Dodaj do ulubionych

Ogrodnicy ratujmy planete dla naszych dzieci!!!...

07.05.08, 23:08
Nie mam czasu sie rozpisywac wiec krzykne krotko:

~ uprawiajmy nasze ogrodki ekologicznie!! zadnych trutek!!!

~ co bedzie roslo to bedzie roslo - nie walczmy przeciw naturze,
nie hodujmy na sile okazow ktorym nie podobaja sie warunki w naszej
dzialce

~ dajmy zyc owadom i ptaszkom. nie sie same rownowaza w przyrodzie
naturalnie :)

Minnie

Edytor zaawansowany
  • jokaer 08.05.08, 06:47
    ja popieram , ale coż z tego jak musze opryskać morele,
    które dopadła monilioza :(((

    ale zdecydowanie powiedziałam żadnych herbicydów na działce i żadnych owadofosów

    jak będą mszyce będę pryskać coca colą

    ---
    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • effi007 08.05.08, 06:59
    jestem jak najbardziej za.
    mszyce można spłukiwać wodą co kilka dni, pryskać wodą z mydłem lub
    wyciągiem z piłunu.


    --
    www.nastrojowyogrod.pl/
    www.ewainthegarden.blogspot.com/
  • mirzan 08.05.08, 07:53
    Dlatego piołunówka-absynt-jest zabroniona. Ma się po niej wizje,
    że ratuje się świat, z robalami walczy się laserowym mieczem.
    Najgorsze wizje,jak wyrosną skrzydła. Podczas ratowania świata można
    z okna wypaść.
    Mszyce się nauczyły i w tym roku już nie piją coli.
  • piotrazona 08.05.08, 08:29
    A naszym dzieciom mamy dawać te lekarstwa jak zachorują, czy nie?
    Mamy leczyć kota i psa czy pozostawić je na pastwę chorób i
    pasożytów? Nie popadajmy w paranoję, nie jesteśmy trucicielami.
    Przecież nikt z nas nie stosuje chemii na zapas, tylko w
    nielicznych, uzasadnionych przypadkach. Ogrodnik z prawdziwego
    zdarzenia przestrzega zasad gry jakie panują w przyrodzie, potrafi
    wybrać mniejsze zło. Pomagamy naszym roślinom dopiero wtedy kiedy
    już nie ma dla nich ratunku. Przyjrzyjmy się lepiej w jaki sposób
    postępujemy z naszymi śmieciami, dlaczego ciągle jeździmy samochodem
    zamiast przejść się kilka metrów, czy uczymy nasze dzieci kultury
    współżycia z innymi formami życia (widziałam ostanio babcię, która
    zobaczywszy na chodniku dżdżownicę nie przeszła obok niej obojętnie
    tylko zmiażdżyła z premedytacją butem na oczach wnuczka) i szacunku
    dla natury.
    Największy wpływ na czyste środowisko o zasięgu planetarnym mają
    duże koncerny, które żeby sprzedać swoje chemiczne wynalazki dają
    ogromne łapówki za przyśpieszenie wprowadzenia danego produktu do
    obrotu, bez dokończonych badań wpływu ich na zdrowie ludzi i
    zwierząt w dłuższym okresie czasu. Zatajanie pewnych faktów,
    marketingowe przedstawianie samych zalet produktu, podawanie
    nierzetelnych informacji to praktyki uprawiane na porządku dziennym.
    Potrzeba nie tylko samoświadomości, ale też mądrych rozwiązań
    systemowych i ścisłych kontroli, czyli bata na homo sapiens
  • effi007 08.05.08, 08:48
    zgoda w wielu punktach, ale...
    od czegoś trzeba zacząć.
    nie łudźmy się, że zrobi to za nas rząd (ehe) lub koncerny - za duże
    pieniądze są w grze.
    jeżeli - kierujac się swoim dobrem - będziemy kupować mniej
    preparatów chemicznych - to koncerny zainteresują się i przygotują
    produkty bardziej naturalne i zgodne z oczekiwaniami kupujących.

    wiadomo, że gdy roslina choruje, chcemy jej pomóc i w skrajnej
    sytuacji sięgamy po srodki ostateczne, ale nie propagujmy postawy,
    że uprawa jest mozliwa TYLKO z wykorzystaniem chemii.
    jezeli roslina ciagle choruje, to znaczy że coś jej nie odpowiada:
    miejsce? ilość światła? pH gleby? niedożywienie? trzeba szukać
    przyczyn i je eliminować.

    skoro jesteśmy przy leczeniu dzieci, to przeciez staramy sie
    zapobiegać chorobom, dobrze odzywiać, dbać o higienę zycia i ruch na
    świezym powietrzu, a nie ograniczamy się do podawania antybiotyków
    przy kazdym kichnięciu.
    Kiedys antybiotyk był dobry na wszystko - dzisiaj już nie.
    Nie stosowanie chemii we własnym ogrodzie jest aktem miłości wobec
    siebie i swoich bliskich - czy nie chcemy im dac najlepszego?

    W przestawianiu się na uprawę naturalną największą przeszkodą są
    jest zmiana mentalności i wytrzymanie widoków, które nie są idealne.
    Takie przestawianie samego siebie i ogrodu trwa kilka lat i nie da
    się tego zrobić w ciągu jednego sezonu.


  • jokaer 08.05.08, 09:07
  • mirzan 08.05.08, 13:07
    dbać o higienę zycia i ruch na
    > świezym powietrzu, a nie ograniczamy się do podawania antybiotyków
    > przy kazdym kichnięciu.

    Zdradź tajemnicę, jak dbać o higienę bez chemii, jak dbać o ruch bez
    chemii, skoro od gumki w majtkach po buty i dezodoranty tao chemia.
    Antybiotyki łykasz w mięsie, bo są składnikiem paszy i jakoś żyjesz.
  • minniemouse 10.05.08, 00:43
    co innego gdy jedna, indywidulna osoba albo zwierze lyknie jakies
    lekarstwo a co innego jak pryskasz w atmosfere aby "uratowac" jedna
    roslinke i przy okazji wytruwasz takze wszystko co dobroczynne
    poczawsze od mikro mikor zyjatek skonczywszy na tym co zje ptaszka
    ktory zjadl taka podtruta gasieniczke ktorego zjadlo cos wiekszego
    itd itp nie mowiac o tym ze sami wdychamy i dotykamy takie
    popryskane rosliny.

    niektorzy ululani milymi chwytami reklamowymi "natularne i bio-
    rozkladajace sie" ludza sie ze stosuja cos nieszkodliwego co jest
    oczywsta lipa. nie ma nic nieszkodlwiego nieszkodliwe moga byc
    predzej na wage biedronki.

    smiecie - to zaley od nas ile, ich produkujemy.
    koncerny - coraz bardziej staraja sie produkowac ekologicznie co nie
    jest latwe wziawszy pod uwage jak ogromne koszta finansowe niesie ze
    soba wszelka zmiana.
    kazdy lubi sobie rzucic taka luzna uwage "koncerny..." ale 99% z
    takich "rzuczaczy" nie siegnie tak gleboko aby zastanowic sie co
    sie za tym kryje - ze np chleb podrozeje 5 x tyle na skutek jakiejs
    malej zmiany w jakims tam koncernie.

    poza tym nie chowajmy sie za plecy koncernow tylko robmy swoje co
    mozemy aby poprawic sytuacje w przyrodzie.

    i chociaz to apropos poprzednego watku - przyklad z monilioza- w
    naturze sa dwa wyjscia albo morele zdechna albo wyksztalca z czasem
    naturalna obrone przed monilioza.
    ale aby to nastapilo potrzeba czasu i ofiar. prysaknie tylko
    utrzymuje zaklety krag. i tak wyglada "ratowanie".


    Minnie
  • minniemouse 10.05.08, 00:44
    ps- to mialo byc po Piotrazona nie wiem czemu wskoczylo tu bo
    podpielam sie wlasciwie.

    Minnie
  • piotrazona 13.05.08, 13:28
    myślę, że jeżeli ludzie i zwierzęta łykają specyfiki chemiczne to
    też nie znika ta chemia w sposób jakiś nadprzyrodzony, ale
    pozostałości są wydalane przez organizm i dostają się jednak do
    środowiska, niestety .....
    My, jako jednostki ŚWIADOME, możemy wiele poprawić. Ale WIELKI
    BUISNESS i jego wpływ na nasze środowisko to nie fatamorgana, to
    rzeczywistość
  • wami41 11.05.08, 20:30
    W zwiazku z apelem o ratunek naszej planety wyprowadzam sie do
    najblizszej groty i tam zamierzam spedzic reszte zycia, bez
    pestycydow, herbicydow itp. Zaraz, zaraz ale moi radni(powinni byc
    najbardziej swiadomi obywatele w GMINIE) najpierw musza uchwalic
    regulamin o utrzymaniu porzadku i czystosci w gminie zabraniajacy
    spalania odpadow ogrodniczych, zakazujacy prowadzenia uciazliwych
    dzialalnosci na osiedlach mieszkaniowych itp.itd.Inaczej Wasz apel
    mozna o kant d.... roztrzaskac.
  • malaugena 08.05.08, 14:07
    minniemouse napisała:

    > Nie mam czasu sie rozpisywac wiec krzykne krotko:
    >
    > ~ uprawiajmy nasze ogrodki ekologicznie!! zadnych trutek!!!
    >
    > ~ co bedzie roslo to bedzie roslo - nie walczmy przeciw naturze,
    > nie hodujmy na sile okazow ktorym nie podobaja sie warunki w
    naszej
    > dzialce
    >
    > ~ dajmy zyc owadom i ptaszkom. nie sie same rownowaza w
    przyrodzie
    > naturalnie :)
    >
    > Minnie
    > jeden z moich sąsiadów, któremu nic nie chce sie robić ma taki
    własnie ogród - syf i malaria. twierdzi, że żyje w zgodzie z
    naturą. sam równie mało kiedy się goli i myje. TYFUS przez miedzę.
  • mjot1 08.05.08, 18:56
    Hm... Tyfus przecie naturalny jest... i syf i malaria... chyba...
  • minniemouse 10.05.08, 00:46
    ""jeden z moich sąsiadów, któremu nic nie chce sie robić ma taki
    własnie ogród - syf i malaria. twierdzi, że żyje w zgodzie z
    naturą. sam równie mało kiedy się goli i myje. TYFUS przez miedzę.""

    to przykre ze nie potrafisz docenic takiego naturalnego ogrodka.
    zaloze sie ze kiedy jedziesz w dokladnie taki "syf i malarie" nazywa
    sie to wyjazd w nature. najczesciej z namiotem.

    Minnie

  • ewa553 08.05.08, 19:38
    glupia sprawa: nie mam dzieci.... Czy mam zaczac uzywac trucizny do
    zielsk? Tak tylko pytam:))))
    Ale powaznie: wlasnie dzis po raz pierwszy w tym roku pokazaly sie
    mszyce na moich ukochanych rozach. Od dwu lat nie pryskam zadnymi
    wodami mydlanymi i innym swinstwem, bo sie to potem tylko babrze,
    brzydko wyglada. Prysznic, zmywanie palcami, to jedyne chyba
    lekarstwo...
    --
    Przezyj zycie tak, zeby twoim epitafium
    moglo byc: "niczego nie zaluje".
  • anna.2007 08.05.08, 22:36
    Staram się chemii nie używać, jednak.... W tym roku kupiłam Pirimor
    po raz pierwszy, bo nie mogę patrzeć na wiciokrzewy blade,
    pokurczone i niekwitnące. Stosuję też azofoskę na trawnik. Jedzenia
    nie pryskam i nie podsypuję. Kompost musi wystarczyć. Plony mam
    napewno niższe, ale bez pozostałości pestycydów. W sumie pestycydy
    to nic złego (podobno) jeśli się przestrzega karencj, ale nie lubię
    i już. Minnie życzę dużo czasu na rozpisywanie się .
  • minniemouse 10.05.08, 00:55
    Dzieki :)

    wiec sie rozpisuje, ale z gory przepraszam jesli to co pisze nie
    jest mile (tu padam na kolanka ala muzulmanskie modly)
    ale zalezy mi na naszym srodkowisku.


    no wiec - wiec powinnas albo zrezygnowac z wiciokrzewow albo
    przesadzac je az znajdziesz miejsce gdzie dobrze rosna.
    zastanow sie - a mowie to z wlasnego doswiadczenia- po co ci
    problem? wiecznie pryskanie, wiecznie frustracja... nie zawsze mozna
    miec to co sie chce.
    czy nie lepiej w miejsce marniejacych wiciokrzewow miec np
    imponujace klematisy - bedace obiektem zazdrosci i zachwytow?

    Minnie

  • obrobka_skrawaniem 11.05.08, 11:35
    minniemouse napisała:

    > no wiec - wiec powinnas albo zrezygnowac z wiciokrzewow albo
    > przesadzac je az znajdziesz miejsce gdzie dobrze rosna.

    Albo zaczekac, az SAME wyksztalca naturalny sposob obrony przed
    mszycami.
  • szadoka 09.05.08, 09:12
    Zakladam pelerynke i lece ratowac :)))
    A tak powaznie, nie popadajmy w paranoje. Mysle, ze juz sie nieco
    uodpornilismy na wszechobecna chemie i gdyby nas ktos przeniosl
    nagle w jakies super jalowe miejsce wcale nie byloby dobrez . Ja sie
    trzymam zasady : nie przesadzac w zadna strone.
  • mirzan 09.05.08, 12:37
    Nie chodzi o ratowanie, chodzi o to aby ładnie zabłysnąć na forum.
    Żaden rozsądny człowiek nie zaproponuje unikania chemii, bo nawet
    oddychanie to też chemia.
  • jokaer 09.05.08, 12:52
    ależ mirzanie, to przecież nie chodzi o unikanie całkowite, tylko chodzi o to, aby sie dobrze zastanowić nim sie podejmie decyzję, czy koniecznie trzeba truć chemią mniszka ( biednego ), trawę(mnie np.uczulającą ), etc, etc;

    wg mnie sięgamy za często za rozwiązania szybkie i pozornie wygodne, ale w efekcie nie bez skutków ubocznych;

    i trzeba o tym mówić, aby wzrastała świadomość w narodzie :)

    a nawiasem mówiąc, co słychać u tarczycy bajkalskiej ?

    ---
    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • mirzan 09.05.08, 21:36

    > a nawiasem mówiąc, co słychać u tarczycy bajkalskiej ?

    W tej chwili już nic nie słychać, wysłałem roślinę mateczną,bo nie
    chciała się mnożyć i mam ją z głowy.
    Gdzie się nie obrócić, czuje się zapach palonych tworzyw
    sztucznych, a wydziela się przy spalaniu to, czym barbarzyńcy
    posypywali Wietnam, czyli dioksyny.A tu filozofia nad truciem
    mniszka.
  • pomolog 10.05.08, 09:39
    Znalazłem Twoją ostatnią wypowiedź :) (podpęta w środku, ale tu
    mozemy kontynuować)...
    to nie jest tak do końca - poruszasz ciekawe zagadnienie - ja
    odniosę się do zagadnienia stosowanie środków ochrony roślin a
    rośliny sadownicze...
    po pierwsze musimy rozdzielić mimo wszystko "chemizację"
    przeprowadzana na terenach ogrodów działkowych, przydomowych (w
    skrócie mówiąć w uprawach amatorskich) od ochrony chemicznej
    plantacji i sadów towarowych. Zacznijmy więc od tych pierwszych - tu
    zdania są podzielone i ja jestem raczej przeciwnikiem "ostrego"
    wprowadzania środków chemicznych - z kilku powodów... jeden to
    czysto techniczny - kilka drzewek, więcej roboty i kłopotu z
    przygotowaniem preparatu, do tego z reguły brak odpowiednich
    zabezpieczeń, zabiegi wykonywane niezgodnie z podstawowymi zasadami
    (brak wiedzy na ten temat) - i powód drugi - niska skuteczność, co
    jest zarówno związane z tym o czym pisałem wyżej jak i faktem, że
    można pryskać i pryskać - a to i tak niewiele pomoże jak wokół
    sąsiedzi prowadzą "ekologiczną hodowlę" szkodników czy chorób...
    sady towarowe natomiast to już zupełnie inna historia... podałas
    przykład moniliozy - od lat obserwuję niemieckie sady czereśniowe i
    wiśniowe, gdzie nie ogranicza się występowania choroby środkami
    chemicznymi i stan nasadzeń jest FATALNY... różnica polega tylko na
    tym, że w narodzie niemieckim jest inna mentalność i podejście do
    spraw ekologii - w tym samym czasie kiedy tam byłem, przeszły 2
    wycieczki przedszkolaków, którym już od najmłodszych lat wpaja się
    podstawową wiedzę na temat ekologii, natury, biologii i ochrony
    środowiska naturalnego - srodowiska i jego zasobów. I te porażone
    owoce znajdą tam swoich amatorów - u nas trafiłyby od razu na
    kompost, bo klient kupuje tylko owoce swieże, zdrowe, bez plamek
    itd. Czyli słowem kluczowym jest JAKOŚĆ. A ponieważ polski sadownik
    jest zmuszony konkurować na rynku i walczyć o swoją pozycję -
    całkowite wykluczenie chemizacji bedzie się równało bankructwu. Ale
    oczywiście należy zachować zdrowy rozsądek - rzecz jednak w tym, że
    proponowane ceny za owoce często nie pozwalają na stosowanie
    preparatów o wysokiej skuteczności i jednoczesnie w miarę
    bezpiecznych dla srodowiska. Sadownika po prostu w wielu przypadkach
    na to nie stać. W odróżnieniu od kolegi z wielu krajów polski
    sadownik nie jest chroniony PRZEZ PAŃSTWO - brak jest rozwiązań
    systemowych, regulacji prawnych, dotacji itd. Coraz więcej jest
    ograniczeń - a w zamian NIC. I dlatego sytuacja nie jest ciekawa, a
    wątpię żeby w krótkim czasie uległa zmianie.
    Pozdrawiam serdecznie
  • jokaer 10.05.08, 10:17
    czy w ogóle jest szansa na uratowanie moreli zakażonych brunatną zgnilizną ?
    jaki w ogóle procent rośliny musi zostać opryskany aby był faktyczny efekt działania preparatu, no i wiadomo, że opryski trzeba powtarzać;

    (tzn. o co mi chodzi dokładnie, roślina jest chora, taka morela, całkiem spora, ja pryskam , staram sie jak mogę robić to dokładnie, ale przecież wiadomo , że nie opryskam jej w 100 % - czy ten oprysk działa przenikając przez liście na całe drzewko czy tylko na te miejsca kontaktowe)


    ---

    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • pomolog 10.05.08, 11:05
    Pytania pomocnicze :) -
    jakie wykonałaś zabiegi, jakimi środkami, w jakiej fazie, w jaki
    sposób (chodzi mi o naniesienie cieczy na drzewo) i czy wycięłaś
    porażone części rośliny?
    Odpowiedz proszę (żeby tu kolezance minnie "nie zaśmiecać" chemią
    wątku :)) w temacie PORADY
    Pozdrawiam
  • obrobka_skrawaniem 11.05.08, 11:44
    jokaer napisała:

    > nie opryskam jej w 100 % - czy ten oprysk działa przenikając przez
    liście na c
    > ałe drzewko czy tylko na te miejsca kontaktowe)

    A przyszlo Ci do glowy, zeby przeczytac to, co jest napisane na
    opakowaniu? Producent pisze, czy dzialanie jest kontaktowe czy
    systemowe.
  • minniemouse 10.05.08, 22:51
    "" I te porażone
    owoce znajdą tam swoich amatorów - u nas trafiłyby od razu na
    kompost, bo klient kupuje tylko owoce swieże, zdrowe, bez plamek
    itd. Czyli słowem kluczowym jest JAKOŚĆ. A ponieważ polski sadownik
    jest zmuszony konkurować na rynku i walczyć o swoją pozycję -
    całkowite wykluczenie chemizacji bedzie się równało bankructwu. ""

    wiec widocznie nalezy zmienic sposob myslenia spoeczenstwa?
    nie moge nie pamietac czasow komuny kiedy brakowalo wszystkiego
    takze chemicznych srodkow do pryskania a jakos plony byly.
    nie zawsze superowe, to prawda ale byly.

    Minnie
  • mirzan 10.05.08, 23:02

    > nie moge nie pamietac czasow komuny kiedy brakowalo wszystkiego
    > takze chemicznych srodkow do pryskania a jakos plony byly.

    Środków ochrony było pod dostatkiem, bez kolejek, a ceny były
    rozsądne.Czasy możesz pamiętać, ale ciemnoty nie musisz wciskać.
  • pomolog 10.05.08, 23:24
    mirzan napisał:

    > Środków ochrony było pod dostatkiem, bez kolejek, a ceny były
    > rozsądne.Czasy możesz pamiętać, ale ciemnoty nie musisz wciskać.

    Dokładnie, mirzan ma rację :) Odpisał dość konkretnie, ale to
    prawda... czego jak czego ale srodki do produkcji były
    (proporcjonalnie do dzisiejszych czasów) o wiele, wiele tańsze
    Pozdrawiam
  • jokaer 11.05.08, 07:48
    potwierdzam wypowiedź mirzana i pomologa , było wszystko , ceny zupełnie inne, normalne;

    a co do kupowania owoców czy warzyw ; jesli bedziesz miała dwa produkty do wyboru, w jakies dziwne plamy morele, a obok ładne czyste, jakie wybierzesz?,
    ja bez względu na swoją wiedzę wybiorą te zdrowe; jakoś nie mogę się przekonać , że jedząc zagrzybione morele, raczę się czymś zdrowym;

    juz w latach siedemdziesiątych prof.Aleksandrowicz mówił , ze nie powinno sie spozywać ziemniaków porażonych patogenami

    ---

    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • mirzan 11.05.08, 08:28

    > juz w latach siedemdziesiątych prof.Aleksandrowicz mówił , ze nie
    powinno sie s
    > pozywać ziemniaków porażonych patogenami

    Żadnych owoców ze śladami chorób grzybowych nie powinno się jeść,
    Nawet okrojone owoce mają wewnątrz tkankę grzyba, która nie wiadomo
    co i kiedy narobi w organizmie człowieka.
    Może inne osoby czytają inną literaturę i zgniłe uważaja za zdrowe.
    Zdrowe inaczej.
  • deerzet 11.05.08, 10:13
    Było cudownie wtedy. Każdy mógł sobie kupić dowolny preparat
    chemiczny, nawet ten o najwyższej klasie szkodliwości...

    Dopiero w l. 90. XX wieku na szczęście ograniczono możliwość zakupu
    takiego preparatu.

    W tamtym cudownym okresie narodziła się idea "Opryskuję [vel
    pryskam] - bo to nie dla mnie, na sprzedaż..."


    {Pomologu} - producenci polscy dopiero uczą się, jak sprzedać
    swe "zielone" produkty w świat [te bez plamek "grzybozowych"]
    produkując je bez chemii.
    Nawet certyfikaty na to się wydaje.

    Bez czarów, chemizatorzy...
  • jokaer 11.05.08, 10:28
    deerzecie- chyba jestes bardzo naiwny myśląc , ze teraz nie pryskaja bo to na
    sprzedaż, ja osobiście wolę kupić w sklepie od dużego producenta, bo wiem , ze
    tak jak mówi pomolog, jest ten producent świadomy tego co robi i jak robi , a
    nie kupię od baby na targu, bo na dokładke nie wiem gdzie to rosnie ;
    wczoraj rozmawiałam ze swoją sąsiadą , która mi się żaliła nazeżarte rzodkiewki,
    bo nie pryskała, to ja sie pytam , to i rzodkiewki trzeba pryskać, a ona mi na
    to : teraz to prawie wszusytko trzeba pryskać , jęsli chce sie to uprawiać,
    owszem rzodkiewka pod folią tak, ale na grządce zeżarta

    taki producent robi tak jak mówi pomolog, wie, ze jesli chce zarobić stosuje
    srodki ochrony roslin , ale robi to w sposób właściwy a nie amatorski, tak jak
    niestety spora część działkowców, którzy na byle mniszka wyciagaja chemiczny napalm;

    wczoraj ta moja sąsiadka w uprawie malin ( fakt , ze nie bardzo dużej, bo 28
    arów) RĘCZNIE
  • jokaer 11.05.08, 10:43
    wczoraj ta moja sąsiadka w uprawie malin ( fakt , ze nie bardzo dużej, bo 28
    arów) RĘCZNIE gracowała motyczką mniszki i inne chwsty w malinach, bo tez dobrze
    wie, ze aby zarobek był sensowny , nie będzie na byle bzdety wydawać forsę, zeby
    nie powiększać sobie kosztów produkcji;

    tak więc przestańmy demonizować, tylko kierujmy sie zdrowym rozsądkiem;
    na ogół staram się w delikatny sposób przedstawiać swoje racje,
    ale teraz powiem wprost : nikt mi nie wmówi, że zagrzybiały owoc czy warzywo
    jest lepsze od tego niezagrzybiałego;
    oczywiście, że najlepiej, kiedy owoce są zdrowe bez używania środków
    jakichkolwiek, bo nawet srodki ochrony te tzw. ekologiczne to też CHEMIA, tylko
    , że organiczna;

    poczytaj deerzecie chocby o nikotynie, ile zawiera silnie szkodliwych związków,
    albo taki złocień dalmatyński, który można uzywać na insekty, jest silnie
    trujący dla ludzi i zwierząt;

    a jak się nie chce jeść jakichikolwiek pryskanych produktów, to albo samemu
    uprawiać ( i potem pytać głupio na forum , co zrobić z tym cho...mniszkiem) albo
    do lasu na jagody


    ---
    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • deerzet 11.05.08, 11:06
    Pisałem, że filozofia "To nie dla nas - to na sprzedaż" ZACZĘŁA się
    w epoce minionej.

    Nie rozumiem ludzi, co nie chca w Polsce dopuścić do produkcji
    takich prostych testerów papierkowych do szybkiego [NA TARGOWISKU,
    w sklepie] sprawdzenia poziomu azotanów i azotynów w owocu,
    warzywie.
    Lobby producenckie w sejmie Rzplitej działało sprawnie...

    Chcesz chemizować się? - dopłacisz, konsumencie, w przyszłości do
    swego zdrowia.
    Warto DZIŚ dopłacić do produktu z eko-farm z atestem, do droższej
    żywności.

    A nowalijek wczesnowiosennych nigdy nie kupuję - wiem co w nich jest.

    Proszę przekazać, {Jokaero} tej sąsiadce, że można wyprodukować
    rzodkiewkę BEZ chemii - wczesny siew, rotacja, płodozmian,
    sąsiedztwo cebulowych - niech sobie poczyta...

    Jem swą, {Jokaero}, rzodkiewkę bez chemii od lat.
    Smacznego.

    Wiem wiem - krzemionką organiczną ze skrzypu polnego też można
    osiągnąć sukcesy opryskowe - tylko po spacyfikowaniu jego zasobów
    zaginąłby. Jego duża plantacyjna produkcja dla zastąpienia silnych
    innych fungicydów czy insektycydów i antropocydów :) pociągnęłaby za
    sobą, zapewne, następną chemię...
    Kółko by się zamknęło...
  • pomolog 11.05.08, 13:11
    Witam,
    dyskusja w temacie dzisiejszego ranka rozkręciła się niesamowicie :)
    ja wcisnę się w jej środek - dezzercie - masz rację ogólnie rzecz
    ujmując, ALE: (i to właśnie ALE na przykładzie Twojej wypowiedzi
    pozwolisz, rozwinę)...

    deerzet napisał:

    > Pisałem, że filozofia "To nie dla nas - to na sprzedaż" ZACZĘŁA
    się
    > w epoce minionej.

    Tak, oczywiście to bolesna prawda - i nadal obowiązuje o czym
    dalej...

    deerzet napisał:
    > Chcesz chemizować się? - dopłacisz, konsumencie, w przyszłości do
    > swego zdrowia.
    > Warto DZIŚ dopłacić do produktu z eko-farm z atestem, do droższej
    > żywności.

    Nie jestem pewnien czy do końca orientujesz się w temacie...
    produkcja eko - jak najbardziej - tylko trzeba do tego stworzyć
    odpowiednie warunki. To co piszesz ma się nijak do realiów
    (niestety)... te owoce powinny być droższe - tylko niestety nie są.
    Producenci, którzy próbują iść "tym torem" mają co rusz rrzucane
    kłody pod nogi. Popatrz na sprzedaż owoców eko... cena jest taka
    sama, a jakość realnie gorsza. Pomijam tu specjalistyczne sklepy ze
    zdrową żywnością - bo to w zasadzie zarówno margines sprzedaży jak i
    klientów... Targowiska, bazary, sklepy "warzywniaki" - to tu odbywa
    się zbyt. Klient kupuje "oczami" a nie tabliczką "z produkcji
    ekologicznej". Piszesz o certyfikatach - rzeczywistość jest taka, że
    na razie producent może sobie taki certyfikat wsadzić do... gablotki
    i pokazywać - wcale mu to nie ułatwia sprzedaży i zbytu - wręcz
    przeciwnie. O eksporcie owoców już w ogóle nie mówię.
    Na razie sadowników trzeba oduczyć innych rzeczy - bo i ze
    stosowaniem środków i chemii jest bardzo źle. Zajrzyj na forum
    sadownicze a zobaczysz szarą rzeczywistość. Stosowanie
    niedozwolonych preparatów, zamienników "zbożowych", przekraczanie
    dopuszczalnych dawek itd. itd. Dlatego i ja jestem za ścisłą
    kontrolą finalnego produktu. A potem dopiero możemy mówić o
    produkcji integrowanej czy ekologicznej. Jak już tu wielokrotnie
    podkreślano - środki chemiczne trzeba stosować "z głową", opierając
    się na wiadomościach i wiedzy w zakresie chorób, szkodników oraz
    nowinkach technicznych (sygnalizatory, pułapki feromonowe itd.).
    Wtedy bedzie bezpiecznie zarówno dla srodowiska naturalnego jak i
    nas wszystkich.
    Pozdrawiam serdecznie
  • deerzet 11.05.08, 19:52
    Temat jak rzeka...

    Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże polską
    szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
    zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
    chemizowany" PO OSIĄGNIĘCIU wyżej opisanego przeze mnie certyfikatu.
    Pozostawienie decyzji co do tego JAK oraz KTO miałby o tym decydować
    to następny temat-rzeka...

    Polski klient na razie jest zdumiony DROŻENIEM żywności w Polsce -
    nie z winy galopady cen ropy a z przyczyny wstąpienia do Unii
    Europejskiej.
    Po tym szoku na razie wybiera właśnie produkt tani, ładnie
    chemicznie wygładzony. Mam nadzieję, że nie zepsuje się nam
    produkcja owoców i warzyw na wzór produkcji wędlin. Kiedyś mięsiwa
    polskie były sławne w świecie - dziś są tak samo smaczne - ale
    niestety nie są już zdrowe.
    Jak się wnerwię - zacznę z rodzinką ZNÓW produkować własne wędliny -
    tak jak już kilku sąsiadów wróciło do swej wędzarni w ogródku...

    A owoce i warzywa staramy się nadal SAMI produkować - nie
    dowierzając schemizowanym producentom...

    W jednej sprawie warto by się doczekać np. takiej sytuacji, jak u
    hodowców zwierząt rzeźnych:
    Jeśli można ODEBRAĆ zwierzęta hodowlane hodowcy, co je głodzi i
    zaniedbuje [świeża sprawa z krowami; z końmi zimą - sprzed kilku
    lat], to może warto rozważyc ZAKAZ produkcji z przeznaczeniem do
    handlu warzyw i owoców z upraw PRZECHEMIZOWANYCH [w ogóle
    chemizowanych?] - tak się robi przecież z np. mlekiem nie
    trzymającym norm bakterii w ml czy w podobnych.

    Chcieć to móc, {Pomologu} - SEJM polski musiałby pewne sprawy
    przepracować, rząd wdrożyć - NA SIŁĘ czasem - jak z tym mlekiem czy
    cukrem w Polsce i w Unii.
    Na razie sami naukowcy, w zależności przez jakie lobby są wynajęci,
    nie mogą dojść do porozumienia CZY chemizacja nam szkodzi, JAK DUŻA
    chemizacja nam szkodzi, KTÓRA chemizacja jest w ogóle potrzebna...
    Po zielonej rewolucji w Indiach ongi mało kto jest tak odważny do
    pominięcia chemii w roślinnej produkcji. Temat mutacji i organizmów
    genetycznie zmienionych pominę miłościwie i wątkuoszczędnościowo...

    Kilka lat temu miałem korsarską myśl o wycięciu sąsiadom czereśni -
    ŹRÓDLE nasionnicy trześniówki na pół miasta. Śniłem o samowolnym
    ZWALCZENIU opryskiem na nich tej trześniówki.
    Dopiero wtedy zwalczanie tego szkodnika na moich czereśniach miałoby
    sens. Zwalczać ją [dwadzieścia lat z sukcesem] starałem się lepami,
    przekopywaniem gleby na zięblę, szybkim zbiorem owców i ich
    kompotowaniem, moczeniem owoców zbieranych do "świeżej" konsumpcji.
    Było wiele sposobów. Po kilkunastu latach zaniedbań działań swe
    przydomowe czereśnie sąsiedzi WYCIĘLI wreszcie, zniechęceni ich
    zarobaczywieniem...
    Teraz ja wykonam mocną chemię, a potem wrócę do nie-chemicznych
    sposobów j.wyżej spisanych.

    Ma rację {Pomolog}: uprawy roślinne nie można odseparować od wpływu
    środowiska. Nawet od wpływu zaniedbań sąsiedzkich antyproducentów
    ogrodowych/ogródkowych.

    Też pozdrawiam.
    d.

  • mirzan 11.05.08, 20:21

    > Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże
    polską
    > szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
    > zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
    > chemizowany"

    Chyba wtedy, jak Sejm sam zacznie produkować i sprzedawać.Czy
    myslisz,że sadownicy sami swoje jabłka zjadali, ci z Peerelu?Sprzedaż
    za granicę to dość stary wynalazek.
  • deerzet 11.05.08, 21:16
    Spokojnie, {Mirzanie}.
    Piszę przecież nie o zjadaniu, a o zdobywaniu np. uprawnień do
    eksportu POD ZNAKIEM tej potencjalnej etykiety.

    O tym kto te wymogi eksportu nieschemizowanych produktów by ustalał,
    o ich poziomie et cerata, et cerata...

    Przesyłam wyrazy.
    Troski;))
    Troski o los producentów.
    D.
  • pomolog 11.05.08, 22:11
    deerzet napisał:

    > Temat jak rzeka...
    >
    > Może dożyjemy, {Pomologu}, czasów, że Sejm w Polsce dostrzeże
    polską
    > szansę eksportową i wprowadzi WARUNEK, wymóg eksportu produktu
    > zaetykietowanego np.: "Polska zielenina i owoc - produkt nie-
    > chemizowany" PO OSIĄGNIĘCIU wyżej opisanego przeze mnie
    certyfikatu.
    > Pozostawienie decyzji co do tego JAK oraz KTO miałby o tym
    decydować
    > to następny temat-rzeka...
    > Chcieć to móc, {Pomologu} - SEJM polski musiałby pewne sprawy
    > przepracować, rząd wdrożyć - NA SIŁĘ czasem - jak z tym mlekiem
    czy
    > cukrem w Polsce i w Unii.

    Tak to z pewnością temat-rzeka... można oczywiście szybko wprowadzać
    zakazy, nakazy,zmieniać przepisy - to nie takie skomplikowane...
    rzecz jednak w tym, żeby miało to "ręce i nogi"... na razie
    porównałbym to bardziej do dziurawej drogi, którą zamiast
    wyremontować - zamyka się na wiek wieków i po kłopocie (myślę że
    porównanie będzie zrozumiałe dla wszystkich)
    Pozdrawiam serdecznie
  • mirzan 11.05.08, 23:39
    My tu możemy kombinować ile chcemy, a rzeczywistość ma swoje realia.
    Pod Legnicą są kilkuset hektarowe plantacje sałaty dla Mac Donalda.
    Właściciele przyjeżdżają na kontrolę ze Szwajcarii i Włoch, na
    kontrolę, czy nie zużyto za mało środków ochrony.Jest norma, wiadomo
    ile trzeba wypryskać i w magazynach nie może być żadnej nadwyżki.
  • minniemouse 12.05.08, 23:29
    no niezupelnie tak Mirzan...

    to jest wlasnie dobry przyklad jak raz rozpoczecie uzywania srodkow
    chemicznych prowadzi do blednego kola z ktorego jest bardzo trudno
    wyjsc.

    taki Mcdonald poniesie nie tylko finansowe bilionowe straty jesli
    nie bedzie pryskal salaty. kasa to jeszcze nie wszystko.

    to wiaze sie takze na przyklad z zapewnieniem zatrudnienia dla
    milionow ludzi, jesli bowiem na skutek naglego zaprzestania
    pryskania salata zmarnieje i jej produkcja spadnie i podrozeje to
    zwolnione zostanie kilka milionow pracownikow (globalnie) od
    ogrodnika poczawszy na sprzataczce skonczywszy.
    a pomiedzy wszystko - podrozeje bulka, keczup, koka kola itd. pewnie
    i ktos w tym lancuszku takze zbankrutuje.

    ktos bowiem musi poniesc koszty drozszych a zdrowszych srodkow
    ochrony i pielegnacji salaty.
    jak to wszystko rozwiazac bez podnoszenia cen i przy utrzymaniu
    biezacych dochodw? Mcdonald dowiem nie jest i nie ma byc instytucja
    charytatywna a przede wszystkim businessem.

    moze w PL jeszcze sie tego nie odczuwa, ale w USA i Kanadzie ludzie
    coraz bardziej chca zdrowej organicznej zywnosci - i tym kladzie
    sie coraz wiekszy nacisk na "koncerny" i to widac. Mcdonald na
    przyklad wlaczyl w swoje menu salaty i hamburgera z miesa krow rasy
    Angus (niby lepszej jakosci mieso).

    coraz wiecej ludzi dokladnie czyta informacje o wartosci
    zywnosciowej na opakowanich, coraz wiecej woli wydac wiecej a kupic
    zywnosc opatrzona napisem "organiczne", coraz wiecej stara sie
    jesc "zdrowo", po prostu.
    konkurencja to dobrze widzi.

    koncerny wiec mysla, oj mysla co zrobic ale jak widac na powyzszym
    przykladzie kazda zmiana nawet zastapienie srodkow chemicznych
    jakimis ekologicznymi do przykladowej salaty wiaze sie z kosztami, i
    ktos musi za to zaplacic - a kto jak nie konsumer,

    z kolei koncern Mcdonalda dobrze wie ze nie moze przekroczyc pewnego
    limitu cenowego bo oni zarabiaja na tym ze sprzedaja tanio.
    Mcdonald ma byc praktyczny i TANI, dostepny przede wszystkim dla
    najbardziej powszechnej warstwy ludnosci - sredniej.

    w zwiazku z czym jesli zachodza jakiekolwiek zmiany zachodza one
    powoli, zbyt powoli, niestety.
    tak ze niezuplenie chodzi tu "o wypryskanie aby nie bylo nadwyzki".

    i oto dlaczego najlepiej nie zaczynac z chemia a starac sie zyc w
    zgodzie z przyroda :)
    bo to jak palenie - zaczac latwo, rzucic trudno a samemu palac
    jeszcze sie truje innych - niewinnych.


    Minnie



  • mirzan 13.05.08, 06:23
    minniemouse napisała:

    > no niezupelnie tak Mirzan...

    Mówiłem o firmie produkującej sałatę dla Mac Donalda.Sałata nie
    padnie,ale chodzi o to, co będzie jak klient znajdzie mszycę na
    liściu.
    A zatrudnionych przy niej jest kilkanaście osób.Jest norma zużycia
    środków ochrony i trzeba jej przaestrzegać.I to cała filozofia.
  • minniemouse 13.05.08, 08:15
    """Mówiłem o firmie produkującej sałatę dla Mac Donalda.""

    a jakie to ma znaczenie czy salate produkuje osobna firma czy sam
    Mcdonald- reperkusje odbija sie szerokim echem wszedzie - jak
    kamyczkowa fala w wodzie.
    no wlasnie .... co teraz- ile to bedzie zachodu i problemow aby
    klient nie znalazl mszycy w listku... zaczelo sie od pryskania.
    i jak teraz wrocic do natury?

    (ps - mszyce mozna zawsze zmyc..)


    Minnie



  • mirzan 13.05.08, 06:28

    > jak to wszystko rozwiazac bez podnoszenia cen i przy utrzymaniu
    > biezacych dochodw?

    Bardzo prosto. Likwiduje się plantacje na Węgrzech i przenosi do
    Polski.Przestaje być opłacalne u nas, szuka się już terenów na
    Ukrainie.
  • minniemouse 13.05.08, 08:17
    ""Bardzo prosto. Likwiduje się plantacje na Węgrzech i przenosi do
    Polski.Przestaje być opłacalne u nas, szuka się już terenów na
    Ukrainie.""

    no dobrze, zalozmy ze przenosimy - i co dalej - w dalszym ciagu
    produkcja niepryskanej salaty niesie ze soba pewne koszta i problemy
    ktore trzeba rozwiazac, i za ktore ktos musi zaplacic...

    Minnie
  • mirzan 13.05.08, 06:33

    > coraz wiecej ludzi dokladnie czyta informacje o wartosci
    > zywnosciowej na opakowanich, coraz wiecej woli wydac wiecej a
    kupic
    > zywnosc opatrzona napisem "organiczne", coraz wiecej stara sie
    > jesc "zdrowo", po prostu.

    Z księżyca jesteś?Jedna trzecia dzieci idzie do szkoły bez sniadania,
    bo starzy nie mają forsy na bułkę.
    W życiu nie widziałem żadnej żywności organicznej, mieszkam w
    mieście ok.80tys.Unas kupuje się dalatego że tanie, a nie dlatego
    ze zdrowe.
  • minniemouse 13.05.08, 08:21
    no widzisz - a tutaj jest odwrotnie - koszta produkcji zywnosci
    organicznej sa drozsze. wymagaja wiekszego nakladu pracy. bowiem
    wiecej i latwiej wyprodukuje sie salaty pryskanej niz organicznej.
    ale szuka sie rozwiazan.

    Minnie

  • mirzan 13.05.08, 13:00
    Trzeba się nauczyć żyć z tym co dostępne i nie zawracać głowy.
    A organizmy nieprzystosowane staną się pokarmem szybciej niż
    przystosowane.I nie lamentować na złem tego świata bo pożytku z tego
    nie ma.
  • obrobka_skrawaniem 12.05.08, 19:48
    deerzet napisał:
    > Polski klient na razie jest zdumiony DROŻENIEM żywności w Polsce -
    > nie z winy galopady cen ropy a z przyczyny wstąpienia do Unii
    > Europejskiej.

    Zywnosc zdrozala na calym swiecie, a przeciez caly swiat nie wstapil
    do UE.

    > pominięcia chemii w roślinnej produkcji. Temat mutacji i
    organizmów
    > genetycznie zmienionych pominę miłościwie i wątkuoszczędnościowo.

    A co masz przeciwko mutacjom? (mozesz to pytanie milosciwie pominac)
  • deerzet 12.05.08, 22:14
    Nie pisałem o ostatnich podwyżkach, {Zeskrawana}.

    Nie mam ochoty wciągać się w dyskurs o OGM-ach.
    Na forum nauka był takowy.
    Zniechęcił mnie do rozmów na ten temat.

    * * *
    Diakrytyki, o {Zeskrawana}, to niezła rzecz w polszczyźnie.
  • obrobka_skrawaniem 13.05.08, 13:36
    Acha, mutant=OGM, dobrze wiedziec.
  • deerzet 13.05.08, 19:42
    Dobrze wiedzieć, że inni wiedzą lepiej, co dla mnie lepsze.
  • obrobka_skrawaniem 13.05.08, 20:40
    Nie umiesz trzymac sie tematu? Nie dziwie sie, ze na forum Nauka nie
    chciano z Toba dyskutowac.
  • jokaer 10.05.08, 10:20
    oj to szkoda, bo nigdzie niestety nie moge znależć tej roslinki;
    a tak w ogóle takie problemy Ci stwarzała ?, jak ją w ogóle wyhodowałeś z
    nasionka czy z sadzonki ?

    ---
    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • mirzan 10.05.08, 12:13
    Kupiłem kiedyś sadzonkę i rosła beza żadnych problemów. Porobiłem
    latem sadzonki, ukorzeniały sie bardzo długo. A po zimie żadna nie
    chce rosnąć, pomimo, że przesadzałem żywe.Ze względu na niechęć do
    współpracy,poszła na zesłanie.
  • jokaer 11.05.08, 12:40
    to jest przedruk dla ciekawych w przypadku ochrony upraw winorośli przed mączniakiem:

    Środki kontaktowe takie jak siarka, czy dinocap (Karathan) spowalniają kiełkowanie sporów i osłabiają zdolność grzybni do wykształcania wypustek wnikających w głąb komórek epidermy, a tym samym odżywiania się. Ich okres działania nie przekracza 10 dni. Siarkę stosuje się jako proszek, bądź w postaci zawiesiny. Nie powinno się stosować, zwłaszcza tej drugiej postaci podczas upałów – istnieje duże ryzyko oparzeń roślin.

    Środki systemowe z grupy inhibitorów biosyntezy steroli (IBS) działają przez 15 dni. Blokują one syntezę steroli niezbędnych do budowy błon komórkowych i tym samym spowalniają rozrost grzybni. Nie należy stosować ich częściej niż 3 razy w roku by uniknąć wykształcenia się odporności. Stosowane są pojedynczo lub w mieszankach. Często zalecane jest stosowanie dwóch IBS przed i w czasie kwitnienia, nie powinno się ich używać po zawiązaniu owoców.Związki tej grupy to: Triadimenol, Penkonazol, Difenokonazol i Fenbukonazol.

    Następną grupą systemowych środków przeciwgrzybiczych stosowanych przeciw mączniakowi są strobiluryny. Jest to nowa stosunkowo grupa związków, które stosuje się jako uzupełniające działanie IBS. Przykładami są azoksystrobina czy kresoxymetyl. Zaleca się nieprzekraczanie 3 oprysków rocznie w celu zapobieżenia odporności.

    Najnowsza rodzina środków stosowanych przeciw mączniakowi to fenoksychinoleiny, pierwszym produktem , jaki pojawił się na rynku był quinoxyfen. Stosowanie jak w przypadku strobiluryn.

    Biologiczne środki ochrony roślin:

    Stosowanie preparatów siarkowych i mieszanki bordoskiej dozwolone jest w uprawach ekologicznych(bio) i biodynamicznych.W Stanach Zjednoczonych stosuje się grzyby Ampellomyces quisqualis, pasożytujące na mączniaku i niszczące go. Oprysk powinien być powtarzany co najmniej dwukrotnie w odstępach 7-14 dniowych.

    Dobre rezultaty daje oparty na wyciągu z pestek grapefruita Biosept 33 SL. Można stosować go zamiennie z innymi środkami grzybobójczymi.

    Napary ze skrzypu stosowane są głównie jako środek zapobiegawczy, ze względu na bardzo dużą zawartość krzemu działają wysuszająco i hamują chorobę we wczesnych stadiach. Środek ten działa też wzmacniająco na rośliny. Opryski kierowane są raczej na glebę niż na liście. (niebezpieczne zwłaszcza dla młodych, wrażliwych) Dość ryzykowne jest stosowanie go podczas suszy i upałów – zwiększa wrażliwość roślin na niedobór wody- w takich wypadkach zalecane jest stosowanie go w połączeniu z pokrzywą, albo zmikronizowaną glinką.

    Stosowanie “bordoskiej mieszanki” ( roztwór siarczanu miedzi i gaszonego wapna) po zbiorach winogron drastycznie zmniejsza ilość przetrwalników (o 90%).

    Opracowano przy pomocy:

    >Les Maladies et les parasites de la vigne,Pierre Galet

    La protection du vignoble, classeur de l'ITV, Novembre 1996.

    Le guide du savoir faire en viticulture, Pierre Torrès

    Le vin du ciel à la terre , Nicolas Joly


    ---
    dagmargallery.republika.pl/
    www.ogrodziolowy.republika.pl/
  • yola1976 13.05.08, 19:54
    w tamtym roku po raz pierwszy moje trzy krzaki winogron zaczęły
    owocować. Niestety radość szybko się skończyła - winogrona dopadł
    chyba mączniak właśnie. Jednego z krzaków nic nie ruszyło obok niego
    rosła solidna kępa szczypiorku :)) Nie wiem czy to jego zasługa, bo
    odmiana ta sama co pozostałe, ale tej wiosny szczypiorek posadziłam
    profilaktycznie pod pozostałymi krzaczkami :)
  • piotrazona 14.05.08, 13:57
    a mączniaki cebulowe lubią lubią
  • anna.2007 14.05.08, 14:52
    Kilka dni nie zaglądałam na forum, teraz weszłam na chwilę aby się
    odstresować, a tu wojna chemiczno-ekologiczna. Zajrzę za jakiś czas
    zobaczyć kto wygra. Pozdrowienia.
  • jangeler 14.05.08, 23:23
    no i segregujmy smieci!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.