• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

lawenda - kłopot

  • 01.08.13, 16:44
    Mam pytanie odnosnie lawendy - jakie stanowisko lubi, u mnie rosnie na balkonie w doniczce, ale niestety jej kwiaty sa wyblakle, liscie tez. Stoi w miejscu nieco zacienionym. Jakie stanowiska lubi lawenda, jak o nia dbac, jak podlewac?
    Z gory dziekuje za pomoc

    --
    www.youtube.com/watch?v=PRpgwmDJ5hA
    Edytor zaawansowany
    • 01.08.13, 19:28
      Jak najbardziej słoneczne. To roślina "południowa", ciepłolubna. Po kwitnieniu trzeba ją przyciąć, podobnie wiosną (wtedy mocno). Zimy nie przetrwa na balkonie, musisz ją schować do mieszkania.
      • 08.08.13, 09:45
        jakie nie przetrwa na balkonie? trzeba osłonić donicę i po problemie. To nie roślina zwrotnikowa - mu mieć okres spoczynku.
    • 01.08.13, 19:48
      Maksimum słońca, parszywa ziemia i raczej sucho. W takich warunkach lawenda rośnie wspaniale. Ważne, by porządnie ją przycinać za młodu, zwłaszcza przez pierwsze trzy lata. Wtedy ładnie rozkrzewia się od spodu, a obcięte gałązki łatwo ukorzenić i już masz dziesiątki kolejnych sadzonek.
      • 01.08.13, 22:51

        enith napisała:

        > Maksimum słońca, parszywa ziemia i raczej sucho.

        Spelnione wszystkie warunki, a lawenda licha.
        Polewam rzadko, ale poniewaz ziemia podla i gliniasta to moze byc przyczyna slabej kondycji lawendy.
        Albo nadmiar slonca i za goraco?
        Nie kwitnie. Nie rozkrzewia sie, ale jakos tam zipie.

        Poczekam do zimowych deszczy. Moze one cos zmienia, w jedna albo druga strone.
        Kupilam eksperymentalnie kilka gatunkow i trzymam je w roznych katach ogrodu. Jedna nawet w donicy. Poprzednie lawendy nie przetrwaly.
        Nie wiem, co robie zle.
        • 02.08.13, 05:39
          A odczyn gleby masz lekko zasadowy? Maksymalny drenaż? I ściółkujesz czymś? Ja głupia swego czasu podściółkowałam korą (nie wiedziałam, że lawenda tego nie znosi) i wszystkie korony mi zgniły. Teraz podściółkowana kamykami, na glebie marnej, gliniasto - kamienistej, maksymalny drenaż (na stoku) oraz wystawa południowa. Mieszkam w strefie 8a, 20 sadzonek lawendy Hidcote posadzonych w kwietniu kwitnie w tej chwili masą kwiatów. Podlewałam wyłącznie w pierwszych tygodniach po posadzeniu oraz jeden raz w lipcu, bo nie mieliśmy tu ani kropli deszczu. Lawenda ma się jak w niebie :-)
          Może jej u ciebie za gorąco? Lawendy są roślinami śródziemnomorskimi, upały kalifornijskie niekoniecznie muszą im służyć, a ty jesteś przecież strefa 10, prawda? Spróbuj lawendy stoechas, bo ponoć jest odporniejsza na upały, niż angustifolia.
          • 02.08.13, 07:20
            enith napisała:

            > A odczyn gleby masz lekko zasadowy? <
            Chyba tak.
            >Maksymalny drenaż?<
            Niestety, jak pisalam. Glina i drenaz marny. Ale nie beznadziejny, tyle, ze lawenda lubilaby piasek albo zwir.

            >I ściółkujesz czymś? Ja
            > głupia swego czasu podściółkowałam korą (nie wiedziałam, że lawenda tego nie zn
            > osi) i wszystkie korony mi zgniły.
            Tez dalam pare razy kore, ale dzieki cholernym dmuchawom, w ktore uzbrojeni sa ogrodnicy, zadna posypka nie trwala dluzej niz dwa tygodnie. Na nic moje blagania...
            Tak czy inaczej, gnicie moim roslinom nie grozi, bo 1.patrz wyzej, 2. b.sucho
            Ale za rade kamyczkowa dzieki. Zastosuje.

            Podlewam rzadko. Co prawda sprinklery chodza codzien, ale lawendy posadzilam (prawie) poza ich zasiegiem.


            > Może jej u ciebie za gorąco? Lawendy są roślinami śródziemnomorskimi, upały kal
            > ifornijskie niekoniecznie muszą im służyć, a ty jesteś przecież strefa 10, praw
            > da?

            Wg swietnej ksiazki, ktora bardzo Ci polecam Western Garden Book, mieszkam w strefie 23 /24. Lawenda powinna to lubic a tymczasem nie bardzo. Kiedy jednak przygladam sie okolicznym ogrodom jakos malo kto lawende trzyma. Wiec moze to nie tylko ja mam do nich zla reke. Albo mieszkajacy wokol wola rosliny bardziej okazale i kolorowe.


            >Spróbuj lawendy stoechas, bo ponoć jest odporniejsza na upały, niż angustif
            > olia.
            Tak, tez tak mi doradzono. Mam co najmniej trzy 'stoechas': Sugarberry Ruffles, Madrid Purple i Otto Quast. Wszystkie przeda cieniutko...

            Kupione byly w dobrym miejscu bo w Plant Depot w San Juan Capistrano. Nie jest tanio, ale rosliny sa w dobrym gatunku i obsluga zna sie na rzeczy. Ale, jak sie okazuje, to nie wszystko. Jeszcze ogrodniczka musi miec jakie takie pojecie;))
            • 02.08.13, 15:14
              > Niestety, jak pisalam. Glina i drenaz marny. Ale nie beznadziejny, tyle, ze lawenda lubilaby piasek albo zwir.

              Słaby drenaż to może być to. Nie wiem, ile masz krzaczków, ale jeśli tak słabo ci rosną, proponuję wykopać wszystkie jesienią, gdy nadejdą deszcze i się ochłodzi i ponowne ich posadzenie na rabacie piaszczystej wzniesionej o kilka raptem cali. Każdej lawendzie usypujesz mały kopczyk i tak sadzisz. To powinno pomóc, o ile to właśnie drenaż jest problemem.

              > Podlewam rzadko. Co prawda sprinklery chodza codzien, ale lawendy posadzilam (prawie) poza ich zasiegiem.

              "Prawie" czyni dużą różnicę, zwłaszcza roślinom, które nie lubią zalewania. Zrobiłaś sobie kiedyś test, jak rozprowadza się woda w glebie w twoim ogrodzie? Na glebie gliniastej, jak u mnie, woda rozprowadzana jest głównie w poziomie i może rozlewać się nawet do dwóch stóp od miejsca, gdzie padają krople. Twoja lawenda może być poza zasięgiem sprinklera, a jej system korzeniowy już nie. Po tym, jak sprinklery się wyłączą, wal do ogrodu ze szpadlem i pokop koło jednego z krzaczków. Może się okazać, że choć góra sucha, dół jest mokry. I to też może być przyczyna słabego rośnięcia.

              > Wg swietnej ksiazki, ktora bardzo Ci polecam Western Garden Book, mieszkam w strefie 23 /24.

              Western Garden Book była pierwszą książką ogrodniczą, jaką zakupiłam po przeprowadzce w okolice Seattle :-)
              Według USDA miasto, które wspomniałaś, leży w strefie 10a. To jednak może być za ciepło dla lawendy. Wg Monrovii większość lawend jest odporna w strefach (5)6 - 9. Ich Lavandula minutolli jest rzekomo odporna do strefy 10, a Lavandula pinnata var. buchii nawet do strefy 11!


              • 02.08.13, 16:27
                Napisz coś więcej kiedy sadzona?
              • 04.08.13, 19:13
                enith napisała:


                Każdej lawendzie usypujesz mały kopczyk i tak sadzisz. To powinno pomóc,
                > o ile to właśnie drenaż jest problemem.

                Lubie pomysl z kopczykiem. Sprobuje. Co prawda dmuchawy ogrodnikow to powazne zagrozenie dla projektu, ale bede im przypominac.
                Swoja droga, co za diabel wymyslil te dmuchawy i wirujace zylki! Tna i wydmuchuja wszystko co po drodze.


                >Po tym
                > , jak sprinklery się wyłączą, wal do ogrodu ze szpadlem i pokop koło jednego z
                > krzaczków. Może się okazać, że choć góra sucha, dół jest mokry.

                Zwykle jest na odwrot. Powierzchnia mokra a 2'' ponizej - suchy proch. Teraz od czasu do czasu rozdrabniam zbita ziemie wokol roslin zeby woda poszla glebiej.


                > Western Garden Book była pierwszą książką ogrodniczą, jaką zakupiłam po przepro
                > wadzce w okolice Seattle :-)

                Ja sie nia ciesze od niedawna. Kupilam, razem z National Garden Book na Amazon za grosze.

                No, mieszkajac w okolicach Seattle na brak deszczu chyba nie narzekasz. To przeciez slynne Rain City,ale tez Emerald City czy The City of Flowers, a to brzmi szczegolnie pieknie w uszach ogrodnika.
                I powiadasz, lawenda to lubi! Strasznie dziwna to roslina. Chyba dam jej pic;)




                • 05.08.13, 18:18
                  > Lubie pomysl z kopczykiem. Sprobuje. Co prawda dmuchawy ogrodnikow to powazne zagrozenie dla projektu, ale bede im przypominac.
                  > Swoja droga, co za diabel wymyslil te dmuchawy i wirujace zylki! Tna i wydmuchuja wszystko co po drodze.

                  Z tego powodu pogoniłam w cholerę firmę, która zajmowała się pielęgnacją mojego ogrodu. Bo niszczyli mi rośliny ozdobne dmuchawkami i kosiarkami :-/

                  > Zwykle jest na odwrot. Powierzchnia mokra a 2'' ponizej - suchy proch. Teraz od czasu do czasu rozdrabniam zbita ziemie wokol roslin zeby woda poszla glebiej.

                  Pomyślałaś o instalacji nawadniania kroplowego (drip irrigation) dla rabat? Sama jestem w trakcie projektowania takiego systemu dla siebie, bo wbrew powszechnemu przekonaniu:
                  > No, mieszkajac w okolicach Seattle na brak deszczu chyba nie narzekasz. To przeciez slynne Rain City...

                  ... Seattle w lipcu i sierpniu jest tradycyjnie najsuchszym miastem w całych Stanach Zjednoczonych. Dla przykładu: ostatni deszcz spadł tu 27 czerwca (2 mm), po czym następny deszcz spadł 31 lipca (1 mm). W ubiegłym roku mieliśmy 92 dni z rzędu bez deszczu i byliśmy o, tak bliziutko pobicia wszelkich rekordów suszy. Nie muszę chyba pisać, co się działo w ogrodach, które nie miały automatycznego nawadniania. Po tamtym lecie diametralnie zmieniłam plany co do mojego ogrodu. Zaczęłam kolekcjonować rośliny rodzime (native), które tolerują mokre zimy i suche lata i nie trzeba wokół nich skakać non stop z wężem ogrodowym ;-)

                  Obstawiam, że u Ciebie lawendzie nie odpowiadają zbyt wysokie temperatury i, być może, zbyt wysoka wilgotność powietrza. Nie sądzę, by miały za sucho. Lawenda naprawdę woli sucho, jest przecież klasyczną rośliną do xeriscaping.
                  • 05.08.13, 19:12
                    enith napisała:

                    >
                    > Z tego powodu pogoniłam w cholerę firmę, która zajmowała się pielęgnacją mojego
                    > ogrodu. Bo niszczyli mi rośliny ozdobne dmuchawkami i kosiarkami :-/

                    Prawda.
                    Niszcza, bo sie nie znaja, ale to dobre chlopy i robia to, na co ja nie mam czasu ani sily. Za bardzo male pieniadze. Zniszczone rosliny to czesc pakietu, po prostu. Nie stac mnie na to, zeby ich nie miec.


                    > Pomyślałaś o instalacji nawadniania kroplowego (drip irrigation) dla rabat?

                    Owszem. Kiedys mialam dziurkowane weze, takie z materialu, nie z gumy i jakos to nie zdalo egzaminu. Woda nie docierala do konca weza, czy tez cisnienie bylo nierowne... Ale moze jeszcze o tym pomysle w bardziej profesjonalny sposob.


                    > ... Seattle w lipcu i sierpniu jest tradycyjnie najsuchszym miastem w całych St
                    > anach Zjednoczonych.

                    ??????

                    >Dla przykładu: ostatni deszcz spadł tu 27 czerwca (2 mm),
                    > po czym następny deszcz spadł 31 lipca (1 mm). <

                    Kochana, ostatni deszcz to u mnie byl chyba w lutym;).


                    >
                    > Obstawiam, że u Ciebie lawendzie nie odpowiadają zbyt wysokie temperatury i, by
                    > ć może, zbyt wysoka wilgotność powietrza. Nie sądzę, by miały za sucho.

                    Enith, Twoje "sucho" ma sie b.daleko do mojej definicji "sucho".
                    To nie Floryda. Na szczescie.;)
                    Kalifornia to pustynia, wilgotnosc powietrza jest b. niska, lagodzi ja tylko bliskosc oceanu - wystarczy powiedziec, ze do Death Valley [ Death Valley is (...)the lowest, hottest and driest area in North AmericaWikipedia.] mam 6 razy blizej niz do Ciebie.
                    Dzieki za rady.
                    Pozdrawiam.))
                    • 05.08.13, 20:33
                      Oj, Pinkink, trzeba bylo od razu pisać, że Ty na regularnej pustyni mieszkasz :-D
                      Raczej żadna lawenda się u Ciebie nie sprawdzi, gdzie tam pustyni do klimatu śródziemnomorskiego. Może perovskia sprawdziłaby się lepiej, niż te ledwo dyszące lawendy? Oczywiście zapachu lawendy nie da się zastąpić niczym innym, niestety :-(
                      • 13.08.13, 19:16
                        enith napisała:

                        > Oj, Pinkink, trzeba bylo od razu pisać, że Ty na regularnej pustyni mieszkasz :
                        > -D
                        Nigdy nie pisalam inaczej. Kalifornia to pustynia zamieniona dzieki intensywnej irygacji w rajski ogrod.


                        > Raczej żadna lawenda się u Ciebie nie sprawdzi, gdzie tam pustyni do klimatu sródziemnomorskiego. <

                        No, nie wiem. Mysle, ze "srodziemnomorski klimat" moglby czesto pozazdroscic temu z poludniowego Pacyfiku;))
                        Wyglada na to, ze nigdy nie bylas w poludniowej Kalifornii.


                        Może perovskia sprawdziłaby się lepiej, niż te ledwo dyszące
                        > lawendy? Oczywiście zapachu lawendy nie da się zastąpić niczym innym, niestety
                        > :-(

                        Probowalam perovskii. Nie wyszlo. Dalam jej chyba za duzo wody i poszla sobie w niebyt.
                        A co do 'zastepowalnosci' zapachu lawendy nie jest tak zle. Rozgrzany sloncem rozmaryn czy geranium sa z tej samej grupy zapachow, nie wspominajac o zwalajacym z nog krolewskim zapachu kwiatu Southern Magnolia [my fav], kwiatu pomaranczy czy plumerii. I to tylko kilka z szeregu pachnacych pieknosci, ktore odstawiaja na bok lichy, szary kwiatek o banalnym, mydlanym zapachu rodem z bielizniarki;))
        • 24.08.13, 10:49
          Mam kilka rodzai lawendy. Najbardziej odporna na mróz ąsą odmiany fioletowe(mają różne liście,jasne lub ciemniejsze) oraz różowa. Najgorzej utrzymać białą oraz francuska lawendę, szybko przemarza. Stanowisko słoneczne. Podlewanie jest konieczne po posadzeniu oraz wiosna i latem-do lipca. Potem już sama da sobie radę.
      • 03.08.13, 11:52
        Maksimum słońca, parszywa ziemia i raczej sucho. W takich warunkach lawenda rośnie wspaniale...
        obcięte gałązki łatwo ukorzenić i już masz dziesiątki kolejnych sadzonek.



        Wszystkie warunki sa spelnione i lawenda pieknie sie rozrosla. Jednak nigdy nie udalo mi sie z sadzonkami... Jak chce lawende rozprzestrzenic, to wycinam polowe krzaczka i plantuje w innym miejscu. Sama tez sie rozsiewa.

        Mam pytanie: KIEDY SCINA SIE GALAZKI DO SADZONEK?
        Czy wklada sie je po prostu do naczynia z woda i czeka az korzonki wyrosna?
        • 03.08.13, 15:43
          Zielone i półzdrewniałe gałązki ścinasz od lata do jesieni. Sciągasz dolne listki, wsadzasz w ukorzeniacz (lub nie) i do doniczki z piaskiem lub innym dobrze drenującym medium. W ciągu 4 do 8 tygodni sadzonki powinny się ukorzenić. Na wiosnę możesz je wysadzić na stanowisko docelowe.
          • 03.08.13, 21:59
            W ciągu 4 do 8 tygodni sadzonki powinny się ukorzenić.
            Na wiosnę możesz je wysadzić na stanowisko docelowe.



            To sadzonki do wiosny maja stac u mnie na oknie???
            A co by sie stalo, gdybym je jeszcze w tym roku ukorzenila i na jesieni wsadzila do gleby?
            Tu gdzie mieszkam sa bardzo lagodne zimy, np róż nigdy nie trzeba "opatrywać", zresztą maja zwyczaj kwitnąć do końca listopada ...

            A czy mozesz podac mi nazwe tego ukorzeniacza po angielsku? Kiedyś chyba Ty właśnie mi podałaś, a po szwedzku nazywa sie bardzo podobnie.

            • 04.08.13, 10:50
              Ja wprawdzie mam do czynienia tylko z lawendą wąskolistną, więc to, co napiszę, nie musi odnosić się do wszystkich gatunków. Ale może pomóc.

              Ziemię mam parszywie gliniastą. Posadzona dawno temu lawenda (sadzonka ze sklepu ogrodniczego) marniała, aż wreszcie padła. Zdążyła na szczęście wyprodukować siewkę i ta siewka była już nie do zdarcia. Wydaje mi się, że jest to ogólna zasada dla wszystkich roślin - w miejscu, gdzie korzenie mają utrudnione prawidłowe rozrastanie się, najlepiej czuje się samosiew; poza gliną dotyczy to stanowisk skalnych i gruzowisk. Od początku jest zapewniona równowaga między częścią nadziemną i podziemną.

              O ile przypominam sobie, to tę maleńką siewkę przepikowałam, bo miejsce na nią było w pewnej (niewielkiej) odległości od miejsca, gdzie wyrosła. Ale grunt identyczny.

              Początkowo przycinałam tylko przekwitłe pędy i trochę formowałam, ale po kilku latach zaczęła robić się brzydka w dolnej części. Wtedy uznałam, że konieczne jest radykalne cięcie nisko nad ziemią. I to wcześnie wiosną, jak roślina dopiero co budzi się po zimie - wtedy najmocniej wypuszcza nowe pędy. Okazało się to bardzo słuszne, szybko wyrósł ładny krzaczek. A ponieważ szkoda było mi wyrzucać obcięte gałązki, potraktowałam je ukorzeniaczem i powtykałam wprost do gruntu. Przyjęły się i zakwitły jeszcze w tym samym roku.

              Teraz co roku dość silnie przycinam lawendy wczesną wiosną i bardzo dobrze im to robi. Tylko rzeczywiście nie należy z tym zwlekać, bo przycięte później (sprawdzone) słabiej rosną, a obcięte pędy o wiele gorzej ukorzeniają się.

              No i najlepiej sadzonkować od razu na stanowiska docelowe. Bo jest to zdecydowanie niekłopotliwe. Co do ukorzeniacza, nie ma znaczenia jego rodzaj, bo lawenda potrafi się ukorzenić i bez wspomagania. Czyli każdy proszek zawierający substancję stymulującą ukorzenianie będzie dobry.
              • 04.08.13, 19:28
                horpyna4 napisała:

                > Ja wprawdzie mam do czynienia tylko z lawendą wąskolistną, więc to, co napiszę,
                > nie musi odnosić się do wszystkich gatunków. Ale może pomóc.

                Tak sie zastanawiam. Skoro w deszczystej Polsce lawenda ma sie dobrze, to oznacza, ze potrzeba jej wiecej wody niz powiedzmy, kaktusy, a tak ja probowalam traktowac. Bez powodzenia zreszta.



                >Zdążyła na szczęście wyprodukować
                > siewkę i ta siewka była już nie do zdarcia. <



                >uznałam, że konieczne j est radykalne cięcie nisko nad ziemią. I to wcześnie wiosną, jak roślina dopiero co budzi się po zimie - wtedy najmocniej wypuszcza nowe pędy.<

                Czyli w moim przypadku - kilka deszczy robi za zime - nalezy przyciac ja tuz po nich czy przed nimi? We wrzesniu jest najwiekszy skwar, okres deszczy zaczyna sie gdzies w listopadzie, grudniu i trwa do lutego, marca. Pada przez ten okres moze 5 - 8 razy , ale pada porzadnie. Potem nie pada zadna kropla az do nastepnej zimy.
                Np. roze zaleca sie ciac w styczniu, wiec moze zrobic to samo lawendom?
                Co radzisz, Horpyno?
                • 04.08.13, 20:06
                  Po prostu spróbuj, bo nie ma jak własne doświadczenie. Jak nie w styczniu, to najpóźniej w lutym.

                  Wprawdzie określenie "deszczowa Polska" ma się nijak do pogody, jaka utrzymuje się tu od dłuższego czasu, ale rozumiem, że pod tym względem nie możemy równać się z Twoimi okolicami. A lawenda wcale nie jest aż takim sucholubem, ona tylko nie lubi stagnującej wody. Uwielbia za to słońce, o czym zresztą świadczą jej omszałe i wąskie listki.

                  Przypominam sobie, że jak ją pierwszy raz sadzonkowałam, to część pędów była wetknięta w mocno słonecznym miejscu, a część w nieco zacienionym, chociaż nie całkiem cienistym. I okazało się, że te w słońcu od razu zaczęły rosnąć. Te, co miały mniej słońca, wprawdzie ukorzeniły się, ale rosnąć zaczęły dopiero po przesadzeniu na słońce. Oczywiście sadzonki były częściej podlewane, niż dorosłe rośliny. Chyba, że padał deszcz - wtedy zresztą najlepiej się czuły.
                  • 04.08.13, 21:08
                    horpyna4 napisała:

                    > Po prostu spróbuj, bo nie ma jak własne doświadczenie. Jak nie w styczniu, to n
                    > ajpóźniej w lutym.
                    Tak zrobie

                    > Wprawdzie określenie "deszczowa Polska" ma się nijak do pogody, jaka utrzymuje
                    > się tu od dłuższego czasu, ale rozumiem, że pod tym względem nie możemy równać
                    > się z Twoimi okolicami.

                    Slyszalam, ze sa upaly. I wspolczuje, bo parny gorac to nic milego. Plus komary, ktore to kochaja. Taka pogoda jest w Nowym Jorku czy na Florydzie. U mnie jest suchy upal, pustynny i powiewa wiaterek, tak, ze nie czuje sie tego zbyt mocno. Komary w zasadzie nie wystepuja.
                    Ostatnio chyba mam chlodniej niz w Polsce, ale dla mnie 27 stopni to raczej zimnawo.;)



                    >A lawenda wcale nie jest aż takim sucholubem, <


                    >>Chyba, że padał deszcz - wtedy zresztą najlepiej się czuły.<<


                    W zwiazku z tym robie sobie duze nadzieje w zw. z zima. Moze sie zbierze w sobie. I polubi deszcz. To jednak co innego niz sprinklery.

                    Jesli pozwolisz, zapytam Cie o ciecie hortensji, bo wiem, ze rosnie w Polsce, ale to w innym watku.
                    Mam jeszcze pytanie nt. takiej roslinki podobnej do mikolajka nadmorskiego, ale zaloze osobny watek, zeby nie zamacac tego lawendowego.
                    Jestem, jak zwykle, pelna uznania dla Twojej wiedzy.



                    • 04.08.13, 21:28
                      Kochana, to nie jest wiedza, tylko własne doświadczenie. Po prostu jestem na tyle stara, że zdążyłam się zetknąć w życiu z różnymi roślinami, ale fachowcem nie jestem.
            • 05.08.13, 18:26
              pia.ed napisała:

              > A czy mozesz podac mi nazwe tego ukorzeniacza po angielsku? Kiedyś chyba Ty właśnie mi podałaś, a po szwedzku nazywa sie bardzo podobnie.

              Po angielsku ukorzeniacz nazywa się "rooting hormone", czyli hormon ukorzeniający. Natomiast nie sądzę, by był on absolutnie konieczny, bo znam ludzi, którzy ukorzeniają wszystko, co się da, a nigdy tego wynalazku nie stosowali :-)
              • 06.08.13, 00:53
                enith napisała:
                ... "rooting hormone", czyli hormon ukorzeniający znam ludzi, którzy ukorzeniają wszystko, co się da, a nigdy tego wynalazku nie stosowali ...



                To ja należę do wyjątków ... bo nic wsadzone do ziemi nie ukorzeniło mi się,
                a korzenie uzyskane w wodzie zgniły po wsadzeniu do ziemi. :(
                Jednak sprobuje tego hormonu.
        • 08.08.13, 12:16
          Z tego co wyczytałam w necie, najlepiej sadzonkować na wiosnę lub pod koniec lata,
          ale najlepiej sama poczytaj na ten temat:
          www.roslin-menazeria.net/2884,2983,samodzielne_rozmnazanie_lawendy_waskolistnej_lavandula_angustifolia.html
          • 10.08.13, 11:58
            Wspaniala instrukcja ... po przeczytaniu jej nie można się już pomylić.[
            Bez niej ucięłabym nad częścią zdrewniałą i cały trud poszedłby na marne.


            > www.roslin-menazeria.net/2884,2983,samodzielne_rozmnazanie_lawendy_waskolistnej_lavandula_angustifolia.html
    • 05.08.13, 18:46
      Widzę, że wątek rozwinął się w kierunku: ile wody potrzebuje lawenda :-)
      Porobiłam ciekawe spostrzeżenia. Wzięłam na tapetę trzy miasta: Warszawę, Seattle i Sequim (to ostatnie miasto to leżąca w stanie Waszynton lawendowa stolica USA). Roczne opady:
      * Warszawa ~ 50 cm
      * Seattle ~ 100 cm
      * Sequim ~ 50 cm

      Sequim (wymawia się "Skłym") leży w tzw. rain shadow masywu Gór Olimpijskich, które blokują opady deszczu. Stąd, choć Sequim i Seattle wcale nie leżą w linii prostej tak daleko od siebie (raptem 75 km), Seattle otrzymuje dwa razy tyle deszczu rocznie, co Sequim. I w tym właśnie suchym Sequim lawenda rośnie najlepiej! Lawendowe farmy jak okiem sięgnąć! Stoję więc na stanowisku, że lawenda jednak woli sucho i stąd w Warszawie, na piaskach i z niewielkimi w porównaniu z takim Seattle opadami rocznymi też się jej podoba :-)
      • 05.08.13, 20:34
        Tyle, że "w Warszawie" nie jest równoznaczne z "na piaskach". Gleby na terenie Warszawy są bardzo różne. Są duże obszary piaszczyste, ale też i gliniaste. U mnie jest sama glina.

        W XIX wieku na terenie Warszawy były cegielnie, co można zobaczyć na starych mapach. Surowiec był wydobywany na miejscu i obecne oczka wodne w parkach to dawne glinianki.
        • 09.08.13, 20:12
          W moim ogrodzie obserwuję, że lawenda woli mniej wody.
          Posadziłam lawendę wąskolistną przy szklarni, z dwóch jej stron.
          Z boku rośnie bujnie, natomiast ta posadzona przed szklarnią jest mniejsza.
          To dlatego, że ścieka na nią dodatkowo cały deszcz z pochyłego dachu szklarni, a zimą zjeżdża śnieg.
          • 11.08.13, 10:16
            Dziekuje za wszystkie odpowiedzi:)

            --
            www.youtube.com/watch?v=PRpgwmDJ5hA
    • 13.08.13, 12:57
      witam,
      na początku wakacji kupiłam dwie sadzonki lawendy na taras. (dwie odmiany). Zrobilam drenaż, podlewam je rzadko, stoją w słońcu. oprocz tego ze bardzo skompo kwitną nie zauważyłam żeby sie choc troche rozrosły. kiedy powinnam je przyciąć juz teraz czy poczekac do wrzesnia? a moze lepiej wsadzic je do gruntu i tam sie lepiej rozrosną niz w donicy??
      • 13.08.13, 15:40
        Grunt dla lawendy lepszy niż donica.Moje rosną od miesiąca w gruncie, już przekwitły, więc je przycięłam.Jednak jedna z 3 posadzonych sztuk od początku ma jakieś plamy na liściach, które teraz od dołu zasychają i robią się czarne.Czy to jakaś choroba, bo kiedyś również w podobny sposób mi zginęła.
      • 13.08.13, 16:46
        Ja wszystkie nowozakupione lawendy przycinam, nawet jeszcze przed wysadzeniem ich do gruntu, gdy są w oryginalnych pojemnikach. Tnę nisko, ale nie do samego starego drewna (wtedy mogą nie odbić). Pięknie się rozkrzewiają i kwitną. Nowo posadzone lawendy podlewam mocno, dużo mocniej, niż te już ukorzenione. Lawenda w donicy też będzie potrzebować więcej wody, niż ta w gruncie. No, i w pierwszym roku po zakupie roślina może wyglądać tak sobie, dopóki nie zadomowi się na nowym stanowisku. Daj jej czas.
        • 13.08.13, 18:45
          enith napisała:

          > Ja wszystkie nowozakupione lawendy przycinam, nawet jeszcze przed wysadzeniem i
          > ch do gruntu, gdy są w oryginalnych pojemnikach. Tnę nisko,


          Zwykle kupowalam lawendy w pelnym kwieciu.
          Zakladam, ze Ty tez.
          Czy to znaczy, ze pozbawialas je kwiatow na samym poczatku i takie oskubane wsadzalas do gruntu?
          To ciekawe, bo nigdy nie slyszalam o takiej metodzie. Moze byc skuteczna, niemniej
          nie sadze, zebym sie na to zdecydowala - to jedyny okres, kiedy lawenda wyglada jako-tako. Potem, az do nastepnego kwitnienia, to juz tylko szary, smutny krzaczek.
          • 13.08.13, 20:22
            Moja lawenda przycięta po kwitnieniu na pocz. lipca ma już następne pędy z pąkami.
          • 13.08.13, 21:02
            Rzadko kupuję lawendy kwitnące, bo w środku lata sadzenie w moim klimacie zwyczajnie nie jest polecane z braku deszczu. Kupuję albo wiosną, albo jesienią, na sporych przecenach. Niezależnie jednak od tego, czy kwiaty były czy nie, tnę. Z mojego doświadczenia wynika, że pierwsze dwa, trzy lata po posadzeniu są KRYTYCZNE, jeśli chodzi o lawendę, jej cięcie i wygląd przez resztę życia. Wolę nie mieć kwiatów w pierwszym sezonie, za to pięknie rozkrzewione, zdrowo wyglądające krzaczki. Oczywiście jak ktoś nie chce ścinać kwiatów, niech przeczeka do jesieni i przytnie wtedy. Ja nawet tnąc wiosną, późnym latem mam już kwiaty.

            fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3484892,2,1,20130813-114928.html
            Na zdjęciu jest lawenda Grosso posadzona w kwietniu tego roku, obcięta w dniu sadzenia na 10-15 cm. Kwitnie od około miesiąca i co najmniej kolejny miesiąc jeszcze pokwitnie, jeśli nie zbiorę wcześniej kwiatostanów do suszenia.
            • 15.08.13, 18:18
              Wczoraj poszlam i popodcinalam te moje mizeroty. Zobaczymy.
              Imponujacego kamulca masz, Enith;))
              • 16.08.13, 02:54
                Głazisko należy do sąsiadów. Mój jest tylko ten kawałek do borderu, dalej już rozciąga się wielgachny trawnik sąsiadów. Głazów takich mamy tu wszyscy od groma, gdzie szpadla nie wbijesz, tam kamulce, od malutkich do wielkich, jak pół samochodu. Marzył mi się czarnoziem głeboki na dwa metry, jak to mają w Iowa, a przyszło mi ogrodniczyć w glinie głębokiej na dwa metry z dwumetrowymi kamieniami :-D
                • 16.08.13, 18:42
                  enith napisała:

                  Głazów takich mamy tu wszyscy od groma
                  > , gdzie szpadla nie wbijesz, tam kamulce, od malutkich do wielkich, jak pół sam
                  > ochodu.

                  Tez sie boje kopac glebiej, chociaz to moze byc eksytujace bo obok kamieni dinozaury sie trafiaja:" one of the richest fossil sites in the United States".
                  Zobacz tu:gotfossils.com/
                  Trzeba nacisnac 'play' na czerwonym ekranie. Filmik jest dla dzieci, ale ja mysle, ze jest b. interesujacy dla kazdego wieku.


                  >Marzył mi się czarnoziem głeboki na dwa metry, jak to mają w Iowa...<

                  Mam nadzieje, ze znalazlas pare innych zalet mieszkania w Twoim Washington State nad ogrodniczenie w skadinad milym, ale czegos strasznie nudnym Iowa;)
                  Pozdrawiam.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.