Dodaj do ulubionych

Historia górołaza

22.07.05, 17:04
Moze opowiemy sobie, jak sie te nasze gorskie bieszczadzkie milosci zaczely?
Dlaczego mamy taki sentyment do polonin?

Moja historia zaczela sie 10 lat temu- pojechalam jako niespelna 15-latka na
oboz wedrowny- w Bieszczady. Poczulam atmosfere, poznalam ludzi i piosenki- a
nauczona przez ukochana Mame wrazliwosci na piekno zakochalam sie w widokach.
Zyskalam po tym obozie pasje- bo od tej pory zylam marzeniem o kazdych kilku
chwilach tej wolnosci, jaka daja tylko gory. Zyskalam przyjaciol- z ludzmi z
tamtego obozu /wszyscy jestesmy z jednego miasta/ spotykamy sie niemal
codziennie do dzis, poszerzamy paczke o zony i mezow, a ostatnio- takze o
dzieci, ktore juz poczuly smak gor. Ale tez jestesmy razem w chwilach
najtrudniejszych- to naprawde Przyjaciele, a nie powierzchowni znajomi. I...
zyskalam meza. Na tym obozie w owej paczce przyjaciol byl chlopak starszy o 3
latka ode mnie, z ktorym z czasem polaczyla mnie nie tylko przyjazn. Od ponad
roku jestesmy malzenstwem.
Potem gor bylo w naszym zyciu wiecej i wiecej, stopniowo wyjazdy samodzielne-
juz nie na obozy- a 3 lata temu ja i moj M. zrobilismy uprawnienia
przewodnickie- studenckie i panstwowe na czesc zachodnia Beskidow Zachodnich.
Jestesmy przewodnikami- ale jeszcze nam malo. Marzy mi sie rozszerzenie
terenu uprawnien na... B.Niski i Bieszczady!! Moze kiedys sie uda...
Na razie w najblizszym roku sami poprowadzimy qrs przewodnicki. W
Bieszczadach wszystko sie zaczelo... Nie wiem, jakie byloby dzis moje zycie,
gdyby nie one... na pewno nie tak kolorowe i pelne gor:))
Ach. Rozmarzylam sie:))
--
Tusia
Edytor zaawansowany
  • zielony_motylek 22.07.05, 21:05
    Piekna historia.. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia co Ty moja przygoda z
    Bieszczadami zaczęła sie stosunkowo pózno właściwie można powiedzieć że tak
    naprawde to 31 grudnia 2004 wtedy po raz pierwszy pojechalam tam i dokladnie w
    sylwestra weszłam na połonine caryńska (pół metra sniegu bylo to niesamowite
    wrażenie dla mnie jako laika poprostu cos niesamowitego)a potem wracałam tam
    jak tylko moglam, właściwie to mam uczucie jakbym chciała nadrobic ten czas
    kiedy ich nie znałam to byla moja 3 pora roku w Biesach i jeszcze czeka mnie 4
    ponoc najpiekniejsza..... zawsze będe tam wracać bo cos tam zostawilam one
    dodaja mi sił,koją rany tam też poznałam ludzi bliskich memu sercu...a więc do
    zobaczenia być może na szlaku pozdrawiam motylek
  • e-bieszczady 23.07.05, 15:07
    no to teraz ja...
    Mój pierwszy raz:)
    96 rok obuz dla kadry ZHP w Dwerniczku, no i się zaczeło...
    Dostałem świra, tylko Bieszczady i Bieszczady:), ale trzeba było do szkółki
    chodzić, wakacje równe 2 miesiące w Bieszczadzie, po szkole wojsko i wolność.
    Dostałem pracę w bieszczadach jako instruktor w szkole przetrwania i tak
    ostatnie 3 latka spędziłem prawie całe w Biesach. Teraz postanowiłęm robić coś
    swojego i tęsknie za bieszczadem. Naszczęście plany zawodowe ściśle związane są
    z moję Mekką dlatego jakoś sobie radzę:)
  • zielony_motylek 23.07.05, 18:23
    :o)))) Bieszczady to czasmi prawdziwa szkola przetrwania coraz czesciej
    spotykam tam mlodzież w moro (tak mowiac miedzy nami sama polubilam ten stroj
    jest poprostu bardzo wygodny i nie widac na nim brudu:ppp słynne bieszczadzkie
    blotko daje sie wykruszyc)ale jak tu czytam was to czuje sie jakstray weteran
    wiekowy hihihihiih
  • czesiula 07.08.05, 13:26
    Ja 10 lat temu wywiozłam mojego męża na pracowniczą wycieczkę w Bieszczady. Tak
    sie zakochał,że kupiliśmy chatę w malutkiej wsi i jest fajnie....Tylko bardzo
    daleko od naszego miejsca zamieszkania-500km. Ale, co tam....
  • na_und 04.01.06, 13:54
    W moim przypadku prawdziwa jest chyba legenda o Biesach i Czadach i o ich
    czarowaniu, bo pierwszy raz pojechalem w Bieszczady prawie szesc lat temu i to
    nie jako turysta, ale pracownik sezonowy, obecnie bywam dosc czesto i zawsze
    obiecuje sobie, ze to juz ostatni raz, ze nigdy nie wroce, ze mam dosc i tego
    sztucznego jeziora, i nudnych polonin... W kilka dni po wyjezdzie zaczynam
    tesknic. Racjonalnie nie umiem tego wytlumaczyc.
  • wobo1704 12.01.06, 17:58
    Pierwszy raz w Bieszczadach w 1956 r.
    Zatrudniłem się jako młodociany w okolicy Ustrzyk G.
    (Kazali zbierac gałęzie po pilarzach.)
    Raz na tydzień furmanka po gnoju przywoziła suche chleby i margaryne.
    W tym czasie straszne typki tam pracowały.Wojsko w niebieskich otokach szalało.
    Ale przeżyłem; zarobiłem ładne pieniążki.
    Po dwóch miesiącach za radą starego pilarza uciekłem
    z pieniążkami potajemnie w nocy, bo była obawa, że mnie po drodze obrobią.

    A potem przez wiele lat trasa z Beskidu Śl.(Wisła, Żywiec) do Ustrzyk G. i z
    powrotem.
    Później już tylko w jedną stronę. Jeszcze potem z dziećmi (oczywiście nie takie
    długie trasy).
    Trochę zjeździłem Bieszczady i Beskid Niski rowerem.
    A potem nagle się skończyło wszystko.
    Zazdroszczę Wam.
    Pozdrawiam serdecznie.


  • zillo 14.01.06, 12:20
    Masz wspaniałe wspomnienia. Jak oglądam stare fotografie bieszczadzkie i czytam
    przewodniki, to żal mi, że tych pionierskich czasów nie dane mi było poznać.
    Mimo, że Bieszczady nadal zaskakują, to już nie są górami z Twoich opowieści.
    Miałeś Wobo szczęście. Pozdrawiam.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Booking.com
Nakarm Pajacyka