tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacjentem
    następuje do minuty.

    > Nie stresuj się to przecież żarty:-)))


    To też napisałem ale oboje wiemy że pod żartami kryje się element prawdy
    czasami aż nadto bolesnej.


  • paczula8 22.02.07, 20:15
    lohengrin4 napisał:


    > Powolność, błędy, olewactwo, tumiwisizm.

    bo to Kraków, to dlatego ... ;)
  • lohengrin4 22.02.07, 23:25
    > bo to Kraków, to dlatego ... ;)

    Święte słowa, będąc kiedyś w Warszawie w banku przeżyłem szok kulturowy, te
    wszystkie znane mi tylko z opowieści klimaty dotyczące nadskakiwania klientowi
    mogłem zobaczyć na własne oczy. W Krakowie tego nie ma.
  • majaga76 22.02.07, 15:20
    Jedyną osobą, która bije pianę jestes Ty. Albo specjalnie prowokujesz, albo
    piszesz coś, nieczytając moich wcześniejszych wypowiedzi. Przykro mi, że
    bezpodstawnie obrażasz.
    Po pierwsze - przypomnę - że napisałam, iż po tych doświadczeniach szukam
    prywatnego pediatry, który by bez fochów przyjeżdżał do domu (dodatkowo nie
    narażałabym dziecka na zarażenie jeszcze czymś w przychodni.
    Po drugie - w innej państwowej przychodni przyjęto nas bez mrugnięcia okiem,
    twierdząc, że w naszej przychodni postąpiono niewłaściwie. Dodam, ze w tej
    państwowej przychodni nie ma numerków, przyjmują wszystkie potrzebujące dzieci.
    Po trzecie odpowiedz mi na pytanie - po co płacę ubezpieczenie co miesiac? Czy
    ja chce coś od kogoś za darmo? Nie! Płacę i wymagam. A od lekarza, który źle
    postawił diagnozę, przepisał leki, które nie działają, oczekuję, ze naprawi swój
    błąd, choćby miał to zrobić bez numerka.
    Po czwarte - nie odesłano nas do innej placówki i nie zaproponowano przyjęcia za
    pieniądze - zostawiono nas z kłopotem
    "-Proszę przyjść w czwartek" - powiedziała pani w recepcji. Gdy zapytałam, co do
    tego czasu mam zrobić z dzieckiem, któremu podskoczyła gorączka, mimo
    zaordynowanych leków, pani powiedziała "nie wiem".

    Uważam, ze takiego postępowania nie powinno się pominąć milczeniem. Piszac, że
    jestem wyrodną matką po prostu bluźnisz. Zmieniłam przychodnię, na taką, w
    której zawsze znajdę pomoc, na taką, którą wiele osób mi polecało. Niestety -
    mój jedyny bład jest taki, ze nie zrobiłam tego wcześniej, a dopiero po tym, jak
    odmówiono nam pomocy.
  • agawamala 22.02.07, 15:33
    Zmieniłaś przychodnię na taka, która Ci odpowiada - dobrze. Nie sa to czasy, w
    których człowiek byłby w jakikolwiek sposób przywiązany do konkretnego rejonu.
    W pierwszym poscie nie ma ani słowa o prywatnym pediatrze, są natomiast
    napastliwe uwagi i nieprawdziwe informacje ( m.in, ze lekarz ma obowiązek do
    wizyty domowej u dziecka poniżej pierwszego roku zycia).
    Odprowadzając składke ubezpieczeniową nie płacisz za za to, aby miec lekarza na
    każde zawołanie. Marzy mi sie koszyk ubezpieczeniowy, w którym byłoby jasno
    sprecyzowane co za ile i kiedy. A wtedy może pani ze stanem podgorączkowym (
    nie mam na mysli tego postu) zastanowiłaby się czy ruszyc 4 litery i iść do
    lekarza czy wzywac pogotowie i bulnąc 2 stówy.
    Lekarz jest lekarzem a nie wrózem. Leki mogą nie działać i nie wynika to z
    braku wiedzy. Też tak czasem bywa.
    I w dalszym ciagu uważam - sa sytuacje, w których nie liczą się pienądze a
    szybka pomoc. I jesli ktos żałuje równowartości kilku paczek papierosów na
    pomoc dla dziecka jest wyrodnym rodzicem. Nie prowokuję - tak uważam i mam do
    tego prawo.
    A kto najbardziej pyskuje na ochronę zdrowia? Kto krzyczy najgłośniej "płace i
    wymagam" - albo tacy za których składki płaci opieka społeczna, albo ci,
    których składki nie wystarczaja na refundację najtańszych leków.
  • majaga76 22.02.07, 15:59
    W pierwszym poscie nie ma ani słowa o prywatnym pediatrze, są natomiast
    > napastliwe uwagi i nieprawdziwe informacje ( m.in, ze lekarz ma obowiązek do
    > wizyty domowej u dziecka poniżej pierwszego roku zycia).
    W pierwszym nie, w drugim tak.
    Co do wizyt domowych - tak mnie poinformowano, więc o tym piszę (poza tym chyba
    istnieje coś takiego, jak wizyty domowe i to nie tylko do dzieci... przynajmniej
    kiedyś istniało).

    I jesli ktos żałuje równowartości kilku paczek papierosów na
    > pomoc dla dziecka jest wyrodnym rodzicem.
    Złe porównanie - nie palę.
    I nie żałuję. Ale szczerze mówiąc nie chce mi się już o tym pisać. Liczyłam na
    konstruktywną pomoc, a zostałam obrzucona błotem.
    Alwe cóż, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia....
  • lohengrin4 22.02.07, 19:38
    > Liczyłam na konstruktywną pomoc,

    Być może ale styl twoich wypowiedzi nie dał szansy by to rozpoznać.
  • lohengrin4 22.02.07, 18:23
    > Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować
    > kasę do portfeli w prywatnych przychodniach

    Niestety, konstruktywna dyskusja z tobą to zdaje się utopia.

    > Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
    > trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej

    oczywiście to patologia. Natomiast nie wiesz czy przychodzi na te faktycznie
    parę minut po 0, 5, 10, 40 czy 80 godzinach wcześniejszej nieprzerwanej pracy i
    dyżurów.

    >Moim zdaniem tak byc nie powinno

    Naszym lekarzy zdaniem też.

    >A podobno lekarze maja nie szkodzic....

    No właśnie ci nie zaszkodziła nie przyjmując bez bezwględnych wskazań niż
    przyjmując np. w stanie skrajnego zmęczenia. Po prostu nie rozumiesz pewnych
    spraw ale strasznie łatwo ci przychodzą komentarze.
  • pyorunochron 25.02.07, 22:47
    majaga76 napisała:

    > Acha, czyli najlepiej się poddać, traktować ich jak święte krowy i ładować kasę
    > do portfeli w prywatnych przychodniach. Co do godzin pracy lekarki - jej dyżur
    > trwa 4 godziny, przychodzi godzine pozniej, pol godz wczesniej wychodzi i w d..
    > .
    > ma dzieci z ubezpieczenia. Moim zdaniem tak byc nie powinno. I przykro mi, ze
    > dla wszystkich tu to normalne. A podobno lekarze maja nie szkodzic....

    Lekarka powinna sie zwolnic jak jej sie nie chce pracowac w publicznym zoz.
  • agawamala 26.02.07, 14:40
    Już niebawem zwolni się nie tylko ta lekarka, ale sporo innych. I wtedy
    majaga76 będzie miała do wyboru, albo zdrowo bulnąć za wizytę u prywatnego
    lekarza albo leczyć dziecko na własną rękę tak jak umie. Z tym drugim nie
    powinna mieć kłpotu, bo w Polsce 90% ludzi zna się na medycynie.
    Może wtedy dojdzie to głów "mędrców", że lekarz ma godziny pracy, moce
    przerobowe i nie jest służącym.
  • pyorunochron 01.03.07, 23:43
    agawamala napisała:

    > Może wtedy dojdzie to głów "mędrców", że lekarz ma godziny pracy, moce
    > przerobowe i nie jest służącym.

    No wlasnie! Lekarz jest pracownikiem i ma godziny pracy. Niedopuszczalne jest
    wychodzenie wczesniej z pracy (no chyba, ze ma urlop, albo jest chory)
  • lohengrin4 02.03.07, 09:36
    > No wlasnie! Lekarz jest pracownikiem

    nie zawsze.
  • agawamala 22.02.07, 14:02
    Przypomniała mi się pewna historyjka. W przychodni przyszpitalnej równolegle do
    mojego męża przyjmował urolog. W pewnym momencie do gabinetu męża wpadła
    pielęgniarka, że urolog zasłabł i coś złego się dzieje. Mąż przeprosił pacjenta
    ( ten nie znajdował się w stanie zagrożenia życia) i pobiegł do gabinetu
    kolegi. Podejrzewał zawał. Potem wypadki potoczyły sie błyskawicznie - wózek,
    internista, przewiezienie chorego lekarza na kardiologie itd.
    Wszyscy byli w lekkim szoku, wszyscy tylko nie pacjenci, którzy
    1. zrobili mojemu mężowi awanturę, że na 10 minut wyszedł z gabinetu
    2. zrobili potężna awanture, że urolog ich nie przyjmie tego samego dnia (
    zaproponowano im wizyty w nadchodzącym tygodniu).
    Tak więc mozna pisać opowieści także o złych, bezdusznych pacjentach.
  • alergenzb 22.02.07, 14:15
    Widzisz, może jak by więcej lekarzy zaczęło opisywać takie i podobne przypadki,
    to niektorzy pacjenci by zrozumieli, że jak nie ma lekarza to znaczy że nie
    tylko się spóżnia, ale może ratuje życie innemu czlowiekowi.
    A moze pielegniarka powinna wyjść i poinformować pacjentow, że jest pilny
    przypadek i muszą poczekać. Sądzę, że napewno by zrozumieli, a tak nie
    swiadomi, krzywdzą lekarza swoimi wlasnymi racjami. Pacjent nie wiedzący
    dlaczego jest zly, lekarz także, obie strony mają pretensje, może nawet często
    nie uzasadnione, poprostu z niewiedzy lub nie doinformowania.
  • agawamala 22.02.07, 15:17
    O braku informacji nie mogło być mowy, bo wszystko (sic) działo sie na oczach
    pacjentów. I przerażona pielęgniarka,i wylatujacy z gabinetu mąż - zdążył
    przeprosić chorego - i biegnący kardiolog, i wywozony na łózku doktor.
    Na poczatku była ciekawość, zainteresowanie, a potem - świete oburzenie.
    I na koniec pointa- Ty zarzucasz lekarzom obrone kolegów bez względu na
    okoliczności, a sama bronisz racji pacjentów. Wychodzi więc na moje - punkt
    widzenia zalezy od.....no zgadnij czego??????
  • alergenzb 22.02.07, 18:12
    Oj mylisz się. Ja już skończyłam z problemami. Dzisiaj znalazlam klinikę
    prywatną plus NFOZ. Nawet nie będę mówić o porownaniu podejścia do dziecka i
    rodzica. Tego się nie da porownać.
    Państwowe przychodnie czy szpitale to poprostu piekła, a zprywatyzowane niebo.
    Mogę się leczyć i dziecko w ramach NFOZ oraz dopłacać prywatnie, plus rachunek.
    Zero problemów. I o to mi chodzilo.
    Szacunek do lekarza bieże się z szacunku do pacjenta. Jak nie szanować milego
    konkretnego lekarza z podejściem do dziecka. jego postawa i zachowanie
    zasługuje na najwyższy szacunek.
    A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do .....
    To nie punkt siedzenia, tylko naprawdę trzeba szukać placowek przyjaznych
    dziecku rodzicowi i doroslemu pacjentowi. Nam dzisiaj się udalo, i to bez
    żadnych lask czy łapówek.
  • lohengrin4 22.02.07, 19:42
    > A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do

    Mówisz oczywiście o sporej grupie pacjentów?
    Tak, jest ich dużo, też bym ich odesłał..., ale etyka i przepisy mi nie
    pozwalają.
    Tak, wielu pacjentów ma się za bogów.
  • alergenzb 22.02.07, 20:10
    lohengrin4 napisał:

    > > A wszystkich co uważają się za "Bogów" bym odeslała do
    >
    > Mówisz oczywiście o sporej grupie pacjentów?
    > Tak, jest ich dużo, też bym ich odesłał..., ale etyka i przepisy mi nie
    > pozwalają.
    > Tak, wielu pacjentów ma się za bogów.

    Bóg jest tylko jeden.
    Nie wiem jak postepują dorosli pacjenci, ale wiem jak postepują co nie którzy
    lekarze.
    Zresztą nie ważne kto jest po ktorej stronie. Dla mnie w kazdej grupie
    zawodowej znajdują się tacy co myslą że są "Bogami", ale ich kariery "bogów"
    bardzo szybko się kończa, im większa kariera tym więcej jupiterow.
    Lekarzem może być każdy kto ukończy studia, ale lekarzem fachwcem nie każdy
    moze być, chocby nie wiem gdzie ukończył studia. I właśnie takich brakuje i
    trzeba ich naprawdę szukać.
    Jak by pacjent był "Bogiem" to dopiero by było wesoło :-))))
    Pomyśl co byś wtedy robił :-)
  • aron2004 22.02.07, 19:32
    musisz iść do szpitala

    rodzinny nie przyjmuje chorego dziecka i nie jeździ na wizyty domowe dlatego,
    że gdyby przyjął dziecko to by nie było go stać na terenówkę, willę i wczasy W
    Grecji.
  • alergenzb 22.02.07, 19:34
    witaj aron, dawno cię nie bylo.
  • szlachcic 22.02.07, 20:42
    majaga76 napisała:

    > Po tygodniu chciałam iść na kontrolę, powiedzieć, że jest gorzej, ale nas nie
    > przyjęto. Powód - brak numerków.

    Jakie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka?
    Szanowni lekarze, prosze o odpowiedz
    prosta odpowiedz, zadnego lania wody, w zlotowkach.
    ja sie zastanawiam i mysle
    prad? nie
    aparatura sie zepsuje? nie bo zadna nie jest potrzebna
    dziecko nabrudzi butkami w korytarzu i dodatkowe sprzatanie? nie
    a juz wiem
    lekarz wypisujac recepte zmarnuje wklad w dlugopisie
    przepraszam Was szanowni lekarze ze twierdze ze polska sluzba zdrowia to jedno
    wielkie bagno
  • aron2004 22.02.07, 20:53
    dokładnie masz racje szlachcic

    nie ma żadnych kosztów przyjęcia dziecka przez lekarza. ŻADNYCH! ani prąd, ani
    woda, ani aparatura, ani sprzątanie, ani wkład w długopisie, bo to firma
    przynosi

    Dlatego lekarze powinni pracować ZA DARMO!!!
  • maverick777md 22.02.07, 21:30
    To tak jak praca informatyka? On tylko sobie siedzi przy komputerze, pochodzi
    po jakimś forum, program za niego wszystko naprawi,zaś Pan Informatyk trochę
    klawiszy ponaciska i jeszcze kasę za to dostanie... Wyatrczy mieć tylko taki
    program co naprawia i już moż na na ncih gwizdać. A widziałeś kiedyś
    informatyka który od razu naprawił komputer? Oni specjalnie go biorą do domu i
    przetrzymują, żeby pokazać jak to się niby napracowali :>
    --
    Muminek też był trollem....
  • szlachcic 23.02.07, 21:33
    maverick777md napisał:

    > To tak jak praca informatyka? On tylko sobie siedzi przy komputerze, pochodzi
    > po jakimś forum, program za niego wszystko naprawi

    Kup ten program i bedziesz za nic bral kase. W polsce bedziesz mogl przebierac
    w ofertach pracy, w niemczech w usa i na calym swiecie z bardzo malymi wyjatkami
    Wiec nie narzekaj maverick i zmien zawod, zadnych kosztow, same korzysci.
  • maverick777md 24.02.07, 08:07
    Po pierwsze: "w Polsce", a nie "w polsce", Panie Szlachcic... Tyle wieków
    minęło, a maniery te same...
    Po drugie: NAPRAWDĘ nie dawałem wiary, że jednak dasz się podpuścić:))) A
    jednak:>>>
    --
    Muminek też był trollem....
  • maverick777md 22.02.07, 21:35
    "ani prąd" - dziecko ma mieć ciepło by się móc rozebrać + światło by lekarz
    widział co bada
    "ani woda" - mycie i desynfekcja rąk przed badaniem (zwłascza małego dziecka)
    to GPC
    "ani sprzątanie" - małe dzieci nie brudzą? Nie wnoszą śniegu na butach?
    "ani wkład w długopisie" - a jak firma nie przyniesie? :)
    "Dlatego lekarze powinni pracować ZA DARMO!!!" - skoro więc praca lekarza nie
    jest nic warta strajk generalny nie będzie więc dla Państwa Pacjentów
    uciążliwy. A koszty "mediów i sprzątania" (gdyż tylko je, jak rozumiem,
    bierzesz pod uwagę przy wycenie naszej pracy) w prywatnym gabinecie mogą być
    baaardzo wysokie:)))


    --
    Muminek też był trollem....
  • aron2004 22.02.07, 21:42
    lekarze właściwie nie pracują, tak że zapłata się nie należy
  • maverick777md 22.02.07, 21:46
    Więc, idąc za Twym tokiem myślenia, ewentualny strajk i/lub zwalnianie się z
    pracy niewiele (lub też nic) nie zmieni w sytuacji Pacjentów? Mam nadzieję, że
    masz rację, mimo iż wtedy akcja protestacyjna potrwa zapewne dłużej...
    --
    Muminek też był trollem....
  • maszar 22.02.07, 20:56
    szlachcic napisał:
    "akie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka? Szanowni lekarze, prosze
    o odpowiedz"

    szanowni informatycy, już odpowiadamy:
    - koszt ewentualnych zleconych badań;
    - o takim drobiazgu jak koszt czasu poświęconego na badanie nie wspomnę, bo to
    co jest oczywiste w całym cywilizowanym swiecie przekracza mozliwośc percepcyjne
    większości obecnych na tym forum;
    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • aron2004 22.02.07, 21:02
    nie ma czegoś takiego jak koszt ewentualnych zleconych badań, bo lekarz
    rodzinny nie daje żadnych skierowań na badania, a już szczególnie dziecku

    czas przeznaczony na badanie jest sprawą abstrakcyjną, nie ma czegoś takiego
    jak płacenie za abstrakcję
  • lohengrin4 22.02.07, 23:35
    masz niezwykle ograniczone spojrzenie na świat widząc go tylko w kategoriach
    kosztów, oraz jeszcze bardziej ograniczone umiejąc tylko tak liczyć koszty.
    Wiem że Twój nick zdradza Twoje najgłębsze niespełnione aspiracje, cóż, życie
    boli.
    Niemniej jednak, jeśli chcesz się czepiać (co samo w sobie nie jest złe) to rób
    to z jakimkolwiek sensem.

    > Jakie bylyby koszty dla poradni przyjecia tego dziecka?

    koszty dodatkowej pracy lekarza.
    koszty ryzyka dla tego i innych pacjentów wynikające z przekroczenia limitu,
    ustalonego na podstawie określonych sensownych przesłanek.

    > prosta odpowiedz, zadnego lania wody, w zlotowkach

    nie chodzi o złotówki, człowieku. Chodzi o możliwość np. zgonu tego dziecka w
    następstwie błędu.

    > przepraszam Was szanowni lekarze ze twierdze ze polska sluzba zdrowia to
    > jedno wielkie bagno

    od ciebie takich przeprosin nie przyjmę. Na kolana i jeszcze parę razy.



  • szlachcic 22.02.07, 20:45
    > Gdzie mogę złożyć skargę na przychodnię?

    nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.
    To jest przyczyna zadluzania przychodni. do lekarza nie podskoczy bo nawet jak
    to nie dyrektor-lekarz to wie ze lekarzy w polsce sie nie tyka
    panstwo w panstwie
  • slav_ 22.02.07, 20:56
    > nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.

    No właśnie

    Bo to prawda.
  • szlachcic 23.02.07, 21:29
    slav_ napisał:

    > > nie ma sensu. pan dyrektor odpowie ze z powodu nadlimitowych badan ma dlugi.

    > No właśnie
    > Bo to prawda.

    Ja zapytalem jakie koszty ponioslaby placowka gdyby to dziecko zostalo przyjete?
    Odpowiadam. Zadne
  • slav_ 23.02.07, 22:17
    Jak na człowieka który uzurpuje sobie prawo do pouczenia innych w sprawie
    finansów masz wzbudzające rozbawienie pojęcie o ekonomii.

    Twierdzenie że przyjęcie pacjenta przez lekarza w nie rodzi skutków finansowych
    świadczy o KOMPLETNYM analfabetyzmie ekonomicznym.
  • szlachcic 25.02.07, 18:22
    slav_ napisał:

    > Jak na człowieka który uzurpuje sobie prawo do pouczenia innych w sprawie
    > finansów masz wzbudzające rozbawienie pojęcie o ekonomii.

    no zlapalem w koncu lekarza-ekonomiste
    Dlaczego wiec lekarzu-ekonomisto CALY czas twierdzisz ze lekarz w zadluzonym po
    USZY szpitalu powinien dostac podwyzke? Powinna byc OBNIZKA szanowny lekarzu-
    ekonomisto. Drastyczna obnizka aby splacic dlugi szanowny lekarzu-ekonomisto

    Dlaczego ja twierdze ze to dziecko powinno byc przyjete? Bo matka placi skladki
    i jej PODSTAWOWA opieka sie NALEZY. Porada jest to podstawowa rzecz w sluzbie
    zdrowia - nie pociagajaca za soba ZADNYCH finansowych skutkow.
    Jezeli sie z tym nie zgadzasz dlaczego po kilku dniach od mojego pytania jakie
    koszty zwiazane bylyby z przyjeciem tego dziecka na pytanie nie odpowiedziales.
    Na takiej zasadzie dziala POZ, ja place albo za nic, albo korzystam wiecej z
    porad na zasadzie ze ktos inny nie. POZ-om sie to oplaca


  • slav_ 25.02.07, 23:28
    Spróbuję jeszcze raz.
    Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
    PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).
    Dla ułatwienia - przykład.
    Jeśli masz samochód i płacisz AC to takie "ubezp. zdrowotne".
    Masz wypadek i zgłaszasz się do warsztatu z którym ubezpieczyciel zawarł umowę.
    Ale oni ci mówią że naprawią dopiero za dwa tygodnie (bo maja dużo pracy) i
    wymienią części "alternatywne" (nie oryginalne) bo ubezpieczyciel za takie płaci.
    KOGO pozywasz do sądu ? Warsztat czy ubezpieczyciela ?
    A płacisz "za nic" - jeśli nie będziesz miał wypadku pieniądze "przepadają".
    Zrozumiałeś różnicę ? Nie ten adres. Nie pozywaj "warsztatu".

    A teraz koszta. Znów przykład - skup się.
    Przyjmijmy (dla czystości przykładu) Twoją (oczywiście nieprawdziwą) tezę że
    porada nie rodzi kosztów. Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
    "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
    dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony) te
    badania zlecić. I nie może się (jeśli ich niezlecenie doprowadziłoby do zwłoki w
    diagnostyce i szkody na zdrowiu pacjenta) tłumaczyć że "to była tylko taka
    darmowa porada za którą nie płacił nfz".

    A jeśli chodzi o podwyżki - szpital który nie jest w stanie zapłacić swojemu
    personelowi za pracę powinien oczywiście przestać działać.
  • paczula8 26.02.07, 09:37
    > Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
    > "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
    > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
    > te badania zlecić.

    sugerujesz, ze lekarz odmawia badania, bo nie daj Boze moglby wykryc objawy
    jakiejs choroby ? hmmm ... chyba przestaje Was rozumiec ...

    i jeszcze jedno, niedawno Gamdan przekonywal mnie, ze nie nalezy porownywac
    leczenia ludzi z leczeniem zwierzat,ok ... Ty w swoim poscie porownujesz
    szpital do warsztatu, a pacjenta do zapsutego samochodu - no i teraz sie
    zastanawiam, ktory z Was ma racje, bo obaj jej miec nie mozecie ...

    i jeszcze drugie;) kiedy "przyprowadzam" niesprawny samochod do warsztatu, to
    mechanik przynajmniej rzuca na niego okiem i mowi co nie dziala (stawia
    diagnoze)... i nie tlumacz mi prosze, ze warsztat jest prywatny a szpital
    panstwowy, bo to akurat ja wiem, wytlumacz Gamdanowi ...

    pozdrawiam:)
  • lohengrin4 26.02.07, 09:59
    > sugerujesz, ze lekarz odmawia badania, bo nie daj Boze moglby wykryc objawy
    > jakiejs choroby ? hmmm ... chyba przestaje Was rozumiec ...

    Raczej to ostatnie. Slav wszedł w rolę advocatus diaboli, albo jeszcze inaczej -
    w argumentacji dyskutując z absurdalnym poglądem jeśli nie możemy kogoś prostą
    drogą przekonać do zrozumienia błędności sądu, zakładamy, że jest tak jak mówi
    adwersarz (choć na pewno tak nie jest) i wykazujemy jasno i czytelnie że to
    założenie prowadzi wprost do absurdu. Quod erat demonstrandum.



    > Ty w swoim poscie porownujesz
    > szpital do warsztatu, a pacjenta do zapsutego samochodu - no i teraz sie
    > zastanawiam, ktory z Was ma racje, bo obaj jej miec nie mozecie ...

    Paczula! Odmienne ujęcie tematu nie musi automatycznie oznaczać sprzeczności!
    Zastanów się! Chodzi o odmienny cel takich porównań. Leczenia ludzi nie można
    porównywać z leczeniem zwierząt (i systemów leczenia, czy systemów pracy
    lekarza i weterynarza). Ale np. system ogranizacji miejsca pracy można
    porównywać bo są czasami ciekawe analogie. Zatem czasami można a czasami nie
    można porównać gabinetu z warsztatem, nie ma tu żadnej sprzeczności czy
    niekonsekwencji.

    > i jeszcze drugie;) kiedy "przyprowadzam" niesprawny samochod do warsztatu, to
    > mechanik przynajmniej rzuca na niego okiem i mowi co nie dziala

    A propos mechaników. To świetny przykład.
    Kiedy zdarza nam się spóźnić na umowiony termin czy to naprawy, czy przeglądu,
    musimy konfrontować się z niechętnymi spojrzeniami, utyskiwaniem, nierzadko
    trzeba się postarać by uzyskać usługę, przepraszając za spóźnienie. Taką
    obserwację mam ja, taką obserwację ma wielu znajomych.
    I teraz popatrzcie ci którzy mają za złe lekarzom nietolerowanie spóźnień
    pacjentów i pacjentów dodatkowych. Mówię o zakładach samochodowych, które
    czerpią bezpośrednie zyski z pojawienia się klientów. Mowa o Krakowie, gdzie
    tych zakładów są dziesiątki i teoretycznie działa potężna konkurencja. Mowa o
    sytuacji przynoszenia przez klienta żywej gotówki. A jednak - pan Edziu od
    zmiany opon się szanuje, bo moje spóźnienie powoduje dyskomfort innych
    klientów, lepiej już nie przyjąć klienta który się spóźnił, lepiej już nawet go
    stracić na zawsze - ważniejszy jest porządek czasowy do końca dnia i warunki do
    pracy (nie da się zmienić opon w 10 minut w standardowych warunkach, skoro było
    umówione to na 30 minut, to moja wina że się spóźniłem, proszę przyjść za
    tydzień - pierwszy wolny termin).
    Nie mówię że zmiana opon jest ważniejsza od przyjęcia dziecka z gorączką.
    Ale- przykład pokazuje, że w miejscach gdzie jest proste przełożenie pracy na
    kasę priotytet jest jednak inny - porządek rzeczy. Nie można przyjąć jeszcze
    jednego klienta, bo mu się źle zmieni opony i za drugim zakrętem gość się
    zabije.

    Tak samo NIE MOŻNA przyjmować dodatkowych pacjentów (poza super pilnymi
    sprawami), bo popełni się błąd, który może skutkować tak samo jak źle założona
    opona. Na koniec dodam, że skoro lekarz jest płacony za godzinę pracy, w której
    ma zaplanowaną określoną ilość pacjentów, to każdy dodatkowy pacjent w tej
    godzinie poza stwarzaniem zagrożenia błędem (dla wszystkich, których czasowo
    dotknie pojawienie się kolejnego pacjenta, czyli w praktyce- dla dobrych kilku
    kolejnych pacjentów)- stwarza sytuację pracy lekarza za darmo, bo jest
    ponadplanowy - w końcu lekarz nie po to umawiał się na 3 pacjentów na godzinę,
    żeby notorycznie przyjmować więcej za te same pieniądze.
    POwtórzę kolejny raz - są wyjątki, są nagłe sytuacje, wtedy w ogóle nie myślę o
    kwestiach finansowych i skupiam się dodatkowo by uniknąć błędów, ale to muszą
    BYĆ wyjątki. Gorączka do nich NIE NALEŻY!
  • slav_ 26.02.07, 10:12
    Ej, paczula, paczula. Kogo jak kogo ale Ciebie nigdy bym nie podejrzewał o
    czytanie bez refleksji i zrozumienia...
    Przecież piszę że lekarz ma OBOWIĄZEK zlecić to badanie gdy poweźmie podejrzenie
    i zauważy taką konieczność - co powoduje że nawet jeśli wykona "gratis" swoją
    pracę to może ona pociągnąć w efekcie koszty (płatne z jego kieszeni - DOPŁACI
    do swojej pracy) - których nie będzie mógł uniknąć.
    A przykład z samochodem i warsztatem. Był użyty do ilustracji KONKRETNEGO
    problemu (gwaranta wykonania usługi) a nie stanowił alegorii całego systemu
    opieki zdrowotnej...
    Tragedia.
    Jeśli Ty nie zrozumiałaś to jak mam liczyć że "szlachcic" zrozumie?
    Czy to na prawdę takie skomplikowane ?
  • paczula8 26.02.07, 13:24
    slav_ napisał:

    > Ej, paczula, paczula. Kogo jak kogo ale Ciebie nigdy bym nie podejrzewał o
    > czytanie bez refleksji i zrozumienia...

    Alez ja to wszystko rozumiem, ale tak zwyczajnie i po ludzku szkoda mi tego
    dziecka. Coz ono jest winne , ze mamy taki popieprzony system, ktory powoduje,
    ze lekarz "chcialby, ale nie moze" udzelic pomocy?


    > Przecież piszę że lekarz ma OBOWIĄZEK zlecić to badanie gdy poweźmie
    podejrzenie
    > i zauważy taką konieczność - co powoduje że nawet jeśli wykona "gratis" swoją
    > pracę to może ona pociągnąć w efekcie koszty (płatne z jego kieszeni - DOPŁACI
    > do swojej pracy) - których nie będzie mógł uniknąć.

    a co w sytuacji, kiedy przechodzac korytarzem zobaczy dziecko i juz na pierwszy
    rzut oka zauwazy koniecznosc badania? zamknie oczy i pojdzie dalej? ja wiem, to
    sa trudne dylematy moralne, i wiem, ze wszystkim nie da sie pomoc, ale system
    ktory mamy jest po prostu nieludzki(!) to zwierzeta i samochody maja juz
    lepsza "opieke" bo tam przynajmniej nikt nikogo nie oszukuje (nikt nie musi
    oczu zamykac).


    Slav, ja wiem , ze pacjenci sa trudni, ja wiem , ze im sie wydaje ... ale
    uwierz mi , to nie jest ich wina (nie calkiem), pacjenci po prostu czesto nie
    wiedza czego moga oczekiwac od panstwowej sluzby zdrowia, a okazywanie
    niecheci, zniecierpliwienia, wyzszosci czy robienie laski nic tu nie pomoze.

    Wg mnie budowanie muru miedzy pacjentami a lekarzami (bardzo to widac na
    forum), to zla droga. Wspolnie powinnismy dazyc do tego, zeby jak najszybciej
    zostala przeprowadzona reforma systemu. Czyli postulaty placowe tak, ale
    rownolegle powinny isc postulaty naprawy systemu ...

    > A przykład z samochodem i warsztatem. Był użyty do ilustracji KONKRETNEGO
    > problemu (gwaranta wykonania usługi) a nie stanowił alegorii całego systemu
    > opieki zdrowotnej...

    Tak wiem, uzyles, bo akurat Ci w tym momencie pasowal;) swoja droga
    zastanawia mnie co by bylo, gdyby pan Edzio z postu Lohengrina notorycznie
    spoznial sie do pracy? myslisz, ze dlugo popracowalby w swojej firmie? w mojej
    na pewno nie ... :)



    > Czy to na prawdę takie skomplikowane ?

    Tak ;)
  • slav_ 26.02.07, 13:42
    O Boże !
    Paczula !
    Przecież ja NIE polemizuję z zasadnością przyjęcia chorego dziecka tylko z
    poglądami (chorymi) "szlachcica" i jemu podobnych na zasady funkcjonowania
    systemu i rozkład odpowiedzialności za takie czy inne niedostatki.
    Te poglądy (niestety, szeroko rozpowszechnione) są jednym z powodów dla których
    system ten ten jest tak fatalny bo w części to one również uniemożliwiają jego
    poprawę.
    Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych kosztów
    ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?
    Ze lekarz ma obowiązek przyjąć dowolną, nieskończoną ilość pacjentów (nawet
    jeśli nfz nie zapłaci za tę poradę) "bo siedzi w poradni" i "nic to nie
    kosztuje" ???
  • alergenzb 26.02.07, 14:41
    slav_ napisał
    > Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych
    kosztów
    > ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?

    slav, nie wierzę, że ty, bys nie udzielił pomocy???? :-) a oglądał się na system
  • slav_ 26.02.07, 14:58
    > slav, nie wierzę, że ty, bys nie udzielił pomocy???? :-) a oglądał się na syste
    > m

    Dziad swoje a baba swoje.
    Już mi ręce opadają...

    Przecież ja NIE O TYM !!! piszę

    Rozumiem, aron, niech będzie "szlachcic", ale WY ???
  • alergenzb 26.02.07, 15:01
    slav to jest zapytanie, a nie odpowiedz:-)))
    Spokojnie:-))
  • alergenzb 26.02.07, 15:10
    Slav, jeżeli nadal osoby podające się na forum za lekarzy, będą "glosić" takie
    teorie o pacjentach, to cale spoleczenstwo bedzie nazywane aronami, a malutka
    grupa lekarzy pozostanie jako spoleczeństwo Polskie. Czyż nie o to chodzi???
    Naród Polski to arony, bez względu na wyksztalcenie, a lekarze to nie naród
    Polski tylko lekarze:-)))
    Jezeli tak wszyscy wolicie, mogę być aronem czy szlacicem, a wy pozostańcie
    lekarzami.
    Nie będzie już naród Polski tylko Aroński:-))) ponieważ, Polski już niedlugo
    wyginie:-)))
  • alergenzb 26.02.07, 15:15
    I mam nadzieję że naród Aronski, wyksztalci sobie lekarzy Arońskich, godnych
    pełnego szacunku narodu Aronskiego:-)))
    Będą tak dobrze wykształceni, ze nawet im do glowy nie przyjdzie zabijać ptaki
    czy inne zwierzeta. Strzelanie do kaczek jest także nie humanitarne, więc nikt
    tego nie będzie robił:-)))
    Zero przemocy w narodzie Arońskim:-)))
  • p.atryk 26.02.07, 15:12
    Rozwazacie b.hipotetyczny przypadek (i malo prawdopodobny),ale niech wam
    bedzie,zalozmy ze:
    -pacjent nie wymaga dodatkowych badan
    -przyjecie pacjenta nie spowodowalo wydluzenia czasu pracy lekarza
    ew. "wygospodarowania" tego czasu kosztem innych pacjentow (ciekawe jak?)

    W dalszym ciagu zostala wykonana konkretna dodatkowa PRACA lekarza ,za ktora
    jakos nikt sie nie poczuwa by zaplacic. Dodam,ze koszt tej PRACY jest wlasnie
    kosztem o ktory dopytuje sie nick szlachcic. Tyle tylko,ze nie uregulowanym
    przez nikogo.
  • alergenzb 26.02.07, 15:19
    p.atryk napisał:
    > W dalszym ciagu zostala wykonana konkretna dodatkowa PRACA lekarza ,za ktora
    > jakos nikt sie nie poczuwa by zaplacic. Dodam,ze koszt tej PRACY jest wlasnie
    > kosztem o ktory dopytuje sie nick szlachcic. Tyle tylko,ze nie uregulowanym
    > przez nikogo.


    No dobra:-)))
    Mamusi syneczka, nalezalo zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by po problemie;-))
    W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
    dziecka:-))
    Tylko pamiętaj nie nagrywaj, nie wzywaj pracy i TV skoro sama zaplacilas:-))
    Tak się nie robi:-)))
  • alergenzb 26.02.07, 15:31

    No dobra:-)))
    Mamusiu syneczka, nalezało zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by,
    po problemie;-))
    W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
    dziecka:-))
    Tylko pamiętaj nie nagrywaj, nie wzywaj prasy i TV skoro sama zaplacilas,
    przecież to dla dobra twojego dziecka:-))
    Tak się nie robi, pamietaj!!!:-)))
  • connie1 26.02.07, 15:36
    Ja jednej rzeczy nie rozumiem -konsukltacja lekarska opiera sie na jego wiedzy
    9mniejszej czy większej),ale wiedzy! , ktora nabyl kosztem (nie tylko
    finansowym). Dlaczego za tą wiedze (nie tylko za strzykawki czy igly , prad
    czy dlugopis ) nikt nie kwapi sie zaplacić ? Nie chodzi o poswiecenie , morale
    i inne wielkie slowa, ktorymi czesto szafujemy wzajemnie głownie wobec jednego
    srodowiska.
    --
    Zapraszam!
    Forum Wady serca!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35361
  • alergenzb 26.02.07, 15:43
    connie1 napisała:

    > Ja jednej rzeczy nie rozumiem -konsukltacja lekarska opiera sie na jego
    wiedzy
    > 9mniejszej czy większej),ale wiedzy! , ktora nabyl kosztem (nie tylko
    > finansowym). Dlaczego za tą wiedze (nie tylko za strzykawki czy igly , prad
    > czy dlugopis ) nikt nie kwapi sie zaplacić ? Nie chodzi o poswiecenie ,
    morale
    > i inne wielkie slowa, ktorymi czesto szafujemy wzajemnie głownie wobec
    jednego
    > srodowiska.

    connie1 masz racje, ale tylko nie oficjalnie, ponieważ oficjalnie nie mozna w
    przychodni placic, jak oplaca się skladki:-))
    Może urna przed drzwiami, dla tych trudnych malutkich pacjentow i nie będzie
    mowy o łapowkach:-)))
    lekarz będzie miał zapłacone, dziecko skonsultowane, jak myslisz:-))
    A mamuśka jak nie ma to do banku po kredyt:-)))
    proponuję duże URNY przed wejściem do gabinetu lekarskiego, kazdy lekarz będzie
    wystawiał swoją urnę.
    Zrzutka do urny nie jest karalna:-))
  • slav_ 26.02.07, 15:36
    A nie prościej by było:
    - był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
    zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za poradę.

    Ja wiem że to się nie mieści w głowie. Czysty surrealizm, ale co mi tam...
  • alergenzb 26.02.07, 15:46
    slav_ napisał:

    > A nie prościej by było:
    > - był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
    > zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za
    porad
    > ę.
    >

    Jestem całkowicie za pomysłem.
    Ale Polskie prawo tego nie dopuszcza, jak to bylo pisane wczesniej(skladki).
    proponuję URNĘ przed drzwiami.
    Nie wrzucasz do urny, nie wchodzisz do gabinetu:-))
    Jasne i proste zasady z wyjasnieniem na URNIE:-))))
  • slav_ 26.02.07, 15:48
    Jak to nie dopuszcza ?

    Od kiedy to polskie prawo nie pozwala na finansowanie usług zdrowotnych przez nfz?
  • alergenzb 26.02.07, 15:58
    Nie dopuszcza.
    Było już wczesniej pisane o tym:-(((
  • p.atryk 26.02.07, 17:12

    >Mamusiu syneczka, nalezało zapłacic nieoficjalnie i juz bylo by,
    po problemie;-))

    Ja nie sugerowalem takich rozwiazan. Trzymaj sie (w miare) meritum.

    >W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace lekarza, który się poswięcił dla
    dziecka:-))

    Nie wiem jakie masz wyobrazenia o pracy lekarzy. Jest lekka ,latwa i przyjemna?
    Jesli nawet,to nic sie nie zmienia- za wykonywanie pracy sie placi.Za
    wykonywanie pracy dodatkowej (ponad limit pacjentow)-placi sie dodatkowo. A jak
    ma to byc rozwiazane w szczegolach-to sprawa ustawodawcow,menagerow,platnika
    NFZ-ale nie lekarza.
    A ze sie lekarz "poswiecil"-ja napisalbym raczej,ze ulegl presji.


  • alergenzb 26.02.07, 17:19
    p.atryk napisał:
    > A ze sie lekarz "poswiecil"-ja napisalbym raczej,ze ulegl presji.

    Autorka wątku nie pisała, że sie ktoś poswięcił i przyjął dziecko.
    Więc jakiej presji uległ lekarz?? :-))
  • p.atryk 26.02.07, 17:33
    > Autorka wątku nie pisała, że sie ktoś poswięcił i przyjął dziecko.


    Dokladnie, to napisalas ty: "W koncu ktoś musi zaplacić, za ciężką prace
    lekarza, który się poswięcił dla dziecka:-))".

    Temat przyjecia dziecka autorki od dawna uwazam za wyczerpany-nie przyjeto jej
    w przychodni A,to przyjeta ja w przychodni B. Normalna rzecz,nie warta
    przesadnych emocji.
    Pisalem wczesniej o "przypadku hipotetycznym" Zakladam,ze lekarz ma
    zarejestrowanych 3 pacjentow na godzine-24 dziennie (a 8 godzin). Przychodzi 25
    pacjent i domaga sie przyjecia (nie ma zagrozenia zdrowia i zycia). Lekarz
    przyjmuje tego pacjenta nie z potrzeby "poswiecania sie" ale pod presja
    pacjenta/jego opiekunow.
  • alergenzb 26.02.07, 17:46
    p.atryk napisał:
    > Pisalem wczesniej o "przypadku hipotetycznym" Zakladam,ze lekarz ma
    > zarejestrowanych 3 pacjentow na godzine-24 dziennie (a 8 godzin). Przychodzi
    25
    >
    > pacjent i domaga sie przyjecia (nie ma zagrozenia zdrowia i zycia).

    Jeżeli nie zbada pacjenta, to chyba trudno ocenić, czy jest zagrożenie zycia i
    zdrowia.
    Jeżeli zbada tak zmeczony, po przyjęciu takiej ilości pacjentów, to mogę
    myśleć, że nie zrobi tego prawidlowo, więc jak ocenić czy jest zagrożenie zycia
    i zdrowia, skoro moze się pomylić, choćby ze zmeczenia??

    >Lekarz
    > przyjmuje tego pacjenta nie z potrzeby "poswiecania sie" ale pod presja
    > pacjenta/jego opiekunow.

    Może wystarczy wytłumaczyć opiekunom czy rodzicom, ze nie ma zagrożenia zycia i
    zdrowia pacjenta, ale ponownie jak ocenićczy jest zagrożenie zycia i zdrowia
    nie przyjmując i nie badając pacjenta????:-))

    Jeżeli nie ulegnie presji o poswięceniu się, nie piszę, to skad wie że nie ma
    zagrożenia zycia i zdrowia????
    Po czym to poznać, może mala informacja:-)
    Moje dziecko, było kiedyś zbadane przez lekarza na pogotowiu, myślę że ze
    starannościa, stwierdzono infekcję, bawilo się lalką, a po wyjściu, dobrze nie
    zmknelismy drzwi stracilo przytomność i nie była to infekcja? jak się okazało w
    szpitalu.
    Jak to rozpoznajesz:-))
  • slav_ 26.02.07, 17:28
    Czuję się lekko zdezorientowany.
    Wskaz mi passus gdzie pisze że nfz nie może płacić za porady udzielane
    ubezpieczonym pacjentom???
  • alergenzb 26.02.07, 17:52

    slav_ napisał:

    > Jak to nie dopuszcza ?
    >
    > Od kiedy to polskie prawo nie pozwala na finansowanie usług zdrowotnych przez
    n
    > fz?




    Autor: slav_
    Data: 26.02.07, 15:36
    >A nie prościej by było:
    >- był pacjent który potrzebował porady - lekarz miał możliwości jej udzielić i
    >zrobił to - lekarz wystawił za tę poradę rachunek nfz - a ten zapłacił za
    >poradę.

    Jeżeli tak mozna w Polsce, to dlaczego nie
    Tyle, że rachunek wyślij do NFOZ w ramach rozliczenia.
    Pomysł calkiem niezły:-)))

  • slav_ 26.02.07, 17:58
    No właśnie.
    Ale to wymaga decyzji PŁATNIKA a nie lekarza.
    Może zamiast wieszać psy na lekarzu że "nie chce przyjąć" ubezpieczeni
    spróbowali by przekonać płatnika żeby jednak płacił za ich leczenie skoro się do
    finansowania leczenia zobowiązał?
  • alergenzb 26.02.07, 18:13
    slav_ napisał:

    > No właśnie.
    > Ale to wymaga decyzji PŁATNIKA a nie lekarza.
    > Może zamiast wieszać psy na lekarzu że "nie chce przyjąć" ubezpieczeni
    > spróbowali by przekonać płatnika żeby jednak płacił za ich leczenie skoro się
    d
    > o
    > finansowania leczenia zobowiązał?

    Bardzo słuszna uwaga.
    Może jak były by prywatne ubezpieczenia, skladki pacjenta wpływały by do
    ubezpieczyciela pacjenta, to także skończyły by się limity i większość
    problemow.
    Pacjent i ubezpieczyciel wiedzieli by za co placą, natomiast starsze panie
    robiące sobie z przychodni bazar lub klub seniora, także by ograniczyły swoje
    wizyty i znalazlo by się miejsce i czas dla naprawdę chorego pacjenta.
    Nie piszę tu o małych pacjentach, ponieważ to wyjatek, że ktoś nie przyjął
    dziecka. Nie wiem, ale mi się nie zdarzylo aby pediatra nie przyjął (oczywiście
    w godzinach pracy)dziecka.
  • slav_ 26.02.07, 13:46
    O Boże !
    Paczula !
    Przecież ja NIE polemizuję z zasadnością przyjęcia chorego dziecka tylko z
    poglądami (chorymi) "szlachcica" i jemu podobnych na zasady funkcjonowania
    systemu i rozkład odpowiedzialności za takie czy inne niedostatki.
    Te poglądy (niestety, szeroko rozpowszechnione) są jednym z powodów dla których
    system ten ten jest tak fatalny bo w części to one również uniemożliwiają jego
    poprawę.
    Czy Ty tez sądzisz że przyjecie dziecka przez lekarza nie rodzi żadnych kosztów
    ??? Że jest to ot, tak, z powietrza ?
    Ze lekarz ma obowiązek przyjąć dowolną, nieskończoną ilość pacjentów (nawet
    jeśli nfz nie zapłaci za tę poradę) "bo siedzi w poradni" i "nic to nie
    kosztuje" ???
  • paczula8 26.02.07, 15:55
    Podwojny post? i dobrze :)

    Slav, zeby nie bylo watpliwosci, ja rozumiem, ze lekarze nie sa strona w
    sporze ... chyba nie bardzo zrozumiales moje intencje, nic to, mam nadzieje, ze
    wyjasnimy to sobie przy okazji ... i sorry nie chcialam wywolac tu takiej
    burzy ...
  • alergenzb 26.02.07, 14:36
    paczula8 napisała:
    > ze lekarz "chcialby, ale nie moze" udzelic pomocy?

    Całkiem niezłe stwierdzenie:-(
    Tylko pokręcić glową, ale nie wprawo i lewo.

    > a co w sytuacji, kiedy przechodzac korytarzem zobaczy dziecko i juz na
    pierwszy
    >
    > rzut oka zauwazy koniecznosc badania? zamknie oczy i pojdzie dalej?

    Dobra lekcja, idąc ulicą przejdz na drugą stronę, abyś nie musiał pomóc
    leżącemu dziecku na ulicy:-(((( to ciekawe.
    Czy tak mamy postrzegać lekarza i oczywiście uczyć się od nich postepowania???
    tj. a kto mi zapłaci na ulicy, przeciez to także koszt konsultacji:-))
    A myślalam, że to grupa ludzi wyksztalconych, dająca przykład tym którzy
    powinni sie uczyć dobrych relacji pacjent-lekarz.
    Coraz częściej czytając to forum i wypowiedzi co niektórych, dochodzę do
    wniosku, że mam błędnie zdanie i opinie o lekarzach w Polsce. Może jednostki są
    lekarzami a pozostali to ekonomiści dużego "kalibru"

    Nie wyobrazam sobie takiego pojęcia.
    Moja corkę leczy pediatra i nie jestem sobie w stanie wyobrazić, aby odesłała
    chore dziecko czy nie przyjęła.
    Nawet jeżeli nie przyjmuje dzieci (godziny pracy) to zabezpieczyła każde
    dziecko umową z pogotowiem. Tak więc mamy opiekę całodobową, w razie nagłego
    zachorowania czy pogorszenia się stanu zdrowia dziecka.
    Nigdy by nie przeszła obojetnie obok chorego dziecka.
    Może to unikat w srodowisku lekarskim, ponieważ z tego co tu czytam, to
    przeraża mnie myślenie co niektórych:-((

    Paczula8 masz rację, ale to nie tylko system, kwestia biznesu????
    Mam nadzieję, że nie wszystkich.

    Obraz jaki przedstawiacie państwo to przykry obraz Polskich lekarzy (i nie będę
    pisać ze to jednostki, napisze tak,.. jednostki to lekarze)


    > Slav, ja wiem , ze pacjenci sa trudni, ja wiem , ze im sie wydaje ... ale
    > uwierz mi , to nie jest ich wina (nie calkiem), pacjenci po prostu czesto nie
    > wiedza czego moga oczekiwac od panstwowej sluzby zdrowia, a okazywanie
    > niecheci, zniecierpliwienia, wyzszosci czy robienie laski nic tu nie pomoze.

    Racja paczula8, tylko czego wogole mogą oczekiwać, chyba NICZEGO, poprostu
    niczego.
    Wypisz deklarację i nie pokazuj się więcej, czy TEGO maja oczekiwac.
    To co czytam i co sie dzieje, to moze tylko POLSKI umysł zrozumieć,
    przyzwyczajony do takich sytuacji i relacji pacjent-lekarz, twierdzac że to
    normalne.

    > Wg mnie budowanie muru miedzy pacjentami a lekarzami (bardzo to widac na
    > forum), to zla droga. Wspolnie powinnismy dazyc do tego, zeby jak najszybciej
    > zostala przeprowadzona reforma systemu. Czyli postulaty placowe tak, ale
    > rownolegle powinny isc postulaty naprawy systemu ...

    Zgadza się poza jednym wyjątkiem, a co ma system do zbudowanego muru. Uważam,
    że żadna reforma tego nie zmieni, nie tutaj, nie w tym kraju, nie z tą
    mentalnościa.

    Nawet system tego nie naprawi, zresztą jaki nowy system, taki jest, i zawsze
    będzie, ponieważ dla większosci jest wygodny.

    Jak narazie to wszedzie slyszę tylko PŁACE, PLACE, PŁACE.
    Nigdzie nie slychać, zadnych mądrych propozycji naprawy systemu, ze strony
    personelu medycznego.

    Dlaczego za pieniadze, "tańczą" wszyscy przed pacjentami jak klauny w cyrku, a
    w ramach NFOZ to.........
    Czy tylko podwyżki się liczą, a dobro pacjenta nie. Jeżeli tak to znaczy że
    pacjenci nigdy nie poprą lekarza w swych żądaniach, a jak wiadomo to opinia
    publiczna jest najważniejsza ( nawet "przenosi góry")

    Z wszelkich wypowiedzi na tym forum, no ,poza kilkoma ludzmi na poziomie to
    tylko czyta się, jak mozna ponizyć pacjenta, jak mu dokuczyć, jak udowodnić że
    jest troglodytą, ale!!!!! wymaga się aby pacjent ten poniżony szedł murem za
    lekarzem.

    Nie zmienicie tego systemu, jak nie zmienią się relacje lekarzy z pacjentami.
    Dlatego do tej pory nikt nie zmienił systemu, ponieważ relacje są od wielu lat
    takie same, a nawet obecnie gorsze jak były.
    "Z motyką na słońce" nie warto się wybierać, sprawa z góry przegrana:-)))

    Na slowo służba zdrowia następuje obraza, ale zachowanie się na forum co
    poszczegolnych osob jest gorsze od słuzby, więc należy rzeczywiście ją zmienić,
    tylko proszę nie sugerować nazwy opieka medyczna,
    ponieważ w Polsce jej wogóle nie ma:-(((

    Jeżeli pacjent bez wzgledu na wyksztalcenie czy kulture osobistą, będzie tak
    źle traktowany, i kwitowany slowem system, to nikt w tym Kraju, z personelu
    medycznego, nigdy nie uzyska takich pensji, które będą zadawalajace.
    Pacjenci to całe prawie społeczeństwo, a lekarze to malutka grupa społeczeństwa.

    Tak strajk w Gorzowie to strzał w dziesiątkem, ale ????? jak się ten strzał
    zakończył:-)))
    Nowy pomysł z wloskim strajkiem i jak myslicie?, jak się zakończy:-))))
    No może głodowy, ale jak on się zakończy:-(((((

    Zero, zero zero organizacji:-)))) stąd wielki bałagan!!!!!
  • szlachcic 26.02.07, 18:22
    slav_ napisał:

    > Spróbuję jeszcze raz.
    > Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
    > PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).

    znasz zasady finansowania POZ?
    Prosta i uczciwa zasada.

    > A teraz koszta. Znów przykład - skup się.
    > Przyjmijmy (dla czystości przykładu) Twoją (oczywiście nieprawdziwą) tezę że
    > porada nie rodzi kosztów. Zwróć jednak uwaga że jeśli w trakcie tej
    > "niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
    > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
    >te badania zlecić

    Widze ze masz podstawowe problemy ze zrozumieniem logicznego klucza na jakim
    poradnie powinny sie opierac
    skup sie, przeczytaj to 10 razy zanim odpiszesz

    Porade podziele na 2 czesci
    1 - porada konczaca sie wypisaniem recepty
    2 - porada poczatkujaca dalsze leczenie (wieksze koszty)

    Tak jak ta matka napisala wczesniej potrzebny temu dziecku byl ANTYBIOTYK
    za ktory to ona zaplacila. Dziecko nie zostalo przyjete mimo ze potrzebna byla
    tylko recepta. Czy rozumiesz do tego miejsca?
    Porada 2 jest juz wiekszym problemem. wiadomo ze na calym swiacie sa limity ale
    na powaznne operacje zabiegi itp.
    Nie na wypisanie recepty

    >"niekosztownej" porady lekarz wykryje objawy choroby która będzie wymagała
    > dalszej diagnostyki to ma OBOWIĄZEK (zarówno etyczny jak i prawnie określony)
    >te badania zlecić

    czyli bronisz sytuacje w ktorej pacjent jest odsylany mimo ze byc moze
    potrzebuje tylko leku ktory sam sobie kupi i jedynym kosztem jego przyjecia
    jest kropelka tuszu z wkladu i bole miesni reki ktora wypisuje recepte
    A przepraszam, jeszcze pieczatka wezmie tez z kropelke tuszu i oczywiscie bol
    miesni po przystawieniu pieczatki







  • p.atryk 26.02.07, 18:50
    Od kiedy to miernikiem wartosci pracy czlowieka,jest ilosc tuszu jaka zuzywa
    pieczatka czy dlugopis? :DDD
    To moze jutro PRZYPOMNE swojemu technikowi oprogramowania (nazywanie
    kogos "informatykiem" tylko z tego powodu,ze siedzi przy komputerze, steka,
    marszczy czolo i cedzi po cichu przez zeby przeklenstwa jest sporo na wyrost),
    ze to ja place za prad i ja place za sprzet.
    On nie ponosi zadnych kosztow-w efekcie tego rozumowania nie dostanie ani
    grosza.
    "Szlachcic" a gdzie ty pracujesz? Musze sie podzielic tym odkrywczym podejsciem
    co do wyceny pracy pracownika z twoim szefem. Koniecznie :DDD
  • slav_ 26.02.07, 21:24
    > Poradę podzielę na 2 części
    > 1 - porada kończąca sie wypisaniem recepty
    > 2 - porada początkująca dalsze leczenie (większe koszty)

    OK. Podziel sobie (możesz nawet na trzy)
    Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.

    O tym czego dziecko potrzebuje dowiemy sie później. PO przyjęciu PO zbadaniu PO
    postawieniu diagnozy. Dziecko potrzebowało "tylko antybiotyku" ? A skąd to wiesz
    ? Może wcale go nie potrzebowało ? A może potrzebowało rtg płuc ?

    Rozumiem że należysz do tej grupy ludzi którzy gdy nie widzą faceta machającego
    łopatą to nie potrafią zrozumieć że on może pracować. Ba, wykonywać pracę po
    stokroć bardziej wartościową. Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -
    to tylko jej zewnętrzny objaw - jeden z wielu - nie stanowiących o sensie pracy
    lekarza.
    Dopóki tego nie zrozumiesz nie zrozumiesz wielu problemów o których tu piszemy.
  • szlachcic 27.02.07, 18:14
    slav_ napisał:

    > Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.

    dobrze ze nie ma czy zle?
    ja uwazam ze zle, uwazam tez ze to wasz obowiazek moralny i zasrany obowiazek
    NFZ sprawic aby tak bylo.

    > O tym czego dziecko potrzebuje dowiemy sie później. PO przyjęciu PO zbadaniu
    >PO postawieniu diagnozy. Dziecko potrzebowało "tylko antybiotyku" ? A skąd to
    >wiesz? Może wcale go nie potrzebowało ?

    wiem ze go potrzebowalo bo go inny lekarz przepisal bo tak mowi ta kobieta.
    Inny ;ekarz nie zadal rtg pluc!
    Wiec podsumowujac potrzebowalo tylko recepty. Wiwc kto ma racje ja czy Ty?

    > Rozumiem że należysz do tej grupy ludzi którzy gdy nie widzą faceta
    >machającego
    > łopatą to nie potrafią zrozumieć że on może pracować. Ba, wykonywać pracę po
    > stokroć bardziej wartościową. Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -

    widze ze sie jednak nie dogadamy bo uwazasz sie na madrzejszego i do tego nie
    potrafisz przyznac sie do bledow.
    nasza dyskusja to "czy sa porady bezkosztowe"
    ja twierdze i udowodnilem to ze sa. Ty uwazasz ze nie ma i tym samym uwazasz ze
    to dziecko nie zostalo przyjete bo to koszty dla szpitala.
    nie mamy juz o czy dyskutowac, wymyslasz brednie aby tylko nie przyznac racji
    dzieki za pseudo-dyskusje

    >Praca lekarza nie polega na wypisywaniu recept -
    > to tylko jej zewnętrzny objaw - jeden z wielu - nie stanowiących o sensie
    >pracy lekarza.

    znowu temat zastepczy "nie polegas na wypisywaniu recept"
    powtarzam, nasz dyskusja byla na temat czy sa porady bezkosztowe. jja mowie ze
    wieksza czesc z nich jest bezkosztowa. to dziecko mogloby spokojnier byc
    przyjete. tylko troszke dobrej woli lekarza.
    smiem twierdzic ze odsylanie pacjentow z przychodni bo limity to napedzanie
    klientow prywatnym gabinetom lek. ktore czesto po godzinach funkcjonuja w
    panstwowych przychodniach.
    koniec dyskusji
    Wygrales
    Te dziecko jakby zostalo przyjete spowodowaloby bankructwo przychodni





  • miira1 27.02.07, 18:37
    Czemu tak ostro? Czemu nie przyjmujesz żadnych argumentów?
  • szlachcic 27.02.07, 22:35
    miira1 napisała:

    > Czemu tak ostro? Czemu nie przyjmujesz żadnych argumentów?

    Jezeli ta porada "stworzyla" koszty to podajcie jakiego rzedu i za co?
    Dlaczego uchylacie sie od odpowiedzi
    Na moje pytanie sa 2 mozliwe odpowiedzi
    1) wywej wymieniony przyklad to porada "bezkosztowa"
    2) porada ta kosztowalaby poradnie ....zl za ktora NFZ by nie zaplacil
    powolujac sie na limity, czyli innymi slowy poradnia zadluzylaby sie na ta kwote

    Wiec szanowni lekarze. proste pytanie
    odpowiedz pierwsza czy druga
  • miira1 27.02.07, 22:45
    Nie ma porad bezkosztowych. Każda jest obciążona kosztem honorarium lekarza.
  • aron2004 28.02.07, 06:58
    lekarz powinien dostawac honorarium stale - 600 zl miesiecznie nie uzaleznione
    od ilosci porad. Powinien przyjac wszystkich ktorzy potrzebuja pomocy.

  • aron2004 28.02.07, 07:02
    dla lekarza to sa takie same koszty czy ma 5 pacjentow czy 10. O czym tu mowa.
    Lekarz powinien przyjmowac pacjentow a jak nie to do wojska
  • zizi3 28.02.07, 20:16
    Wiesz jak to jest z kosztami? Pewien biedakowi wyschła studnia. Wezwał więc
    specjalistę , który zajmował się przywracaniem wody w studni. Ten wbił w ziemię
    trzy małe drewienka i woda w studni się pojawiła.Gdy biedak spytał ile płaci,
    usłyszał kwotę :1000 talarów. Biedak był chytry i pomyślał, ze to chyba za
    dużo za wbicie trzech palików. Kazał sobie wystawić rachunek z uwzględnieniem
    wszystkich kosztów. I dostał go . Pisało tam:
    -Wbicie trzech palików---- 1 talar
    -Za to, że wiedziałem gdzie je wbić-------------999 talarów.
    ------------------------------------------------------------
    RAZEM: 1000 talarów.

    Nie przypuszczam, ze to zrozumiesz,aron. Jeszcze za krótko nad tobą pracujemy.
    Ale moze kiedyś...
  • aron2004 28.02.07, 20:45
    a coż to rozumieć? Lekarz został wykształcony za państwowe pieniądze to teraz
    nie powinien brać kasy za wykorzystywanie wiedzy wyniesionej ze studiów
  • zizi3 28.02.07, 20:51
    Hura!! Aron na prezydenta!! Darmowy lekarz, fryzjer, rolnik, weterynarz. Za
    darmo obiad w restauracji. Prawnicy za darmo. Toż to Kononowicz "wysiada"...


  • zizi3 28.02.07, 20:09
    Krowę też?
  • szlachcic 28.02.07, 18:36
    miira1 napisała:

    > Nie ma porad bezkosztowych. Każda jest obciążona kosztem honorarium lekarza.

    lekarz ma placone za 8 godzin
    nie, nie nie
    czemu ja z wami dyskutuje, nie macie zadnych argumentow tylko sie osmieszacie
    szanowni lekarze
  • aron2004 28.02.07, 19:21
    porady lekarskie są bezkosztowe lekarz nie powinien mieć pensji zależnej od
    ilości porad
  • zizi3 28.02.07, 20:19
    Każdy lekarz?? Mi nie płacą od godziny. Za 8 godzin mogę zarobić "0". Ale by
    się aron cieszył.
  • szlachcic 01.03.07, 21:04
    zizi3 napisał:

    > Każdy lekarz?? Mi nie płacą od godziny. Za 8 godzin mogę zarobić "0". Ale by
    > się aron cieszył.

    no wiec ci lekarze co maja pensje czyli zdecydowana wiekszosc
  • maszar 01.03.07, 22:31
    "no wiec ci lekarze co maja pensje czyli zdecydowana wiekszosc"

    czyżbyś znał dane na temat statystyk form zatrudniania lekarzy?
    podaj wobec tego dane procentowe, ilu lekarzy jest zatrudnionych na podstawie
    umowy o pracę, a ilu na zasadach kontraktowych lub umowy o dzieło/zlecenie;
    tylko bez lania wody - konkretne liczby proszę;
    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • szlachcic 02.03.07, 18:57
    maszar napisał:

    > czyżbyś znał dane na temat statystyk form zatrudniania lekarzy?

    Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach
  • maszar 02.03.07, 19:36
    "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"

    a skąd taka szeroka wiedza??? po raz kolejny podajesz swoją fałszywą tezę
    niepopartą ŻADNYMI dowodami;
    to się powoli staje nudne...
    równie dobrze mógłbym powiedzieć, że wiem, iż zdecydowana większość toruńskich
    informatyków wykorzystuje seksualnie swoje komputery, ale nie będę się zniżał do
    twojego poziomu;
    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • szlachcic 03.03.07, 12:28
    maszar napisał:

    > "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"
    > a skąd taka szeroka wiedza???

    tu juz sie czepiasz
    abys nie lal wody sprecyzujmy
    Czy w poradni w ktorej lekarze sa na pensjach i powinni siedziec 8 godzin
    powinno byc przyjete to dziecko mimo ze skonczyl sie limit, czy nie poniewaz
    przyjecie tego dziecka powoduje straty?
    odpowiedz
    A) powinno byc przyjete bo strat nie powoduje jak potrzebny byl tylko lek
    B) przyjecie ponad limit dodatkowo zadluza poradnie

    W przypadku odpowiedzi B priosze o uzasadnienie, jakie koszty i z czego sie
    biora
  • maszar 03.03.07, 20:40
    szlachcic napisał:
    "Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach"
    "tu juz sie czepiasz"

    jakie czepianie??? postawiłeś tezę, nie popartą żadnymi dowodami;
    albo posiadasz taką wiedzę (i wobec tego chciałbym poznać jej źródło, bo sam nie
    znam statystyki zatrudnienia lekarzy w całym kraju), albo bez skrupułów piszesz
    kłamstwa (co dyskredytuje cię jako uczestnika dyskusji).
    Tertium non datur...

    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • zizi3 02.03.07, 21:53
    szlachcic napisał:

    >
    > Statystyk nie znam, wiem natomiast ze wiekszosc jest na pensjach


    Na pensji to przed wojną była moja babcia.
  • aron2004 27.02.07, 18:55
    wszystkie porady lekarzy są bezkosztowe o czym tu mowa ludzie
  • maszar 27.02.07, 20:10
    "ja twierdze i udowodnilem to ze sa"
    faktycznie twierdziłeś, ale dowodu jakoś nie widać;
    chyba, że twoje poglądy z racji "szlacheckiego" pochodzenia uznać za aksjomat...
    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • slav_ 28.02.07, 00:17
    >> Jest tylko jeden problem - nie ma takiego podziału.
    >dobrze ze nie ma czy zle?
    >ja uwazam ze zle,
    Twoje prawo tak uważać. Do woli. Ale od Twojego uważania Ziemia się nie zatrzęsie.

    >wiem ze go potrzebowalo bo go inny lekarz przepisal bo tak mowi ta kobieta.
    >Inny ;ekarz nie zadal rtg pluc!
    >Wiec podsumowujac potrzebowalo tylko recepty. Wiwc kto ma racje ja czy Ty?

    Jak to kto ? OCZYWIŚCIE że ja. O tym wszystkim bowiem *tak jak pisałem) wiemy PO
    odbyciu sie tej wizyty (zbadaniu, postawieniu diagnozy itp).
    A więc niemożliwa jest "kategoryzacja" wizyty wg twojego klucza ZANIM sie ona
    nie odbędzie.

    >nasza dyskusja to "czy sa porady bezkosztowe"
    >ja twierdze i udowodnilem to ze sa.

    Widzę że twierdzisz.

    NIE MA "porady bezkosztowej" tak samo jak nie ma "darmowego lunchu". ktoś ZAWSZE
    płaci. Wprost lub nie wprost.
    Porada (będąca zdarzeniem gospodarczym - bo o tym a nie o medycynie mówimy)
    rodzi koszta - bezpośrednie i pośrednie. Ktoś te koszta musi pokryć. jeśli za
    poradę NIKT nie płaci (ani pacjent ani NFZ) to ta porada jest zaliczona po
    stronie "straty". Kilka osób (rejestratorka, pielęgniarka, lekarz wykonali PRACĘ
    (za którą należy sie zapłata - to największa strata). Zużyto materiały medyczne
    (jednorazowe lub wymagające sterylizacji). Taka wizyta wymaga stworzenia
    dokumentacji i podlega rejestracji w NFZ (zapytaj sie kogokolwiek zajmującego
    się działalności gospodarcza jakie są koszty dokumentowania zdarzeń
    gospodarczych a tu jeszcze trzeba dokumentować zdarzenia medyczne - dodatkowo).
    I jeszcze - nawet jeśli nikt nie zapłaci za wizytę ani grosza (czyli są straty)
    lekarz i personel ponosi CAŁKOWITĄ odpowiedzialność w razie niekorzystnego
    zdarzenia medycznego.
    Załóżmy np że dziecko otrzymało antybiotyk na który było uczulone i po podaniu
    zmarło (takie zdarzenia miało miejsce w Małopolsce) - do kosztów dolicz jeszcze
    pełną odpowiedzialność zawodową.

    Jeszcze raz. NIE MA "porad bezkosztowych".
    Koszt jest ZAWSZE tylko czasem trudno go dostrzec a czasem jest ignorowany (dla
    dobra pacjenta).
  • alergenzb 26.02.07, 18:28
    slav_ napisał:

    > Spróbuję jeszcze raz.
    > Otóż "matka płaci" i sie "jej należy" ale gwarantem jej praw NIE JEST
    > PRZYCHODNIA. Gwarantem jest NFZ (i to JEMU płaci).

    Jeszcze jedno. Jezeli pacjent wypisuje deklarację na wybór lekarza pierwszego
    kontaktu, to deklaracja nie jest gwarantem przyjęcia pacjenta przez wskazanego
    lekarza, skoro NFOZ placi dopiero po dokonaniu wyboru przychodni i
    przyjmującego w niej lekarza???
    Przecież bez wypelnienia deklaracji lekarz nie otrzyma pieniędzy za pacjenta od
    NFOZ.
    Dla mnie deklaracja jaka wypelnia pacjent, czyli podpisuje umowę z poradnią i
    lekarzem jest bezposrednim gwarantem przyjecia pacjenta a nie NFOZ???
  • p.atryk 23.02.07, 03:53
    Samo uzycie slowa "pytanko" orzez autorke to trywializowanie i
    zmarginalizowanie w pierwszym zdaniu ,godne zaiste istoty "problemu". Poza tym
    klamstwo-"nie przyjeli chorego dziecka-co dalej".Jak to "nie przyjeli" skoro
    wlasnie przyjeli?
    Nie przyjeto autorki w jednej przychodni,to przyjeto ja w drugiej. W ramach
    tego samego ubezpieczenia,bez kosztow,bez tygodni oczekiwania,z minimalna
    iloscia formalnosci.
    Ale nie,trzeba przeciez zawsze szukac dziury w calym,pompowac sie wlasna
    martyrologia i zadawac dramatyczne pytania "co dalej"? A jest jakies "dalej"?
  • aron2004 23.02.07, 07:23
    skandalem jest to że lekarz w ogóle kazał komuś chodzić z chorym dzieckiem.
    Powinien przyjechać do tego dziecka na wizytę domową, no ale przecież on nie
    może, bo musi mieć willę i terenówkę!
  • lohengrin4 23.02.07, 08:02
    > skandalem jest to że lekarz w ogóle kazał komuś chodzić z chorym dzieckiem.

    Skandalem jest wymaganie od lekarza przyjścia do chodzącego chorego.

    > Powinien przyjechać do tego dziecka na wizytę domową

    Istnienie wizyt domowych w zakresie czynności lekarza z ubezpieczenia to
    skandal.

    > no ale przecież on nie może,

    Niestety może a czasami musi. Do czasu wyjazdu do kraju podchodzącego normalnie
    do lekarza jak do człowieka, co nie zachodzi w Polsce.
  • agawamala 23.02.07, 08:27
    Właściwie to im gorzej tym lepiej. Powtarzana , zdarta płyta Arona o
    terenówkach, willach, Grecji, napastliwe posty, że lekarz MUSI - pracowac jak
    wół, zarabiać na suchy chleb, jechac do chodzącego chorego, przyjmować
    wszystkich zapisanych i niezapisanych pacjentów itd, powodują, że frustracja w
    tym środowisku z dnia na dzień jest coraz większa. A efekt?
    - totalny brak anestezjologów ( do operacji nie znieczuli kowal, więc spadają z
    planu - najpierw te mniej pilne, potem te inne niż ze wskazań zyciowych, a
    potem będzie się operować tylko nielicznych)
    - brak chirurgów - skutek j.w
    - brak neonatologów ( wyższa smiertelność noworodków, niewykrywanie wczesnych
    wad, które da się leczyć)
    - brak pediatrów ( o tym wie Aron i kilku innych forumowiczów)
    - brak laryngologow dziecięcych ( hi,hi,hi)
    - brak okulistów ( ostatecznie okulary mozna kupic na bazarze, a o jaskrze kto
    by tam słyszał)
    - brak radiologów ( na opisanie zdjęcia i niektóre badania diagnostyczne będzie
    się czekac, czekać , czekać i.......)
    - o kardiologach inwazyjnych już wspomniałam w innym poście. Zawał czekać nie
    lubi, a czas to serce.
    W tym czasie całkiem nieźle będą się czuli pacjenci z innych obszarów Unii
    Europejskiej.
    Tak więc im gorzej tym lepiej dla lekarzy, a dla pacjentów - niech ocenią sami.
  • paczula8 23.02.07, 08:55
    > Tak więc im gorzej tym lepiej dla lekarzy, a dla pacjentów - niech ocenią
    sami.


    Dla mnie zdecydowanie lepiej:)
  • aron2004 23.02.07, 20:22
    lekarz powinien pójść na wizytę domową do chorego dziecka! Od tego oni są! Od
    tego są oni!

    Ile lekarz straci na tym, że pójdzie na wizytę domową?
    Co najwyżej 2-3 zł na paliwo. Czyli daje to przy 10 wizytach dziennie ok. 30 zł
    dziennie czyli ok. 6000 zł rocznie.

    Tyle kosztują wczasy w Grecji+ rata za terenówkę + rata za willę.

    Czyli : lekarz dla dobra pacjetnów powinien zrezygować z wczasów w Grecji, z
    terenówki i z willi.

    Tak powinno być!
  • agulha 23.02.07, 21:50
    Aron, już pomijam, że nikt z niczego nie będzie rezygnował dla dobra pacjentów.
    Ale gdzieś Ty się uchował, że wyjazd do Grecji uważasz za jakiś luksus? Do
    Grecji to pojechałam sobie na wycieczkę, jak byłam właśnie lekarką, pracownicą
    budżetówki, bez prywatnej praktyki itd. Pojechała ze mną koleżanka naukowiec
    spoza medycyny, za zarobione w budżetówce pieniądze. Teraz, kiedy zarabiam już
    poza zawodem, jeżdżę czasem dalej, chociaż moje największe dotąd osiągnięcie to
    rejs po Nilu. A ci, których naprawdę stać na więcej, mają większy wybór: Maroko,
    Tajlandia, objazdówka po Chinach albo Stanach Zjednoczonych, wyprawa
    przyrodnicza na Islandię (sprawdź ceny na Islandii, a zrozumiesz), Seszele,
    Malediwy, safari w Kenii, wiesz, te sprawy, a nie jakaś głupia Grecja. O
    terenówkach nie wypowiadam się, bo się na samochodach nie znam.
  • aron2004 23.02.07, 22:34
    no wiesz, można do Grecji pojechać stopem i z namiotem. Ale dziwne, że lekarze
    tak nie jeżdżą.

    Lekarz oficjalnie zarabia 1200 zł, czyli mniej więcej tyle co pomocnik murarza.
    Tylko dziwnym trafem pomocnicy murarza nie jeżdżą terenówkami, tylko MPK, nie
    mieszkają w willach, tylko w mieszkaniach komunalnych, nie spędzają wczasów w
    Grecji, tylko zbierając szparagi u bauera.

    Jak to wyjaśnić?
  • agulha 24.02.07, 10:06
    Nie jechałyśmy stopem ani z namiotem. Żadna z nas nie miała wtedy samochodu,
    więc wykupiłyśmy wycieczkę objazdową w niedrogim biurze, Sigma Travel
    konkretnie. A moja ostatnia pensja w służbie zdrowia to było 1060 zł. Dorabiałam
    tłumaczeniami, zdecydowanie to przyjemniejsze, niż dyżury, i o ileż bardziej
    intratne. Jedzenie soczewicy zamiast mięsa?! Już pomijam to, że nie zdziwiłabym
    się, jakby soczewica wychodziła drożej, ale Twoje pomysły są już tak
    absurdalne...Ktoś ma się umartwiać dla innego, który ma problem pt. biegunka
    albo katar i kaszel (i potrzebne zwolnienie na kilka dni, bo nieestetycznie tak
    między ludzi iść - to był powód mojej ostatniej wizyty u lekarza), podczas gdy
    ten inny jest normalnie sytuowanym człowiekiem. A nawet ci tak zwani biedni
    zwykle mają na papierosy, piwo, kasety z wypożyczalni wideo, utrzymanie
    samochodu. Nie miewają tylko na czynsz i inne opłaty oraz spłatę długów.
  • aron2004 24.02.07, 10:32
    dla lekarza dobro pacjenta jest najwyższym prawem.

    Czyli jeżeli dobro pacjenta koliduje z
    1. wczasami w Grecji
    2. limuzyną
    3. willą
    4. terenówką.
    5. dewolajlem

    to lekarz powinien zrezygnować z ww. rzeczy i zająć się dobrem pacjenta

    jeżeli tego nie rozumie nie powinien być lekarzem i powinien zająć się np.
    tłumaczeniami
  • sithicus 24.02.07, 10:44
    Aron, zrezygnuj na poczatek z jedzenia. Potem z picia. Zrobisz postepy i dasz
    rade zrezygnowac z oddychania. I wszystko bedzie cacy :D
  • aron2004 24.02.07, 11:28
    sithicus napisał:

    > Aron, zrezygnuj na poczatek z jedzenia. Potem z picia. Zrobisz postepy i dasz
    > rade zrezygnowac z oddychania. I wszystko bedzie cacy :D

    Ja nie jestem lekarzem.

    Poza tym - nie żądam żeby lekarze zrezygnowali z jedzenia i picia. Żądam, żeby
    zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.

    Czyli żeby nie jedli dewolajla tylko mielonego albo jajecznicę.
    Żeby nie pili koniaku za 100 zł tylko zwykłą flaszkę za 15 zł ( poza godzinami
    pracy oczywiście).
    Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem ( w każdym razie
    takim żeby umożliwiał dojazd na wizyty domowe).
    żeby nie mieszkali w willi za pół miliona, tylko w domku albo mieszkaniu za 100
    tysięcy
    żeby nie spędzali wczasów w Grecji tylko nad Firlejem
    żeby nie chodzili w firmowych ubraniach tylko w takich z bazaru. Ja kupiłem
    tanio garnitur na bazarze w Lublinie i bardzo dobrze mi służy.

    chyba niewiele wymagam, no nie?
  • maverick777md 24.02.07, 12:08
    Dlaczego tego wymagasz?
    --
    Muminek też był trollem....
  • aron2004 24.02.07, 12:12
    maverick777md napisał:

    > Dlaczego tego wymagasz?

    dlatego, że dla lekarza ważniejsze powinno być dobro pacjentów niż luksusowa
    konsumpcja.

    Człowiek, który odmawia pacjentowi skierowania na podstawowe badania, bo musi
    jeść dewolajle zamiast mielonych nie powinien być lekarzem!
  • maverick777md 24.02.07, 12:21
    "> dlatego, że dla lekarza ważniejsze powinno być dobro pacjentów niż luksusowa
    > konsumpcja." - zamień "pacjentów" na "wiernych" i Twa opinia może dotyczyć
    nnej grupy zawodowej, która to winna pracować "z powołania"
    Co w takim razie powinno kierować ludźmi, którzy maja w przyszłości zostać
    lekarzami? Jaka motywacja? Sami Państwo twierdzą, że nie ma lekarzy altruistów -
    pytam więc: kto będzie chciał się uczyć 6 lat studiów + rok stażu + minimum 5
    lat specjalizacji za, proponowaną przez Arona, minimalną krajową pensję? Znam
    (przynajmniej częściową) odpowiedź, ale ciekaw jestem Państwa opinii.
    --
    Muminek też był trollem....
  • aron2004 24.02.07, 12:55
    maverick777md napisał:


    > Co w takim razie powinno kierować ludźmi, którzy maja w przyszłości zostać
    > lekarzami? Jaka motywacja?


    Chęć pomocy chorym.

    >Sami Państwo twierdzą, że nie ma lekarzy altruistów
    > - pytam więc: kto będzie chciał się uczyć 6 lat studiów + rok stażu + minimum
    5 lat specjalizacji za, proponowaną przez Arona, minimalną krajową pensję?

    Ci którzy mają powołanie do leczenia ludzi, a nie do luksusowej konsumpcji.
    Nauczyciele też zarabiaja 700 zł, a jednak są chętni do tego zawodu.

  • maverick777md 25.02.07, 08:48
    Gdy ja kończyłem szkołę średnią z mej klasy i wśród przyjaciół na Akademię
    Pedagogiczną szli ci, którzy nie mieli konkretnego pomysłu na życie (a chcieli
    postudiować), oraz ci, którzy nie dostali się na inne studia. Zakłądam jednak,
    że to sytuacja wyjątkowa:)
    Ilu jest według Ciebie ludzi, którzy będą chcieli pracować poprzez samą "chęć
    pomocy" za 700 zł? Jeśli możesz zrób ankietę na jakimś innym forum i przedstaw
    jej wyniki. Tylko zaznacz, że ma to być 700 złotych, bez żadnych łapówek,
    wziątek itp.
    --
    Muminek też był trollem....
  • aron2004 25.02.07, 09:18
    jeżeli lekarz uzależnia pomoc chorym od pieniędzy, to nie powinien być lekarzem
  • maverick777md 25.02.07, 11:01
    Dobrze. Znalazłeś kryterium doboru lekarza w POLSCE. Parę lat temu, w Irlandii,
    gdy mówiłem, że studiuję medycynę ludzie ostentacyjnie wykonywali gest liczenia
    pieniędzy i żaden z mych rozmówców nie zakładał, że może zalezyć mi na
    czymkolwiek innym niż kasie. Nie dało się ich przekonać, że jest inaczej - nikt
    logicznie myślący nie mógł uwierzyć w "powołanie" :)
    Wróćmy jednak do Twych kryteriów - ilu znajdziesz chętnych pracować zgodnie z
    Twymi wytycznymi(tzn godzących zarabiać się mniej niż minimalną krajową, całe
    swe prywatne życie poświęcić pacjentom)?
    --
    Muminek też był trollem....
  • aron2004 26.02.07, 20:13
    lekarz powinien pracować za minimalną krajową, bo każda złotówka wydana na
    pensję lekarza to złotówka mniej na leczenie chorych dzieci

    chore dzieci są ważniejsze niż luksusowa konsupmcja lekarzy
  • p.atryk 26.02.07, 20:20
    Wolniej ,wolniej.
    Co z tym KRUSem? Wychodzi na to,ze ty placisz z wyliczenia 70 zl na miesiac a
    reszta obywateli 700-1000 zl miesiecznie ZUS-u i skladki zdrowotnej.
    Placisz 10x mniej - ergo: jestes pasozytem i wozisz sie (nie tylko ty zreszta)
    na grzbiecie uczciwych podatnikow.
    Nie wstydzisz sie?
  • aron2004 26.02.07, 22:09
    nie jestem żadnym pasożytem

    w KRUSie jest tak, że jak idziesz na zwolnienie to dostajesz 100 zł
    miesięcznie. A nie jak mieszczuch że 70% pensji.

    poza tym płacę podatki w gazie - często podróżuję, czyli kupuję dużo gazu do
    samochodu, czyli płacę wysokie podatki.

    A taki mieszczuch wozi się MPK dotowanym przez budżet.

    tak że pomyśl zanim napiszesz głupotę
  • p.atryk 26.02.07, 22:16
    Po co kupujesz gaz do samochodu? Nikt cie nie zmusza-osiodlaj konia,albo
    krowe,albo wsiadaj na rower.
    Mieszczuch placi min.10 x tyle "podatkow" co ty . Okradasz mieszczuchow,aron!
  • maszar 26.02.07, 22:23
    "w KRUSie jest tak, że jak idziesz na zwolnienie to dostajesz 100 zł
    miesięcznie. A nie jak mieszczuch że 70% pensji."

    wysokość chorobowego uzależniona jest od wysokości płaconej składki;
    nasz aronek chciałby na KRUS płacić grosze, a za lewe zwolnienie otrzymywać
    grube tysiące.
    Pasożyt, po prostu pasożyt...
    A co gorsza utrzymywany z moich podatków;
    --
    statystyczny obywatel IV RP:
    pijana bura suka w kamaszach łżąca jak zomowiec
  • lohengrin4 24.02.07, 12:15
    > Żądam, żeby zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.

    Gdzie ty człowieku ją widzisz?

    > Czyli żeby nie jedli dewolajla

    banalne trywialne danie.

    > Żeby nie pili koniaku za 100

    Koniak za 100 zł nadaje się głównie jako płyn do spryskiwacza.

    > Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem

    Ani terenówka ani nawet nowa Avensis to nie jest luksusowa konsumpcja.
    Widzisz Aron, miało być o luksusach, a potem opisujesz dolne stany klasy
    średniej. To się zdecyduj.

  • aguagugu 24.02.07, 12:16
    "Devolaille"? Luksus? Kawałek badziewnego mięsa z kurczaka wyhodowanego
    w "baterii"? A zresztą w baterii czy nie - zabron lekarzom jeśc kurczaki i
    poczekaj, aż spadnie sprzedaż drobiu a więc i opłacalność jego produkcji. I
    posłuchaj, co ci powiedzą hodowcy z Lubelszczyzny
    Koniak za 100 zł? Waść raczysz żartować albo się zwyczajnie nie znasz.
    Koniak godny miana koniaku zaczyna się od cen przynajmniej 4 razy wyższych.
    To, co Ty nazywasz koniakiem to zdaje się ten patent: bejca rozcieńczona
    alkoholem niewiadomej proweniencji. Nie pij tego, na Boga!
    Do firlejów, parchatek i innych Twoich dywagacji już się odnosiłem wcześniej,
    więc tym razem zmilczę. Ubrania z bazaru? myślałem, że masz nieco wyższe
    ambicje, ale skoro ci dobrze służą to sobie noś.



  • lohengrin4 24.02.07, 12:21
    uprzejmie proszę by odpowiedzi na post Arona nie umieszczać jako odpowiedź na
    post Lohengrina, co właśnie uczyniłaś.
    Na drzewku postów to potem nieładnie wygląda.
  • aron2004 24.02.07, 13:01
    lohengrin4 napisał:


    > Gdzie ty człowieku ją widzisz?

    U lekarzy rodzinnych w Lublinie i okolicach.


    > Koniak za 100 zł nadaje się głównie jako płyn do spryskiwacza.

    No to pij wódkę za 20 zł.


    > Ani terenówka ani nawet nowa Avensis to nie jest luksusowa konsumpcja.

    jest.
    90% Polaków nie stać na
    1. terenówkę
    2. nowego Avensisa
    3. willę za pół miliona
    4. wczasy w Grecji.

    > Widzisz Aron, miało być o luksusach, a potem opisujesz dolne stany klasy
    > średniej. To się zdecyduj.

    To są właśnie luksusy. 90% Polaków nie stać na takie życie jak lekarzy.
  • lohengrin4 24.02.07, 13:33
    > No to pij wódkę za 20 zł.

    wódka za 20 zł w swej klasie jest z dużym prawdopodobieństwem lepsza niż
    domniemany "koniak" za 100 zł w swojej klasie.
    A w ogóle to wolę wino, choć jako rasowy konował, przed wódą się nie wzbraniam
    bynajmniej.


    > 90% Polaków nie stać na
    > 1. terenówkę
    > 2. nowego Avensisa
    > 3. willę za pół miliona
    > 4. wczasy w Grecji.

    ad 1. stać spokojnie 1/3 Polaków tylko wielu jest niepotrzebna
    ad 2 może stać 15 % i co z tego ?
    ad 3 pisałem Ci już, że pół miliona to kosztuje zwyczajne mieszkanie w
    Warszawie i ciut lepsze niż zwyczajne w Krakowie. Pomysł, że coś co kosztuje
    tyle, co 60 metrów mieszkania, można nazwać willą, jest niedorzeczny.
    ad 4 na wczasy w Grecji stać prawie każdego, to tak jak pojechać do Dąbek.

    Luksus to jest mój drogi coś na co stać 1, 2, dobra, 4 % społeczeństwa.
    A nie 10 % lub znacznie więcej.
    Domek za 500 tys i nowa Avensis to są dolne rejony zamożności.
    Luksus zaczyna się m.in. od prawdziwych dobrych koniaków.
    Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...
    A może w lubelskim audi A8 kupuje się za 100 tys,i dorzucają jeszcze taki
    koniak za 100 zł gratis, i stąd twoje wyobrażenia o luksusie?



  • aron2004 24.02.07, 13:51
    lohengrin4 napisał:

    \
    > wódka za 20 zł w swej klasie jest z dużym prawdopodobieństwem lepsza niż
    > domniemany "koniak" za 100 zł w swojej klasie.

    No to pijcie wódę.




    > ad 1. stać spokojnie 1/3 Polaków tylko wielu jest niepotrzebna

    Twierdzisz, że 90% Polaków stać na terenówkę???

    > ad 2 może stać 15 % i co z tego ?

    To z tego, że lekarze są bogatsi niż 90% społeczeństwa

    > ad 3 pisałem Ci już, że pół miliona to kosztuje zwyczajne mieszkanie w
    > Warszawie i ciut lepsze niż zwyczajne w Krakowie. Pomysł, że coś co kosztuje
    > tyle, co 60 metrów mieszkania, można nazwać willą, jest niedorzeczny.

    to przyjedź i zobacz jakie lekarze mają domy w Lublinie i okolicach. Luksusy, a
    nie jakieś tam klity w dresiarskich blokach na Bródnie i Nowej Hucie.
    Może zaczniesz mi jeszcze twierdzić, że 90% Polaków stać na mieszkanie w
    Warszawie i Krakowie?

    > ad 4 na wczasy w Grecji stać prawie każdego, to tak jak pojechać do Dąbek.

    To dziwne, że nie wszyscy Polacy jeżdżą do Grecji.

    > Luksus to jest mój drogi coś na co stać 1, 2, dobra, 4 % społeczeństwa.
    > A nie 10 % lub znacznie więcej.

    W każdym razie lekarze są bogatsi niż 90% Polaków.

    > Domek za 500 tys i nowa Avensis to są dolne rejony zamożności.

    Czyli twierdzisz, że 90% Polaków stać na dom za pół miliona i nowego Avensisa?
    To dlaczego tyle osób mieszka w blokach i jeździ MPK?


    > Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...

    W sklepie.

    > A może w lubelskim audi A8 kupuje się za 100 tys,i dorzucają jeszcze taki
    > koniak za 100 zł gratis, i stąd twoje wyobrażenia o luksusie?


    ty jesteś nie z tej planety.
  • lohengrin4 24.02.07, 14:01
    > > Ale skoro ty widziałeś gdzieś koniak za 100 zł...
    >
    > W sklepie.


    Na oranżadę też można nakleić etykietę koniaku. Wtedy będzie po 2.60.
    Będzie stać nawet pacjentów z lubelskiego.
  • aron2004 24.02.07, 14:33
    lepiej pokaż jak to 90% Polaków stać na dom za pół miliona
  • zizi3 24.02.07, 20:08
    aron2004 napisał:

    > > Ja nie jestem lekarzem.
    I otóż to , aron. Nigdty nie będziesz.
    > Poza tym - nie żądam żeby lekarze zrezygnowali z jedzenia i picia. Żądam,
    żeby
    > zrezygnowali z LUKSUSOWEJ KONSUMPCJI.
    >
    > Czyli żeby nie jedli dewolajla tylko mielonego albo jajecznicę.
    Lekarze powinni dawać przykład profilaktyki prozdrowotnej. Mielony i jajecznica
    są niedopuszczalne. Słyszałeś kiedyś słowo "Cholesterol"?
    > Żeby nie pili koniaku za 100 zł tylko zwykłą flaszkę za 15 zł ( poza
    godzinami
    > pracy oczywiście).
    Powinni pić francuskie czerwone wino, dobre oczywiście(i nietanie). Zapobiega
    zawałom. Zwykła "flaszka" recz przeciwnie.
    > Żeby nie jeździli terenówką, tylko np. 10-letnim Avensisem ( w każdym razie
    > takim żeby umożliwiał dojazd na wizyty domowe).
    Aron, brak ci logiki. Taki doktor w 10 -letnim łupie więcej czasu spędzi u
    mechanika ni na wizytach domowych, na których tak ci zależy. A tak
    terenóweczką -myk, myk -obskoczy chore dziecko , babcię i do ciebie tez zajży.
    > żeby nie mieszkali w willi za pół miliona, tylko w domku albo mieszkaniu za
    100 tysięcy
    Ej, to już nie w blokach?

    > żeby nie spędzali wczasów w Grecji tylko nad Firlejem
    Nie lubię jezior. Zrezygnuję z Grecji, pojadę do Toskanii, Prowansji albo do
    Peru. Ale nie wysyłaj nas już nad Firlej. Jeśli ty tam jeździsz to tym bardziej

    > żeby nie chodzili w firmowych ubraniach tylko w takich z bazaru. Ja kupiłem
    > tanio garnitur na bazarze w Lublinie i bardzo dobrze mi służy.
    Aron , miałbyś zaufanie do lekarza w ciuchach z bazaru?

    > chyba niewiele wymagam, no nie?
    Nie , tym bardziej , że pozwalasz lekarzom pić po pracy. Jeszcze niedawno
    uważałeś , ze lekarz ma być dostępny 24 h/dobę przez 365/366 dni w roku.
    Jak tu nie wierzyć w ewolucję? Będa z ciebie ludzie aron. Jak nie w tym to w
    następnym życiu napewno.
  • zizi3 24.02.07, 19:49
    Może pomocnicy murarza piją? I dlatego ich nie stać na Grecję??
  • aron2004 24.02.07, 20:04
    a lekarze nie piją?
  • zizi3 24.02.07, 20:14
    Piją!!!! Nawet teraz;) Ale nawet ty mi nie wmówisz , ze statystyczny lekarz
    pije więcej niż statystyczny murarz lub jego pomocnik.
  • alergenzb 25.02.07, 16:17
    Myslę że tak, może z rozpaczy w dniu wypłaty????
  • aron2004 23.02.07, 22:47
    agulha napisała:

    > Aron, już pomijam, że nikt z niczego nie będzie rezygnował dla dobra
    pacjentów.

    a powinien to zrobić
    ja nie mówię, że lekarz powinien zrezygnować z zakładania rodziny czy jedzenia
    dla dobra pacjentów.

    Ale już jedzenie soczewicy zamiast dewolajla po to żeby mieć na badania dla
    pacjentów uważam za godne pochwały. Tym bardziej że wielu lekarzy to osoby
    otyłe.
  • connie1 24.02.07, 11:05
    Aron !
    To jak ja smialam urodzic dziecko , pójśc na macierzyński i jeszcze wziąc
    zaległy urlop? Przeciez to kryminal co najmniej...
    --
    Zapraszam!
    Forum Wady serca!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35361
  • aron2004 24.02.07, 11:31
    connie1 napisała:

    > Aron !
    > To jak ja smialam urodzic dziecko , pójśc na macierzyński i jeszcze wziąc
    > zaległy urlop? Przeciez to kryminal co najmniej...

    Dziecko mogłaś urodzić, chodzi o to żebyś tego dziecka nie wychowywała w
    luksusie.
  • connie1 24.02.07, 12:33
    Aron pozwala mi byc matka , co za laskawca...
    Kolejny postulat - celibat i podpisanie zobowiązania o bezdzietności , bo nie
    daj Boże rodzina od pacjenta oderwie...
    --
    Zapraszam!
    Forum Wady serca!
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35361
  • aron2004 24.02.07, 12:58
    connie1 napisała:

    > Aron pozwala mi byc matka , co za laskawca...
    > Kolejny postulat - celibat i podpisanie zobowiązania o bezdzietności , bo nie
    > daj Boże rodzina od pacjenta oderwie...

    kasjerki z marketu też mają rodziny i jakoś mogą zyc zarabiając 600 zł
  • lohengrin4 24.02.07, 12:18
    > Tym bardziej że wielu lekarzy to osoby otyłe.

    Uwaga! Raz na czas Aron dorzuca coś do swych stałych tekstów.
    POjawił się nowy element: otyłość lekarzy. Z napięciem będę śledził dalszy
    rozwój tego elementu.

  • zizi3 24.02.07, 20:16
    Soczewica to odchudzająca nie jest... Dobrze zbilansowana dieta wegetariańska
    w naszym klimacie do tanich nie należy.
  • lohengrin4 24.02.07, 08:40
    > lekarz powinien pójść na wizytę domową do chorego dziecka!

    w absolutnie wyjątkowych przypadkach.

    > Ile lekarz straci na tym, że pójdzie na wizytę domową?

    nie to jest problemem i nie tak brzmi pytanie.

    > Co najwyżej 2-3 zł na paliwo. Czyli daje to przy 10 wizytach dziennie ok. 30
    > zł

    Tak tylko że wskazania to może są do 10 wizyt rocznie.
    Nie mówię żeby w ogóle nie jeździć, choć kraje do których poziomu dążymy nie
    mają wizyt domowych. Ale kompromis może być właśnie taki - 1 wizyta miesięcznie.

  • 333pl 24.02.07, 00:54
    Idz do przychodni Medical Center na Dembego 5 wjazd od Zaruby na przeciwko
    poczty tam nie ma kolejek. pzryjmują w ramach NFZ.
  • lohengrin4 24.02.07, 12:20
    > tam nie ma kolejek. pzryjmują w ramach NFZ.

    Dziwne! To znaczy że ludzie tam nie chcą z jakichś powodów chodzić.
    Może dlatego nie ma kolejek, że np. odmawiają przyjęć niezarejestrowanym przy
    braku wskazań? I wrócimy do punktu wyjścia ?...
  • alergenzb 24.02.07, 15:12
    lohengrin4 napisał:
    > Dziwne! To znaczy że ludzie tam nie chcą z jakichś powodów chodzić.
    > Może dlatego nie ma kolejek, że np. odmawiają przyjęć niezarejestrowanym przy
    > braku wskazań? I wrócimy do punktu wyjścia ?...

    Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gdzie ty
    pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty. To jak to, jest u
    ciebie.
    Może do ciebie także z jakiś powodów nie chcą przychodzić????
  • lohengrin4 24.02.07, 15:23
    > Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gdzie
    > ty pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty.

    Nie sprawdziłem, ale wątpię bym napisał że nie czeka minuty - mam zasadę nie
    używać takich kategorycznych stwierdzeń, bo obala się je bardzo łatwo.
    Natomiast pisałem, że pacjent nie czeka zbyt długo i to jest prawda, ale to
    dotyczy prywatnego sektoru w którym pracuję.
    W sektorze publicznym w którym pracuję kolejki bywają.
    Chodzi mi o coś innego. Otóż kolejki w obecnym systemie związanym z NFZ są
    nieuniknione. Są też w miejscu gdzie pracuję (w tym publicznym). Przychodnia na
    kontrakcie z NFZ bez kolejek to coś co zastanawia.
    Niekoniecznie musi być to dowód na jej złą jakość.
    Może to być dowód na asertywność osób które rejestrują. Np. stosują potępiany
    przez NFZ system odsyłania na jutro, na pojutrze, albo i później (mowa o POZ!
    nie o specjalistyce, gdzie liczyć należy w tygodniach i miesiącach).
  • alergenzb 25.02.07, 13:32

    alergenzb
    > > Ale wcześniej pisałeś (cofnij się do swoich wypowiedzi wstecz), że tam gd
    > zie
    > > ty pracujesz także nie ma kolejek, a pacjent nie czeka minuty.
    To jak to jest w twojej przychodni??


    lohengrin4 napisał:
    > Nie sprawdziłem, ale wątpię bym napisał że nie czeka minuty - mam zasadę nie
    > używać takich kategorycznych stwierdzeń, bo obala się je bardzo łatwo.
    > Natomiast pisałem, że pacjent nie czeka zbyt długo i to jest prawda,

    A jednak wczesniej pisaleś co innego:-))

    >ale to
    > dotyczy prywatnego sektoru w którym pracuję.
    > W sektorze publicznym w którym pracuję kolejki bywają.
    > Chodzi mi o coś innego. Otóż kolejki w obecnym systemie związanym z NFZ są
    > nieuniknione. Są też w miejscu gdzie pracuję (w tym publicznym). Przychodnia
    na
    >
    > kontrakcie z NFZ bez kolejek to coś co zastanawia.
    > Niekoniecznie musi być to dowód na jej złą jakość.

    Ale sam o tym pisales, odnosnie przychodni gdzie przyjeli dziecko , bez
    czekania:-))

    > Może to być dowód na asertywność osób które rejestrują. Np. stosują potępiany
    > przez NFZ system odsyłania na jutro, na pojutrze, albo i później (mowa o POZ!
    > nie o specjalistyce, gdzie liczyć należy w tygodniach i miesiącach).

    Oto link do twojej wypowiedzi, odnosnie czekania:-))
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=57765780&a=57860803
  • maverick777md 25.02.07, 13:50
    > lohengrin4 napisał:
    >tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacjentem
    >następuje do minuty.

    "recepcji" - czyli NIE-Lekarza, lecz recpocjonistki (niekoniecznie z
    wykształceniem mdeycznym). Szanowana Alergenzb - albo nie czytasz dokładnie,
    albo celowo manipulujesz informacją.

    --
    Muminek też był trollem....
  • alergenzb 25.02.07, 14:50
    maverick777md napisał:

    > > lohengrin4 napisał:
    > >tam gdzie pracuję pierwszy kontakt recepcji (odpowiednika kelnera) z pacje
    > ntem
    > >następuje do minuty.
    >
    > "recepcji" - czyli NIE-Lekarza, lecz recpocjonistki (niekoniecznie z
    > wykształceniem mdeycznym). Szanowana Alergenzb - albo nie czytasz dokładnie,
    > albo celowo manipulujesz informacją.

    czytam dokładnie i nie manipuluję!!!
    Pani zglosiła się do przychodni, gdzie także nie czekała, tam także są panie
    które rejestrują czyli rejestratorki w rejestracji.
    Może lohengrin4 przyjmuje w hotelu, stąd te recepcjonistki. Przepraszam:-))
    Masz rację, między recepcjonistką a rejestratorką są bardzo duże różnice:-))
  • lohengrin4 25.02.07, 15:04
    > czytam dokładnie

    Ale nie zawsze z dobrym skutkiem ;-).


    > Może lohengrin4 przyjmuje w hotelu, stąd te recepcjonistki. Przepraszam:-))
    > Masz rację, między recepcjonistką a rejestratorką są bardzo duże różnice:-))

    Tak napisałem - i zresztą coraz częściej widzę używanie słowa recepcja zamiast
    rejestracja - dlatego że rejestracja ma bardzo złe konotacje: PRLowska
    przychodnia z obrażoną na świat pielęgniarką, w okienku o wymiarach 70 x 40 cm,
    z półkolistym prześwitem o promieniu 10 cm. Recepcja to blat, albo stolik,
    gdzie przyzwoicie zadbana rejestratorko-recepcjonistka (często dalej
    pielęgniarka) traktuje pacjenta jako partnera. Pojęcie "rejestracja" moim
    zdaniem jest nie do uratowania przez najbliższe 20 lat, zawsze będzie się
    kojarzyć z tą koszmarną estetyką starych przychodni.
  • alergenzb 25.02.07, 15:16
    Rozumiem :-))
  • maverick777md 25.02.07, 17:41
    A ja się z tego cieszę:) Zwłaszcza, że nim zostanę specjalistą minie jeszcze
    parę lat:) lecz już teraz chciałbym usilną pracą zasłużyć na swe przyszłe
    miano - swą wiedzą, doświadczeniem i... wynagrodzeniem :)))
    --
    Muminek też był trollem....
  • lohengrin4 25.02.07, 14:57
    Nie wiem, droga Alergenzb, kto z nas gorzej zna polski.
    Niemniej jednak, przeczytałem wypowiedź o którą mnie oskarżasz i nie wiem o co
    Ci chodzi, jakie są zarzuty.
    Wypowiedzi nie są sprzeczne. POczytaj dokładnie.
    Podpowiem - mylisz czekanie na "obsłużenie" w przychodni z oczekiwaniem na
    przyjęcie przez lekarza w przychodni. Jasne?

  • agawamala 24.02.07, 17:33
    Od urodzenia, a więc ponad 40 lat, obracam się w środowisku lekarskim. Tak więc
    lepiej lub gorzej znam ok 200-250 lekarzy. Wiem gdzie mieszkają, czym jeżdżą, i:
    terenówkę ma tylko jeden ( jeden) pediatra mieszkający zreszta na tzw.
    prowincji ( woj, świetokrzyskie), reszta jeżdzi samochodami róznej klasy, choc
    niekoniecznie 10 letnimi rzęchami.
    W willach ( a raczej domkach jednorodzinnych) mieszka ów wspomniany pediatra ze
    świetokrzyskiego, światowej sławy profesor tuż przed emeryturą, pediatra w
    średnim wieku, który odziedziczył dom po rodzicach ( żadne z nich nie było
    lekarzem); anestezjolog, który jest mężem pani pracującej w sektorze
    bankowości; lekarz z 20 letnim stażem, który wżenił sie w hektary pod szkłem (
    dawni badylarze). I uwaga! mój osobisty szwagier. Ginekolog. Pracował prawie 6
    lat w Libii jeszcze w poprzednim ustroju.
    Reszta mieszka w większych lub mniejszych mieszkaniach.
    Lekarz to taki sam zawód jak kazdy inny, z tym, że do jego wykonywania
    potrzebna jest wiedza poprzedzona wieloletnią, trudną nauką. Ponadto lekarz ma
    większą odpowiedzialność niz przedstawiciel jakiejkolwiek innej profesji.
  • newaron 24.02.07, 17:43
    > reszta jeżdzi samochodami róznej klasy, choc
    > niekoniecznie 10 letnimi rzęchami.

    powinni chodzić na piechotę, o ile nie muszą jeździć na wizyty domowe.
    Ci którzy muszą jeździć na wizyty, mogą jeździć polonezami.

    > Lekarz to taki sam zawód jak kazdy inny,

    więc powinni zarabiać pensję minimalną

    > terenówkę ma tylko jeden

    widocznie pozostali wolą częściej jeździć na wczasy w Grecji i nie starczyło im
    na terenówkę.
  • aron2004 24.02.07, 17:56
    Polonezy nie. W zimie mógłby nie zapalić, a to może utrudnić szybkie dotarcie
    do chorego dziecka.

  • aron2004 24.02.07, 17:56
    to jest niemożliwe

    w woj. lubelskim praktycznie nie ma biednego lekarza, tj. takiego który nie ma
    willi, dobrej klasy samochodu i wczasów w ciepłych krajach. Co najwyżej są to
    alkoholicy, narkomani albo ludzie dopiero po studiach. Choć jest też wielu
    doktorów alkoholików którzy mimo nałogu mają konkretną kasę.

    A już rodzinni to elita elit. Terenówki, wille, wczasy w luksusowych kurortach -
    to normalka.

    Czy w woj. małopolskim i świętokrzyskim lekarze klepią biedę, jeżdżą Poldkami i
    mieszkają w blokach? To chyba niemożliwe żeby w obrębie jednego kraju
    występowały tak ogromne kontrasty w zamożności lekarzy.
  • aron2004 24.02.07, 17:59
    agawamala napisała:

    > Ponadto lekarz ma
    > większą odpowiedzialność niz przedstawiciel jakiejkolwiek innej profesji.

    Bzdura.
    Większą odpowiedzialność niż lekarz ma np. kierowca autobusu.
  • agawamala 24.02.07, 18:42
    Aronie, przyjmij do wiadomości, że 99,99% polskiej populacji to ludzie, którzy
    nie pracuja dla idei. W tym także lekarze. Jesli za dużą odpowiedzialność i
    wiedzę proponuje im się zycie na poziomie minimum biologicznego, domawia prawa
    do godnego zycia to niebawem po prostu nie będzie lekarzy.
    Część wyjedzie, część się przekwalifikuje, część będzie pracować prywanie
    biorąc za wizytę u chorego dziecka 250 PLN - i to w dzień. Nie będzie
    pieniążków- nie będzie leczenia.
    A zmusic nikgo do niczego się nie da. W żaden sposób, ani kamaszami, ani groźbą
    więzienia. Żyjemy w kraju będącym członkiem UE i podpadającym pod unijne prawo.
    Jakiekolwiek działania wymierzone przeciwko lekarzom de facto będą wymierzone
    przeciwko pacjentom. O to chodzi?
  • masonic 26.02.07, 14:36
    odpowiadajacych na posty arona.
    czytam i nadziwic sie nie moge, inteligentni ludzie odpowiadaja na posty
    przyglupa (albo jakiegos nastolatka, ktory udaje przyglupa).
    Perwersja intelektualna albo nadmiar wolnego czasu.

  • zizi3 26.02.07, 21:34
    Mnie to bawi. Nie ma to jak po ciężkim dni pracy poczytać arona. I jak się
    wgłębić w jego teksty , to widać pewien postęp w jego myśleniu. Czasem napisze
    jeszcze o Grecji, terenówach ale już nie każe nam pracowć po 24h / dobę
    codziennie. Edukacja ludu jest zadaniem elit.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka