Dodaj do ulubionych

Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpretowac

29.03.13, 13:08
Dziwna sprawa. Wspólny płot z sąsiadami. Posadzili jakiś czas temu bluszcz na wspólnym naszym płocie. Płot betonowy i powinno być ok. Nie przeszkadzałoby mi to gdyby ten bluszcz przechodząc na naszą stronę piął się po płocie od naszej strony.
Niestety roślina przechodząc przez szczeliny nie pnie się po płocie a rośnie sobie dalej prostopadle do płotu, czyli na wprost albo czepia się moich roślin i je okala.
Problemu by nie było gdyby sąsiedzi tak raz lub dwa razy w roku obcinali go i byłoby po sprawie. Niestety nie kwapią się i zmuszają do tego mnie. Prosiłam o to by coś z tym zrobili i scedowali to na mnie mówiąc, że mam sobie obcinać.
Może jestem upierdliwa ale...no właśnie. Dlaczego mam pracować nad czyjąś roślinnością. Wychodzę z założenia, że skoro oni pojęli się sadzenia to również powinni pielęgnować.
Mam swój ogród, który pielęgnuję. Mam również roślinność, którą trzeba przycinać i to robię. Staram się by nikomu ta roślinność nie przeszkadzała i nie trzeba mnie o to prosić. Uważam, że powinno tak być.
Denerwuje mnie to... bo dlaczego mam poświęcać czas pielęgnować czyjś bluszcz. Przecież mogę go poświęcić na wiele innych rzeczy a nie na darmową pracę nad roślinnością sąsiadów. Dodatkowo dochodzi problem z tym, że należy jakoś się pozbyć tych uciętych gałęzi, więc trzeba je wsadzić do kosza na odpadki i zapłacić za wywóz. I muszę to zrobić ja. Dlaczego?
Otóż od kilku dni czytam fora, porady itd. I jestem w szoku. Nie mam żadnych możliwości prawnych aby zmusić sąsiadów o to by dbali to tą roślinność, poza wysłaniem do nich pisma z prośbą o to. Generalnie rzecz biorąc, mogą mnie olać i postępować tak dalej robiąc ze mnie swojego darmowego robotnika i ja nic nie mogę z tym zrobić.
Załamana jestem.
Obserwuj wątek
        • ciociaklementyna Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 15:02
          Przyznam się, że nie bardzo rozumiem Twój problem.
          Dlaczego piszesz o "pielęgnowaniu" cudzej rośliny? Wydaje mi się, że nie chodzi o pielęgnację, tylko obcinanie. Czy ten płot ma sto lub więcej metrów długości, że to taki wysiłek?
          Wystarczy od czasu do czasu przejść z nożycami, a obciętą zieleninę wrzucić do kompostu.
          Sąsiadów bym pochwaliła, że nie chcą włazić do Twojego ogródka i deptać go, tylko dają Ci wolną rękę w przycinaniu.
          Zgodnie z prawem części cudzych roślin, które przerastają na Twoją działkę, możesz obcinać. Trzeba po prostu z tego korzystać.
          A pomysł z chemicznym niszczeniem roślin sąsiadów uważam za barbarzyński i dziwię się, że też o tym myślalaś.
          ck
        • kozmak Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 15:18
          Dobrze, więc podpowiem tak: wysyłasz listem poleconym informację, że w dniu x o godz. y przeprowadzony będzie na posesji zabieg agrotechniczny polegający oprysku chwastów preparatem z. W związku z powyższym uprzejmie prosisz o zrobienie porządku z roślinami przerastającymi granicę działki, gdyż pozostawienie ich w obecnym stanie grozi uszkodzeniem, za co nie bierzesz odpowiedzialności. Zwykle po takim piśmie nawet randupu kupować nie trzeba.

          Do Ciociaklementyna- jeżeli ktoś obsadza granicę roślinami, które ją przerastają to powinien zadbać, aby nie dodawać sąsiadom pracy i je przycinać. I nie ma tu znaczenia, czy płot ma 100 m, czy 5. Ja nawet jak przycinam cisy rosnące blisko granicy, to idę do sąsiada i rozkładam wzdłuż płotu folię, żeby żadne pozostałości nie zostały na cudzym trawniku. Dzięki wzajemnemu poszanowaniu żyjemy w zgodzie od wielu lat.
          --
          Nie ma brzydkich roślin, są tylko niewłaściwie pielęgnowane
          • koralka32 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 17:28
            Kozmak, dziękuję za Twoją wypowiedź. Chodzi o to, o czym Ty piszesz. Ja sadząc swoją roślinność nie dokładam komuś pracy bo ją sama pielęgnuje. Nie ma znaczenia jakiej długości jest ten płot. Mam wiele innych zajęć o wiele ciekawszych i dających mi utrzymanie niż darmowa praca nad roślinnością sąsiadów. Nie rozumiem jak można zmuszać do tego innych ludzi ... moim zdaniem to wyzysk.
    • enith Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 16:30
      Nie rozumiem twojego problemu. Wg prawa co przechodzi przez płot od sąsiada (bluszcz, gałęzie drzew i krzewów, owoce) należą do ciebie, takoż ich pielęgnacja/usuwanie. Ja wolałabym, żeby sąsiad jednak nie szwendał się po mojej posesji z sekatorem. Usuwanie tego bluszczu powinno być cześcią twojej zwykłej i rutynowej pielęgnacji ogrodu. Czy bluszczu jest faktycznie tak dużo, że nie dajesz rady z usuwaniem?
        • enith Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 20:51
          Art. 150. Właściciel gruntu może obciąć i zachować dla siebie korzenie przechodzące z sąsiedniego gruntu. To samo dotyczy gałęzi i owoców zwieszających się z sąsiedniego gruntu; jednakże w wypadku takim właściciel powinien uprzednio wyznaczyć sąsiadowi odpowiedni termin do ich usunięcia.

          Może niejasno się wyraziłam co do własności. Gałęzie, owoce i korzenie należą do sąsiada, który jest właścicielem drzewa, ale sąsiad, nad którego gruntem gałęzie się zwieszają, może je sobie wziąć, jeśli właściciel ich nie chce. Uważam, że autorka wątku powinna na piśmie poprosić sąsiada o uporządkowanie bluszczu, a skoro ten się nie poczuwa, ostro zabrać za wyrywanie paskudy. Niestety, innej opcji nie ma, a truć cudzej rośliny nie radzę, bo można skończyć w sądzie.
          • koralka32 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 21:11
            Dzięki.
            Ja te przepisy znam. Wiem, że mogę do niego wysłać pismo z żądaniem do usunięcia tych pędów. Ale tutaj moje możliwości się kończą. Jeśli nie odpowie to nic nie mogę zrobić poza wycinaniem bluszczu samej. Prawo już nie wskazuje, że mogę to zrobić na koszt sąsiadów, np. poprzez wynajęcie ogrodnika. Musiałabym iść do sądu ale tutaj jest duże ryzyko przegrania i ta bezsilność mnie najbardziej dobija.
    • koralka32 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 17:36
      Większość opinii jest taka, że powinnam uszy podwinąć i pracować nad bluszczem sąsiadów by nie burzyć sobie z nimi stosunków.
      A co z moimi odczuciami?
      Oni sadząc i zmuszając mnie do pracy nad swoją roślinnością chyba nie bardzo myślą o stosunkach między nami? Dodam, że po swojej stronie dbają..np podwiązują formują ale dalej to już nie działa. Rozmawiałam o tym z nimi i obarczają mnie tą pracą.

      Postawicie się w sytuacji takiej osoby jak ja. O ile bluszcz był roczny czy dwuletni zajmowało to chwilę obecnie jest o wiele gorzej a z latami będzie jeszcze gorzej.

      Zastanawiam się czy wszyscy tak łatwo pozwalają obarczać się nie swoimi obowiązkami? Może wypowiedzą się Ci, którzy mi radzą robić za darmowego parobka? Też tak chcielibyście?
      • horpyna4 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 17:55
        Czy naprawdę chodzi o bluszcz, czy o jakieś inne pnącze - na przykład winobluszcz? Bo to jest zasadnicza różnica.

        Bluszcz pospolity łatwo utrzymać w ryzach na ogrodzeniu, a taki np. winobluszcz pięciolistkowy rośnie jak chwast i trudno nad nim zapanować - jest rośliną bardzo ekspansywną i sąsiedzi nie powinni sadzić go przy wspólnym płocie.

        Natomiast gdyby mój sąsiad posadził przy wspólnym płocie bluszcz pospolity, to byłabym bardzo szczęśliwa i chętnie przyłączyłabym się do jego pielęgnacji poprzez przycinanie od mojej strony. Bo miałabym ładne, zimozielone ogrodzenie, a w dodatku bez własnego wkładu pieniężnego.

        Sprecyzuj więc może, czy rzeczywiście chodzi o bluszcz pospolity (hedera helix).
        • koralka32 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 19:40
          Chodzi o bluszcz pospolity. A w swoich postach wyjaśniałam, że gdyby on pnął się po plocie nie byłobyby problemu. Niestety on rośnie prostopadle do płotu bowiem wyłazi ze szczelin (płot betonowy) i okala mi rośliny.
          Ja nie jestem osobą, która zagląda komuś w ogród i dopóki ta roślinność nie szkodziła mojej zieleni było ok. Wychodzę z założenia, że ile ludzi na świecie tyle jest gustów. Sąsiadom się podoba i jest ok. Ale ja nie lubię tak agresywnej roślinności i wolałabym jej nie mieć.
          Skoro sąsiedzi chcą to ok ale niech dbają o nią by nie przeszkadzała.
          Niestety ta pielęgnacja zajmuje coraz więcej czasu, którego ja nie mam za dużo i wolałabym poświęcić go dzieciom moim a nie zieleni sąsiadom.
          Rozumiem, że Ci się podoba ale ja mam inny pomysł na ogród i zainwestowałam w niego finansowo i chcę widzieć moją roślinność a nie bluszcz sąsiadów który okala ją.
    • moo-n Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 21:13
      Ty nie musisz martwić się utylizacją tych gałazek, obcinasz i przerzucasz przez płot.Pozaklejaj dziury zaprawą i po problemie, a nad gałązkami przechodzacymi góra sąsiad powinien zapanować bez problemu i wchodzenia na twoją posesję.
      Ja bym jednak wolała przechodzący bluszcz, który bym poupinała i formowała na zawieszonych na tym płocie cienkich siatkach metalowych niz połatany betonowy płot.
    • mirzan Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 29.03.13, 22:18
      Bluszcz to straszna roślina.Już nie słucha właściciela.Ciebie też już nie słucha.W następnym
      sezonie będzie samodzielny,samorządny.Płot rozwali,dobierze się do fundamentów domu i zerwie dach.Okna wybije,udusi co żyje.Nawet w nocy będzie się śnił.
      Obejrzyj film Jumanji,zobaczysz do czego zdolny.Zmień mieszkanie póki czas.
      • ja-tekla Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 02.04.13, 06:47
        A liscie przenoszone przez wiatr od sąsiadow nie przeszkadzają? A zapach nielubianych kwiatow nie denerwuje?
        A przycięcie ( nie pielęgnacja!) bluszczu zajmie więcej czasu niz siedzenie na necie?
        Wspołczuję sąsiadowi takiej sąsiadeczki...kłotnia o miedzę w nowszym wydaniu, ech...
          • urszulakazmierczak Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 02.04.13, 08:55
            Pielęgnujesz go i nie zmuszasz do tego obcych ludzi by za Ciebie to robili? A dlaczego? Niech robią za Ciebie bo przecież to żadna praca? W ogóle czasu przecież nie zajmuje. Proponuję byś zaczepiła kogokolwiek ze swojego otoczenia i nakazała mu pielęgnacje Twojego bluszczu? Zadziwiające dlaczego do tej pory tego nie zrobiłaś tylko sama to robisz! Przecież inni aż się garną do takiej darmowej roboty!
            Właśnie o takie podejście Twoje i podobne mi chodzi. Nieważne czy zajmuje to dużo czy nie czasu. Bluszcz jest nie mój, a rośnie na całym płocie, i mam prawo do tego aby spędzać czas na robieniu rzeczy, które mnie interesują. Mam czas na pracę nad swoją roślinnością ale nie nad swoją nie chcę. Zwyczajnie mogę nie mieć na to ochoty, siły, czasu itd. Powód jest nieważny. Ważne jest pojęcie odpowiedzialności. Jeśli sadzi się bluszcz na wspólnym płocie to należy go pielęgnować tym bardziej jeśli robi się to bez porozumienia ze współwłaścicielami płotu.
            Tak jak pisałam, niech sobie rośnie, nie przeszkadza mi to ale pielęgnacją niech zajmują się właściciele. To ich obowiązek.
            Dlaczego tak trudno to pojąć?????????????
          • koralka32 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 02.04.13, 09:05
            szadoka napisała:

            > otoz to...ja tez mam bluszcz pospolity i tne go dwa razy w ro ku, nie jest to j
            > akas wielka praca.
            > Cos mi sie widzi, ze to nie o bluszcz chodzi, gdyby nie bylo bluszczu to byloby
            > cos innego...


            No widzisz. Masz bluszcz. Pielęgnujesz go dwa razy w roku. Twierdzisz, że nie jest to wielka praca. Ok. Tylko nie odpowiedziałaś na zadane w wątku pytanie. Dlaczego ja mam to robić a nie właściciel bluszczu? Proponuję być kogokolwiek ze swojego otoczenia obarczyła pielęgnacją Twojego bluszczu. Zadziwiające, że do tej pory tego nie zrobiłaś. Dlaczego? Przecież to nie jest ciężka praca i nie zajmuje w ogóle czasu!
            A tak pytanie do Ciebie i osób mających podobne zdanie. Dlaczego mam pielęgnować nie swoją roślinność? Jakie to mogą być argumentu? naprawdę jestem ciekawa?
            Bardzo chętnie obarczacie mnie obowiązkami, których nie chcę. Mam prawdo do tego by spędzać czas jak lubię i jak mam na to ochotę i te dwa razy w roku wolę popracować nad swoją zielenią a nie czyjąś.
            Gdybym chciała pielęgnować bluszcz sama bym go posadziła i to robiła. Posadzili go sąsiedzi na wspólnym płocie nie pytając mnie o zdanie. Ok. Rośnie im się podoba i ja z tym nie dyskutuje. Mają jak chcą. Nie rozumiem dlaczego jednak ja mam chcieć pielęgnować ich bluszcz?


            • krynia58 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 02.04.13, 10:06
              Moi sąsiedzi też mają na płocie ich dzielącym bluszcz.
              Na jesieni widziałam, jak właściciel bluszczu wszedł na podwórko sąsiada
              i przycinał ten bluszcz, Oczywiście zabrał odcięte resztki. Multum tego było.
              Nie wchodząc na to podwórko, nie byłby w stanie tego zrobić.
              No ale tam akurat nic nie rośnie. Kostka jest położona jakaś.
              • horpyna4 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 02.04.13, 10:42
                I o to właśnie chodzi - nie zawsze jest dostęp do ogrodzenia od strony sąsiada. Czasem coś rośnie i wtedy lepiej, żeby cięła osoba depcząca po własnym terenie. Ja wolałabym ciąć sama, niż pozwolić, żeby ktoś łaził po moich roślinach.

                A tak przy okazji - odcięte pędy bluszczu pospolitego można sadzonkować (błyskawicznie ukorzeniają się) i sprzedawać zadoniczkowane. Wtedy na właścicielu bluszczu nawet się zarobi...
      • ciociaklementyna do Psa Kuby 02.04.13, 12:36
        pieskuba napisała:

        > Jak czytam coś takiego, to normalnie mam ochotę pojechać i sama przyciąć ten bl
        > uszcz :)

        Zabierz mnie ze sobą!
        Cała ta dyskusja, tyrady o "obarczaniu obowiązkami", "pracy nad roślinnością sąsiada" i demagogiczne argumenty o poświęcaniu bluszczowi czasu potrzebnego na inne, wzniosłe cele, napełnia mnie niesmakiem. Bo tu nie chodzi o to, jak się pozbyć nadmiaru bluszczu, tylko o to, jak do....yć sąsiadowi. Paskudne awanturnictwo i chęć zrobienia na złość, łącznie ze zniszczeniem zdrowych, żywych roślin.
        Jak to dobrze nie mieć takiej sąsiadki!!!!
        I jak to dobrze, że to tylko przykra "narośl" na tym sympatycznym forum.
        ck
        • yoma Re: do Psa Kuby 02.04.13, 12:46
          Też jadę :)

          Już nie mówiąc o tym:
          > Nie przeszkadzałoby mi to gdyby ten bluszcz przechodząc na naszą stronę piął się po płocie od naszej strony.

          Szanowna autorko, to nie sąsiada wina, że ci się nie chce bluszczu podpiąć czy nakierować...
          --
          Nowości i tak nie dogonię. Przecież to z fabryki wychodzi już przestarzałe. [by Inna 57]
          • pieskuba Re: do Psa Kuby 02.04.13, 13:14
            No to postanowione! Mów, gdzie mieszkasz, a nawiedzimy Cię z Yomą i ciocią Klementyną :) Podepniemy, nakierujemy, a jak się nie da, przytniemy fachowo! W końcu to przyjemność a nie jakiś przykry obowiązek!
            --
            kuchniapsakuby.blox.pl/
            www.gwiazdanadziei.pl/pomoc_tomek
            • koralka32 Re: do Psa Kuby 02.04.13, 13:17
              Bardzo dziękuję za propozycję:)
              Do tej pory to robię. I widzę, że nie mam racji. Więc chylę czoła i pokornie robię swoje nawet jak mi się nie chce. Trudno takie życie. Przecież nikt nie mówił, że lekko będzie :)
              Pozdrawiam wszystkich
              • yoma Re: do Psa Kuby 02.04.13, 14:03
                No, szacun :) Również pozdrawiam.
                --
                Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
              • wrexham Re: do Psa Kuby 08.04.13, 09:58
                dobrze, że to bluszcz zwyczajny...
                pomyśl jakie byś miała kłopoty z winobluszczem; to jest naprawdę roślina prawie nie do opanowania; rozrasta się górą i dołem, wyłazi nie wiadomo skąd; pędów nie da się wyciągnąć z ziemi bo są bardzo kruche i się rwą - tragedia;
                tak więc spójrz na to z tej strony ;)
                --
                no bo niestety nie jest zbyt ładna,
                lecz za to zgrabna tez jednak nie
                (jk)
    • grig111 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 03.04.13, 14:42
      Nie poddawaj się. Ci, którzy negują Twoje prawo do prywatności na własnym ogrodzie widocznie postępują tak samo jak Twoi sąsiedzi. Dyskusja podobna do Twojej była prowadzona na tym forum. Początkowo byłem totalnie opluty. Potem następowała zmiana. Podaję linka do wątku - forum.gazeta.pl/forum/w,309,138311471,138311471,Sasiedzi_.html
      • ja-tekla o, matko! 04.04.13, 08:59
        Przeczytalam polecany przez griga wątek i....trzęsącymi się rękami zapaliłam swieczkę w intencji moich sąsiadow. Bo im moj pies nie przeszkadza jakos, a mi ich winorosl przełażaca uparcie do mnie. Ani ich tuje rosnace przy samym płocie, ani moje koty bezczelnie chodzące po ich trawniku.
        Chyba jeszcze kieliszeczek naleweczki dla uspokojenia:-)
        Strzeż mnie, panie ogrodow i wszelkiej zieleniny, przed grigami i innymi takimi sąsiadami, ufff...
        A znalam pewną paniusię, ktora sąsiadowi tuje gorącą wodą polewała, bo zasłaniały jej widok na sąsiada podworko ( tak ona mówiła!). Co prawda, po swojej stronie polewała, więc pewnie mogła...
        • grig111 Re: o, matko! 04.04.13, 09:45
          ja-tekla
          jak już doszłaś do stanu kiedy trzęsące ręce utrudniają Ci tak prostą czynność jak zapalanie świeczki to sądzę, że kieliszeczek nalewki nie wystarczy - przynajmniej ćwiartuchna jest tu potrzebna :-))
          A tak na poważnie - kiedy między sąsiadami panuje odwzajemniona życzliwość i uczynność to wiele rzeczy nie przeszkadza a do pozostałych można się dogadać. Tu są opisywane przypadki kiedy z dobrą wolą jednej strony druga strona się nie liczy.
          • krynia58 Re: O ! 04.04.13, 10:57
            Bo to wszystko to nie wina ludzi, tylko roślin:)
            Po co pchają się tam, gdzie nie wolno.
            No choćby u mnie na działce. Przez 30-ci lat nie było problemu, ale nastał nowy działkowicz i on to zauważył, że:
            - moje wiśnie wychylają się poza miedzę;
            - moje jeżyny wypuszczają pędy poza granicę działki;
            - młode odbijające od starej wiśni tuż przy miedzy, wychylają się nie w tę stronę, czyli do mnie, tylko do niego, ot tak z 20 cm
            - moja winorośl - nie wiedzieć czemu, kieruje swe łozy na stronę sąsiada, a tam przecież azymut północ
            - moja grusza rosnąca z 5m od granicy, śmiała być na tyle wysoka, że zacienia sąsiadowi uprawy, głownie perz;
            - moja trawa pampasowa /czy może to inna nazwa/ przełazi odnogami pod ziemią do sąsiada;
            - lilaki za wysokie rosną, też zacieniają;

            No i cóż ja mogę... tnę przycinam... a one swoje.
            Nie do opanowania jest ta przyroda.
            Ale z tego też powodu mam już dość i działki i sąsiada i się zbuntowałam i nie będzie już żadnego przycinania i pójścia na rękę.
            Zacznę tępić perz, który przelazł na moją stronę... i mniszki, co wysiewają się corocznie w nadmiarze, ot co :)
          • dar61 Zgoda zgodą, ale 08.04.13, 12:25
            {grig111}, że jeśli:

            ... życzliwość i uczynność, to wiele rzeczy nie przeszkadza, a do pozostałych można się dogadać. Tu są opisywane przypadki, kiedy z dobrą wolą jednej strony druga strona się nie liczy ...

            Trudno oceniać i doradzać, kiedy walczy ze sobą tendencja sąd sądem, ale (...) granat weź z trudnym do zrozumienia niechętnym podejściem do takiego użytkowania posesji, jakie nie utrudnia - zgodnego z przepisami - korzystania z posesji sąsiedniej.
            My, zielono kopnięci, jesteśmy w takich sporach, hmmm ... stronniczy :-)

            A rapcie, {Szanowny {Grigu111}, mogą się od potrząsania urywać.
        • yoma Re: o, matko! 08.04.13, 10:18
          Ja-Teklo - ludzka paniusia, bo mogła randapem :)
          --
          Nie jestem człowiekiem w swoim wieku. Jestem człowiekiem w wieku kogoś o wiele młodszego.
          • subyello Re: o, matko! 22.09.16, 11:33
            Mam ten sam problem co osoba ktora otworzyła ten post. Sasiad posadzil jakies gówna, nie wiem co to jest i malo mnie to obchodzi. Rosnie przez plot, zrasta po plocie i zarasta moj wjazd. Do tego jakies pestki z tego leca i zostawiaja plamy na mojej kostce.

            Spytalem sasiada aby to obcial, ale powiedzial aby sobie obcial sam. Takze chce zapytac, czy omoge to spryskac roundupem? bo nie chce mi sie tego obcinac, obcinalem ale to rosnie szybko i wciska i zarasta wszystko. Co moge a co nie moge zrobic. Ale bez absurdalnych wypowiedzi aby bral z tego przyjemnosc, bo generalnie sram na ten bluszcz/winobluszcz czy co to tam jest. Nie chce tego po mojej stronie.
    • harry_callahan Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 04.04.13, 13:30
      To się nazywa wynajdywać sobie problemy! To ja z moimi sąsiadami już dawno powinienem mieć stosunki jak Kim dzong coś tam z USA! Ich tuje przechodzą przez płot na moją stronę, moja winorośl przechodzi na ich stronę. Ich orzech przechodzi na moją stronę, moje sosenki na ich. I co? I cholerka nic! Każdy z sąsiadów (ja również) jak mu coś zaczyna przeszkadzać to sobie przytnie ile mu potrzeba i nie zawraca nikomu głowy. A czas przeznaczony na te czynności jest na pewno krótszy niż wstukiwanie postów na forum.


        • dar61 niuch-niuuuuch - NIUCH!? 08.04.13, 20:33
          Kierunek smrodu grilowego niuchać - sąsiada szacunek stracisz.

          Sennik polski, tom MMXIII, str. 4, ustęp 8.

          ***

          Wygenerowana przez Ciebie myśl może pojawić się z opóźnieniem do kilku minut.
          • ayelet Re: niuch-niuuuuch - NIUCH!? 04.08.15, 21:16
            Witajcie,
            a co zrobić a takiej sytuacji? Mieszkam w bliźniaku, sąsiad posadził bluszcz wszędzie: na rynnach, płocie domu, dachu. Przy płocie mogę ściąć nie ma problemu. Ale za chwilę przejdzie do mnie po dachu (spadzisty wejście grozi conajmniej bolesnym upadkiem).
            Jak zabezpieczyć moją część rynny dachowej, żeby to badziewie do mnie nie przelazło. Na ich stronie już włazi im do okien. Obrzydlistwo.
    • zettrzy Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 18.08.15, 13:24
      aha, to my w naszej mieścinie jesteśmy anormalni...
      umawiamy się z sąsiadami, że posadzimy przy wspólnym płocie a to bluszcz, a to różę pnącą, a to jakiś berberys... jak nam coś przerośnie i przeszkadza, obcinamy bez problemu, ale normalnie popieramy takie graniczne zielsko i mówimy o nim per "sąsiad wykreował nam widok"

      jest tylko jeden facet, który zaczyna bez przerwy problemy ze wszystkimi sąsiadami, właśnie takie typu "wasza gałąź wisi nad MOJĄ działką" - facet pewnie wyrastał w skrajnej biedzie i teraz ta JEGO WŁASNA działka mu odbija

      natomiast ci, którym przeszkadza roślinność, powinni przemyśleć miejsce zamieszkania - po co jakiś ogród i przerastający bluszcz, skoro można przenieść się do bloków, bez balkonu, i rośliny oglądać wyłącznie w TV
      --
      reszty nie trzeba

      MAKE STYLE NOT WAR
      http://emoty.blox.pl/resource/knitting.gif
      • subyello Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 22.09.16, 11:46
        Powiedz mi masz agresywnie rosnace roslina na plocie? Ja ma, i po 4 latach wkurza mnie, powiedzialem sasiadowi aby to przycial ladnie i spokojnie bo przeszkadzaja mi, zarastaja wjazd, pna sie na wiate, spadaja jakies nasionka ala winogronko ktore pmalia kostke. 4 lata to docinam, ale jest to walka z wiatrakami. Nie chce tego, bo nie podoba mi sie to, po drugie dla mnie to chwast a nie roslina. Chce to spryskac roundupem skoro sasiad nie chce tego ciac, tyle czy moge?
    • 5th_element Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 14.09.15, 11:09
      kiedyś pisałam post w podobnej sprawie w imieniu znajomych (już nimi nie są), którym sąsiad chciał obcinać gałęzie ich drzewka, które sasiada zacieniało. Wywiązała się dyskusja, która dała mi do myślenia. Raz, by się nie wpierniczać a dwa - by nie bronić głuptasów nie potrafiących dogadać się co do gałęzi czy dwóch. Naprawde tak dużym wysiłkiem jest obcięcie zielska by nie wchodziło na Pani teren? A jeśli za płotem byłby teren niczyj i coś by sobie rosło to też by Pani nie mogła sobie chwasta czy pnącza obciąć? Bluszcz nie rośnie z prędkością światła, bez jaj.
      • blackwadera Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 16.09.15, 14:35
        W tym wszystkim nie rozumiem jednego... nikt nie napisał ,że może sąsiad powinien obcinać bluszcz po swojej stronie jeśli sąsiadka poprosiłaby o powstrzymanie ekspansji. Ja posadziłam sobie bluszcz i choć nie mam sąsiadów za płotem to pilnuję żeby za bardzo nie wyłaził. Sąsiad wątkodawczyni też może przecież wykazać się ugodowością - jeśli to żadna robota zwłaszcza. :)
          • blackwadera Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 18.09.15, 01:10
            Ja zawsze czytam uważnie wypowiedź założyciela/ki watku :). Jednak chodzi mi o inne ujęcie sprawy. Dlaczego nikt lub prawie nikt nie napisał ,że tak, że autorka ma racje,że to sąsiad powinien w ramach poprawności stosunków międzysąsiedzkich kontrolowac swoje rośliny żeby nie stanowiły dla nikogo jakiegokolwiek problemu. Bo prawo prawem ale ja ma własnie takie odczucie - ja sadziłam , moje korzenie ja troszcze się o całość. Gdy zasadze bluszcz to jesli sasiad szczęśliwy że mu sie pnie po jego stronie płotu to nie bedę oczywiście ciachać ...ale jak mnie prosi żebym cięła mój bluszcz ( to można naprawdę ciąć po swojej jeszcze stronie płotu) .... no sorry
    • grig111 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 21.09.15, 13:12
      Kochani działkowicze!
      Jest to nieopisane doznanie uczucia radości,
      kiedy się widzi wdzięczność i uśmiech na twarzy sąsiada z działki (posesji),
      który przez delikatność do tej pory nie oponował przeciwko zarastającemu jego teren zielsku, (korzeniom).
      Chcecie tego doświadczyć - zróbcie mu niespodziankę i pousuwajcie sami swoje zielsko.
      Czekam na opisy reakcji sąsiada.
    • navigate78 Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 15.10.19, 19:43
      Współczuje Pani. Mam dokładnie ten sam problem. Kupiliśmy dom z działką, mamy kostkę, plac zabaw, trawkę, mały warzywniak i tuje, planujemy basen. Pielęgnacja działki 1500metrów zajmuje mnóstwo czasu, dlatego im mniej roślinności tym dla nas lepiej. Osobiście podobają mi się piękne ogrodzenia bez bluszczu na nich. Ale o gustach się nie dyskutuje. Sąsiedzi nasadzili na ogrodzeniu bluszcz chmiel i inne krzaki, stara siatka jest na wpół ugieta prawie lezy od nadmiaru roślinności, Roślinność naturalnie przechodzi przez płot i ściele się po warzywniaku. Sąsiedzi to starsi ludzie , dbający o swój ogród do płotu. Ich roślinność pnie się po naszym budynku i wchodzi pod dach. Przycinam wszystko co się rozrasta na mojej działce a stanowi ich własność. Ostatno 2 gałęzie wypadły za siatkę ,poleciały na ich stronę (ich gałęzie). Sąsiedzi mieli wielkie pretensje o te gałęzie. I jak tu żyć.
      • enith Re: Zszokowana przepisami_albo nie umiem interpre 16.10.19, 22:22
        Ciąć i usuwać zieleninę po swojej stronie, nie oglądając się na sąsiadów. Pretensje sąsiadów wpuszczać jednym, a wypuszczać drugim uchem.
        Zakładam, że prosiliście sąsiadów, by choć spróbowali opanować nieco te rośliny, które pchają się do was. Jaka była reakcja?
        • dar61 Szok nieznajomości przepisów 19.10.19, 19:03
          W 3. Rzplitej w kodeksach cywilnych spisano prawo wejścia na posesję sąsiadów - oczywiście po uzgodnieniu np. terminu - w celu wycięcia SWEJ rośliny od ich strony.

          Dalsze postępowanie jest już kwestią i grzeczności, i praktycyzmu: wycięte ścinki można wynieść do siebie za płot, a nawet tak wypada*.

          */ Nie ma wpisu w kodeksach, że jest taki wynoszenia obowiązek - bo w myśl kodeksu wszystko, co wyrasta na drugą stronę płotu, jest w p_o_s_i_a_d_a_n_i_u właśnie zapłotowców.

          */ Stąd i logika przepisów podpowiada, że owe nadwyżki zapłotowe sąsiedzi mogą sobie sami ściąć, jeśli chcą, mogą i je przywłaszczyć - i nie muszą ich oddawać!
          Jest to o tyle ważne, o ile np. są te zapłotowe fragmenty owocem, drewnem opałowym - i, niestety, czasem kłopotem.
          Bo rzadko kto pamięta o tych fragmentach, jakie są POD ziemią. A one np. mogą z czasem podbierać wodę ukochanym trawnikom, jakimś hydrofilom etc.
          Nie ma w kodeksie niedopowiedzeń - nawet korzenie do nas wrastające pod płotem mamy prawo wyciąć, bez żadnych dla nas konsekwencji [kodeksowych, regulaminowych] - Our Garden is Our Castle...
          Nieco to inaczej może wyglądać na [wspólnych] ogrodach działkowych, bo tam regulaminy [.......].

          Praktyka?
          Nasz nowo-stary sąsiad [powrót k' ziemi ojców], sadząc niedawno swe barykady-tujki kole naszego płota, zagadnął nas, czy nie za blisko je daje. Poprosiłem o odsunięcie dalej.
          Mało kto pamięta o tych konsultacjach i stąd bluszczowy jw. horror.
          Po dekadzie z hakiem sąsiad latoś 1/4 swych barykad wykarczował kole płota i wreszcie możemy się tam - nie tylko do konsultacji - wołać, jako i ojce nasze wołali.

          Bluszcze?
          Nasze bluszcze są głównie na domu [-owych balustradach schodów] i na płocie od strony wewnętrznej, przy chodniku miasta.
          MARZĘ, by przerosły zań i go osłoniły [miastu murek], bo murek tam szpetny-czterdziestoletni.
          Dziś my murka-brzydala nie widzimy pod nawałą bluszczu, ale miasto - tak.
          Gdyby nie mój uparty Tatko [Mama dała placet!], wtedy posadziłbym tam bluszcz od str. chodnika. Żal mi dziś, że byłem na dykTaT TaTki tak mięTki... Ale jak mi wyrywał szpadel i rzucał gromy...
          Teraz chyba mu wstyd.

          A ów Sąsiad nasz zaś podbluszczował swój krąg iglaków [wokół ma bruk] - podpowiedziałem, że kiedyś iglaki z bluszczem się zetną. Sąsiad się zamyślił...

          My się dopytujemy sąsiadów, a mamy ich tylko od dwu stron - czy możemy zostawić owocowym drzewom tę czy inną gałąź - bo się np. zagapiliśmy z cięciami albo ona wybujała - ale też bo to drzewo rosło przed nami i sąsiadami i żal je demolować cięciem.

          Ale jeśli sąsiedzi nam zgodę na to niecięcie dają, to my przypominamy, że np. tych wiśni owoce są już dla nich, niech konsumują, niech zrywają, na zdrowie!
          A jak się im nie chce zrywać/ podjadać, to my z wiadereczkiem lub z wiadrem [w zależności od urodzaju] ku nim pomykam. No to oni do nas kilka[naście] kilo gruszek chińskich, aromatycznych.
          Na to my ich zażywamy wiaderczkiem pigw - i dobijamy garścią pigwowców, a na to oni nas z mańki...
          I tak ma być do końca dni naszych
          i
          Waszych.

          A drzewa rosną, rosną, rosną - i gryzą zęby krat ...🎶

          PS bluszcz mamy i na płocie sąsiadów, tych drugich, nieco mniej zaprzyjaźnionych. Dużo mniej.
          Bluszcz tam rżnę wg potrzeb, ale tamtejszą śliwą sąsiadów tych nie obdarowywujemy, same im spadają ;)
          Raz tylko coś cichaczem sugerowali, żeby pozbierać.
          Co węgierka, to węgierka.
          • irenazu Re: Szok nieznajomości przepisów 20.10.19, 10:49
            Niestety, ludzie często nie pamiętają o zasadzie "nie rób...".Bo co by powiedzieli właściciele bluszczu gdyby sąsiad posadził po swojej stronie np. chmiel, który jest jeszcze bardziej inwazyjny tyle, że nie zimozielony i pozwolił mu rosnąć jak sobie chce, czy by to ich cieszyło? A co do drzew owocowych, znam sytuację, gdy właściciele drzewa uważają, że owoce są ich, tylko zapominają, że z tych drzew lecą też i płatki kwiatów, które, owszem w chwili spadania są śliczne, tylko potem tworzą mniej piękne żółto-bure kupy a jesienią lecą liście których właściciele już nie kwapią się uprzątnąć z posesji sąsiada.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka