kocham cie ale... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
            • Też się z tobą zgadzam. Tyle tylko, że pomiędzy obgadywaniem kogoś lub czegoś wspominaniem w rozmowie o tym kimś lub czymś bez strachu, że u rozmówcy wywoła to pianę na ustach jest różnica. Ja miałem na myśli to drugie.
      • widzisz, rozumiem co piszesz, ale wyobraz sobie, ze ja z męzem nie sypiam od ok 3 lat. Tzn w tych 3 latach to moze raz na poł roku, Dlaczego? dlatego, ze związek sie sypie.
        Mąż nie ma kochanki, ani ja wcześniej nikogo nie miałam. Oddalaliśmy się od siebie i tyle.
        Dlatego też w końcu zebrałam się w sobie, kupiłam mieszkanie i z ciezkim sercem, strasznym zalem, i ogromnym lękiem ale zaczynam życ sama, z córką.
        Więc nie do końca zgodzę się z Tobą. Dzięki za wypowiedź.
      • Smutne ..ale cholernie prawdziwe!
      • Kiedyś się rypnie. Mówię Ci. Takie rzeczy prędzej czy później wypływają. Zirytuje się i po Tobie smile
      • ale podoopczyc tesz lubie.
        i wychodzilo.

        nie mozna tak uczciwie ?
    • No sorry ale jak ktos rezygnuje z dobra wlasnego dziecka dla jakiejs poznanej nowej doopy i odwrotnie to nie jest wart bycia rodzicem. Trzeba miec siano w glowie zeby tego nie rozumiec.
      --
      wink
    • Nawet jeśli odszedłby od żony (zdarza się, nawet dość często) czy potrafiłabyś żyć z tym, że Wasze dzieci cierpią? Twoje bez ojca, jego bez ojca... Dorośli myślą o swoich "prawach". "Prawo do szczęścia", "prawo do układania sobie życia". A co z prawami dzieci?
      Teraz wydaje Ci się, że "jakoś się ułoży".
      Bo wielka love. Ale ta wielka namiętność zblaknie za kilka lat. I zostanie tylko niesmak, rozgoryczenie, walki o dzieci i cierpienie tych dzieci, na które będziesz musiała patrzeć i o które będziesz się obwiniać.
      A facet ubrany w domowe kapcie, bez otoczki atmosfery skrytego romansu, okaże się... taki jak cała reszta. A może i gorszy sad
      --
      "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
      jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
      • Bardzo Ci dziękuje za te słowa, moja córka ma 16 lat i w styczniu i tak wyprowadzamy sie same. Problem dotyczy jego dziecka. Myśle ze masz duzo racji bo juz teraz czasami mam wyrzuty ze spędza czas ze mną a nie z dzieckiem. Jak widze takie maluchy jak jego to od razu czuje jakiś niepokój... Co do skrywanego romansu to tez możesz mieć racje ale ( wiem ze banał ale tak wlasnie czuje) ja na prawdę nigdy nie znałam kogoś takiego jak on, a pracuje głownie z facetami to nigdy mi sie cos takiego nie zdarzylo. Czasami jest cos takiego jak wyjątkowe porozumienie itd.. Moze dlatego mam tak wyjątkowe odczucia bo z mężem ewidentnie rożne potrzeby, rożne cele i inne postrzeganie rzeczy ważnych... i zero zrozumienia ...
        • Słuchaj..jak pracujesz wyłącznie z facetami to...sprawa jest prosta...zacznij się spotykać i innymi mężczyznami i mu o tym mów smile zdawaj relacje z każdego uśmiechu w Twoją stronę..zobaczymy jak Twoja Miłośc to zniesie...może zda sobie sprawę że Ty jedyna....Powodzenia życzę..
      • A mnie się wydaje, że zbyt często patrzy się tylko i wyłącznie na dzieci. Gdy w związku coś nie gra, przekłada się to na dom i dzieci to widzą, czują i wtedy też cierpią a kobieta razem z nimi.
        Dzieci kiedyś wyfruną z gniazda a kobieta jeśli nie podejmie odpowiednich decyzji, nie zaryzykuje zostanie albo sama albo z tym "niechcianym" mężem. Każdy ma prawo do szczęścia, gorzej gdy z braku odwagi do podejmowania decyzji stanie się starą, zgorzkniałą kobietą, nie umiejącą okazywać uczuć i samej kochać drugiego człowieka, bo niby skąd miałaby to znać
        • Wreszcie ktoś to napisał. Podpisuję się obiema rękami.
        • Dzieci to zasłona dymna. Jak się w związku nie podoba to się go kończy, bo od wspólnego przebywania w jednym domu/mieszkaniu dzieciom się nie polepszy. Jeśli komuś zależy na dzieciach to zawsze znajdzie dla nich czas.

          Tylko po takiej decyzji ciężko dalej realizować się w miłostkach, trzeba dzieci na spółkę z byłą zabierać do siebie. Prać, gotować, sprzątać, etc... I już nie jest tak fajnie.
    • wiola, a tak naprawde masz na imie Mariolka, i jestes córeczką Ferdka, co? ale ludziska dają sie nabrać, no same owieczki, daję słowo!!!!
      --
      miłego dnia!
    • Wiola,absolutnie Cię rozumiem bo...sama jestem w takiej sytuacji...omamił mnie czułymi słówkami ...dzwoni,pisze,jest ciągle obecny dlatego kobiety głupieją....
      też muszę sobie z tym poradzić ..
    • Viola2 błagam Cię, nie mów, że jesteś kolejną naiwną, która daje sobie wcisnąć kit, że on nie kocha żony ale...... Chcesz to sprawdzić? Zadzwoń w środku nocy albo po prostu bezpośrednio do żony. Prawda Cię uderzy prosto między oczy smile Powiem Ci to jeszcze inaczej: gdyby kochał Ciebie, a nie kochał jej to nie było żadnego ale. Może być Tobą zauroczony, może być mu wygodnie bo Ty słowa żonie nie piśniesz jak sama deklarujesz. Sama sobie robisz kuku. Żona i dziecko to poważna sprawa, kochanka jest przygodą. Znam dziewczynę, która ma dziecko z żonatym. Myślała, że zostawi rodzinę i będzie z nią i ich dzieckiem. I co? I jak się sprawa wydała to teraz dziecko (kochanki) nie widuje ojca, a ojciec wrócił do rodziny z podkulonym ogonem. Pamiętaj, zresztą niech wszystkie kobiety pamiętają: żona to żona. Gdyby mężczyzna nie chciał, żeby nią była to rozwiódłby się raz dwa. Nie robi tego? No bo żona to żona, a kochanka to chwilówka. Wiem, że dla Ciebie to przykre ale naprawdę, facet jeżeli chce się z Tobą przespać to Ci będzie takie banialuki nawijał na uszy, że aż strach smile ale baby są głupie i się na to łąpią big_grin
    • Kobieto jak Ty masz mało szacunku dla siebie , jakie Kocha ? Ty wogóle nie wiesz co to jest miłośc !
      - wy sie spotykacie na seks , a jemu w to graj - nie buduj swojego szcześcia na nieszcześciu innej kobiety ,czy dzieci , nawet jesli doznałaś podłości , otwórz oczy i skończ to oszustwo samej siebie!!!!!!! Powodzenia i pamietaj zasługujesz na najlepsze!!!!!!!
    • ja także jestem w bardzo podobnej sytuacji, ja także miałam tą samą odpowiedz, ja także kocham tak jak nigdy i też nie umiem do końca tego zrozumieć dlaczego, jak czytam większość wpisów tu to aż się włos na głowie jeży, jak większość z was z góry szufladkuje, ze to romans jak wszystkie inne, że on kłamie jak najęty, czy wszyscy którzy się zakochają kłamią? czy w życiu chodzi tylko o sex? trzeba się znaleźć w konkretnej sytuacji by zrozumieć drugiego człowieka, ja rozumiem Cię violu i to bardziej niż Ci się wydaje, jestem tylko młodszą Twoją odpowiedniczką, i mi też przyjaciółki mówią 'daruj sobie', to ja i tak go kocham
      • A ja Wam powiem z drugiej strony: ja byłam taką nieświadomą żoną ;/ Mój mąż miał kochankę, utrzymywał ją w świadomości, że między nami jest źle, że separacja, że tylko dzieci go trzymają ...dopóki ja nie dobrałam się do jego maila. Zadzwoniłam do kobiety i brutalnie ją uświadomiłam w co się wpakowała. Kiedy jej pisał, że zajęty, że pracuje ...byliśmy razem u rodziny czy na wspólnych wakacjach, kiedy mówił, że źle się czuje i nie mogą się spotkać ona go żałowała ...a tak naprawdę dochodził do siebie po namiętnej nocy i poranku ze mną ...resztę dośpiewaj sobie sama. Faceci są różni i owszem, zgadza się, nie wiem kim jest Twój, tylko pomyśl, czy to nie jest taka sama sytuacja. Ps z mężem nie jestem, jak wyszło na jaw, walizki stanęły pod drzwiami. Błagał 3 lata. Zawiódł, trudno. Później przyznał, że stracił rozum i nie wie dlaczego to zrobił, bo nigdy niczego mu nie brakowało.
      • Romans to romans. Po co dorabiać ideologie do tak prostej definicji? Dzielisz romanse na lepsze i gorsze? Właściwe i niewłaściwe? Sprawiedliwe i niesprawiedliwe? Na jakiej podstawie?
        A kłamstwo w romansie zawsze istnieje. W twoim przypadku facet okłamuje albo ciebie, albo żonę. Lepiej się poczujesz jeśli jest prawdomówny wobec ciebie?
        W takim układzie ktoś zawsze ucierpi, możesz oczywiście spróbować trójkąta, sprawdzić czy wszystkie trzy osoby będą zadowolone, wtedy możesz mieć rację z szufladkowaniem, w innym przypadku szuflada jest dość przewidywalna.
        Ale oczywiście nikomu nie bronię relatywizowania, przypominam tylko, że kij ma dwa końce.
        • Istotnie romans to romans i nie ma po co doszukiwać się w tym głebszego sensu i drugiego dna. Jestem kobietą, mam męża, mam dziecko i ...mam kolegę z którym znam się od wielu lat i z którym spotykam się od kilku lat na niezobowiązujący seks. Brzmi cynicznie? Być może ale prawda jest taka, że seks w małżeństwie nie jest już ani świeży ani tak namiętny jak był kilkanaście lat temu a nawet jeszcze kilka lat temu i znajomość na boku służy wylącznie urozmaiceniu życia. Nigdy nie przyszło mi do głowy nawet, że mogłabym odejśc od męża i zamienić swoje życie na inne, z kim innym. Bo i po co? Męża mam fajnego, lubię go, lubię z nim spędzać cza, chodzimy razem często w różne fajne miejsca, mamy dużo wspólnych zainteresowań, wspólnych przyjaciół itd. Myślę, że jakoś tam się kochamy, chociaż już nie tak jak na poczatku. Jesteśmy żżyci i mamy wspólny cel- wychowanie dziecka a potem kiedyś podróże. Także wszystko gra a jedyny szkopuł to ten nieszczęsny seks, który już dawno zbladł w codzienności... Ja bym swojej znajomości nawet nie nazywała romansem, bo poza sympatią nic mnie z moim kolegą więcej nie łączy i zdaję sobie sprawę, że ta przygoda kiedyś się po prostu skończy. Jak skończy się pożądanie.
          Myślę, że takich kobiet jak ja i takich facetów jak Twój kochanek jest bardzo wiele. Myślę podobnie jak większośc na tym forum, że dziecko to dla niego wymówka, bo dom to dom a żona pewnie nie jest żadnym potworem, tylko namiętność im już wygasła. Gdyby chciał być z Tobą to by był. Gdyby nie chciał być z żoną to by z nią nie był. A on pewnie chce być w swoim domu ze swoją rodziną i od czasu do czasu spotkać się z Tobą, po to żeby doznać świeżych wrażeń w łóżku i poza łóżkiem pewnie też, bo to taie przyjemne ten początkowy etap fascynacji, zadurzenia, kiedy motyle w brzuchu latają jak szalone...
          I tyle.
          Lepiej rozejrzyj się za jakimś wolnym facetem skoro Ty też zmierzasz ku wolności.
          Pozdrawiam.
          • Proszę ażeby Panie udzielające porad podawały dla jasności sytuacji swoje BMI.
            Dziękuję.
          • Nie "brzmi cynicznie" tylko jest cyniczne. Ale cóż poradzić, ludzie są różni. Ja uważam, że zdrowy układ to kwestia wzajemnej uczciwości, może to staromodne, ale nie martwi mnie to.
    • Pomyśl, czego TY naprawdę byś chciała? Za czym TY tęsknisz? I co możesz zrobić w tym kierunku? Bo łatwo jest oceniać, ale nikt, absolutnie nikt, nie wie jak wygląda sytuacja z jego strony. Wielu z nas może pozazdrościć Tobie spotkania swojej miłości, chociaż ona pewnie boli... A dobro dziecka? Jego rodzice pewnie wiedzą co dokładnie w ich konkretnej sytuacji jest najlepsze. Nie słuchaj rad ani opinii, sama wiesz najlepiej co jest najlepsze w Waszej sytuacji
      • tiggia! Zauważ,że to czego by chciała viola nie ma decydującego znaczenia, bo facet się określił jasno, że kocha ale nie mogą być razem, bo dziecko... W sumie nieważne czy to jest jego wymówka czy tak jest na prawdę, bo on się określił, postawił sprawę jasno- nie będą razem. Masz rację, że nikt nie wie jak jest z nim i jego żoną poza nimi samymi, ale fakt jest taki że ta żona istnieje i nic nie wskazuje na to, żeby miała przejść do historii. I viola może sobie nie wiadomo jak bardzo chcieć być ze swoim przyjacielem, ale jeśli on nie chce to nic z tego nie wyjdzie. Chyba, że będzie jej odpowiadał układ polegający na spotkaniach raz na jakiś czas nie za często z powodu dzielącej ich odległości i jego zobowiązań wobec rodziny, na zapewnieniach o wielkim uczuciu, które będą tylko słowami bez pokrycia. Może to banał ale jak viola będzie chora, albo będzie potrzebowała pomocy w czymkolwiek, to tego pana przy niej nie będzie. Mimo wielkiej i gorącej "miłości". Chyba, że violi by odpowiadało bycie kobietą na doczepkę, ukrywanej przed rodziną i znajomymi, brak perspektyw na wspólny dom i stabilne życie i bycie z facetem, który jest idealny poza jedną małą wadą- żoną w ich wspólnym domu.
    • Lepiej zrób tak, jak ci radzą. Zapomnij o nim i znajdź sobie uczciwego faceta. Ten raczej do takich nie należy. Poza tym, może się ze mną nie zgodzisz, nie powinnaś dążyć do rozbicia rodziny. Nie można budować swego szczęścia na czyimś nieszczęściu, to nie wychodzi. I jeszcze jednak sprawa - pomyślałaś, że gdyby się ożenił z tobą, to po jakimś czasie możesz się znaleźć w takiej sytuacji, jak jego obecna żona?
      • boharoha napisała:

        > Lepiej zrób tak, jak ci radzą. Zapomnij o nim i znajdź sobie uczciwego faceta.
        > Ten raczej do takich nie należy. Poza tym, może się ze mną nie zgodzisz, nie po
        > winnaś dążyć do rozbicia rodziny. Nie można budować swego szczęścia na czyimś n
        > ieszczęściu, to nie wychodzi. I jeszcze jednak sprawa - pomyślałaś, że gdyby si
        > ę ożenił z tobą, to po jakimś czasie możesz się znaleźć w takiej sytuacji, jak
        > jego obecna żona?


        Nie no po co, przeciez kochankę nie obchodzi jakaś tam obca baba i obcy bachor.
        Ona chce tylko jego koniec kropka.

        Ależ skąd, kochanka nigdy nie podzieli losu byłej zony, bo ona jest lepsza on tamtej, wszak dla niej zostawił była żonę i porzucił dziecko.
        Przeciez z tego kochanki sa dumne... Ze ich misio pozbył sie byłej rodziny.


        --
        -----------------
        ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
        • 3-mamuska napisała:
          > Przeciez z tego kochanki sa dumne... Ze ich misio pozbył sie byłej rodziny.


          Spakojna, nie walnujsa...

          To sie zdarza tylko w 10 % przypadkow.
          W 90 % placza mi tu w rekaw na foro, ze Misio nei ma zamiaru porzucic dla niej zony
          i rodziny, gdyz kochanka jest dla niego (podobnie jak i dla mnie) jedynie kochanka.

        • Mamuska, czego tak plujesz jadem ??? Pisalam ale chyba nie czytalas... podbnie jak moje malzenstwo sie skonczylo, tak on ttwierdzi ze i jego, o ile moge mu wierzyc.. i oczywisce ze obchodzi mnie i obca baba i obce dziecko a nie bachor idiotko, zal mi cie ze masz takie podejscie. Mysle ze albo ciebie spotkalo cos podobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobiety i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie maja...
          Zagladam tu czasami i czytam. Dziekuje za poważne wypowiedzi
          • > odobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobie
            > ty i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie m
            > aja...

            Jedni po prostu lubią, inni myślą, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona, jeszcze inni, że lepiej się poczują, dowartościują... Natomiast ocenę pominę.
          • Hej viola2 nie wyzywaj od idiotek, nawet jeśli Cie wkurza wypowiedź mamuski. Ona napisała co myśli, może obcesowo ale Ciebie nie wyzywa. I taka refleksja...Twoje małżeństwo się skończyło na pewno, a jego? Tego nie masz nawet jak zweryfikować, bo facet mieszka ileśset kilometrów dalej i może Ci nawijać co tylko zechce a fakty są takie, że powiedział Ci że nie zostawi domu i dziecka a więc najprawdopodobniej żony też. I druga refleksja...czy na prawdę chcesz być z facetem, który robi żonę w konia? W dodatku drugą żonę... Sądzisz, że swoim obu żonom kiedyś nie opowiadał tych samych tekstów o wielkiej miłości jaka się nie zdarza co dzień? Zapewne opowiadał i zapewne w to wierzył, tylko miłość wywietrzała zderzeniu z monotonnym codziennym życiem. Tak ja wietrzeje wielu ludziom i myślę, że tych porywów szuka się poza małżeństwem a nie stałego związku.
            • Ok, przepraszam ale wkurza mnie ze mamuśka wciąga w to jego dziecko i nazywa bachorem. Tyle. A co do reszty to wiem, masz racje, tzn ze prawdopodobnie masz racje. Rozum to wszystko wie, ale serce jeszcze nie... Wciąż mu wierzysad no i chyba zgodzisz sie ze mną ze moze sie zdarzyć ze to moze byc wlasnie TO. Ja tez mam dwa nieudane malzenstwa. Co prawda z tym samym facetem ale co to za różnica ...
              • Pewna doza romantyzmu jest wskazana, ale co za dużo to nie zdrowo. smile
                "[...]właśnie TO." to dość obszerne pojęcie, i sprawdzalne w praktyce dopiero PO. Licząc na tzw. właśnie TO, zawsze znajdziesz lepsze TO, bo takie jest życie. Oczywiście nikt tego ci nie zabroni. A czy warto, sama musisz sobie odpowiedzieć. Symptomatyczny i jednoznaczny jest tylko fakt, że nie będziecie razem...
                Zatem TO, albo nie TO, oto jest pytanie... - parafrazując klasyka.
                • Starając sie jakos podsumować to wiem ze on na pewno czuje cos wyjatkowego, co moze wcześniej czuł do swoich zon, wiem ze jestem przy nim szczęśliwa ze tylko wtedy gdy spojrze na to egoistycznie bo tak na prawdę żal mi jego rodziny, mojej tez ze sie rozpadła, myśle ze tak dobrze sie rozumiemy bo mamy podobne problemy-nieszczęśliwe związki . Na 99% nie będziemy razem na stałe ale ja potrzebuje czasu zeby odejść. Z drugiej strony albo przez sytuacje domowa albo przez ten związek ( choćby emocjonalny ) chyba zaczyna mi sie depresjasad
                  • Dlatego też właśnie podstawową zasadą jest zaczynanie nowych związku po zakończeniu starych (po obu stronach). Odpada wtedy wspólnota bólu rozstania, wzajemne współczucie, etc...Sytuacja jest prosta, bez wymówek i samousprawiedliwiania się - albo obie osoby chcą być razem i są, albo nie chcą i się rozstają.
                    Bez tego łatwo z jednego nieszczęścia w drugie przeskoczyć, kompensując braki własnymi wyobrażeniami. Obie sytuacje prowadzące do depresji musisz rozwiązać, a "właśnie TO" pojawi się jeszcze niejedno.
                    Biorąc pod uwagę, że człowiek ma wolną wolę i jednocześnie zdeterminowany jest własną "biologicznością", TO pojawia się wielokrotnie w życiu, tylko jeden z tego skorzysta, inny pozwoli uschnąć.
                    Gumki i syntetyczne estrogeny trochę pokrzyżowały plany naturze. smile
                    • No tak, tylko ze ja tego nie planowałam , nie myślałam ze sie zakocham, ze on sie zakocha. Po kilku spotkaniach zaczęło dziać sie cos czemu nie mogłam sie oprzeć , umówiliśmy sie wiec poza praca i ... Dalej poszło błyskawicznie ale nie sex, bo na to musiał troche poczekac
                      • Czemu się dziwisz? Tak to działa. Bez takich podświadomych działań mózgu, gatunek ludzki skończyłby tam gdzie dinozaury, tylko z zupełnie innego powodu.
                        • smile
                          • MOja droga, jakbym ja Ci powiedziała, jakie ja już wymówki slyszałam.. To by Ci oko zbielało i szybko byś zmieniła zdanie co do intencji tego człowieka. Wszystko, dosłownie wszystko moze być usprawidliwieniem!!! Fakt jest faktem, że zawsze cos się znajdzie, jeśli tylko ktos rekami i nogami broni się przed zmianami.
                            podobało mi się to, co ktos napisał. Skoro tak Cie kocha, dlaczego mysli tylko o dobru zony - jej nerwów nie szarpie. A czy mysli o Tobie, co czujesz, jak tęsknisz, jak gryziesz się z zazdrością, z myslami, co on z żona teraz robi?
                            Pomyśl, czy Twoja lojalność to nie idiotyzm wobec kogo, kto lojalny nie jest wobec Ciebie.
                            moge godzinami opowiadac o takich kretynach. jeśli masz ochote posłuchac, jak to wygląda, daj znac na mojego prv. podzielę się swoją histerią (bo inaczej się nie da o tym mówić)!!!
                  • viola2 nikt chyba nie zaprzecza tutaj, ze czujesz coś wyjątkowego i że Twój znajomy także. Trudno resztą dyskutować z czyimiś uczuciami, tylko że niekoniecznie ta wyjątkowość uczuć oznacza od razu, że jest to TO. Ktoś poniżej napisał, że trochę romantyzmu nie zawadzi, ale TO jest pojęciem tak abstrakcyjnym, że trudno je w ogóle zdefiniować. Ja myślę, a mogę nie mieć racji, że dużo osób myli ten przyjemny zawrót głowy, motyle w brzuchu i silne pożądanie z miłością i czymś na prawdę głębszym. Czy to jest owo TO czy też nie można zweryfikować dopiero w trakcie codziennego życia, problemów, chorób, braku pieniędzy, ciąż, poronień, śmierci kogoś z rodziny i innych ekstremalnych sytuacji ale będących tym prawdziwym życiem z kimś. Sam seks i uniesienia i czułe szepty to za mało, żeby móc to ocenić. Skąd wiesz jak Twój przyjaciel zachowuje się w trudnych sytuacjach? Skąd wiesz jakim jest człowiekiem w codziennym wspólnym życiu? Może w ogóle nie mogłabyś z nim żyć z powodu jego nieakceptowalnych cech, przyzwyczajeń itd. A do tego ma dzieci z dwóch związków, zobowiązania wobec tych dzieci, w tym finansowe. Myślisz, że nie przeszkadzałoby Ci to? Pomyśl z zimną głową o nim i o tym co wiesz a czego nie wiesz, ale czego możesz domniemywać. I wyciągnij wnioski dla siebie. Czy warto w ogóle w to brnąć czy może lepiej sobie odpuścić teraz póki jeszcze jest łatwiej niż będzie za rok, dwa lub trzy, kiedy będziecie niby razem a on ciągle z żoną i dzieckiem czyli z własną rodziną a Ty na doczepkę. I cały czas miej w pamięci jego słowa, że nie będziecie razem. Skoro tak mówił to znaczy, że tak myśli. Faceci zwykle mają bardzo proste umysły i nie kombinują, nie uprawiają gierek, nie ma drugiego dna w tym co mówią. Nie ma sensu się tego doszukiwać. Mówi, że jest tak to znaczy, że tak jest i znaczy że nie chce inaczej. A jego żony i dziecka nie masz co żałować, bo po pierwsze oni o Tobie nie wiedzą a po drugie on powodowany wyrzutami sumienia ( zakładając, że ma sumienie) stara się podwójnie, żeby rodzinie leciała manna z nieba.
                    Może szkoda Twojego zdrowia i czasu na popadanie w depresję?
              • viola2 napisała:

                > Ok, przepraszam ale wkurza mnie ze mamuśka wciąga w to jego dziecko i nazywa ba
                > chorem. Tyle. A co do reszty to wiem, masz racje, tzn ze prawdopodobnie masz ra
                > cje. Rozum to wszystko wie, ale serce jeszcze nie... Wciąż mu wierzysad no i chy
                > ba zgodzisz sie ze mną ze moze sie zdarzyć ze to moze byc wlasnie TO. Ja tez ma
                > m dwa nieudane malzenstwa. Co prawda z tym samym facetem ale co to za różnica .
                > ..

                Oj jaka ty szlachetna jestes, wkurza cie słowo "bachor" ale to ze chcesz zeby aby ojciec zostawił dziecko to juz jest ok.

                Gdyby obchodził cie los tego konkretnego dziecka. To nie mieszalabys w związku jego rodziców.
                Bo małżeństwo moze mieć gorsze chwile, ale jesli nikt sie z zewnątrz nie wtrąca, to para ma szanse pracować nad związkiem i byc ze sobą, nawet jesli nie z zakochanie,to z szacunku przyjaźni ,milosci , przywiązania.

                Jesli ty dajesz mu niby to czego mu brakuje, odbierasz sznse na odbudowanie związku i jemu i jego żonie.




                --
                -----------------
                ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
                • 3mamuska ja się z Tobą nie zgadzam odnośnie mieszania w czyimś małżeństwie. viola2 nie miesza temu panu w małżeństwie, tylko on sam sobie miesza i niekoniecznie w małżeństwie a może jedynie w życiu własnym. Nie wiemy nic o jego sytuacji małżeńskiej, tzn. wiemy to co pisze viola a viola powtarza jego słowa, ale to niekoniecznie są wiarygodne informacje.
                  Uważam, że za małżeństwo sa odpowiedzialni małżonkowie a nie jakakolwiek osoba z zewnątrz.
            • wiotka_jak_trzcina napisał(a):

              > Hej viola2 nie wyzywaj od idiotek, nawet jeśli Cie wkurza wypowiedź mamuski. On
              > a napisała co myśli, może obcesowo ale Ciebie nie wyzywa. I taka refleksja...Tw
              > oje małżeństwo się skończyło na pewno, a jego? Tego nie masz nawet jak zweryfik
              > ować, bo facet mieszka ileśset kilometrów dalej i może Ci nawijać co tylko zech
              > ce a fakty są takie, że powiedział Ci że nie zostawi domu i dziecka a więc najp
              > rawdopodobniej żony też. I druga refleksja...czy na prawdę chcesz być z facete
              > m, który robi żonę w konia? W dodatku drugą żonę... Sądzisz, że swoim obu żonom
              > kiedyś nie opowiadał tych samych tekstów o wielkiej miłości jaka się nie zdarz
              > a co dzień? Zapewne opowiadał i zapewne w to wierzył, tylko miłość wywietrzała
              > zderzeniu z monotonnym codziennym życiem. Tak ja wietrzeje wielu ludziom i myś
              > lę, że tych porywów szuka się poza małżeństwem a nie stałego związku.


              OJP to to on ma juz druga żonę, gdzieś mi to umknęło.

              Haha i ona następna daje sie nabierać masakra.
              --
              -----------------
              ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
          • viola2 napisała:

            > Mamuska, czego tak plujesz jadem ??? Pisalam ale chyba nie czytalas... podbnie
            > jak moje malzenstwo sie skonczylo, tak on ttwierdzi ze i jego, o ile moge mu w
            > ierzyc.. i oczywisce ze obchodzi mnie i obca baba i obce dziecko a nie bachor i
            > diotko, zal mi cie ze masz takie podejscie. Mysle ze albo ciebie spotkalo cos p
            > odobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobie
            > ty i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie m
            > aja...
            > Zagladam tu czasami i czytam. Dziekuje za poważne wypowiedzi

            Nie pluje jadem, a idiotka jestes ty ktora daje sie nabierać na piękne słówka. Żal po prostu żal.

            Przyjeżdża po... cha i wraca do rodziny. A ty sie gryziesz.
            I to nie jest moje zdanie tylko zdanie kochanek , co to biorą to na co maja ochotę bez żadnych skrupułów.
            Mi żal ciebie ze dorosła kobieta daje sie nabierać ze dziecko , śmiech mnie ogarnia gdy to czytam.
            Wyczytałam to tu na forum, ze nie trzeba byc lojalnym wobec zony i dzieci bo to sa obce osoby .

            Nic mnie takiego nie spotkało, tylko tu na forum sporo kochanek ma takie podejście.
            I wnerwia mnie to ze kobieta dla innej kobiety to największy wróg.
            --
            -----------------
            ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
    • Viola,właśnie wpadła mi w rękę wspaniała książka Susan Forward "Gdy twój partner łże jak pies" i oto jej fragment,warto przeczytać...

      "
      „Tym razem to co innego"
      Kobieta, która wiąże się uczuciowo z żonatym mężczyzną, automatycznie
      wiąże się z kłamcą - wynika to z definicji, bo on
      z pewnością okłamuje swoją żonę. Niemal każda kobieta zakochana
      w żonatym człowieku wmawia sobie, i każdemu, kto jej słucha, że jej
      sytuacja jest wyjątkowa - że on jej nie okłamuje i że zostawi swoją
      żonę.
      92
      KŁAMSTWA, KTÓRE SOBIE MÓWICIE
      Na naszej pierwszej sesji Natalie, trzydziestoośmioletnia sekretarka,
      opowiedziała mi jakże dobrze znaną historie swojego długiego romansu
      z żonatym mężczyzną - który rozpoczął się wybuchem namiętności.
      Teraz jednak powodował niepokój i niepewność.
      Moje małżeństwo było straszne i bardzo potrzebowałam kogoś, przy kim
      czułabym się atrakcyjna i pożądana, a Larry mi to zapewnia. Jest księgowym
      w firmie prawniczej, mógł więc widywać się ze mną dość często
      wieczorami i mówić żonie, że pracuje. Wiem, że ją okłamuje, ale tylko
      w ten sposób możemy być teraz razem, a ponieważ nasz związek jest taki
      wyjątkowy i niezwykły, wiem, że nigdy by mnie nie okłamał. Oczywiście
      jest tyle komplikacji. Początkowo godziłam się na te ograniczenia, ale
      w weekendy i wakacje czułam się bardzo samotna. Chcę zostać jego żoną.
      Powiedział mi, że bardzo kocha dzieci, ale jego małżeństwo jest martwe,
      uczuciowo i łóżkowo. Dzięki temu nie mam takich wyrzutów sumienia
      z powodu tego, co robimy, i tego, że chcę, by się ze mną ożenił.
      W parę minut Natalie wymieniła kilka elementów typowego związku
      z żonatym mężczyzną:
      1. Z uporem powtarza, że on i jego żona już się nie kochają i nie sypiają
      ze sobą.
      2. Mówi żonie, że jest w pracy, kiedy spotyka się z kochanką.
      3. Nie spędza z kochanką weekendów ani wakacji. Te są zastrzeżone
      dla rodziny. A ona prawdopodobnie w tym czasie nawet nie wychodzi
      z domu, bo nie chce przegapić telefonu od niego, kiedy jego żona
      na chwilę się oddali.
      Wierzymy jego słowom, nie czynom
      Natalie tak bardzo pragnęła wierzyć, że Larry odejdzie od żony i poślubi
      ją, że niemal wyłącznie koncentrowała się na jego słowach, nie
      czynach. Słowa mówiły jej to, co chciała usłyszeć, co dawało jej
      nadzieję, której mogła się uczepić. Jego postępowanie jednak świadczyło
      o czymś przeciwnym, co zupełnie pomijała.
      y o
      SUSAN FORWARD
      Kiedy naciskałam, zaczynał obiecywać: „Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
      Będziemy razem, będziemy mieć wspólne życie". Chciałam wierzyć, nawet
      kiedy słyszałam typowo męską wymówkę: „Rozwiodę się, jak dzieci
      podrosną". Wciąż prosiłam, żeby choć w przybliżeniu powiedział, ile mam
      czekać, a on odpowiadał: „Nie mogę ci podać daty, ale zaufaj mi, prędzej
      czy później tak będzie". Ciągnęło się to cztery lata i w końcu postawiłam mu
      ultimatum. Miałam tego dość. Więc wczoraj wieczorem, pod presją z mojej
      strony, powiedział, że się wyprowadzi z domu i wynajmie mieszkanie. Jestem
      poruszona. Przerażona. Zmieszana. Nie wiem, czy dobrze robię.
      Czy na pewno wiesz, czego chcesz?
      Powiedziałam Natalie, że kiedy jej słucham, mam takie samo uczucie
      jak podczas oglądania filmu grozy; kobieta będąca sama w domu
      w nocy słyszy hałas w piwnicy. Sama, bez światła, schodzi na dół
      sprawdzić, co się dzieje. Kiedy zaczyna schodzić po schodach, zawsze
      łapie się na myśli: „Nie! Nie idź tam, wracaj! To niebezpieczne!".
      Na Natalie katastrofa czyhała tuż za rogiem, nie w postaci niespodzianki
      z horroru, ale w postaci podniecającego faceta, który obiecywał
      jej wszystko, czego rzekomo tak bardzo pragnęła. Niestety, była okłamywana,
      przez Larry'ego i samą siebie. Kiedy w następnym tygodniu zobaczyłam
      Natalie, jej nastrój zmienił się nie do poznania, a jej opowieść
      o tym, co się wydarzyło, przerywały łzy i słowa niedowierzania.
      Umówiliśmy się o dziesiątej rano w agencji nieruchomości, żeby rozejrzeć
      się za mieszkaniem dla niego. Naturalnie przyszłam piętnaście minut
      wcześniej. I czekałam... czekałam. Siedziałam tam chyba z półtorej godziny.
      Pracownicy pytali, czym mogą służyć, a ja w kółko powtarzałam:
      „Dziękuję, czekam na kogoś". Przeczytałam wszystkie gazety na stoliku.
      Najpierw się martwiłam, czy mu się coś nie stało, ale potem zrozumiałam,
      że po prostu nie przyjdzie... że to się nigdy nie stanie. Zrobiło mi się niedobrze.
      To nie mogło dziać się naprawdę.
      Szok i niedowierzanie opisane przez Natalie zna każda kobieta, która
      musiała pożegnać się z marzeniem. By dopełnić upokorzenia i poczucia
      zdrady, Larry nie miał nawet odwagi, by spojrzeć jej w twarz.
      94
      Zadzwoniłam do jego biura, a on nawet nie odebrał telefonu. I tak było
      przez cały tydzień. Kiedy wreszcie się odezwał, powiedział: „Przepraszam,
      ale nie mogę teraz tego zrobić". I na tym się skończyło.
      Niegdyś namiętny romans zakończył się skomleniem. Żadnych dramatycznych
      scen. Słabe „przepraszam" i trzaśniecie słuchawki.
      Zderzenie z rzeczywistością
      Jeśli twój kochanek okłamuje żonę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że
      okłamuje także ciebie. Larry nigdy nie miał zamiaru się rozwodzić. Obiecywał
      Natalie wspólną przyszłość tylko po to, by ją przy sobie zatrzymać.
      Jak większość żonatych mężczyzn, chciał mieć wszystko naraz - żonę,
      dzieci, dom i kochankę. Kiedy Natalie roztrzaskała jego łódź, przeskoczył
      na bezpieczniejszy statek.
      Oczywiście zdarza się, że żonaci mężczyźni porzucają żony dla kochanek, sama
      znam nawet kilka dobranych par, które związały się w takich okolicznościach.
      Ale takie przypadki są nieliczne, a szanse na taki obrót spraw są tym
      mniejsze, im dłużej ciągnie się twój skrywany romans. Nawet jeśli zostawi
      żonę, skąd możesz mieć pewność, że kiedyś nie zrobi tego samego tobie?
      Nadawanie sensu kłamstwu
      Kiedy zaprzeczanie prawdzie (jego lub nasze) przestaje działać i wreszcie
      musimy przyznać przed sobą, że dałyśmy się wywieść w pole,
      gorączkowo szukamy sposobu, żeby nasze życie nie legło w gruzach.
      Szukamy więc wytłumaczenia, racjonalizujemy. Wynajdujemy „słuszne
      powody", by usprawiedliwić nieuczciwość partnera, który zawsze
      przyznanie się do winy okrasza jakimś ważnym powodem do kłamstwa.
      „Skłamałem tylko dlatego, że...". My także znajdujemy dla niego
      wymówki: „To kłamstwo nie ma znaczenia/Wszyscy kłamią/Jest
      tylko człowiekiem/Nie mam prawa go osądzać".
      Jeśli pozwolimy tym kłamstwom utrwalić się w naszej świadomości,
      oznacza to, że musimy przygotować się na jedną z przykrych
      możliwości:
      95
      SUSAN FORWARD
      96
      • Jest zupełnie inny, niż sądziłam.
      • Ten związek wymknął się spod kontroli, nie wiem, co robić.
      • Może to już koniec.
      Większość kobiet uczyni wszystko, by uniknąć konfrontacji z tymi
      prawdami. Nawet jeśli robimy awantury, dowiedziawszy się, że
      skłamał, wkrótce potem, ledwie kurz osiądzie na sprawie, większość
      z nas wybiera niosące pocieszenie terytorium racjonalizacji. W gruncie rzeczy wiele kobiet pragnie zaprzeczać logice, odrzucić przeczucia
      i inteligencję, i zaakceptować zwodniczy komfort karmienia się
      złudzeniami.
      Ale nie jesteśmy głupie. Nasze racjonalizacje muszą mieć sens i ład,
      bo inaczej nie odnoszą skutku. Jeśli swoje cenisz tak wysoko, że nie
      możesz bez nich żyć, odłóż tę książkę. Mam zamiar podziurawić twoje
      racjonalizacje, które powstrzymują cię od działania, a kiedy ujdzie
      z nich powietrze, już nie będą tak sprawnie działać."

      I wszystko jasne...
      • I wszystko jasne, dokładnie tak. Jedna z moich znajomych opowiedziała mi kiedyś historię swojego romansu i to była wypisz wymaluj książkowa historia, któa ciągnęła się 6 czy nawet 8 lat. Nie pamiętam dokładnie. Tylko podstawić inne imiona i jest gotowy schemat. Mam też znajomych facetów,którzy mieli bądź mają romanse i dokładnie robią to samo. Nawijają makaron na uszy swoim przyjaciółkom, zwodzą, uwodzą, proszą, błagają, obiecują a to wszystko po to, żeby je zatrzymać przy sobie jak najdłużej a nie po to, żeby z nimi żyć. Ja tylko współczuję ich żonom, bo zwykle nie wiedzą co się za ich plecami odbywa, albo dowiadują się o tym na końcu, kiedy od dłuższego czasu jest to tajemnica Poliszynela.
        • wiotka_jak_trzcina napisał(a):
          Ja tylko współczuję ich żonom, bo zwykle nie wiedzą co się za ich plecami odbywa


          - no to chyba dobrze, ze nie wiedza ?
          gorzej (dla wszystkich) - gdy sie czasem dowidza.

          2. Jak mozna wspolczuc komus, kto o niczym nie wie ?
          - to szlachetne uczucie zostaw dla chorych, biedakow, inwalidow i innych PRAWDZIWIE poszkodowanych przez los.
    • 700 km raz na dwa tygodnie? układ idelany, pomiszkalibyście razem parę lat i by wam przesło
    • viola2 napisała:

      > Panowie, czy to jest możliwe zeby zrezygnować z miłości z czegoś na co czeka si
      > ę całe życie... dla dziecka?

      Jest to możliwe, ale trzeba pamiętać, że potem żałuje się tego przez całe życie.

      --
      Pozdrawiam,
      Ekonomista

      Najdrastyczniejszy film na youtubie! Tylko dla ludzi z dystansem do życia!
    • Dla mnie to oczywiste.. wybor milosci do dziecka. Dziecko jest wazniejsze od kochanki.. to chyba normalne.
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-150

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.