Dodaj do ulubionych

Czarna lista centrów ogrodniczych i szkółek

03.07.06, 12:38
Może warto podzielić się doświadczeniami?

Mój typ: szkółka w Żabiencu pod Piasecznem

Od roku mieszkam niedaleko i kilkakrotnie kupowalam tam rośliny. W
zeszłym roku obsługa była fenomenalna. Miła, kompetentna, pomocna.
Nie wiem co się stało (zmiana właściciela?), ale obecnie pracuje
tam taki prymityw, że panowie układający podkłady kolejowe to przy
nich elita kulturalna i intelektualna.

Kontaktu z klientami starają się unikać jak prątków Kocha. Jeśli
już ktoś z kupujących przydybie ich w sytuacji, kiedy nie mogą przed
nim ucieć ani go zignorować ratują się chamstwem. Na pytania
odpowiadają warknięciami, lub próbują chytrze wykazać, że z
treści pytania klienta wynika że jest on idiotą. Ośmieliłam się
zapytać pracującą tam niewiastę o rodgersję i cytryńca. Spojrzała
na mnie jakbym zapytała, czy łuszczy jej się skóra na grzbiecie lub
czy regularnie robi sobie lewatywę. Odparła z godnością, że takich
cudów tu nie ma bo to jest szkółka.
No właśnie, dobra, przyzwoita, prostolinijna szkółka, a nie
siedlisko wynaturzeń takich jak rodgersja (tfu! na psa urok) czy
cytryniec (apage satana!)

Poprosiłam też pracujacą tam Panią o pomoc przy
załadowaniu trzech 20-litrowych worków z ziemią do wózka. Jestem w
ciąży i raczej nie powinnam się w ogóle wybierać na zakupy w takie
miejsca, ale kupiłam kilka kwiatków i potrzebowałam trochę ziemi.
Żeby nie obarczać już tym męża, chciałam to sama załatwić.
Pracownica poinformowała mnie, że obowiązuje samoobsługa.
Finał był taki, ze pomógł mi jeden z klientów. Obsługa (dwie
paniusie) opodal toczyły leniwą pogawędkę i spoglądały na nas życzliwie
jak dwa gekkony fałdoskóre.

Ładowanie umilały nam ryki traktorka, którym po alejkach szalał
jakis psychopatyczny młodzianek. Miał ekstatyczny wyraz twarzy kogoś
kto doświadcza wrażeń ekstremalnych (prędkość 25 km/h!). Żwir
skakał na boki, spod kół jak pasikoniki pierzchali wystraszeni
kupujący a on mknął na swym ognistym rumaku marki Zetor.

Ogólnie rzecz biorąc moja noga już tam więcej nie postanie.
W sumie myślę, że gdybym chciała nawiązać kontakt z główka
kapusty lub pomarańczową kredką to byłoby to przedsięwzięcie
znacznie bardziej satysfakcjonujące i obfitujące w większe emocje
intelektualne, niż kontakty z pracownikami Żabienca.
Jeśli zaś chodzi o ich ogładę kulturalną, to myślę, że są mnniej więcej na
poziomie drugoplanowych bohaterów "Walki o ogień".

Jeśli ktoś z sentymentem wspomina PRL to zachęcam do wycieczki do Żabieńca.
Edytor zaawansowany
  • szadoka 03.07.06, 14:09
    ufff. mnie zawsze odstrasza dziki tlum klebiacy sie w tej szkolce , wiec omijam.
  • pieskuba 03.07.06, 14:53
    A-g, wiesz, że masz talent literacki? Uśmiałam się jak tchórzofretka!

    --
    pieskuba
  • alrada 05.07.06, 12:54
    Tez to zauważyłam. Fajne poczycie humoru. Przypomina mi ulubioną Chmielewską.
    Może powinnas iśc w tym kierunku ?
  • bhg 03.07.06, 17:18
    Aż tak ci dogryźli, że juz na drugim forum zakładasz wątek robiący kogos na
    szmaty? Jeżeli naprawdę obsługa była tak fatalna, to chyba należało zażądać
    rozmowy z właścicielem. Jednak przed taką rozmową radziłabym przygotować sobie
    nieco bardziej merytoryczne argumenty przeciw niż te przez ciebie przytoczone,
    bo przy niewątpliwym talencie literackim zbyt wielu konkretów ja tutaj nie
    widzę. Własciwie jedyny konkret, to ta pani która nie chciała dźwigać worka. A
    nie przyszło ci do głowy, że pani też mogła być w ciąży, może nawet ciąży
    zagrożonej, albo że mogła mieć chory kręgosłup?
  • genoveva 03.07.06, 17:36
    bhg napisała:

    > Własciwie jedyny konkret, to ta pani która nie chciała dźwigać worka. A
    > nie przyszło ci do głowy, że pani też mogła być w ciąży, może nawet ciąży
    > zagrożonej, albo że mogła mieć chory kręgosłup?

    Prawdę mówiąc mnie również nie przyszłoby do głowy. Z moich obserwacji raczej
    wynika, że ktoś poproszony o pomoc w takiej sytuacji odpowiedziałby, że nie
    może dźwigać, gdyż odpowiedź w stylu, ‘to nie należy do moich obowiązków’ może
    zostać odczytana (i została) przez klienta, jako nieuprzejmość.
    --
    Niniejszym, uroczyście oświadczam, że do nikogo nie mam pretensji, nikogo nie
    atakuję i nie czepiam się. Jeżeli o coś pytam, robię to ze zwyłej ciekawości :D
  • heart_of_ice 03.07.06, 17:58
    hihi fajny tekst;)
    jak to dobrze ze u mnie w szkolce traktor nie rozpedza klientow, a jedyna nadeta
    i wywzszajaca sie pania sprzedajaca bywam ja;))

    ja za zabiencem tez nie przepadam, ale ze wzgledu na jakosc materialu
    roslinnego... to dobre miejsce, jesli ktos chce sobie obsadzic autostrade i
    liczy sie tylko cena, roslinka moze byc dowolnie mala i slabiutkia:)
    tylko pojedyncze rzeczy sa okazyjne, tzn sa tanie jak na swoja jakosc:) bo
    wiekszosc, niestety jest tylko tania, ale przy takiej jakosci, ze inni
    wstydziliby sie sprzedawac...

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • jack9 03.07.06, 22:49
    Trochę się zdziwiłem bo mnie nigdy w Szkółce w Żabieńcu nie spotkało nic
    niemiłego
    Za to wielokrotnie wychodziłem rozczarowany z pobliskiej szkółki - centrum w
    Iwicznej koło Piaseczna "Szklarzewscy" .Szkółka spora, ceny astronomiczne i
    jedna osoba z obsługi która zna nazwy roślin
  • heart_of_ice 04.07.06, 00:04
    a ja Szklarzewskich lubie
    faktycznie, ceny sa wysokie, ale zawsze znajduje to, czego szukam, zwlaszcza,
    jesli chodzi o duze egzemplarze
    caly standart (czyli najpopularniejsza wielkosc iglakow czy lisciastych) jest
    sporo drozsza, niz gdzie indziej, ale np 4-5 mertowe swierki, sosny czy inne
    stare okazy sa juz warte swojej ceny
    natomiast rzeczywiscie nie wiem, jak tam jest z obsluga...

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • alda17 09.07.06, 11:09
    Po co tyle niezdrowej agresji w twojej wypowiedzi?
    Tu nikt nikogo nie robi <na szmaty>. To tylko normalna i potrzebna krytyka.
    Ciesz się kobieto, że ktoś porusza ten temat. To tylko zasługuje na pochwałę.
    Po co od razu wbijasz szpilę autorce w pierwszym zdaniu? Warto zdobyć się czasem
    na większą delikatność (wbrew polskim tradycjom plucia sobie w kaszę).
    (Twoje <porady> są tu niepotrzebne. Co do nich odsyłam do wypowiedzi innych
    członków forum< którzy już odpowiedzieli na nie).
    Życzę więcej pogody ducha i mniej jadu.
  • bhg 09.07.06, 13:25
    > Po co tyle niezdrowej agresji w twojej wypowiedzi?


    Zauważyłeś agresję w mojej wypowiedzi a nie zauważyłeś jej w wypowiedzi autorki
    wątku? Przykro mi, ale to z góry dyskwalifikuje cię jako obiektywnego
    komentatora.


    > Tu nikt nikogo nie robi <na szmaty>.


    Owszem, czarna lista w formie zaproponowanej przez autorkę wątku, czyli
    opracowana na podstawie skrajnie subiektywnych i pozamerytorycznych przesłanejk
    jest włąśnie "robieniem na szmaty", a mówiąc modnym językiem "robieniem
    czarnego PR"



    To tylko normalna i potrzebna kryt
    > yka.


    Merytoryczna krytyka, taka jaką zaproponowało kilka osób, jest potrzebna.
    Obrzucanie błotem nie jest ani potrzebne ani eleganckie.



    > Ciesz się kobieto, że ktoś porusza ten temat.


    A dlaczego mam się cieszyć?



    To tylko zasługuje na pochwałę.


    Nie moim zdaniem. Ten rodzaj krytyki zasługuje moim zdaniem tylko na pogardę.


    > Po co od razu wbijasz szpilę autorce w pierwszym zdaniu? Warto zdobyć się
    czase
    > m
    > na większą delikatność (wbrew polskim tradycjom plucia sobie w kaszę).



    To autorka wybrała taki styl wypowiedzi, ja się tylko do jej stylu dostosowałam
    a i tak była znacznie od niej bardziej elegancka w tonie.




    > (Twoje <porady> są tu niepotrzebne.


    A kto ci dał prawo do wypowiadania się w imieniu wszystkich?



    Co do nich odsyłam do wypowiedzi in
    > nych
    > członków forum< którzy już odpowiedzieli na nie).


    Owszem, ja ciebie też odsyłam do licznych postów krytykujących autorkę wątku za
    dokłądnie to o czym ja pisałam.


    > Życzę więcej pogody ducha i mniej jadu.


    Wzajemnie.
  • seledynowa 03.07.06, 23:03
    łatwo jest anonimowo wrzucic w eter wiązkę krytyki pod każdym adresem, i może
    się zdarzyć, że ta krytyka jest przesadzona, bardzo stronnicza lub wynika z
    jakiś innych tajemniczych pobudek;
    dlatego z wielka rezerwą odnoszę się do takich tekstów ...nachalna reklama jest
    źle widziana nie tylko w mediach, ale antyreklama to tez działanie
    marketingowe, a więc rzadko bezinteresowne;-)
    --
    seledynowa
  • heart_of_ice 04.07.06, 00:06
    > łatwo jest anonimowo wrzucic w eter wiązkę krytyki pod każdym adresem, i może
    > się zdarzyć, że ta krytyka jest przesadzona, bardzo stronnicza lub wynika z
    > jakiś innych tajemniczych pobudek;

    masz racje:)
    w sumie zawsze mozna miec pecha i akurat trafic na beznadziejnego sprzedawce,
    brak towaru albo resztki z czegos, co daje wrazenie ogolnej niskiej jakosci - a
    generalnie moze nie byc wcale tak zle

    ale nie wiem, co akurat taka antyreklama dala autorce watku, nie jest chyba
    wlascicielka sklepu ogrodniczego z przeciwka;)

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • warsawyak 05.07.06, 11:30
    Spodziewałem się po lekturze tekstu AG, że wyskoczą podobne, jak ta
    przedmówczyni, opinie, więc spieszę inicjatorce wątka z odsieczą.

    Zawitałem wcale nie tak dawno do Żabieńca po raz pierwszy i nie spodobało mi się
    tam specjalnie. Pierwsze wrażenie jest takie, że personel czmychnął gdzieś na
    cztery wiatry, a kupujący pozostawieni zostali samemu sobie. No bo trudno
    przecież zasięgać języka u pań kasjerek, które właśnie inkasują zapłatę innych
    klientów.

    Akurat dla mnie to żaden problem, gdyż z racji wiedzy i doświadczenia jestem
    samodzielny. Wyobrażam jednak sobie, że taki stan rzeczy może być kłopotliwy dla
    "zwykłych" kupujących.

    W Żabieńcu akurat konsultantką była moja mama, która służyła radą innej klientce
    szkółki nt. odmian powojników. Stamtąd udaliśmy się do pobliskiego centrum
    Green Garden w Słomczynie, gdzie z kolei ja służyłem za darmowego eksperta,
    doradzając pewnemu młodemu małżeństwu zakup przywarki na osłonięcie ściany domu
    (bo znów - szukaj tam pracownika jak wiatru w polu).

    Cóż, gdybym był menedżerem centrum czy szkółki pogoniłbym taki mało zaangażowany
    personel, gdzie raki zimują. Z drugiej strony jednak, mając na uwadze groszowe
    gaże tych ludzi w naszym kraju, trudno się dziwić mizernemu poziomowi, jaki sobą
    reprezentują.
  • nnike 04.07.06, 00:18
    Jeśli właściciel nie ma możliwości riposty, wątek nie ma prawa tu być.
    --
    ♥Nike ♫ ♪ ♫ ♫ ♪
  • rispetto 04.07.06, 07:58
    Dlaczego nie ma możliwości riposty? Bana dostał, czy co?
    --
    Pozdrawiam
    Paweł
    ____________
  • heart_of_ice 04.07.06, 20:01
    > Jeśli właściciel nie ma możliwości riposty, wątek nie ma prawa tu być.

    nnike, w ten sposob nie powinno sie rowniez wypowiadac na zadnym forum o np
    zadnej znanej osobie albo polityku...
    przeciez kazdy ma tu dostep, jesli zechce
    a czy tu zaglada czy nie, to juz inna sprawa

    Pauli
    --
    bywam na Łysej Górze:)
  • nnike 04.07.06, 20:19
    heart_of_ice napisała:

    > > Jeśli właściciel nie ma możliwości riposty, wątek nie ma prawa tu być.
    >
    > nnike, w ten sposob nie powinno sie rowniez wypowiadac na zadnym forum o np
    > zadnej znanej osobie albo polityku...

    A jednak jest w tym coś niewłaściwego. Piszemy o firmach w sposób subiektywny.
    Jeden przypadek niegrzecznej ekspedientki nie świadczy źle o całej firmie.
    Dlatego nie podoba mi się ten wątek.
    Można wyrządzić komuś krzywdę np. z czystej złośliwości, skoro jest okazja?

    --
    ♥Nike ♫ ♪ ♫ ♫ ♪
  • heart_of_ice 04.07.06, 22:26
    polowa forum sklada sie z opinii... o lekarzach, fryzjerach, uslugach, firmach
    produkujacych buty, kremach itd
    to wszystko sa subiektywne opinie
    nie uwazam, ze to nie w porzadku

    masz racje, jedna ekspedientka nie swiadczy zle o calej firmie
    ale to nie znaczy, ze watek jest zly, po prostu nie podoba ci sie opinia
    zalozycielki watku; to twoja opinia, masz do niej prawo, tak samo, jak ona... a
    sam watek jest jak najbardziej ok

    skoro uwazasz, ze watki krytykujace sa zle, to czy jestes rowniez za cenzura o
    wiekszym zasiegu? np nieprzychylna recenzja filmu w gazecie? bo "rezyser nie
    moze sie bronic" albo "jedna zla scena nie oznacza, ze film jest zly"

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • nnike 04.07.06, 22:34
    heart_of_ice napisała:

    > skoro uwazasz, ze watki krytykujace sa zle, to czy jestes rowniez za cenzura o
    > wiekszym zasiegu?

    Wybiegasz za daleko w interpretacji moich słów.
    Nie mam na myśli cenzury i nigdy jej nie popierałam, ale zobacz na tytuł wątku:
    "Czarna lista szkółek".
    Na jakiej podstawie jakaś szkółka ma się znaleźć na takiej liście?
    I czy wolno nam ją tworzyć na podstawie 1 (jednej) opinii?
    Zastanów się, zanim wyciągniesz pochopne wnioski z mojej wypowiedzi.



    --
    ♥Nike ♫ ♪ ♫ ♫ ♪
  • heart_of_ice 04.07.06, 23:03
    mozliwe, ze to nadinterpretacja, ale tak to napisalas:
    "A jednak jest w tym coś niewłaściwego. Piszemy o firmach w sposób subiektywny.
    Dlatego nie podoba mi się ten wątek."

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • nnike 08.07.06, 21:34
    Może i macie rację. Ale wolałabym, by wątek się nie rozwijał, by załogi szkółek
    były grzeczne i profesjonalne, jak te z którymi ja się spotkałam :)
    --
    ♥Nike ♫ ♪♫ ♫ ♪
  • jerzy.wozniak 04.07.06, 07:29
    A ja uważam, że takie wątki są potrzebne, i to nie tylko odnośnie do szkółek
    ale też co do innych usług czy produktów ogrodniczych. Oczywiście podstawą jest
    tu rzetelna krytyka a nie widzimisię. A oprócz tego właściciel szkółki tez może
    na tym forum się obronić, czy tez producent skrytykowanego sprzętu lub innego
    produktu. Sak w tym że oni mają to gdzieś i jak wynika z moich wieloletnich
    obserwacji wcale takich stron nie przeglądają. Na przykład co do szkółek to
    zgadzam się z Jack’iem. Mamy tu przykład oceny rzetelnej, ponieważ mam do
    czynienia czasem z tymi szkółkami wiem że to prawda. I o takie opisy tu chodzi.
    Warto bowiem wiedzieć ze nie należy jechać tu czy tam bo drogo lub są kiepskie
    rośliny.
    Jurek
  • mjot1 04.07.06, 19:58
    Każdemu hasełko to jest znane. Wszak to oczywistość tak pospolita jak
    oddychanie.

    Nie znoszę kupowania okrutnie.
    Staram się wykręcać od owego zaszczytu wszelkimi sposobami i za wszelką cenę.
    Bywa jednak, że misternie knute uniki zawodzą i w ostateczności i ja staję się
    klientem...
    Wówczas (jak na ścięcie) udaję się pod z góry określony adres, nabywam z góry
    określoną i upatrzoną rzecz, uiszczam i wynoszę się czem prędzej z owego
    przybytku.
    Jednak te chwile jakże nieliczne i króciutkie wystarczającymi są by stwierdzić,
    iż wielu nie wie (a może jeno zapomniało), że bycie „panem” zobowiązuje.
    Zobowiązuje tak jak „normalne” szlachectwo.
    Jakże wielu do godności pana po prostu nie dorosło i nie w pańskim pałacu
    miejsce ich, lecz w czworakach.
    Gdyby zły los sprawił, że stałbym się ekspedientem wówczas niechybnie nagły
    szlak by mnie trafił natychmiast! Lecz zaręczam, że zanim ów grom by mnie
    sięgnąć zdołał sczezłoby przedtem wieeelu tzw. „panów klientów”.

    Najniższe ukłony!
    Nawet i subiekta postrzegający jako istotę żywą M.J.
  • mirzan 04.07.06, 22:09
    Streszczę: Może klietka była paskudna?
    Zamiast wydziwiać z jakimiś cytryńcami,spytałaby,czy mają Schisandra chinensis
    i wszystko było by jasne.
  • warsawyak 05.07.06, 11:41
    > Zamiast wydziwiać z jakimiś cytryńcami,spytałaby,czy mają Schisandra chinensis
    > i wszystko było by jasne.

    No pewnie, trzeba być precyzyjnym, bo przecież w Polsce nie na darmo można
    szukać innego, niż chiński, gatunku cytryńca (np. c. wielkokwiatowego czy c.
    czerwonokwiatowego) i liczyć na to, że ktoś ma go w swojej ofercie ;-)
  • mirzan 05.07.06, 12:52
    Taki szef ma personel, jaka wypłata.A tyle ma na wypłaty, ile zostawią
    klienci.Aklienci zaskoczeni, dlaczego pięcioletnia roślina taka droga,
    bo prawie jak pięć puszek piwa. I jak z tego mają wybrnąć?
  • gabi9917 05.07.06, 17:32
    jest wyście:zamiast roślin niech sprzedaje piwo.
  • mirzan 05.07.06, 22:12
    gabi9917 napisała:

    > jest wyście:zamiast roślin niech sprzedaje piwo.


    Czy myślisz, że autorka wątku nie narobi rabanu,że zamiast piwa dostała
    siuśki a personel nie wie ile jest ekstraktu.I jak jeszcze pędzą z tymi
    beczkami.
  • szadoka 06.07.06, 15:28
    ej , chyba sie czepiacie. Moze jestem rozpuszczona klientka , ale jak w chodze
    do specjalistycznego sklepu ( a taki 'roslinny' mozna do takich zaliczyc) to
    oczekuje obslugi kompetentnej. Nie oczekuje, ze beda znali lacinskie nazwy
    roslin ale jakies postawy powinni miec. A czesto nie maja. W wiekszosci
    podejscie jest takie jest jak w kwiaciarni mojego znajomego. Na moja uwage, ze
    kwiaty w doniczkach takie przywiedle i biedne uslyszalalm : "tu sie kwiaty
    sprzedaje a nie hoduje".
    Jest w moim miescie taki sklep ogrodniczy gdzie ostatnio wypatrzylam leszczyne z
    bardzo pokreconymi galeziami, piekne drzewo. Byloby gdyby nie bylo uschniete.
    Ale co tam.Nadal stoi na eksponowanym miejscu z cena 490 zl...
  • zastepowa 08.07.06, 00:11
    Profesjonalizm wskazany- nie uwazacie.
    --
    pozdrawiam gorąco
    Małgorzata
  • gabi9917 08.07.06, 01:30
    Oczywiście że wskazany ale bez przesady.Może dlatego że nie spotkałam się aż z
    taka odpychającą obsługą.
  • joasia72 08.07.06, 01:39
    Praktycznie w każdym rodzaju sprzedaży mile widziana jest fachowa obsługa. Pół biedy gdy oferowane rośliny są podpisane. Gorzej gdy stoi szyldzik "byliny grupa II - 3,50 zł." a na pytanie o konkretną roślinę, ekspedientka odpowiada, że jest to co widać.
  • mirzan 08.07.06, 04:56
    joasia72 napisała:

    > Praktycznie w każdym rodzaju sprzedaży mile widziana jest fachowa obsługa.
    Pół
    > biedy gdy oferowane rośliny są podpisane. Gorzej gdy stoi szyldzik "byliny
    grup
    > a II - 3,50 zł." a na pytanie o konkretną roślinę, ekspedientka odpowiada,
    że
    > jest to co widać.

    I to jest precyzyjna odpowiedź.Jeśli czegoś szukam, to wiem co to jest i jak
    wygląda.A jeśli coś mi się podoba, kupię bez względu na nazwę.
  • joasia72 08.07.06, 09:19
    Ty tak:)
    Ale są niedoświdczeni kupujący, którzy powinni odwiedzać takie sklepy z encykopedią np. bylin by rozpoznać co "widać", sprawdzić wymagania rośliny bo etykiety brak i dopiero kupić oznaczając doniczkę, bo jak dojadą do domu to całe rozpoznawanie musieliby przeprowadzać od początku:)

    W ubiegłym roku kupowałam rośliny cebulowe. Ekspedientka wzieła reklamowkę i chciała wkładać tam wszystkie 300 cebul jak leci. Nie cierpieli mnie wtedy ale cebulki każdej odmiany i gatunku zapakowałam sobie oddzielnie w woreczki wkładając kartki z nazwą. Dzięki temu mogłam posadzić je tam gdzie konkretnie chciałam, bo niestety po wyglądzie cebuli nie rozpoznaję gatunku i odmiany:)
  • brynia2 08.07.06, 10:09
    joasia72 napisała:

    > W ubiegłym roku kupowałam rośliny cebulowe. Ekspedientka wzieła reklamowkę i ch
    > ciała wkładać tam wszystkie 300 cebul jak leci. Nie cierpieli mnie wtedy ale ce
    > bulki każdej odmiany i gatunku zapakowałam sobie oddzielnie w woreczki wkładają
    > c kartki z nazwą. Dzięki temu mogłam posadzić je tam gdzie konkretnie chciałam,
    > bo niestety po wyglądzie cebuli nie rozpoznaję gatunku i odmiany:)

    W sklepie, do którego często zaglądam, choćby po to, żeby tylko oko nacieszyć,
    pani sama proponuje oznaczenie cebul. Robi to, bez względu na długość kolejki
    przy ladzie, oczywiście na życzenie kupującego. Do takiego punktu sprzedaży, aż
    miło zajrzeć :-))))

  • joasia72 08.07.06, 10:24
    Też mam takie ulubione miejsce, co prawda z 50 km ode mnie w Starym Zamościu.
    Ale warto, właścicielka doradzi, powie wszystko o uprawie, wybierze najlepszą roślinę. Szkoda tylko, że nie mają bylin, a drzewa, krzewy i pnącza.
  • podyanty 16.07.06, 11:55
    A w sklepie, w ktorym ja kupuje cebule sa papierowe torebki i mazak. Kazdy sobie cebule wybiera, pakuje
    i opisuje zaznaczajac cene i ilosc.
  • agnie_cha 08.07.06, 09:40
    Ucieszyłam się zobaczywszy tytuł wątku, jak najbardziej jestem za stworzeniem
    takiej czarnej listy. Ale trochę mnie zaskoczyło to, co przeczytałam. Mieszkam
    blisko Żabieńca i często tam robię zakupy. Zgadzam się z tym, że w tym
    sezonie "coś" tam się niedobrego stało, ale nie z obsługą. Nie miałam nigdy
    takich doświadczeń jak a-g, chociaż fakt, że jestem raczej samowystarczalna.
    Natomiast ziemię do wózka ładowano mi tam zawsze. Złą opinię mam natomiast o
    sprzedawanych tam dużych roślinach.
    Jak najgorszą opinię mam o obsłudze, szczególnie właścicielkach, w centrum
    ogrodniczym na trasie z Piaseczna do Magdalenki (po lewej stronie, niestety nie
    pamiętam nazwy). Totalne olewactwo wobec klienta, ironia, a już gdy się płaci
    kartą kredytową a nie gotówką... ( no cóż, kwota była tylko 400 pln). Słyszałam
    nawet odpowiedź na jakieś pytanie klienta, a właściwie było to warknięcie : no
    przecież nie wiem!
    --
    pozdr.
  • jack9 08.07.06, 11:24
    agnie_cha napisała:

    > Jak najgorszą opinię mam o obsłudze, szczególnie właścicielkach, w centrum
    > ogrodniczym na trasie z Piaseczna do Magdalenki (po lewej stronie, niestety
    nie
    >
    > pamiętam nazwy). Totalne olewactwo wobec klienta, ironia, a już gdy się płaci
    > kartą kredytową a nie gotówką... ( no cóż, kwota była tylko 400 pln).
    Słyszałam
    >
    > nawet odpowiedź na jakieś pytanie klienta, a właściwie było to warknięcie :
    no
    > przecież nie wiem!

    To centrum ogrodnicze "świat Zieleni" - Szklarzewscy
    właśnie o nich pisałem pare postów wyżej
  • gabi9917 08.07.06, 18:09
    Czytając te posty cieszę się że mieszkam w woj.śląskim ja naprawdę nie spotkałam
    się z taką obsługą o której tu niektórzy piszą.Nie wiem może mam narazie
    szczęście.Może dlatego że w sumie jest tu duża konkurencja.Ta encyklopedia
    roślin to niegłupia sprawa(Wielka Encyklopedia Roślin)
  • alda17 09.07.06, 10:42
    Mieszkam od wielu lat za granicą. Przyjeżdżam do Polski 1,2 lub 3 razy do roku.
    W czasie niemal każdego pobytu w kraju odwiedzając różne zakątki Polski
    porażają mnie takie zjawiska jak niemiłe lub aroganckie (i często połączone z
    niekompetencją) zachowanie pracowników w sklepach, biurach, bankach,na
    lotniskach itp. To chyba już taka niesławna polska tradycja. Jest to smutne
    zjawisko i nie prowadzi ono do postępu kraju. Wręcz przeciwnie. Trzeba z tym
    walczyć. Na szczęście spotykam się z tym chyba teraz coraz rzadziej.

    Napisała Pani ten tekst fenomenalnie piekną, lekką i elegancką polszczyzną tak,
    że czyta się go z wielką przyjemnością mimo wyrażonej tu krytyki. To teraz
    rzadkość. To sztuka krytykować nie używajac obrazliwych lub wulgarnych słów.
    Aż chciałoby się z Panią więcej dyskutować.
    Tekst Pani przesłałam dalej do znajomych jako wzór lekkiej,zabawnej i efektywnej
    krytyki (wystarczy spojrzeć na reakcje uczestników forum).
    Pozdrawiam życząc miłych wakacji.
    Alicja A.

  • veterinario 09.07.06, 15:21
    Moim zdaniem ten tekst nie jest śmieszny a żałosny. 20 litrowy worek z ziemią
    waży mniej więcej 2-3 kg! Nie zapominajmy że ciąża to nie choroba. Jeśli ciąża
    A-G jest zagrożona to nie wiem co ona robiła w tym miejscu zamiast siedzieć w
    domu/szpitalu.
    Z tekstu ewidentnie wynika chęć udowodnienia przez autorkę jaka to ona nie jest
    biedna. Chce żebyśmy jej współczuli. Chętnie to uczynię ale nie będę współczuła
    A-G a jej mężowi bo najwyraźniej musi się telepać przez życie z niezłą
    histeryczką.
  • hirondelle123 09.07.06, 17:38
    Otóż to. Nie miałabym nic przeciwko rzeczowej krytyce, bo faktycznie różnie z
    tymi sprzedawcami bywa, niektórzy są poniżej krytyki, ale...
    Nie mylmy rzeczowej krytyki z czepialstwem. Rozwalił mnie zwłaszcza
    ten "szalejący" traktorzysta - czy tej pani naprawdę się wydaje, że chłopak
    jeździł po to żeby jej zrobić na złość (albo z nudów i głupoty) a nie dlatego,
    że wykonywał tam jakąś niezbędną pracę??
  • faq 16.07.06, 10:15
    20 litrowy worek z ziemią
    > waży mniej więcej 2-3 kg! Nie zapominajmy że ciąża to nie choroba.

    hu hu hu.. jaka specjalistka ;) i od ciazy i od pomiaru, masy ze wspaniale
    poglebiona intuicja psychoanalityczna, pogratulowac wiedzy i wyczucia..

    wiesz co? zamiast bawic sie w takie tanie analizy moze powyrywasz chwascikow
    troche? wiekszy to pozytek a i troche swiezego powietrza nie zawadzi
  • podyanty 16.07.06, 12:00
    Mam nadzieje, ze nick "veterinario" nie ma nic wspolnego z wykonywana profesja. Bo jezeli tak, i tak
    samo przelicza dawki lekow jak litry ziemi na kilogramy, to wspolczuje zwierzakom i ich wlascicielom.
  • hirondelle123 20.07.06, 21:29
    Hmmm, a twoim zdaniem to ile waży 20 litrów suchej, lekkiej ziemi ogrodniczej
    (bo własnie taką się sprzedaje)? Może powinieneś to najpierw sprawdzić?
  • litorija 22.07.06, 15:19
    ziemie dlatego podaje sie w litrach zeby nie mozna sie bylo przyczepic ze waga
    sie nie zgadza...hehe
    otoz ziemia ma to do siebie ze w zaleznosci od stopnia nasycenia woda zmienia
    sie jej ciezar - wezmy taka ziemie do roslin wodnych, ktora jest baaardzo ciezka
    i ziemie do kwiatow.. rozne poza ty, sa mieszanki oraz warunki przechowywania.
    wszystko to sprawia ze nie tak łatwo odpowiedziec na postawione wyzej pytanie:
    ile wazy 20 l worek . pozdr wszystkich
  • faq 16.07.06, 10:20
    ja mam mieszane uczucia w stosunku do Siechnic. Renomowane miejsce, rosliny w
    porzadku, cos tylko nie ulozyla sie nam wspolpraca. Wiec wole do szkolki obok
    Botanicznego sie wybrac i tyle.
  • heart_of_ice 16.07.06, 12:26
    > Wiec wole do szkolki obok
    > Botanicznego sie wybrac i tyle.

    :))
    nie wiem, ktory ogrod botaniczny konkretnie masz na mysli, ale np sklep przy
    warszawskim - powsinskim ogrodzie botanicznym nie ma nic wspolnego z ogrodem -
    poza lokalizacja:) w rosliny zaopatruja sie w roznych szkolkach, (np u mnie,
    stad wiem:))) pewnie w takim czesto nielubianym zabiencu tez:)))
    swoja droga to byloby fajnie, zeby sklepik przy ogrodzie byl taki naprawde
    super, z mnostwem okazow wprost z botanicznych kolekcji ogrodu...

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa,a kobiety ze... Snickersa;)
  • faq 16.07.06, 16:47
    wroclawski :), i ten pewnie tez niewiele ma i zaopatruje sie u roznych
    szkolkarzy, co nie zmnienia faktu, ze zawsze jest w czym wybrac i zwykle da sie
    bardzo oryginalne roslinki znalezc w znakomitym stanie
  • veterinario 16.07.06, 21:04
    Tak się składa że zajmuję się ogrodnictwem więc wagi 3 litrowego worka nie
    wzięłam z powietrza.
  • veterinario 16.07.06, 21:09
    20 litrowego.
  • karolinadomanska 16.07.06, 21:30
    taki worek waży najwyżej 4 kilogramy :) tak więc autorka mocno przesadza.
    Najwyraźniej uwielbia mieć dookoła siebie świtę wiernych durni gotowych do
    wszelakich usług. Widuję codziennie kobiety w zaawansowanej ciąży które
    dźwigają siaty z zakupami i jakoś nikt nie roib z tego wielkiego halo.
  • a.tomicka 17.07.06, 19:22
    hm... 20 litrowy worek waży 4 kg? bardzo często kupuję ziemię, korę, torf itp w
    róznych centrach ogrodniczych i nie mam wagi w rękach, ale mimo, iż jestem
    rosłą i nieciężarną niewiasta i to od dawna pełnoletnią stwierdzam, że
    dźwiganie worów jest nie tylko mało fajne ale po prosty za ciężkie! Oczywistym
    jest że obsługa jeśli nie wyręcza to conajmniej pomaga. Pracuję w handlu od lat
    i jeśli fizycznie nie jestem w stanie pomóc klientowi to wołam osiłka np z
    traktorka i po zawodach. Klient zadowolony, sprzedaz dokonana i jest szansa, że
    sam wróci a może i znajomych przyprowadzi.
    Nie czepiajcie się autorki watku, bo po pierwsze jej wypowiedz był bardzo
    zabawna (nie pluła jadem przecie) a po drugie, jak ktoś nie lubi sprzedawać
    niech sobie znajdzie inną prace a nie odstrasz klientów.
    Jeśli chodzi o samoobsługę to najbardziej samoobługowym sklepem ogrodniczym
    jest chyba OBI a i tam jak sie pracownika dorwie to odpowie a nawet zaprowadzi
    i pomoże wózek załadować.
    pozdrawiam
    A.
  • mirzan 16.07.06, 21:56
    faq napisał:

    > wroclawski :), i ten pewnie tez niewiele ma i zaopatruje sie u roznych
    > szkolkarzy,

    Jeżeli punkt sprzedaży przy botaniku wrocławskim ma niewiele, to uważam,
    że się szanownym klientom w głowach poprzewracało i szukają czegoś bardziej
    oryginalnego niż gruszki na wierzbie.
    Sam ogród botaniczny nie ma prawa produkować i sprzedawać, bo nie ma do tego
    odpowiednich warunków i przepisów, nie jest przedsiębiorstwem handlowym.
    Jesli się szuka bardzo rzadko spotykanych roślin, można spytać na forum,
    a nie narzekać, że nie ma tam, gdzie handlują masówką.
  • diaboliada23 16.07.06, 22:12
    Zgadzam się masz całkowitą rację. Klienci wymagają a do głowy im nie przyjdzie
    ile kosztuje produkcja. Gdyby ktoś chętny do sprzedaży egzotyków się znalazł
    zapewny nie odpowiadały by im ceny.
    Co do faq... śmieszą mnie Twoje wypowiedzi. Nie znasz znaczenia słów których
    używasz. Zgrywasz damę ale robisz z siebie pośmiewisko :)
  • faq 17.07.06, 18:58
    leczenie kompleksow, Skarbie, zalatw sobie w realu, bo forum raczej Ci nie pomoze
  • mirzan 17.07.06, 22:02
    faq napisał:

    > leczenie kompleksow, Skarbie, zalatw sobie w realu, bo forum raczej Ci nie
    pomo
    > ze

    ???
  • faq 17.07.06, 18:55
    > Jeżeli punkt sprzedaży przy botaniku wrocławskim ma niewiele


    ha! i blad, niewiele ma wspolnego z ogrodem botanicznym, czyli nie jest szkolka
    ogrodu - jak na dloni to z kontekstu widac, ale co tam, kazdy czyta to co chce
    przeczytac
  • mirzan 17.07.06, 20:18
    Ma wiele wspólnego-wspólny płot.Z przodu punkt sprzedaży, z tyłu botanik.
    Zawsze można tam kupić ciekawe rośliny, z przyjemnością tam zaglądam przy każdym
    pobycie we Wrocławiu.
    Czy to trudno zrozumieć, że botanik nie produkuje roślin, a w punkcie sprzedaży
    rośliny sprzedaje się, a nie produkuje? Sprzedają rośliny swoje i innych
    producentów.Można tam łazić, macać, pytać, fotografować, jakie jeszcze można
    mieć wymagania?
  • diaboliada23 17.07.06, 20:36
    Mam dziwne przeczucie że a-g to ta sama osoba co faq...przynajmniej ma taki
    prostacki tym myślenia :D
  • faq 17.07.06, 20:46
    czy trudno zrozumiec, ze moja wypowiedz to nie zarzut?! inaczej - nie moge
    zrozumiec, czemu broniac jak niepodleglosci szkolki odpierasz atak tam gdzie go
    nie ma i nie bylo... moze mam jednak zbyt duze wymagania.. atakuj sobie i machaj
    szabelka, jak napisalam, kazdy doczyta to co chce..
  • gabi9917 18.07.06, 19:51
    mam jeszcze ja jedno wymaganie-poproszę o adres bo o tej szkółce to niestety nic
    nie wiem.
  • warsawyak 18.07.06, 20:10
    > Sam ogród botaniczny nie ma prawa produkować i sprzedawać, bo nie ma do tego
    > odpowiednich warunków i przepisów, nie jest przedsiębiorstwem handlowym.
    > Jesli się szuka bardzo rzadko spotykanych roślin, można spytać na forum,
    > a nie narzekać, że nie ma tam, gdzie handlują masówką.

    Znam dwa polskie ogrody botaniczne, które produkują i sprzedają (bardzo ciekawe)
    rośliny:
    - Arboretum w Rogowie (tu zanabyłem m.in. styrakowca i styraka japońskiego, w
    tym roku miał się pojawić kielichowiec chiński - ale to należałoby potwierdzić u
    kierownika arboretum, p. Banaszaka)
    arboretum.sggw.pl/punkt_sprzedazy.html
    - Ogród Dendrologiczny w Przelewicach (zwracam uwagę na dawidię chińską)
    www.ogroddendrologiczny.szczecin.pl/szkolka.php
  • litorija 18.07.06, 22:14
    Arboretum Wirty
  • litorija 19.07.06, 13:08
    oczywista Wirty sa piekne roznorodne .. sam zachwyt
  • cereusfoto 28.07.06, 12:21
    ZDECYDOWANIE NIE POLECAM szkółki ogrodniczej w Krakowie na osiedlu
    Podwawelskim. Pierwszy raz spotkałam się z tak niemiłą obsługą - skojarzenie
    miałam z okresem ciemnej komuny ( nawet osoby tam pracujące były jak wycięte z
    PRL-u ). Jak można sprzedawcy mówić, że chce się kupić np. rokitnika a on woła
    jakiegoś pracownika ( inna sprawa, że czekałam na niego ok. 15 minut ) i ten
    SAM idzie w znane mu tylko miejsce i przynosi TYLKO JEDEN jaki mu się podoba
    egzemplarz!!! Skandal - jak tylko człowiek powie, że chciałby mieć możliwość
    wyboru to patrzą się z wyrzutem na niego jak by nie wiem co chciał? Ledwie mi
    się udało namówić tę osobę, że jednak pójdę z nią i wybiorę sobie sama. Była
    zdziwiona - jak to po co? A jak już byłam przy roślinkach to szybko, szybko się
    decydować, bo się spieszy ( nie wiem tylko dokąd ). Fakt , że mają tam straszne
    hektary i samemu można się zgubić, ale ani cen, ani nazw roślin nie ma! Tam
    CZAS SIĘ ZATRZYMAŁ W PRL-u. Jakim cudem oni jeszcze funkcjonują!? Jedno jest
    pewne - NIGDY TAM JUŻ NIE PÓJDĘ - byłam pierwszy i ostatni raz.
    --
    gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • bhg 28.07.06, 13:02
    Obawiam się ze podobnie jak wiele innych osób mylisz szkółkę ze sklepem
    ogrodniczym. Różnica jest m.in. taka, że po sklepie możesz chodzić gdzie
    chcesz, natomiast w szkółce należy się ograniczyć do miejsc które wskaże
    własciciel. Szkółka to firma produkcyjna, nie sklep!!! Czy jak kupujesz dajmy
    na to kiełbasę w przyzakładowym sklepiku to też od razu ładujesz się na halę
    produkcyjną? Oczywiście miejsce po którym klienci mogą chodzić powinno byc
    dobrze oznakowane a najlepiej ogrodzone tak by osoby niepowołane nie łaziły tam
    gdzie nie powinny.
  • gabi9917 28.07.06, 13:52
    WYdaje mi się że ty też jesteś w tych samych czasach co właściciele ze szkółki w
    Krakowie.Produkcja żywności a produkcja roślin to jest inna zupełnie sprawa i
    naiwnością jest porównywanie tego.Ciekawe że inne szkółki pozwalają spacerować
    kupującym a inne nie.Kupowałam rośliny w szkółkach w Polsce np.pod Krzeszowicami
    jest nowa szkółka i nikt nade mną nie wisiał ani mnie nie poganiał ani sam nie
    wybierał jeżeli go o to nie poprosiłam.Sprzedawcy niektórych szkółek czasy PRL-u
    już sie skończyły czas się obudzić bo prędzej czy póżniej zbankrutujecie jest
    coraz więcej szkółek gdzie dbają o klienta a nie odwrotnie.Abyście istnieli
    jesteśmy wam MY KLIENCI potrzebni.A my klienci jeżdzimy po świecie i widzimy jak
    się obsługuje w innych krajach kupujących i nie damy się robić w bambuko.
  • mirzan 28.07.06, 22:01
    Ciekawe że inne szkółki pozwalają spacerować
    > kupującym a inne nie.

    Pozwalają wałęsać się po części produkcyjnej, po mateczniku i cześci
    prywatnej wypoczynkowej?
    Laskowika tu potrzeba, aby niektórym nowobogackim wytłumaczył gdzie ich
    miejsce.
  • gabi9917 29.07.06, 00:56
    A to szkółki już części handlowej nie mają?To jak jest szkółka która handluje to
    co sprzedawca wybiera rośliny?A ja to tylko jestem od płacenia bo o wyborze
    roślin ma decydować sprzedający?A jeżeli mnie jego wybór nie pasuje to
    co?będzie biegał kilka razy po nastepna roślinę?już widze ten zachwyt zwłaszcza
    jak nie trafi w gust klienta i ten zrezygnuje!Nowobogaccy ta nazwa bardziej do
    pana i podobnych panu pasuje -chcielibyście kapitalizm ale tkwicie głęboko w
    poprzedniej epoce sprzedawca-pan i władca jak z kabaretu ,,w jarzyniaku,,.Dobrze
    że powstaje coraz więcej szkółek z prawdziwego zdarzenia a nie jakieś namiastki
    z garstką roślin,ze sprzedawcami którzy w każdym kliencie widzą złodzieja i
    marudnego idiotę.Pomału jak się u was nic nie zmieni to prędzej czy póżniej
    padniecie bo coraz więcej ludzi idzie tam kupować gdzie jest przyjazna atmosfera
    gdzie sprzedajacy potrafi się uśmiechnąć,poradzić.Jak nie wiecie jak to bierzcie
    przykład z zachodnich szkółek ogrodniczych.Wkurza najbardziej to że jak nie ma
    100%argumentów to od razu jest że klienci to jacyś nowobogaccy którzy chca
    chodzić po prywatnych posesjach, zadeptywać mateczniki i wogóle czego ci klienci
    chcą-te wstrętne snoby.
  • mirzan 29.07.06, 06:59
    Wkurza najbardziej to że jak nie ma
    > 100%argumentów to od razu jest że klienci to jacyś nowobogaccy którzy chca
    > chodzić po prywatnych posesjach, zadeptywać mateczniki i wogóle czego ci
    klienc
    > i
    > chcą-te wstrętne snoby.

    Szółka, to takie miejsce gdzie się produkuje.A klient szkółki, to taka osoba,
    która przyjeżdża samochodem ciężarowym po towar.Takich jak ja, tam nie
    wpuszczają.Już ktoś napisał,że po fabryce nie łazi się.
    Punkt sprzedaży, to co innego i nie zawsze sprzedawca jest właścicielem,
    nie zawsze właściciel zna się na roślinach.I nie zawsze klien jest panem,
    nieraz zwykłym przemądrzałym zrzędą.
  • gabi9917 29.07.06, 13:43
    Klient nasz pan hasło już nie aktualne?dobra szkółka produkuje i sprzedaje obok
    nikt nie mówi o łażeniu po halach(szklarniach)produkcyjnych i sprzedaje nie
    tylko hurtem ale także sprzedaje detalicznie bo ma obok teren gdzie może
    sprzedawać swoje rośliny tak jest np. pod Krzeszowicami tak jest w Zawierciu w
    Oświęcimiu też sprzedają w większości swoje rośliny.Żeby być dobrym handlowcem
    to nerwy trzeba mieć na wodzy a nie ciągle gderać że klienci
    przemądrzali,zrzedni itd.taki jest handel a jak komuś nie pasuje to niestety
    zostaje zmiana zawodu.Tak jest na całym świecie że klient ma zawsze rację choćby
    ten klient byl naprawdę idiotą
  • bhg 29.07.06, 14:26
    Obawiam się, ze emocje przysłaniają ci rozsądek. To własnie "wszędzie na
    świecie" jest tak jak napisałam: szkółka to zakład produkcyjny który może (choć
    nie ma takiego obowiązku!) posiadać strefę wydzieloną dla handlu detalicznego.
    Jeżeli wchodzisz do "szkółki" i widzisz coś innego, to zapewne jest to szkółka
    wyłącznie z nazwy - ot, taki sam chwyt marketingowy jak napis "obiady domowe"
    na budce z hamburgerami;)
    Przy okazji bardzo mnie ciekawi którą to "szkółkę" w Zawierciu miałaś na myśli?
    Znam dwie. Obie kupują towar u mnie, żadna z nich sama prawie nie produkuje...
    Jest więc oczywiste, że wpuszczają klientów wszędzie - jak to w sklepie.
    Co do Oświęcimia, to prawdopodobnie masz na myśli Zaborze pod Oświęcimiem. Ci
    akurat produkują i naturalnie, będąc szkółką produkcyjną NIE WPUSZCZAJĄ
    klientów na tereny produkcyjne. Żadna porządna szkółka (w odróżnieniu
    od "szkółki") zresztą tego nie robi. Możesz się upierać przy swoim i dalej
    obrażać swoich rozmówców, ale wierz mi że nie wystarczy głośniej krzyczeć aby
    mieć rację.
  • gabi9917 29.07.06, 16:01
    obrażać?a czym niby tak strasznie obrażam?Co drugi twierdzi że prowadzi szkółkę
    ogrodniczą tak nawet się reklamują mnie klienta nie obchodzi jak się to nazywa
    ważne żebym mogła kupić to co mnie odpowiada.Jeżeli już wpuścili do środka
    klienta tu mam na myśli Kraków to chyba mam prawo wybrać sobie
    roślinę,oczywiście bez dewastacji po drodze innych roślin.Przecież ja nie mam
    zamiaru biegać po szklarniach iszukać roślin które dopiero co rosną tu chodzi o
    to że jezeli ma miejsce to dlaczego nie można od razu handlować?I tak niektórzy
    teraz robią i po co zaraz taki szum że kogoś obrażam i krzyczę, jak wam to nie
    pasuje to przecież wcale nie musicie tak robić.Wolnoć Tomku w swoim domku.Jeżeli
    chodzi o Zawiercie to poszukam etykietki z nazwą i sobie sprawdzę czy tylko
    sprzedają.
  • bhg 31.07.06, 19:01
    > obrażać?a czym niby tak strasznie obrażam?


    Tekstami o peerelu.



    Co drugi twierdzi że prowadzi szkółkę
    > ogrodniczą tak nawet się reklamują mnie klienta nie obchodzi jak się to nazywa
    > ważne żebym mogła kupić to co mnie odpowiada.Jeżeli już wpuścili do środka
    > klienta tu mam na myśli Kraków to chyba mam prawo wybrać sobie
    > roślinę,oczywiście bez dewastacji po drodze innych roślin.Przecież ja nie mam
    > zamiaru biegać po szklarniach iszukać roślin które dopiero co rosną tu chodzi
    o
    > to że jezeli ma miejsce to dlaczego nie można od razu handlować?



    Dlatego, że szkółka to miejsce produkcji a nie miejsce handlu a jej właściciel
    ma pełne prawo wyznaczyć plac do obsługi klientów detalicznych. To zresztą
    normalna praktyka w szkółkach, wszędzie na świecie. Inna sprawa że ten plac
    powinien byc dobrze oznaczony i ogrodzony tak żeby klient po prostu nie mógł
    wejść na teren szkółki. W ten sposób unika się konfliktów i każdy kogo stać tak
    własnie robi - problem mają mniejsze, biedniejsze szkółki.



    I tak niektórzy
    > teraz robią


    No własnie próbuje ci cały czas wyjaśnić, że NIE ROBIĄ. Szkółki produkcyjne z
    zasady nie wpuszczają klientów, zwłaszcza detalicznych do części produkcyjnej
    (chyba że podczas tzw "dni otwartych" - raz w roku przez kilka dni). Inaczej
    jest w sklepach ogrodniczych któe dla niepoznaki nazywają się szkółkami. Nie
    możesz jednak oczekiwać, że prawdziwe szkółki zaczną naśladować te udawane.



    i po co zaraz taki szum że kogoś obrażam i krzyczę, jak wam to nie
    > pasuje to przecież wcale nie musicie tak robić.



    No i też nie robimy... ani "my" ani nikt inny z normalnych szkółkarzy tego nie
    robi. To tylko tobie się wydaje że jest inaczej i stąd twoje pretensje.



    Wolnoć Tomku w swoim domku.Jeżel
    > i
    > chodzi o Zawiercie to poszukam etykietki z nazwą i sobie sprawdzę czy tylko
    > sprzedają.


    Hi hi a jak chcesz to "sobie sprawdzić"? Przeciez etykietki każdy może sobie
    sam wydrukować lub zamówić w odpowiedniej firmie. Nie dotyczy to tylko etykiet
    CAC do drzewek owocowych - te faktycznie dowodzą kto jest producentem.
  • gabi9917 01.08.06, 01:15
    Wiem co to szkółka i nie ma takiej potrzeby żeby mi to ciągle tłumaczyć,bo mnie
    tonie jest do niczego potrzebne.Nie interesują mnie biedne szkółki,bo tam
    przeważnie nie ma po co zaglądać więc nie wyjaśniaj mi co robią a czego nie
    robią.Ja nie oczekuję niczego poza tym że będe mogła kupić porządną,zadbaną
    rośline a nie jakiegoś zasuszonego, zachwaściałego badyla lub wykopaną w
    ostatniej chwili z gruntu roślinę bo niestety zdarza się to dość często.Mnie
    jest zupełnie obojętne czy to prawdziwa szkółka czy fałszywa ważne że będę
    fachowo obsłużona.Podnosicie larum tak jakbyście byli doskonali a tu nagle jacyś
    klienci marudni ,nowobogaccy- jak tu jeden z was napisał-krytykują nie wiadomo
    dlaczego takich wspaniałych szkółkarzy.Nie mam zamiaru szukać żadnych etykietek
    bo to nie jest mi potrzebne,kupiłam rośliny,obsługa była miła i obojętne mi jest
    czy to był producent czy nieWażne że rośliny rosną.I nadal będę twierdzić że
    handel (nie cały)w Polsce ma jeszcze naleciałości PRL-owskie.
  • bhg 01.08.06, 10:33
    Pas, poddaję się. Na odchodnym doradzam trenowanie czytania tekstu ze
    zrozumieniem.
    EOT
  • gabi9917 01.08.06, 11:46
    bhg napisała:

    > Pas, poddaję się. Na odchodnym doradzam trenowanie czytania tekstu ze
    > zrozumieniem.
    > EOT
    Ja tobie to samo radzę!A także więcej życzliwości w stosunku do drugiego
    człowieka i zrozumienia że inny człowiek ma prawo mieć inne niż ty zdanie.
  • hirondelle123 01.08.06, 14:15
    No, mnie się własnie wydaje że bhg wykazała bardzo dużo zyczliwości próbując ci
    wyjasnić na czym polega twój błąd i czego masz prawo oczekiwać od szkółkarza a
    czego nie. I nie jest to raczej kwestia własnego zdania lecz błędnych kryteriów
    oceny które przyjmujesz. Oczywiście masz prawo kupic taką roślinę jaka ci się
    podoba... Czyżby ktos cię zmuszał do kupowania innych, na siłę ci wyciągają
    pieniądze z portfela? Jak ci się nie podoba to co szkółka wystawia do
    sprzedaży, to idź gdzie indziej. Szkółkarz z Krakowa i tak zrobił ci grzeczność
    biegając do szkółki po tego nieszczęsnego rokitnika wartego parę złotych, choć
    mógł po prostu powiedzieć, że do sprzedaży jest tylko to co wystawiono. (O ile
    to ty pisałaś wcześniej, bo przyznam ze nie pamiętam nicka.) W "nagrodę" został
    obsmarowany publicznie i to z podaniem adresu. Pewno następnym razem będzie
    mądrzejszy. W końcu to bieganie za jednym rokitnikiem było pewno więcej warte
    niz jego cena ;-)
    Tak więc to ja tobie życzę więcej zyczliwości w stosunku do innych ludzi. I
    więcej zrozumienia tego że inni to tez ludzie.
    Pozdrawiam - nie-szkółkarz, ale ze szkółkarskiej rodziny pochodząca i dobrze
    znająca temat...
    H.
  • ziutek1005 01.08.06, 14:40
    Chciałem sprzedać rower ale jak przyszedł kupiec to nie chciało mi się go
    wyciągać z piwnicy. Jak chce to niech bierze i nie marudzi.
    Tak samo z tymi rokitnikami: w sprzedaży niby są ale wystawiać je na widok
    kupującego nie ma po co. Jeszcze sam by sobie wybrał i d..y przy robocie nie
    zawracał:(
    To prawda, że prawdziwi szkółkarze zazwyczaj nie prowadzą sprzedaży detalicznej
    co by im się kupujący-oglądacze nie plątali. Jeśli jednak decydują się sprzedaż
    DETALICZNĄ powinni liczyć się z wymaganiami klientów.
  • ziutek1005 01.08.06, 14:47
    I tak jest w każdym handlu, np. hurtownia papiernicza nie prowadzi sprzedaży
    detaliczej ale w sezonie sierpień-wrzesień toleruje marudzące mamusie,
    rozpuszczone dzieciaki i znudzonych poganiających tatusiów. Sprzedawca zagryza
    zęby ale godzi się na dzielenie paczek i jeszcze wybiera z całości zeszyty pod
    kolor bluzeczki.
    Bo chce DODATKOWO ZAROBIĆ.
  • hirondelle123 01.08.06, 15:20
    No i dobrze, że toleruje. Niektórzy szkółkarze też tolerują, bo chcą zarobić.
    Chodzi tylko o to żeby zrozumieć różnicę między "chcieć z własnej woli - z
    uprzejmości lub dla zysku" oraz "to jego psi obowiązek wpuścić mnie do szkólki
    żebym sobie mogła pospacerować a jak on tego nie zrobi to ja go obsmaruję na
    forum o ogrodach"
  • bhg 01.08.06, 15:43
    O to to, o to właśnie mi chodziło. Widzę że faktycznie jesteś córką i wnuczką
    szkółkarzy:))
  • hirondelle123 01.08.06, 15:26
    ziutek1005 napisał:

    > Chciałem sprzedać rower ale jak przyszedł kupiec to nie chciało mi się go
    > wyciągać z piwnicy. Jak chce to niech bierze i nie marudzi.
    > Tak samo z tymi rokitnikami: w sprzedaży niby są ale wystawiać je na widok
    > kupującego nie ma po co.


    A kto ci powiedział, że one były w sprzedaży?? One były w produkcji, nie w
    sprzedaży - przynajmniej tyle wynika z postu. To szkółkarz decyduje jakie
    rośliny opłaca mu się wystawiać do sprzedaży detalicznej a jakie zostawić dla
    hurtowników. To przecież jego rośliny i jego szkółka.


    Jeszcze sam by sobie wybrał i d..y przy robocie nie
    > zawracał:(
    > To prawda, że prawdziwi szkółkarze zazwyczaj nie prowadzą sprzedaży
    detalicznej
    >
    > co by im się kupujący-oglądacze nie plątali. Jeśli jednak decydują się
    sprzedaż
    >
    > DETALICZNĄ powinni liczyć się z wymaganiami klientów.


    Natomiast klienci powinni ograniczyć swoje wymagania do tego towaru który jest
    wystawiony do sprzedaży detalicznej i pamiętac, że wszystko co ponad to (czyli
    latanie do szkółki po rokitnik) to już ekstra usługa i uprzejmośc ze strony
    szkółkarza, do której absolutnie nie jest zobowiązany.
  • bhg 01.08.06, 15:49
    Apropos rokitnika i innych. Prosze szanownych klientów, nie oczekujcie że
    szkółka będzie wystawiała do sprzedaży detalicznej wszystko co produkuje.
    Obowiązku takowego nie ma (komuna się skończyła co niektórym chyba umkneło;),
    jest za to rachunek ekonomiczny który mówi co się opłaca a co nie. Ja wystawiam
    do detalu wyłącznie rośliny któe dobrze się w danym momencie prezentują bo wiem
    z doświadczenia że klienci innych i tak nie kupią.
    Zaś rokitnik w pojemniku, w środku upalnego lata MUSI wyglądac jak zeschły
    badyl więc musiałabym miec źle w głowie by marnowac na niego miejsce.
  • ziutek1005 01.08.06, 18:16
    Jeśli Cereusfoto powiedziała że chce kupić rokitnika, odpowiedziano jej, że NIE MA W SPRZEDAŻY a ona dalej upierdliwie się go domagała i zmusiła pracownika do przyniesienia z magazynu czy produkcji to OK. Pracownik nie musiał udostępnić jej towaru do obejrzenia. Zrozumiałem jedank, że na pytanie o rokitnika, ktoś gdzieś poszedł i go przyniósł i nie była to usługa ekstra, tylko zwyczajowo praktykowana w tym punkcie sprzedaży.
    Jak z różnych powodów nie chcę przyjąć zamówienia, to mówię moim klientom, że przykro mi bardzo ale jestem zawalony robotą i polecam ze dwie inne firmy.
  • gabi9917 01.08.06, 15:16
    najpierw przeczytaj dokładnie kto co napisał a póżniej się wypowiadaj.Każda
    sroczka swój ogonek chwali
  • gabi9917 01.08.06, 15:20
    gabi9917 napisała:

    > najpierw przeczytaj dokładnie kto co napisał a póżniej się wypowiadaj.Każda
    > sroczka swój ogonek chwali
    To jest odpowiedz do Hirondelle123 niby nie mającej nic wspólnego ze szkółkarzami
  • hirondelle123 01.08.06, 15:29
    gabi9917 napisała:

    > gabi9917 napisała:
    >
    > > najpierw przeczytaj dokładnie kto co napisał a póżniej się wypowiadaj.Każ
    > da
    > > sroczka swój ogonek chwali
    > To jest odpowiedz do Hirondelle123 niby nie mającej nic wspólnego ze
    szkółkarza
    > mi


    Nie wiem o co ci chodzi w kwestii sroczki, natomiast co do szkólkarzy, to chyba
    napisałam wyraźnie ze mam z nimi wiele wspólnego. Mogę sprecyzować:
    szkółkarzami są moi rodzice, brat z bratową, stryj oraz siostra cioteczna. Oraz
    nieżyjący dziadek;)
  • mirzan 29.07.06, 15:02
    Tak jest na całym świecie że klient ma zawsze rację choćb
    > y
    > ten klient byl naprawdę idiotą

    Ma taką rację jak ta pani z bajki Golono Strzyżono.
  • gabi9917 29.07.06, 16:13
    >Ma taką rację jak ta pani z bajki,, Golono Strzyżono,,To raczej wierszyk z
    puentom Mickiewicza niż bajka.

    I ten komentarz zostawia się dla siebie a nie naśmiewa z klienta.Sprzedajacy się
    uśmiecha i pociesza że następny klient będzie lepszy.
  • pinkink2 29.07.06, 18:50
    Sa tacy, i jest ich bardzo wielu, ktorzy twierdza, ze Polska juz sie niczym nie
    rozni od Zachodu.
    Niniejszy watek, jest krzyczacym zaprzeczeniem tej opinii.
    Jesli chodzi o polki-- rzeczywiscie, jest zdecydowanie lepiej niz bylo; towar
    jest, jesli natomiast chodzi o tzw. prawa konsumenckie -- ciagle dzungla.
    Mysle, ze moi rodacy ciagle nie wierza w sile /wlasnego/ pieniadza.
    W calym cywilizowanym swiecie klient jest swietoscia--on MUSI byc zadowolony bo
    on przynosi pieniadze.
    Tak bylo podobno przed wojna w Polsce. I tak jest wszedzie indziej, gdzie
    socjalizm w bolszewickim wydaniu nie zdolal poprzekrecac ludziom w glowach. W
    naszym kraju haslo 'klient nasz pan' pozostalo ciagle haslem.
    A szkoda, bo wygodniej zyc tam, gdzie respektuja ciebie i twoje pieniadze. I,
    wbrew pozorom, nie ma w tym nic uwlaczajacego ani podejrzanego, jak propaganda
    / skutecznie w wielu przypadkach/ przez dlugi czas starala sie wbijac
    spoleczenstwu do glowy.

    Ludzie kochani, klient, czyli kazdy z nas/ Was ma prawo do humorow, ma prawo do
    informacji i ma prawo do obslugi na najlepszym poziomie. Tak dlugo jak Polacy
    nie beda traktowac tego jako oczywistosc i zadac na kazdym kroku egzekwowania
    swoich uprawnien, bedzie to, co jest.


    Informacja o zlych sklepach i zlych sprzedawcach jest takim samym orezem w reku
    klienta jak reklama w reku sprzedawcy. Oni maja pieniadze na reklame,
    my--klienci korzystajmy ze swej strony z kazdego sposobu na podzielenie sie
    informacja na temat jakosci towaru i obslugi.

    Skad atak na autorke tytulowego posta? Tylko taka, jak jej postawa, moze
    spowodowac zmiany na lepsze.
    Dla wszystkich na lepsze. Nie tylko dla niej. Dlaczego to nie jest jasne?

    Sprzedawca chce miec nasze pieniadze i gotow jest zrobic wszystko, zeby sie do
    nich dostac. Placi krocie na reklame, i jesli trzeba, zadba o wytrenowanie
    personelu ale tylko wtedy, kiedy zobaczy, ze ma to wplyw na obrot.
    On nie musi byc geniuszem, ale liczyc potrafi, bo z tego zyje. Jesli klient
    spusci glowe, zaplaci i uwaza, ze podle traktowanie jest norma--nic sie nie
    zmieni.

    Ze zdumieniem czytam tu teksty broniace leniwych, niekompetentnych a czasem
    nawet agresywnych sprzedawcow.

    Dla mnie to klasyk z socrealu: Ten za lada to jest fajny gosc, "czlowiek pracy"
    a taki z pieniedzmi to podejrzany typek /'burzuj'/ przychodzi i tylko glowe
    zawraca i czas zabiera.
    Fanaberii mu sie zachciewa, worek z ziemia mu za ciezki! A gdzie zaswiadczenie,
    ze nie moze nosic?.....itd, itp.

    Wierze, ze to sie z czasem zmieni ale czemu to tak dlugo trwa?
    I dlaczego ciagle jeszcze z wielu zamieszczonych tu postow wyziera zalekniony
    klient stojacy w ogonku pod rzeznikiem, zabiegajacy o wzgledy pani sklepowej,
    od ktorej humorow i ewentualnej laskawosci zalezalo czy bedzie obiad, czy nie.

    Czas sie zmienil, stare nawyki i leki-- nie.
  • mirzan 29.07.06, 20:06
    Mam wrazenie,że masz liche pojęcie o naszych realiach.Ogrodnictwa na ogół
    są na obrzeżach miast, na wsiach.Mało kto zagląda w takie miejsca.
    A stworzenie stanowiska sprzedaży i stanowiska pracy, to są duże koszta.
    Jest to gwarancja straty pieniedzy.Jeśli ktoś ma kawałek ziemi w dobrym miejscu,
    przy szosie, to prędzej zarobi na złomowisku samochodów niż na ogrodnictwie.
    Dziś widziałem jak sąsiad ze wsi założył punkt sprzedaży.Chłopak przy drodze
    siedzi na skrzynce, ze skrzynką pomidorów.Tak jak się u nas grzyby sprzedaje.
    Uwierzyłabyś w siłę pieniądza mając 200 dolcow na miesiąc, opłacając za to
    mieszkanie , karmiąc dzieci i siebie.Przy cenach jak na zachodzie.
    Trochę sprzedaję, tak ubogich klientów za PRL nie było.
    Pozdrawiam.Mirzan
  • pinkink2 29.07.06, 20:29
    Ja nie pisalam szczegolowo o ogrodnictwie a o nierespektowaniu konsumenta jako
    takiego.
    To, ze jest biednie, to ja wiem. To, ze majac tak niewiele pieniedzy pozwala sie
    na wepchniecie sobie zlego towaru od naburmuszonego sprzedawcy--tego nie rozumiem.
    Kazda zlotowka jest wazna, czy to od biedaka, czy od kogos bogatego. Warto byc
    uprzejmym i szanowac kazdego klienta bez wyjatku. Tym bardziej, siedzac na
    skrzynce pomidorow przy drodze.

    I jeszcze jedno.
    Zwroc uwage, Mirzan, na kolejny fenomen; ludzie nie maja pieniedzy ale stac ich
    na to, zeby ich nie cenic, lekcewazyc, trwonic. Z polskiej perspektywy np.$100
    to jest zupelnie nic, z mojej--to duzo pieniedzy, za ktore moge kupic mnostwo
    fajnych rzeczy.
    I ja nie jestem biedna. Ani skapa.
    Czy to nie jest ciekawe?
  • mirzan 29.07.06, 21:04
    100 dolców z naszej perspektywy, to często musi wystarczyć na miesiąc
    życia dla rodziny.To jest całkwicie zdemoralizowany świat, w którym nie ma
    pracy, a równocześnie nie ma pracowników.
    I to jest współczesny wynalazek,a dawne czasy, to była sielanka, z dzisiejszego
    punktu widzenia.
  • pinkink2 29.07.06, 21:17
    mirzan napisał:

    >To jest całkwicie zdemoralizowany świat, w którym nie ma
    > pracy, a równocześnie nie ma pracowników.

    I tu jest punkt, w ktorym nasze poglady sie krzyzuja.
    Dlaczego nie ma pracownikow?
    Bo oferowana zaplata jest "za mala"...
    Czy to mozna zrozumiec? Ja, w kazdym razie nie potrafie.

    Ktos to nazwal: "wyuczona [w socjalizmie] bezradnoscia".
  • mirzan 29.07.06, 21:54

    > Czy to mozna zrozumiec? Ja, w kazdym razie nie potrafie.

    Wytłumaczę po ogrodniczemu.Jest schnąca roślina, jest studnia z wodą,
    są ludzie do noszenia wody, nie ma wiader.Brak pieniędzy na każdym kroku.
    Zaprogramowana nędza.Na założenie ogrodnictwa bank nie da pieniędzy,
    bo nie masz pieniędzy.
    Przecież ta dziewczyna, co tak narzeka na obsługę, może każdą roślinę
    kupić u uprzejmego Anglika.Towar trafia do domu w ciągu tygodnia, nawet
    paczki nie okradają.
  • pinkink2 29.07.06, 22:53
    Przydalby sie Polsce taki madry pan Alan Greenspan, ktory przez wiele lat
    pilnowal z dobrym skutkiem amerykanskiej ekonomii.
    Nie mam dostatecznej wiedzy, zeby miec jakas madra opinie na ten trudny temat.
    Ale martwi mnie to bardzo.
  • pinkink2 29.07.06, 22:59
    Jeszcze raz przeczytalam, co napisales.
    Mysle o Twojej uwadze o konkurencji z Anglii.
    Mysle, ze trudna sytuacja nie powinna byc usprawiedliwieniem dla zlej obslugi.
    Jest wiele ludzi rozumnych, ktorzy beda popierac krajowy produkt, nawet jesli
    jest nieco drozszy, ale placic wiecej i znosic niegrzecznosc i niekompetencje,
    to ,sam przyznasz, zbyt wiele.
    Pozdrawiam Cie.
    Bedzie lepiej.

  • mirzan 30.07.06, 06:59

    > Mysle, ze trudna sytuacja nie powinna byc usprawiedliwieniem dla zlej obslugi.

    Dziewczyna na podstawie jednego przypadku próbuje uogólniać, przypiąć łatkę
    całej grupie zawodowej.Może sama była niemiła i to doceniono.
    Pozostałe uwagi nie są zgode z tematyką forum, ale umizgi do rządzących,
    poprzez aluzje parapolityczne, są denerwujące.

  • pinkink2 30.07.06, 08:12
    mirzan napisał:


    > Dziewczyna na podstawie jednego przypadku próbuje uogólniać, przypiąć łatkę
    > całej grupie zawodowej.Może sama była niemiła i to doceniono.
    > Pozostałe uwagi nie są zgode z tematyką forum, ale umizgi do rządzących,
    > poprzez aluzje parapolityczne, są denerwujące.
    >




    Rzeczywiscie, mysle ze tu nie jest miejsce do takich "ciezkich" rozmow. Chce
    tylko powiedziec, ze Twoich uwag o "umizgach do rzadzacych" nie chwytam.
    Ale szczesliwie chyba nie musze.))

    Wracajac do tematu zasadniczego, jestem najglebiej przekonana, ze klient nie ma
    obowiazku bycia milym, natomiast taki obowiazek bezwlednie spoczywa na
    sprzedawcy. To jest wpisane w jego zawod.
    Bez zadnych wyjatkow.

    Kto tych zasad nie akceptuje nie powinien miec nic wspolnego z handlem, bo sie
    do niego nie nadaje.
    I nie ma to nic wspolnego z polityka.


    Zasada ta dotyczy wszystkich handlowych branz, nie tylko to ogrodniczej.
    Ale to chyba jasne.

  • mirzan 30.07.06, 12:21

    > Zasada ta dotyczy wszystkich handlowych branz, nie tylko to ogrodniczej.
    > Ale to chyba jasne.

    Był film, w którym Linda tłumaczył jaki w Stanach ma być sprzedawca-
    jak koń, zęby stale wyszczerzone w pięknym uśmiechu do klienta.
    Jeśli młodziak narzeka jak w PRLu było źle, to tak na wszelki wypadek
    kokietuje.Nie był, nie żył,a narzekanie na stare czasy ma uwiargodnić
    wypisywanie bzdur.
    Na początku lat 80 tłumy ludzi jechały do Skierniewic na giełdę cebul
    lilii lub Święto Kwiatów.Zwykli ludzie, emeryci, renciści,pracujący,
    każdy mógł sobie pozwolić na powrót z pełną torbą skarbów.

  • mjot1 30.07.06, 13:06
    „...klient nie ma obowiazku bycia miłym, natomiast taki obowiązek bezwzględnie
    spoczywa na sprzedawcy”
    Tak to prawda. Prawda oczywista.
    Istnieje jednak też pewien tajemny (a zdawałoby się, że powszechnie
    znany) „obyczaj”, który gdy poprzeć go nie mniej tajemnym zaklęciem potrafi
    cudów dokonać.
    Jest to mianowicie uśmiech szczery na gębie i równie szczere acz niezwykle
    trudne do spamiętania i wypowiedzenia słowa typu: dzień dobry, proszę,
    dziękuję...
    Wszystko to nic, ale to nic nawet złamanego centa nie kosztuje.
    No chyba, że w obecnych cywilizowanych czasach zachowanie takie już nie
    przystoi a może wręcz zakazanym jest?

    Najniższe ukłony!
    Zdziczały M.J.
  • mirzan 30.07.06, 13:31

    > No chyba, że w obecnych cywilizowanych czasach zachowanie takie już nie
    > przystoi a może wręcz zakazanym jest?


    Przystoi, jeśli da się na tym zarobić, np w sklepie.A na codzień,
    na spacerze, najlepiej patrzeć na czubki własnych butów,bo jak się
    spotka znajomego, to może cośchcieć, lepiej go nie widzieć.
    A były kiedyś takie czasy,kiedy w każdy dzień i o każdej porze można było
    odwiedzić znajomych lub ich przyjąć.Ale młodziaki powiedzą,ze to PRLowska
    demoralizacja.
  • brynia2 30.07.06, 13:41
    mjot1 napisał:

    > słowa typu: dzień dobry, proszę, dziękuję...

    To magiczne słowa, które potrafią zdziałać cuda :-)
  • wiosna20051 01.08.06, 12:34
    Pinkink 100% zgody. Poziom obslugi w Polsce jest zenujacy. Brak kultury,
    totalne znudzenie (po co sie wysilac, skoro i tak dostanie sie takie samo
    wynagrodzenie?), brak wiedzy o sprzedawanych produktach (ostatnio w ogrodniczym
    pani podstawila mi ksiazke pod nos, zebym sama sobie poszukala odpowiedzi na
    swoje pytanie). ale co najwazniejsze, brak swiadomosci klienta, ze to on
    zostawia pieniadze i ma byc zadowolony, niewiedza i bezradnosc, ze moze
    dochodzic swoich praw (a moze, tylko trzeba chciec).
    ale ja i tak wierze, ze byle jakie firmy padna. zamiast sie denerwowac,
    omijajmy je lukiem.

    ps.

    zeby nie bylo, ze ogrodnicze sa fatalne - wysylalam corke na oboz. wybralam sie
    wiec do biura w celu zadania paru pytan zwiazanych z dojazdem, bezpieczenstwem,
    standardem budynku/pokoi. na moje pytanie o liczbe lazienek przypadajaych na
    dzieciaki, dowiedzialam sie, ze ja to chyba chcialabym wiedziec, ile jest
    kafelek na scianach. ! kuriozum !


    pozdrawiam
    wiosna


    www.in-tra.com.pl/galeria/galeria.htm
  • cereusfoto 01.08.06, 14:46
    I właśnie o to chodzi - nie o nazwę - tylko o to jak się klienta traktuje. Co
    mnie to obchodzi jak sobie ktoś nawzwał firmę - czy szkółka, czy centrum
    ogrodnicze czy sklep. Do tej pory NIGDY nie zdarzyło mi się zostać tak
    potraktowaną - a kupuję bardzo dużo roślin i odwiedzam różne tego typu punkty
    nie tylko w Krakowie. Dziwię się tylko, że w samym centrum ( prawie pod
    Wawelem )Krakowa oni się jeszcze uchowali z taką mentalnością.
    --
    gazeta.pl > forum prywatne - zwierzęta > ornitologia
    autorska galeria fotografii :
    www.cereusfoto.republika.pl
  • bhg 01.08.06, 15:42
    A czy ta krakowska szkółka ma na bramie jakąś informację w rodzaju "prowadzimy
    sprzedaż detaliczną"? Bo jeśli takiej informacji nie ma, znaczy to że nie są
    zainteresowani klientami detalicznymi i obsługują ich tylko z grzeczności (albo
    dla świętego spokoju). W takiej sytacji nie ma tez powodów by rośliny były
    oznakowane i opatrzone ceną - bo niby dlaczego?
    Natomiast jeżeli jest napis "sprzedaż detaliczna" to powinni mieć wydzielony i
    ogrodzony plac do takiej sprzedaży i sprzedawać wyłącznie rośliny z tego placu.
    Jak nie ma rokitnika - to nie ma i trudno. Nawet jeśli w szkółce jest, to
    donoszenie go jest ze strony szkółkarza tylko grzecznością a nie obowiązkiem.
    A po szkółce się NIE CHODZI!!. No chyba że sam właściciel to zaproponuje.
  • nnike 01.08.06, 17:41
    bhg napisała:

    > A czy ta krakowska szkółka ma na bramie jakąś informację w rodzaju "prowadzimy
    > sprzedaż detaliczną"? Bo jeśli takiej informacji nie ma, znaczy to że nie są
    > zainteresowani klientami detalicznymi i obsługują ich tylko z grzeczności
    (albo dla świętego spokoju).

    Szkółka, do której zwróciłam się kiedyś telefonicznie, czy mogę do nich
    przyjechać po zakup kilku roślin mieści się w Krakowie na Piaskach:
    www.marekgurgul.pl/
    Wprawdzie prowadzą sklep ze sprzedażą detaliczną przy ul. Kalwaryjskiej, ale
    chciałam zobaczyć jak rosną u nich rośliny i mieć większy wybór.

    Zgodzili się bez wahania, byśmy z mężem przyjechali i... podstawili nam melexa,
    byśmy mogli dokładnie rozejrzeć się po szkółce i wybrać towar. Przypominam:
    detaliczny! Był to wtedy cytryniec, wierzba Hakuro i 2 świerczki.

    Na Boże Narodzenie kupiliśmy u nich 1 (jedno) drzewko, które przyjęło się i
    pięknie rośnie w ogrodzie.

    www.mloda.ekrakow.pl/!ola/1.jpg
    www.mloda.ekrakow.pl/!ola/5.jpg

    Najważniejszy jest więc szacunek dla każdego klienta oraz miłość do własnej
    profesji. Ot co.

    --
    ♥Nike ♫ ♪♫ ♫ ♪
  • bhg 02.08.06, 09:33
    I chwała im za to, bardzo ładnie się zachowali.
    Mnie chodzi tylko o to, żeby następnym razem ktoś pana Gurgula nie obsmarował
    na tym forum jak odmówi innemu klientowi "świętego prawa" do zwiedzania jego
    szkółki. Bo czasami na pewno odmawia. Wszystko zależy od dnia, czasami ma sie
    czas dla "wycieczkowiczów" a czasami nie, melex raz jest wolny a raz nie. Od
    zachowania klienta też zresztą sporo zalezy bo tak to już jest, ze nie każdemu
    ma się ochotę wyświadczać uprzejmości.
  • faq 02.08.06, 11:15
    > Mnie chodzi tylko o to, żeby następnym razem ktoś pana Gurgula nie obsmarował

    alez to wojna z wiatrakami! aA firma jesli dobra to sie sama wybroni, bez Twojej
    krucjaty i mimo pojedynczych glosow na jakims tam forum wyborczej - jakiez to
    opiniotworcze miejsce?!
  • rispetto 03.08.06, 13:29
    Po lekturze cennika tej szkółki poważnie zastanawiam się nad założeniem alarmu
    na kilkunastu drzewkach w ogrodzie, albo przynajmniej na ich ubezpieczeniu :)))
    --
    Pozdrawiam
    Paweł
    ____________
  • faq 01.08.06, 16:55
    no to sie ubawilam :) dryf czarnej listy imponujacy sie zrobil. Mecz - klienci
    kontra szkolkarze. Kazdy ciagnie w swoja strone.
    Nie rozumem po coz sazniste dywagacje na temat czym jest szkolka badz tez, czym
    nie jest. Skoro ktos prowadzi dzialalnosc gospodarcza polegajaca na produkcji i
    sprzedawaniu czegos, wpuszcza klienta na swoj teren, to czy bedzie dobrym
    handlowcem czy tez tylko handlarzem, jesli ow klient opusci jego progi
    niezadowolony?
    Jakiez ma znaczenie przypinanie etykietek - szkolka, nie-szkolka, detal z
    uprzejmosci czy nie? W handlu nie ma czegos takiego jak detaliczne chamstwo i
    hurtowa uprzejmosc. Jesli niepotrzebny klient detaliczny to sie go po prostu nie
    wpuszcza, jesli jednak potrzebny bo tak rachunek ekonomiczny podpowiada, to
    chocby jednego nedznego latem, uschnietego badyla pod tytulem rokitnik kupowal
    uprzejmosc sie mu nalezy.
  • bhg 02.08.06, 10:02
    faq napisał:

    > no to sie ubawilam :) dryf czarnej listy imponujacy sie zrobil. Mecz - klienci
    > kontra szkolkarze. Kazdy ciagnie w swoja strone.
    > Nie rozumem po coz sazniste dywagacje na temat czym jest szkolka badz tez,
    czym
    > nie jest.


    Spróbuje łopatologicznie:
    Nieważne jak co się nazywa, ważne czym realnie jest. To nieważne, ze
    właściciele sklepów nazywają swoje sklepy szkółkami, skoro de facto są one
    sklepami. Tylko ze to w drugą stronę nie działa i jeśli jakiś szkółkarz ma
    szkółkę w której nie życzy sobie prowadzić sprzedaży detalicznej, to nie mozna
    go do tego zmusić twierdząc ze szkółka niczym się nie różni od sklepu.



    Skoro ktos prowadzi dzialalnosc gospodarcza polegajaca na produkcji i
    > sprzedawaniu czegos,


    Szkółkarz nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej - w przeciwieństwie
    skądinąd do własciciela sklepu który musi takową zarejstrować.


    wpuszcza klienta na swoj teren, to czy bedzie dobrym
    > handlowcem czy tez tylko handlarzem, jesli ow klient opusci jego progi
    > niezadowolony?


    Owszem, jak najbardziej będzie. Jeżeli jego szkółka nie prowadzi w ogóle
    sprzedaży detalicznej bo z rachunku ekonomicznego wynika ze mu się to nie
    opłaca, to dlaczego ma być złym handlowcem jeśli nie obsłuży takiego klienta?
    Mnóstwo szkółek funkcjonuje świetnie bez klientów detalicznych, zapewniam cię.
    Zaś te które są zainteresowane dodatkowo także detalem zazwyczaj mają
    wydzielone place do sprzedaży detalicznej. Na tych placach klienci mają
    dokładnie takie same prawa jak w każdym innym sklepie, mogą wybierać,
    przebierać, grymasic i wymagać fachowej obsługi połączonej z usmiechem i
    cierpliwością. Mogą być niemili a sprzedawca musi to tolerować, bo takie jest
    prawo klienta.
    CZĘŚĆ SZKÓŁKI WYDZIELONA DO SPRZEDAŻY DETALICZNEJ NICZYM NIE RÓŻNI SIĘ OD
    SKLEPU.
    Klient nie ma natomiast prawa domagać się wpuszczenia na teren szkółki, bo taką
    dodatkową uprzejmość szkółkarz moze wyświadczyć acz nie musi. Szkółka służy do
    produkcji, nie do handlu ani nie do zwiedzania. Podobnie jak właściciel fabryki
    butów nie sprzedaje butów prosto z taśmy bo "klient nasz pan" i taką ma akurat
    zachciankę. Od tego on ma przyzakładowy sklep obuwniczy.


    > Jakiez ma znaczenie przypinanie etykietek - szkolka, nie-szkolka, detal z
    > uprzejmosci czy nie? W handlu nie ma czegos takiego jak detaliczne chamstwo i
    > hurtowa uprzejmosc. Jesli niepotrzebny klient detaliczny to sie go po prostu
    ni
    > e
    > wpuszcza, jesli jednak potrzebny bo tak rachunek ekonomiczny podpowiada, to
    > chocby jednego nedznego latem, uschnietego badyla pod tytulem rokitnik kupowal
    > uprzejmosc sie mu nalezy.


    Naturalnie że się należy! Tyle tylko że pozwolenie na zwiedzanie szkółki to nie
    jest obowiązkowa uprzejmość tylko nadprogramowa, nieobowiązkowa grzeczność.
    Donoszenie towaru ze szkólki do sklepu TEŻ nie jest uprzejmoscią z gatunku
    obowiązkowych - szkółkarz z Krakowa chciał byc uprzejmy a w nagrodę zmieszano
    go z błotem. Obowiązkową uprzejmość opisałam wyżej i radziłabym klientom aby
    takiej własnie uprzejmości oczekiwali i bezwzględnie wymagali.
    No sorry, ale jasniej tłumaczyć juz się nie da więc na tym konczę mójn udział w
    tym wątku. Kto chciał ten zrozumiał o co mi chodzi, kto nie chciał ten
    pozostanie zmorą szkółkarzy;)

  • faq 02.08.06, 11:13
    > Spróbuje łopatologicznie

    i dalej tlumaczysz cos, co z punktu widzenia klienta jest nie istotne! Jesli pan
    X , nie wazne szkolka czy lieum :) wpuszcza i sprzedaje klientom detalicznym to
    nie moze traktowac tychze gorzej niz hutrowych - co do tego sie zgadzamy :)

    > Szkółkarz nie prowadzi żadnej działalności gospodarczej
    byc moze, nie znam sie choc wydaje mi sie to nie prawdopodobne, bo produkuje,
    zatrudnia ludzi , zarabia wiec vatowcem pewnie jest, albo ryczalt chociaz i
    takie tam, jak mowie nie istotne.

    > Jeżeli jego szkółka nie prowadzi w ogóle
    > sprzedaży detalicznej bo z rachunku ekonomicznego wynika ze mu się to nie
    > opłaca, to dlaczego ma być złym handlowcem jeśli nie obsłuży takiego klienta?

    jak wyzej, przypisujesz mi slowa i tresci, ktorych nie wyrazilam. Uparcie
    promujesz teze, ze bezczelni klienci wpychaja sie do szkolki i zadaja obslugi
    jak w zwyklym centrum ogrodniczym. Jak sie szkolce nie oplaca detal to go nie
    prowadzi i tyle, nikt na sile nie bedzie przekonywal, ze jednak powinien.

    > Mnóstwo szkółek funkcjonuje świetnie bez klientów detalicznych, zapewniam cię.
    i dobrze, szczerze mowiac zgrzewa mnie, dla mnie jako detalistki nie istnieja :)

    Widzisz, nie roznimy sie w tym co sadzimy na temat obslugi. I mysle, ze tak
    wlasnie jest z wiekszoscia dyskutantow. Kazdy chce byc uprzejmie obsluzony. A
    roznica taka, ze to co dla Ciebie jest tak istotne dla mnie nie ma wiekszego
    znaczenia - okreslenia sklep, szkolka i inne traktuje zamiennie. Jesli ktos
    sobie nie zyczy kontaktu z pojedynczym klientem to niech tego nie robi i tyle. A
    jesli obsluguje - nawet przez przypadek/grzecznosc/bo sie zapomnial to
    obowiazuja go takie same reguly jak w sklepie (wg Twojej definicji). Czyli jesli
    juz wpuscil za prog marudzacego/poczatkujacego/wymagajacego ogrodnika to niech
    sie liczy z tym, ze ten bedzie chcial sam wybrac rosline. Jesli nie to
    konsekwencja tego, moze byc na przyklad zla prasa. Ale odpowiedzialnosc spoczywa
    na producencie.
    uf koniec :)
  • kitty35 02.08.06, 13:59
    Masz 100% rację! Ja jako klient wcale nie chcę żeby sprzedawca obsługiwał mnie
    z faszywie rozumianej "uprzejmości" a tak naprawde to z łaski. Przecież można
    powiedzieć: "W tej chwili nie mamy tego w sklepie. Mogę pójść do magazynu i
    przynieść roślinę, ale nie będzie Pani mogła sobie wybrac spośród kilku sztuk.
    Trzeba też będzie poczekać kilkanaście minut". I wtedy ja mogę zdecydować -
    odpowiada mi to czy nie. I nikt nie ma do nikogo pretensji.
  • litorija 02.08.06, 14:28
    relacje klient - sprzedawca powinny si opierac na jednym zdaniu (zreszta to
    dotyczy wszystkich relacji miedzy ludzkich): Kochaj bliźniego swego jak siebie
    samego. A jesli dla kogos to zbyt wymagajace to moze: nie rób drugiemu co Tobie
    nie mile.
    Z drugiej strony wracajac do pierwszego postu: w sklepach powinna byc obsluga,
    ktora zwyczajnie jest w stanie sie podjac swoich obowiazkow (w tym silowych.. -
    osobiscie nie chodze do sklepow gdzie worek ziemi ma mi wydac kobieta..)
  • tomkoy 14.08.06, 06:56
    Całkowicie popieram pomysł autorki tematu.
    W jej tekście nie widzę chamstwa, a jedynie kilka konkretnych uwag napisanych ze sprawnym polotem i dowcipem. Nie rozumiem więc skąd ten atak?

    Taka czarna lista powinna powstać.Inaczej ten kraj niczego się nie nauczy.
    jest jedna święta rzecz w kulturze handlu - klient nie musi kupowac za każdym razem, ale nigdy nie może wyjść niezadowolony.
    To nie czasy "Misia" gdzie klient po poproszeniu o towar słyszy od sprzedawcy "jem przecież".
    Nasze szkółki, punkty ogrodnicze,czy jak tam je zwał, pozostawiają wiele do życzenia ( oczywiście nie wszystkie, znam też miłą obsługę). Mam kontakt ze szkółkami zagranicznymi- skala porównawcza jest.

    Wracając do tematu, dodaję do czarnej listy lubelski FLOREXPOL pod kątem wysyłkowym.
    Nie daj Bóg...żeby Wam do głowy nie przyszło.W paczce uśmiercą nawet nieśmiertelne liliowce.
  • martvica 14.08.06, 16:58
    Hej :)
    Kurczę, nie będę sie wypowiadać o krakowskich centrach - które dobre, które złe
    - bo właściwie odwiedzałam jedno, następnie odbywałam w nim praktyki, a potem
    ogrodnicza pasja nieco mi przeszła.
    Chodzi o 'Ogród Galerię' przy Jesionowej. Nie wiem jak tam teraz wygląda, za
    'moich czasów' w obsłudze były dwie szalenie kompetentne osoby, ale zostały
    zwolnione i teraz wygląda to mniej różowo -podkreślam, opieram się na relacji
    sąsiadki.
    Chcę napisać, jak to wygląda z mojej perspektywy. Niby praktyka praktyką,
    płacili żałośnie mało (2,5zł za godzinę!), ale nawet lubiłam tę pracę - blisko z
    domu, ładnie, czasem sąsiedzi przychodzili, bardzo dużo to zrobiło dla mojej
    nieśmiałości, musiałam się przełamać i od tego czasu jest o niebo lepiej.
    Widziałam klienta -podchodziłam, pytałam czy nie trzeba pomóc, pomagałam wybrać,
    kiwałam głową czasem nad tym jak cos rzadko można dostać, biegałam zapytać o cos
    starszą koleżankę, czasem szeptem odpowiadałam na pytania 'czy to zniesie u nas
    zimę'. Owszem, czasem sie ktoś złościł że czegos nie wiem -uśmiech, przepraszam,
    ja dopiero studiuję, a na studiach nikt nas nie uczy odmian tawułek, tylko
    wymagają znajomości biochemii' - przeważnie pomagało. Naprawdę nieuprzejmi
    klienci zdarzali się rzadko - traktowałam to jako trening silnej woli, klęłam
    pod nosem dopiero jak poszli.
    A, i oczywiście - nosiłam cięższe rośliny, albo biegłam po wózek przy kilku
    sztukach/większych donicach, nosiłam/woziłam do samochodu. Jeśli chodzi o worki
    z ziemią, teoretycznie miałam wrzeszczeć po 'fizycznych' którzy przeważnie
    gdzieś się czaili po kątach, a że z reguły nic to nie dawało ładowałam sama.
    Pamiętam miłego starszego pana, który sie strasznie obruszał, że takiej
    kruszynce każą takie ciężary nosić - ale zrzucenie ze sterty worków 2x50l na
    wózek nie było dla mnie większym problemem. 80 juz owszem, no chyba że chodziło
    o torf. Niektóre panie patrzyły czasem oburzone, jak ładuję wielkie wory z
    torfem na wózek - uśmiechałam się i tłumaczyłam że owszem, są wielkie, ale
    leciutkie.
    Starałam się obsłużać klienta tak, jak sama bym chciała byc obsłużona, i tyle. Z
    reguły ludzie reagują uśmiecham na uśmiech, czasem sie konczyło dłuzszą rozmową,
    przepraszałam że czegoś nie wiem i słyszałam że nie szkodzi, bo jestem strasznie
    miła - i było to przesympatyczne.
    Oczywiście im więcej ludzi, tym gorzej - zwłaszcza w weekendy, wtedy sie miało
    mnie czasu.
    Przepraszam za chaos i zapewne literówki, ale mam słońce za monitorem i nie
    patrzę na to co piszę - generalnie chodzi mi o to, że uprzejmość nic nie
    kosztuje, natomiast ludzie nieuprzejmi powinni pracować jako nie-sprzedawcy.
    Pozdrawiam serdecznie
    Martva
    --
    Fotoblog Woli Justowskiej
    Forum mieszkańców Woli Justowskiej
    Ruda Paskuda
  • heart_of_ice 14.08.06, 18:31
    widze, ze watek zszedl nieco na manowce;)
    to powiem, jak ja to widze z perspektywy swojej - wlasnie szkolki, z wydzielonym
    placem na sprzedaz detaliczna:)
    notorycznie ktos mi sie pakuje na teren szkolki, chociaz wisi informacja, ze na
    teren produkcyjny prosimy nie wchodzic:) oczywiscie rozumiem, bo po drugiej
    stronie plotu zawsze trawa jest bardziej zielona;))) ale na moja uwage, ze
    bardzo prosze tam nie wchodzic, bo wszystko jest wystawione, czesto slysze "ale
    my tylko rzucimy okiem, przeciez nie ukradniemy niczego" (nie watpie, bo krzaka
    ciezko chylkiem wyniesc, ale mozna wpasc instalacje wodna, podeptac zawory,
    wpasc do studzienki, wsadzic nos w swiezo pryskane liscie, albo prosto pod
    automatycznie wlaczajca sie wode;)) itd)
    ale NIGDY nie robie problemu, jesli mam cos doniesc z zaplecza - bo np zabraklo
    mi jakiejs odmiany czegos, albo wiem, ze gdzies tam stoi jeszcze jeden, ladny
    egzemplarz - jesli tylko mam, to zawsze doniose, nie mam pojecia, dlaczego
    niektorzy uwazaja, ze to jakas nadprogramowa grzecznosc! to troche tak, jakby
    pani w obuwniczym za dodatkowa grzecznosc uznawala doniesienie z zaplecza pary
    butow o innym rozmiarze;)))
    i nie dopuszczam mozliwosci, zeby klientow obslugiwal ktos bez pojecia o
    roslinach.... wiadomo, ze czesto pracuja studenci, a taksonow jest mnostwo,
    ciagle cos dochodzi i nie da sie wiedziec wszystkiego.... ale pilnuje, zeby
    przynajmniej ogolne pojecie bylo

    a co do uprzejmosci.... powinna byc zawsze! chociaz - wierzcie mi - niektorzy
    klienci potrafia dac w kosc:))) ale to oni placa (dla mnie jest roznica, czy
    wroca, czy nie, bo nie jestem na pensji:)) i pilnuje, by wychodzili zadowoleni,
    niezaleznie od tego, czy mnie zdenerwowali, czy nie

    Pauli
    --
    Mężczyźni są z Marsa, a kobiety ze... Snickersa;)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.