Dodaj do ulubionych

Wacek o krok od śmierci

09.08.04, 09:43
A było to tak. Sobota i niedziela to jedyne dni w tygodniu kiedy więcej uwagi
mogę poświęcić na obserwację bujnego życia w ogrodzie. Fredek i Wacek
dzielnie pozowały mi do zdjęć i mam nadzieję, że z pomocą Antaresa wkrótce
będę mogła je zaprezentować. Właściwie już nie wiem czy to Fredek i Wacek czy
Fredka i Wacka bo od czasu do czasu noszą na grzbietach małych „klientów”.
Tak się oba wycwaniły, że jak tylko pojawiam się nad sadzawką to śledzą mój
każdy ruch a na pyskach maluje im się uśmiech, że znów dotarła
dostawa „robacznic” a dostatek ich wielki bo w okolicy od czasu do czasu
wietrzą chlewnie więc „wrzucą coś na ruszt”. Liście lilii nie mają już
siły ich utrzymywać. Strasznie są słodkie gadziny od czasu do czasu brekają w
podzięce. Ale wracając do rzeczy, stoję sobie przy sadzawce, a tu nagle up
spod kamieni wynurza się głowa zaskrońca ( myślałam, że już sobie gdzieś
poszedł bo w tym roku jeszcze go nie widziałam), zamurowało mnie. W głowie
zaiskrzyło, że to będzie dobra fotka. Pobiegłam po aparat. Zaskroniec był
już w innym miejscu. Wszystko rozegrało się w ułamku sekundy, a ja stałam
jak zahipnotyzowana nie mogłam ruszyć ani ręką ani nogą. Zaskroniec miał
wynurzony łeb z wody a na przeciwko niego płynął Wacek , nie wiem czy to za
sprawą oczu zaskrońca czy ruchu jego języka Wacek płynął jak po sznurku w
stronę paszczy. To była sekunda i zobaczyłam tylko biały brzuch i rozłożone
łapy Wacka jak giną pod wodą. O rety, krzyknęłam to nie może tak być mój
Wacek wykarmiony na „własnej piersi” zginie. Wskoczyłam do wody i ręką
namacałam ich pod kamieniem. Złapałam zaskrońca w garść i wyrzuciłam z wody .
Zaskroniec poleciał w jedną stronę i chyba w przestrachu wypuścił Wacka ,
który poleciał w druga stronę. Nie wiem kto był bardziej przestraszony ja ,
Wacek czy zaskroniec. Na moje krzyki do akcji dołączyła rodzina, rozpoczęła
się reanimacja zaskrońca i Wacka a o mnie zapomnieli. Dość, że Wacek był jak
po narkotykach trochę oszołomiony ale na szczęście nie ma skręconego karku i
już ma się dobrze. Rodzina orzekła, że z zaskrońcem bierzemy rozwód i w
nagrodę został przetransportowany do dużego dzikiego stawu pełnego żab.
Główni bohaterowie maja się dobrze, a ja ciągle nie mogę dojść do siebie i
wyjść z podziwu ,że mogłam wziąć zaskrońca w rękę. Oczywiście zdjęć nie ma.
Ach ! jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, w sadzawce mam kijanki huczka-
grzebiuszki to prześliczne potwory !! Panie Jerzy czy zdążą przed zimą
wyjść na brzeg. Dziś rano tarło rozpoczęły karasie oj będzie się działo.
Petra
Obserwuj wątek
    • lucyjka Re: Wacek o krok od śmierci 09.08.04, 18:37
      witam

      odwazna kobieta jestes .... bardzo odwazna :)))

      pozwol ze wroce do Twojego postu z watku "zapachy w ogrodzie"
      gdzie napisalas:

      ..."Ale wracając do huczków. Sa prześliczne a szczególnie ich oczy.
      Jak ktoś z was widział oczy sarny lub cielęcia to huczek ma takie same
      tylko w miniaturowym wydaniu. To bardzo mądre żabki..."

      moge z lekka tylko przesada ;)) powiedziec ze wychowalam sie wsrod zab,
      kijanek, sarenek i cielatek ale chyba nigdy nie wpadlabym na pomysl porownania
      oczu zaby do oczu sarenki :)))przekopalam caly dysk aby w smietniku
      odszukac moje sarenki i
      jestem pelna podziwu dla Twojej wyobrazni.... pelna podziwu :))))

      pozdrawiam Łucja



    • jerzy.wozniak Re: Wacek o krok od śmierci 09.08.04, 21:24
      No! ale przygoda, chyba zajmiesz pierwsze miejsce w konkursie na opowieść lata!
      jestem pod wrażeniem!
      Co do kijanek grzebiuszki to maja one dość długi cykl rozwojowy i czasem, jak
      opisują niektórzy autorzy, w chłodniejszych rejonach kraju zimują kijanki i
      wiosna przeobrażają się w żabki.
      Jurek
      P. S. Całusy dla Wacka i Fredka!
    • petro5 Re: Wacek o krok od śmierci 12.08.04, 12:41
      Serdeczne dzięki za słowa uznania. Wacek miewa się dobrze jest pod specjalnym
      nadzorem wczoraj na kolacje miał serwowanego świerszcza w polewie czekoladowej
      i chyba już jest zdrów. Ciągle analizuję moja akcję i ciągle nie mogę uwierzyć
      w to co się działo. Nie wyobrażam sobie abym teraz weszła do mojego stawiku -
      z mętną wodą ( nie mogę sobie poradzić z zanieczyszczeniami to nie glony ale
      coś brunatnego )by złapać gołą ręką węża i to pod kamieniem. A jakby to była
      żmija. Wacek i ja mieliśmy cholerne szczęście. Straszne na co nas stać. To się
      chyba nazywa determinacja. Pozdrawiam Petra

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka