> ... naukę nic z tego nie otrzymując. Zresztą publikuje sie z jakimś celem.
> Najczęściej to pokazanie swych możliwości badawczych i twórczych aby zdobywać
> fundusze na dalsze badania. I tez zarabiać pieniądze dla swej uczelni (PAN-u),
> zatrudniać ludzi, sprzedawać wyniki swych prac. A tu co masz? Publikacja dla
> zdobywania stopni i żadnego grosza nie ma z tego dla kraju ani stanowiska
> badawczego. To jest pasożytnictwo!
Pasożytnictwo? Pozwolę sobie zaprotestować. Prace z mojej dziedziny
(astrofizyka) wymiernich korzyści nie przynoszą i jest tak jak pan mówi - prace
publikuje się, by zdobyć fundusze na następne badania. Nie wydaje mi się jednak,
bym w ten sposób marnotrawił pieniądze podatników (chwilowo angielskich). W
badaniach podstawowych nie da się w żaden sposób takich korzyści policzyć. I
grosz z tego dla kraju natychmiast nie przyjdzie. Są jednak korzyści
długofalowe. Jedną z nich jest utrzymywanie solidnego poziomu w nauce w ogóle,
nie tylko z naukach stosowanych z bezpośrednim zyskiem dla przemysłu. Nie można
prowadzić wyłącznie badań dla przemysłu z pominięciem badań podstawowych, bo te
pierwsze dość szybko zeszłyby na psy. Po drugie, korzyści mogą być bardzo
wymierne, ale na przykład za pięćdziesiąt lat. Dla przykładu - w latach
dwudziestych ubiegłego stulecia grupka zapaleńców budowała podstawy niezmiernie
abstrakcyjnej i "bezużytecznej" mechaniki kwantowej. Na pewno nie przynieśli
swoim uczelniom "grosza". Tyle, że bez mechaniki kwantowej nie było by
półprzewodników, tranzystorów, procesorów, komputerów i internetu, w związku z
czym nie mógłby pan wygłaszać tu swoich opinii.
Przestrzegam przed utylizowaniem nauki i szukaniem doraźnych korzyści. Nauka to
nie przemysł, choć bez nauki przemysł by nie istniał.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.