• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

Kiedy przycina sie (czy wogóle) drzewa liściaste? Dodaj do ulubionych

  • 20.05.08, 21:02
    Problem jak w temacie. Mam dwa nowe klony pospolite, jeden wcale nie
    wygląda na pospolity bo ma śliczne liscie z jasnymi obwódkmi. W
    każdym razie chciałabym aby były bardziej zwarte niz wysokie, na
    razie są dosc wiotkie i długgie (po ok. 3 m.). Te są posadzone
    tydzien temu, widac na nich nowo pojawiające sie liście. Inne drzewo
    to brzoza, jest nieduza, ma ze 2 metry i dosc nietypowa bo jakies
    pół metra nad ziemią rozwidla sie na trzy strony, jedna z tych
    gałęzi jest wyraźnie mocniejsza. Chciałabym aby ta brzoza nie
    wyciągneła sie za bardzo do góry a zachowała taki rozłożysty
    kształt. Czy mogę te drzewa podciąć od góry dla wzmocnienia dołu?
    Jezeli tak to teraz czy raczej jesienią?
    Edytor zaawansowany
    • 20.05.08, 22:08
      Moda francuska kontra angielski luz w ogrodnictwie?
      Sposobem jest też ogród japoński. Krępulce druciane na gałęzie?
      Bonzai :))) ?

      Szczepienie i podkładki skarlające - może tą drogą?

      KAŻDE drzewko można kształtować, najlepsza ku temu pora to czas
      zimowego spoczynku.
      Każda DROBNA ranka po przycięciu cienkiej gałązki sama się
      zasklepia, zarasta. ZALECA SIĘ tym większym rankom dodawać pasty ze
      środkiem grzybobójczym [TUŻ PO CIĘCIU!!].
      Cięcie skracające pędy - tuż za jakimś pąkiem.
      Cięcie odejmujące cały pęd - równo z powierzchnia kory - ważne u
      liściastych. Unikanie wycinania większych konarów - to trudnogojące
      się.


      Za czas jakiś korony tych podcinanych drzew i tak podskoczą w górę
      poza zasięg naszych usekatorzonych rąk i ODBIJĄ sobie czas ich
      deformowania! Chwycą wiatr w żagle liści i tyle ich gałęzie
      zobaczymy! W górę ku słońcu!

      Gatunki: pod niskimi, rozczapierzonymi koronami brzóz nic
      nadzwyczajnego dziać się na poziomie gruntu nie będzie [mają w
      większości dość ażurowe i przejrzyste korony].
      Z niskimi klonami będzie kłopot - to drzewa w większości PODSZYTOWE -
      pod nimi będzie ciemnica i ... mnóstwo siewek klonowych.
      • 21.05.08, 08:20
        deerzet napisał:

        > Moda francuska kontra angielski luz w ogrodnictwie?
        > Sposobem jest też ogród japoński. Krępulce druciane na gałęzie?
        > Bonzai :))) ?
        > > Szczepienie i podkładki skarlające - może tą drogą?

        Przeceniasz moje umiejętności, do tak zaawansowanych i
        wyrafinowanych technik i stylów jeszcze daleko mi. Przyczyna pytania
        jest zdecydowanie bardziej przyziemna - chęć niedenerwowania sąsiada
        padającym na jego działkę cieniem moich klonów. A moze jeszcze
        uspokojenia jego ew. lęków przed powaleniem się ich na jego dom przy
        jakiejs wiekszej zawierusze jak wyrosną do 20 metrów. Ale czy motywy
        pytającego mają jakies znaczenie?
        Dziękuję za konkretnie informacje o przycinaniu.
        • 21.05.08, 09:36
          Sąsiad to się dopiero wtedy naprawdę zdenerwuje, jak przestanie
          nadążać z wyrywaniem siewek klonów.
          • 21.05.08, 10:08
            To aż tak? :( A czy one, te młode są połączone z drzewem głównym
            jakimś podziemnym systemem korzeniowym? Krótko mówiąc - łatwo je
            wyrwać?
            • 21.05.08, 10:39
              Niemożliwe, {Idylla} nie może być przecież taka zielona w temacie
              rozmnażania się klonów...
              Jeśli jednak to nie klony i brzozy, a błotny cypryśnik - to
              {Horpyna}, zdaje się posiadaczka takowego, świetnie {Idylli} doradzi
              o odrostach pneumatoforowych z korzeni. Może to one, a nie
              siewki ;)))

              Sąsiad {Idyllowy} idyllicznie marzy, że sąsiedzi nie będą mu za
              płotem hodować giga-drzew? Skąd ja znam tę tematykę... Właśnie
              zerkam na OD POŁUDNIA za płotem, u sąsiada, rosnący iglak o 4 metry
              ten parkan przewyższający.
              Dobre choć, że to odmiana kolumnowa - bo gdyby nie daj bóg klon, to
              byśwa na noże chyba poszli... Albo na topory - na udeptanej ziemi,
              do cna=kna [kień=pień] się wycinając...

              Pozdrawiam {Idyllę} i innych miłośników sadzenia pełnowymiarowych
              drzew na mini-działkach przydomowych.
              D.
              • 21.05.08, 20:05
                Drzewa pełnowymiarowe nie powinny być przycinane. Tracą swój
                charakterystyczny pokrój, wyglądają żle zwłaszcza w stanie
                bezlistnym. Tylko czekają aby uciec od stanu formowanego do
                naturalnego. Niestety ja przycinam brzozy i modrzewie okalające mój
                dom. Robię to ze strachu, że te silne, kiedyś niespotykane tak
                często wiatry połamią drzewa i ucierpi dom. Sama się ze sobą
                niezgadzam można powiedzieć.
                • 21.05.08, 23:58
                  Nareszcie mam wytłumaczenie częstego widoku kostropatych,
                  kandelabrowych kształtem, przydomowych modrzewi.
                  Te piękne, majestatyczne drzewa - tak często ogławiane są, jeśli
                  rosną blisko budynków domów jednorodzinnych...

                  A są to gatunki o tak ażurowych koronach, "przejrzystych" dla
                  wiatru, nawet huraganowego. W swych polskich pralokalizacjach [Góra
                  Chełmowa choćby] mają na napór wiatru typowe szablaste pokroje [choć
                  specjaliści badacze - w tym mój wiekowy sąsiad - nie znaleźli
                  korelacji szablastości Larix e. ssp. polonica z wiatrem, co uczciwie
                  dodam; to chyba skłonność genetyczna].

                  A ich konary są do późnego dość wieku tak wiotkie i niegrube, że nie
                  ma tam czego wiatr odrywać [dendrometryczna liczba kształtu pnia
                  prawie równa się l. ksz. całego drzewa].
                  Pień świetnie kotwiczy się w glebie - to górski właściwie w Polsce
                  gatunek dolnoreglowy.

                  W pigułce zamknę prośbę lariksową: "Nie przycinajcie mi głowy,
                  przyrzekam, że wiatr żaden mnie nie złamie!!!"...

                  Brzozy - płaczki i łamanie na wietrze?!
                  Toż one mają leciutką, wiotką koronę!
                  Ich co wiekowsze egzemplarze łamie wiatr tylko z przyczyny
                  PRÓCHNIENIA pnia!
                  Powyżej 50. roku jej życia to już seniorka i z powodu wysokiego
                  ryzyka zahubienia drewna powinno się je przy domach wcześniej wyciąć.
                  Staruszka - 200-letniego modrzewia - też...


                  • 22.05.08, 10:38
                    deerzecie- zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, nie mogę pojęć tego
                    straszliwego oszpecania pięknych modrzewi, aczkolwiek zdarza sie spotkać
                    zostawione w spokoju i można je wtedy podziwiać


                    ---
                    dagmargallery.republika.pl/
                    www.ogrodziolowy.republika.pl/
            • 22.05.08, 11:01
              SIEWKA to jest to, co wyrosło z nasienia. Nie jest więc połączona
              korzeniem z rośliną mateczną, tak jak ODROST.
              Siewki klonu wyrywa się dość łatwo, jak są malutkie. Ale między
              średnimi i wysokimi bylinami rabatowymi łatwo takowe przegapić,
              czasem widać je dopiero wtedy, jak mają ponad pół metra. No i jeżeli
              dodatkowo jest gliniasta ziemia, to znam przyjemniejsze zajęcia, niż
              takie wyrywanie. A jak jeszcze będzie wrośnięta w bryłę korzeniową
              ukochanej rośliny sąsiada...
    • 22.05.08, 10:13
      Klon pospolity z jasnymi obwódkami to zapewne klon Drummonda -
      odmiana rosnąca znacznie słabiej niz sam gatunek. Inaczej mówiąc,
      nie musisz go przycinac, bo bardzo wielki i tak nie urosnie (do ok.
      10m po wielu latach). Chociaz na pewno nie zaszkodzi formowanie
      korony w pierwszych latach - bo skoro on jest taki wiotki, to pewno
      jest to bardzo młode drzewko. Korone formuje sie wczesną wiosną-
      późną zimą, po prostu przycinając pędy. Brzozy (zakłądam, ze to ta
      najzwyklejsza brzoza brodawkowata) ciąć nie warto, i tak urośnie a
      od cięcia tylko zbrzydnie. Możesz ewentualnie wyprowadzać ja na ten
      jeden grubszy pęd, choć to nie jest konieczne. W każdym razie teraz
      juz na takie cięcie za późno, musisz czekac do nastepnej wiosny.
      --
      Czy byłem wystarczająco uprzejmy, Asteriksie? [Obelix]
      • 25.05.08, 09:19
        Dziękuje Horpyna za definicje sewki, nawet tak myslałam :)).
        I bardzo dziękuje Kociakowi za konkretną informację. Ten Drumond
        właśnie jest taki cieniutki, przywiązałam go do dwóch podpórek ale
        obawiam się, że i w przyszłym roku będzie wciąz za wiotki.
        Bede jeszcze drążyć temat brzozy. Wokół niej są rozsypane białe
        kamienie, miało być ładnie gdy pośród nich będzie wyrastała brzoza o
        białej korze ale przy ziemi zaczęła wyrastać gęstwina dodatowych
        gałązek, a że brzoza jest "nisko zawieszona" to galązki te
        przesaniają cały pień. Czy można teraz poobcinać te galązki (to
        chyba nie grzech?:)) czy mozna jakos powstrzymac rosniecie ich w
        przyszłości, posmarowac jakims woskiem czy czyms omotac?
        Będzie larum, czy tym razem sie uda?:)))
        • 25.05.08, 16:51
          Po opisie {Idylli} sądząc brzózka owa była już wiele razy
          przycinana, jeśli tak odbija odrostami od korzeni [własne te
          odrosty, czy obcego gatunku?].
          Dobrze poprzednio poradzono - dać brzózce teraz trochę spokoju -
          niech się zróżnicuje jakiś mocniejszy pień - resztę by można ZIMĄ [z
          obowiązkowym zasmarowaniem ran] wyciąć.

          Proszę się, {Idyllo}, po latach spodziewać zahubienia pnia, jeśli to
          drzewo jest tak intensywnie kaleczone...
          Ma smaczne, słodkie dla grzybów, beztwardzielowe drewno - łatwo
          próchniejące na starość.
          A kaleczone - nawet wcześniej spróchnieje.
          Tnijmy drzewa z rozwagą.
          • 26.05.08, 09:12
            Kiedyś, napewno nauczę się wreszcie wstawiać zdjęcia i zobaczycie,
            zwłaszcza deerzet pnie brzóz połamane jednym podmuchem wiatru w 1/3,
            modrzewie, tak nachylane przez wiatry od małego, że ich korzenie od
            strony nawietrznej podnoszą murawę i drzewo wykrotuje się przy
            którymś silniejszym wichrze. Z szeregu czarnych sosen (7 letnie),
            dwie rosnące od strony zachodniej mają pnie nachylone 30 stopni,
            podpierają się dolnymi gałęziami a korzenie wychodzą z ziemi na
            świeże powietrze. Właściwie nie wiem co z nimi zrobić. Modrzewie
            mają i tak lepiej bo tracą igły na zimę i są bardziej przewiewne.
            Staram się tak drzewa przycinać aby wyglądały naturalnie i nie
            przypominały bocianich gniazd.
            • 26.05.08, 22:03
              {Anulo}! - ależ ja rozumiem twe rozterki i rotropność podziwiam.

              Na zdjęciach ewentualnych nie sposób będzie odkryć przyczyn tych
              deformacji i złamań.
              Stawiam, przy złamamiu, na złe przycinanie konarów, z pozostawianiem
              giga-ran niezasmarowanych. Albo - zasmarowanych za późno.
              Pokazywałem kiedyś dzieciarni w lesie, że wystarczy wiekową brzozę
              SZTURCHNĄĆ, zakołysać mocno, by się złamała w miejscu zaatakowanym
              przez hubę!
              Inne przyczyny - złe proporcje koron - np. zbyt wybiegnięte, za
              wiotkie jak na młodociany wiek. Lub - nagłe odsłonięcie takich
              drzew - z wycięciem sąsiadów - co daje wiatrowi pole do popisu.

              Zbadanie gleby, poziomu wód gruntowych może podpowiedzieć, że drzewa
              niektórych gatunków mogą się wtedy [wygodnictwo] płytko korzenić i
              nie wytrzymują mocnego powiewu wiatru. Podobnie - jeśli gleba jest
              płytka, podbudowana calcem skalnym.
              Pochylanie sie drzew jest czasem spowodowane ich szukaniem światła -
              odsuwaniem się od budynku, przy któym blisko posadzone były.


              Kiedy oglądam przypałacowe parki podworskie, z naturalnym
              drzewostanem - nie widzę tam chętnych drzew do naturalnego, na
              wietrze, łamania się i deformacji.
              Więc jednak można.

              Poza tym sąsiedztwo drzew przy budynku - ale zmiłujmy się - w
              odległości równej ich wysokości [w przyszłości] co najmniej - daje
              zmniejszenie zużycia opału zimą na ogrzanie takiego domu o jedną
              trzecią do jednej piątej.

              Wokół osady, na której mieszkam, posadziłem już z kilkanaście lip.
              W odległości KILKUNASTU m od domu!
              Teraz ze zdumieniem patrzę na wspólokatora, co nam je swym opałem
              zasypuje bezmyślnie.
              Cóż - tam sąsiadów we wspólnocie się nie wybiera. A szkoda.
              Ale drzewa - wybiera się, Szanowna {Anno}.

              Zachwalam dęby. Buki. Lipy.
              Ostatecznie jakiś iglak.
              • 27.05.08, 07:58
                To prawda, że duże drzewa powinno się sadzić w odległości nie
                mniejszej niż ich wysokość.
                Jeśli przycinać to cienkie gałązki profilaktycznie i systematycznie
                a nie grube konary.
                Brzozy i modrzewie mają wielką zaletę, która jest też wadą w
                póżniejszych latach. Szybko rosną i z kawałka ziemi ornej można
                uzyskac szybko lasek. Moje brzozy i modrzewie mają po 6-8 metrów,
                lipy i buki sadzone w tym samym czasie 2-3 metry, w dodatku buki są
                niezadowolone, że w piachu rosną i dopiero w zeszłym roku "dostały
                kopa". Z czasem pewnie wytnę brzozy(przynajmniej częściowo) robiąc
                miejsce rozrastającym się lipom i modrzewie ustąpią miejsca czarnym
                sosnom.
                A wiatrów takich jak są teraz w sezonie letnim na Mazurach kiedyś
                nie było, przynajmniej ja nie pamiętam. Wiatrołomy w lasach też o
                czymś świadczą. Lasy koło Pisza są tego najgłośniejszym, lecz nie
                jedynym przykładem.
                • 27.05.08, 09:54
                  Czytam, czytam i dziwuję się, jak {Anna} na tym samym [?] siedlisku
                  glebowym może połączyć tak różne wymagania drzew...
                  Piach?

                  Z buka w takim siedlisku nigdy nie da się osiągnąć 10-metrowca,
                  zostanie w formie krzewu w warstwie podszytu.

                  Drzewom można bez problemu podkrzesywać ich dolne partie pni - to
                  tylko przyspieszenie naturalnego obumierania dolnej części korony.
                  Zwykła kosmetyka. Inna rzecz - czy te drzewa są zagęszczane modłą
                  leśną, czy w formie parkowej, daleko od siebie rosnące.

                  Wiatry i wiatrołomy to zwykła sprawa od stuleci. O dziwo, nasilenie
                  pojawu trąb powietrznych w Polsce to chyba też mit. Wiry powietrzne
                  przy burzach to normalka w Polsce wschodniej i południowej - tam
                  spotykające się fronty powietrzne bardzo, po azjatycku [żtp.] się
                  targają po szczękach. U nas - na zachodzie dziwnie rzadkie. Inna
                  kultura? Chłód i oziębłość? Pozaborowy pogermański ordnung?

                  Nie - u nas na Ziemi Lubuskiej jest większa lesistość. To sprzyja
                  unoszeniu się wiatrów wyżej, cyrkulacja ta zapobiega powstawaniu
                  opadów gradu itepe - nie chciałbym {A.2007} & comp. zanudzać.

                  Wiatrołomy w lasach świadczą o wielu rzeczach - ale nie o nasileniu
                  wiatrów.
                  To najczęściej błąd w sztuce hodowlanej, {Szanowna {Anno}. Wiem, co
                  mówię - z doświadczenia.
                  Błędy w składzie g-owym na przełomie XIX i XX wieku--> monokultury
                  --> choroby --> szkodniki --> awaryjne wycinki na kilometry wielkie.

                  Błędy w leśnych pielęgnacyjnych cięciach --> odsłanianie ściany
                  wewnętrznej lasu --> wybiegnięte wiotkie pnie drzew ...szuuuu/ bęc.


                  {Anna} wzorem pewnego wielkopolskiego generała z czasu zaborów wie
                  co robi.
                  Sadzi i się nie ogląda na zezwolenia na zmianę kategorii gruntu z
                  nieleśnego na leśny.
                  Tak trzymać!
                  Ostatnia rada - zagęścić nasadzenia w owym {annowym} "lasku", dać
                  naturze czas, by wyselekcjonowała co przeżyje i dopiero przegranych
                  w wyścigu ku słońcu wyciąć.
                  Albo pozwolić obalić się z wiatrem i spróchnieć.
                  I założyć tam Świątynię Dumania.
                  Plus dzieciniec dla równowagi - by smutne myśli o przemijaniu
                  marności świata tego powstrzymać dzieciarni wrzaskliwej ...
                  świergoleniem przeuroczym.

                  Alem się rozmarzył i rozgadał.
                  Pardon.
                  Życzę {Annie}, i nie tylko, zapału po 2007-kroć
                  Oby zaprzeczyło to schematowi "Mazowsze? Toż to laski, piaski i
                  karaski!"...
                  D.

                  • 28.05.08, 10:01
                    To nie tak niestety. Mój lasek zarumienił się z zażenowania, że z
                    jego powodu ktoś mógłby zmienić klasyfikację gruntu. Mały jest.
                    Buki po 6 latach stania w miejscu naprawdę ruszyły i mają porządne
                    0,5 m przyrosty, gałęzie zaczynają się po buczemu przewieszać.
                    Swoją lesistośc a właściwie jej gęstość zwiększam, właśnie
                    dosadziłam 40 dużych (perspektywicznie) drzew.
                    Wiatry hulają i będą hulać bo jezioro, bo pastwiska...
                    U nas Ordnung też jak najbardziej. Duch pruski, germański
                    najbardziej w Prusach Wschodnich czuł się dobrze, a w mojej gminie w
                    szczególności, nawet podobno to nie do końca przeszłość.
          • 26.05.08, 15:37
            Dziękuję Deerzecie. Brzózka była przycięta raz - w tamtym roku ale
            nie zabezpieczylam ran i to pewnie dlatego (jak rozumiem) gałązki
            odrosły. Odczekam do zimy.
            • 26.05.08, 21:37
              Zachwalam ochraniać rany po cięciu pastą fungicydową przeciw
              wnikaniu zarodnków grzybów - grożących w przyszłości tą hubą i
              łatwiejszym łamaniem pnia w miejscu zahubionym w wichrowe dni.

              Nie powstrzyma to brozy w wybijaniu pędów z oczek "zaspanych".
              To bardzo żywotny rodzaj drzew, odrostami się ratuje.
              Niestety - krótkowieczny.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.