Dodaj do ulubionych

Romans - okiem szarego faceta

30.05.19, 21:42
Przeczytałem kilka wątków na tym forum i pomyślałem, że opowiem swoją historię ku zastanowieniu i przestrodze. Historia jak pewnie jedna z tysiąca podobnych i jak każda z nich bogata w chwile uniesień i cierpienia. Może też dzięki Wam otrzymam odpowiedź na gryzce mnie wątpliwości? Pewne jest, że uczuć nie da się zaprogamować, nie da się sobie powiedzieć - to tylko przyjażń, nie zakocham się, to nie dla mnie, nie mogę bo.. itp.
Tego co się zadziało w moim życiu zupełnie nie planowałem, nie szukałem romansu, miłości na boku, czy przygód z kobietami. Jestem facetem po 50-tce, moje małżeństwo przeżywało różne fazy, ostatnio ( wtedy) nie było różowo. Mamy córkę, dziś dorosłą już kobietę, wtedy uczennicę gimnazjum. Z Anią poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, można powiedzieć w trakcie moich obowiązków służbowych. Byla moją klientką, zadzwoniła zamawiając usługę u niej w domu. Byla rozwódką i samotną matką chłopaka z lekkim upośledzeniem. Myślę, że już wtedy zwróciła na mnie uwagę, ja zresztą też - była po prostu ładną, atrakcyjną kobietą. Rozmowa się nam dziwnie kleiła, ale moja wizyta u niej byla wyłącznie związana z pracą. Miałem wrażenie, że następna moja wizyta u niej nie była całkiem przypadkowa - dała mi kolejne zlecenie. W trakcie rozmowy zauważyła, że mamy wspólnych znajomych. ??? Zaraz skąd? Domyśliłem się, że sprawdziła mój profil na fb. Po kolejnych kilku miesiącach wymienialiśmy się już życzeniami noworocznymi na fb, potem przejście na "Ty", długie rozmowy na fb, ale ciągle niewinne, w końcu jakieś niby całkiem niesprowokowane spotkanie na koncercie, smsy, czasem już jako kolega - przyjaciel wpadłem do niej będąc na rowerze. Była o rok starsza, b. inteligenta, pewna siebie, artystka. Można powiedzieć, że zostaliśmy przyjaciółmi - tak mówiła. Po jakimś koncercie wylądowaliśmy nad ranem u mnie w pracy - rozmawialiśmy długo, potem zapytałem nieśmiało, czy zgodzi się na pocałunek - nie odmówiła. Od tej chwili czas przyspieszył. Nastepne 2 lata to czas codziennych rozmów na fb, spotkań, ukradkowych spacerów i sporadycznych jeszcze wtedy lądowań w jej łóżku. Miała już wtedy kochanka (żonatego), którym koiła żal po innym (też żonatym), z którym się wcześniej spotykala przez 8 lat po jej rozwodzie, a on ją porzucił ( były straszne łzy!). Śmiałem się z jej naiwności. Ale też nie mialem wtedy wątpliwości, że się zauroczyła mną, patrzyła we mnie jak w obrazek. Dziwiło mnie to i trochę się sam z siebie śmialem, bo nigdy nie uważałem się za kogoś wyjątkowego, godnego zauważenia, ot, szary facet, jeden z wielu podobnych. Po 2 latach tej przyjaźni już czułem, że mi na niej zaczęło zależeć. Zaproponowalem jej, żebyśmy byli tylko dla siebie. U mnie w domu już się zupełnie nie kleiło. Zgodziła się. To był czas świetnego seksu, spotkań, wygłupów, udalo nam się wyjechać na wypad w góry i tylko jedna łyżka dziegdziu w tej beczce miodu nie dawała mi spokoju - cdn
Edytor zaawansowany
  • obrotowy 30.05.19, 22:18
    jako "doswiadczony"

    kontynuuj.

    doradze.
  • nalua 02.06.19, 00:00
    czekam niecierpliwie na cd...
  • szary_facet 02.06.19, 18:03
    - cały czas utrzymywała kontakt z byłymi kochankami. A to smsy z noworocznymi, czy urodzinowymi życzeniami, a to jakieś Bóg wie o czym rozmowy przez komórkę. Tak, zrobiłem się zazdrosny i nie dopuszczałem myśli, że mogłaby spotykać się z kimś poza mną. Widziala, jak mnie do irytuje. Nie rozumiałem tego - jeśli się kochamy, to nie istnieją jacyś inni faceci, odcinamy przeszłość. Ten, z którym była 8 lat i który podobno ją tak skrzywdził, teraz okazał się tylko dobrym znajomym - jak mi mówiła. "Znajomych to masz w pracy, a to są twoi byli faceci, nie dostrzegasz różnicy? A ty masz żonę, to chyba mam prawo mieć znajomych? "- tak wyglądały nasze kłótnie. Zapewniała, że nie mam się czego obawiać, że liczę się tylko ja, że to tylko znajomi i tyle. Wiedzialem, czułem że on chce ją odzyskać, że kombinuje jak koń pod górę, aby dopiąć swego. Zapewniała, że nigdy się z nim już nie spotka, żebym był spokojny. Oczywiście, miałem rację, do spotkania doszło - mieszkał w innym mieście, był przejazdem i zajechał niby przy okazji w odwiedziny - tylko wiesz, paluszki i herbata, syn był, rozmowa co słychać, co tam u ciebie, wiesz, nic takiego, widzisz? sama ci to mówię, chyba mi ufasz? Pamiętam, wściekłem się wtedy, zrobiłem awanturę, rozstaliśmy się. Nie na długo. Jak dziś na to patrzę, to widzę z jej strony niezamknięte furtki, tak jakby po cichu ciągle wierzyła w te bzdury, którymi ją przez lata karmił, bzdury, które serwuje się pod każdą szerokością geograficzną każdej kochance, o tym jaka żona jędza i rozwód lada chwila. I nie mam złudzeń, gdyby tak się stało, to pognałaby za nim zostawiając za sobą chmurę kurzu i mnie w niej przy okazji. Spotykaliśmy się nadal, ale wszystko ma swój finał, a nieco filozoficznie ujmując - immanentnym atrybutem naszego żywota jest zmiennośc i nieuchronny koniec wszystkich procesów. Po dwóch latach tego "bycia razem" dostrzegłem w jej oczach jakąś rezygnację. To już nie byla ta sama wiecznie uśmiechnięta na mój widok Ania. Któregoś razu po prostu napisała, że ma dość przepłakanych nocy po moim wyjściu, dość zazdrości o żonę, świąt we łzach, samotnych Sylwestrów i wiecznego czekania. Oznajmiła, że to koniec. Koniec z romansami, zajętymi facetami, po prostu ma już swoje lata i wreszcie chce kogoś poznać tylko dla siebie, wolnego, z kim bez obaw może wyjść do znajomych, na piwo czy na koncert trzymając swojego faceta pod rękę, bez tej całej partyzantki, udawania i strachu, że ktoś zobaczy. Było mi cholernie żal, ale rozumialem ją doskonale. Odpisałem, że rozumiem i życzę powodzenia w przyszłym życiu. Na tym kontakt się urwał. Za jakiś czas dostałem na firmowy adres paczkę - odesłała mi prezenty, nie było tego dużo, raptem kilka podarowanych drobiazgów. Dwa miesiące później wysłałem jej życzenia wigilijne, myślałem wtedy, że skoro inni mogą, to ja też - odpisała, żebym się wypchał tymi życzeniami. Potem nastąpiła kilkumiesięczna cisza. Teraz już nie pamiętam, które z nas się pierwsze odezwało, ale zaczęliśmy znów pisać do siebie. Pisała, że wypłakała po mnie wszystkie łzy, a teraz podnosi się z tego. Miała żal, że nie zawalczyłem o nią. Jak to nie zawalczyłem? Nie rozumiałem - dla faceta koniec, to znaczy koniec, nie znaczy nie. Zapomiałem, że dla kobiety "nie" to znaczy "nie, ale.." Weź tu coś zrozum. Myślałem o niej przez ten czas nieobecności, tęskniłem, ale ona nie chciała już do tego wracać. Trzymała się zasady "koniec z zajętymi". Na moje propozycje spotkań zawsze złośliwie odpowiadała - a żona ci pozwoliła? Domyślałem się, że testuje nowe znajomości, chyba założyla konto na jakimś portalu randkowym. Wiedzałem, że chce kogoś poznać, pisała - chciałabym poznać jakiegoś fajnego faceta, podobnego do ciebie, chcialabym, żebyś to był ty, ale wiem, że to niemożliwe - dając mi do zrozumienia, że oczekuje ode mnie decyzji. Nie podejmowałem tematu. Zapytała, czy może czasem pisać do mnie, że jest jej to potrzebne, żebyśmy byli przyjaciółmi. Kilka razy poprosiła o jakąś pomoc - a to kapcia złapała, a to coś z komputerem się stało. Wpadałem, pomagałem, ale tylko tyle. Broniła się, nie chciała powrotu do tego co bylo. Pewnej wrześnowej, ciepłej niedzieli złapaliśmy się na rowerach nad morzem, zaprosiłem ją na pizzę, powspominaliśmy stare czasy. Ania odzywała się raz na tydzień, dwa. Raz zrobiła mi jakąś jazdę o mój wyjazd z żoną do Poznania na urodziny córki. Nie rozumialem tego ataku zazdrości. Chyba mi jeszcze nie przeszło - napisała. Czasem przysłała mi jakieś swoje zdjęcie. Obcięła włosy, schudła. Wyglądała ślicznie. Tęskniłem. Przy okazji kolejnej naszej rozmowy zapytalem, czy wybiera się na zapowiedzianą wieczorem w naszym mieście demonstrację. Odpisała - ok, może przyjdziemy. Przyjdziemy??? Z kim? Może z synem, albo z matką, pomyślałem i ucieszylem się, że znowu ją zobaczę. Nie był to syn, ani matka. Już idąc, z daleka zobaczylem Anię stojącą w objęciach jakiegoś starego faceta. Zamurowało mnie. Podszedłem bliżej, przywitałem się. Pocałowała mnie w policzek i przedstawiła mi go. Z tego wszystkiego nawet nie zapamiętałem jego imienia. Wyglądał jak emeryt, wyższy od niej o głowę, z tyłu prawie włosów nie miał. Jezuu.. Ania z takim dziadkiem? Moja Ania? Czułem się jak osioł. Wymieniliśmy kilka zdań o niczym i uciekłem do samochodu. Pociemniało mi w oczach. Tej nocy już nie zasnąłem. Tłumaczyłem sobie, że ok, ma już kogoś, przecież ma prawo, więc to się wreszcie skończy, to pisanie, minie tęsknota i może wróci spokój. Ale gdzie tam! Za chwilę oglądałem nasze zdjęcia i myślałem o niej, o nas i o tym, że własnie przegapiłem swoją szansę. Pomyślałem, ze skoro już jest zajęta, to już się nie odezwie, bo po co? Nie minęły 2 tygodnie i oczywiście znów się odezwała. Pytała o plany na wakacje, czy znów jadę w góry i takie tam bla, bla.. Już nie czytałem tego co pisze, zapytałem po prostu - po co to robisz? Po cholerę ze mną piszesz i mieszasz mi w głowie? I kto to jest? Odpowiedziała, że to nikt ważny, on samotny, ja samotna, nie kocham go, ale jestem z nim, dajemy sobie trochę radości. Kurwa, trochę radości? Wyobraziłem sobie te radości. Okazało się, że poznali się rok temu, w zeszłe wakacje. Kilkanaście lat od niej starszy, wielokrotny rozwodnik. Pracował za granicą, potem wrócił na emeryturę. Znów poczułem się jak osioł. Te wszystkie nasze przez ten rok rozmowy, wysyłane zdjęcia.. echh.. domyśliłem się, że nie byłem ich wyłącznym adresatem. Czy byłem następną niedomkniętą furtką? I wtedy coś we mnie pękło, postawiłem wszystko na jedną kartę i zapytałem, czy jeśli zmieniłbym swoje życie i odszedł od żony, czy byłaby nadal zainteresowana? Spotkaliśmy się i mimo, że nie widziałem jej długo, nadal mi się cholernie podobała. Krótsze włosy, ale uśmiech ten sam i ten błysk w jej oczach - Tak, zgodziła się odstawić "dziadka" Janusza jeśli się rozwiodę. "Wiesz, ale długo nie będę czekała. Działaj!" Zaczęliśmy się znów spotykać. Zabieralem ją wieczorami na plażę, byly pocałunki pod rozgwieżdżonym niebem do 2 w nocy. Kochaliśmy się jak dawniej, snując plany na przyszłość. Byłem pijany ze szczęścia. Wszystko wróciło. Miałem ją znów obok, moją Anię. Złożylem pozew o rozwód. Moja żona nie chciała rozwodu, ale widziala moją determinację. Tłumaczyłem, że to dłużej nie ma sensu, oddaliliśmy się przez ostatnie lata bardzo. Seks nie istniał. Pamiętam jej łzy jak grochy, płakała całą drogę, kiedy wiozłem ją do matki. Oczywiście nie znała prawdziwej motywacji rozwodu. Nie wiedziala nic o Ani. Liczyłem, że szybko to zalatwimy, rozwód bez orzekania o winie. Mieliśmy dom, samochód, ja trochę oszczędności i mieszkanie po rodzicach. Jakoś to trzeba było podzielić. Chciałem zachować dom, liczyłem że oddam jej mieszkanie i oszczędności i się wyprowadzi. Córka studiowala w Poznaniu, ustaliliśmy, że na razie nie powiemy jej, żeby nie zawaliła egzaminów. Żona próbowała ratować nasze małżeństwo, ale ja nie chciałem o tym słyszeć. W głowie miałem tylko Anię.
    W tym czasie Ania kupiła mieszkanie w nowo budowanym bloku na tym samym osiedlu, gdzie mieszkałem. Miała wprowadzić się
  • znowu.to.samo 02.06.19, 23:52
    Heh tak tyślałam, że to co ci nie dawało spokoju to inni faceci. I tak długo jechałeś. Ja bym.wysiadła z tego pociągu duuużo wcześniej

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 03.06.19, 08:17
    Myślę że suma sumarum dobrze zrobiłeś. Jeśli nie moglibyście zamieszkać razem to na xuj ci takie życie. Skoro tak mocno kochała to czemu nie chciała zamieszkać.??? Poza tym żona jest sprawdzona, zawsze będzie przy tobie a tamta...wybacz ale coś mi mówi że tam ciągle przewijaliby się jacyś Janusze w tle, a Ania znalazłaby zawsze na to dobre wytłumaczenie. Że kolega, przyjaciel, nic takiego, poza tym był w tym czasie syn, bla bla bla.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 03.06.19, 10:55
    Tutaj bilans się nie zgadzał. Ja wywracałem całe życie - ona nic nie musiała zmieniać. Namiętność kiedyś i tak się wypali i co potem? Nawet jakby jej się znudziło mieszkanie ze mną, zawsze mogła wrócić do swojego mieszkania. Mogła je wynająć, albo oddać synowi. W końcu bardzo blisko. Mieszkamy prawie obok. Taka to miłość była. Myślę, że poczuła okazję, Młodszy, bardziej rokujący, to dziadka odstawiła do kąta. Jak jej uciekłem, dziadek znów był mężczyzną jej życia.
  • nalua 03.06.19, 11:30
    a ja myślę, że ona po prostu chciała mieć kogoś przy sobie. Ona nie była Ciebie pewna tak jak Ty jej, tamten był bardziej stabilny. A na koniec jak sam mówisz - uciekłeś, udowadniając, że namiętność namiętnością ale nie bardzo może na Ciebie liczyć. Jeśli ona ma syna, który potrzebuje jej pomocy, to ona też chciałaby mieć na kim polegać, Ty zawiodłeś, przyznaj to przed samym sobą...
  • szary_facet 03.06.19, 11:41
    Tak, myślę, że możesz mieć rację. Chciała faceta, towarzysza życia. Ja chciałem mieć kobietę przy sobie. W domu. Oglądam jakie związki moich znajomych po rozwodach, związki na odległość, za kilka chwil w tygodniu i chyba nie chciałbym tak. Jej syn jest dorosły i samodzielny, pracuje. Ale będzie jeszcze długo z nią mieszkał.
  • nalua 03.06.19, 11:49
    to jak to się stało, że oboje chcieliście tego samego i się nie udało? Czego zabrakło? Tobie oczywiście, bo z jej strony była pełną gotowość z tego co piszesz...
  • szary_facet 03.06.19, 12:11
    Kilka rzeczy się nałożyło. Czułem coraz większe poczucie winy, że niszczę to małżeństwo, że krzywdzę żonę, córkę dla zapokojenia własnego egoizmu. Poza tym, to o czym pisałem - to się po prostu nie spinało. Miałem zostać singlem tylko dla seksu? Jak długo? Ale żal jest i pewnie długo jescze ze mną zostanie..
  • nalua 03.06.19, 12:32
    rozumiem Cię doskonale, noszę w
    sobie taki żal i liczę dni kiedy on się skończy. Jak długo trwa to u Ciebie?
  • szary_facet 03.06.19, 12:45
    Wiesz, to dziwne, po rozstaniu prawie nie bolało. Przez 4 miesiące był względny spokój. Jedynie lekki niepokój, że ją gdzieś spotkam. Potem zobaczyłem jej samochód pod jego domem. Od tego dnia totalny zjazd w dół. Aż do dziś. Jechałem na prochach, rozmowy z psycholożką, dużo dała mi z nią rozmowa, otworzyła mi oczy na kilka istotnych problemów.
  • nalua 03.06.19, 12:49
    coś, co mógłbyś mi sprzedać? ja go wszędzie widzę, wszystko mi się z nim kojarzy, wokół tyle miejsc w których byliśmy. Do tego On nie odpuszcza, mówi że nigdy się z tym nie pogodzi
  • szary_facet 03.06.19, 12:58
    Macie nadal ze sobą kontakt?
  • nalua 03.06.19, 13:14
    tak...
  • szary_facet 03.06.19, 13:23
    No to masz problem. Nie możesz się od niego odciąć? Wykasować nr tel, wszystkie zdjęcia, wyrzucić pamiątki, prezenty? Wywalić z fb. Ja tak zrobiłem i jest lepiej. Mąż wie? Ale rozumiem doskonale - też wszędzie pełno "naszych miejsc", mam nawet zielone zadrapania przy klamce samochodu, w kolorze jej paznokci. Ciężko funkcjonować w tym matriksie.
  • nalua 03.06.19, 13:35
    na ogół aż tak mnie to nie boli, bo dzięki terapii małżeńskiej skupiam się na Mężu siłą rzeczy (i naprawdę przynosi oczekiwany skutek), ale najgorzej jest jak On coś napisze, np. że tęskni (tylko mniej banalnie - pamiętam jak drżałaś gdy ostatnim razem wsunąłem ci język w usta...), wtedy po mnie. Gram twardą, ale kolana mi miękną. On dokładnie wie na co ja zareaguję... Pewnie mogę i na pewno powinnam wszystkiego się pozbyć. Nie spytałeś, czy chcę... Na razie nie jestem gotowa. Mąż oczywiście nie wie, byłabym znów do wzięcia, gdyby było inaczej...
  • szary_facet 03.06.19, 13:39
    Od kiedy się już z nim nie spotykasz? (jeśli nie spotykasz)
  • nalua 03.06.19, 13:47
    hmm, decyzji, że to już koniec było wiele. Ale odkąd poszłam na terapię z Mężem powiedziałam, że kochankami nie będziemy. Upierał się, żebym nie urywała kontaktu i zgodziłam się, ale niestety zaczął manipulować (tęsknie, kocham itd). Ja prosiłam by przestał, on obiecywał, za dwa dni było to samo. Wierzę, choć coraz mniej, że uda się ocalić przyjaźń (bo poza łóżkiem łączyła nas też niesamowita bliskość emocjonalna). Odpowiadając na pytanie: spotykam się (mniej więcej 1x tyg), ale że nie ma co liczyć na więcej niż kawę wie od miesiąca.
  • znowu.to.samo 03.06.19, 13:51
    Przepraszam nie śledziłam całej Twojej historii...czemu.nie zostawisz męża i nie odejdziesz do tamtego? Co stoi na przeszkodzie?

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 03.06.19, 14:00
    nie potrafię zrobić tego moim dzieciom (13 i 17 lat), poza tym nie wiem, czy On džwignąłby sytuację. Nie było tak poważnych rozmów, ja nigdy nie obiecywałam, że zostawię Męża, nie opowiadałam o naszych problemach (jak słyszę, jak faceci opowiadają kochankom że żona zła i najgorsza to szlag mnie trafia). No i On nie proponował... więc może wcale nie chciał?
  • szary_facet 03.06.19, 14:05
    Myślę, że musisz to urwać. Inaczej nic z tego nie będzie. Zamęczysz się. Nici z tej całej terapii, bo co to za terapia oparta na kłamstwie? Terapia będzie skuteczna, jeśli problem znać będziecie oboje. Popraw mnie, jeśli się mylę. Jesteś nadal po uszy w tym gościu i tyle. Wiem, że to cholernie trudne. Sam nie wiem co bym zrobił, gdyby ona nagle tu weszła.. A'propos - przysłała wczoraj sms-a. Prosiła o adres prawnika, z którego pomocy korzystałem przy pisaniu pozwu. Po cholerę się odzywa? Po tylu miesiącach? Przecież pisała, że nie chce mnie już znać. Jakieś pomysły?
  • nalua 03.06.19, 14:19
    nie mylisz się, kocham Go ale kocham też Męża, może inaczej ale kocham. Nie mam też siły by zaczynać wszystko od nowa. Terapia jest konieczna by Mąż zaczął mnie widzieć, to był nasz główny problem, że ja byłam niewidzialna dla niego. Stąd też tak głęboko weszłam w tamtą znajomość, bo Kochanek mnie widział, doceniał, cieszył że jestem i znalazłam czas... Czułam się ważna. Mąż też to potrafi... tylko zapomniał wink

    naprawdę mam Ci napisać po co się odezwała?? Nie powinnam tego pisać, ale nie przywiązuj wagi do tego co mówi wściekła kobieta
  • szary_facet 03.06.19, 14:23
    no właśnie, po co się odezwała? Jako kobieta, może mi to wyjaśnisz, bo chyba zbyt tępy jestem i nie ogarniam. Przecież chyba ma swojego Janusza, hmm..?
  • nalua 03.06.19, 14:28
    może ma a może nie ma? a może Ty znaczysz więcej niż dwóch Januszów. Moim zdaniem szukała pretekstu, no chyba, że ten Twój prawnik to faktycznie jakiś magik jedyny w swoim rodzaju?
  • szary_facet 03.06.19, 14:37
    Prawnik może i dobry, ale cała lista prawników jest dostępna w necie, wraz z opiniami. Żadna tajemnica, a z komputera korzystać potrafi. Odpisałem dopiero dzisiaj, napisała, że już sobie poradziła i podziękowała.
  • szary_facet 03.06.19, 14:39
    Postawiłbym do dziś dolary przeciw orzechom, że dawno już o mnie nie myśli, że zapomniała.
  • nalua 03.06.19, 14:49
    jeśli łączyło Was to co opisałeś to ona nigdy nie zapomni...
  • szary_facet 03.06.19, 14:53
    Zmieniłem jedynie imiona, cała reszta jest prawdziwa. Pominąłem kilka epizodów, bo bym musiał napisać książkę. smile
  • nalua 03.06.19, 15:27
    to ona będzie się odzywać, chyba że ją zablokujesz.
    Ja też myślę o napisaniu opowiadania...
  • szary_facet 03.06.19, 15:44
    Na tym portalu literackim zrąbali mnie, że ciekawe, ale grafomania wink)) Nie mam zupełnie aspiracji bycia literatem, po prostu to tam wrzuciłem, bo tu nie dało się tego wcisnąć. Ale próbuj. Wyrzucisz z siebie trochę emocji. Potraktuj to jako terapię. smile
  • katalonja 03.06.19, 16:04
    Naluo i Szary Facecie..
    Mam wrażenie, że jest w Was mnóstwo różnych wątpliwości. Macie ochotę na tę miłość, jest to dla Was bardzo ważne, a jednak elilminujecie ze swojego życia. Może to ze strachu, że w nowym związku coś mogłoby się nie udać i będziecie tego żałować. Nie lepiej byłoby zagrać w otwarte karty i powiedzieć o wątpliwosciach Waszym kochankom? Np.: "wiesz, nigdy nie rozmawialiśmy o przyszłości, powiedz, czy chciałbyś/chciałabyś naprawdę kiedyś być ze mną? Jak to widzisz? Bo ja mam dom i rodzinę i nie wiem tylko, czy udałoby nam się stworzyć coś poważnego, na stałe..... " Odpowiedzi na te banalne, zdawałoby się, pytania, dużo mogą wnieść do Waszej wiedzy o Niej / o Nim. Wtedy rzeczywiście łatwiej podejmować wszelakie decyzje. Poza tym, może należałoby pozostać jeszcze przez jakiś czas w roli kochanków, żeby przekonać się, czy rzeczywiście ma to sens na dłuższą metę. Jeśli jest Wam z kimś bardzo dobrze, to idiotyzmem jest odrzucanie tego i życie w słabej relacji ze współmałżonkiem, w dodatku z wieczną tęsknotą za ukochanym/ukochaną.
    Ja funkcjonuję podwójnie, bo chciałabym za jakiś czas spróbować z moim kochankiem. Poczekam, aż moje dziecko będzie starsze. Sprawdzę też, czy nasz związek umacnia się czy jednak nie ma szans na przetrwanie. Czas jest najlepszą próbą. Dlatego daję temu szansę i nie przekreślam, bo być może zrobiłabym w ten sposób największy błąd w moim życiu.
  • nalua 03.06.19, 16:26
    Katalonja, nawet nie wiesz ile razy próbowałam... Nie dałam rady z wyrzutami sumienia. Zresztą główny powód tego romansu, czyli obojętność
    Męża jest już nieaktualny. Zakochałam się i to jest oczywiście problem biorąc pod uwagę moją sytuację, ale może kiedyś uda się zapomnieć?
  • katalonja 03.06.19, 16:43
    Jeśli będziesz miała stałe wsparcie i uwagę od Męża, to pewnie uda Ci się. Jeśli za jakiś czas zobaczysz, że Mąż wrócił do dawnych 'przyzwyczajeń', czyli niewidzenia Ciebie, to odrodzi się pytanie, czy warto było rezygnować. Mam nadzieję, że Ci się uda! Trzymam kciuki!
  • nalua 03.06.19, 16:48
    płacę ciężkie pieniądze terapeucie żeby przypomniał Mężowi o jego obowiązkach 😂
  • szary_facet 04.06.19, 00:52
    Czyli też się asekurujesz i kalkulujesz. Nie chesz skoczyć na główkę do basenu, nie będąc pewną, że jest w nim woda? Coś podobnego wyczuwalem u Ani. Do dziś się zastanawiam, czy z jej strony było prawdziwe uczucie, czy tylko zimna kalkulacja. Zakochany człowiek, chce wierzyć i welu rzeczy nie dostrzega.
  • nalua 04.06.19, 07:37
    gdybym była sama to nie byłoby tematu, ale jak są dzieci to myślisz trochę inaczej. Był czas, że czułam w sobie gotowość by rzucić wszystko i zacząć nowy związek. Mąż już wtedy był jak obcy. Każda próba rozmowy kończyła się pytaniem: To co? Rozwodzimy się? Ale kiedy zrobiło się naprawdę źle... Waldek kazał mi się godzić z Mężem.
    Wtedy pomyślałam że jednak
    mnie nie chce. Fajnie ze
    mną sypiać, ale jak robi się poważnie, wszystkie deklaracje, obietnice g... znaczą. Wtedy zawiódł mnie pierwszy i ostatni raz. Mógł mnie mieć, nie skorzystał więc uznałam że nie jest szczery ze mną. Więc pogodziłam się z Mężem, poszliśmy na terapię a Waldek bije się w pierś, szarpie i walczy. Ale ja mogę mu zaproponować już tylko kawę...
  • 3-mamuska 07.06.19, 16:53
    Ja funkcjonuję podwójnie, bo chciałabym za jakiś czas spróbować z moim kochankiem. Poczekam, aż moje dziecko będzie starsze. Sprawdzę też, czy nasz związek umacnia się czy jednak nie ma szans na przetrwanie. Czas jest najlepszą próbą. Dlatego daję temu szansę i nie przekreślam, bo być może zrobiłabym w ten sposób największy błąd w moim życiu.

    Jaki związek? Ukryte spotkania sex to nie zadane związek ani nawet nie da rady sprawdzić się jako para.
    Nie ma w tym prawdziwego życia i nie ma gwarancji ze będzie żyć razem bo możecie nie umieć ze swoją na codziennie funkcjonować.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 03.06.19, 17:10
    Moim zdaniem Ania chciałaby mieć ciastko i zjeść ciastko, a tak sie nie da. Trzeba zachować się jak dorosły, zdecydować sie wreszcie na coś. Jeśli wreszcie któreś z Was nie przestanie, to będziecie tak się szarpać kolejne lata. Kolejne lata w rozkroku. Przepraszam ale tak wygląda moje spojrzenie z boku.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 03.06.19, 17:47
    zgadzam się w 100%, mój nazwijmy go Waldemar też by tak chciał. Ktoś musi mieć jaja, albo twardsze serce i to przerwać. Koszty emocjonalne takiego rozkroku są straszne. Ja wytrzymałam kilka miesięcy i wiem jak źle się z tym czułam, byłam nieprzytomna, nieobecna, płakałam po kątach. Zapominałam o tym tylko w ramionach Waldka. Potem wsiadałam do auta i wyłam. Ta huśtawka to prosta droga do wariatkowa
  • szary_facet 03.06.19, 22:52
    Przerwij to. Będzie bolało jak cholera. Ja nie widzialem jej już 8 miesięcy. Po drodze była depresja. Wydaje się, że to mija. Ale ciągle czuję niepokój, za blisko mieszka. Czasem miniemy się samochodami. Nie wiem, po co ten sms wczoraj wysłała. Może, jej się dziś wydaje, że to nic takiego. Ot, tylko sms. Tylko. Dawny, nic już nie znaczący znajomy... Nie potrafilbym już zadzwonić, czy wysłać sms-a. Skasowałem jej nr, usunąłem historię rozmów. Zmieniłem trasę biegania, żeby nie biec w pobliżu jej bloku. Żeby, nie gapić się w jej okno i nie widzieć jej samochodu stojącego pod blokiem. Za dużo wspomnień...
  • nalua 03.06.19, 23:08
    myślę, że wiedziała co robi. Mówiłeś że lubi trzymać kilka srok za ogon i liczne
    kontakty z byłymi utrzymuje.

    Co do mnie... Próbowałam zerwać tak całkowicie, blokować itd. ale
    byłam nie do zniesienia. Radykalne posunięcia nie dla mnie, lepiej wychodzi mi powolne wycofywanie się. Bylebym
    nie została z nim sam na
    sam i byle mąż ciągnął w swoją stronę, wtedy będzie ok wink
  • szary_facet 03.06.19, 23:46

    Bylebym
    > nie została z nim sam na
    > sam

    Ma nad Tobą aż taką władzę? Jeśli podejdzie i Cię zacznie dotykać, przepadasz?
  • nalua 04.06.19, 08:02
    nie daję się dotykać
    gdyby spróbował pewnie bym się wściekła, ale owszem działa na mnie (dlatego się wściekam). Na szczęście on wie, że jego szansa minęła
  • szary_facet 04.06.19, 09:38
    A co byś zrobiła, gdyby nagle przestał się odzywać? Poczyłabyś ulgę, czy próbowałabyś nawiązać kontakt? Jakiś sms domagający się odpowiedzi. itp?
  • nalua 04.06.19, 09:46
    dobre pytanie... na pewno byłoby mi przykro, ale po paru dniach byłoby tylko lżej, już to przerabiałam z nim i pierwsze dni były trudne. Sms domagający się odp? Raczej nie, raczej zwykłe co słychać ale jakby nie odpisał, dałabym spokój
  • 3-mamuska 07.06.19, 16:49
    Lubi Cię trzymać na emocjonalnej smyczy.
    Chce żebyś o niej pamiętał bo wie ze ci zależało.

    Ja wychodzę z założenia ze jeśli ma się żonę i kochankę i z kochanka nie ma przyszłości to znaczy ze nie ma przyszłości tez z żona.

    Dobry związek to taki gdzie ludzie działają wspólnie na wielu płaszczyznach.
    Są partnerami przyjaciółmi kochankami.
    Gdy w związku jest osoba 3 przestaje istnieć małżeństwo ,zostaje układ mniej lub bardziej potrzebny ,udany, ale już brak w nim prawdziwych emocji. A niestety my ludzie jesteśmy emocjonalni czy tego chcemy czy nie i jeśli tych emocji po których stajemy się pijani nie ma w domu , są szukane są na zewnątrz.
    Ajei są szukane na zewnątrz to nie będą stałe bo żona jest przeszkoda.
    Moim zdaniem takie związki to kanał może dużo dają nakręcają ale zbyt dużo niszczą a z popiołów nic się nie zbuduje.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szary_facet 02.06.19, 18:37
    Wysłałem zakończenie tej historii. Czekam na ruch moderatora.
  • katalonja 02.06.19, 23:32
    Czy chodzi o to zakończenie powyżej? Jakby urwane w połowie.... Jednak czekam na c.d.
  • szary_facet 03.06.19, 00:42
    Zakończenie nie jest jeszcze widoczne. Będzie 3 część. Może jest jakiś filtr, może chodzi o wulgaryzm w tekście. Pracuję nad tym. Edytor nie przyjmuje dłuższych tekstów, stąd urwane zdanie.
  • katalonja 03.06.19, 10:32
    Może spróbuj jeszcze raz wkleić tę trzecią część, dzieląc ją na dwie albo trzy części. Aby dostać się do kolejnego forum, trzeba się rejestrować. Z pewnością nie każdy się na to zdecyduje. Poza tym zawsze później, w przyszłości, będzie można swobodnie i wygodnie odtworzyć całość na tym forum, a nie poszukiwać zakończeń w innym miejscu 😉. Podejmij jeszcze jedną próbę z tym tekstem, bo naprawdę dobrze się czyta. Dzięki z góry!
  • nalua 03.06.19, 10:48
    nie trzeba, ja weszłam bez rejestracji
  • katalonja 03.06.19, 15:34
    Mnie się nie udało, ale przeczytałam reszteczkę, bo autor podzielił na cząstki 😊
  • szary_facet 03.06.19, 15:46
    Ostatniej cząstki dalej nie udaje mi się wrzucić. Będę próbował smile
  • szary_facet 03.06.19, 11:04
    Wysyłałem wiele razy. Może jeszcze to podzielę i wrzucę wieczorem.
  • szary_facet 03.06.19, 05:10
    Jest cały czas jakiś problem z wrzuceniem 3-ciej części, dlatego tekst scaliłem i zamieściłem na innym forum. Miłej lektury! artefakty.pl/viewtopic.php?f=122&t=7365
  • nalua 03.06.19, 07:34
    doskonale Cię rozumiem, takie rozterki były też moim udziałem. Nie miałam depresji, ale tylu pokątnych łez nigdy nie wylałam. Ratuję małżeństwo i wiem, że robię dobrze, tylko jak zapomnieć tamto ciepło, porozumienie no i sex, który miałam z Kochankiem...? Trudne wybory dorosłych ludzi. Myślę, że list to dobry pomysł. Niewiele zmieni między Wami, ale pozwoli Ani zrozumieć i poczuć, że nie była zabawką
  • szary_facet 03.06.19, 11:16
    W odpowiedzi na list dostałem z buta w twarz. Myślałem, że po półroczej przerwie już jej przeszło.
  • szary_facet 03.06.19, 11:22
    Miała wprowadzić się po Nowym Roku. Cieszyłem się - będziemy blisko. Pytała, czy pomogę jej się urządzić i jak szerokie łóżko ma kupić, aby było nam wygodnie. smile Żona nie odpuszczała. Widziałem jak się stara, miałem co rano wyprasowaną koszulę i gorącą kawę na stole. I ten jej smutny, wpędzający mnie w poczucie winy wyraz twarzy. Robiło się nieznośnie. Któregoś razu Ania zapytała, czy już powiedziałem córce o rozwodzie. Nie odpowiedziałem. Chyba wyczuła rodzące się we mnie wahanie, bo zaczęła naciskać i zażądała jasnej odpowiedzi, czy nie zmieniłem zdania. Odpisałem, że jutro dam odpowiedź. Wiem, że nie spała tej nocy. Jeszcze tego samego dnia pojechałem na plażę i zacząłem to wszystko analizować. Siedząc na piasku pomyślałem - ku.wa, co ja robię? Właśnie tracę całe swoje życie, rodzinę, mieszkanie i oszczędności, po to, żeby zostać sam w pustym jak studnia domu, gdzie każdy kąt, każdy mebel będzie mi przypominał jak wyrzut sumienia poprzednie, utracone życie. Między mną, a żoną nie było karczemnych kłótni, czy awantur, po prostu oddaliliśmy się od siebie, również z mojej winy. Wbrew jej staraniom nie próbowałem ratować naszego ponad dwudziestoletniego związku, uciekając do kochanki. Przypomniałem sobie, że w tych planach, które snuliśmy z Anią pod gwiazdami, nie było mowy o zamieszkaniu razem. Nie wiem czemu mi to umknęło. Zakochany facet ma kłopoty z racjonalną oceną rzeczywistości. Ania przecież nie planowała wprowadzić się do mojego domu, pamiętam mówiła, że nawet kluczy nie chce. Żyła już nowym mieszkaniem, w myślach już je urządzała. Chciała zamieszkać tam razem z synem (ciągle od niej zależnym), a ja pewnie miałem być tam częstym gościem. Singlem na telefon, kochankiem, złotą rączką, facetem do towarzystwa i dekoracją przy znajomych. Jeśli nie mielibyśmy mieszkać razem, to po co mi w takim razie ten dom? Dom, ogród, dla kogo, dla mnie samego? Dom to nie tylko wygodne miejsce do życia, to przede wszystkim obowiązek, sporo pracy i wysiłku wartego włożenia tylko wtedy, kiedy dzieli się go z kimś, kogo się kocha, wtedy to ma wartość i daje szczęście.
  • szary_facet 03.06.19, 11:31
    Myślałem, że będę to szczęście dzielił z nią. Wyobraziłem sobie siebie za parę lat, samotnego w pustym domu. Owszem, pewnie Ania zaglądałaby tu często, ale to nie to samo. Pewnie bym go sprzedał i zamienił na nieduże mieszkanie. Znów sam. Czy na pewno do tego dążyłem? Tego chciałem? Z tymi pytaniami wróciłem do domu. Rano odpisałem jej, że raczej wspólnego bytu nie stworzymy. Napisałem o swoich wątpliwościach i przeprosiłem.
  • szary_facet 03.06.19, 11:46
    Dostało mi się - była rozgoryczona. Napisała, że ma gdzieś moje przeprosiny, że się ogromnie zawiodła, że jestem krętaczem, mięczakiem i nie wierzy już w ani jedno moje słowo. Pisała, że przy Januszu czuła, że jest dla niego najważniejsza (czyli już nie był starym prykiem, jak o nim wcześniej mi mówiła?) Miała żal, że ją wykorzystałem, bo zagrałem na jej uczuciach, że ją po prostu oszukałem. Czułem się okropnie. Wiedziałem, że na zawsze usuwam ją ze swojego życia.
  • katalonja 03.06.19, 15:30
    Faktycznie, miała prawo tak się poczuć. Bo stchórzyłeś. Widać, niewiele dla Ciebie znaczyła, skoro założyłeś, że gdy namiętność wygaśnie, nic już nie zostanie. Marne to jest, więc, logicznie rzecz ujmując, nie ma po co do całej sprawy wracać. Ale Ty jednak wracasz.... Zatem, jak to jest? Kochasz ją czy nie? Może jednak kochasz, tylko wypierasz tę miłość i oszukujesz samego siebie, bo tak jest łatwiej - nie musisz podejmować trudnych, życiowych decyzji.
    Ale zastanów się głębiej. W końcu z jakiegoś powodu uciekałeś od żony przez długi czas. Zastanawiałeś się dlaczego? Jeśli związek w najważniejszych życiowych aspektach jest udany, to wejście z inną osobą w bardzo bliską relację nie ma sensu. Po prostu nie ma takiej potrzeby.
  • szary_facet 03.06.19, 23:21
    Powiedzmy, że moja żona też nie byla święta. Nie odszedłem, byla małoletnia jeszcze wtedy córka. Standard. Potem poznałem Anię i zaczęło mi zwisać to co w domu się działo. Mialem równoległy świat, w którym czułem, że żyję. Do czasu, kiedy ona już nie wytrzymała bycia tą drugą. Placz, zazdrość, czekanie. Chciała jak jej siostra i koleżanki mieć kogoś na stałe i czuć się w pelni wartościową kobietą. Tak, myślę, że nadal ją kocham, choć minęło już 8 miesięcy odkąd jej nie widziałem. Czy stchórzyłem? Może. Może znalazłem wymówkę, żeby usprawiedliwić przed sobą ucieczkę. Ale jak się dobrze zastanowić, to jak to miało wyglądać? Skoro nie chciała ze mną zamieszkać, to co to za życie? To jest miłość? Naprawdę?
  • nalua 03.06.19, 23:23
    to są pytania do Ani, nie do mnie. zadałeś jej, kiedyś?
  • szary_facet 03.06.19, 23:37
    Pamiętam nasze rozmowy. Plany. Może to właśnie ona byla tchórzem, nie chcąc się wprowadzić i zmeniać niczego w swoim życiu? Pięknie malowała, jest po poznańskiej ASP. Miała mój dom przyozdobić swoimi pracami, żeby trochę w nim zaistnieć. Miała kwietnik na tarasie zrobić, miała do tego rękę... Ale mieszkać chciała u siebie.
  • nalua 03.06.19, 23:40
    dobrze że wiesz o tym zanim rozbiłeś rodzinę...
  • szary_facet 03.06.19, 23:49
    tak próbuję to sobie właśnie tłumaczyć. I muszę powtarzać to w myślach bardzo często.
  • znowu.to.samo 04.06.19, 17:08
    A tam. Naprawdę zakochana kobieta będzie chciała być z tobą 24/h a nie malować kwiatki na ścianie. Ja to widze z boku tak: chciała mieć ciebie w odwodzie, tak samo jak Janusza i innych byłych kochanków. Mogłaby sobie lawirować spokojnie. A ty w końcu zostałbyś na lodzie. Mam w otoczeniu takiego pana, co go tak kochanka urządziła dla której to zostawił rodzinę. Kopła pana w zad bardzo szybko.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 04.06.19, 18:07
    Też tak to widzę. Egoistka. Tylko brać, nic nie dawać. Ja zresztą nie lepszy. Nie wiem tylko po co po miesiącach nieodzywania znow jakimś smsem mnie częstuje. Niby taka koleżanka nagle?
  • znowu.to.samo 04.06.19, 18:22
    Widać że to niestabilna postać.... Każe ci sp..ać a po jakimś czasie nagle jakby nigdy nic pisze lakoniczne esmsy. Moim zdaniem bada teren, czy ty jak psiak przybiegniesz jak na aport, pomimo Janusza i innych byłych kochanków.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 04.06.19, 18:43
    Wg mnie, tego Janusza wykorzystuje. Ogrzewa się blaskiem jego zainteresowania, bo wie, że facet się zabujał i jest na jej skinienie. Chyba dla mnie też taką rolę szykowała.
  • znowu.to.samo 04.06.19, 18:54
    Oczywiście że tak. Zakochany człowiek zachowuje sie inaczej. Nie słowa a czyny się liczą. Powiedzieć można wszystko...Widziała że byłeś niemal gotów rzucić dla niej swoją żonę..w ostatnim momencie wrócił ci rozum...
    Teraz ona bada teren.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 04.06.19, 19:12
    To samo stwierdziła psycholożka - żadna to miłość była. Szukała faceta.
  • nalua 04.06.19, 19:33
    wiecie, łatwo się ocenia z boku ale jak widać miłość dojrzałych ludzi z niemałym bagażem nie jest prosta. Nie mamy po 18 lat i OCZYWIŚCIE że trochę kalkulujemy, bo życie znamy, różne
    historie słyszeliśmy i po prostu boimy się skoczyć na głęboką wodę. Tym bardziej jak nie odpowiadamy tylko za siebie. Nie chcę nikogo tłumaczyć, ale kiedy serce walczy z rozumem bywa różnie. Jak Ci ten sms tak przeszkadza to nie musisz odpowiadać. Ale widzę, że jednak obojętny nie był i chyba to Cię wkurzyło
  • znowu.to.samo 04.06.19, 19:55
    Trochę was rozumiem.
    Ja miałam historię taką, że też dzisiaj siedziałabym po uszy w romansie. Jakimś cudem jednak dałam rade nie wdepnąć w to g...
    Nie powiem, łatwo nie było. Wręcz cholernie ciężko...momentami chęć wejścia w to stawała sie silniejsza ode mnie... Ja mężatka, kolega z pracy wolny, 11 l młodszy i co gorsza bardzo w moim typie. Nie umiałam tego ukryć że on mi sie podoba. Ale powiedzam że romanse mnie nie interesują. Pan walczył bardzo...Na koniec, w ostatni dzień jego pracy usłyszałam słowo "kocham", chociaż nigdy nie wypiliśmy nawet głupiej kawy.
    Nie chce sie rozpisywać, jedno co mogę streścić: na 100% człowiek ten nie nadaje się do związku. Wykorzystałby mnie i potem wyrzucił jak zużytą zabawkę...
    To słowo padło miesiąc temu, od tej pory sie nie widzieliśmy, ani nie kontaktowaliśmy, a pan chyba czeka czy ryba połknęła haczyk, bo zero odzewu...ja nie mam zamiaru do niego pisać. Bo pomimo że użył tak poważnego słowa to jednak uważam że jest jedynie świetnym manipulantem.
    W sumie mam nadzieje że nie będzie próbował już szukać kontaktu, bo będe znowu miała problem ...


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 04.06.19, 20:14
    ja mam takie podejście, że przytrafiło mi się coś pięknego. Nie żałuję, choć wiem, że gdyby Mąż się dowiedział i rozpadłaby się moja rodzina, inaczej bym mówiła.
    Nie wierzę facetowi który nic i Tobie nie wie, że kocha... Jak kocha skoro kawy nawet nie było? Zdecydowanie manipulant i to taki najgorszego sortu
  • znowu.to.samo 04.06.19, 21:16
    Podrywacz, musze przyznać że dobry. Dość że już przestawałam sobie z tym wszystkim radzić.To wszystko trwało od października zeszłego roku do maja. Dłuuuugo by pisać, a nie chce zaśmiecać czyjegoś wątku. Czasem sie zastanawiam, po co ten człowiek tak sie na mnie uwziął i tyle miesięcy mi suszył głowę.
    Mam kilka teorii ale jak pisałam to nie o mnie twn wątek jest.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 04.06.19, 21:40
    ależ ja chętnie posłucham!!
  • szary_facet 04.06.19, 22:03
    Jesteście mądrymi Kobietami. Dzięki za komentarze. smile
    @znowu.to.samo - ja też chętnie posłucham.
  • znowu.to.samo 05.06.19, 15:35
    W wielkim skócie: Kolega zainteresował sie moją osobą na jesieni, zaraz jak się tam zatrudniłam. Były zaproszenia na kawe itd. W zasadzie zawsze jak razem pracowaliśmy były z jego strony namowy na smsy, spotkania. Potem, jak to nie przeszło na chwile sie obraził, potem było wyznania że myśli o mnie. Nie powiem miło było przeglądać się w oczach młodszego kolegi, do tego tak przystojnego. Pokusa była ogromna ale czułam że jak w to wejde to już nie wyjde o własnych siłach. W międzyczasie cały czas czytałam i konsultowałam sie z osobami z "doświadczeniem" Wszyscy mi odradzali wchodzenie w to. Po drodze dwie awantury o ten dziwny dotyk. Gdy np przynosił mi papiery czy coś do picia to albo kładł mi ręke plecach, dość mocno. Albo obejmował mnie. Czułam że to jest jakiś jego sprawdzony repertuar Ale mnie wtedy dreszcz przechodził.... Raz sie wkurzyłam i powiedziałam: ty sie do mnie nie dotykaj bo pójde do głównego szefa i powiem że nadużywasz kompetencji (on był managerem w naszej firmie) udawał zdziwienie, że nie wie o czym ja mòwie. Powiedziałam wyraźnie: nie czepiaj się mężatek. Widziałam że zrobiło to na nim wrażenie. Zaskoczyłam go bo zapewne miał mnie za łatwy cel: mężatka z 15 letnim stażem, pewnie znudzona, pewnie zaraz rozłoży nogi. Ja sie wkurzyłam tą jego pewnością siebie i pomyślałam: ja ci utrę tego nocha😂
    Po tej awanturze byłam pewna że obrazi sie na mnie i odczepi, ale nie! On troche z tego żartował, ale dalej mnie namawiał na wspòlny czas po pracy.
    Nie powiem, zrobiło to na mnie wrażenie.
    Potem zaraz przed wyjazdem nagle zapytał " to chociaż może sie przytulimy " powiedziałam krótko- nie. Odpowiedział z lekkim uśmiechem " ty decydujesz" Dziwnie sie potem czułam, w domu po pracy jak nigdy wypiłam dwa kieliszki...nie pomogło
    A na koniec ta scena jak z brazylijskiego serialu. On kończył zmiane, ja zaczynałam. Oboje wiedzieliśmy, że widzimy sie ostatni raz. Czułam że coś będzie...on tylko powiedział dwa słowa: lubie cie i ...kocham.
    Potem gdy wychodził, spojrzał tylko na mnie...
    ...Kolega z pracy....





    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 05.06.19, 18:52
    Rozumiem doskonale. Mało kto jest odporny na świadomość że się komuś podoba. Mój Waldemar tym właśnie mnie zdobył. Chociaż na początku mnie to wkurzało bo myślałam, że ten typ co każdej tak mówi. A ja nie lubię takich. Potem okazało się, że jest piekielnie inteligentny, zabawny i wrażliwy... Mieszanka wybuchowa. Wpadłam po uszy. Jak sobie z tego zdałam sprawę to byłam już całkowicie bezbronna i nie miałam pomysłu co z tym zrobić. A potem zobaczyłam jak wygląda
    pod ubraniem... Nosz k... To jest po prostu niesprawiedliwe!! Przez chwilę czułam jakby ktoś sobie zakpił ze mnie, z mojego poukładanego życia i mojego ‚ja w życiu bym nie mogła’!
    Co do Twojego kolegi, jak facet szasta słowem kocham to przestaje być sexy bo on traci wiarygodność. Ciężko takiego traktować poważnie.
  • znowu.to.samo 05.06.19, 23:11
    Z jednej strony biorę na to poprawkę, a z drugiej takie słowa, wypowiedziane w tak dramatycznej scenerii, w dodatku przy innych wspòłpracownikach robią wrażenie.
    Czasem się zastanawiam coby było gdyby...no ale kolega wyjechał, a ja odzyskuje równowage. Przyznam że brakuje mi nieraz tej uśmiechniętej facjaty😂 Jakby nie patrzeć uprzyjemniał mi czas w pracy, być może i sobie przy okazji.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 07.06.19, 17:06
    znowu.to.samo napisała:

    > Oczywiście że tak. Zakochany człowiek zachowuje sie inaczej. Nie słowa a czyny
    > się liczą. Powiedzieć można wszystko...Widziała że byłeś niemal gotów rzucić dl
    > a niej swoją żonę..w ostatnim momencie wrócił ci rozum...
    > Teraz ona bada teren.
    >

    Tak niby zakochana osoba zrobi wszystko a jak wyżej ( nie pamietam niku) kobieta czeka aż dziecko podrośnie? To jest miłość?
    Czekanie kalkulacja?


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • katalonja 04.06.19, 21:49
    A ja widzę to inaczej. Wg mnie oboje baliście się podjąć zdecydowane kroki. Może wtedy, kiedy nie byłeś zdecydowany czy z nią być, ona straciła zaufanie i szukała jakiegoś wsparcia u innego mężczyzny. A tak naprawdę kochała i pewnie nadal kocha Ciebie. Może brak jej było Twojej męskiej decyzji. Skoro kochasz ją, to może powinieneś wszystko z nią przegadać, ale naprawdę WSZYSTKO, dogłębnie, rozkładając na czynniki pierwsze, bez lęku i zahamowań. Uczciwość i szczerość jest tu siłą.
    Ona na pewno wyczuła wcześniej Twoje niezdecydowanie, więc wycofała się, bo potrzebowała, moim zdaniem, mężczyzny, na którym można polegać. Prawdopodobnie asekuracyjnie wolała mieszkać u siebie, choć pewnie gdybyś chciał, to z pewnością przekonałbyś ją, żeby zamieszkała z Tobą. Kwestia czasu. Jak komuś na czymś zależy, to nie ma przeszkód. Pomyśl o tym.
  • szary_facet 04.06.19, 22:17
    @katalonja - Mogę mieć do Ciebie prośbę? Wrzuciłabyś ostatni kawałek tej historii ze swojego profilu? Może Tobie się uda. Przesłałbym na Twoją pocztę. Nadal nie mogę tego wrzucić uncertain
  • katalonja 04.06.19, 22:28
    Pewnie, że tak, nie ma sprawy. Prześlij na mój adres gazetowy
  • szary_facet 04.06.19, 22:45
    Poszło..
  • katalonja 04.06.19, 23:10
    Też wysłałam, ale moderator musi zaakceptować uncertain więc czekamy
  • szary_facet 04.06.19, 23:48
    Ten komunikat widziałem już dziesiątki razy. Nie wiem, czy ktoś moderuje to forum, może zostało porzucone i bezpańsko dryfuje po oceanie gazety.pl? Haaalooo! Jest tam ktooo?!!
  • katalonja 05.06.19, 00:22
    Spróbuję podzielić na puzelki 😊
  • katalonja 05.06.19, 00:27
    Też nie wchodzi 😔
  • szary_facet 05.06.19, 00:31
    Też próbowałem dzielić. Nie wiem, może jakiś filtr antyspamowy blokuje? Ale dzięki!
  • katalonja 05.06.19, 00:48
    Wiesz, przeczytałam końcówkę tej historii i teraz już jestem pewna, że ona Cię kocha i... ma żal. Może rzeczywiście mogłeś być z nią szczęśliwy. Skoro tyle przeżyliście i było Wam cudownie..., nie tylko w łóżku. Pewnie zestarzejesz się u boku żony, której raczej nie kochasz, jak się domyślam, a z którą zostałeś z rozsądku.
    Wiesz, mamy tylko jedno życie, dawno już zaczęłam doceniać tę oczywistość. Czasem, żeby być szczęśliwym, trzeba płynąć pod prąd, bo z prądem, jak wiadomo, płynie wszystko. Zastanawiam się, dlaczego katujesz się tak bardzo, w imię czego? Gdybyś był pewien, że warto przejść tę męczarnię dla żony, to pewnie skonczyłoby się to piekło dużo, dużo wcześniej. A skoro cierpiałeś tyle miesięcy... to jednak musiało być coś poważnego.
    Nie zamierzam odwodzić Cię od Twojej decyzji, ale wiem, że warto podejmować nowe kierunki, żeby po prostu być szczęśliwym. Cała filozofia istnienia. Przynajmniej moja 😊. Pozdrawiam Cię serdecznie.
  • znowu.to.samo 05.06.19, 10:29
    Co ty opowiadasz, babka skakała z kwiatka na kwiatek, nawet nie miała zamiaru wspólnie zamieszkać, a po jego rezygnacji z rozwodu natychmiast wylądowała w wyrze u Janusza. Sorki jeśli ktoś kocha to tak nie robi. Nie słowa a czyny się liczą.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 06.06.19, 01:36
    Wiecie co? Jestem gotów Wam przyznać rację, ale z własnym zdaniem odrębnym wink hehe
    Trochę chłodniejszym spojrzeniem - wbrew pozie, którą widziałem na co dzień, kobiety silnej, dobrze radzącej z codziennymi troskami, z synem doprowadzającym ją często do łez, myślę, że słabo radziła sobie z emocjami. Stąd ta ucieczka w ramiona facetów, często żonatych. Czy kochała? Jestem skłonny w to uwierzyć, pamiętając o tej słabości. I jeszcze coś - zawsze prymuska w szkole, zawsze najlepsi chłopacy. Rywalizacja. Psycholog ze mnie żaden, ale nie jestem pewien, czy nie zostałbym kopnięty w zadek po osiągnęciu celu. Tylko cel niezdobyty jest atrakcyjny. Jak myślicie? hm?
  • nalua 06.06.19, 07:08
    a może ktoś ją zranił i dlatego wybierała takie związki, które i tak były bez przyszłości. Często sami robimy sobie krzywdę, ze strachu przed zaangażowaniem. A może jak tak lubi rywalizację, związek z żonatym też traktuje jak sport i sprawdza czy uda jej się zdobyć zajętego? Myślę, że potrzebę stabilizacji w sobie ma dużą, skoro postawiła na starszego statecznego pana. To wszystko teorie, tylko Ty ją znasz, choć akurat Tobie brak dystansu i nie umiesz właściwie ocenić. Ale ja jestem skłonna uwierzyć, że Cię kochała. Niestety dorosły człowiek jest sumą wszystkich swoich strachów i jest to czasem silniejsze niż nasze potrzeby. Ostatecznie jednak, to Ty ją „kopnąłeś w zadek”, taki jest fakt. Ona może o Tobie myśleć to samo: że chciałeś się zabawić, pobzykać na boku, że wcale nie kochałeś... Ale i Ty i ja wiemy że prawda nie jest taka prosta... Prawda?
  • iwonka1956a 06.06.19, 08:58
    No i co z tego, że chciała mieszkać u siebie. Przecież żeby być w dobrym związku niekoniecznie trzeba mieszkać razem. Uważam, że trzeba iść za głosem serca. No ale może dla Ciebie ważniejszy jest dom, jego ściany itd. Wracaj do żony, czeka Cię poprawne życie i rutyna no bo o miłości chyba nie ma mowy, powodzenia

  • szary_facet 06.06.19, 10:23
    Niestety mam inne zdanie. Nie wyobrażam sobie życia na raty. Tak już mam i wcale nie chodzi o dom, ściany itp. Nie wiem, czy uważnie czytałaś, bo wydaje mi się, że dość jasno to wyjaśniłem. Ale ok, niech będzie, że to tylko była wymówka, żeby zwiać.. Głos serca? Poszedłem za nim i w połowie się zatrzymałem. Za dużo wątpliwości. Przeczytaj co napisała znowu.to.samo, bo wydaje mi się, że jest najbliżej sedna. Myślę, że długo trzymała mnie na emocjonalnnej smyczy. Kiedyś ją zapytałem, po co to robisz? Po co te zdjęcia, to ciągłe odzywanie się, kiedy już spotykałaś się z Nim? Wysyłała czasem baardzo sugestywne zdjęcia, dziś wiem, że nie tylko do mnie. Powiedziała - Może nie chciałam, żebyś zapomniał?
  • nalua 06.06.19, 10:49
    uuuuu to STRASZNIE SŁABE! manipulantka jednak. Lubi przeglądać się w męskich oczach i sprawdzać czy jeszcze się podoba. Jeszcze bardziej niepokojące, że w tylu na raz... Ale wiesz, sam nie jesteś bez grzechu, też trzymałeś ją na smyczy będąc z nią i żoną, więc nie rzucaj w nią kamieniem. Jak chcesz się jej ostatecznie pozbyć wyślij jej zdjęcie z żoną...
  • szary_facet 06.06.19, 10:59
    Jasne, że nie jestem bez grzechu i mam tego świadomość. Przecież cale to forum to raczej nie kółko różańcowe, c'nie smile
    Nie wiem, czy będę miał tyle siły, żeby jej odpisać - spadaj, więcej nie pisz. Boję się, że znów zacznie się odzywać i cały ten misternie budowany od miesięcy mur obojętności runie w kilka chwil. Znasz to, prawda?
  • nalua 06.06.19, 11:10
    oooj, aż za dobrze wink chociaż jakbym dostała wiadomość „spadaj”, raczej bym nie odpisała nigdy więcej. U nas raczej ja tak piszę (może mniej dosłownie) a on lekceważy i za jakiś czas pisze coś całkowicie neutralnego. A ja daję się złapać jak ostatnia gówniara....
  • szary_facet 06.06.19, 11:23
    O!, zapytam ją - po co to robisz?
  • nalua 06.06.19, 11:29
    już Ci odpowiedziała - żebyś nie zapomniał. Ona chce ciągle wiedzieć że ma Cię wokół palca. Napisz jej żeby przestała manipulować i powiedziała wprost czego chce. Jak zobaczy że ją przejrzałeś to dopiero się wkurzy hihihi
  • szary_facet 06.06.19, 11:40
    Dokładnie tak! Niech się pogimnasytkuje nad odpowiedzą. big_grin Myślę, że odezwie się w ciągu najbliższych 2 tyg. ponownie, jeśli coś kombinuje. Bo chyba kombinuje, skoro wcześniej wcisnęła mnie obcasem w ziemię ( nie mam zamiaru ci więcej mówić cześć, nie chcę cię wiecej znać - upraszczając - "spier..laj") a teraz sms w stylu "cześć, która godzina?" Coś mi tu śmierdzi. A może się mylę?
  • nalua 06.06.19, 11:48
    nie, nie mylisz się.
    Wcześniej była zła, teraz jej przeszło. Nie widzisz szans na przyjaźń?
  • szary_facet 06.06.19, 11:53
    Przyjażń? Na dziś chyba jeszcze nie. Za świeże to. Niech się zagoi wszystko. Może kiedyś? Sam nie wiem..
  • nalua 06.06.19, 11:57
    to ja bym wysłała zdjęcie z żoną. Osoba z rysem narcystycznym (a tak widzę
    Anie), nie przełknie tego tak lekko i da spokój.
  • szary_facet 06.06.19, 12:00
    Z żoną? Wściekłaby się. Jeszcze w odwecie nasze zdjęcia żona by dostała. A daj spokój! big_grin
  • szary_facet 06.06.19, 11:58
    Wiesz, tak właśnie może odpowiedzieć - "przyjaciómi chyba możemy być, nie?" Nie jestem jeszcze gotowy na taką relację. Znów bym się męczył. A poza tym, dalej nie wiedziałbym, czy to nie jej następna gierka.
  • nalua 06.06.19, 12:05
    o matko, z kim Ty się zadałeś?? Niestabilna, narcystyczna i do tego mściwa? Musiała być zajeb... w łóżku!!
  • szary_facet 06.06.19, 12:14
    No cholera, coś miała w sobie, skoro tak mnie do niej ciągnie. Ujjj.. jakbym dopadł, nie byłoby jeńców. Działo się. W tej konkurencji zostawiała żonę o wiele długości.... wiesz czego big_grin Mściwa raczej nie. Jeśli o to chodzi, raczej tchórz. Bałaby się oberwać rykoszetem. Bardzo była za to zazdrosna i do furii doprowadzał ją własnie widok ja+małżowinka.
  • nalua 06.06.19, 12:21
    mam to samo... od pierwszego razu, jakbym to od zawsze tylko z Waldemarem robiła... eeeh
    jak chcesz się jej na dobre pozbyć, to znasz ją i wiesz co na nią zadziała. Ale coś mi mówi, że Ty
    nie chcesz...
  • szary_facet 06.06.19, 12:37
    No proszę Cię.. - patrz wyżej big_grin
  • nalua 06.06.19, 12:42
    a jak Ci się z żoną układa? jeśli mogę spytać...
  • szary_facet 06.06.19, 12:54
    Jasne, że możesz. Rozumiem, że pytasz o łóżko? Jakby to eufemistycznie i zarazem nie skłamać... no d.. nie urywa. Małżeńska rutyna z przewagą obowiązku niż namiętności. Stąd problem. Tam było to, czego tu nie ma i nigdy już nie będzie. uncertain Nie ma chemii.. Poza tym, staramy się - wspólne obowiązki, córka, dom.. itp.
  • nalua 06.06.19, 13:24
    kiedykolwiek urywało?
  • szary_facet 06.06.19, 13:35
    Może na początku. Poza tym wtedy nie miałem jeszcze takiego porównania. Teraz tylko wygrzebać się z tego g.. Alleluja i do przodu!
  • znowu.to.samo 06.06.19, 13:58
    Powymądrzam sie troche ale...mnie przychodzi na myśl taka dygresja: ktoś może być zajebisty w łòżku, ale nie nadawać sie na dłuższą metę do wspólnego, codziennego życia. Z resztą to zjawisko, zdaje się, często występuje w przyrodzie. Stąd tyle samotnych matek, rozbitych związkòw czy małżeństw. Z jakiegoś powodu nie jesteście z kochankami, bo dostrzegliście ich inne, poważne wady.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 06.06.19, 14:15
    Właśnie przyszlo mi do głowy, jeśli Ania trafi tu kiedyś, to bezbłędnie rozpozna naszą historię. Za dużo szczegółów i cytatów uncertain oj głupi, ja głupi.. :]
  • nalua 06.06.19, 14:36
    no i? dowie się przy okazji jak inni ją widzą. Pozdrawiamy Anię wink
  • szary_facet 06.06.19, 14:44
    big_grin big_grin big_grin
  • znowu.to.samo 06.06.19, 14:46
    😂😂😂

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 06.06.19, 16:24
    mam ogromną ochotę napisać do Waldemara, napić się z nim kawy... Nie wolno mi, wiem, nie mogę mącić mu w głowie i sercu ani być nielojalną wobec Męża, ale świadomość że on jest na wyciągnięcie ręki...
  • znowu.to.samo 06.06.19, 16:27
    No, każdy w zasadzie facet jest na wyciągnięcie ręki 😂
    Ale w ten sposób to sie nigdy nie skończy i bedzie trwało kolejne lata...

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 06.06.19, 16:35
    mów mi tak... mam słabą wolę 😭😭😭
  • znowu.to.samo 06.06.19, 23:06
    I co jak sie trzymasz???? Myślisz że ja mam łatwo??😢😢😢 Łatwo sie pisze: nie wysyłaj mu sms. A mnie samą nieraz korci ...miałam ogromną chęć mu napisać, że z tą miłością to już przesadził😂😂😂 albo: co by było gdybym mu napisała to czy tamto, nawet głupie "co słychać?"😂 niby nic a od tego sie zaczyna...

    U ciebie jakby bardziej zaawansowany układ.🙄
    Ja sie tego bałam że jak będzie seks to zaraz nastąpi u mnie rodzaj przywiązania. Ale to się pięknie i niewinnie zaczyna i człowiek myśli że łatwo z tego potem wyjdzie, w razie czego. A guzik. Jak to widać u was i ogólnie na tym forum, coś takiego jest u większości kobiet kobiet...przywiązanie do kochanka a nawet miłość. Bałam sie przekroczyć granice...



    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 06.06.19, 16:30
    Jak znajdę dedykację gwoździem na samochodzie, będę pewny, że przeczytała.. big_grin
  • katalonja 07.06.19, 01:40
    Przecież Ty ją kochasz! Czuć to na kilometr. Od miłości do nienawiści, jak wiadomo, jeden krok. Wypierasz tę miłość, Szary Facecie. Może trzeba to uczucie po prostu zaakceptować, pogodzić się z nim i wtedy samo przejdzie za czas jakiś. Jak to mówią - wroga trzeba pokochać 😊
    Ona chyba nie jest taka zła ta Ania, tylko strasznie nieufna i do tego z jakimś cieniem narcystycznym, jak napisała Nalua.
  • znowu.to.samo 07.06.19, 08:17
    Uuuu Katalonja ale historie do tego dorobiłaś😂

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • katalonja 09.06.19, 00:01
    Może i dorobiłam, ale zawsze to moje zdanie.
  • znowu.to.samo 06.06.19, 13:36
    Fakt że ja romansu żadnego nie mam na koncie, jedynie kilka internetowych znajomości z których nic nie wynikło...wydaje mi sie że tu chodzi o nowość. Żone znasz mnóstwo lat i jakby nie patrzeć ona niczym nie jest w stanie cie zaskoczyć..co innego kochanka. No chyba że żona z kolei znalazłaby sobie kochanka🤣
    Ja już raczej nie dowiem sie jaki w łòżku jest mój, nazwijmy go, Adam... może to i dobrze bo jeszcze okazałby sie zajebisty. Urodą i szczególnie wzrostem przebijał mojego m. Z mężem też nie jest źle w łóżku, ale sami wiecie. ..Mąż jest 7 lat starszy, czyli Adam jest młodszy od niego 18 lat 😂
    W sumie stwierdziłam że Adam i mój mąż to podobne osobowości, troche despotyczni, nie znoszący sprzeciwu samcy alfa, śmiało sięgający po to co chcą. Nawet niektóre teksty mieli podobne...ja taki typ właśnie lubie, ale z kolei ostatnimi laty przeszkadzał mi ten despotyzm u m. Wieczne traktowanie mnie jak głupiutkiej dziuni, bo on wszystko wie najlepiej Dawniej mi jakoś bardzo nie przeszkadzało, szczególnie że nigdy nie musiałam martwić sie o kase, ale ostatnimi laty chyba wyrosłam z tego bo zaczeło mnie doprowadzać do szału. Powiedziałam że albo zacznie traktować mnie normalnie albo sie rozstaniemy. Jest lepiej ale...zobaczymy jak długo.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 06.06.19, 14:05
    Zaczęło ci pewnie być ciasno w tym tłoku. A fakt że Ania nie wykazywała chęci zamieszkania z tobą uświadomił ci, że ty jesteś dla niej tylko kolejnym facetem, nikim wyjątkowym. Po którym z resztą szybko znalazła pocieszenie. Powiem ci jedno: o Anię sie nie martw, ona nie zginie.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 06.06.19, 14:07
    Oj źle sie podpięło to ostatnie 😂

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 07.06.19, 17:21
    Nie jestem kochanka ani nie posiadam kochanka.
    Poczytuje forum od dawna.
    Ale twój historia daje dużo do myślenia.

    Myśle ze Ania mogła nie chcieć zarazem za mieszkać z dwóch powodów.
    1. Syn jest niepełnosprawny zapewne wymaga opieki może ona nie chce nie może emocjonalnie podzielić się opieka nad nim.
    Nie chce wprowadzać kogoś do domu bo nie wieży ze obcy facet mógłby poświecić się dla jej dziecka. Skoro nie potrafił zrobi tego własny ojciec.
    2. Ma dusze artystki chce mieć możliwość, swobodnie oddychać może bała się ze wsadzasz ja w role wyprasowanych koszul śniadań i obiadków a ona jako artysta temu nie podoła.

    Zreszta myśle ze nie była to miłość bo ona za szybko wskoczyła do innego.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szary_facet 07.06.19, 19:14
    @3-mamuska - nie wiem, czy doczytałaś historię do końca. Na tym forum nie zdołałem zamieścić ostatniej części z nieznanego mi powodu. Osoba moderująca odpisała, że od 3 lat nie może dostać się na forum (sic!) i mi w tym nie pomoże. Całość dostępna tu:
    artefakty.pl/viewtopic.php?f=122&t=7365 Wymagana rejestracja (prosta, ale jednak)
    Ad 1. - Syn jest dziś dorosłą osobą i pracuje. Nawet fajny chłopak, ale jeszcze wymaga wsparcia. Ania chciała, żeby wreszcie się usamodzielnił. Kiedyś chciala mu nawet kupić osobne mieszkanie, więc Twój argument odpada. Mogla mu oddać mieszkanie, a wprowadzić się do mnie. Miałaby do niego bardzo blisko. Sytuacja idealna. Gdyby nam nie wyszło, mogłaby zawsze wrócić do siebie.
    Ad 2. Tu się z Tobą zgodzę. Myślę, że nie chciala wchodzić w buty "żony". Mieć swoje wygodne życie, niezależność i zawsze chętnego (wreszcie wolnego!) kochanka, bez tego całego anturażu zwiazanego z
    domową obsługą jeszcze jednego faceta - praniem gaci, skarpet, prasowaniem itp. No może na obiadki bym wpadał i zostawal na śnaidankach. Przy okazji wymienił żarówkę i przybił półkę. A po zajęciach do domu. Trochę wygodnictwem pachnie niż zaangażowaniem.

    Pojawiały się już wcześniej takie drobne "czerwone lampki", że tu coś chyba nie halo. Kiedyś gadaliśmy dość długo przez tel. i pomylila moje imię z jego imieniem. O.o! niby nic, ale dało do myślenia. Gdybym to ja pomyliłą ją z żoną, to w furii rzuciłaby telefonem. O, albo siedzimy na plaży, a ona cały czas o nim nawija - jak to z Januszem była tam, zabrał ją tu, a tam byli na piwie, tu jej pokazał okolicę na rowerach, o a tu mają wspólnych znajomych.. Zaraz, kur.. co ja tu robię, to nie mamy już własnych wspomnień?
    No ale wiesz, nie kochałam go, w sumie taki stary pryk i chyba trochę go wykorzystałam... Co nie przeszkodziło jej później znów pocieszać się w jego ramionach po moim odejściu.
  • znowu.to.samo 07.06.19, 23:52
    To już jest kropka nad "i"
    Całe szczęście że w porę się ocknełeś, i nie rozbiłeś rodziny dla kilku upojnych chwil z wątpliwą osobą. Żona to żona, dla niej jesteś najważniejszy, a ta druga pani....nie ma o czym mówić.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 08.06.19, 00:38
    ja też coraz mniej lubię Anie. Samo sypianie z kimś na boku jest straszne, wszyscy się chyba zgodzimy. Ale gadanie na drugą połówkę, czy kim tak był dla niej ten Janusz to kurestwo! „Stary pryk”? Tak to nawet o obcym nie wypada mówić, do cholery!! „Trochę go wykorzystałam”?? Pewnie duma
    ją rozpiera! Wiecie co? Ja też do
    świętych nie należę, ale Waldemar słowa na mojego męża nie usłyszał. Domyślał się wiele, ale nigdy nie
    usprawiedliwiałam swoich zdrad tym jaki mój Mąż jest zły.
    Dobrze zrobiłeś. Kiedyś mogłaby tak samo źle mówić o Tobie
  • szary_facet 08.06.19, 03:28
    O, po tym nie mam wątpliwości, że się o mnie nasłuchał, jaki to ja jestem fuj..
    Jakbyśmy się pokłócili, to siedziałbym sam w domu i gryzł paznokcie zastanawiając się, czy już mu siedzi na kolanach, czy dopiero do niego dzwoni. Spalałbym się jak ćma zakochana w płomieniu świecy.
  • 3-mamuska 08.06.19, 04:41
    Nie doczytałam bo nie mam dostępu a link w jakiś dziwny sposób się wyświetla.

    Wiesz skoro syn jest dorosły to łatwiej. Choć ja rozumiem jej lęki niestety skoro wymaga wsparcia to już nie jest do końca normalne.

    Prawda jest taka ze gdyby chciała to by była. Razem z tobą w sumie zawsze można panią do pomocy zatrudnić żeby nie hyc obarczonym pracami domowymi.

    Tylko pogratulować ze w porę przejrzałeś na oczy.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 08.06.19, 04:50
    Rejestracja nie chce przyjąć mojego adresu mailowego.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szary_facet 08.06.19, 04:52
    podaj adres poczty to Ci podeślę.
  • 3-mamuska 08.06.19, 05:02
    3-mamuska@gazeta.pl

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 08.06.19, 05:14
    Dziękuje.
    Cóż myśle ze ona ma prawo czuć się zraniona , bo byliście o krok od wspólnego życia przynajmniej częściowego. Kto wie może z czasem byście razem zamieszkali.
    No cóż romanse niestety tak (w większości )się kończą ze cierpią osoby biorące w nich udział.
    Ona nie potrafi być sama, a ty cóż raczej ciężko ci będzie. Będzie ci ciężko z tęsknota ,z jej brakiem. Z brakiem emocji i fizyczności bo sam wiesz ze z żona już nie to samo. Przyjdzie ci z tym żyć zmagać się może z czasem osłabnie.
    Dlatego czasem lepiej zrezygnować z romansu niż potem żyć w takiej huśtawce nastroju tęsknoty rozpaczy.
    A najgorsze jest w tym wszystkim chyba to ze ciężko wrócić do dawnego życia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 08.06.19, 11:26
    A tam zraniona.. ja bym powiedziała że wkurzyła się, bo ryba nie połkneła haczyka 😂 już było branie, już kolejny przepraszam za słowo, frajer rzucił wszystko by latać po jej orbicie. A tu lipa😂
    Dobrze zrobiłeś, nie masz czego żałować. Może jedynie tego że dałeś wrobić sie w ten dziwny układ 🤣

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 08.06.19, 11:58
    Wiecie co mnie ostatnio takie refleksje nachodzą nad tym wszystkim:
    W końcu kiedyś tak sami zakochani byliśmy w naszych małżonkach....W końcu coś mocnego nas razem połączyło, skoro publicznie przysięgaliśmy- podobno na dobre i złe...
    Tylko jak w tym układzie wytrwać? Mąż opatrzony, apolla już dawno nie przypomina. Do tego z wesołego chłopaka zrobił sie zrzędzący zgred. Ostatnio mu to wytknełam że zdziadział strasznie, i to pod każdym względem. A tu w pracy młody przystojny kochaś tylko czeka na skinienie. No i jak tu wytrwać??? 🙄.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 08.06.19, 12:06
    wiesz, ja na to forum weszłam z nadzieją znalezienia jakiejś podobnej do mojej historii. Chciałam przeczytać jak sobie ktoś inny poradził. Niestety każdy ze swoją męką jest sam wink Nikt Ci nie pomoże... Ja się teraz ratuję taką myślą: jak Waldemar znajdzie nową panią, moja przyjaźń przestanie być mu potrzebna (choć już raz tak było, sama wepchnęłam go w ramiona innej bo myślałam że zajęty przestanie mnie interesować. Mnie to pomogło, on podobno przekonał się po raz kolejny, że tylko ja dam mu to czego szuka) i nie będzie już tak często odzywał się, zapraszał na kawę, spacer itp. Więc lepiej żebym zakończyła to teraz, na moich warunkach (wiem, źle to brzmi) niż potem cierpiała z zazdrości
  • 3-mamuska 08.06.19, 12:31
    Nikt za ciebie emocji nie przerobi, jednemu pomaga odcięcie się całkowite innymi powoli odstawienie. Choć myśle ze i tak nigdy nie wraca się do tego co było przed romansem. Już zawsze będzie ci go brakować, uczucia przykryje kurz ,ale czasem miejsce ,gest ,słowa będą ci o nim przypominać. To żałoba po tym co straciłaś. Nauczysz się z nią funkcjonować. Ale nigdy nie wyrzucisz go ze wspomnień.

    Mówi się Lepiej zgrzeszyć i żalować, niż żałować że się nie zgrzeszyło ,ja nie jestem pewna.
    Czytając to forum dochodzę do wniosku ze romans to ból cierpienie i niepokój.

    Trzymam za ciebie kciuki oby ci się udało. Udało wyciszyć emocje posklejać rodzine. I żyć i cieszyć się życiem takim jakie wybrałaś.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 08.06.19, 12:46
    ja w moim romansie zobaczyłam czego brakowało w domu. Dzięki temu mogłam to głośno zakomunikować Mężowi, bo wcześniej następowała powolna, niezauważalna agonia. Nic dramatycznego, namacalnego, co można ubrać w słowa. A jak się zmierzyć z czymś co ciężko uchwycić? Dlatego jestem wdzięczna za ten czas, te emocje, poznałam siebie i swoje potrzeby lepiej. Może Mąż postara się na nie odpowiedzieć? Terapeuta sprawia, że musi się zmierzyć z tym co próbował schować i nie widzieć 😁
  • nalua 08.06.19, 11:59
    A ja myślę, że Ania sama się miotała między byciem w poważnym związku, na dobre i na złe a utrzymaniem wizerunku femme fatale, pogromczyni męskich serc, pożądanej przez tłumy. Jaka poważna kobieta opowiada mężczyźnie o byłych kochankach? Jednocześnie jest wściekle zazdrosna o żonę... Ja myślę, że marnie byś skończył zostając w tym związku.
  • 3-mamuska 08.06.19, 12:18
    Taka kobieta która nie umie/ ma zaburzony obraz związku? Taka która może ktoś kiedyś mocno skrzywdził i taka która potrzebuje faceta który będzie o nią walczył. Który jej pokaże zazdrość który nie odpuści podejdzie odepchnie rywala i porwie kobietę. Taki który zdarza się w filmach książkach bo ona raczej została na etapie nastolatki ,zazdrosna o żonę pomimo ze wiedziała w jaki układ się pakuje.
    Skrzywdzona niedorosła dusza artystki.
    Może woli życie oddzielnie i wieczne randki spotkania czas wyczekiwania daje dreszczyk emocji. Itp. Może odczuwa potrzebę zazdrości w okazywaniu miłości. Kto to wie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 08.06.19, 12:27
    lepiej bym tego nie ujęła! 👏🏻
  • 3-mamuska 08.06.19, 12:02
    Wiesz wkurzona pewnie tez.

    Ale w sumie ile facetów tak robi?
    Szary_facet tez ,żona dom wyprasowane koszule a mimo to ona na boku.
    Już ludzie tacy są ze idą tam gdzie maja przyjemność wsparcie pomoc.
    Żadna nowość z jej strony.
    On tak samo się wycofał, lawirował między dwoma kobietami.
    Z egoizmu wrócił do żony żeby w domu nie być samemu. A wydaje mi się ze żony nie kocha, w łóżku nie jest najlepiej gdyby było dobrze nie byłoby kochanki.

    Takie układy są bardzo ciężkie, i tylko ktoś bez serca z zaburzeniem odczuwaniem emocji może sobie posiadać kochanki jedna po drugiej bo emocje nie wchodzą w grę jak nasz forumowy ekspert.
    A tak dla każdego, romans niezależnie jak się skończy ,kończy się cierpieniem a jednej drugiej czy trzeciej strony. Zawsze jest ból tęsknota czy wyrzuty sumienia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • katalonja 09.06.19, 08:40
    O Ani wiemy tyle, co nam Szary Facet opowiedział. Może nie oceniajmy kobiety, bo jej nie znamy dobrze. Z pewnością bardzo to wszystko przeżyła. Nie wydaje mi się, żeby była wyrachowana. Raczej potrzebowała miłości i pełnego oddania ze strony Szarego Faceta, czego ten nie był w stanie jej zapewnić. Zdecydował, że zostaje w domu z żoną, bo to było wygodniejsze rozwiązanie - nie musisz przestawiać mebli, restartować wszystkiego. Jednocześnie zapłacił za to bardzo wysoką cenę. Moim zdaniem dużo wyższą, niż gdyby zdecydował się na odejście. Ania nie mogła być byle kim, on wiedziałby i czułby to dużo wcześniej. Po prostu ciężko jej było zrozumieć, że mimo wcześniejszych deklaracji o odejściu od żony (a to są, moim zdaniem, bardzo poważne deklaracje), on wycofał się, porzucił ich wspólny plan. W pewien sposób zdradził. Trudno wybaczyć coś takiego. To była taka niedojrzałość z jego strony i brak tych powiedzeniowych 'jaj'. I pewnie przez tę niedojrzałość oboje tak cierpieli.
  • szary_facet 09.06.19, 09:26
    Mam ochotę spotkać się z Nią i to w cztery oczy przegadać. Ale to już chyba nigdy się nie zdarzy.
  • nalua 09.06.19, 09:44
    co chcesz osiągnąć? chcesz ją zrozumieć, czy żeby ona zrozumiała Ciebie?
    ja wczoraj spotkałam Waldemara. Środek miasta, tłum ludzi a wiem że on widzi tylko mnie i ja też mam problem, by nie patrzeć w jego stronę. I cały wieczór już myśli zajęte. Ah te serca niepokoje... Kto zna sposób na odkochanie?? 😥
  • szary_facet 09.06.19, 10:40
    @naula - jak mnie bolała głowa, to przyciąłem palec drzwiami i o bólu głowy jakby zapomniałem big_grin

    Spróbuj mojej metody - wywaliłem wszystkie jej zdjęcia z kompa, nasze filmy z gór, pamiątki po niej, płyty, rysunki, upominki - sru do kosza. Skasowałem nasze konwersacje, kontakty na fb, usunąłem historię połączeń w tel.,wykasowałem jej nr z listy. Unikam zbliżania się do miejsca w którym mieszka, jadę inną ulicą (chociaż tędy byłoby mi bliżej). Nie wiem tylko jak wykasować pamięć wewnętrzną. Czekam. Wiem, że ona też unika zbliżania się w moje rejony, mieszkamy raptem kilkaset metrów od siebie na tej samej ulicy. Nie zagląda do żabki (jedynej na osiedlu) wiedząc, że może tam mnie spotkać. Czasem myślę, że już zapomniała, że już nie myśli o tym. Tylko nie rozumiem dalej po jaką cholerę przysyła po 2 miesiącach od rozmazania mnie jak robaka na szybie, smsa - cześć, czy możesz mi podać nazwisko prawniczki z której korzystałeś?. Nie wiem, może faktycznie potrzebuje tej informacji, tylko dlaczego akurat ode mnie?? I to tej prawniczki, z której korzystałem przy skadaniu pozwu - TEGO pozwu! Co to k..wa ma być?? Nagle kolega - biuro numerów? Kto zrozumie kobietę.. ni w ząb nic z tego nie wiem.. Coby to nie bylo, to... nie pomaga.. ech.. uncertain
  • nalua 09.06.19, 10:57
    siedzisz w jej głowie, może nawet sercu, więc co jakiś czas chce o sobie przypomnieć i zobaczyć czy Ty też wspominasz. Mój Waldemar upiera się, żebyśmy byli przyjaciółmi. Wiem, że mydli mi oczy tym słowem, żebym straciła czujność.

    Na Twoim miejscu na pytanie o numer, odpisałabym, że nie mam bo już nie potrzebuję. Jasny komunikat: nie zamierzam się rozwodzić. Jesteś zdeterminowany by odciąć się od niej (choć jednocześnie piszesz, że chciałbyś z nią pogadać, więc sama nie wiem), dlatego myślę, że to by pomogło.
  • szary_facet 09.06.19, 11:05
    Staram się konsekwentnie podążać za swoją decyzją, co nie znaczy, że nie tęsknię. Chciałbym ją choć na chwilę zobaczyć, ta rozmowa byłaby pretekstem, dlatego do niej nie dojdzie.
  • nalua 09.06.19, 11:17
    podziwiam Cię. Postępujesz bardzo mądrze i po męsku. Jest decyzja, jest realizacja. Ja się obawiam, że to nigdy nie zniknie, ta tęsknota, pożądanie. Dlatego weszłam na to forum. Ale tu najczęściej piszą kobiety zranione przez żonatych kochanków. Albo te wierne, co one nigdy by nie mogły. Jak ktoś nie przeżył to nie wie. A jak nie wie niech nie ocenia.
    Czasem myślę, że gdyby Mąż się dowiedział, postawił pod ścianą, zażądał decyzji, ew. rozwodu, może wtedy bym się przekonała czego chcę? Rozumiesz mnie? Taka ekstremalna sytuacja, która pozwala odpowiedzieć na pytanie co jest dla mnie najważniejsze...
  • znowu.to.samo 09.06.19, 18:38
    Nolua a może napomknij coś mężowi?. Może niekoniecznie wszystko, ale zażartuj coś na kształt że "ktoś" sie tobą intetesuje. Jak myślisz, jakby zareagował?
    Ja swojemu "wspomniałam" że ktoś, sporo młodszy się mną intetesuje...fakt że mój m nie jest jakimś wielkim zazdrośnikiem, ale wyraźnie zaczął mi sie pszyglądać i od czasu do czasu dopytuje, jak mój wielbiciel. Fakt że u nas sprawy aż tak daleko nie zaszły, wtedy nie wiem czy bym się wychylała🤔


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 09.06.19, 18:47
    O dżizas, przyglądać 😂😂😂

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 09.06.19, 22:23
    @znowu.to.samo myślałam o tym wiele razy ale chyba by głupio wyszło że chodzimy na terapię a ja o adoratorach opowiadam... to musiałoby się samo zadziać
  • znowu.to.samo 09.06.19, 20:53
    Ja nie wiem że wy widzicie delikatną zranioną kobietę w tej Ani. Ja zaś widze wyrachowaną kobiete która ustawia wszystko i wszystkich pod siebie. Ale to ja, Szary ją najlepiej zna.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 09.06.19, 21:22
    Ja powiem tak ciężko czasem ocenić drugiego człowieka. Zwłaszcza przez neta i w opisie innej osoby która tez może opisać sytuacje przez pryzmat władnych uczuć.
    Moza powiedzieć ze szary ( z greyem mi się kojarzy😁) tez ustawił wszystko pod siebie. Miał cudowna kochankę i starająca się żonę.
    Ty powiedziałaś mężowi o wielbicielu tez żeby podkręcić jego zazdrość.
    Jedna zostawiłam kochanka żeby odbudować związek z mężem dla dzieci i stabilności ( bo nie podołał by wychowaniu dzieci ) , druga trzyma kochanka na smyczy aż dzieci podrosną.
    Każdy w swoim postępowaniu jest trochę egoistyczny i podstępuje tak aby jemu było najlepiej.
    Nie znamy tez motywów jej postępowania , może ona chciała jaskiniowca którzy rzuci się na rywala. Może według niej byłby to okazaniem najgłębszych prawdziwych uczuć.
    Mówi złe o nim stary piernik a ile to facetów narzeka na żony ( ?)
    Myślisz ze kochance tez jest łatwo gdy facet wraca do żony? Która czeka na rozwód.

    Myśle tez ze wiele osoba ma problemy z odpuszczeniem sobie kontaktu z osoba bliską. Stad tyle historii na tym forum.

    Ja jej nie wybielam ale szary miał okazje wytłumaczyć swoje uczucia zachwianie ona nie ma tej możliwości ani tu ani w realu nie wiemy co nią kieruje ,co czuje. Skąd takie a nie inne reakcje.
    Czasem człowiek rani tylko ze strachu przed byciem zranionym. Może to taka poza ze ona może mieć każdego. Dla pozorów. Nie wiemy na te pytania musiałby odpowiedzieć ona sama choć nie wiadomo czy ona zdaje sobie sprawy do końca co czyje.
    Nalua tez przed romansem nie umiała określić czego potrzebuje czego jej brak. 😕


    Dlatego uważam ze akurat tu dobrze by było gdyby szczerze porozmawiali. Bo narazie się miotają. To jak otwarcie rany i wyczyszczenie jej z ropy dopiero wtedy może wie zacząć proces leczenia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 09.06.19, 16:25
    nalua napisała:

    > co chcesz osiągnąć? chcesz ją zrozumieć, czy żeby ona zrozumiała Ciebie?

    Są osoby które nie umieją zamknąć „tematu” dopóki sprawa nie jest wyjaśniona ,przegadana. Zwłaszcza ze on nie chciał jej skrzywdzić szedł za głosem serca, ale dostrzegł coś co w ich rekacji nie było właściwe.
    On uważa ze postąpił słusznie ,ona ze ja skrzywdził zawiódł tyle ze ona nie rozumie jego strony i postępowania. Uważam ze ona powinna usłyszeć tez jakie były powody wycofanie się.
    Ja też bym dążyła do ostatecznego spotkania i wyjaśnienia czemu ostatecznie nie doszło do rozwodu.

    Dopiero po takiej rozmowie następuje okres „leczenia” wyjścia na prosta. Dopóki sytuacja jest nie wyjaśniła to uwiera coś jak kolec w palcu dopóki nie wyciągniesz nie zacznie się goić.

    > ja wczoraj spotkałam Waldemara. Środek miasta, tłum ludzi a wiem że on widzi ty
    > lko mnie i ja też mam problem, by nie patrzeć w jego stronę. I cały wieczór już
    > myśli zajęte. Ah te serca niepokoje... Kto zna sposób na odkochanie?? 😥

    Niestety tak będzie się dziać. Myśle ze ci ciężko, bo zakończyłaś związek z nim w nieodpowiednim monecie.
    Statystyczne romans trwa 2.5 roku, z biegiem czasu euforia się wypala, dociera ze taki związek nie ma sensu ze do niczego nie prowadzi bilans zysków i strat przechyla się na negatywna stronę i powoli wtedy byłoby łatwiej wyjść na prosta. No chyba ze są inne ustalenia i darzy się do wzajemnej przyszłości powili związek przechodzi w coś stałego i w nowe życie. Jeśli na być tylko romansem to tak w końcu następuje wypalenie.przychodzi Zmęczenie ukrywaniem, znajdowaniem czasu. Taka zabawa chowanego w końcu zaczyna bardziej męczyć niż sprawiać przyjemność.
    Gorzej jak się zakończy w tym rakiem najbardziej ażurowym monecie wtedy ciężko wyjść.
    Żałoba żałoba po związku cię czeka.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 09.06.19, 16:34
    namawiasz mnie na kontynuację?? wink
  • 3-mamuska 09.06.19, 20:43
    nalua napisała:

    > namawiasz mnie na kontynuację?? wink



    Hihihi tego to ja już nie wiem 🤪
    Kochana po prostu tak o nim piszesz ze wiem ze wiem ci trudno. Jakoś chciałam ci doradzić sama musisz z ta wiedza zrobić co uważasz za stosowne.
    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 09.06.19, 21:44
    3-mamuska ja Tobie przede wszystkim DZIĘKUJĘ że nie oceniasz! Jako jedyna z uczestników dyskusji nie masz takich doświadczeń za sobą, mogłabyś gromami rzucać, a jesteś bezstronnym głosem rozsądku.
  • znowu.to.samo 09.06.19, 22:41
    Chwileczkę, ja też co prawda nie przeżyłam romansu, ale też nikogo z was nie oceniam. 🤔

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 09.06.19, 22:44
    Tobie bliżej do mnie i Szarego, masz nieczyste myśli Grzesznico 😂
  • znowu.to.samo 09.06.19, 22:59
    Na razie tylko myśli, póki co ..wprowadziłoby się w czyn to i owo hehe😂 ale kurcze więzy małżeńskie blokują 🤣

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 10.06.19, 19:23
    Wiesz ja staram się zrozumieć.
    Rozumiem ze jeśli w grę wchodzą emocje to czasem jest to sytuacja nie do przeskoczenia.
    Szary ujął mnie właśnie tym ze u niego uczucia odgrywały duża role. Nie było to zabawa nie było to zimne i wyrachowanie.

    Czasem mogę gardzić osobami takimi jak obrotowy (choć dla mnie to emocjonalny kaleka) którzy uważają ze idealnie jest się bawić żoną i kochaną z obu robić idiotki w imię tylko seksu ,bez emocji na zimno. Ryzykować życie całej rodziny w imię oddania spermy żeby nie napisać wulgarnie.
    Jak i mężczyznami/kobietami które wiedząc ze dana osoba ma partnera na siłę drżą, szuka i za wszelka cenę chcą dostać to co do tej pory było nie zdobyte czy należało do współmałżonka. Osoby takie robią to dla zabawy z wyrachowania.

    Emocje no cóż czasem przychodzą nieproszone.

    Staram się zrozumieć natomiast osoby które w małżeńskim kryzysie rzucają się w ramiona kochanka ,bo właśnie czegoś zaczyna brakować ,partner/partnerka przestaje „widzieć”
    A rozmowy prośby nic nie dają.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 10.06.19, 20:04
    Bo gdy napotykamy na swojej drodze osobę która jest nami zainteresowana, i z wzajemnością bardzo nam się podoba, wtedy rusza cała hormonalna chemia, która zalewa mózg i ciało. Człowiek traci zdolność realnej oceny sytuacji a fascynacja nową osobą zaczyna przesłaniać wszystko. Mało to mężczyzn którzy dla nowej kobiety całkowicie zrywają kontakty nie tylko z żoną, ale i z dziećmi?? Stąd też powiedzenia "stracić dla kogoś głowę" czy "miłość jest ślepa"

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 10.06.19, 20:10
    Kurcze ale ja mądra jestem. A w głowie cały czas mam tylko jego. Fascynacja drugą osobą to jest wielka siła, której ogromnie trudno się oprzeć...ja dotąd uważałam sie za człowieka odpornego na takie coś.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 10.06.19, 20:10
    Kurcze ale ja mądra jestem. A w głowie cały czas mam tylko jego. Fascynacja drugą osobą to jest wielka siła, której ogromnie trudno się oprzeć...₩ja dotąd uważałam sie za człowieka odpornego na takie coś.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 11.06.19, 21:24
    Niestety , bywa ze chemia odbiera nam ludziom zdolność myślenia.
    kiedyś pewna dziewczyna z dumą mi się pochwaliła ze miała kochanka 3 lata , on szukał bo żona w końcówce ciąży ,potem wiadomo noworodek itp. I tak się między nimi zaczęło.
    I ona była z nim. Tak go nakręciła ze facet wysłał żonę i dziecko do pl. Truła mu ciagle ze nie ma czasu ,bo żona i dziecko i co by razem nie robili gdyby nie oni.
    Nawet żona była u niej prosić, żeby dała spokój ze dziecko straci ojca, ze ona nie ma do czego wracać do pl ta była nie ugięta.
    3 miesiące po wyjedzie jego rodziny ,rzuciłaś go.
    W tej chwili ma faceta swojego własnego, ale jak na nią patrzę to bierze mnie obrzydzenie.
    Nie dlatego ze była młoda poszła z żonatym, ale ze doprowadziła do tego ze on po prostu niemal ich wyrzucił ,zmusił do wyjazdu. Żona nie chciała wyjeżdżać.
    Chwaląc się tym na prawo i lewo a potem go zostawiła dla nowego wolnego faceta.
    I tak naprawdę bez żadnej refleksji rozwaliła komuś życie. Straszne to.
    I ona raczej zafascynowała nie była. Chciała tylko chyba sobie coś udowodnić ze go zdobędzie za wszelka cenę po trupach do celu.
    To on stracił dla niej głowę ale minio to dziecko jego geny powinny być ważne i powinien odczuwać potrzebę chronienia dziecka a nie pozbycia się go.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • szary_facet 09.06.19, 19:44
    Wiecie co kobitki? Jesteście wszystkie kochane smile
    Tak jak napisała 3-mamuska, też widzę szansę na zakończenie tego wyniszczającego napięcia myśli w szczerej rozmowie. U mnie raczej do niej nie dojdzie, bo ona pewnie już nie chce, a i ja mam stracha, o czym pisałem wyżej.
    Niestety zaliczylem dziś ok.16-stej mega zjazd w dół sad Podjechałem do najbliższego Orlenu po zakupy na grilla i wchodząc zobaczyłem Ją razem z Nim. Stała ode mnie jakieś 2-3 metry i mimowolnie słyszalem pojedyńcze zdania. Byli razem na rowerach i najwyraźniej jechali na piknik (ona duży plaskikowy, żółty kosz z tyłu). Nie zauważyła mnie, byla odwrócona, ale ją bezbłędnie poznałem. Mega gówniane uczucie.. Chciałlem się odezwać, pozdrowić, ale się ugryzlem w język. Nie mam prawa ingerować w jej życie. I teraz myślę, że sobie coś wkręcilem, że może wysłala smsa bez innej intencji, niż ten nr, o który prosila i tyle. Nie wyglądała na nieszczęśliwią, jechali sobie gdzieś tam razem. Powinienem odpuścić i dać jej na zawsze odejść. Strasznie tudne. Myślę, że jedymym wyjściem jest czas i odcięcię się od niej w każdej postaci. To u mnie będzie cholernie trudne, bo takie sytuacje będą się powtarzać. Za blisko, żeby chociaz inna dzielnica. Kurwa! Czemu tak to boli? sad
    Niech mottem będzie pierwsze zdanie z mojej historii..




  • 3-mamuska 09.06.19, 21:00
    Strasznie ciężkie doświadczenie i widać ze mocno przezywasz.
    I powiem ci ze taki romans jak twój jeszcze można jakoś zrozumieć. Taki romans z uczuć pragnień tęsknoty. Najgorsze są w wyrachowania i bezuczuć.

    Myśle ze w tym wszystkim nie ma twojej winy ona po prostu jest kobieta małpką która musi mieć faceta jeśli nie tego którego pragnie ma tego który akurat się nawinie. Myśle też ze w każdym związku jest strona , która daje więcej, a druga daje i angażuje się mniej.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 09.06.19, 21:25
    Szary, wiesz ile razy zaczynałam z Waldemarem rozmowę która miała coś zmienić, pomóc rozładować złość/niepewność/napięcie?? Duuużo! I uwierz mi, że nic nie dały. Bo tam gdzie są silne emocje, kończy się rozmowa na argumenty. To co my tutaj, osoby postronne, rozumiemy, nie jest zrozumiałe dla Ani. Bo przez nią przemawiają zawiedzione nadzieje. Do tego jest osobą niedojrzałą, co sprawia, że ona widzi Waszą relację z własnej wyłącznie perspektywy.

    Wiem, że boli. Ale dla mnie ten Janusz to zapchaj dziura po Tobie. Ja chyba wolałabym żeby Waldemar kogoś miał...
  • 3-mamuska 09.06.19, 22:01
    nalua napisała:

    > Szary, wiesz ile razy zaczynałam z Waldemarem rozmowę która miała coś zmienić,
    > pomóc rozładować złość/niepewność/napięcie?? Duuużo! I uwierz mi, że nic nie da
    > ły. Bo tam gdzie są silne emocje, kończy się rozmowa na argumenty. To co my tut
    > aj, osoby postronne, rozumiemy, nie jest zrozumiałe dla Ani. Bo przez nią przem
    > awiają zawiedzione nadzieje. Do tego jest osobą niedojrzałą, co sprawia, że ona
    > widzi Waszą relację z własnej wyłącznie perspektywy.

    Wiesz masz racje ale tylko częściowo.
    Ta rozmowa nie ma mieć leczniczej mocy.
    Ona ma dać możliwość wypowiedzenia czegoś co nie zostało powiedziane. Czasem można się dogadać czasem nie. Ale ta rozmowa ma i dałaby szaremu możliwość powiedzenia tego co myśli wypowiedzenia tego na głos. W jakiś sposób obrony przed jej niesłusznymi oskarżeniami. Ze ja oszukał może by do niej nie dotarło . Ale myśle ze pomógłby jemu. Bo on czuje się trochę niesłusznie oskarżony o wyrachowanie i złe się z tym czuje.

    W twoim romansie jest inaczej bo nie miał nastąpić rozwód z mężem nic nie obiecałaś. Zakończyłaś związek bo tak uznałaś ze to jest najlepsze dla dzieci.
    I tylko to mogłabyś powiedzieć swojemu W na koniec wybrałam szczęście dzieci.

    Wielkiego romansu nie da się zakończyć wiadomością.
    Czasem dopiero po jakimś czasie przychodzą nam do głowy argumenty pytania. Niewypowiedziane myśli krążą w głowie zabierają energię, obierają chęci do życia.

    Ja miała podobna sytuacje z kolega z pracy.
    W wyniku intrygi i dorysowania dołożenia sporo dodatkowych nieprawdziwych słów przez osoby 3, kolega się na mnie obraził. Facet którego lubiłam miło na się gadało. (Pracujemy we 3 z moim mężem)
    Nie chciał rozmawiać ani wyjaśnić, a wiem ze doniosły mu to 2 osoby które mnie nie lubiły chciały wykopać pode mną przysłowiowy dołek . Wiec wiem ze ich relacja z tego co powiedziałam była jednostronna i chciano mi jak najbardziej dokopać. Próbowały zreszta skłócić mnie z całym pracującym zespołem, nie udało się.
    One odeszły z pracy a kolega już 4 lata ze mną nie rozmawia, jest nieprzejednany.
    No trudno aż tak bardzo go nie lubiłam żebym jakoś rozpaczać. Jednak najbardzej i najdłużej dokuczało mi uczucie ze nie miałam możliwości wyjaśnienia. Co faktycznie padło z moich ust a co nie (a ja tylko przekazałam reakcje co się wydarzyło , nie koloryzowała nie wyzywałem ani nikogo nie ubliżyłam) krótko opisałam co się stało dnia poprzedniego w pracy. One same o to spytały.

    I to z braku właśnie możliwości rozmowy było mi najbardziej przykro ,długo mnie to gryzło ,bolało ze nie mogła się obronić nie dlatego ze mi na koledze zależało ale czułam się mega niesłusznie osadzona.
    Dalej gdzieś głęboko mam trochę żal ze on nie podszedł i nie spytał czy po prostu nie dążył do konfrontacji.
    Odciął się bez żadnej możliwości rozmowy.



    > Wiem, że boli. Ale dla mnie ten Janusz to zapchaj dziura po Tobie. Ja chyba wol
    > ałabym żeby Waldemar kogoś miał...

    Ja tez myśle ze Janusz to klin, próba zapomnienia bądź wzburzenia zazdrości.
    Oj nie wiem czy byś chciała. Mógłby to być ciężkie przeżycie.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 09.06.19, 22:18
    na pewno by było, ale on przekierowałby uwagę na kogo innego a ja nie zastanawiałabym się czy dobrze postąpiłam.
    A potem zrobiłabym jej laleczkę voodoo i wbijała szpilki w odpowiednie miejsca, ale poza tym na pewno pogodziłabym się z sytuacją momentalnie wink
  • szary_facet 09.06.19, 22:45
    @nalua - jeśli naprawdę chcesz to zakończyć ( no właśnie, chcesz???) musisz odciąć gościa od siebie.
    Koniec sms-ów, spotkań na kawie, pozdrowień, "przypadkowych widzeń". Będzie cholernie ciężko (mi to mów!), wyrzuć wspomnienia w każdej postaci (zdjęcia itp..wiesz o co biega). Musisz dokonać pewnego bilansu i jasno określić na czym Ci najbardziej zależy - na rodzinie i mężu, czy na Nim. Potem twarda decyzja i tylko jeden kierunek. Niby wszysto to banał, ale to podstawa aby iść dalej. Inaczej będziesz się dalej miotała i Twoim cierpieniom nie będzie końca. Szkoda Cię.. Szkoda życia.
  • nalua 09.06.19, 22:52
    nie to miałeś napisać... wink
  • szary_facet 09.06.19, 22:58
    Dobra, podaj mi nr do męża , szybko się dowiesz co dla Ciebie ważne tongue_out
  • nalua 09.06.19, 23:05
    podam, a możesz Mu przy okazji napomknąć że świetna dupa ze mnie? Bo chyba już zapomniał... wink
  • szary_facet 09.06.19, 23:07
    Jasne, powiem, żeby się też podzielił trochę tym pysznym tortem, bo tylko się wszyscy oblizują. Zadziała?
  • nalua 09.06.19, 23:12
    się zobaczy 😂😂😂
  • znowu.to.samo 09.06.19, 23:14
    Mnie co i rusz przychodzi na myśl " może choć mały niewinny smsik" ale póki co jakoś przywołuje sie do porządku, że to bez sensu.
    Z czasem chęć słabnie..
    .czas czas on jest najlepszym lekarstwem
    Czemu po tylu pięknych słowach z jego strony jest cisza...po tak wielu
    1. Próbuje o mnie zapomnieć
    2 To wszystko to była gra aby zaciągnąć mnie do łóżka (najbardziej prawdopodobne)
    3 poznał już kogoś nowego i z nią ucina sobie pogawędki...

    No i lepiej niech tak zostanie
    ....


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 09.06.19, 23:17
    Obstawiam 2.
  • nalua 09.06.19, 23:17
    poczytaj nasze historie i zobacz jak to się kończy. Żal dupę ściska i jeszcze długo nie puści. Chociaż ja nie żałuję, Szary a Ty?
  • szary_facet 09.06.19, 23:35
    Myślę, że odpowiedź nadejdzie po latach. Na dziś nie wlazłbym w to g.., wiedząc jak się to skończy, mimo fajnych chwil, uniesień, wiecie same.. ech ( początek jest zawsze wspaniały i uskrzydla) nie mam do tego charakteru ( masz miękkie serce, musisz mieć twardą d..) za uczuciowy typ dla mnie. Tu sprawdzą się cyniczni lovelasi.. Bilans na dziś wyłącznie ujemny - depresja, tęsknota i cierpienie.. Never again..
  • szary_facet 09.06.19, 23:42
    miało być - za uczuciowy typ ze mnie smile
    Ej, czy mogę poprosić o możliwość edycji postów? Ej, jest tu jakiś admin?
  • znowu.to.samo 09.06.19, 23:51
    Nie przejmuj sie szary, wszyscy wiemy o co chodzi
    Ja od teraz będe unikać flirtów jak ognia...
    Wcześniej w innych pracach czasem były niewinne flirciki, czasem jakiś kolega zaczepiał, na kawe zapraszał, inny zagadał...ale wogóle nie brałam pod uwage żadnego dalszego ciągu. Tym razem chemia była potężna, gdy pracowaliśmy razem powietrze można było nożem kroić.😂 Albo może na starość mi sie pozmieniało 😁

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 09.06.19, 09:55
    Nikt nie twierdzi, że jest byle kim. Ale jej zachowanie - kontakty z kochankami, opowiadanie o tym, nazywanie Janusza starym prykiem - raczej dojrzałości nie dowodzi. Ona jakby się stałe asekurowała i chciała by Szary wiedział, że nie jest jej jedyną opcją. Na tym przykładzie widać, to, o czym wcześniej pisałam, że związek dorosłych ludzi jest trudny. Ciężko odłożyć na bok bagaż swoich doświadczeń i historie słyszane od innych. Naiwna miłość jest możliwa jak się ma 20 lat
  • nalua 10.06.19, 21:15
    dobra, zrobiłam to!!! Kazałam Waldemarowi przestać się kontaktować. Wiem, że to decyzja jedyna słuszna, nie bardzo wierzę, że on wytrwa więc muszę być podwójnie silna. Trzymajcie kciuki i bądźcie ze mną 🙏😭
  • znowu.to.samo 10.06.19, 22:25
    Dobrze zrobiłaś. Początkowo będzie bolało, ale nie ma innej rady. Warto zacisnąć zęby.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 10.06.19, 23:28
    chodzi po głowie myśl... a jeśli to miłość mojego życia???
  • znowu.to.samo 11.06.19, 00:02
    Chyba sama już najlepiej wiesz, że nie 😐.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 10.06.19, 23:29
    Świetnie! Życzę wytrwałości i silnej woli. Będą potrzebne.
    Kobitki - tak się zastanawiam - czy naprawdę szczerze kochająca kobieta jest w stanie po odejściu ukochanego, rzucicić się w objęcia pocieszyciela? Też tak macie? Nie jest tak, że po stracie trzeba "odchorować" stratę, żeby móc przyjąć nastepnego? hm?
  • nalua 11.06.19, 06:57
    to chyba nie ma nic do rzeczy. Niektórzy potrafią być sami i wchodzą tylko w poważne związki a inni bez przerwy randkują. Kwestia dojrzałości emocjonalnej, tu jej zabrakło. Ale jeśli chcesz wiedzieć czy Ona Cię kochała to ja jestem prawie pewna że tak.
  • znowu.to.samo 11.06.19, 17:56
    Ja z czasów gdy byłam świeżo zakochana w m pamiętam że inni mężczyźni dla mnie nie istnieli.
    Tak było w sumie długi czas, bo ja jestem wierna jak pies. Teraz też jakoś dałam rade ale łatwo nie było..
    chyba pierwszy raz moja lojalność przeszła przez taką próbe...


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 11.06.19, 21:42
    szary_facet napisał:

    > Świetnie! Życzę wytrwałości i silnej woli. Będą potrzebne.
    > Kobitki - tak się zastanawiam - czy naprawdę szczerze kochająca kobieta jest w
    > stanie po odejściu ukochanego, rzucicić się w objęcia pocieszyciela? Też tak ma
    > cie? Nie jest tak, że po stracie trzeba "odchorować" stratę, żeby móc przyjąć n
    > astepnego? hm?

    Wiesz jedni cierpią w samotności maja depresje płaczą spać nie mogą. Inni tak bardzo tęsknią i potrzebują bliskości ,ze zbliżają się do kogoś z boku ,bo nie mogą sobie poradzić z tęsknota samotnością z bólem.

    Jakiś 1.5 roku temu bliska mi dziewczynka została porzucona przez faceta ,po 3 latach, dosłownie przywiózł ja do domu z torbami i zostawił na progu bez jakikolwiek uczuć, ze ona cała drogę autem przepłakała.
    I ona po chwili dosłownie rzuciłaś się w wir życia towarzyskiego imprezy wyjścia ciagle jakieś nowe zajęcie, wyjazdy wycieczki, w końcu poznała kolegę z którzy regularnie sypiała ale parą nie byli. W domu gdy była sama płakała ciagle, wiec uciekała dosłownie tak to wyglądało oby nie mieć czasu na myślenie.
    Aż uświadomiła sobie ze tak się nie da ze od bólu i rozpaczy nie ucieknie i musi dać emocja upłynąć. Ale zajęło kilka miesięcy jak nie rok za nim to sobie uświadomiła i pozwoliła sobie przejść przez etap żałoby po związku.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 11.06.19, 21:32
    Wiesz trzymam kciuki.
    Będzie ciężko. Nie na darmo „rozwód”/ rozpad związku porównuje się do żałoby po śmierci kogoś bliskiego, podobne mechanizmy działają w organizmie.
    Czasem potrafi długo boleć.

    Ale trzymam kciuki i wiesz jeśli to miłość twojego życia to prędzej czy później będziecie razem.
    Teraz masz poczucie ze powinnaś ratować rodzine i dobrze ,bo potem nie będziesz żałować i nie będziesz sobie wyrzucać ze nie zrobiłaś wszystkiego ,ze nie spróbowałaś. Ale jeśli próba ratowania się nie powiedzie to jeśli to coś prawdziwego to będziecie kiedyś razem. Teraz skup uwagę i cała energię na rodzinie.

    Czasem popłacz w poduszkę bo płacz oczyszcza dusze, tak słyszałam i powodzenia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 11.06.19, 21:54
    w tej chwili jestem trochę zła, lepiej być wkurzoną niż załamaną 😉 zobaczymy jak długo to potrwa
  • znowu.to.samo 11.06.19, 22:44
    Przepraszam że zadam troche osobiste pytanie. Nie czujesz się czasem rozczarowana Waldemarem?

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 11.06.19, 22:55
    dlaczego rozczarowana?
  • znowu.to.samo 11.06.19, 23:08
    A z czego wynika to wkurzenie? Zrywasz z Waldemarem bo wiesz, że dalsze spotykanie się z nim nie ma sensu...

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 11.06.19, 23:16
    napisałam niżej dlaczego jestem wkurzona.
    Ale nie jestem rozczarowana. Mam świadomość, ze przeżyłam z nim coś absolutnie cudownego. Niektórzy nigdy tego nie doświadczą. I tak do tego podchodzę, że to był wspaniały czas i wiele mi dał. Między innymi świadomość o co mam walczyć w małżeństwie. Gdybym zrobiła jakiś krok, rozwiodła z Mężem i wtedy Waldemar by mnie zostawił, oj... wtedy rozczarowanie byłoby ogromne. Wtedy być może podałabym z więzienia wink
  • nalua 11.06.19, 23:21
    pisałabym miało być...
  • 3-mamuska 11.06.19, 22:50
    A to są etapy i takie etapy będą wracać zmieniać się.

    A dlaczego jesteś wkurzona?

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 11.06.19, 23:12
    bo Waldemar ciągle próbuje... Niby mówi, że wie że szansa przeszła mu obok nosa ale trzy razy na godzinę wspomni jak tęskni... Do cholery! Ile mogę tego słuchać? Nienawidzę jak facet jest dupa wołowa! Podjąłeś decyzje to się trzymaj tego. Do tego przy każdym spotkaniu dotyka, patrzy przeciagle, uszczypnie niby w żartach. To zwykła manipulacja. Staram się zrozumieć, że mu ciężko, ale mi też, a przy takim rozchwianiu lżej nie będzie. Ja byłam skłonna przyjaźnić się z nim. Przez ten czas byliśmy sobie bliscy jak z nikim. Ufałam mu i czulam że on chce dla mnie dobrze. Dlatego relacja koleżeńska byłaby dla mnie ok. Ale nie mogę się zastanawiać czy on mnie za chwile nie przytuli, obejmie. Jestem wtedy cała spięta i odechciewa mi się rozmów.
  • znowu.to.samo 11.06.19, 23:21
    Wiesz co? On wyczuł w tobie podatny grunt.
    Bawi sie tobą. Takie jest moje zdanie.


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 11.06.19, 23:24
    to już się nie pobawi
  • katalonja 12.06.19, 23:04
    Nosz cholera, a mnie trapi, czy nie można być szczęśliwym po połowie w dwóch związkach jednocześnie, co w sumie tworzyć będzie jedną całość? No bo jeśli jesteś, tak jak pisałaś Nalua, przezroczysta dla męża i seks byle jaki i brak czułości i itd, itp., to dlaczego rezygnujesz z tego ogromu dóbr, ktory daje Ci i którym wypełnia Cię inny mężczyzna? Wiem, brzmi dość egoistycznie, ale widocznie tego potrzebujesz na tym etapie swojego życia. I mam wrażenie, że na siłę próbujesz wyrwać ten zdrowy ząb. Tylko po co? Może poczekaj, aż się zepsuje, wtedy sama się go pozbędziesz, bez żadnych wątpliwości. Ja wiem, że trochę kuszę, ale musisz być pewna tego, co robisz, w przeciwnym razie wyjdzie z tego beznadzieja.
  • znowu.to.samo 13.06.19, 00:48
    Sorry do czego ty ją namawiasz? Do życia w kłamstwie, krótko mówiąc.
    Czy ty chciałabyś by mąż czy ktokolwiek tak cie traktował?...


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 13.06.19, 00:59
    znowu.to.samo napisała:

    > Sorry do czego ty ją namawiasz? Do życia w kłamstwie, krótko mówiąc.
    > Czy ty chciałabyś by mąż czy ktokolwiek tak cie traktował?...
    >
    >
    Ona ja namawia ,bo sama podjęła decyzje ze za jakiś czas odejdzie od męża. Wiec jej myślenie i uczucia skierowane są poza małżeństwem nie chce walczyć o męża i ojca dzieciom.
    Stad zupełnie inny pogląd na sprawę.

    Choć jak pisałam ze statystyczne romans trwa około 2.5 roku. Potem się kończy, najczęściej z powodu braku nadziei na dalszy ciąg, zaczyna męczyć całość sytuacji burza hormonów i chemii się powoli kończy i zaczyna doskwierać ukrywanie ,brak dalszego ciągu ,a przede wszystkim szans na rozwiniecie się związku. Przestają potajemne schadzki być ekscytujące. Choć pewnie znajda się osoby którym taki układ odpowiada przez długie lata. Jednak myśle ze dla osoby emocjonalnej ,taka huśtawka na dłuższa metę jest męcząca.
    Emocje też opadają no chyba ze para postanawia być razem.
    Tak czy siak może o to jej chodziło ze przyszedł by czas ze romans by się wypalił i dużo łatwiej byłby wrócić do męża i odejść od kochanka. Bez takiego rozdarcia bólu i walki z samym sobą.
    Problem tylko czy miałby do czego wracać.




    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 13.06.19, 07:56
    No to inna sprawa, czy miałaby do czego wracać....bo bywa nieraz tak, że sprawa sie rypła i mąż odchodzi
    A mąż to też człowiek, a nie statysta w tym całym przedstawieniu,, on jest najbardziej oszukiwany w tym wszystkim

    Oszukiwać męża żeby czekać, aż romans sie wypali...czy to jest fair???no nie wiem

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 13.06.19, 00:50
    Taki plan dwóch związków to może planować osoba tylko bardzo wyrachowana bez uczuć.

    Natomiast osoba odczuwająca emocje nie potrafi.
    Szary zadał ważne pytanie czy kobieta naprawdę kochająca może rzucić się w ramiona innego?
    I tu jest dobre pytanie czy osoba deklarująca ze kocha kochanka może sypiać z mężem?
    Po co ciągnąć związek z mężem skoro tak bardzo kocha się kochanka i to on nadaje sens życiu?

    Dla mnie układ gdzie próbuje się trzymać 2 sroki za ogon nie ma szans powodzenia, .zawsze coś będzie w któraś stronę nie tak jak trzeba.
    Taki układ mógłby działać tylko w sytuacji gdzie wspólne życie z mężem jest tylko układem biznesowym wspólny dom rodzina kasa ,ale zero kontaktów i uczuć, i każdy żyje własnym życiem dla dobra interesu jakim jest „rodzina” małe dzieci czy majątek.


    Uważam ze osoba romansującą nie ma szans na stworzenie związku/układu z dwoma ludźmi.
    Po prostu energetycznie bardzo wyniszczające.
    Myśle ze bardzo męczące jest ukrywanie pilnowanie się, znajdowanie czasu na spotkania jednocześnie bardzo silnie udające przed mężem ze jest wszystko ok.
    Mój mąż bardzo łatwo odczytuje ze mnie emocje nastrój i bardzo szybko odgadł by ze coś się dzieje. I ja mam tak samo.
    I myśle ze gdyby któreś z nas zaangażowało się w jakiś sposób to druga osoba by to wyczuła.
    Może powodem udanego ukrywania jest rozpad emocjonalnej więzi między małżonkami.
    Ale tu ona chce walczyć o tą wież z mężem ,wiec musi skierować energię myśli i uczucia na męża a nie dzielić na pół, nawet z przewaga kochanka.
    Naprawianie związku z mężem nie miałby sensu cisnąć romans.
    To dwa sprzeczne „interesy”.







    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 13.06.19, 08:09
    Też uważam że do ciągnięcia takiego podwójnego układu trzeba być pozbawionym wszelkich skrupółów, a do tego mieć nerwy ze stali. Co nie zmienia faktu że spora grupa szczególnie mężczyzn ale i kobiet, tak robi.
    Ja na bank poległabym na tym polu boleśnie, bo zaraz zaangażowałabym sie w to. Dlatego nawet nie zabierałam sie za to.
    Poza tym kochanek też człowiek i może mieć wiele nieakceptowalnych wad. Ten tutaj miał ich na tyle że autorka uznała że jednak korzystniej będzie zostać z mężem.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • nalua 13.06.19, 08:46
    tu niestety nie masz racji, skubaniec charakterologicznie pasował mi baaardzo, ale wiadomo, że nie znam go tak długo i dobrze jak Męża. Kto wie jakie kwiatki by później wyszły? Wciąż jednak mam Waldemara w sercu (można jak widać kochać dwie osoby, choć nie tak samo) i życzę mu dobrze.

    Wybrałam tak, bo rodzina to rodzina a to co się zadziało to kryzys a kryzysy się pokonuje. Tym bardziej że już mam partnera do rozmowy big_grin. Jeśli się nie uda, pomyśle o rozwodzie, ale na razie odkrywamy się z Mężem na nowo.
  • katalonja 13.06.19, 13:33
    Każdy z nas dokonuje jakiegoś wyboru. Jeśli jesteś pewna swojego, to trwaj w tym, życzę Ci tego. Mam nadzieję, że uda Ci się 😊. Waldemarowi należą się jednak słowa uznania za to, że nie chciał odciągnąć Cię na stałe od rodziny, że pewnie rozumiał, ile znaczą dla Ciebie dzieci i dom. W tej chwili ma niewątpliwie zranione uczucia, bo jest człowiekiem, w dodatku z jakąś tam wrażliwością, która przecież odpowiadała Ci tak bardzo. Wydaje mi się, że jeśli zostawisz już ten temat i pożegnasz się z Nim, to zrób to na zawsze, żeby chłopak zniósł psychicznie cały ciężar rozstania i żeby nie targać jego uczuciami na różne strony.
    Życzę Ci wytrzymałości, a przede wszystkim dbającego Męża, który albo będzie wzmacniał Cię w postanowieniu poprzez swoje postępowanie, albo je osłabiał. Chociaż jakbym miała wyrazić swoje zdanie, to powiem tylko tyle, że prawdziwą siłę lepiej znaleźć w samej sobie i nie uzależniać jej mocy od postępowania innych osób.
    Wszystkiego dobrego Nalua😊
  • nalua 13.06.19, 14:22
    Bardzo Ci Katalonia dziękuję 😊
    Waldemar jest cudownym człowiekiem i zawsze będę się cieszyć, ze go poznałam. Nie dopisywalabym mu jednak zasług, ze mnie od rodziny nie odciągnął.
    Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się Twoje losy rodzinne i te poza domem. Obyś była szczęśliwa!
  • katalonja 13.06.19, 18:05
    Nie jestem pozbawiona skrupułów, być może mam ich nawet więcej niż przeciętnie inni ludzie, bo należę do wrażliwców i empatów. Nie da się myśleć tylko kategoriami, że życie jest białe lub czarne. Najwyraźniej można kochać dwóch mężczyzn jednocześnie, przy czym każdego inaczej i tak właśnie jest w moim przypadku. Bo każdy z nich daje mi tyle, że w sumie tworzy to jedną całość i daje mi poczucie pełni szczęścia. Może takim dziwnym jestem przypadkiem, który potrzebuje więcej, niż przeciętnie jeden mężczyzna potrafi kobiecie zaoferować. Sama też daję z siebie dużo (takie mam przekonanie) i może dlatego dużo wymagam. Wprawdzie piszę o tym, że w przyszłości chcę być z Kochankiem, jednak wiem, że życie może wiele pokazać. Być może zabrakłoby mi wtedy tych cech męża, które bardzo cenię i które mimo wszystko są dla mnie istotne. Ci dwaj mężczyźni są bardzo różni od siebie. Jeden jest do bólu pragmatyczny, obowiązkowy, pracowity, zaradny (to mój mąż), a drugi ma niezwykłą duszę artysty, bardzo dojrzałą, głęboką, a seks z nim jest tak zmysłowy, że trudno to z czymkolwiek porównać, chyba jedynie ze scenami filmowymi. Taki szatański plan losu, który ewidentnie zakupił ze mnie, bo postawił mi na drodze właśnie kogoś drugiego, kogo zawsze brakowało mi w osobie mojego męża. Żyję z tym wszystkim w taki dziwny sposób, bo inaczej w tej chwili nie umiem. Wybaczam sobie jednocześnie to, co robię. Niektórzy mówią, że nie można mieć wszystkiego, a ja myślę, że można,..... chociaż przez chwilę 😊.
  • znowu.to.samo 13.06.19, 20:54
    Katalonja śmiać mi się chce, jak.idealizujesz Waldka
    Romantyczny bidulek. A mnie intuicja podpowiada że to cwaniak, który zrobił owinął ją sobie wokół palca 😐
    Wiesz co ja jestem.pewna że gdyby był tak cudowny, to nolua nie zastanawiałaby się pięciu minut

    A poza tym:
    To co piszesz to jest czysty egoizm
    Tylko JA i JA
    a co na to wszystko mąż?
    Wie że (mówiąc kolokwialnie) rozkładasz nogi przed innym?? Tylko dlatego źe ma coś czego nie ma mąż?
    A może znaleźć jeszcze trzeciego, który może dać ci coś czego nie mają tamci?
    Bo prawda jest taka że każdy jest inny, i inni mężczyźni mogą dostarczyć ci jeszcze innych wrażeń🙄
    A jak ty byś sie czuła w "jego butach"???


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • katalonja 13.06.19, 23:12
    znowu.to.samo napisała:

    > Katalonja śmiać mi się chce, jak.idealizujesz Waldka
    > Romantyczny bidulek. A mnie intuicja podpowiada że to cwaniak, który zrobił owi
    > nął ją sobie wokół palca 😐
    > Wiesz co ja jestem.pewna że gdyby był tak cudowny, to nolua nie zastanawiałaby
    > się pięciu minut

    Nie oceniajmy źle "Waldka", bo go nie znamy. Zakładam, że człowiek nie miał złych intencji. Poza tym, to on w konsekwencji wylądował z ręką w nocniku i mógłby pomyśleć o Nalui, że jest cwana, bo wykorzystała go, póki był wygodny, a potem kazała iść do diabła. My rozumiemy jej intencje, ale czy Waldek rozumie? Złe zamiary można przypisać każdemu, a moim zdaniem w takich układach ludzie mają po prostu uczucia. Nie zawsze twardy tyłek i jaja, ale uczucia na pewno.

    Co do mnie, masz rację, to jakaś forma egoizmu. Choć, moim zdaniem, zdrowego. Przynajmniej tak to czuję na tym etapie. A czy Ty nie jesteś egoistką? W dodatku kalkulującą? Bo wybierasz bezpieczną dla siebie drogę, żeby, nie daj Boże, nie zostać na lodzie, gdyby wyszło na jaw. Masz przecież wielką ochotę na to coś,sama o tym piszesz. Gdyby tylko ten mężczyzna, który znalazł się obok Ciebie, był bardziej dojrzały, przekonywujący i pokazał Ci, jak bardzo mu na Tobie zależy, to mogłoby się okazać, że weszłabyś w to bez mrugnięcia okiem. Każdy na swój sposób jest egoistą, tylko jedni postępują asekurancko, a inni zbytnio nie baczą na konsekwencje swoich poczynań.
    Moja sytuacja jest odrębna, tak jak Twoja czy każda kolejna. Pewnie, że wolałabym mieć całą paletę pięknych barw męskiego świata li i wyłącznie w jednym mężczyźnie, a nie w dwóch, trzech, pięciu. Widać nie znalazłam takiego, który łączyłby w sobie cechy pragmatyka i artysty, choć nie wątpię, że taki gdzieś istnieje😊.
  • 3-mamuska 14.06.19, 00:04
    Ja myśle podobnie ze gdyby Władek był tym jedynym to już by była sprawa rozwodowa.
    Dla dobra dzieci to można zostać z mężem gdy maja 1-8-9 lat. Przy nastolatkach już nie ma mowy o dobru dzieciach i zostaniu w związku dla nich.
    Jednak rozumiem chęć bycia i spróbowania dla czystego sumienia gdy nie wyjdzie to zrobiłam wszystko widocznie tak miało być. I to cenie i szanuje.
    Zreszta ona sama stwierdziła ze on wychowania dzieci by nie dźwignął, wiec jest dobry na chwile.
    Tez myśle ze cwaniaczek ma kobietę do seksu rozmów ,ale nie bierze za nią odpowiedzialności. Nawet mężatka lepsza bo ma ograniczony czas i dupy nie zawraca za bardzo.
    Nie bierze odpowiedzialności za jej potomstwo jej problemy ,choroby. Myśle ze gdyby się wydało szybko zwinął by żagle ,to raczej egoiści.

    Ja kiedyś usłyszałam pewna rzecz od właśnie faceta ze nieszczęśliwe mężatki są najlepsza opcja do romansu.
    Nie odeszły od męża ,wiec raczej nie odejdą.
    Są nieszczęśliwe wiec łatwa zdobycz, nie trzeba jej dużo bo szybko się łapie na haczyk. A ze ma rodzine to nie trzeba z nią siedząc każdej wolej chwili , można robić co się chce. Problemów nie narobi bo raczej sama musi dać dyskretna nie na mowy o jakiś planach na dziecko. Itp. Tylko właśnie takie nieszczęśliwe mężatki tego nie widza ze po prostu są łatwymi zdobyczami.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 13.06.19, 23:46
    Powiem tak nie chce być nie miła, ale wymieniająca cechy męża wymieniłaś tylko materialne czyli jak „rasowa”samica chcesz zapewnić byt dzieciom.

    Myśle ze zadziałała nuda w związku ,poza tym wybieramy raczej partnera właśnie do założenia rodziny ,wiec szalony namiętny z dusza artysty jest raczej mało stabilny do założenia gniazda.
    Dusza artysty jak Ania i prawdziwego związku z tego nie będzie.
    Mysle ze idealizujesz kochanka ,bo z nim nie na rozmów o rachunkach dzieciach i zakupach brudnych skarpetach.
    Nie wiesz jakby wam się żyło razem z problemami życiem codziennym. I nie da się tego sprawdzić w tak okrojonej rekacji. Nie wiem nawet czy twój kochanek jest gotowy wziąć odpowiedzialność za nie swoje dzieci. Rozwódkę z byłym mężem i ojcem dla dzieci który będzie obecny w waszym życiu. Takie relacje nigdy nie są łatwe.
    Żal tylko męża i każdej osoby zdradzanej do są na przegranej pozycji. Nie mogą się bronić nie mogą zapobiec i jeszcze nie wiedzą ze już są tylko bo musza być.
    Myśle ze jak wiele twego typu historii raczej nie skończy się rozwodem ,a tobie już zawsze będzie czegoś brakować.

    No cóż życie bywa przewrotne zaskakujące i pisze różne scenariusze. Wiec życzę szczęścia i powodzenia.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • katalonja 14.06.19, 00:46
    Wymieniłam te konkretne cechy Męża tylko po to, aby podkreślić najistotniejsze różnice między Nim a Kochankiem. Być może zabrzmiało materialistycznie, w rzeczywistości obraz jest dużo szerszy. Sytuacji i różnych rodzajów doświadczeń z innymi ludźmi jest tak wiele, że trudno zamykać się w tym, co piszesz Mamuśka. Gdyby tak wyglądały sprawy, jak piszesz, wówczas faktycznie byłoby to trudne do zaakceptowania. Ale sytuacja jest zgoła inna. Ty piszesz dość stereotypowo, a w moim przypadku te stereotypy nie występują. Trudno powiedzieć, jaki to wszystko ma wymiar. Na pewno też nie jestem już na emocjonalnym haju😊, chociaż, przyznaję się bez bicia, naprawdę kocham obu mężczyzn.
  • 3-mamuska 14.06.19, 15:36
    Wiesz ja pisze dość stereotypowo bo taki obraz wyłania się z wielu romansów.
    Wiadomo ze ile ludzi tyle uczuć i tyle historii nie można wszystkiego brać dosłownie ,bo język pisany czasem nie oddaje do końca tego co chcemy przekazać.

    I możliwe ze odczucia moje są takie bo stereotypowo dużo zdradzających tak ma ,kocha żonę/męża ale musi/chce mieć kochanka bo dopiero te dwie osoby dają pełni szczęścia i to po to ludzie to robią po to zdradzają. W normalnym związku czegoś im brak.
    Wiec stereotyp wychodzi z romansów.

    Wiesz ja pracuje w dość specyficznym środowisku i ile się romansów naoglądałam ,ile razy sama byłam pytana o możliwość romansu ,nie zliczę.
    I niemal każdy działa tak samo tak samo się kończy. Nielicznie powodują rozpady stałych związków ,a jeszcze mniej ludzi decyduje się na stały związek z kochankiem.
    Nie wiem z czego to wynika czy to nie problem dużego miasta, żon w pl i odległości czy z wyrwania się z ram społecznych.

    Jednak ja tak mam ze nie potrafię i gdzieś to czuje wewnętrznie ,żeby kochać dwie osoby, można z kimś być bo coś nas łączy czy być bo nas podnieca fascynuje ale jednak napewno nie jest to prawdziwa miłość.

    Po prostu wież z mężem mam tak silna i umysłowa i fizyczna ze nie potrafię wpuścić kogoś do tej relacji. Dlatego uważam ze ok ,zdarzają się romanse z zaniedbań emocjonalnych. Ale jak się kocha jedna osobę nie można kochać drogiej. Można się można się zakochać, ale to raczej chemia niż prawdziwie uczucie.

    Jako to jest ten cytat (?) „jeśli kochasz dwie osoby i nie wiesz która wybrać, wybierz druga, bo gdybyś kochał tą pierwszą nie byłoby tej drugiej.
    Czy jakoś tak to szło.
    I akurat podzielam to zdanie.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • katalonja 14.06.19, 20:06
    Wiesz, muszę Ci powiedzieć, że piszesz ciekawie, bardzo prawdziwie, od serca. Może czasem jednostronnie, ale masz prawo. Podzielam wiele Twoich poglądów i ciekawych spostrzeżeń. Mnie też one z pewnością w jakimś sensie dotyczą. Nie mam monopolu na wiedzę. Wiem, co czuję i jak z tym funkcjonować. Może kiedyś poproszę, żebyś mnie trochę przerobiła, abym podjęła jakąś decyzję. W tym momencie jeszcze nie potrafię. Za wcześnie. Ale przyjdzie taki moment, czuję to. Dojrzewam w sobie. Pozdrawiam Cię serdecznie
  • 3-mamuska 16.06.19, 16:14
    Dzięki wiesz ja bardzo lubię wymienić się poglądami z ludźmi, lubię czytać, słuchać o ludzkich historiach. W końcu to forum dyskusyjne wiec możemy podyskutować.

    Czemu pisze jednostronni hm bo jestem kobieta.
    I do tego naoglądałam się na kobiece łzy z powodu facetów.
    Zdrada jakby ja nie tłumaczyć, jakby nie usprawiedliwić, to zawsze ból i łzy. Czasem wystarczy wgłębić się w forum.
    Czasem dla jeden czasem dla wielu osób rodziny żony męża dzieci kochanka. To pewnie fajna zabawa nakręcanie karmienie własnego ego uczucia ,ale i ogromne problemy łzy cierpienie.

    Ja nie mam zamiaru cię przerabiać sama musisz przeżyć swoją historie po swojemu.
    Również pozdrawiać.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • ta_niepoprawna 15.07.19, 15:35
    katalonja napisała:

    > Wiem, co czuję i jak z tym funkcjonować. Może kiedyś poproszę, żebyś mnie trochę przerobiła, abym podjęła jakąś decyzję. W tym momencie jeszcze nie potrafię. Za wcześnie. Ale przyjdzie taki moment, czuję to. Dojrzewam
    w sobie.

    Katalonja, mamy identyczną sytuację, podejście i chyba wszystko.. U mnie chwilowy kryzys po tej drugiej stronie (ja-kochanek), namieszałam i teraz czekam na odzew z wiarą w to, że on mnie nie skreślił..
    Zaglądasz tu jeszcze?
  • katalonja 19.07.19, 18:19
    Zaglądam, zaglądam. U mnie pojawiły się małe perturbacje, więc trzeba było trochę przetasować karty i włączyć pewne opcje.
  • znowu.to.samo 16.06.19, 17:13
    Są też takie przypadki jak ostatnio w moim otoczeniu: mąż zostawia żonę dla kochanki, i ten nowy związek nie wypala...pan zostaje z niczym bo żona jest na tyle mądra a że nie przyjęła pana z powrotem...
    Powiem wam że te emocje są ogromnie uzależniające. Nagle po latach nudnego monotonnego małżeńskiego pożycia znowu ktoś o nas zabiega, znowu widzimy zachwyt w jego oczach...znowu od nowa mamy motyle w brzuchu..to takie przyjemne...ale zdaje się wychodziliśmy za mąż z innym zamiarem
    Wielką sztuką jest wytrwać w dzisiejszych czasach w wierności...no chyba że małżeństwo nie należy do udanych to wtedy należy sie pożegnać i dopiero szukać szczęścia gdzie indziej...


    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 16.06.19, 20:44
    Różnie bywa ale własne romanse czy tez związki na nich zbudowane maja małe szanse gdyż spotykanie się ukrywanie to jest bardzo mały procent życia wspólnego. I ciężko ocenić jakie będzie wspólne życie.


    Mam bliska znajoma co poznała faceta w sierpniu, w styczniu powiedziała mężowi ze to koniec i zaczęła się z nim bliżej spotykać. Mieszkając daje z mężem. Jakoś w we wrześniu wynajęli dom, teraz niedawno kupili własny po 3/4 latach.
    Co ciekawe facet jest łudząco podobny do męża. Jego syn z pierwszego małżeństwa jak stanął kole jej syna to dałabym sobie rękę uciec ze to rodzeństwo. Ale ina była nieszczęśliwa i przygotowywała grunt do odejścia.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 13.06.19, 23:52
    A i jeszcze ja uważam ze nie da się kochać dwóch ludzi. Jeden może fascynować pociągać a z drugim to przyzwyczajenie myśle ze ciężko ci teraz tak naprawdę rozpoznać emocje.
    Jesteś na emocjonalnym haju.
    Osoba zakochana kochająca nie Czeja aż dzieci podrosną. Osoba kochająca nie miewa kochanka bo kocha męża. Myśle ze miłość do męża się wypaliła a emocje z kochankiem tez opadną.

    Gdybys naprawdę była wrażliwa i empatyczne nie mógłbyś zdradzić męża tego dobrego człowieka z którym tworzysz rodzine. Spojrzeć mu w oczy wracać do niego po seksie z innym.
    I tu nie chodzi o czarno-białe życie a o to ze ktoś wrażliwy empatyczny umiałby się postawić w butach tej drugiej strony i nie zrobiłby tego właśnie ze względu na wrażliwość.
    Nie oceniam a stwierdzam fakt jedynie.
    I przelewam swoje myśli i wnioski.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • nalua 13.06.19, 08:36
    Dziewczyny! Bardzo Wam dziękuję, że tyle czasu i energii poświęcacie na analizę mojej sytuacji. Jednocześnie nie oceniając. Choć Was nie znam, czuje Wasze wsparcie.

    Co do mojego małżeństwa, zapewniam, ze przestałam być przezroczysta dla męża. Bardzo się stara i wiele się między nami zmienia. Wierzę, że odnajdziemy się na nowo i jeszcze będziemy szczęśliwi. Absolutnie nie jest to układ wyłącznie biznesowy, ze tylko dzieci, dom i samochody. Nie napisałam tez nigdzie, ze sex był do niczego. Nie jest taki jak z Waldemarem, to fakt, ale wierze, ze jak Mąż zacznie mnie słuchać poza sypialnia to usłyszy moje potrzeby w łóżku.

    No nie umiałam żyć w dwóch związkach, choćbym chciała, nie potrafię. Moja uwaga i uczucia były skierowane wcześniej tylko na romans. Gdybym to pociągnęła, Mąż z pewnością straciłby cierpliwość i odszedł.

    A jeśli małżeństwo się jednak nie uda, rozwiodę się bez wątpliwości czy dobrze robie rozbijając rodzine i bez żalu ze nie spróbowałam wszystkiego, by ja ratować.
  • 3-mamuska 14.06.19, 00:08
    Mamy bardzo podobne spojrzenie na te sprawy.
    Myśle ze gdyby mąż cię nie zaniedbał to Waldek nie pojawiłby się w twoim życiu. Po prostu nie byłoby dla niego miejsca.

    Piszą czasem co u ciebie. Jak ci życie mija i trzymam kciuki żebyś była szczęśliwa. Niezależnie którą drogę wybierzesz.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 14.06.19, 08:37
    Tu chodzi o powiew nowości...
    Ja wreszcie ochłonęłam po tym wszystkim😂
    Tak.mi sie wydaje. Pan zajmuje o wiele mniej moje myśli.
    Mam nadzieje że przez wakacje całkiem wywietrzeje mi z głowy..
    Musze tylko pomyśleć co zrobie na wypadek jak wróci do firmy, ...🙄

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • 3-mamuska 14.06.19, 15:39
    Może po prostu wygadałaś się wyrzuciłaś to z głowy napisałaś przeczytałaś i inaczej spojrzałaś na sprawę.

    Może to ci było potrzebne. Przelaniemtsli na papier.

    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • znowu.to.samo 15.06.19, 14:39
    To też, ale podejrzewam że tu największą rolę gra czas. Gdy go nie spotykam, nie widze, nie słysze... pamięć o nim blednie w mojej głowie.. początkowo nie powiem, było mi tęskno ale teraz jakąś zobojętniało mi to wszystko.

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • znowu.to.samo 11.06.19, 22:51
    3 mamy, dasz radę!!!

    --
    *Jeśli nie masz po co żyć, żyj innym na złość*
  • szary_facet 22.06.19, 20:53
    Spotkałem Ją dziś w sklepie. Byłem z żoną, ona była sama. Stała przy kasie i minęliśmy się. Dostrzegła mnie i wpatrywała się we mnie. Uśmiechnąem się do Niej i kiwnąlem głową, odpowiedziała podobnym gestem. Jezuu... dziwne uczucie.. jakiś ciepły dreszcz... uch..
  • nalua 22.06.19, 22:42
    opisz to uczucie, poproszę. Zrobiło Ci się miło, bałeś się, że do Was podejdzie czy to jeszcze coś innego? Ja na dobrej drodze do wyleczenia, uuuf!
  • szary_facet 22.06.19, 23:02
    Nalua, nie poddawaj się! Moja (ona) ma faceta, a ja mam żonę i tego się trzymam. (kurczowo). Jakie to było uczucie? lepiej nie pytaj... gorąco i brak spójnej myśli przez kilka minut. Jeśli się zacznie znów odzywać ( a nie odzywa się już od dobrych 3 tyg.) to będę miał miękkie nogi.. oby się już nie odezwała.. wakacje wyjazdy itp.. Pozdrawiam wakacyjnie smile
  • nalua 23.06.19, 11:40
    przecież możesz zablokować... chyba, że jednak chcesz by się odezwała... Waldemar się odzywa, ale niczego we mnie nie wywołuje... Cieszy mnie to, choć pamiętam jak pisałeś, że po pierwszym rozstaniu nie czułeś nic przez kilka miesięcy a potem wróciło. Niech już nic nie wraca!!!! Też Ciebie pozdrawiam smile
  • szary_facet 24.06.19, 06:56
    No właśnie.. czemu Go nie zablokujesz?
  • nalua 24.06.19, 08:00
    szczerze...? w pewnym momencie zaczęłam się go obawiać. Może to moja paranoja, może całkiem podstawne lęki, ale wolałam wiedzieć co kombinuje...
  • 3-mamuska 24.06.19, 22:46
    nalua napisała:

    > szczerze...? w pewnym momencie zaczęłam się go obawiać. Może to moja paranoja,
    > może całkiem podstawne lęki, ale wolałam wiedzieć co kombinuje...


    No to niebezpieczna gra.
    Jak dojdzie do głowy ze już nic z tego to może się dla niej złe skoczyć.
    Albo jak odetnie go za gwałtownie to zacznie świrować.

    Kolega z pracy tak miał.
    Tylko zakochała się kobieta w nim i jak mu powiedziała ,ze go kocha to on kompletnie ja odciął. Potem dostał lekcje od jej kolegów i dowiedziała się żona.

    I jak tak gadali sobie chłopki z pracy to drugi mu nowi nigdy nie odstawiaj zakochanej osoby zbyt gwałtownie bo świruje. Jak ci kochanka/kochanek mówi ze kocha to się powoli rakiem wycofuje. Mniej spotkań aż wszystko ucichnie powolutku.


    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
  • 3-mamuska 25.06.19, 01:31
    Kurczę tak blisko a jednak tak daleko....
    Eh życie.



    --
    -----------------
    Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.