• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Kim bylam ja a kim jest ona? Dodaj do ulubionych

  • 09.02.10, 15:40
    Kochanka...bylam krotko.Oboje nie potrafilismy zyc w klamstwie i
    szybko podjelismy decyzje o zakonczeniu naszych poprzednich
    zwiazkow.Ja mialam duzo latwiej. Nic nie laczylo mnie w urzedzie z
    moim bylym facetem.On jak twierdzil tkwil od 15lat w nieudanym
    malzenstwie,ktore zostalo zawarte z powodu ciazy zony.Kilkakrotnie
    dokumenty rozwodowe poniewieraly sie na stoliku adwokata przez te 15
    lat i ciagle je anulowal z powodu corki.Tym razem mialo byc zupelnie
    inaczej...

    Nidgy nie podejrzewalabym,ze spojrze na zonatego faceta.Przez caly
    rok stawal na glowie,zebym sie z nim spotkala.Bylam ciagle
    obojetna,ale tylko z pozoru.Zakladalam maske przez rok czasu na
    twarz i udawalam,ze nic do niego nie czuje.Nie poddawal sie.Walczyl
    o mnie tak wytrwale, a ja nie jestem z kamienia.Moje serce wzielo
    gore nad rozumem...

    Tak bardzo go kocham i nie potrafie przestac nawet teraz.
    Pierwszy raz poczulam co to szczescie.Wierzylismy oboje, ze
    trafilismy na siebie jak malo kto.Byl to bardzo burzliwy, trudny ale
    i najszczesliwszy rok w zyciu obojga...Skonczyl sie jednak.Zakochani
    bez pamieci,glodni kazdej minuty,ktora ciagnela sie jak zmora gdy
    nie bylismy razem. Nierozlaczni,przeszczesliwi,znoszacy z
    cierpliwoscia zawisc innych o to wielkie plomienne uczucie.Wspolne
    plany i wspolne zycie. Mieszkanie razem,wspolna praca,kluczyki do
    nowego apartamentu juz w kieszonce...
    Nie sa to spostrzezenia zakochanej mianiaczki.Slyszalam od tylu
    ludzi,ze widac,ze my dwoje to pelnia szczescia i oddania.Tyle kobiet
    mi mowilo "jakby tak moj byl w polowie taki jak Twoj..."Razem
    siegalismy nieba.Brakowalo nam tylko dzidzisia ktorego tak bardzo
    oboje pragnelismy pierwszy raz w zyciu...

    To boli mnie jeszcze bardziej. To nie byla wpadka,ale swiadoma
    decyzja wynikajaca z pragnienia obydwojga.Tylko jak to mozliwe,ze
    dojrzaly czlowiek podejmuje najwazniejsza decyzje w swoim zyciu (bo
    decyzja o dziecku jest wlasnie najwazniejsza),a po miesiacu
    przychodzi do mnie i mowi,ze sie jednak pomylil???
    Nagle poczul,ze powinien wracac do bylej zony i 15letniej corki,bo
    czesc jego serca zostala przy nich i uswiadomil sobie to bedac ze
    mna.Otworzylam mu oczy jak twierdzi,bo przekanal sie,ze jesli ze mna
    zostanie to nigdy nie bedzie w stanie dac IM tego,co powinien i na
    co zasluguja.Nagle przestal mnie kochac...

    To, co czuje do zony nie nazywa miloscia do kobiety,ale braterska
    miloscia.Potrzeba opieki nad nia z powodu przywiazania.

    To byl 6sty tydzien mojej ciazy. Nie myslalam co dalej z
    dzieckiem.Zalamalam sie.W kilka dni spadlam z 53 kg do 47.To dla
    mnie prawdziwy dramat.Nie moglam w to uwierzyc i ciagle nie wierze.
    Zaniedbalam sie.Nie jadlam.Mdlalam.Na poczatku 7dmego tc.
    zdecydowalam sie na powrot do Polski,aborcje w kraju ktorym mieszkam
    i calkowite odciecie sie od dotychczasowego zycia.
    Kilka dni potem poronilam.
    Nie moge wybaczyc jemu i sobie,ze do tego
    doszlo.Powolalismy na swiat te istotke swiadomie i z milosci.Po czym
    stwierdzil,ze to pomylka i lepiej jak sie nie narodzi,bo tylko w
    taki sposob damy rade rozlaczyc sie na zawsze.
    Nie weszlam w jego rodzine i zycie ale on w moje tak.Zwyczajnie je
    zdeptal.Nie potrafie zrozumiec jego decyzji po wszystkich slowach i
    dowodach ktore poczynil w stosunku do swojej zony.Wiem kim jest dla
    niego.Tego nie potrafilby zagrac.Wiem,ze nie bedzie sie potrafil do
    niej zblizyc.Wiem,ze ona tez ma prawo byc kochana i pozadana a przy
    nim nigdy nie bedzie.
    Nie jestem pewna czy wroci czy po prostu zostanie sam,choc
    twierdzi,ze wroci,bym go znienawidzila...
    Nie wie o poronieniu.
    Nie zasluguje by wiedziec.
    Wyjezdzam bez slowa.
    Niech wraca skad przyszedl.
    Zaawansowany formularz
    • 09.02.10, 17:17
      niesamowite sad((bardzo wspólczuję..bedzie dobrze napewno ..musi
      być smile
      "Wystarczy tak mało, niedostrzegalny powiew wiatru, by sprawy lekko
      się przesunęły i to, za co jeszcze przed chwilą człowiek gotów był
      oddać życie, nagle ukazuje się jako pozbawiony treści bezsens".
      • 10.02.10, 08:52
        rzeczywiście smutne to bardzo.zyczę Ci żebyś jeszcze była
        szczęśliwa. to kolejny dowód na to, ze chłopy nie są normalni
        • 20.04.10, 11:19
          dziewczyny, dlaczego umawiacie sie z zonatymi? oni przezywali z
          zonami takie same chwile uniesienia i te chwile sie kiedys skonczyly
          tak samo jak sie z wami skoncza. bardzo mi ciebie szkoda ale sama
          jestes sobie winna. kazda mysli, ze zona to zolza, ale z nia bylo
          kiedys tak samo i te chlopy tylko za tymi chwilami tesknia,
          zakochanie nie trwa wiecznie, to sie naprawde konczy.
    • 10.02.10, 09:25
      współczuję i sama powinnam wyciągnąć z tego wnioski. Czytam Twoją historię jak
      bym widziała własne życie. Tylko, że u mnie jego córka ma 25 lat i wynajęła
      detektywa, który sprawdził gdzie mieszkam, czym jeżdżę, gdzie robię zakupy itp.
      Mój facet też pragnął mieć ze mną dziecko. Ja nie chciałam jeszcze i to była
      najrozsądniejsza decyzja. dzisiaj byłabym sama z dzieckiem.
      Pomimo tego, że niby nie potrafił żyć beze mnie to jednak wybrał rodzinkę. Ale
      za każdym razem jak go wyrzucałam to wracał: wystawał pod oknem po parę godzin w
      deszczu, siedział w aucie po parę godzin pod moimi oknami, jeździł za mną
      wszędzie, śledził mnie - nie pozwolił mi odejść. A ja za każdym razem go
      przyjmowałam. Tak bardzo go kochałam, jak nigdy nikogo wcześniej. Wczoraj
      zrobiłam z tym porządek. Może będę cierpieć, rany będą się długo goić - ale już
      wiem że lepiej być samej niż tkwić w czymś takim.
    • 10.02.10, 18:18
      Przyszedl tu dzisiaj po swoje rzeczy.
      Serce pekalo mi jak wynosil z domu kazda rzecz,ktora miala dla mnie
      tak wielkie znaczenia.Kazdy drobiazg,z ktorym wiaze szereg
      cudownych,niezapomnianych wspomnien.
      Bylam twarda.
      Przynajmniej z pozoru.
      Na koniec polozyl na moim lozku oprawiona pusta ksiazke,ktora
      sprawilismy sobie,bo marzyl,by kiedys obrac w slowa te cala cudowna
      historie...
      Oddalam ksiazke mowiac,ze polegam jednak na JEGO talencie
      pisarskim,bo osobiscie zakladalam inny end...
      Przy otwartych juz drzwiach,zalosnie z choinka na reku (ktora tez
      uznalam za JEGO rekwizyt do wyniesienia) wybelkotal pare slow o
      poczuciu odpowiedzialnosci za dziecko i alimentach,ktore ma do
      zaoferowania...
      Polecilam zatrzymac jalmuzne.
      Zamknelam drzwi i dlugo plakalam.
      Boze,jakie to trudne.
      • 10.02.10, 21:06
        Wspolczuje nie mam slow i moge sobie tylko wyobrazic co czujesz-trzymaj sie nie daj sie rozumiesz nie daj.
        • 11.02.10, 06:25
          Poniewaz tak bardzo i szczerze bratersko wspolzyje ze swoja malzonka wyslij jej
          list z prawda o waszej relacji.Mozesz dolaczyc test ciazowy czy wydruj usg jesli
          masz... Nie masz pojecia jak bardzo prawda pomaga w zdrowieniu i zalobie...
          • 11.02.10, 19:05
            to podłe, co proponujeszsad i wstrętne. Trafiła na palanta i tyle, co do tego ma jego zona?
            • 11.02.10, 19:46
              Podle? A niby dlaczego? Taka jest prawda i tyle.Podle to to co ten facus
              porabia. Ale jak tak postepuje to niech z duma sie tym obnosi.
              A pani zona tez ma prawo wiedziec z kim zyje. Co z ta wiedza zrobi to tylko jej
              sprawa, ale powinna wiedziec. Ja na jej miejscu chcialabym wiedziec.
              • 18.02.10, 07:43
                z tego co sie zorientowałam, to nie zawsze żona chce wiedziec,
                tymbardziej od kochanki, ktora została porzucona na rzecz rodziny
                • 18.02.10, 17:50
                  aneta-skarpeta napisała:

                  > z tego co sie zorientowałam, to nie zawsze żona chce wiedziec,
                  > tymbardziej od kochanki, ktora została porzucona na rzecz rodziny

                  Ja tu radze akurat kochance i zony chcenie niezbyt mnie obchodzi. Rownie dobrze
                  zona moze nie chciec wiedziec, ze jej maz zabawia sie z jej corka- o takich
                  przypadkach ostatnio wiele razy pisano w gazetach.
                  Uwazam ze w przytoczonej tutaj sytuacji wyznanie prawdy i wystawienie jej na
                  swiatlo dzienne pozwoli bylej kochance otrzasnac sie z dupka, zas ow dupek
                  powinien miec swiadomosc ze nie bedzie kryty przez kobiete, ktora unieszczesliwil.
                  Zona jak najbardziej powinna byc wdzieczna, jak sie dowie o prawdzie, bo wtedy
                  bedzie miala szanse byc uwazniejsza np zeby zadnego syfa od malzonka
                  niezalapac...to moze czasem nawet uratowac zycie...
                  • 22.02.10, 11:56
                    ja tez wolałabym znac prawde, ale w sumie nie wiadomo jak jest w
                    danym malzenstwie

                    jesli mąż przyznał sie do zdrady i postanowili ratowac małzenstwo, a
                    zona wie o ekscesach męża to info od kochanki jest całkowicie zbedne
                    i niepotrzebne


                    a prawda jest taka, ze kochanka mówi żonie nie dla JEJ dobra, tylko
                    dla WłASNEGO ( bo chce cos tym ugrac)

                    jakby jej tak strasznie zależało na swiadomości żony to by
                    zadzwoniła do niej na samym poczatku

                    mało tego, w obawie o zagrozenie życia żony kochanka nie
                    nawiązywałaby romansuwink
          • 22.02.10, 23:52
            popieram, ale myślę, że lepsze byłoby spotkanie się z nią w 4 oczy.
            --
            ...bo wszystko to iluzją jest i magią...
      • 11.02.10, 10:48
        Będzie dobrze …kawał z niego gnoja sad(…ale jesteś twarda podziwiam
        cię smile dasz radę nie każdego stać na takie zamkniecie spraw .. ja
        wyrzuciła bym mu te wszystkie rzeczy przez okno i zakazała wchodzić
        ….wypłacz wykrzycz się to dobrze robi …odpocznij i zacznij planować
        nowe jutro które będzie wspaniałe i już bez bólu smile)
        Milan Kundera „Myślicie, że przeszłość, ponieważ już się stała, jest
        ukończona i niezmieniona? Ależ nie, jej odzienie uszyte jest z
        mieniącej się tafty i za każdym razem, gdy się na nią obejrzymy,
        widzimy ją w innych kolorach”.

      • 11.02.10, 19:07
        Szczerze?
        Zaintrygowała mnie twoja historia, mianowicie twoja naiwność. Niema
        co teraz płakać nad rozlanym mlekiem.Może najpierw było poczekać aż
        chłop się rozwiedzie, a dopiero potem pakować się w dziecko.Ile jest
        małżeństw z prawdziwej młości, które po kilku latach małżeństwa
        decydują się na dziecko. Widocznie mu się już znudziłaś. Smutna
        prawda. Tym sposobem mamy tyle w kraju samotnych matek. Swoim
        postępowaniem pokazał że to nie ty jesteś najważniejsza w jego
        życiu. 15 lat nieudanego małżeństwa, który facet tak nie mówi?Facet
        jak bzyka to nie myśli, od tego jest kobietasmileSorry, ale czy ty
        użalałaś się nad jego rodziną?
        • 14.02.10, 12:34
          no niestety, ale też tak myślę - zbierasz, co sama zasiałaś
          • 16.02.10, 12:59
            Przykre jest to co Cię spotkalo ,ale... Podobna sytuacja spotkala
            jego żonę - została sama z dzieckiem i z przysięgą małżeńską ,ktorą
            on mial za nic.
            Facet zachował sie podle w stosunku do Was obu.
            Jestem pod wrażeniem Twojej klasy -pokazałaś ,że jesteś niesamowitą
            kobietą.
            Powodzenia!
            • 19.02.10, 19:05
              No cóż ,może nastepnym razem nie będziesz interesowała się żonatym - bez wzgledu
              co mówi...Kobieta z klasą?Jestem innego zdania - z klasą by była ,żeby nie
              próbowała zabierać dziecku ojca.A potem = czego się spodziewałaś? Że jesteś z
              innej gliny? Otrzymałś dokładnie to , na co zasłuzylaś.Inyeresuj się wolnymi , a
              nie bedziesz miała problemu.
              • 20.02.10, 10:27
                sarna72 napisała:

                > No cóż ,może nastepnym razem nie będziesz interesowała się żonatym - bez wzgled
                > u
                > co mówi...Kobieta z klasą?Jestem innego zdania - z klasą by była ,żeby nie
                > próbowała zabierać dziecku ojca.


                Kurczę....kobiety !! plisssssssssss...ojciec to nie lizak którego można zabrać... uncertain

                A potem = czego się spodziewałaś? Że jesteś z
                > innej gliny? Otrzymałś dokładnie to , na co zasłuzylaś.Inyeresuj się wolnymi ,
                > a
                > nie bedziesz miała problemu.


                A na to, to mi już szkoda siły. Następna nieomylna. Równie dobrze mogłabym napisać...następnym razem lepiej wybieraj męża...pasuje ?




                --
                "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
                On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

                shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
              • 23.02.10, 00:02
                masz klapki na oczach i powtarzasz tylko mąż, żonaty, cudzy. Masakra. Nie
                widzisz, że ona padła ofiarą perfidnego typa? Trochę współczucia kobieto!!!
                Postaw się w jej sytuacji. Kobieta jest dzielna, że jest w stanie jeszcze
                funkcjonować z ciężarem tego co się wydarzyło. Wstydzę się za Ciebie, że możesz
                jej jeszcze tak dogryzać!
                --
                ...bo wszystko to iluzją jest i magią...
    • 20.02.10, 21:19
      Oczywiście jestem w stanie zrozumieć krytykę rozżalonych,porzuconych
      żon...
      Nigdy nie przypuszczałabym,że spojrzę właśnie na żonatego,ale wierzę
      zwyczajnie w miłość i w to,że człowiek,który kocha nigdy nie
      przenosi uczuć na inną osobę.Pokochać można tylko wtedy,gdy jest się
      wolnym od tego uczucia.Jaki więc sens ma dla Was trzymanie przy
      sobie męża czy partnera,ktory kocha inną?
      Jaki sens ma tkwienie w małżeństwie,które jest fikcja,stosem
      dokumentów i kiedyś wypowiedzianą przysięga z racji niechcianej
      ciąży?
      Co do zabieranie ojca dziecku to rozwód z żoną nie oznacza rozwodu z
      dzieckiem,zwłaszcza w tym wieku,kiedy zaczyna powoli obierać własną
      drogę życia,a ojciec (przynajmniej ten ojciec) jest obecny w jej
      życiu jak wcześniej...
      • 20.02.10, 21:32
        A co do mojej historii...Sprawy obrały innego obrotu.
        Jestem juz w PL, w bezpiecznym domku moich rodziców.
        W dzień wyjazdu błagał o spotkanie.Uległam.Wyjaśnił motywy swojego
        zachowania.
        Nie mogłam w to uwierzyć jak pisałam wcześniej,że tak z dnia na
        dzień można przestać kogoś kochać.Miałam racje.
        Nie wrócił do żony i nie zrobi tego (to akurat są informacje
        prawdziwe i potwierdzone od innych).Chodziło o miłość
        rodzicielską.Błaga mnie o czas dla jego córki.Jest z nią
        ciągle,prosi,rozmawia,tłumaczy,robi wszystko,żeby zaakceptowała
        sytuację.Żeby zrozumiała,że bez jednej z nas nigdy nie będzie
        szczęśliwy,że nie może wybierać między nami dwoma.
        W przyszłym tygodniu zamierzam powiedzieć,że straciłam dziecko.
        Wierzy,że wrócę ale ja raczej nie będę już umiała z nim być. Nie
        dlatego,że zrobił krzywdę mnie,ale dlatego,że z jego zachowania
        wynika jakby pozostawił 15letniej dziewczynce decyzję o tym czy moje
        dziecko zasługuje na to,żeby mieć ojca...
        To takie niesprawiedliwe,czeka aż ona mu powie : jedż tato!
        Twierdzi,że to jedyna droga,żeby zaakceptowała,a ja zadaje sobie
        pytanie co będzie jeżeli tego nie zrobi?
        Co będzie gdy nie zechce "podzielić" tatusia z drugim jego dzieckiem?
        Czuję,że to,co robi jest niesprawiedliwe wobec dziecka,które nosiłam
        w sobie...
        • 20.02.10, 22:12
          Pozwolił Ci cierpiec! Był zimny, obojetny, obcy.Odepchnął Cię. To
          Odrzucił wasze dziecko.Jedyne na co sie zdobyl to propozycja
          finansowa.Czlowiek ktory kocha, oslania, jest opiekunczy, predzej
          sobie ręke odgryzie niz zrani. A zranił Cie okrutnie.
          Twoja postawa,brak histerii, godność przyciaga go znowu.

          Na barki 15-latki chce zlozyc ciężar decyzji. Wystarczyloby tylko
          zapewnienie, ze bedzie blisko i zostanie zawsze wazna dla niego.
          Dziecko dajac mu blogoslawienstwo bedzie nielojalne wobec matki.
          Osioł.

          Chcesz jeszcze wiele razy umierac w ten sposob? Twoje zachowanie
          bylo bardzo OK. Mysle, ze dało Ci siłę. Zacznij z nim rozmawiac,
          pozwol tlumaczyc a ...staniesz sie kłębkiem nerwow, wyczekującym
          ochlapow.

          Mozna zapomniec. Ale tylko wtedy, kiedy poprosisz, zeby sie nie
          kontaktowal.Jak juz nie bedziesz czekala.On ciągle mysli, ze jestes
          w ciązy i jeszcze go nie ma przy Tobie? Odważyłabys sie na nastepne
          z nim?Jest nic nie wartym draniem.
          Uśmiechnij sie, pomyśl o jego zonie i ciesz się, że tak łatwo mozesz
          się go pozbyc, a ona musi z nim byc.

          Jestes bezpieczna, u rodzicow,czerp z tego milosc i cieplo.Trzymaj
          się, z kazdym dniem będzie lepiej. nie dawajmy szansy ludziom,
          ktorzy zawodza.
      • 22.02.10, 09:18
        Porzuconą żoną nie jestem i nigdy nie byłam.Szukasz miłości, to
        powiedz mężowi że był pomyłką. A nie zachowywać się jak tchórzliwa
        dupodajka.Powiedz mężowi o dawaniu na boku. Bo dla ciebie to jest
        bardzo wygodna sytuacja. Myślę że ona zasługuje na prawdę.
        • 22.02.10, 10:03
          > powiedz mężowi że był pomyłką. A nie zachowywać się jak tchórzliwa
          > dupodajka.Powiedz mężowi o dawaniu na boku.

          Właściwie to nie jestem pewna czy Twój post miał się znależć tutaj
          czy może kliknęłaś coś przez pomyłkę.
          Mam te wątpliwości, ponieważ gdybyś przeczytała mój wątek ze
          zrozumieniem wiedziałabyś,że Twój post nie ma z moim wątkiem zbyt
          wiele wspólnego.Jeżeli są nieścisłości to wyjaśniam,że ja nie mam
          męża.

          > bardzo wygodna sytuacja. Myślę że ona zasługuje na prawdę.

          Człowiek z którym się związłam jak zresztą już napisałam wyżej od
          początku naszej historii nie ukrywał przed swoją żoną niczego
          właśnie po to, by nikogo nie oszukiwać,bo niemiałoby to dla nikogo
          sensu...
          A co do Twojego braku kultury i obelg jakie stosujesz wobec mnie to
          jestem w stanie Cię wytłumaczyć faktem,że jeszcze się nie
          przekonałaś,że to,co niesie nam życie nie zawsze idzie w parze z
          naszymi wyobrażeniami o życiu.
          Ja już to wiem...
          • 22.02.10, 11:44
            Sorry, rzeczywiście nie trafił gdzie powinien!
      • 22.02.10, 11:59
        miasara napisała:


        > Jaki sens ma tkwienie w małżeństwie,które jest fikcja,stosem
        > dokumentów i kiedyś wypowiedzianą przysięga z racji niechcianej
        > ciąży?

        np sens finansowy, ale powodów moze byc milion np po złości nie dać
        wolności facetowi
        • 22.02.10, 12:11
          Napewno różne są przyczyny. Niechciana ciąża, też się zdarza,
          dlatego myślę, że facet ma móżdżek po to żeby nim myśleć też w
          łóżku.Zależy też, na jaką kobietę trafi, bo wiadomo nie od dziś że
          są takie, które łapią na dziecko. Dlatego trochę myślący powinien
          zabezpieczać się w każdej sytuacji, żeby nie mógł robić z siebie
          sieroty. Jaki on biedny, bo złapała go na dziecko!
      • 12.09.10, 16:40
        ja spoglądam na to z dwóch stron. kiedyś też miałam romans z żonatym mężczyzną. wszystko też było wspaniałe, choć od początku wiedzieliśmy, że to się kiedys skończy. nie było mamienia mnie, że zostawi rodzinę (miał dwójkę dzieci 3 i 12 lat). ale padły słowa o miłości. jestem przekonana, że wtedy czuł, że mnie kocha (pomimo, ze nie miał zamiaru opuszczać rodziny). okres szaleństwa. chodzenia przytulonym w mieście, gdzie oboje mieliśmy mnóstwo znajomych. jak żona była na wakacjach z dziećmi to mieszkał u mnie. wtedy też ona nie miała dla mnie znaczenia. zrobiłam sobie z niej wroga, choć on tak naprawdę jej nie oczerniał. nie gadał głupot, że małżeństwo to niewypał itd. twierdził, że się wypaliło uczucie, że są ze sobą ze względu na dzieci, zobowiazania. pomimo, że zabrzmi to absurdalnie to układ był dość uczciwy. pomimo, że oboje się zaangażowaliśmy emocjonalnie i uczuciowo to i tak uważam, że ona była w najgorszej sytuacji. nie mogła o tym nie wiedzieć. jednak tkwiła w tym trójkącie. my się rozstaliśmy (ja odeszłam, dłuzej nie mogłam tego ciągnąć, było to ponad moje siły), odchorowałam to bardzo. pomimo, że wiedziałam iż nigdy nie bedziemy razem (teraz wiem, że nie mieli byśmy na to szans z naszymu charakterami) to i tak bardzo się zaangażowałam. długo z tego wychodziłam.
        teraz mam męża, córkę. nie chciałabym być w tej sytuacji. popełniłam wtedy błąd, mam nadzieję, że życie mi się w ten sam sposób nie odwzajemni.
        a co do ciebie to uważam, że zbyt pochopnie podjęłaś decyzję o wspólnym życiu, o urodzeniu dziecka. powinnaś się cieszyć, że tak to się skończyło. dla ciebie i nienarodzonego dziecka.
    • 21.02.10, 11:19
      Przestań myśleć tylko o sobie, wyciągnij wnioski z historii i nie wchodź więcej w bagno. Nie przyczynisz się do nieszczęścia cudzego i swojego.
      • 21.02.10, 13:57
        anwad napisała:

        > Przestań myśleć tylko o sobie, wyciągnij wnioski z historii i nie wchodź więcej
        > w bagno.

        A niby o kim ma myśleć jak nie o sobie ? Może o niżu demograficznym ? wink


        Nie przyczynisz się do nieszczęścia cudzego i swojego.

        Dżizusssss. Naprawdę uważasz, że małżeństwo faceta było happy i nagle zjawiła się ona i unieszczęśliwiła żonę i córkę ??
        I oczywiście wg ciebie jakby nie ona to facet siedziałby przy żonie i delektowaliby się szczęściem ?
        O NAIWNOŚCI...uncertain


        --
        "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
        On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

        shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
        • 21.02.10, 15:50
          Ma myśleć też o tych, których krzywdzi, choćby o piętnastolatce, której odbiera ojca.
          Nie obchodzi mnie jak się dzieje/działo w małżeństwie tego pana. Jej też nie powinno to obchodzić. Kobieta z klasą trzyma się z dala od cudzych związków.
          • 21.02.10, 18:28
            anwad napisała:

            > Ma myśleć też o tych, których krzywdzi, choćby o piętnastolatce, której odbiera
            > ojca.

            POWTARZAM ojciec to nie lizak. Nie da się go zabrać dziecku. A swoją drogą to jak już dojdzie do rozwodu ( pomijam powód) to jakoś część matek potrafi dziecko od ojca odizolować, źle nastawić. I wtedy to jest w porządku uncertain


            > Nie obchodzi mnie jak się dzieje/działo w małżeństwie tego pana. Jej też nie po
            > winno to obchodzić. Kobieta z klasą trzyma się z dala od cudzych związków.

            A to już zupełnie inna historia. Niestety jak świat światem faceci typu gnidy potrafią namotać w życiu kobiety. Są też różne żony ( np. materialistki) jak również bezwzględne kochanki.


            --
            "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
            On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

            shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
          • 18.03.10, 00:01
            Absolutnie sie zgadzam.
            • 18.03.10, 00:02
              z Anwad, oczywiscie.
            • 18.03.10, 09:11
              cat4 napisała:

              > Absolutnie sie zgadzam.

              Gratuluję męża-lizaka big_grin


              --
              "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
              On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

              shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
              • 18.03.10, 21:18
                Meza nie posiadam i nigdy nie posiadalamwink Za mloda na to jestemwink

                Kochanka tez nie bylam i nie wlazlabym w cos takiego swiadomie, bo
                nie jestem glupiawink

                Gratuluje szczesliwego i ulozonego zycia osobistegowink

                Pozdr
                • 19.03.10, 08:15
                  cat4 napisała:

                  > Meza nie posiadam i nigdy nie posiadalamwink Za mloda na to jestemwink

                  Jeszcze go nie masz, a już wiesz, że można go zabrać suspicious Ciekawe czy bierzesz pod uwagę, że ciebie ktoś zabierze i nie ważne od kogo suspicious

                  >
                  > Kochanka tez nie bylam i nie wlazlabym w cos takiego swiadomie, bo
                  > nie jestem glupiawink

                  Piszesz, że nie wlazłabyś, a wcześniej pisałaś, że mąż został zabrany ( nie dosłownie, ale w na to wychodzi) uncertain
                  Ja też nie mam kochanka i nie planuje takowego suspicious

                  >
                  > Gratuluje szczesliwego i ulozonego zycia osobistegowink


                  A dzięki smile Jednak jak go jakaś "ukradnie" to skupię się na nim wink
                  >
                  > Pozdr

                  Ja również smile


                  --
                  "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
                  On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

                  shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
    • 21.02.10, 19:57
      Macie rację dziewczyny mówiąc,że kobiety z klasą trzymają się z
      daleka od żonatych.
      Długo borykałam się z poczuciem winy.Wiem,że popełniłam błąd.
      Przekonały mnie jego argumenty,że mimo,że małżeństwo jest od zawsze
      fikcją to tkwi się w nim, bo żona tego chce,bo po co krzywdzić
      innych i rozstawać się skoro jej to odpowiada i wystarcza mąż
      którego miała do tej pory, bo wcześniej był wolny od uczucia jakim
      jest miłość i lepsze było bycie przy nich niż bezsensowne odejście w
      nicość.
      Teraz przyznaje,że takie małżeństwo to oszukiwanie innych i samego
      siebie,ale twierdzi,że brakuje człowiekowi siły,żeby odejść po tylu
      latach bez skrzydeł miłości do kogoś innego.
      Wiem, to tchórzostwo ale takie ludzkie i zrozumiałe.Moim zdaniem
      baaardzo częste niestety...
    • 24.02.10, 10:50
      Wczoraj dostałam telefon od naszej wspólnej
      przyjaciółki.Tłumaczyła,co się z nim teraz dzieje.Opowiadała,że
      staje na głowie,by doprowadzić do bardzo skomplikowanej w ich
      przypadku z racji finansów separacji.Jest nierozłączny z córką.Mała
      powiedziała,że już rozumie,że jej rodzice nie mogą być razem i że
      mimo to wie,że ma tate...o to właśnie walczył.
      Mówi,że wie,że oboje nie możemy bez siebie żyć,że tylko teraz jak
      się rozdzieliliśmy on będzie mógł doprowadzić sytuację do końca i
      mimo,że nie jest pewny czy ja go zechcę zrobi wszystko,żeby dostać
      jaknaszybciej rozwód,bo warto dla mnie...Za podstawowy błąd uważa
      fakt,że zaczęliśmy żyć ze sobą zanim się rozwiódł i stąd moja
      niepewność,która nas rujnowała,zazdość,poczucie
      zagrożenia,nieporozumienia...i trudno tu nie przyznać racji.
      Twierdzi,że dziś jeszcze jest za wcześnie,że nie ma niczego więcej
      do zaoferowania niż przedtem,że będzie miał odwagę pokazać mi się na
      oczy tylko z dokumentem separacji w kieszeni i pewnością,że nie
      straci córki,by nie popełniać tych samych błędów.

      Codziennie dostaję od niego po kilkanaście smsów.Przyznaję się do
      błędów,wyraża uczucia ale nie odpowiadam.

      Niepotrafię go niekochać.Nie umiem nie wierzyć w niego.Nie wiem co
      będzie.
      Nie chcę po prostu czekać.
      Zapisałam się na kolejne studia,by nie siedzieć w miejscu i nie
      myśleć,bo to mnie zabija.Niech życie płynie własnym korytem
      rzecznym.Jeżeli mamy być szczęśliwi to będziemy.
      • 24.02.10, 11:23
        Facet dobrze się bawi, zmieniając co chwilę decyzje. Nie pamiętasz
        jak cie zostawił w ciąży? to niby dla twojego dobra było?I tak
        będzie się nawracał jak mu się będzie nudzić. Bardzo
        nieodpowiedzialny człowiek.
        • 24.02.10, 11:25
          Albo nich przyjdzie już z papierkiem z orzeczeniem rozwodu, bo
          separacja też niewiele daje.
          • 24.02.10, 18:00
            No niestety ale w tym chorym kraju z chorymi prawami o rozwód można
            się starać po 3letniej separacji i w żaden sposób nie da się tego
            przeskoczyć (nie licząc chorób umysłowych,dożywotnich wyroków itd...
            ale to na szczęście nas nie dotyczy).
            Ogólnie jest przyjęte,że podczas separacji każdy idzie własną drogą
            zakłada drugie rodziny jeśli chce,a rozwód to pózniej tylko
            formalnaść.
            • 25.02.10, 07:15
              Witaj miasara, bardzo mądrą kobieta jesteś i cieszę się, że dumną i znającą
              swoją wartość. Wybór będzie zależał od Ciebie ale on już zawsze pozostanie
              człowiekiem, któremu będzie trudno zaufać, będzie to wychodziło z każdej szafy,
              z każdej szuflady Waszego ewentualnego domu. I to jest najgorsze, nie mozna już
              jemu będzie nigdy ufać. Moj wylądował u psychiatry. Tylko co z tego? Już nic nie
              jest w stanie odwrócić czasu i tego co się stało. Szansę podobno trzeba dawac
              ludziom, ale musimy tez dostac szansę od ludzi, którym mamy powtornie ufać. Może
              tak właśnie się zdarzy i historia zakończy się happy endem. Czego bardzo Tobie
              życzę. Niezależnie od wyboru Waszego.
            • 25.02.10, 07:50
              Przecież rozwód można dostać już na pierwszej rozprawie, nie mają
              małych dzieci, żeby były jakieś problemy. Niech pokaże że bardzo mu
              zależy. A nie jak mu się odmieni za chwile to znowu wróci do żony.
              Bardzo szybko jesteś w stanie wybaczyć.Po co mu separacja?jak chce
              być z tobą, niech się rozwiedzie.Po co masz znowu przezywać powtórke
              z rozrywki.
              • 25.02.10, 21:10
                Widzisz bell-a30, on nie jest Polakiem.
                A ja pisałam o prawach,które obowiązują w kraju gdzie mieszka.
                Tam niestety separacja to obowiązkowy 3-letni,bezsensowny
                okres,którego nie da się przeskoczyć,jeżeli żaden ze współmażonków
                nie jest impotentem,mordercą czy chorym psychicznie.
                Smutne i głupie,ale prawdziwe...
                • 25.02.10, 22:00
                  z drugiej strony, jest to jakas forma ratowania związku- a nóż się
                  wszystko poukłada- bo i tak się zdarza

                  w sumie nawet w PL sąd łapie sie każdej, nawet najmniejszej szansy
                  na ratowanie małzenstwa
                  • 25.02.10, 23:04
                    Miasaro, doczytalam i stwierdzilam, ze oboje wypieliscie sie na
                    dziecko.Na pewno cierpisz, wiec oszczedze cie i tylko zacytuje.
                    Desperacko sie trzymasz brzytwy i bronisz go, raczej swoje
                    zaslepienie.Przeczytaj jakie wstrzasajace jest to, co sama napisalas.

                    "W kilka dni spadlam z 53 kg do 47.To dla
                    mnie prawdziwy dramat.Nie moglam w to uwierzyc i ciagle nie wierze.
                    Zaniedbalam sie.Nie jadlam.Mdlalam.Na poczatku 7dmego tc.
                    zdecydowalam sie na powrot do Polski,aborcje w kraju ktorym mieszkam
                    i calkowite odciecie sie od dotychczasowego zycia.
                    Kilka dni potem poronilam.
                    Nie moge wybaczyc jemu i sobie,ze do tego
                    doszlo.Powolalismy na swiat te istotke swiadomie i z milosci.Po czym
                    stwierdzil,ze to pomylka"
                • 26.02.10, 08:12
                  Możliwe, nie zgłębiałam się na temat formalnego rozwiązania
                  małżeństwa w innych krajach, bo nie miałam takiej potrzeby.Musisz
                  wszystko dokładnie przeanalizować, jesteś w obcym kraju, z
                  człowiekiem, który potrafi zawodzić. Daj mu i sobie czas, niech
                  teraz udowadnia jak bardzo kocha.
      • 27.02.10, 13:36
        czytam i nie wierze.dokladnie moje zycie. Poczatek identyczny- takiej milosci
        jeszcze nie znalam! Z ta roznica ze ja 5 msc temu urodzilam slicznego
        dzidziusia.jestem w polsce a on zagranica z zona do ktorej wrocil. kocham go
        bardzo wiec przebaczylam i akceptuje jego wybor pomimo ze 2 lata staralismy sie
        o dziecko i chodzilismy po specjalistach bo sie nie udawalo.wszystko bylo by ok,
        wkoncu ona jest jego zona ale pod pretekstem dania mi pieniedzy i zobaczenia
        dziecka przyjezdza i planuje nasza przyszlosc. Chce bysmy znowu razem
        zamieszkali, teraz jako cala rodzina. Meczy mnie to bo powinien rozwiazac swoje
        sprawy a potem ze mna rozmawiac. dlaczego poprostu skoro wybral tamta rodzina
        nie zostawi nas w spokoju. powiedzialam nawet ze nie musi przyjezdzac. My
        potrzebujemy wsparcia finansowego tylko do momentu jak ja znajde prace.pozatym
        dziecko bedzie mowilo po polsku wiec i tak nie ma sensu budowac jego relacji z
        dzieckiem. Powiedzialam mu ze to bedzie dla niego potem trudniejsze-chyba lepiej
        zerwc teraz poki maly go nie zna.On ma jednak wlasne pomysly i tylko mi utrudnia
        zapomnienie o nim.sama nie wiem czy dobrze robie odsuwajac to a moze robie zbyt
        malo by to zamknac.
    • 03.03.10, 19:43
      W zeszłym tygodniu powiedziałam mu o poronieniu.
      Kilka dni wcześniej powiedziałam,że jest ryzyko straty i poczułam
      sie fatalnie...z powodu jego reakcji.
      Modlił się o dziecko,którego już nie było od kilku
      tygodni,płakał,odwiedzał znajomych lekarzy,by dowiedzieć się jak
      ratować to życie,czuł się winny...
      To podłe,ale uważam,że dobrze zrobiłam nie mówiąc od razu.Dziś wiem
      przynajmniej,że nie chce być ze mną tylko dla dziecka i że nie
      odtrącił mnie z powodu dziecka,bo świadomy straty czy nie, nie
      zmienia zdania.Dąży jak twierdzi do celu.Zobaczymy.

      Muszę przyznać alamakota7,że dostałam kilka maili od dziewczyn,które
      pisały mi,że czytając moją historię jakby o swoim życiu czytały...
      Wydawałoby się,że oni mają takie gołębie serca i nie chcą żonie tego
      robić,bo ona biedna sie w psychiatryku znajdzie.To żenujące."Mój" ma
      trochę inny powód z jakiego jeszcze nie jest rozwiedziony ale
      wrzucam go do jednej beczki z tymi wszystkimi do momentu kiedy
      udowodni mi,że nie jest taki...
      A wydawało nam się pewnie,że oni tacy wyjątkowi a razem z nimi nasze
      historie i nasze miłości, no i my przy nich...takie wyjątkowe...
      • 07.03.10, 10:23
        zastanawiam sie jaka jest miedzy Wami roznica wieku? Pan jak sadze musi byc po 40-tce, skoro ma 15-letnia corke. A Ty pewnie masz kolo 30-tki....
        Facet ma ewidentnie kryzys wieku sredniego. Moze sie i nawet zakochal w Tobie, ale nie da sie przekreslic ilus tam lat zycia z zona, i to jeszcze tych lepszych, kiedy czlowiek sie ksztaltuje, oni raczej dojrzewali, dorabiali sie itp. Ty jestes dla niego zludnym przywolaniem mlodosci. Czuje dawno zapomniane porywy serca, moze zaczac wszystko od nowa, no i pewnie jestes mlodsza niz jego zona...

        Wiekszosc tutaj ocenia go negatywnie, a moim zdaniem to czlowiek na zakrecie. Stara sie byc fair wobec zony i corki, a z drugiej strony - trudno mu zrezygnowac z Ciebie. Bladzenie jest rzecza ludzka.

        Sporo obserwuje takich przypadkow w zyciu... Bardzo roznie sie to konczy... nawet tak, ze zyja we trojke w milczacym niedomowieniu. Moim zdaniem jesli zona nie wystawi go za drzwi, albo nie jest jedza od ktorej on chce uciec, to jej nie zostawi.

        A co Tobie moge powiedziec - hmmmm.... szkoda zycia na walke o zonatego faceta. Wiem co mowie, to stracilam kilka lat. A czas dla kobiet biegnie o wiele szybciej niz dla mezczyzn.
        • 07.03.10, 15:11
          Brzmi to bardzo realistycznie co piszesz -velvetbelly. Tez tak mi sie wydaje bo
          oni naprawde kochaja ale oba zwiazki. Chca zadowolic kazda-peka im serce jak nie
          moga.jezeli tak jest to Ok- ale prosze niech nie utrudniaja odejscia bo to i tak
          do niczego nie prowadzi. Muj facet tak sie uparl ze chce teraz przyjezdzac niby
          do syna- nie wierze! Juz w nic nie wierze, Nie chce z nim miec kontaktu- niech
          tylko przesyla pieniadze na malego i zyje swoim spokojnym juz zyciem.Kazdy jego
          telefon,sms to jak ciecie nozem mojego serca- nawet jezeli to dobre intencje. on
          musi sie czuc podobnie. no wiec czy nie lepiej abysmy sie nie widyywali. wydaje
          mi sie ze to najlepsze rozwiazanie- gwarantuje spokuj jego rodzinie i oszczedzi
          mojego syna przed rozczarowaniem kiedy tata nie przyjedzie np. na jego urodziny
          (jak zrobil to ze chrzcinami).dlaczego on nie widzi ze moje rozwiazanie jest
          naprawde dobre? a moze ja czegos nie widze?ale w ten sposob zona ma go dla
          siebie a ja nic nie bede chciala(zadnych wyrwanych chwil, swiat weekendow). czy
          to ja zle mysle? podpowiedzcie prosze.
    • 15.03.10, 11:41
      Zdecydowałam...
      To koniec.
      Co mnie przekonało? Sms od JEGO córki.
      Właściwie powinnam się wściec,bo był baaardzo standardowy.Tzn. kupa
      obelg i wyzwisk...
      Nie mam na to siły,bo dziewczynka ma prawo być rozżalona.To
      jasne.Przekonywał mnie,żebym odpisała,że tylko jak mnie pozna to
      zmieni o mnie zdanie.Mam wrażenie,że on nie rozumie,że nie ma do
      czynienia z dzieckiem,ale patrzy na nią ojcowskimi oczyma i to
      jasne,że twierdzi,że ona nic nie rozumie,bo jeszcze "malutka".
      Ona wszystko rozumie i nie akceptuje i nigdy niezaakceptuje.

      Ja mimo,że umieram z miłości nie mogę już dłużej o to walczyć.
      Wysłała mi smsa,bo zrozumiała,że mimo,że wyjechałam on nie wróci do
      domu,a pozew o separacje jest w sądzie...
      Jednym słowem on robi nadal wszystko,żeby ze mną być i twierdzi,że
      nawet swojej córce nie pozwoli nas rozdzielić,ale na mnie jej słowa
      wywarły takie wrażenie,że już dłuzej nie potrafię...

      Minęły 2 miesiące odkąd nie jesteśmy razem co się we mnie zmienilo?
      Nic.
      Kocham jak wcześniej.
      Uzależniłam się od środków uspokających.
      Unikam ludzi.

      Mimo to dzwięczą mi w uszach słowa tego dziecka i ta miłość nie
      będzie już miała tego smaku.Będzie gorzka,jeszcze bardziej
      przepełniona poczuciem winy niż wcześniej.Nie spojrzę sobie w
      lustro,jeżeli nie zrobię tego,o co mnie prosi JEGO córka.Zniknę.

      Zmieniłam numer telefonu,ale z oczywistych powodów nie mogę
      zwyczajnie wyrzucić starego numeru,więc raz dziennie włączam
      telefon,by pooddzwaniać.
      Nie umiem jeszcze nie czytać dziesiątków smsów,które przychodzą
      codziennie.
      Błaga mnie,prosi,nie poddaje się.
      Będę milczała.
      Mogę jej to obiecać.
      • 15.03.10, 12:36
        ......żartujesz? ta gówniara obwiniała ma do ciebie jakieś pretensje???
        ...........nie wierzę! szczyt chamstwa normalnie!
        • 16.03.10, 15:42
          Czy autorka ma gdzieś o to pretensję? Postąpiła w sposób, który akurat takie osoby, jak Ty powinny pochwalić. No, ale zapomniałam, że Tobie nawet etyka chrześcijańska jest obca. Nie zmieniasz zdania. Jak potępiasz, to w całości i na wieki. Kochanka, to kochanka. Pod-człowiek i tak należy ją traktować. To już było kiedyś.
          • 18.03.10, 10:32
            ...nie mam skrupułów krytykujac, ludzi silących się na arbitralne oceny wiezi i
            relacji rodzinnych, w dodatku posiłkując sie stronniczo (siłą rzeczy!)
            przedstawionymi, przez jedną z zainteresowanych stron, "faktami".
            Jako znawca etyki (zapewne, nie tylko chrześcijańskiejsmile)......powinnaś
            wiedzieć, ze warunkiem miłosierdzia jest pełna świedomość winy!!! a nie poczucie
            dyskomfortu i krzywdy >?????<wink
            p.s... czyżby "edypia111" czegoś nie rozumiała?...hmmm, w końcu "nick" chyba nie
            jest przypadkowywink?

      • 15.03.10, 16:00
        odnoszę wrażenie, że podniecasz się własnym cierpieniem i poczuciem wyjątkowej szlachetności. Nic z tego - zbierasz, co zasiałaś i tyle
        • 16.03.10, 15:43
          A może po prostu chiała się wygadać?
          • 16.03.10, 20:47
            wiesz chyba masz racje. tak naprawde wszyscy gdzies w glebi wiemy co robic!
            pozdrawiam
      • 15.03.10, 16:28
        Mam tylko nadzieję, że jak jej Tacie nie spodoba się (z różnych
        względów) jej wybranek, na rozkaz/prosby itp Taty... też go zostawismile
        Ja nigdy dla tzw "dobra"dziecka nie zostałabym ze swoim Eks. Byłabym
        do końca życia nieszczęśliwa, żyłabym (wegetowałabym) w związku - bo
        tak trzeba... A mój syn, za lat 10 stworzy swój dom - a ja
        zostałabym z człowiekim, którego nie kocham... Każdy wybór jest
        trudny, jakkolwiek nie wybierzesz, ktoś będzie płakał...
        Pozdr. Ciebie ciepło
        --
        "Bo jedyne, co tak naprawdę mamy, to nasze istnienie i nie wolno
        przekreślać go, w imię wątpliwej wartości zwyczajów."
        • 15.03.10, 20:16
          Miasaro, mysle, ze to dobra decyzja. Ciesze sie, ze sie przejmowal
          dzieckiem,ma poczucie winy,ale czasu nie cofnie.
          Jesteś wrazliwa kobietą, dobrze, ze nie udajesz, ze slowa jego corki
          nie maja znaczenia.Cień, plama, ktorej nie mozna wyprzeć ze
          świadomości.Mial racje, ze trzeba ja przygotowac.Moze dziewczyna
          musi stracic nadzieje, ze wroci do domu. Przestraszyc się, ze zrani
          ojca i go straci?
          Jeszcze kochasz,ale kazdego dnia bedzie latwiej.Mozna kochac i zyc,
          mozna nie wpasc w depresje. Znalezc pocieche, ze jest co wspominac.
          Jak jego milosc jest prawdziwa, silna jak Twoja, to bedziecie
          jeszcze razem.Niech uplynie troche czasu, niech sie uspokoi.
          Trzymaj się,
          • 16.03.10, 06:34
            dziecko nie może decydować o życiu rodziców i dorosłych. To rodzice powinni
            decydować o dziecku. Trochę miejsca zostały zamienione, tak nie wolno myśleć i
            pozwolić na to. Nie jest to dobry powód Twojej decyzji. Ale dobry powodem jest
            zapewne to, że temu człowiekowi już nie można ufać.
      • 16.03.10, 09:18
        Żałosne. Dziecko decyduje o dorosłych.
        Z Twojej wypowiedzi wynika, ze jesteś strasznie labilna emocjonalnie. Związki
        się kończą z tysiąca przyczyn, ale brak akceptacji zewnętrznej jest strasznie
        dziecinną przyczyną. Zachowaj się dorośle i oceniaj związek przez pryzmat Was, a
        nie rozhisteryzowanej nastolatki.

        Chyba rzeczywiście prezentujesz typ umierający z emocji i nakręcający się nimi
        jeśli fakt braku akceptacji osób trzecich wywołuje u Ciebie uzależnienie od
        uspokajaczy.

        --
        czarownicazla.blox.pl

        http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
        • 16.03.10, 19:42
          Nic sie nie stanie, jak poczekaja, a facet zamknie w tym czasie
          swoje sprawy.

          Dario, chyba nie masz dzieci.Sa okrutne, samolubne, nauczone, ze
          swiat sie wokol nich kreci. Cos jest takiego w rodzicach, ze
          chcieliby uszczesliwiac nawet swoim kosztem.Jak facet bedzie
          rozdarty, to i Miasara nie bedzie szczesliwa.
          To nie jest tylko brak akceptacji, to wojna, wrogosc. Miasara jest
          wrazliwa.
          A moze instynktownie ucieka, chociaz o tym jeszcze nie wie, przed
          bagazem, przed ponownym zranieniem.
          • 17.03.10, 13:43
            Czytą żywą głupotą jest nauczenie nastolatki, że jest pępkiem świata.
            Piagetowskie etapy rozwoju i dziecięcy egocentryzm to jakby inna bajka, ale
            mówimy tu o pannicy, a nie maluchu.

            Takie jak piszesz są tylko dzieci głupich rodziców, którzy nie potrafią oznaczyć
            swoich granic i dają sobie wejść na łeb. Przy tym najczęściej zwą to
            "bezstresowym zachowaniem".
            --
            czarownicazla.blox.pl

            http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
      • 18.03.10, 00:18
        Napisalas: Uzależniłam się od środków uspokających.
        Unikam ludzi.

        Dziewczyno, zastanow sie, co ty robisz. Z wlasnym zyciem.
        Weszlas w bagno, byc moze nie do konca swiadomie, ale jednak...

        Chcesz tak zyc? To jest to, co on ci daje.

        Jesli to skonczysz, to jest to dobra decyzja.

        Poszukaj kogos, kto bedzie WOLNY.

        I nie wlaz wiecej w czyjes zycie.

        Pozdrawiam.
    • 18.03.10, 09:59
      Tego wszystkiego jeszcze za mało...
      Wczoraj JEGO żona podjęła na szczęście nieudaną próbę samobójczą.
      Nałykała się tabletek nasennych.
      Jej życiu i zdrowiu już nic nie grozi.

      Teraz czekam na deszcz krytyki,ponieważ nie czuję się temu winna!
      Ani trochę...
      Ona ma córkę!
      Jak mogła nie myśleć o niej?

      Dla NIEGO stała się teraz jeszcze większą kulą u nogi.
      Boże...
      Czy można chcieć mieć przy sobie mężczyznę,bo on się boi,że w innym
      wypadku popełni się samobójstwo???
      To jakiś obłęd!
      • 18.03.10, 10:40
        ....... nawet to nie powstrzymuje Cię przed oceną ich relacj,
        żenada!!!!......albo jestes psychopatką, albo mitomanką (... nikt normalny nie
        chwaliłby sie na forum "takimi sukcesami".
        • 18.03.10, 11:27
          n.i.p.69 napisał:

          > ....... nawet to nie powstrzymuje Cię przed oceną ich relacj,
          > żenada!!!!

          Ja, jako osoba postronna oceniłabym takie postępowania identycznie tongue_out

          >......albo jestes psychopatką, albo mitomanką

          I nie jestem ani psychopatka, ani mitomanką tongue_out

          (... nikt normalny nie
          > chwaliłby sie na forum "takimi sukcesami".


          A kto się chwali ? Patrzysz na wyrazy , a czytasz co chcesz czytać tongue_out


          --
          "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
          On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

          shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
          • 19.03.10, 08:23
            lu_bella napisała:

            > n.i.p.69 napisał:
            >
            > > ....... nawet to nie powstrzymuje Cię przed oceną ich relacj,
            > > żenada!!!!
            >
            > Ja, jako osoba postronna oceniłabym takie postępowania identycznie tongue_out


            ....a kto Ci dał prawo wyrażać swoją opinię? ... w tym właśnie problem, że
            wtrącacie się nie proszonewink

            > >......albo jestes psychopatką, albo mitomanką
            >
            > I nie jestem ani psychopatka, ani mitomanką tongue_out

            ..... jest psychopatką!!!(.. nie mowiłem o Tobie, ale rozumiem freudowska
            pomyłkasmile)

            > (... nikt normalny nie
            > > chwaliłby sie na forum "takimi sukcesami".
            >
            >
            > A kto się chwali ? Patrzysz na wyrazy , a czytasz co chcesz czytać


            ... Ty koncentrujesz sie tylko na wyrazch/słowach(?) ...... i nie chcesz
            widzieć całokształtu!!!(.. typowe)
            tongue_out
            >
            >
            • 19.03.10, 08:54
              n.i.p.69 napisał:

              >
              >
              > ....a kto Ci dał prawo wyrażać swoją opinię? ... w tym właśnie problem, że
              > wtrącacie się nie proszonewink

              Ten sam co to i tobie dał to prawo. Zastanawiam się bardziej kto tobie dał prawo do oceny ludzi ? ( psychopatka, mitomanka) uncertain

              >
              >
              >
              > ..... jest psychopatką!!!(.. nie mowiłem o Tobie, ale rozumiem freudowska
              > pomyłkasmile)

              Bzdury piszesz gubiąc się w swoich wywodach. Oceniłeś ja po jej wnioskach. Moje są takie same ( wnioski), więc wg twojej logiki jestem psychopatką.

              >
              >
              >
              >
              > ... Ty koncentrujesz sie tylko na wyrazch/słowach(?) ...... i nie chcesz
              > widzieć całokształtu!!!(.. typowe)
              > tongue_out
              > >
              > >
              Właśnie widzę całokształt z ewentualną przyszłością związku z litości.
              Nawet jakbym bardzo cierpiała, nie zniżyłabym się do szantażu i to najprawdopodobniej kosztem dziecka, które to wszystko widzi.
              I to moim zdaniem powinno być typowe suspicious


              --
              "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
              On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

              shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
              • 19.03.10, 09:51
                straszne, że kobieta moze to robic swojemu dziecku. Straszna kobieta, która chce
                krzywdę wyrządzic na całe życie swojej córce przez faceta. I myślę, że jest to
                wstrętny szantaż i nie dziwię się, że facet chciał i może chce uciec od takiej
                kobiety. Tak naprawdę to krzywdę robimy innym swoim samobójstwem. Sobie nie, bo
                już nic nie czujemy. aczkolwiek myślę, że facet załamie się, niestety Mia... Nie
                licz na niego, chyba że ma silną osobowość na co raczej po tej całej historii
                opowiedzianej przez Ciebie nie liczyłabym. Kiedyś od niej ucieknie ale pewnie
                nie teraz, kiedyś się ze wstrętem od tego uwolni. Swoją drogą to może są jakieś
                inne powody jej próby samobójczej niż odejście męża. Przecież on już odszedł
                jakis czas temu i mieszkaliście razem. Miała czas na pogodzenie się z sytuacją.
                No chyba, że....oszukiwał w jakiś sposób Ciebie a swojej żonie dał nadzieję na
                ułożenie małżeństwa i ... z jakis powodów ją zabrał znowu. Jeśli nadal będzie
                się facet wahał to obie Was wykończy, Ciebie też.
      • 18.03.10, 11:28
        Masz racje to obłęd sad
        Ratuj siebie, bo im to już nikt nie pomoże.

        --
        "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
        On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

        shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
      • 18.03.10, 15:02
        Aż parsknęłam. Jak można się tak poniżyć? Jak można czuć się tak mało wartą? I jak można być w tym wszystkim tak egoistyczną? Żona, która widzi się tylko jako dodatek do męża i próbuje popełnić samobójstwo, bo on chce odejść. Nawet dziecko nie ma znaczenia, bo ona posunie się do wszystkiego, by go przy sobie zatrzymać. Po co jej ktoś, kto jej nie kocha?
        Poza tym - wybacz, że to napiszę - jak chciała się zabić, to dziwne, że się nie udało. Ten, kto chce sobie odebrać życie robi to po cichu i nie udaje się go uratować. Poza niewielką ilością przypadków, gdzie faktycznie ratuje się tych, którzy chcieli ze sobą skończyć, to samobójstwa popełniane są na pokaz. Ona nie chciała się zabić, chciała odstawić cyrk zapewne i nic więcej.
        Te kobiety są tak bezdennie głupie, że za miesiąc zapominają w jaki sposób zmusiły kogoś do zostania z nimi. I gotowe są dać ręce sobie odciąć, że to z miłości, że on je kocha. I potem znowu są zdziwione, że są zdradzane i cały spektakl zaczyna się od nowa.

        Żałosna i głupia kobieta.

        Bardzo Ci współczuję, miasara. Trzymaj się.
        • 18.03.10, 17:53
          Czy to istotne jaka jest jego zona? Moze glupia, slaba, bezradna bez
          mezczyzny, ale...ze szczescia tego nie zrobila. Wielu kobietom z
          roznych powodow, takze mezczyzny ,wali sie swiat.Moze zniszczyl w
          niej cos. Zanim staniemy na nogi i powiemy, ze my nigdy nie zechcemy
          by ktos byl z litosci,uplywa duzo czasu i lez.Np. Miasara, do czego
          ja doprowadzil? Dramat, placz, srodki uspokajajace...ten mezczyzna
          jest w tym dobry, a ona dalej chce z nim byc, kontaktuje sie.
          Kto wie, czy za jakis czas i jej odechcialoby sie zyc.
          Depresja to choroba, czesto prowadzi do prob samobojch.
          Widze, ze problem jest bardziej zlozony, bo corka obwini ojca o
          stan matki.Ten facet to nieszczescie.

          I wreszcie po co kobiecie taki bagaz, po co wspolodpowiedzialnosc?
          Niech facet sam zbiera strzepy tego, co rozwalil w zyciu.

          Straszne. A ,ze nie myslala o corce? Mysle, ze jest chora, tez
          potrzebuje prochow. CZcigodny bohater, ak sie domyslam, niczego nie
          zazywa? W dupe kopnac.
          • 18.03.10, 21:46
            To zupełnie innego rodzaju historia. Tu wszystko jest dziwaczne. Żona, dziecko, miasara i bez wątpienia w samym centrum tego szaleństwa jest ON - który nie potrafi się ogarnąć i podjąć jednej i stanowczej decyzji - wóz albo przwóz. To właśnie to szarpanie wyniszcza wszystko wokół niego. I rodzina i kochanka nie mają pewności, co on zrobi jutro. Gdzie akurat zdecyduje się być. Ten facet jest nieszczęściem dla siebie i wszystkich wokół niego. I będzie nim zawsze.
        • 18.03.10, 21:28
          "Żałosna i głupia kobieta"

          Boze, kobieto, jaka ty jestes glupia. Bez obrazy, ale przeczytaj to,
          co piszesz. Empatia godna podziwu.

          Dajesz sie posuwac komus na boku i spedzasz samotne wieczory
          czekajac i stad stosunek emocjonalny???

          Nie obraz sie ale w glowie sie nie miesci, co jedna kobieta moze
          zrobic drugiej.

          Pozdrawiam
          • 18.03.10, 21:42
            Przeciwnie. Wieczór spędziłam z tym, dla którego jestem "tą drugą", a ściślej mówiąc, wciąż go spędzamy razem.

            To nie jest kwestia tego, co jedna kobieta może zrobić drugiej. Kobiety bywają głupie (mężczyźni też, ale w takich przypadkach, częściej trafia na kobiety), a ja dla głupoty nie mam empatii. Ona ma dziecko i gdyby czuła się warta cokolwiek bez odniesienia do mężczyzny, to przez myśl by jej nie przeszło się truć. Jak trzeba się nie szanować by dla faceta zrobić coś takiego i po co? Żeby go przy sobie zatrzymać? Bo przecież nie planowała naprawdę się zabić.

            Żałosna i głupia. Gdyby przez chwilę pomyślała, to odkryłaby, że:
            a) nie ma dla kogo się truć, bo przecież nie zależy jej na tym, by zatrzymać go na siłę,
            b) ma dla kogo żyć, ma wszka dziecko, za które oboje są odpowiedzialni,
            c) ona sama jest coś warta nawet bez męża przy boku.

            I nie działają na mnie też argumentyw stylu "świat jej się zawalił". Świat, to się wali rodzicom, którym umiera dziecko, a jakoś oni nie są chętni się zabijać. Rozwodzą się, zamykają w sobie, itd, ale nie popełniają masowych samobójstw. A tu proszę, mąż odchodzi, a ona nie ma dla kogo żyć.

            Do "żałosne i głupie" dopisuję jeszcze "śmieszne". I proszę nie dopisywać sobie teorii na temat mnie i mojego życia, bo odkad pamiętam miałam taki pogląd - w czasach, gdy miałam męża i teraz, więc nawet gdybym siedziała w klasztorze od miesięcy, to fakt samotnego spędzania czasu pozostawałby bez wpływu na mą ocenę.
            • 19.03.10, 01:12
              Edypio, ja sie zgadzam ze wszystkim co napisalas.
              Niektore kobiety musza do takich wnioskow dojrzec. Pewnie, ze skali
              tragedii, utrata faceta nie jest najwieksza, ale wytlumacz to
              osobie, ktora przez to popada w depresje.Nie znamy jej motywow, ani
              jej wersji.
              Ktoś, kto ryzykuje swoim zyciem i zdrowiem ,nie jest normalny i
              potrzebuje pomocy. I nikt na zimno nie popelnia kontrolowanego
              samobojstwa.Nie mozna jej oceniac naszymi kategoriami.

              Szkoda, ze jej nie uszanowal i opowiada o tym. Po co? Zeby
              udowodnic, ze to jednak wariatka? Nie zapominajmy co zrobil
              Miisarze. Jego chyba kreci dramat, on go prowokuje.
              • 19.03.10, 07:46
                On przypuszczalnie nie tyle opowiada co zwierza sie osobie, ktora kocha, do
                ktorej ma zaufanie i czuje bliskosc.
                Wiekszosc samobojcow (takze tych niedoszlych) podejmuje taki krok w sytuacji
                depresji.Depresja jest stanem- czasem naturalnym w sytuacji kryzusowej, czasem
                choroba, krora wymaga leczenia psychiatrycznego.
                Jego zona napewno potrzebuje pomocy- w sytuacji, gdy on nie moze jej pomoc moze
                starac sie by ja otrzymala ze strony lekarzy,psychologow ,rodziny,przyjaciol.
                Dobrym rozwiazaniem moze byc jego zamieszkanie oddzielnie- bez zadnej z pan- i
                powolne zalatwianie spraw formalnych.
                Czas leczy rany...
            • 19.03.10, 08:10
              .....ha ha uwielbiam! kiedy kochanki w poczuciu własnej wyjatkowosci, krytykujac
              "żony", strzelaja sobie w pietę.......przecież ten wredny, dwulicowy facet, to
              również kochanek "misiary" a różnica polega na tym, że żona nie wiedząc
              kim/czym(?) w rzeczywistosci jest małżonek, może i czuję się
              zawiedziona/zaskoczona (być może własna naiwnością?).... tymczasem autorka
              wątku, wiedząc! znajac go doskonale, uznała za "swojego wymarzonego".... to
              chyba wystaczajaco obrazuje Jej/Twoje/Wasze! poczucie wartości(?)... bo nie łudź
              się naiwnie, że Twój misio jest innywinkpozdr....
              • 19.03.10, 08:58
                Mimo, iż znam Twą pokrętną logikę i jestem świadoma, że nie umiesz argumentować i nie przyjmujesz argumentów innych, to po raz kolejny pochylę się nad Tobą i wskażę, jak wielkie uczyniłeś nam bzdury n.i.p69 tym bajaniem swoim:
                Autorka wątku wiedząc z jakim facetem ma do czynienia, uznała go za wymarzonego, co obrazuje jej resp. nasze poczucie wartości resp. jej braku.
                Żona wymarzonego próbowała się zabić z powodu odejścia tego samego faceta, również wiedząc już doskonale z kim ma do czynienia, zatem również uznała go za jedynego resp. wymarzonego.
                Co obrazuje takie zachowanie żony? Jej poczucie wartości czy brak owego poczucia? A może inne logiki stosuje się przy wnioskowaniu o kochankach, a inne o żonach, bo to dwa gatunki kobiet?

                Dodatkowo, gdzie tutaj kochanki w poczuciu własnej wyjątkowości krytykują żony i strzelają sobie w piętę? Te Twoje frazesy są fantastyczne, ale za każdym razem, gdy ktoś chce konkretów, Ty znikasz, albo karmisz się kolejnymi bzdurami, uznając, że to co piszesz musi przemawiać do innych. To są krótkie i proste pytania, na które Ty nigdy nie dajesz odpowiedzi.
        • 19.03.10, 08:39
          edypia111 napisała:

          > Aż parsknęłam. Jak można się tak poniżyć? Jak można czuć się tak mało wartą? I
          > jak można być w tym wszystkim tak egoistyczną? Żona, która widzi się tylko jako
          > dodatek do męża i próbuje popełnić samobójstwo, bo on chce odejść. Nawet dziec
          > ko nie ma znaczenia, bo ona posunie się do wszystkiego, by go przy sobie zatrzy
          > mać. Po co jej ktoś, kto jej nie kocha?
          > Poza tym - wybacz, że to napiszę - jak chciała się zabić, to dziwne, że się nie
          > udało. Ten, kto chce sobie odebrać życie robi to po cichu i nie udaje się go u
          > ratować. Poza niewielką ilością przypadków, gdzie faktycznie ratuje się tych, k
          > tórzy chcieli ze sobą skończyć, to samobójstwa popełniane są na pokaz. Ona nie
          > chciała się zabić, chciała odstawić cyrk zapewne i nic więcej.
          > Te kobiety są tak bezdennie głupie, że za miesiąc zapominają w jaki sposób zmus
          > iły kogoś do zostania z nimi. I gotowe są dać ręce sobie odciąć, że to z miłośc
          > i, że on je kocha. I potem znowu są zdziwione, że są zdradzane i cały spektakl
          > zaczyna się od nowa.
          >
          > Żałosna i głupia kobieta.
          >
          > Bardzo Ci współczuję, miasara. Trzymaj



          .........statystyki rzeczywiście sa po Twojej stronie, jesli ktoś chce coś
          zrobić, to bez wzgledu na wszystko zrobi to(?).....przekładając to na Wasz jezyk
          " jak misio chce odejść od żony, to odejdzie nie bacząc na przeszkody" smile... a
          wracajac do tematu, "twardych" ludzi, jak karalucha(?) .. nic nie zabije!!!!
          • 19.03.10, 09:03
            Oczywiście, że nie można zmienić kwantyfikatora i wyciągnąć podanego przez Ciebie wniosku, z tego co napisałam. Pomijając fakt, iż nie pisałam kategorycznie, a jedynie o większości przypadków, ale nawet gdybym napisała kategorycznie, to ze zdania: Każdy, kto chce popełnić samobójstwo je popełnia nie wynika, że każdy kto chce P, to Q. Bo nie każdy kto chce latać, lata. Czy to też wymaga tłumaczenia Ci?
            Nie ma twardych ludzi, których jak karalucha nic nie zabije i tego też nikt nie twierdził. Odpuść sobie insynuację i do książek! To zrobi Ci lepiej, niż mądrościowa filozofia, z którą tu przychodzisz. Gdybym schyliła się i wraz z Tobą zaczęła jeść z podłogi, to musiałabym argumentować tak, jak Ty, więc najlepszą odpowiedzią, byłoby coś w stylu: czy 69 to jakieś marzenie, które tłumisz, bo nie znalazłeś chętnej by się w to z Tobą zabawić i dlatego jesteś sfrustrowany i piszesz bzdury? To Twój poziom, a jakoś nikt się do niego nie zniża.
            • 19.03.10, 10:39
              ......tak, jasne tłumacz sobie, możesz wzbić się na szczyty elokwencji ( inne sa
              dla Ciebie nieosiagalne(?))... możesz sypać z rekawa teoriami na mój temat,
              uciekajac od rzeczywistości i faktów ....... ale, nie zapominaj, że to właśnie
              Ty! spędzasz upojne wieczory z kochankiem - przed klawiatura komputerasmilesmilesmile

              p.s. "69" to mój roczniksmile, najwyraźniej "głodnejwinkchleb na mysli" ...
              dyskusja z Toba staje sie coraz ciekawsza/pozdr...
              • 19.03.10, 12:32
                Duży z Ciebie chłopiec, umiejętność manipulacji też pięknie rozwinięta…
                Przeczytaj dokładnie co napisano zamiast odkręcać kota ogonem. Bo lektura postów
                – przedmówczyni i Twojego powoduje, ze zastanawiam się na ile rozumiesz to co
                czytasz? I niestety dochodzę do wniosku, ze tak bardzo się upierasz, żeby nie
                rozumieć, że … faktycznie przestajesz rozumieć.
                Pojmuję, że możesz mieć inne zdanie, pojmuję też, ze chcesz za wszelką cenę
                postawić na swoim, nie pojmuję natomiast tego, ze pozwalasz sobie na
                kompromitację, byle tylko nie rozmawiać rzeczowo. Co to była za przytyk w
                temacie "69"? Nie doczytałeś? Aż tak chciałeś bezmyślnie dowalić?

                --
                czarownicazla.blox.pl

                http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
                • 19.03.10, 13:09
                  Dario, to Ty nie doczytałas. Przeczytaj co napisala Edypia ( poziom
                  podlogi, niedwuznaczne nawiazanie do 69), on jej odpowiedzial.

                  Poniekad wszyscy maja racje.Mozna nazwac zone tego pana histeryczna
                  manipulatorka, slaba kobieta, ale czy kopie sie leżącego?

                  Czy dlatego, ze znamy wersje Miasary i je wspolczujemy, musimy sie
                  owiadac po jakiejs stronie?

                  Podobalo mi sie to co napisal Nip69, "twardego nic nie rozbije (jak
                  karalucha)".To prztyczek w nos dla tych co maja silniejsza
                  konstrukcje psychiczna i sa pozbawieni empatii.

                  Zacytuje Miasare. Czy nie widzicie, ze on wykancza swoje kobiety
                  przez odejscia i powroty?

                  "Nagle poczul,ze powinien wracac do bylej zony i 15letniej corki,bo
                  czesc jego serca zostala przy nich i uswiadomil sobie to bedac ze
                  mna.Otworzylam mu oczy jak twierdzi,bo przekanal sie,ze jesli ze mna
                  zostanie to nigdy nie bedzie w stanie dac IM tego,co powinien i na
                  co zasluguja.Nagle przestal mnie kochac... "



                  "
                  • 19.03.10, 14:25
                    Ja współczuję miasarze dokładnie tak samo, jak żonie - na takim ogólnym poziomie, na jakim współczuję wszystkim, których spotyka nieszczęście. A w ich przypadku to nieszczęście obcowania z eoistycznym durniem. I uważam, że obie powinny wziąć nogi za pas i olać tego gościa. Niech on sobie walczy ze swoimi demonami gdzie indziej i tyle. Natomiast desperacką próbę samobójczą, by uwiązać do siebie faceta potępiam i pogardzam nią. I to oceniam jednoznacznie. To jest podstawówkowe i żałosne. Powód do tego, by sie zabić świadczy o tym, ze ta kobieta wolałaby mieć męża, który jej nie kocha (nie kocha też miasary, moim zdaniem, bo kocha siebie i tylko siebie) i bez niego czuje się tak niewiele warta, iż woli być martwa - to przecież jest śmieszne.
                    Któryś ze współczesnych filozofów pisał kiedyś, iż kobieta odbija się w lustrze faceta, że większość kobiet potwierdza się tylko w odniesieniu do mężczyzn i tylko dzięki nim i robią to tak bardzo, że tracą swą własną osobowość. Te wszystkie zrozpaczone kobiety, które nie potrafią odejśc od mężczyzn i nie potrafią ich puścić, gdy oni chcą odejść, bo bez faceta nie znaczą nic. On uznał to za żałosne i ja się z tym absolutnie zgadzam. Nie wiem, czy chodzi o strach przed samotnością, czy o niskie poczucie własnej wartości, że wybiera się jakiegokolwiek męża, byle by był, ale moim zdaniem niestety jest to dośc powszechne. Trzeba odróżnić złamane serce i cierpienie, bo się kochało, od pewnego elementarnego poczucia, że się jest wartym cokolwiek. W tej sytuacji, z takim facetem należy pomachać na pożegnanie i zmienić numer telefonu. To trudne. To bolesne. To ciężkie. Ale to jedyny sposób, by ratować siebie. Temu gościowi chodzi o siebie - o własne wyrzuty sumienia, to on jest ośrodkiem (nie)decyzyjnym, to on się miota, on myśli tylko o sobie. Obie panie zaś myślą jego kategoriami i o nim, a żona dodatkowo staje na głowie by go przy sobie zatrzymać. Jak dla mnie, to na głowie w tej historii stanął świat.
                  • 19.03.10, 22:46
                    Doczytałam.
                    Rzecz w tym, ze n.i.p podnosi larum, gdy dostanie po uszach swoją bronią.

                    > Podobalo mi sie to co napisal Nip69, "twardego nic nie rozbije (jak
                    > karalucha)".To prztyczek w nos dla tych co maja silniejsza
                    > konstrukcje psychiczna i sa pozbawieni empatii

                    Bycie silnym psychicznie nie jest równoznaczne z pozbawieniem empatii. Ale nie
                    ma związku z nazywaniem rzeczy po imieniu.
                    --
                    czarownicazla.blox.pl

                    http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
                    • 19.03.10, 23:23
                      > Bycie silnym psychicznie nie jest równoznaczne z pozbawieniem
                      empatii.

                      Nie jest rownoznaczne. Ale jest inny prog wrazliwosci na ciosy i
                      bol.Ktos sie otrzasnie i pojdzie dalej, inny sie rozsypie.
                      Na tym forum silne kobiety wyrazily pogarde dla niedoszlej
                      samobojczyni, czula sie tak do d..y, ze pewnie uznala, ze i corce
                      nie jest potrzebna.
                      Sprawe znamy z trzeciej "reki".

                      Zeby umarla,to potepilyby tylko za egoizm,ale wyzyła. Znaczy ,że na
                      litośc biorąc, chce odzyskać męża.

                      Moze chciala zasnac i zapomniec.


                      • 23.03.10, 22:00
                        > Nie jest rownoznaczne. Ale jest inny prog wrazliwosci na ciosy

                        Poziom wrażliwości - taki eufemizm na brak kontroli nad własnym życiem?

                        Zawsze się zastanawiałam co robią ci "wrażliwcy", kiedy wszystko im się wali na
                        głowę. Ja mam imperatyw - trzeba wstać, iść do pracy, zrobić zakupy. Niektórzy
                        muszą nakarmić dzieci inni koty.
                        Teraz już wiem - kładą się i nie chcą obudzić. Można to też interpretować jako
                        "wzbudzić litość" u tych mniej empatycznych, którzy wiedzą, ze choćby się waliło
                        i paliło, świat się kręci. I poświęcają swoje szczęście, spokój, radość, żeby ci
                        empatyczni mogli wciąż przeżywać.
                        Można się załamać, ale żeby od razu z tego tytułu głupieć?
                        --
                        czarownicazla.blox.pl

                        http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
                        • 23.03.10, 23:50
                          Dario, Ty i ja wstaniemy i pojdziemy do pracy, po zakupy, nakarmimy
                          psa.
                          Ktos inny wpadnie w depresje, a z tego nie da sie otrząsnąc i iść
                          dalej.
                          Też nie wyobrażam sobie, zeby jakis facec mogl mnie tak zdeptac,
                          zeby mi sie odechcialo zyc.Odechciałoby mi sie z nim byc.
                          Tamten facet wraca, odchodzi, plodzi nowe dzieci, żali sie, że ma
                          kule u nogi.
                          Ma na sumieniu bunt corki i dwie nieszczesliwe kobiety, mistrzunio,
                          musi byc dobry w niszczeniu ludzi.

                          • 24.03.10, 11:56
                            Wiesz, gdzie dla mnie leży różnica?
                            Nie w tym, ze my wstaniemy. Były czasy, gdy umierałam z miłości i takie kiedy
                            bez leków pewnie bym nie funkcjonowała, bo zbyt wiele rożnych życiowych rzeczy
                            spadło mi na głowę.
                            Rożnica leży w tym, że gdy się poczuje, że ma się dość, Ty, czy ja - umówimy się
                            do lekarza, a nie kupimy wygodną w obsłudze żyletkę. Kupimy i przeczytamy
                            książkę o technikach relaksacyjnych, a nie będziemy histeryzować jak 15latki.
                            Dla mnie tłumaczenie wybitną wrażliwością osób, które odpowiedzialność za siebie
                            przerzucają na bliskich (mąż, siostra, przyjaciel - wsio rawno), to dawanie
                            pozwolenia na wykorzystywanie innych. Taka maaaala, taka wraaaaażliwa, taka
                            bieeeeedna, że wszyscy dookoła muuuuuuszą.
                            Nie muszą. I to właśnie jest asertywność, za którą typ małych słabych nińciów
                            się obraża, albo podwyższa poprzeczkę szantażu emocjonalnego.

                            I żeby nie było - niuńcie się zdarzają tak wśród wszystkich - w tym kochanków,
                            kochanek czy wśród żon. Za każdym razem budzą we mnie dokładnie to samo
                            politowanie i niesmak.


                            --
                            czarownicazla.blox.pl

                            http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
                            • 24.03.10, 14:00
                              Tymi argumentami przekonałaś mnie, tak masz rację!
                              Kiedy było mi bardzo ciężko, czytałam poradniki, szperalam w
                              internecie.Zapewniłam sobie wsparcie duchowe na najgorszy czas.

                              Z "niuńcami" jest tak, że wyssaja siły a pomoc odrzucą.Jednak to
                              takie nieeleganckie, kiedy facet opowiada kochance o zonie z pogardą.
                              Musiał mówić?

                              • 24.03.10, 14:58
                                Ja mam dokładnie to samo wrażenie - owo opowiadanie jest niesmaczne i nieeleganckie. Jedank to on robi żonie - nawet najgorszej krzywdę - i powinien przynajmniej tego nie komentować, nawet heśli ona na tę krzywdę zapracowała.

                                I zgadzam się absolutnie z tym cackaniem się. Każdemu w życiu bywa piekielnie ciężko, ale wtedy szuka się pomocy. Idzie się do psychologa, myśli się, bierze się leki. Próba samobójcza to akt egoistyczny i próba przeniesienia odpowiedzialności. A przecież niekt nas samych za nas nie weźmie w przysłowiową garść. Trzeba samemu się zebrać. Powoli, małymi kroczkami, a nie próbować zrobić krzywdę sobie, ale przede wszystkim całemu otoczeniu. Czy samobójstwo się powiedzie, czy nie, to tak naprawdę najbardziej zawsze cierpią najbliźsi. Tak się nie robi chociażby własnym dzieciom.
                                • 24.03.10, 21:04
                                  Macie rację. Nie toleruję jęków "na" żonę. Jeśli jest tak źle, to trzeba coś
                                  zmienić, a nie wyżalić się komuś i udawać, że to załatwia sprawę.

                                  --
                                  czarownicazla.blox.pl

                                  http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
                  • 20.03.10, 05:37
                    alamakota7 napisała:

                    > Dario, to Ty nie doczytałas. Przeczytaj co napisala Edypia ( poziom
                    > podlogi, niedwuznaczne nawiazanie do 69), on jej odpowiedzial.

                    Mylisz się. N.i.p. zaczął uncertain spójrz na daty, godziny ->
                    forum.gazeta.pl/forum/w,30835,107021330,108877261,Re_Kim_bylam_ja_a_kim_jest_ona_.html

                    > Poniekad wszyscy maja racje.Mozna nazwac zone tego pana histeryczna
                    > manipulatorka, slaba kobieta, ale czy kopie sie leżącego?


                    Masiara też leżała, a może nawet leży dalej i co ?

                    >
                    > Czy dlatego, ze znamy wersje Miasary i je wspolczujemy, musimy sie
                    > owiadac po jakiejs stronie?


                    I tu masz rację, chociaż kiedy ktoś coś opowiada podświadomie szukamy podobnej sytuacji w otoczeniu i na tym opieramy swoje sądy.
                    Chyba znam takie "szalone" żonki uncertain

                    >
                    > Podobalo mi sie to co napisal Nip69, "twardego nic nie rozbije (jak
                    > karalucha)".To prztyczek w nos dla tych co maja silniejsza
                    > konstrukcje psychiczna i sa pozbawieni empatii.


                    N.i.p. to takie bzdury pisze, że głowa mała.
                    Jakoś nie zauważyłam, żeby karaluchy opanowały świat smile Co do twardych ludzi to chyba do nich należę. Faktycznie kopniaki mnie nie przewrócą, ale cienkie mało widoczne igiełki łatwo przechodzą przez pancerz i ranią.
                    To, że ludzie nie widzą jak cierpię, nie oznacza, że jestem nieczuła.
                    Swoich dzieci nie zostawiłabym na ...miesiąc, a mężowi spakowałabym torbę i wywaliła do nowej miłości.


                    >
                    > Zacytuje Miasare. Czy nie widzicie, ze on wykancza swoje kobiety
                    > przez odejscia i powroty?
                    >
                    > "Nagle poczul,ze powinien wracac do bylej zony i 15letniej corki,bo
                    > czesc jego serca zostala przy nich i uswiadomil sobie to bedac ze
                    > mna.Otworzylam mu oczy jak twierdzi,bo przekanal sie,ze jesli ze mna
                    > zostanie to nigdy nie bedzie w stanie dac IM tego,co powinien i na
                    > co zasluguja.Nagle przestal mnie kochac... "


                    Albo dupek, albo cwaniak uncertain
                    >
                    >
                    >
                    > "


                    --
                    "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
                    On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

                    shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
              • 19.03.10, 14:32
                Miło mi, że piszesz o szczytach mojej elokwencji, ale nie wiem skąd o nich wiesz, skoro czytasz tylko to, co piszę, a nigdy mnie nie słyszałeś, więc nie możesz wiedzieć czy jestem elokwenta przecież.

                Czy inne są dla mnie nieosiągalne? Najwyraźniej tak, skoro tak mówisz - a rozumiem, że znak zapytania w nawias ujęty wskazuje na retoryczność tego pytania.

                Nie wiem w jakim miejscu sypię teoriami na Twój temat i gdzie uciekam od faktów, ale mam wrażenie, że kilkadziesiąt minut przed Twoim wpisem, zarzuciłam Ci dokładnie to samo. A już na pewno nie widzę związku między tym (nawet jeśli tak jest), a tym, iż spędzam upojne wieczory z kochankiem przed komputerem. Powiem więcej, spędzam z nim przed komputerem dużo więcej czasu, bo - co łatwo sie domyślić - to moje narzędzie pracy. Razem też czytamy książki, ale książki nie czynią nam z tego zarzutu.

                Jakoś nie dziwi mnie, że wytłumaczyłeś mi, co oznacza owe 69 w nicku, w kazdym razie dziękuję Ci za wyprowadzenie mnie z błędu, w którym przebywałam. Jesteś nieoceniony. Ja też uznaję, iż dyskusja z Tobą jest coraz ciekawsza. Nie wiem tylko, czy "dyskusja" to najlepsze określenie.
      • 19.03.10, 13:12
        A Ty mogłaś nie myśleć o swoim nienarodzonym dziecku??? Nie dbałaś o siebie,
        straciłaś dziecko, jakim prawem potępiasz jego żonę, że nie pomyślała o swoim
        dziecku? A Ty pomyślałaś o swoim???
        • 19.03.10, 15:33
          Przykro mi, ale to prawda Miasaro.Przeczytaj, co sama napisalac w
          pierwszym poscie.Odechcialo Ci sie zyc, nie dbalas, nie jadlas,
          bardzo duzo schudlas, wyniszczylas sie. Nie uzylas srodkow
          nasennych, ale czy to cos zmienia?
          Latwo rzucic kamieniem.Byl tylko Twoim kochankiem, odejscie meza to
          wiekszy kaliber i staz: wspolne lata, zycie, dziecko.

          To ten sam facet, ktory "czesc serca zostawil przy corce i zonie"
          Potem stwierdzil -NIE, nie zona, jednak Miasara.

          Nie rozumiem, dlaczego wszyscy mysla, ze UDAWALA samobojstwo, zeby
          zatrzymac meza. Moze odechcialo jej sie zyc, jak Miasarze.

          Jak on smie opowiadac kochance o zonie, ktora stala sie "kula u
          nogi".Zaraz sie okaze , ze ma dwie takie kule i dlatego kroku nie
          moze zrobic.





          • 21.04.10, 10:51
            Nie mam zielonego pojęcia po co ta generalizacja???
            Przecież nie trzeba głośno mówić,że małżeństwa/pary po
            wcześniejszych nieudanych małżeństwach/związkach zdażają się!
            Spędzają ze sobą szczęśliwi resztę życia!
            Każdy przypadek jest inny,ale isnieją też takie.
            Czy dla niektórych naprawdę z racji że wszyscy pochodzimy od Ewy i
            Adama jesteśmy ich identycznymi klonami bez śladu indywidualizmu???
          • 03.06.10, 10:16
            Relacja jest z jego mieszkania - lozka - kompa.
            Zdecydowalam sie przyjechac na 2tyg. po jego cotygodniowych
            wycieczkach do Polski.
            Odpadl mi problem z przeciwnymi temu zwiazkowi moimi rodzicami,bo
            pewnego sobotniego poranka weszlam do domu i zastalam GO
            rozmawiajacego z rodzicami za pomoca tlumacza smile
            Fakt wywierali na mnie do tej pory dosyc duza presje i ON to
            zauwazyl,ale na szczescie postanowili zaleznie od mojego wyboru dac
            mu szanse.

            Dzis jest juz po formalnym rozstaniu z exia (w koncu oficjalnie moge
            ja tak nazwac).Zamknal wszystkie sprawy. Uwinal sie dosyc szybko po
            tym jak GO odganialam od siebie jak muche.
            Nie poddawal sie...ciagle stawal na glowie,zebym go calkowicie nie
            przekreslila...Czekal...

            W jego domu zastalam...piekny rozowy szlafroczek z wyszytym moim
            imieniem,puste miejsca w czekajacej na mnie szafie,posciel
            identyczna jak ta,ktora mielismy w naszym poprzednim
            mieszkaniu,wszystko w kuchni poukladane tak,jak ja to zazwyczaj
            robilam smile W JEGO firmie...puste biurko z moim imieniem w rogu...
            Fakt to mile,ale jakos nie wariuje ze szczescia...nie tym
            razem.Jestem jeszcze zbyt gleboko zraniona.Nie potrafie zostawic za
            nami tego co bylo.Potrafie godzinami wyliczac mu krzywdy,ktore mi
            zrobil...moze z czasem to minie,ale jeszcze nie teraz.

            Jutro wracam do domu.Niczego nie postanowilam,nie wiem na 100% czy
            do niego wroce.On wariuje z obaw i niepewnosci.Ja narazie nie
            potrafie sie okreslic.

            Na szczescie jestem w duuuzo lepszej formie psychicznej.Dziekuje Wam
            dziewczynki za mile slowa,a takze za krytyke.Pomoglyscie mi
            przetrwac najgorsze!
        • 29.06.10, 12:25
          I wlasnie to jest przerazające. Egoizm. Inteligentnym językiem napisała, za to
          jakie klapki na oczach ma. Ech...Upadek.
    • 18.03.10, 19:35
      "Czcigodny bohater" alomakota7,jak się dziś dowiedziałam,sam
      korzysta z pomocy psychologa i zrobił wszystko,żeby i żona tam się
      wybrała...
      Miała wizytę na poniedziałek. Nie zdążyła...

      Po przebudzeniu zrobiła mu awanturę!
      Zaczęła zrzucać winę swojego czynu na niego.
      On też ma prawo być i jest wyczerpany.
      Zamierza chodzić do specjalisty, nie tylko,by pomóc sobie, ale żeby
      wiedzieć jak teraz postępoważ z córką i żoną.
      Nie zamierza wracać.Teraz tym bardziej zobaczył w niej "kulę u
      nogi".Po spędzonej nocy w szpitalu wyznał,że czuł się jakby go ktoś
      tam kajdankami przypiął.

      Nie jest łatwo wytargać za włosy niedoszłą samobójczynię i
      zaprowadzić do sądu,żeby podpisała separcję...Nie widzę w tym nic
      dziwnego teraz,że nie jest mu łatwo.
      Wybaczcie ale ta kobieta w moim przekonaniu chce osiągnąć swój cel
      wszelkimi sposobami...

      Mam nadzieję,że wyniesie lekcję z tego,co zrobiła...,że pomoc
      psychoterapeutów zaowocuje!
      • 18.03.10, 20:21
        Pytam Cie, po co Ci to? Chora zona, zbuntoana nieszczesliwa corka i
        facet, ktory sobie nie radzi, nawet Twoja milosc go nie uleczyla.
        Pamietasz co zrobił? A przeciez przy Twoim wsparciu mogl powoli
        wyjsc z kryzysu.Doprowadzil Cie do zalamania! Skad wiesz, co zrobil
        zonie? Skad wiesz, co jej mowil, kiedy odszedl od Ciebie?

        To zrozumiale, ze jestes po jego stronie,ciagle kochasz.Jej nie
        znasz, nie zwierzala Ci sie. Dla niej jestes wrogiem, wiec stajesz w
        pozycji obronnej.Jestes lojalna wobec niego,wysluchujesz jak
        przyjaciolka.To sprawia, ze chcesz go chronic. a gdzie byl, kiedy Ty
        potrzebowalas ochrony?

        Odszedl od niej byl z Toba, wtedy jakos dala sobie rade. Rozmowy o
        separacji swiadcza,ze wczesniej nie gralo. Miala czas sie
        przyzwyczaic, pogodzic z tym. Czy moze zrobil jej jakas nadzieje?
        Nie mozemy zakladac, ze to zla kobieta, ktora chce go przykuc.

        Dlaczego zakladacie oboje, ze zona chciala cos wymusic? Nie trzeba
        byc psychologiem, zeby przewidzec, ze skutek bedzie odwrotny, nikt
        nie lubi byc osaczony.
        Desperacki krok, to wolanie o pomoc.

        Ty tez wolasz o pomoc, bo nie ufasz jak kiedys.

        Jedno jest pewne, facet umie ranic. Przyciaga, odpycha, w taki
        sposob uzaleznia. Wyobrazasz sobie spokojne, szczesliwe zycie z nim?

        Moze teraz, jak nie jestescie razem, a jak bedziecie, to wroca
        mysli, ze przez niego starcilas swoje dziecko. Przez niego wpadlas w
        rozpacz i nie dbalas o siebie.

        Powiedz mu, zeby zajal sie porzadkami w swoim zyciu, skonczyl
        terapie rodzinna i wrocil " czysty".

        Ale lepiej Ci bedzie bez niego.Da sie, uwierz mi.

        Ja patrze z boku.
        • 19.03.10, 17:48
          w zupełności zgadzam się z alą mimo , ze ma kota. Zajmij się swoim życiem,
          znajdz sobie cel. Ten facet, ta sytuacja Cię pogrąża, przzestajesz widzieć
          sprawy jasno. On jest z żoną, prawdopodobnie był z nią ostatnio jak Ciebie
          odprawił i stąd jej silne załamanie i próba samobójcza. To jest wszystko dziwne
          jakies, nie składa się w całość, nie pasują do siebie puzzle, nie wiesz
          wszystkiego, nie powiedział Ci wszystkiego, doskonale umie ranić ludzi. Ale
          przede wszystkim nie jest człowiekiem godnym zaufania. Uciekaj jak potrafisz.
          • 20.03.10, 23:55
            Alamakota i Anner - calkowicie sie z wami zgadzam.

            Pozdrawiam
            • 21.03.10, 12:08
              mia, pełna podziwu dla własnej głębi uczuć, odmawia tego jego żonie; pełna podziwu dla własnej wspaniałomyślności, oskarża o jej brak kobietę, której świat wali się na głowę; gdyby ktoś chciał z kimś być naprawdę, skończyłby związek i tyle... nie łudź się, że jesteś kimś...możesz w to wierzyć, ale im prędzej się obudzisz tym lepiej
    • 09.04.10, 20:03
      Przeczytałam dzisiaj Twój wątek i chciałabym Ci powiedzieć, że
      bardzo Ci współczuję. Znalazłam się w podobnej sytuacji. Mój partner
      ma dwoje dzieci (córka jest pełnoletnia, syn ma 14 lat). Banalne
      dwie połówki jabłka i ktoś nagle okazuje się być bananem:/. A więc
      dostałam sms, że bardzo mnie kocha ale dzieci mu nie wybaczą. Czego?
      Nawet nie spróbował tylko zakłada z góry co będzie. Wiadomo początki
      są trudne i każdemu potrzba czasu. Z żoną nie mieszka już dwa lata
      więc ich rozstanie stało się rzeczywiste a poza tym rozwód jest w
      toku. Po paru dniach wrócił nie potrafił bezemnie żyć. W tej chwili
      mieszkamy razem, a dzieciątka zostały poinformowane i na początku
      nie robiły problemu.......ale mama zrobiła swoje bunttttt. Dostałam
      wiadomość od jego córki, że niszczę rodzinę. Mój partner powiedział,
      że nie muszą mnie akceptować i ze mną spotykać. Ale to nic nie
      zmieni między nami. A ja mam już uczulenie jego dzieciaki są
      wyjątkowo złośliwe i materialistyczne mam obawy. Do czego mogą się
      posunąć pod namową matki. Czas pokaże. Bardzo jestem ciekawa co u
      Ciebie. Odezwij się koniecznie. Martwi mnie to, że on tak długo
      zwlwka z decyzją i martwi mnie to. Możesz pisać na e maila.
      Pozdrawiam
      • 20.04.10, 11:56
        dziewczyny, dlaczego umawiacie sie z zonatymi? oni przezywali z
        zonami takie same chwile uniesienia i te chwile sie kiedys skonczyly
        tak samo jak sie z wami skoncza. bardzo mi ciebie szkoda ale sama
        jestes sobie winna. kazda mysli, ze zona to zolza, ale z nia bylo
        kiedys tak samo i te chlopy tylko za tymi chwilami tesknia,
        zakochanie nie trwa wiecznie, to sie naprawde konczy. Nie sadze aby
        jakas kobieta z premedytacja konczyla zwiazek, ktory jest
        szczesliwy, to faceci ciagle szukaja czegos lepszego, na poczatku
        zawsze wydaje sie to inne lepsze ale przychodzi proza zycia i
        wszystko sie zmienia. mysl tylko o sobie a nie o nim, dla niego jest
        juz za pozno i ciebie takze kiedys zdradzi.
        • 21.04.10, 10:53

          Wklejam ponownie,bo pomyłkę strzeliłam wink

          Nie mam zielonego pojęcia po co ta generalizacja???
          Przecież nie trzeba głośno mówić,że małżeństwa/pary po
          wcześniejszych nieudanych małżeństwach/związkach zdażają się!
          Spędzają ze sobą szczęśliwi resztę życia!
          Każdy przypadek jest inny,ale isnieją też takie.
          Czy dla niektórych naprawdę z racji że wszyscy pochodzimy od Ewy i
          Adama jesteśmy ich identycznymi klonami bez śladu indywidualizmu???
          • 21.04.10, 11:09
            znasz taka pare? ja jeszcze takiej nie spotkalam, owszem 2 - 3 lata
            jest fajnie a potem znowu szukaja nastepnej. Moja gorycz nie zna
            granic i pewnie tylko ona przezemnie przemawia.
            • 21.04.10, 15:32
              Ja znam takie pary. Nawet kilka. Niektóre są małżeństwem ponad 30 lat. Gdy się rozwodziłam sędzia powiedział mi w trakcie rozmowy już po rozprawie, że jest przekonany, że drugie małżeństwa są znacznie lepsze niż pierwsze. I że orzeka w sprawach o rozwód od lat i przez 10 lat zdarzyło mu się jedno drugie małżeństwo. Ludzie wiążący się po raz drugi zazwyczaj dokładnie wiedzą czego unikać by nie popełniać błędów, które już raz popełnili.
              I myślę, że ów sędzia ma rację. Niestety.
              • 21.04.10, 22:02
                Jestem z moim mężem już 7 lat - znamy od 8. Jestem jego drugą żonąsmile
                Nie szukając daleko Sophia Loren

                Sophia wyszła jednak za Pontiego. Starszy u 22 lata Carlo Ponti był
                dla niej substytutem ojca, którego nie znała. Tak przynajmniej
                szeptano w Hollywood i Cannes, gdy pojawiali się razem. Brali ślub
                zresztą dwukrotnie. Po raz pierwszy w 1957 roku. Po raz drugi w
                1966. Kiedy Ponti poznał Loren, był już (od lat) żonaty i dzieciaty.
                Po kilku latach uznał, że związek z Sophią to coś więcej niż
                przygodny romans i lekarstwo na bolączki wieku średniego. Chciał,
                żeby to ona była Signorą Ponti, lecz pech chciał, że włoskie
                prawodawstwo nie uznawało zagranicznych rozwodów. Ponti, który
                rozwiódł się w Meksyku i tam ożenił z Sophią, oskarżony został u
                bigamię. Małżeństwo anulowano w 1962 roku. Po czterech latach
                niekończących się procesów Carlo Ponti i Sophia Loren zrzekli się
                włoskiego obywatelstwa i zamieszkali we Francji, gdzie w końcu
                wzięli legalny ślub.

                Byli ze sobą ok 50 lat. Zdarza się i tak...

                Naprawdę uważam za chore wyliczanki, które małźeństwo jest
                ważniejsze/lepsze...pierwsze, drugie, trzecie
                To małżeństwo jest dobre tak naprawdę i udane, w którym panuje
                harmonia, miłość...

                Pewnie, zę bardzo przykre są rozstania i dla niektórych b.
                traumatyczne... sama nie wiem dlaczego miłość niekiedy wygasa...
                dlaczego ludzie pochopnie ślubują sobie w Kościele czy USC...a potem
                płacz i zgrzytanie zębami... ponieważ jedno chce być i trawć... a
                drugie nie...Każdy myśli wtedy tak naprawdę o własnym szczęściu...
                Ta żona - chce i już! aby mąz został, ten mąz - nie chce i już...
                Czyje prawa wązniejsze? Czyje chcenie? Tu się nikt nie dogada i
                jakakolwiek będzie decyzja ktoś będzie nieszczęśliwy...



                nie wiem...
                --
                "Bo jedyne, co tak naprawdę mamy, to nasze istnienie i nie wolno
                przekreślać go, w imię wątpliwej wartości zwyczajów."
                • 25.04.10, 18:59
                  dla nas jest juz i tak za pozno, pogodzilam sie z tym, ze maz wije
                  sobie drugie gniazdko. Mam wiele przyjaciolek po rozwodzie i
                  niestety ojcowie zapominaja o swoich dzieciach, w momencie jak
                  przyjda na swiat nastepne dzieci te pierwsze sa odstawiane w kat.
                  Synowie i corka potrzebuja jeszcze ojca, jego zainteresowania i chca
                  czuc sie kochane. Zycie niestety pokazuje, ze to nie funkcjonuje, ja
                  dam sobie rade ale nie moge patrzec jak corka placze i teskni za
                  tata.
                  • 28.04.10, 16:51
                    ....a po co martwić się dziećmi, zawsze mozna sobie zrobić nowe, a te co juz są,
                    niech bedą wdzieczne(dozgonnie) że żyją(?)........rozwody/rozstania komu to
                    potrzebne(?) liczy sie wolność...trzeba czerpać ile sie da!!!.... w końcu żyję
                    sie tylko raz!!!smilePozdr....
                    • 28.04.10, 22:53
                      Jak mi brakowała tej TWojej przenikliwości i tego poczucia humoru. Żałoba narodowa Ci się przedłużyła, ale dobrze, że wróciłeś.
                      • 29.04.10, 09:02
                        rzeczywiscie niezly wpis, od razu chce sie zyc i czerpac...tylko co?
                        ja z mojego dolka chyba sie nigdy nie wykaraskam.
                      • 29.04.10, 10:34
                        Edypio, cóż za zmiana, czyzby narodowa tragedia, tak na Ciebie
                        wpłyneła?.......Twoja tęsknota za mną, to ostatnia rzecz, której mógłbym sie
                        spodziewaćwink...wielka szkoda, że żałoba trwała tylko trzy dni.....teraz
                        bylibyśmy chyba już doskonalismilepozdr....
                        • 29.04.10, 12:19
                          n.i.p.69 napisał:

                          > ...wielka szkoda, że żałoba trwała tylko trzy dni..


                          Żałoba trwała ponad tydzień. No chyba, ze mieszkasz w Brazylii suspicious


                          --
                          "...Dlaczego ?? Brak nam kapitana Klossa ??
                          On wygląda na herosa. Gdzie jesteś Hans ? Szarik daj głos.

                          shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizjahttp://shoogeer.wrzuta.pl/audio/a9azFPdX72J/happy_pills_-_telewizja
                          • 29.04.10, 12:59
                            ...dla mnie trwała trzy! dni, choć nie mieszkam w Brazylii wink
            • 29.04.10, 11:45
              Może masz niewielu znajomych? A moze Twoje środowisko nie akceptuje takiego
              postępowania, więc i ludzie mniej konserwatywni nie garną sie do was?
              Tak się złożyło, ze znam lekko i bez zastanowienia licząc 8 takich par.
              --
              czarownicazla.blox.pl

              http://czarownicazla.blox.pl/resource/xxx.jpg
    • 02.05.10, 16:44
      a ty wiesz na pewno, że ta żona to się zabić chciała?

      zastanawiam się, co facet jeszcze wymyśli by ugrać coś na czasie.

      ktoś potwierdza ci te rewelacje - bo piszesz, że mieszkasz w innym
      kraju. czy bazujesz tylko na jego relacjach?

      ja swojemu kochankowi też wciskałam różne kity, mówiłam mu dokładnie
      to, co on chciał usłyszeć, a nawet by mi do głowy nie przyszło, żeby
      męża opuszczać, normalne, szczęśliwe małżeństwo, w którym na dodatek
      wszystko gra, ot, taka tam zabawa niewinna na boku ten mój
      chłopaczek...
      • 04.05.10, 11:26
        mam drugiego meza, jestem jego druga zona. gdy sie poznalismy, ja
        sie wlasnie rozwiodlam, a on byl po rozstaniu i dopiero sie rozwodzil
        (ex juz mieszkala z kochankiem wtedy). kazdy ma 1dziecko z
        poprzedniego malzenstwa i nie wyobrazam sobie,zeby mialy one
        cokolwiek do powiedzenia na temat naszego zcyia i zwiazku! nie
        wyobrazam sobie rowniez sytuacji,ze facet odchodzi ode mnie z powodu
        swojego dziecka z poprzedniego malzenstwa. to niedorzeczne.
        uznalabym go za dupka wszechczasow. znam jednak takie sytacje i
        ejstem pewna,ze to idiotyczna wymowka. jesli mezczyzna jest
        konsekwentny w swoich wyborach, to raz podjawszy decyzje o byciu z
        kochana kobieta, bedzie znia i bedzie w stanie przekonac do niej
        dziecko. na pewno trudniej, gdy ma ono juz 15lat,ale wykonalne.
        dziecku sie moze nie podobac wybor ojca,ale pogodzic bedzie sie
        musialo. a tu jeszcze jakies smsy z pretensajmi od coreczki. odetnij
        sie od tego chorego zwiazku jak najszybciej, bo toksyczne ex zony i
        dzieci moga zniszczyc zycie.
        dzieci nie moga decydwoac o zyciu doroslych- my bedac dziecmi nie
        moglismy rowniez.
        --
        http://lbdm.lilypie.com/JkoAp2.png
        • 12.05.10, 16:14
          smile
          --
          I can resist everything except temptation..
    • 17.05.10, 21:39
      Kochana, naprawdę bardzo Ci współczuję, chociaż nigdy nie byłam w takiej
      sytuacji. Przeczytałam wszystko i tak sobie myślę, że nie będę udzielać Ci
      żadnych rad, bo wiem z doświadczenia, że łatwo się mówi. Po prostu trzymaj się,
      czas leczy rany, jakoś to się na pewno wyprostuje, bo musi
    • 03.06.10, 10:22
      Relacja jest z jego mieszkania - lozka - kompa.
      Zdecydowalam sie przyjechac na 2tyg. po jego cotygodniowych
      wycieczkach do Polski.
      Odpadl mi problem z przeciwnymi temu zwiazkowi moimi rodzicami,bo
      pewnego sobotniego poranka weszlam do domu i zastalam GO
      rozmawiajacego z rodzicami za pomoca tlumacza
      Fakt wywierali na mnie do tej pory dosyc duza presje i ON to
      zauwazyl,ale na szczescie postanowili zaleznie od mojego wyboru dac
      mu szanse.

      Dzis jest juz po formalnym rozstaniu z exia (w koncu oficjalnie moge
      ja tak nazwac).Zamknal wszystkie sprawy. Uwinal sie dosyc szybko po
      tym jak GO odganialam od siebie jak muche.
      Nie poddawal sie...ciagle stawal na glowie,zebym go calkowicie nie
      przekreslila...Czekal...

      W jego domu zastalam...piekny rozowy szlafroczek z wyszytym moim
      imieniem,puste miejsca w czekajacej na mnie szafie,posciel
      identyczna jak ta,ktora mielismy w naszym poprzednim
      mieszkaniu,wszystko w kuchni poukladane tak,jak ja to zazwyczaj
      robilam W JEGO firmie...puste biurko z moim imieniem w rogu...
      Fakt to mile,ale jakos nie wariuje ze szczescia...nie tym
      razem.Jestem jeszcze zbyt gleboko zraniona.Nie potrafie zostawic za
      nami tego co bylo.Potrafie godzinami wyliczac mu krzywdy,ktore mi
      zrobil...moze z czasem to minie,ale jeszcze nie teraz.

      Jutro wracam do domu.Niczego nie postanowilam,nie wiem na 100% czy
      do niego wroce.On wariuje z obaw i niepewnosci.Ja narazie nie
      potrafie sie okreslic.

      Na szczescie jestem w duuuzo lepszej formie psychicznej.Dziekuje Wam
      dziewczynki za mile slowa,a takze za krytyke.Pomoglyscie mi
      przetrwac najgorsze!
      • 15.06.10, 14:10
        A jak jest teraz????
        Ja dopiero dzis przeczytałam twoją historię. Moja jest do pewnego
        momentu bardzo podobna. Tylko ze nie było wspolnego dziecka (tylko w
        planach) i ostatecznie wlasnie się rozstaliśmy po ponad 1,5
        najwiekszej niby miłości na jaką oboje trafilismy... Eh... Okazalo
        sie, że 11 letniego dziecka nie da się zostawić....
        Mam nadzieję, że u Ciebie dalej kwitnie szczęście
      • 15.06.10, 19:21
        ....ile Ty masz lat, że rodzice muszą akceptować Twoje wybory(..ja akurat wiem,
        że taka sytuacja to przykład zależnościowych(patologicznych!) relacji, ale warto
        abyś Ty też miała tego świadomośc. Pozdr...)
    • 19.06.10, 10:46
      zapamietaj jedno wlasnego szczescia nie zbudujesz na cudzej
      krzywdzie. Sama jestes sobie winna i ponioslas kare za to. Wiem cos
      o stracie dziecka co oznacza to dla kobiety, niezaleznie od stanu:
      mezatka, wolna, rozwodka lub wdowa. Po co sie pchalas w taki
      zwiazek.Myslalas ze jestes lepsza od tej kobiety. Przeciez jak on
      jest ze swoja rodzina nawet byla to zawsze niezaleznie od sytuacji
      beda na dobre i na zle. Dobrze ze chociaz po fakcie zrozumialas swoj
      blad i do do cudzych malzenstw nie bedziesz sie wtracac.
      • 20.06.10, 09:23
        Biale jest biale,a czarne jest czarne....oto moje wnioski z Twojej
        wypowiedzi...
        Wszystkie zwiazki,ktore poblogoslawil ksiadz sa szczesliwe i
        swiete,a Ty jestes podejrzewam byla zona.
        Pozdrawiam.
        • 29.06.10, 12:27
          ...a z czego, owe wnioski wysnułaś?smile
          • 06.07.10, 20:07
            Miasara, jeśli to Włoch to odpuść sobie...
            Dziwi mnie jak łatwo ferujesz wyroki i przekazujesz inym wersję
            zasłyszana od kochanka w trakcie zabaw w sypialni, że z żoną
            zdecydowała się na ślub, bo była w ciąży...Czy to też nie tak, że
            właśnie dla tego dziecka, które - jak wmawiasz - bylo niechciane
            zdecydował się odejść od Ciebie wiedząc, że byłaś w ciąży?!
            Poza tym, dlaczego nazwyasz kobietę, z którą spędził wiele lat "kulą
            u nogi"... czy to Ci mówi? Kestem ciekawa, co w takim razie mówi
            żonie. Niewiele wiesz o tej kobiecie, a już ją obsmarowałaś z każdej
            możliwej strony wybielając przy tym siebie, prezentując swoją
            szlachetność i trwanie w grobowym mileczniu. Myślę, że daje Ci to
            iluzoryczne poczucie, że panujesz nad własnym życiem i jesteś tą
            lepszą. Dla takich mężczyzn jest zawsze usprawiedliwienie - albo
            żona zła, albo matka niedobra. Śmiać mi się chce, ale jest to gorzki
            śmiech. Żona walczy taką bronią jaką ma - to desperacja. Ty
            natomiast tkwiesz w dysonansie poznawczym po same uszy. Nic dobrego
            Ciebie już w tym układzie nie spotka i myślę, że jest to kwestia
            czasu. Wróć tutaj za rok czy 2 lata. Kto sieje wiatr ten zbiera
            burzę. Nie masz powodów, żeby czuć się lepszą.
      • 07.07.10, 13:28
        zapamietaj jedno wlasnego szczescia nie zbudujesz na cudzej
        krzywdzie.


        frazes i pobożne życzenie
        --
        obudź się...nic nie będzie potem...
    • 07.07.10, 17:37
      A skąd przekonanie,że czuję się lepsza...?Gdzie to wyczytałaś?
      To nie Włoch,a nawet gdyby to jestem wolna od stereotypowych
      schematów,więc nie skreślam ludzi z racji ich narodowości...!

      Niedawno usłyszałam od jednej z mam moich koleżanek :"całe
      szczęście,że mnie wtedy zostawił,tyle by mnie w życiu ominęło...no i
      nie spotkałabym kogoś,kto naprawdę mnie pokochał i przy kim ciągle
      kwitnę!"
      -jak widzisz rozwód to nie zawsze początek nieszczęście- często
      wręcz przeciwnie dla obu stron,choć początki na to zazwyczaj nie
      wskazują.Ilu ludzi tyle różnych przypadków,nie polecam Ci na
      przyszłość tak schematycznego myślenia.
      O żadnej walce już nie ma mowy,bo w moim życiu sprawy są jasne jak
      słońce włącznie z tymi formalnymi.A jak potoczy się życie...?Co
      będzie za 2,3 lata? Tego nie wiem ja i tego nie wiesz Ty,bo 3 lata
      to szmat czasu i moje, tak samo jak i Twoje życie może przewrócić
      się do góry nogami.
      Ja jestem szczęśliwa,bo mam przy sobie człowieka,który naprawdę mnie
      kocha.Pomimo załamania nerwowego zdjagnozowanego przez specjalistów
      i całemu światu,który utrudniał mu bycie ze mną udowodnił mi,że moja
      wiara w miłość nie była naiwna i tego życzę Wam wszystkim!!!
    • 23.08.10, 17:51
      uncertain no tak, podobna historia, bardzo.... ale jeszcze będzie pięknie smile
      przynajmniej nie tkwisz w jakimś chorym związku i masz szansę, że poznasz kogoś
      dla kogo będziesz najważniejsza na świecie smile pozdrawiam
      • 24.08.10, 16:01
        dopiero dzisiaj doczytałam "ciąg dalszy dla wtajemniczonych" hmmm jednak facet
        się zachował, ciesze się, że jednak wasza miłość okazała się prawdziwa smile
    • 25.08.10, 17:07
      Moge tylko zdradzic,ze teraz jeszcze jest bardzo ciezko...
      Ale nie poddajemy sie.
      Stoczylismy naprawde straszna walke o nasze szczescie.
      Walke,ktora nas bardzo zniszczyla...ale ciagle wierzymy i sie
      kochamy.
      Wiemy o co walczymy,patrzymy sobie w oczy i wiemy.

      Do jego juz na szczescie bylej stracilam resztki szacunku.Odwiedzila
      nas w naszym domu calkiem niedawno,zeby zademonstrowac,ze ciagle
      rozpacza...Przez 20 lat swoimi lzami trzymala go przy sobie i ciagle
      teskni za tym zyciem...Dlaczego? Czy mozna cieszyc sie obecnoscia
      mezczyzny-wieznia naszych lez...?
      • 25.08.10, 19:54
        No właśnie, po czym ona tak beczy, skoro to było małżeństwo z rozsądku
        przy niechcianym dziecku, nieudane od 15 lat? Toż to męczarnia. A może
        to dziecko nie było takie niechciane, a małżeństwo takie fatalne jak
        twierdzisz?
        Fascynuje mnie, podobnie jak formozę, szybkość, z jaką potępiłaś matkę
        próbującą się zabić - podczas gdy sama najpierw zaniedbałaś własną
        ciążę, a potem zdecydowałaś na aborcję.
    • 26.08.10, 04:34
      Coz...zonie pewnie zle nie bylo.Przystojny maz,dobrze zarabiajacy do
      tego wspanialy material na ojca,swietny kontakt z corka...zyc nie
      umierac.Skoro nawet nagminnie zdradzana od pierwszego roku
      malzenstwa przymykala oko,to chyba to,co jej wystarczalo do
      szczescia.To chyba raczej zasada "udawajmy,ze milosc nie istnieje,bo
      jest nam wygodnie"...no i ZONK!

      Trudno przyznac,ze matka,ktora usiluje sie zabic (czy tez desperacko
      przestraszyc meza,co by zostal przy niej) dokonuje swietnego
      posuniecia.Jak tez godne potepienia bylo moje zaniedbanie organizmu
      wciazy oraz decyzja o aborcji (z tego czy owego powodu nigdy nie
      zrealizowana!).Nigdy nie pochwalilam swojego zachowania,ale trudno
      tez chwalic desperacka eks!
      • 27.08.10, 08:59
        To, że nie zdążyłaś dokonać aborcji, bo doszło do poronienia to
        akurat żadna twoja zasługa. Po prostu fascynuje mnie, jak z posta na
        post jego żona (chyba jeszcze nie ma rozwodu, więc nie eks) staje się
        coraz bardziej krwiożerczą, podstępną bestią.

        > Trudno przyznac,ze matka,ktora usiluje sie zabic (czy tez
        desperacko
        > przestraszyc meza,co by zostal przy niej) dokonuje swietnego
        > posuniecia

        Mimo to jesteś ostatnią osobą, która ma prawo ją oceniać i wypisywać
        farmazony w stylu "jak tak można", bo sama wzorową matką się nie
        okazałaś.

        Nikt ci nie każe jej chwalić, ale najeżdżając na nią wystawiasz sobie
        bardzo kiepskie świadectwo.
        • 27.08.10, 17:54
          Widac,ze nie znalazlas sie w podobnej sytuacji i nie masz pojecia
          jak daleka jest droga od podjecia tej decyzji do jej realizacji.Nie
          wiesz jak daleka byc moze bylaby dla mnie.Tyle wiemy o sobie na ile
          nas sprawdzono i Ty i ja.

          Przeczytaj swoje ostatnie posty to moze dotrze do Ciebie ile oceny
          jest w kazdym Twoim zdaniu. oceny ludzi,ktorzy zwyczajnie bladza w
          zyciu w mniejszym lub wiekszym stopniu podobnie jak Ty.Pozwalasz
          sobie sadzic tutaj wszystkich,a innym tego zabraniasz? Jestesmy
          tu,by wyrazac swoje opinie.Ty z tego zdecydowanie korzystasz,a innym
          zabraniasz? Nie wahasz sie rzucac kamieniami,wiec po co sie
          ekscytujesz wlasna wspanialomyslnoscia?
          • 10.09.10, 15:51
            > Widac,ze nie znalazlas sie w podobnej sytuacji i nie masz pojecia
            > jak daleka jest droga od podjecia tej decyzji do jej realizacji

            Mimo to osoba, która taką decyzję podejmuje nie powinna pierwsza rzucać kamieniem w inną matkę. Zresztą zaniedbanie własnej ciąży doszło do etapu realizacji.

            >Tyle wiemy o sobie na ile
            > nas sprawdzono i Ty i ja.

            To prawda. Dlaczego zatem oceniasz tamtą kobietę, skoro sama nie chcesz być oceniania?

            > Przeczytaj swoje ostatnie posty to moze dotrze do Ciebie ile oceny
            > jest w kazdym Twoim zdaniu. oceny ludzi,ktorzy zwyczajnie bladza w
            > zyciu w mniejszym lub wiekszym stopniu podobnie jak Ty.

            Jeśli błądzę, inni mają prawo to ocenić. Nie widzę powodu, by nie nazywać rzeczy po imieniu. A poza tym co to za argument. Nikt nie jest bez błędu, więc przyklaskujmy wszystkiemu? Poczytaj swoje posty i zobacz, ile hipokryzji bije z twoich ataków na żonę kochanka, podczas gdy sama wzorowego życia nie prowadzisz.

            > Pozwalasz sobie sadzic tutaj wszystkich,a innym tego zabraniasz?

            Nikomu nie zabraniam. Napisałam tylko, że twoje pełne hipokryzji oburzenie "nie rozumiem jak można..." jest właśnie... hipokrytyczne.

            Jestesmy > tu,by wyrazac swoje opinie.Ty z tego zdecydowanie korzystasz,a innym
            > zabraniasz?

            A gdzie ja zabraniam?

            > Nie wahasz sie rzucac kamieniami,wiec po co sie
            > ekscytujesz wlasna wspanialomyslnoscia?

            Ja? Gdzie? Masz jakieś urojenia big_grin
            • 10.09.10, 15:55
              PS. Z tą wspaniałomyślnością... ok, już łapię, do czego się to odnosi. No cóż, najpierw stwierdzasz, że nie byłam w podobnej sytuacji, więc nie mam prawa krytykować. Potem napisałaś, że ja też błądzę, więc nie mam prawa krytykować. O co ci w końcu chodzi? Tak, miałam okazję odbić faceta innej kobiecie i tego nie zrobiłam. I to nie była wspaniałomyślność, bo nie jest żadną łaską zachować się uczciwie.
      • 12.09.10, 14:16
        "Skoro nawet nagminnie zdradzana od pierwszego roku malzenstwa przymykala oko"-

        bardzo mnie zastanawia jak można oczekiwać wyłączności, lojalności i uczciwości od faceta który wystawił sobie takie świadectwo...Jego życie nauczyło że jak nie jedna kobieta to druga i raczej nie będzie skory podejmować radykalnych decyzji dla kobiety bo on takich "miłości" miał na pęczki, już nie raz to przerabiał jak sama piszesz. Zachowałaś się jak kobieta która uparcie chce wierzyć że facet którego poznała i jest np. alkoholikiem dzięki niej się zmieni. Ty uwierzyłaś że skoro jesteś "lepsza", bardziej wyrozumiała i kochająca niż żona- to otrzymasz od niego lojalność, wyłącznośc i miłość. Tymczasem problem tkwi w tym człowieku i dokąd sam nie będzie chciał się zmienić, to zawsze będzie szukał kobiet które nie będą wymagały od niego zbyt wiele i zadowolą się marginalna rolą w jego życiu. Tobie przestało to odpowiadać..

    • 26.08.10, 05:06

      Nie zdazylam jeszcze zasnac bo...
      Jego corcia wyslala mu smsa,ze chce spedzic z nim caly jutrzejszy
      dzien.Na poczatku euforia,wielka radosc,bo przeciez juz prawie pol
      roku minelo odkad mu nie odpisuje na sms i nie odbiera tel,bo nie
      akceptuje sytuacji...no i pozniej padlo pytanie z jego ust: Nie
      sadzisz,ze lepiej bedzie jak jutro zostaniesz w domu? (pracujemy
      razem,a jego jutro nie moze zabraknac,wiec od rana bedzie siedziec z
      nim w biurze,skoro chciala caly dzien).

      Z jednej strony pewnie potraktowalabym ten dzien jako niestandardowy
      i wyjatkowy,bo przeciez szansa,zeby wszystko naprawic miedzy
      nimi.Nie zdazylysmy sie jeszcze poznac,bo ona go zwyczajnie
      skreslila,a firma to niezbyt intymne miejsce na takie
      uroczystosci...no i najpierw trzeba ja przygotowac pogadac,a nie
      bylo okazji.

      A z drugiej strony to dla mnie wielki cios,ze prosi mnie raz
      jeszcze : zniknij na ten jeden dzien,ukryj sie po raz ostatni dla
      jej dobra,przyjmij jeszcze jeden cios,zacisnij zeby i wytrzymaj!
      Takie zycie jest bardzo bolesne,a moja glupia milosc wieksza od tego
      bolu...a tak swoja droga,to jestem dosc sceptycznie nastawiona do
      tej naglej tesknoty za ojcem.Pewnie jutro sie okaze.Nawet On wpadl
      na to,ze moze stac za tym eks,bo corcia nie znosila nudzic sie w
      biurze 5 min,gdy tato pracuje,a co tu dopiero caly dzien?
      • 26.08.10, 15:08
        Nie zgadzaj się idz jutro do pracy. Czuję, że znów coś wymyśliły.
        Już najwyższy czas żeby się do Ciebie zaczeła przyzwczyczajać. Na
        bank z matką to wymyśliły, żeby Cię wkurzyć.
    • 28.08.10, 08:21
      właśnie chciałam sprawdzić ile czasu trwa to wszystko u Was, od lutego, całkiem
      sporo i cały czas dochodzą problemy, to matka, to córka , jak Ty sobie radzisz?
      • 29.08.10, 11:55
        "A z drugiej strony to dla mnie wielki cios,ze prosi mnie raz
        jeszcze : zniknij na ten jeden dzien,ukryj sie po raz ostatni dla
        jej dobra,przyjmij jeszcze jeden cios,zacisnij zeby i wytrzymaj!"

        Dlaczego piszesz ze ostatni raz masz sie ukryc?
        Od tej pory bedziecie sie juz spotykac we trojkę?
        Dziecko zaakceptowało sytuację wyciągając rękę do ojca po pol roku,czy
        tez chcialo tym spotkaniem skłonic go do powrotu?
    • 29.08.10, 16:58
      W lutym sie rozstalismy.A jestesmy razem (mieszkamy) grubo ponad rok.

      Wlasciwie to nie potrafil do konca zrozumiec dlaczego wyciagnela
      reke.Byla radosna,miala ochote po prostu pobyc z nim.Stesknila
      sie...i tu powinnam dodac radosna emotke ale...od tego dnia wrocil
      moj koszmar.Nie wiem juz dokladnie czy sama go stworzylam w mojej
      glowie,czy to rzeczywistosc.On jest bardzo przygnebiony,bo
      prosil,zeby teraz nie zatrzaskiwala mu drzwi tylko byla blisko
      niego,a ona ze probuje ale nie wie czy da rade.Jest bardzo zraniona
      faktem,ze on ma "druga rodzine",ze moze spedzac z nia czas a pozniej
      wraca do innego domu,do innej rodziny.Nie bierze pod uwage faktu,ze
      moze byc czescia jego,a tym samym naszego zycia w tej sytuacji.Nie
      potrafi zrozumiec a raczej nie chce,ze nasz dom to tez jej dom.Nie
      akceptuje sytuacji.Nie chciala rozmawiac na te tematy.Unikala
      dyskusji.Chyba chciala tylko poczuc sie jak kiedys przy swoim
      tacie.A on odwozac ja do domu widzial wielki zawod w jej oczach.Od
      tamtej pory widze,ze jest mu bardzo zle.Bardzo sie boi,ze jej proba
      przyblizenia przyniosla jej wiecej bolu i skresli go na zawsze.On
      tego nie przezyje.Tak samo jak nie potrafil przezyc rozstania ze
      mna.To jakis dramatyczny konflikt,w ktorym kazde rozwiazanie jest
      bledne i prowadzi do upadku!

      Zaczely sie moje schizy od nowa.Nie wiem juz co jest urojone a co
      prawdziwe.Wiem jedno : znow umieram z obawy przed utrata
      mezczyzny,ktorego kocham.Jak to mozliwe? Przewrocil swiat do gory
      nogami,zebym do niego wrocila. Zapewnia mnie,ze nie zmieni swojej
      decyzji,tylko po prostu ma gorsze dni,bo bardzo potrzebuje byc
      czescia zycia swojej corki,ale czy to tylko to? Czy w nim znow nie
      rodza sie watpliwosc?

      Zostalo dwa miesiace,zgodnie z tutejszym prawem,do uprawomocnienia
      sie wyroku.One tez czuja pewnie,ze to ostatni moment.

      Znow umieram.
      • 29.08.10, 18:09
        Nie umieraj, tylko ciesz się tym, że zasypia przy Tobie. Dacie radę. Pozytywna
        energia to podstawa.
      • 22.09.10, 15:39
        ty i twoje potrzeby są na drugim miejscu, tak jak na drugim miejscu była jego żona i jej potrzeby. Ten facet po prostu tak ma, że najpeirw jest ON, a potem długo długo nikt i nic. I córka nie ma tu nic do rzeczy, bo to wręcz dowodzi jego egoizmu, nie umie rozwiązać tej sytuacji, tylko dla własnego komfortu psychicznego ustępuje córce. A tak naprawdę, gdyby chciał wspólnego dobra, powinien postawić dziecku sprawę jasno: to jest moja nowa kobieta i twoje fochy tego nie zmienią. Niestety, to go przerasta, a że nauczyłaś go, że wszystko zniesiesz i wytrzymasz dla jego komfortu, to cóż... masz, czego chciałaś.
        Należało wyciągnąć wnioski z tego, jak potraktował swoją żonę.
    • 22.09.10, 08:36
      kochał cię a potem mu przeszło tak już jest po prostu nie miałaś szczęścia to bardzo boli ale przechodzi najdalej po roku musisz jakoś to przeczekać
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.