Dobry komentarz Zielińskiego do obiektywizmu GW.
Nie lubię polemik z dziennikarzami innych redakcji i rzadko to
robię. Nie jestem patriotą idiotą, ale też mierzi mnie, gdy ktoś
pluje na niemal wszystko, co polskie, jak robią ostatnio
dziennikarze "Gazety Wyborczej".
Każdy polski trener bez względu na to, co zrobi, to dla nich nieuk,
tłumok, ciemna masa, człowiek, który stosuje metody z epoki kamienia
łupanego. Aż strach mieć inne zdanie, a nie daj Boże, żeby komuś z
młodych zdolnych szkoleniowców coś się udało w Europie.
Wszelkie działania naszych trenerów są określane pogardliwym
mianem "Polska Myśl Szkoleniowa", w skrócie PMS. Każdy, kto ośmieli
się skrytykować guru "GW" Leo Beenhakkera, jest wrzucany do tego
wora. Zdaję sobie sprawę z kiepskiego, w większości, poziomu naszych
trenerów. Sam rozczarowałem się Wójcikiem, załamuję się na myśl, że
Lato może być prezesem PZPN, opinie Tomaszewskiego to często zbiór
inwektyw.
To nie znaczy jednak, że Polacy nic nie potrafią. Robienie przy nich
Boga z Leo i traktowanie jak gości z marginesu jest
nieporozumieniem. Engel i Janas także wprowadzali naszą kadrę do
finałów wielkiej imprezy, w równie dobrym stylu. W finałach ich
drużyny też grały na kiepskim poziomie, ale w przeciwieństwie do Leo
wygrały chociaż po jednym meczu.
Engela i Janasa "GW" zmieszała z błotem, Leo jest chwalony. Nie
zapominajmy, że wielkie sukcesy naszej piłki to efekt pracy polskich
trenerów, tych z "Gazetowej" PMS. Górski i Piechniczek zdobywali
medale mistrzostw świata, Jacek Gmoch był na 5.-6. miejscu. Wójcik
zdobył srebrny medal olimpijski.
Byliśmy też mistrzami Europy juniorów. Wszystko w nieporównanie
gorszych warunkach od tych, które mają trenerzy z zagranicy. Przy
nich wielki Leo w piłce reprezentacyjnej nie osiągnął nic. Zero -
tyle meczów na 10 wygrał w finałach MŚ i ME. W piłce klubowej Żmuda
awansował z Widzewem do półfinału Pucharu Europy, Stachurski z Legią
do półfinału PZP, Janas zaś do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, mając
budżet kilkadziesiąt razy mniejszy od największych klubów.
Leo, z milionerami z Realu Madryt, awansował ledwie jedną rundę
wyżej od Janasa. Więc bez przesady z tym poniżaniem, co nie znaczy,
że nasi trenerzy nie mogą pracować lepiej. Wiem, że 80 proc. Polaków
popiera Leo, ale żaden to dla mnie argument. Miliony oglądają też
głupawe seriale i słuchają disco polo.
Dajmy Leo kolejną szansę, ale konstruktywnie go krytykujmy, a nie
klękajmy na kolana jak koledzy z "GW" na swoich łamach. Bo już w
prywatnych rozmowach przyznają, że nie podoba im się rola w kadrze
menedżera Jana de Zeeuwa, który handluje piłkarzami.
W gazecie jednak to pomijają. Obłuda i tyle. Złośliwie więc pytam,
czy dlatego, że są przedstawicielami "Polskiej Myśli
Dziennikarskiej" (PMD), którzy piłkę znają tylko z telewizji, a tezy
biorą z internetu?