Dodaj do ulubionych

Kto pracuje w największym stresie?

27.04.10, 07:30
w polsce trochę inaczej, ale proponuję wysyłać obowiązkowo delikwenta
zestresowanego na krótkie oddelegowanie na zawód obok antystresujący np
taksówkarza na aktuaiusza (wycena ubezpieczeń), tylko policjant na elektryka
jakoś nie pasuje
--
mgkk
Edytor zaawansowany
  • 27.04.10, 13:12
    ciekawe jaki poziom stresu ma manager pracujacy ze swoja byla... powiem krotko -
    przerabane...
  • 27.04.10, 13:36
    Śmietnik informacyjny spod kryptonimu ,,ola'' podał źródło swoich ploteczek!
    Można po prostu kliknąć i przeczytać to, co ,,ola'' przeczytała, zanim zajęła
    się przekładem.

    Żeby jeszcze to źródło było jakoś związane z nauką...

    - Stefan
  • 27.04.10, 23:03
    stefan4 napisał:
    > Można po prostu kliknąć i przeczytać to, co ola przeczytała,
    > zanim zajęła się przekładem.

    Można i tak zwykle robię bez względu na to czy artykuł jest Oli czy Piotra czy
    innego dziennikarza. Ale Ola zrobiła błąd podpisując się żeńskim imieniem. W
    efekcie jest traktowana tak jak kobiety są od tysiącleci traktowane w kulturze
    judaistyczno-chrześcijańskiej lub śródziemnomorskiej. Powinna ona gotować mężowi
    smaczny obiad, a nie wymądrzać się dziale Nauka. Powinna podpisywać się Albert.
    Wtedy czytelnicy traktowaliby ją jak wnuka wielkiego naukowca i nie
    kwestionowali jej kwalifikacji.
  • 28.04.10, 00:18
    no mnie az lza sie zakrecila w oku jak emeryt ujal sie za dziennikarka ola. tyle
    ze ja na przyklad nie nie zkaldalaem ze za pseudonimmem ola kryje sie kobieta,
    jakas Aleksandra. moze to olek, Lechu i adam? cholera wie nie?

    tak czy owak, mysle ze da sie wykazac, ze artykuly oli sa naprawde do kitu.


    --
    a malinka is for life, not just for Christmas
  • 28.04.10, 09:58
    dala.tata:
    > tak czy owak, mysle ze da sie wykazac, ze artykuly oli sa naprawde do kitu.

    To bez trudu. Z trochę większym trudem da się wykazać, że Redakcja GW wspaniale
    o tym wie...

    - Stefan
  • 28.04.10, 20:22
    To prawda, że polscy mężczyźni mogą bez trudu wykazać brak talentu polskich
    kobiet. Wystarczy popatrzeć na statystyki i zobaczyć ile kobiet było premierem
    lub prezydentem w Polsce? Żadna! Wynika z tego niezbicie, że kobiety są gorsze
    od mężczyzn.

    Ile kobiet kandyduje w aktualnych wyborach prezydnckich? Żadna! Więc nie tylko
    są gorsze intelektualnie ale i pozbawione ambicji. Nawet nie próbują!

    Statystyki z krajów muzułmańskich wspierają polskie statystyki. Podobnie - ile
    kobiet zajmuje jakiekolwiek stanowisko w Watykanie?

    Wprawdzie Maria Curie-Skłodowska dostała dwie nagrody Nobla. Ale ona wyjechała z
    Polski w młodości wiedząc, że tu nie ma żadnych szans. W Polsce gotowałaby
    obiady dla męża.

    Może więc jednak ze statystyk wynika, że w krajach rzymsko-katolickich i
    muzułmańskich jest zakorzeniona tradycja dyskryminacji kobiet wspierana przez
    kler mający duży wpływ na zarówno rząd jak i obyczaje.
  • 28.04.10, 20:38
    pensioner63 napisał:

    > Może więc jednak ze statystyk wynika, że w krajach rzymsko-katolickich i
    > muzułmańskich jest zakorzeniona tradycja dyskryminacji kobiet wspierana przez
    > kler mający duży wpływ na zarówno rząd jak i obyczaje.

    Ze statystyk wynika co najwyżej rozkład danego zjawiska, natomiast jego przyczyny to co najwyżej twoja własna interpretacja.
  • 28.04.10, 22:39
    rumcajs68 napisał:
    > Ze statystyk wynika co najwyżej rozkład danego zjawiska

    Zgadzam się! Napisałem przecież "Może więc wynika..". Dla niektórych ludzi
    wynika, dla innych nie. Wiem, że fakty naukowe nie zmienią mentalności wielu
    ludzi. Nie mówię nawet o tak trudnych do zrozumienia teoriach jak np. teoria
    ewolucji. Przekonań ludzkich o własnej wyższości rasowej, narodowej,
    wyznaniowej, o przewadze mężczyzn nad kobietami, itp nie zmienia się argumentami
    logicznymi.
  • 29.04.10, 00:13
    Fakty naukowe akurat nie są jednoznaczne w tej kwestii. Co to znaczy, że kobiety są "gorsze"? Według mnie popełniły (nie wszystkie, ale dość spora część) pewien błąd, że przyjęły męski system wartości i próbują sprawdzać się w zadaniach, co do których - faktycznie - przeważnie mężczyźni mają lepsze predyspozycje biologiczne. Ale są lepsze w wielu innych, kobiecych rzeczach.

    Natomiast co do artykułów "oli": zgadzam się w pełni z przedmówcami, że to nie szowinistyczne uprzedzenia, ale merytoryczny poziom tekstów zadecydował o opinii forumowiczów na temat autorki. Żeby się o tym przekonać, wystarczy choćby poczytać wnikliwe recenzje Kornela, porównujące jej teksty z artykułami źródłowymi.
  • 29.04.10, 16:36
    Więc mówisz, że to nie tradycyjny polski męski szowinizm tylko kobieca natura
    dyskwalifikuje do dzisiaj Polki do ubiegania się o najwyższze kierownicze
    stanowiska, a kiedyś nie pozwalała im studiować przedmotów ścisłych. Dlatego
    Maria Skłodowska musiała wyjechać do Francji, bo tam kobieca natura nie
    dyskwalifikowała jej do zajmowania się fizyką i chemią. W efekcie uzyskała dwie
    nagrody Nobla. A ja sądziłem, że kiedyś polscy mężczyźni - rektorzy i dziekani
    nie pozwalali kobietom studiować, bo byli przekonani, że kobiety nadają się
    tylko do rodzenia dzieci i gotowania.

    Do dzisiaj mężczyźni - katoliccy biskupi i papież nie pozwalają kobietom na
    pełnienie ważniejszych funkcji w kościele rzymsko-katolickim. Jeszcze niedawno
    był konflikt między o. Rydzykiem i ś.p. Kaczyńską, żoną ś.p. Prezydenta, bo ona
    uważała, że powinna mieć prawo sama o sobie decydować. O. Rydzyk i biskupi,
    podobnie jak muzułmańscy duchowni uważają, że mężczyźni powinni decydować za
    kobiety.
  • 29.04.10, 17:06
    Myślę, że teraz to bardziej kobieca natura, a dawniej również w dużo większym stopniu męski szowinizm (chociaż zastanawiam się, czy na pewno należy nazywać to szowinizmem, czy też może było to tylko większe przywiązanie do tradycyjnych ról społecznych obu płci). Ale - tak jak napisałem - wyniki badań nie dają jednoznacznych wyników i pewnie jeszcze długo nie dadzą. Natomiast współczesne przykłady, które podajesz (np. dotyczące kościoła katolickiego), są - moim zdaniem - marginalne (przynajmniej w naszej kulturze).
  • 29.04.10, 21:09
    To prawda, że można to nazwać przywiązaniem do tradycyjnych ról społecznych, a
    nie szowinizmem i dyskryminacją. Statystyki pokazują, że Polska jest jednym z
    najbiedniejszych krajów we Unii Europejskiej. W demokracji Polacy sami decydują
    czy wolą pielęgnować przywiązanie do tradycyjnych feudalnych tradycji gdzie fakt
    urodzenia się z lepszą płcią w lepszej rodzinie determinuje pozycję społeczną
    człowieka, czy też o pozycji człowieka decyduje jego inteligencja, zdolności i
    pracowitość.

    Kraje pielęgnujące feudalne tradycje należą do najbiedniejszych, chyba że mają
    duże złoża ropy naftowej. Polska nie ma ropy. Więc pewnie jeszcze długo
    najzdolniejsi ludzie będą musieli wyjeżdżać na Zachód, a Polska pozostanie
    biednym zacofanym krajem wschodnio-europejskim.

    Polacy będą świętować rocznice wszystkich klęsk z przeszłości wierząc, że to
    inni ich krzywdzą, a nie oni sami mają to czego się dopracowali.
  • 29.04.10, 22:50
    Ja tu nie byłbym takim pesymistą. Jako kraj środkowoeuropejski na tle całego świata jesteśmy bardzo otwartą kulturą, a w ostatnich kilkudziesięciu latach tradycje bardzo szybko się zmieniają. Ja generalnie popieram feministki, które walczą o zniesienie tych tradycyjnych, sztywnych ról i wolność wyboru każdej płci (choć nie popieram wielu ich metod), bo takie środowisko daje dużo większe szanse, aby każdy miał możliwość zrealizowania w pełni swoich predyspozycji genetycznych. Jeżeli, na przykład, znikają sztywne bariery prawno-administracyjne (czy nawet zwykłe stereotypy) uniemożliwiające lub utrudniające kobietom bycie matematy(cz)kami, to nawet, jeśli tylko - powiedzmy - 1 kobieta na 100 przewyższa pod względem uzdolnień matematycznych 10% najbardziej uzdolnionych matematycznie facetów, gdy da się jej szansę zrobienia kariery naukowej, już wszyscy na tym skorzystają.
  • 30.04.10, 04:43
    To prawda, że obyczaje w Polsce się szybko zmieniają. Więc może i w Polsce
    przyjdzie taki rok, że kobieta zostanie premierem. Wydaje mi się, że matematyce
    nie ma dyskryminacji. Natomiast dane statystyczne sugerują, że rozkład
    inteligencji mężczyzn cechuje większy rozrzut niż kobiet. Czyli jest więcej
    męzczyzn geniuszów i debili niż kobiet. Ale to "wina" biologii, nie obyczajów.
  • 30.04.10, 10:41
    pensioner63 napisał:

    > Więc może i w Polsce
    > przyjdzie taki rok, że kobieta zostanie premierem.

    Ten rok już był. Był to rok 1992.

    Wydaje mi się, że matematyce
    > nie ma dyskryminacji.

    Na pewno wciąż funkcjonują pseudobiologiczne stereotypy, nawet na uczelniach wśród profesorów matematyki. One skutecznie mogą utrudniać karierę zawodową.

    Natomiast dane statystyczne sugerują, że rozkład
    > inteligencji mężczyzn cechuje większy rozrzut niż kobiet.

    To prawda.

    Czyli jest więcej
    > męzczyzn geniuszów i debili niż kobiet. Ale to "wina" biologii, nie obyczajów.

    Zgadza się. Ale to nie oznacza, że wśród tych geniuszy nie może pojawić się kobieta. Chodzi o to, żeby o karierze zawodowej każdej osoby decydowały jej merytoryczne kwalifikacje, a nie statystyki czy stereotypy.
  • 30.04.10, 10:54
    P.S. A co do uwarunkowań biologicznych: nie przez przypadek - z tego, co zdążyłem zauważyć - na tym forum regularnie zabierają głos chyba sami mężczyźni. A w dostępie do komputera to chyba trudno doszukiwać się współczesnych przejawów dyskryminacji kobiet ze strony mężczyzn.
  • 01.05.10, 22:35
    rumcajs68 napisał:
    > A co do uwarunkowań biologicznych: nie przez przypadek - z tego,
    > co zdążyłem zauważyć - na tym forum regularnie zabierają głos
    > chyba sami mężczyźni.

    Nie bardzo zrozumiałem jaka jest Twoja opinia. Najpierw piszesz o
    pseudobiologicznych stereotypach sugerując, że nie wierzysz w większą
    predyspozycję mężczyzn do nauk ścisłych. Powyżej piszesz, że na forum Nauka nie
    widzisz wypowiadających się kobiet co sugerowałyby małe zainteresowanie kobiet
    tematem Nauka. Inne wyjaśnienie to, że kobiety nie lubią kłócić się na Forum,
    kto jest mądrzejszy.

    Mnie w szkole podstawowej matematyki uczył mężczyzna, a w liceum kobieta. Oboje
    byli bardzo dobrymi nauczycielami. Na studiach jednym profesorem matematyki był
    mężczyzna, drugim kobieta. Jest to mała próbka ale pokazuje, że obie płcie mają
    dostęp do zawodu. Natomiast fizyki uczyli tylko mężczyźni. Również wśród
    astronomów kobiet jest bardzo mało.
  • 01.05.10, 23:42
    pensioner63 napisał:

    > Nie bardzo zrozumiałem jaka jest Twoja opinia. Najpierw piszesz o
    > pseudobiologicznych stereotypach sugerując, że nie wierzysz w większą
    > predyspozycję mężczyzn do nauk ścisłych. Powyżej piszesz, że na forum Nauka nie
    > widzisz wypowiadających się kobiet co sugerowałyby małe zainteresowanie kobiet
    > tematem Nauka.

    Ale ja nigdzie nie napisałem, że nie wierzę w większą predyspozycję mężczyzn do nauk ścisłych, a uważam wręcz przeciwnie. Napisałem, że przy określaniu, kto w matematyce może robić karierę, a kto nie, nie może mieć zastosowania statystyka, bo jest to kwestia indywidualnych zdolności. A na forum Nauka właśnie odzwierciedla się statystyka.

    Inne wyjaśnienie to, że kobiety nie lubią kłócić się na Forum,
    > kto jest mądrzejszy.

    No tak, ale, niestety, żeby gdziekolwiek zrobić karierę, trzeba się kłócić. Kłótnia jest nieodłącznym elementem rywalizacji i życia społecznego. Poza tym, czy my tu się tak strasznie kłócimy? Jest wiele innych forów (nie pozbawionych kobiet), gdzie kłótnie są dużo bardziej zażarte.


    > Mnie w szkole podstawowej matematyki uczył mężczyzna, a w liceum kobieta. Oboje
    > byli bardzo dobrymi nauczycielami. Na studiach jednym profesorem matematyki był
    > mężczyzna, drugim kobieta. Jest to mała próbka ale pokazuje, że obie płcie mają
    > dostęp do zawodu. Natomiast fizyki uczyli tylko mężczyźni. Również wśród
    > astronomów kobiet jest bardzo mało.

    Tak jak piszesz, trudno na podstawie indywidualnych doświadczeń wyciągać ogólne wnioski. A popatrz na statystyki, ile kobiet dochodzi do najwyższych stopni naukowych w matematyce - jest ich dużo mniej niż mężczyzn.
  • 02.05.10, 17:10
    To prawda. Ale jeśli po sprecyzowaniu szczegółów dochodzimy do wniosku, że
    zgadzamy się więc kończy się dyskusja.

    Wrócę więc do początku - negatywnej oceny artykułu Oli, która moim zdaniem
    powinna podpisywać się Albert aby uniknąć traktowania jej z góry przez z
    definicji mądrzejszych polskich mężczyzn. Artykuł dotyczy psychologii. Gdy na
    studiach miałem jeden sememestr psychologii to wykładowca 30% czasu poświęcił na
    dowodzenie, że psychologia jest nauką. Spowodowane to jest tym, że znaczna część
    psychologii to arbitralne uogólnienia mające tyle samo uzasadnienia co koncepcje
    Platona czy Freuda. Arbitralne uogólnienia - więc czytelnik używa swego gustu
    czy mu podoba się napisany artykuł czy nie. Nie ma racjonalnej metody aby
    rozstrzygnąć czy artykuł jest dobry czy zły.

    Niestety - podobna sytuacja wytworzyła się również we współczesnej fizyce gdzie
    od 30 lat nie ma istotnego postępu. Owszem teoretycy tworzą nowe teorie - string
    czy super-string, opisują możliwe właściwości czarnych dziur. Ale te teorie nie
    mają doświadczalnego potwierdzenia. W popularnych gazetach, a czasem Science lub
    Nature, można przeczytać, że podróże w czasie to już rzeczywistość w odniesieniu
    do cząstek elementarnych. To nie science, to science-fiction.

    W Gazecie kiedyś kolega Oli napisał, że wykryto ślady życia na Marsie i byłem
    jedynym dyskutantem co miał mu to za złe. Więc jeśli jedynie niektóre dziedziny
    nauki posuwają się do przodu - genetyka, badania mózgu, obserwacje kosmosu - to
    co dziennikarze w dziale Nauka mają co tydzień pisać? W konkluzji zacytuję
    powiedzenie "Z próżnego i Salomon nie naleje".
  • 02.05.10, 18:14
    pensioner63 napisał:

    > To prawda. Ale jeśli po sprecyzowaniu szczegółów dochodzimy do wniosku, że
    > zgadzamy się więc kończy się dyskusja.
    >
    > Wrócę więc do początku - negatywnej oceny artykułu Oli, która moim zdaniem
    > powinna podpisywać się Albert aby uniknąć traktowania jej z góry przez z
    > definicji mądrzejszych polskich mężczyzn. (...) Nie ma racjonalnej metody aby
    > rozstrzygnąć czy artykuł jest dobry czy zły.

    W tej kwestii nie mogę się zgodzić, bo co do artykułów "oli", te metody jak najbardziej są. "Ola" nie spełnia nawet minimum wymaganego od dziennikarza popularnonaukowego, np. przekręca treść artykułów źródłowych, błędnie tłumaczy angielskie terminy, nie potrafi zinterpretować prostych danych statystycznych itp. Wielokrotnie czarno na białym zostało to udowodnione. Czy to nie są obiektywne, racjonalne kryteria? No, chyba że założymy, że w kulturze obowiązuje postmodernizm i każdy ma prawo pisać, bez żadnych konsekwencji, co mu ślina na język przyniesie...


    > Niestety - podobna sytuacja wytworzyła się również we współczesnej fizyce gdzie
    > od 30 lat nie ma istotnego postępu. Owszem teoretycy tworzą nowe teorie - strin
    > g
    > czy super-string, opisują możliwe właściwości czarnych dziur. Ale te teorie nie
    > mają doświadczalnego potwierdzenia. W popularnych gazetach, a czasem Science lu
    > b
    > Nature, można przeczytać, że podróże w czasie to już rzeczywistość w odniesieni
    > u
    > do cząstek elementarnych. To nie science, to science-fiction.

    Nie jestem specjalistę od fizyki, ale wydaje mi się, że ten postęp jest, choć może nie tak spektakularny jak niegdyś bądź w niektórych innych dyscyplinach naukowych.

    Więc jeśli jedynie niektóre dziedziny
    > nauki posuwają się do przodu - genetyka, badania mózgu, obserwacje kosmosu - to
    > co dziennikarze w dziale Nauka mają co tydzień pisać? W konkluzji zacytuję
    > powiedzenie "Z próżnego i Salomon nie naleje".

    Tu się mylisz, bo w psychologii bardzo dużo się dzieje. Niektórzy twierdzą nawet, że XXI wiek będzie wiekiem psychologii. Trzeba tylko umieć dostrzec te nowe odkrycia (badania mózgu to też psychologia), wybrać te wartościowe, no a przede wszystkim umieć poprawnie je przedstawić. Ale do tego - jak widać - nie nadaje się każdy, prosto z ulicy, powinien to być ktoś, kto się na tym zna i interesuje, a przy tym nie ma głowy wypchanej jakimiś pseudoteoryjkami w rodzaju psychoanalizy czy innych pseudonaukowych bzdur.
  • 02.05.10, 21:18
    O Olę nie będę się spierać, bo to jest ewentualne zmartwienie jej szefa.
    Życzyłbym sobie jedynie aby szefowie w GW nie wymuszali sensacyjnych tytułów,
    które zniekształcają informację.

    Natomiast zgadzam się, że należy spodziewać się postępu w psychologii. Z tym, że
    spodziewałbym się raczej postępu w badaniach nad funcjonowaniem mózgu.

    Z psychologią i psychologami jest kilka problemów. Samo słowo psychologia
    wywodzi się z greckiego psyche = dusza i logos = rozumowanie. Dusza to domena
    religii. W efekcie związane z tym są uprzedzenia co wolno, a czego nie wolno, bo
    może to być grzechem dla wierzącego lub obrazić uczucia religijne wierzącego gdy
    opublikuje to niewierzący. W Polsce za obrazę uczuć ludzi wierzących można chyba
    pójść do więzienia.

    Psychologia wyodrębniła się z filozofii, która moim zdaniem nie jest nauką. Sam
    wspominasz psychoanalizę, która również nic wspólnego z nauką nie ma. Niedawo
    oglądałem książkę "The Psychology of Goals", Gordon B. Moskowitz (editor), 2009.
    Miałem nadzieję przeczytać co motywuje ludzi do działania. Tymczasem jest to
    przegląd poglądów psychologów od najdawniejszych czasów z mnóstwem odnośników do
    dawnej i nowej literatury ale bez jednego artykułu opisującego biologiczne
    mechanizmy emocjonalne motywujące ludzi do działania.

    Psychologia ewolucyjna jest najbliższa nauce. Ale też często jest to
    spekulowanie jak ewolucja mogła ukształtować mechanizmy zachowań ludzkich. Wiele
    tysięcy ludzi pracuje nad badaniem mózgu więc należy spodziewać się postępu w
    tej dziedzinie. Ale raczej spodziewałbym się tego postępu od biologów lub
    lekarzy, a nie psychologów.

    Od kilkudziesięciu lat są prowadzone prace nad sztuczną inteligencją. Można więc
    spodziewać się interesujących rezultatów. Sądzę, że IBM jest w tym najbardziej
    zaawansowany. Ale czy opublikują oni swoje wyniki?
  • 02.05.10, 22:49
    Co do psychologii to zgadzam się całkowicie z Tobą. Niestety, psychologii daleko jeszcze do obiektywnej, empirycznej nauki, choć nie ze względu na charakter tej dyscypliny, a postawę samych psychologów, którzy nie rozumieją czym jest nauka i od lat powielają te same pseudonaukowe bzdury. Zgadzam się, że przyszłość psychologii to głównie psychologia ewolucyjna i neuronauka, dodałbym do tego jeszcze genetykę zachowania i ogólnie eksperymentalną psychologię (społeczną, kliniczną, wychowawczą, poznawczą itp.). Na szczęście psychologia się zmienia (choć może za wolno), jest dużo nauk społecznych i humanistycznych, które pozostały znacznie bardziej w tyle (przykładem może być tu socjologia - większość "teorii" socjologicznych to jest dopiero bełkot).

    Natomiast nie za bardzo wiem, co psychologia - jak każda nauka - może mieć wspólnego z religią (pomijając źródłosłów terminu "psychologia"). Obecnie chyba żaden rozsądny psycholog-naukowiec nie wierzy, że istnieje coś takiego jak dusza (choć znam wielu psychologów-pseudonaukowców, którzy, niestety, są przekonani o jej istnieniu).
  • 03.05.10, 00:17
    Teraz napiszę, że dyskryminujesz i obrażasz wierzących w Boga i w duszę
    naukowców. Sądzę, że jest prawdą, że wśród naukowców procent wierzących w Boga i
    w duszę jest niższy niż wśród pozostałej populacji. Ale ludzie nie mają w mózgu
    przełącznika z wierzący na niewierzący. Zwykle zarówno wiele wiedzy jak i
    wiarzeń nabywa się w dzieciństwie. Dzieci wierzą we wszystko co mówią rodzice i
    inni dorośli. Potem dziecko zaczyna zauważać, że dorośli nie zawsze mówią
    prawdę, czasem rozmyślnie kłamią. Czasem wtedy dzieci przestają wierzyć. Mam
    znajomą Irlandkę, która mając 8 lat dowiedziała się, że Św. Mikołaj przynoszący
    prezenty to oszustwo. Pomyślała więc, że opoiadania o Bogu to też pewnie
    oszustwo i przestała wierzyć. Ale do kościoła chodziła do 18 lat, bo bała się,
    że ojciec ją spierze.

    Ale Newton, genialny naukowiec, głęboko wierzył w Boga i w duszę przez cale
    życie. O negatywnym wpływie wiary na psychologię czytałem w książce znanego i
    bardzo dobrego psychologa Steven Pinkera z Harvard University. Napisał on wiele
    publikacji i książek. Nie traktuję go jako nieomylnego, tak jak katolicy
    papieża, ale zapewniam Cię, że jest to bardzo mądry człowiek i wie co pisze.
    Czasem wprawdzie widać w tym co pisze jego osobiste subiektywne antypatie, np.
    nie lubi swego poprzednika sławnego Skinnera ani współczesnego Chomskiego. Ale
    Newton też nie lubił Leibniza, który równolegle i niezależnie od Newtona
    wynalazł rachunek różniczkowy.

    Wracając do religii - w Kansas i Teksasie nauczanie teorii ewolucji w szkołach
    utrzymuje się przewagą jednego głosu w stanowej radzie decydującej o programach
    szkolnych. Chrześcijanie wszędzie forsują Intelligent design czyli teorię
    intelignetnego projektu aby zwalczać teorię ewolucji i inne teorie naukowe,
    które są w konflikcie z Biblią. Biblia była napisana około 2 tys lat temu więc
    wiele jej stwierdzeń jest w konflikcie ze współczesną nauką. W Polsce
    wprowadzono nauczanie religii rzymsko-katolickiej do szkół aby dzieci jak
    najwcześniej zindoktrynować w dominującą w Polsce religię. Człowiek zachowuje
    wiele wiedzy i wierzeń nabytych w dzieciństwie na całe życie. Więc jest
    naturalne, że wierzący psychologowie starają się pogodzić swoją religię z nauką.
    Efekty często mają negatywny wpływ na psychologię. Życie to nie matematyka i
    jest w nim wiele nielogiczności.
  • 03.05.10, 00:47
    pensioner63 napisał:

    Ale ludzie nie mają w mózgu
    > przełącznika z wierzący na niewierzący.

    Moim zdaniem naukowcem się nie bywa, nauka to także pewna filozofia życia. Nie rozumiem naukowców, którzy na co dzień zajmują się - dajmy na to - teorią ewolucji, a w niedzielę pędzą do kościoła. Dla mnie takie postępowanie jest albo nieszczere, albo nieprzemyślane. A przynajmniej ja tak nie potrafię.


    > Ale Newton, genialny naukowiec, głęboko wierzył w Boga i w duszę przez cale
    > życie.

    No tak, ale kiedy żył Newton i w jakim stopniu była wówczas rozwinięta nauka? Newton zajmował się nie tylko fizyką, ale także alchemią, proroctwami biblijnymi czy filozofią, tak więc z dzisiejszego punktu widzenia należałoby go uznać i za naukowca, i za pseudonaukowego szarlatana.


    O negatywnym wpływie wiary na psychologię czytałem w książce znanego i
    > bardzo dobrego psychologa Steven Pinkera z Harvard University. Napisał on wiele
    > publikacji i książek. Nie traktuję go jako nieomylnego, tak jak katolicy
    > papieża, ale zapewniam Cię, że jest to bardzo mądry człowiek i wie co pisze.

    Nie musisz mnie przekonywać, czytałem kilka jego pozycji, w tym "Tabula rasę". Z moich doświadczeń wynika, że dużo bardziej negatywny wpływ na psychologię ma nie wiara, ale brak solidnej edukacji psychologów w zakresie metodologii naukowej i nadmierne "skażenie" ich myślenia "humanizmem", sztuką, literaturą piękną itp. (oczywiście to też może być tylko mój subiektywny sąd). W efekcie, jak mawiał pewien znajomy profesor, psychologowie mają - paradoksalnie - wyjątkowo spaczony obraz człowieka. Podchodzą do przedmiotu swoich badań wyjątkowo ideologicznie, emocjonalnie.

    Człowiek zachowuje
    > wiele wiedzy i wierzeń nabytych w dzieciństwie na całe życie. Więc jest
    > naturalne, że wierzący psychologowie starają się pogodzić swoją religię z nauką

    Zależy, jaki człowiek. Może po prostu jest to zwyczajne lenistwo intelektualne?

    To trochę tak, jak wyzbywanie się przez naukowców przestarzałych koncepcji w nauce, które np. zostały komuś "wdrukowane" w czasie studiów: jedni robią to bardzo niechętnie (bo wiąże się to z odrzuceniem całego swojego dotychczasowego światopoglądu), inni wręcz przeciwnie - bardzo chętnie (bo dla nich najważniejsze jest poznanie prawdy, a trwanie w zdezaktualizowanych, fałszywych poglądach temu przeszkadza).


    > Życie to nie matematyka i
    > jest w nim wiele nielogiczności.

    Na przykład jakich?
  • 03.05.10, 01:23
    Przeczytałem przed chwilą w Katoliku, że Jan Paweł II nie odrzucał teorii
    ewolucji. Więc można wierzyć i w papieża i w teorię ewolucji nie będąc zakłamanym.

    Ale myślę, że świadomość iż moimi przodkami były jakieś małpoludy jest dla wielu
    ludzi poniżające. Wiele ludzi odrzuca teorię ewolucji ze względów emocjonalnych.
    Wielu Polaków szuka swoich przodków i z dumą mówi, że ich przodkami była
    szlachta lub hrabiowie. Nikt nie powie z dumą, że jego przodkiem była małpa.
    Mówi się z pogardą o kimś, że mu słoma wystaje z butów sugerując pochodzenie ze
    wsi i związany z tym niższy status społeczny.

    To prawda, ze Newton zajmował się różnymi rzeczami ale nie nazwałbym go
    szarlatanem. Człowiek nie widzi zarówno duchów jak i pola grawitacyjnego. W jego
    czasach w duchy wierzyli niemal wszyscy, a pojęcie grawitacji dopiero się
    pojawiało. Więc musiałby on mieć IQ 300 aby odrzucić istnienie duchów, a
    wymyślić pole grawitacyjne. Chemii też nie było. Badania prowadzi się na chybił
    trafił. Czasem człowiek trafia, ale znacznie częściej się myli. A wszyscy ludzie
    się mylą od czasu do czasu.

    Zgadzam się z tym skażeniem psychologów literaturą piękną i filozofią. Człowiek
    nie ma szufladek w mózgu oddzielnych an fikcję, a oddzielnych na zweryfikowane
    fakty naukowe. Drugim problemem jest zaliczanie psychologii do łatwiejszych,
    humanistycznych przedmiotów. Obniża to poziom studentów.

    Nie zgadzam się z tym, że lenistwo może być odpowiedzialne za trwanie w
    fałszywych poglądach. Człowiek nie ma czasu na weryfikowanie wszystkiego czego
    nauczył się w dzieciństwie. Specjalizuje się w jednej lub paru dziedzinach, a
    pozostałe akceptuje na poziomie, który nabył w młodości. Poza tym nikt nie
    udowodnił, że nie ma Boga. Na świecie są setki różnych religii. Każdy człowiek
    przypadkowo lub arbitralnie jest przyporządkowany do jakiegoś kościoła lub
    zostaje agnostykiem lub ateistą lub zwolennikiem innej ideologii.

    Nielogiczności i niesprawiedliwości życia nie będę teraz poruszać.
  • 03.05.10, 02:30
    pensioner63 napisał:

    > Przeczytałem przed chwilą w Katoliku, że Jan Paweł II nie odrzucał teorii
    > ewolucji. Więc można wierzyć i w papieża i w teorię ewolucji nie będąc zakłaman
    > ym.

    Jan Paweł II nie był żadnym autorytetem w sprawach nauki, a w kwestii ewolucji też napisał wiele bzdur (np. że człowiek wyewoluował z innych gatunków zwierząt, ale w pewnym momencie nastąpiła zmiana jakościowa i wtedy to właśnie powstała u niego dusza, że ewolucja jest zaledwie czymś "więcej niż hipotezą" itp.). Może dlatego stanowi dla zakłamanych wygodny "autorytet", na który do woli mogą się powoływać.

    > Ale myślę, że świadomość iż moimi przodkami były jakieś małpoludy jest dla wiel
    > u
    > ludzi poniżające. Wiele ludzi odrzuca teorię ewolucji ze względów emocjonalnych

    Ja to doskonale wiem i rozumiem, ale od naukowców oczekuję, że emocje nie będą im przesłaniać faktów bądź też racjonalnego, zgodnego z procedurami metodologii naukowej poszukiwania tych faktów.


    > To prawda, ze Newton zajmował się różnymi rzeczami ale nie nazwałbym go
    > szarlatanem. Człowiek nie widzi zarówno duchów jak i pola grawitacyjnego. W jeg
    > o
    > czasach w duchy wierzyli niemal wszyscy, a pojęcie grawitacji dopiero się
    > pojawiało. Więc musiałby on mieć IQ 300 aby odrzucić istnienie duchów, a
    > wymyślić pole grawitacyjne. Chemii też nie było. Badania prowadzi się na chybił
    > trafił. Czasem człowiek trafia, ale znacznie częściej się myli. A wszyscy ludzi
    > e
    > się mylą od czasu do czasu.

    Dlatego nie mam za złe Newtonowi, Leibnitzowi, Kartezjuszowi czy Platonowi tych wielu bzdur, jakie wygłosili, mam natomiast za złe wielu współczesnym ludziom (w tym naukowcom), że - pomimo znacznego rozwoju nauki - powtarzają te bzdury, powołując się na autorytet dawnych filozofów.

    Drugim problemem jest zaliczanie psychologii do łatwiejszych,
    > humanistycznych przedmiotów. Obniża to poziom studentów.

    Ja z psychologią mam inne doświadczenia (a był to jeden z kierunków, jakie studiowałem). Z moich doświadczeń wynika, że idą tam dużo zdolniejsze i inteligentniejsze osoby niż na studia przyrodnicze, ale kucie na pamięć jest tam chyba niemal takie jak na medycynie (bez wymagania myślenia i zrozumienia). W efekcie z tych zdolnych młodych ludzi robi się bezmyślnych matołów nie nauczonych krytycyzmu wobec tych teoryjek psychologicznych i syntetyzowania posiadanych faktów.


    > Nie zgadzam się z tym, że lenistwo może być odpowiedzialne za trwanie w
    > fałszywych poglądach. Człowiek nie ma czasu na weryfikowanie wszystkiego czego
    > nauczył się w dzieciństwie. Specjalizuje się w jednej lub paru dziedzinach, a
    > pozostałe akceptuje na poziomie, który nabył w młodości.

    Mam inne zdanie. Tutaj nie chodzi o weryfikowanie wszystkiego, a chyba bardziej o umiejętność samodzielnego, krytycznego myślenia, syntetycznego wiązania faktów czy też posiadania pewnej motywacji, żeby zrozumieć rzeczywistość, w której się żyje. Dla jednego to będzie ogromny, bezsensowny wysiłek, dla drugiego przyjemność (np. czytanie książek). Dlaczego jedni poświęcają wolny czas na czytanie kryminałów albo nabijają swoją głowę jakimiś durnowatymi koncepcjami filozofii wschodu, a inni wolą w tym czasie czytać rzetelną literaturę popularnonaukową? Już nie wspomnę o jeszcze mniej konstruktywnych sposobach spędzania wolnego czasu. Jak to się dzieje, że jedni znajdują czas na czytanie książek i zastanawianie się nad światem, w którym żyją, a inni nie? Wszyscy mamy tyle samo czasu, ale bardzo różnie go wykorzystujemy.


    Poza tym nikt nie
    > udowodnił, że nie ma Boga.

    Nikt nie udowodnił też, że on jest, a podejście naukowe każe nie tworzyć bytów ponad potrzebę (vide brzytwa Okhama).

    Na świecie są setki różnych religii. Każdy człowiek
    > przypadkowo lub arbitralnie jest przyporządkowany do jakiegoś kościoła lub
    > zostaje agnostykiem lub ateistą lub zwolennikiem innej ideologii.

    I właśnie o to chodzi, żeby nie zostać przypadkowo lub arbitralnie przyporządkowanym do jakiegoś kościoła lub ideologii, tylko świadomie ją wybrać, a najlepiej samemu stworzyć. Świadomie to mało - trzeba znaleźć taką ideologię, która jest prawdziwa. I do tego właśnie przydaje się naukowa wiedza, bo nikt jeszcze nie wymyślił lepszego sposobu poznawania rzeczywistości niż nauka.
  • 03.05.10, 02:59
    > Jak to się dzieje, że jedni znajdują czas na czytanie książek i zastanawianie
    się nad światem, w którym żyją, a inni nie?

    Sądzę, że ludzie mają nieco różne mózgi. Jedni mają bardziej rozbudowaną jego
    racjonalną część czyli prefrontal cortex czyli korę przedczołową. U innych
    większy wpływ na zachowanie wywierają emocje czyli amygdala lub ciało
    migdałowate i hypothalamus lub podwzgórze. W efekcie jedni mają silniej
    rozwinięty instynkt ciekawości - w efekcie starają się oni poznać świat, który
    ich otacza. Innych świat interesuje on o tyle aby mieć co jeść, pić, uniknąć
    chłodu i mieć partnera seksualnego. W efekcie Kopernik w wolnym czasie patrzył w
    gwiazdy i zastanawiał się jak ciała niebieskie się poruszają. Jego koledzy
    popijali miód i byli zadowoleni, że jest im ciepło i miło.

    Kiedyś, z 60 lat temu, Abraham Maslow stworzył piramidę potrzeb ludzkich.
    Brakuje w niej potrzeby wyższego statusu, przynależności do swojej grupy itp.
    Wolałbym aby to była bardziej kompletna lista lub piramida instynktów ludzkich,
    które motywują ludzi do działań. Ale takiej nie widziałem. Może Ty coś takiego
    znasz?
  • 03.05.10, 04:18
    Dodam jeszcze, że na świecie jest z miliard, a może dwa miliardy niereligijnych
    ludzi. Kiedyś zapytałem znajomego Chińczyka jaką religię on wyznaje. On
    zdziwiony odpowiedział, że żadnej religii nie wyznaje. Powiedział mi, że pewnie
    90% Chińczyków nie wyznaje żadnej religii.

    W Polsce w dzieciństwie na lekcjach religii mi mówiono, że wiara w Boga jest
    naturalnym stanem człowieka. Ale to nie była prawda. Później w szkole mi
    mówiono, że najwyższym stadium rozwoju społecznego jest komunizm. To też nie
    była prawda. Ale znaczna większość Polaków była w dzieciństwie indoktrynowana
    ideologicznie i wierzy w jedno lub drugie lub oba kłamstwa. Byli oni poddani
    praniu mózgów przez kościół i/lub partię, które chciały ich sobie podporządkować
    z większym lub mniejszym sukcesem. Jest wiele ludzi na świecie, których nie
    poddano temu procesowi, którzy nie odczuwają potrzeby zastanawiania się nad
    Bogiem lub bogami lub polityką.
  • 03.05.10, 14:29
    pensioner63 napisał:

    > Sądzę, że ludzie mają nieco różne mózgi.

    Ja, przyznam, nie podjąłbym się wytłumaczenia tego zjawiska. A co z uwarunkowaniami środowiskowymi: wychowaniem, doświadczeniami życiowymi, świadomością, postawionymi sobie celami życiowymi, motywacją, wzorcami rodzinnymi itd. itd.? Myślę, że przyczyny mogą być bardzo różne, prowadząc do tego samego lub podobnego zjawiska. Na marginesie warto też zauważyć, że wcale nie jest powiedziane, iż ci, którzy zastanawiają się nad rzeczywistością, mają lepiej w życiu od tych, którzy tego nie robią.

    > Kiedyś, z 60 lat temu, Abraham Maslow stworzył piramidę potrzeb ludzkich.
    > Brakuje w niej potrzeby wyższego statusu, przynależności do swojej grupy itp.
    > Wolałbym aby to była bardziej kompletna lista lub piramida instynktów ludzkich,
    > które motywują ludzi do działań. Ale takiej nie widziałem. Może Ty coś takiego
    > znasz?

    Nie słyszałem o takiej i nie sądzę, żeby coś takiego istniało i dało się stworzyć, poza ogólnym rozróżnieniem na instynkty biologiczne bardziej i mniej podstawowe dla przetrwania, kierowane przez emocje i racjonalne przetwarzanie informacji, regulowane przez pień mózgu, układ limbiczny i korę mózgową itp. Zresztą koncepcja Maslowa to też jest bardziej koncepcja filozoficzna niż teoria naukowa, a badania empiryczne jej nie potwierdzają.
  • 03.05.10, 18:18
    No właśnie - zgadzamy się w sprawie Maslowa. Jest on teraz dyplomatycznie
    klasyfikowany jako psycholog humanistyczny czyli taki bardziej literacki i nie
    zwracający większej uwagi na przyrodnicze fakty.

    Nie mówię, że można wyjaśnić ze wszystkimi szczegółami i pełnym uzasadnieniem
    wszystkie różnice między np. Einsteinem czy Kopernikiem, a pracownikiem
    fizycznym, który po pracy idzie na piwo i nic go więcej nie interesuje. Ale znam
    profesora mającego 84 lata, który ciągle czyta publikacje i poprawia napisaną
    przez siebie wcześniej książkę przygotowując ją do kolejnego wydania. Znam
    również emerytów, których nic nie interesuje i narzekają jak nudne jest życie.
    Jedyne co ich interesuje to jak mieć więcej pieniędzy lub jak uzyskać bezpłatne
    świadczenia. Gdy rozmawiam z nimi o wojnie w Iraku to mówią, że tam byli
    terroryści, a terroryści zniszczyli WTC. Gdy mówię im, że żaden z tych
    terrorystów nie był Irakijczykiem, a 75% było z Arabii Saudyjskiej to mówią, że
    to nieprawda. Gdy sugeruję aby przeczytali o tym fakty na Internecie lub w
    bibliotece, to mówią, że nie muszą czytać, bo wiedzą wystarczająco dużo. Widać,
    że nie mają oni motywacji do rozszerzenia swojej wiedzy, nie ma w nich
    rozwiniętego instynktu ciekawości spraw nie dotyczących bezpośrednio ich
    codziennego bytu.

    To prawda, że kwestia jakie cechy psychiczne mamy wrodzone, a jakie nabyte była
    i jest nierozstrzygnięta. Trudno to rozstrzygnąć, bo na ludziach nie można robić
    eksperymentów, a poza tym jest powiązanie między wrodzonymi predyspozycjami i
    nabytymi umiejętnościami. Więc jest to trochę jak w problemie co było pierwsze -
    jajko czy kura.

    Zgadzam się, że zbyt długie zastanawianie się nad każdym detalem nie prowadzi do
    sukcesu życiowego. We wszystkim trzeba zachować umiar i znaleźć złoty środek.
    Grigori Perelman, który niedawno udowodnił hipotezę Poincarégo jest bezrobotny i
    mieszka w brudnym pokoju. Uważa, że milion dolarów nagrody nie jest mu należne,
    a on ma wszystko co mu potrzeba. Sądzę, że zbyt duża część jego mózgu jest
    zajęta matematyką, a zbyt mała codziennym życiem. Można byłoby spróbować to
    zbadać używając np. fMRI (funkcjonalnego magnetycznego rezonansu jądrowego) o
    ile on na to by się zgodził.
  • 29.04.10, 03:37
    pensioner63:
    > To prawda, że polscy mężczyźni mogą bez trudu wykazać brak talentu polskich
    > kobiet.

    Ale po co mieliby czynić taką bzdurę?

    Ponieważ już drugi raz dopisałeś się właśnie pod moją uwagą, więc to mnie należy się wyjaśnienie, o co Ci chodzi z tymi kobietami.

    Moim głębokim przekonaniem jest, że ,,ola'' nie jest żadną kobietą tylko zbiorowym pseudonimem, pod którym redaktorzy GW umieszczają artykuły, o których sami wiedzą, że to knoty. Nie ma na świecie ludzi tak konsekwentnych w swojej głupocie, każdemu musi się czasem zdarzyć powiedzieć coś do rzeczy, a ,,oli'' się nie zdarza. To świadczy o tym, że artykuły są oceniane ex post i te bezdennie głupie są podpisywane ,,ola'', a te choćby trochę do rzeczy podpisywane osobistą ksywą lub nazwiskiem autora. Wolałbym wprawdzie, żeby artykuły bezdennie głupie były wyrzucane do kosza, ale to nie ja tu rozdaję karty: GW umieściła ten kosz na swoich łamach i nazwała ,,ola''. I niestety zawsze znajdzie się na forum ktoś, kto wyjętego zeń śmiecia potraktuje poważnie i rozpocznie na jego temat długą dyskusję.

    Ale nawet, gdyby ,,ola'' była prawdziwą żywą kobietą, to jej krytyka nie oznacza krytyki kobiet w ogóle. Nic mi nie wiadomo o żadnej korelacji mądrości z płcią, rasą, narodowością, wzrostem, kolorem włosów itp. Istnieją mądrzy Gabończycy i głupi Gabończycy; mądrzy łysi i głupi łysi; mądrzy mężczyźni i głupi mężczyźni; itp. Gdyby ,,ola'' była osobą, a nie tworem wirtualnym, to należałoby doliczyć ją do głupich; i to całkiem bez związku z płcią.

    pensioner63:
    > Wystarczy popatrzeć na statystyki i zobaczyć ile kobiet było premierem lub prezydentem
    > w Polsce? Żadna! Wynika z tego niezbicie, że kobiety są gorsze od mężczyzn.

    Ja akurat uważam, że do zostania tak wysokim dygnitarzem niezbędny jest poważny defekt osobowości; sumienie normalnego człowieka nie wytrzyma ładunku podłości, jakim trzeba je obciążyć na drodze do tego urzędu. Ale z faktu, że w Polsce jak dotąd kobiety nie pełniły takich funkcji, nie wyciagam wniosku o ich moralnej wyższości. W innych krajach pełniły, ale to też nie znaczy, żeby Niemki czy Brytyjki były ogólnie bardziej podłe od Polek. Non sequitur.

    pensioner63:
    > Może więc jednak ze statystyk wynika, że w krajach rzymsko-katolickich i muzułmańskich
    > jest zakorzeniona tradycja dyskryminacji kobiet wspierana przez kler mający duży
    > wpływ na zarówno rząd jak i obyczaje.

    Może. Ale ten wniosek nie ma niczego wspólnego z artykulikami w GW sygnowanymi ,,ola''.

    - Stefan
  • 29.04.10, 08:29
    pensioner63 napisał:
    > Wystarczy popatrzeć na statystyki i zobaczyć ile kobiet było premierem
    > lub prezydentem w Polsce? Żadna!


    Oczywiście.
    Hana Suchockiego nie można przecież liczyć ;-)

    Kornel
    PS. Francja i Niemcy - dochowały się po 1 kobiecie-premierze, Hiszpania jeszcze nie. Sądzę, że u nas udział kobiet w życiu politycznym, kulturalnym i naukowym mieści się w granicach europejskiej normy.

    --
    "Kornel: moje podróże"
  • 02.05.10, 17:21
    To prawda, że zapomniałem o Hannie Suchockiej. Ale dodam dwie kobiety, które w
    Azji były premierem: Sri Lanka - Sirimavo Bandaranaike, India - Indira Gandhi.
  • 27.04.10, 23:49
    nie powiedziałabym, że księgowy ma niestresującą pracę;
  • 28.04.10, 00:26
    Duży stres powstaje, gdy w pracy są jednocześnie żona pracownika i jego kochanka. Źle jest zanadto zbliżać się do którejkolwiek, bo druga już się jeży. Nie zbliżać się oznacza obojętność, też niedobrze. Znam takie sytuacje, są beznadziejne.
  • 28.04.10, 18:46
    amid2etylo napisał:

    > Duży stres powstaje, gdy w pracy są jednocześnie żona pracownika i
    jego kochank
    > a. Źle jest zanadto zbliżać się do którejkolwiek, bo druga już się
    jeży. Nie zb
    > liżać się oznacza obojętność, też niedobrze. Znam takie sytuacje,
    są beznadziej
    > ne.

    Znacznie gorsza sytuacja jest kiedy w pracy i to w dodatku w jednym
    pokoju jest malzenstwo.Wtedy czas wspolzycia wydluza sie prawie o 1/3
    Wiek kryzysu malzenskiego jest wtedy osiagany znacznie wczesniej
    kiedy partnerzy sa jeszcze aktywni zyciowo i prawdopodobiestwo
    rozwodu czy separacji rosnie na leb i szyje.
    To nie sa zarty.Taka sytuacja to prawdziwy killer stosunkow
    malzenskich.



Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.