Re: Jest olbrzymi problem z PAN - racja
Autor:
Gość: gość
IP: *.mimuw.edu.pl / *.mimuw.edu.pl
15.09.04, 17:48
To bardzo zależy. Studenci amerykańscy naszym do pięt nie dorastają, jeśli
porównać przeciętnego amerykańskiego studenta do przeciętnego polskiego
studenta z porządnego uniwersytetu (typu UJ, UWr, UAM, UW, czy paru innych).
Ale już poziom wielu nowych, pożal się Boże, polskich "szkół wyższych" jest
zbliżony do amerykańskiego dna edukacyjnego, zaś na parudziesięciu
najważniejszych amerykańskich uczelniach studia są na najwyższym światowym
poziomie, do którego w większości dziedzin Polska długo nie dociągnie (nie
tylko z braku środków, ale także z powodu braku chęci inwestowania w naukę).
Nie będę wypowiadać się o innych dziedzinach nauki, ale jeśli chodzi o
matematykę, to co najmniej na paru polskich uczelniach poziom naukowy jest
zdecydowanie przyzwoity, a wielu naukowców w krótkim czasie może zdobyć
zatrudnienie na niezłych uniwersytetach zachodnich, także amerykańskich, o czym
zresztą świadczy fakt, że często są tam zapraszani lub decydują się na wyjazdy
zarobkowe (a niektórzy na stałe). Obawa, że w przypadku rozwiązania IM PAN,
naukowcy tamtejsi nie trafią np. na UW, wynika stąd, że pojemność uniwersytetów
nie jest nieograniczona w dzisiejszych warunkach. Dużo więcej studentów przyjąć
się nie da, bo nie pomieściliby się w salach wykładowych (a na nowe budynki
trzeba by środków); zresztą większa liczba przyjętych studentów w sposób
nieunikniony pociągnęłaby spadek poziomu kształcenia. A zatrudniać ludzi bez
przydzielenia im pensum (co najmniej kilka godzin zajęć w tygodniu) nie można,
zresztą jeśli mieliby się zajmować tylko badaniami, to czemu nie w PAN? Powie
ktoś, pozwalniać co gorszych pracowników i przyjąć zasłużonych profesorów. Ale
to iluzja - w IM PAN średnia wieku jest dużo większa niż na uniwersytetach,
które przecież nieustannie kształcą własne kadry. Dokonać takiej wymiany, to
skazać się na kolaps za 10-15 lat, gdy obecni profesorowie zaczną przechodzić
na emeryturę. Przecież młodzi nie będą tyle czasu czekać na możliwość powrotu
handlując pokątnie pietruszką. Część rzuci naukę, część pojedzie na Zachód i po
tych 10-15 latach będzie stracona dla polskich uczelni. Nauka i edukacja to
dziedziny, w których skutki podjętych decyzji ogląda się często po 20-30 latach
(zresztą z tego względu podejrzewam, że cała debata nad nauką polską jest mniej
ważna niż fakt, że "reformując" edukację zafundowaliśmy sobie całe pokolenie
ludzi źle przygotowanych do dalszej nauki, a końca tego pogorszenia na razie
nie widać; po prostu bardzo spadnie liczba osób, które nawet przy najlepszych
chęciach mogłyby naprawdę pracą naukową się zająć). Skutki ewentualnego
rozwiązania IM PAN moglibyśmy ocenić więc dopiero po jakimś czasie, ale
podejrzewam, że byłby to przede wszystkim długotrwały spadek liczby znaczących
publikacji matematycznych w Polsce o, lekko licząc, parędziesiąt procent.
Plus znacznie mniejsza liczba dobrze wykształconych doktorantów, czyli
długofalowo - dalszy spadek poziomu matematyki w Polsce. To wszystko propaguje
się powolutku... Dopiero za jakiś czas gorzej wykształceni pracownicy
uniwersytetów gorzej wyszkolą inżynierów, nauczycieli szkolnych itd. itd., a
potem nie trzeba się dziwić, że mnóstwo Polaków ma kłopty z głupim dodawaniem
czy procentem składanym, nie mówiąc już o głównej przydatności matematyki w
życiu codziennym - szkole logicznego myślenia.
Być może Polska byłaby w stanie spożytkowac "zaoszczędzone" środki jakoś
lepiej, ale ciekawe jak. Z obliczeń, jakie kilka lat temu
prowadziła "Rzeczpospolita" wynikało, że skala rocznego budżetu całej nauki w
Polsce jest podobna jak zadłużenie zakładów w Ursusie. A od tego czasu nakłady
na naukę nie wzrosły dramatycznie, prawda?