Dodaj do ulubionych

Bioplazma, teologia światła i Madame Curie

20.10.11, 12:26
No, no. Śmiałe to, ale prawdziwe.
A co Pan sądzi o podobnym objawieniu sprzed dziesięcioleci:
teoriach cybernetycznych Mazura?
Edytor zaawansowany
  • 20.10.11, 12:53
    "ale w tamtych czasach nikt świadomie nie chciał podważać ani wyśmiewać jego teorii, bo mogło być to poczytane jako atak na duchownego czy walkę z Kościołem"

    No nie wiem, ja czytając w tamtych czasach książkę Sedlaka ("Homo Electronicus", czy jakoś tak) miałem wrażenie, że publikacja jej w naukowej serii "+/- nieskończoność" z podkreśleniem że autor jest profesorem na KUL-u miało na celu kompromitację tej uczelni i kościoła przy okazji. Sorry, ale to był totalny bełkot, taka próba napisania jak największej ilości zdań z przymiotnikiem "kwantowomechaniczny", nie udało mi się tam znaleźć dyskutowalnej tezy, a wszystkie podane w niej liczby i sprawdzalne fakty były błędne. Od tego czasu jestem zdecydowanym przeciwnikiem finansowania KUL-u ze środków państwowych.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 21.10.11, 23:19
    cmoscmos napisał:

    > , a wszystkie podane w niej liczby i sprawdzalne fakty były błędne. Od t
    > ego czasu jestem zdecydowanym przeciwnikiem finansowania KUL-u ze środków państ
    > wowych.

    Gdyby państwo miało finansować tylko te wyższe uczelnie, gdzie nie ma ani jednego profesora-idioty lub hochsztaplera, to nie miałoby czego finansować. Nie wydaje mi się, by akurat KUL był najgorszą dofinansowywaną przez państwo uczelnią.
  • 22.10.11, 09:54
    Panie Redaktorze,
    Kolego cmoscmos,
    Dziękuję wam za napisanie tych paru słów o ks. Sedlaku. Popchnęło mnie to do napisania notki na Młodym Fizyku: mlodyfizyk.blox.pl/2011/10/Ksiadz-Sedlak.html . Znalazłam parę ciekawych faktów o tym, co dalej dzieje się w Polsce z "dorobkiem" ks. profesora. Ciekawe jest np. to, że studenci na KUL są wciąż nauczani teorii Sedlaka!

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • 22.10.11, 09:54
    "Gdyby państwo miało finansować tylko te wyższe uczelnie, gdzie nie ma ani jednego profesora-idioty lub hochsztaplera, to nie miałoby czego finansować. "

    Problem polega na tym, że na tej uczelni Sedlak to nie jest jakiś wstydliwie upychany margines, tylko sztandarowy naukowiec, lansowany na geniusza i największego syna uczelni. Gdyby na innej uczelni też tak robili też byłbym za odcięciem jej finansowania ze środków publicznych.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 22.10.11, 12:41
    cmoscmos napisał:

    > Problem polega na tym, że na tej uczelni Sedlak to nie jest jakiś wstydliwie up
    > ychany margines, tylko sztandarowy naukowiec, lansowany na geniusza i największ
    > ego syna uczelni. Gdyby na innej uczelni też tak robili też byłbym za odcięciem
    > jej finansowania ze środków publicznych.

    Na szczęście szarlataneria nie popłaca. Finansowanie ze środków ministerialnych zależy od oceny parametrycznej jednostki. Odnośny wydział KUL ma w swojej grupie jednorodnej (N9) kategorię czwartą (ostatnią, w grupie C). Ściśle mówiąc, jest na samym dnie listy:

    www.nauka.gov.pl/fileadmin/user_upload/Nauka/Sprawy_Nauki/20110105_Kategorie_jednostek_naukowych.pdf
    --
    M[----]mmm!
  • 22.10.11, 15:33
    Ale czy ocena wydziału bardzo zależy od poziomu naukowców? Bo ja znam takie przypadki, gdzie profesora o wątpliwej reputacji akademickiej zatrudniono chyba po to, żeby wypełnić minimum kadrowe. Więc może się okazać, że trzymanie szarlatanów właśnie popłaca.

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • 22.10.11, 19:37
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    > Ale czy ocena wydziału bardzo zależy od poziomu naukowców? Bo ja znam takie prz
    > ypadki, gdzie profesora o wątpliwej reputacji akademickiej zatrudniono chyba po
    > to, żeby wypełnić minimum kadrowe. Więc może się okazać, że trzymanie szarlata
    > nów właśnie popłaca.

    Nie. Przy obliczaniu współczynnika efektywności dzieli się sumę punktów otrzymanych za różne osiągnięcia (zwłaszcza publikacje w wysoko punktowanych czasopismach) przez liczbę zatrudnionych. Jeśli się ma szarlatanów wypełniających minima kadrowe, ale publikujących co najwyżej w krajowych nierecenzowanych pisemkach, to wyniki są takie, jakie widać. Na pierwszych miejscach są na ogół nieuczelniane instytuty badawcze, zwłasza jednostki PAN (dydaktyka ich nie rozprasza i mogą na całego oddawać się pracy badawczej), ale warto zauważyć, że np. Wydział Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ (w tej samej grupie jednorodnej) i warszawska, krakowska albo poznańska Fizyka (w innej, ale pokrewnej grupie) mają kategorię 1 (A) i współczynnik efektywności ok. 3 razy wyższy niż Wydział Matematyczno-Przyrodniczy KUL. Dlaczego? Wystarczy, że publikują w pismach z listy JCR.

    --
    "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów." -- Stanisław Lem
  • 22.10.11, 21:28
    O, to bardzo ciekawe co piszesz. Dzięki za wiadomości.
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • 22.10.11, 21:40
    A więc trzymanie szarlatanów nie popłaca, bo uczelnie dostają gorszą kategorię, a zatem mniejsze finansowanie.

    Tylko pojawiją się takie pytania:

    1. Ciekawe, czy wszystkie uczelnie rzeczywiście to tak racjonalnie kalkulują? Kategoryzacja ministerstwa odbywa się raz na bodaj 4 lata. Mogą myśleć, że w międzyczasie szarlatan się uchowa.

    2. Jeśli kalkulują, to czy decydują się na zwalnianie z pracy szarlatanów, czy może raczej na podkręcanie innych wskaźników? (Była ponoć taka historia z próbą dętych wdrożeń do przemysłu, próbą ostatecznie nieudaną.) Zwłaszcza, że punktacja ministerialna za publikacje w czasopismach jest wciąż bardzo wykrzywiona w stronę promowania przeciętniactwa.

    3. Jeśli uczelnia utrzymuje wielu pracowników, którzy nie publikują w dobrych czasopismach, ale nie są ewidentnymi szarlatanami - to konkretnego szarlatana nie opłaca się zwalniać, bo to nie robi różnicy.
    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • 22.10.11, 22:41
    anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

    > 1. Ciekawe, czy wszystkie uczelnie rzeczywiście to tak racjonalnie kalkulują? K
    > ategoryzacja ministerstwa odbywa się raz na bodaj 4 lata. Mogą myśleć, że w mię
    > dzyczasie szarlatan się uchowa.

    Tak, ale nie opłaci się swojemu wydziałowi (ocena parametryczna dotyczy całego kilkuletniego okresu). Wiem, co mówię, bo byłem osobiście odpowiedzialny za zgromadzenie danych do zeszłorocznej parametryzacji na moim własnym wydziale.

    > 2. Jeśli kalkulują, to czy decydują się na zwalnianie z pracy szarlatanów, czy
    > może raczej na podkręcanie innych wskaźników? (Była ponoć taka historia z próbą
    > dętych wdrożeń do przemysłu, próbą ostatecznie nieudaną.) Zwłaszcza, że punkta
    > cja ministerialna za publikacje w czasopismach jest wciąż bardzo wykrzywiona w
    > stronę promowania przeciętniactwa.

    Nie, to nie tak. Brane są pod uwagę najpierw JCR, potem lista ERIH, a dopiero na końcu lista ministerialna. Oczywiście są różne problemy z punktacją, np. trudna porównywalność dorobku w naukach przyrodniczych i humanistycznych, ale właśnie dlatego są różne grupy jednorodne ze względu na tematykę badań, tak że np. historia i fizyka nie konkurują ze sobą bezpośrednio. Nie jest też zanadto fair porównywanie instytutów PAN z wydziałami uniwersyteckimi (które mają masę innych zadań poza prowadzeniem badań i publikacją wyników); nie podoba mi się, że ocena parametryczna nie uwzględnia np. liczby doktoratów i habilitacji, ale to wszystko są detale do dyskusji.

    > 3. Jeśli uczelnia utrzymuje wielu pracowników, którzy nie publikują w dobrych c
    > zasopismach, ale nie są ewidentnymi szarlatanami - to konkretnego szarlatana ni
    > e opłaca się zwalniać, bo to nie robi różnicy.

    Może i nie, ale ewidentny szarlatan szkodzi wydziałowi na inny sposób, psując mu reputację. Jeśli władze jednostki trzymają go ze względów "towarzyskich", to muszą się liczyć z ryzykiem ośmieszenia w oczach kolegów z innych uczelni.

    --
    What Intelligence divine
    Could frame thy curious Design?
  • 23.10.11, 00:04
    > > 3. Jeśli uczelnia utrzymuje wielu pracowników, którzy nie publikują w dob
    > rych c
    > > zasopismach, ale nie są ewidentnymi szarlatanami - to konkretnego szarlat
    > ana ni
    > > e opłaca się zwalniać, bo to nie robi różnicy.
    >
    > Może i nie, ale ewidentny szarlatan szkodzi wydziałowi na inny sposób, psując m
    > u reputację. Jeśli władze jednostki trzymają go ze względów "towarzyskich", to
    > muszą się liczyć z ryzykiem ośmieszenia w oczach kolegów z innych uczelni.

    Wydaje mi się, że w Polsce ryzyko to jest niskie...

    --
    Moje jedynie słuszne poglądy na wszystko
  • 20.10.11, 17:37
    A do czego ma się przyczepić ks. Sedlak jak nie do wspaniałego liniowca "Maria Curie-Skłodowska" aby krzyknąć: "Płyniemy!" ?
  • 20.10.11, 18:17
    "A do czego ma się przyczepić ks. Sedlak jak nie do wspaniałego liniowca "Maria Curie-Skłodowska" aby krzyknąć: "Płyniemy!" ?"

    Chyba nie trafiasz z ironią. Ksiądz Sedlak nie żyje od dobrych kilku lat.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 20.10.11, 20:58
    W latach 60. zeszłego wieku roił o bioplazmie, jakoby piątym stanie materii obecnym jedynie w organizmach żywych, sformułował też ezoteryczną "elektromagnetyczną teorię życia" i "teologię światła". Z punktu widzenia fizyki czy elektroniki były to bzdury

    Więcej pokory panie Piotrze. Onegdaj mniemano, że życie da się wytłumaczyć przy pomocy kółek zębatych, nieco póżniej - samych li tylko procesów chemicznych.
    Prof. Sedlak w latach 60-ch zwrócił po prostu uwagę na umykający wówczas (i jak się okazuje i dziś) wielu "światłym umysłom" fakt, że należy dołączyć do tego opisu także najnowszą warstwę fizyczną - tzn. kwantowomechaniczną. Ot i wszystko.

    A co do "plazmy". Prawdą jest, że do tej pory uczonym "w piśmie i probówce" nie udało się odtworzyć z "elementów prostych" funkcjonalnej komórki lub (czegoś do niej podobnego).

    Zapewne nasza "wiedza kwantowomechaniczna" jest nazbyt elementarna, aby na jej gruncie dokonać poprawnego (zupełnego) opisu komórki. To te nieznane warstwy fizyczne w sposób symboliczny (i bynajmniej nie rozstrzygający - jako nie-fizyk) próbował opisać filozof i antropolog filozoficzny, jakim był prof. Sedlak.

    Pańska krytyka jako żywo trąci tą analogiczną do metody właściwej mechanicyzmowi.
    Czy w ogóle zdaje sobie pan sprawę z tego, że to pan opowiada bzdury, negując kwantowomechaniczny (w tym elektromagnetyczny) charakter procesów zachodzących w żywych organizmach?

    Jestem zdumiony bezkrytycznym poparciem na tym forum dla tego wyjątkowo niskiego (jak na pana - jestem po prostu zaskoczony, gdyż zwykle cenię sobie przytaczane przez pana z różnych źródeł nowinki - najlepiej niech pan przy tym pozostanie) lotu - nie bójmy się tego nazwać po imieniu - paszkwilu, bo przecież nie rzetelnego studium czy nawet zawiązku artykułu na temat tej niewątpliwie wyróżniajacej się na tle skostniałej szarzyzny owych lat błyskotliwością i odwagą myślenia postaci, jaką byl i pozostał dla mnie prof. Włodzimierz Sedlak.

    http://naszglos.civitaschristiana.pl/obrazki/2011/ng.2011.0010.0031.0000.jpg

    Profesor już dzisiaj nie jest w stanie się bronić. Tym bardziej zdumiewa mnie pańśki bezsensowny atak na niego. Dlatego wprost nie mogłem sobie odmówić przyjemności wstąpienia z panem w tym miejscu w spór przedmiotowy o tezy, które tak lekko próbuje pan tu postponować, ferując swoje (jakoby naukowe i rozstrzygnięte z punktu widzenia fizyki) wyroki.
  • 21.10.11, 07:59
    "Czy w ogóle zdaje sobie pan sprawę z tego, że to pan opowiada bzdury, negując kwantowomechaniczny (w tym elektromagnetyczny) charakter procesów zachodzących w żywych organizmach?"

    Czytał Pan w ogóle coś Sedlaka? Ale tak uważnie? Ja czytałem "Homo electronicus" w roku 1984. Użycie w każdym zdaniu mądrego słowa "kwantowomechaniczny" nie powoduje że to zdanie zaczyna mieć sens. On na przyklad na poważnie wysnuwał teorie, że rozwój mózgu o hominidów był związany ze zmianą postawy na wyprostowaną, bo pola elektromagnetyczne zaczęły działac wzdłuż kręgosłupa, a nie w poprzek. Pomijając nawet bzdurne założenie że kierunek tych pól elektromagnetycznych jest jakoś związany z kierunkiem wektora grawitacji (może na biegunie dałoby się to jakoś uzasadnić, ale skąd tam hominidy?) to taką teorię można obalić jednym paluszkiem - gdzie te wspaniałe mózgi żyraf, które przecież też mają kręgosłup bliski pionu, ale znacznie dłuższy. No i jeżeli profesor od czegokolwiek uwaźa za tajemnicę dlaczego kiedyś do robienia stali wystarczała dymarka (robił eksperymenty z dymarkami) a teraz potrzeba całej huty to trudno brać poważnie jakiekolwiek jego wynurzenia. Ja rozumiem że wtedy nie było internetu, a w bibliotece KUL-u nie było nic o metalurgii, ale naprawdę można było znaleźć jakąś książkę na ten temat i się dowiedzieć, zamiast bzdurzyć o niewyjaśnionych tajemnicach. A w całej książce nie było sformułowanej ani jednej tezy. Specjalnie szukałem. Ani jednej. Nawet najmniejszej. Tylko nic nie znaczący bełkot ze słowem "kwantowomechniczny" w każdym zdaniu.

    A na deser próbka stylu Sedlaka, którą pamiętam po ponad ćwierć wieku od przeczytania książki. Naprawdę mnie wtedy rąbnęło. Teraz jest Internet i podobne brednie się z ekranu wylewają, ale wtedy niełatwo było spotkac się z aż taką Odchłanią. Niestety nie było wtedy jeszcze blogów i nie mogłem zjechać tych bzdur w opublikowanej notce, musiałem zadowolić się punktowaniem na marginesie książki. Pisanie po żadnej innej książce mi się nie zdarzyło, przy tej nie wydzierżyłem:

    "(...) Okazało się, że nieznany wektor elektromagnetyczny muska Ziemię co x sekund. Zaprzężono więc do rozwiązania zagadki ludzki mózg. To proste! Odpowiednia częstotliwość fali wynosi y."

    Przecież to fizyka z ówczesnej szkoły podstawowej (nie wiem jak teraz), a wygląda że dla księdza profesora to proste obliczenie jest omalże godne Nobla. Przy tym ten akapit stoi sobie tak ni z gruszki ni z pietruszki bez związku z czymkolwiek. Znaczy był dla autora ważny, chciał się pochwalic że umie. Naprawdę ręce opadają.
    Więc proszę nie robic tu ludziom wody z mózgu i nie polecać bełkotliwych bredni. Może to jest wspaniała praca według standardów KUL-u, ale z naukami przyrodniczymi to nie ma nic wspólnego.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 21.10.11, 09:44
    Ups, przepraszam, pokręciło mi się. W tym cytacie z Sedlaka zamiast

    "Odpowiednia częstotliwość fali wynosi y."

    mialo być:

    "Odpowiednia długość fali wynosi y."
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 21.10.11, 14:39
    Prawdziwi odkrywcy rozwijający - przez zmianę - naukę, muszą być wizjonerami. Jeśli mogą we współczesnym sobie stanie nauki stworzyć odpowiedni warsztat naukowy, dokonują wielkich odkryć, czasami nawet negujących oficjalną naukę. Jeśli nie mogą, bywa, że wskazują cele i drogę następnym pokoleniom. Liczy się nie tylko wiedza lecz także myślenie "bez barier" (umysł artystyczny, filozoficzny) ale i intuicja. Takim wizjonerem był, nie pasujący do swojej epoki, Profesor Sedlak. Dobrze, że teraz, kiedy na naszych oczach dziewiętnastowieczna i dwudziestowieczna nauka szykuje się do dużego skoku, są przypominane hipotezy Sedlaka. Chciałabym dożyć, choć to chyba niemożliwe, nowych wyjaśnień życia i świata.
  • 21.10.11, 15:19
    "Prawdziwi odkrywcy rozwijający - przez zmianę - naukę, muszą być wizjonerami."

    Racja - wizjonerami - a nie bajarzami wtykającymi w bełkot mądre słowa.

    "Takim wizjonerem był, nie pasujący do swojej epoki, Profesor Sedlak."

    Racja, nie pasował, urodził się kilkaset lat za późno.

    Wizjonerem można byc gdy ma się wiedzę o tym jak świat działa, a nie gdy się odlatuje w mistyczne wizje.
    Przeczytaj może najpierw coś Sedlaka, a nie opieraj się na omówieniach pisanych przez ludzi klękających przy przeczytaniu słowa "kwantowomechaniczny".
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 21.10.11, 18:23
    "Keep an open mind – but not so open that your brain falls out"
  • 21.10.11, 09:41
    qfiz napisał:


    >
    > Więcej pokory panie Piotrze. Onegdaj mniemano, że życie da się wytłumaczyć przy
    > pomocy kółek zębatych, nieco póżniej - samych li tylko procesów chemicznych.
    > Prof. Sedlak w latach 60-ch zwrócił po prostu uwagę na umykający wówczas
    > (i jak się okazuje i dziś) wielu "światłym umysłom" fakt, że należy dołączyć d
    > o tego opisu także najnowszą warstwę fizyczną - tzn. kwantowomechaniczną. Ot i
    > wszystko.
    >

    O kwantowomechanicznym opisie zycia pisał np. niejaki Schrödinger w głośnej książce "What is Life" już w 1944 roku.
  • 21.10.11, 15:53
    W którym miejscu użył jakiegoś niejasnego sformułowania typu "opis kwantowomechaniczny"?
  • 21.10.11, 16:20
    To niejasne sformułowanie jest jednak mojego autorstwa, nie Sch. :)
  • 21.10.11, 16:29
    Może się wytłumaczę: chodziło mi o to, że pisanie o życiu uwględniając mechanikę kwantową na pewno nie było "odkryciem" Selaka, bo robili to już klasycy znacznie wcześniej.
  • 21.10.11, 16:02
    Skądinąd UJ też, bo Marek Szydłowski jest profesorem tych dwóch uczelni na raz.

    Ja wiem, że to ma charakter anonimowego ad hominem, dodatkowo podpartego wątpliwym autorytetem "jestem specjalitą, bo tak powiedziałem", ale na serio zajmowałem się parę lat matematyką kwantowej grawitacji i z mocno filozoficznego bełkotu tego pana niczego nigdy nie zrozumiałem. Plus dla niego, że przynajmniej nie probuje wywodzić w odwrotną stronę i budować teorii fizycznej od strony filozofii.
  • 21.10.11, 23:22
    że to bełkot? Taki zarzut wymaga mocnych argumentów.
  • 22.10.11, 16:17
    Jeżeli ktoś tłumaczy że silnik spalinowy jest napędzany przez kwantofizyczne promieniowanie osiowo-kątowe w fazie z polem elektromagnetyczym to jest po prostu bełkot. Nie wymaga to dalszego wgłębiania się w treść.
  • 22.10.11, 22:42
    że wszystkie te słowa (a przynajmniej słowa kluczowe) rozumiesz i widzisz, że takie ich zestawienie nie ma sensu.
  • 21.10.11, 22:49
    fizycy grzeszą brakiem zdolności dociekania istoty rzeczy
    (oni je tylko nazywają - jak my wszyscy - w dość przypadkowy, chaotyczny i umowny sposób)
    a gdy już obdarzą nazwą, nie doszukują się istoty przyczyn ich zachowań czy cech
    (a jedynie opisują owe zachowania przy pomocy ad hoc skonstruowanych przymiotników, jakie mają przykryć "interpretacją" owe zależności ujęte w formę czysto matematycznej abstrakcji)

    zarówno fizyka, jak i wiedza o świecie ożywionym są w związku z tym niejako zawieszone w próżni poznawczej
    - w przestrzeni czysto umownej, arbitralnie skonstruowanej w oparciu o ludzkie, nieadekwatne pojęcia, mające za zadanie jako tako reprezentować poszczególne elementy rzeczywistości, na które ją równie arbitralnie rozbijamy

    dla mnie fakt postrzegania tej dychotomii poznawczej jest kluczowy przy ocenie osoby, która próbuje borykać się z filozofią kognitywną
    - zabawiający się fizyką (jej współczesnym mu paradygmatem) prof. Sedlak przechodzi ten test śpiewająco
    - dalece nie wszyscy fizycy zabawiający się filozofią przyrody test ten przejść potrafi

    ale dość wstępu - oddajmy głos Sedlakowi
    pamiętając o tym, że dyskutujemy o książkach popularno-naukowych profesora
    wydaje się przy tym rzeczą istotną aby sięgnąć do jednej z ostatnich - bodaj 6 lat późniejszej niż Homo electronicus

    data:image/jpg;base64,/9j/4AAQSkZJRgABAQAAAQABAAD/2wBDAAkGBwgHBgkIBwgKCgkLDRYPDQwMDRsUFRAWIB0iIiAdHx8kKDQsJCYxJx8fLT0tMTU3Ojo6Iys/RD84QzQ5Ojf/2wBDAQoKCg0MDRoPDxo3JR8lNzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzc3Nzf/wAARCACvAG8DASIAAhEBAxEB/8QAHAAAAgMBAQEBAAAAAAAAAAAAAAECAwQFBgcI/8QANxAAAQMCBAMGAwgCAwEAAAAAAQACAwQRBRIhMQYTQSIyUWFxgSMzUgcUFUKRobHB8PFDYpLh/8QAGgEBAQADAQEAAAAAAAAAAAAAAAECAwQFBv/EACARAQEAAwADAQEAAwAAAAAAAAABAgMRBCExEgUyQWH/2gAMAwEAAhEDEQA/APtDQpDuN9AkNj6KQHYb6LTPjOkBqnYHVUOny1DYsu/VX30sscdmOVsn+vRywrC6lYLJiFdSYbTuqa+pip4W7vldYLzrvtE4cEmQVUzhtnEDsqz5aj1lkrLFheNYbisZfh9bDOBu1rtW+o3C2Pkaxpc8gDxKxuUn1fp2Tss4rIb2zEeytbPG7Z7f1WvHfqy+ZRbjZ9iwiyha6k1wcNCCiy2z38ThFoIUcosp2QbII/lPom4F0WUGxLbX8Ej3Xen9LBxDS1tbgtRTYbUfd6qRoDJLlttddRqNOqclnKlQfBL94yhxLrXzKzEcQhwbCpayvk+HC25PVx6AeZ2XhTwZxeYmk8ROL27N+9zfyuZx9UYrSYTg+EYrUCaoDXzTyNJOc5iGa6Xs2/qVp8fwsNOVuN71lnsuU9vN8RY5WY/XmqrHHKL8qEHsxN8B/Z6rltGtv2RfddvgiGKo4rw2OoylnNzWcNCQ0kfuAvS9YxpdfCuCOI44mYjDJBQvyhzBJK5snuA029D7r1uD4xXvkZh+PQOgrQPhyj5c4A/KRpm0Onldekq5uY7I3ut/dZSAbAgHXTTqvl/6Hm47c7hz07tWr8zo323WqOjkeLmzR5qp8T4S0kWuNCOi2UlVzTkk73Q+K5/F06rs/G71WWzLLncSbQlurZNfIK6KRzXCKcjMe676v/q0BZsRpBW0skOcxuIvHI3vRu6OHmF7mvxsNd7r9OW52/WjqggWXE4Wxs4vRSCdojrqWQw1UQ/K8aXHkd/9LtldNnGMQOxHl/SmRoFD6vT+lZ+Ueik+FJeL+0nhmoxqkhrMPbnqqUEGK/zGHU28wQvapHVWXl6l9vzkMOrjLyhQ1XMvbLyHXHtZe24T4Okp54q/FCWSRuD4oGnUHoXEfx/pfRsQp3B/MaLg7rEBZeR5/wDR3y3VJ+f+unTpx/y+p7K+ii5kuYjst/cquGCSY9kdn6jsurDE2Jga1cvgeJlszmzKeoz27JJyI1EXNiLRuNlyNWu+kgrulYqukzuMkYGbqPFdv9Dxbsk2YfY1atknq/F9NLzYg72KtOq5VPMaZ5EgcG7kW2XJx3jzCMNgkbTSGqrALNha0jKf+xI0/ldXh7buwnfs+sNmP5ryrMW/BPtPrg11qapnEMw6doNId7OP6Er6qdl+dJX1WJ1xeXGSrqpfdz3HT9yv0TG0iNodq4AXXdsnxqxpHuvt4H+Fb0Cq/K/3/hWErVGVNIp9EIIkXFiLqs08RNzGy/orUwpljjl9hLZ8RDQBYCyYTQqBIppboEWh24B9QuRi/DOD4uc1dQxvk2EjRlcPcarsJJyd6PP4RwbgmD1QqqSlLp29ySV5eW+l9l6AITVt6Kx3Xe6sVd+w/wB1YpAXRqkpBAkXQd0AXQF07pWRsgEDZJF0AmkmgSaV0IKifhSehVxOiocbRy+QKtKkU7p3UbpjZVDTSCEDukUJXQCE0kAUiU9EilUIuldMKKqOrZQeoKs3VR+XKfEFWoGE0ipDZWJSTQgogSKEIEmhNBFKydkHRFRsmhSCnFUn5MhHgVdZUjSnP+dVcEiUWQhCqGhA3R1QCAEJoCySLoQCVkykgEIUrBBQ0Xg18FcNlWBaH2VnRItK6FyZG4qcSkLXgUYJLQCL91lht9Qf+vootdjHKiY+GMm8YfKCM1rjMbXtt/h3RHZG6ei4plxrR7YIS7l6tOjc1ztZ3XTr089LmSYpmLTHC0ZtC7Xs3PgfCw9/ZUdNBXnMej4gnoKV2GvdFUhx5zIgwA6ad521/ArCKfit2J0cszz925MPPiinbbmD5ljpfprb2Cg9hfRA2XkGUvFPNqPjyAFtRYySRlpvfk5ABcEaXJUsUbxVU0FHHhzBS1MIvM98zDzSGiw66E30023VHriheWpoeJRj5nqXXwx05tTte0FjSwak9QHX036r1AUDT6KKkgr2iHspjuqu941YNkhXAq8Vr4a6YMpxJTxzGNrWxOzyAQ5zY3t3iGjTxTGK1bMOxWokbEX0rLw5WODXu5YPjqMxI08Fo/EyMYqKV4vC10cTC0f8rmueQTf6cvTqs9Zi1PVQUrI43OZUSRuIkZpy9Xk6HoGH0Nt1RCTFcTYZA2mY+zXmN/LcBM5uQBoF9Luc7W+zbq2XEqwUkkzWsikErmCJ8L5C2ziATlOtwAfIa6rZT4rSzxyvY5w5UDZ3BwseW4HK73yne2ypjxukygSuIflbnDWnsuIBDfG/aA9SBugyS41VMkLQxjgwSXIicTJkjBLmi+gLnAAa6A6rGzEa6mnfNJmly0oY8mN2V72RlxLQDuXPaPRp10XQbjUDXyyVcTjkfNyiyPMWsjIa+5vvmJHmr67GoIIKkxZnyRRSvBy3aSywI/8ARA9b+CC3Ca6WsfUtlY1vJe1gIaRmOUEkX6XJA9F0VzTikTMM++vIFjk7XZDn3y6E9C7qj8ZpmZmyCXOwva4NjJ1Y0Odb2I99N0HSshc1mNU1u243MmQBjSSO3ywTppd2nsdwLrKOIIn1TGtaWwZJTI5ze0C14Y2wH1HNbxsnB21IKilqI6mMvjJ7L3McCLEOBsQrwoKb2jKtbsqHH4R9R/IVodYKRaxzYbA5800I5VRJd3NuTleWhuYAm17ABRgwqmjazMzMWOLm9p1hfQjU7b7+JW0u1QHK9TjFLhVOaOamiaI2TMEch1JLLWy3J000HhdWPw2leX5o++4PcA5wGYWsbXsDoNfJasyWZOrxh/BaDIWcp2Uix+K+/fz73+rVBwWgLs3Jde9/mvt38+1/q1W7N5oB1TpxlOF0hpTTFj+SS4lvMdre9xvtqdNlGPCKKOobM2N2cFx77iO0Q46XtuAVtzIzIjntwOiYIwxsg5ZaW2ldrlJLbm+tsx/VKLA6GJoa1shs1rQXSF1srszTr1BN10boJVFVLTRUsfKhblbmc49bkm5J8ySrwVAuSDlF4//Z

    zacznijmy od wprowadzenia
    s.4:
    "Nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zrewidować elektromagnetyczności próżni,
    gdyż o tachianach mówi się jako o cząstkach poruszających się z prędkością
    większą niż światło
    ." - proszę jak to współbrzmi z aktualnymi sugestiami eksperymentalnymi odnośnie neutrin, które jakoby pokonały barierę prędkości światła

    "Z konieczności trzeba zrezygnować z definicji próżni, gdyż nie jesteśmy w stanie jej dać.
    Analogiczna sytuacja jest w biologii, gdzie nie istnieje zdefiniowane pojęcie życia,
    a w fizyce unika sie definitywnego orzekania, czym jest materia, masa czy energia
    ."

    jego propozycja (warunkowa)?
    "próżnia nie jest środowiskiem Wszechświata, lecz potencjalnością wszystkiego, co istnieje"

    na str.5 interesujący wywód o podziale Wszechświata na W. I i W. II
    - to nic innego jak intuicyjne rozumienie konieczności wprowadzenia do opisu rzeczywistości zasady dualności (w sensie tej znanej np. z geometrii rzutowej - tak jak np. tw. Pascala jest dualne do tw. Brianchona)

    na str. 6 mówi o
    "analogiach z naszym światem "odpompowanym" z rozciągłości"
    - to nic innego jak zrozumienie umowności (przybliżonego charakteru) pojęcia ciągłości
    jako (do pewnego tylko momentu) przydatnego (a generalnie szkodliwego) do opisu rzeczywistości

    no to jak? czytamy dalej?
  • 21.10.11, 23:36
    "no to jak? czytamy dalej?"

    Tego nie czytałem, ale z "Homo Electronicus" też udałoby mi się wydobyć ze trzy sensownie brzmiące zdania i je zinterpretować żeby wyszło że to geniusz. Przeczytam sam tylko jeżeli ktoś mi zapłaci za recenzję, inaczej szkoda czasu, ale może Pan pomoże: Jakie są tezy tej książki i jakie za nimi argumenty i jakie wnioski, tak krótko, w punktach?
    W "Homo Electronicus" nie było żadnej tezy i żadnych argumentów, tylko strumień bełkotliwych zdań. Tu coś jest?
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 21.10.11, 23:54
    qfiz :
    > zacznijmy od wprowadzenia
    > s.4:
    > "Nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zrewidować elektromagnetyczności próżni,
    > gdyż o tachianach mówi się jako o cząstkach poruszających się z prędkością
    > większą niż światło
    ." - proszę jak to współbrzmi z aktualnymi sugestiami
    > eksperymentalnymi odnośnie neutrin, które jakoby pokonały barierę prędkości światła

    Zaraz, o ile wiem, o tachionach mówi się od dawna właśnie dlatego, że nie wyklucza ich elektromagnetyzm relatywistyczny. Gdyby coś trzeba było dla nich rewidować, to nikt by o nich niewspominał, po prostu z góry by ,,wiedziano'', że nie mogą istnieć. Odkrycie szybkich neutrin wpisało się w dawne oczekiwania fizyków, wcale nie od Sedlaka pochodzące. A zresztą, zdaje się, że one aż tak szybkie nie są...

    qfiz::
    > na str. 6 mówi o
    > "analogiach z naszym światem "odpompowanym" z rozciągłości"
    > - to nic innego jak zrozumienie umowności (przybliżonego charakteru) pojęcia ciągłości
    > jako (do pewnego tylko momentu) przydatnego (a generalnie szkodliwego) do opisu
    > rzeczywistości

    Czy ,,rozciągłość'' to dla ks. Sedlaka rodzaj ,,ciągłości''? Dyskusje o ciągłości ew. dyskretności przestrzeni to też chyba klasyka, starsza niż on.

    Czy w lekturze doszedłeś do str.6, czy dalej?

    qfiz:
    > no to jak? czytamy dalej?

    Ja na razie raczej nie, ale może mnie jeszcze przekonasz...

    - Stefan
  • 22.10.11, 00:06
    > Czy w lekturze doszedłeś do str.6, czy dalej?

    powoli, powoli... przebijamy się dalej:

    s.9
    "wyjaśnienie, że próżnia jest najniższym stanem kwantowym pola fizycznego, stanowi raczej ucieczkę od problemu niż odpowiedź na pytanie o naturę próżni."

    s.10
    "pojąć próżnię, to zrozumieć wszystko w świecie. (...) nie uda się bez próżni zrozumieć pola elektromagnetycznego."


    R.2
    "W obecnym stanie istnieją dwie rzeczywistości - Próżnia i Wszechświat, Nic i Wszystko."

    tu Sedlak zdaje się rozumieć próżnię inaczej niż daje temu wyraz poprzednio, we wstępie (ale mogę się mylić w tym punkcie) - tj. jako abstrakcyjną, pozbawioną materii przestrzeń, w której "zanurzona" jest materialna przestrzeń Wszechświata

    w istocie rozdział ten jest wyrazem niemocy współczesnej fizyki w rozumieniu tego, czym w ogóle jest owa 'materialna przestrzeń Wszechświata' i trudno Sedlaka obwiniać o to, że i on porusza się w niej jak przysłowiowe dziecko we mgle (w zamian czuje się uprawniony do snucia dość dowolnych spekulacji)

    w dalszym ciągu S. próbuje mówić o naturze światła, o której nic zgoła nam nie wiadomo
    (poza ultraprecyzyjnym opisem jego własności, w których się nam przejawia :-)

    stąd nieco poetycki język (powtarzam - pełen jak najbardziej uprawnionych moim zdaniem spekulacji)

    stąd też jego magnele, które mają sprowadzić do jednej podstawy elektryczne i magnetyczne własności materii, masowe bozony, a nawet hipotetyczne (do dziś(?)) tachiony

    czymże innym są obecne geometryczne twory teorii superstrun, bran i proczevo badieva, jeśli nie odpowiednikiem owych magneli ubranych w bardziej zdyscyplinowaną (acz równie wyspekulowaną) formę? intuicyjnie postrzeganej przez S. wspólnej podstawy w czasach, gdy fizycy dopiero formatowali pierwsze takie pojęcia
    (niemal równolegle z nim! w owych czasach dostępne jedynie wtajemniczonym - twoorzącym i śledzącym je fizykom oraz zainteresowanym studentom fizyki)

    przypomnijmy: teoria strun bozonowych powstała w 1970 roku, a teoria superstrun - w 1984 roku

    książka, o której piszemy - w 1986, a pojęcie magneli S. wprowadził w... 1965 roku!
  • 22.10.11, 00:25
    > książka, o której piszemy w 1986, a pojęcie magneli S. wprowadził w... 1965 roku!

    a miał wówczas... 54 lata! (1911-1993)
    a w 1986 aż 75 lat!
    każdemu daj Boże (jeśli Bóg istnieje, co nie daj Bóg :-) tak otwarty, młodzieńczy umysł w tak późnym wieku
  • 22.10.11, 06:59
    qfiz:
    > stąd też jego magnele, które mają sprowadzić do jednej podstawy elektryczne i
    > magnetyczne własności materii

    Skoro tak, to powinny nazywać się raczej maxwelle...

    qfiz:
    > czymże innym są obecne geometryczne twory teorii superstrun, bran i proczevo
    > badieva
    , jeśli nie odpowiednikiem owych magneli ubranych w bardziej zdyscyplinowaną
    > (acz równie wyspekulowaną) formę?

    Uprawnioną hipotezą naukową. To się różni od rojenia fantasty tą właśnie ,,zdyscyplinowaną formą''; czyli wzorami, dającymi możliwość wyliczenia zachowania. Czy hiperstruny spełniają ten warunek, tego jeszcze nie wiadomo, ale że bioelektronika nie spełnia, to chyba jest jasne.

    - Stefan
  • 22.10.11, 08:30

    jest takim samym faktem, jak elektronika

    ma po prostu zastosowanie do układów żywych a nie drukowanych i scalonych

    wszędzie tam, gdzie obserwujemy aktywność EM organizmów, komórek
    (no może poza ESD włosów i skóry :-)

  • 23.10.11, 01:06
    stefan4 napisał:

    > Uprawnioną hipotezą naukową. To się różni od rojenia fantasty tą właśnie ,,zdy
    > scyplinowaną formą''; czyli wzorami, dającymi możliwość wyliczenia zachowania.

    a S. ujął to samo (na s.18) następująco:

    "Teoria opisana niematematycznie jest bajką, natomiast bajka w opisie matematycznym nazywa się teorią."

    zabawne, nieprawdaż?

  • 23.10.11, 10:18
    qfiz:
    > zabawne, nieprawdaż?

    Pewnie, nadaje się na Forum Humorum, między osobliwości i anegdotki.

    A ja myślałem, że Ty poważnie dostrzegasz jakieś naukowe nowatorstwo tej kwantowoelektromagnetycznej teorii wszystkiego. No patrz, taki jestem stary a taki naiwny...

    - Stefan
  • 25.10.11, 00:29
    mierzi mnie dyskusja pod tym paszkwilem

    przenoszę ją tu:
    forum.gazeta.pl/forum/w,32,130019019,130019019,Na_poczatku_bylo_jednak_swiatlo.html
  • 22.10.11, 07:56
    > "Nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zrewidować elektromagnetyczności próż
    > ni,
    > gdyż o tachianach mówi się jako o cząstkach poruszających się z prędkością
    > większą niż światło
    ." - proszę jak to współbrzmi z aktualnymi sugestiam
    > i eksperymentalnymi odnośnie neutrin, które jakoby pokonały barierę prędkości ś
    > wiatła

    Masz na myśli eksperyment z błędami pomiarowymi? Załóżmy się o dowolną (posiadaną przez Ciebie kwotę), że te neutrina nie przekroczyły prędkości światła ale pomiar jest wynikiem błędu w eksperymencie - czekam na oferty.

    Reszta, jak i powyższe, to po prostu bełkot.
    --
    Artificial intelligence is no match for natural stupidity.
  • 22.10.11, 16:37
    Jeżeli się weźmie książkę z tysiącem bzdur i po latach uważnie się ją przeszuka interpretując rzeczy tam napisane tak aby pasowały współczesnym faktom czy zdarzeniom to mamy do czynienia ze zjawiskiem zwanym efektem Nostradamusa.
  • 23.07.12, 11:28
    > "Nie wiadomo, czy nie trzeba będzie zrewidować elektromagnetyczności próżni,
    > gdyż o tachianach mówi się jako o cząstkach poruszających się z prędkością
    > większą niż światło
    ." - proszę jak to współbrzmi z aktualnymi sugestiam
    > i eksperymentalnymi odnośnie neutrin, które jakoby pokonały barierę prędkości światła

    Chłopcy byli niedouczeni i stosowali wzór na składanie prędkości (zamiast zwykłej sumy) do obiektów poruszających się bez związku w jednym układzie odniesienia, he, he....

    Święty Augustyn też uważał, że nie ma absolutnego czasu. Czy to znaczy, że należy go dopisać jako współautora pracy Einsteina z 1905?

    Gościula
  • 21.10.11, 23:47
    Jak myslacy czlowiek w 21 wieku moze tracic czas (niekiedy i cale zycie) “studiujac” bezpodmiotowa, kompletnie oderwana od rzeczywistosci pseudo-nauke pretensjonalnie nazwana “teologią”, ktora wyrosla z religijnego folkloru o duchach, ciezarnych dziewicach, zmartwychwstancach, wodochodziarzach, rogatych i skrzydlatych facetach(?), piekle, gadąjących wężach i (mojej jedynej ulubionej przypowiesci biblijnej) o zamianie wody w wino. “Teologia” jest eufemizmem, ktory wydaje sie brzmiec wzniosle, prawie szacownie ale dla kazdej nawet srednio wyksztalconej osoby termin ten zawiera w sobie tyle “naukowosci” ile mozna jej znalezc w astrologii, alchemii, numerologii czy scjentologii. Nie jest to dziedzina, od ktorej - tak jak w medycynie, naukach scislych czy nawet humanistycznych - mozna sie spodziewac wielu istotnych dla rozwoju naszej cywilizacji rozwiazan i odkryc. Czyzby teolodzy liczyli na to, ze Komitet Noblowski przyzna “Oscara” za komparatywne badania biomechaniki skrzydel aniola i np. motyla albo teorii poczecia Jezusa metoda In vitro? Panowie w sutannach (i w turbanach) nie ujawniajcie waszego “zawodu” zwlaszcza w kregu ludzi swiatlych, korzystajacych z dobrodziejstw wspolczesnej rewolucji naukowo-technicznej i informacyjnej. Oszczedzicie sobie wiele wstydu i niepotrzebnych pytan, na ktore nie bedziecie w stanie odpowiedziec. Nawet przecietny 5-klasista z dostepem do internetu z latwoscia moze obnazyc wasz obskurantyzm i dyletantyzm (o ile wy go nie obnazycie wczesniej). "Wyjasnianie" wszystkich niezrozumialych zjawisk "tajemnica" albo "niezbadana wola" antropomorficznego boga (czy bogow) rezydujacego “na wysokosci” jest przejawem kompromitujacego was infantylizmu. Przywoluje pamiecia nieformalna rozmowe z ksiadzem (po cywilu) sprzed paru lat, ktory przyznal mi sie, ze akceptuje teorie ewolucji kwestionujaca 6-dniowa “teorie” stworzenie swiata i wiele innych aspektow biblijnej narracji. Bronil on utylitaryzmu religii. Kazde wyznanie ze swoimi obrzadkami i uproszczonym jezykiem i kodem moralnym - w jego pojeciu - utrzymuje spojnosc spoleczna i narodowa tozsamosc. Religia godzi ich z rzeczywistoscia bez wzgledu na to jaka ona jest sprzyjajac tym samym utrzymaniu porzadku publicznego. Dla niego Biblia to nie pozbawiona urokow metafora literacka, ktora towarzyszyla mu od urodzenia, do ktorej jest przywiazany raczej na poziomie emocjonalnym niz intelektualnym. Oczywiscie -podobnie jak slynna pani Agnes Gonxha Bojaxhiu - i on czasami ma watpliwosci w istnienie jakiegokolwiek boga ale wyswieconemu ksiedzu trudno jest sie do tego przyznac przed samym soba i zwlaszcza przed innymi. Ujela mnie odwaga i szczerosc tego czlowieka. “Kto ma ksiedza w rodzie tego bieda nie ubodzie”– ludowe przyslowie.
    Skoro o pragmatyzmie mowa. Czy nalezy sie temu dziwic, ze ci mezczyzni zainwestowali caly swoj potencjal intelektualny w religijny przemysl uslugowy? Badz co badz jest to "kariera zawodowa", ktora oferuje bezplatny dach nad glowa, opierunek, samochod, pomoc domowa calodobowo zaspakajaca ich wszelkie potrzeby, nieograniczony dostep do dzieci no i najwazniejsze stosunkowo monotonna ale nieskomplikowana i nie wymagajace szczegolnych, konkretnych kwalifikacji zawodowych zajecie. Przyjrzyjmy sie blizej na jakich zasadach komercyjnych operuje przemysl religijny. Tajemnica jego sukcesu jest idealny, wymarzony przez kazdego produkt: NIESMIERTELNOSC. Nie wiadomo kto wpadl na ten genialny pomysl na robienie pieniedzy i sprawowania nieograniczonej wladzy nad ludzmi. Ta przyslowiowa "zlotodajna zyla", ktora religijni “dilerzy” sprzedaja na slowo nie dajac nam ani pokwitowania ani gwarancji, ta JEDNORAZOWA oferta "handlowa" oparta na sprzedazy biletow do nieba (oczywiscie w JEDNA STRONE) cieszy sie nieslabnaca popularnoscia mimo niemoznosci zweryfikowania jej ze szczesliwymi klientami. (Innym towarem jest tzw. “rozgrzeszenie” rowniez cieszace sie duzym wzieciem ale KK musi konkurowac w tej dziedzinie z ziemskimi organami scigania i sadownictwem.) Na prozno mozemy szukac listow dziekczynnych od “szczesliwych klientow” na witrynach i forach internetowych reklamujacych rozne korporacje religijne. A szkoda bowiem ta powszechnie stosowana w swiecie biznesu praktyka podniosloby ich reputacje nie mowiac juz o potwierdzeniu jakosci i wiarygodnosci udzielanych uslug. System taki upraszcza relacje miedzy petentem i uslugodawca na korzysc tego ostatniego gdyz z zasady wyklucza mozliwosc skladania reklamacji, zazalen I PRAWA DO REFUNDACJI. Po prostu genialne! Praca przecietnego przedsiebiorcy religijnego sprowadza sie do nudnego i rutynowego klepania, nie zmienionych od prawie 2000 lat (1500 lat w przypadku Islamu) tekstow bedacych w istocie plagiatem innych przed-chrzescijanskich mitologii. Jedyna trudnosc polega na dobraniu mniej lub bardzie pasujacych fragmentow z tzw. swietego pisma w zaleznosci od wymagan klienta a dokladniej tego co klient (a wlasciwie jego najblizsi) chcialby uslyszec. Zazwyczaj doswiadczony przedsiebiorca religijny znajdzie cytat uzasadniajacy kazda okolicznosc: od modlow do “wszechwiedzacego i wszechmocnego boga” o sprzyjajace warunki meteorologiczne do modlow w intencji ofiar katastrofy lotniczej spowodowanej przez te same warunki pogodowe, o ktore sie poprzednio modlil. Nasz klient-nasz pan. Najwazniejsi potentaci tego biznesu podzielili swiat na sfery komercjalnych wplywow. Ich glowne “biura podrozy” (w JEDNA STRONE) znajduja sie w Teharanie/Mecce, Watykanie i Jerozolime. Do dzis jestesmy swiadkami walki o zmonopolizowanie swiatowego rynku religijnego: W Irlandii Pln., na Balkanach, na Bliskim Wschodzie, Afganistanie , Kaszmirze...gdzie zainteresowane strony w jednym reku trzymaja swoje jedynie sluszne i podyktowane przez (oczywiscie) tego prawdziwego boga “swieta ksiege” a w drugiej kalasznikowa lub bombe (czasami jadrowa). No coz my, ktorzy nie doznalismy blogoslawienstwa religijnej schizofrenii -w imie tzw. politycznej poprawnosci-musimy sie temu przygladac z powaga i szacunkiem aby bron boze nie zostac oskarzonym o “wojujacy ateizm”. A juz ci, ktorzy nie potrafia powstrzymac sie od smiechu musza byc przygotowani na podzielenie losu autora slynnych dunskich karykatur, ktory do dzisiaj korzysta z 24-godzinnej ochrony policyjnej.
    Pragne tym tekstem wniesc cos konstruktywnego do szerokiej dyskusji nad rola religii we wspolczesnej Polsce. Nikomu niczego nie narzucam. Bede bronil do upadlego prawa religijnych entuzjastow do swobodnego zrzeszania sie w kolkach zainteresowan, w ktorych w swoim gronie, bez ograniczen bede oni mogli uprawiac swoje zgodne z prawem rytualy. W panstwie demokratycznym zasluguja oni na te same prawa i obowiazki jak pozostale apolityczne organizacje bezdochodowe jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcy krolikow ozdobnych, towarzystwo milosnikow gry w warcaby. Nadszedl czas i potrzeba podniesienia swiadomosci spolecznej o wadze i roli nauki i oswiaty we wspolczesnym swiecie. Mowmy o tym odwaznie, bez ogrodek jak ma to miejsce na Zachodzie w celu CALKOWITEJ sekularyzacji zycia politycznego w Polsce. Budujmy Polske w imie humanizmu i ogolnoludzkich zasad moralnych bez zadnych przymiotnikow. Pragne, aby zwlaszcza mlodzi Polacy zyli w poczuciu wiary we wlasne sily, bez poczucia winy, strachu, kompleksow czy wstydu. Wazne jest aby byli oni zdolni do samodzielnego myslenia i podejmowania odwaznych, racjonalanych, prawych decyzji godnych wyzwan 21 w.
  • 22.10.11, 09:49
    Towarzyszu Rydzyk, jak byście się tak nauczyli streszczać i przedstawiać swoje poglądy syntetycznie w kilku punktach to może ktoś by was czytał. Bo mi się nie chciało ani razu. Z takimi długimi wypocinami lądujecie od razu koło Sedlaka.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 22.10.11, 13:08
    cmoscmos napisał:

    > Towarzyszu Rydzyk, jak byście się tak nauczyli streszczać i przedstawiać swoje
    > poglądy syntetycznie w kilku punktach to może ktoś by was czytał. Bo mi się nie
    > chciało ani razu. Z takimi długimi wypocinami lądujecie od razu koło Sedlaka.


    Dziś trudno wymagać od przeciętnego człowieka, by przeczytał duży objętościowo tekst, chyba, że jest to Harry Potter. Współczesny świat bazuje na krótkich przekazach: teledyskach, spotach reklamowych, tabloidach, krzykliwych tytułach i krótkich notkach prasowych.

    Sieczka (zmieszana z obrokiem) - jak utrzymują hodowcy - jest niezbędna w żywieniu koni; jak się okazuje, dla wielu osób jest to podstawowe menu.

    Co do tekstu Tow. Rydzyka, to przypomina mi się znajomy, który na wszystkich spotkaniach opowiada te same anegdoty.

    Kornel
    --
    "Kornel: moje podróże"
  • 22.10.11, 14:50
    kornel-1 napisał:
    (....)
    > Dziś trudno wymagać od przeciętnego człowieka, by przeczytał duży objętościowo
    > tekst, chyba, że jest to Harry Potter. Współczesny świat bazuje na krótkich prz
    > ekazach: teledyskach, spotach reklamowych, tabloidach, krzykliwych tytułach i k
    > rótkich notkach prasowych.
    (...)


    > Co do tekstu Tow. Rydzyka, to przypomina mi się znajomy, który na wszystkich sp
    > otkaniach (...)
    > Kornel

    Szanowny Kornelu,
    Dziekuje za slowa konstruktywnej krytyki. Wydaje mi sie , ze jestes troche niesprawiedliwy porownujac moj tekst do wyswiechtanych kawalow twojego znajomego.

    Nie osadzaj moich tekstow zbyt surowo. Nudna natarczywa, koscielna propaganda i indoktrynacja mas od kolyski do grobowej deski nie zmienila sie od prawie 2000 lat.
    Czytaj mimo wszystko moje teksty, prosze. Przynajmniej od czasu do czasu. Sa one forma ostrzezenia (zwlaszcza) dla mlodych Polakow ; troche na wzor kampanii anty-rakowej/anty-nikotynowej. Albo odbierz to jako skrocone CV Kosciola Katolickiego niezbedne dla tych osob, ktore zamierzaja wejsc w jakikolwiek kontakt z ta firma/instytucja. Co do samego tekstu uzupelniam go w miare naplywu informacji o nowych aferach w Watykanie i jego agenturach na calym swiecie...
    Ciesze sie, ze zdecydowania wiekszosc Rodakow (przynajmniej na tym forum pod tym tematem) potwierdza moje przypuszczenia dotyczace wizerunku KK w Polsce.
    Na Zachodzie kampania promowania naukowego i humanistycznego podejscia do problemow cywilizacyjnych 21 wieku prowadzona przez Hitchensa, Dawkinsa, Dennetta, Harrisa i wielu innych odnosi spektakularne sukcesy. Goraco polecam ich ksiazki i filmy jest ich sporo na YOU TUBE. Nawet w Stanach zauwaza sie dramatyczny odplyw powolanych juz ksiezy i pastorow od religii.
    Niektorzy byli "kaplani" jak Steven Uhl czy Dan Barker napisali wspaniale, inspirujace/wyzwalajace intelektualnie i moralnie ksiazki.
    Niech wybacza mi "wierzacy" wspolobywatele jezeli to co pisze wydaje sie im niepoprawnym politycznie. Wspolpracowalem i nadal wspolpracuje z miedzynarodowymi organizacjami humanitarnymi IRC i UNHCR. Z moich licznych podrozy od Bosni, poprzez Bliski Wschod do Wschodniego Timoru zrozumialem jedna rzecz: wiara w sily nadprzyrodzone w formie wymyslonych przez czlowieka zwalczajacych sie religii i ich bogow (a jest ich bardzo wiele) nie rozwiazuje zadnych praktycznych problemow we wspolczesnym swiecie. W przeciwienstwie do organizacji religijnych miedzynarodowe laickie organizacje humanitarne NIGDY nie segreguja cierpiacych pod zadnym wzgledem.

    Nie jest moim zamiarem nikogo obrazac...po prostu pragne sie z forumowiczami podzielic moimi refleksjami na temat religii i byc moze sklonic kazdego do glebszego zastanowienia.
    Podobnie jak Médecins Sans Frontières ("Lekarze bez Granic") czy OXFAM wierze w humanizm i solidarnosc miedyludzka. Wierze w wyksztalcenie i wartosci moralne bez przymiotnikow. Religie swiata i ich zwalczajacy sie bogowie nie maja i miec nie moga MONOPOLU NA MORALNOSC w zglobalizowanym swiecie bez granic w 21 wieku.
    Co do moich komentarzy. Uwazana za postepowowa GW nie opublikowala go nawet w listach do redakcji. Wierze , ze po tych historycznych wyborach sytuacja sie zmieni. Uprzywilejowany status religii w Polsce przestanie byc tematem tabu dla naszych mediow.
    KK i popierajace go kola polityczne (przestrzegajac zelaznej zasady, ze w Polsce Kosciolowi niewolno sie stawiac" ) oddaja sobie strzal w stope prawie codziennie. Ale mimo wszystko nie trudno zauwazyc, ze nawet w Naszej Ojczyznie religijno-koscielny domek z kart bardzo powoli sie rozsypuje.
    Watykan i KK doskonale zdaja sobie sprawe z faktu, ze broniac utopijnych dogmatow zabrnal w sleepy zaulek...podobnie jak nie mniej utopijne idee komunizmu.
    Moj tekst nadal pozostaje aktualny wiec nie widze zadnego powodu aby go zanadto zmieniac.
    Krazy on w cyberspace czesto bez mojej autoryzacji. Jest on nadal czytany, o czym swiadcza wpisy innych forumowiczow. Na swoja obrone moge powiedziec, ze religijni fanatycy korzystaja z tych samych oderwanych od rzeczywistosci "swietych" tekstow z gotowymi receptami na zycie dla nas wszystkich i powtarzanych jak mantra od znacznie dluzszego czasu.
    Ja nie probuje niczego nikomu narzucac. Mam cicha nadzieje, ze sprowokuje on nas wszytkich do zastanowienia. Zawsze chetnie podejmuje wymiane pogladow z osobami, ktore maja odmienne poglady na KK i religie w ogole. Dziekuje tym, ktorzy popieraja i czesto uzupelniaja badz precyzuja moje komentarze swoimi. Zapewniam forumowiczow GW, ze wstrzymam moja anty-totalitarna kampanie gdy dzialalnosc "entuzjastow religijnych" bedzie sie ograniczala do zrzeszania w ramach normalnych apolitycznych organizacji bezdochodowych jak np: zwiazek milosnikow UFO, hodowcow krolikow/golebi ozdobnych, towarzystwo filatelistyczne...czy zwiazek milosnikow gry w warcaby 100-polowe.

    Gratuluje doskonalej strony internetowej : "Moje podroze..."

    Pozdrawiam i zycze powodzenia w pracy naukowej i poza-naukowej

    --
    I asked God for a bike, but I know God doesn't work that way. So I stole a bike and asked for forgiveness.
  • 22.07.12, 05:23
    Tekst tow_rydzyka troche dlugi, ale z zaciekawieniem przeczytalem, choc tez wole krotsze riposty. Co wiecej, tow_rydzyk ma racje, i to nie jest zaden belkot. Z jednym sie jednak troche nie zgodze, a mianowicie z prawem do religii czyli z prawem do hodowania urojen. Religie jesli juz to powinny byc dozwolone od lat 18-stu. Inaczej pozwalamy na psychiczne zniewalanie naszych dzieci, a potem sie dziwimy ze 20-30% narodu ma dlugofalowe ( a moze i nawet kwantomechaniczne ? :)) urojenia.
  • 22.10.11, 04:17
    Jaka prawda?

    A może znasz całościowa teorie wszystkiego?
  • 22.10.11, 08:54
    Dobry naukowiec nie podwaza pytan na ktore nie ma odpowiedzi. Mowi 'nie wiem' zamiast 'to nie istnieje'.

    I przede wszystkim nie odbiera innym prawa do badan, ale na bzdety nie traci czasu. Pan autor ma jeszcze duzo do zrobienia ze swoja naukowoscia.

    Nie znam prac tego profesora, ale drazni mnie pycha z jaka Cieslinski go nokautuje. Przypuszczam ze nokautowalby rowniez Einsteina w czasach gdy ten kwantowal swiatlo i pracowal nad GTR.

    No bo to sie po prostu w glowie nie miesci i jest takie inne od reszty...
  • 22.10.11, 09:46
    "Nie znam prac tego profesora, ale drazni mnie pycha z jaka Cieslinski go nokautuje. Przypuszczam ze nokautowalby rowniez Einsteina w czasach gdy ten kwantowal swiatlo i pracowal nad GTR."

    Radzę przeczytać chociaż parę stron Sedlaka. Różnica między książką, nawet popularną, autora który ma jakieś pojęcie, stawia tezy, argumentuje, nawet spekulując a tym bełkotem aż bije po oczach. Tylko ludzie odpadający po przeczytaniu mądrego słowa typu "kwantowomechaniczny" się na Sedlaka nabierają.
    --
    Blog o Niemczech i NRD: cmos.blox.pl
  • 22.10.11, 12:34
    cmoscmos napisał:

    > Radzę przeczytać chociaż parę stron Sedlaka. Różnica między książką, nawet popu
    > larną, autora który ma jakieś pojęcie, stawia tezy, argumentuje, nawet spekuluj
    > ąc a tym bełkotem aż bije po oczach. Tylko ludzie odpadający po przeczytaniu mą
    > drego słowa typu "kwantowomechaniczny" się na Sedlaka nabierają.

    Święta prawda. Mnie wystarczyło (dawno, dawno temu) przekartkowanie Homo electronicus w księgarni. Odłożyłem na półkę i od tej pory wystarczała mi znajomość z Sedlakiem za pośrednictwem streszczeń i recenzji ("Aha, nic nowego"). Kuriozalna jest nawet nota biograficzna w Wikipedii: "twórca polskiej szkoły bioelektroniki, elektromagnetycznej teorii życia oraz pojęcia wszechpróżni". Kto z fizyków (polskich lub zagranicznych) należy do tej szkoły? Kto (poza garstką fanów Sedlaka) słyszał o ETŻ i wszechpróżni/wszechniebycie? To są puste pojęcia, bez znaczenia dla nauki. Autor hasła nie zająknął się nawet, że Sedlak to raczej polski folklor naukawy.

    --
    Penguyn! Penguyn! Looming bright
    In the long Antarctic night!
  • 23.07.12, 12:27
    Przepraszam, a ten wszechniebyt to jest absolutnym wcieleniem wszechodbytu, czy może na odwrót???

    Gościula
  • 23.07.12, 14:16
    > Nie znam prac tego profesora, ale drazni mnie pycha z jaka Cieslinski go nokautuje.

    Specjalista różni się tym od niespecjalisty, że specjalista wie, co w danej dziedzinie wiadomo, a czego nie wiadomo.
    Jeśli ktoś zaczyna snuć wizje wykraczające poza to co wiadomo, to ani specjalista ani niespecjalista nie potrafi ocenić, czy ma rację. Ale specjalista potrafi ocenić, czy snujący te wizje zna daną dziedzinę i wykracza poza nią, czy nie zna dziedziny i gada głupoty, często nawet nie rozumiejąc znaczenia słów, którymi się posługuje. Niespecjalista często tego nie potrafi ocenić i wydaje mu się, że te głupoty są sensownymi wizjami. I potem takich niespecjalistów "drażni pycha" specjalistów, gdy mówią że ktoś jest szarlatanem. I tacy niespecjaliści posuwają się do pouczania specjalistów, że powinni z pokorą przyznać, że przecież nie wiadomo, czy ten ktoś nie ma racji.

    To jest bardzo smutne zjawisko, biorące się z połączenia ignorancji i pychy. Występuje u kogoś, kto nie tylko się na czymś nie zna, ale jeszcze w dodatku uważa, że lepiej niż specjalista potrafi ocenić, kto inny się na tym zna. Tacy ludzie stanowią największe zagrożenie dla nauki. Natomiast ci, którzy obnażają szarlatanów, pomagają w rozwoju nauki.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.