Ad po opryskach kichanie zaoceaniczne
Autor:
dar61
12.09.10, 22:47
Ohoho - mają dobrze tam nasi pobratymcy i posiostrzeńce.
Nic ich nie powstrzyma w bryzganiu.
Mnie musi[ało] powstrzymywać sąsiedztwo pszczelarza przed jawnym skrapianiem upraw.
Wystarczyło, że raz spryskałem cóś czymsiś na/ przeciw mszycom - a już do końca uważany byłem/ jestem za sprawcę pomoru pszczół sąsiada, choćbym nawet nie spryskiwał.
Nawet kiedy pokazywałem sąsiadowi instrukcyją, że chemija niewredna pszczołom, to tak znacząco na mnie patrzył...
U {Luizy} nie pilnują sąsiedzi, bo przeciętnie statystycznie na km/ akr kw. jest was tyle co aligator napłakał - nie to, co nasza europejska ciasnota...
Nie ma tam u was jakiej paraunijnej komisji, co wam zabraniałaby użycia dowolnej, niewskazanej ukazem unijnym, a zabójczej grzybom, insektom czy rybom substancji wrednej?
U nas jest. :-)
Tarczniki nam wszystkie ojczulek wydźgał, tylko na winorośli były.
Nicienie są nieinwazyjnej natury, nie to, co te tropikalne.
Possumów tajemnych ci u nas brak, a jak są to zwę je chyba inaczej, kakadu jeno w krzyżówkach crossowych; dzieci sam częstuję tym, co za płot zwisa, przestały więc rwać nadwyżkowo - co to za radość skrycie skubać, jak jawnie zezwalają.
Siatkujemy przeciwszpaczo nieochoczo.
Zostaje mi więc podziwiać upór {Luizowy} i współczuć jej w boju z naturą.
Smakując trzecie* jabłko [z wykrawaniem], bo jedno na naszych lekarzy dziennie to za mało
podpisuje się bez zakrętasa
załącza pozdrowienia*
statystycznie przegęszczony
Dar61
P.S.
Perspektywa nasza zielonościowa - proszę się nie dziwić - lustrzana
d61