Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można robić karierę naukową - dziś...

IP: *.rzeszow.sdi.tpnet.pl 26.02.04, 18:12
A wiec zaczynam jako pierwszy dyskutant. No coz, Pan Profesor broni
habilitacji, czyli zwyczaju sowiecko-germanskiego, bo sam ja pewnie ma i
mysli, ze jest "lepszym: doktorem niz ci bez owego "magicznego" hab...
Ale czemu np. doktor z dobrej uczelni anglosaskiej, czyli z PhD (dosl. doktor
filozofii) ma w tym PRL-bis, czyli dzisiejszej Polsce takie klopoty z
nostryfikacja dyplomu? Przeciez ow PhD to dowod, ze delikwent potrafi
samodzielnie prowadzic badania, a co wiecej trzeba, aby byc naukowcem i to
samodzielnym? Zreszta w RFN PhD=Habilitation! Czemu sie mafia doktorow (re)
habilitowanych z czasow komuny tak broni przed konkurencja Polakow z
dyplomami PhD czyli najwyzszym tytulem naukowym w krajach anglosaskich,
tytulem, ktory wystarcza w USA czy W. Brytanii do objecia stanowiska pelnego
profesora?
Prosze o ew. komentarze na ljkel2@netscape.net.
Edytor zaawansowany
  • niehab01 26.02.04, 18:14
    Bardzo dobrze, ze głos zabrał wreszcie ktos z naukowego estabilishmentu. Z
    wieloma opiniami wypada sie tylko zgodzić. W USA faktycznie tak włąsnie jest.
    I chyba niektórzy dyskutanci o tym pisali. Warto jeednak wspomniec równiez o
    innych ameryjkańskich obyczajach, np. płace na tym samym stanbowisku moga być
    nawet bardzo zróżnicowane w zależności od specjalności. O naszej urawniłowce
    nikt nie słyszał. A dlaczeo u nas nie moznaby nie znosic habilitacji, ale
    przypisać jej okreslona ilość punktów (np. 30 - za monografie dostaje sie 24)
    i liczyć łączny dorobek klienta. Pisze to z pozycji niehaba, wiec troche
    inaczej niz Autor artykułu, ale "punkt widzenia ..". To chyba załatwiłaoby
    obie sprawy; z jednej strony zagwarantowałoby stosowny poziom (punkty!) i
    obroniło nauke polska przed zalewem wspierającej sie miernoty, z drugiej
    ujednoliciłoby kryteria oceny i awansu. A swoja droga, to skąd to
    przekonanie, że habilitacja rzeczywiście przed tym zalewem nauke
    polskachroni. Przecież nie mamy danych o tym, kto i za co habilitacje
    dostawał. Ale głos w dysjusji ciekawy i bardzo potrzebny.
  • Gość: zawilka IP: *.gdynia.mm.pl 26.02.04, 18:30
    Ależ w Polsce można robić habilitację za tzw dorobek naukowy, tzn nie musi się
    pisać jednej książki - tej najważniejszej, ale poddaje sie pod ocenę
    całokształt pracy. Powiedz mi jeszcze czym (poza piekielnie frustrującym
    kolokwium habilitacyjym) różni się ocenianie dorobku naukowego w Polsce w
    procedurze habilitacyjnej i recenzowanie dorobku przy przyjęciu na określone
    stanowisko w innych krajach? Czytałam niedawno wypowiedź szefa CKK, który
    stwierdził, że odpada około 5% habilitacji. A więc nie jest to jakas porażająca
    liczba. A więc to może tylko jakaś obawa przed poddaniem się osądowi różnych
    recenzentów i gremiów specjalistów wywołuje taki niepokój? Bo statystyki raczej
    optymistycznie powinny nastrajac tych, którzy już się zdecydowali na wejście na
    droge habilitacji. Może jest za mała motywacja aby tę drog rozpocząć, bo
    róznica wynagrodzenia między doktorem a doktorem habilitowanym jest raczej
    skromna. Może też w tym tkwi pewien problem? Pozdrawiam
  • niehab01 26.02.04, 19:45
    Nie bardzo widzę w tej sytuacji różnicę miedzy propozycja aby traktować
    habilitacje jako jeden z elementów dorobku - oceniany bardzo wysoko, wyzej niż
    monografia - a tym co piszesz. Przeciez to by tylko zlikwidowało ten stress
    przy "(... piekielnie frustrującym kolokwium habilitacyjym)". Komu jest ten
    stress potrzebny?
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 12:34
    O ile wiem, to trudno jest dostac habilitacje za tzw. caloksztalt dorobku,
    szczegolnie, gdy jest on nie po polsku. Na pewnym panstwowym uniwerytecie w
    Lublinie prodziekan ds nauki zarzadal ode mnie np. przetlumaczenia calego mego
    dorobku naukowego (lacznie z rozprawa na stopien PhD) z angielskiego na polski,
    a to jest dobre kilkaset str. jak nie wiecej!
    I tak sie w PRLbis "udupia" konkurentow. Stara komunistyczna gwardia w nauce
    musi byc wreszcie zweryfikowana i odsunieta od wplywow. Inaczej bedziemy w
    ogonie Europy, na poziomie Albanii (mialem studentow z tego kraju, wiec wiem co
    mowie)...
    ljkel2@netsacape.net
  • Gość: P.Widlak IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 29.02.04, 04:02
    Powoli nabieram przekonania, ze zyje w innym swiecie niz wiekszosc dyskutantow :-)
    O ile ja wiem, habilitacje za tzw. caloksztalt dorobku, nawet jesli nie jest on
    po polsku, mozna "dostac" bez wiekszych problemow. No ale to tylko jednostkowe
    doswiadczenie...
  • reichman 04.03.04, 11:08
    Towarzyszu Widlak,
    wiem, ze z waszym partyjnym doswiadczeniem dostaliscie habilitacje na KULu
    (Komunistycznym Uniwersytecie Lubelskim, zwanym tez UMCS) bez trudu za
    wasz "caloksztalt tfurczosci naukawej".
    Gratuluje, ale prosze o przejscie na (nie) zasluzona emeryture.

    Gość portalu: P.Widlak napisał(a):
    Powoli nabieram przekonania, ze zyje w innym swiecie niz wiekszosc dyskutantow
    :-)
    O ile ja wiem, habilitacje za tzw. caloksztalt dorobku, nawet jesli nie jest on
    po polsku, mozna "dostac" bez wiekszych problemow. No ale to tylko jednostkowe
    doswiadczenie...
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 22:13
    Habilitacja w RP to prawo nadawania tytulow czyli dostep do zlobu bo bez
    habilitowanych uczelnia nie moze istniec - czyli ksztalcic i nadawac tytuly.
    Zadne przeliczanie na punkty nie pomoze. Zreszta kto te przeliczniki ustawi
    jak beda wykorzystywane. Czy uczelnia bedzie musiala zatrudnic 1000 "punktow"
    zeby nadawac tytuly? Jaki bedzie przlicznik puntow humanistycznych na scisle?
    To komplikacja a nie ulatwienie!

    Nalezy dac uczelniom wolna reke w nadawaniu tytulow. Jesli ktos ma pieniadze i
    czas zeby je marnowac na nauke w osrodku gdzie niczego go nie naucza i po
    ktorym nikt go nie zatrudni to ich sprawa. Ranking uczelni juz teraz istnieje i
    wcale nie przelicza sie na ilosc habilitowanych w skladzie rad tych uczelni.

    Na poczatku bedzie balagan, ale im wczesniej to przejdziemy to tym lepiej -
    podobnie jak choroby wieku dzieciecego!

    JZ
  • niehab01 26.02.04, 18:22
    Przypomniało mi sie! Można przecież zrobic tak. Centralna Komisja ds Stopni i
    Tytułu Naukowego opublikuje w Internecie kto za co habilitacje ma. Byłaby to
    podstawa do dyskusji o tym czy ja znosic, czy tylko podejrzane stopnie i tytuły
    odbierać. Można by tez zacząć np. od szkól partyjnych PRL i Demoludów. Gdyby
    sie okazało, ze dawali tam stopnie za dorobek porównywalny np. z habilitacją w
    biologii, fizyce, matematyce czy informatyce, to moze warto byłoby ten stopień
    zachować. Jesli nie, to nie odbierając tych stopni czynimy krzywde wszystkim
    habilitowanym doktorom, profesorom i całemu estabilishmentowi naukowemu. I z
    duża szkoda dla nauki, bo moznaby sadzić (ja bym nie smiał, ale są tacy co
    śmią), że do nauki przenikaja miernoty. Tym razem pod osłona habilitacji.
  • sunday 26.02.04, 18:22
    > Zreszta w RFN PhD=Habilitation!

    Nieprawda. Jest. I trzyma się na razie całkiem mocno, choć niedawno wprowadzono
    instytucję Juniorprofessur.
  • Gość: Krystyna IP: 134.76.70.* 26.02.04, 19:14
    Owszem, jest wciaz, choc w ramach standaryzowania niemieckich stopni naukowych
    wciaz sie mowi, ze warto by zniesc... Ale na razie nie znosza, i zeby zostac
    profesorem, najpierw trzeba miec habilitacje, czyli byc PD (Privatdozent).
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 12:41
    Chodzilo mi o to, ze w RFN uznaja anglosaski (UK, US, Australia, Canada etc.)
    stopien PhD jako rownowazny habilitacji. Zobacz np. ogloszenia niemieckich
    uczelni w THE ECONOMIST, gdzie od kandydatow na pelnego profesora wymagaja
    niemieckiej habilitacji albo anglosaskiego PhD.
    ljkel2@netscape.net
  • Gość: gustaw IP: *.rose2.brandeis.edu 26.02.04, 18:41
    na 20 polskich doktoratow ktore znam moze 2 przeszlyby na slabym uniwersytecie
    w Europie zachodniej lub USA. Jakosc doktoratow jest tak mierna ze nalezy
    habilitacje traktowac jako doktorat w Polsce.
    stad niestety dr hab. = Dr.
  • Gość: P. Widlak IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 26.02.04, 18:57
    Chyba nikogo z uczestnikow tej dyskusji nie trzeba przekonywac ze reforma
    polskiej nauki jest niezbedna (rownie, a moze nawet bardziej niz zwiekszenie
    nakladow finansowych…). Natomiast kwestia jak te polska nauke reformowac jest
    juz znacznie bardziej dyskusyjna.
    Taka niewatpliwie dyskusyjna kwestia jest to, czy likwidacja habilitacji i
    “belwederskich” profesor rozwiaze wszystkie problemy naszego srodowiska. Zwykle
    w tym momencie pojawia sie argument, ze “tam gdzies” (zwykle tym gdzies jest
    USA) jest tak a u nas inaczej. Argument ten brzmi, ze w USA jest tylko jeden
    stopien (PhD) wystarczajacy do zostania profesorem. Prawda, ale nie do konca…
    Po piewsze, PhD uzyskany na MIT i PhD uzyskany na Wyoming State University (tu
    przepraszam absolwentow tej uczelni) to zdecydowanie nie to samo.
    Po drugie, na amerykanskich uczelniach profesorowie moga byc “assistant”,
    “associated” i “full”, a procedury kolejnych promocji nie sa bynajmniej czystymi
    formalnosciami zwiazanymi ze stazem pracy.
    W Polsce doktorat zrobiony w jakiejkolwiek instytucji A jest formalnie
    rownocenny doktoratowi zrobionemu w jakiejkolwiek instytucji B. A rzeczywistosc?
    (tutaj niech kazdy sobie odpowie). Habilitacja zas, przynajmniej formalnie
    wymagajaca zatwierdzenia przez “cialo obce”, jest hipotetycznie jakas gwarancja
    kontroli jakosci. Poki co jedyna…
    Bez konkurencji, ocen, porownan, rankingow, itp. nauka nie moze funkcjonowac.
    Problem jak zrobic to z sensem…
    Czego sobie i wszystkim zycze,
    Piotr Widlak, doktor, habilitowany (i nie jest to powod do wstydu)
  • niehab01 26.02.04, 19:16
    To jest bardzo rozdsądny głos. Autor nie dopisał tylko, że i płace po PhD (tu
    przeprosiny itp.) uniwersytetu w Wyoming sa troche inne niz po PhD np.
    Harvardu. W USA jest to normalka. U nas nie. A tak nawiasem, to na taki
    uniwersytet w Wyoming moze trafic jakis bardzo uzdolniony, ale nie majetny
    facet. Moze sie tez okazać, że uzdolnienia objawiły się u niego dopiero na
    studiach w Wyoming. O Einsteine mówili podobno kiedys "Er ist wirklich ein
    Stein." To moze by jednak trochę w kieunku "nieostrych" podziałow?
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 12:54
    Sluchaj, ja mam PhD z czolowego ("sandstone") australijskiego uniwersytetu
    czyli tzw. research university (konkretnie Monash w Melbourne). Moja rozprawa
    byla oceniana przez 2 niezaleznych recenzentow, i zaden z nich nie byl z tego
    samego uniwersytetu a nawet stanu. A w Polsce wbrew przepisom, na pewnym
    panstwowym lubelskim uniwersytecie, dziekan zazadal ode mnie tlumaczenia tej
    rozprawy (kilkaset str. plus bibliografia dluzsza niz sama rozprawa, bo pisalem
    w nowej, interdyscyplinarnej dziedzinie) na polski. Chodzilo o to, aby mnie
    odwalic na samym poczatku jako potencjalnego konkurenta, choc zawsze mowilem,
    ze kariera w administracji uniwersyteckiej mnie nie interesuje. Uwazam, ze jako
    PhD z renomowanego zachodniego uniwersytetu powinienem automatycznie miec
    zaliczona w Polsce habilitacje. I co ciekawsze, to w Australii uznaja polski
    doktorat za PhD jesli jest on ze znanej uczelni, np SGPiS/SGH, Uniwerkow w W-
    wie, Krakowie, Poznaniu itp. Robi to urzad, a nie mafia doktorow habilitowanych
    jak w Polsce.
    ljkel2@netsacape.net
  • Gość: Misiek IP: 193.0.122.* 29.02.04, 13:48
    Facet, przestan bredzic, na pewno doktoratu z jakiegos tam Monash nie powinni
    liczyc jako habilitacji.

    Akurat bylem na paru uniwerkach w USA i to wcale nie na najgorszych i nawet tam
    jakosc doktoratow nie jest jakos wyraznie wyzsza niz u nas w grupie.

    Oczywiscie sa rozne grupy i rozne uniwerki ale nie mozesz twierdzic ze PhD tam
    powinien Ci zaliczac habilitacje tutaj.

    A jak masz odpowiednia liczbe publikacji w odpowiednio dobrych czasopismach
    to nie powinienes miec problemu.
  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 26.02.04, 19:23
    "gustawie"... pisze z USA i moge z cala
    swiadomoscia i odpowiedzialnoscia stwierdzic,
    iz sytuacja (przynajmniej w naukach scislych
    i medycznych) nie jest wcale tak tragiczna
    jak to przedstawiasz! ... i poziom ludzi
    przyjezdzajacych z polskim doktoratem wcale
    nie jest taki zly!!!

    p.S. Kontynuujac Twoj tok myslenia (habilitacje
    traktowac jako doktorat w Polsce) pozostaje
    tylko zapytac - po wiec utrzymywac "zwykly"
    doktorat"? Moze od razu przechodzic od
    magistra do "rehabilitowaneggo"???
    Czy nikomu nie przychodzi do glowy, by likwidacje
    habilitacji w Polsce polaczyc z bardziej surowymi
    zasadami oceny doktoratow?
    Wydaje sie, iz wiekszosc dyskutantow na tym forum
    kombinuje raczej jak uzasadnic panujace w Polsce
    "status quo" i jak nie dopuscic do zadnych
    - bron Boze - wiekszych zmian!
    p.S. Przewiduje wiec, iz w organizacji nauki polskiej
    w najblizszych latach nic, lub prawie nic sie
    zmieni! Ow "establishment" (prawdziwy, czy moze
    raczej ze swojego wlasnego "nadania"...) jest
    na tyle silny, iz nie dopusci do zadnych
    zasadniczych reform. Poza tym - nie sadze
    by ci ludzie sami, z dobrej woli odeszli
    od koryta - szczegolnie w sytuacji kiedy
    tak ciezko jest dopchac sie do tego
    korytka!
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 20:20
    Gość portalu: gustaw napisał(a):
    > w Europie zachodniej lub USA. Jakosc doktoratow jest tak mierna ze nalezy
    > habilitacje traktowac jako doktorat w Polsce.
    > stad niestety dr hab. = Dr.
    UPRASZCZASZ do poziomu w ktorym jest to totalna bzdura. Doktorac an zachodzi
    nie daje nieczego "automatycznie", co najwyzej sweiksza szanse na otrzymanie
    interviw lub oferty wyzszych zarobkow. Jesli jest z gorszej uczelni lub okazuje
    zie na interview masz problemy z ulamkami lub czytaniem to na nic sie nie
    przyda an pracodawca zapamieta ze nastepnym razem nie warto tracic czasu na
    rozmowy z absolwentem z uniwersytetu XYZ.

    W Polsce habilitacja jest sposobem zapewnienia sobie synekury, po ktorej
    naturalna droga przychoi jeszcze lepsza synekura w postaci profesury (NB, pan
    profesor sa wspomnial ze ubiegem czsu coraz trudniej tej ostatniej odmowic:
    "Po kilku(nastu) następnych latach występuje o nadanie dożywotniego
    tytułu "belwederskiego". Im dłużej tkwi się w takim układzie, tym większe opory
    ma zaprzyjaźnione środowisko przed "skrzywdzeniem" kolegi."

    Rozwiazaniem jest jak najszersze pozbawienie tytulow znaczenia. Wprowadzi to
    konkurencje do srodowiska. Krytkanci moga mowic ze wtedy nie bedzie wiadomo jak
    dawc uczelniom prawa przyznawania tytulow naukowych stanowiacych chleb
    habilitowanych. I tutaj tez sie myla. Stare uczelnie sa i beda znane, a mniej
    udani studenci ktorzy sie do tych dobrych nie dostana beda musieli sie znacznie
    wiecej napracowac po ukonczeniu gorszych zeby dostac prace. Bardzo prosty
    system - tym prostszy ze weryfikuje sie sam!

    JZ
  • Gość: Misiek IP: 193.0.122.* 29.02.04, 13:53

    Ale to ze rynek weryfikuje nie przeczy temu by habilitacja byla.

    Tak samo przeciez bedzie widac ze ktos z habilitacja z bardzo slabego uniwerku
    bedzie na gorszej pozycji niz ktos z dobrym doktoratem z dobrego uniwerku.

    A habilitacja z dobrego bedzie wiecej warta niz doktorat z dobrego.


  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 01.03.04, 12:36
    Gość portalu: Misiek napisał(a):
    > Ale to ze rynek weryfikuje nie przeczy temu by habilitacja byla.
    Przeczy! habilitacje oznaczaja zdobycie okreslonych przywilejow na cale zycie.
    TAk jak szlachetwo w feydalizmie sa sposobem zeby roznicowac ludzi bez wzgledu
    na fakztyczne mozliwosci i umiejetnosci. W feudalizmie kupiec byl przypisany do
    miasta, chop do roli, wszyscy musieli sie klaniac panom. Obecnie kazdy
    uniwersytet musi wchodzic w uklady z "upowaznionymi" do pobierania grantow i
    nadawania tytulow. Odznaczeni "patentem na madrosc" bronia swoich swoich
    przywilekow klikowych jak moga, im mniej zostalo im z opatentowanej madrosci
    tym mocniej bronia tych przywilejow.

    Rynek oznacza CIAGLA weryfikacje umiejetnosci i jest to sprzeczne z
    jednorazowo nadawanymi uprzywilejowanimi!

    JZ
  • Gość: Doktorek IP: *.aster.pl / *.acn.pl 28.02.04, 17:04
    Zależy za jakiej Pan/Pani jest baranży jeśli z nauk humanistycznych,
    społecznych etc to zapewne tak jest. Ale inne to bym się mocno zastanawiał :)
  • Gość: Misiek IP: 193.0.122.* 29.02.04, 13:37

    To zalezy od uczelni u nas i na Zachodzie. Akurat wiekszosc doktorow jakich ja
    znam ma dobre doktoraty i nie maja problemow z dostaniem posady na Zachodzie.

    Zalezy od uczelni, wydzialu, grupy badawczej.
  • Gość: khmara IP: *.icpnet.pl 01.03.04, 18:57
    To tłumaczy bzdury, któte wypisujesz o "habilitacji z kiepskiego uniwerku"
  • Gość: gustaw 2 IP: *.rose2.brandeis.edu 26.02.04, 18:43
    Nie bardzo wiadomo czego nalezy dokonac i kogo zapytac czy to wystarczajace do
    habilitacji.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 20:26
    Zasady sa (ponoc) jasne i proste. Mozesz je pobrac z CK. Ale to i tak ci
    niewiele pomoze bo:
    1) zbyt wiele zalezy od dyscypliny habilitacji (dlatego nie ma ze jak masz 2
    (dwie) publikacji to jeszce nie a jak 3 to juz tak, itp, itd.
    2) zbyt wiele zalezy od ukladow i ukladzikow, kto ciebie lubi lub szcegolnie
    kto cie nie lubi i podlozy swinie w tajnym glosowaniu.

    Ja sie tylko wciaz pytam po co komplikowac jesli mozna upraszczac?
    Zniesmy to badziewie...

    JZ
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / 194.29.160.* 27.02.04, 18:04
    Problem "ukladzikow" moze istniec, ale nie zapominajmy, ze po glosowaniach w
    Radzie Wydzialu cala dokumentacja trafia do CK, gdzie powolywana jest komisja i
    superrecenzent (habilitant nigdy sie nie dowie, kto zacz). Komisja moze
    habilitacji nie zatwierdzic...

  • wari 28.02.04, 00:49
    Kto się nie dowie to się nie dowie. Tam też są układy !
  • Gość: oki IP: *.itc.pw.edu.pl 26.02.04, 18:54
    Z tłumaczeniem Ph.D. jest pewien kłopot - to w zasadzie (wg słownika PWN)doctor
    of philosophy in sth. czyli "mający rozeznanie w czymś". W naukach ścisłych (a
    czy przy poprawnie prowadzonych rozważaniach są inne?) i przyrodniczych u
    anglosasów jest pojęcie D.Sc. - doctor of sciences - doktor nauk, co jest
    pojmowane właśnie jako habilitation czyli nasza słowiańsko - germańska
    habilitacja. Takie rozróżnienie jest w wielu jednostkach bardzo ścisłe i
    właśnie w US pada, podczas omawiania życiorysu, często pytanie czy to Ph. czy
    Sc. i waga rozmowy jest inna.
    To tak na marginesie. A na naszym podwórku to przecież, jak zostało powiedziane
    już wielokrotnie, to habilitacja przecież jest kolejnym egzaminem z aktywności
    naukowej.
    Natomiast co do mizerii grantów z KBN-u to zależy od dziedziny - z moich
    skromnych kontaktów wynika, że ilość dobrych wniosków jest taka, iż trzeba
    obcinać finansowanie co najmniej o 15%, bo inaczej nie starczy pieniędzy.
    I znów za ocean. Problem z US i badaniami jest też taki, że w naukach ścisłych
    finansowanie jest w większości ze strony przemysłu ze wsparciem państwa dla
    firm - odliczenia na R&D - w Polsce nie ma podobnych mechanizmów i firmom w
    większości nie opłaca się pompować pieniędzy w uczelnie. Koło się zamyka i
    tyle.
    A na koniec jeszcze jedna uwaga o kolejnych stopniach naukowych. Bardzo miło i
    z pożytkiem dla wszystkich jest zmianiać ośrodki, w których się pracuje, ale
    trzeba mieć za co. Nawet przy dobrym finansowaniu (na nasze warunki) trudno
    jest przenieść się do innego miasta. Pamiętajmy, że w dobie internetu i
    sprawnej komunikacji z bibliotekami można prowadzić badania będąc jednocześnie
    w kontakcie z kilkoma ośrodkami. Pytanie tylko do którego przypisać wtedy
    doktorat/habilitację.
    Pozdrawiam.
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:04
    Nie wiem jak to jest dokladnie w USA w naukach scislych, ale wiem ze w UK i w
    Australii w ekonomii i naukach spolecznych nadawany jest obecnie tylko jeden
    doktorat, i to PhD czyli Philosphiae Doctor - Doktor filozofii, ktory jest
    niejako zaswiadczeniem, ze dana osoba jest w stanie prowadzic samodzielnie
    badania naukowe. Zas tytuly typu DSc (Doctor of Science) czy DEd (Doctor of
    Education) to sa tzw. professional doctorates, PONIZEJ PhD, dwodzacych tylko,
    ze dana osoba ma wyzsze kawalifikacje niz np. MSc (stopien WYZSZY niz polski
    magister, np. znany filozof George Berkeley mial "tylko" stopien MA, czyli
    Master od Arts). MA i MSc uprawniaja zreszta do nauczania ma uniwersytetach,
    ale ostanio sa raczej popularne wsrod tzw. professionals, np. MEng to taki
    bardziej wyksztalcony inzynier (mgr inz +)...
    ljkel2@netscape.net
  • kokoriko 26.02.04, 18:57
    Wedlug danych:
    Social Sciences Citation Index (SSCI)--1994-2004
    Arts & Humanities Citation Index (A&HCI)--1975-2004

    Pan Profesor nie opublikowal ani jednej publikacji w czasopismach indeksowanych
    przez ISI w Filadelfii i w tym samym okresie (10 lat w bazie danych SSCI i 29
    lat w A&HCI) byl cytowany zaledwie 12 razy. Trudno sie wiec chyba dziwic, ze
    okopal sie on na wczesniej zdobytej pozycji...
  • Gość: gosc IP: *.ag1.mpi-sb.mpg.de 26.02.04, 19:30
    Bardzo prosta rzecz wymusi przyzwoity system ocen - rynek, ktory zadziala po
    usamodzielnieniu finansowym (w pewnym procencie) uniwersytetow, a co za tym
    idzie - zwolnien niepotrzebnych i slabych pracownikow, podwojenia zarobkow tym
    ktorzy sa, przejrzyste procedury zatrudniania i zwalniania, system odwolawczy.
    Habilitacja czy inne systemy narzucone z gory to rzecz sztuczna. W Stanach jesli
    ktos jest bardzo dobry to pomaga mu sie zaraz po licencjacie zrobic doktorat, a
    u nas zeby dostac samodzielna pozycje trzeba przejsc kolejne szczeble mgr, dr i hab.
    Po co wiec doktorat - moze doktorat zlikwidowac? Czy ktos zna w Polsce czlowieka
    ktory w ciagu dwoch lat od zrobienia doktoratu dostal grant w KBN (bedac
    doktorem oczywiscie)? W Stanach i Kanadzie z reguly w ciagu roku-dwoch dostaje
    sie grant, oczywiscie trzeba wlozyc w to pewien wysilek, ale jednak (wiem bo sam
    dostalem, a w Polsce nie). Adiunkt bez habilitacji teoretycznie nie moze
    prowadzic wykladow (w praktyce czesto prowadza wyklady nawet magistrzy na
    kierunkach gdzie jest malo kadry), jest pozbawiony glosu w radzie wydzialu, nie
    moze promowac doktorow i czesto ma problemy z promowaniem magistrow. Nie mowiac
    juz o zarobkach. Wlasciwie czym sie rozni adiunkt od asystenta, w polskiej praktyce?
    Z kilkoma tezami artykulu sie zgadzam, tymi dotyczacymi czym kto powinien sie
    zajmowac, natomiast recepta na uzdrowienie nauki to socjalistyczny gniot.
    Trzeba wymusis RYNKOWA konkurencje, a wtedy nawet ze zmiana miejsca pracy nie
    bedzie problemow.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 20:30
    Gość portalu: gosc napisał(a):
    > Bardzo prosta rzecz wymusi przyzwoity system ocen - rynek, ktory zadziala po
    TAK JEST!

    > zajmowac, natomiast recepta na uzdrowienie nauki to socjalistyczny gniot.
    > Trzeba wymusis RYNKOWA konkurencje, a wtedy nawet ze zmiana miejsca pracy nie
    > bedzie problemow.
    TAK JEST! I droga nie pradzi przez" sytemy" lecz ich omijanie, w szczegolnoaci
    sytemy tytulow naukowych.

    JZ
  • Gość: Stauffenberg IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.02.04, 19:32
    12 razy? Facet! To jak na archeologię w niewielkim instytucie "somewhere in
    Poland" jest baaaardzo dużo!!!Zrozumcie wreszcie, że badania robione w Polsce
    dotyczace np. lokalnego Barbaricum okresu rzymskiego - zwłaszcza w naukach
    takich jak archeologia - są badaniami REGIONALNYMI i ich wykonawcy są cytowani
    czasem przy pracach zbiorczych. Profesor Jerzy Okulicz-Kozaryn jest
    archeologiem światowego formatu, który położył podwaliny pod archeologię
    Bałtów. Ciekaw jestem, ile cytowań z niego znajdziesz? Za to zręcznej
    kompilatorki Marii Gimbutas z USA cytowań jest masa, mimo, że zrzynała z
    Okulicza i połowy archeologii niemieckiej.
    BTW: wystraczy zajmować się archeologią bibilijną, całe życie pisać na okrągło
    o miastach kanaanejskich (byli tacy)nic nowego nie wnosząc i cytowań mieć "od
    metra".
  • kokoriko 26.02.04, 20:00
    Gość portalu: Stauffenberg napisał(a):

    > 12 razy? Facet! To jak na archeologię w niewielkim instytucie "somewhere in
    > Poland" jest baaaardzo dużo!!!Zrozumcie wreszcie, że badania robione w Polsce
    > dotyczace np. lokalnego Barbaricum okresu rzymskiego - zwłaszcza w naukach
    > takich jak archeologia - są badaniami REGIONALNYMI i ich wykonawcy są cytowani
    > czasem przy pracach zbiorczych.

    ZGADZA SIE - ALE WTEDY NALEZY RACZEJ POWSTRZYMAC SIE OD UDZIELANIA RAD JAK
    UZDROWIC NAUKE POLSKA A ZAJMOWAC SIE LOKALNYM BARBARICUM

    Profesor Jerzy Okulicz-Kozaryn jest
    > archeologiem światowego formatu, który położył podwaliny pod archeologię
    > Bałtów. Ciekaw jestem, ile cytowań z niego znajdziesz? Za to zręcznej
    > kompilatorki Marii Gimbutas z USA cytowań jest masa, mimo, że zrzynała z
    > Okulicza i połowy archeologii niemieckiej.

    GDYBY PROFESOR OKULICZ-KOZARYN PUBLIKOWAL SWOJE ODKRYCIA W LICZACYCH SIE
    CZASOPISMACH TO WOWCZAS "ZRZYNANIE" Z NIEGO NIE BYLO BY MOZLIWE. NOTA BENE PANI
    GIMBUTAS OPUBLIKOWALA 293 PUBLIKACJE W OSTATNIM OKRESIE - CZYZBY WSZYTKO
    "ZERZNELA" Z BIEDNEGO P. PROFESORA?

    > BTW: wystraczy zajmować się archeologią bibilijną, całe życie pisać na okrągło
    > o miastach kanaanejskich (byli tacy)nic nowego nie wnosząc i cytowań mieć "od
    > metra".

    SERDECZNIE PANA POZDRAWIAM.
  • Gość: Zenon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 21:09
    Niemal 300 publikacji? W jakim okresie? Dziesieciu lat? To wypada po 30
    publikacji rocznie! Opracowan badawczych? To jest niewykonalne! Zapewne jakies
    przyczynkarstwo lub jak sugeruje inny forumowicz tasma kompilacyjna.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 21:23
    Gość portalu: Zenon napisał(a):
    > Niemal 300 publikacji? W jakim okresie? Dziesieciu lat? To wypada po 30
    > publikacji rocznie! Opracowan badawczych? To jest niewykonalne! Zapewne
    jakies
    > przyczynkarstwo lub jak sugeruje inny forumowicz tasma kompilacyjna.
    Nie znam tego przypadku ale na stwierdzenie "nie mozna" to mnie szlag trafia.
    W aktywnym zespole naukowym skladajacym sie parunastu osob wypodukowanie
    kilkudzesiaciu prac naukowych rocznie jest calkiem normalne. Czesto szef jest
    dopisywany zo organizacje srodkow na koncu listy autorow, ale najczesciej jest
    to uznanie jego roli w wewnetrznej recenzji prac i nadawaniu im kierunku.
    Nierzadko sam takze prowadzi pare prac jako czolowy autor.

    NA TYM POLEGA SUKCES NAUKOWY! tyle tylko ze to sie nie zdarza w POLSZCZE.

    Dlatego Zenek, nie umie, nie wie, nie bedzie umieal, chcial ani wiedzial. Ale
    habilitacje zdobedzie (albo zapewne JUZ zdobyl!) i profesurke pewnie tez.
    Bedzie za to narzekal ze placo mu malo a wymagaja duzo. Oczywiecie wcale nie
    bedzie mimo tej belwederowskiej profesurki zapieprzal jak owze manadarym 12
    godzim dziennie zeby miec 30 publikacji rocznie. Ale jak bedzie mogl to bedzie
    narzekal na tych ochydnych amaerykanskich poganiaczy niewolnikow co
    sie "dopisuja" do prac swoich "biednych" doktorantow...

    Oj, slow brak.

    JZ
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 26.02.04, 21:44
    300 publikacji w 10 lat na przyklad z matematyki... Kon by sie usmial. Czasem
    nad jedna publikacja pracuje sie dwa lata. Haslo "Ilosc przechodzi w jakosc" czy
    cos w tym stylu juz przerabialismy.

    A tak serio 30 prac rocznie moze byc wykonalne w niektorych naukach, tylko
    wlasciwie po co? Coz tak ciekawego moze miec dana osoba do powiedzenia co dwa
    tygodnie, i dlaczego nie moze tego opublikowac raz na kwartal ;-)

    Pozdrawiam,
    Jacek
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 21:50
    Nie doczytalez ze wyraznie mowilem o pracy _zespolowej_, w matematyce nie jest
    to specjalnie mozliwe, chociaz zapene w jej stosowanych dziedzinach tez mozna,
    np statystyka czy kryptografia.

    Zenek postawil teze ogolna "nie mozna", ktora obalilem podajac przyklad ze
    istnieja warunki, wcale nie tak rzadkie ze absolutnie "mozna" i podalem
    mechanizm. wiec nie czepiaj sie!

    JZ
  • Gość: chris IP: *.com 27.02.04, 00:09
    zajmuje rzeczami, ktore nikogo nie obchodza, to z publikowaniem nie trzeba sie
    spieszyc. Niestety na topie jest bardzo ciasno i panuje ogromna konkurencja i
    nawet tydzien moze miec znaczenie. Osobiscie znam taki przypadek, gdy badacz
    spoznil sie wlasnie o tydzien z opublikowaniem swojej pracy.
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 28.02.04, 00:31
    Fakt, przepraszam, nie doczytalem slowa "zespolowe". CO do wyscigu z czasem to
    sie calkowicie zgadzam, ze w niektorych dziedzinach jest on bardzo istotny.

    Pozdrawiam
    Jacek
  • kokoriko 26.02.04, 21:39
    TE 300 PUBLIKACJI WW. PANI NAPISALA W OKRESIE CALEGO ZYCIA. ZWRACAM UWAGE, ZE W
    INDEKSIE CYTOWAN NIE MA LIMITU CZASOWEGO NA CYTOWANE PRACE. PROSZE SOBIE
    SPRAWDZIC DLA PRZYKLADU CYTOWANIE ORYGINALNYCH PRAC DARWINA.
  • Gość: suan IP: 134.95.158.* 26.02.04, 19:50
    amerykanskie listy cytowan i czasopism olewaja dorobek europejski programowo. To co jest
    napisane po francusku, niemiecku czy wlosku w ogole sie nie liczy
    np. w mojej dziedzinie (papirologia) Amerykanie w ogole sie nie licza, a na liscie filadelfijskiej
    jest tylko jedno czasopismo z tej branzy, oczywiscie jankeskie. Co wkurza np. przy ewaluacji
    KBN, bazujacej na tej nieszczesnej liscie
  • kokoriko 26.02.04, 20:10
    Gość portalu: suan napisał(a):

    > amerykanskie listy cytowan i czasopism olewaja dorobek europejski programowo. T
    > o co jest
    > napisane po francusku, niemiecku czy wlosku w ogole sie nie liczy
    > np. w mojej dziedzinie (papirologia) Amerykanie w ogole sie nie licza, a na lis
    > cie filadelfijskiej
    > jest tylko jedno czasopismo z tej branzy, oczywiscie jankeskie.

    CZY WARTO JEST PUBLIKOWAC PRACE Z DZIEDZINY PAPIROLOGII PO FRANCUSKU, NIEMIECKU
    CZY WLOSKU? JESLI PAN/PANI MA COS DO SPRZEDANIA TO TRZEBA TO ZROBIC W JEZYKU,
    KTORY ZOSTAL UZNANY PRZEZ SPOLECZNOSC MIEDZYNARODOWA (CZY NAM SIE TO PODOBA, CZY
    NIE) ZA JEZYK POROZUMIEWANIA SIE MIEDZY BADACZAMI. JAKIE ZNACZENIE MA TO GDZIE
    WYDAWANE JEST CZASOPISMO? TO NIE JEST DOBRY ARGUMENT.

    Co wkurza np. p
    > rzy ewaluacji
    > KBN, bazujacej na tej nieszczesnej liscie

    TO JEST ZUPELNIE INNA SPRAWA. NIE ZMIENIA TO JEDNAK W NICZYM SYTUACJI, ZE JESLI
    MA SIE COS DO SPRZEDANIA TO LEPIEJ JEST TO ROBIC NA 5TH AVANUE NIZ NA KERCELAKU
    CZY STADIONIE 10-LECIA...

    ZYCZE PANU/PANI SAMYCH SUKCESOW W FASCYNUJACEJ DZIEDZINIE JAKA JEST NIEWATPLIWIE
    PAPIROLOGIA

  • wari 28.02.04, 00:56
    Dużo zależy od dziedziny. Trudno oczekiwać, aby archeolog zajmujący się
    badaniami na terenie Polski publikował w czasopismach indeksowanych przez
    podane instytuty informacji naukowej.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 01.03.04, 14:52
    wari napisał:
    > Dużo zależy od dziedziny. Trudno oczekiwać, aby archeolog zajmujący się
    > badaniami na terenie Polski publikował w czasopismach indeksowanych przez
    > podane instytuty informacji naukowej.
    Archeolog zatrudni sie w instytucie archeologii i bedzie oceniany pod katem
    innych kandytatow archeologow. Jesli bedzie ktos z pogranicza dziedzinyz
    wieksza iloscia publikacji, zainteresowany zmiana to tym lepeij jego
    doswiadczenie w publikowaniu moze sie przydac rospowszechnieniu zagadnien lupek
    garnkow Luzyczan poza granice Polski Byc moze specjalisci w garnkach
    anglosaksonskich nagle okaza sie bardziej zainteresowani niz podejrzewasz!

    Jesli chodzi o granty, to archeolog bedzie sie ubiegal z puli archeologii.
    Poza tym byc moze dostanie dofinansowanie z KBAN jak przekona lokalne kolko
    gospodyn wiejskich albo jakiegos przedsiebiorce ktory wlasnie wykopal jakis
    garnek i mu zablokowano prace budowlane na rok czekajac na espertyze. Dla
    kazdego sa furtki. Aczkolwek o ile swiat nies tanie na glowie to nie spodziewam
    sie aby archeolg dostal takie granty jakie dostaja genetycy czy fizycy.

    JZ
  • Gość: oki IP: *.itc.pw.edu.pl 26.02.04, 19:22
    Myślałem, że będę pisał spokojnie, ale mnie znów ruszyło - w warunkach
    europejskich wskaźnik listy filadelfijskiej czy innych nie jest poprawny w
    ocenie. Szczególnie w naukach technicznych wiele czasopism z USA
    publikuje "ogóry" koszmarne klepane przez dyrektorów ds. zarabiania kasy w
    firmach - no, ale mają punktację na liście f. W Polsce jest dużo dobrych pism
    fachowych czy wydawnictw instytutowych i co - zero dorobku wedle kryteriów US.
    A jeszcze na marginesie proponuję dysponującym większą ilością czasu (hie,hie,
    hie) wizytę w bibliotekach i przegląd niemieckich oraz rosyjskich książek
    (zwłaszcza rosyjskich) - poziom w większości o niebo wyższy niż US (przypominam
    o technice piszę). A wedle rankingów znaczą tyle co nic. Poza tym jest jeszcze
    sfera wręcz paranoicznego ostatnio utajniania wyników badań w technice, co
    utrudnia ocenę dorobku. Np. w latach ... wykonał ... opracowań nr-y ... przy
    czym tematyka objęta ochroną na wniosek zlecającego. Oczywiście odpowiednia
    Rada Naukowa wie mniej więcej co delikwent robi i co sobą reprezentuje, ale z
    zewnątrz czasem wygląda tak, że siedzi, stuka w klawisze i chciałby być Bóg wie
    kim.
    Dość już trzeba w końcu pracować - pozdrawiam.
  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 26.02.04, 19:29
    Niestety "oki", czy tego chcesz, czy nie chcesz, to
    najsilniejsi (w nauce i technice) dyktuja warunki gry...

    p.S. Ja tez dostrzeglem, np. wiele dobrych ksiazek
    rosyjskich ale... w wiekszosci bibliotek
    na zachodzie one - po prostu - nie
    egzystuja w zaden sposob...
  • Gość: gosc IP: *.ag1.mpi-sb.mpg.de 26.02.04, 19:37
    No wlasnie - stany i rosja, choc ostatnio wiekszosc najlepszych rosjan i tak
    jest w izraelu lub stanach. Ale miejcie litosc - nie mowmy o lokalnych
    publikacjach w Polsce! Nawet francuski zwyczaj publikowania w lokalnych
    wydawnictwach i to jeszcze po francusku zepchnal ich badania na margines.
    Poza tym w Polsce nie ma technologii, wiec jesli jakis profesor siedzi i
    prowadzi badania objete tajemnica i te badania sa wykorzystywane w Polsce, to w
    wiekszosci ta tajemnica dotyczy zwyklej pracy pod nalepka pracy badawczej (choc
    sa wyjatki).
  • kokoriko 26.02.04, 19:43
    Gość portalu: oki napisał(a):

    > Myślałem, że będę pisał spokojnie, ale mnie znów ruszyło - w warunkach
    > europejskich wskaźnik listy filadelfijskiej czy innych nie jest poprawny w
    > ocenie.

    NIE MA PAN RACJI. TRUDNO JEST DZIELIC NAUKE NA "EUROPEJSKA" I INNA. W KAZDYM
    PRZYPADKU OCENY PARAMETRYCZNE SA LEPSZE NIZ TE ROBIONE NA PODSTAWIE GLOSNEGO
    STEKANIA.


    Szczególnie w naukach technicznych wiele czasopism z USA
    > publikuje "ogóry" koszmarne klepane przez dyrektorów ds. zarabiania kasy w
    > firmach - no, ale mają punktację na liście f.

    PRZEPRASZAM - ALE TA WYPOWIEDZ NIE MA SENSU

    W Polsce jest dużo dobrych pism
    > fachowych czy wydawnictw instytutowych i co - zero dorobku wedle kryteriów US.

    JEST ZUPELNIE NIODPOWIEDZIALNA POSTAWA SPRZEDAWANIE DOBRYCH PRAC W
    "WYDAWNICTWACH INSTYTUTOWYCH". W SYTUACJI ISTNIENIA ,000 CZASPOISM NA
    SWIECIE PUBLIKOWANIE W EGZOTYCZNYCH MIEJSCACH TO CALKOWITA STRATA CZASU.
    WSPOLCZUJE OSOBOM, KTORE JESZCZE TEGO NIE ZROZUMIALY.

    > A jeszcze na marginesie proponuję dysponującym większą ilością czasu (hie,hie,
    > hie) wizytę w bibliotekach i przegląd niemieckich oraz rosyjskich książek
    > (zwłaszcza rosyjskich) - poziom w większości o niebo wyższy niż US (przypominam
    >
    > o technice piszę). A wedle rankingów znaczą tyle co nic.

    TO NIE JEST DOBRY DOWOD NA WCZESNIEJSZE TEZY. NALEZY SIE RACZEJ ZAPYTAC JAKI BY
    BYL WPLYW TYCH LUDZI NA ROZWOJ NAUKI GDYBY SWOJE WYNIKI PUBLIKOWALI W
    PRZYZWOITYCH MIEJSCACH

    Poza tym jest jeszcze
    > sfera wręcz paranoicznego ostatnio utajniania wyników badań w technice, co
    > utrudnia ocenę dorobku. Np. w latach ... wykonał ... opracowań nr-y ... przy
    > czym tematyka objęta ochroną na wniosek zlecającego. Oczywiście odpowiednia
    > Rada Naukowa wie mniej więcej co delikwent robi i co sobą reprezentuje, ale z
    > zewnątrz czasem wygląda tak, że siedzi, stuka w klawisze i chciałby być Bóg wie
    >
    > kim.
    > Dość już trzeba w końcu pracować - pozdrawiam.

    ZYCZE OWOCNEJ PRACY I JEJ POZNIEJSZEGO OPUBLIKOWANIA W CZASOPISMACH DLA
    CZYTELNIKOW A NIE DLA AUTOROW.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 20:55
    kokoriko napisał:
    > Gość portalu: oki napisał(a):
    > > europejskich wskaźnik listy filadelfijskiej czy innych nie jest poprawny w
    > NIE MA PAN RACJI. TRUDNO JEST DZIELIC NAUKE NA "EUROPEJSKA" I INNA. W KAZDYM

    Kokoriko, alez tu nie chodzi o obrone polskiej nauki, Oki broni polskiego
    skasenu naukowego w ktorym najwazniejsi sa najstarsi ubrani w najbardziej
    polatane portki. Im bardziej smierdzi tym lepiej, gnoj ale zawsze wlasny i jest
    cieplo.
    Przeliczone jest tylko odwolywanie sie do "europejskiej" nauki. Niemcy, Wlosi
    lub Szwedzi i Francusi maja tez habilitacje, Brytyjczycy juz nie. No to teraz
    prosze porownac impact factory czasopism pierwszej czworki (takze
    angielskojezycznych, w szczegolnosci acta scandinawica wszylkiej masci) z
    czasopismami swiatowymi i brytyjskimi. Byc moze to nie "tylko" wina habilitacji
    ale byc moze "takze" habilitacji. Jesli nas nie stac na nowe buty to moze
    chciaz wyrzucic z tych starych pare kamieni co sie tam zaplataly.

    Dapoki nie uprosci sie zasad i nie otworzy drzwi na powiew z zawnatrz wiele
    sie nie zmieni.

    JZ
  • Gość: x IP: *.net.wisc.edu 26.02.04, 19:46
    Niestety sytuacja jest taka, ze jak nawet opublikujesz najwazniejsze odkrycie w
    biuletynie Twojego Instytutu, to nikt tego nie przeczyta. Znaczy to, ze nie
    bedzie slawy ani pieniedzy (bo po co finansowac badania o ktorych nikt nie
    wie?). Factor listy filadelfijskiej pokazuje takze "czytalnosc" danego
    czasopisma, takze nie boj sie i probuj.
    Powodzenia
  • Gość: jantsp IP: *.ibch.poznan.pl 26.02.04, 22:51
    jak jest wyniki tajny to jak ma sie stac tematem nauwej dyskusji, a argument ze
    jakas rada go zna i jest genialy to jeden z lepszychg zartow - w trn sposb
    mozna uprawiac czary a nie nauke
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 27.02.04, 18:21
    Indeksy cytowan moze by i byly uzyteczne, ale sa niepelne, nawet jesli wziac
    pod uwage "zachodnie" cytowania. Np. prace polskich pracownikow naukowych
    zacytowane w ksiazkach wydanych w dobrych, zachodnich wydawnictwach (Elsevier,
    Wiley) nie sa "wciagane" do indeksow cytowan (mam na biurku 2 takie ksiazki).
    Wniosek: indeksy cytowan sa redagowane nieprofesjonalnie, przypadkowo -
    najprawdopodobniej autor sam musi sie zglosic do wlasciciela indeksu, zeby
    zauwazyl cytowanie jego pracy. Wniosek - indeksy sa przedsiewzieciem
    niepowaznym, nie warto tam zagladac.
  • Gość: doktorant IP: 134.95.158.* 26.02.04, 19:33
    Choc jestem pozornie czlowiekiem "z drugiej strony barykady" (29 lat, w czerwcu bronie
    doktorat na Uniwersytecie Warszawskim), to zgadzam sie z prof. Urbanczykiem w calej
    rozciaglosci (z jednym wyjatkiem: stypendium doktoranckie uzyskuje sie w Polsce nie na 8, a
    na cztery lata i nie oznacza ono zatrudnienia = etatu). Zwlaszcza w kwestii habilitacji - to
    naprawde ostatnia mozliwosc odsiania miernoty.
    Od siebie dodam, ze kiedy swego czasu oswiadczylem moim rodzicom, ze zamierzam
    uprawiac nauke, to wpadli oni w panike przekonani, ze bede cale zycie przymieral glodem, Ale
    dzis zarabiam znacznie lepiej niz moj brat - mlody analityk w duzym banku. Bowiem oprocz
    marniutkiego stypendium doktoranckiego na UW w ciagu kilku ostatnich lat dostalem: 2 granty
    KBN ("mlodego badacza" i "promotorski"), 2letnie stypendium FNP, 2 roczne stypendia w
    Niemczech, 5 (sic) miesiecznych stypendiow uniwersytetu w Leuven, 3 dwumiesieczne
    stypendia rzadu egipskiego. Wszystko to bez podatku. Zdarzaly mi sie tez odmowy, ale
    rzadko. Poniewaz nie uwazam sie za geniusza, oznacza to jedno: konkurencja jest jeszcze
    slabsza. Albo nie umie pisac wnioskow (i sprawozdan), co tez jest pewnego rodzaju sztuka.

    Uwaga druga: wszelkim malkontentom narzekajacym na warunki mlodych uczonych w Polsce
    pragne powiedziec, ze pod pewnymi wzgledami w porownaniu z Niemcami Polska jest rajem
    na ziemi. Uprawianie nauki w Niemczech wymaga sporej dawki masochizmu. Bo w bogatych
    Niemczech:
    - nie ma dla mlodych naukowcow ani etatow, ani systemu stypendiow doktoranckich. Jest
    cala masa pomocniczych stanowisk w instytutach (wissenschaftliche Mitarbeiter, Hilfkräfte
    etc.) badz przy roznego rodzaju projektach finansowanych przez tutejszy KBN. Ale sa to
    wszystko stanowiska rotacyjne i mocno ograniczone czasowo (rok, gora dwa lata). Kto taki
    "etat" zalapie, czuje sie jakby Pana Boga za nogi zlapal, ale jednoczesnie zyje w okropnym
    stresie: co bedzie za rok, dwa lata kiedy to sie skonczy? Moze sie cos nowego znajdzie, ale
    poniewaz konkurencja jest olbrzymia, moze trzeba bedzie porzucic rozgrzebany doktorat i
    zaczac sprzedawac pietruszke? A co, jesli "etat" sie znajdzie np. w Monachium czy Wiedniu,
    a nasz maz/zona nie ma ochoty porzucac swej pracy np. w Hamburgu? Dla zwiazkow
    niesformalizowanych (a takie przewazaja) jest to wrecz zabojcze. Jak w takiej sytuacji
    zakladac rodzine? W koncu nauki juz od jakiegos czasu nie uprawiaja wylacznie mezczyzni,
    z dyspozycyjnymi, niepracujacymi zonami u boku.
    - pierwsza szansa na staly etat jest dopiero wygranie konkursu na stanowisko profesora okolo
    40tki. Dozywaja tego nieliczni (ale i tak dosc liczni, zeby na jeden etat bylo kilkunastu
    chetnych po habilitacji), w zdrowiu psychicznym wlasciwie nikt.
    - za to profesor jest zywym bogiem, ktory moze podwladnymi pomiatac i nimi sie wyslugiwac
    w stopniu zatrwazajacym. Moze wyladowywac na nich zle humory, a oni wszystko zniosa i
    jeszcze w reke pocaluja, bo takie jest poczucie hierarchii i takie uzaleznienie. Moze mialem
    po prostu szczescie, ale w Polsce czegos podobnego nie widzialem (slyszalem tylko, ze tak
    jest w Krakowie)
    - profesor ma do dyspozycji caly tlum mlodych ludzi, ktorzy pracuja na jego kariere. Moj
    przyjaciel Sascha z uniwersytetu w Kolonii zrobil oczy jak spodki, kiedy powiedzialem ze w
    Polsce profesor nie ma do dyspozycji sekretarki i osobistych asystentow: "To jak oni
    uprawiaja nauke?!?" Bo jak jego szef jedzie na konferencje, to zasadza Sasche do napisania
    tekstu, ktory potem sam wyglasza i publikuje pod wlasnym nazwiskiem. I wszyscy to
    uwazaja za normalne. Sam widzialem jak niemiecki profesor pisal artykul: chodzac po
    gabinecie nagrywal tekst na dyktafon, potem sekretarka go spisywala, a asystenci robili
    przypisy. Jest zupelnie normalne, ze tlum ludzi pracuje nad ksiazka szefa, ktory podpisuje ja
    tylko i wylacznie wlasnym nazwiskiem. "Murzyn" moze wlasciwie tylko w jednym przypadku
    dopisac sie do publikacji - jesli profesor umrze w trakcie jej przygotowywania.
    - poniewaz jedynym stalym pracownikiem niewielkiego zakladu czy instytutu jest jego szef, to
    bez problemu mozna taki osrodek zlikwidowac kiedy przechodzi on na emeryture. I to sie
    wlasnie w Niemczech dzieje, na calkiem spora skale w przypadku nauk humanistycznych. Bo
    podobnie jak w Polsce, na nauce sie oszczedza. I jakosc danego osrodka nie ma
    najmniejszego znaczenia: wszystko co nie sluzy gospodarce, jest niepotrzebne. Na papierze
    wyglada to ladnie, bo likwiduje sie tylko etat po emerytowanym profesorze, ale de facto
    kilkunastu nawet mlodych naukowcow laduje po prostu na bruku.

    Kiedy opowiadam, ze mam czteroletnie stypendium na napisanie doktoratu, a potem szanse
    na staly etat, ze utrzymuje sie z roznego rodzaju grantow i stypendiow, ze mojemu szefowi
    nawet przez mysl nie przechodzi zasadzic mnie do pracy nad swoja ksiazka czy artykulem,
    to nikt tu nie chce mi wierzyc. Jestem wlasnie w Niemczech i z prawdziwa przyjemnoscia
    znajde sie za kilka dni na moim ulubionym uniwersytecie: UW
  • Gość: gosc IP: *.ag1.mpi-sb.mpg.de 26.02.04, 19:46
    Tylko ze w Niemczech masz szanse dostac grant bedac na takiej terminowej
    przedprofesorskiej pozycji - gratulacje ze zdobyles kilka grantow jako
    doktorant, ale poczekamy co powiesz jak zrobisz doktorat i bedziesz chcial
    dostac swoj grant pokrywajacy chociazby koszty podrozy na konferencje. Dlatego
    wlasnie tylu ludzi w ciagu 5 lat od zrobienia doktoratu decyduje sie na staly
    wyjazd - jak porownaja chocby warunki postdoca z polskim adiunktem to latwo ich
    zrozumiec. Ja tez nie mam najgorzej, ale irytuja mnie rozne mechanizmy
    powodujace ze w Polsce nie mam juz z kim pracowac, bo wszyscy aktywni powyjezdzali.
    O systemie niemieckim nie wspominam, bo dla mnie to jeden z systemow
    patologicznych, choc akurat to ze jest duza konkurencja jest dobre, natomiast
    przywileje profesorskie niszcza wielu mlodych - stamtad tez sporo bardzo
    zdolnych ludzi wyjezdza za ocean do najlepszych amerykanskich osrodkow.
  • Gość: doktorant IP: 134.95.158.* 26.02.04, 19:58
    jestem zupelnie spokojny, ze w moim fachu (fakt, malo "kapitalochlonnym") moge uprawiac
    nauke na swiatowym poziomie. Do Stanow tez pojade (mam propozycje na roczny wyjazd do
    Stanforda), ale bez zludzen: beda tam mna orac i wlepia mase dydaktyki. Na tym polega czesc
    amerykanskiego sukcesu: brain drain i wykorzystywanie ludzi wyksztalconych gdzie indziej.
    A jesli chodzi o patologie: we Francji i we Wloszech jest jeszcze gorzej, sam slyszalem jak
    wielcy wloscy profesorowie przy kawce "ustawiali" konkursy w calych Wloszech. W Polsce nie
    jest tak najgorzej
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 21:40
    1) Pozwol mi powtorzyc, siedzisz za granica - dlaczego wiec chwalisz POLSKI
    system? Dlaczego porownujesz swoje zarobki do zarobkow POLSKIEGO bankowca
    pracujacego w POLSCE? Dostales pare grantow ktore Ci pozwolily wyjechac i marzy
    ci sie ze jak wrocisz bedzie dobrze. Zmartwie cie: "ja tez tak kiedys dawno
    temu myslalem". JA juz sprawdzilem i szybko mi przeszlo! Ucz sie na bledach
    innych!

    2) Porownujesz kostyczne sytemy Niemiecki, Wlaski i Francuski - wszystkie
    chwalebnie z podobnymi uprawnieniami habilitacyjny i jak nasz Polski. Wiec na
    czym polega porownanie - ze wszedzie jest tak samo - nie jest to zdumiewajacy
    wniosek. POrownaj z USA i wielka brytania.

    3) Mowisz ze pojedziesz do Stanforda gdzie toba pooraja... No coz jesli wrocisz
    rozumiem ze dobre publikacje stamtad posluza Ci za podkladke do szybkiej i
    chwalebnej oczywiscie "czysto polskiej" habilitacji. Po czym juz zasluzenie
    bedziesz mogl sie udac na naukowa emeryture. I opowiadac wszystkim jak ciezko
    pracowales w USA. Jeszcze tylko pare lat pozniej jakas ksiazka i gratulacje od
    pana prezydenta! ... Ach ale gdzie ta "polska" nauka?

    JZ
  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 27.02.04, 00:06
    Doktorancie... nie wszedzie w USA jest
    tak, by miano toba "orac" i jednoczesnie
    wlepic "mase dydaktyki". To jest pewna
    przesada... Z drugiej zas strony, np.
    wielu Azjatow (szczegolnie tych z Chin)
    bardzo chetnie pokazuje swoja "aktywnosc" -
    spedzajac po 60 - 70 godzin tygodniowo
    w pracy (czesto ze swojego wlasnego wyboru)!
    Nikt ich kijem nie przymusza...

    P.S. A "ustawianie" konkursow to cos z czym
    mozna takze spotkac sie z USA, w Kanadzie,
    czy w Japonii. Moze to istnieje na calym swiecie?
  • Gość: Doktorek IP: *.esp.ee.saga-u.ac.jp 27.02.04, 06:44
    Masz chlopie duzo szczescia. Statystycznie ciezko sie zalapac na studia
    doktoranckie w Polsce. Zostaja zwykle krewni i znajomi krolika, a robic
    doktorat z wolnej stopy u nas to rzadkosc i prawdziwa orka. Jesli masz
    mozliwosci pozostania po doktoracie to w porownaniu ze srednia statystyczna-
    super! Czesc moich znajomych zrobila w Polsce doktorat i co? Albo jest na
    krotkich stypenidach zagranicznych albo szuka wciaz pracy... Na uczelni etatow
    nie ma a do firmy- z doktoratem nie potrzebujemy, nie mozesz byc przeciez
    madrzejszy niz Twoj szef. Dlatego juz mnie tu nie ma :)
  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 00:29
    ...potrafi poprawiać jakość produkowanych wyrobów malarskich i klejowych
    (WMiK), bez zwiększania zakładawego kosztu wytwarzania tych wyrobów. Będzie
    opracowywał technologie nowych WMiK konkurujące na rynku. Będzie obniżał koszty
    wytwarzania WMiK bez zwiększania kosztów wytwarzania. Potrafi prowadzić badania
    atestacyjne wyrobów i opracowywać nowe metody badawcze.

    Z poważaniem
    dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze kontakt: thomalla@tomchem.pl
  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 10:15
    ... źle i bezrobocie. Eeee tam lepiej cyckać podatników poprzez budżet państwa
    i KBN. Tak, macie racje, co tam jakaś tam praca.
  • Gość: khmara IP: *.icpnet.pl 04.03.04, 11:26
    Rozwiązać wszystkie wydziały, które nie produkują wyników badań dla potrzeb
    gospodarki. Polski nie stać na takie marnotrawstwo. Musimy inwestować w
    gospodarkę. Jesteśmy biedni i nie stać nas na luksus filozofowania.

    Zlikwidować ukryte bezrobocie na uczelniach - kto nie załatwi sobie
    finansowania badań w przemyśle, musi odejść, bo jest nieproduktywny.

    Zlikwidować finansowanie nauki przez państwo. Płacić tylko za dydaktykę.
    Zrównać zarobki wszystkich nauczycieli akademickich. A najlepiej polikwidować
    etaty profesorskie i zatrudnić wszystkich na etatach wykładowców - do niczego
    poza nauczaniem ci ludzie nie są potrzebni.

    A jak ktoś chce filozofować i badać gwiazdy, to niech to robi za swoje
    pieniądze i za granicą. Nie u nas.

    Nieroby na uczelniach kształcą kolejnych nierobów. Wywalić na zbity pysk,
    zamknąć, rozwiązać. I zainwestować w gospodarkę. Dać miejsca pracy robotnikom
    niewykwalifikowanym i sprzątaczkom. Jak komuś potrzebny specjalista to go sobie
    znajdzie za granicą, nie obciążając polskiego podatnika kosztami wykształcenia
    fachowca.

    A w ogóle to wystarczą trzy klasy na koszt podatnika - czytać, pisać i
    rachować. Specjalistów od zarządzania, kierowników też sobie weźmiemy zza
    granicy. A bydło niech pracuje.

    Ciemnotą łatwiej rządzić.

  • Gość: Khmara IP: *.icpnet.pl 04.03.04, 12:17
    Co chcecie produkować w tej strefie?

    Drodzy bezrobotni jesteście ofiarami złego zarządzania krajem, a szczególnie
    złym zarządzaniem działalnością badawczo-rozwojową. To z tej działalności rodzą
    się technologie, które moglibyście wykorzystac do uruchomienia jakieś tam
    produkcji albo podtrzymania istniejącej. Ale technologii w Polsce nie ma i nie
    bedzie. Dlaczego?

    Otóż do niedawna (1990) budżet państwa wydawał pieniądze na działalność
    badawczo-rozwojową instytutów resortowych, uczelni wyższyuch, PAN-u i
    laboratoriów badawczych przedsiębiorstw (tzw. OBR-y). Opracowywały one
    technologię, stosowanie tych technologii tworzyło miejsca pracy szła produkcja.

    Od 1990 roku funduszem tym zawładnęli całkowicie profesorowie uczelni wyższych
    i PAN-u. I zamiast technologii mamy tylko publikacje w czasopismach grupy
    filadelfijskiej potrzebne jedynie po to aby oni zdobywali tytuły, stopnie,
    wyjady zagraniczne i oczywiście forsę.

    Co roku dostają oni w gotówce na ich konto ok. 3 miliardy złotych, do tego
    jeszcze dochodzą pieniądze na szkolnictwo wyższe (edukacja i badania naukowe) w
    sumie ok. 6 miliardów złotych na rok też w gotówce.

    Jako podatnicy macie prawo domagać sie od profesorów wszelakiej pomocy i to za
    darmo za nasze podatki. A przecież potrzebujecie doradców ekonomicznych,
    prawników, chemików, tworzywowców, metaloznawców, i innych. Wszyscy oni powinni
    za darmo, tzn. za ogromna forsę ciagnioną z budżetu państwa Wam pomagać.
    Zgłaszajcie sie więc na odpowiednie uczelnie i PAN-y o pomoc. Nic innego nie
    mają do roboty jak uczyć młodzież i pomagać potrzebującym.

    Z poważaniem
    dr Bogdan Thomalla, Zabrze

    Więcej możecie się dowiedzieć na stronie
    Cyrku naukowego.





    ~B.T., Zabrze, 2003-10-08 18:26


  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 21:46
    Ożarowie. Biedacy pracowali na naszych "genialnych" profesorów płacąc podatki,
    a jak wpadli w kłopoty to pies z kulawą nogą im nie pomógł. Gdzie ci
    ekonomiści, gdae prawnicy, gdzie chemicy, gdzie metalurdzy itp.?
  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 21:49
    .. do czegoś!
  • Gość: gggg... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 19:44
    Czy to UW, którym wspominasz jest na Księżycu?, czy aż tak się różni od reszty
    Polski czy po prostu patrzysz i nie widzisz?
  • Gość: Rafiko IP: *.chello.pl 28.02.04, 18:27
    Doktorancie z UW,

    Cos Ci się chyba pokiełbasiło, bo ja też mam grant promotorski od którego
    pobrano podatek (prawa autorskie). Tak więc nie chwal się, że to bez
    opodatkowania...
  • Gość: doktorant z krk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.04, 12:08
    tylko 1 profesor? bo ja slyszlem ze jest kilku, a jednen podobno nawet
    doktorantow nie bije. wiec moze swoje uogolnienia troszke zlagodzisz, ok?
  • Gość: Bolo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.04, 19:54
    No właśnie. Jak sobie radzi z jakością nauka amerykańska? Nauka bez hab.
    Jesteśmy bodajże jednym z czterech krajów, które mają habów.To jest dobre.
    wszyscy się martwiĄ O JAKOŚĆ. Drhab MA POCZUCIE ODPOWIEDZIALNOŚCI i ambicje i
    odpowiedzialność a poniżej już nie. Prawdziwi strażnicy etosu. To śmieszne, ale
    nawet doktrynerscy liberałowie profdrhab są za naukową reglamentacją. Rynkowa
    regulacja - toż to świętokradztwo. A rywalizacja dr z profdrhab to zbrodnia.
    Ale bez prześmiewczych popisów: jeden stopień naukowy i stanowisko profesora
    zamiast dożywotniego tytułu. Już słyszę to święte oburzenie: zamach na uznaną i
    zasłużoną pozycję. I dajmy sobie kilka lat na ustabilizowanie sytuacji. A
    szkoły wyższe na pewno przetrwają. I tak stoją na doktorach, choć PaKA usiłuje
    przekonać,że jest inaczej. Czarno widzę prace nad nową ustawą o szkolnictwie
    wyższym. Zwycięży duch profesorskiego korporacjonizmu i ograniczony dostęp do
    zawodu. A ambitni młodzi naukowcy i tak wyjadą po 1 maja /witaj maj, pierwszy
    maj/
  • Gość: TYTUS IP: *.picr.man.ac.uk 26.02.04, 20:02
    Gdy rozni ludzie pytaja mnie jak sie ma Nauka Polska zwykle odpowiadam: "Nauka
    Polska ma sie swietnie w przeciwienstwie do nauki w Polsce". Mam na mysli fakt
    ze znaczaca liczba Polakow swietnie sobie radzi w czolowych placowkach
    naukowych Europy zachodniej i USA od doktorantow po profesorow. Publikuja w
    znakomitych czasopismach i swietnie orientuja sie w "realiach naukowych
    zachodu". Jesli chodzi o nauke w Polsce to wszyscy widzimy ze nie jest dobrze
    (gdyby bylo dyskusja na tym forum nie byla by tak aktywna :)).

    Moim zdaniem zanim zaczniemy na dobre dyskutowac nalezy dokonac systematyki. W
    jezyku angielskim istnieja dwa terminy: science (czyli mniej wiecej nauki
    scisle i stosowane) oraz humanities (czyli nauki humanistyczne od historii po
    prawo). Moim zdaniem jesli chodzi o mechanizmy funkcjonowania sa to zupelnie
    oddzielne swiaty i nie nalezy w ich ocenie przykladac uniwersalnaj miarki bo
    takowej nie ma. Kryteria oceny biologa molekularnego czy fizyka ciala stalego
    musza roznic sie od kryteriow oceny badacza kultury luzyckiej na polskich
    ziemiach zachodnich bo w przeciwnym razie zawsze bedzie paranoja a nie kryteria
    oceny. Ja jestem przedstawicielem Science i chcialbym tu przedstawic kilka
    pomyslow na uzdrowienie sytuacji w naukowej w tej dziedzinie w Polsce:

    1: Jasne kryteria
    Uwazam ze podstawowa bolaczka Polskiej nauki jest brak jasnych kryteriow przy
    otrzymywaniu stopni naukowych, promowaniu na stanowiska i rozliczaniu pieniedzy
    przyznanych na badania. Istnieja w Polsce paradoksy typu profesor z dorobkiem
    naukowym: dwie publikacje w Acta Biochemica Polonica (impact factor mniej niz
    0.6) i czlowiek z kilkoma publikacjami powyzej Journal of Biological Chemistry
    (IF ɲ) ktory ma trudnosci z otrzymaniem habilitacji. Podobnie czesto sie
    dzieje ze do pracy na samodzielna pozycje na uczelni przyjmuje sie czlowieka z
    miernym dorobkiem a odrzuca goscia z dorobkiem godnym szacunku. Rownie czesto
    marnotrawcy panstwowych pieniedzy ( milion zlotych grantu i zero publikacji
    przez piec lat) spokojnie otrzymuja kolejne pieniadze a ludzie ktorzy potrafia
    zrobic "cos z niczego" nie sa doceniani.
    Mysle ze stworzenie jasnych wymogow i procedur konkursowych na stanowiska
    byloby bardzo dobrym krokiem w kierunku uzdrowienia nauki w Polsce.

    2: Wymog habilitacji?
    Zgadzam sie ze habilitacja moze byc dobra dla "odsiania" krajowych miernot,
    jednakze rownie skutecznie blokuje ona powrot do kraju "orlow" z zagranicznych
    uczelni. Cos z tym powinno zostac zrobione.

    3: Periodyczna ocena grupliderow
    Niestety w Polsce brak jest (w wiekszosci przypadkow) mechanizmow oceny
    pracownikow naukowych i ewentualnego usowania "czarnych owiec". Grupy naukowe
    utrzymywane z publicznych pieniedzy powinny byc w sposob obiektywny oceniane
    np. raz na 5lat (standard na zachodzie) i rozwiazywane jesli sa nieproduktywne.
    Zwiekszyloby to motywacje wielu pracownikow naukowych w Polsce ktorzy wciaz
    holduja zasadzie: Czy sie stoi czy sie lezy kasa i szacunek sie nalezy.

    Sa to tylko trzy punkty ale mysle ze ich uregolowanie stanowiloby dobry
    poczatek w reformie nauki w Polsce.

    Pozdrowienia dla prawdziwych naukowcow
    Tytus
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 20:05
    Szkodliwosc habilitacji polega na
    -- tworzeniu sie ukladow i ukladzikow wewnatrzuczelnianych i uzaleznianiu od
    nich wartosciowych naukowcow oraz promowanie bezwartosciowych naukowcow
    wyposazonych w koneksje. Wbrew ocenie Pana Profesora habilitacjja nie jest
    przeprowadzana przez osoby nieznajace sie - recenzenci sa praktycznie zawsze
    wybierani na zyczenie ze scisle zaznajomionych kregow.

    -- POlega na spowalnianiu kariery naukowej i marnowaniu czasu na pisanie
    wypracowan ktorych nikt nigdy nie czyta (za wyjatkiem autora i dwoch
    recenzentow). NAwet jesli habilitacja polega na speieciu artykulow to tez jest
    to zbedna praca - kazdy moze te artykuly sam obecnie znalezc jesli sa w
    indeksowanych czasopismach. Stres egzaminu haibilitacyjnego i calej zabawy w
    papierki jest zupelnie bezsensowny - wartosciowi naukowcy powinni czas tracic
    na prace naukowa i przygotowywanie podan grantowych i obrone tychze przed
    odpowiednimi cialami dajacymi pieniadze a nie tylko papierowe dyplomy!

    -- Polega na zamykaniu drogi powrotu wartosciowej kadrze wyksztalconej lub
    pracujacej na zachodzie i promowaniu jej kosztem nieudacznikow ktorym nie
    chcialo sie lub nie umieli wyjechac i ugrzezli w dydaktyce lub chalturach.
    Oczywiscie pod zaslona patriotycznego poswiecenia dla "polskiej nauki". Tak
    naprawde chodzi o wychodzenie sobie sciezek do szefa i w/w ukladzikow
    zapewniajacych moze nie bogata ale za to spokojna emeryturke na koszt panstwa.
    Po zrobieniu haibilitacji zaden nawet nawybitniejszy kolega z zachodu im nie
    podskoczy, musialby nie dosc ze zrezygnowac z zachodniej placy ale nadrabiac
    zaleglosci tytularne startujac z pozycji adiunkta. Czyli dla wymiany naukowej
    nie dosc ze nie ma marchewki to jeszcze kijek zamist poganiac z tylu tylko bije
    po pysku.

    -- hamuje dalszy rozwoj naukowy pracownikow, ktorzy po zabezpieczeniu formalnym
    tytulem (habilitacyjnym a juz szczegolnie profesorskim) maja faktycznie
    zabezpieczona prace i place na zasadzie czy sie stoi czy sie lezy... Nie
    twierdze ze wszyscy leza ale lezec _mozna_, i zgodnie z prawami entropii ci co
    leza ciagna w dol tych co stoja a rzadko kiedy na odwrot.


    Podsumowywujac, polskie habilitacji nie bronia przed bylejakoascia bo system
    jest bylejaki i stara sie ta bylejakosc podtrzymywac jak najbardziej izolujac
    sie od zewnetrznych srodowisk oraz mozliwosci zewnetrznej weryfikacji.

    Zniesienie habilitacji nie jest lekiem na wszystko ale, wraz z ograniczeniem
    przywilejow belwederskich profesorow, jest najtanszym srodkiem otwierajacym
    skostniale srodowisko polskiej nauki na konkurencje. Konkurencje ktorej
    rozlicznikiem jest nie ilosc tytulow ale umiejetnosc przyciagniecia
    zaintersowania i idacych za nim funduszy na badania, czyli nagdy nie "dorobek"
    lecz za prace "TUTAJ i TERAZ".

    Niestety Ani PAN ani KBN ani zaden czlonek obecnego establismentu takimi
    zmianami zainterosowani ni sa i nie beda. Wzorem obecnego artykulu staraja sie
    chronic obecnego systemu na zasadze ze "jest zle" (kazdy widzi) ale "lepiej byc
    nie moze" (chociazby bardzo chcieli) jak najbardziej rozmywajac przyczyny i
    argumenty. FAktycznym powodem jest to ze ro wlasnie oni maja te cieple posadki,
    nie kto inny!


    JZ
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 26.02.04, 20:33
    >Szkodliwosc habilitacji polega na
    >-- tworzeniu sie ukladow i ukladzikow wewnatrzuczelnianych i uzaleznianiu od
    >nich wartosciowych naukowcow oraz promowanie bezwartosciowych naukowcow
    >wyposazonych w koneksje

    No to poodbierajmy stopnie i tytuly (hab. prof.), zrownujac wszystkich do dr.
    Efektem bedzie to, ze o awansie decydowac beda.... juz wylacznie koneksje.

    >Nawet jesli habilitacja polega na speieciu artykulow to tez jest
    >to zbedna praca - kazdy moze te artykuly sam obecnie znalezc jesli sa w
    >indeksowanych czasopismach.

    A komisje przyznajace granty beda czytac te artykuly i oceniac ich poziom, oraz
    kompetencje ich autora. Czyli... bede wielokrotnie powtarzac procedure mniej
    wiecej rownowazna habilitacyjnej. A to dopiero bedzie biurokracja!

    >Polega na zamykaniu drogi powrotu wartosciowej kadrze wyksztalconej lub
    >pracujacej na zachodzie i promowaniu jej kosztem nieudacznikow ktorym nie
    >chcialo sie lub nie umieli wyjechac i ugrzezli w dydaktyce lub chalturach.

    Jesli ma liczacy sie dorobek to nie bedzie mial problemow. Chyba... ze sam
    grzazl w dydaktyce czy chalturach, tyle, ze na Zachodzie.

    >hamuje dalszy rozwoj naukowy pracownikow, ktorzy po zabezpieczeniu formalnym
    >tytulem....

    To niech Amerykanie wpierw zniosa tenury, beda sie szybciej rozwijac :-)

    >Konkurencje ktorej
    >rozlicznikiem jest nie ilosc tytulow ale umiejetnosc przyciagniecia
    >zaintersowania i idacych za nim funduszy na badania, czyli nagdy nie "dorobek"
    >lecz za prace "TUTAJ i TERAZ".

    A jak te fundusze beda rozdzielane, gdy komisje nie beda w stanie sprawdzic
    kompetencji wnioskodawcow? Skonczy sie na tym, ze wszystkie fundusze
    przejedza "kolesie" - nieutytulowani, lecz bardziej pazerni.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 21:09
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > >-- tworzeniu sie ukladow i ukladzikow wewnatrzuczelnianych i uzaleznianiu o
    > No to poodbierajmy stopnie i tytuly (hab. prof.), zrownujac wszystkich do dr.
    > Efektem bedzie to, ze o awansie decydowac beda.... juz wylacznie koneksje.
    BZDURA. Sa _wymierne_, i _sprawdzalnie_ czynniki swiadczace o jakosci
    pracownika: to liczba publikacji, z impact factorami, to swiadectwo
    pracy/szkolen w dobrych osrodkach, to ilosc i jakosc pracy dostarczanej TU i
    TERAZ. A nie pietnaascie lat temu przy habilitacji popartej z lekkim
    zazenownaiem przez znajomkow.

    > >Nawet jesli habilitacja polega na speieciu artykulow to tez jest
    > >to zbedna praca - kazdy moze te artykuly sam obecnie znalezc jesli sa w
    > >indeksowanych czasopismach.
    > A komisje przyznajace granty beda czytac te artykuly i oceniac ich poziom,
    > kompetencje ich autora. Czyli... bede wielokrotnie powtarzac procedure mniej
    > wiecej rownowazna habilitacyjnej. A to dopiero bedzie biurokracja!
    BZDURA! Taka "biurokacja" dzila w USA i UE. Nauka nie stoi w miejscu i nie ma
    patentow na nieomylnosc - ciagla kontrola jakosci pracy jest podstawowym
    czynnikiem wymuszjacym jakosc pracy. W polskiej nauce tego czynnika NIE MA.
    Daltego (miedzy innymi) pozion jest tak niski!


    > >Polega na zamykaniu drogi powrotu wartosciowej kadrze wyksztalconej lub
    > >pracujacej na zachodzie i promowaniu jej kosztem nieudacznikow ktorym nie
    > >chcialo sie lub nie umieli wyjechac i ugrzezli w dydaktyce lub chalturach.
    > Jesli ma liczacy sie dorobek to nie bedzie mial problemow. Chyba... ze sam
    > grzazl w dydaktyce czy chalturach, tyle, ze na Zachodzie.
    BZDURA! Nikt nie wroci na nisza posade i pensje. Doczytaj w moim poprzednim
    liscie to co wyciales.

    > >hamuje dalszy rozwoj naukowy pracownikow, ktorzy po zabezpieczeniu formalny
    > To niech Amerykanie wpierw zniosa tenury, beda sie szybciej rozwijac :-)
    BZDURA! Tenure professorship w stanach czy wielkiej brytani sa WEWNETRZNA
    sprawy uczelni! w Polsce jest to posada gwearantowana panstwowo.


    > >Konkurencje ktorej
    > >rozlicznikiem jest nie ilosc tytulow ale umiejetnosc przyciagniecia
    > >zaintersowania i idacych za nim funduszy na badania, czyli nagdy nie "dorob
    > ek"
    > >lecz za prace "TUTAJ i TERAZ".
    > A jak te fundusze beda rozdzielane, gdy komisje nie beda w stanie sprawdzic
    > kompetencji wnioskodawcow? Skonczy sie na tym, ze wszystkie fundusze
    > przejedza "kolesie" - nieutytulowani, lecz bardziej pazerni.
    Wyjasnilem wyzej ze jest szereg _obiektywnych_ wskaznikow pozwalajacych
    oceniac prace naukowa. Sama zas pazernosc rzadko kiedy wystarcza. Roznica
    miedzy kolesiami utytulowanymi lub nieututulowanymi polega na tym ze ci
    NIEutytulowani musza sie BARDZIEJ starac. I O TO CHODZI!.

    JZ
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 26.02.04, 22:17
    > BZDURA. Sa _wymierne_, i _sprawdzalnie_ czynniki swiadczace o jakosci
    > pracownika: to liczba publikacji, z impact factorami, to swiadectwo
    > pracy/szkolen w dobrych osrodkach, to ilosc i jakosc pracy dostarczanej TU i
    > TERAZ. A nie pietnaascie lat temu przy habilitacji popartej z lekkim
    > zazenownaiem przez znajomkow.

    Ma sie rozumiec, ze istnieja wymierne i sprawdzalne czynniki tylko nikt nie
    bedzie z nich korzystal.

    Nie moge zrozumiec naiwnosci, z jaka niektorzy twierdza ze znajomosci itd
    wystepujace przy habilitacji, nagle znikna i doktorzy beda rywalizowac o pozycje
    profesorskie na uczciwych zasadach.

    Moim zdaniem bedzie tak: poniewaz w naszym kraju wszytsko robi sie od konca,
    najpierw zniesiemy habilitacje, pozniej zaczniemy sie zastanawiac nad kryteriami
    i procedurami przyznawania stanowisk profesorskich. W miedzyczasie wszyscy cwani
    na slabszych uczelniach zostana profesorami, poziom tych uczelni zjedzie
    gwaltownie, mam rowniez na mysli poziom ksztalcenia studentow. Poziom utrzymaja
    ze dwie, trzy uczelnie w kraju. Z jednej strony normalne zjawisko w urynkowionym
    systemie, z drugiej strony, jestem przekonany, ze konsumenci (pracodawcy itd)
    jeszcze dlugo nie beda rozrozniac pomiedzy absolwentem UW a absolwentem
    politechniki z Pcimia Dolnego i bedziemy mieli zalew miernych doktotrow,
    profesorow-konsultantow itd, a jak przyjdzie komus zaprojektowac norme na
    mieszanke afaltu do polskich drog to znowu zostanie to spieprzone.

    Druga sprawa to z tym calym urynkowieniem. Ile my mamy tych uczelni i jaki w
    ogole rynek moze tu powstac? Przeniesienie sie z Krakowa do Warszawy w ramach
    wymagan wolnego rynku, to jednak nie to samo z przeprowadzka ze Wschodniego
    wybrzeza Ameryki na Zachodnie czy na odwrot. U nas i tak sie wszyscy znaja i
    specjalnie koneksji sie przez wymog przeprowadzek nie pozbedziemy.

    Inna sprawa to caly ten placz, ze starsi blokuja mlodszych itd. Juz to widze jak
    starsi naukowcy w USA ustepuja mlodszym wlasnym kosztem w imie dobra nauki.
    Niektorzy pewnie to robia, niektorzy nie. Ja gdy bylem studentem, a pozniej
    asystentem na uniwersytecie w Lublinie specjanie zadnego blokowania nie
    widzialem (raczej rozgrywki miedzy profesorami). Widzialem raczej doktorow,
    ktorym znudzila sie praca naukowa tudziez takich ktorych sytuacja finansowa
    zmusila do pracowania na rozmaitych innych uczelniach. Blokowac ich nikt nie
    blokowal, bo nie bylo po co, oni i tak zadnej kariery naukowej nie robili. Nie
    chce mi sie myslec o sytuacji w ktorej oni wszyscy zostaja profesorami (a
    zostaliby, bo uczelni byloby to na reke) - byloby to uznanie marazmu za normalny
    stan rzeczy.

    W koncu, moze naiwnie, ale uwazam, ze generalnie jak jestes dobry to inni moga
    Ci za przeproszeniem naskoczyc. W najgorszym razie mozna sie udac na troche za
    granice. Jesli nie mozesz wyjechac, bo masz juz trojke dzieci, zone tesciowa psa
    i kota, no to sorry Winnetou, ale nauka wymaga poswiecen i wstrzymania sie z
    zakladaniem rodziny (tak jak to robi wiekszosc moich znajomych z Kanady czy
    USA). To ze doktorantom tam zyje sie lepiej niz w Polsce, nie wynika z tego ze
    ze maja one kapitalne stypendia itd, tylko z tego, ze i sprzataczce w Kanadzie
    zyje sie lepiej niz sprzatacce w Polsce, bo jest to bogatszy kraj i generalnie
    zyje sie tam lepiej i latwiej. Dla porownania na Ukrainie swiatowej slawy
    profesorowie potrafia nie otrzymac pensji przez pol roku i musza jezdzic na
    staze za granice aby sie jakos utrzymac.

    Pozdrawiam,
    Jacek
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 26.02.04, 23:05
    Gość portalu: jacek napisał(a):
    > Ma sie rozumiec, ze istnieja wymierne i sprawdzalne czynniki tylko nikt nie
    > bedzie z nich korzystal.
    Na poczatku moze nie ale bardzo szybko okaze sie ze wszystko da sie
    weryfikowac. Teraz wyrzucenie niepopularnego docenta jest niemozliwe, bo
    uczelnia go MUSI miec zeby nadawac tytuly. Jesli to nie bedzie konieczne to
    moze da sie go zastapic bardziej przyjemnym doktorem lub magistrem ktory
    potrafi sie ze studentami porozumiec. A studenci juz w wiekszosci wiedza ze nie
    chodzi TYLKO o oceny lecz o to zby cos umiec!



    > Nie moge zrozumiec naiwnosci, z jaka niektorzy twierdza ze znajomosci itd
    > wystepujace przy habilitacji, nagle znikna i doktorzy beda rywalizowac o
    pozycj
    > e
    > profesorskie na uczciwych zasadach.
    Nie ma oczciwych zasad rywalizacji miedzy profesorami i doktorami. Ale w
    obecnym systemi nie ma W OGOLE rywalizacji miedzy profesorami i doktorami. A
    przeciez jest to kolejny bat do roboty.

    > Moim zdaniem bedzie tak: poniewaz w naszym kraju wszytsko robi sie od konca,
    wydaje mi sie ze ograniczenie praw habilitacyjnych nie jest przewrotem sytemu
    lecz raczej drobna, w istcie rzeczy prosta poprawka.


    > i procedurami przyznawania stanowisk profesorskich. W miedzyczasie wszyscy
    cwan
    > i
    > na slabszych uczelniach zostana profesorami, poziom tych uczelni zjedzie
    > gwaltownie, mam rowniez na mysli poziom ksztalcenia studentow. Poziom
    Mozliwe



    > systemie, z drugiej strony, jestem przekonany, ze konsumenci (pracodawcy itd)
    > jeszcze dlugo nie beda rozrozniac pomiedzy absolwentem UW a absolwentem
    > politechniki z Pcimia Dolnego i bedziemy mieli zalew miernych doktotrow,
    To sie mylisz, pracodawcy czytaja gazety i rankingi - glupi nie sa, a jak sie
    pomyla to poprostu nie przedluza umowy o pracy i z nastepnymi pcimowcami nawet
    nie beda gadac.



    > profesorow-konsultantow itd, a jak przyjdzie komus zaprojektowac norme na
    > mieszanke afaltu do polskich drog to znowu zostanie to spieprzone.
    A teraz nie jest speprzone? Tez jest. I ja podaje powody dlaczego. A ty chcesz
    zeby sie zmienilo ale bez zadnych zmian... no, no! taka magia


    > Druga sprawa to z tym calym urynkowieniem. Ile my mamy tych uczelni i jaki w
    > ogole rynek moze tu powstac? Przeniesienie sie z Krakowa do Warszawy w ramach
    > wymagan wolnego rynku, to jednak nie to samo z przeprowadzka ze Wschodniego
    > wybrzeza Ameryki na Zachodnie czy na odwrot. U nas i tak sie wszyscy znaja i
    > specjalnie koneksji sie przez wymog przeprowadzek nie pozbedziemy.
    Wchodzimu do UE, jest szerg programow wymiany osobowej, wystarczy?


    >
    > Inna sprawa to caly ten placz, ze starsi blokuja mlodszych itd. Juz to widze
    > starsi naukowcy w USA ustepuja mlodszym wlasnym kosztem w imie dobra nauki.
    Nie ale jak czasem padna na zawal serca to po paru miesiacach w szpialu
    okazuje sie ze juz ktos inny rzadzi. Swiat jest okrutny i prze do przodu.
    Dlatego najlepsi i tylko najlepsi sa czsem w stanie wymusif synekury takie jak
    tenures, ale to tylko NAJLEPSI an zasadzie wyjatku a nie standardowej kariery
    naukowej.


    > Niektorzy pewnie to robia, niektorzy nie. Ja gdy bylem studentem, a pozniej
    > asystentem na uniwersytecie w Lublinie specjanie zadnego blokowania nie
    > widzialem (raczej rozgrywki miedzy profesorami). Widzialem raczej doktorow,
    > ktorym znudzila sie praca naukowa tudziez takich ktorych sytuacja finansowa
    > zmusila do pracowania na rozmaitych innych uczelniach. Blokowac ich nikt nie
    I dobrze, byli w stanie prowadzic dydaktyke? Do dydaktyki potrzeba czsem
    WYLACZNIE wiedzy ze szkoly sredniej plus troch specjalizacji (kto prowadzi
    wiekszosc zajec jesli nie magistrzy-doktoranci?). Habilitacje to robienie
    swietych krow. profesury tez. potem Ci ludzie zabezpieczeni tytulami tak jak
    mowisz zajmuja sie rozgrywkami osobistymi o pokoje i sekretarki. To tez sie
    zdarza na zachodzie, tyle tylko ze oprocz tego na zachodzi robi sie jeszcze
    choc troche nauki - w polszcze nie!


    > blokowal, bo nie bylo po co, oni i tak zadnej kariery naukowej nie robili. Nie
    > chce mi sie myslec o sytuacji w ktorej oni wszyscy zostaja profesorami (a
    > zostaliby, bo uczelni byloby to na reke) - byloby to uznanie marazmu za
    Nie jesli stopien habilitowanego czy profesora bylby tylko tytulem a nie
    uprawnieniem. Obecnie jesli nie zrobisz habilitacji w 8 lat po dr to
    wylatujesz. Wiec albo musisz "zdegradowac sie" na technicznego alebo zajac sie
    dzialnoscia zwiazkowa. Bez wymagania ludzie bez ambicji moga dozyc starosci
    uczac studentow dodawac w kodzie dwojkowym do czego zadne nowe publikacje nie
    sa potrzebne. Zas Ci ktorzy nie lubia uczyc mozga potrzec na sufit i pisac
    prace naukowe a na widok studenta zieleniec z przerazenia. No chyba zeby to byl
    wyjatkowo inteligentny student z ostaniego roku i wtedy mogliby sobnie pogadac.
    Miejsce jest dla kazdego. Urawnilowka ani wymuszane wszechmocne tytuly nie sa
    niezbedne.




    > W koncu, moze naiwnie, ale uwazam, ze generalnie jak jestes dobry to inni moga
    > Ci za przeproszeniem naskoczyc. W najgorszym razie mozna sie udac na troche za
    Owszem, tylko chodzi w tym przypadku zeby mi naskakiwali w Polsce i zebym tam
    zostawial moje podatki i zyski z badan. Poki co wszyscy mi moga naskoczyc w
    Szwecji, al tutaj tez zostawiam 80% moich pieniedzy. Pozostale 10 idzie na
    wczasy, do polski moze z tego 5%. I na tym polega problem - Kapujesz?


    > granice. Jesli nie mozesz wyjechac, bo masz juz trojke dzieci, zone tesciowa
    > i kota, no to sorry Winnetou, ale nauka wymaga poswiecen i wstrzymania sie z
    > zakladaniem rodziny (tak jak to robi wiekszosc moich znajomych z Kanady czy
    > USA). To ze doktorantom tam zyje sie lepiej niz w Polsce, nie wynika z tego ze
    > ze maja one kapitalne stypendia itd, tylko z tego, ze i sprzataczce w Kanadzie
    > zyje sie lepiej niz sprzatacce w Polsce, bo jest to bogatszy kraj i generalnie
    Pieniadze to nie wszystko, poza tym zgodnie z tym rozumowaniem: ostatni gasi
    swiatlo". To nie o to chodzi!


    > zyje sie tam lepiej i latwiej. Dla porownania na Ukrainie swiatowej slawy
    > profesorowie potrafia nie otrzymac pensji przez pol roku i musza jezdzic na
    > staze za granice aby sie jakos utrzymac.
    A dlaczego wracaja? czyzby tezli gwarantowane habilitacja emeryturki naukowe
    na ktore musz dmuchac i chuchac?

    > Pozdrawiam,
    > Jacek

    Pozdrawiam
    JZ
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 28.02.04, 01:19
    Z wiekszoscia Twoich uwag sie zgadzam, z dwoma wyjatkami: nie zauwazylem zeby
    wiekszosc studentow wiedziala ze nie chodzi tylko o oceny (a mialem z nimi
    kontakt zarowno jako ich kolega jak i ich asystent). Niestety tak nie jest (co
    znowu nie dziwi specjalnie, bo i to samo mozna zaobserwowac, choc w mniejszym
    stopniu w Kanadzie). Gorzej, ze w Polsce nie ma zupelnie uczciwosci (mam na
    mysli sciaganie, przepisywanie prac domowych itd), a kary wlasciwie nie istnieja
    (czego przykladem np zenujace rozwazania czy kupno pracy magisterskiej jest
    przestepstwem, czy tez nie). No ale to temat na inna dyskusje.

    Druga sprawa, to fakt ze w wiekszosc przypadkow nie potrzeba byc wybitnym
    naukowcem aby zajac sie dydaktyka, ale jednak jak sie trafi na wyklad u
    wybitnego profesora, ktory dodatkowo ma dar przkazywania wiedzy, to sie to
    pamieta przez cale zycie.

    Na koniec, wydaje mi sie, ze w owej dyskusji (jak rowniez porzedniej na temat
    kariery naukowej w Polsce ), bardzo czesto scieraja sie przedstawiciele z dwoch
    roznych biegunow polskij nauki: przedstawiciele nauk, ktore sa mocno
    zdemoralizowane, przesiakniete kumoterstwem i hochsztaplerstwem, przechowalnii
    dla bylych teoretykow socjalizmu itd (przykladow nie bede podawal, bo akurat sie
    z nich nie wywodze wiec nie mam 100% pewnosci i nie chcialbym nikogo obrazac) i
    przedstawiciele nauk, ktore jakos jeszcze sie bronia przed bylejakoscia (np
    matematyki). Pierwsza grupa domaga sie natychmiastowej rewolucji (widzac bagno
    wokol siebie), druga jej sie sprzeciwia, bo widzi w tym (prawopodobnie slusznie)
    zaglade w miare poprawnie dzialajacego systemu (ktory jednak ogranicza sie do
    tych kilku porzadnych dziedzin).

    Wydaje mi sie, ze skoro obecny system doprowadzil do upadku niektorych dziedzin,
    to nie mozna twierdzic, ze jest on dobry (z drugiej strony nie wiadomo na ile to
    spadek po porzednim systemie politycznym, nieudanych probach reformy po roku
    1989 i niedofinansowaniu nauki i szkolnictwa). Z drugiej strony, nie mozna
    mowic, ze wszedzie rzadzi geriatria, wszyscy robia habilitacje tylko po to aby
    zaklepac sobie ciepla posadke i ze owa habilitacja ma postac nikomu
    niepotrzebnej, odtworczej ksiazki. To po prostu w niektorych dzidzinach jeszcze
    nie ma miejsca.

    Chyba warto przeprowadzic zmiany w taki sposob aby tych pozytywnych stron nie
    popsuc.

    Na koniec odpowiedz na ponizszy cytat:
    > A dlaczego wracaja? czyzby tezli gwarantowane habilitacja emeryturki naukowe
    > na ktore musz dmuchac i chuchac?

    Mam przed oczami przyklad swiatowej slawy ukrainskiego matematyka, ktory po
    prostu musi wyjezdzac za granice bo nie ma za co zyc. A ze wraca... moze w jego
    zaawansowanym wieku nie ma juz sil na emigracje, poza tym mimo calego jego
    dorobku nie sadze zeby uzyskanie posady profesora za granica bylo latwe w takim
    wieku. Bardzo smutny obraz i mozna sie cieszyc, ze Polsce nie przyszlo tak
    skonczyc. Ton niektorych wypowiedzi na forum, obraza porzadnych naukowcow,
    ktorzy akurat habilitacje czy "belwederska" profesure posiadaja. Rozumiem, ze
    karierowicze, ktorzy wygodnie sie urzadzili pod oslona tytulow naukowych
    wzbudzaja agresje, ale troche kultury w dyskusji nikomu nie zaszkodzi, a i
    zwieksza szanse sukcesu w reformie nauki (chociazby przez uzyskanie poparcia
    "porzadnych" profesorow, a tacy przeciez istnieja),

    Serdecznie pozdrawiam

    Jacek
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 13:48
    Gość portalu: jacek napisał(a):
    > Z wiekszoscia Twoich uwag sie zgadzam, z dwoma wyjatkami: nie zauwazylem zeby
    Dziekuje!

    > wiekszosc studentow wiedziala ze nie chodzi tylko o oceny (a mialem z nimi
    Hmm. "wiekszosc" jest moze przesadzona. Ale czasem goebeelsowskie metody kzna
    uzyc w dobrym celu. Wydaje mi sie takze ze proporcje rosna na korzysc


    > naukowcem aby zajac sie dydaktyka, ale jednak jak sie trafi na wyklad u
    > wybitnego profesora, ktory dodatkowo ma dar przkazywania wiedzy, to sie to
    Nikt nie zakazuje im wykladac, w niektorych wypadkach jest to niezbedne - nie
    twierdze ze asystent jest opanowac byle material. Ale ja mialem mgr-ow ktorzy
    uczyli z poswieceniem o wielle lepiej niz jakikolwiek profesor. Moze nie
    zawilosci ale podstaw. Jeszcze raz powtorze oceniajmy ludzi za to co potrafia
    tu i teraz a nie za jednorazowo osiagniety tytul (tak hab jak prof, i inne!)



    > Na koniec, wydaje mi sie, ze w owej dyskusji (jak rowniez porzedniej na temat
    > kariery naukowej w Polsce ), bardzo czesto scieraja sie przedstawiciele z
    > roznych biegunow polskij nauki: przedstawiciele nauk, ktore sa mocno
    > zdemoralizowane, przesiakniete kumoterstwem i hochsztaplerstwem, przechowalnii
    > dla bylych teoretykow socjalizmu itd (przykladow nie bede podawal, bo akurat
    > z nich nie wywodze wiec nie mam 100% pewnosci i nie chcialbym nikogo obrazac)
    > przedstawiciele nauk, ktore jakos jeszcze sie bronia przed bylejakoscia (np
    > matematyki). Pierwsza grupa domaga sie natychmiastowej rewolucji (widzac bagno
    JA jstm przeciw rewolucji, jestem za uproszczeniem regul. Zniesieniem
    uprawinien wyjatkow, przywilejow. Moze to i rewolucja na polskie warunki ale ja
    bym raczej wolal "uproszczenie", "unormalnienie".


    > Chyba warto przeprowadzic zmiany w taki sposob aby tych pozytywnych stron nie
    Zwykle reformy dobrym nie szkodza bo ci sie latwo adaptuja. A zlych mi nie zal!


    > Na koniec odpowiedz na ponizszy cytat:
    > > A dlaczego wracaja? czyzby tezli gwarantowane habilitacja emeryturki nauko
    > we
    > > na ktore musz dmuchac i chuchac?
    >
    > Mam przed oczami przyklad swiatowej slawy ukrainskiego matematyka, ktory po
    Moja uwaga byla na wyrost, nie znam systemu ukrainskiego, podejrzewalem ze ma
    podobna spuscizne poradziecka jak polska. Zreszta udowadnianie na pojedynczych
    przypadkach do niczego nie prowadzi. Kazdemu jest ciezko... na swoj sposob!



    > skonczyc. Ton niektorych wypowiedzi na forum, obraza porzadnych naukowcow,
    > ktorzy akurat habilitacje czy "belwederska" profesure posiadaja. Rozumiem, ze
    > karierowicze, ktorzy wygodnie sie urzadzili pod oslona tytulow naukowych
    > wzbudzaja agresje, ale troche kultury w dyskusji nikomu nie zaszkodzi, a i
    Nie badz tak pruderyjny! Ja za nic nie przepraszam! Nie atakuje osob z
    imienia atakuje ich poglady. jesli sa glupie to mowie ze sa glupie. To nie jest
    kulturalny "salonowiac". Rozmawiamy o PIENIADZACH i to nie o tym komu DAC lecz
    _przede wszystkim_ komu ZABRAC. Z kultura przy kawce nic nie wyszlo. Wiec
    dziekuje Gazecie ze daje jaka taka zaslone na tym forum tak ze mozna nazwac
    rzeczy po imieniu!

    > zwieksza szanse sukcesu w reformie nauki (chociazby przez uzyskanie poparcia
    > "porzadnych" profesorow, a tacy przeciez istnieja),
    Porzadni profesorzy, habilitowani istnieja, ale obecnie entropia ich ciagnie w
    dol. Porzadni chce wierzyc maj podobne zdanie jak ja i byc moze tez byli w
    wojsku i zapamietali ze "barwny" jezyk dziala lepiej. A ja chce aby o tym co ja
    mowie sie dyskutowalo i zeby pamietano wnioski!

    > Serdecznie pozdrawiam
    > Jacek


    Z powazaniem
    JZ
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 29.02.04, 00:06
    Uwagi o kulturze nie odnosily sie do Twoich postow. Mialem raczej na mysli
    rewolucyjne manifesty niektorych uczestnikow dyskusji i mieszanie z blotem
    kazdego kto jest profesorem.

    Pozdrawiam i zabieram sie do roboty, ostatnio zbyt wiele czasu spedzam na
    dyskusjach ;-)

    Jacek
  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 27.02.04, 00:20
    Nie polemizuje z calym Twoim listem. Zadam
    wiec tylko jedno pytanie...
    Jacku, dlaczego uwazasz pracodawcow w Polsce
    za idiotow?
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 28.02.04, 00:47
    No moze wypowiedzialem sie zbyt drastycznie (choc nie wspominalem nic o
    idiotach), chodzi mi o to, ze jak na razie w spoleczenstwie nie ma specjalnego
    rozeznania w jakosci edukacji liczy sie obecnie posiadanie np dyplomu magistra,
    a nie gdzie sie go zdobylo. Jestem przekonany, ze przy gwaltownych rewolucjach w
    szkolnictwie/nauce zostana wykreowane masy byle-jakich profesorow, pozbyc sie
    ich nie bedzie tak latwo

    Pozdrawiam,
    Jacek
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 18:26
    > a nie gdzie sie go zdobylo. Jestem przekonany, ze przy gwaltownych
    rewolucjach
    > w
    > szkolnictwie/nauce zostana wykreowane masy byle-jakich profesorow, pozbyc sie
    > ich nie bedzie tak latwo
    BARDZO LATWO: rozwiazanie umowy o prace. Powod: "Brak wynikow" lub "upadlosc
    uczelni".

    Skonczyc ze swietymi krowami, koniec z tytulami na cale zycie!

    JZ


  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 28.02.04, 19:07
    > BARDZO LATWO: rozwiazanie umowy o prace. Powod: "Brak wynikow" lub "upadlosc
    > uczelni".
    Teoretycznie taka mozliwosc istnieje i dzis - przeciez sa periodyczne
    weryfikacje (fakt, ze w praktyce do zwolnienia pracownika dochodzi b.rzadko).
    Stanowisko prof. nzw. tez otrzymuje sie na okreslony czas - nie zdobedziesz
    tytulu prof. - stanowisko tracisz (znam takie osoby).

    > Skonczyc ze swietymi krowami, koniec z tytulami na cale zycie!

    W takim razie wystapie do mojej szkoly sredniej... o odebranie mi matury. Np. z
    chemii, biologii juz bym nie zdal - ergo, na mature nie zasluguje. :-)
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 21:24
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > > BARDZO LATWO: rozwiazanie umowy o prace. Powod: "Brak wynikow" lub "upadlo
    > sc
    > > uczelni".
    > Teoretycznie taka mozliwosc istnieje i dzis - przeciez sa periodyczne
    Teoretycznie.... FAktycznie nie ma go komu zastapic bo ilosc tytularnie
    uprawnionych jest ograniczona zas korporacja sie trzyma razem - "dzis jego,
    jutro mnie". Poza tym nawet wyrzucony z posady kierownika dalej bedzie mail
    tytularne prawo do oceny innych.. wiec jak kogos nie lubi to dowali...


    > W takim razie wystapie do mojej szkoly sredniej... o odebranie mi matury. Np.
    > chemii, biologii juz bym nie zdal - ergo, na mature nie zasluguje. :-)
    Mam wrazenie ze nie dostalbys pracy jako biolog u zadnego zdroworozsadkowego
    pracodawcy. I tyle wystarczy. Papierk mozesz sobie trzymac na pamiatke. Dowodzi
    ze twoj umysl kiedys byl zdrowy. Ale bedac po 30-ce powolywanie sie na oceny z
    matury wzbudza tylko smiech. I o to mi chcodzi. 5-10 lat po habilitacji tan
    papier tyle samo siwadczy o umiejetnosciach habilatanta co twoja matura o
    twojej wiedzy z biologii. Faktycznie swiadczy mniej bo w/g artukulu ktory
    komentujemy potem mozna dostac profesora prawie z litosci. O ILE oczywiscie
    niekomy nie zaleziesz za skore. wtedy ci dopiero pokaza! Jesli ty uwazasz ze to
    zdrowy system to... wiesz co.... (wszyscy mi mowia ze mam innych nie obrazac,
    woiec hamuje sie jak moge :-)

    JZ
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 01.03.04, 15:13
    >Poza tym nawet wyrzucony z posady kierownika dalej bedzie mail
    > tytularne prawo do oceny innych.. wiec jak kogos nie lubi to dowali...

    Jesli jest czlonkiem Rady Wydzialu to ma tylko 1 glos na kilkadziesiat i tylko
    w tym zakresie moze wplywac na ocene innych. Moze oceniac doktoraty, jak mu
    podesla do recencji.

    >I o to mi chcodzi. 5-10 lat po habilitacji tan
    > papier tyle samo siwadczy o umiejetnosciach habilatanta co twoja matura o
    > twojej wiedzy z biologii.

    Chyba troche przesadzasz... Habilitant jednak opanowal jakas dziedzine,
    zaleglosci z paru lat moze nadrobic. Poza tym, wystepujac o grant, musisz podac
    Twoje ostatnie publikacje. Jesli rozdzielajacy granty zorientuje sie, ze w
    ciagu ostatnich lat byles w danej dziedzinie nieaktywny, to grantu nie
    dostaniesz, chocbys mial tytul prof.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 01.03.04, 15:46
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > >Poza tym nawet wyrzucony z posady kierownika dalej bedzie mail
    > > tytularne prawo do oceny innych.. wiec jak kogos nie lubi to dowali...
    > Jesli jest czlonkiem Rady Wydzialu to ma tylko 1 glos na kilkadziesiat i
    A jesli jest czlonikiem komisji to ma jeden glos na kilka, a jak takich jest
    dwoch albo trzech (zwykle jesli instytut/uczelnia jest patologiczne moze ich
    byc nawet i kilku/nastu - nieszczescia chodza parami) to zaczyna to byc
    wiekszosc. Tak czy inaczej, po co taki nawet jeden? Mnie wystarczy jeden smrod
    zeby mi zepsuc humor i chec pracy na pol roku. Taki jestem k... wrazliwy...
    (Na szczescie mam szanse teraz to odreagowac! za co raczej nieszczerze
    przepraszm forumowiczow)

    > w tym zakresie moze wplywac na ocene innych. Moze oceniac doktoraty, jak mu
    > podesla do recencji.
    Slabe rodzi slabe i takie doktoraty bedzie dostawal. 600 (chyba) zl piechota
    nie chodzi a "dla doktoranta kolegi oczywiscie problemu nie bedzie". I kolezkow
    bedzie wiecej. Poza tym na te pulapke daja sie lapac nawet i najlepsi - kazdy
    egzamin jest stresem a natura nas nauczyla unikac stresu... A potem juz wcale
    nie wiadomo jak to bylo... CZy by sie obronilo ten doktorat? czy by bylo sie
    tym habilitowanym bez kolezkow? W 99% pewnie tak ale dusza juz sprzedana a na
    wolowej skorze zapisane jest czyjes imie w mafii ukladow i ukladzikow.
    To o tym mowie ze habilitacja tworzy uklady. Nie tylko o najczystszej ich
    formie ze komus habilitacje czy doktorac "za nic". Jest to skarancowa sytuacja
    i rownie skrancowo rzadka. Ale systm umozliwia jej wszystkie odcienie i to jest
    chore. Skonczyc z dodatkowymi uprawnieniami hermetyzujacymi polska nauke!


    > >I o to mi chcodzi. 5-10 lat po habilitacji tan
    > > papier tyle samo siwadczy o umiejetnosciach habilatanta co twoja matura o
    > > twojej wiedzy z biologii.
    > Chyba troche przesadzasz... Habilitant jednak opanowal jakas dziedzine,
    TAk samo jak ty opanowales biologie na mature: ZZZ == Zakuc, Zdac i Zapomniec!


    > zaleglosci z paru lat moze nadrobic.
    Moze ale nie musi! I O TO WLASNIE MI CHODZI. Ani nie musi ani nie potrzebuje!
    NAwet Ty ze swoja matura musialbyz zdawac jakies egzaminy wstepne jakby ci sie
    nagle zachcialo ponownie studiowac. Ale habilitowany NIE musi. poczeka pare lat
    i koledzy z laski mu wystapia o profesure. Moze nie tyle z laski ile z potrzeby
    bo uczelnia MUSI miec komplet profesorow zeby bylo fajnie i ladnie. Inaczej
    ktos "obcy" mogl by sie im do ich fajnej instutytucji wcisnac i obsikac sciane
    w ubikacji... Bo z tymi obcymi to nigdy nie wiadomo ;-)

    > Poza tym, wystepujac o grant, musisz podac
    > Twoje ostatnie publikacje. Jesli rozdzielajacy granty zorientuje sie, ze w
    > ciagu ostatnich lat byles w danej dziedzinie nieaktywny, to grantu nie
    > dostaniesz, chocbys mial tytul prof.
    Chyba nie mowisz o wewnetrznie rozdzielanych grantach statutowych? Podstawy
    utrzymania slabych instytutow, tych co to sie jakos "rozchodza". Poza tym nie
    wiem dlaczego jak jade na polskie konferencje to 50%+ prezentacji jest
    profesorskich. TAk jakby wszelka nauke w Polsce robili profesorzy i dr
    habilitowani. Dla mnie to swiadczy ze w Polsce mlodzi albo nie robia nauki albo
    nie sa dopuszczni do pieniedzy a juz na pewno nie do zaszczytow. Dla
    porownania, na konferencjach miedzynarodowych profesorzy wyglaszaja wyklad
    wstepny lub siedza jako chairs nadzorujac 10*5 minut dla doktorow i
    doktorantow. Albo to swiadczy o tym ze jakos naszych profesorow jaest taka jak
    doktorantow na zachodzie albo o tym ze poza to srodowisk zadne pieniadze i
    wyniki nie przeciekaja.

    Wiec moze jednak jest problem....

    JZ

  • Gość: P. Widlak IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 01.03.04, 02:03
    Panie Jacku, brawo!
    A tak poza wszystkim innym, skoro likwidacja habilitacji ma rozwiazac wszystkie
    problemy polskiej nauki to nie ma co czekac. Pytanie tylko czy zlikwidowac
    rowniez osoby nia napietnowane? Ja ze swojej strony, jesli tylko ma to zadzialac
    ozdrowienczo, deklaruje gotwosc do rezygnacji z tego stopnia (poradze sobie i
    bez niego). Haslo "habilitacje musza byc zniesione" nie jest gorszym haslem dla
    reformatorow naszej nauki niz haslo "Balcerowicz musi odejsc" dla reformatorow
    naszej gospodarki. Kto zaproponuje inne hasla?
    P.S. Jesli propozycje likwidacji systemu habilitacji padaja z ust osob ktore nie
    mialy problemu z jej zrobieniem i istnieja w swiecie nauki niezaleznie od jej
    posiadania (tak jak w przypadku autorow listow to Nature, ktore uruchomily cala
    lawine), to nie mam watpliwosci co do czystosci ich intencji. Jesli jest
    inaczej, to mam prawo zastanawiac sie czy cos nie tkwi poza tym...
    P.P.S. Wiec moze "Kazdy naukowiec kowalem swojego losu"?
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 27.02.04, 17:53
    > BZDURA. Sa _wymierne_, i _sprawdzalnie_ czynniki swiadczace o jakosci
    > pracownika: to liczba publikacji, z impact factorami, to swiadectwo
    > pracy/szkolen w dobrych osrodkach, to ilosc i jakosc pracy dostarczanej TU i
    > TERAZ. A nie pietnaascie lat temu przy habilitacji popartej z lekkim
    > zazenownaiem przez znajomkow.

    Po pierwsze - dlaczego wynik pracy komisji habilitacyjnej (5 profesorow, 3
    recenzentow z roznych osrodkow) nie mialby byc wymiernym wskaznikiem jakosci
    pracownika? Przygladalem sie pracy takiej komisji - recenzenci sa niezwykle
    skrupulatni, wykrywaja najdrobniejsze uchybienie. Oceniany jest dorobek - nie
    tylko liczba publikacji, ale ich wartosc merytoryczna (przyczynkowych artykulow
    narobic nie jest tak trudno, jesli ktos tylko na to sie nastawi). Oceniane sa
    zastosowania w praktyce osiagniec habilitanta. A na koniec - trzeba wykazac sie
    umiejetnoscia obrony swoich racji - stajac przed Rada Wydzialu zlozona z
    kilkudziesieciu prefesorow, oraz umiejetnoscia przeprowadzenia ciekawego
    wykladu (to tez sie ocenia).

    Jesli chodzi o mozliwosc tworzenia sie "towarzystw wzajemnej adoracji" to jest
    to trudniejsze przy istnieniu habilitacji (zewnetrzni recenzenci, itd.) niz
    przy jej braku.

    > BZDURA! Taka "biurokacja" dzila w USA i UE. Nauka nie stoi w miejscu i nie ma
    > patentow na nieomylnosc - ciagla kontrola jakosci pracy jest podstawowym
    > czynnikiem wymuszjacym jakosc pracy.

    Tylko kto ma oceniac i na jakich zasadach? Moze, tak jak w firmach - szef,
    ktory jest panem zycia i smierci pracownikow i moze ich usuwac i zatrudniac
    niemal bez ograniczen (tylko kto ma mianowac tego szefa :-) )
    A moze gremia przyznajace dotacje?
    Jesli chodzi o UE, to pieniadze na badania w ramach 6PR nie zawsze sa
    przydzielane wg kryteriow merytorycznych. Moi koledzy staneli do konkursu,
    uzyskali najlepsza ocene recenzentow sposrod wszystkich zgloszonych projektow w
    swojej grupie - po czym... nic nie dostali, bo UE wycofala sie z finansowania
    tej grupy, przeznaczajac pieniadze na projekt z innej puli, w ktory
    zaangazowane byly wielkie firmy.
    Wniosek - kryterium oceny pracownika wyrazajace sie suma uzyskanych dotacji -
    jest bledne.

    Wg mnie, im wiecej progow i szczebli kariery, tym bardziej zmusza nas to do
    aktywnosci. Zlikwidowanie jednego z tych progow w rezultacie obnizy poziom
    nauki.

    > BZDURA! Tenure professorship w stanach czy wielkiej brytani sa WEWNETRZNA
    > sprawy uczelni! w Polsce jest to posada gwearantowana panstwowo.
    >
    A co to za roznica? Jedno i drugie gwarantuje nieusuwalnosc. Gwarantowanie tej
    nieusuwalnosci na szczeblu uczelni, bez weryfikacji zewnetrznej, stwarza
    potencjalnie wieksze mozliwosci naduzyc (np. na slabej uczelni rozsiada
    sie "kolesie", przyznaja sobie tenury i maja blogi spokoj).

    P.S. Proponuje zmiane formy dyskusji - dobrym poczatkiem byloby unikanie slow
    typu "bzdury"...

  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 20:34
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > > BZDURA. Sa _wymierne_, i _sprawdzalnie_ czynniki swiadczace o jakosci
    > > TERAZ. A nie pietnaascie lat temu przy habilitacji popartej z lekkim
    > > zazenownaiem przez znajomkow.
    > Po pierwsze - dlaczego wynik pracy komisji habilitacyjnej (5 profesorow, 3
    > recenzentow z roznych osrodkow) nie mialby byc wymiernym wskaznikiem jakosci
    Twoj komentzrz nie odnosi sei do mojej wypowiedzi! Zauwaz ze w mojej uwadze
    nie krytykowalem wprost poziomu rozpraw habilitacyjnych, aczkolwiek ich poziom
    wg wielu innych uczestinkow dyskusji jest co najmniej "zmienny" Przede
    wszystkim krytukuje jednorazowac i nieodwracalnosc takiej oceny. Raz nabyte
    uprawnienia sa na cale zycie, nie potrzeba juz dalszej ich weryfikacji lub
    kontroli. W tym jest najwiekszy problem tak z habilitacjami jak i profesurami
    belwederskimi. Tym razem nie moge powiedziec abys wypisywal bzdury ale
    niestety wypisujesz od rzeczy ;-)



    > pracownika? Przygladalem sie pracy takiej komisji - recenzenci sa niezwykle
    > skrupulatni, wykrywaja najdrobniejsze uchybienie. Oceniany jest dorobek - nie
    > tylko liczba publikacji, ale ich wartosc merytoryczna (przyczynkowych
    TAk jest, Rzeczywiscie wykryja, pobiora tysiac zlotych oplaty, napisza
    niezwykle madre recenzje. ALE JAKI z tego zalego cyrku zysk? JA wiem jakie sa
    szkody. Powiedz mi jaki jest zysk z habilitacji dla innych naukowcow, jaka jest
    wartosc skontrolowanej wiedzy po roku czy dwoch? A przeciez plska habilitacja
    oznacza patent na madrosc do konca zycia. No a jak jest to kontrolowane?


    > narobic nie jest tak trudno, jesli ktos tylko na to sie nastawi). Oceniane sa
    > zastosowania w praktyce osiagniec habilitanta. A na koniec - trzeba wykazac
    Poczytaj zarzuty tego goscia B.T. Zabrze z TOMCHEMU ktory walczy zeby nauke
    robily tylko IBRy bo tylko one cokolwiek praktycznie wdrazaja.
    (serwisy.gazeta.pl/nauka/8,34148,1935117.html)
    JA sie z nim nie do konca zgadzam ale to ty opowiadasz (tym razem atentyczne
    bzdury) o aspektach praktycznych habilitacji. Z archeologii tez praktyczne
    aspekty?. przeciez habilitacja to dowod na umietnosc nauczania a nie
    prkatrycznego wdrazania! Te media sa faktycznie wybiorcze: jakos w ogole nie
    slysze o praktycznych zastosowaniach badan polskich a habilitacje jakos sie
    sypia!

    > umiejetnoscia obrony swoich racji - stajac przed Rada Wydzialu zlozona z
    > kilkudziesieciu prefesorow, oraz umiejetnoscia przeprowadzenia ciekawego
    > wykladu (to tez sie ocenia).
    AH, ha, ha, "ciekawego wykladu". Kolejny element cyrku naukowego w Polsce.
    Wykladami sie powinno zarabiac na zycie codziennie a nie wyglaszac ich od
    swieta raz na cale zycie! Ciekawe wyklady pracujac w dobrym instytucie na
    zachodzie musisz wyglaszc co pol roku zeby szef byl szczesliwy ze cos robisz. A
    tu patrcie wielki cud ze ktos musi cikawy wyklad wygloscic - i to caly jeden
    raz! Potem juz ma prawo nadawac tytuly doktorskie ze swojej dziedziny.
    Przepraszam ale na ten twoj argument rece opadaja!


    > Jesli chodzi o mozliwosc tworzenia sie "towarzystw wzajemnej adoracji" to
    jest
    > to trudniejsze przy istnieniu habilitacji (zewnetrzni recenzenci, itd.) niz
    > przy jej braku.
    Kochany, zewnetrzni recenzenci sa wszyscy znani koledzy szefa lub habilitanta.
    I nikt nikomu swini na tym poziomie nie podklada. To o ten poziom mi chodzilo
    gdy mowilem ze popra z zazenowaniem. CZasem dopiero potem robia sie cuda w CK,
    szkoda tylko ze pol na pol merytorycznie i pol na pol zlosliwie - przynajmniej
    tyle wiem z zaslyszenia.


    > > BZDURA! Taka "biurokacja" dzila w USA i UE. Nauka nie stoi w miejscu i nie
    > ma
    > > patentow na nieomylnosc - ciagla kontrola jakosci pracy jest podstawowym
    > > czynnikiem wymuszjacym jakosc pracy.
    > Tylko kto ma oceniac i na jakich zasadach? Moze, tak jak w firmach - szef,
    > ktory jest panem zycia i smierci pracownikow i moze ich usuwac i zatrudniac
    > niemal bez ograniczen (tylko kto ma mianowac tego szefa :-) )
    > A moze gremia przyznajace dotacje?
    JAk to kto? - oczywiecie ten kto ma pieniadze! System dziala w USA w UK wiec
    mozesz sam sprawdzic.


    > Jesli chodzi o UE, to pieniadze na badania w ramach 6PR nie zawsze sa
    > przydzielane wg kryteriow merytorycznych. Moi koledzy staneli do konkursu,
    > uzyskali najlepsza ocene recenzentow sposrod wszystkich zgloszonych projektow
    > swojej grupie - po czym... nic nie dostali, bo UE wycofala sie z finansowania
    > tej grupy, przeznaczajac pieniadze na projekt z innej puli, w ktory
    > zaangazowane byly wielkie firmy.
    Uch, biedacy, przepraszam ale "zlej baletnicy i rabek u spodnicy". Teraz
    oczywiscie to wina UE. Ale programu EC to zescie nie sprawdzili skoro tak
    trafiliscie kula w plot! WASZA WINA - trzeba bylo tych 100 stron dukumntacji
    jednak przeczytac!
    A jesli chodzi o warunki pozamerytoryczne, Gdzie Ty widziales fundusze
    badawcze nie oparte na preferencjach etyczno-polityczno-spolecznych. Sprobuj
    zdobyc pieniazki na bdania nad klonowaniem czlowieka. Ostatnio najlepiej byc
    wyposazonym w damskie genitalia zeby dostawac pieniadze - prawie wszedzie na
    swiecie. I co to ma wspolnego z nauka?


    > Wniosek - kryterium oceny pracownika wyrazajace sie suma uzyskanych dotacji -
    > jest bledne.
    BZDURA! Jako jedyne kryterium wyrwane z kontkstu zapewne tak. Ale jako jedno z
    wielu kryteriow ciagle sprawdzanych i kontrolowanych jest znacznie lepsze
    anizeli jednokrotnie zaliczona habilitacja nobilitujaca jakoby na cale zycie.
    Inne kryteria, podpowiem ci, to publikacje z ich rankingiem, ilosc
    zaproszonych wykladow, ilosc promowanych doktorow, magistrow (wraz z rankingiem
    uczelni) ilosc patentow. jest ich jeszcze sporo. Wiec nie opwiadaj bzdur
    wyrywajac pojedyncze czynniki z szerokiego kontekstu i udowadniajac wyzszosc
    ogorka nad jablkami powolujac sie wylacznie na dlugosc.


    > Wg mnie, im wiecej progow i szczebli kariery, tym bardziej zmusza nas to do
    > aktywnosci. Zlikwidowanie jednego z tych progow w rezultacie obnizy poziom
    > nauki.
    BZDURA! Naturalnymi progami kariery sa zarobki i odpowiedzialnosc oraz slawa.
    Progi o ktorych ty mowisz nie sluza dlugotrwalej jakosci nauki lecz
    zabezpieczaniu sobie tylkow. Po zdobyciu kazdego z tych twoich progow ma sie w
    Polsce zupelna pewnosc ze ani tytulow, ani uprawnien ani doatkow do pensji nikt
    nie zabierze. Tylko tyle. cala reszta zoslona dymna!


    > > BZDURA! Tenure professorship w stanach czy wielkiej brytani sa WEWNETRZNA
    > > sprawy uczelni! w Polsce jest to posada gwearantowana panstwowo.
    > A co to za roznica? Jedno i drugie gwarantuje nieusuwalnosc. Gwarantowanie
    tej
    > nieusuwalnosci na szczeblu uczelni, bez weryfikacji zewnetrznej, stwarza
    > potencjalnie wieksze mozliwosci naduzyc (np. na slabej uczelni rozsiada
    > sie "kolesie", przyznaja sobie tenury i maja blogi spokoj).
    Nie, 1) tenure to wyjatek a nie normalny stopien kariery naukowej. 2) jest to
    wewnatrzna sprawa uczelni ktora musi sie ze swojego budzetu samodzielnie
    rozliczyc. Z WLASNEGO budzetu a nie panstwowego worka bez dna. Czyli "kolesie"
    musza odjac od swoich pensji/badan zeby komus zrobic prezent. DALEJ nie widzisz
    roznicy?


    > P.S. Proponuje zmiane formy dyskusji - dobrym poczatkiem byloby unikanie slow
    > typu "bzdury"...
    przykro mi ale ja lubie nazywac rzeczy po imieniu!


    JZ

  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 28.02.04, 18:49
    Gość portalu: JZ napisał(a):
    >Przede
    > wszystkim krytukuje jednorazowac i nieodwracalnosc takiej oceny. Raz nabyte
    > uprawnienia sa na cale zycie, nie potrzeba juz dalszej ich weryfikacji lub
    > kontroli. W tym jest najwiekszy problem tak z habilitacjami jak i profesurami
    > belwederskimi.

    Rzeczywiscie jednorazowosc nie jest najlepszym rozwiazaniem. Zauwaz jednak, ze
    z reguly habilitant wpierw konsultuje sie z wybitnymi specjalistami, czlonkami
    Rady Wydzialu. Jesli jego dorobek nie jest wystarczajacy, otrzymuje dobra rade,
    aby jeszcze popracowal i swoj dorobek powiekszyl. Jesli komisja habilitacyjna
    zatwierdzi prace do obrony, to z reguly ta praca spelnia kryteria. Nastepnie -
    jesli recenzje sa niepomyslne, to do obrony nie dochodzi i mozna probowac za
    jakis czas - z wiekszym dorobkiem i lepsza praca. Oczywiscie zdarzaja sie
    (rzadkie) wpadki, gdy habilitacja "przepada" na obronie. Nalezy nad tym
    ubolewac, jest to zreszta czesciej wina komisji niz habilitanta (komisja
    powinna nie dopuscic do obrony pracy, jesli sa uzasadnione watpliwosci).

    Druga sprawa: uprawnienia na cale zycie. Doktorat czy dyplom tez daje jakies
    uprawnienia. Jak wyobrazasz sobie ich ciagla weryfikacje? Czy odbierac dyplomy
    inzynierom nie pracujacym w zawodzie? Odbierac tytuly doktora osobom, ktore
    zrezygnowaly z parania sie nauka? A emerytowanemu profesorowi, w miare rozwoju
    choroby Alzheimera, odbierac kolejne tytuly, skonczywszy na... swiadectwie
    ukonczenia szkoly podstawowej? :-)

    > JA sie z nim nie do konca zgadzam ale to ty opowiadasz (tym razem atentyczne
    > bzdury) o aspektach praktycznych habilitacji. Z archeologii tez praktyczne
    > aspekty?. przeciez habilitacja to dowod na umietnosc nauczania a nie
    > prkatrycznego wdrazania!

    Trudno mi o szersze spojrzenie, bo zajmuje sie naukami technicznymi. Tabela ze
    szczegolowym wykazem zastosowan w praktyce jest nieodlacznym skladnikiem
    dokumentacji habilitacyjnej na moim wydziale. I biada temu, kto by takiej
    tabeli nie wypelnil kilkoma czy kilkunastoma pozycjami! Habilitacja (znow mowie
    o naukach techn.) jest w mniejszym stopniu dowodem na umiejetnosc nauczania
    (zdaje sie, ze wkrotce nie bedzie juz glosowania nad wykladem habilitanta, ale
    jedynie nad jakoscia prezentacji jego osiagniec), a w wiekszym stopniu bilansem
    dokonan, dowodem zdolnosci do obrony swoich racji i dowodem opanowania
    okreslonej dziedziny (pytania na obronie dotycza nie tylko pracy, ale takze
    calej dziedziny, do ktorej przyznaje sie habilitant).

    Wydaje mi sie, ze sam sobie przczysz. Na pytanie, kto ma oceniac wartosc
    pracownika naukowego, odpowiadasz:
    > JAk to kto? - oczywiecie ten kto ma pieniadze! System dziala w USA w UK wiec
    > mozesz sam sprawdzic.
    >
    A za chwile piszesz:
    > A jesli chodzi o warunki pozamerytoryczne, Gdzie Ty widziales fundusze
    > badawcze nie oparte na preferencjach etyczno-polityczno-spolecznych. Sprobuj
    > zdobyc pieniazki na bdania nad klonowaniem czlowieka. Ostatnio najlepiej byc
    > wyposazonym w damskie genitalia zeby dostawac pieniadze - prawie wszedzie na
    > swiecie. I co to ma wspolnego z nauka?
    >
    No wiec jak ma byc ostatecznie - o wartosci pracownika decydowac
    maja "trzymajacy kase" wg kryteriow pozamertyorycznych?

    Zauwaz, ze wszystkie wysuniete przez Ciebie zastrzezenia mozna w takim samym
    stopniu odniesc do habilitacji, co do profesury czy doktoratu. Jakies bariery i
    progi do pokonania trzeba jednak zostawic...
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 21:14
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > Rzeczywiscie jednorazowosc nie jest najlepszym rozwiazaniem. Zauwaz jednak,
    Swietnie ze sie zgadzamy.


    > z reguly habilitant wpierw konsultuje sie z wybitnymi specjalistami,
    > Rady Wydzialu. Jesli jego dorobek nie jest wystarczajacy, otrzymuje dobra
    > aby jeszcze popracowal i swoj dorobek powiekszyl. Jesli komisja habilitacyjna
    > zatwierdzi prace do obrony, to z reguly ta praca spelnia kryteria. Nastepnie -
    > jesli recenzje sa niepomyslne, to do obrony nie dochodzi i mozna probowac za
    > jakis czas - z wiekszym dorobkiem i lepsza praca. Oczywiscie zdarzaja sie
    > (rzadkie) wpadki, gdy habilitacja "przepada" na obronie. Nalezy nad tym
    > ubolewac, jest to zreszta czesciej wina komisji niz habilitanta (komisja
    > powinna nie dopuscic do obrony pracy, jesli sa uzasadnione watpliwosci).
    Swietnie, ale to jest jednorazowa ocena w wieku lat 40. A co z nastpnymi przez
    nastepne 25 lat doe emerytury?


    > Druga sprawa: uprawnienia na cale zycie. Doktorat czy dyplom tez daje jakies
    NIE MASZ RACJI

    > uprawnienia. Jak wyobrazasz sobie ich ciagla weryfikacje? Czy odbierac
    > inzynierom nie pracujacym w zawodzie?
    Inzynierowi nie pracujacemu w zawodzie trudno jest podjac prace bo sie go
    pytaj co umie i co statnio zrobil, z jakich narzedzi korzysta. Po dwoch
    pytanich wlasciwie wszystko wiadomo. POdobnie jest z lekarzzmi choc nie w
    naszym systemie gdzie nikt za nic nie odpowiada. W normalniejszej czasci swiata
    lekarka ktorz byla przez 20 lat na urlopie macierzynskim albo lekarz ktory ma
    na koncie 150 rozpraw sadowych o odszkodowanie bedzie mial klopot ze
    znalezienim dobrze platnej pracy, a moze pracy w ogole.

    > Odbierac tytuly doktora osobom, ktore
    > zrezygnowaly z parania sie nauka?
    Nie ale osoby takie na calym swiecie maja utrudniony dostep do grantow,
    mniejsze zarobki. Matoda podobna jak u inzynierow. Co pan OSTATNIO robil, co
    pan/pani umie? z kim osttnio wspolpracowales. Ile z tego bylo publikacji lub
    innych wynikow. Te pytania zadaje prowadzacy jednostke/zespol badawczy i on sie
    musi potem wykazac wynikami.


    > A emerytowanemu profesorowi, w miare rozwoju
    > choroby Alzheimera, odbierac kolejne tytuly, skonczywszy na... swiadectwie
    > ukonczenia szkoly podstawowej? :-)
    Nie zadam odbierania tytulow ale pozbawienia go uprawnien do ich
    wykorzystywania. Jesli ma Alzheimera to trzeba by byc idiota zeby sie upierac
    ze moze zasiadac we wladzach uczelni i dawac uczelni prawo nadawania tytulow.


    > dokumentacji habilitacyjnej na moim wydziale. I biada temu, kto by takiej
    > tabeli nie wypelnil kilkoma czy kilkunastoma pozycjami! Habilitacja (znow > o
    naukach techn.) jest w mniejszym stopniu dowodem na umiejetnosc nauczania
    > (zdaje sie, ze wkrotce nie bedzie juz glosowania nad wykladem habilitanta, >
    jedynie nad jakoscia prezentacji jego osiagniec), a w wiekszym stopniu bilansem
    > dokonan, dowodem zdolnosci do obrony swoich racji i dowodem opanowania
    > okreslonej dziedziny (pytania na obronie dotycza nie tylko pracy, ale takze
    > calej dziedziny, do ktorej przyznaje sie habilitant).
    Szopka! tak czy inaczej, do tego niekompatybilna z cala reszta swiata, No
    chyba ze mowimy o wymianie tytulow w/g umow dawnej RWPG jak w tej dyskusji
    twirdzi Dino-numer-ilestam.

    > Wydaje mi sie, ze sam sobie przczysz. Na pytanie, kto ma oceniac wartosc
    > pracownika naukowego, odpowiadasz:
    > > JAk to kto? - oczywiecie ten kto ma pieniadze! System dziala w USA w UK wi
    > A za chwile piszesz:
    > > A jesli chodzi o warunki pozamerytoryczne, Gdzie Ty widziales fundusze
    > > badawcze nie oparte na preferencjach etyczno-polityczno-spolecznych. Sprob
    > No wiec jak ma byc ostatecznie - o wartosci pracownika decydowac
    > maja "trzymajacy kase" wg kryteriow pozamertyorycznych?
    Nie ma sprzecznosci. Tak jest na calym swiecie. Moi szefowie zebraja o
    pieniedze u geriatrycznych acz bogatych sponsorow takich jak zony zmarlych
    milionerow (idealisci), prosza o pieniadze w firmach farmaceutycznych
    (kapitalisci dla ktorych liczy sie tylko kasa) i w UE (biurokraci) i w ogole
    gdziekolwiek jeszcze gdzie sie da. Oczywiscie kazda z tych instutucji nie pyta
    sie tylko mnie czy mojego szefa jaki sens maja nasze badania lecz pyta sie
    wszystkich na okolo (niezaleznych ekspertow). CZyli zeby wyjasnic bogaci nie sa
    na tyle glupi ani slepi zeby sie nie pytac o droge. W Polsce tylko rynek jest
    na tyle maly i hermetyczny (m.in. przez hermetyczne z niczym niekompatybilne
    tytuly) ze naukowa korporacja sama sobie przydziela pieniadze na dodatek
    bezczelnie stawiajac rachunki za wydawanie opin!


    > Zauwaz, ze wszystkie wysuniete przez Ciebie zastrzezenia mozna w takim samym
    > stopniu odniesc do habilitacji, co do profesury czy doktoratu. Jakies bariery
    TAK. Wielokrotnie juz pisalem ze jestm przeciwko wszelkim dozywotnim
    uprawnieniom tytularnym, np. dodatkom dla nauczycieli za mgr. Jesli nie wiesz
    dlaczego to udaj sie na bazar rozyckiego w Warszawie to sobie kupisz taki
    dyplom za sto zlotych. Ze wszystkimi pieczatkami. Mozesz tez dostac go na
    uniwesytecie po pieciu latach. Mozesz tez dostac przez internet - w USA sa
    uniwesytety ktore cie "przegzaminuja" i wydadza dyplom na podstawie "obecnej
    wiedzy".
    TRZEBA sie oduczyc tytulomanii tak jak powoli oduczamy sie pieczatek! NA calym
    siwecie wazny jest podpis i tyle. A rosji carskij im wieksza pieczec tym
    lepiej. Skonczmy z tymi bzdurami. wazne jest to czym i co potrafi TU I TERAZ
    czlowiek! Jedyny problem to mechanizmy rozliczania, ale i tutaj powoli polacy
    sie ucza ze sprawiedliwosc nierychliwa ale jednak spac nie pozwala. Byc moze
    tez paru mlodych gniewnych ktorzy moga i tu i za granica postraszy tych co
    nadmiernie zatrudniaja corki i wnuczkow.


    > progi do pokonania trzeba jednak zostawic...
    Dla mnie takim progiem jest zdobycie funduszy na kolejny rok, napisanie
    kolejnego artukulu. Habilitacja jest tez progiem ale przede wszystkim jest
    sposobem zabezpieczenia sobie dupy na przyszlosc. JAk pisze autor artykulu
    ktory komentujemy za pare lat po niej koledzy z litosci i tak wystapia o
    profesure. Ty to nazwiesz zapewne kolejnym progiem... Do nieba! tak!

    JZ
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 01.03.04, 15:55
    > Swietnie, ale to jest jednorazowa ocena w wieku lat 40. A co z nastpnymi
    > przez nastepne 25 lat doe emerytury?

    Kolejny krok - to stanosisko prof. nzw. Za darmo Rada Wydzialu nie da, zapyta o
    dorobek po habilitacji (zreszta i tak da na 5 lat, nie na cale zycie). Potem
    jest tytul prof. - trzeba spelnic okreslone kryteria i zdobyc poparcie Rady
    Wydzialu i CK. Tytul prof. nie oznacza stanowiska prof. zw. - znowu prog do
    pokonania. Kazdy taki prog - to poddanie sie jakiejs ocenie.

    > Nie ale osoby takie na calym swiecie maja utrudniony dostep do grantow,
    > mniejsze zarobki. Matoda podobna jak u inzynierow. Co pan OSTATNIO robil, co
    > pan/pani umie? z kim osttnio wspolpracowales. Ile z tego bylo publikacji lub
    > innych wynikow. Te pytania zadaje prowadzacy jednostke/zespol badawczy i on
    sie
    > musi potem wykazac wynikami.

    Zeby dostac grant, trzena wykazac sie osiagnieciami w ostatnich latach (podac
    spis publikacji itp.). Stopien lub tytul nauk. sie przydaje (z praktyki
    wiadomo, ze prof. latwiej dostanie grant, niz dr), ale (w teorii) nie ma byc on
    czynnikiem decydujacym. Jednak nie moge zaprzeczyc, ze system przyznawania
    grantow (KBN, UE) w praktyce kuleje.

    > Nie ma sprzecznosci. Tak jest na calym swiecie. Moi szefowie zebraja o
    > pieniedze u geriatrycznych acz bogatych sponsorow takich jak zony zmarlych
    > milionerow (idealisci), prosza o pieniadze w firmach farmaceutycznych
    > (kapitalisci dla ktorych liczy sie tylko kasa) i w UE (biurokraci) i w ogole
    > gdziekolwiek jeszcze gdzie sie da. Oczywiscie kazda z tych instutucji nie
    pyta
    > sie tylko mnie czy mojego szefa jaki sens maja nasze badania lecz pyta sie
    > wszystkich na okolo (niezaleznych ekspertow).

    Pyta sie, ale nie ma obowiazku ich sluchac. Np. milioner moze sie uprzec, aby
    dotowac lokalny kiepski college, odrzucajac podanie o dotacje ze strony dobrego
    uniwersytetu. Kiepscy "naukowcy" z owego college'u beda sie potem chelpic, ze
    dostali dotacje, chociaz nie swiadczy ona przeciez o ich poziomie naukowym.
    Jak widzisz, naduzycia moga byc w kazdym systemie, a gdy nie ma w miare
    niezaleznej kontroli, jak CK, to prawdopodobienstwo wystapienia tych naduzyc
    jest wieksze.

    > TAK. Wielokrotnie juz pisalem ze jestm przeciwko wszelkim dozywotnim
    > uprawnieniom tytularnym, np. dodatkom dla nauczycieli za mgr.

    Twoj poglad jest dosc skrajny. Wez np. dyplom lekarza. Przeciez kierownictwo
    szpitala nie bedzie w stanie sprawdzic jego wiedzy i umiejetnosci - dyplom, a
    potem specjalizacja, o czyms swiadczy. Ja nie chcialbym byc leczony przez
    czlowieka, o wyksztalceniu ktorego nic nie wiem.
    Podobnie z dyplomem inzyniera...
    A kto ma nadawac te dyplomy, jesli pozbedziemy sie doktoratow? A jesli
    doktoraty maja byc, to kto bedzie promowal doktorow? Doktorzy?

    Moge sie zgodzic co do tego, ze tych tytulow i progow jest troche za duzo. Np.
    mozna by bylo zniesc habilitacje, i od razu nadawac tytul profesora (po
    znacznym utrudnieniu procedury, np. wymagac nie tylko artykulow, ale i
    ksiazek). Ale kandydat na profesora musi udowodnic, ze jest w stanie promowac
    doktorow. Jak ma to zrobic, sam bedac doktorem? Dalibog, nie wiem.

  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 01.03.04, 17:50
    Gość portalu: Przemek napisał(a):
    > > Swietnie, ale to jest jednorazowa ocena w wieku lat 40. A co z nastpnymi
    > Kolejny krok - to stanosisko prof. nzw. Za darmo Rada Wydzialu nie da, zapyta
    > dorobek po habilitacji (zreszta i tak da na 5 lat, nie na cale zycie). Potem
    > jest tytul prof. - trzeba spelnic okreslone kryteria i zdobyc poparcie Rady
    > Wydzialu i CK. Tytul prof. nie oznacza stanowiska prof. zw. - znowu prog do
    > pokonania. Kazdy taki prog - to poddanie sie jakiejs ocenie.
    Widzisz w artukule o ktorym piszemy prof Urbanczyk pisze ze jak ktos poczeka
    to koledzy mu dadza z litosci. I tak jest. Wszystkie te stopnie sa w mniejszym
    lub wiekszym stopniu przyznawane z poparcia. I POPARCIE juest slowem kluczowym.
    Moj problem ze stopniami nie polega na tym ze uwazam ze sa zla forma oceny.
    problem polega na tym ze sa JEDNORAZOW forma oceny. Juz nie pamietam kto mowil
    ze "w biurokracji ludzie sa awanasowani do poziomu niekompetencji". TAk samo w
    polskiej nauce. Wszystkie mechanizmy oczyszczenia z tych awansowanych o ten
    jeden stopien za wysoko sa zablokowane. To jest nawet gorzej niz w biurokracji
    bo tam czasem jeszcze mozna jakiegos urzednika zwolnic w polskiej nauce patenty
    na madrosc i przywileje przyznaje sie na cale zycie. TO JEST ZLE!


    > Zeby dostac grant, trzena wykazac sie osiagnieciami w ostatnich latach (podac
    > spis publikacji itp.). Stopien lub tytul nauk. sie przydaje (z praktyki
    > wiadomo, ze prof. latwiej dostanie grant, niz dr), ale (w teorii) nie ma byc
    czyli sam przyznajesz ze prof ma wieksze szanse niz dr. TAk jest tez na calym
    swiecie i wszyscy wymyslaja sobie wspaniale tytuly. Tyle tylko ze na swiecie z
    tych tutulow nozna zostac zwolnionym jak sie zestarzeje lub przestanie
    pracowac. W Polsce juz nie!


    > Pyta sie, ale nie ma obowiazku ich sluchac. Np. milioner moze sie uprzec, aby
    > dotowac lokalny kiepski college, odrzucajac podanie o dotacje ze strony
    JAk najbardziej. Ale w nauce nigdy nie wiadomo co wypali. Moze stary kostyczny
    uniwesytet z 100% przerostu administracji jest wlasnie gorszy niz ten wciaz
    jeszcze kiepski college. To wlasnie daje mozliwosc wymiany kadr, tej mozliwosci
    nie ma w Polsce. Nie mozna sie ludzic ze ktos z zewnatrz dostanie dobra pozycje
    w istniejacych instytucjach. Lokalni zezra nowych z czystej zawisci lub zeby
    udowodnic ze "nic sie nie da" - to nie tylko typowo polskie to jest ludzkie.
    inwestowac nalezy tylko tam gdzie juz jest dobre. Zlego jak najwiecej
    rozwiazywac i powolywac nowe - W CALOSCI nowe. W korporacjach amerykanskich jak
    jest zle to nieraz zwalniaja cala zaloge i kaza wszystkim pisac podanie o
    ponowne przyjecie do pracy. I niektorych nie przyjmuja... na ich mijsce
    przyjmuja nowych. To bardzo przykre ale jak mowia kobiety: "zeby byc piekna
    trzeba pocierpiec".


    > Twoj poglad jest dosc skrajny. Wez np. dyplom lekarza. Przeciez kierownictwo
    > szpitala nie bedzie w stanie sprawdzic jego wiedzy i umiejetnosci - dyplom, a
    > potem specjalizacja, o czyms swiadczy. Ja nie chcialbym byc leczony przez
    > czlowieka, o wyksztalceniu ktorego nic nie wiem.
    Ha, ha, Ha! Ale palnoles o tym lekarzu.... Sprawdziles osobiscie czy jego
    dypolom nie jest sfalszowany? Myslisz ze jego szef sprawdzil? Hi, Hi, Hi!
    Wszytko opiera sie na zaufaniu. A przede wszystkim na tym ze szef na poczatku
    patrzy nowemu uwaznie na rece i mysli ze zauwazy ze gosc "troche zbyt malo wie"
    i dopiero wtedy zacznie szukac dziury w calym! A skutkiem bedzie to ze raczej
    goscia zwolni po cichu albo zastraszy zeby sie sam zwolnil... PO CICHUTKU --
    bo jakby sie ktos dowiedzial to dopiero by byla jego wina! Wszystkie dyplomy sa
    tyle warte ile papier na ktorym sa wydrukowane. Jedyna prawdziwa watosc to
    wiedza czlowieka - A ta sie zmienia! Lekarze to tez ludzie, jedza srtaja i
    kombinuja jak moga...


    > Podobnie z dyplomem inzyniera...
    Ech, co ty wiesz! dyplom inzyniera jest nic nie warty. Warte sa UPRAWNIENIA i
    SZCZEGOLNIE mozliwosc przystawienie pieczatki. A drogi sa wciaz do dupy i
    autostrad nie ma. Braklo oczywiscie tuszu.... ;-)

    > A kto ma nadawac te dyplomy, jesli pozbedziemy sie doktoratow? A jesli
    > doktoraty maja byc, to kto bedzie promowal doktorow? Doktorzy?
    To jest wazkie pytanie. W systemie anglosaskim sa to "uznani eksperci". I tam
    takze tyle twooj dyplom sie liczy ile znana byla uczelnia, znany byl twoj
    promotor i znani byli recenzenci w srodowisku gdzie szukasz pracy. TO TYLKO NA
    POCZATKU... potem trzeba sobie radzic samemu i z dnia na dzien udowadniac ze
    sie jest dobrym. Nie da sie zabezpieczyc "na zawsze".

    > Moge sie zgodzic co do tego, ze tych tytulow i progow jest troche za duzo.
    > mozna by bylo zniesc habilitacje, i od razu nadawac tytul profesora (po
    Tytul profesora powinna nadawc tylko uczelnia i sama placic odpowiednia pensje
    z wlasnego budzetu. Jako stanowisko z ktorego mozna zwolnic. Mozna miec inne
    stanowiska ale _dozywotnia_ habilitacja czy "samodzielnosc" to bzdury. Nie
    chodzi mi o same tytuly lecz o ich nieodracalnosc i uprawnienia z nich
    wynikajace.


    > znacznym utrudnieniu procedury, np. wymagac nie tylko artykulow, ale i
    Ty myslisz wylacznie o profesurze belwederskiej... I procedurach... Zniesc!
    uproscic!


    > ksiazek). Ale kandydat na profesora musi udowodnic, ze jest w stanie promowac
    > doktorow. Jak ma to zrobic, sam bedac doktorem? Dalibog, nie wiem.
    Bedziesz zatrudniony na stanowisku Principial investigator. Na poczatku
    bedziesz promowal wraz z kims znanym, potem jak Twoi studenci rozslawia twoje
    nazwisko bedziesz promowal sam, potem z laski bedziesz promowal wraz z bardziej
    ambitnymi postdocami ktorych lubisz. A potem juz emerytura.
    A jak cos po drodze spieprzysz ... no to nie najlepiej. Ale dlatego jest
    szansa ze ludzie beda sie nieco bardziej starali. Jesli ktos szuka recepty na
    poprawe stanu nauki polskiej to ja wlasnie podalem!

    Precedens juz jest z docentura, wzor rozwiazan jest w swiecie nauki
    anglosaskiej. Ale latwo nie bedzie. Obecna klasa (klika?) rzadzaca nauka polska
    nie ma na tym nic do zyskania a wiele do stracenia.

    Ale pytania, ktorych ja osobiscie nie zadam publicznie bo sie najzwyczajniej
    boje, mam nadzieje zostana powtorzone opiniodawcom PAN. Mam nadzieje ze wraz z
    moimi odpowiedziami na ich odpowiedzi. A potem... zobaczymy! Poczekamy na
    nastepna dyskusje w GW...

    W kazdym razie dziekuje za rzeczowa dyskusje! (szczegolnie za to ze sie nie
    przejmujesz moim czesto zbyt uszczypliwym tonem!)

    JZ
  • Gość: Przemek IP: *.elka.pw.edu.pl / *.elka.pw.edu.pl 01.03.04, 20:47
    Byc moze roznice w naszych pogladach wynikaja z roznych doswiadczen. Ja nie
    odczulem hamujacego wplywu profesury - przeciwnie, raczej zachecanie i
    mobilizacje do pracy nad doktoratem itd.

    Jesli chodzi o jednorazowosc przyznawanych tytulow, to widze w tym mankament,
    ale raczej chodzi mi o to, ze osoba, ktorej sie nie powiodlo na obronie, w
    zasadzie jest "przyblokowana" i trzeba nadludzkiego wysilku, zeby probowac
    znowu. Powinno to byc uproszczone - jesli dorobek przekroczy okreslony ciezar
    gatunkowy, to przyznawac stopien czy tytul, pomijajac obrone z calym stresem
    spowodowanym niepewnoscia wyniku.

    Dozywotniosc uprawnien jest, wg mnie, mniejszym problemem. Po przejsciu na
    emeryture uprawnienia wygasaja (nie glosuje sie w Radzie Wydzialu, itp.), tytul
    jest jedynie ozdobnikiem przy nazwisku. Zreszta znam z widzenia profesorow,
    ktorzy na emeryturze pisza ksiazki, wydawane na Zachodzie (a wiec ta
    zgrzybialosc nie odnosi sie do wszystkich).

    Tez dziekuje za dyskusje i pozdrawiam.


  • Gość: P. Widlak IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 01.03.04, 01:34
    Nikt nie ma watpliwosci: wokol systemu habilitacji nagromadzilo sie mnostwo
    patologii. Jak zlikwidujemy habilitacje to zostana juz tylko patologie (do
    zlikwidowania, oczywiscie). Czyli krok do przodu.
    (ciekawe co latwiej bedzie zlikwidowac?)
  • Gość: co za bzdury !!! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.02.04, 20:44
    Czcigodny Pan profesor pisze, że "u nas dobry absolwent Uniwersytetu
    Warszawskiego dostaje etat, stypendium doktorskie w swojej macierzystej uczelni.
    Jeżeli w ciągu ośmiu lat wymęczy doktorat, to automatycznie zostaje adiunktem w
    tym samym instytucie". Otóż od wielu lat stypendium doktorskie w Polsce jest
    przyznawane na 4 lata (z możliwością przedłużenia o rok, ale nie otrzymuje się
    wtedy pieniędzy), przy czym jeśli się doktoratu nie napisze, to trzeba zwrócić
    otrzymane stypendium... W dodatku doktoranci nie podlegają ubezpieczeniu
    emerytalnemu (czyli z punktu widzenia ubezpieczeń emerytalnych się nie istnieje)
    i nie mogą pracować poza uczelnią na cały etat. A stypendia są bardzo marne, (u
    mnie - 1000 zł) i jeśli ma się rodzinę, to trzeba szukać dodatkowego zajęcia. Za
    to trzeba prowadzić zajęcia i wykonywać
    inne-bardzo-potrzebne-niewiadomokomu-prace. I wcale nie ma gwarancji
    zatrudnienia - jest tylko dla tych, którzy stołek już zajęli, a nowopromowani
    doktorzy są wypierani przez osoby, które nie napisały nic od lat, ale są
    zatrudnione bezterminowo. Do tego dochodzi bardzo niski niekiedy poziom
    merytoryczny owych osób, brak życia naukowego i fatalne tzw. zaplecze
    (biblioteki w Polsce w tzw. humanistyce budzą uśmiech politowania, niestety).
    Słowem ta niska konkurencyjność polega na tym, że trzeba zasuwać za marne
    grosze, ryzykując karierą i bez jakichkolwiek gwarancji czegokolwiek. Bo kto
    zatrudni np. doktora filozofii, specjalistę od fenomenologii, dla którego
    "zabrakło" miejsca na uczelni ?
  • Gość: Znający Urbańczyka IP: *.crowley.pl 26.02.04, 20:45
    a potem będzie się Pan wypowiadał na temat etyki?
  • Gość: P. Urbańczyk IP: 148.81.232.* 27.02.04, 16:34
    ANONIMOWY TCHÓRZ POZOSTAJE TYLKO TCHÓRZEM!!!
  • Gość: jw IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 03.03.04, 14:58
    Dopiero zauważylem ten wpis.
    Niestety Panie Profesorze jak widac z tego forum tylko tchórzostwo cywilne jest
    wiarygodne, odwaga cywilna jest niewiarygodna, budzi podejrzenie, sprzeciw i
    potepienie. Bez zasadniczej zmiany w tym względzie nic się zasadniczo nie
    zmieni.
    Pozdrawiam
    Jozef Wieczorek
    jozef.wieczorek@interia.pl
  • Gość: karierowicz z USA IP: *.com 26.02.04, 20:54
    Ale trudno wymagac scislego myslenia od stetryczalego archeologa. Pracowalem 10
    lat na uczelni w Polsce, wiec wiem o czym mowie, choc nie bede tego komentowac,
    bo podobnego belkotu wysluchiwalem wiele od swoich szefow. Jak to jest, ze
    WSZYSCY profesorowie chca (werbalnie) zmian, a nic sie nie zmienia? Szczesliwie
    udalo mi sie wyjechac do USA, gdzie nareszcie realizuje sie naukowo (a i nie
    ukrywam, ze finansowo takze :-)).
    Mlodzi!!! Nie sluchajcie tych bredni, wyjezdzajcie! Polska nauka to
    zabetonowany skansen, a rzadzaca nim grzybnia nie dopusci do jakichkolwiek
    zmian jeszcze przez kilkadziesiat lat. Unia tu nic nie pomoze.
  • Gość: realista IP: *.proxyplus.cz / *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 05.05.04, 22:21
    W ten stek bzdur wpisali się z pewnością tzw. samodzielni pracownicy nauki -
    pewno wszyscy co potrafią włączyć komputer, bo większość tego nie potrafi.
    Wychwalają CK - strażnika ich interesów: nie dopuścić do zalewu Polski młodymi
    zdolnymi profesorami! Z czego by żyli - przecież w większości potrafią
    jedynie "firmować" kierunki studiów (najlepiej w wielu uczelniach naraz). W
    wiekszości otrzymali stopnie i tytuły za wierność PRL-owi, albo (młodsi) za
    pokorę wobec tych, którzy wtedy awansowali. A awansowali wyłącznie po
    akceptacji Komitetu Centralnego PZPR - stamtąd płynęła "czarna recenzja" dla
    CKK w stosunku do niepokornych. Nigdy nie otrzymali stopnia ani tytułu "myślący
    inaczej niż kanony PRL" lub niewygodni z innych powodów - no może prześlizgnęło
    się trochę "bezbarwnych politycznie", na których nikt nie doniósł! Ten smutny
    obraz jest kontynuowany, bo czynne prawo wyborcze do CK przysługuje tylko
    profesorom - linia zachowana!!! Starszyzna CK przyznaje, że kontynuuje linię
    kolejnych administratorów - także tych z CKK. Przechwalają się % utrąconych
    habilitacji, a przecież powinni się mocno tłumaczyć dlaczego odmawiają
    zatwierdzenia - czemu za nic mają szereg wcześniejszych recenzji, jakie są
    skutki dla tych, którzy wcześniej opiniują pozytywnie? Dlaczego w efekcie
    ofiarą jest jedynie habilitant, a profesorom którzy sekundowali mu pozytywnymi
    opiniami włos z głowy nie spada! Dlaczego CK jest sądem "kapturowym"? Jeszcze
    się tym przechwalają - zamiast się wstydzić. Dlaczego w postępowaniu w CK nie
    uczestniczy habilitant - kiedy tam nieraz zaczyna sie dopiero negatywna zabawa
    po dotychczasowych sukcesach, a on nie ma okazji wytłumaczyć im tego, czego nie
    rozumieją. Decydują w efekcie często uczeni nie znający subdyscypliny, w której
    operuje habilitant - mają szczególną awersję do nowatorskich rozwiązań i negują
    je w sposób: "to się rozwiązuje tak a tak" - a przecież habilitant powinien
    proponować nowe rozwiązania, wzbogacając tym dyscyplinę naukową. Podsumowując:
    CK nie spełnia roli, którą udaje, bo: "zawinił człowiek - uczestnik lub bliski
    potomek kadr PRL"
  • Gość: itakdalej IP: *.chello.pl 05.05.04, 23:56
    Piękny i mądry list, tylko dwie uwagi:

    Gość portalu: realista napisał(a):
    > Ten smutny
    > obraz jest kontynuowany, bo czynne prawo wyborcze do CK przysługuje tylko
    > profesorom - linia zachowana!!!

    Jest trochę inaczej. Czynne prawo mają już doktorzy, ale bierne tylko doktorzy
    habilitowani. Tak jak wszędzie, samodzielni będą podejmować decyzje, pozostali
    mogą tylko dokonać wyboru spośród nich z siłą jednego głosu. My tutaj ze
    swojego czynnego prawa korzystaliśmy, np. wymieniając adresy serwerów na
    których są informacje o kandydatach.

    > Decydują w efekcie często uczeni nie znający subdyscypliny, w której
    > operuje habilitant -

    Ale ten absurd jest już wcześniej na kolokwium habilitacyjnym wobec rady
    wydziału/naukowej, jeżeli twoja "jednostka organizacyjna" jest duża i składa
    się z przedstawicieli różnych dziedzin nauki. Im więcej samodzielnych jest na
    kolokwium, tym mniej kompetentne jest to grono, bo przecież rozprawa
    habilitacyjna, jako wypowiedź naukowa, musi być dość zaawansowana i
    szczegółowa. A trudno żeby wszyscy znali się na wszystkim! Ale to nikomu nie
    przeszkadza i idą, siedzą jak na tureckim kazaniu i głosują oceniając
    przedstawienie. Coś jak ocena jazdy figurowej na lodzie za wrażenia
    artystyczne. Treść i zawartość pracy, tak jak i dorobek naukowy kandydata, nie
    mają znaczenia, liczy się forma "sprzedania się" w ciągu godziny. Poza tym jest
    to jeszcze pole do odgrywania się na zakładzie czy katedrze delikwenta. Nic to
    nie kosztuje, bo głosowanie jest tajne, a można przyłożyć tym, któych się nie
    lubi.
  • khmara 10.05.04, 18:11
    Gość portalu: itakdalej napisał(a):

    > Piękny i mądry list, tylko dwie uwagi:
    >
    > Gość portalu: realista napisał(a):
    > > Ten smutny
    > > obraz jest kontynuowany, bo czynne prawo wyborcze do CK przysługuje tylko
    > > profesorom - linia zachowana!!!
    >
    > Jest trochę inaczej. Czynne prawo mają już doktorzy, ale bierne tylko
    doktorzy
    > habilitowani.

    Do CK? Nie pomyliłeś z KBN?

    > > Decydują w efekcie często uczeni nie znający subdyscypliny, w której
    > > operuje habilitant -
    >
    > Ale ten absurd jest już wcześniej na kolokwium habilitacyjnym wobec rady
    > wydziału/naukowej, jeżeli twoja "jednostka organizacyjna" jest duża i składa
    > się z przedstawicieli różnych dziedzin nauki. Im więcej samodzielnych jest na
    > kolokwium, tym mniej kompetentne jest to grono, bo przecież rozprawa
    > habilitacyjna, jako wypowiedź naukowa, musi być dość zaawansowana i
    > szczegółowa. A trudno żeby wszyscy znali się na wszystkim! Ale to nikomu nie
    > przeszkadza i idą, siedzą jak na tureckim kazaniu i głosują oceniając
    > przedstawienie. Coś jak ocena jazdy figurowej na lodzie za wrażenia
    > artystyczne. Treść i zawartość pracy, tak jak i dorobek naukowy kandydata,
    nie
    > mają znaczenia, liczy się forma "sprzedania się" w ciągu godziny. Poza tym
    jest
    >
    > to jeszcze pole do odgrywania się na zakładzie czy katedrze delikwenta. Nic
    to
    > nie kosztuje, bo głosowanie jest tajne, a można przyłożyć tym, któych się nie
    > lubi.

    Święta prawda i jeszcze raz święta prawda. Ale naprawdę dołożyć może jednak
    superrecenzent CK. Tym bardziej złośliwie, że ani habilitant ani rada wydziału
    nie wiedzą, kto delikwenta utrącił. A superrecenzent może bezkarnie wpisać do
    recenzji kłamstwa w rodzaju: praca liczy zaledwie kilkadziesiąt stron
    (faktycznie jest 98, a z bibliografią i indeksem - 136) i to w dodatku wielką
    czcionką (w rzeczywistości jest ósemka). Superrecenzent gromkim i pełnym
    potępienia głosem oznajmia swoje prawdy objawione przed szanowną CK, gdzie nikt
    poza nim o habilitancie nie słyszał i praca jest uziemiona na wieki. Przykłady
    oparte na faktach.
  • Gość: itakdalej IP: *.chello.pl 10.05.04, 18:50
    khmara napisał:

    > Gość portalu: itakdalej napisał(a):
    >
    > > Gość portalu: realista napisał(a):
    > > > Ten smutny
    > > > obraz jest kontynuowany, bo czynne prawo wyborcze do CK przysługuje t
    > ylko
    > > > profesorom - linia zachowana!!!
    > >
    > > Jest trochę inaczej. Czynne prawo mają już doktorzy, ale bierne tylko
    > doktorzy
    > > habilitowani.
    >
    > Do CK? Nie pomyliłeś z KBN?

    Pomyliłem oczywiście, przepraszam.
    Żeby się zrehabilitować, podam stosowne fragmenty "Ustawy o stopniach naukowych
    i tytule naukowym":
    Art 34. 2. Członkiem Centralnej Komisji może zostać obywatel polski posiadający
    tytuł profesora
    3. Członkowie CK są wybierani przez osoby posiadające tytuł profesora.
    Kandydatów na członków CK mogą przedstawiać rady jednostek organizacyjnych
    posiadających uprawnienie do nadawania stopnia doktora.

    Ciekawe czy odpowiedniki CK są w innych krajach?
  • Gość: papa IP: *.ha.tuniv.szczecin.pl 26.02.04, 21:08
    A właściwie co jest istotą uprawiania (sic!) Nauki? Co ma wyrosnąć na
    uprawianej ziemi? Komu i czemu potrzebny plon?
  • Gość: Minia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.04, 13:36
    Jasne:D jak tylko kujesz i kujesz :D można naprawde siędorobić 6 z polskiego :)
  • Gość: Minikaśa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.04, 13:40
    :D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:D:
  • dyplomata 26.02.04, 21:49

    Pan prof., (nawiasem mowiac pracownik Instytutu Archeologii i Etnologii PAN
    oraz Instytutu Historii Akademii Podlaskiej - to jest argument za rozwiazaniem
    PAN, kogo stac na Instytuty Archeologiczne!!!) , otoz Pan prof. ma 100% RACJI
    ze w OBECNYM SYSTEMIE zniesienie habilitacji spowoduje ostateczna degeneracje.
    Szumowiny oraz pociotki obejma wladze w nauce.

    Jest tez 100% oczywiste ze habilitacje trzeba zniesc chocby z tego wzgledu
    ze np. nie da sie zatrudnic w Polsce prof. z USA.

    Logiczny wniosek jest wiec ze zniesienie habilitacji trzeba powiazac z
    gruntowna reforma, przede wszystkim finansowa.

    Reforma taka jest nielatwa i moze byc bolesna i dluga: jak na przyklad
    stworzyc autonomiczne konkurujace placowki w sytuacji zerowej mobilnosci
    ludzie?

    Przestanmy tez wymyslac pomysly na nowe kryteria oceny i nadzoru w ramach
    ISTNIEJACEGO systemu. To nie wyjdzie, system jest tak zmanipulowany
    ze zadne kryteria nie pomoga.

    Jednym z fundamentow reformy finansow musi byc skonczenie z absurdem
    bezplatnego ksztalcenia na studiach dziennych w uczelniach panstwowych.
    Jest to kompletna niesprawiedliwosc i oszukancza demagogia. Sprawa ta
    jest testem intencji reformatorskich: czy chce sie spojrzec prawdzie w
    oczy czy tez zyc w absurdalnym zaklamaniu.

    Nastepny aspekt reformy to likwidacja urawnilowki. Jezeli mowi sie o
    wysokim poziomie nauki np. w USA to ma sie na mysli placowki elitarne.
    W Polsce mowi sie o nauce w ogole. Zroznicowanie placowek jest praktycznie
    zerowe. Musza powstac wiec placowki elitarne z nieproporcjonalnie lepszymi
    pensjami i baza - ale oczywiscie ich reputacja musi byc taka ze w DRUGIM
    OBIEGU przy wodeczce bedzie slyszalo sie o nich pochwaly.
  • Gość: ST IP: *.comnet.krakow.pl 26.02.04, 22:13
    Ilu samodzielnych pracownikow nauki (docentow, profesorow)
    stracilo posade, bo zle pracowali (np. popelniali plagiaty,
    wystawiali lewe swiadectwa zdrowia, opuszczalo wyklady)?
    Chyba niewielu. Wiec jak sa bezkarni, to czemu sie maja
    reformowac? Kto ma reformowac nauke? Rownie zdeprawowani
    politycy?
    Cala dyskusja jest jednym krzykiem rozpaczy i
    bezsilnosci. Wartoby moze zaczac po nazwisku wymieniac
    tych ludzi, "psujacych" nauke. Pozdrowienia dla wszystkich.
  • Gość: Z. Babiński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.03.04, 11:52
    >Wartoby moze zaczac po nazwisku wymieniac
    > tych ludzi, "psujacych" nauke

    Prosze bardzo: Adam Marcinkowski
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 26.02.04, 22:28
    > Pan prof. ma 100% RACJI
    > ze w OBECNYM SYSTEMIE zniesienie habilitacji spowoduje ostateczna degeneracje.
    > Szumowiny oraz pociotki obejma wladze w nauce.

    Dokladnie, niektorzy chcieliby zaczac reforme od zniesienia habilitacji,a potem
    (jak juz wszyscy beda rowni) to sie wylapie tych najlepszych - to w Polsce nie
    zadziala ;-)

    Pomysly naglej rewolucji, odbierania stopni i tak dalej, moga tez spowodowac, ze
    porzadni profesorowie straca cierpliwosc (bedac nagle skazani na wladze roznych
    karierowiczow, ktorzy taka okazje od razu wykorzystaja aby dobrac sie do wladzy
    na uczelniach, jak to juz sie czesciowo stalo po wprowadzeniu tzw stanowiska
    profesora uczelnianego) i sie z tego balaganu wyniosa za granice.

    Pozdrawiam,
    Jacek
  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 27.02.04, 00:58
    Rozumiem wiec Jacku, iz sugerujesz, iz
    zadnej "rewolucji" w organizacji nauki
    polskiej nie nalezy robic... Jak
    twierdzisz "to w Polsce nie zadziala".
    Co wiec ma zadzialac???
    Czy najlepiej bedzie zdecydowac sie na powolna
    ewolucje - a moze za 80, czy 100 lat nauka w Polsce
    stanie sie odrobine mniej feudalna!
    Pozostaje tylko pytanie - czy wowczas
    w Polsce bedzie jeszcze istniala
    jakakolwiek "nauka"???
  • dyplomata 27.02.04, 10:34
    Gość portalu: BANG napisał(a):

    > Rozumiem wiec Jacku, iz sugerujesz, iz zadnej "rewolucji" w organizacji nauki
    > polskiej nie nalezy robic... Jak twierdzisz "to w Polsce nie zadziala".
    > Co wiec ma zadzialac??? Czy najlepiej bedzie zdecydowac sie na powolna
    > ewolucje - a moze za 80, czy 100 lat nauka w Polsce stanie sie odrobine mniej
    >feudalna! Pozostaje tylko pytanie - czy wowczas
    > w Polsce bedzie jeszcze istniala jakakolwiek "nauka"???

    Mylisz sie KOMPLETNIE. Chodzi o to ze zniesienie habilitacji w ramach OBECNEGO
    SYSTEMU doprowadzi do kompletnej degeneracji. Na przyklad jest pewne ze
    powstana gangi i dziedziczne ksiestwa. Dlaczego? Dlatego ze juz teraz
    obsadza sie etaty rozdzinami i kumplami. Jedyna zapora przed tym by te elementy
    objely stanowiska z gornej polki jest habilitacja ktora zatwierdza kapturowe
    cialo na podstawie anonimowych wyrokow. Oczywiscie habilitacjami tez sie
    manipuluje ale jest to JAKAS zapora.

    Czyli reforme trzeba zrobic na zasadzie Big Bangu. Habilitacje i belwederki
    trzeba zniesc, to jasne. Ale jednoczesnie zmienic przeplywy kasy tak by
    byly widoczne zasadnicze roznice miedzy ludzmi i placowkami.

    Wszelkie propozycje zwiekszenia nadzoru biurokratycznego i formalnych ocen
    nic nie dadza, to strata czasu.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 11:41
    dyplomata napisał:
    > Mylisz sie KOMPLETNIE. Chodzi o to ze zniesienie habilitacji w ramach OBECNEGO
    > SYSTEMU doprowadzi do kompletnej degeneracji. Na przyklad jest pewne ze
    > powstana gangi i dziedziczne ksiestwa. Dlaczego? Dlatego ze juz teraz
    > obsadza sie etaty rozdzinami i kumplami.
    Obsadzanie rodzina i kumplami jest po czesci ulatwione tym ze mozna ich
    jednorazowo promowac i uczynic w ten sposob uzaleznionymi od ukladow. Ta wade
    habilitacji podawalem w liscie pt."wady habilitacji". Jesli chodzi o ksiestwa i
    dziedziczne gangi to i tak juz istnieja - Formalnie zreszta nie widze w nich
    nic zlego. Pod warunkiem ze sa efektywne! Podobnie jak niejednokrotnie rodzinne
    businessy sa efektywne.
    ALE! musi istniec droga ich weryfikacji na podstawie BIEZACYCH osiagniec! Ten
    mechanizm jest skutecznie zablokowany przez obecny system habilitacji i
    profesur nadawanych jednorazowo na zale zycie. Czyli gwarantuje ustawowo
    dozywotniosc przywilejow, do dziedzicznosci to juz tylko krok, ktory
    wielokrotnie zostal juz zrobiony. GW pisala niedawno o stypendium doktoranckim
    dla corki dziekana przyznanym mimo i wbrew wszystkim innym.


    > objely stanowiska z gornej polki jest habilitacja ktora zatwierdza kapturowe
    > cialo na podstawie anonimowych wyrokow. Oczywiscie habilitacjami tez sie
    > manipuluje ale jest to JAKAS zapora.
    Jest to jak widac ze stanu polskiej nauki zapora nieskuteczna. Wyniki recenzji
    sa, w/g mojej wiedzy wylacznie pseudo-anonimowe, wyniki CK sa ,w/g mojej
    zaslyszanej wiedzy, oparte w przeogromnym stopniu na personaliach a znacznie
    mniej na poziomie naukowym.
    Ale mimo tego ja nie twierdze ze przechodza habilitacje ludzie glupi, i PAN
    lub KBN to srodowiska idiotow. Mysle ze procent ludzi madrych jest bardzo
    wysoki. Twierdze tylko ze habilitacja jest naukowo rzecz biorac niepotrzebna a
    co najgorzej praktycznie zwalnia z koniecznosci dalszej wytezonej pracy. CZyli
    tworzy mozliwosc na przejscie na emeryture kosztem panstwa - co juz
    ZDECYDOWANIE nie sprzyja polskiej nauce. NA dodatek Ci calkiem madrzy ludzie
    placeni z budzetu o tym wszystkim doskonale siedza. A kto poderznie galaz na
    ktorej siedzi?


    > Czyli reforme trzeba zrobic na zasadzie Big Bangu. Habilitacje i belwederki
    > trzeba zniesc, to jasne. Ale jednoczesnie zmienic przeplywy kasy tak by
    > byly widoczne zasadnicze roznice miedzy ludzmi i placowkami.
    Nazywasz sie dyplomata a proponujesz rozwiazania rewolucyjne - w zasadzie
    destrukcyjne. Dyplomacja polega na dyskutowaniu powolnych zmian i rozwiazan
    ugodowych. Zeby uniknac pomylek podpisuj sie raczej jako "rewolucjonista".


    Konczac, proponuje zmniejszenie ustawowych praw wynikajacych z tytulow
    naukowych, tak habilitacyjnych, profesoraskich. Nie wiem czy sa prawa
    wynikajace z tytulow mgr lub dra ale jesli sa to takze proponuje ich
    ograniczenie i pozostawienie decyzji w gestii zatrudniajacego (z konkretnych
    przykladow przychodzi mi do glowy dodatek dla nauczycieli za bycie magistrem -
    uwazam ze jest rownie bezsensowny w odroznianiu nauczycieli "dobrych"
    i "zlych"). NA zachodzie studia na niektorych kierunkach i niektorych
    uczelniach sa niczym innym jak praewdluzeniem mlodosci i mozliwoscia wyzycie
    sie w zyciu studenckim. Czasem zarabia sie po nich mniej niz wiecej - czyli
    jest to praktycznie hobby. Pozostawienie w Polsce uprawnien tytularnych na
    jakimkolwiek stopniu wobec narostu uczelni prywatnych i szerokiego dostepu do
    ksztalcenia za granica jest nieporozumieniem! Oczywiscie wymog nostryfikacji
    jest "jakims tam" zabezpieczeniem. tyle tylko niestety nie zawsze skutecznym,
    zas zawsze owocujacym niepotrzebnym stresem i strata cennego czasu.

    W wyniku powyzszych zmian pracodawcy beda zmuszeni szukac _dobrych_
    pracownikow an tylko pracownikow "ututulowanych". Beda mieli ulatwiona
    mozliwosc wymiany zlych pracownikow lub tych dobrych ktorzy sie pogorszyli na
    takich ktorzy chca i moga sobie jeszcze wyrywac zyly.

    Instytucje naukowe powiiny byc rozliczane z wynikow w okreslonych terminach,
    na poczatku, srodki beda musialy byc przyznawane w/g starego rozdzielnika a
    potem w coraz wiekszym stopniu na dofinansowanie grantow zenwtrznych orz na
    podstawie sprawozdan i wynikow. Zarodki takich baz danych juz istnieja w KBN
    czy niezaleznie porzec ISI/liste filadelfijaka. Czynnikami wymiernymi jest
    ilosc promowanych magistrow/doktorow (wraz z rankinkiem!).
    Wbrew pozorom nie zaowocuje to zupelnym zanikiem badan nad kultura luzycka -
    tyle tylko ze pan profesor bedzie musial sie dogadac z lokalnym kolkiem
    gospodyn wiejskich zeby mu daly 10 tyz zlotych na badania,drugie tyle dostanie
    z KBN i bedzie mial asystenta. W naukach scislych, wszyscy panowie profesorowie-
    czlonkowie rad nadzorczych albo beda musisli opodatkowac te swoje
    przedsiebiorstwa albo beda musieli sie zajac nauka i zdobywaniem grantow....
    Albo ODEJSC i oddac swoje miejsce nowym.


    Czy beda naduzycia? - zapewne beda. Ale od naduzyc jest prawo a nie
    rozwiazania administracyjne. Im prawo i admistracja sa prostsze tym lepiej.

    Uczmy sie od Czechow jak organizowac aksamitne rewolucje.
    JZ

  • Gość: BANG IP: 129.81.192.* 02.03.04, 22:24
    Moze istotnie nie jest konieczny "Big Bang"
    ale... prawdopodobnie, przynajmniej taki
    malutki "bang"! Nie bardzo wyobrazam sobie
    jak mozna dokonac glebszych reform
    w systemie nauki polskiej na zasadzie
    "aksamitnej rewolucji".
    Tak, czy inaczej - musi to byc zmiana SYSTEMOWA.
    Zmiana jednego czynnika, czy dwoch, bedzie
    tylko zmiana pozorna, lub - nazwijmy to
    inaczej - kosmetyka systemu...
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 03.03.04, 12:56
    Gość portalu: BANG napisał(a):
    > Zmiana jednego czynnika, czy dwoch, bedzie
    > tylko zmiana pozorna, lub - nazwijmy to
    > inaczej - kosmetyka systemu...
    Nie! jesli beda to czynniki mechanizmo-tworcze to nie. Tak jak w
    Czechoslowacji zmiana zasad wladzy i wymiana czolowych osob u wladzy pociagnely
    za soba cala reszte. Nie jestem specjalizta w sprawach przemian w
    czechoslowacji ale tak to umieli zrobic ze poziom gospodarczy naja taki jak my
    a krew sie nie lala ani nie ma scigania czarownic. Swiat jest zdumiony i
    dlatego ich "akzamitna " rewolucja jest jakims tam symbolem do ktorego sie
    odnosze.
    Krancowym przykladem jest Rosja - jesli mialbym wybierac rewolucje
    pazdziernikowa lub jej brak to JA wybralbym jej brak. Mysle ze wiekszosc rosjan
    tez...

    JZ
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 28.02.04, 00:38
    Oczywiscie, ze potrzebne sa zmiany, tylko obawiam sie, ze ich wdrazaniem zajma
    sie karierowicze, a nie ludzi ktorym chodzi o dobro nauki. Trzeba sie przed
    czyms takim zabezpieczyc i ma sie rozumiec rozpoczac "reforme". BIG BANG nie
    jest chyba najlepszym rozwiazaniem. Jak by mi sie nauka w Polsce podobala to bym
    nie byl teraz w Kanadzie (choc akurat to piekny kraj i wspaniale warunki do
    uprawiania narciarstwa ;-)

    Pozdrawiam
    Jacek
  • Gość: RafalP IP: 199.243.200.* 27.02.04, 19:38
    Wlasciwie to o co caly ten szum? Moze tym optymistycznym punktem jest to, ze
    wyjada za granice? W koncu nauka regionalna/zasciankowa nie ma racji bytu. Czy
    doktor, czy profesor, liczy sie tylko na tyle, na ile cenia go w swiecie, a nie
    w Pulawach. Jak na razie mozna w Polsce usyskac doktorat, ktory ciagle uwazany
    jest na zachodzie za rownowazny PhD. I tak jak w Europie Zach. czy w USA po
    doktoracie szuka sie pracy, ktora najlepiej odpowiada i problemem nie jest, ze
    trzeba sie przeniesc nawet za granice, tak i po polskim doktoracie mozna to
    zrobic, co zreszta wielu juz zrobilo. Mozna zreszta wyjechac, zeby zrobic
    doktorat. A jesli potem w Polsce cie nie chca, to po pierwsze: co ty tam chcesz
    robic? Przeciez rzeczywista prace naukowa robi sie na Zachodzie, pomijajac
    kilka dobrych w Polsce (ile ich jest?). Jesli masz glowe na karku i chce ci sie
    pracowac, to spokojnie ustawiasz sie gdzies na Zachodzie i bez frustracji
    zrobisz kariere odpowiadajaca twoim zdolnosciom. A caly ten polski
    naukowy "geszeft" nakrecany przez krewnych i znajomych krolika mozesz olac.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 20:44
    Gość portalu: RafalP napisał(a):
    > Wlasciwie to o co caly ten szum? Moze tym optymistycznym punktem jest to, ze
    > wyjada za granice? W koncu nauka regionalna/zasciankowa nie ma racji bytu.
    To pesymistyczne, bo nauka to nie tylko wiedza to pieniadze.
    1) RP placi pieniadze do budzetu Unii. Jesli polskie podania grantowe beda
    nieatrakcyjne to pieniadze do Polski nie wroca.
    2) nauka daje zyski w postaci wdrozen przemyslowych. Nie chodzi tylko o
    patenty ale naet o umiejetnosc zastosowania metod. W przciwnym razie koszty
    doradztwa sa ogromne.
    3) wszyscy, w tym naukowcy, pracujacy w kraju tutaj zostawiaja swoje
    pieniadze. Tak przez podatki jak i poprzez codzienne zakupy. JA w tej chwili
    zostawiam 90% moich pieniedzy w Szwecji. jesli uwazasz ze to jest optymistyczne
    to wymysl sobie jakis obrazliwy tytul i siebie nim nazwij w moim imieniu!


    > pracowac, to spokojnie ustawiasz sie gdzies na Zachodzie i bez frustracji
    > zrobisz kariere odpowiadajaca twoim zdolnosciom. A caly ten polski
    > naukowy "geszeft" nakrecany przez krewnych i znajomych krolika mozesz olac.
    Nie moge "olac", bo tam zyje moja rodzina i spora czasc znajomych. Poza tym
    lepij mi smakuje polska kielbasa niz szwedzkie sledzie. Niestety w obecnych
    warunkach nawet na parowkowa by mnie nie bylo, w Polsce stac! Ewentualne
    komentarze ze za 100 zl pensji sta mnie na parowki uprzedze tym ze przed
    parowkami musze kupic odpowiedznie ksiazki i pojechac na konferncje zeby nie
    zostac z tylu za reszta siata. wtedy juz sie okazuje ze nie wystarcza!

    JZ
  • dinos88 27.02.04, 22:08
    Gość portalu: jacek napisał(a):

    > > Pan prof. ma 100% RACJI
    > > ze w OBECNYM SYSTEMIE zniesienie habilitacji spowoduje ostateczna degenera
    > cje.
    > > Szumowiny oraz pociotki obejma wladze w nauce.
    >
    > Dokladnie, niektorzy chcieliby zaczac reforme od zniesienia habilitacji,a
    potem
    > (jak juz wszyscy beda rowni) to sie wylapie tych najlepszych - to w Polsce nie
    > zadziala ;-)
    >
    > Pomysly naglej rewolucji, odbierania stopni i tak dalej, moga tez spowodowac,
    z
    > e
    > porzadni profesorowie

    Jakby posprawdzać za co kto habilitację dostał, to można by tych porzadnych
    oddzielic od plew i sensownie wynagradzac, bo zostałoby sporo forsy. Moze wiec
    weryfikacja habilitacji miałaby sens? Obecnie masa cwaniaczków chowa sie za
    plecami rzeczywiscie porzadnych profesorów i nie da sie odróżnic, kto jest kim,
    bo wszyscy sa równi.


    straca cierpliwosc (bedac nagle skazani na wladze roznyc
    > h
    > karierowiczow, ktorzy taka okazje od razu wykorzystaja aby dobrac sie do
    wladzy
    > na uczelniach, jak to juz sie czesciowo stalo po wprowadzeniu tzw stanowiska
    > profesora uczelnianego) i sie z tego balaganu wyniosa za granice.
    >
    > Pozdrawiam,
    > Jacek
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 13:56
    dinos88 napisał:
    > Jakby posprawdzać za co kto habilitację dostał, to można by tych porzadnych
    > oddzielic od plew i sensownie wynagradzac, bo zostałoby sporo forsy. Moze
    Ale bzdura! A kto bedzie sprawdzal? Moze CK? A moze ty zalozysz specjalne
    Biuro Dinozaurow?
    NIE!

    Kto dostal, ten dostal, kto zrobil, ten zrobil. Uproscic NA PRZYSZLOSC.
    ZADNYCH dodatkowych weryfikacji tego co bylo lub nie bylo.

    Inwestujmy srodki i ludzi TU i TERAZ! Oceniajmy ludzi za to co robia TU i
    TERAZ.

    JZ

  • Gość: x IP: 146.21.1.* 02.04.04, 11:05
    nt
  • Gość: akad nauk IP: 62.233.192.* 26.02.04, 23:07
    NIestety dystkusja o ważności Świąt Bozego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy
    i napewno nie rozwiąże hamulców polskiej nauki. Podstawowy problem o którym
    wszyscy piszą jest to okopanie się miernot na stanowiskach profesorskich czy to
    zagodowych w małych miastach czy też belwederskich z awansu polityczneo.
    Kolokwium habilitacyjne jest to ukłąd ja tobie ty mnie nie ma tam
    bezstronności. Jak skrytykujesz sarkofaga to masz przerąbane na kolokwium lub
    sądzie kapturowym. Natomiast nie można czynić dożywotnich katedr i utrzymywać
    dziadków na etatach bo kolega. Nauka polska ma podstawową wadę że jest feudalna
    a niewielu profesoró dba o wypromowanie swojej szkoły jak to było przed wojną
    kiedy powiedzenie że jestem absolwentem takiej czy to takiej uczelni
    nobilitowało. Urawniłowka jest obecnie nawet w dyplomach ukończenia uczelni czy
    absolwent zaoczny który płaci za swe studia ma w dyplomie napisane że jest
    absolwentem zaocznym przy tak znacznie okrojonym programie i przekazanej oraz
    opanowanej wiedzy napewno nie. Utawa przygotowana pod patronatem Prezydenta
    jest następną chałą feudalną . Porównujemy do innych krajów najlepiej
    zachodnich że tam należy poszukiwac finansowania w przemyśle ale tego trzeba
    uczyć i dziekanami nie moga byc matoły finansowe sięgające tylko po
    finansowanie z budżetu bo apetyty mają straszne za swoją niewiedzę .
    Panie profesorze dawno nie widziałem na uczelni docentów chyba jest Pan nie z
    tej epoki
  • Gość: a-z IP: *.zgora.dialog.net.pl 27.02.04, 00:52
    Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    (obowiązuje umowa RPWG-owska z tymi krajami
    dotycząca wzajemnego uznawania stopni i dyplomów!).
    W niektórych ośrodkach takie obejście polskiej
    procedury habilitacyjnej jest bardzo popularne.
    I mamy absurd: można mieć bezwartościowy gniot
    habilitacyjny z jakichś dzikich pól na Wschodzie
    i nikt tego nie zakwestionuje, a z drugiej - osoba
    z dorobkiem i na stanowisku prof. w uznanej uczelni zachodniej
    nie ma hablitacji i formalnie zdaje się nie ma prawa
    pracować w Polsce na stanowisku profesora.

    Wymóg habilitacji w żaden sposób nie chroni przed
    patologiami. Osoby broniące habilitacji może
    byłyby bardziej wiarygodne, gdyby równocześnie
    walczyły z różnymi patologiami na swoich uczelniach.
    A wiadomo, jak Polska długa i szeroka, że tak nie jest.
    Patologie kwitną. Nie chce mi się nawet ich wymieniać,
    bo lista jest długa.

    Nauka jest globalna. Nie jest przypisana do jakiegoś
    konkretnego miejsca na ziemi. Ludzie zmieniają
    miejsca pracy, przemieszczają się między krajami
    i ten proces nas nie ominie, choć Polska brała dotąd
    w nim udział bardzo ograniczony. Proces migracji
    naukowców w różnych kierunkach będzie się nasilał,
    bo najwięcej zyskują ci, którzy nie tkwią zasklepieni
    w swoim zaścianku. Jak na razie widać raczej, że
    szanowna gerontokracja nie widzi tego problemu
    (lub udaje, że nie widzi). Jeśli do konkursu
    na stanowisko profesora lub kierownika zakładu stanie
    osoba np. z USA lub Wlk. Brytanii, to może w świetle
    obecnie obowiązującego prawa pracować na takich warunkach
    jak obywatel Polski czy nie? I jak się to ma do prawa UE?
  • dinos88 27.02.04, 22:03
    Gość portalu: a-z napisał(a):

    > Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    > habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    > (obowiązuje umowa RPWG-owska z tymi krajami
    > dotycząca wzajemnego uznawania stopni i dyplomów!).
    > W niektórych ośrodkach takie obejście polskiej
    > procedury habilitacyjnej jest bardzo popularne.
    > I mamy absurd: można mieć bezwartościowy gniot
    > habilitacyjny z jakichś dzikich pól na Wschodzie
    > i nikt tego nie zakwestionuje, a z drugiej - osoba
    > z dorobkiem i na stanowisku prof. w uznanej uczelni zachodniej
    > nie ma hablitacji i formalnie zdaje się nie ma prawa
    > pracować w Polsce na stanowisku profesora.
    >
    > Wymóg habilitacji w żaden sposób nie chroni przed
    > patologiami. Osoby broniące habilitacji może
    > byłyby bardziej wiarygodne, gdyby równocześnie
    > walczyły z różnymi patologiami na swoich uczelniach.
    > A wiadomo, jak Polska długa i szeroka, że tak nie jest.
    > Patologie kwitną. Nie chce mi się nawet ich wymieniać,
    > bo lista jest długa.
    >

    Nic ująć. A dodać można, że ludzie z takimi habiltacjami robia najwieksze
    (przynajmniej finansowo) kariery. Ja mysle, że wymóg ujawnienia za co sie
    habilitacje (RÓWNIEŻ ZA GRANICĄ) otrzymało byłby pierwszym krokiem w kierunku
    likwidacji habilitacji.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 14:01
    dinos88 napisał:
    > Gość portalu: a-z napisał(a):
    > > Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    > > habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    > Nic ująć. A dodać można, że ludzie z takimi habiltacjami robia najwieksze
    > (przynajmniej finansowo) kariery. Ja mysle, że wymóg ujawnienia za co sie

    Dino, autentycznie przechodzisz samego siebie z chetka do pracy w tej komisji
    weryfikacyjnej. Czysbys jedynym jezykiem jaki znal by rosyjski i dlatego tak
    napadasz na tych z bylego ZSRR?.
    A jaka oni robia kariere? Ze tam zarobiliby 10 USD miesiaecznie a u nas
    dostaja 300USD. Jestem ciekaw czy faktycznie maja wiecej niz ci ze stationu!
    Ksenofob jestes i tyle!

    JZ
  • dinos88 28.02.04, 18:05
    Gość portalu: JZ napisał(a):

    > dinos88 napisał:
    > > Gość portalu: a-z napisał(a):
    > > > Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    > > > habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    > > Nic ująć. A dodać można, że ludzie z takimi habiltacjami robia najwieksze
    > > (przynajmniej finansowo) kariery. Ja mysle, że wymóg ujawnienia za co sie
    >
    > Dino, autentycznie przechodzisz samego siebie z chetka do pracy w tej
    komisji
    > weryfikacyjnej.

    Bron Boże! Taka praca to syf. Ale jeski tego nie zrobisz, to bedziesz miał na
    karku cwaniaczków z lipnymi habiltacjami i to oni zrobia reforme systemu.
    Zgadnij kto na takiej reformie najwiecej skorzysta.

    Czysbys jedynym jezykiem jaki znal by rosyjski i dlatego tak
    > napadasz na tych z bylego ZSRR?.

    Nie gadam jeszcze po niemiecku i angielsku.

    > A jaka oni robia kariere? Ze tam zarobiliby 10 USD miesiaecznie a u nas
    > dostaja 300USD. Jestem ciekaw czy faktycznie maja wiecej niz ci ze stationu!

    O kim Ty mówisz?!! Ja sie nie czepiam jakichś zabiedzonych Ukrainców czy
    Ruskich, ale NASZYCH RODZIMYCH cwaniaków, którzy funkcjonuja w tym systemie od
    lat, maja ciepłe synekury i zarabiaja krocie an kilku etatach,
    bo "przechrzcili" sie na specjalkistów w modnych dziedzinach. To jest zupełnie
    cos innego!!! Nie ma mowy o jakiejkolwiek ksenofobii. To jakas bzdura. Idzie mi
    po prostu o wazną część "grupy trzymającej władze w nauce". Tę najgorsza część.

    > Ksenofob jestes i tyle!
    >
    > JZ
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 18:18
    dinos88 napisał:
    > Gość portalu: JZ napisał(a):
    > > dinos88 napisał:
    > > > Gość portalu: a-z napisał(a):
    > > > > Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    > > > > habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    > > > Nic ująć. A dodać można, że ludzie z takimi habiltacjami robia najwie
    > O kim Ty mówisz?!! Ja sie nie czepiam jakichś zabiedzonych Ukrainców czy
    > Ruskich, ale NASZYCH RODZIMYCH cwaniaków, którzy funkcjonuja w tym systemie
    Nie znam tego zjawiska, faktycznie wyglada podejrzanie. Jesli tylko o takie
    osoby chodzi a nie o poziom (calkim niezly) specjalistow radzieckich to
    przepraszam za zarzut ksenofobii.

    TAk czy inaczej jestm przeciwnikiem grzebania w przeszlosci i polowan na
    czarownice. Sa dobre profesury sa zle, sa dobre i zle habilitacje a nauka
    polska powinna zajac sie badaniami a nie wzajemnym recenzowaniem polaczonym z
    platnymi posiedzeniami w komisjach i nadawaniem lub odbieraniem dozywotnich
    tytulow.

    JZ

  • dinos88 28.02.04, 18:57
    Gość portalu: JZ napisał(a):

    > dinos88 napisał:
    > > Gość portalu: JZ napisał(a):
    > > > dinos88 napisał:
    > > > > Gość portalu: a-z napisał(a):
    > > > > > Nie wiem, czy ktoś sprawdzał, ilu w Polsce uznano
    > > > > > habilitacji zrobionych na Ukrainie lub Białorusi
    > > > > Nic ująć. A dodać można, że ludzie z takimi habiltacjami robia n
    > ajwie
    > > O kim Ty mówisz?!! Ja sie nie czepiam jakichś zabiedzonych Ukrainców czy
    > > Ruskich, ale NASZYCH RODZIMYCH cwaniaków, którzy funkcjonuja w tym systemi
    > e
    > Nie znam tego zjawiska, faktycznie wyglada podejrzanie. Jesli tylko o takie
    > osoby chodzi a nie o poziom (calkim niezly) specjalistow radzieckich to
    > przepraszam za zarzut ksenofobii.
    >
    > TAk czy inaczej jestm przeciwnikiem grzebania w przeszlosci i polowan na
    > czarownice.

    Alez to nie o to chodzi. Tym ludziom mozna nawet dac wysokie emerytury i
    cholera jeszcze w3ie co. Byle tylko ODSUNĄĆ ICH OD DECYDOWANIA, bo dbając o
    własne interesy wyrzadzają ogromne szkody.

    Sa dobre profesury sa zle, sa dobre i zle habilitacje a nauka
    polska powinna zajac sie badaniami a nie wzajemnym recenzowaniem polaczonym z
    platnymi posiedzeniami w komisjach i nadawaniem lub odbieraniem dozywotnich
    tytulow.

    Alez to nie w tym rzecz!! Idzie o przypadki EWIDENTNE!! np. ZEROWY dorobek
    naukowy. Każda próba weryfikacji jest wątpliwa, bo nie ma niestety żadnych
    dobrych kryteriów oceny ani dorobku, ani tzw. "dzieła". Tu "rozmycie" ocen jest
    z natury rzeczy wyjatkowo duże. Powtarzam idzie o przypadki EWIDENTNE!! Jest
    też moralny, czy jak to inaczej nazwac aspekt sprawy. Tacy "profesorowie" nie
    sa w stanie pojąć najprostrzych spraw i "ulewają" dobrych, młodych ludzi nie
    złosliwie, ale dlatego, że każdy potrafi ocenic TYLKO NA WŁASNĄ MIARE (por.
    post zainteresowanego nizej). I nie ma na to rady. I to jest problemem.


    >
    > JZ
    >
  • Gość: ad Dino IP: 212.191.68.* 29.02.04, 16:27
    Dino ma jednak racje. Przeciez nie chodzi tylko o tych, ktorzy zrobiwszy jakis
    tam stopien naukowy "na wschodzie' pracuja teraz w RP jako profesorzy ale
    chodzi tez o tych, ktorzy przed 1990 rokiem, a moze i teraz, rzekomo robili
    stopnie naukowe w bratnim kraju. Kto tych ludzi zlustruje? Kto sprawdzi czy
    istotnie napisali prace habilitacyjna czy zaliczono im "studiowanie"? Nie
    robili habilitacji, nie pisali prac naukowych a zaliczono im dr hab po
    powrocie. Za co?
  • Gość: nauk akad IP: 62.233.192.* 29.02.04, 18:58
    Do NRD wysyłano pierwszych sekretarzy i na odstawie takiego wykładu otrzymywał
    habliliacje nie tylko w ZSRR a tam było znacznie trudniej bo na uczelniach
    technicznych trzeba było umieć
  • Gość: ROBAL IP: 209.158.162.* 27.02.04, 03:51
    Drogi CGN , nie czeepiam sie Twojej wypowiedzi tylko zaznaczam iz PhD to nie
    Philosophy Doctor a Physical Doctor.
  • Gość: zainteresowany IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 27.02.04, 09:11
    Czym sie różnią zwolennicy utrzymania obecnego systemu nauki edukacji od
    zwolennikow utrzymania systemu komunistycznego to ja nie wiem. Chętnie bym sie
    dowiedział.
    Za wszystko co się dzieje w nauce polskiej zgodnie z obowiązującym systemem
    odpowiadają profesorowie, dr nie mają nic do gadania. Jeśli prof to najlepsi z
    najlepszych wyselekcjowani w perfekcyjnie działającym systemie to dlaczego
    promowani przez nich mgr dr to durnie, matoly, zera, i to równiez wtedy jeśli
    prof dopisują się do tych zer. Dlaczego dr wykładający za granica ,
    recenzujący dorobek naukowy zagranicznych badaczy nie może tego robic w Polsce
    tylko ma być bezrobotny a prof w kraju o 3 mln bezrobociu sa na wielu etatch
    bez potrzeby pojawiania się nawet w opracy, punktuja tylko dla pozytywnej oceny
    uczelni .
    Czy nie jest to degrengolada systemu ? zarządzanego przez kastę, która raz
    zdobytej władzy nie odda do śmierci !
    Jak wytną potencjalnych zastępców to nikt ich nie zastąpi i będą wielkimi
    autorytetami inteklektualnymi i moralnymi
    lansowanymi przez lojalnych - nie w stosunku do prawdy, tylko w stosunku do
    trzymajacych władze, jak nakazuja tworzone na potege kodeksy etyczne.
    Karierę w tzw. nauce polskiej ( nie mylić z nauka) mozna zrobic bez problemu
    jeśli jest sie głuchym i ślepym na to co robia prof, a expresowo wtedy gdy się
    dostarcza odpowiednio spreparowanych danych potrzebnych dla wykończenia
    potencjalnych czy domniemanych konkurentów.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 10:30
    Merriam-Webster's Online Dictionary
    Main Entry: PhD
    Etymology: New Latin philosophiae doctor
    doctor of philosophy

    www.britannica.com/dictionary?book=Dictionary&va=ph.D.
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:25
    Jeszcze raz: PhD to Philsosphiae Doctor, czyli Doktor Filozofii, rozumianej
    jako "krolowa" nauk, czyli Doktor Nauk, inaczej Doktor Habilitowany, bo w Rosji
    Doktor Nauk to nasz Dr hab. (nasz doktor to tam tylko kandydat nauk).
    To tylko dla tych, co nie znaja zagranicznych jezykow i obyczajow, czyli dla
    90% polskich dr hab... ;(
    Niestety... :(
  • Gość: C IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:11
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:19
    Jeszcze raz: PhD to Philsosphiae Doctor, czyli Doktor Filozofii, rozumianej
    jako "krolowa" nauk, czyli Doktor Nauk, inaczej Doktor Habilitowany, bo w Rosji
    Doktor Nauk to nasz Dr hab. (nasz doktor to tam tylko kandydat nauk).
    To tylko dla tych, co nie znaja zagranicznych jezykow i obyczajow, czyli dla
    90% polskich dr hab... ;(
    ljkel2@netscape.net
  • toja3003 27.02.04, 10:14
    autor tekstu postawil znana diagnoze,
    "ze nieznajomosc jezykow" itp.

    Wiemy. Terapii nie zaproponowano.

    Wniosek: w Polsce mozna zrobic kariere naukowa.
    Tyle, ze to bedzie polska kariera naukowa,
    zrobiona po polsku.

  • aniutka77 27.02.04, 11:28
    wszystko się zgadza, niskie pensje,brak możliwości rozwoju, znudzenie
    naukowców, którym nie che sie szarpać, by wysępić choć trochę pieniędzy na
    projekt, czy nawet profesor piastujący stanowisko kierownika, kłócący sie o to,
    czy dostanie za rok nowy odkurzacz do swej placówki.
    -- ale mi nie spodobała się jedna rzecz w tej wypowiedzi. Wędrówka ludów po
    Polsce w celu robienia doktoratu czy też habilitacji. Po pierwsze, ja nie
    wyobrażam sobie tego z punktu widzenia technicznego. Młodzi ludzie mają rzucać
    wszystko, jechac do obcego miasta, bo niby tam jest lepsza uczelnia? przecież
    wiadomo, ze nikt go tam do niczego nie dopuści. Na macierzystej uczelni, gdzie
    już go znają, wiedzą nad czym pracuje, mogą służyć pomocą, a w obcej tylko
    krzywym okiem popatrzą. poza tym, sami tak mają jeździc? jesli założyli juz
    rodzinę, to mają zabierać żonę, która moze nie znaleźć pracy w swoim zawodzie w
    innym mieście i dziecko, żeby szkołę co kilka lat zmieniało? Jak to miałoby
    być? czy po prostu niech nie zakładają rodzin, jeżdżą gdzie się da, zarabiają
    pieniądze, zdobywają tytuły...tylko dla kogo? dla pustych czterech ścian, do
    których wróca, po kolejnym pełnym sukcesu dniu?
    największym błędem jest nie popełniać błędów
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 11:59
    Aniutko, masz urocze imie ale o nauce wiesz malo! Byc moze wiesz wiele na
    poziomie Polski (i to przykre) ale nic na poziomie swaitowym (jeszcze bardziej
    przykre)!

    Nauka SWIATOWA polega na bezwzglednej konkurencji, ciagle i ze wszystkimi.
    Konkurencji w ktorej sie wszakze SZEROKO wspolpracuje bo to przynosi ZYSK
    wymiany pogladow i umiejetnosci. Konferencje sa pierwszym eteapem takiej
    wspolpracy ale diabla pogrzebanego w szczegolach mozna odkryc tylko przez
    wymiane osobowa i staze, nieraz za wlasne lub psie pieniadze. Jersli uda sie
    wykazac ze jest sie dobrym to dostaje sie wiecej, jak sie cos zawali to mozna
    stracic wszystko. Nie da sie tego robic w jednym osrodku! Najczesciej tez nie
    ma zbyt wiele miejsca ani na dzieci ani rodzine. Nie ma takze miejsca na troski
    o nowy odkurzacz czy papier do drukarki ktorym jest poswiecona pseudonaukowa
    dzialalnosc utytulowanych polskich luminarzy.

    Jesli chcesz robic nauke od 8:30 do 16:00 z przerwa na lunch bo musisz
    poplotkowac, odprowadzic dzieci z i do przedszkola to poszukaj sobie innego
    zajecia. Ewentualnie szybko zrob doktorac i habilituj sie - potem bedziesz
    mogla prawie wszystko! wlacznie z siedzeniem w radach pieciu innych uczelni i
    prezesowaniem wlasnej firmie. Hulaj dusza piekla nie ma!

    ALE nie na tym polega nauka!

    JZ.
  • toja3003 27.02.04, 12:40
    sa na pewno dobre prace powstajace we wlasnych
    osrodkach ale to troche jak z matura u wlasnych
    nauczycieli.

    Egzamin u "obcych" jest bardziej
    obiektywny. Podwojny szacunek dla tych doktorantow
    i (re)habilitantow, ktorzy zrobili to poza
    wlasnym srodowiskiem.
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 13:52
    I co z tego? Mam MA z ekonomii (The University of Melbourne), PhD z nauk
    politycznych (Monash University) - oba, a szczegolnie Melbourne to tzw.
    sandstone universities, cos jak ivory league in the US...
    W Polsce moge byc najwyzej adiunktem, i tez kreca nosem, ze dyplomy z
    Australii, wiec trzeba by nostryfikowac, czyli poddac sie upokarzajacej
    procedurze bycia oceniania przez tych, co by w Australii nawet stopnia Bachelor
    czyli licencjata nie dostali, ludzi co nie znaja jezykow obcych i zadaja, jak
    ten dziekan z panstwowego uniwerku w Lublinie, i to wbrew przepisom, abym
    tlumaczyl me wszystkie prace z angieleskiego na polski.
    Niestety, bez weryfikacji doktoratow i habilitacji nadanych przed rokiem
    conajmniej 1980tym, nie da sie pozbyc tej mafii komunistycznych doktorow (re)
    habilitowanych, co trzymaja polska nauke na takim niskim poziomie... :(
    ljkel2@ntscape.net
  • toja3003 27.02.04, 14:12
    Kto mialby tych ludzi weryfikowac?
    oni sami? To kwestai wymiany pokolen
    a wiec, niestety, czasu.

    Natomiast problem nostryfikacji
    pozostaje, nie wiem jak jest w Australii
    ale w USA mozna dostac piekny dyplom,
    pieknych "studiow" uczelni o pieknej nazwie
    o rownie "pieknym" poziomie.
  • Gość: CGN IP: *.org / *.krakow.pl 27.02.04, 14:25
    Nie mamy czasu na stracenie kolejnych dekad! Niech weryfikuja komisje
    zagraniczne, np. z UE oraz rynek, czyli zniesc bzdurne ograniczenia dla nie(re)
    habilitowanych!
    A weryfikacja dyplomow zagranicznych jest oczywiscie niezbedna, ale niech to
    robia, jak w Australii czy RFN, urzednicy a nie mafia (re)habilitantow!
    Wystarczy sprawdzic poziom uczelni, bowiem tresc rozprawy jest czesto ponad
    mozliwosci polskich (re)habilitantow... :( A znane sa przeciez rankingi
    uczelni, chocby zajrzec na Internet. Jak w Australii 20 lat temu wiedzieli co
    to jest SGPiS (teraz SGH) czy SGGW, a z kolei byli sceptyczni, i slusznie, co
    do "Sorbon" z Siedlc czy Radomia (nie ujmujac tym miastom), to czemu nie teraz
    w Polsce?
    A doktoraty i (re)habilitacje polityczne, np. z marxizmu-leninizmu czy ekonomii
    politycznej socjalizmu mozna sobie z gory odpuscic, a ich posiadaczy odeslac na
    niezasluzone emerytury, bo nalezy miec dla nich litosc, ale nie mozna ich
    zostawic na uczelniach!
    ljkel2@netscape.net
  • Gość: sceptyk IP: 212.191.68.* 01.03.04, 11:29
    Dziwia mnie te problemy formalne. Przeciez w Polsce sa etaty kontraktowe. Ktos
    kto ma PhD z zagranicy moze byc zatrudniony na etacie profesora kontraktowego na
    jakis czas. Nie wiem tylko, czy ma to zastosowanie do obywateli polskich
    powracajacych z zagranicy. Napewno takie rozwiazxanie stosuje sie w odniesieniu
    do stypendystow Fulbrighta, obywateli USA, uczacych w Polsce. Przynajmniej tak
    jest w Uniwersytecie Lodzkim, na Wydziale Studiow Miedzynarodowych i
    Politologicznych. I jeszcze jedno. Polecam program UE Marie Curie- jest tam
    nitka dla osob powracajacych do RP po dluzszym pobycie za granica. Ale przeciez
    chodzi o to, ze jezeli amerykanin czy nawet rosjanin z ichniejszym PhD moze byc
    profesorem kontraktowym w Polsce to zupelnie niezrozumiala jest sytuacja, w
    ktorej obywatel RP nie moze z tego skorzystac. Albo Pan zwrocil sie do
    niewlasciwych uczelni. Polecam wydzial wymieniny wyzej.
  • Gość: RafalP IP: 199.243.200.* 27.02.04, 19:55
    A po co Ci do Lublina? Po co cale te klopoty? Znajdz sobie prace w Australii,
    Nowej Zelandii, USA. Unikniesz wielu problemow i wielu miernot. Chyba ze tak
    lubisz brac sie z problemami za bary?
  • Gość: CGN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 15:14
    Do USA nie chce, bo tam za duzo biedy i agresji. A w NZ i Australii na skutek
    ciec w budzecie pracy w nauce nie przybywa, a wrecz odwrotnie, maleje. A
    Brytyjczycy nie chca mnie, bo jestem z Polski. ljkel2@netscape.net
  • Gość: RafalP IP: *.home1.cgocable.net 29.02.04, 02:33
    USA to nie tylko bieda i agresja. Jak sie czegos dorobisz, a z Twoim
    wyksztalceniem nie powinno byc problemu, to bieda i agresja Cie nie dotknie. W
    Polsce to drugie na pewno, pierwsze pewnie tez, zwlaszcza przez porownanie z
    dotychczasowym statusem. Mozna tez pomyslec o Kanadzie. Pozdrawiam.
  • Gość: CGN IP: *.sprintserwis.pl 29.02.04, 12:37
    Niestety, ale znam USA z autopsji. Ale moze pomysle o Kanadzie. Znasz jakies
    dobre miejsce, gdzie mozna by zasiegnac jezyka? Osoba w ambasadzie, witryna na
    Internecie itp.?
    Pozdr.
    ljkel2@netscape.net
  • Gość: Darek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 13:34
    drogi JZ, moze na nauce swiatowej się znasz, ale za to o realiach polskiego
    kształcenia nie masz zielonego pojecia.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 13:58
    Naiwnosc Twoja polega na zupelnie pustoslownym zapewnieniu ze nie mam
    zielonego pojecia o warunkach w polskiej nauce. A brak konkretnosci na tym ze
    poza haslem na nic wiecej cie ne stac. Ale w POlsce moze zrobisz kariere
    naukowa...

    bez odbioru.
    JZ.
  • Gość: Gość IP: *.ibb.waw.pl 27.02.04, 13:26
    Zdaniem Pana Profesora, zdegenerowani luminarze nauki sami zmienią nastawienie i
    z dobroci serca oddadzą przywileje. Święta naiwności! Dlaczego nie zrobili tego
    przez poprzednie lata?

    Nb, nauka padnie i tak. Nie ma przemysłu wysokich technologii, który korzystałby
    z wynalazków. Biznesu nie ma, bo warunki biznesu są kiepskie. W Polsce można
    sprzedawać zachodnie produkty hi-tech, nie wymyślać nowe. Nauka padnie,
    pozostanie w postaci kiepskich wykładowców uniwersyteckich, szkolących
    przyszłych nauczycieli.

  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.02.04, 00:07
    Przypomnę definicję (co to jest technologia) technologii.

    Udokumentowany doświadczeniem, opisany i sprawdzony bezpiecznmy dla otoczenia
    sposób przetwarzania surowców i półproduktów w produkty sprzedawalne z
    wystarczajacym zyskiem na wolnym rynku.

    Z poważaniem

    dr Bogdan Thomalla, Tomchem, Zabrze
  • Gość: B.T., Zabrze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.03.04, 10:18
    ... do kontynuowania badań w celu zarobienia forsy. Zawsze mówiłem, że jest tej
    forsy za dużo!!!
  • Gość: Meg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 13:43
    Niestety, obawiam się, że nie da się dyskusji sprowadzić tylko do problemu
    likwidacji habilitacji. Mam warażenie, że jest to temat zastępczy i wielu
    forumowiczów daje się w niego wpuścić. Któryś z przedmówców napisał "...polskie
    habilitacje nie bronią przed bylejakością, bo system jest bylejaki..." I
    niestety tu tkwi problem. Moja ocena może być jednak trochę jednostronna, bo
    reprezentuję kierunek humianistyczny, a to (jak już też wspominał ktoś
    wczesniej)nieco inny świat i nieco inne problemy. Swoją drogą bardzo mało jest
    (nie tylko w tej dyskusji) głosów "z tej strony sali"
    1. Od lat nie ma jasnej polityki oświatowej państwa, poza absurdalnym
    zwiększaniem "wskaźnika magistrów", co niestety dramatycznie pogarsza jakość
    kształcenia. A z drugiej strony zwiększa popyt na "habilitowanych".
    2, To rodzi kolejną patologię, czyli wieloetatowość - nie ma czasu na naukę, bo
    trzeba obskoczyć kilka etatów.
    3. Uczelnia nie potrafi sobie odpowiedzieć po co zatrudnia pracowników:
    do "robienia nauki", czy do dydaktyki, usiłując z jednej strony wymusić
    robienie kolejnych tytułów, a z drugiej wciskając "kominy dydaktyczne". Zamiast
    zatrudnić tych (jak to ktoś określił) "bez ambicji" do dydaktyki, a tych "z
    ambicjami" do nauki.
    4. samo znieisnie habilitacji w niczym tu nie pomoże, a raczej wydaje mi się,
    że zaszkodzi - rzeczwyście bylejakość sie powiększy.
    5. Habilitacja ma wady i to wielkie! W mojej dziedzinie nie ma mowy o "zeszyciu
    artykułow", trzeba robić nową pracę. Nie wiem też skąd 5% odsiewu przy
    habilitacji - chyba wszystkie z mojej działki - ilość habilitacji mozna u nas
    policzyć na palcach rąk (nogi już nie będą potrzebne) i to z kilku lat! Problem
    habilitacji leży także w tym, że trzeba najpierw zaostać do niej dopuszczonym!
    Znam przypadki, gdy ludzie nie mogli znaleźć (w całej Polsce!) Rady Wydziału
    chętnej do otworzenia przewodu! A mieli całkiem niezły dorobek. Rada bez
    zaglądania w papiery (czy choćby konspekt) może powiedzieć, że jej to "nie
    interesuje" i koniec. Nie ma odwołania, nie ma nic... Dotyczy to zwłaszcza prac
    interdyscyplinarnych.
    6. Kolejnym minusem habilitacji (i całego związanego z nią systemu)jest
    niestety to, że "zabija zespołowość". Jest to, niestety, z założenia praca
    indywidualna (i "odkrywcza") i poświęcając na nią parę lat życia cżłowiek nie
    ma czasu na pracę zespołową (a nawet nie chce - w końcu to konkurencja).
    7. Moim zdaniem, nie świadczy ona wiele więcej o samodzielności naukowca niż
    uzyskane granty - w końcu przy nich trzeba się wykazać duża wiekszą
    samodzielnością. Niestety w naszym systemie grantowym nie da się oprzeć na
    takim kryterium.
    8. Myślę, że dlatego głównie "ścisłowcy" domagają się zniesienia habilitacji,
    ponieważ łatwiej w tych dziedzinach o kryteria oceny. Niestety, lista f., czy
    IF (jak już ktoś zauważył) jest naprawdę trudna do przełożenia na nauki
    humanistyczne.
    9. A niestety podstawowym problemem, od którego BEZWZGLĘDNIE należaloby zacząc
    reformę systemu jest KRYTERIUM OCEN, JAWNOŚC I ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
    Odpowiedzialność profesorów za to, co podpisują swoim nazwiskiem! Poczynając od
    recenzji grantu, a na głosowaniu w CKK kończąc. Wszystko to powinno być jawne
    (np. publikowane w necie), podpisane z nazwiska! Wtedy może coś by drgnęło.
    Jawny powinien być dorobek naukowy, efekt grantu, a nawet jego rozliczenie
    finansowe, także recenzje grantu, czy pracy na stopień! Może wtedy skończyłoby
    sie pisanie przechylnych recenzji dla kolegów i nieprzychylnych dla
    nielubianych.
    10. To ponoszenie odpowiedzialnosci za własne nazwisko przełamałoby może
    anonimowość "kolegialności". W obecnym systemie nie ma odpowiedzialności, bo
    wszystko jest "kolegialne". I tajne.
    11. W naukach humanistycznych niewiele jest "twardych teorii" i wiele rzeczy
    jest w pewnym stopniu uznaniowych. Sądzę, że w połączeniu z brakiem jawności
    dobija to te dziedziny i rodzi wiele kontrowersji.
    12. Potem można znosić habilitacje.

    Przepraszam za przydługi wywód.

    P.S. W UK nie ma publicznej obrony doktoratu. Gdyby to przeniseść na nasz grunt
    to byłaby zupełna klęska.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.02.04, 15:09
    Ciekawie napisales o problemach polskiej nauki, tyle tylko ze niestety nie
    podajesz na nie "prostych" rozwiazan. Takim prostym rozwiazaniem jest
    ograniczenie praw tytularnych wiec przegrupje twoje punkty zeby na ten temat
    najpierw odpowiedzec.


    > Niestety, obawiam się, że nie da się dyskusji sprowadzić tylko do problemu
    > likwidacji habilitacji. Mam warażenie, że jest to temat zastępczy i wielu
    Nie jest to temat zastepczy, jest to sposob na reforme systemu bez jego
    radykalnej zmiany. Nikt w obecnym systemie radykalnych zmian nie moze
    przeprowadzic brak na to zaufania spolecznego po zalamanych reformahc sluzby
    zdrowia i brak pieniedzy! Jedynym ratunkiem jest UPROSZCZENIE zasad.
    zwiekszenie KOMPATYBILNOSCI z doskonale funkconujacym modelem anglosaskim.
    Mniej skuteczne, Mniej ryzykowne, i O WIELE TANSZE!

    > habilitacje nie bronią przed bylejakością, bo system jest bylejaki..." I
    > niestety tu tkwi problem. Moja ocena może być jednak trochę jednostronna, bo
    > reprezentuję kierunek humianistyczny, a to (jak już też wspominał ktoś
    > wczesniej)nieco inny świat i nieco inne problemy. Swoją drogą bardzo mało
    W humanistyce jest z tym problem, na zachodzie jest on rozwiazywany po czesci
    politycznie - panstwa sponsoruja badania nad kultura, aczkolwiek praktycznie
    wszedzie zarobki profesora archeologii sa nieporownanie nizsze niz doktoranta
    chemii molekularnej czy medyka. W Polsce jest urawnilowka - wszystkim po rowno.
    tak sie nie da!

    > 4. samo znieisnie habilitacji w niczym tu nie pomoże, a raczej wydaje mi się,
    > 5. Habilitacja ma wady i to wielkie! W mojej dziedzinie nie ma mowy
    > 6. Kolejnym minusem habilitacji (i całego związanego z nią systemu)jest
    > niestety to, że "zabija zespołowość". Jest to, niestety, z założenia praca
    > 7. Moim zdaniem, nie świadczy ona wiele więcej o samodzielności naukowca niż
    > uzyskane granty - w końcu przy nich trzeba się wykazać duża wiekszą
    > 8. Myślę, że dlatego głównie "ścisłowcy" domagają się zniesienia habilitacji,
    > ponieważ łatwiej w tych dziedzinach o kryteria oceny. Niestety, lista f., czy

    NO, NO, przeszedles samego siebie! Dziekuje za kolejne powody do mojej listy
    powodow zniesienia przywilejow tego przezytego tytulu.


    > 12. Potem można znosić habilitacje.
    Nie chodzi mi zniesienie habilitacji! Byc moze w naukach humanistycznych
    napisanie takiej ksiegi jest jedynym sposobem przekazu. Ale nich to bedzie
    ksiazka i niech liczy sie jak ksiazka a nie daje przywileju swietej krowy!
    Chodzi mi o przywileje zwiazane z tym i innymi tytulami. Sa one w obecnym
    siwecie fikcja - mgr wieczorowy/dzienny/dobrej/slabej uczelni to nie to samo. A
    jesli wybiora zawod nauczyciela to maj wieksze gwarancje pracy i dodatek. A
    niby dlaczego. NAlezy dac wolnosc wyboru wladzom uczelni ich kadry. Jesli
    dobiora zle to najpierw pracodawcy a zaraz potem studenci zaglosuja nogami. I
    wtedy okaze sie ze ani publikacji ani studentow ani pieniedzy i szanowni
    panowie profesorzy beda musieli stanoc w kolejce po chleb. Teraz tego bata nie
    ma. dlatego system jest chory!




    > 9. A niestety podstawowym problemem, od którego BEZWZGLĘDNIE należaloby
    zacząc
    > reformę systemu jest KRYTERIUM OCEN, JAWNOŚC I ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
    ZGADZAM SIE! zaczynkami takiego kryterium sa bazy danych KBN i bazy danych
    cytowalnosci. dlaszym kryterium beda niezalezne rankingi uczelni (takie juz sa,
    publikowane przez gazety, czy urzedy statystyczne). W krotkim czasie okaze sie
    ze ludzie beda stali w kolejce zeby ich dorobek tam byl i mieli z tego
    pieniadze. teraz kazdy sie "wstydzi"... sukcesu oczywiscie!


    > Odpowiedzialność profesorów za to, co podpisują swoim nazwiskiem! Poczynając
    > recenzji grantu, a na głosowaniu w CKK kończąc. Wszystko to powinno być jawne
    ... JAka odpowiedzialnosc skora maja przywileje bezterminowego zatrudnienia i
    panstwowej emerytury? JAka odpowiedzialnosc habilitowanych skoro uczelnia musi
    ich zatrudniac zaby nadawac tytulu? A srodowisko tak limituje ich liczbe zeby
    nie bylo zagrozenia. Jeszcze raz pytam JAKA ODPOWIEDZILNOSC ustawowo
    usenekuralizowanych utytulowancow? JAKA? ktos sugerowal ze "moralna", ha, ha,
    ha!



    > 10. To ponoszenie odpowiedzialnosci za własne nazwisko przełamałoby może
    > anonimowość "kolegialności". W obecnym systemie nie ma odpowiedzialności, bo
    > wszystko jest "kolegialne". I tajne.
    Nie, bo j/w "czy sie stoi czy sie lezy....". Kolegialne jest praktycznie
    wszedzie na swiecie. Tyle tylko ze kolegialnosc staje sie dopiero wtedy
    efektywna jak prezesom rad nadzorczych stolki zaczynaja sie palic pod tylkiem.
    A w Polscze stolki ustawowo polano substancja przeciwzapalna i na wierzchu
    klejem.


    > 11. W naukach humanistycznych niewiele jest "twardych teorii" i wiele rzeczy
    > jest w pewnym stopniu uznaniowych. Sądzę, że w połączeniu z brakiem jawności
    > dobija to te dziedziny i rodzi wiele kontrowersji.
    Dlatego prawie wszedzie na siecie praca w tych dziedzinnach jest nisko platnym
    hobby.

    > 1. Od lat nie ma jasnej polityki oświatowej państwa, poza absurdalnym
    > zwiększaniem "wskaźnika magistrów", co niestety dramatycznie pogarsza jakość
    > kształcenia. A z drugiej strony zwiększa popyt na "habilitowanych".
    TAk, jest to machanizm. Ale i tak w produkcji magistrow odstajemy od reszty
    swiata. Rowniez dlatego ze brakuje habilitowanych. Niedlugo bedziemy mieli taka
    sama sytuacje jak z korporacjami adwokackimi. gdzie srodowska przeciwdzilajac
    obnizaniu jakosci usluch (czyli ICH CENY) bedzie swiadomie ograniczac swoaj
    liczebnosc. ostatecznie do tej pory kroza opowiesci o CK odmaiwajacej profesury
    ludziom "za mlodym".


    > 2, To rodzi kolejną patologię, czyli wieloetatowość - nie ma czasu na naukę,
    > trzeba obskoczyć kilka etatów.
    Wieloetatowosc nie musi byc patologia jesli jest umiarkowana. Czesto srodki i
    mozliwosci wileu uczelni sa konieczne aby prowadzic badania interdyscyplinarne.
    Ale w obecnym ssytemie ustawowych przywilejow habilitacji jest wrecz
    automatyczna konsekwencja. Oczywiscie pod haslami jakosci wielkie uniwersytety
    (UJ) zabraniaja swoim pracownikom "dorabiac" co faktycznie nie jest sposobem
    poprawienia jakosci (bo przeciez nie dadza wiecej srodkow na badania) lecz
    wylacznie sposobem walki z konkurencja. Ale narod slucha i wierzy!

    > 3. Uczelnia nie potrafi sobie odpowiedzieć po co zatrudnia pracowników:
    > do "robienia nauki", czy do dydaktyki, usiłując z jednej strony wymusić
    > robienie kolejnych tytułów, a z drugiej wciskając "kominy dydaktyczne".
    > zatrudnić tych (jak to ktoś określił) "bez ambicji" do dydaktyki, a tych "z
    > ambicjami" do nauki.
    SWIETNE spostrzezenie. I ponownie pokresla brak celowosci habilitacji. Na
    uczelni technicznej rechunku calkowego wcale nie musi prowadzic profesor.
    Zapewne wystarczy dobry magister, ktory powtorzyl ten material ze trzy razy. Po
    5 latach wykladania bedzie lepszy w promowaniu tej wiedzy niz jakikolwiek
    profesor ktory codziennie rano zastanawia sie pol godziny gdzie zostawil
    okulary. Wiec po co ta habilitacja?

    JZ
  • Gość: Meg IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.04, 17:12
    1. W żadnym miejscu nie powiedziałam, że jestem za utrzymeniem habilitacji na
    dłuższą metę. Uważam tylko, że nie od jej zniesienia powinno się zaczynać
    reformy! Samo zniesienie habilitacji, bez głębszych zmian w systemie, nic nie
    da, a nawet moim zdaniem (a nie twierdzę i nie twierdziłam, że mam jedynie
    słuszne poglądy) pogorszy obecną sytuację. Dlatego wiele było argumentów
    przeciw habilitacji.
    2. PROSTYCH ROZWIĄZAŃ NIE MA
    3. W mojej działce jest niewielu samodzielnych, więc może dlatego nie mam tak
    radykalnych poglądów. Nie ma zwyczaju nagminnego dopisywania się do cudzych
    prac, itp.
    4. Jaka jest jawność w rankingach?? Sam sobie przeczysz - we wszystkich jednym
    (i to dośc ważnym) ze składników jest kadra tytularna! Nie ma w nich dorobku
    naukowego.
    5. Baza KBN jest "cienka jak żebro bakterii". To jest JAWNOŚĆ? To może być jej
    zaczątek. (zajrzyj np. www.naukowcy.republika.pl)
    6. Nigdzie nie narzekałam na zarobki w humanistyce, chociaż mogłyby naprawdę
    być rozsądniejsze :) (co nie oznacza, że są dobre - są równie mizerne jak
    inne). Ale wydaje mi się, że to my powinniśmy się póki co wściekać
    o "urawniłowkę" - to na kierunkach humanistycznych kształci się te tłumy
    studentów, niejednokrotnie płacące po parę tysięcy zł/semestr, podczas gdy na
    kierunkach ścisłych niejednokrotnie nie ma chętnych do studiowania. I to jest
    OK???
    7. Habilitacja nie jest jedyną formą przekazu w humanistyce. O wiele fajniej
    byłoby napisać książkę "dla ludzi" (nawet o jakimś trudnym problemie), czy
    artykuły z tematami, o których nie da się pisać w hab. (patrz: co pisałam o
    otwieraniu przewodów).
    8. Jednak sądzę, że jak ktoś coś głupiego napisze (np. recenzja)i podpisze się
    pod tym, to będzie publicznie dostępne, to się drugi raz zastanowi (np.
    www.kardaszewski.prx.pl - reakcja recenzenta doskonale świadczy, co mysłi o
    upublicznieniu swoich wywodów). MOże mam za dużą wiarę w ludzi (i zaraz jak
    niektórzy poprzednicy dowiem się, że jestem "naiwniutka"), a może wynika to z
    faktu, że w mojej dziedzinie niemal wszyscy samodzielni znają się osobiście i
    jakieś resztki wstydu posiadają.
    9. Nie wiem, czy system anglosaski jest najlepszy na świecie - to są niestety
    inne realia. I sądzę, że nie da się czegoś tak po prostu skopiować - to nie
    McDonald's. U nas naprawdę jeszcze nie ma takiego RYNKU.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 14:22
    Gość portalu: Meg napisał(a):
    > 1. W żadnym miejscu nie powiedziałam, że jestem za utrzymeniem habilitacji na
    > dłuższą metę. Uważam tylko, że nie od jej zniesienia powinno się zaczynać
    > reformy! Samo zniesienie habilitacji, bez głębszych zmian w systemie, nic nie
    > da, a nawet moim zdaniem (a nie twierdzę i nie twierdziłam, że mam jedynie
    > słuszne poglądy) pogorszy obecną sytuację. Dlatego wiele było argumentów
    > przeciw habilitacji.
    To sie nazywa mydlenie oczu, "przed", "za" "razem" - przynajmniej mi je
    zamydliles bo nic nie zrozumialem. Ale dziekuje ze sie przyznajesz ze nie
    ejstes za przeprowadzaniem reformy z utrymaniem habilitacji jaki skutecznego
    strodka podtrzymujacego jakosc polskiej nauki. To uwazam za moje prywatne
    zwyciestwo!


    > 2. PROSTYCH ROZWIĄZAŃ NIE MA
    Prostych rozwiazan na _wszystko_ nie nie ma ale w ogolnosci sa proste
    rozwiazania na konkretne problemy. Takim problem jest stagnacja polskiej nauki.
    PROSTYM rozwiazaniem jest zrezygnowanie z dozywotnich zabezpieczen polskich
    naukowcow. ciezko pracuja tylko ci co MUSZA a tylko bardzo rzadko zarzaja sie
    tacy wariaci co robia to tyolko z chcenia. Teraz pytanie: Jestec idealista czy
    pragmatykiem. Wierzysz w zapalenczy szal odkrywcy czy tez marchewke i kijek.
    Nie mow mi ze chcesz wszystko!


    > 3. W mojej działce jest niewielu samodzielnych, więc może dlatego nie mam tak
    Ja nie walcze z osobami ja walcze z chrym mechanizmem. Wady habilitacji i
    profesur podawalem tyle razy - poszukaj.

    > 4. Jaka jest jawność w rankingach?? Sam sobie przeczysz - we wszystkich
    DUZA. Bo rankingi sa zewnetrzne, bo gazety/biura/instytucje ktore je robia
    podaja sposob w jaki waza kolejne czynniki. RAnkingi takie na zachodzie sa
    oparte o wysokosc pierwszej pensji, ilosc zatrudnionych bezposednio po
    studiach. To wszystko sa czynniki WYMIERNE i mierzalne rok po roku. w
    odroznieniu od jednorazowej czynnosci promowania kogos NA ZAWSZE do grupy
    swietych krow.

    > 5. Baza KBN jest "cienka jak żebro bakterii". To jest JAWNOŚĆ? To może być
    Jest jawna, jest cienka ale jesli pojawi sie mechanizm to ludzie sami beda sie
    tloczyli ze by ta baze wzbogacic. Nie od razu krakow zbudowano.

    > zaczątek. (zajrzyj np. www.naukowcy.republika.pl)
    Owszem. W swojej krytyce z bazy KBN korzystali tam. No teraz nalezy tylko
    WYCIAGNAC WNIOSKI i robic to rok po roku!


    > 6. Nigdzie nie narzekałam na zarobki w humanistyce, chociaż mogłyby naprawdę
    > być rozsądniejsze :) (co nie oznacza, że są dobre - są równie mizerne jak
    > inne). Ale wydaje mi się, że to my powinniśmy się póki co wściekać
    > o "urawniłowkę" - to na kierunkach humanistycznych kształci się te tłumy
    > studentów, niejednokrotnie płacące po parę tysięcy zł/semestr, podczas gdy na
    > kierunkach ścisłych niejednokrotnie nie ma chętnych do studiowania. I to jest
    Widzisz, to wynika z braku rankingu plac i poziomu zatrudnienia - jest spora
    liczba studentow ktorzy studiuja bo jest fajnie studiowac. Doskonale ze chciaz
    Ty nie narzekasz na swoje zarobki!


    > 7. Habilitacja nie jest jedyną formą przekazu w humanistyce. O wiele fajniej
    > byłoby napisać książkę "dla ludzi" (nawet o jakimś trudnym problemie), czy
    O To mi chodzi. I niech to bedzie ksiazka do raju a nie podkladka pod
    przepustke do raju.


    > 8. Jednak sądzę, że jak ktoś coś głupiego napisze (np. recenzja)i podpisze
    się
    > pod tym, to będzie publicznie dostępne, to się drugi raz zastanowi (np.
    > www.kardaszewski.prx.pl - reakcja recenzenta doskonale świadczy, co mysłi o
    To sa wyjatki. ZAs z wlasnego doswiadczenia wiem ze owze recenzent pozbawil
    sie docho przecietnie 1000 zl za recenzje kolejnych prac (bo sie beda go bali).
    Duma kosztuje. Ale dlaczego karac porzadnych a nie zmienic system.

    > 9. Nie wiem, czy system anglosaski jest najlepszy na świecie - to są niestety
    > inne realia. I sądzę, że nie da się czegoś tak po prostu skopiować - to nie
    > McDonald's. U nas naprawdę jeszcze nie ma takiego RYNKU.
    To jest McDonalds! Moze niestety ale jest, i jesli nie zaczniemy stosowac ich
    sposobow to wkrotce bedziemu jedli WYLACZNI amerykanskie hamburgery. A poki co
    powstaly sieci PizzaExpress i sklepy z kebabami. I O to chodzi. Trzeba uzywac
    sprawdzonych rozwiazan dla wlasnych celow a nie upierac sie przy swoim plugu z
    drewna dlatego ze dziedek tez nim oral.

    pozdrawaim
    JZ
  • Gość: khmara IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 12:49
    1. Zgadzam się z Meg, że habilitacja to temat zastępczy.

    2. W tym grajdole potrzebna jest jawność - od początku do końca. Przykład:
    wnniosek KBN-owski utrącony przez recenzenta, który pisze ewidentne brednie, bo
    a) nie przeczytał, bo nie miał czasu, b) jak przeczytał, to nie zrozumiał, c)
    jak nie ma zielonego pojęcia, co czyta, to dla paru zł za recenzję za nic się
    do tego nie przyzna.

    3. Mimo wszytko, system grantów jest lepszy niż dotychczasowa uznaniowość
    dyrekcji w dysponowaniu środkami na tzw. badania własne. Przykład: instytut
    organizuje trzy konferencje w ciągu roku, żeby Geront mógł wydać kolejne tomy
    prac zbiorowych, bo od lat nic innego nie wydaje, a pieniędzy na książki od lat
    nie ma dla nikogo (poza Gerontem i jego małżonką).

    4. System, w którym utytułowana profesura zajmuje się zwalczaniem konkurencji
    wśród adiunktów jest chory. Przykład: własna skóra.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 14:31
    Twoja wypowiedz sie kupy nie trzyma. ale do szczegolow.


    Gość portalu: khmara napisał(a):
    > 1. Zgadzam się z Meg, że habilitacja to temat zastępczy.
    > 4. System, w którym utytułowana profesura zajmuje się zwalczaniem konkurencji
    > wśród adiunktów jest chory. Przykład: własna skóra.
    To jests za czy przeciw. Jesli boli cie wlasna skora od ciegow otrzymanych od
    kogos kryjacego sei za tytulem to jak mozesz wyglaszac zdanie nr 1?


    > 2. W tym grajdole potrzebna jest jawność - od początku do końca. Przykład:
    > wnniosek KBN-owski utrącony przez recenzenta,
    ZLEJ tanecznicy i rabek u spodnicy - pozwoj ze podam ci moja interpretacje.

    > który pisze ewidentne brednie, bo
    A moze to ty tym razem nie rozumiesz?
    > a) nie przeczytał, bo nie miał czasu,
    Napisalez bez polotu bo nie mailes czasu kiedzy chalturami.
    > b) jak przeczytał, to nie zrozumiał,
    Zle wyjasniles. zbyt dlugo, zbyt zawile lub zbyt hermetecznie. Nie pomogles mu
    zrozumiec. wiec cie olal "ciplym oczem".

    > c) jak nie ma zielonego pojęcia, co czyta, to dla paru zł za recenzję
    > za nic się do tego nie przyzna.
    JAk zle napisales to sie za skarby nie przynasz ze to Twoja wina.


    > 3. Mimo wszytko, system grantów jest lepszy niż dotychczasowa uznaniowość
    > dyrekcji w dysponowaniu środkami na tzw. badania własne. Przykład: instytut
    > organizuje trzy konferencje w ciągu roku, żeby Geront mógł wydać kolejne tomy
    > prac zbiorowych, bo od lat nic innego nie wydaje, a pieniędzy na książki od
    > nie ma dla nikogo (poza Gerontem i jego małżonką).
    Niespodziewanie tu sie zgadzamy. Tylko musisz pisac lopsze podania grantowe!
    Czego serdecznie zycze!


    JZ
  • Gość: khmara IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 15:47
    JZ odpisuje:

    Twoja wypowiedz sie kupy nie trzyma. ale do szczegolow.


    Gość portalu: khmara napisał(a):
    > 1. Zgadzam się z Meg, że habilitacja to temat zastępczy.
    > 4. System, w którym utytułowana profesura zajmuje się zwalczaniem konkurencji
    > wśród adiunktów jest chory. Przykład: własna skóra.
    To jests za czy przeciw. Jesli boli cie wlasna skora od ciegow otrzymanych od
    kogos kryjacego sei za tytulem to jak mozesz wyglaszac zdanie nr 1?


    > 2. W tym grajdole potrzebna jest jawność - od początku do końca. Przykład:
    > wnniosek KBN-owski utrącony przez recenzenta,
    ZLEJ tanecznicy i rabek u spodnicy - pozwoj ze podam ci moja interpretacje.

    > który pisze ewidentne brednie, bo
    A moze to ty tym razem nie rozumiesz?
    > a) nie przeczytał, bo nie miał czasu,
    Napisalez bez polotu bo nie mailes czasu kiedzy chalturami.
    > b) jak przeczytał, to nie zrozumiał,
    Zle wyjasniles. zbyt dlugo, zbyt zawile lub zbyt hermetecznie. Nie pomogles mu
    zrozumiec. wiec cie olal "ciplym oczem".

    > c) jak nie ma zielonego pojęcia, co czyta, to dla paru zł za recenzję
    > za nic się do tego nie przyzna.
    JAk zle napisales to sie za skarby nie przynasz ze to Twoja wina.


    > 3. Mimo wszytko, system grantów jest lepszy niż dotychczasowa uznaniowość
    > dyrekcji w dysponowaniu środkami na tzw. badania własne. Przykład: instytut
    > organizuje trzy konferencje w ciągu roku, żeby Geront mógł wydać kolejne tomy
    > prac zbiorowych, bo od lat nic innego nie wydaje, a pieniędzy na książki od
    > nie ma dla nikogo (poza Gerontem i jego małżonką).
    Niespodziewanie tu sie zgadzamy. Tylko musisz pisac lopsze podania grantowe!
    Czego serdecznie zycze!



    Odpowiedź dla JZ:
    Dzięki.

    Wniosek grantowy jest recenzowany przez kilka osób - w tym konkretnym przypadku
    różnica między recenzentami wynosiła ok.25% punktów możliwych do uzyskania.

    A mnie jest wszystko jedno, czy muszę pisać habilitację, czy nie (piszę) -
    dlatego uważam to za temat zastępczy.

    Istotne jest to, że w tym kraju tytuł rulezzz, a bez tytułu wykazywanie się
    inteligencją, odkrywczością, etc. jest niebezpieczne. Ktoś na tym forum
    powiedział, że wystarczy być dobrym. Można być za dobrym - a takich (z
    tytułami) z naszego instytutu odeszło już na pęczki. Nie można być lepszym od
    szefa!!!

    Zostawienie czy zlikwidowanie habilitacji nic nie zmieni. Zmienić trzeba sposób
    finansowania nauki i wprowadzić większą jawność wszelkiego postępowania - jak
    proponuje Meg.

    khmara
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 18:10
    Gość portalu: khmara napisał(a):
    > A mnie jest wszystko jedno, czy muszę pisać habilitację, czy nie (piszę) -
    > dlatego uważam to za temat zastępczy.
    Piszesz, wiec dlatego jest to "JUZ" temat zastapczy _dla_ _ciebie_. Nie dla
    nauki polskiej!

    JZ
  • Gość: khmara IP: *.icpnet.pl 28.02.04, 18:58
    Gość portalu: khmara napisał(a):
    > A mnie jest wszystko jedno, czy muszę pisać habilitację, czy nie (piszę) -
    > dlatego uważam to za temat zastępczy.
    Piszesz, wiec dlatego jest to "JUZ" temat zastapczy _dla_ _ciebie_. Nie dla
    nauki polskiej!

    JZ


    Khmara:

    Kurrr...
    Ja wciąż mam dwie literki przed nazwiskiem.
    Moja habilitacja - mój problem, a nie Nauki Polskiej.
    Habilitację można robić w ramach układów, albo poza.
    JA JESTEM POZA!

  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 21:32
    Gość portalu: khmara napisał(a):
    > Kurrr...
    > Ja wciąż mam dwie literki przed nazwiskiem.
    > Moja habilitacja - mój problem, a nie Nauki Polskiej.
    > Habilitację można robić w ramach układów, albo poza.
    > JA JESTEM POZA!
    Bez urazy, nie oto mi chodzilo. Ja naprawde nie twierdze ze habilitacja jest u
    wszystkich zla, wszyscy musza wlec z waelina czy bez, itp, itd. Uwazam ze jest
    zla bo... poszukaj gdzies tam napisalem "wady habilitacji"

    W tym przypadku chodzilo mi o to ze skoro juz wlozyles wysilek to nietrudno
    zrozumiec ze nie chcesz go widziec w koszu. JA to rozumiem. Podobnie rozumiem
    wszystkich innych ktorzy siedza na tej galezi ze jej nie chaca podciac. Ale ty
    zrozumiesz ze tego nie popieram.

    W/g mnie habilitacja jest niepotrzebnym przezytkiem nie dost ze nic nie
    dajacym nauce polsckiej to wrecz hamujacym jej postep. Jest wiele zlych rzeczy
    w nauce polskiej ale nie da sie rozwiazac wszystkich. Zacznimy usuwac chociaz
    niektore z tych objetych patologia. Po trochu, powoli.

    JZ



    >
  • Gość: ggg.. IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.04, 17:34
    > JAk zle napisales to sie za skarby nie przynasz ze to Twoja wina.
    Ze się wtrącę ;-)
    Otóż z własnego doświadczenia sprzed paru lat mam przykład projektu który
    podpisany moim nazwiskiem odpadł, a rok później podpisany przez 'prawdziwego'
    profa dostał najwyzsze oceny i przeszedł. A teraz takiego profa pod ręką nie
    mam i moge se pisać, wysyłać.... Z równym prawdopodobieństwem można grać w
    totolotka, ale tam przynajmniej kwota jest wielokrotnie większa... Więc juz nie
    piszę projektów ino wypełniam kupony i jak wygram to kasa pójdzie na lab.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 28.02.04, 18:06
    Gość portalu: ggg.. napisał(a):
    > > JAk zle napisales to sie za skarby nie przynasz ze to Twoja wina.
    > Otóż z własnego doświadczenia sprzed paru lat mam przykład projektu który
    > podpisany moim nazwiskiem odpadł, a rok później podpisany przez 'prawdziwego'
    > profa dostał najwyzsze oceny i przeszedł. A teraz takiego profa pod ręką nie
    Zmien zespol, udaj sie do profa ktory mam nazwisko. Na claym swiecie tak jest,
    tylke tylko ze tam zaufanie nie jest na cale zycie i kazdego profa weryfiuja
    tak zamo za kazdym razem. Obecni profesorzy i habilitowani tez sa o tyle warci
    ile slawne sa ich nazwiska. Zle jest to ze tym co maj nazwiska NIEslwne nikt
    nie moze podskoczyc a oni i tak szkodza wiec trzeba z nimi wchodzic z uklady.
    Skonczymy ze swieto-krowimi-utytulowaniami.

    > mam i moge se pisać, wysyłać.... Z równym prawdopodobieństwem można grać w
    > totolotka, ale tam przynajmniej kwota jest wielokrotnie większa... Więc juz
    > piszę projektów ino wypełniam kupony i jak wygram to kasa pójdzie na lab.
    ZALOSNE!

    JZ
  • Gość: ggg... IP: *.walbrzych.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.04, 23:24
    > ZALOSNE!
    >
    > JZ

    Bo żałosna jest ta nibynauka w Polsce, którą nie wiadomo po co chcieliby
    jeszcze niektórzy naprawiać. Złom się złomuje a nie naprawia...
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 29.02.04, 01:31
    Gość portalu: ggg... napisał(a):
    > > ZALOSNE!
    > Bo żałosna jest ta nibynauka w Polsce, którą nie wiadomo po co chcieliby
    wyjales bezczelnie z kontekstu. Jedyne co bylo zalosne to to ze ktos zamiast
    pracowac gra na loterii i uwaza ze z tego sfinansuje swoja prace badawcza!.


    > jeszcze niektórzy naprawiać. Złom się złomuje a nie naprawia...
    To pusty frazes i bzdura! Nie masz racji. Niczego nikt nie wyrzuca ani nie
    zlomuje poki nie ma tego czym zastapic. Lepsze dziurawe buty niz chodzenie na
    bosaka. Lepsze psujace sie auto niz chodzenie piechota. Zadnego kraju, w tym
    Polski nie stac na zakup know-how z zagranicy dlugoterminowo (no moze arabie
    saudyjska, itp.). Potrzebujemy wlasnych specjalistow chocby po to by ktos mogl
    przeczytac i zrozumiec instrukcje obslugi.
    A poza tym gdzieniegdzie sa jeszcze tacy Plscy naukowcy ktorzy potrafia
    pokazac swiatu ze wiedza o czym mowia. Trzeba ich promowac kosztem innych,
    trzeba zachecic ich do powrotu do Polski jeszcze przed wiekiem emerytalnym!

    JZ

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka