> Za sprawą siły mięśni podskakującej populacji naszej planety, następuje
> nieznaczne przesunięcie środka jej ciężkości. Nie miałoby ono oczywiście
> żadnego znaczenia, jeżeli mielibyśmy odizolowany układ Ziemia - skaczący
> mieszkańcy, bo akcja równałaby się reakcji. Tylko że w okolicy mamy jeszcze
> Księżyc - ciało niebieskie o niezaniedbywalnym wpływie grawitacyjnym.
Za to skaczący ludzie, niestety, nawet wszyscy w kupie mają zaniedbywalny wpływ
grawitacyjny.
Ponadto, taka sztuczka wymagałaby nie tylko uwzględnienia pory dnia, ale i
położenia Księżyca w owym czasie. Wątpię, by znaczaca część ludzkości miała
zaszczyt mieć Księżyc w zenicie w danym dniu. Na stronie o skakaniu nie
zauważyłem nic o Księżycu.
> - Ależ się przypiąłeś do wielkości, przecież jak coś jest małe to nie znaczy
> że tego nie ma.
Za to może oznaczać, że można to całkiem olać dla wszystkich praktycznych
zastosowań.
> A zatem : nawet minimalny wpływ znikomej masy
> jaką stanowią ludzie, ale trwający przez dłuższy czas (kilka godzin odpowiadaj
> ących poszczególnym strefom czasowym),
Kilka godzin to dla ciebie dłuższy czas? Prędzej kilka, ale milionów lat. :D
> a następnie powrót do stanu normalnego,
> może dać bardzo małe, ale mierzalne odchylenie od zwykłej trajektorii, a to
> przy różnicy 5 mln kilometrów daje rzeczywistą, obserwowalną zmianę orbity!
O ile? Kilka średnic atomu wodoru? ;)
> Muszę zweryfikować te dane, ale wydaje mi się że zaniżasz wpływ odległości.
> Jak wiadomo w polu dalekim moc fali maleje z kwadratem odległości, więc nawet
> parę tysięcy km dałoby odczywalny efekt (nawet pół stopnia Celsjusza to już
> coś).
Z kwadratem odległości, tak? To łatwo policzyć, o ile przesunąć trzeba Ziemię,
by obniżyć temperaturę o pół stopnia. I nie jest to, niestety, kilka tysięcy
kilometrów. Prędzej kilka milionów.
--
Wszyscy jesteśmy ateistami. Ja po prostu nie wierzę w jednego Boga więcej od ciebie.
Moja strona:
MaDeRland.