Forum Sport Sport
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Walia - Polska 0:0 po 35 minutach

    • Gość: Gareth IP: *.range81-157.btcentralplus.com 24.10.04, 12:10
      13.10.04. Cardiff - Millennium Stadium, Eliminacje MŚ' 2006 : WALIA - POLSKA
      2:3

      Do stolicy Walii - Cardiff przybyło około 3000 polskich fanów, aby swym
      dopingiem pomóc Biało - Czerwonym w odniesieniu kolejnego zwyciętwa. Nasze Orły
      nie chcąc być dłużne odniosły wspaniały sukces pokonując rywala 3:2.
      Na pięknym obiekcie Millennium Stadium zaznaczyli swą obecność między innymi
      fani Gwardii Koszalin. Dwóch Gwardzistów z Londynu oraz jeden z Chicago.
      Większość polskich kibiców stanowili właśnie "emigranci" z Anglii oraz Szkocji,
      ale również z innych krajów i oczywiście z Polski.

      Dwóch kiboli KSG wyruszyło na mecz z londyńskiego dworca autokarowego -
      Victoria Coach Station. Tam, tuż przed wyjazdem można było spotkać masę ludzi
      przyodzianych w biało - czerwone barwy, oczekujących na autoakry. Spod dworca
      Victorii wyruszyło ich kilka ...
      Zanim zdążyliśmy wsiąść do jednego z autokarów na dworcu spotkaliśmy jeszcze 2
      kibiców Gwardii, którzy jak się okazało udawali się do ... pracy w Irlandii i
      pod Londynem. Zamieniliśmy kilka zdań i zaraz zajęliśmy miejsca w wozie.
      Naszym "rzutem" jechały dwa autoakry. W pierwszym byli m.in. fani Zagłębia
      Sosnowiec, KSZO Ostrowiec, Pogoni Szczecin, Widzewa Łódź, Stali Sanok...
      Natomiast w naszym jechała totalna mieszanka. Największą grupę stanowili kibice
      Zagłębia Lubin oraz Wisły Płock. Podróżowali także Wiślacy z Krakowa, byli też
      miedzy innymi fani z Gdańska, Puław... Większość oczywiście raczyła się
      alkoholem, a jkego spożyte ilości dały znać o sobie już na pierwszym postoju
      tuż za Londynem. Tam w ramach "promocji" kilka osób przywłaszczyło sobie ...
      bukiety kwiatów. Pojawiły się pierwsze kłopoty, kilku Polaków miedzy sobą
      pobiło się. Sytuacja na szczęście załagodziła się i pojechaliśmy dalej. Jednak
      mimo wszystko w autokarze napięcie rosło by wybuchnąć w efekcie w drodze
      powrotnej, ale o tym w dalszej części opisu.
      Do Cardiff przybyliśmy na godzinę przed meczem. Atmosfera na ulicach
      walijskiej stolicy była iście piknikowa. Tłumy Polaków zmieszały się z kibicami
      Walii i razem nadciągały w stronę Millennium Stadium. Walijczycy pozdrawiali
      Biało - Czerwonych i odwrotnie.
      Około 56.000 widzów było świadkami rozpoczęcia meczu i wcześniejszego
      odegrania hymnów państwowych. Podczas Mazurka Dąbrowskiego ok. 3000 Polaków w
      jednym sektorze na stojąco odśpiewało hymn narodowy odpalając kilka rac.
      Od rozpoczęcia spotkania do jego końca z sektora polskiego słyszalny był
      głośny doping oraz ... trąbki, na które jak dotychczas nie ma żadnej rady,
      niestety. W przerwie meczu udaliśmy się na drugi koniec sektora, gdzie wisiała
      flaga w barwach Polski z napisem CHICAGO. Wiedzieliśmy, że będzie tam jeszcze
      jeden kibic Gwardii z USA. Zanim zdążyliśmy się spotkać, w dolnej części
      sektora doszło do wymiany ciosów. Mało kto wiedział o co chodzi i kto z kim
      walczy. Po chwili interweniowała policja, kilku kibiców nie obejrzało już meczu
      do końca. Tuż przed rozpoczęciem II połowy w pewnym momencie do sektora
      zajmowanego między innymi przez nas wbiegła kilkuosobowa grupka kiboli i
      zaatakowała siedzących obok innych polskich fanów. I tu też pozostali niebardzo
      wiedzieli o co chodzi. Nastąpiła ponowna interwencja heddlu (tak w walijskim
      języku nazywa się ichnia policja) i w sektorze polskim pojawiły się
      tzw. "kaski". Do końca meczu już był spokój. Natomiast do kilku incydentów
      doszło tuż po zakończeniu spotkania, pod stadionem. Prawdopodobnie akcję
      zainicjowali kibice Śląska Wrocław, którzy chcieli wziąć odwet za wcześniejszy
      atak na nich na stadionie. Atalującym była podobno Polonia Bytom. Akcje
      polegały na wychwytywaniu poszczególnych osób i kopaniu. W incydenty wmieszani
      też byli kibole Zagłębia Sosnowiec. Kiedy w kierunku naszych autokarów jakaś
      grupka (prawdopodobnie Polonia Bytom) rzuciła butelki, sosonowiczanie zerwali
      się z miejsca i ruszyli w ich kierunku. Tamci zdołali jednak w porę uciec. Poza
      tymi wydarzeniami nic specjalnego się nie działo. Warte odnotowania jest na
      pewno to, że walijscy kibice mimo porażki ich reprezentacji pozdrawiali
      serdecznie odjeżdżających z Cardiff polskich kibiców. W wielu przypadkach
      wspólnie pili piwo, część kibiców wymianiła się pamiątkami...

      W innych zupełnie kolorach przebiegał powrót do Londynu niż droga na mecz. I
      nie chodzi tu bynajmniej o barwę nocy, a raczej o wydarzenia jakie rozegrały
      się w naszym autokarze. Mieszane towarzystwo w większości miało już dobrze w
      czubie i nie dużo trzeba było, aby doszło do awantury. Po kilkunastu minutach
      jazdy zaczęła się jatka, w której po niedługim okresie większość podróżujących
      było w nią zamieszanych. Tak naprawdę kto się z kim bił i co było tego
      przyczyną , pozostanie tajemnicą poliszynela. Jakby tego było mało we wszystko
      wmieszany został również angielski kierowca. Najpierw miał okazję
      poznać "angielski" w wykonaniu poskich pijaczków, a później został
      sterroryzowany i musiał zatrzymać wóz. Po tym wybryku wezwana została walijska
      policja, która zrewidowała autokar, zabroniła spożywać w nim alkoholu oraz
      kazała oddać wszystkim papierosy, gdyż próśb kierowcy prawie nikt nie
      respektował. Po około 40 - minutowej "przerwie" ruszyliśmy dalej. Tym razem
      obiektem ataków stał się "driver" , który nie wytrzymał presji i ... sam wyzwał
      w swoim języku kilku kiboli. Ci za to obiecali mu (w jego języku), że dostanie
      w głowę na pierwszym postoju. Ale ten szybko dał do zrozumienia, że wcale nie
      zamiaruje się zatrzymywać. Wprawdzie towarzystwo uspokoiło się nieco, ale co
      jakiś czas padały w różnych językach epitety pod adresem kierowcy.
      Dotarliśmy do Londynu po godzinie trzeciej nad ranem. Na szczęście wszyscy
      mieli już dosyć dzięki czemu kierowca wyszedł cało z eskapady do Walii. Po tej
      podróży, w której duży procent stanowili polskie pijaczki i cwaniaczki,
      dochodzę do wniosku, że lepiej jeździć na własną rękę. Wtedy ma się pewność, że
      jedzie się na mecz z kibolami, a nie z amatorką.

      Gareth - Gwardia Koszalin

    Popularne wątki

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka