• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

kocham cie ale... Dodaj do ulubionych

  • 10.11.13, 22:43
    nie mozemy byc razem, bo nie moge, nie chce skrzywdzic mojego dziecka.
    On ma 4 letnie dziecko, zone, dzieli nas 700 km. Ja jestem przed rozwodem, a on mowi, że nie chce ranić dziecka.... Rozumiecie to? Twierdzi, ze bardzo mnie kocha, wierze mu, pewnych rzeczy nie można udawać. Spotykamy sie co tydzien lub dwa...
    Panowie, czy to jest możliwe zeby zrezygnować z miłości z czegoś na co czeka się całe życie... dla dziecka?
    Zaawansowany formularz
    • 10.11.13, 22:47
      odpuśc kobieto
      • 10.11.13, 23:04
        probowałam, ale nie potrafie, Zaczelismy na nowo się spotykać, bo jemu tez było strasznie trudno- tak mówił. Nie potrafi zapomniec o mnie i szukał wciąż pretekstu do kontaktu. Zapytałam czy kocha swoją żone to odpowiedział, że przecież wiem, ze nie i skąd mi to w ogóle przyszło do głowy, że się mijają, tolerują... niby nic poza tym..
        Trudne jest to tyle, że w pewnych kwstiach, można nazwać służbowych i tak się kontaktujemy, bo musimy.
        No i na prawde nigdy mnie nie spotkało coś tak wyjątkowego sad(((((((((((((( a jestem sporo po 30-tce
        • 11.11.13, 01:12
          Hahahaha.

          Nie chce mi się nawet tłumaczyć "co autor miał na myśli". Posłuchaj rad koleżanki Agusi i odpuść. Powiem więcej: Uciekaj, spieprzaj, spierd...... od takiego człowieka jak najprędzej.
          Nie wiesz dlaczego? To za jakiś czas zrozumiesz. Tylko, że wtedy będzie już za późno...
          • 11.11.13, 09:58
            kiedy zaciągał cię do łóżka zapomniał jak strasznie dziecko kocha?
            spełniłas już swoje zadanie on juz ma żonę druga mu nie potrzebna
            na pewno w tej chwili jestes zła za te słowa ale przyjdzie czas że spadna ci z nosa różowe okulary
            • 16.11.13, 20:52
              A skąd wiesz, że to on ją zaciągnął?
              • 17.11.13, 11:16
                >A skąd wiesz, że to on ją zaciągnął?
                bo tak z reguły bywa rzadko na odwrót
                • 17.11.13, 21:56
                  Nikt nikogo nie zaciągał, śmierdzi trollem na kilometr. Normalna kobieta nie zapyta czy można zrezygnować z "wielkiej miłości" (czyt. bzykania na boku) dla dziecka.
                  • 17.11.13, 22:14
                    Czy ja pytam o bzykanie czy robie pewne założenie i zadaje pytanie ?
                    • 17.11.13, 23:53
                      Jeśli nie jesteś trollem to robisz "założenie" błędne. Zakładasz że on cię kocha i pytasz czy dla "miłości" zostawi rodzinę. Od wieków mężczyźni mieli kochanki i zawsze im mówili że je kochają, to nic nie kosztuje. Gdyby chciał ich zostawić, to nie musiałby mieć kochanki, a jemu się nawet nie chce cię oszukiwać, tak mu łatwo idzie.
                      • 18.11.13, 08:29
                        Nie mówi, że nie ostawi ich, tylko mówi, że nie chce zostawić dziecka, mówi, że nie chodzi o żonę, tylko właśnie o dziecko.
                        Nie wiem czy czytałaś wszystko, ale sprawa jest bardziej złozona niż zostawienie ich czy jej... Załóżmy, że zostawi ich, to i tak nie przeprowadzi sie do mnie bo za daleko bezie miał do dziecka, a nie chce go widywać raz na dwa tygodni tylko częsciej
                        • 19.11.13, 08:13
                          Ale czemu Ty uznajesz to co on mówi, za prawdę absolutną? My wiemy, co on mówi, bo wszyscy mówią to samo przecież w takich sytuacjach.
                • 26.11.13, 21:24
                  oj bywa, facet idzie na kawę, a ląduje w łóżku.
          • 18.11.13, 01:32
            jesteś pod wpływem fascynacji,nie warto wiązać z takim człowiekiem świetlanej przyszłości.Na pewno, tak jak już ktoś Ci napisał, normalnie sypia z żoną i na pewno jest normalne współżycie.Żona pewnie niczego się nie domyśla bo jest między nimi wszystko poprawnie.On nie chce Cię stracić , bo ma na delegacji z kim się bezpiecznie kochać -tacy są faceci. Nie można mieć do nich wielkich żali-gdybyś była osobą z charakterem, wyśledziłabyś, jak faktycznie jest między nimi.Wygląda na to, że odwieczna prawda ma rację bytu-jak suka nie da to pies nie weźmie.Ogarnij się i sprawdź, czy facet Cię nie okłamuje z tym nie kochaniem żony.Faceci po prostu cały czas lubią się sprawdzać-czy się podobają innym kobietom, jak wypadają ich łóżkowe umiejętności itd.Miej swoją godność-musisz wyśledzić-czy faktycznie jest w jego związku źle-ale czy to, że w czyimś związku jest kiepsko upoważnia ciebie do zajmowania miejsca zony, ty powinnaś facetowi nie przeszkadzać ratować związek , ty powinnaś mu pomóc go uratować.Tak to jesteś po prostu panienką lekkich obyczajów.Facet może i w innych miastach ma takie same panienki.
            • 18.11.13, 18:02
              Moze Cie zdziwie, ale mozna miec rodzine juz bez namietnosci, bez bzykania, a jednoczesnie tkwic w niej wlasnie ze wzgledu na milosc do dziecka...
              I wcale nie trzeba z tego powodu rwac wlosow z glowy czy popadac w tragizm braku szczescia...
              Nic mi w zyciu nie wyszlo tak jak corka... Z zona nie dogadujemy sie wcale... i juz nawet nie probujemy, ale znalezlismy sposob na wspolegzystowanie i przelewanie calej milosci na corke...
              Na razie mimo okazji i pokus, kochanki nie mam i raczej nie chce miec... Bo wiem, ze to byloby tylko bzykanko na boku, bo na wiecej w tej chwili emocjonalnie mnie nie stac...

              Czy wam naprawde tak latwiej wsxystko i wszystkich szufladkowac wg prostych stereotypow?
              • 19.11.13, 11:20
                dziękuję ze napisałeś. Nie twierdzę, ze to co On mówi, to całkowita prawda, ale Ty napisałes dokładnioe to co on mówi, a to pokazuje, ze chyba jednak moze tak być. Moje małżeństwo wygladało tak przez ostatnie trzy lata, i jak Go poznałam to twierdziłam że i tak nigdy nie zostawie mężą, jednak przy Nim zobaczyłam ile moze mnie ominąć, i że chyba bez sensu jest płakanie w poduszkę, z powodu nieudanego zwiazku.
                • 23.11.13, 00:02
                  Skorzystaj więc z usług rytualisty lub szamana. Sama się przekonaj że miłość i walka o uczucie to potęga. Pozdrawiam
        • 11.11.13, 09:56
          viola2 napisała:

          > probowałam, ale nie potrafie, Zaczelismy na nowo się spotykać, bo jemu tez było
          > strasznie trudno- tak mówił. Nie potrafi zapomniec o mnie i szukał wciąż prete
          > kstu do kontaktu. Zapytałam czy kocha swoją żone to odpowiedział, że przecież w
          > iem, ze nie i skąd mi to w ogóle przyszło do głowy, że się mijają, tolerują...
          > niby nic poza tym..
          > Trudne jest to tyle, że w pewnych kwstiach, można nazwać służbowych i tak się k
          > ontaktujemy, bo musimy.
          > No i na prawde nigdy mnie nie spotkało coś tak wyjątkowego sad(((((((((((((( a j
          > estem sporo po 30-tce

          Kobieta bliska 40 a głupia jak 16-latka. OJP wierzyć mu ze jest z baba tylko dla dziecka...
          Hahaha żaden facet nie zostanie w związku na sile dla dziecka.
          --
          -----------------
          ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
          • 11.11.13, 10:12
            3-mamuska napisała:
            Hahaha żaden facet nie zostanie w związku na sile dla dziecka.

            Bzdury. Oczywiscie, ze (to jest) mozliwe.
            Jestem tego przykladem.
            Wystarczy, ze zona jest "akceptowalna" czyli nieodpychajaca.
            Mila, grzeczna, pracowita...
            - ale z Miloscia nie ma to nic wspolnego.
            • 11.11.13, 10:41
              dzięki dziewczyny za wszytskie słowa. Chyba zgadzam sie z Wami, ale straciłam dystans, zakochałam sie, nie wiem co z tym zrobić, za mało mi go ale całkiem bez niego jeszcze gorzej.
              No właśnie... ja wychodze za załozenia, ze nie trzeba się przeprowadzać do innego miasta, ale czy musi być/mieszkać z żoną chcąc być blisko dziecka?przecież nie.. A jak go żona w dupe kopnie to co?
              Chcę dać mu trochę czasu, żeby się określił, a jak nie to... wiadomo co powinnam zrobić, ale ze względu na konieczność kontaktów służbowych nie chce teraz tego konczyc bo bedzie mi ciezko, jak i tak będę go widywała itd..

              wiem.. stara i głupia, ale wiek tu chyba nie ma nic do rzeczy, wiem, że gdyby powiedział , że kocha zone to już by mnie nie widzial...
              • 11.11.13, 11:43
                >A jak go żona w dupe kopnie to co?

                juz tam zaraz go kopnie wink
                • 11.11.13, 13:11
                  Nie rozumiem Twojego przekazu smile
                  • 11.11.13, 14:06
                    że go nie kopnie,żę on bedzie z nią a ty się obudź
                    • 11.11.13, 17:08
                      tak, mam nadzieje, ze sie w koncu obudze, jednak mam na mysli, ze on sobie planuje ze nie zostawi dziecka, czyli pewnie ze będzie z nia mieszkał.. ale jeśli jest jak on mówi, to przeceż jej w koncu może sie to niespodobać, albo jak się dowie (ale nigdy ode mnie), ze on ja zdradza, bo ile mozna znieść nawet dla dobra dziecka? Po co ona kazała mu spisać oświadczenie że dom był budowany z ich wspólnych środków? Jego plan wtedy się sypnie i co wtedy? tylko że ja raczej nie moge z nim o tym pogadać.
                      To jego drugie małzeństwo, dziecko z pierwszego, które zawarł bardzo młodo z powodu ciąży, spędza z nim bardzo duzo czasu, z dwójką dzieci jest bardzo związany.
                      • 15.11.13, 18:57
                        zostawienie pierwszej żony z dzieckiem nie przeszkadza mu w byciu ojcem.Na czym polega problem z drugą żoną i drugim dzieckiem?Dobrym ojcem można być bez względu to jaka partnerka przewija się przez życie.Ale dziecko to zawsze dobra wymówka by nie podjąć kroków których się podjąć nie chce.Ty jak rozumiem masz dziecko i rozwodzisz się i dobro dziecka nie ma nic do rzeczy.
                        • 15.11.13, 21:21
                          Moje dziecko ma 16 lat , jego 5. Zostawienie zony nie przeszkadza w byciu ojcem ale wyprowadzka o 700 km dalej chyba jednak troche tak. Nie wiem jak to można rozwiązać ..
                          • 15.11.13, 23:46
                            ale twoim problemem jak rozumiem nie jest odległość tylko prawowita małżonka.Ty masz z nim spotkania i rozmowy a seks jak piszesz jest tylko dodatkiem.Z żoną ma obowiązki ,opiekę nad dzieckiem i...seks /bo jego brak trzeba by jakoś wytłumaczyć/..,,Nie wiem jak to można
                            rozwiązać .."gdyby myślał o tobie serio to najprościej w świecie od rozmowy z,, niekochaną" żoną i daniu sobie przestrzeni/formalnie/Sprawa nie zmieni się na prostszą ani za rok ani za 5 lat kiedy syn będzie bardziej kumaty.A to pójdzie do szkoły a to I Komunia św.....Dziecko wie że taty często nie ma w domu bo pracuje ,nie zawsze śpi w domu ale kiedy są razem spędza z nim czas.To samo można robić mieszkając obok.Teraz też nie zawsze mówi mu dobranoc.Uważam że syn to wymówka a ty będziesz się wciągać coraz bardziej,Na tym portalu są różne historie wieloletnich kochanek które nie ułożyły sobie życia wciąż czekając.Ty zamkniesz się na znajomości bo będziesz czuć że jesteś w związku /?/a on będzie prowadził swoje życie rodzinne i towarzyskie.Myślisz że zdrowemu facetowi wystarcza seks co 2 tyg a żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią ?a jeżeli seks z żoną to on to robi dla sportu?Tylko czy ta żona wie o tym ?Za rok się dowiesz że z nią rozmawiał a ona zagroziła że nie zobaczy syna więc musicie poczekać .
                        • 15.11.13, 21:27
                          Pierwsze dziecko mieszka blisko niego i ma z nim stały kontakt.
              • 17.11.13, 23:59
                > wiem.. stara i głupia, ale wiek tu chyba nie ma nic do rzeczy, wiem, że gdyby p
                > owiedział , że kocha zone to już by mnie nie widzial...

                Toteż dlatego ci to powie dopiero jak się będzie chciał pozbyć problemu. Jak nie wierzysz to do żony zadzwoń.
            • 11.11.13, 10:47
              Tobie też dziękuję, tak własnie On też mówi, a ja nie wiem wciaż czy to możliwe, Cieżej mi tym bardziej go zostawić, bo nasza znajomosc to nie tylko sex, sex jest tylko dopełnieniem...
              Jak jestesmy razem, to na prawde wierze mu w jego uczucia, i chyba nawet moj mąż nie traktował mnie tak jak On, nie dbał tak o mnie i sie tak nie martwił...
              • 17.11.13, 22:18
                Zakochalas sie i tyle. Natomiast on, moze nawet i sie zakochal, ale nie ma ochoty zmieniac swojego zycia dla ciebie, czyli nie traktuje romansu powaznie. co to oznacza? ze nalezy przestac traktowac jego powaznie. mozesz sie z nim umawiac, ale nie ma co miec nadziei na szczescie i rodzine z nim. On juz ma rodzine i prawdopodobnie szczescie.
            • 18.11.13, 01:44
              facettt napisał:

              > 3-mamuska napisała:
              > Hahaha żaden facet nie zostanie w związku na sile dla dziecka.
              >
              > Bzdury. Oczywiscie, ze (to jest) mozliwe.
              > Jestem tego przykladem.
              > Wystarczy, ze zona jest "akceptowalna" czyli nieodpychajaca.
              > Mila, grzeczna, pracowita...
              > - ale z Miloscia nie ma to nic wspolnego.

              Ty sobie mozesz byc czy chcesz.

              Jestes z żona z wygody!!! Nie dla dziecka.
              Sam napisałeś ze żona jest miła grzecznia ( co to oznacza w dorosłej osoby?) I pracowita.
              Gdyby dała ci popalic to czy dziecko by było czy nie to byś zwiał , wiec nie pierdziel ze dla dziecka.

              Zostałeś z wygody jako egoistyczny samiec co ma wyprane posprzątane i gniazdo gdzie wraca z polowań.
              -----------------
              ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
              • 18.11.13, 18:09
                A jesli zona jednak nie jest mila to pewnie nie dosc ze egoistyczny samiec to jeszcze wstretny zbok bo masochista...

                wink

                Czy przyjmujesz w ogole mozliwosc tego ze sie mylisz? Czy wszystkie fakty dokomentujesz tak zeby wyszlo na Twoje?
                • 18.11.13, 18:59
                  gzesiolek napisał:

                  > A jesli zona jednak nie jest mila to pewnie nie dosc ze egoistyczny samiec to j
                  > eszcze wstretny zbok bo masochista...
                  >
                  Żaden masochista przeciez napisał ze żona jest miła grzeczna ( cokolwiek to znaczy ) i nieodpuchajaca.
                  >
                  > Czy przyjmujesz w ogole mozliwosc tego ze sie mylisz? Czy wszystkie fakty dokom
                  > entujesz tak zeby wyszlo na Twoje?

                  Wiesz, bo ani kobieta ani facet nie zostanie z druga osoba tylko i wyłącznie dla dziecka.
                  Mozna ciagnąć ten niby zwiazek dla dziecka +kredyt+mieszkanie auta firma , strach przed samotnością.
                  Dokłada sie do tego wiele czynników, nigdy w grę nie wchodzi samo dziecko.
                  Wystarczy poczytać samotne mamy, macochy , czy rozwód i życie po rozwodzie.

                  --
                  -----------------
                  ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
          • 17.11.13, 22:53
            pewnie lubi tachać słonego
          • 18.11.13, 18:04
            No tak, bo jak nie bzyka na lewo i prawo i kocha swoje dziecko to juz nie facet...
            Ech stereotypy... a podobno to faceci maja ograniczone spojrzenie na swiat..
      • 18.11.13, 08:28
        Kochanie, nie bądź naiwna, ja już trochę żyję na tym świecie i wiem jak się to skończy.
        Z całego serca radzę, chociaż to boli ale ZERWIJ Z NIM.
        TO JEST TYPOWE MĘSKIE ZACHOWANIE. Oni są już tak zakodowani genetycznie,ja pracowalam w większości w towarzystwie męskim i wiem jakie jest spojrzenie na ten świat, jestem juz babcią i szkoda mi Ciebie. Nawet jak kocha, to będzie i tak chciał miec żonę idziecko przy sobie, bo mężczyźni to samce i tchórze, potrafią mieć dwa domy nawet przez całe życie.Miej zmbicję i honor zacisnij zęby i zerwij, wspomnisz mojw slowo, ze mam rację.
        Dlatego ze tak się dzieje winie za to że nie ma nauczania o seksie o zachowaniach mężczyzny i kobiety w tym naszym pruderyjnym katolickim państwie.
        Raz w pracy usłyszałam od mężczyzny w takiej ogólnej dyskusji : żona to żona , mozna miec na boku kochankę, ale dom to dom , ot i cała filozofia.
        • 18.11.13, 08:39
          bardzo Ci dziekuję za te słowa. Muszę się zebrać... póki co nie mam siły, mam też inne problemy, i niestety czuje ze co raz bardziej sie do siebie zblizamy, zreszta on tez to widzi i mówi o tym i dlatego każdy moment wydaje mi sie nie odpowiedni...
          Pozdrawiam Cię serdecznie
    • 11.11.13, 16:53
      Bardzo kulturalny facet ... pewnie zwolennik hasła: "Nie buduje się szczęścia na nieszczęsciu innych"
      • 11.11.13, 17:01
        raczej, ze nie będzie fundował dziecku krzywdy, dlatego, ze on chce być szczęśliwy... Szlachetne nie? Jednak nie moge otwarcie z tym walczyc sad
        • 11.11.13, 17:10
          Zafunduje dzięcku krzywdę bo przez kolejne lata będzie mu pokazywał mu jak to fajnie jest pomiędzy mamusią i tatusiem.
          A wymówka dość powszechna ale najbardziej skuteczna. Panienki łatwo się dają na nią nabrać.
          • 11.11.13, 17:19
            no dokladnie tak samo uważam, ale zakładajac ze właśnie o to mu chodzi, tylko o krzywde dziecka, a nie o to że nie chce zostawić żony, jak z nim o tym rozmawiać? czy w ogóle..?
            • 11.11.13, 18:19
              on się doskonale ustawił
              kazdy facet po cichu chciałby miec dwie oddane kobiety
              tyle że ta pierwsza jest w lepszej syt.bo nie wie o tobie i ją głowa nie boli,ale czy tobie odpowiada bycie tą drugą?
              • 11.11.13, 18:57
                no właśnie nie sad ale jak raz go prosiłam zeby przestał się kontaktować to i tak szukał pretekstów służbowych, a potem od słowa do słowa, że teskni itd... i moj wysiłek zapomnienia o nim szedł na marne ... Wspłpraca zawodowa będzie nas łączyć jeszcze na pewno kilkanaście miesięcy, dlatego nie wiem jak sobie z tym poradzicsad
                • 11.11.13, 20:35
                  radzę Ci szczerze - to co piszesz w ogóle nie jest takie wyjątkowe i niespotykane, jak Ci się wydaje, żyjesz w iluzji i cały czas sobie tłumaczysz, że dla dziecka, że ona go wyrzuci. Nie wyrzuci i nie dla dziecka, tylko pieprzony tchórz to jest. I wygodnicki narcyz.
                  Uciekaj jak najdalej, im dłużej będziesz czekał tym bardziej będzie bolało
                  • 12.11.13, 11:34
                    pewnie masz rację, ja to wiem, tylko, że pomijając ze jestem idiotką jak widac, to nie umiem tak od razu wszystkiego uciąć, tym bardziej ze mamy służbowy kontakt.
                    Pomyslałam więc zeby nabrać trochę dystansu, ja jestem samotna, on daje mi dużo radości i przyjemności, to myślę, ze na razie mozemy sie spotykać, ale z drugiej strony to chyba podświadoma wymówka...
                    • 12.11.13, 12:15
                      viola2 napisała:
                      to myślę, ze na razie mozemy sie spotykać, ale z drugiej strony to chyba podświadoma wymówka...

                      zycie to.. codzienna radosc.
                      a i tak skonczy sie - jak wiadomo smile
                    • 14.11.13, 19:36
                      no to ok, lecisz jak ćma do świecy, nie zdziw się, że się poparzysz
                      wiem, że mam rację i wiem, że im dłużej w tym zostaniesz, tym trudniej będzie ci sobie wybaczyć
                  • 15.11.13, 12:56
                    To narcyz schizoidalny jak nic!!! Uciekaj od niego jak najdalej!!! On wieź umie tworzyć tylko na daleką odległośc!!! Grzeczny, miły, kulturalny, dbający, ale _tylko_na_odległość. Z żoną blisko być nie umie, może i się mija, bo jest niezdolny do trwałej, NORMALNEJ więzi, nie umie. Nawet jeśli zostawi żonę to z Toba tez nie będzie umiał. Zaraz po tym jak się wprowadzi rozpocznie się proces emocjonalnej separacji!!! I zastąpi ciebie kimś takim jak Ty teraz, emocjonalnie odległym i niezagrażającym. WIEJ!!! Za chwilę możesz być porażona tym jaki taki człowiek jest naprawdę w relacji: głuchy, nieczuły, ignorujący - sam wciąż pracuje na oddalenie. Jego prawdziwe oblicze nie ma nic wspólnego z tym co on prezentuje Ci raz na 2 tyg. Biedna ta jego żona, oby go w d... kopnęła... Typowa koluzja - poczytaj o koluzjach psychologicznych, a otworzą się Tobie oczy....
                    • 15.11.13, 16:51
                      czy to jest trudne do zrozumienia, że twój absztyfikant wraca co dzień do domu, mówi żonie że ją kocha (bo za pewne tak jest) robi jej kolację i oglądają razem film, Ty natomiast jesteś wstydliwą tajemnicą która nie może wyjść na jaw. Gość karmi swoją próżność Twoim poświęceniem i zainteresowaniem, a gdyby żona szczaiła co jest grane w sekundę zrobił by z Ciebie szmatę i psychopatkę która się do niego przyczepiła, tylko żeby ratować swoją zdradziecką dupę. Jego żona to zapewne sympatyczna niczego nie podejrzewająca osóbka której absolutnie nic nie brakuje, a jedyne co was łączy to kity które szacowny playboy wciska wam obu. Zrozum gdyby się Ciebie (zdrady w sensie) nie wstydził to by Cię przynajmniej kumplom przedstawił. A on raz na dwa tyg. na ściemnia żonie przeżyje noc lub dwie pełną wrażeń i wraca do swojej "prawdziwej rodziny i prawdziwego życia"
                      • 18.11.13, 09:58
                        Dobre... smile
                        Część facetów taka jest... cóż poradzić, nawet po 50-ce mamusi spódniczki z rączek nie wypuszczają.
                • 15.11.13, 19:04
                  nie chodzi o to czego on szuka i czego potrzebuje ale to co ty z tym robisz.Zawsze można oddzielić sprawy służbowe od prywatnych.Gdybyś chciała to byś to zrobiła i nikt by cię do niczego nie zmusił.Łykasz jego teksty więc dlaczego on ma rezygnować /za jednym zamachem załatwia obowiązek i przyjemność.A żonie może zawsze powiedzieć że to tylko praca.Żonę robi w konia ciebie nie/wiesz o żonie od początku/ a to co ty byś chciała ...to inna bajka.
                  • 17.11.13, 12:02
                    No coż, facet się ustawił, szacun dla niego smile
    • 16.11.13, 08:18
      po tobie bedzie nastepna nie martw sie żal mi tylko żony i dziecka
      --
      Gdy w życiu masz pod górkę to pamiętaj, że być może dojdziesz dzięki temu na szczyt!
      • 17.11.13, 12:04
        Jak żona się nie dowie, jak od nich nie odejdzie .... to żal ci może tylko być kochanek, o ile te kochanki naiwnie naiwnie myślą że będę kimś więcej
        • 18.11.13, 00:08
          Więc jak mężczyzna nie wie że jest zdradzany to też wszystko ok i nie zasługuje na współczucie? Szkoda tylko gacha, że nie był pierwszy. Jesteście pokręceni.
    • 16.11.13, 21:47
      Może warto, żebyś się zastanowiła nad samą sobą. Co Cię ciągnie do takiej łajzy i dlaczego dajesz sobie wciskać kit?
      A jeśli chcesz przejrzeć na oczy to zadzwoń do małżonki absztyfikanta. Skoro on się tak poświęca dla dobra ICH wspólnego dziecka, to ona chyba powinna wiedzieć o sytuacji, nie? Bo może mama tegoż dziecka woli, żeby puszczalski był tatusiem, ale niekoniecznie pod jednym dachem.
      Bardzo to szlachetne, ze nie chce krzywdzić dziecka... Tylko halo? A co on właśnie robi? Dla mnie to takie żałosne; koleś się puszcza i jeszcze do tego wyciera sobie gębę potomkiem.
      A kochanie bardzo łatwo udawać, zwłaszcza gdy kochanka łyka każdą ściemę i tłumaczy sobie, tak jak chce.
      • 17.11.13, 02:22
        oj tam same stereotypy powielacie, mam sporo znajomych, którzy dopiero za drugim razem właściwie trafili, owszem są rozterki i dramaty ale lepiej podjąć trudną decyzje niż tkwić w nieudanym związku
    • 17.11.13, 14:37
      Zrob mu test, powiedz, ze podjelas decyzje i przeprowadzasz sie z dzieckiem do jego miejscowosci. Twoje dziecko za chwile bedzie pelnoletnie i ruszy w swiat, a Ty zostaniesz sama. Stawiam, ze gosc wpadnie w panike i szal.
      --
      Kazdy ma swojego trupa w szafie
      • 17.11.13, 22:19
        To jest swietny pomysl. Od razu pokaze wszystkie karty.
    • 17.11.13, 15:31
      "pewnych rzeczy nie można udawać" ... proszę Cię kobieto....
    • 17.11.13, 15:57
      jak w tytule - fake i już big_grin
      baardzo wyraźnie to widać - czy uczestnikom/uczestniczkom tej "dyskusji" naprawdę nie szkoda czasu na wypisywanie elaboratów w odpowiedzi na coś takiego...?

      --
      ablue pecte canem canis est et permanet idem
      • 17.11.13, 16:22
        kerkopithekion napisała:
        > baardzo wyraźnie to widać - czy uczestnikom/uczestniczkom tej "dyskusji" napraw
        > dę nie szkoda czasu na wypisywanie elaboratów w odpowiedzi na coś takiego...?

        vidac, nie.
        a co cie jeszcze , dziewcze, menczy ?
        • 17.11.13, 22:43
          dziecinko, nie jestem dziewczęciem tylko panią pod 60tkę
          i nic mnie nie męczy oraz nie menczy (jeśli tak wolisz)
          po prostu jestem na necie od baardzo dawna i potrafię odróżnić fake'a od postów opisujących prawdziwe problemy
          ty nie potrafisz...?
          to sobie pisz do woli, mnie tam wszystko jedno big_grin

          --
          ablue pecte canem canis est et permanet idem
          • 18.11.13, 00:12
            kerkopithekion napisała:
            dziecinko, nie jestem dziewczęciem tylko panią pod 60tkę

            - no to i tak nie masz ze mna szans, bo ja po smile

            > ty nie potrafisz...?

            - potrafie, bo co ?

            > to sobie pisz do woli, mnie tam wszystko jedno

            - i zamierzam.
            a tera won ua Don.

            - hiba , ze jakis maly seksik ?
            • 22.11.13, 00:32
              taki stary i taki tępy? Skorzystaj z dziury w płocie.
              • 23.11.13, 03:21
                jane-panzram napisała:
                Skorzystaj z dziury w płocie.

                po cco ?
                od tego mam Ljuba.
                dziewcze w sile wieku.
    • 17.11.13, 19:26
      Dziewczyno, spójrz na to z boku.

      Widocznie dom jest dla niego ważniejszy niż kochanka. Typowe. Może lać łzy, i mówić piękne słowa, i mogą mu dłonie dygotać i drżeć głos, ale widocznie dom jest ważniejszy. Dziecko, żona (którą też może kochać na swój sposób), dobra opinia, święty spokój.

      Po prostu nie jesteś dla niego taka ważna jak on dla ciebie.

      Możesz zaakceptować sytuację, że jesteś tą drugą, ze wszystkimi tego plusami i minusami. Jesteś już po jakichś doświadczeniach i przejściach - możesz się z tego cieszyć i przeżyć to świadomie, wiedząc, że ta bajka nie kończy się "i żyli długo i szczęśliwie". Ale liczyć na to, że on się odmieni, jak się będziesz bardziej starać - nie warto.
      • 17.11.13, 22:54
        Może lać łzy, i m
        > ówić piękne słowa, i mogą mu dłonie dygotać i drżeć głos, ale widocznie dom jes
        > t ważniejszy.


        jemu nie tylko dlonie dygotaly...
    • 17.11.13, 21:24
      Oczywiście, że można zrezygnować z tzw. miłości swojego życia dla dziecka. Widać, że sama dzieci nie masz, skoro tego nie rozumiesz. Nota bene, pierwsza żona pewnie też kiedyś była miłością jego życiasmile
    • 17.11.13, 23:29
      Ja nie zrezygnowalem. Wyprowadzilem sie z domu. Dla kogos, kogo naprawde pokochalem. Dzieci moga byc klejem, o ile ma sie sile budowac zycie z dotychczasowym partnerem pomimo milosci na zewnatrz zwiazku. Ja nie umialem tak sie oszukiwac.

      Podjalem ogromny trud i ryzyko i... Zyje. Zona zyje. Potomstwo rowniez. I zobacze, czy to sprawi, czy ta, ktora pokochalem, pojdzie moim sladem.
      --
      c.
      • 18.11.13, 08:47
        powodzenia życzę, dziekuję za te wypowiedz, pokazałes mi jak powinien zachować się facet, ktory kocha. Jak długo ją kochasz? ile to trwa? Po jakim czasie podjęłeś decyzję o przeprowadzce?
        • 18.11.13, 09:31
          Znamy się prawie 4 lata. O wszystkim powiedziałem jej po 2 latach znajomości. Ponad półtora roku trwał ping-pong różnych wahań, decyzji, zerwań i powrotów. W końcu zebrałem się w sobie. Oby nie za późno...

          --
          c.
          • 19.11.13, 10:56
            no własnie, chyba troche sie zagalopowałam, bo zakładając ze to jest właąnie to... to nie mogę żądać po kilku miesiącach poważnych w skutkach deklaracji.
            A jeśli jest tak jak pisze zdecydowana większość to mam nadzieję, ze w końcu to dostrzegę.
            Na razie czuję się cudownie i nie czuję zeby mnie wykorzystywał itd.. Mam ku temu powody, o których też nie chce pisać na forum...
            A Tobie życzę powodzenia i trzymam kciuki.
            • 19.11.13, 12:22
              Ciąża? Ulala....
      • 18.11.13, 09:31
        Ja również nie zrezygnowałem i to był największy błąd mojego życia. Miałem wszystko, dobrą pracę, "akceptowalny poziom szczęścia", dom, pasje, ale chciałem więcej. To mnie zgubiło i po kilku latach "klapek na oczach" zostałem sam, zapijając się do nieprzytomności (nowa miłość znalazła innego frajera).

        Dla autorki - wiesz dlaczego nie może zrezygnować? Ponieważ "wizytacje" raz/dwa razy w miesiącu są zbyt pociągające. Kiedy przyjdzie do stałego kontaktu, codzienności, nie będzie już tak pięknie. To nie facet, tylko podróbka faceta - wiem, sam taki byłem. Odpuść, popłacz w kącie i znajdź się w normalnej sytuacji. Zobaczysz, wyjdzie znacznie lepiej.
        • 18.11.13, 09:54
          Luciano, skoro byłeś już w poważnym małżeńskim związku, to czym zostałeś aż tak zaślepiony, że nie widziałeś wcześniej takiej możliwości obrotu sprawy?
          • 18.11.13, 10:02
            Książkową miłością do nieprzytomności. Świata nie widziałem poza nią, mimo, że wszyscy mówili, że jestem ślepy, ja widziałem swoje.
            • 23.11.13, 13:37
              Nadal uwazalbys to za najwiekszy blad swojego zycia, gdyby nie odeszla?...
              --
              Pozdrawiam,
              c.
      • 18.11.13, 09:50
        Tak... Sami prawi, szczerzy, lojalni. Myślałby ktosmile
        Przede wszystkim nie generalizujmy aż tak strasznie. Jasne, że częściej będzie tak, jak pisze większość tutaj. Jednak z drugiej strony zastanawiam się, ile z wypowiadających się tu osób jest od lat w nudnych związkach, bo dziecko, bo wypada, bo tak jest łatwiej, a życie sobie mija i z nich ucieka, frustracja rośnie. Myślę, że znakomita większość chciałaby coś zmieć, tylko się boją. Nie da się zaprzeczyć, że to często bywa najtrudniejsza sytuacja w życiu, ale jak trudna musi być wegetacja obok siebie? Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać.

        Super, że są tacy faceci jak cardriver (sama na takiego trafiłam) i zgadzam się z nim w całej rozciągłości.
        • 18.11.13, 18:57
          ciekawska_ola napisał(a):

          > Super, że są tacy faceci jak cardriver (sama na takiego trafiłam) i zgadzam się
          > z nim w całej rozciągłości.

          Taak, jasne, powiedz to jego żonie i dzieciom - bardzo super i bardzo w porządku, po prostu mężczyzna, czyli ktoś, kto myśli, przewiduje i jest odpowiedzialny.
          Swoją drogę, życzę Ci, żeby to cudo, które dla Ciebie zostawiło rodzinę, za kilka lat znowu (popatrz, jakie to typowe) znalazło młodszą od Ciebie, pod każdym względem lepszą i co wtedy powiesz...
          • 19.11.13, 22:09
            Nie, no jasne - lepiej, żeby dzieci były świadkami kłótni i braku szacunku rodziców do siebie i potem w ten sposób kształtowały swoje związki. Uważam, że ludzie powinni rozważniej się dobierać, a nie na zasadzie "Pocałuj mnie i pobierzmy się!".
            I wypraszam sobie - nie dla mnie (nigdy o to nie poprosiłam), tylko do siebie, żeby ułożyć sobie życie. Poza tym to nie on się wyprowadził z domu. Ja piszę z autopsji i rozumiem, że Ty też...?
            A swoją drogą, obojętnie jak związek się zaczyna, zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że jeśli coś może pójść źle, to tak będzie, więc to żaden argumentsmile
            • 20.11.13, 07:50
              Nie o tym pisałam. Jasne, że jeśli ludzie źle dopasowali się w związku, to powinni się rozstać. To, na co zwracam uwagę, to kolejność - najpierw zamyka się jedne drzwi, a potem otwiera drugie, czyli rozwód i dopiero potem szukanie następczyni żony. Każda zdrada to kłamstwo, oszustwo, krzywda itd., jeśli w tym uczestniczysz, uczestniczyłaś, jesteś tak samo winna. Facet, który tak robi, to nie mężczyzna, ale dziecko w sklepie z zabawkami, nie może się zdecydowac, bo każda następna jest atrakcyjniejsza.
              Dla Ciebie informacja ważna, bo z życia i praktyki zawodowej wzięta - kto raz to zrobił, zrobi to jeszcze raz, tylko sprytniej. Dosyć to proste, a wciąga jak hazard i chętnych kobiet jest więcej niż da radę obsłużyć, zatem ciesz sie tym, co masz, bo to tylko chwila...
              • 20.11.13, 10:43
                Myślę, że próbujesz odwrócić kota ogonem, by Twoje było na wierzchu. Zasadniczo mało mnie to obchodzi, ale jeszcze jedna mała uwaga. Domniemam, że skoro piszesz życiowej, to pewnie sama brałaś udział w takiej sytuacji, "z praktyki zawodowej" prawdopodobnie możesz był np. psychoterapeutką takich "biednych" żon, które wlewają w Ciebie swojej zgorzknienie - tak przynajmniej brzmią w mojej opinii Twoje wypowiedzi.
                A jeśli chodzi o kolejność - zauważyłam, że ostatnimi czasy wiele, niby od wieków poukładanych w zestaloną kolejność spraw życiowych, ludzie bez większych oporów przetasowują i dopasowują do własnego życia. Ich życia. Każdy żyje wg kolejności, jaka jemu pasuje, a także dopasowanej do sytuacji. Więc, jeśli pełnisz taki pomocniczo-doradczy zawód doskonale powinnaś wiedzieć, że tak jak nie ma dwóch takich samych ludzi, tak samo nie ma dwóch identycznych sytuacji i jedna, (przeważnie) swoja miarka dla wszystkich jest błędem, bo nikt się w nią nie wpasuje.
                Swoją drogą kilkonastoletnia chwila, to długo - nie uważasz?
                • 20.11.13, 17:48
                  „Swoją drogą kilkonastoletnia chwila, to długo - nie uważasz?”

                  Uważam, że Tym razem (bo to kolejny raz) Twój partner robi to, o czym pisałam wyżej tzn. albo lepiej się kamufluje (ew. dopiero przymierza do tego), a Ty w zmienionym układzie, bo teraz pewnie żoną jesteś, nic a nic nie wiesz, albo nie chcesz wiedzieć. A kilkanaście lat – cóż – zdecydowanie rutyna, zatem czas na zmianę (niekoniecznie wymianę, panowie na ogół dobrze radzą sobie z dwiema partnerkami w układzie równoległym, o czym doskonale wiesz).
                  Natomiast niezależnie od czasów ludzie powinni być wobec siebie uczciwi. Zaufanie jest znacznie wyżej cenione niż to, co większość nazywa uczuciem, zatem złamanie zufania kończy się zwykle złamaniem człowieka. I to już jest problem, resztę można sobie tłumaczyć, jak chcesz, ale uczestnictwo w kradzieży jest kradzieżą i to nie zmienia się w żadnej kulturze.
                  Nie można do końca ufać człowiekowi, który kłamał i oszukiwał, ale Ty o tym też wiesz i ja nie jestem tą, która Ciebie uspokoi. Podświadomie wrócisz (wracasz) do chwili, w której zaczęła się Wasza relacja, potem związek i to nie będzie coś z czego możesz być dumna. Karma jest sprawiedliwa, należy zatem spodziewać się od losu zapłaty, zagadką jest, co to będzie...
                  • 20.11.13, 18:00
                    Nie jestem żoną, bo nie potrzebuje nią być. Przynajmniej formalnie.
                    Po tym, co piszesz, zdecydowanie myślę, że piszesz także o sobie. Nikt to, czegoś nie przeżył, nie stawia tak pewnie osądów.
                    Nie jesteś tą, które mnie uspokoi, jak zauważyłaś, bo przede wszystkim ja tego nie potrzebuje. Mamy rożne podejście do sprawy. Ty żyj w swoim zaślepieniu, ja będę w swoim.
                    A jeśli chodzi o uczciwość - szkoda, że Ci wspaniali pierwsi dla siebie małżonkowie (generalizując oczywiście, co jak widzę lubisz) nie myślą o tym, kiedy np. okłamują się w codziennych, prostych kwestiach, co wg Twojego toku myślenia jest takim samym oszustwem jak choćby zdrada. Zresztą, nigdy nie jest winna jedna strona.
                    • 20.11.13, 18:32
                      Mylisz się, nie piszę o sobie.
                      W życiu nie ma prostych dróg, natomiast zaufanie i uczciwość niezmiennie są w cenie, to dlatego tak ważna jest kolejność wszystkich działań. Ty ją zaburzyłaś i szukasz usprawiedliwienia za wszelką cenę, to błąd, który z czasem będzie Ciebie wiele kosztować i to jest dosyć oczywiste.
                      • 20.11.13, 18:38
                        Taaa..., ale jak można rozbić coś, co już nie istnieje? To, że dwa nazwiska widnieją na kilku papierkach, a poza tym, osobom nie chcę się nawet na siebie patrzeć, nie mówiąc o rozmowie, chyba nie jest objawem love story. Kiedy czegoś nie ma, to nie ma. To tak, jak biegiem okresu przedawnienia - jeśli coś skończyło się wcześniej, to żadne działanie, tego biegu nie odwrócą.
                        • 20.11.13, 18:43
                          Dorośli ludzie, jak już nic między nimi nie istnieje podejmują decyzję o rozstaniu. Nie wiem więc nad czym tak dywagujecie rozciągając wątek.
                        • 20.11.13, 18:52
                          Olu, to nie o nich chodzi, ale o Ciebie, Twoje uczucia, Twoje szczęście, Twoją przyszłość.
                          Z krótkiej wymiany zdań między nami wynika, że potrzebujesz jakiegoś wsparcia i wcale nie jesteś tak szczęśliwa, jak to wcześniej sugerowałaś, dlaczego – Ty to wiesz najlepiej. Potraktuj poważnie, to, co piszę, nawet jeśli Ci się to nie podoba.
                          • 20.11.13, 19:56
                            Jest mi to najzwyczajniej obojętne, jeśli już o tym mówisz. Jestem szczęśliwa i mam dobre widoki na przyszłość. Nie wmawiaj mi, że potrzebuję wsparcia - gdyby tak było, moje wypowiedzi kształtowałby się podobnie, jak te założycielki wątku. Tymczasem jest inaczej. Poza tym pragnę zauważyć, że nie znasz mnie i sytuacji. A swoją drogą i moim zdaniem te tematy łączą się nierozerwalnie. W całej rozciągłości tematu zgadzam się z tomalamas'em.
          • 23.11.13, 13:47
            Niedziekujac za uwage ood moim adresem w wypowiedzi Twojej przedmowczyni, chce odniesc sie do sarkazmu i zyczenia w Twojej wypowiedzi.

            Sarkazm uwazam za wymierzony we mnie - przyjmuje. Uwazam, ze wyrzadzilem swoja decyzja zlo. Widze je z tego punktu widzenia bardzo zaluje, ze tak sie stalo. Dzieci nie maja taty na co dzien, zona sama wie najlepiej, co przezywa. Moja decyzja wynika z mojego przekonania, ze jedno ciecie zmniejszy skale zla wzgledem scenariusza, w ktorym toksyczny zwiazek kisi sie latami pod dachem naszego domu i widza go dzieci. A wlasciwie nie widza. Nie widza czulosci, pieszczot, nie widza wzoru, jak ludzie moga sie kochac, szanowac, szukac swojego towarzystwa, dawac siebie innym. W takim zwiazku czas spedzony z dziecmi jest obowiazkiem (tylko!) pozbawionym komponentu radosci z tworzenia czegos wspolnego. Tak, odchodzac myslalem o sobie. Tak, wywolalem lzy i gniew i pytania dzieci o to"dokad idzie tato i dlaczego zabiera ze soba torby?". Nie, to nie bylo latwe. Jednak uwazam, ze to bylo jedyne sensowne rozwiazanie.

            Zyczenie uwazam za okropnie niesprawiedliwe. Trodno zrozumiec, dlaczego mozna zyczyc komus czegos zlego. Zab za zab? Jak u Hammurabiego? Swiat poszedl troche do przodu...

            --
            Pozdrawiam,
            c.
    • 18.11.13, 10:13
      uciekaj, on nie zostawi zony a Ty zwariujesz. im szybciej przestaniesz go spotykac, tym lepiej. Prześpij się z milym samotnym kolegą choćby brzydkim, może Ci to pomoże. Ale uciekaj bo tylko przedłużasz cierpienia.
    • 18.11.13, 12:01
      moja droga, ja też mam żonę i dziecko oraz kochankę. kochankę zapewniam, że ją kocham, że kiedyś rzucę dla niej rodzinę, że z żoną mnie nic nie łączy i w ogóle ze sobą nie sypiamy, nie rozumiemy się i mijamy w drzwiach wejściowych. i ona w to wierzy, choć nie wiem jak trzeba być naiwnym żeby łyknąć takie kity. ale kobiety chyba bardzo chcą takich zapewnień, pragną wierzyć w miłość i związek nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi.
      przecież gdybym pół roku z żoną nie sypiał, to ona by chyba zapytała o co biega i szybko mnie zweryfikowała i wystawiła walizki, nie ożeniłem się z idiotką. kocham żonę i dziecko, nie zamierzam się z nimi rozstawać, a kochanka to tylko urozmaicenie mojego życia erotycznego, jest, bo tak się złożyło, chciała, była pod ręką, korzystam z okazji, ale gdyby wiązało się to z zagrożeniem mego małżeństwa, to natychmiast zrywam. dbam zresztą o to, aby za dużo o mnie nie wiedziała, nie zadzwoniła do żony, nie wystawała pod praca. ale mimo to ona wierzy w wielką miłość, czeka na swoją kolej. jej wybór. z tobą zapewne jest podobnie. wierzysz bo lubisz i chcesz wierzyć. a jemu jest po prostu wygodnie.
      • 19.11.13, 09:43
        ale gdyby wiązało się to z zagrożeniem mego małżeń
        > stwa, to natychmiast zrywam. dbam zresztą o to, aby za dużo o mnie nie wiedział
        > a, nie zadzwoniła do żony, nie wystawała pod praca. ale mimo to ona wierzy w wi
        > elką miłość, czeka na swoją kolej.


        Na wszelki wypadek w przyszłości zadawaj się z kochankami mężatkami. Niemalże zerowe zagrożenie dla własnego małżeństwa.
        • 19.11.13, 11:59
          Dokładnie tak. Jak kochanka, to tylko mężatka. I to taka lekko znudzona zabieganym mężem, ale zadowolona z poziomu życia, który on jej zapewnia. Gwarantowana dyskrecja. Nie każe Ci się przeprowadzać do siebie, sama nie pojawi się z walizkami, spokojnie porozmawiasz z nią o swojej żonie i jej mężu, a jakby była jakaś wsypa, to nawet obdzierana ze skóry będzie wszystkiemu zaprzeczać.
          • 19.11.13, 12:08
            Nie do końca ,bo jak się taka mężatka zakocha to i rzuci na szalę swoje małżeństwo i co wtedy? Twoje też poleci...kobiety są bezwzględne
            • 21.11.13, 14:47
              Zgoda, ryzyko zawsze istnieje. Ale w tym wypadku jest mniejsze niż kiedy wiąże się z panną, rozwódką lub kobietą generalnie w swym małżeństwie nieszczęśliwą i marzącą o tym, żeby się z niego wyrwać.
          • 21.11.13, 14:53
            Mała dygresja. Pomijając sam fakt zdradzania, obgadywanie męża/żony z kochanką, ba nawet obgadywanie dawnych, już przebrzmiałych miłości, jest oznaką co najmniej braku klasy (niektórzy twierdzą, że mają klasę choć zdradzają) a w dosadniejszych słowach zwykłe chamstwo.
            • 26.11.13, 14:20
              tomalamas napisał:
              > Mała dygresja. Pomijając sam fakt zdradzania, obgadywanie męża/żony z kochanką,
              > ba nawet obgadywanie dawnych, już przebrzmiałych miłości, jest oznaką co najmn
              > iej braku klasy (niektórzy twierdzą, że mają klasę choć zdradzają) a w dosadnie
              > jszych słowach zwykłe chamstwo.


              to sie zgadza...
              zdradzalem, bo LUBILEM (nowe kobiety) , a nie dlatego, ze musialem.

            • 26.11.13, 15:16
              Też się z tobą zgadzam. Tyle tylko, że pomiędzy obgadywaniem kogoś lub czegoś wspominaniem w rozmowie o tym kimś lub czymś bez strachu, że u rozmówcy wywoła to pianę na ustach jest różnica. Ja miałem na myśli to drugie.
      • 19.11.13, 11:03
        widzisz, rozumiem co piszesz, ale wyobraz sobie, ze ja z męzem nie sypiam od ok 3 lat. Tzn w tych 3 latach to moze raz na poł roku, Dlaczego? dlatego, ze związek sie sypie.
        Mąż nie ma kochanki, ani ja wcześniej nikogo nie miałam. Oddalaliśmy się od siebie i tyle.
        Dlatego też w końcu zebrałam się w sobie, kupiłam mieszkanie i z ciezkim sercem, strasznym zalem, i ogromnym lękiem ale zaczynam życ sama, z córką.
        Więc nie do końca zgodzę się z Tobą. Dzięki za wypowiedź.
      • 19.11.13, 11:58
        Smutne ..ale cholernie prawdziwe!
      • 19.11.13, 21:49
        Kiedyś się rypnie. Mówię Ci. Takie rzeczy prędzej czy później wypływają. Zirytuje się i po Tobie smile
      • 20.11.13, 00:47
        ale podoopczyc tesz lubie.
        i wychodzilo.

        nie mozna tak uczciwie ?
    • 18.11.13, 14:35
      No sorry ale jak ktos rezygnuje z dobra wlasnego dziecka dla jakiejs poznanej nowej doopy i odwrotnie to nie jest wart bycia rodzicem. Trzeba miec siano w glowie zeby tego nie rozumiec.
      --
      wink
    • 18.11.13, 21:30
      Nawet jeśli odszedłby od żony (zdarza się, nawet dość często) czy potrafiłabyś żyć z tym, że Wasze dzieci cierpią? Twoje bez ojca, jego bez ojca... Dorośli myślą o swoich "prawach". "Prawo do szczęścia", "prawo do układania sobie życia". A co z prawami dzieci?
      Teraz wydaje Ci się, że "jakoś się ułoży".
      Bo wielka love. Ale ta wielka namiętność zblaknie za kilka lat. I zostanie tylko niesmak, rozgoryczenie, walki o dzieci i cierpienie tych dzieci, na które będziesz musiała patrzeć i o które będziesz się obwiniać.
      A facet ubrany w domowe kapcie, bez otoczki atmosfery skrytego romansu, okaże się... taki jak cała reszta. A może i gorszy sad
      --
      "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
      jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
      • 18.11.13, 23:18
        Bardzo Ci dziękuje za te słowa, moja córka ma 16 lat i w styczniu i tak wyprowadzamy sie same. Problem dotyczy jego dziecka. Myśle ze masz duzo racji bo juz teraz czasami mam wyrzuty ze spędza czas ze mną a nie z dzieckiem. Jak widze takie maluchy jak jego to od razu czuje jakiś niepokój... Co do skrywanego romansu to tez możesz mieć racje ale ( wiem ze banał ale tak wlasnie czuje) ja na prawdę nigdy nie znałam kogoś takiego jak on, a pracuje głownie z facetami to nigdy mi sie cos takiego nie zdarzylo. Czasami jest cos takiego jak wyjątkowe porozumienie itd.. Moze dlatego mam tak wyjątkowe odczucia bo z mężem ewidentnie rożne potrzeby, rożne cele i inne postrzeganie rzeczy ważnych... i zero zrozumienia ...
        • 19.11.13, 12:13
          Słuchaj..jak pracujesz wyłącznie z facetami to...sprawa jest prosta...zacznij się spotykać i innymi mężczyznami i mu o tym mów smile zdawaj relacje z każdego uśmiechu w Twoją stronę..zobaczymy jak Twoja Miłośc to zniesie...może zda sobie sprawę że Ty jedyna....Powodzenia życzę..
          • 19.11.13, 18:57
            Dzieki ale to troche nie w moim stylu smile
            Myśle ze on co raz bardziej sie angażuje wiec czas pokaże .
      • 19.11.13, 01:03
        A mnie się wydaje, że zbyt często patrzy się tylko i wyłącznie na dzieci. Gdy w związku coś nie gra, przekłada się to na dom i dzieci to widzą, czują i wtedy też cierpią a kobieta razem z nimi.
        Dzieci kiedyś wyfruną z gniazda a kobieta jeśli nie podejmie odpowiednich decyzji, nie zaryzykuje zostanie albo sama albo z tym "niechcianym" mężem. Każdy ma prawo do szczęścia, gorzej gdy z braku odwagi do podejmowania decyzji stanie się starą, zgorzkniałą kobietą, nie umiejącą okazywać uczuć i samej kochać drugiego człowieka, bo niby skąd miałaby to znać
        • 19.11.13, 22:12
          Wreszcie ktoś to napisał. Podpisuję się obiema rękami.
        • 20.11.13, 10:53
          Dzieci to zasłona dymna. Jak się w związku nie podoba to się go kończy, bo od wspólnego przebywania w jednym domu/mieszkaniu dzieciom się nie polepszy. Jeśli komuś zależy na dzieciach to zawsze znajdzie dla nich czas.

          Tylko po takiej decyzji ciężko dalej realizować się w miłostkach, trzeba dzieci na spółkę z byłą zabierać do siebie. Prać, gotować, sprzątać, etc... I już nie jest tak fajnie.
    • 18.11.13, 22:55
      wiola, a tak naprawde masz na imie Mariolka, i jestes córeczką Ferdka, co? ale ludziska dają sie nabrać, no same owieczki, daję słowo!!!!
      --
      miłego dnia!
    • 19.11.13, 11:48
      Wiola,absolutnie Cię rozumiem bo...sama jestem w takiej sytuacji...omamił mnie czułymi słówkami ...dzwoni,pisze,jest ciągle obecny dlatego kobiety głupieją....
      też muszę sobie z tym poradzić ..
    • 19.11.13, 19:06
      Viola2 błagam Cię, nie mów, że jesteś kolejną naiwną, która daje sobie wcisnąć kit, że on nie kocha żony ale...... Chcesz to sprawdzić? Zadzwoń w środku nocy albo po prostu bezpośrednio do żony. Prawda Cię uderzy prosto między oczy smile Powiem Ci to jeszcze inaczej: gdyby kochał Ciebie, a nie kochał jej to nie było żadnego ale. Może być Tobą zauroczony, może być mu wygodnie bo Ty słowa żonie nie piśniesz jak sama deklarujesz. Sama sobie robisz kuku. Żona i dziecko to poważna sprawa, kochanka jest przygodą. Znam dziewczynę, która ma dziecko z żonatym. Myślała, że zostawi rodzinę i będzie z nią i ich dzieckiem. I co? I jak się sprawa wydała to teraz dziecko (kochanki) nie widuje ojca, a ojciec wrócił do rodziny z podkulonym ogonem. Pamiętaj, zresztą niech wszystkie kobiety pamiętają: żona to żona. Gdyby mężczyzna nie chciał, żeby nią była to rozwiódłby się raz dwa. Nie robi tego? No bo żona to żona, a kochanka to chwilówka. Wiem, że dla Ciebie to przykre ale naprawdę, facet jeżeli chce się z Tobą przespać to Ci będzie takie banialuki nawijał na uszy, że aż strach smile ale baby są głupie i się na to łąpią big_grin
    • 19.11.13, 21:46
      Kobieto jak Ty masz mało szacunku dla siebie , jakie Kocha ? Ty wogóle nie wiesz co to jest miłośc !
      - wy sie spotykacie na seks , a jemu w to graj - nie buduj swojego szcześcia na nieszcześciu innej kobiety ,czy dzieci , nawet jesli doznałaś podłości , otwórz oczy i skończ to oszustwo samej siebie!!!!!!! Powodzenia i pamietaj zasługujesz na najlepsze!!!!!!!
    • 20.11.13, 18:22
      ja także jestem w bardzo podobnej sytuacji, ja także miałam tą samą odpowiedz, ja także kocham tak jak nigdy i też nie umiem do końca tego zrozumieć dlaczego, jak czytam większość wpisów tu to aż się włos na głowie jeży, jak większość z was z góry szufladkuje, ze to romans jak wszystkie inne, że on kłamie jak najęty, czy wszyscy którzy się zakochają kłamią? czy w życiu chodzi tylko o sex? trzeba się znaleźć w konkretnej sytuacji by zrozumieć drugiego człowieka, ja rozumiem Cię violu i to bardziej niż Ci się wydaje, jestem tylko młodszą Twoją odpowiedniczką, i mi też przyjaciółki mówią 'daruj sobie', to ja i tak go kocham
      • 20.11.13, 21:01
        A ja Wam powiem z drugiej strony: ja byłam taką nieświadomą żoną ;/ Mój mąż miał kochankę, utrzymywał ją w świadomości, że między nami jest źle, że separacja, że tylko dzieci go trzymają ...dopóki ja nie dobrałam się do jego maila. Zadzwoniłam do kobiety i brutalnie ją uświadomiłam w co się wpakowała. Kiedy jej pisał, że zajęty, że pracuje ...byliśmy razem u rodziny czy na wspólnych wakacjach, kiedy mówił, że źle się czuje i nie mogą się spotkać ona go żałowała ...a tak naprawdę dochodził do siebie po namiętnej nocy i poranku ze mną ...resztę dośpiewaj sobie sama. Faceci są różni i owszem, zgadza się, nie wiem kim jest Twój, tylko pomyśl, czy to nie jest taka sama sytuacja. Ps z mężem nie jestem, jak wyszło na jaw, walizki stanęły pod drzwiami. Błagał 3 lata. Zawiódł, trudno. Później przyznał, że stracił rozum i nie wie dlaczego to zrobił, bo nigdy niczego mu nie brakowało.
      • 20.11.13, 21:44
        Romans to romans. Po co dorabiać ideologie do tak prostej definicji? Dzielisz romanse na lepsze i gorsze? Właściwe i niewłaściwe? Sprawiedliwe i niesprawiedliwe? Na jakiej podstawie?
        A kłamstwo w romansie zawsze istnieje. W twoim przypadku facet okłamuje albo ciebie, albo żonę. Lepiej się poczujesz jeśli jest prawdomówny wobec ciebie?
        W takim układzie ktoś zawsze ucierpi, możesz oczywiście spróbować trójkąta, sprawdzić czy wszystkie trzy osoby będą zadowolone, wtedy możesz mieć rację z szufladkowaniem, w innym przypadku szuflada jest dość przewidywalna.
        Ale oczywiście nikomu nie bronię relatywizowania, przypominam tylko, że kij ma dwa końce.
        • 21.11.13, 01:22
          Istotnie romans to romans i nie ma po co doszukiwać się w tym głebszego sensu i drugiego dna. Jestem kobietą, mam męża, mam dziecko i ...mam kolegę z którym znam się od wielu lat i z którym spotykam się od kilku lat na niezobowiązujący seks. Brzmi cynicznie? Być może ale prawda jest taka, że seks w małżeństwie nie jest już ani świeży ani tak namiętny jak był kilkanaście lat temu a nawet jeszcze kilka lat temu i znajomość na boku służy wylącznie urozmaiceniu życia. Nigdy nie przyszło mi do głowy nawet, że mogłabym odejśc od męża i zamienić swoje życie na inne, z kim innym. Bo i po co? Męża mam fajnego, lubię go, lubię z nim spędzać cza, chodzimy razem często w różne fajne miejsca, mamy dużo wspólnych zainteresowań, wspólnych przyjaciół itd. Myślę, że jakoś tam się kochamy, chociaż już nie tak jak na poczatku. Jesteśmy żżyci i mamy wspólny cel- wychowanie dziecka a potem kiedyś podróże. Także wszystko gra a jedyny szkopuł to ten nieszczęsny seks, który już dawno zbladł w codzienności... Ja bym swojej znajomości nawet nie nazywała romansem, bo poza sympatią nic mnie z moim kolegą więcej nie łączy i zdaję sobie sprawę, że ta przygoda kiedyś się po prostu skończy. Jak skończy się pożądanie.
          Myślę, że takich kobiet jak ja i takich facetów jak Twój kochanek jest bardzo wiele. Myślę podobnie jak większośc na tym forum, że dziecko to dla niego wymówka, bo dom to dom a żona pewnie nie jest żadnym potworem, tylko namiętność im już wygasła. Gdyby chciał być z Tobą to by był. Gdyby nie chciał być z żoną to by z nią nie był. A on pewnie chce być w swoim domu ze swoją rodziną i od czasu do czasu spotkać się z Tobą, po to żeby doznać świeżych wrażeń w łóżku i poza łóżkiem pewnie też, bo to taie przyjemne ten początkowy etap fascynacji, zadurzenia, kiedy motyle w brzuchu latają jak szalone...
          I tyle.
          Lepiej rozejrzyj się za jakimś wolnym facetem skoro Ty też zmierzasz ku wolności.
          Pozdrawiam.
          • 21.11.13, 04:49
            Proszę ażeby Panie udzielające porad podawały dla jasności sytuacji swoje BMI.
            Dziękuję.
          • 21.11.13, 08:13
            Nie "brzmi cynicznie" tylko jest cyniczne. Ale cóż poradzić, ludzie są różni. Ja uważam, że zdrowy układ to kwestia wzajemnej uczciwości, może to staromodne, ale nie martwi mnie to.
    • 22.11.13, 22:12
      Pomyśl, czego TY naprawdę byś chciała? Za czym TY tęsknisz? I co możesz zrobić w tym kierunku? Bo łatwo jest oceniać, ale nikt, absolutnie nikt, nie wie jak wygląda sytuacja z jego strony. Wielu z nas może pozazdrościć Tobie spotkania swojej miłości, chociaż ona pewnie boli... A dobro dziecka? Jego rodzice pewnie wiedzą co dokładnie w ich konkretnej sytuacji jest najlepsze. Nie słuchaj rad ani opinii, sama wiesz najlepiej co jest najlepsze w Waszej sytuacji
      • 24.11.13, 12:23
        tiggia! Zauważ,że to czego by chciała viola nie ma decydującego znaczenia, bo facet się określił jasno, że kocha ale nie mogą być razem, bo dziecko... W sumie nieważne czy to jest jego wymówka czy tak jest na prawdę, bo on się określił, postawił sprawę jasno- nie będą razem. Masz rację, że nikt nie wie jak jest z nim i jego żoną poza nimi samymi, ale fakt jest taki że ta żona istnieje i nic nie wskazuje na to, żeby miała przejść do historii. I viola może sobie nie wiadomo jak bardzo chcieć być ze swoim przyjacielem, ale jeśli on nie chce to nic z tego nie wyjdzie. Chyba, że będzie jej odpowiadał układ polegający na spotkaniach raz na jakiś czas nie za często z powodu dzielącej ich odległości i jego zobowiązań wobec rodziny, na zapewnieniach o wielkim uczuciu, które będą tylko słowami bez pokrycia. Może to banał ale jak viola będzie chora, albo będzie potrzebowała pomocy w czymkolwiek, to tego pana przy niej nie będzie. Mimo wielkiej i gorącej "miłości". Chyba, że violi by odpowiadało bycie kobietą na doczepkę, ukrywanej przed rodziną i znajomymi, brak perspektyw na wspólny dom i stabilne życie i bycie z facetem, który jest idealny poza jedną małą wadą- żoną w ich wspólnym domu.
    • 25.11.13, 07:55
      Lepiej zrób tak, jak ci radzą. Zapomnij o nim i znajdź sobie uczciwego faceta. Ten raczej do takich nie należy. Poza tym, może się ze mną nie zgodzisz, nie powinnaś dążyć do rozbicia rodziny. Nie można budować swego szczęścia na czyimś nieszczęściu, to nie wychodzi. I jeszcze jednak sprawa - pomyślałaś, że gdyby się ożenił z tobą, to po jakimś czasie możesz się znaleźć w takiej sytuacji, jak jego obecna żona?
      • 26.11.13, 10:05
        boharoha napisała:

        > Lepiej zrób tak, jak ci radzą. Zapomnij o nim i znajdź sobie uczciwego faceta.
        > Ten raczej do takich nie należy. Poza tym, może się ze mną nie zgodzisz, nie po
        > winnaś dążyć do rozbicia rodziny. Nie można budować swego szczęścia na czyimś n
        > ieszczęściu, to nie wychodzi. I jeszcze jednak sprawa - pomyślałaś, że gdyby si
        > ę ożenił z tobą, to po jakimś czasie możesz się znaleźć w takiej sytuacji, jak
        > jego obecna żona?


        Nie no po co, przeciez kochankę nie obchodzi jakaś tam obca baba i obcy bachor.
        Ona chce tylko jego koniec kropka.

        Ależ skąd, kochanka nigdy nie podzieli losu byłej zony, bo ona jest lepsza on tamtej, wszak dla niej zostawił była żonę i porzucił dziecko.
        Przeciez z tego kochanki sa dumne... Ze ich misio pozbył sie byłej rodziny.


        --
        -----------------
        ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
        • 26.11.13, 10:46
          3-mamuska napisała:
          > Przeciez z tego kochanki sa dumne... Ze ich misio pozbył sie byłej rodziny.


          Spakojna, nie walnujsa...

          To sie zdarza tylko w 10 % przypadkow.
          W 90 % placza mi tu w rekaw na foro, ze Misio nei ma zamiaru porzucic dla niej zony
          i rodziny, gdyz kochanka jest dla niego (podobnie jak i dla mnie) jedynie kochanka.

        • 26.11.13, 13:27
          Mamuska, czego tak plujesz jadem ??? Pisalam ale chyba nie czytalas... podbnie jak moje malzenstwo sie skonczylo, tak on ttwierdzi ze i jego, o ile moge mu wierzyc.. i oczywisce ze obchodzi mnie i obca baba i obce dziecko a nie bachor idiotko, zal mi cie ze masz takie podejscie. Mysle ze albo ciebie spotkalo cos podobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobiety i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie maja...
          Zagladam tu czasami i czytam. Dziekuje za poważne wypowiedzi
          • 26.11.13, 14:00
            > odobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobie
            > ty i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie m
            > aja...

            Jedni po prostu lubią, inni myślą, że u sąsiada trawa jest bardziej zielona, jeszcze inni, że lepiej się poczują, dowartościują... Natomiast ocenę pominę.
          • 26.11.13, 14:00
            Hej viola2 nie wyzywaj od idiotek, nawet jeśli Cie wkurza wypowiedź mamuski. Ona napisała co myśli, może obcesowo ale Ciebie nie wyzywa. I taka refleksja...Twoje małżeństwo się skończyło na pewno, a jego? Tego nie masz nawet jak zweryfikować, bo facet mieszka ileśset kilometrów dalej i może Ci nawijać co tylko zechce a fakty są takie, że powiedział Ci że nie zostawi domu i dziecka a więc najprawdopodobniej żony też. I druga refleksja...czy na prawdę chcesz być z facetem, który robi żonę w konia? W dodatku drugą żonę... Sądzisz, że swoim obu żonom kiedyś nie opowiadał tych samych tekstów o wielkiej miłości jaka się nie zdarza co dzień? Zapewne opowiadał i zapewne w to wierzył, tylko miłość wywietrzała zderzeniu z monotonnym codziennym życiem. Tak ja wietrzeje wielu ludziom i myślę, że tych porywów szuka się poza małżeństwem a nie stałego związku.
            • 26.11.13, 14:29
              Ok, przepraszam ale wkurza mnie ze mamuśka wciąga w to jego dziecko i nazywa bachorem. Tyle. A co do reszty to wiem, masz racje, tzn ze prawdopodobnie masz racje. Rozum to wszystko wie, ale serce jeszcze nie... Wciąż mu wierzysad no i chyba zgodzisz sie ze mną ze moze sie zdarzyć ze to moze byc wlasnie TO. Ja tez mam dwa nieudane malzenstwa. Co prawda z tym samym facetem ale co to za różnica ...
              • 26.11.13, 14:36
                Pewna doza romantyzmu jest wskazana, ale co za dużo to nie zdrowo. smile
                "[...]właśnie TO." to dość obszerne pojęcie, i sprawdzalne w praktyce dopiero PO. Licząc na tzw. właśnie TO, zawsze znajdziesz lepsze TO, bo takie jest życie. Oczywiście nikt tego ci nie zabroni. A czy warto, sama musisz sobie odpowiedzieć. Symptomatyczny i jednoznaczny jest tylko fakt, że nie będziecie razem...
                Zatem TO, albo nie TO, oto jest pytanie... - parafrazując klasyka.
                • 26.11.13, 14:43
                  Starając sie jakos podsumować to wiem ze on na pewno czuje cos wyjatkowego, co moze wcześniej czuł do swoich zon, wiem ze jestem przy nim szczęśliwa ze tylko wtedy gdy spojrze na to egoistycznie bo tak na prawdę żal mi jego rodziny, mojej tez ze sie rozpadła, myśle ze tak dobrze sie rozumiemy bo mamy podobne problemy-nieszczęśliwe związki . Na 99% nie będziemy razem na stałe ale ja potrzebuje czasu zeby odejść. Z drugiej strony albo przez sytuacje domowa albo przez ten związek ( choćby emocjonalny ) chyba zaczyna mi sie depresjasad
                  • 26.11.13, 14:58
                    Dlatego też właśnie podstawową zasadą jest zaczynanie nowych związku po zakończeniu starych (po obu stronach). Odpada wtedy wspólnota bólu rozstania, wzajemne współczucie, etc...Sytuacja jest prosta, bez wymówek i samousprawiedliwiania się - albo obie osoby chcą być razem i są, albo nie chcą i się rozstają.
                    Bez tego łatwo z jednego nieszczęścia w drugie przeskoczyć, kompensując braki własnymi wyobrażeniami. Obie sytuacje prowadzące do depresji musisz rozwiązać, a "właśnie TO" pojawi się jeszcze niejedno.
                    Biorąc pod uwagę, że człowiek ma wolną wolę i jednocześnie zdeterminowany jest własną "biologicznością", TO pojawia się wielokrotnie w życiu, tylko jeden z tego skorzysta, inny pozwoli uschnąć.
                    Gumki i syntetyczne estrogeny trochę pokrzyżowały plany naturze. smile
                    • 26.11.13, 15:09
                      No tak, tylko ze ja tego nie planowałam , nie myślałam ze sie zakocham, ze on sie zakocha. Po kilku spotkaniach zaczęło dziać sie cos czemu nie mogłam sie oprzeć , umówiliśmy sie wiec poza praca i ... Dalej poszło błyskawicznie ale nie sex, bo na to musiał troche poczekac
                      • 26.11.13, 15:15
                        Czemu się dziwisz? Tak to działa. Bez takich podświadomych działań mózgu, gatunek ludzki skończyłby tam gdzie dinozaury, tylko z zupełnie innego powodu.
                        • 26.11.13, 15:22
                          smile
                          • 31.03.14, 13:25
                            MOja droga, jakbym ja Ci powiedziała, jakie ja już wymówki slyszałam.. To by Ci oko zbielało i szybko byś zmieniła zdanie co do intencji tego człowieka. Wszystko, dosłownie wszystko moze być usprawidliwieniem!!! Fakt jest faktem, że zawsze cos się znajdzie, jeśli tylko ktos rekami i nogami broni się przed zmianami.
                            podobało mi się to, co ktos napisał. Skoro tak Cie kocha, dlaczego mysli tylko o dobru zony - jej nerwów nie szarpie. A czy mysli o Tobie, co czujesz, jak tęsknisz, jak gryziesz się z zazdrością, z myslami, co on z żona teraz robi?
                            Pomyśl, czy Twoja lojalność to nie idiotyzm wobec kogo, kto lojalny nie jest wobec Ciebie.
                            moge godzinami opowiadac o takich kretynach. jeśli masz ochote posłuchac, jak to wygląda, daj znac na mojego prv. podzielę się swoją histerią (bo inaczej się nie da o tym mówić)!!!
                  • 26.11.13, 16:58
                    viola2 nikt chyba nie zaprzecza tutaj, ze czujesz coś wyjątkowego i że Twój znajomy także. Trudno resztą dyskutować z czyimiś uczuciami, tylko że niekoniecznie ta wyjątkowość uczuć oznacza od razu, że jest to TO. Ktoś poniżej napisał, że trochę romantyzmu nie zawadzi, ale TO jest pojęciem tak abstrakcyjnym, że trudno je w ogóle zdefiniować. Ja myślę, a mogę nie mieć racji, że dużo osób myli ten przyjemny zawrót głowy, motyle w brzuchu i silne pożądanie z miłością i czymś na prawdę głębszym. Czy to jest owo TO czy też nie można zweryfikować dopiero w trakcie codziennego życia, problemów, chorób, braku pieniędzy, ciąż, poronień, śmierci kogoś z rodziny i innych ekstremalnych sytuacji ale będących tym prawdziwym życiem z kimś. Sam seks i uniesienia i czułe szepty to za mało, żeby móc to ocenić. Skąd wiesz jak Twój przyjaciel zachowuje się w trudnych sytuacjach? Skąd wiesz jakim jest człowiekiem w codziennym wspólnym życiu? Może w ogóle nie mogłabyś z nim żyć z powodu jego nieakceptowalnych cech, przyzwyczajeń itd. A do tego ma dzieci z dwóch związków, zobowiązania wobec tych dzieci, w tym finansowe. Myślisz, że nie przeszkadzałoby Ci to? Pomyśl z zimną głową o nim i o tym co wiesz a czego nie wiesz, ale czego możesz domniemywać. I wyciągnij wnioski dla siebie. Czy warto w ogóle w to brnąć czy może lepiej sobie odpuścić teraz póki jeszcze jest łatwiej niż będzie za rok, dwa lub trzy, kiedy będziecie niby razem a on ciągle z żoną i dzieckiem czyli z własną rodziną a Ty na doczepkę. I cały czas miej w pamięci jego słowa, że nie będziecie razem. Skoro tak mówił to znaczy, że tak myśli. Faceci zwykle mają bardzo proste umysły i nie kombinują, nie uprawiają gierek, nie ma drugiego dna w tym co mówią. Nie ma sensu się tego doszukiwać. Mówi, że jest tak to znaczy, że tak jest i znaczy że nie chce inaczej. A jego żony i dziecka nie masz co żałować, bo po pierwsze oni o Tobie nie wiedzą a po drugie on powodowany wyrzutami sumienia ( zakładając, że ma sumienie) stara się podwójnie, żeby rodzinie leciała manna z nieba.
                    Może szkoda Twojego zdrowia i czasu na popadanie w depresję?
              • 26.11.13, 22:49
                viola2 napisała:

                > Ok, przepraszam ale wkurza mnie ze mamuśka wciąga w to jego dziecko i nazywa ba
                > chorem. Tyle. A co do reszty to wiem, masz racje, tzn ze prawdopodobnie masz ra
                > cje. Rozum to wszystko wie, ale serce jeszcze nie... Wciąż mu wierzysad no i chy
                > ba zgodzisz sie ze mną ze moze sie zdarzyć ze to moze byc wlasnie TO. Ja tez ma
                > m dwa nieudane malzenstwa. Co prawda z tym samym facetem ale co to za różnica .
                > ..

                Oj jaka ty szlachetna jestes, wkurza cie słowo "bachor" ale to ze chcesz zeby aby ojciec zostawił dziecko to juz jest ok.

                Gdyby obchodził cie los tego konkretnego dziecka. To nie mieszalabys w związku jego rodziców.
                Bo małżeństwo moze mieć gorsze chwile, ale jesli nikt sie z zewnątrz nie wtrąca, to para ma szanse pracować nad związkiem i byc ze sobą, nawet jesli nie z zakochanie,to z szacunku przyjaźni ,milosci , przywiązania.

                Jesli ty dajesz mu niby to czego mu brakuje, odbierasz sznse na odbudowanie związku i jemu i jego żonie.




                --
                -----------------
                ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
                • 27.11.13, 00:05
                  3mamuska ja się z Tobą nie zgadzam odnośnie mieszania w czyimś małżeństwie. viola2 nie miesza temu panu w małżeństwie, tylko on sam sobie miesza i niekoniecznie w małżeństwie a może jedynie w życiu własnym. Nie wiemy nic o jego sytuacji małżeńskiej, tzn. wiemy to co pisze viola a viola powtarza jego słowa, ale to niekoniecznie są wiarygodne informacje.
                  Uważam, że za małżeństwo sa odpowiedzialni małżonkowie a nie jakakolwiek osoba z zewnątrz.
            • 26.11.13, 22:43
              wiotka_jak_trzcina napisał(a):

              > Hej viola2 nie wyzywaj od idiotek, nawet jeśli Cie wkurza wypowiedź mamuski. On
              > a napisała co myśli, może obcesowo ale Ciebie nie wyzywa. I taka refleksja...Tw
              > oje małżeństwo się skończyło na pewno, a jego? Tego nie masz nawet jak zweryfik
              > ować, bo facet mieszka ileśset kilometrów dalej i może Ci nawijać co tylko zech
              > ce a fakty są takie, że powiedział Ci że nie zostawi domu i dziecka a więc najp
              > rawdopodobniej żony też. I druga refleksja...czy na prawdę chcesz być z facete
              > m, który robi żonę w konia? W dodatku drugą żonę... Sądzisz, że swoim obu żonom
              > kiedyś nie opowiadał tych samych tekstów o wielkiej miłości jaka się nie zdarz
              > a co dzień? Zapewne opowiadał i zapewne w to wierzył, tylko miłość wywietrzała
              > zderzeniu z monotonnym codziennym życiem. Tak ja wietrzeje wielu ludziom i myś
              > lę, że tych porywów szuka się poza małżeństwem a nie stałego związku.


              OJP to to on ma juz druga żonę, gdzieś mi to umknęło.

              Haha i ona następna daje sie nabierać masakra.
              --
              -----------------
              ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
          • 26.11.13, 22:41
            viola2 napisała:

            > Mamuska, czego tak plujesz jadem ??? Pisalam ale chyba nie czytalas... podbnie
            > jak moje malzenstwo sie skonczylo, tak on ttwierdzi ze i jego, o ile moge mu w
            > ierzyc.. i oczywisce ze obchodzi mnie i obca baba i obce dziecko a nie bachor i
            > diotko, zal mi cie ze masz takie podejscie. Mysle ze albo ciebie spotkalo cos p
            > odobnego, albo... nie wazne z reszta. Zastanow sie tylko dlaczego zarowno kobie
            > ty i mezczyzni szukaja czegos poza tym co maja w domu. Albo wlasnie czego nie m
            > aja...
            > Zagladam tu czasami i czytam. Dziekuje za poważne wypowiedzi

            Nie pluje jadem, a idiotka jestes ty ktora daje sie nabierać na piękne słówka. Żal po prostu żal.

            Przyjeżdża po... cha i wraca do rodziny. A ty sie gryziesz.
            I to nie jest moje zdanie tylko zdanie kochanek , co to biorą to na co maja ochotę bez żadnych skrupułów.
            Mi żal ciebie ze dorosła kobieta daje sie nabierać ze dziecko , śmiech mnie ogarnia gdy to czytam.
            Wyczytałam to tu na forum, ze nie trzeba byc lojalnym wobec zony i dzieci bo to sa obce osoby .

            Nic mnie takiego nie spotkało, tylko tu na forum sporo kochanek ma takie podejście.
            I wnerwia mnie to ze kobieta dla innej kobiety to największy wróg.
            --
            -----------------
            ,,Miłość jest bólem ,powiedział zając jeża ściskając"
    • 26.11.13, 19:23
      Viola,właśnie wpadła mi w rękę wspaniała książka Susan Forward "Gdy twój partner łże jak pies" i oto jej fragment,warto przeczytać...

      "
      „Tym razem to co innego"
      Kobieta, która wiąże się uczuciowo z żonatym mężczyzną, automatycznie
      wiąże się z kłamcą - wynika to z definicji, bo on
      z pewnością okłamuje swoją żonę. Niemal każda kobieta zakochana
      w żonatym człowieku wmawia sobie, i każdemu, kto jej słucha, że jej
      sytuacja jest wyjątkowa - że on jej nie okłamuje i że zostawi swoją
      żonę.
      92
      KŁAMSTWA, KTÓRE SOBIE MÓWICIE
      Na naszej pierwszej sesji Natalie, trzydziestoośmioletnia sekretarka,
      opowiedziała mi jakże dobrze znaną historie swojego długiego romansu
      z żonatym mężczyzną - który rozpoczął się wybuchem namiętności.
      Teraz jednak powodował niepokój i niepewność.
      Moje małżeństwo było straszne i bardzo potrzebowałam kogoś, przy kim
      czułabym się atrakcyjna i pożądana, a Larry mi to zapewnia. Jest księgowym
      w firmie prawniczej, mógł więc widywać się ze mną dość często
      wieczorami i mówić żonie, że pracuje. Wiem, że ją okłamuje, ale tylko
      w ten sposób możemy być teraz razem, a ponieważ nasz związek jest taki
      wyjątkowy i niezwykły, wiem, że nigdy by mnie nie okłamał. Oczywiście
      jest tyle komplikacji. Początkowo godziłam się na te ograniczenia, ale
      w weekendy i wakacje czułam się bardzo samotna. Chcę zostać jego żoną.
      Powiedział mi, że bardzo kocha dzieci, ale jego małżeństwo jest martwe,
      uczuciowo i łóżkowo. Dzięki temu nie mam takich wyrzutów sumienia
      z powodu tego, co robimy, i tego, że chcę, by się ze mną ożenił.
      W parę minut Natalie wymieniła kilka elementów typowego związku
      z żonatym mężczyzną:
      1. Z uporem powtarza, że on i jego żona już się nie kochają i nie sypiają
      ze sobą.
      2. Mówi żonie, że jest w pracy, kiedy spotyka się z kochanką.
      3. Nie spędza z kochanką weekendów ani wakacji. Te są zastrzeżone
      dla rodziny. A ona prawdopodobnie w tym czasie nawet nie wychodzi
      z domu, bo nie chce przegapić telefonu od niego, kiedy jego żona
      na chwilę się oddali.
      Wierzymy jego słowom, nie czynom
      Natalie tak bardzo pragnęła wierzyć, że Larry odejdzie od żony i poślubi
      ją, że niemal wyłącznie koncentrowała się na jego słowach, nie
      czynach. Słowa mówiły jej to, co chciała usłyszeć, co dawało jej
      nadzieję, której mogła się uczepić. Jego postępowanie jednak świadczyło
      o czymś przeciwnym, co zupełnie pomijała.
      y o
      SUSAN FORWARD
      Kiedy naciskałam, zaczynał obiecywać: „Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
      Będziemy razem, będziemy mieć wspólne życie". Chciałam wierzyć, nawet
      kiedy słyszałam typowo męską wymówkę: „Rozwiodę się, jak dzieci
      podrosną". Wciąż prosiłam, żeby choć w przybliżeniu powiedział, ile mam
      czekać, a on odpowiadał: „Nie mogę ci podać daty, ale zaufaj mi, prędzej
      czy później tak będzie". Ciągnęło się to cztery lata i w końcu postawiłam mu
      ultimatum. Miałam tego dość. Więc wczoraj wieczorem, pod presją z mojej
      strony, powiedział, że się wyprowadzi z domu i wynajmie mieszkanie. Jestem
      poruszona. Przerażona. Zmieszana. Nie wiem, czy dobrze robię.
      Czy na pewno wiesz, czego chcesz?
      Powiedziałam Natalie, że kiedy jej słucham, mam takie samo uczucie
      jak podczas oglądania filmu grozy; kobieta będąca sama w domu
      w nocy słyszy hałas w piwnicy. Sama, bez światła, schodzi na dół
      sprawdzić, co się dzieje. Kiedy zaczyna schodzić po schodach, zawsze
      łapie się na myśli: „Nie! Nie idź tam, wracaj! To niebezpieczne!".
      Na Natalie katastrofa czyhała tuż za rogiem, nie w postaci niespodzianki
      z horroru, ale w postaci podniecającego faceta, który obiecywał
      jej wszystko, czego rzekomo tak bardzo pragnęła. Niestety, była okłamywana,
      przez Larry'ego i samą siebie. Kiedy w następnym tygodniu zobaczyłam
      Natalie, jej nastrój zmienił się nie do poznania, a jej opowieść
      o tym, co się wydarzyło, przerywały łzy i słowa niedowierzania.
      Umówiliśmy się o dziesiątej rano w agencji nieruchomości, żeby rozejrzeć
      się za mieszkaniem dla niego. Naturalnie przyszłam piętnaście minut
      wcześniej. I czekałam... czekałam. Siedziałam tam chyba z półtorej godziny.
      Pracownicy pytali, czym mogą służyć, a ja w kółko powtarzałam:
      „Dziękuję, czekam na kogoś". Przeczytałam wszystkie gazety na stoliku.
      Najpierw się martwiłam, czy mu się coś nie stało, ale potem zrozumiałam,
      że po prostu nie przyjdzie... że to się nigdy nie stanie. Zrobiło mi się niedobrze.
      To nie mogło dziać się naprawdę.
      Szok i niedowierzanie opisane przez Natalie zna każda kobieta, która
      musiała pożegnać się z marzeniem. By dopełnić upokorzenia i poczucia
      zdrady, Larry nie miał nawet odwagi, by spojrzeć jej w twarz.
      94
      Zadzwoniłam do jego biura, a on nawet nie odebrał telefonu. I tak było
      przez cały tydzień. Kiedy wreszcie się odezwał, powiedział: „Przepraszam,
      ale nie mogę teraz tego zrobić". I na tym się skończyło.
      Niegdyś namiętny romans zakończył się skomleniem. Żadnych dramatycznych
      scen. Słabe „przepraszam" i trzaśniecie słuchawki.
      Zderzenie z rzeczywistością
      Jeśli twój kochanek okłamuje żonę, istnieje duże prawdopodobieństwo, że
      okłamuje także ciebie. Larry nigdy nie miał zamiaru się rozwodzić. Obiecywał
      Natalie wspólną przyszłość tylko po to, by ją przy sobie zatrzymać.
      Jak większość żonatych mężczyzn, chciał mieć wszystko naraz - żonę,
      dzieci, dom i kochankę. Kiedy Natalie roztrzaskała jego łódź, przeskoczył
      na bezpieczniejszy statek.
      Oczywiście zdarza się, że żonaci mężczyźni porzucają żony dla kochanek, sama
      znam nawet kilka dobranych par, które związały się w takich okolicznościach.
      Ale takie przypadki są nieliczne, a szanse na taki obrót spraw są tym
      mniejsze, im dłużej ciągnie się twój skrywany romans. Nawet jeśli zostawi
      żonę, skąd możesz mieć pewność, że kiedyś nie zrobi tego samego tobie?
      Nadawanie sensu kłamstwu
      Kiedy zaprzeczanie prawdzie (jego lub nasze) przestaje działać i wreszcie
      musimy przyznać przed sobą, że dałyśmy się wywieść w pole,
      gorączkowo szukamy sposobu, żeby nasze życie nie legło w gruzach.
      Szukamy więc wytłumaczenia, racjonalizujemy. Wynajdujemy „słuszne
      powody", by usprawiedliwić nieuczciwość partnera, który zawsze
      przyznanie się do winy okrasza jakimś ważnym powodem do kłamstwa.
      „Skłamałem tylko dlatego, że...". My także znajdujemy dla niego
      wymówki: „To kłamstwo nie ma znaczenia/Wszyscy kłamią/Jest
      tylko człowiekiem/Nie mam prawa go osądzać".
      Jeśli pozwolimy tym kłamstwom utrwalić się w naszej świadomości,
      oznacza to, że musimy przygotować się na jedną z przykrych
      możliwości:
      95
      SUSAN FORWARD
      96
      • Jest zupełnie inny, niż sądziłam.
      • Ten związek wymknął się spod kontroli, nie wiem, co robić.
      • Może to już koniec.
      Większość kobiet uczyni wszystko, by uniknąć konfrontacji z tymi
      prawdami. Nawet jeśli robimy awantury, dowiedziawszy się, że
      skłamał, wkrótce potem, ledwie kurz osiądzie na sprawie, większość
      z nas wybiera niosące pocieszenie terytorium racjonalizacji. W gruncie rzeczy wiele kobiet pragnie zaprzeczać logice, odrzucić przeczucia
      i inteligencję, i zaakceptować zwodniczy komfort karmienia się
      złudzeniami.
      Ale nie jesteśmy głupie. Nasze racjonalizacje muszą mieć sens i ład,
      bo inaczej nie odnoszą skutku. Jeśli swoje cenisz tak wysoko, że nie
      możesz bez nich żyć, odłóż tę książkę. Mam zamiar podziurawić twoje
      racjonalizacje, które powstrzymują cię od działania, a kiedy ujdzie
      z nich powietrze, już nie będą tak sprawnie działać."

      I wszystko jasne...
      • 26.11.13, 22:00
        I wszystko jasne, dokładnie tak. Jedna z moich znajomych opowiedziała mi kiedyś historię swojego romansu i to była wypisz wymaluj książkowa historia, któa ciągnęła się 6 czy nawet 8 lat. Nie pamiętam dokładnie. Tylko podstawić inne imiona i jest gotowy schemat. Mam też znajomych facetów,którzy mieli bądź mają romanse i dokładnie robią to samo. Nawijają makaron na uszy swoim przyjaciółkom, zwodzą, uwodzą, proszą, błagają, obiecują a to wszystko po to, żeby je zatrzymać przy sobie jak najdłużej a nie po to, żeby z nimi żyć. Ja tylko współczuję ich żonom, bo zwykle nie wiedzą co się za ich plecami odbywa, albo dowiadują się o tym na końcu, kiedy od dłuższego czasu jest to tajemnica Poliszynela.
        • 30.11.13, 22:41
          wiotka_jak_trzcina napisał(a):
          Ja tylko współczuję ich żonom, bo zwykle nie wiedzą co się za ich plecami odbywa


          - no to chyba dobrze, ze nie wiedza ?
          gorzej (dla wszystkich) - gdy sie czasem dowidza.

          2. Jak mozna wspolczuc komus, kto o niczym nie wie ?
          - to szlachetne uczucie zostaw dla chorych, biedakow, inwalidow i innych PRAWDZIWIE poszkodowanych przez los.
    • 26.11.13, 21:25
      700 km raz na dwa tygodnie? układ idelany, pomiszkalibyście razem parę lat i by wam przesło
    • 01.12.13, 16:00
      viola2 napisała:

      > Panowie, czy to jest możliwe zeby zrezygnować z miłości z czegoś na co czeka si
      > ę całe życie... dla dziecka?

      Jest to możliwe, ale trzeba pamiętać, że potem żałuje się tego przez całe życie.

      --
      Pozdrawiam,
      Ekonomista

      Najdrastyczniejszy film na youtubie! Tylko dla ludzi z dystansem do życia!
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.