• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

czas na co?

  • 24.11.16, 12:30
    2,5 roku to trwa.I powiem Wam tak.Trzeba mieć mocne nerwy, bądź umysł podzielny BARDZIEJ Niż Ja.
    Bo sfiksowac idzie. Rozłamu swojej rodziny nie chcę.Jego rozłamu też nie.Taki impas.
    Oczywiste, że go darzę wielkim uczuciem ale już ostatnio nie potrafię z nim żyć głównie na mailach, sporadycznie telefon i co jakiś czas spotkanie.Oczywiste,że tęsknię za nim ,pragnę i tego typu bla bla...
    Ale już wścieka mnie nawet mail gdy pisze on o codziennoosci, od tak po prostu.Irytuje nawet, ale caly czas chce do niego.Rozstaje się z nim i nic z tego nie wychodzi.Nadal niby jesteśmy.
    Menopauza mi się włącza? Jak to kurka ogarnac?Co to do licha za etap?W jakimś zakładzie niedługo wyląduje...
    I jeszcze nikomu o tym powiedzieć.Dlatego piszę.
    Wiem że pewnie mamuśka mi tu głowę zmyje, ale może i ktoś inny się wypowie?

    Edytor zaawansowany
    • 24.11.16, 16:29
      Jakoś tak statystycznie po dwóch latach zaczyna się pieprzyć.
      Bo tak naprawdę to destrukcyjne związki są i nie prowadzące do niczego...
    • 24.11.16, 19:50
      To mamuśka sie cie zadziwi, jestes szczęśliwa to brnij dalej i ciągnij to.
      Ale jeśli jestes znerwicowana czujesz sie złe to daj sobie spokoj, moze poszukaj kogoś nowegowink
      Ta sytuacja sie nie zmieni nie licz na to...
      Uzależniona jestes od niegouncertain (?)
      Chybasmile
      Pozdrawiam cieplutko

      --
      -----------------
      Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
      • 01.12.16, 14:19
        Owszem, zaskoczylas mnie surprised
        Uzależnilam się? Tak , bo niepotrzebnie (szlag by to trafił ) się zakochałam.Ale to minie, wierzę w siebie wink i kiedyś zaśpiewam "mam te moooooc".I będzie koniec i kropka.
        Nowości szukać nie będę, to mi wystarczy na całe życie. Taka nauczka.
        A z tym szczęściem u mnie w zaistniałej sytuacji to bywa różnie.Gora dół góra dół i tak od kilku miesięcy mimo iż jesteśmy 2,5 roku.Obecnie komu się da odradzam takie atrakcje.I będę odradzac. I trudno wink
        • 01.12.16, 19:21
          sterta39 napisała:

          > Owszem, zaskoczylas mnie surprised
          > Uzależnilam się? Tak , bo niepotrzebnie (szlag by to trafił ) się zakochałam.Al
          > e to minie, wierzę w siebie wink i kiedyś zaśpiewam "mam te moooooc".I będzie kon
          > iec i kropka.
          > Nowości szukać nie będę, to mi wystarczy na całe życie. Taka nauczka.
          > A z tym szczęściem u mnie w zaistniałej sytuacji to bywa różnie.Gora dół góra d
          > ół i tak od kilku miesięcy mimo iż jesteśmy 2,5 roku.Obecnie komu się da odradz
          > am takie atrakcje.I będę odradzac. I trudno wink

          Ja ci powiem tak, ostatnio troche rzeczy widziałam w swoim życiu.
          Zaskoczyły mnie ludzie po których w życiu nie spodziewałbym sie ze cos kręcą, dotarło do mnie ze jestem troche naiwna i ze moje zasady sa jakby przestarzałe.
          No cóż tylko "krowa nie zmienia poglądów."

          Dalej bede potępiać młode dziewczyny które pchają wie w romanse z żonatymi , i rozbijają małżeństwa bo takie sa najgorsze...
          I ludzi którzy bez próby naprawienia zwiazku idą łatwiejsza droga.

          Ja sie nie nadaje na kochankę, znaczy pewnie by mogło byc fajnie, bo maz mowi ze jestem wariatka w łożku,i ze umiem uszczęśliwić mężczyznę.
          Jednak ja musiałbym sie zakochać, a to by oznaczało ze chciałbym byc z takim człowiekim. A to oznacza koniec małżeństwa, i najważniejsze ze ja nie mogłabym byc ta druga. Ani kochanka ani zdradzana żona, nie lubie sie dzielić.

          --
          -----------------
          Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
          • 01.12.16, 22:03
            No wszystko się zgadza z tym co napisałaś.Ostatni akapit.Jednak u mnie to nie zaczęło się od zabawy.Zanim się zgodziłam to już miałam zaawansowane motyle w brzuchu.Mocniej niż zauroczona.Nie zaczęło się absolutnie od chęci do "zabawy" czy "przygody".Absolutnie nie z wyrachowania.No i oczywista mam problem z tym co napisałaś w ostatnim zdaniu.Dlatego czekam na ta moooooc w sobie.Przyjdzie ona, bo jak sama dobrze napisałaś wcześniej " sytuacja się nie zmieni"
            Dziękuję Ci za ta rozmowę.
          • 02.12.16, 16:38
            3-mamuska napisała:
            Dalej bede potępiać młode dziewczyny które pchają wie w romanse z żonatymi ,

            - a ja dalej bede je pochwalal...i

            > i rozbijają małżeństwa bo takie sa najgorsze...

            - a takie to ja tez potepiam, bo pochwalam to tylko te , ktore znaja swoje miejsce w kolejce.

            ERGO: popacz - to w polowie sie zgadzamy smile


            • 05.12.16, 17:51
              obrotowy napisał:

              > 3-mamuska napisała:
              > Dalej bede potępiać młode dziewczyny które pchają wie w romanse z żonatymi ,
              >
              > - a ja dalej bede je pochwalal...i

              Za co bedziesz je pochwalał? Ze niszczą czyjes zycie?
              Masz szczęście ze na taka nie trafiłeś.
              Wlasnie w pracy obserwuje jak taka dziweczyne niszczy małżeństwo kolegi.
              I w sumie sam jest sobie winien ,bo chciał sie zabawić , a ona okazała sie bardzo zawzięta i zachłanna.
              Na tyle ze odlazlala jego zone przychodzi do niego do pracy. A on przestaje wracac do domu na noc.
              A jego żona nie jest głupia. Wszyscy co ja znają wiedza ze go wywali z domu.

              > > i rozbijają małżeństwa bo takie sa najgorsze...
              >
              > - a takie to ja tez potepiam, bo pochwalam to tylko te , ktore znaja swoje miej
              > sce w kolejce.
              To nie zadna kolejka, i tu sie wlasnie dziwie ze kobiety godzą sie na bycie zabawka miejscem w kolejce.

              > ERGO: popacz - to w polowie sie zgadzamy smile
              >
              >

              Mozesz sie zgadzać ze mna lub nie.
              Ale miło jest nie kłócić sie ciaglewink
              --
              -----------------
              Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
              • 05.12.16, 20:06
                3-mamuska napisała:
                Za co bedziesz je pochwalał? Ze niszczą czyjes zycie?

                - za to ze umilaja moje zycie.

                > Masz szczęście ze na taka nie trafiłeś.

                - nie szczescie, tylko rozum.
                chcac jakas poderwac nigdy nie robilem tego spontanicznie - tylko zawsze robilem wczesniej Zwiad i wywiad srodowiskowy - bacznie sluchajac zdania osob postronnych na jej temat i rownie bacznie obserwujac jej zachowanie wobec innych.

                To nie zadna kolejka, i tu sie wlasnie dziwie ze kobiety godzą sie na bycie zabawka
                > z miejscem w kolejce.

                - niepotrzebnie zawracasz sobie tym glowe.
                dla mnie jest wazne, by sie godzily -a z kakiego powodu - to ich problem, a nie moj.
          • 04.12.16, 10:55
            I znowu plączesz, mieszasz, wrzucasz wszystkich do jednego wora. A jaka jest prawda? Jak wygląda życie? Nie ma dwojga identycznych osób. Nie dwóch identycznych związków. Każdy jest INNY. JEDEN. INDYWIDUALNY. NIEPOWTARZALNY. Czy nikt nie ma prawa w wieku +- 20 lat popełnić pomyłki? Co zrobić jeżeli później spotka się kogoś, kto jest "stworzony dla nas"?
            Poza tym, jak powiedziałem, w drewnianym kościele można też dostać cegłą w głowę! Poza matematyką, fizyką, chemią nie ma żadnych prawd objawionych !!! A, że małolaty - i na odwrót - zakochują się w dojrzałych i odwrotnie, tak było, jest i będzie. I żadne zasady tego nie zmienią. Nawet, jeżeli tak zarządzi pewien ... !!! Każdy musi sobie z tym poradzić. Sam. Albo z pomocą tych, którzy się na tym znają. Albo lepiej tych, którzy coś podobnego przeszli.
            ps
            jednak i krowa zmienia poglądy. Wychowana na łące,wąchająca kwiatki a zamknięta jako już dojrzała w pomieszczeniu i karmiona tylko jakimiś stworzonymi paszami przez człowieka, będzie także szczęśliwa. Skąd to wiem" Ano ... więcej mleka daje. wink
            Dlatego też ja uwielbiam ZAJĘTE i raczej dojrzałe niewiasty wink Tak mniej więcej w moim wieku. Bo wiedzą co mają, po co mają i czego chcą !!! Łobuz jestem? Tak! Ale szczęśliwy i radosny. Podobnie jak moje przyjaciółki/kochanki. wink. Reklamacji dotychczas nie miałem.
            I jeszcze jeden "ps"
            niegdyś, wcale nie tak dawno zasadą było, że niewiasta na plażę wychodzila kompletnie odziana od stóp po sam czubek głowy. I to w towarzystwie kogoś wiarygodnego. Inaczej lądowała w celi więziennej. I była odsądzana od czci i wiary. Dzisiaj ... wink No i nie tylko na plaży. Popatrz jak to wygląda na ulicach. Popatrzeć na goły tyłek lubię. Ale wolę to tylko we dwoje czynić. wink Więc coś - nie tylko mleko - może być też przestarzałe. wink

            --
            Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
            Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
            • 05.12.16, 18:01
              Kazdy ma prawo do pomyłki, owszem jednak wychodzę z założenia ze jeśli sie nad związkiem nie pracuje, to nawet najlepszy sie moze rozpaść.
              A zamiast trwonić energię na obca kobietę skupić ja na zonie to i związek moze byc fajny bez zdrad.
              Nie ma takiej sytuacji w życiu gdzie nie mozna sie rostac ,wystarczy dokonać wyboru.
              Jeśli spotykasz "stowrzona osobę dla ciebie" to czemu z nia nie jestes?

              Jest jakis przymus siedzieć z jedna kobita do końca życia?


              W sumie racja jest z tymi dojarzlymy kobietami.
              Jednak czy sa takie szczęśliwe?
              Wystarczy poczytać ten wątek w ktorym sam sie wypowiadasz, ze takie związki szczescia nie dają, albo i dają chwilowe a potem morze cierpieni i łze.
              Moze nie dla was faceci ale kobiety sa inne, cierpi tęsknią, i same przyznają ze takie związki sa destrukcyjne i do niczego nie prowadzą.
              Same kochanki to przyznaj.

              --
              -----------------
              Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
              • 05.12.16, 20:11
                3-mamuska napisała:

                Jest jakis przymus siedzieć z jedna kobita do końca życia?

                - przymusu nie ma, ale rozwody kosztuja zdrowie, pieniadze i nervy.

                - nie stac mnie i mentalnie i finansowo na nie.

                W sumie racja jest z tymi dojarzalymi kobietami.
                > Jednak czy sa takie szczęśliwe?
                > Wystarczy poczytać ten wątek w ktorym sam sie wypowiadasz, ze takie związki szc
                > zescia nie dają, albo i dają chwilowe a potem morze cierpieni i łze.

                - jakos nie widzialem tych lez. a zdowolenie bylo i to raczej obustronne.
                • 05.12.16, 20:23
                  obrotowy napisał:

                  > 3-mamuska napisała:
                  >
                  > Jest jakis przymus siedzieć z jedna kobita do końca życia?
                  >
                  > - przymusu nie ma, ale rozwody kosztuja zdrowie, pieniadze i nervy.
                  Hehe jasne , a potajemne randki hotele i inne nie kosztują.

                  > - nie stac mnie i mentalnie i finansowo na nie.
                  >
                  > W sumie racja jest z tymi dojarzalymi kobietami.
                  > > Jednak czy sa takie szczęśliwe?
                  > > Wystarczy poczytać ten wątek w ktorym sam sie wypowiadasz, ze takie związ
                  > ki szc
                  > > zescia nie dają, albo i dają chwilowe a potem morze cierpieni i łze.
                  >

                  Widzisz tyle miałeś kobiet i dalej nic o nich nie wiesz...
                  Myślisz ze jak czegoś nie widac to tego nie ma?
                  Zadna kobieta nie przyzna sie do łez przed facetem dla którego jest tylko zabawka.

                  > - jakos nie widzialem tych lez. a zdowolenie bylo i to raczej obustronne.


                  --
                  -----------------
                  Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                  • 05.12.16, 20:43

                    > Widzisz tyle miałeś kobiet i dalej nic o nich nie wiesz...
                    > Myślisz ze jak czegoś nie widac to tego nie ma?
                    > Zadna kobieta nie przyzna sie do łez przed facetem dla którego jest tylko zab
                    > awką

                    dokładnie tak jest...
                  • 05.12.16, 21:29
                    3-mamuska napisała:
                    Widzisz tyle miałeś kobiet i dalej nic o nich nie wiesz...

                    - i ten poziom wiedzy zupelnie mi wystarcza.
                    zdradzacze to minimalisci smile

                    > Myślisz ze jak czegoś nie widac to tego nie ma?

                    jak czegos nie widze, to o tym nie mysle.
                    wzrokowiec jestem, a nie psychol smile
                    • 05.12.16, 21:45
                      nie trzeba być psycholem żeby o czymś myśleć i czuć smile ale jak widze dla Ciebie to już wyzsza szkoła jazdy wink no cóż nie wszyscy mają tą umiejętność
                      • 05.12.16, 22:41
                        malwa0831 napisała:
                        > nie trzeba być psycholem żeby o czymś myśleć i czuć smile

                        - uzylem tego slowa w jego pozytywnym znaczeniu...

                        ale jak widze dla Ciebie to już wyzsza szkoła jazdy wink
                        - no cóż nie wszyscy mają tą umiejętność

                        - Zgadza sie i cale szczescie - inaczej dawno umarliby z nadmiaru empatii...

                        ____________________________________________
                        Do poczucia szczescia potrzeba trzech rzeczy:
                        - wrodzonej glupoty.
                        - dobrego stanu zdrowia
                        - stalego przyplywu gotowki.
              • 06.12.16, 00:17
                Hmm
                Żeby to było takie proste jak piszesz...
                Donmarek napisał, że każdy związek trochę inny.Zgadza się.
                Nie wszyscy nie walczyli o związek (ja i on tak) ale się ulało.I było bezczucia, marazm.
                Czemu się kobiety nie rozstaja? Bo strach.Wywrocenie wsxystko do góry nogami.Np dzieci które ojca uwielbiają, utrata utartych ścieżek, no życia całego, rodziny, znajomych itp
                Bo dojrzałość to nie to samo co większa odwaga.
                Nie to, że kobiety meczennicami są, to nie tak.ahh i jeszcze są kredyty i finanse jak to niektórzy piszą i być może tak jest, tego akurat nie wiem.
                A czemu Panowie nie odchodzą? Może z tych samych przyczyn, albo z wygody, albo bo jednak kochają ta swoją "okropna" żonę wink
                z poczucia obowiązku (jakkolwiek by to głupio nie zabrzmiało )
                Poniedzielski powiedział "Kobiety nie zmienisz, możesz zmienić kobiete ale to nic nie zmieni". I jakem kobita mnie to rozbawia i poniekąd jest racja.
                Ja tu oczywiście pisze o ludziach którzy się uczuciem obdarzyli, a nie tak jak u obrotowego.
                No kurcze różne są sytuacje, choć... jak pewnie widać po tym forum to tylko kobiety przechodzą to fatalnie.I nawet jeśli obrotowy pisze, że żadna (oprócz jednej) nie wnosiła pretensji to aż w szoku jestem...Nie znam takich kobiet surprised Gdzie one są? Może jakieś nauki bym przyjęła w romansowaniu...
                • 14.12.16, 10:34
                  .I nawet jeśli obrotowy pisze, że żadna (oprócz jed
                  > nej) nie wnosiła pretensji to aż w szoku jestem...Nie znam takich kobiet surprised Gdz
                  > ie one są? Może jakieś nauki bym przyjęła w romansowaniu...


                  dzieki za uznanie...
                  moze zatem jeszcze raz przypomne, ze nigdy nie rzucalem sie na tkzw. "gleboka wode..."
                  i z kandydatka na kochanke byly zawsze grzeczne rozmowy (trwajace 2-3 miesiace)
                  czego ona od zycia i ode mnie chce i co ew. moze dostac...
                  • 14.12.16, 11:14
                    Tylko, że czasem ta "głęboka woda" sama przychodzi. Życie nas często zaskakuje. Ja pomimo trzymana dystansu do tej całej sytuacji, zaczęłam czuć coś więcej niż zwykłą sympatię. Ale od początku nie był to związek z wyrachowania, poza zwykła chemią, cos jeszcze przyciągało.
                    Ale z perspektywy to zazdroszczę traktowania romansów jak sportu. smile
                    • 14.12.16, 21:24
                      aguskaa38 napisał(a):
                      Ale z perspektywy to zazdroszczę traktowania romansów jak sportu. smile

                      Protestuje:
                      bo to nigdy nie byl (dla mnie) Sport.
                      Sport - to jest tkzw. "skok w bok" - 1,2,3 razy...

                      a kazdy Romans trwa i ma swoja Historie.
                      - to wazna czesc zycia i jeden z jego Sensow.

                      - tyle tylko, ze na czele tego Sensu stoi ZONA.
                      - matka dzieciom - i to jest nienaruszalne.

                      natomiast reszta (Romanse) jest dopelnieniem tej Idylli.
                      - waznym dopelnieniem.

                      • 15.12.16, 08:09
                        Romans z definicji jest związkiem miłosnym (intymnym) między dwojgiem ludzi, którzy nie są parą małżeńską. A bycie w związku wymaga zaangażowania emocjonalnego.
                        I jeśli ktoś nie angażuje się w związek, to tego związku nie ma, bo nie ma jednoosobowych związków. I wtedy możemy to nazwać, nie romansem, tylko rekreacją czy relaksem wink
                        • 16.12.16, 09:27
                          Prawda. Romans, to nie jest "skok w bok". To chyba jednak naprawdę coś więcej.
                          Tylko mój pierwszy "raz" rozpoczął się "skokiem w bok". I to za sprawą kochanki, bo to ona była stroną inicjującą. Czyli, po prostu mnie uwiodła wink I trwało to 15 lat. Później jeszcze chyba dwie lub trzy już ja "poderwałem" w sposób tradycyjny. I były to panie, które znałem wcześniej. Następne kochanki/przyjaciółki były już "wybierane na zimno". Tak przeze mnie jak i przez nie. W internecie na czatach. I nim doszło do "skonsumowania", wiedzieliśmy niemal wszystko, czyli czego szukamy, czego oczekujemy i co możemy dać. Czy był to tylko sam seks? Chyba jednak nie tylko. Także w takich związkach chyba musi być coś więcej poza fizycznym pociągiem do danej osoby, bo przecież pierwszy raz widzieliśmy się po kilku rozmowach w sieci. Bez fizycznego kontaktu. Ale najważniejsze, to wiedzieliśmy/powiedzieliśmy sobie na początku, to, że żadne nie zamierza zmieniać swojego obecnego związku.I, jak dotychczas mnie/nam się to udaje. Odchodzą praktycznie zawsze one, bo mąż zaczyna coś podejrzewać lub zaczynają działać emocje, etc. Ale zachowujemy przeważnie nadal kontakt.Od czasu do czasu telefon, jakiś email.

                          --
                          Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                          Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
                          • 16.12.16, 10:37
                            Nie ma znaczenia, jak się zaczyna, ważne jest to, co jest później. 15 lat? Długo, jak druga żona. Jeśli dwoje ludzi coś do siebie przyciąga, poza instynktem, to jest coś więcej, feromony? Nie wszystko da się wytłumaczyć w logiczny sposób, bo podobno mózg człowieka funkcjonuje prawidłowo do momentu, aż się nie zakocha.
                            Romans- tak, to "zdrowe" relacje i określone zasady, których należy się trzymać. Ja sie tego trzymam. Nie zrobię niczego wbrew sobie, wbrew regułom i logice.
                            Ale to, co dzieje sie w głowie to inna bajka. Zwyczajnie mi bardzo zależy na tym człowieku.
                            • 17.12.16, 15:27
                              Wiesz, to był dość dziwny układ. I chyba nie romans, chociaż ... sam nie wiem. Do tego byliśmy młodzi, zaczęło się to około 30. Razem, nawet w jednym pokoju pracowaliśmy. Nie chodziliśmy do kina, na kawę etc. Nie było na to czasu. Ona musiała odbierać dzieci z przedszkola, szkoły. Łączył nas tylko seks. I jak teraz patrzę z dzisiejszej perspektywy, to był to taki "zwierzęcy" seks. Praktycznie tylko w pracy, w samochodzie, wyskakiwało się gdzieś latem na łąkę, do lasu na tę godzinę. Nigdy potem nie miałem takiego seksu. I co ciekawe, nikt się niczego nie domyślał przez tyle lat. Później zawsze było coś więcej oprócz fizycznego pożądania.

                              --
                              Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                              Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
                              • 19.12.16, 13:03
                                Sporo masz tych doświadczeń. W zasadzie całe małżeństwo, od samego początku urozmaicałeś. Nie jestem w stanie tego zrozumieć, wybacz ale jak z tym zyć? Jak przez tyle lat patrzeć zonie w oczy? Mną targają wyrzuty sumienia, to trwa krótko, a ja cały czas w rozterce jestem. A z drugiej strony nie chce rezygnować z romansu. Tylko, że im dalej w las tym więcej drzew- problemów.
                                • 20.12.16, 07:51
                                  Czasami może i zastanawiam się. Ale "to" jednak jest silniejsze. Chyba po prostu do tego przywykłem, przyzwyczaiłem się. I jakichś większych wyrzutów sumienia nie mam.

                                  --
                                  Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                                  Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
                                • 20.12.16, 11:47
                                  Nie jestem w stanie tego zrozumieć, wybacz ale jak z tym zyć?

                                  - najzupelniej normalnie
                                  zona to zona, a kochanka to kochanka

                                  Jak przez tyle lat patrzeć zonie w oczy? Mną targają wyrzuty sumienia,

                                  a mna wcale.
                                  ciesze sie za mam jedna (zone) i ze miewalem te druga (kochanke)
                                  • 20.12.16, 12:19
                                    I tu potwierdza się teoria, że kobieta to bardziej złożona istota niż mężczyzna smile wink
                                    • 21.12.16, 08:22
                                      Chyba rzeczywiście masz z tym rację, że kobieta jest bardziej "złożona" czy też "skomplikowana" wink skoro człowiek się za wami ugania całe życie. smile I to przeważnie tylko dla tych kilkunastu minut przyjemności! smile wink Wspólnej przyjemności smile
                                      --
                                      Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                                      Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
                                  • 20.12.16, 15:12
                                    obrotowy napisał:

                                    > Nie jestem w stanie tego zrozumieć, wybacz ale jak z tym zyć?
                                    >
                                    > - najzupelniej normalnie
                                    > zona to zona, a kochanka to kochanka

                                    No wlasnie nie bardzo... mężczyzna zwłaszcza taki niejest w stanie chyba tego zrozumieć.
                                    >
                                    > Jak przez tyle lat patrzeć zonie w oczy? Mną targają wyrzuty sumienia,
                                    >
                                    > a mna wcale.
                                    > ciesze sie za mam jedna (zone) i ze miewalem te druga (kochanke)

                                    Widzisz problemem nie jest seks penis to nie mydło nie wymydli sie.
                                    Problem polega na braku zaufania, braku szczerości i kłamstwa. Braku szacunku do zony oklamujesz ja w żywe oczy, tracisz energię ktora mógłbyś włożyć w odbudowanie/potrzymanie fajnego małżeństwa.
                                    I to jest chyba problem nie sam seks.
                                    Bardziej nie w porządku jest to co tworzy cała otoczkę.
                                    Bo co prawda nie przysięga sie czystości. Inne jednak tak. Uczciwość małżeńska choćby.

                                    Nie nie ,nie chodzi o krytykę,o czepianie sie, dla mnie jest to po prostu smutne,ze facet cos obiecuje a potem robi inaczej...
                                    --
                                    -----------------
                                    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                                    • 21.12.16, 11:59
                                      3-mamuska napisała:
                                      co prawda nie przysięga sie czystości. Inne jednak tak. Uczciwość małżeńska
                                      > choćby


                                      uczciwosc malzenska to... dbanie o interesy zony i rodziny.
                                      zawsze o to dbalem i dbam.

                                      posiadanie kochanki w niczym mi nie przeszkadzalo (i zonie tez nie, skoro o niej nie wiedziala)

                                      zona to zona - a kochanka to kochanka.
                                      • 22.12.16, 08:35
                                        A co by było, gdyby zona się dowiedziała, że tyle lat ja oszukiwałeś? Ona żyje w idylli, ze wszystko jest w porządku.
                                        Szczerze, to ja osobiście nie chciałabym się dowiedzieć, że mój mąż przez tyle lat mnei zdradzał, to byłby okrutny cios.
                                        • 22.12.16, 09:28
                                          Byłby ale nie będzie.Jak się nie chce burzyć rodziny to jest max dyskrecji. Taki model przyjął obrotowy na życie i dlatego wypowiada się na tym forum jak większość tutaj.


              • 06.12.16, 08:31
                Wiesz, niby wszystko się zgadza. Ale ...
                Mam telewizor i co dnia w nim oglądam jak wyglądają Malediwy, jak wygląda Wielka Rafa Koralowa, mazurskie jeziora etc. Ale jednak bardziej mnie podnieca, by to zobaczyć na żywo, w naturze. Niby na ekranie kolory takie same, ryby też. A nawet ładniejsze wink Ale jednak - przynajmniej mnie - ciągnie do sprawdzenia jak to wygląda na miejscu, w naturze. Żona może być najbardziej atrakcyjną kobietą, do tego jest matką moich potomków, ale ... chyba jestem zbyt mało ucywilizowany, skoro tak działa na mnie zew natury. wink

                --
                Nie religia/katecheza tylko najpierw MATEMATYKA, FIZYKA, CHEMIA!
                Sam sobie jestem Bogiem, czyli, mój Bóg to Ja!
                • 06.12.16, 08:55
                  Całkiem "wygodne" wytłumaczenie smile
    • 29.11.16, 11:09
      Witaj, mam tak samo, tylko ciut krócej. Zaczął sie trudny okres, myślę o rozstaniu. Ja rodzina, on tez, jest starszy, dotychczas to on brał wszystko na swoje barki, ja nie dopuszczałam do siebie myśli o angażowaniu się- ale stało sie. Zdałam sobie sprawę jakimi go darze uczuciami. Rozsadek mi mowi- zakończ, lecz serce się buntuje.
      • 01.12.16, 14:05
        Jak ja to Twoje ostatnie zdanie dokładnie rozumiem...
        Ale ostatnio tak sobie myślę, że przyjdzie za chwile taki moment iż się to zakończy. Bo chyba aguska w swoim ostatnim zdaniu zawarła sedno sprawy.
        • 01.12.16, 14:21
          Od samego początku wiedziałam, że przyjdzie czas na zakończenie.... ale to wydawało się takie odległe, jakby mnie nie dotyczyło, teraz pomimo tych chwil pełnych szczęścia żałuję, że dałam się wkręcić.
          • 01.12.16, 16:08
            To powiem Ci tak.Na ten moment to źałuję wyłącznie tego, że nie możemy być razem w innej formie niż dotychczas.Bo tyle co dostałam od owego Pana nie dostałam od żadnego innego.Znam wady i uuuu są całkiem nieznośne.Ale, da się z nimi żyć.Chyba surprised
            Jeszcze nie umiem stwierdzić, że warto nie było. Na ten moment czekam.I się doczekam.U Ciebie świeża sprawa.I pewnie to wiesz, że dobrze by było to odciąć jak najszybciej... A wiesz? Myślałam, że im dalej w las tym będzie większy spokój u mnie i np zostanie tylko przywiązanie fizyczne (bo jest super) od czasu do czasu (byłoby dobrze) .Ależ się przejechałam na tym myśleniu fiu fiu...
            • 02.12.16, 07:37
              Napisałam, że żałuję, że zaczęłam romans, nie że go poznałam, w końcu skoro tego człowieka pokochałam, to musi być dobry i fajny wink Próbuję skupić się na jego wadach, żeby było mi łatwiej.... ale wiesz... trudne to, bo zaślepiona za wiele ich nie dostrzegam.
              Obawiam się tego, co piszesz, że im dalej w las tym może być tylko trudniej.... i człowiek przezywa to w samotności.
              A tak naprawdę to powinnam na własnej rodzinie się skupić.
              • 02.12.16, 10:51
                Aguska ja mam te same odczucia. Tez chcialabym sie skupic na swojej rodzinie, ale myślę ciągle o nim. Co gorsza mam z nim stały kontakt, bo razem pracujemy. Widzę go prawie codziennie. Był strasznie cieżko jak próbowałam zrywać. Obydwoje to bardzo źle znosiliśmy i wracaliśmy do siebie z jeszcze większą namiętnością.
                Teraz po tylu latach, gdzie liczyłam tak jam Sterta, że to wszystko okrzepnie, trochę się wypali, jest jeszcze gorzej, coraz trudniej.
                Rozumiem cię, nie jesteś sama sad.
                • 02.12.16, 13:11
                  To pocieszające, że nie tylko ja mam taki uczuciowy problem. Nie jestem sama. Oczywiście nikomu niczego złego nie życzę. Potrzebuję dużo sił żeby odciągnąć myśli w innym kierunku. zawsze coś się zaczyna i kończy. A zapytam, jak długo wytrzymywaliście bez siebie?
                  • 02.12.16, 15:10
                    Generalnie widzimy się prawie codziennie bo razem pracujemy. Nie widujemy się w weekendy, urlopy czy święta. Obydwoje mamy rodziny, dzieci.
                    Przy dłuższym niewidzeniu, np 3/4 dni wisimy na mailach, smsach.
                    Mielismy kilka rozstań, zawsze to ja chcialam odejść, bo miałam dość. Najdłuższa przerwa to ok 1,5 może 2 tygodnie. Tylko, że wtedy też się widzieliśmy, bo pracujemy w tej samej firmie. I to było najgorsze, nie mogłam na niego patrzeć, miałam żal do niego, a jednocześnie tęskniłam. Prawie zawsze to on wyciągał rękę i chcial aby było jak dawniej. A ja głupia, zakochana byłam szczęśliwa, że znów jest dobrze. I popadaliśmy w jeszcze większe zaangażowanie.
                    • 05.12.16, 08:09
                      No właśnie... to zaangażowanie.... Co do częstotliwości spotkań to jestem zdania, że tak jak w małżeństwie: co za dużo to niezdrowo. Ale Wy razem pracujecie, więc okazji jest zawsze więcej. Ja staram się byc zdystansowana. Jak pisałam, nigdy nie dam po sobie poznać, że mi zależy. Tak juz mam.
                  • 03.12.16, 11:48
                    W ciągu tego czasu nie widzieliśmy się 3 raxy po 3 tygodnie ciągiem z powodu moich bądź jego wyjazdów. Widujemy się mniej więcej raz na tydzień. Czasem dwa.To zależy od możliwości czasowych.Codziennie od 5 do 30 maili dziennie. Mniej więcej co dwa dni telefon. Najdłużej spędziliśmy ze sobą 24/24h 10 dni surprised tzn jak rodzina on do pracy ja do pracy itp Bywało po 7,5,3 dni. Takie sytucje zdażaly nam się co pół roku.
                    W ciągu 2,5 r jeden wyjazd na 3 dni.
                    Ostatnio nie widzieliśmy się ponad dwa tygodnie i przez to były między nami spięcia. Ostre. Źle takie przerwy znoszę i ponoć on (przynajmniej tak twierdzi a czy to prawda to cholera wie...)
                    Nasze rozstania ( ja się rozstawałam) trwały nie dłużej jak 24h surprised
                    • 03.12.16, 19:21
                      Ja też bardzo źle znoszę dłuższe przerwy, on tak samo. Ja nie widzimy się dłużej to tęsknimy strasznie. Najdłuższe przerwy są związane z urlopami.
                      Ale i tak najgorzej znoszę jak się rozstajemy, tzn ja mówię, że mam go dosyć, że to nie ma sensu, że jest taki a taki i nie odpowiada mi to i że to koniec. A potem jest parę dni, do 1,5 tygodnia przerwy, w czasie której i tak widzimy się w pracy. To jest najtrudniejsze, bo widzę jaki chodzi przybity i zły, jak nie odzywa się do nikogo, nie żartuje. I mam ochotę przytulić sie do niego, a nie mogę. No i potem wystarczy impuls, że się godzimy i znów jest jak w bajce, dbamy o siebie, on non stop okazuje jak mu zależy. Az do następnego kryzysu uncertain.
                    • 04.12.16, 07:29
                      i z tymi kilkoma kochankami , ktore mialem. bylo tak:

                      spotkania raz na tydzien. jak sie udalo, to dwa.
                      telefony - tez 1 - gora 3 razy tygodniu.

                      gdy sie ma zone, prace, dzieci i rodzine - to na wiecej nie ma sie po prostu czasu i zdrowia.

                      - te "moje" to rozumialy
                      romanse trwaly po kilka miesiecy (najdluzszy 3 lata)
                      - w koncu odchodzily same, ale bez wiekszych pretencji , czy awantur...
                      • 05.12.16, 07:55
                        W końcu to "układ". Tez nie należe do narzucających sie kobiet. Skoro prowadziłam poukładane życie przed romansem, to romans nie może mi tego życia przewrócić do góry nogami. Też widujemy się raz na tydzień, jak sie uda to częściej. Nic za wszelka cenę.
                        A jak wyglada to ze strony faceta? Jeśli prowadzisz dłuższy romans to jak radzisz sobie z zaangażowaniem emocjonalnym?
                        • 05.12.16, 08:24
                          Z tego co pamiętam obrotowy pisał , że się nie angażuje emocjonalnie aż w taki sposób o którym my tu piszemy.
                          Faceci generalnie chyba mają inaczej.Niestety, jak dla mnie.
                          • 05.12.16, 08:47
                            Czyli nie myśli za dużo hihi
                      • 05.12.16, 08:26
                        Tutaj się zgodzę. Nie ma więcej czasu jak się ma rodzinę.
                        One pewnie odchodziły, bo się zaczynały angażować.
                        • 05.12.16, 12:49
                          Tutaj się zgodzę. Nie ma więcej czasu jak się ma rodzinę.
                          > One pewnie odchodziły, bo się zaczynały angażować.

                          Nie, to nie to.
                          Mialem szczescie do "racjonalistek" (a moze podswiadomie takich szukalem?)
                          - wybieralem tylko kobiety samotne (mialem romans tylko z dwoma mezatkami,
                          ale to raczej na ich zyczenie, bo za mezatkami nigdy nie ganialem)

                          a z samotnymi "racjonalistkami" to jest tak, ze czlek zdaje sobie (lub powinien zdawac sobie ) sprawe, ze jest tylko lekarstwem na ich samotnosc (jezeli uczciwie nic im sie nie obiecuje...)

                          i ten romans wykorzystuja tylko jako "drabine" - by w miedzyczasie znalezc sobie kogos wolnego...
                          w koncu prawie wszystkie znajdowaly i... same odchodzily...

                          PS. No dobra, mialem (tylko) jedna "hollere", ktora po pol roku kontaktow zrobila mi awanture... w stylu: - do hollery moglbys sie w koncu na cos zdecydowac !

                          na moja uwage, ze: - przeciez nigdy nic Ci nie obiecywalem... - obrocila sie , wyszla i trzasnela drzwiami smile
                          • 05.12.16, 23:24
                            Mialem szczescie do "racjonalistek" (a moze podswiadomie takich szukalem?)
                            - wybieralem tylko kobiety samotne (mialem romans tylko z dwoma mezatkami,

                            Hehe chyba raczej docierało do nich jaki z ciebie facet, dla którego żona to zło koniecznie, a reszta to czasoumikacz i odchodziły bo nie chciały wiecej tracić czasu na ciebie...
                            Zero szacunku do kobiet z twojej strony, niestety.

                            --
                            -----------------
                            Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                            • 06.12.16, 00:28
                              Ale wiesz o co chodzi obrotowemu?
                              On stara się wbić kobietom, które przechodzą ból w środku, że nie na tym polega romansik...Ze niby to nie tak powinno to wyglądać.Nie wiem.Nie znam się. Bez uczucia nie umiem, wiec się nie wypowiem.
                              Ale w obu przypadkach, wersji jego i np mojej pora zakończyć ta historie. Zobacz ile razy one z nim kończyły.O ile to prawda, że miał ich tak wiele.Jesli uczucie jest mocne do kogoś, silne, ludzie pomimo kryzysow i kłótni sa dla siebie stworzeni, a takie zwiazki się zdarzają, nikt nikogo nie zdradza.Tak uważam.

                              • 12.12.16, 02:18
                                sterta39 napisała:

                                > Ale wiesz o co chodzi obrotowemu?
                                > On stara się wbić kobietom, które przechodzą ból w środku, że nie na tym poleg
                                > a romansik...Ze niby to nie tak powinno to wyglądać.Nie wiem.Nie znam się. Bez
                                > uczucia nie umiem, wiec się nie wypowiem.
                                > Ale w obu przypadkach, wersji jego i np mojej pora zakończyć ta historie. Zoba
                                > cz ile razy one z nim kończyły.O ile to prawda, że miał ich tak wiele.Jesli uc
                                > zucie jest mocne do kogoś, silne, ludzie pomimo kryzysow i kłótni sa dla siebie
                                > stworzeni, a takie zwiazki się zdarzają, nikt nikogo nie zdradza.Tak uważam.
                                >

                                Tak tak romansik to zabawa,jednak uczucia to uczucia.
                                A on podchodzi do kobiet jak do zabawek.
                                Jak to przedmiotów storzonych na uciechę facetow,puste bez uczuć.
                                I chyba próbuje nam tu udowodnić ze uczucia nie maja racji bytu.Zapomjnjac ze kobiety nawet kochanki to tez jakims cudem ludzie i maja uczucia.
                                A ze on ich nie wiedzi No cóż, każda kochnka wchodzą w układ wie na co idzie,wiec i pokazywanie łez jest bez sensu.
                                Co potwierdźa moje przypuszczenia ze faceci zdradzający zony, nie sa zdolni do uczuć, i dlatego nie sa w stanie stworzyć fajnego zwiazku z żona.a kochanki dostarczają tylko adrenaliny, bez grama uczyć.
                                I koło sie zamyka.

                                --
                                -----------------
                                Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                                • 12.12.16, 21:23
                                  Ile związków tyle przypadków...
                                  My mamy chyba nie szablonowa relacje, bo się zdarzają i łzy i to po obu stronach. I te ze szczęścia i te z tęsknoty i te nie mocy...
                                  • 12.12.16, 21:34
                                    sterta39 napisała:

                                    > Ile związków tyle przypadków...
                                    > My mamy chyba nie szablonowa relacje, bo się zdarzają i łzy i to po obu strona
                                    > ch. I te ze szczęścia i te z tęsknoty i te nie mocy...

                                    Ja jestem w stanie sobie wyobrazić, ze sa i łzy i uczucia, czasem z tęsknoty czasem z radości.
                                    To jest następna relacja z ludzka druga osoba, i chyba niebezpieczna gra... do nieczego nie prowadzi, małżeństw nie chcecie zniszczyć. Eh cieżko tak zyc...
                                    Nie mozna byc w dwóch miejscach na raz niestety.
                                    --
                                    -----------------
                                    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
                                  • 14.12.16, 08:21
                                    A długo razem jesteście?
                            • 14.12.16, 10:43
                              3-mamuska napisała:
                              Hehe chyba raczej docierało do nich jaki z ciebie facet, dla którego żona to zło koniecznie,
                              a reszta to czasoumikacz i odchodziły bo nie chciały wiecej tracić czasu na ciebie...

                              - mysle, ze masz racje.. ale to przeciez ja sam pisze...
                              bylem im (kochankom) czasoumilaczem i nikim wiecej - zreszta z wzajemnoscia...

                              > Zero szacunku do kobiet z twojej strony, niestety.

                              - nieprawda. wszystkie kochanki (bylo ich z piec - wiec zadna revellka na 30 lat zycia malzenskiego...) wszystkie kochanki darzylem szacunkiem i sympatia....
                              i chyba z wzajemnoscia...
                              tylko, ze ja "konserwatysta" jezdem...
                              i zony (matki moich dzieci) ani przez Moment nie snilo mi sie porzucac
                              - mimo "letnich" miedzy nami relacji...
                          • 06.12.16, 07:53
                            Normalnie z Ciebie zimny drań wink hihi
                            • 21.12.16, 12:05
                              aguskaa38 napisał(a):
                              > Normalnie z Ciebie zimny drań wink hihi

                              zimny dran ?
                              raczej racjonalista.

                              - no dobra. w jednej z kochanek sie zakochalem.
                              siedziala mi Duszy 15 lat.
                              i tyle lat czekala ze (moze) rzuce zone.
                              nie rzucilem.
                              • 21.12.16, 13:18
                                Jeszcze trochę z Ciebie powyciągamy to się jeszcze czegoś dowiemy smile
                                Skoro się zakochałeś to znaczy, że nie do końca taki z Ciebie zimny drań.
                              • 21.12.16, 17:50
                                smutne to...
                                ehhh
                                • 21.12.16, 22:40
                                  Obrotowy, czyli 15 lat czekała aż rzucisz żonę? Trudno w to uwierzyć, ale jeśli tak było to okrutny jesteś. Wiedząc, że ona czeka, dawałeś jej nadzieję tyle lat, zamiast uciąć krótko.
                                  Albo jednak to twoja wyobraznia.
                                  • 22.12.16, 15:31
                                    Odpowiadasz na:
                                    shar.lotka napisała:

                                    > Obrotowy, czyli 15 lat czekała aż rzucisz żonę? Trudno w to uwierzyć, ale jeśli
                                    > tak było to okrutny jesteś. Wiedząc, że ona czeka, dawałeś jej nadzieję tyle l
                                    > at, zamiast uciąć krótko.

                                    nie. po prostu 15 lat to sie ciagnelo...
                                    nikt nikomu nie dawal nadziei...
                                    a jednak to trwalo ( z przerwami naturalnie...)

                                    i wcale nie uwazam tego za cos smutnego...
                                    przeciwnie .
                                    to byl Color zycia.



                                    • 23.12.16, 21:55
                                      No wyżej napisaleś że 15 lat czekała na to aż rzucisz żonę. Okrutne strasznie z Twojej strony. Mam nadzieję, że chociaż była mężatką, a nie wolna.
                                      Czy ty kiedykolwie kogokolwiek kochaleś? Moim zdaniem ani żony ani żadnej z kochanek, smutne takie życie bez miłości. Już chyba lepiej być nieszczęśliwie zakochanym, to zdecydowanie bardziej ludzkie.
                                      Ciekawe czy jak będziesz stary i niedołężny to będziesz żałował że nie poznałeś uczucia wielkiej miłości, w imię wygody.
                                      Na pewno nie jesteś typem romantycznego rewolucjonisty wink
                                      • 24.12.16, 19:34
                                        shar.lotka napisała:
                                        > No wyżej napisaleś że 15 lat czekała na to aż rzucisz żonę. Okrutne strasznie z
                                        > Twojej strony. Mam nadzieję, że chociaż była mężatką, a nie wolna.

                                        - tak, z czasem zostala mezatka...

                                        > Czy ty kiedykolwie kogokolwiek kochaleś?

                                        - alez tak. jedna kochanke... wlasnie ta, o ktorej pisze.
                                        - tylko mam zasady i nie rzucam zony i matki moich dzieci.

                                        > Na pewno nie jesteś typem romantycznego rewolucjonisty wink

                                        - pomylka. przykladalem reke do obalenia real-socjalizmu.
                                        radze poszukac moich wypowiedzi pod innym nickiem na forach politycznych smile
                                        • 25.12.16, 01:19
                                          obrotowy napisał:

                                          > shar.lotka napisała:
                                          > > No wyżej napisaleś że 15 lat czekała na to aż rzucisz żonę. Okrutne stras
                                          > znie z
                                          > > Twojej strony. Mam nadzieję, że chociaż była mężatką, a nie wolna.
                                          >
                                          > - tak, z czasem zostala mezatka...

                                          No to chciaz tyle.
                                          >
                                          > > Czy ty kiedykolwie kogokolwiek kochaleś?
                                          >
                                          > - alez tak. jedna kochanke... wlasnie ta, o ktorej pisze.
                                          > - tylko mam zasady i nie rzucam zony i matki moich dzieci.

                                          Bez sensu zasady, mysle ze twoja żona byłaby duzo szczęśliwsza po rozwodzie niz miec takiego meza.
                                          Sorry ale chyba nie ma nic gorszego niz lata kłamstw, uczuć dla innej kobiety.
                                          A ona nawet nie miała szans sama zadecydować.
                                          I co to za zasady? Robic jej całe zycie świństwa ,ale jej nie zostawię jakaś totalna Maskrauncertain
                                          Moze miałby możliwość byc z kimś szczęśliwa.

                                          > > Na pewno nie jesteś typem romantycznego rewolucjonisty wink
                                          >
                                          > - pomylka. przykladalem reke do obalenia real-socjalizmu.
                                          > radze poszukac moich wypowiedzi pod innym nickiem na forach politycznych smile


                                          --
                                          -----------------
                                          Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • 01.12.16, 23:01
      Sterta mam prawie tak samo jak ty, tylko u mnie trwa to juz ponad trzy lata. I też ciągle góra, dół, góra, dół. Zostawiałam go już kilka razy, ale ciągle wracaliśmy do siebie. Nie wiem co będzie dalej. Też jestem w rozterce. Wiem tylko, że kocham go do szaleństwa.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.