- Nogi się ugięły, łzy kapały po policzkach. Justyna mówiła mówiła, że to był cud, iż w momencie gdy Marit Bjoergen uciekła na 5 sekund, Polka nie rzuciła się za nią w szaleńczą pogoń. Akurat w tym miejscu na trasie pojawił się trener Wieretielny. Powiedział jej, żeby biegła spokojnie odrabiała straty, krok za krokiem, odepchniecie kijka za odepchnięciem. Szaleńcza pościg mógłby sie skończyć katastrofą. A tak Justyna zaatakowała kilometr przed metą - opowiada korespondent sport.pl na igrzyska w Vancouver, Robert Błoński