Dodaj do ulubionych

Nauczycielka u lekarza.

IP: 155.37.231.* 19.09.03, 14:06
Czy nie zauwazyliscie ze nauczyciele to grupa zawodowa z ktora lekazowi najgorzej
pracowac , a nauczycielka matka z dzieckiem u lekarza to istna paranoja.
Obserwuj wątek
    • Gość: ZS8 Re: Nauczycielka u lekarza. IP: *.lubin.dialog.net.pl 19.09.03, 19:24
      Jeśli Cię dobrze rozumię (a język masz ciężki, chyba równie jak umysł), to
      chodzi Ci o to, że lekarz jest OK a nauczuciel BE. Tylko kto wziął udział w
      kształceniu Cię na lekarza? Podwórkowy szaman czy zielone ludziki? Dzięki komu
      zdałeś maturę przez co przyjęli Cię an studia? Kto nauczył Cię leczyć?
      • lekarzyna do ZS8 06.10.03, 22:49
        Gość portalu: ZS8 napisał(a):

        > Jeśli Cię dobrze rozumię (a język masz ciężki, chyba równie jak umysł), to
        > chodzi Ci o to, że lekarz jest OK a nauczuciel BE. Tylko kto wziął udział w
        > kształceniu Cię na lekarza? Podwórkowy szaman czy zielone ludziki? Dzięki
        komu
        > zdałeś maturę przez co przyjęli Cię an studia? Kto nauczył Cię leczyć?

        Sluchaj, nie przesadzaj. Moich nauczycieli mialem dennych i zeby nie
        korepetycje za ktore moi rodzice ciezko placili to nic by nie bylo ze mnie.
        Tylko nie nazywaj korepetytorow 'nauczycielami. Poza tym kazdy wie ze na studia
        nauczycielskie ida najtepsi ludzie. Nie ma sie co obrazac. Tak bylo i tak
        bedzie. Ty natomiast mzoesz wiac z zawodu tak jak uczynilem JA. Nie widzialem
        wiekszej zgrai sadystow, nieukow, gadaczy, palaczy, alkoholikow, maniakow
        seksualnych niz w pokoju nauczycielskim. Widzisz, ja ten zawod znam od
        podszewki w brudnych majtkach i taki on jest. Iluz to nauczycieli pozenilo sie
        z uczennicami??? A byly i romanse miedzy nauczycielami i uczniami klasy
        maturalnej tak ze wywalono nauczycielke....
        banda i tyle.
    • sanis Gość ZS8: to nie o to chodzi. 21.09.03, 20:58
      Zasada jedna: Każdy rządzi na własnym "podwórku". A według twojego toku
      myslenia to nauczyciel jest takze zależny od lekarza (nie tylko lekarz od
      nauczyciela). W końcu wszyscy chorujemy i musimy sie przecież leczyć.
      Nie mozemy przecież rozpatrywac co kto komu i za co ma być wdzieczny.
      Lekarz ma pole do popisu w szpitalu czy przychodni a nauczyciel w szkole.
      Nikt nikomu nie powinien wchodzic w drogę.
      • uasiczka Re: Gość ZS8: to nie o to chodzi. 23.09.03, 14:12
        a wiecie jakie beznadziejne w opiece i nauczaniu są dzieci lekarzy???
        miałam kiedyś na kolonii pod opieką dziewczynkę - córkę lakarza - łaziła i
        wmawaiał wszystkim dzieciakom, że rozpoznała u nich raka mózgu - wie bo jej
        tata jest lekarzem - i leczyła ich witaminą c, którą w zastraszających
        ilościach przywiozła z domu!!! - cholery można dostać
        aha - tata-lekarz zbył to śmiechem - że taka zdolna i tez pewnie lekarzem
        zostanie (i będzie raka mózgu witaminą leczyć - dopisek mój)
        --
        No i co? No i pstro! Nikt się nikomu sie dziwi!
          • Gość: dolores12 głos nauczczyciela IP: *.lublin.pl / *.lublin.pl 25.09.03, 12:25
            Ja jestem nauczycielka ale w rodzinie i wsrod przyjaciol mam wielu lekarzy
            (sama o maly wlos nie zostalam lekarzem) i chyba wiem o co chodzi z ta
            niechecia do pedagogow. Po prostu wiekszosc lekarzy toleruje tylko pacjentow,
            ktorzy bez mrugniecia okiem przyjmuja zalecenia i, przede wszystkim nie zadaja
            wielu pytan (a co za tym idzie, nie zajmuja doktorowi czasu). Tak jest, panowie
            lekarze, latwiej jest leczyc osoby slabo wyksztalcone i takie ktore nie bardzo
            wiedza co sie z nimi dzieje, niz cierpliwie tlumaczyc i dyskutowac z koms
            oswieconym.
            • Gość: feline Re: głos nauczczyciela IP: *.dial.proxad.net 25.09.03, 13:10
              Wielce szanowna pani nauczycielko! prosze mi wierzyc, ze jest wrecz odwrotnie:
              latwiej i "przyjemniej" jest miec do czynienia z pacjentem wiedzacym "o co
              chodzi", doinformowanym, nie otumanionym jakimis pseudomedycznymi "nowinkami"
              od ktorych az sie roi w narodzie (wystarczy zajrzec do "thezaurusika". Inna
              sprawa jest permanentny brak czasu lekarza na to by moc spokojnie porozmawiac z
              pacjentem, wytlumaczyc (czasami po raz "enty" to samo). Co do tego, ze
              nauczyciele az nazbyt czesto wola dla siebie role "pouczajacych" niz pouczanych
              chyba zgodzi sie ze mna wiekszosc forumowych kolegow ( i nie tylko).
            • Gość: Doki Re: głos nauczczyciela IP: *.246-200-80.adsl-fix.skynet.be 26.09.03, 09:24
              Po prostu wiekszosc lekarzy toleruje tylko pacjentow,
              > ktorzy bez mrugniecia okiem przyjmuja zalecenia i, przede wszystkim nie zadaja
              > wielu pytan (a co za tym idzie, nie zajmuja doktorowi czasu).

              Bynajmniej. Nauczycielkom (wiem, znowu generalizacja) istotnie czasem trzeba sie
              sporo natlumaczyc, bo wydaje sie, jakby mialy w mozgu jakies blokady. W dodatku
              chyba czesciej zglaszaja sie ze skargami, ktore w koncu podciaga sie pod
              "psychosomatyczne", a te sa frustrujace i dla pacjenta, i dla lekarza.

              Osobiscie nie wiem, czy lepiej jest leczyc osoby slabo, czy dobrze wyksztalcone.
              W rozmowie z wysoko wyksztalconymi nie musze zwracac takiej uwagi na jezyk (bo
              dyplom uniwersytecki u pacjenta pozwala wierzyc, ze pacjent rozumie zdania
              podrzednie zlozone i potrafi wnioskowac, a takze ma wystarczajacy zasob slow, by
              mnie zrozumiec bez potrzeby definiowania kazdego terminu). Z drugiej strony od
              osob prostych latwiej spodziewac sie zdrowego rozsadku i tego minimum szacunku i
              wdziecznosci, ktore sprawiaja, ze w ogole chce sie pracowac.
              Jedno jest pewne: nauczyciele (moze z wyjatkiem akademickich) generalnie nie
              naleza do osob wybitnie wysoko wyksztalconych, niestety.
            • lekarzyna Re: głos nauczy_cielaka mnie smieszy 06.10.03, 22:43
              sluchaj, nie ma co prostowac prostego drutu. Lekarze to intelektualisci a
              nauczyciele to nedzarze tak an ogol. Co ja zrobie, ze komus sie nie chcialo
              studiowac np medycyny a wybral np biblitekoznawstwo i uczy wiedzy o Polsce?
              Albo pedagogike... daj spokoj. Tak jest jak jest i wszyscy wiedza a ze
              pracujesz w szmatlawym zawodzie to lap za ksiazki i zmieniaj zawod.
                  • lekarzyna Re: Do lekarzyny 07.10.03, 21:26
                    Gość portalu: dolores12 napisał(a):

                    > Chyba piszesz z wlasnego doswiadczenia. Twoi nauczyciele chyba rzeczywiscie
                    > mineli sie z powolaniem, sadzac po twoim poziomie kultury tudziez
                    > intelektualnym. Kazdy twoj kolejny post na tym forum tylko to potwierdza.

                    Tak, akurat. Argumentum ad personam... stara metoda ale nie na mnie. Ja sie
                    ciebie nie czepiam ale mowie ze 'nauczyciele to dobile' i mowielm to
                    wielokrotnie. Dajesz mi okazje do tej przyjemnosci jeszcze raz. Napisz co to
                    jest za syndrom 'nauczycielskie dziecko'....albo jak dyro kaze zmienic oceny...
                    ...albo jak ksiadz kaze sie modlic o przyszlosc dziecka...ty mi tu ciemnoty nie
                    wciskaj o nauczycielach i robotnicach na traktorach.

                    Widzialem wlasnie wczoraj w ksiegarni ksiazke: teacher's child. Dobre. To jest
                    problem MIEDZYNARODOWY.
              • lekarzyna Re: głos nauczczyciela 07.10.03, 21:27
                nie, nie tylko, ale wlasciwie z kazdym lekarzem mozna sie dogadac ale wlasciwie
                z wiekszoscia nauczycieli lepiej sie nie spotykac. Nie chce zanudzac kawalkami
                na temat z USA. To samo dranstwo.
        • lekarzyna Re: Gość ZS8: to nie o to chodzi. 30.09.03, 16:12
          uasiczka:

          moze ci sie to wyda smieszne ale dawka 300mg witaminy C dziennie jest dawka
          wysoce niewystarczajaca, ot tak na poziomie obozu pracy. Linus Pauling, jej
          odkrywca ktory dozyl sedziwego wieku, bral dziennie cos ok 9000mg. Gdybys ty
          brala np. 5000 to moze bys zauwazyla jakies zmiany u siebie na lepsze? Jezeli
          chodzi o raka, to tatus tej dziewczynki byl bardzo interesujacym i progresywnym
          lekarzem a coreczka po prostu rzucila perly pod wieprze. Na pewno lepiej by
          bylo dla twojej historii gdyby tatus lekarz rzucil sie na ciebie z siekiera no
          ale taki happy end rzadko sie zdarza.








          > a wiecie jakie beznadziejne w opiece i nauczaniu są dzieci lekarzy???
          > miałam kiedyś na kolonii pod opieką dziewczynkę - córkę lakarza - łaziła i
          > wmawaiał wszystkim dzieciakom, że rozpoznała u nich raka mózgu - wie bo jej
          > tata jest lekarzem - i leczyła ich witaminą c, którą w zastraszających
          > ilościach przywiozła z domu!!! - cholery można dostać
          > aha - tata-lekarz zbył to śmiechem - że taka zdolna i tez pewnie lekarzem
          > zostanie (i będzie raka mózgu witaminą leczyć - dopisek mój)
    • Gość: lek.med Re: Nauczycielka u lekarza. IP: *.chello.pl 26.09.03, 10:49
      Oj ciężko, ciężko. Nauczyciel zawsze wszystko wie najlepiej! Dyskutuje, poucza,
      narzuca własne zdanie. Z nauczycielami miewam do czynienia na wywiadówkach (
      siedzę cicho, bo nauczyłam się, że z ta grupą zawodową lepiej nie dyskutować),
      syn dobrze się uczy więc oni raczej mnie sie nie czepiają. Czasem przesłyłaja
      nam ( mnie lub mężowi - też lekarzowi), przez syna karteczki o powtórzenie
      leków. Jeśli to leki w miare neutralne lub widzę, że stosowane "przewlekle", to
      zwykle ide im na ręke, żeby nie było problemu
      Bo problem z nauczycielami miałam tylko raz. Kiedy syn był mały wyjechałam na
      kolonie jako lekarz. Kadra to oczywiście nauczyciele. Już pierwszego dnia
      zaproponowali "drinka na dzień dobry". Odmówiłam, więc pili we własnym sosie!
      Najwięcej roboty miałam nie z dziećmi a z leczeniem kaca u wychowawców-
      pedagogów!
      Pozdrawiam!
    • lekarzyna tak jest 30.09.03, 00:15
      Nauczyciele maja w sobie wyrobione poczucie wyzszosci nieomal boskiej na skutek
      wladzy i tego ze system daje im niemal nieograniczone uprawnienia. Sam bylem
      przez przez krotki czas nauczycielem i zwialem z zawodu jak starszy kolega mi o
      tym powiedzial. Wspolczuje wszystkim rodzicom ze musza z tymi debilami
      koegzystowac. Zawsze byly te niezdrowe preferencje 'a bo to jest nauczycielskie
      dziecko'. Oczywiscie fakt ze sa to ludzie na ogol ubodzy materialnie (i
      umyslowo) nie ulatwia komunikacji. Wszystkim nauczycielom polecam zrobic to co
      uczynilem ja: wiac z zawodu gdzie pieprz rosnie i przekwalifikowac sie na cos
      bardziej produkcyjnego. Inaczej oczekuje was powolne zdychanie na datkach
      panstwowych i raz na rok wiadro kwiatow na dzien nauczyciela. Dotyczy to
      rowniez nauczycieli akademickich.

      PS Po ostatniej wizycie w Polsce zauwazylem ze prawie wszyscy moi wrogowie
      sprzed lat albo umarli albo po prostu nie istnieja. Niestety, tylko niewielu
      fajnych ludzi z przeszlosci pozostaje przy zyciu i na takich sobie
      stanowiskach. Wszyscy natomiast nie wygladaja za dobrze, czyli ze stara prawda
      ze najlepsza zemsta to 'get rich and outlive' spelnia sie w calej krasie czego
      i wam nie po chrzescijansku zycze. Szczegolnie w nadchodzacym kryzysie.
    • Gość: ania Re: Nauczycielka u lekarza. IP: *.240.81.adsl.skynet.be 07.10.03, 19:08
      Dlaczego czepiacie sie co niektorzy nauczycieli?Jestem w tym zawodzie z
      powolania i nie uwazam,zebym wykonywala cos"gorszego"?Mialam klopoty ze
      zdrowiem,ale staralam sie odwiedzac gabinety prywatne,bo wykorzystalam wtedy
      swoj czas nalezny pacjentowi.To chyba normalne,ze chce sie dowiedziec co mi
      dolega i jak odzyskac zdrowie.Osobiscie trafialam na "dobra relacje nauczyciel-
      lekarz",ale wiem od kolezanek jacy potrafia byc nieprzyjemni.Oba zawody
      wymagaja nauki i doswiadzczenia,i oba sluza spoleczenstwu wiec nie trzeba
      rywalizowac,ale cierpliwie wysluchac i wyjasnic.I nie ma tu znaczenia,ze
      nauczyciel czy lekarz,bo czasy kiedy nas doceniano i szanowano minely.A
      przekwalifikowac sie?NA KOGO?A kto bedzie uczyl i leczyl?wsrod mlodziezy malo
      chetnych!
    • Gość: Andrzej Re: Nauczycielka u lekarza. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 09:42
      Ja tylko powiem o swoich doświadczeniach na oddziale ginekologii - i nawet
      położne to potwierdzają - najgorsze do prowadzenia porodów są nauczycielki!
      nikt z was nie chciałby wysłuchiwać co one są w stanie powiedzieć i zrobić! Są
      niebezpieczne dla własnych dzieci. Śmiejemy się nawet, że kiedy kobiety
      stwarzają problemy i wszystkich pouczają to muszą być nauczycielki.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka