Dodaj do ulubionych

jad i wściekłość

09.10.08, 09:44
Weszłam na to forum zupełnie przypadkowo.
Nie jestem kochanką ani zdradzaną żoną. Jestem za to psychologiem a
tematyką zdrady interesuję sie zawodowo.
Straszne jest to, jak na tym forum traktuje się "kochanki" i ich
problemy. Straszne jest, że obarcza się je całą winą za zepsute
małżeństwo, za zdradę meża.
Przede wszystkim należałoby pamietać, że w zdrowym, dobrze
działającym związku, w którym oboje partnerzy kochają się i szanują
nie ma mowy o zdradzie. Mężczyzna to nie jest zwierzę, które na
widok "ładnego tyłka" nie może pohamować popędu. Jeśli w małżeństwie
źle sie dzieje, zwiazek rozpada się emocjonalnie, wtedy o zdradę już
nietrudno. Tu należy zaznaczyć, że zazwyczaj do rozpadu małzeństwa
przyczyniają się obie stroby tzn mąż i żona a nie tylko mężczyzna.
Drugą sprawą jest to, że to nie kochanka, ale właśnie zdradzający
mężczyzna zachowuje się niedojrzale i w sumie bezsensownie.
Prawie nigdy nie zdarza się tak, że kobieta (kochanka) namawia,
czaruje, manipuluje mężczyzną, żeby on zdradzał zonę. On też tego
chce, godzi się na to, uznaje to moralnie. Powody są różne. Czasem
mężczyzna, ojciec myśli, że umawianie sie z kochanką jest lepsze
niż "porzucenie rodziny". Tak naprawdę często lepszy jest rozwód
(dziecko i tak odczuwa emocjonalny chłód między rodzicami, a co
gorsza zaczyna postrzegać to jako sytuację normalną) przy zachowaniu
wzajemnego szacunku niż zdrady, żal i wzajemna nienawiść pod jednym
dachem. Są również inne powody. To temat na inny wątek.
Wasza nienawiść do kochanek jest więc najmniej uzasadniona. Po
pierwsze, przypuszczalnie jeśli nie ta, to na pewno byłaby jakaś
inna kobieta. Ludzie łączą sie w pary z różnych względów. Nie jest
to żaden ewenement i pojęcie inna kobieta zawsze istnieje. Gdyby
Wasi mężowie nie ożenili się z Wami, pewnie też mieliby inne
kobiety. Rozumiem, nie podoba Wam się, że te kobiety (kochanki)
rozbijają Wasze rodziny, ale to nieprawda. To Wy i Wasi mężowie
rozbijacie swoje rodziny. Kochanka natomiast zakochuje się lub
zaurocza mężczyzną. W dodatku dostaje od niego ciche przyzwolenie na
romans (on nie jest szczęśliwy w swoim związku). Ona nikogo nie
zdradza.
Dodam jeszcze, że to nie jest tak, że jak mężczyzna zdradzi jedną
żonę, to z drugą postąpi tak samo. Jesli drugi zwiazek bedzie
opierał sie na miłosci is szacunku a oboje partnerzy nie zrujnują go
emocjonalnie, nie bedzie powodu do zdrady, więc nie bedzie też
zdrady.
Obserwuj wątek
    • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 09:56
      Chyba sama nie wierzysz w to co piszesz...Do psychologa to Ci daleko.Winne są
      dwie osoby, i mąż i kochanka,ale czy kochanka musi sie na to godzic?Otóz jest
      pytanie.?Pisałam już też gdzieś na forum że mnie również podrywał żonaty
      mężczyzna no i w końcu umówiłam się z nim na kawę.Rozmawialiśmy dwie
      godziny.Facet był w szoku ponieważ powiedziałam mu ,że nigdy nie będę jego
      kochanką.Spotkałam go po jakims czasie i mi podziękował...Teraz są ze sobą
      szczęsliwi.Otworzyłam mu oczy na pewne sprawy.Jednak można prawda????Trzeba
      tylko chciec.
      • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 10:19
        przeprowadziłam wiele terapii z dobrym skutkiem, mam wiec podstawy
        twierdzić, że jestem dobrym psychologiem. Wiem o czym piszę. Twoje
        doświadczenia to 1% przypadków. Może związek tego mężczyzny z żoną
        nie był jeszcze tak bardzo rozbity jak to zwykle bywa. I źle
        piszesz. Winny jest mąż i żona za rozpad związku i dopuszczenie do
        tej sytuacji. Kochanka nie musi się na to godzić, ale jak już
        pisałam, ona nikogo nie zdradza. W jej przypadku kwestia godzenia
        się na coś to godzenie się na trud bycia z kimś, kto juz się z kimś
        innym związał. To mężczyzna w tym przypadku podjął decyzję o
        zdradzie. Nie jego kochanka.
          • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 11:19
            hmm ciekawe. Ale jednak sie mylisz. Poczytaj sobie posty na innych
            forach - na przykłąd na wychowaniu albo społeczeństwie. Może
            zauważysz, że nie jestem Korona smile
            Marto, ja Ciebie nie atakuję. Nie rozumiem dlaczego Ty odpowiadasz
            atakiem na każdy post, w którym ktoś ma inne zdanie niż Ty.
            • freevolna Re: jad i wściekłość 09.10.08, 11:42
              Bo napisalas konkretnie i sensownie. A tego Marta nie potrafi smile
              I choc nie jestem psychologiem pisalam tez kilka razy o tym, ze
              zdradzone zony nieslusznie obarczaja wina za zdrade meza ich
              kochanki - natomiast wcale nie uznaja winy meza.
              Na tej samej zasadzie - kobieta sama prosila sie o gwalt bo chodzila
              w mini spodniczce.

              --
              Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że
              się pomyliłam.
        • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:24
          salommea napisała:

          > przeprowadziłam wiele terapii z dobrym skutkiem, mam wiec podstawy
          > twierdzić, że jestem dobrym psychologiem. Wiem o czym piszę. Twoje
          > doświadczenia to 1% przypadków. Może związek tego mężczyzny z żoną
          > nie był jeszcze tak bardzo rozbity jak to zwykle bywa. I źle
          > piszesz. Winny jest mąż i żona za rozpad związku i dopuszczenie do
          > tej sytuacji. Kochanka nie musi się na to godzić, ale jak już
          > pisałam, ona nikogo nie zdradza. W jej przypadku kwestia godzenia
          > się na coś to godzenie się na trud bycia z kimś, kto juz się z kimś
          > innym związał. To mężczyzna w tym przypadku podjął decyzję o
          > zdradzie. Nie jego kochanka.
          _______________________________________________Czy Ty
          kobieto odróżniasz dobro od zła?????Mężczyzna podjął decyzję o zdradzie???A
          kochanka to co ???Bezmuzgowiec???Dziękuję takiego psychologa jakim jesteś
          TY.Apropo ...Widzę ,że nie masz zbyt dużo pracy ,skoro tyle piszesz.....No cóz
          ...Nie ma się czemu dziwic!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • viola_2 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 20:49
        Pani psycholog

        złotą myśl nam napisała

        A poważnie to o czym piszesz to prawda generalna tzn ,że to maż
        postepuje źle, ale opisałaś jeden schemat sytuacji albo taki z
        Ciebie psycholog.
    • beatka.mezatka Re: jad i wściekłość 09.10.08, 11:57
      w ogóle się z tym nie zgadzam. A przynajmniej z większą częścią tego
      tekstu. Nie zawsze jest tak że mężczyzna zdradza żonę bo coś w ich
      zwiążku się wypaliło. Zresztą żona często jako ostatnia dowiaduję
      się że jej małżeństwo to klapa. Mężczyzna zdradza przewaznie
      dlatego że spodobała mu się jakaś tam kobieta, sexowna, z ładnym
      tyłeczkiem i dużymi oczami smile Winny zdradzie w największej części
      jest zdradzający mąż. Kochanka jest po prostu głupia i nawina. A
      żona? Nie każda zdradzona żona to pinda wredna. Chociaż pewnie i tak
      bywa... Czasem choć żona była wspaniłą kobietą i dbała o związek to
      mężulek i tak ją zdradzi bo tamta miała np większ cycki. Faceci są
      puści i prośći. Łatwo odzielić im sex o miłości, robią co chcą a
      biedne baby sobie włosy rwą z głowy. Nie trzeba być psychologiem aby
      stwierdzić że facet to świnia, i nie jest stworzony do życia w
      monogamicznych związkach. Wytrwanie w małżeństwie bez zdrady to tak
      na prawdę ciężka droga. I po prostu jedni mężczyźni się do tego
      nadają a inni zupełnie nie, zawsze będą szczęśliwi jak tylko trafi
      się jakaś nowa głupiutka kobieta która mu ulegnie.
      • beatka.mezatka Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:02
        A i jeszcze jedno. Świat jest pełen pokus wystarczy że przejdzie się
        ulicami latem i poogląda ładne kobiety sexownie poubierane. Każdy
        facet się gapi i ślinka mu cieknie. albo np w dyskotece... trafi sie
        jakaś skąpo ubrana do tego podpita.. kleii się do faceta, a ten po
        prostu ulegnie i prześpi się z nią. To tzw okazja. I mało ma to
        wspólnego z tym czy żona mu daje czy nie daje czy się z nim kłóci
        czy też nie.
        • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:19
          Brawo ...I tu jest cała prawda.Może nasza pani psycholog też ma kochanka? i się
          po prostu usprawiedliwia.Skoro te panie kochanki są takie mądre,to dlaczego nie
          dadzą dobrej rady naszym mężom typu"Rozwiedżcie się z żonami skoro jest Wam tak
          żle". To chyba byłoby uczciwsze.Gdyby mój mąż powiedział jednej z Was ..Wskocz
          do ognia... to zrobiłaby to?Nie sądzę
          • szalona.manuela Re: jad i wściekłość 10.10.08, 11:47
            Przyklaskujesz - bo chcesz w to wierzyć.
            W małżeństwach sobie oddanych do zdrad nie dochodzi. Jeżeli kobieta
            związała się z facetem, który poleci na większe cycki - to już może
            mieć pretensje tylko do siebie, że wybrała prostaka na życiowego
            partnera.
    • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:30
      Dziewczyno, jakie Ty opowiadasz BZDURY!!!............
      .......nie rozróżniasz podstawowych pojeć! mylisz przyczyne ze skutkiem! a na
      dodatek uwazasz sie za psychologa.
      (..ciekawe, gdzie Cię uczyli tych bredni, chyba eksternistycznie i wysyłkowo)
      ... i taka mała dygresja, forym dotyczy 'kochanek' zdradzajacy partnerzy to
      zupelnie inna działka i INNE FORUM!
      • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:44
        niestety Wasz jad zaślepia Was zupełnie. Nie ma sensu dyskutować. Z
        resztą nie lubie niekulturalnych i aroganckich wypowiedzi.
        Uciekam stad.
        ps. Pracy mam wystarczająco dużo. Tyle, że po południu. Moi klienci
        też pracują, więc ciężko byłoby się spotykać wcześniej.
        Dodam jeszcze, że nie eksternistycznie i nie wysyłkowo. Na
        uniwersytecie. państwowym. Studia dzienne... i doktorat w toku smile
        pozdrawiam wszystkich gorąco.
        • anais_6 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 21:26
          salommea napisała:

          > niestety Wasz jad zaślepia Was zupełnie. Nie ma sensu dyskutować.
          Zresztą nie lubie niekulturalnych i aroganckich wypowiedzi.

          Niestety salommeo, za dużo prawdy i mądrych przemyśleń wniosłaś na
          to forum. Forum, które powinno nazywać się "Miejsce dla zdardzanych,
          zaślepionych i ziejących nienawiścią żon".
          W pełni się z Tobą zgadzam, ale trudno tu z kimkolwiek podjąć
          dyskusję. Większość uczestniczek niczym w hipnozie na każdym kroku
          powtarza te same banały.
          Pozdrawiam smile
        • beatka.mezatka Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:49
          hmmm ja nie jestem obrazoną na cały świat żoną. I nie widze w tych
          wypowiedziach powyżej żadnego jadu. A Tobie po prostu zabrakło
          argumentów. Bo zwyczajnie nie masz racji. Poczytaj jeszcze te
          ksiązki bo nie zrobisz doktoratu....
          • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:10
            Ty najwyraźniej masz większą wiedzę ode mnie.. chętnie poczytam.
            Jeśli chodzi o argumenty to mam ich jeszcze bardzo duzo. Jeśli
            chcesz je poznać, pytaj o konkrety. po prostu nie chce mi się
            odpowiadać na posty typu: "chyba cię pogięło..". nie lubie
            bezsensownych walk i ataków.
            • magiczna_marta Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:44
              @salommea- uważasz więc że kobieta która przeciwstawia się wszelkim
              zasadom moralnym jest bez winy, tak mam to rozumieć? chyba że
              uważasz że ktoś świadomie wchodząc w romans z żonatym nie ponosi
              żadnej winy? bo ja uważam że jest to conajmniej nie moralne i godne
              pogardy. Nie mówię o kobietach które po pewnym czasie, kiedy to już
              się zakochają dowiadują się że ten wspaniały, kochający, pełen
              uczucia facet ma żonę i dzieci, bo to wg mnie, faktycznie może być
              dla tej kobiety tragedią, często takie kobiety lądują na kozetce
              psychologa czy psychiatry, wychodzą latami z takich związków, ale
              świadome wchodzenie między parę małżonków, kiedy to związek jest w
              rozsypce, ale małżonkowie mieszkają razem i żadne nie podjęło
              decyzji o rozstaniu jest równoważne z rozbijaniem małżeństwa.
              --
              http://www.suwaczek.pl/cache/9a2a80632d.png
              http://www.suwaczek.pl/cache/522cb93d1a.png
              • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:00
                > świadome wchodzenie między parę małżonków, kiedy to związek jest w
                > rozsypce, ale małżonkowie mieszkają razem i żadne nie podjęło
                > decyzji o rozstaniu jest równoważne z rozbijaniem małżeństwa.

                jest to nie w porządku. zgadza sie, jeśli z premedytacją. Jednak
                jest to juz skutek rozpadu małzeństwa.
                Odpowiedz mi w takim razie na takie pytanie: czy inaczej patrzyabys
                na te kobietę, gdyby wyglądało to tak:
                mąż i ona poznaja się, jego małzeństwo w rozsypce. podobają sie
                sobie, moze i się zakochują. Ona dowiaduje się, ze on jest żonaty,
                ale to małzeństwo to fikcja i mówi, ze ok, coś bedzie miedzy nimi
                jak on zakończy stary zwiazek.
                On ma impuls do działania, idzie do zony, mówi, ze to koniec i wiazę
                się z tą nową.

                Według mnie w tym wypadku ta kobieta jest usprawiedliwiona a decyzję
                podejmuje mężczyzna. Moze walczyć o małzeństwo albo podjąć decyzję,
                ze to koniec.
                Czy to wyjście jest lepsze?
                • magiczna_marta Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:11
                  salommea napisała:
                  > Czy to wyjście jest lepsze?

                  Jeśli kobieta będzie się trzymała od niego z daleka do czasu kiedy
                  formalnie on będzie wolnym facetem, to po rozwodzie niech sobie
                  robią co chcą. Jeśli powie mu, chcesz się ze mną spotykać to się
                  rozwiedz, ale ja się z Tobą za plecami Twojej żony spotykała nie
                  będę. Jeśli facetowi będzie zależeć to się rozwiedzie i ją znajdzie.

                  > Jednak jest to juz skutek rozpadu małzeństwa.

                  Z tym się nie zgodzę, jeśli dochodzi do rozpadu małżeństwa to
                  dochodzi do rozwdu, a nie do szukania sobie nowych partnerów.

                  --
                  http://www.suwaczek.pl/cache/9a2a80632d.png
                  http://www.suwaczek.pl/cache/522cb93d1a.png
                  • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:37
                    > Z tym się nie zgodzę, jeśli dochodzi do rozpadu małżeństwa to
                    > dochodzi do rozwdu, a nie do szukania sobie nowych partnerów.
                    >
                    nie zawsze tak jest, ponieważ różne są sytuacje. Czasem jest tak, że
                    choć małzonkowie się już nie kochają i małzeństwo jest w rozpadzie,
                    to z powodu dzieci i "dla ich dobra" nie biorą rozwodu, tylko cały
                    czas mieszkają pod jednym dachem, czasem nawet ze soba nie
                    rozmawiajac. Taki stan może trwać latami.
                    Albo na przykład mężczyzna mysli sobie, ze juz nie kocha żony, ale
                    jest mu wygodnie, bo ma uprane, uprasowane i obiad na czas. Jest to
                    maksymalne świństwo, ale zdarza sie niestety. Co gorsza, małzeństw,
                    które są w rozpadzie od dawna a jednak do rozwodu z jakichś tam
                    przyczyn nie dochodzi jest wiecej, niż tych rozwiedzionych (ktos
                    kiedyś sporządzał takie badania i statystyki).
                    • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 17:43
                      Rany! kobieto czytam i nie wierzę własnym oczom!!!......psycholog a przytacza
                      argumenty w stylu "bo tak sie zdarza".... wstyd! zenada!
                      (.. na marginesie dodam, że nie wiele w zyciu w takim razie widzialaś, ale
                      powinnas wiedzieć(jako fachowiec!) że sam fakt istnienia "czegoś" nie jest sam w
                      sobie dowodem na jego normalność, ale tego sie może dowiesz jak zrobisz "doktorat")
                      • salommea Re: jad i wściekłość 10.10.08, 08:51
                        przepraszam, a czy ja napisałam, ze tak sie zdarza i to jest
                        normalne?
                        napisałam "tak się zdarza niestety", bo sie tak zdarza. Może i nie
                        jest to normalne, ale niezaprzeczalnym faktem jest, że występuje "w
                        przyrodzie". Nie rozumiem czego się czepiasz.
                        To, że coś się zdarza nie jest tu argumentem (bo ja nie próbuję tu
                        akurat niczego udowodnić). To był przykłąd, jeden z wielu, który
                        został podsumowany słowami "tak się zdarza".
                        • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 11:33
                          Owszem "tak się zdarza" ale co to miało być.. argument? (chyba,że rodem z
                          kolorowych pisemek dla znudzonych pań) czy może gadasz sobie "trzy po trzy"

                          .... gdybyś kiedykolwiek liznęła psychologii, to doskonale wiedziałabys "czego
                          sie czepiam" (?)
                            • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 14:01
                              ...jesli nie argument! jak teraz twierdzisz, tylko przyklad to ja dalej pytam,
                              CZEGO? PO CO?...... czy po to zeby pokazać, że ktoś ma gorzej, nie wiem(?) moze
                              inaczej, tylko co to ma wnieść do dyskusji?

                              ... przypominam, że podajesz sie za psychologa i (co mnie osobiscie nieźle
                              rozbawiło!)deklarowałaś chęć pomocy(pozostaje pytanie komu?)
        • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 17:36
          ....i do tego brak rozumienia czytanego tekstu, połączony z brakiem logicznego
          myslenia!!!!

          ....temat dotyczy "kochanek" a dyskusje prowadzą osoby różnej płci o różnym
          stanie cywilnym jak i również różnym stanie emocjonalnym czy umysłowym .....
          jarzysz? czy wytłumaczyć?
        • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 12:54
          Nasza pani PSYCHOLOG się poddała?,a powinna chyba nam pomóc!!Oj chyba nic z tego
          doktoratu nie będzie.Ciekawa jestem jak pomagasz zdradzonym żonom,którym całe
          życie legło w gruzach?? Mówisz im ....TO PANI WINA??????
          • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:17
            to nie jest takie proste i nie, nie poddałam się. Ale Wy przecież
            nie chcecie pomocy. Chcecie się zwyczajnie na kimś wyżyć, a że
            napisałam coś, co Wam się nie podoba, padło na mnie.. Cóż, trudno.
            Jakoś mnie to nie boli.
            A doktorat bedzie, nie martw się, całkiem niedługo, choć to prawda,
            nie z tego tematu.
            Pomoc psychologiczna nie polega na głaskaniu po głowie. Nie polega
            też na dawaniu gotowej recepty czy ocenianiu.
            Klient jest aktywnym współtwórcą terapii.
            Jeśli komus życie legło w gruzach, na początek zamyka sie ten
            rozdział a później pomaga uporać sie z wejściem w nowy.
            Jeśli kobieta przychodzi sama, to nie ma mowy o terapii małżeńskiej -
            tego muszą chcieć obie strony.
            Nie ma sensu na siłę próbować czegoś naprawić. To powie Ci każdy
            psycholog. Czasem lepiej dobrze pogodzić się ze stratą niż waczyć
            bez sensu.
              • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:46
                nie do konca chyba rozumiem pytanie. Dla mnie to jedna i druga jest
                kobietą.
                Żona to kobieta, która formalnie jest zwiazana ze swoim meżem.
                Podkreślam tu słowo formalnie, gdyż czasem, kiedy pary są juz bardzo
                daleko od siebie emocjonalnie, tylko ta formalnosć utrzymuje ich
                zwiazek.
                Żona, taka prawdziwa to dla mnie kobieta, która jest dla swojego
                meża również przyjaciółka, która z nim rozmawia, zna go na wylot.
                OCzywiscie jak najbardziej ma tu zastosowanie wzajemnosć - mąż
                powinien byc kimś takim też dla żony.
                Jeśli para małżeńska funkcjonuje w ten spoób, jeśli zamiast
                wieczorem ogladać tv rozmawiaja ze sobą, jeśli na pytanie "jak minał
                dzień", czy "jak było w pracy" pada wiecej niż "dobrze", znaczy to,
                ze para jest ze soba emocjonalnie zwiazana.
                Znam naprawdę bardzo bardzo mało przypadków, w których któreś z
                partnerów zdradzało przy takich układach małzeńskich. zazwyczaj były
                to przypadki zaburzeń na tle seksualnym (potrzeba wielu kontaktów
                itp.).
                Żona, jeśli zwiazek nie jest juz wygasły (brak porozumienia
                emocjonalnego) jest dla męża najważniejszą osobą. Kimś, kogo on by
                nie skrzywdził, bo niby dlaczego?
                Jeśli zwiazek nie jest pielęgnowany (a takich zwiazków jest coraz
                wiecej, bo ludzie ciagle się śpieszą, nie maja czasu na to, zeby ze
                sobą rozmawiać, ciagle coś jest ważniejsze i zapominają, ze o
                zwiazek trzeba dbać i go ciągle utrwalać), powoli wygasa silna więź
                emocjonalna (polecam ksiażkę "psychologia miłosci" świetnego
                psychologa - Bogdana Wojciszke. Wszystko na temat więzi, także
                małzeńskiej jest tam opisane), w związku pojawia sie pustka. Jeśli
                para nie reaguje na to, proces ten postępuje i niszczy małzeństwo od
                środka, niezauważalnie na pozór. Jeśli para nie przygląda sie
                swojemu związkowi, moze tego nie zauważyć.
                Czasem jest też tak, że jedna osoba przestaje drugiej wystarczać, bo
                rozmineli się gdzieś po drodze i stąd właśnie wynika, że kobieta
                jest zdradą zaskoczona. To nie chodzi o to, że to ona sie nie
                starała a jej partner tak i dlatego ona czuje się w zwiazku dobrze a
                on nie. Jest to proces złozony. Mogłabym go opisywać godzinami..
                ale odeszłam od tematu.
                Kochanka jest również kobietą, która szuka miłosci i chce byc
                kochana. Nie oceniam. nie chcę pisać, ze bycie kochanka żonatego
                mężczyzny jest dobre lub złe, bo i początki tego bywają różne i
                różne są przyczyny.
                Kochanka to osoba, która w pewien sposób zonę mężowi zastępuje.
                Należy się tylko zastanowic dlaczego. Czy w zwiazku dobrym
                emocjonalnie (opisałam go mniej wiecej na początku tego postu) mąż
                widziałby sens w zdradzie żony? Raczej uważałby ten czyn za dalece
                niestosowny. W takim emocjonalnie dobrym małżeństwie meżczyzna jest
                nie tylko seksualnie zaspokojony, ale również emocjonalnie zwiazany.
                Zdrada w takim zwiazku wiązałaby się z ogromnymi, wręcz nie do
                zniesienia wyrzutami sumienia - bo nie tylko zrobił coś, co jest
                nieaprobowane społecznie, ale i zdradził, czyli oszukał przyjaciela
                (żonę).
                Tak wiec kochanka jest osobą, z którą mąż zdradza żonę. Ona
                (kochanka) nie zdradza nikogo. To mąż podjął decyzje o zdradzie.

                Dziewczyny, czy naprawdę myślicie, ze meżczyzna żyjący w zdrowym,
                emocjonalnie pełnym zwiazku byłby gotów zdradzić kobiete swojego
                zycia tylko dlatego, że zobaczył "ładny tyłek"? to bardzo przykre i
                dla meżczyzn obraźliwe.
                Wydaje mi się, ze myslenie w ten sposób o mężczyznach to
                przyrównywanie ich do małp, albo jeszcze gorzej. Pisząc tak
                odbieracie mężczyznom umiejętnosć podejmowania decyzji. Twierdzicie,
                ze kieruja sie tylko popedami.. Nie rozumiem takiego podejścia.

                Mm nadzieję, że odpowiedziałam chociaż na część Twojego pytania.
                • magiczna_marta Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:00
                  salommea napisała:

                  > Dziewczyny, czy naprawdę myślicie, ze meżczyzna żyjący w zdrowym,
                  > emocjonalnie pełnym zwiazku byłby gotów zdradzić kobiete swojego
                  > zycia tylko dlatego, że zobaczył "ładny tyłek"?

                  Nie, nie tylko dlatego. Również dlatego że w domu nienajlepiej bo
                  żona wymaga a kochanka, o nic nie pyta, zawsze zadbana, umalowana,
                  uczesana, wszystko rozumie i niczemu się nie sprzeciwia, na wszystko
                  się zgadza no i chętna...

                  --
                  http://www.suwaczek.pl/cache/9a2a80632d.png
                  http://www.suwaczek.pl/cache/522cb93d1a.png
                  • viola_2 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 21:02
                    salmonella ty chyba nie wiesz co piszesz??????

                    Rozbawiłaś mnie ............

                    Słuchaj a czy jako psycholog doposzczasz takie uzależnienie jak
                    sexoholizm np, czy syndrom piotrusia pana idt

                    Piszesz o normalnych zdrowych meżczyznach i uwazasz,że nasze opinie
                    sa dla nich obraźliwe, a fakt jest taki,że rzeczywiście zdradzają
                    wielokrotnie mezczyźni chorzy, nienormalni ,niedojrzali i o takich
                    misiów na tym forum nam chodzi.

                    NAprawde to co piszesz jest oczywiste, a my rozmawiamy o innych
                    przypadkach.
                    • salommea Re: jad i wściekłość 10.10.08, 08:56
                      to sprawdź najpierw w statystykach jakiego procenta meżczyzn dotyka
                      sexoholizm czy syndrom piotrusia pana. Wszystko o czym pisałam
                      opatrzałam komentarzem "piszę w dużym skrócie" albo "są też inne
                      powody" itp. Nie jestem w stanie na forum opisać wszystkich
                      mechanizmów. nie ma to sensu, byloby takie długie, ze nikt by nie
                      przeczytał. Z resztą po co?
                • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:57
                  Dobrze w takim bądz razie dlaczego mój mąż mnie zdradził(stało sie to tylko
                  jeden jedyny raz) i tego póżniej żałował.Za nic nie chciał się przyznac do winy
                  ... pomalutku po nitce doszłam do kłębka.Rozmawiałam z nim
                  spokojnie.Powiedziałam ,że to się w życiu zdarza i zyczę mu wszystkiego
                  dobrego.Na prawdę wcale nie walczyłam i nie chciałam z nim byc...Walczył kilka
                  miesiecy błagał prosił ,no i wyprosił.Nie żałuję decyzji ,bo jest cudownie,ale
                  nie rozumiem dlaczego musiało się stac coś tak strasznego dla mnie aby w końcu
                  zrozumiał,że ja jestem dla niego najważniejsza?
                  • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 15:00
                    elunia501 napisała:

                    > Dobrze w takim bądz razie dlaczego mój mąż mnie zdradził(stało sie to tylko
                    > jeden jedyny raz) i tego póżniej żałował.Za nic nie chciał się przyznac do winy
                    > ... pomalutku po nitce doszłam do kłębka.Rozmawiałam z nim
                    > spokojnie.Powiedziałam ,że to się w życiu zdarza i zyczę mu wszystkiego
                    > dobrego.Na prawdę wcale nie walczyłam i nie chciałam z nim byc...Walczył kilka
                    > miesiecy błagał prosił ,no i wyprosił.Nie żałuję decyzji ,bo jest cudownie,ale
                    > nie rozumiem dlaczego musiało się stac coś tak strasznego dla mnie aby w końcu
                    > zrozumiał,że ja jestem dla niego najważniejsza? To było do Salommea
                  • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 15:16
                    tu jest trochę inny problem. Musiałabym wiedzieć miedzy innymi jak
                    Wam się wcześniej przed tą zdradą ukłądało. Jakie były Wasze relacje.
                    Co znaczy to stwierdzenie:
                    "nie rozumiem dlaczego musiało się stac coś tak strasznego dla mnie
                    aby w końcu zrozumiał,że ja jestem dla niego najważniejsza?"
                    Czy dobrze roumiem, że wczesniej nie czułąś się dla meża ważna?
                    Istnieją miliony mechanizmów psychologicznych. mogę podać taki
                    przykłąd:
                    Żona cały czas podejrzewa meża o zdradę, nie wierzy mu, wytyka mu,
                    że on źle ja traktuje, czy też że ona nie jest dla niego ważna. W
                    takim przypadku moze zadziałać samospełniajaca sie przepowiednia.
                    Niestety czasem dzieje się tak, ze osoba, która jest zamęczana
                    takimi "pretensjami" myśli sobie "jeśli ona tak o mnie mysli, to
                    moze spróbuję to zrobic, przynajmniej bedzie miała powód. Będę tak
                    zły, jak ona uważa, ze jestem" oczywiscie piszę w ogromnym
                    uproszczeniu. Te mechanizmy nie powstaja na poziomie rozumowania,
                    działaja nieświadomie. Tak naprawdę on sie nad tym nie zastanawia,
                    ale pewnego wieczora znajduje się w barze, wypija drinka, jakis
                    niewidzialny hamulec puszcza i.. stało się. Później żałuje.
                    Moze byc też tak, że w małzeństwie dopiero zaczyna się psuć. Zdrada
                    pojawia sie na tyle wczesnie, że jest właśnie impulsem działajacym
                    jak wiadro zimnej wody "co ja robię, przecież to jest złe, przecież
                    kocham moją żonę", pojawia sie wstyd itp. Może też się zdarzyć, ze w
                    złosci i gniewie, po jakiejś duzej awanturze dojdzie do zdrady.
                    Każdy przypadek jest indywidualny. Bardzo dobrze jednak, ze udało
                    Wam się poradzić sobie z tą sytuacją i że skonczyło się to
                    odnowieniem Waszego zwiazku.
                    • elunia501 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 19:35
                      salommea napisała:






                      >








                      > Moze byc też tak, że w małzeństwie dopiero zaczyna się psuć. Zdrada
                      > pojawia sie na tyle wczesnie, że jest właśnie impulsem działajacym
                      > jak wiadro zimnej wody "co ja robię, przecież to jest złe, przecież
                      > kocham moją żonę", pojawia sie wstyd itp. Może też się zdarzyć, ze w
                      > złosci i gniewie, po jakiejś duzej awanturze dojdzie do zdrady.
                      > Każdy przypadek jest indywidualny. Bardzo dobrze jednak, ze udało
                      > Wam się poradzić sobie z tą sytuacją i że skonczyło się to
                      > odnowieniem Waszego zwiazku. I tu chyba trafiłaś w sedno.Gratulacje.
            • beatka.mezatka Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:32
              Dobra. Ja i tak nigdy nie zgodzę się z twierdzeniem ze winę za
              zdradę ponosi mąż i żona. Sorry ale nawet jeśli w małżeństwie dzieje
              się źle to jeszcze nie jest to wytłumaczeniem zdrady. Małżeństwo
              jest po to aby się wspierać wzjaemnie i wspólnie rozwiązywać
              problemy. Dlatego jeśli nawet będę miała gorsze dni i np, nie będę
              sypiała z mężem przez dwa tygodnie nie dam sobie wmówić że sama
              jestem sobie winna że zdradził. To są tylko głupie wymówki aby się
              usprawiedliwić. Zostaje jeszcze coś takiego jak lojalność. Ale
              widocznie dla większości mężczyzn łatwiej jest po prostu olać sprawę
              i bzykać się na boku z inną kobietą. Owszem można się zastanowić co
              żona zrobiła źle dlaczego mąż poszedł do innej kobiety. Ale
              sensownej odpowiedzi nie ma. Po prostu chciał to poszedł. Masz
              rację. Ja za zdradę nie winiłabym kochanki, i nie chcę traktować
              takich kobiet z góry. Ale czasami (tu na forum) spotykam się z takim
              wyrachowaniem tych kobiet że trudno tego nie skwitować jednym
              chamskim zdaniem. Jakby nie było ona też nie jest w porządku. Ale
              właściwie z kochanką na życie się nie umawiałam więc kij jej w oko.
              • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 13:54
                no i teraz rozmawiamy wreszcie sensownie.
                Zdradę ponosi maż i zona, ale w trochę inny sposób niz tu piszesz,
                dlatego moze sie nie rozumiemy.
                Dlatego jeśli nawet będę miała gorsze dni i np, nie będę
                > sypiała z mężem przez dwa tygodnie nie dam sobie wmówić że sama
                > jestem sobie winna że zdradził. To są tylko głupie wymówki aby się
                > usprawiedliwić. Zostaje jeszcze coś takiego jak lojalność. Ale
                > widocznie dla większości mężczyzn łatwiej jest po prostu olać
                sprawę
                > i bzykać się na boku z inną kobietą.

                zgadzam sie z Tobą, ale kwestia lojalnosci to juz odrębna sprawa.
                Tak, jak pisałam juz gdzieś wcześniej. Jeden jest lojalny i woli
                powiedzieć wprost, ze się nie układa, ze moze czas sie rozstać,
                alebo np isć na terapie małzeńską. Inny jest nielojalny i po prostu
                woli zdradzić, bo tak jest łatwiej.
                Jednak do samej SYTUACJI (czyli do momentu w zwiazku, w którym albo
                czas sie rozstać,a lbo niektórzy postanawiają zdradzić) doprowadzają
                oboje - maż i zona. Również nie popieram zdrady, uważam, ze nalezy
                być szczerym i mieć odwagę zakończyć zwiazek lub o niego walczyć.
                Niestety rózni są ludzie. Mnie chodzi o samo to, że DŁUGOTRWAŁYM
                niedbaniem o zwiazek MĄŻ i ŻONA psują RAZEM to, co wcześniej
                zbudowali a TO MOŻE prowdzić do zdrady.

                Owszem można się zastanowić co
                > żona zrobiła źle dlaczego mąż poszedł do innej kobiety. Ale
                > sensownej odpowiedzi nie ma. Po prostu chciał to poszedł. Masz
                > rację. Ja za zdradę nie winiłabym kochanki, i nie chcę traktować
                > takich kobiet z góry. Ale czasami (tu na forum) spotykam się z
                takim
                > wyrachowaniem tych kobiet że trudno tego nie skwitować jednym
                > chamskim zdaniem. Jakby nie było ona też nie jest w porządku. Ale
                > właściwie z kochanką na życie się nie umawiałam więc kij jej w oko.

                właśnie o to chodzi. Mąż podjął decyzję. Rozumiem złosć i potrafię
                zrozumieć mechanizm myslenia, który skłania do wyżywania się na
                kochance - tak, jak piszesz, nie umawiałaś się z nią na nic.
                Sęk w tym, że z mężem się umawiałaś na "w zdrowiu i w chorobie" i
                to ON tę przysięgę zlamał. A z kim to juz mało dla Ciebie ważne.
              • zdenek.blacha Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:27

                Witam Panie,
                żony również zdradzają, nie wierzycie?

                Pozdr.

                PS
                Brawo dla pani psycholog -> 100% racji.


                beatka.mezatka napisała:

                [ciach]
                > widocznie dla większości mężczyzn łatwiej jest po prostu olać sprawę
                > i bzykać się na boku z inną kobietą.
                [ciach]

            • ta Re: jad i wściekłość 09.10.08, 22:31
              salommea napisała:

              > Jeśli komus życie legło w gruzach, na początek zamyka sie ten
              > rozdział a później pomaga uporać sie z wejściem w nowy.

              No i właśnie! Jeśli komuś się sypie, to naprawia związek, lub zamyka rozdział,
              dopiero pózniej szuka następnej partnerki. Czyż nie tak, pani mądra? Ty tutaj
              usprawiedliwiasz kochanki i pośrednio romanse jako wynik zaniedbań w
              małżeństwie, a potem piszesz, co powyżej. Sama sobie przeczysz.
              Z wywodzeniem wniosków z własnych wypowiedzi cieniutko.

              Doktorat, być może i będzie (choć sądzę, że to pic na wodę, taki sam, jako to,
              że jesteś psychologiem)), pięć minut wstydu, a tytuł na całe życie...big_grin.
              Oj, znam wielu doktorów idiotów...
              Ta_
              • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 07:59
                .... oczywiscie, że dziewczyne poniosło, taki z Niej psycholog jak z "z koziego
                tyłka, peryskop".... zaden normalny psycholog, nie uzywa takiego jezyka, do
                problemu odnosi sie w kontekscie przyczyn a nie skutków, ma fałszywe pojecie o
                agresji i w dodatku rozdziela zwiazek partnerski od formalnego(... chyba nikt na
                tych "studiach" nie przyslał jej meila, ze 15-sto latka może tak samo lub nawet
                bardziej przezywać zdrade jak małżonka z wieloletnim stazem, zasadniczo żenada!
                i kupa smiechu z Pani 'psycholog'smile))
              • salommea Re: jad i wściekłość 10.10.08, 09:04
                nie usprawiedliwiam zdrady tylko kochanki, jako osoby najmniej
                uwikłane w cały spór. Ukazuję, że dużo więcej złego robi mąż a nie
                kochanka, ponieważ na tym forum cała złość przelewana jest na
                kochanki. Z resztą to tłumaczenie sie zaczyna być męczące. Kto
                chciał, to zrozumiał a widzę, że jest jednak parę takich osób.
                Pozdrawiam i znikam w miejsca bardziej przyjazne.
                • n.i.p.69 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 11:37
                  ... skad wiesz, że cała?

                  (...gdybyś kiedykolwiek miała do czynienia z "wkurwioną" zdradzoną partnerką ,
                  to takich pierdół byś tu nie wypisywała,... ewidentnie nigdy nie mialaś
                  bezposredniego kontaktu z prawdziwą złością )
    • fam.me salomeo 09.10.08, 13:37
      Zapewne salomeo, skończyłaś psychologię łóżkową, a pracę magisterską
      pisałaś z rozkładania nóg, wypinania tyłka i ciągnięcia druta
      cudzemu facetowi.

      Jeteśmy pod wrazeniem tych pełnych i szerokich kwalifikacji.

      A te swoje spostrzezenia zachowaj dla siebie, tania zdziro
      vel
      seku-ndo i inne nicki, pod którymi piszesz zawsze to samo.
      • salommea Re: salomeo 09.10.08, 14:03
        nie rozumiem dlaczego mnie obrażasz. Piszę ciagle pod tym samym
        nickiem. Zauważ, ze staram odpowiadać na wszystkie pytania i
        argumentować wszystkie swoje wypowiedzi.
      • anais_6 Re: Salommea 09.10.08, 21:39
        kaczkabig napisała:

        > Cóż mogę powiedzieć po przeczytaniu tych wypowiedzi... Wstyd mi za
        te kobiety (chodzi mi o poziom rozmowy).

        A mi nie wstyd za nie, bo niby dlaczego? Niektórych mi żal,
        niektórym współczuję, a niektórym bym ręcę przy samym tyłku urwała
        (dla ich dobra, żeby się tak nie kompromitowały, pisząc na forum).
      • freevolna Re: Salommea 10.10.08, 11:36
        kaczkabig napisała:

        > Cóż mogę powiedzieć po przeczytaniu tych wypowiedzi... Wstyd mi za
        > te kobiety (chodzi mi o poziom rozmowy).

        Podpisuje sie obiema "ryncami".
        Ciekawe, ze jezeli ktos napisze cos sensownego i nie zgadzajacego
        sie profilem wielu zdradzonych zon (plus meskiego NIPa) zaczynaja
        sie wyzwiska i obelgi.


        Salomeo - podziwiam Twoja wytrwalosc ale to walka z wiatrakami.
        --
        Kiedy ludzie są tego samego zdania co ja, mam zawsze wrażenie, że
        się pomyliłam.
        • salommea Re: Salommea 10.10.08, 12:12
          właśnie widzę, że dalsze tłumaczenie nie ma sensu.
          Bardzo łatwo jest wypierać prawdę pisząc, ze ktoś, kto ją przekazuje
          jest idiotą, nie ma matury itp..
          Mnie akurat to ani ziębi, ani grzeje. Znam stan swojej wiedzy,
          oceniam go na dość wysoki. Moje samopoczucie się więc nie pogorszyło
          z powodu tych ataków.
          Mam tylko jedną jeszcze prośbę do Pań, które nic prócz obelg do
          dyskusji nie wniosły - zastanówcie się z kim walczycie, bo mnie się
          wydaje, że najbardziej ze sobą.
          Wyparcie bywa mechanizmem niebezpiecznym dla osoby go stosującej.
          Usiadźcie, zastanówcie się jak sobie poradzić albo poszukajcie
          pomocy, bo możecie już na zawsze pozostać zgorzkniałe i złe na cały
          swiat. A cała sztuka polega na tym, żeby sobie z tym poradzić.
    • magiczna_marta Re: jad i wściekłość 09.10.08, 14:02
      salommea napisała:

      > Straszne jest to, jak na tym forum traktuje się "kochanki" i ich
      > problemy. Straszne jest, że obarcza się je całą winą za zepsute
      > małżeństwo, za zdradę meża.

      Nie całą winę tylko część, a co do problemów, to same się o nie
      prosiły, więc nad czym się litować?
      --
      http://www.suwaczek.pl/cache/9a2a80632d.png
      http://www.suwaczek.pl/cache/522cb93d1a.png
    • nawrocona5 Salommeo 09.10.08, 14:04
      Zony które miotają się na tym forum to raczej pacjentki dla psychiatry nie dla
      ciebie...
      Więc nie trać czasu, bo jesli czytałas chocby kilka wątków to wiesz, że żadna
      argumentacja nie trafia.
      Dlaczego nikt nie załozył forum pt Zdradzane zony?
      Bo te panie maja kurze móżdżki i zamiast się wspierać na forum wolą bluzgać na
      forum "kochanki" wszystkim kobietom, które maja odmienne zdanie.
      To prostu taki poziom umysłowy jak u 10latka który gra na komputerze w
      "strzelanki" - one tez wierzą, że jak w internecie "zniszczą" trochę
      konkurentek, to bedzie mniej zagrożeń dla ich małzeństw.

      A poza tym nie próbuj nawracać sekty. Te małżeństwa o których piszesz jako
      psycholog to zupełnie inna grupa społeczna.
      Tutaj popisują sie wyłącznie panie, którebrały slub według zupełnie innego
      obrządkusmile))
      W ich sekcie mężczyzna składa przysięgę:

      "I ślubuję ci wierność DOPÓKI MI SIĘ INNA NIE NADSTAWI" smile))
      (terminologia zapozyczona z postów zdradzanych zon)

    • ciezka_cholera Re: jad i wściekłość 09.10.08, 15:36
      witaj Salomeo,
      choc w wiekszosci sie z toba zgadzam, to nie do konca. mianowicie uwazam, ze
      ludzie zdradzaja z bardzo roznych powodow i czasem moze sie to zdarzyc w dobrym
      zwiazku. musze jednak tu zastrzec, ze wydaje mi sie to mozliwe jedynie w
      przypadku zdrady impulsywnej. zbyt duzo okolicznosci sprzyjajacych na raz.
      oczywiscie, jezeli te okolicznosci pokonaly poczucie lojalnosci u meza, to
      trudno oczekiwac, zeby bardziej lojalna wobec zony byla od niego kochanka (znowu
      upraszczam, ze zdradzajacym malzonkiem jest maz, ale znowu zastrzegam, ze robie
      to wylacznie z lenistwa, nie chce mi sie w kazdym zdaniu pisac w wersjach
      dotyczacych obu plci, osobiscie uwazam, ze kobiety zdradzaja dokladnie w tym
      samym stopniu, co mezczyzni). wiec nie oczekuje tego. jednak bez trudu jestem w
      stanie sobie wyobrazic, ze nie zywilabym do niej zyczliwych uczuc. denerwuje sie
      na ludzi, z duzo bardziej blahych powodow: wsciekam sie na osoby nie zauwazajace
      kolejek do okienka na poczcie, nie lubie jak ktos robi ze mnie idiotke, albo
      zwala na mnie swoja robote w pracy. przypuszczam, ze tzw "szczescie rodzinne"
      jest jedna z wyzej cenionych wartosci (przynajmniej w deklaracjach) przez
      wiekszosc ludzi, wiec nie rozumiem oczekiwan, ze zona bez zalu i zlosci
      potraktuje kochanke, ktora niewatpliwie naraza je na szwank, nawet jezeli owa
      zona ma swiadomosc, ze najbardziej winny jest jej maz.
      poza tym moj gleboki sprzeciw budzi traktowanie romansow jako konsekwencji
      kryzysu w zwiazku, wobec czego obarczanie wina zdradzanego malzonka. jezeli na
      kryzys zlozylo sie malzenstwo po rowno (ostatecznie popularnie zaklada sie, ze
      wina rozpadu wiezi zawsze jest gdzies po srodku), to ta osoba, ktora zdradzi
      robi dodatkowe swinstwo. bo ostatecznie nuda i rutyna ma wplyw na oboje
      malzonkow, wiec skoro maz lub zona oparli sie pokusie zdrady, to znaczy, ze
      zdecydowanie mniej napsuli w swoim zwiazku niz malzonek wiarolomny.
      pozdr
      • salommea Re: jad i wściekłość 09.10.08, 15:55
        witaj, ja równiez pisałam wszystko w duuużym uproszczeniu. zgadzam
        sie z Tobą. Mnie nie chodziło o to, żeby winą obarczać zdradzone
        zony. Szokuje mnie to, że to nie na mężach a na kochankach właśnie
        cała agresja jest wyładowywana. ja nie mówię, że zdrową reakcją
        byłoby rozumieć kochankę i nie mieć do niej żadnych pretensji.
        NAturalnym zachowaniem w tej sytuacji jest agresja w każdą stronę -
        to jest pierwsza reakcja. Pisząc pierwszego posta chodziło mi o to,
        że w wypowiedziach żon nie widzę żalu i złości skierowanej wobec
        meżów a jedynie w stronę kochanek.

        > poza tym moj gleboki sprzeciw budzi traktowanie romansow jako
        konsekwencji
        > kryzysu w zwiazku, wobec czego obarczanie wina zdradzanego
        malzonka. jezeli na
        > kryzys zlozylo sie malzenstwo po rowno (ostatecznie popularnie
        zaklada sie, ze
        > wina rozpadu wiezi zawsze jest gdzies po srodku), to ta osoba,
        ktora zdradzi
        > robi dodatkowe swinstwo.

        z tym, że świństwo zgadzam się, ale to nie kochanek czy kochanka
        robi to świństwo tylko osoba zdradzajaca.
        A jeśli chodzi o zdradę jako konsekwencję kryzysu - często (nie
        mówię, ze zawsze, bo fakt, zdarzaja się różne impulsywne powody
        zdrady) jest tak, że nie byłoby zdrady, gdyby nie powstał kryzys, co
        nie znaczy, że jest to akceptowalna i naturalna konsekwencja. Po
        prostu tak jest.
        • ciezka_cholera Re: jad i wściekłość 09.10.08, 16:35
          salommea napisała:

          > witaj, ja równiez pisałam wszystko w duuużym uproszczeniu. zgadzam
          > sie z Tobą. Mnie nie chodziło o to, żeby winą obarczać zdradzone
          > zony. Szokuje mnie to, że to nie na mężach a na kochankach właśnie
          > cała agresja jest wyładowywana. ja nie mówię, że zdrową reakcją
          > byłoby rozumieć kochankę i nie mieć do niej żadnych pretensji.
          > NAturalnym zachowaniem w tej sytuacji jest agresja w każdą stronę -
          > to jest pierwsza reakcja. Pisząc pierwszego posta chodziło mi o to,
          > że w wypowiedziach żon nie widzę żalu i złości skierowanej wobec
          > meżów a jedynie w stronę kochanek.

          oczywiscie, ze kierowanie calej agresji w strone kochanek, przy jednoczesnym
          rozgrzeszaniu wiarolomnego malzonka jest zwyczajnie glupie. i fakt, po lekturze
          tego forum mozna odniesc wrazenie, ze jest to bardzo czesta praktyka (widzialam
          tu juz posty, ze kochanka jest BARDZIAJ winna niz zdradzajacy maz). moja opienie
          na ten temat juz wyrazilam tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=30835&w=83089165&a=83268690
          wydaje mi sie, ze byc moze wynika to z nazwy forum i jego grupy docelowej. gdyby
          bylo to forum "zdradzajacy mezowie", gdzie panowie chwalili by sie milosnymi
          podbojami i dzielili doswiadczeniami, zapewne rozjuszone zdradzone zony nie
          zostawily by na nich suchej nitki. ale tego nie wiemy. wiemy za to, ze niektore
          panie uwazaja, ze w dniu slubu, przysiege wiernosci skladaly im wszystkie
          kobiety swiata, a nie ich maz...

          > z tym, że świństwo zgadzam się, ale to nie kochanek czy kochanka
          > robi to świństwo tylko osoba zdradzajaca.
          > A jeśli chodzi o zdradę jako konsekwencję kryzysu - często (nie
          > mówię, ze zawsze, bo fakt, zdarzaja się różne impulsywne powody
          > zdrady) jest tak, że nie byłoby zdrady, gdyby nie powstał kryzys, co
          > nie znaczy, że jest to akceptowalna i naturalna konsekwencja. Po
          > prostu tak jest.

          tu juz chcialam zupelnie abstrahowac od osoby kochanki. pisalam tylko, ze jesli
          na kryzys w zwiazku pracuja dwie osoby, a jedna pozniej w wyniku tego kryzysu
          zdradzi, to WYLACZNIE ona jest winna tego romansu. innymi slowy jesli
          przyprawialbym mezowi rogi, bo siedzi calymi wieczorami przed tv z reka
          zatknieta za pasek i obliczem nie tknietym mysla, a moj kochanek chetnie
          dzieliby ze mna czas na intelektualne dysputy i delikatne przezycia duchowe
          (oraz zwiazane ze sfera somy), to nadal uwazam, ze moja wina za romans bylaby
          rowna 100%. nuda i rutyna zadko jest wina jednej strony w zwiazku, a romans juz
          tak. i jakkolwiek rozumiem, ze wielu ludzi moze wybrac taka wlasnie droge na
          skroty, co wiecej, sama nie jestem pewna siebie w takiej sytuacji, to wcale nie
          przeszkadza mi to uwazac, ze jest to rozwiazanie zle i nieuczciwe. lepszym
          byloby rozstanie, a najlepszym praca nad obeznym zwiazkiem.
      • vapi70 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 16:13
        Salomeo, masz racje w swoich wypowiedziach i nic dodawac nie
        musze,ale jedno napisze, wielka sztuka jest zyc w zwiazku,akceptowac
        swojego partnere/ke, kochac przez cale zycie ( czasem 10,15, czy
        wiecej lat) jedna osobe.Ludzie z biegiem lat zmieniaja sie, bo
        zmienia ich zycie, inaczej mysli 20 latek inaczej 40 latek,z biegiem
        lat nabieramy wiecej doswiadczenia, zmianiaja sie nam nasz wymagania
        i nasz myslenie oraz spojrzenie na swiat i zmienia nam sie
        spojrzenie na naszego partera/ke.Dlatego warto pielegnowac nasze
        zwiazki , zawsze byc aktrakcyjna/ym dla naszego partnera,i dbac o
        siebie nawzajem.
        Niestety takich zwiazkow idealnych jest niewiele, a jesli wydaje nam
        sie ze takowe istnieja,to tylko jednokirunkowe spojrzenie, bo nikt
        nie chce sie przyznac do tego ze cos sie wali, przeciez to wstyd!
        Zdradzone zony zwalaja wine na kochanke,chroniac meza, bo jakby to
        bylo gdyby przyznaly sie do swojej winy,staraja sie o status
        pokrzywdzonej i licza na litosc, ze strony otoczenia (jest to
        akceptowane),bo jesli ktos sie przeciwstawi jest wrogiem, a nalezy
        sie kubel zimnej wody zeby zrozumialy, ze problem lezy w zwiazku i
        skutek tego jak widac moze byc oplakany czyli zdrada.
        Napewno ja tez bede wrogiem zon,pozdrawiam
    • lord_wader_oryginal Re: jad i wściekłość 09.10.08, 16:33
      Czy tu same kobiety piszą o obrzucają błotem facetów??? Czy to tylko faceci
      zdradzają swoje żony??? A żony to są takie wspaniałe i nigdy nie zrobią skoku w
      bok??? Zastanówcie się troszeczkę nad tym co piszecie. Są dwa rodzaje facetów i
      może jak zaczniecie rozgraniczać to łatwiej wam będzie zgłębiać temat zdrady. 1.
      FACET PODRYWACZ - taki który bez względu na to czy jest mężem czy nie czy jest z
      jakąś kobietą czy nie zawsze będzie podrywał i wszędzie. 2. FACET MĄŻ Z
      TOKSYCZNEGO MAŁŻEŃSTWA - facet który żenił się i miał nadzieję że będzie inaczej
      niż jest faktycznie.
      Na podrywacza nie ma sposobu, on zawsze to będzie robić
      Na męża jest tylko trzeba zastanowić się jaki jest powód a ich może być wiele.
      Najogólniej mówiąc to będzie kiepska komunikacja między małżonkami. Brak
      wspólnych zainteresowań i spędzania czasu. Gderanie żony że coś jest nie
      zrobione w domu od 3 miesięcy. Czepianie się że pije piwo przed telewizorem 3
      razy w tygodniu.
      Żona zaczyna chodzić naburmuszona a po pewnym czasie wybucha i zasypuje męża
      stekiem prawd. Nie popieram i nie usprawiedliwiam takich działań mężów.
      Postarajcie się popatrzeć z boku jak to wygląda i postarajcie się porozmawiać z
      facetem konkretnie nie owijając w bawełnę ale spokojnie i nie krzycząc i nie
      wypominając tego co było 13 lat temu jak poprosiłaś go o opuszczenie deski w
      kiblu. Postarajcie się mieć wspólne zainteresowania, nie tylko robienie paznokci
      i chodzenie do fryzjera. Ale jak on grzebie przy samochodzie mimo że wogóle się
      na tym nie zna, to pójdźcie do niego i zainteresujcie się tym co robi to
      naprawdę jest fajne i miłe. On zacznie dostrzegać to że macie nową fryzurę, że
      może potrzebujecie pomocy w pracach domowych. RODZINĘ TRZEBA TWORZYĆ SZCZĘŚCIEM
      I ROZMOWĄ A NIE BABSKIM GADANIEM NA FORACH I UŻALANIEM SIĘ JAK TO WAM JEST ŹLE I
      JAKIE MACIE SPAPRANE ŻYCIE.

      CIEKAWY JESTEM ILE Z WAS PRZYZNA SIĘ DO TEGO ŻE KIEDYŚ POMYŚLAŁO O TYM ŻEBY
      SKOCZYĆ W BOK A ILE TO ZROBIŁO

      ODPOWIEDŹ BĘDZIE PROSTA BO JĄ CHYBA ZNAM - ŻADNA Z WAS NIGDY NIE ZDRADZIŁA
      SWOJEGO PARTNERA ------------MAM RACJĘ ??????

      POZDRAWIAM PRAWDZIWY FACET - NIE PSYCHOLOG BEZ PORTRETU PSYCHOLOGICZNEGOwink
      • salommea Re: jad i wściekłość 10.10.08, 09:24
        nie pisałam o zdradzajacych kobietach (a takich jest również wiele),
        ponieważ z załozenia chodziło mi o podejście żon do kochanek.
        Tylko dlatego i w tym kontekście mowa jest cały czas o mężach.
        To co napisałeś to meska perspektywa, która na pewno się tu przyda.

        > POZDRAWIAM PRAWDZIWY FACET - NIE PSYCHOLOG BEZ PORTRETU
        PSYCHOLOGICZNEGOwink

        szczerze to nie rozumiem czego dotyczy ten przytyk..
    • a_p4 Re: jad i wściekłość 09.10.08, 20:15
      Salomeo, po pierwsze gratuluję - udało ci się stworzyć pierwszy od dawna wątek, w którym potoczyła się rozmowa o konkretach.

      A jeśli chodzi o tytuł twojego tematu - jad i wściekłość - wina kochanka, kochanki czy żony zawsze pozostanie względna, większość myślących osób (podkreślam myślących) znajdzie dowody na swoje racje.

      Co się natomiast nie zmieni - kobieca zazdrość. W jedną i drugą stronę, wzajemna, szczera wściekła zazdrość, prawdziwa, właściwa kobietom.
      To własnie widzę na tym forum.

      I to normalne smile laski zazdroszczą, a że nie widzą się nawzajem to dają jedna drugiej jak w podstawówce, bez oporów, bez racjonalnego myślenia.
      Wściekłe, czy to żona czy kochanka, wszystkie tak samo bo każda każdej czegoś zazdrości.

      I zawsze tak będzie. Nieważne jak żona znienawidzi męża za zdradę, chociaż nikomu się do tego nie przyzna - zawsze ukłuje ją zazdrość. Polezie na forum i wyleje.
      Może dobrze może nie, who cares.

      Co jest ważne - kim są te laski na co dzień. Czy komuś z ich bliskiego otoczenia mówią że piszą na tym forum, pokazują swoje posty, zwłaszcza te durne, zawistne i chamskie.
      Czy chlapią: ty kurwo, szmato, żebyś zdechła, a następnie prowadzą dziecko do kościoła. To też uproszczenie, ale taka konwencja wątku więc się podłączam.

      Czy te które się tu wypowiadają są prawdziwe, czy takie jak pozwala im być forum, a po zamknięciu kompa starają się byc miłe pękając w szwach z wysiłku, a jednak zagryzając zęby.
      Tym właśnie wróżę słabe małżeństwo. Pierwsze, najmniejsze kłamstwo, najmniejsza nieszczerość i hipokryzja to początek lawiny. Czasem powolnej, trwającej latami.
      Nikt nigdy nie osiągnął szczęścia w życiu żyjąc ten sposób.
      Ale to już inna bajka.

    • zdziwiona_26 to bardzo sensowne co napisałas 09.10.08, 23:28
      i jako zdradzana zona calkowicie sie z Toba zgadzam. Zajeło mi ponad
      rok uświadomienie sobie, że on swoja kochanke rozkochał do bólu,
      naopowiadał i naplanowal a potem zostawił z dnia na dzień i wrócil
      do domu ( nigdy go o to nie prosilam) Mi tej dziewczyny szczerze
      szkoda, co wiecej w tym ukladzie szkoda mi i mnie i mojego dziecka.
      Ale... nie o tym chcialam.
      Powiedz mi ze swojego doswiadczenia, czy uwazasz ze zwiazek z
      kochanka/kochankiem, ktory powoduje rozpad malzenstwa i rozwód z
      biegiem czasu, moze się udać?. Tzn. mialam wiele rozmow z moim
      mezem, oni planowali mieszkanie razem, ilosc dzieci itd... a ja mu
      zawsze mowilam, ze owszem rozwiedziemy sie ale niech nie liczy ze mu
      z nia wyjdzie, bo predzej czy poźniej dostanie wyrzutów - głównie z
      powodu naszego dziecka ( jak odchodzil maly mial 5miesiecy) Czy
      uwazasz ze takie zwiazki, na starcie obarczone placzek, rozwodem,
      bólem maja szance na szczesliwe zakonczenie?
      • elunia501 Re: to bardzo sensowne co napisałas 10.10.08, 08:22
        Salommeo mam wrażenie ,że bronisz kochanek i popierasz je w tym co robią,a one
        zacierają rączki i się cieszą,bo myslą ,że tak trzeba.Proszę powiedz nam ,czy
        też będziesz szukała sobie kochanka,kiedy w Twoim małżeństwie będzie się działo
        żle? czy też będziesz próbowała je naprawic?A kiedy się nie uda ,to poprostu
        odejdziesz?
        • salommea Re: to bardzo sensowne co napisałas 10.10.08, 09:58
          chyba mnie nie rozumiesz.

          > Salommeo mam wrażenie ,że bronisz kochanek i popierasz je w tym co
          robią,a one
          > zacierają rączki i się cieszą,bo myslą ,że tak trzeba

          mnie nie chodzi o to, że to co robią kochanki jest dobre czy złe.
          Jedyne, o co chodziło mi kiedy rozpoczynałam ten wątek to fakt, że
          zamiast obarczać winą mężczyzn obarczacie nią kochanki i na nich
          wyładowujecie całą frustrację.

          Niejednokrotnie już w tym wątku pisałam, ze zdrada jest świństwem,
          zachowaniem niehonorowym i złym, ale głównie ze strony męża, bo to
          on przysięgał Wam a nie kochanka. Ona nikomu przysięgi nie składała.
          Nie popieram kochanek w tym co robią, ale też okoliczności są różne.
          Czasem kobieta nie wie, że wiąże się z żonatym mężczyzną (obrączkę
          zdjąć nietrudno) a czasem jest zapewniana, że związek z żoną już
          praktycznie się skończył a rozwód to kwestia kilku tygodni/miesięcy.
          Przyznaję, że czasem kobieta godzi się na romans zdając sobie sprawę
          z tego, że mężczyzna jest żonaty. Nie pochwalam tego, ale to kwestia
          moralności tej pani i jej podejścia do rodziny. Jednak jeszcze raz
          podkreślam, że kochanka NIE PRZYSIĘGAŁA wiernosci żonie mężczyzny, z
          którym się zwiazała. To on przysięgał, więc jego wina jest o stokroć
          większa.
          Odpowiadając na Twoje pytanie, jak dotąd (odpukać) wszystko w moim
          małżeństwie jak najlepiej. Nie, nie szukałabym sobie kochanka. Nie
          uznaję kłamstwa w mojej moralności. Z resztą mój mąż też go nie
          uznaje.
      • salommea Re: to bardzo sensowne co napisałas 10.10.08, 09:47
        bardzo wiele zależy od okoliczności rozpoczęcia takiego związku.
        Jeśli stare małżeństwo jest już w koncowej fazie rozpadu, wyrzuty
        sumienia będą mniejsze niz wtedy, kiedy ma się świadomosć, że mogło
        się jeszcze walczyć, ale się poddało i zdradziło. Generalnie
        trudniej zbudować zwiazek, który zaczął się od kłamstwa. W każdym
        związku prędzej czy później pojawi się jakiś konflikt a wtedy mogą
        paść słowa w stylu "bo przecież już raz zdradziłeś/zdradziłaś,
        dlaczego ja mam ci ufać". W ten sposób tworzy się pętla. Ze zdrady
        powstało coś, ale ta zdrada cały czas ciąży i przeszkadza.

        Zdarza się też tak, że takie związki udają się. Jeśli partner był
        wcześniej w związku, w którym to on cierpiał i nie był szanowany,
        wyrzutów sumienia raczej nie będzie nawet, gdy mężczyzna opusci dom,
        w którym były dzieci. Wtedy buduje on swoją nową przyszłosć i dobrze
        wychodzi mu oddzielenie nowego życia od starego oraz swojego życia
        miłosnego od miłosci do dzieci (radzi sobie z sytuacją, że ma nową
        rodzinę a jednocześnie jest ojcem dla dzieci ze starego małżeństwa).
        nie jestem pewna, czy piszę zrozumiale.. Mam nadzieję, że tak.
        Jakby co, pytaj dalej.
        pozdrawiam
    • kachna79 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 08:16
      Zgadzam się, że za rozpad pożycia i problemy w małżeństwie
      odpowiadają zazwyczaj mąż i żona. Osobą zdradzającą jest rzeczwiscie
      mąż, bo kochanka nie składa przysięgi.
      Natomiast nie zgadzam się z podejściem, które sugeruje, że to
      mężczyzna ma być wyznacznikiem norm moralnych w ukłądzie mąż-
      kochanka. W swojej wypowiedzi sugerujesz, że kochanki są bezwolnymi
      i niemyślącymi osobami. Istnieją przecież normy moralne, które nas
      obowiązują dla dobra wspólnego. Ja uważam, że kochanka może
      spowodować, że mężczyzna nie będzie miał motywacji do walki i starań
      o swoje małżeństwo i rodzinę.
    • goldenka100 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 09:51
      Salomea racja z wszystkim co piszesz .Czytałam bardzo dokladnie
      wszystkie wypowiedzi i zony az kipia jadem.To niesamowite,ze tak jak
      niektore osoby tu ,mozna sie wyrazac.
      Kazdy wie ,ale nie kazdy chce sie przyznac ,ze za rozpad odpowiadaja
      zona i maz-nie bedzie inaczej Tylko zony to pojmuja na swoj sposob i
      za diabła do nich to nie dociera.Rece opadaja.
      Zaznaczam ze jestem ,tylko''zona
      Pozdrawiam myslace kobietki
        • goldenka100 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 10:04
          a powiedzcie mi zony co powiedziałybyscie gdybyscie to Wy zdradziły-
          niewazne raz ,czy wiecej??Wiecie co powiedziałybyscie?Ze was partner
          nie rozumie[maz],ze monotonia,ze ktos inny sie wami bardziej niz maz
          zainteresował,ze tego wam brakowało od dawna w małzenstwie -tego
          ognia i dreszczu! I co?dalej tylko kochanki obwiniacie ?To samo moze
          maz ktory zdradzi powiedziec ,a załoze sie ze i Wy tak samo ,gdyby
          ktos was zauroczył,czy poderwał -niewazne. Wreszcie nie odsuwajcie
          od siebie tego ze to maz i zona doprowadzaja do rozpadu .Kochanka w
          jakims stopniu tez ,ale pierwszy kro robi maz i zona
          Zaznaczam jestem zwykła zona
              • anais_6 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 23:30
                goldenka100 napisała:

                > niepojete jak zony potrafia ,,bronic'' mezow nawet kiedy oni ich
                zdradzaja zwalajac cała wine na ta trzecia.co za krotkowzrocznosc i
                brak samokrytycyzmu

                Może być też tak, że są to kobiety niesamodzielne, którym brakuje
                wiary w siebie i wolą bronić zdradzającego męża, niż zacząć życie na
                własny rachunek. Może są to kobiety, które nie pracują i same nie
                dałyby sobie rady (wolą więc udawać, że nic nie widzą), albo kobiety
                lubujące się w toksycznych miłościach.
          • ciezka_cholera Re: jad i wściekłość 10.10.08, 12:19
            goldenka100 napisała:

            > a powiedzcie mi zony co powiedziałybyscie gdybyscie to Wy zdradziły-
            > niewazne raz ,czy wiecej??Wiecie co powiedziałybyscie?Ze was partner
            > nie rozumie[maz],ze monotonia,ze ktos inny sie wami bardziej niz maz
            > zainteresował,ze tego wam brakowało od dawna w małzenstwie -tego
            > ognia i dreszczu! I co?dalej tylko kochanki obwiniacie ?To samo moze
            > maz ktory zdradzi powiedziec ,a załoze sie ze i Wy tak samo ,gdyby
            > ktos was zauroczył,czy poderwał -niewazne. Wreszcie nie odsuwajcie
            > od siebie tego ze to maz i zona doprowadzaja do rozpadu .Kochanka w
            > jakims stopniu tez ,ale pierwszy kro robi maz i zona
            > Zaznaczam jestem zwykła zona

            tendencja wszystkich nas do samousprawiedliwiania sie nie powinna miec wplywu na
            ocene nagannosci jakiegos uczynku. zapewne jakbym kogos zabila i zjadla, tez bym
            sie tlumaczyla, ze bylam glodna. zupelnie nie zmienia to faktu, ze zabijanie i
            zjadanie przedstawicieli naszego gatunku jest wysoce nieetyczne.
            a wracajac do meritum: ja sie juz tradycyjnie czepne nakladania na zdradzonego
            meza/zone czesci winy za romans. podkreslam najpierw z czym sie zgadzam - maz i
            zona wspolnie popsuli swoja relacje. takie marne pozycie ma z grubsza jednakowy
            wplyw na meza i zone. mamy dalej co najmniej trzy mozliwosci - zadne z nich nie
            zdradza, zdradzaja oboje, jeden z malzonkow zdradza. dla odmiany przypuscmy, ze
            maz powstrzymuje sie od romansu, a zona romansuje z szarmanckim kolega z pracy.
            mozesz mi teraz prosze wytlumaczyc dlaczego maz powinien czuc sie winny w
            zwiazku z tym romansem? bo zonie sie zle z nim ukladalo? to zazwyczaj jest
            wzajemne, a jednak on nie zdradzil. bo zdrada jest nieuchronnym nastepstwem
            rozkladu pozycia? jego postepowanie jest najlepszym dowodem, ze nie jest.
            na koniec jeszcze tylko pozwole sobie na uwage, jestem w stanie zrozumiec osobe,
            ktora tkwi w nieudanym zwiazku i zdradza. staram sie bardzo nikogo nie potepiac.
            ale osoba, ktora zdradza jest, moim zdaniem, winna zdradzie w 100% i
            twierdzenie, ze malzonek jest wspolwinny ma jedynie zaleczyc poczucie winy zdrajcy.
            • goldenka100 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 12:31
              no niewiem czy tak do konca masz racje ,zreszta cokolwiek by pisac
              kazdy przypadek jest inny .Nie ma skutku bez przyczyny,a w innym po
              prostu taka osoba ma tendencje do zdrady-a taka maja i kobiety i
              mezczyzni.po prostu ktos ma taki charakter i tyle.
              ja niestety jestem tego zdania ze jesli jest dobrze w małzenstwie to
              JEST MAŁE PRAWDOPODOBIENSTWO zdrady.Przeciez jezeli jest w zwiazku
              dobrze to zden normalnie myslacy facet nie bedzie zamieniał dobrego
              na niepewne .Po co?Rozumny facet przekalkuluje ze to mu sie-tak skok
              w bok -nie opłaci ,bo po co ma stracic to co ma?Ja mysle z mojego
              punktu widzenia ,teraz tak uwazam ze nie zaryzykowałabym zdrady ,bo
              mi dobrze w tym moim małzenstwie,dogadujemy sie ,jst tak normalnie-
              jak na etapie narzeczenstwa -a po slubie jestem 14 lat.I po co mi
              zdrada?po to zeby stracic to co mam?
              Jesl jest dobrze w małzenstwie zdrada jest małym prawdopodobienstwem
              i tyle
              • magiczna_marta Re: jad i wściekłość 10.10.08, 13:26
                wiele razy pada pytanie, dlaczego winą obarcza się kochanki
                zatem drogie "panie" wam odpowiem
                bo to forum o kochankach (czyli osobach samotnych ingerujących we
                wcześniej zawarty związek), a nie o zdradzających małżonkach, jasne?

                --
                http://www.suwaczek.pl/cache/9a2a80632d.png
                http://www.suwaczek.pl/cache/522cb93d1a.png
              • ciezka_cholera Re: jad i wściekłość 10.10.08, 14:36
                goldenka100 napisała:

                > no niewiem czy tak do konca masz racje ,zreszta cokolwiek by pisac
                > kazdy przypadek jest inny .Nie ma skutku bez przyczyny,a w innym po
                > prostu taka osoba ma tendencje do zdrady-a taka maja i kobiety i
                > mezczyzni.po prostu ktos ma taki charakter i tyle.
                > ja niestety jestem tego zdania ze jesli jest dobrze w małzenstwie to
                > JEST MAŁE PRAWDOPODOBIENSTWO zdrady.Przeciez jezeli jest w zwiazku
                > dobrze to zden normalnie myslacy facet nie bedzie zamieniał dobrego
                > na niepewne .Po co?Rozumny facet przekalkuluje ze to mu sie-tak skok
                > w bok -nie opłaci ,bo po co ma stracic to co ma?Ja mysle z mojego
                > punktu widzenia ,teraz tak uwazam ze nie zaryzykowałabym zdrady ,bo
                > mi dobrze w tym moim małzenstwie,dogadujemy sie ,jst tak normalnie-
                > jak na etapie narzeczenstwa -a po slubie jestem 14 lat.I po co mi
                > zdrada?po to zeby stracic to co mam?
                > Jesl jest dobrze w małzenstwie zdrada jest małym prawdopodobienstwem
                > i tyle

                Goldenko, nie chcialabym, aby moje wywody zostaly odebrane jako
                usprawiedliwienie braku dbalosci o malzenstwo. uwazam, ze o zwiazek trzeba dbac
                z co najmniej kilku powodow: udane pozycie ma nieustanny wplyw na nasze zycie,
                daje poczucie satysfakcji i tak zwane spelnienie, w takim zwiazku czujemy sie
                bezpieczni i akceptowani. nie zamierzam tez udawac, ze nie widze relacji miedzy
                stopniem rozkladu wiezi, a prawdopodobienstwem zaistnienia zdrady. ja tylko
                twierdze, ze nie jest to zadnym usprawiedliwieniem, a jedynie proba poprawienia
                sobie samopoczucia kosztem osoby, ktora juz i tak zostala przez nas skrzywdzona.
                podobnie uwazam, ze nie jest usprawiedliwieniem dla pobicia zony, fakt ze owa
                zona jest straszna zolza. zawsze jest kilka bardziej honorowych wyjsc z sytuacji.
                    • anais_6 Re: jad i wściekłość 10.10.08, 23:33
                      magiczna_marta napisała:

                      > ach, zapomniałam dodać, że to misio twierdzi że jego żona to zołza

                      Zresetuj się dziecko, bo ewidentnie się zacięłaś i nic nowego do
                      rozmów nie wnosisz, poza tymi samymi banałami.
                        • bodyolxx Re: jad i wściekłość 28.10.08, 21:31
                          Witam,
                          przyjrzałam się dokładnie całej dyskusji i widzę, że jeśli chce się przedstawić
                          punkt widzenia odmienny do NIEKTÓRYCH żon zdradzanych, zranionych, cynicznych i
                          nieszczęśliwych, należy pisać i rozumować ŁOPATOLOGICZNIE.

                          Zacznijmy od tego, czym jest zdrada? Wikipedia definiuje ją jako"ogólnie,
                          świadome i intencjonalne zawiedzenie zaufania danego przez osobę, organizację,
                          państwo czy inna grupę społeczną, która z tego powodu ponosi lub uważa że ponosi
                          straty". Zatem kto zdradza? Żona lub mąż, bo to im zostało zaufanie powierzone,
                          czy nie? Więc jedyną osobą, która jest za zdradę odpowiedzialna jest ta osoba,
                          która zdradza.
                          Co innego w przypadku przyczyn zdrady. Jest ich mnóstwo i mnóstwo już tu zostało
                          opisane. Jednak najczęstszą przyczyną zdrady małżeńskiej jest- jak wskazują
                          wszelkie źródła w tym ludzkie języki- jest szeroko rozumiany rozpad małżeństwa,
                          czyli mówiąc kolokwialnie, kiedy im już razem nie po drodze. CO dla każdej
                          strony jest subiektywne, bo raczej rzadko zdarza się, że związki rozpadają sie
                          ot tak i obydwie strony czują sie z tego powodu tak samo. No więc, kto jest
                          odpowiedzialny za rozpad małżeństwa? Albo mąż, który przestał kochać, albo żona,
                          która przestała kochać, albo oni razem, którzy albo nigdy się nie kochali, albo
                          przestali siebie zauważać i zaczęli żyć obok siebie.

                          W którymś momencie kiedy w małżeństwie nie jest już super pojawia się Ktoś nowy.
                          I w momencie, kiedy Mężowi / Żonie wydaje się, że już ma za sobą czas
                          zainteresowania w jedną i drugą stronę, jest ten Ktoś, kto to zainteresowanie
                          okazuje, stara się dla niego itd. Kochanki i kochankowie, to też ludzie, którzy
                          są samotni potrzebują uczucia.
                          Ludzie łączą się w pary z konkretnych powodów, najczęściej dlatego, że coś ich
                          ze sobą łączy, może z nowymi osobami łączy ich więcej?

                          Poza tym drogie Panie obrzucające błotem. Prezentujecie charakterystyczny dla
                          mężczyzn usprawiedliwiających zdradę pogląd : suka nie da, pies nie weźmie.
                          Słyszałam to od wielu facetów, którzy swoja zdradę uważali za naturalną potrzebę
                          fizyczną, a zdradę kobiety, jako objaw skłonności do prostytuowania się.


                          Moje poglądy warunkuje w dużej mierze to, że przez 20 lat żyłam w domu, w którym
                          najważniejszy związek - moich rodziców- był farsą. Ich jedyne rozmowy to były
                          kłótnie i obydwoje są bardzo nieszczęśliwi. Nie wiem, czy siebie zdradzają, ale
                          uważam, że jeśli by im miało to przynieść szczęście to jak najbardziej powinni,
                          dlatego, że zostali w tym związku ze względu na dzieci, a dzieci nie są
                          szczęśliwe, gdy rodzice nie są szczęśliwi itd.
                          Z wielu przykładów zaobserwowanych na świecie mogę powiedzieć, że kiedy dwie
                          osoby się szanują nawzajem, to do zdrady nie dojdzie, jak bardzo by ta wredna
                          kochanica się do łóżka nie pchała.

                          Żeby wszystko było jasne:
                          Nie nie uważam zdrady, za coś w porządku.
                          Jednorazowy wyskok to nie to samo, co romans.
                          Nie, nie jestem kochanką.
    • szalona.manuela To forum to pomyłka 10.10.08, 11:41
      Nie znam założyciela - więc z góry sorry jeśli się mylę, ale to
      forum z założenia miało być chyba miejscem dyskusji, wsparcia. A
      stało się miejscem linczu.
      I jeżeli żony potrafią jedynie rzucić "kurwą" zamiast konstruktywnie
      budować swój związek, to nie dziwne że jest tyle zdrad.
      I najbiedniejsi są mężowie - zniewolone nieboraczki, eh kobiety nie
      bądźcie naiwne smile
      • goldenka100 Re: To forum to pomyłka 10.10.08, 12:20
        no niestety wiekszosc jest tu takich zon,ktore nie widza winy u
        siebie ale u kochanki a co najdziwniejsze na samym koncu
        u ,,misia''.Ej kobity,kobity,nie osmieszajcie sie


        Zaznaczam jestem zwykła zona
      • elunia501 Re: To forum to pomyłka 10.10.08, 12:22
        Jaką opinię mają kochanki w naszym społeczeństwie??Dobrą czy złą.Jak "sami"
        mężczyżni nazywają takie kobiety??Tu z góry przepraszam za
        słownictwo(K...a,szmata żdzira, puszczalska latawiec .....)mogłabym wymieniac w
        nieskończonosc.Poza tym chyba wiekszośc z nas to chrześcijanie,ale co niedzielę
        na mszy składają rączki i się modlą.....tylko nie wiem po co.Wiem jedno ,że
        nigdy przenigdy ,chociaż byłoby mi nie wiadomo jak żle nie zwiążę sie z żonatym
        mężczyzną.Nie mogłabym kochac sie z nim , myslec o jego żonie i
        dzieciach.Przecież to czysty egoizm.Piszecie ,że kochanka nie przysięgała ale
        przysięgał jej kochanek!!!I jej to nie przeszkadza,że bierze w tym wszystkim
        współudział???i się do cholery na to godzi.Zresztą wiecie co? Ja chyba jestem z
        innej epoki.Wierzę ,że tam u góry gdzieś jest BÓG który kiedys będzie nas sądził.
        • kicia76-0 Re: To forum to pomyłka 10.10.08, 23:13
          To skandal - jakas baba, ktora podszywa sie pod psychologa pisze tendencyjnie -
          to znaczy broni lapami i nogami kochanek obraza zony i jeszcze twierdzi ze jest
          wspanialym psychologiem o szerokiej wiedzy. Kaze jeszcze nam wierzyc ze
          malzenstwo wtedy sie rozpada kiedy zona jest zolza mezus niewinny a kochanica
          bez skazy. Babo - puknij sie w leb , myslisz ze na forum siedza same idiotki? i
          to ze powiesz ze jestes psychologiem tak "zadziala" ze nas "zatka". Nigdy,
          przenigdy nie uwierze w to ze pisze to osoba majaca szkoly, dyplomy i i
          "doktorat" w toku hahahahah "doktorat" chyba z glupoty. Poczytaj sobie wszystkie
          swoje posty i popatrz co ty piszesz i nie obrazaj i nie niszcz opinii prawdziwym
          psychologom bo to sie dla ciebie moze zle skonczyc . Sa na forum rozne
          wypowiedzi kobiet - ale te przynajmniej maja odwage cywilna powiedziec kim sa /
          kochanka, zona czy jeszcze tam kims/ a ty sie poszywasz pod psychologa i
          myslisz ze nie zostaniesz zdemaskowana Zenada i katastrofa kobieto

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka