Dodaj do ulubionych

Wścibski sąsiad - jak się odgrodzić ?

08.03.10, 15:04
Mieszkam w szeregówce od strony północnej mam mini ogród 10 m szerokości i 15 m długości . Chciała bym stwożyć sobie z tego ogródka miejsce w którym mogła bym poczytać sobie ,czy po prostu poleżeć w słońcu . Niestety obok mieszka starsze małżeństwo które wnikilwie studiuje wszystko co robię w swoim ogrodzie . odziela nas druciana siatka ok 1,2 m wysokości . Sąsiedzi kategorycznie zaprotestowali przeciw puszczeniu po niej jakiegoś pnącza bo rośliny niszczą siatkę :) Proszę podpowiedzcie jakie rośliny mogły by stwożyć naturalne ogrodzienie .przy założeniu że ogród jest od strony północnej więc do godz 12 jest tam cień , podłoże to glina pod spodem i 10 cm ziemi na wierzchu , jest tam bardzo wysoki poziom wód rguntowych ,ziemia jest ciągle lekko wilgotna . Chciała bym żeby 'ogrodzenie\ urosło już w tym roku i żeby nie było zbyt rozłożyste bo ogródek jest mały i chodzi o to żeby zostało trochę jego powiezchni. JAKIE ROŚLINY MOŻECIE POLECIĆ ?
--
ta stronka podbije twoje nerki: www.kuciapka.blox.pl
Obserwuj wątek
      • horpyna4 Re: Wścibski sąsiad - jak się odgrodzić ? 08.03.10, 16:25

        Możesz zrobić swoją własną siatkę w odległości kilkadziesiąt cm od
        tamtej. I na tę swoją siatke puścić bluszcz; takie ogrodzenie jest
        cienkie i nie zajmuje miejsca, a jest szczelne cały rok.

        Jak to zrobisz, to sąsiada szlag trafi i będziesz mieć spokój.
    • enith Re: Wścibski sąsiad - jak się odgrodzić ? 08.03.10, 17:32
      A może trejaż lub kratownica? Ustawić wzdłuż płotu i na to puścić szybko rosnące pnącza? Jeśli masz tam bardzo mokro i gliniasto, to może pod trejażem ustawić wielkie donice z pnączami i niech się pną po drewienku i odgradzają od wścibskich sąsiadów. Ja co prawda na sąsiadów narzekać nie mogę, ale też mam mokro i gliniasto i będę puszczać pnącza z donic na podpory, bo na samą myśl o kopaniu w TAKIEJ ziemi trafia mnie szlag. A z roślin do cienia polecić mogę winobluszcz, zwykły bluszcz, akebię (ponoć wystarczająco mrozoodporna w Polsce) i hortnesję pnącą (mrozoodporna do strefy 4, czyli w Polsce powinna sobie poradzić). Bluszcze rosną szybko, nie wiem, jak akebia i hortnesja.
        • obrobka_skrawaniem Re: Wścibski sąsiad - jak się odgrodzić ? 08.03.10, 21:02
          Rosliny moga bardziej przeszkadzac, bo np. uniemozliwiaja pomalowanie siatki,
          natomiast maty mozna zdjac. Mozna tez wkopac slupki/dragi kilka cm od siatki i
          na nich zawiesic maty; mozna panele drewniane oprzec o slupki. Trzeba
          pokombinowac. Jesli to bedzie po stronie siatki Autorki to sasiedzi nie maja nic
          do gadania. Swoja droga jesli budynek jest pietrowy to moga filowac z pietra.
          • dar61 Sposób na filowanie i filmowanie: 09.03.10, 01:24
            Dziwny twór ci sąsiedzi...
            Chciałbym, chciałbym, chciałbym wierzyć, że wymierający.

            Mógłbym, mógłbym, mógłbym przysiąc, że obsadzenie każdej, dobrze
            pomalowanej u nas siatki ogrodzeniowej np. bluszczem przedłuża okres
            NIEMALOWANIA tej siatki o 10 lat.
            {Arnika_a.} chciałaby, chciałaby, chciałaby , żeby w rok bluszcz
            porósł jakąś konstrukcję?
            To niemożliwe. Co najmniej z 5 lat musi potrwać, by się on dobrze
            ukorzenił, zanim w górę się wespnie.
            A te 5 lat to dobry czas na spacyfikowanie ciekawskich sąsiadów.
            Najlepiej szarlotką. Lub jabłecznikiem. Od {Apple_pie_76}...

            Innym sposobem byłoby pójść na kompromis.
            I mieć słońce w ogródku, i sąsiadów nie zrażać.
            Żeby nie traktować problemu po wierzchu, na tej małej powierzchni
            ogródka chciałbym, chciałbym, chciałbym doradzić postawienie
            niewielkiej trejażo-altanki.
            Czworokąt, wielokąt, pólkole z nośnych słupków, na nich kratownica ,
            pod nią posadzone pnącza. Calość dałaby cień i osłonę na czas
            biesiad czy sjest. Obsadzić je radzę od strony sąsiadów czymś
            zimozielonym, od wnętrza działki - o ulistnieniu sezonowym.

            Podobny twór sprawdził się u mnie i u mych rodziców. I zimą i latem,
            dzięki tym różnym w ulistnieniu krzewom i lianom [kokornak,
            bluszcze, wiciokrzew, aktynidia, winobluszcz 3-listk.]...
            K. i a. wymagają masywnej podpory, nie zalecałbym ich na
            opłotowania. Ale na trejaż i altankę jak najbardziej.

            A panele płotowe drewniane, choć w 1. latach ładne, z czasem tak
            dziwnie szarzeją, że je, prócz fabrycznego barwnika, omaściłbym
            czymś w stylu drewnochronu barwy palisander.
            Tak jak nasze altano-trejaże ...
            • mirzan Re: Sposób na filowanie i filmowanie: 09.03.10, 08:39

              > A te 5 lat to dobry czas na spacyfikowanie ciekawskich sąsiadów.
              > Najlepiej szarlotką. Lub jabłecznikiem. Od {Apple_pie_76}...

              Niczym nie obsadzać.Za pięć lat sąsiadowi może się wzrok popsuć,
              bo czas leci,albo uroda sąsiadki opatrzy się i nie będzie się gapił.
              • horpyna4 Re: Sposób na filowanie i filmowanie: 09.03.10, 09:32

                Zresztą filowanie to mały pikuś. Moja mama miała taką sąsiadkę, co
                tuż przy dzielącym je ogrodzeniu rozwiesiła sznur do suszenia upranej
                bielizny, a jak mama coś sadziła od swojej strony, żeby zasłonić, to
                sąsiadka to w nocy niszczyła. Bo jej zasłaniało słońce, a ona musiała
                właśnie w tym miejscu w piątek i świątek suszyć majtki.

                Posadziłam więc kolczastą jeżynę. Pomogło, być może owoce smakowały
                sąsiadce. A była to dość ozdobna jeżyna, wyrosła z siewki jeżyny
                bezkolcowej. Tak więc miała pięknie wycinane listki, ale na szczęście
                kolców jej nie brakowało; bezkolcowość nie jest powtarzana przy
                romnażaniu z nasion.
                • dar61 Sposób na smakoszowanie 09.03.10, 14:36
                  Podobna jeżyna, zacieniona przez słońce doroślejącą wiśnią, nie chce
                  nam już owoc zawiązywać.
                  {Arniczane} zapewne w cieniu też się nie sprawdzi. Acz spróbować nie
                  zawadzi. Ma b. szybkie, po ukorzenieniu się, przyrosty. I podpór
                  wymaga. Lubi też panoszyć się w różnych kierunkach, więc sąsiedzi
                  będą mieli co uszczykiwać ;) I kląć.
                  Pełnia sąsiedzkiego szczęścia się kroi[łaby]...

                  Świętujmy tedy soczyście Europejski Dzień Sąsiada!

                  http://demotywatory.pl/demot/2700_500.jpg
              • dar61 Ad psucie się naczyń. Wieńcowych 09.03.10, 14:06
                Gdy głowa siwieje, to człowiek [czyt: mężczyzna] szaleje.
                Albo [www.]kuciapka[.ple-ple.pl] ...
                No, przynajmniej tak mówi mądrość ludowo-podmiejska.

                Nie liczyłbym więc, za Jeremim P.,
                że zapomni starzec już,
                dlaczego to,
                co oko cieszy,
                nie cieszy już.
              • dar61 Sposób na wałkowanie w ogrodzie 09.03.10, 14:21
                [A] ... poczytać sobie, czy po prostu poleżeć w słońcu ...
                [B] ... więc do godz 12 jest tam cień ...

                Światło więc do 12. rozproszone, po 12. pełnia słońca.
                Jeśli domek niewysoki, to [A] latem będzie słońce w odległości
                zacieniowej ca 5-7 metrów. To całkiem duże naświetlenie i pięknie
                zróżnicowane warunki dla wszystkich wymienionych przeze mnie pnączy.

                Jowialnie i lojalnie jednak dodam, że strefa gruntu podsuszanego
                korzeniami przez winobluszcz, takoż odbijania odrostami od korzeni
                przez kokornak, może je nie kwalifikować do sadzenia przypłotowego.
                A bo sąsiad miał będzie uzasadnione pretensje o intruzów na swym
                zapłotowym gruncie, a bo koty sąsiada, po skopaniu gruntu
                przygranicznego pod walerianę, zaczną dziwnie się w wykopie tarzać i
                pianę toczyć z pyszczka...

                Chyba że {Arnika_a} to z góry, z zemsty, zaplanuje i chętnie
                przyjmie order behawioralny ASBO.

                Jednak odradzałbym wewnątrzogrodowe chodzenie boso w dessousach
                [ACH!]
                http://www.knickersblog.com/wp-content/dessous.jpg
                po rosie, bo sąsiad może mieć
                słabe serce w
                tym wieku
                , a sąsiadka ciężki
                http://2.bp.blogspot.com/_ZqF1V9aZAFM/SjkMt2J7fjI/AAAAAAAAAgc/bgHXobt
9U9s/s320/wa%C5%82ek+do+ciasta.jpg
                wałek dociastowy na wątłą już czaszkę nasąsiadową...
                • yoma Re: Sposób na wałkowanie w ogrodzie 09.03.10, 15:08
                  No właśnie sobie patrzę przez północne okno z niewysokiego domu, zwracam honor,
                  słońce jest :) Niemniej powiązanie związków frazeologicznych "północny ogródek"
                  i "ochrona przed słońcem" aże mną zatrzęsło.

                  Nadal uważam, że nie ma potrzeby stawiać pergol cienionośnych, bo nie ma siły,
                  żeby nie było kawałka miejsca pod ścianą, gdzie w razie potrzeby do cienia się
                  schronić można. No ale ja jestem słońcolub :)
                  --
                  Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele
                  młodszego.
                  • horpyna4 Re: Sposób na wałkowanie w ogrodzie 09.03.10, 15:19

                    Wymienioną wcześniej jeżynę posadziłam również u siebie, od północy.
                    W celach zaporowych oczywiście, żeby hołota nie skracała sobie drogi.

                    Pomogło, rosła świetnie przez wiele lat. Tworzyła ściankę rozpiętą
                    na kilku poziomych drutach, przycinałam ją często.
                    • dar61 Sposób na krokodyle 09.03.10, 22:42
                      W podobnych zaporowych celach posadziłem na mej Babci działce
                      ogrodowej kilka tarnin wzdłuż ścieżki za płotem, by choć raz
                      truskawek zjeść garść mogła.
                      Poskutkowało to odnalezieniem przez smakoszy ścieżki od strony
                      sąsiada. Ów zmarł był kilka lat przedtem i już nie pilnował za
                      dnia...

                      Ale wzdłuż tej granicy z tarninami do dziś nikt przejść nie może. Z
                      kilku mych posadzonych badyli utworzyła się piękna kępa.
                      Zaglądam tam raz na kilka lat w dzicz nieuprawną, są tam jeszcze
                      nasze porzeczki o owocach jak śliwki. I śliwki o owocach jak
                      jabłka. I jabłka o owocach ...

                      Ma rzeka dzieciństwa tam się jeszcze sączy.
                      Właściwie to rów.
                      Ale duży.
                      - Babciu! - Krokodyl!
                      - A, gadasz, to zwykła żaba, wracaj, bo znów się skąpiesz i mama
                      będzie cię, no wiesz!
                      - Już idę, idę...

                      [chlup!]
                      - Mam cię, krokodylu...
                  • dar61 Też przy pogodzie 09.03.10, 15:30
                    Kiedyś, chyba skuszeni ceną, kupiliśwa ogrodowy parasol.
                    A potem zbudowałem trejaż, bo po zmarłym sąsiedzie marnował się
                    naścienny winobluszcz przyokienny, planowany do eksterminacji.
                    Dziś oba są w bliskich związkach i objęciach, a parasol kurzy się w
                    garażyku.
                    Ostatnio dokupiłem mu futeralik, bo tegoż cena była taka ...

                    ***

                    Duża ilość znamion znamionuje niechęć do opalania się.
                    I skłonność do czerniaka.
                    Przynajmniej tak twierdzi
                    David Černy ...
      • mirzan Re: Wścibski sąsiad - jak się odgrodzić ? 11.03.10, 23:08
        hamerykanka napisała:

        > Moze ladne maty bambusowe? Przy matach mozna postawic donice z
        > roslinami i stworzyc ladny zakatek na krzesla i stol...

        Albo posadzić jagody kamczackie.Jak się mają polskie jagody po
        drugiej stronie świata? Amerykańskie -japońskie już owocowały.
        Pozdrawiam.
        • pinkink3 polskie jagody 12.03.10, 00:10
          Jesli moge odpowiedziec za Hamerykanke, i to tylko z terenu, ktory
          zamieszkuje,[pld. Kalifornia] to jagod polskich po prostu nie ma!
          Nie rosna.
          Sa te duze, nawet podobne ale to chyba cos innego, bo pod skorka, w
          przekroju sa zielone. W smaku podobne ale moim zdaniem, gorsze.
          Jezyk po nich nie jest niebieski i w ogole. ;)
          Kiedy mi sie ich zachce, kupuje francuska tarte z owocami,
          importowana z Francji.
          Tam jagody, jak i maliny sa prawdziwe.))
          • pinkink3 Re: polskie jagody 12.03.10, 00:47
            Nie wyrazilam sie precyzyjnie.
            W tym, ze czarne jagody nie rosna w Kalifornii, nie byloby nic
            niezwyklego. Klimat nie jest wystarczajaco chlodny.
            Powinnam napisac--sa nieznane, nie do kupienia. Ani swieze, ani
            mrozone. Zadne.

            Podobnie jak 'polski' agrest.
            Wczoraj ogladalam jakis quiz w tv, 'Jeopardy', a moze 'Who wants to
            be a millionaire' {z tego co wiem, to sa polskie wersje]i w jednym z
            pytan proszono o odgadniecie nazwy owocu. Pokazano zdjecie agrestu.
            Nikt nie zgadl!
            NB, po angielsku agrest to gooseberry.))
            • mirzan Re: polskie jagody 12.03.10, 08:26
              pinkink3 napisała:

              > Nie wyrazilam sie precyzyjnie.
              > W tym, ze czarne jagody nie rosna w Kalifornii, nie byloby nic
              > niezwyklego. Klimat nie jest wystarczajaco chlodny.
              > Powinnam napisac--sa nieznane, nie do kupienia. Ani swieze, ani
              > mrozone. Zadne.

              Chodziło mi o jagody kamczackie,nie mają one nic wspólnego z leśną
              jagodą.Dostałem od Diany jagody kamczackie,rasy japońskiej,a
              wysyłałem jej nasiona moich jagód,sadzonki chya też.
              Moje jagody rosną również w Kanadzie.
              • horpyna4 Re: polskie jagody 12.03.10, 09:38

                A konkretnie jest to gatunek suchodrzewu o jadalnych owocach, więc z
                naszymi leśnymi jagodami nie ma nic wspólnego: należy do zupełnie
                innej rodziny. Jego nazwa łacińska, to lonicera coerulea (polska -
                suchodrzew siny lub suchodrzew błękitny). I pod taką nazwą należy go
                szukać w szkółkach.
                • mirzan Re: polskie jagody 12.03.10, 18:40
                  horpyna4 napisała:

                  Jego nazwa łacińska, to lonicera coerulea (polska -
                  > suchodrzew siny lub suchodrzew błękitny). I pod taką nazwą należy
                  go szukać w szkółkach.

                  Obawiam się,że moglibyśmy stać koło jagód kamczackich,a pytając
                  o suchodrzew błękitny,nie kupili byśmy nic.
              • hamerykanka Re: polskie jagody 12.03.10, 10:37
                Z tego co wiem, rosna pieknie. Skonczyl mi sie kontrakt i
                Przeprowadzilam sie do TX. Czesc roslin pojechala do Missouri, czesc
                jest w Kolorado, czesc u ogrodnikow hobbystow w Arkansas. Mozna
                powiedziec ze podbijaja swiat!
                A ja mam nadzieje ze dostane z Arkansas pare siewek i posadze w moim
                nowym ogrodzie:)
                Pozdrawiam serdecznie:)
                • enith Re: polskie jagody 13.03.10, 15:20
                  Hamerykanko, mogę spytać, gdzie konkretnie w Teksasie mieszkasz i kopiesz w ogródku? Ja co prawda zaangażowana jestem obecnie w ogród na północnym zachodzie USA, ale zastanawiamy się z mężem nad powrotem w jego rodzinne strony, czyli Fort Worth. Może nie teraz i nie za 5 lat, ale może za 7-8?
                  Swoją drogą niesamowite jest, jak przywiązałam się do swojego ogrodu tutaj i choć wyprowadzka to raczej dalsza, niż bliższa perspektywa, to już mi żal tych wszystkich roślin własnoręcznie posadzonych. Wzięłabym je ze sobą, ale tutaj chyba tak nie można, a poza tym w Teksasie pewnie niespecjalnie by im się podobało ;)
                  • hamerykanka Re: polskie jagody 13.03.10, 17:17
                    Hej Enith,
                    Mieszkam w Amarillo, w czwartek kupilismy dom na 5 (!!) akrach
                    gruntu. Gleba gliniasta, typowa dla wielkich wyzyn. Najwazniejsze ze
                    jestem niezalezna od miejskiej wody tzn mamy pompe glebinowa 13
                    gal/min co jak na te okolice to full wypas. Dowiedzialam sie o
                    facecie z tych stron ktory ma 5 pomp po 1 gal/min i tak pracuja i
                    wylaczaja sie jedna za druga...a mi sie wydawalo ze 13 gal to malo...
                    Ft Worth to troche dalej dla mnie, ale ponoc maja troche szkolek w
                    tamtej okolicy? Tutaj z iglakow -moich ukochanych roslin mozna kupic
                    tylko sosne czarna, trzy odmiany swierka klujacego, pare jalowcow i
                    w tym sezonie cyprysowca Leylanda. Czarna rozpacz. Wszystko kupuje
                    przez internet-marze o mieszkaniu na polnocy, gdzie jest tyle
                    szkolek...
                    Mam zamiar zalozyc na 1 akrze przedogrodka ogrod japonski, z
                    koniecznosci bardziej zwirowy niz lesny. Oj..tyle mam planow:))
                    Wczoraj kupialm tez troche drzew owocowych, fige, nektarynke,
                    apricot (niei pamietam polskiej nazwy), i takie tam i tak sie z nich
                    ciesze:). Dzis jade po lopate:)
                    A jak wyglada Twoj ogrod?
                    pozdrawiam serdecznie
                    • enith Re: polskie jagody 14.03.10, 01:54
                      Ha! Gdy w jednym z wcześniejszych postów napisałaś "północny Teksas", pierwsze miasto, które wpadło mi do głowy, było Amarillo :)
                      Byłam tam kilkukrotnie przejazdem w czasie naszej (męża i mojej) wielkiej wyprawy po USA w 2005 roku. Amarillo to (w skórcie) zimne zimy, gorące lata i nieustający wiatr, strefa mrozoodporności bodajże 6B. No i tornada. Amarillo łapie się chyba jeszcze na słynną Aleję Tornad. Wrażeń pogodowych na pewno nie będzie ci brakować :)
                      Tu, na północnym zachodzie klimat jest bardzo umiarkowany, mamy chłodne lata i łagodne zimy, a do tego potężne opady deszczu (wpływ Pacyfiku). Drzewa iglaste, potężne daglezje i cedry, nadały temu stanowi nazwę wieczniezielonego. Tu naturalnie, a więc także w ogrodach rosną azalie i rododendrony. Po prostu sadzisz krzew i patrzysz, jak rośnie. Magnolie i kamelie też uwielbiają ten klimat, a najbardziej ze wszystkich upodobały sobie to miejsce jeżyny. To tu po raz pierwszy w życiu widziałam krzewy jeżyny, które pokryły całkowcie aż po dach opuszczony dwupiętrowy dom i dosłownie wzięły go w posiadanie. W ogrodzie, obok obowiązkowych tu rododendronów i azalii mam też (będę podawać łacińskie nazwy tych roślin, których nie znam po polsku): ciemierniki (kwitnące od listopada do marca), sarcococca, viburnum, metasequoia, mahonia, cedry, magnolię, kamelię, gardenie, którąś odmianę klonu japońskiego (kolejny obowiązkowy punkt każdego ogrodu tutaj), zresztą tak, jak i hortensje, które podobnie jak rododendrony, uwielbiają ten klimat. No i cała masa roślin, których nie znam, a które "odziedziczyłam" wraz z domem :)
                      Domyślam się, że brak dostępu do szkółek musi być męczący. Ja również korzystam z internetu zamawiając rośliny i nasiona. Niestety taka np. Monrovia, która ma wspaniałe rośliny, udostępnia swoje produkty wyłącznie przez szkółki.
                      Gdy zaczniesz przygotowywać swój ogród japoński, rób zdjęcia i zamieszczaj na forum. Bardzo chciałabym zobaczyć taki ogród w Amarillo. To będzie COŚ! :)
                      • hamerykanka Re: polskie jagody 14.03.10, 17:33
                        Masz racje z klimatem:). Ludzie stad mowia: jesli nie lubisz pogody
                        tu i teraz, poczekaj 5 minut, na pewno sie zmieni, i to prawda.
                        Temperatura po zachodzie slonca spada gwaltownie-jestesmy na 3500
                        ft. W dzien ciepelko, nawet 70F (ostatnie dni), w nocy ledwie 30.
                        Tornado mielismy w zeszlym roku na sasiedniej ulicy:). Tak w ogole
                        przezylam tornado w Pueblo, CO, w Arkansas parokrotnie no i teaz.
                        Dla mnie gorsze sa burze piaskowe, bo mam wrazenie ze zeszlifowuja
                        mi lakier z samochodu a widocznosc zerowa, wszystko ukryte w
                        pomaranczowej mgle. Dwa miesiace temu w ciagu jednego dnia:
                        odskrobalam samochod z calowej warstwy lodu(wygladal jak rzezba
                        lodowa), potem zaswiecilo sloneczko i zrobilo sie cieplo, dwie
                        godziny pozniej spadl snieg, a wszystko skonczylo sie sztormem i
                        burza piaskowa...w jeden dzien...
                        To jak opisujesz, przypomina mi Oregon. Bylam zachwycona swierkami i
                        krajobrazem, a takze milionem knajpek serwujacych crab chowder, a
                        kazdy inny w smaku (uwielbiam). Swoje rosliny kupuje wlasnie z
                        Oregonu, jest sprzedawca na eBay ktory ma duzo nietypowych iglakow i
                        z 200 odmian klonow japonskich. Kupilam od niego wiekszosc swoich
                        roslin, w tym trzy odmiany klonu shirasawanum ktory ponoc jest
                        odporniejszy niz palmowy, ale jestem chora na klony palmowe..nie
                        wspomne o magnoliach:). Ta czesc TX jest totalnie plaska jak
                        nalesnik wiec wiatry wieja na wylot, a najgorsze jest to, ze wokol
                        Amarillo sa tuczarnie bydla na uboj-aromat ton krowiego lajna jest
                        niezapomniany. Na poczatku po przyjezdzie przygladalam sie
                        podejrzliwie wlasnym butom i oponom mojego wozu, czy nie wdepnelam w
                        cos, ale nie...To zapach pieniedzy:)czyichs:)))
                        Na metaspekwoje czaje sie, zwlaszcza na te o zolto nakrapianych
                        iglach. Aby zdobyc miejscowe uprawnienia, chodze na kurs ogrodnictwa-
                        ludzie stamtad nawet nie slyszeli o sosnach zmieniajacych kolor
                        zima, o kolorowych nowych przyrostach, o prazkowanych
                        iglach...rozpacz. Zimozielone to takie cos co "na pewno wymarznie
                        zima, a jak nazwa wskazuje, musi byc zielone...no czasem
                        niebieskie".
                        Napisz do mnie na gazetowego:)
                        • horpyna4 Re: polskie jagody 15.03.10, 16:28

                          A masz cypryśniki błotne (taxodium distichum)? Trochę w typie
                          metasekwoi, ale nie pochodzenia chińskiego, tylko jak najbardziej
                          hamerykańskie. Nie muszą rosnąć w błocie, mój rośnie w twardej
                          glinie i ma dość sucho. Jak nie masz, to spróbuj poszukać u
                          szkółkarzy.

                          Cypryśniki bardzo późno puszczają igły na wiosnę, dzięki czemu są
                          zupełnie mrozoodporne (w Polsce najczęściej drzewa wymarzają na
                          przedwiośniu, jak zaczynają krążyć soki).
                          • hamerykanka Re: polskie jagody 16.03.10, 02:18
                            Widzialam jednego w przedogrodku. Tez chce, tyle ze metasekwoja ma
                            odmiany barwne, a nie znam odmian cyprysnikow....
                            Dzis doszlal do mnie paczka z swierkiem o czerwonych nowych
                            przyrostach i zywotnikowcu Variegata...cool:)))
              • pinkink3 Re: polskie jagody 12.03.10, 17:38
                mirzan napisał:

                > Chodziło mi o jagody kamczackie,nie mają one nic wspólnego z leśną
                > jagodą.

                A, to bardzo przepraszam.
                Wyraziles sie 'polskie jagody' a ja na to haslo widze czarne,
                oczywiscie lesne, jagody, za ktorymi tesknie, a ktorych tu brak.
                Tak to jest, kiedy ktos /tu:ja/ sie niepotrzebnie wtraca w rozmowe
                innych ludzi...;)
                • mirzan Re: polskie jagody 12.03.10, 18:38
                  pinkink3 napisała:

                  > mirzan napisał:
                  >
                  > > Chodziło mi o jagody kamczackie,nie mają one nic wspólnego z
                  leśną
                  > > jagodą.
                  >
                  > A, to bardzo przepraszam.
                  > Wyraziles sie 'polskie jagody' a ja na to haslo widze czarne,
                  > oczywiscie lesne, jagody, za ktorymi tesknie, a ktorych tu brak.
                  > Tak to jest, kiedy ktos /tu:ja/ sie niepotrzebnie wtraca w rozmowe
                  > innych ludzi...;)

                  Wcale mi to nie przeszkadza,jeśli masz chęć,mogę Ci przesłać trochę
                  nasion z jagody kamczackiej.
                  • pinkink3 Re: polskie jagody 12.03.10, 22:20
                    Bardzo Ci dziekuje, Mirzan, ale ja mieszkam w strefie 10. Najnizsze
                    temperatury w ciagu roku to +5 *C, czyli brak zimy.
                    Sucho jak diabli. Wszystko trzeba polewac, bo deszcze nie padaja
                    poza paroma razami zima.

                    Ale dziekuje Ci za oferte.)))
                    • dar61 Ad suche warunki 13.03.10, 01:20
                      Może i warto sprawdzić tej rośliny suchodrzewność i ją posadzić w
                      {Pinkinkiańskich} indiańskich okolicach?
                      Może i ma tam swe krewniaki i znów powstanie jaki amerykański
                      mieszaniec czy mutant, z wynalazców jakich truskawka słynie...

                      My i poziomek nie podlewamy, i suchodrzewu też.
                      • horpyna4 Re: Ad suche warunki 13.03.10, 09:59

                        Większość suchodrzewów pochodzi z rozmaitych zakątków Azji,
                        zahaczając nieco o Europę.

                        Ale z pewnością przynajmniej dwa gatunki pochodzą z Ameryki
                        Północnej. Są to: suchodrzew skrytoowocowy (lonicera involucrata) i
                        suchodrzew Ledebura (lonicera ledebourii).

                        O ile ten pierwszy pochodzi z terenów północno-zachodnich i nadaje
                        się do uprawy w mroźnym klimacie, o tyle ten drugi pochodzi z
                        Kalifornii. W Polsce potrafi przemarzać podczas ostrych zim.

                        Tak więc istnieje gatunek suchodrzewu do ciepłego klimatu: lonicera
                        ledebourii.
                        • pinkink3 Re: Ad suche warunki 13.03.10, 15:51
                          Dzieki, Horpyno.
                          Znalazlam.))
                          I wydaje mi sie nawet, ze juz gdzies te roslinke widzialam w
                          naturze. Zwlaszcza podluzne, rurkowate kwiaty utkwily mi w
                          pamieci...


                          Nazywa sie potocznie twinberry honeysucke albo coast
                          twinberry.
                          Owoce, wg amerykanskich zrodel, ma jadalne tyle, ze
                          nieprzyjemnie gorzkie. [Inna rzecz, ze dla Amerykanow grzyby, poza
                          pieczarkami i chinszczyzna tez sa niedobre.]
                          Byly natomiast uzywane przez Indian m. in. do farbowania wlosow
                          (!).Owoce, lodygi i liscie mialy rozne medyczne zastosowanie.

                          "The paired black berries are about one-third inch in diameter and
                          are unpleasantly bitter tasting. Berries reportedly had limited food
                          use, but were used by Native Americans as a dye for hair and other
                          materials. The fruits, stems and leaves were also used for a variety
                          of medicinal purposes."
                          www.fs.fed.us/wildflowers/plant-of-the-week/lonicera_involucrate.shtml

                          Jak sie kiedys spotkam z ta roslinka to ja kupie. Pisza, ze jest
                          dobra do ptasich ogrodow, a moj wlasnie przybral taki charakter, czy
                          tego chce, czy nie. Kolibry podobno to lubia.))
                      • pinkink3 Re: Ad suche warunki 13.03.10, 16:10
                        dar61 napisał:

                        > Może i warto sprawdzić tej rośliny suchodrzewność i ją posadzić w
                        > {Pinkinkiańskich} indiańskich okolicach?
                        > Może i ma tam swe krewniaki....<< .


                        Horpyna odkryla, ze ma.
                        Krewniakow w Kalifornii. Ja to musze dokladnie wysledzic, bo na
                        mapie wystepowania roslinki brakuje mojego county [Orange], i
                        zglosic. Bo widzialam. Albo tak mi sie wydaje.
                        www.calflora.org/cgi-bin/species_query.cgi?where-calrecnum=5012

                        Inaczej bedzie znowu na Indian, ze powyrywali dla poprawienia
                        urody.;) (patrz wpis nizej)



                        Truskawka? Co z nia?
                        • minniemouse Re: Ad suche warunki 13.03.10, 22:32
                          Sąsiedzi kategorycznie zaprotestowali przeciw puszczeniu po niej jakiegoś
                          pnącza bo rośliny niszczą siatkę :)


                          A moze wawrzynce posadzone rzadkiem- wiecznie zielone,
                          tworza geste "busze", mozesz przycinac a jak ci sie znudza to puscisz liscie
                          gora, dol ogolocisz z galezi i zrobisz z nich drzewka.

                          Minnie



                          --
                          Warto przeczytac na forum Migrena:

                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                        • dar61 Przyłożyli ... 13.03.10, 22:58
                          ... się do powstania odmian uprawnych truskawki też i poziomki
                          amerykańskie:

                          wirginijska, kalifornijska i meksykańska, o chilijskiej
                          już
                          zmilczę.
                          Choć w Europie je skumano z poziomką, to wkład Waszych, {Pinkinko},
                          pobratymców jest też niemały.

                          Tak i suchodrzewy wyhodujecie w postaci jakichś mieszańców i
                          mutantów słodsze, wielgachne i na pewno nadające się do gry w rugby,
                          zwanej dla zmyłki am.-futbolem ... ;)

                          {Pinkink}:
                          ... Truskawka? Co z nią? ...
                          • pinkink3 Re: Przyłożyli ... 13.03.10, 23:20

                            Bardzo mi sie spodobalo wstawianie zdjec, wiec pozwol ze przedstawie
                            taka futbolowke w mniej popularnej odslonie.
                            Bardzo smacznej, dodam.
                            Ale polska czerwcowa truskawka lepsza niz ta okragloroczna. Bez
                            dwoch zdan.

                            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/ri/lh/kqmz/WEpjHdEfSN4TW1hX8X.jpg

                            http://fotoforum.gazeta.pl/photo/5/ri/lh/kqmz/Ce1ry6FFQXXZxWsCmX.jpg
                            • dar61 Posolili ... 13.03.10, 23:37
                              .. tę sałatko-surówkę czy może dochilili?

                              J e j k u m-t e j k u m ......
                              Lubię wszystkie te ingrediencje zjadać w postaci surowej, ale czy
                              smak ostrowarzywny tego kalaf[kalifornijczyka]ijorka nie gryzie się
                              aby ze zma[laksero]sakrowaną truskawką?
                              Wychodzi mi na to, żem ja w smakach tradycjonalista, albo
                              niedokształcony może i?

                              Może to tylko sen nocy zimowej fotografika/-czki]?....
                              • doroteja_z_brzozy jejkum tejkum ;-) 14.03.10, 00:07
                                J e j k u m-t e j k u m ...... Dara na pinkinkową jedzeniową
                                prowokację. ;-)


                                noooooooo, ja tu spać się wybieram, a ona mitu z takimi
                                czymsiś
                                i mitu kubki podrzaźnia przednocnie a
                                niecnie! ;-)
                                • dar61 Lelum-polelum 14.03.10, 14:05
                                  Oneż, te Nasze eks-krajanki, {Dorotejo}, krajankę ową zajadają o 6
                                  [+6] godzin później, nż my w Europejskim Landzie.
                                  My musim już kiszki, wzorem staropolskiej tradycji nietycia, na 3, 4
                                  godziny przed zlegnięciem nie napełniać, a owe różowe myszki dopiero
                                  wtedy, zapewne, siadają do tradycyjnej, a niezdrowej obfitością,
                                  kolacji.

                                  Nie drażnienie więc to było chyba, ale dzięk_tradycji_czynienie.
                                  Badania o tradycyjnej zaoceanicznej przeciętnej nadwadze powinny te
                                  jadłospisy naszych {P} i {M.} poprawić a spolszczyć.
                                  Tego im życzmy, prócz tradycyjnego "Smacznego".

                                  ***

                                  Ad tradycja:
                                  Ciekawym, czy tradycyjne w Cicely [Northern Exposure] rzucanie w
                                  przybyszów doroczne pomidorami
                                  przyjęło się aby?
                                  A może to wydumana, filmowa, tradycja?
                                  • dar61 errata poniewczsem za późna 14.03.10, 14:20
                                    ... zajadają o 6[+6] godzin później, nż my w Europejskim
                                    Landzie
                                    ...

                                    Wcześniej, Darze nierychliwy, wcześniej zegarowo. To u ciebie
                                    jest już noc, kiej u Nich popołudnie, ciemnoto ciężką ręką
                                    klawiturową za wczesna ...
                                    • pinkink3 zony 15.03.10, 16:15

                                      Zwykle jest 9 godzin roznicy (Pacific Time).
                                      Ale wczoraj przestawialim zegary.
                                      Teraz u mnie jest 8:12 rano.
                                      Policzta sobie, bo ja nie mam logiki ani matematyki, wiec nawet nie
                                      probuje.;))
                                      • enith Re: zony 15.03.10, 17:25
                                        Tak, jak rzecze Pinkpink, jesteśmy 9 godzin za wami. Wyjątek to czas przestawiania zegarów, wtedy przez parę tygodni jesteśmy 8 (wiosną) lub 10 (jesienią) godzin do tyłu. Męczące to, nie powiem, dla osób mających w kraju rodzinę. Gdy ja wstaję, u nich już się ściemnia, gdy ja kładę sie spać, oni wstają. Da się jednak przyzwyczaić. Mam teraz dwa wewnętrzne zegary, tutejszy i tamtejszy :)
                                        • dar61 Sny śródnocne w zonie 15.03.10, 22:51
                                          Nam w Polsce termin zona kojarzy się nieco, za braćmi
                                          Strugackimi, z miejscem odosobnienia i zakazu wstępu :)

                                          Z moją rodzinką w Kanadzie mnie się tele-rozmawia
                                          dość normalnie, w czasie dla nich sposobnym, acz od lat
                                          wielu, oooj wielu, zdumiewa mnie niezapowiadany śródnocny [dla nas]
                                          od nich telefon, nie żebym narzekał, ale potem człek jest
                                          nieco nieprzytomny i pierwsze zdania rozmowy są jakieś
                                          takie senne i
                                          niedocierające
                                          , a tu licznik stuka ...
                                          Cóż, może to wpływ radosnego i beztroskiego stylu życia tamuj, w
                                          kraju wielu stref czasowych, jakie Wam dali...

                                          http://www.chors.pl/blox/20080420dali2.jpg
                              • pinkink3 pooctowali balsamicznie i pooliwili 14.03.10, 01:14
                                a nawet miodu kapke dali.
                                I nic sie wzajem nie gryzlo poza mna, co to te salate zebem, z
                                wielkim smakiem...

                                Bardzo prosze poniechac tradycje i rzucic sie w eksperyment.

                                Dobrze bedzie.))

                                Salata o tym albo calkiem innym skladzie, wielokrotnie, zeby nie
                                powiedziec codziennie, stosowana.


                                • minniemouse Re: pooctowali balsamicznie i pooliwili 14.03.10, 08:26
                                  bys sie zdziwil drogi Darze jakiez zestawienia moga byc smaczne.
                                  kiedym z komunistycznej Polski, gdzie kurczak w swej realnej postaci byl w ogole rzadkoscia, przyjechalam do Kanady i chcieli mnie pocztesowac skrzydelkami marynowanymi w czosnku i miodzie to mnie dziwko walnelo - czosnek i MIOD z miesem??? nieeeee :/


                                  i nie sprobowalam.
                                  ale kiedys podstepnie wrzucono mi do talerza zeberka wieprzowe w owym sosie, i od tej pory jak to mawiaja - jestem sprzedana - I'm sold! :)

                                  tak ze wierz mi, poki kubki same nie posmakuja niech oczy sie zamkna!

                                  :)

                                  Minnie



                                  --
                                  Warto przeczytac na forum Migrena:

                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=85321110
                                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12154&w=92045900
                                  • dar61 odchorowali i odgłodowali 14.03.10, 13:52
                                    Mnie nie są obce obce smaki, alem nawykł do prostoty, o {Pinkinko} i
                                    {Minniemouse}. Nie z przyczyn okołopolityczno społecznych a, chyba,
                                    rodzinnotradycyjnych.

                                    Ja te ingrediencje z waszych misz-maszów zajadam osobno, z wielkim
                                    apetytem wgryzam się w różyczki młodocianych kwiatów kalafijora,
                                    wydłubawszy z niego uprzednio larwy wredne a gdzieniegdzie opiekane,
                                    mszycę wypłukując niepotraktowaną chemiją.
                                    Z kapust podobnież uwielbiam też pogryzać cudny głąb kapustny na
                                    surowo, głąb jaki już ma Mama, lubiąca kuchenne nowości [w
                                    odróżnieniu do Taty, zepsutego przez swą mamę na smakach nadzianki
                                    *] ze wzgardą traktowała jako odpad.
                                    Ale głąb jest smakowszy od kalafijorowego smaczku goryczki.

                                    Sałatę kładę zaś na razowiec, przygważdżając ją innymi pokładami
                                    nakładek bez podspodniej omasty, a i nie wierząc w różnicę między
                                    sałatą a endywią, sałatą lodową a chińską kapustą. Wszystkie pono
                                    wywołują i tak wzdęcia, mało w sobie pożytku mając prócz tych kilku
                                    uncji, pardon - gramów soli mineralnych na kilogram objętościowy,
                                    zwany gdzie-niegdzie funtem.
                                    Jadam ją też i z jogurcikiem i twarogiem, lekko omiodowując.

                                    Czerwony sałatki zaś rdzeń - drzyzgawkę, rzadko marnuję jako
                                    dokładkę do czegoś innego, no, może wzorem matczynych letnich
                                    gastronomicznych szaleństw zajadam ją [drzyzgawkę, nie Mamę] z górą
                                    makaroniku lubo ryżyku, w postaci zlepionej kefirkiem sosiku [gulp!].

                                    Jakoś mnie głód zawsze hamuje, by te Waszej mięszanki igrediencje
                                    skołtunić, nie dajbóg zapiekać, bo ... najprościej mówiąc - po
                                    drodze je zjadam.
                                    Jeszcze ma *Babcia robiła świetną mięsną "nadziankę",
                                    maltretując mięsne składniki wielokrotnym po sobie obgotowywaniem,
                                    potem zapiekaniem i znów podsmażaniem. To staropolska tradycja.
                                    Dziś czas to salary, słaty a tomaty solimy też mniej, jemy szybciej
                                    i, pono, zdrowiej.
                                    A i tak rekordu tych 3 pokoleń wstecz w życiu długotrwałem a zdrowem
                                    chyba nie pobijemy [Babcia wkroczyła jednym krokiem w 10. dziesiątkę
                                    żywota, jej mąż takoż, rok później ją dogonił był...].

                                    Nowości kulinarne? Hmmm.
                                    Kiedyś mnie zzaścienna sąsiadka młódka poczęstowała racuszkami
                                    zapiekanymi ze świeżo kwitnącymi kwiatostanami grochodrzewu, zwanego
                                    fałszywą akacją.
                                    W porównaniu do poczęstunku drugiej zza ściany sąsiadki, nieco o
                                    półwiecze od tej pierwszej starszej, poczęstunku w postaci galartu z
                                    truskawek na cieście, racuszki smakowały wykwintnie i
                                    niespodziewanie wybornie, acz zrzuciłem je wkrótce w czas
                                    popółnocny, naturze zwracając przez wtórousta [lekcja biologii, kl.
                                    2. liceum], a te drugie zapewne zrzuciłem do balastu na ciało.

                                    Nie wiem więc, czy nie lepszy mój umiar i wyważony gastronomicznie
                                    środek, niż eksperymenta, jakich me kiszki nie wytrzymują, czy
                                    sedymenta, jakich unikam.

                                    Potem i w jednym, i w 2. przypadku potrzebny jest stan zaniżania
                                    dziennej porcji kalorii, czy to leczniczo, czy z nadmiaru balastu w
                                    kiszkach.
                                    Ale sąsiadkom obu, oczywista, za docenienie i dokaloryzowanie mnie
                                    podziękowałem, 1. - kłaniając się z dobrze ukrywaną boleścią, a 2.
                                    dzięki ciążącemu ku ziemi sadełku.

                                    Takoż i obu zaoceanicznym smakoszkom podzięki oddając, poddaję im ku
                                    gastronomicznemu przypomnieniu staropolski przysmak: jabłka
                                    kiszone
                                    . Dobre na wiatry i na śródzimowe sadełko, a smaczliwe
                                    nad podziw.
                                    Kiszone [nic trudnego!] abo jako nakładka na kiszoną kapustę, abo
                                    samotnie jako sąsiad między sąsiadkami.

                                    Smacznego [i dziekuję, bo wszak człek je i tak oczami!]

                                    Dar61

                                    ***

                                    Nadzianka, wraz z odejściem Babci, a potem Babci krewniaczki,
                                    Cioci Antoszki, którąm o przepis wypytywał, alem receptury
                                    wysłuchawszy nie spamiętał i nie zapisał a żałował - odeszła w
                                    legendę rodzinną.
                                    Cześć ci i pamięć, o nadzianko, i Babciu, i Ciociu...

                                    D61

                                    P.S. 2. Widząc zachwalanie całoodcinkowe cebuli smażonej w cieście,
                                    w sezonie chyba Waszym 2. czy w 3., w serialu zwanym podstępnie w
                                    Polsce "Przystanek Alaska", próbowałem i ja samodzielnie czynić tę
                                    smażeninę w roku mego urodzaju na tę roślinę. Alem receptury nie
                                    odtworzył i odłożył był wreszcie do trumny me zachwyty
                                    kinematografią rodem z Holiłudu.
                                    Albowiem szalotkęm na surowo, nie zabijaną w cieście, poznał, z
                                    kraju o większej tradycji gastrnomniammniammicznej, zakochał się i
                                    wpadł ...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka