Re: Większość to nie uczeni, to marcowi profesorz
Autor:
Gość: obserwator2
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.09.04, 10:07
Gość portalu: jazg napisał(a):
> Polskie placówki naukowe okupują niekompetentni profesorowie którzy
> awansowali z docentów marcowych.
Profesorowie, może i w dużym stopniu nie są zbyt kompetentni (nie wiem tego na
pewno, ale Ci próbuję wierzyć), ale, przyjacielu, mylisz się kompletnie sądząc
że chociaż z jednego docenta marcowego awansował ktokolwiek na profesora!
"Docent marcowy" oznacza człowieka awansowanego na stanowisko docenta, mimo że
nie miał habilitacji (przed marcem '68 było to niemożliwe. Bez habilitacji, na
stanowisku adiunkta, w pewnym wieku z uczelni trzeba było odejść. "Docent
marcowy" był dożywotni). Ale taki docent nadal nie miał habilitacji i mógł
tylko trwac jako docent dr (bez hab.) do emerytury.
Fala owych awansów (niezbyt obfita) miała miejsce 35 lat temu i
dotyczyła "przeterminowanych adiunktów" a więc ludzi wówczas co najmniej 40-
letnich. W tej chwili ostatni docent marcowy od prawie 10 lat jest już na
emeryturze. Docentów marcowych na uczelniach już nie ma, a docentów prawdziwych
(doc. dr hab.)też praktycznie nie, gdyż od 14-lat nie powołuje się już na to
stanowisko.
Stanowisko docenta faktycznie istnieje jednak pod zmienioną nazwą profesora
uczelnianego (niebelwederskiego). Taką zasadę wprowadziła Solidarność w roku
1990. Ludzie po habilitacji, a przed uzyskaniem tytułu belwederskiego, mogą
mówić o sobie profesor (a nie docent) i jest to rzecz o charakterze prestiżowym
i psychologicznym.
Uprawnienia profesora niebelwederskiego (np. stabilność zatrudnienia) są takie
same jak dawnego docenta - powróciła więc w przybliżeniu sytuacja sprzed 1968
roku.
Znów bez habilitacji nie ma stabilizacji (i "zatykania" stanowisk przed młodymi)
Nie chcę oceniać, czy sytuacja w polskich uczelniach jest dobra, znośna, zła,
czy beznadziejna, ale nie ma to żadnego związku z "docentami marcowymi". Twoje
argumenty trafiają jak kulą w płot.