Komentarze do artykułu
Wisła a.d. 2008: mistrz do zapomnienia
W czasach Kasperczaka podziwialiśmy mistrzowską Wisłę rozbuchaną i nokautującą rywali, teraz oglądamy Wisłę skromną i ciułającą punkty. Krakowianie od grudnia ani razu nie strzelili więcej niż dwóch goli. Najskuteczniejsi Brożek i Zieńczuk stali się raczej gwiazdkami niż gwiazdami formatu Żurawskiego i Kosowskiego, znamienną decyzję podjął też Leo Beenhakker, który obu krakowskich idoli zignorował przy powołaniach do kadry - szerokiej! - na Euro 2008 - pisze Rafał Stec
frustracja Steca
Autor:
Gość: ergon
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
20.04.08, 23:33
Pan Stec pisze:
>Najskuteczniejsi Brożek i Zieńczuk stali się raczej gwiazdkami niż gwiazdami
formatu Żurawskiego i Kosowskiego, znamienną decyzję podjął też selekcjoner
reprezentacji Leo Beenhakker, który obu krakowskich idoli zignorował przy
powołaniach do kadry - szerokiej! - na Euro 2008.<
Zdumiewaja mnie dwie sprawy.
Po pierwsze - rzeczywiście nie potrafię zrozumieć dlaczego Leo nie powołał
Brożka i Zienczuka. Nie ja jeden. Podobne zdziwienie wyrazili:
Kasperczak,Frankowski,Szymkowiak, Mielcarski i wielu czynnych piłkarzy obecnej
ligi przeciwko ktorym Brożek grał - w sumie, ludzie, ktorzy się znają na pilce
nożnej.
Po drugie - nie potrafię zrozumieć tej zgryżliwości z jaką Stec i inni
dziennikarze Gazety Wyborczej traktują Brożka i Zieńczuka (w relacji z czuba
"weseli" dziennikarze GW napisali, że bramki strzelone dzisiaj Cracovii przez
Brożka sa wyłączną zasługą Łobodzinskiego, ktory tak kapitalnie podawał. że
zamiast Brozka mogło by na polu karnym Cracovii stać krzesło od ktorego odbita
piłka sama wpadła by do bramki - każdy, kto widział gole Brożka może ocenić
uczciwość i stopień życzliwości tej "relacji").
Brożek, okreslany ironicznie przez Steca jako "gwiazdka a nie gwiazda", "lokalny
idol" jest (jak wynika z wywiadów, bo nie znam go osobiscie) człowiekiem
skromnym, absolutnie nie aspirującym do roli "gwiazdy". Brak powolania przez Leo
komentował on z godnością, nie kryjąc swojego rozczarowania, ale też nie
dezawuując decyzji Leo ani kwalifikacji powolanych przez trenera innych
zawodników.A przecież, ma on chyba podstawy uważać, że nie jest gorszym
pilkarzem od wielu z tych ktorych Leo powołał.
Co Stec pragnie załatwić swymi złośliwościami? Nie pierwszymi, bynajmniej.
Otóż, jakiś czas temu, z ociąganie się Brozka z decyzją o emigracji do
zagranicznego klubu zostało bezceremonialnie wyszydzone przez GW, jako przejaw
braku ambicji i tchorzostwo tego zawodnika. Na forum GW wylała się z tej okazji
na Brozka lawina kpin internautów powtarzających na ogół zarzuty podsunięte im
przez dziennikarzy. A przecież marne doświadczenia wielu piłkarzy, ktorzy
wyjechali i grają 'ogony" w zagranicznych klubach dowodzą, że decyzja Brożka
była racjonalna. A nade wszystko, kto dał dziennikarzom tytuł do włażenia komuś
z butami do jego prywatnego życia?
Brożek nie jest pierwszą ofiarą gazetowych naganiaczy, wcześniej był Rasiak,
ktory nawet jeśli nie jest pilkarzem swiatowego formatu, uczestniczy przeciez w
rywalizacji sportowej gdzie zawsze są słabsi i silniejsi.
Było coś wyjatkowo parszywego w kpinach, dokuczliwościach, w lekceważeniu
Rasiaka. Nawet jeśli wrogość do Rasiaka nie była (być może) inspirowana przez GW
lecz stanowiła "wynalazek" szowinistów kibolskich, to jednak haniebna rola GW
polegała na tym, że podsycała ona nagonkę zamiast jej się przeciwstawić.
Dziennikarze "sportowi" Gazety Wyborczej od lat robia paskudną robotę nakrecając
wrogość do upatrzonych ludzi. Nie potrafią krytykować (o ich oczywistej
niefachowości już nawet nie wspominam),wyżywają się w szowinistycznym
kibicowaniu WYŁĄCZNIE SWOIM.
"Swój" jest np. Smolarek, więc tytuł w Gazecie Wyborczej brzmi: "Smolarek contra
Real Madryt" i inni "swoi' (Żurawski, Zewłakow - contra reszta świata).
Stec i jego gazetowi koledzy nie zauważyli, że w sporcie, nawet jeśli ktoś
przegra, coś mu się nie uda lub należy do innej drużyny niż ta, ktorej oni
kibicują - jesli walczył fair - zasługuje na szacunek.
Szkoda, że Gazeta nie uczy tej oczywistości kiboli spod Żylety i innych miejsc.