Dodaj do ulubionych

FENIX spopielony, czyli atak na Wenus again

31.05.08, 20:43
albo z Pioneerem 13 na "podbój" wenusjańskiego Piekła

Lądowanie na Wenus jest trudne.

Niby nic prostszego... wyrzucić spadochron i miękko opaść w gęstej
atmosferze na powierzchnię.

Okazuje się to jednak niezwykle trudne. Tak trudne, że nie powiodło
się to największej w MaDerLandzie potędze technologicznej.

Jeśli nawet na Marsie jest to trudne, bardzo, bardzo, bardzo trudne,
to tu musi to być zatem wprost i dosłownie... piekielnie trudne.

I to na aktualnym poziomie technologii...
choć można zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy, to jednak i tak
nie można mieć pewności, że się uda. Wenus wciąż ma na koncie więcej
próbników zniszczonych, niż tych, które przetrwały podróż i znalazły
się tam, gdzie miały być - tam na dole, wśród mniej lub bardziej
rozżarzonych skał o temperaturze 500 stopni.

A już szczególnie spetektularnymi porażkami były ostatnie próby
lądowania na Wenus w wykonaniu naszych amigos w tarczy
antyrakietowej:

Pioneer 13 Venus Multiprobe Mission
Large Probe - North Probe - Day Probe - Night Probe
(4 próbniki atmosfery w tym 1 "lądownik")

"Large Probe" - "lądownik" z Pioneer Venus nie działał ani przez
chwilę po "opadnięciu" (sukces ten nazwano "planned crash")
na powierzchnię Wenus:
"the probe performed perfectly, sending data back to Earth until its
planned crash into the planet's surface"

a oto szczegóły:


"North Probe" nie miał nawet spadochronu... zatem musiałby nadawać z
powierzchni w postaci dobrze wysmażonego... naleśnika..
toteż nadawał... 0 sekund...
podobnie jak "Large Probe" (któremu nie pomógł nawet spadochron - to
właśnie on miał robić za lądownik na powierzchni)...
niesamowite, że "Night Probe" był w takim samym jak "North Probe"
stanie w stanie nadawać przez... 2 sekundy... a w naleśniku "Day
Probe" (też walnął bez spadochronu) przez ponad godzinę w tym
roztrzaskanym w driebiezgi impakcie działał... termometr, aż sam się
przegrzał próbując zmierzyć własną rosnącą do samego końca
temperaturę ;)

Oj tak, nasi tu byli...
www.mentallandscape.com/C_CatalogVenus.htm


i są... obserwują jak Wielki Brat z góry i... kręcą sie w kółko jak
niedźwiedź wokół gawry z miodem:
www.esa.int/images/32_VMC_False_colour_H.jpg

i być może tylko to po nas zostanie:
--
PETYCJA do CERN przeciwko LHC
Edytor zaawansowany
  • pomruk 31.05.08, 23:13
    Tyle tylko że ten Pionier nie był przeznaczony do badań na
    powierzchni. To był próbnik atmosferyczny...
  • madcio 01.06.08, 00:13
    Ty spodziewasz się rzetelnosci po agitpropce? No coś ty.
    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 11.06.08, 20:49
    pomruk napisał:

    > Tyle tylko że ten Pionier nie był przeznaczony do badań na
    > powierzchni. To był próbnik atmosferyczny...

    to właśnie mówię: ami NIGDY nie wylądowali na Wenus
    ruskie, nawet biorąc pod uwagę ostatnie próby NASA,
    wylądowali na Wenus więcej razy niż ami na Marsie

    i zeby było weselej, ruskie RAZ (!) wylądowali na Marsie
    (ten PIERWSZY RAZ 8-)
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • pomruk 11.06.08, 21:00
    I co, będziemy czcili te JEDYNE sukcesy planetarne Rosjan przez
    następne 40 lat? A może następne 80? A Rosjanie nie weszli pierwsi
    na Mount Everest! :P
  • kala.fior 31.05.08, 23:27
    .taaaaaaaaaaaaaak byli..
    To dlaczego na ostatnich zdjęciach jest pięć paczek 'Biełomorki' i kawałek
    słoniny ?
    --
  • madcio 01.06.08, 00:15
    Ładny spoof. Pozwolę się odnieść tylko do kilku rzeczy.

    > Okazuje się to jednak niezwykle trudne. Tak trudne, że nie powiodło
    > się to największej w MaDerLandzie potędze technologicznej.
    Zaprzeczać, że USA to obecnie największa światowa potęga technologiczna, może
    tylko zaślepieniec... w rodzjau bonobo albo kagana. :)

    > Jeśli nawet na Marsie jest to trudne, bardzo, bardzo, bardzo
    > trudne, to tu musi to być zatem wprost i dosłownie... piekielnie
    > trudne.
    Owszem, jest to znacznie trudniejsze. Proponowane projekty misji wenusjańskich
    łazików (!) miały czas misji liczony w dniach, a nie miesiącach. Obawiam się
    jednak, że główny powód większej obeczości amerykan na Marsie jest prozaiczny:
    zwyczajnie Mars jest bardziej interesujący (relatywnie), niż Wenus[1]. Odpowiedź
    na pytanie dlaczego zostawiam ci jako pracę domową.

    > A już szczególnie spetektularnymi porażkami były ostatnie próby
    Porażka? Porażka? Niezły jesteś. :)

    > "Large Probe" - "lądownik"
    Po pierwsze, nigdy nie był to lądownik, kłamczuszku. I cudzysłów ci tu nie
    pomoże, bo po prostu łżesz. Przeliteruj sobie I M P A K T O R. Zamierzony, a jakże.

    > z Pioneer Venus nie działał ani przez
    > chwilę po "opadnięciu" (sukces ten nazwano "planned crash")
    > na powierzchnię Wenus:
    Oj, oj, nieźle mały propagandysto, ale musisz się trochę bardziej wysilić. Ja ze
    swej strony dodam tylko, ze od poczatku narodzin pomysłu misji w głowach
    naukowców te próbniki były, są i będą impaktorami. Takie były kryteria udanej misji.

    en.wikipedia.org/wiki/Pioneer_13
    Nawiasy klamrowe ode mnie.
    "The Pioneer Venus Multiprobe consisted of a bus which carried one large and
    three small atmospheric probes. None of these atmospheric probes had
    photographic imaging capabilities and were not designed for soil analysis. They
    weren't even designed for a soft landing[!]; the large probe had a parachute
    that was designed to cut loose at a certain altitude, and the small probes had
    no parachute at all. Survival to the surface was considered a bonus[!]."

    Nawet nie "na powierzchni", ale "do powierzchni"... :)

    Nadmienię też, że główną częścią misji był orbiter Wenus (Pioneer Venus
    Orbiter), który bez problemów działał dekadę. ale tego u bonobcia nie
    przeczytacie, oj nie... :)

    Moim skromnym zdaniem, raczej nie sądzę, drodzy czytacze, żebyście dobrze
    postąpili, traktując enucjacje bonobo poważnie. Nie to, żeby moja opinia miała
    dla kogokolwiek znaczenie, jednakże dla mnie bonobo jest skrajnie stronniczy i
    jego teksty o kosmosie są, cóż... niepełne. O, tak to nazwę. Jest to tym
    zabawniejsze, że na internecie wystarczy dziesięć sekund, by sprawdzić, jak to było.

    > Oj tak, nasi tu byli...
    > www.mentallandscape.com/C_CatalogVenus.htm
    Szkoda, że nie z góry, ale owszem, nasi tu byli. I wrócą, choć nie nastąpi to
    prędko. Ami wolą Marsa, a ruskim jakoś się odechciało podboju Wenus - i to od
    dłuższego czasu. Ciekawe czemu. :>

    [1] Nie sugeruję przy tym, że Wenus nie jest warta zbadania, skądże.
    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • madcio 01.06.08, 01:03
    ...jak już mowa o uznawaniu impaktorów...

    to ktoś tu zapomniał o Jowiszu. On nie ma powierzchni, na której możnaby
    wylądować, dlatego też zrobiono to, co pozostało: próbnik ciśnieniowy dający
    nura w jowiszańskie chmurki. Na dokładkę "trochę" później w ślad podążył sam
    próbnik Galileo, ale samo to w sobie by się nie liczyło.

    Wprawdzie technicznie żaden z nich nie był impaktorem, ale co tam.

    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 01.06.08, 02:15
    madcio napisał:

    > ...jak już mowa o uznawaniu impaktorów...


    taak... to prawda...
    ami to pierwszorzędni specjaliści od... impaktorów, hi!hi!

    żeby im coś zaliczyć należy wprowadzić tę nową kategorię 8-)

    no to wprowadźmy ;-)

    Gdybyśmy chcieli je istotnie zaliczyć jako rodzaj "lądowania",
    powinniśmy również zaliczyć:

    Rosjanom - lądowanie na Fobosie - zderzenie z nim
    "Po dotarciu w okolice satelity, od 'Fobosa 2' odłączyły się dwa
    lądowniki, które miały opaść na powierzchnię Fobosa. Jeden
    stacjonarny do badań fizycznych i chemicznych, a drugi ruchomy do
    penetrowania okolicy. W chwilę po odpaleniu lądowników próbnik
    zamilkł."
    www.paleoseti.six.pl/artykuly.php?artykul=fobos

    Europie - lądowanie na Marsie (Beagle-2 też gdzieś tam leży)


    A więc bilans obiektów lądowań (doliczając w nawiasie próby
    lądowania zakończone zniszczeniem sondy i opadnięciem jej na
    powierzchnię bez przesłania z niej przynajmniej jednego piksela
    zdjęć) wyglądałby następująco (pomijając pierwszeństwo):

    1) Ruskie - 3 (Księżyc, Mars, Wenus) + (1) (Phobos)
    2) US - 2 (Księżyc, Mars)+ (4) (Wenus, Jowisz, Eros i jeszcze jedna
    ostrzelana planetka)
    3) Europa - 1 (Tytan(!)) + (1) (Mars)
    4) Japonia - 1 (Itokava)

    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • madcio 01.06.08, 13:30
    Oooch, cóż za propagandówa...

    > Gdybyśmy chcieli je istotnie zaliczyć jako rodzaj "lądowania",
    > powinniśmy również zaliczyć:
    "Kryteria udanej misji", pamiętasz?

    > Rosjanom - lądowanie na Fobosie - zderzenie z nim
    > "Po dotarciu w okolice satelity, od 'Fobosa 2' odłączyły się dwa
    > lądowniki,
    Lądowniki to nie impaktory.

    > Europie - lądowanie na Marsie (Beagle-2 też gdzieś tam leży)
    Lądowniki to nie impaktory. Do kryteriów udanej misji Beagle 2 nie należało
    robienie nowego krateru na Marsie.

    > A więc bilans obiektów lądowań (doliczając w nawiasie próby
    > lądowania zakończone zniszczeniem sondy i opadnięciem jej na
    > powierzchnię bez przesłania z niej przynajmniej jednego piksela
    > zdjęć) wyglądałby następująco
    Interesują mnie jedynie choćby częściowo udane misje, wedle kryteriów, jakie
    sami sobie postawili naukowcy. Jeśli celem misji był impakt, zaliczam. Jeśli
    celem było lądowanie, a zrobił się z tego kosztowny krater, NIE zaliczam. Proste
    jak drut, ne?

    > 2) US - 2 (Księżyc, Mars)+ (4) (Wenus, Jowisz, Eros i jeszcze jedna
    > ostrzelana planetka)
    Miło, ze tyle dajesz, ale wedle moich kryteriów, Eros się nie liczy, ponieważ
    nie było to głownym celem misji, a jako bonus sprawił się nader kiepsko. I
    szybciutko zdechł. Zrobili to tylko dlatego, że sonda i tak miała skończyć
    żywot, to czemu nie zaryzykowac lądowania, do którego w ogóle nie był. Dlatego
    nie zaliczam to jako lądowania.

    Ach, przy okazji, Itokawę zaliczam warunkowo. Prawdziwe lądowanie nie było w
    planach misji, ale niech będzie - pod warunkiem, że sonda się dowlecze do Ziemi
    i wypuści coś, co będzie nadawać się do badań (misja miała zwrócić próbki
    asteroidy do badań na Ziemi). A na to jeszcze chwilę poczekamy.

    Tak w ogóle, nie zaliczam impaktorów do lądowań - tym Jowiszem chciałem
    podokuczać małpce. :)
    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 01.06.08, 17:40
    a kto tu madziołku (poza tobą) zalicza impakty do lądowników?

    - lądownik, to coś co miękko (!) wylądowało

    - impaktor to coś, co wyrżnęło jak pocisk (nie będąc w stanie
    należycie wyhamować)

    nawet sonda atmosfery staje się impaktem,
    gdy doleci do powierzchni i wyrżnie w nią jak Pioneer 13 lub
    lądownikiem gdy łagodnie opanie jak Hygens na powierzchnię

    liczy się efekt, madziołku, a nie zamysł twórczy

    gdyby amim udało się miękko osiąść na Erosie, świat by im to
    zaliczył za pierwsze miękkie lądowanie na obcym ciele niebieskim w
    ich wykonaniu NIEZALEŻNIE od całego programu tej misji bez wyrazu

    dlatego nie jesteś w stanie odebrać tego sukcesu Hayabusie,
    która (w pierwszej misji japońskiej w ogóle) zdeklasowała NASzĄ
    ulubioną agencję i na tym polu
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • madcio 01.06.08, 19:09
    > liczy się efekt, madziołku
    Jak dla ciebie liczy się sonda, która miała miękko wylądować, a wyrżnęła o
    glebę, to ja nie mam więcej pytań.

    > a nie zamysł twórczy
    Dla mnie liczy się to, co zamierzono i to co się udało zrobić. Kryteria udanej
    misji. Bonusy mogę zaliczyć, pod warunkiem zaliczenia głównej misji, a i to nie
    zawsze, jak w wypadku Erosa.

    > gdyby amim udało się miękko osiąść na Erosie
    Dostatecznie miękko, by sonda funkcjonowała (ledwo co) jeszcze jakiś czas po
    wylądowaniu. W przypadku Marsa 3 jakoś ci to wystarczało, by głosić
    pierwszeństwo lądowania ruskich na Marsie, hipokryto.
    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 01.06.08, 18:05
    Oooch, cóż za propagandówa... coż za umniejszanie cudzych sukcesów,
    gdy NASzA jedynie słuszna agencja nie może się niczym podobnym
    pochwalić:

    > Ach, przy okazji, Itokawę zaliczam warunkowo. Prawdziwe lądowanie
    > nie było w planach misji, ale niech będzie - pod warunkiem, że
    > sonda się dowlecze do Ziemi i wypuści coś, co będzie nadawać się
    > do badań (misja miała zwrócić próbki asteroidy do badań na Ziemi).
    > A na to jeszcze chwilę poczekamy.


    hayabusa stanęłą na Itokavie jak bocian na jednej nodze na chwilę
    www.isas.ac.jp/e/enterp/missions/hayabusa/image/pct_main_hayabusa.jpg

    próbując dziobem złapać jakąś żabę-próbkę,
    najwyraźniej padła jednak przy tym na ten dziób, ale...
    pozbierała się, otrzepała piórka
    i... wystartowała z połamanym skrzydłem

    z tym połamanym skrzydłem w kosmosie być może już daleko nie zaleci,
    ale swoją rolę odważnie wypełniła, no i wciąż wymachuje drugim:
    'Hayabusa will make a good turn around the fourth aphelion under the
    powered flight by the ion engine and will come back Earth in 2010."
    www.isas.ac.jp/e/topics/2008/0306.shtml

    niestety na dziś jeszcze nie wiadomo, czy będzie miała do czego
    wracać:
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • ziutek-kowalski 01.06.08, 18:25
    Zeby was zlaczyc razem to bylby z was niezly geniusz.
    A tak to Madcio dba tylko interesy swoich wspolbraci Robotow a
    Bonobo dba tylko o interesy swoich wspolbraci Marsjan.
    A moze by na wiek 21 stworzyc Swiatowa Agencje Kosmiczna, na ktora
    kazde panstwo da 0.5% swojego budzetu?
    Wtedy gdzies polecimy.
  • stalybywalec 01.06.08, 23:04
    ziutek-kowalski napisał:
    A moze by na wiek 21 stworzyc Swiatowa Agencje Kosmiczna, na ktora
    > kazde panstwo da 0.5% swojego budzetu?
    > Wtedy gdzies polecimy.

    Pomysł nie nowy, napewno godny ,aby wprowadzić go w życie, bo jeśli
    mamy w dalekiej ( kilka tysięcy lat) przyszłości, opuścić nasza
    kolebkę,( z czego Madciowi potomkowie byliby dumni) to rywalizowanie
    w tej wyprawie w nieznane, pomiędzy państwami, prowadzi do nikąd.
  • madcio 02.06.08, 13:21
    > jeśli mamy w dalekiej ( kilka tysięcy lat) przyszłości,opuścić nasza
    > kolebkę,
    A twierdziłeś, że nigdy i że niemożliwe. :)))
    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • stalybywalec 02.06.08, 23:49
    I dalej tak twierdzę,-będac w 2008r.-, lecz Drogi Madciu,
    słowo "jeśli" robi wielką róznicę.

    Natomiast zabawiając się w prognozowanie, można jedynie spekulować:
    Rozwój medycyny jest prawie lawinowy i być może, za kilka tysięcy
    lat(?) o ile nic w nas nie łupnie, jak i pod warunkiem, że staniemy
    sie bardziej cywilizowanym gatunkiem w którym nie zwycięży atawizm,
    to moja wyobrażnia dopuszcza powstanie np swoistych
    form "hybrydowych" - maszyna i h.s.- i to one mogły by rozpocząć
    exodus ku innym planetom DM.
    Tak, czy owak, w celu małego relaksu, pofantazjować czasem należy
    każdemu.
  • bonobo44 11.06.08, 22:44
    rzadko kto pamięta, że Mars 3 dostarczył na powierzchnię Marsa
    pierwszy ruchomy pojazd (na ćwierć wieku przed Pathfinderem!)
    szkoda, że z lądownikiem udało się utrzymać łączność tylko przez 20
    sekund po wylądowaniu - to była naprawdę odważna misja

    takiego rozmachu w eksploracji nowych obiektów brakuje NASA do
    dzisiaj (wydaje się, że dla tej agencji najważniejsze to... nie dać
    plamy 8-(
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • bonobo44 11.06.08, 22:55
    albo raczej to, co udało się odebrać w ciągu 20 sekund nadawania:
    www.strykfoto.org/m3b.jpg

    być może skuli potężnej burzy pyłowej, która szalała wówczas na
    Marsie (ogarnęła całą planetę) - to też zdjecie z (podejscia) Marsa 3
    www.strykfoto.org/feb28-m3f.jpg
    tu widać chmury pyłu uniesione wysoko nad powierzchnię:
    www.strykfoto.org/mars3limb.jpg
    żeby skutecznie wylądować na Marsie i móc sobie do woli ponadawać z
    powierzchni, trzeba mieć - jak widać - też sporo szczęścia
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • bonobo44 12.06.08, 20:38
    lub madciowe i pomrucze bonobienie 8-)

    bo no bo - pomyślmy tylko - gdyby Leonow ubiegł Armstronga na
    Księżycu, dziś mielibyśmy już pierwsze załogowe lądowanie na Marsie
    za sobą, a jeśli byłby to tyż rusek, to pewnikiem ami zabieraliby
    się właśnie za pierwszy ręczny odwiert w lodowej skorupie Europy, a
    nie biedzili się nad kupką piachu, która nie chce im wejść do
    pieca...

    do Proximy leciałyby teraz ze 4 sondy automatyczne, tak ze
    zgrzybiałym starcem bENdONc madcio miałbu szansę na swoją upragnioną
    fotkę...

    a tak... zostało nam obu madciowe bonobienie... językiem o
    podniebienie, hi! hi!

    inna sprawa, że pewnikiem pozostawalibyśmy nadal
    w wiadomej strefie wpływów 8-( cosik za coś )-8
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • bonobo44 12.06.08, 21:00
    lub madciowe i pomrucze bonobienie 8-)

    Zdjęcie Proximy:
    antwrp.gsfc.nasa.gov/apod/image/0207/proximacen1_aao_big.jpg
    Alfa Centauri jest zaledwie o 0,18 lat świetlnych dalej,
    a bardziej przypomina nasze Sol

    toteż połowa ze wspomnianej "flotylli" żeglowałaby zapewne tam

    w naszym zasięgu jest jeszcze gwiazda Barnarda (6 lat świetlnych),
    jeśli jednak jeszcze "trochę" poczekamy, to zbliży się ona do nas
    bardziej niż Proxima
    --
    PETYCJA do CERN przeciwko LHC
  • bonobo44 12.06.08, 22:17
    odległość planety typu ziemskiego z ciekłą wodą od Proximy musiała
    by wynosić 1/50 do 3/50 jednostek astronomicznych
    (Merkury jest 10 razy dalej od Słońca) z czasem obiegu od 2 dni do 2
    tygodni
    www.solstation.com/images/ear2like.jpg

    w odległości 0,17 jednostek astronomicznych krąży tam zapewne (na
    75% ;) planeta wielkością bliska Jowiszowi
    - na tym rys z 2 ksieżycami, z których eden zaćmił Proximę:
    www.solstation.com/stars/proxcenb.jpg

    --
    space.newscientist.com/article/dn13393-nearest-stars-wobbles-could-reveal-earths-twin.html
  • madcio 13.06.08, 17:55
    > bo no bo - pomyślmy tylko - gdyby Leonow ubiegł Armstronga na
    > Księżycu, dziś mielibyśmy już pierwsze załogowe lądowanie na Marsie
    > za sobą
    Wątpię. Pomijając sam stopień trudności takiego wyczynu, co najmniej o rząd
    wielkości większy, niż lądowanie na Księżycu... nie widzę powodu, dla którego
    ZSSR miałoby ładować znacząco więcej kasy przez dziesięciolecia w swój program
    kosmiczny, niż zrobiło to USA.

    Ponadto, ich przegrana w wyścigu kosmicznym nie była przypadkiem, tylko skutkiem
    nakładajżcych sie słabości zarówno finansowych i organizacyjnych (warto trochę
    przeczytać na ten temat, interesująca lektura), jak też raczej kiepskiego
    designu ich odpowiednika Saturna, zwanego N-1, który to miał brzydki zwyczaj
    rozpierniczać się zaraz po starcie albo i nawet wczesniej.

    > a jeśli byłby to tyż rusek, to pewnikiem ami zabieraliby
    > się właśnie za pierwszy ręczny odwiert w lodowej skorupie Europy
    Kolejny, któremu się wydaje to łatwe jak hop siup. Feh.

    Odwiertu prawdopodobnie nie dożyję, niezależnie od wersji historii.
    Zastanawiałeś się kiedyś, ile załogi liczy sobie przeciętna platforma wiertnicza
    (dobry analog) na Ziemi? Zajrzałeś, dlaczego nie ma automatycznych odwiertów?
    Sprawdzałeś, na jaką głębokość one wiercą?

    A to wszystko przecież na stosunkowo dobrze poznanej planecie, gdzie z nieba
    grzeje słoneczko, a nie mordercze promieniowanie, gdzie można zawieźć te setki
    kiloton sprzętu za stosunkowo niski koszt, nie mówiąc o utrzymaniu ludzi i tegoż
    sprzętu w sprawności...

    Dużo prędzej wahadłowcem dolecisz na Księżyc. Na dzień dzisiejszy jesteśmy
    daleko za ciency, by porywać się na odwiert na Europie, i długo, bardzo długo
    tak będzie.

    > nie biedzili się nad kupką piachu, która nie chce im wejść do
    > pieca...
    Bo ruscy są jasnowidzami i domyśliliby się wszystkiego od razu. To po co mają
    lecieć, jak już wiedzą wszystko, ciekaw jestem.

    --
    Poznaj się z ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 13.06.08, 19:53
    "Odwiertu prawdopodobnie nie dożyję, niezależnie od wersji historii.
    Zastanawiałeś się kiedyś, ile załogi liczy sobie przeciętna
    platforma wiertnicza (dobry analog) na Ziemi? Zajrzałeś, dlaczego
    nie ma automatycznych odwiertów?
    Sprawdzałeś, na jaką głębokość one wiercą?"

    tutaj akurat mnie zaskoczyłeś...
    jedynym odważnym projektem, który ami ostatnio rozważają jest
    własnie projekt automatycznego przewiercenia się przez lody Europy i
    wpuszczenie do wody automatycznej sondy - a raczej czegoś w rodzaju
    batyskafu...


    co do bonobiego gdybania.... gdyby ami i ruskie zamiast się nap...ć
    na zimno tylko połowę tych środków przeznaczyli na badania kosmosu,
    dzisiaj wsysyłali by już pierwszą załogową wyprawę na Proximę...

    policzmy 50 lat razy 300 mld daje 15 000 mld lub 15 bilionów Euro -
    poszło w cywilizacyjne bagno...

    --
    Patrzymy na świat tylko raz, w dzieciństwie. Reszta jest
    wspomnieniem.-L.Gluck
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=80274302
  • pomruk 13.06.08, 20:09
    Coś mi się kojarzy (źródeł nie pomnę, chyba było to Sky & Telescope)
    że ta rozważana sonda miałaby się nie tyle przewiercić przez lód,
    ile przez niego "przetopić". Byłoby to na pewno łatwiejsze i możliwe
    do zautomatyzowania.
  • bonobo44 13.06.08, 20:23
    > "przetopić".

    dokładnie tak...

    z tego, co wiem prace nad automatyczną sondą
    zostały już podjęte - testowane są modele w warunakch ziemskich...
    oczywiście od tego droga jeszcze dość daleka...
    ale, gdy ami swoim zwyczajem nie skrewią i nie zadowolą się kolejnym
    orbiterem tym razem wokół europy, madcio ma pełne szanse tego
    doczekać...

    --
    Patrzymy na świat tylko raz, w dzieciństwie.
    Reszta jest wspomnieniem.-L.Gluck
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=80274302
  • madcio 16.06.08, 00:27
    I tak najpierw będzie orbiter (zapewnie z radarem w stylu SHARAD lub MARSIS),
    nie bój żaby. Potem lądownik stacjonarny, może rovery. Nikt nie zamierza niczego
    na ślepo robić.
    --
    Poznaj się ze ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • madcio 16.06.08, 00:40
    > tutaj akurat mnie zaskoczyłeś...
    Czym? Porównaniem z platformą wydobywczą? Nie, nie sugeruję, że udany odwiert
    Europy wymaga platformy wiertniczej takiej jak na Ziemi. Sugeruję, ze jeśli
    będziemy mieli technologoię do całkowitej automatyzacji platformy wiertniczej,
    wtedy mozemy realistycznie myśleć o robieniu odwiertu w lodzie Europy.
    Oczywiście, jak później napisałeś, mozemy też wytapiać sobie drogę, co powinno
    być prostsze, ale nadal będzie potępieńczo trudne. O tym więcej niżej.

    > jedynym odważnym projektem, który ami ostatnio rozważają jest
    > własnie projekt automatycznego przewiercenia się przez lody Europy
    > i wpuszczenie do wody automatycznej sondy
    Ja uważam, że automatyka na dzisiejszym poziomie techniki jest dalece
    niewystarczająca do takiej zabawy, niezależnie od tego, czy będzie to
    przewiercanie, czy wytapianie sobie drogi.

    Szczególnie że wytop ma sam w sobie kupę własnych wyzwań - choćby jak zamierzasz
    się komunikować z tym, co jest na powierzchni? Radiem się nie przebijesz na
    wielką odległość, musisz ciągnąć kabel, co od razu ogranicza głębokość, na którą
    możesz się przebić. I bardzo obawiam się, że kłębek kabli będzie musiał być
    wewnątrz próbnika, a nie odwijany na górze - lód zamarza błyskawicznie i za
    cholerę niczego nie przeciągniesz.

    Tak czy owak, przebicie na dno to bajka dalekiej przyszłości, możliwa dopiero w
    wypadku rutynowych bezzałogowych misji kosmicznych do zewnętrznego układu
    słonecznego. A na to daję od 50 do 100 lat. Obym był zbytnim pesymistą.

    > policzmy 50 lat razy 300 mld daje 15 000 mld lub 15 bilionów Euro -
    > poszło w cywilizacyjne bagno...
    Obawiam się, że matematyka polityczna działa zupełnie inaczej. Choć zgodzę się,
    że wiele jest decydentów i polityków, którzy myślą tak jak ty - że rzucanie
    pieniędzmi w problem spowoduje magiczne jego rozwiązanie[1]. Jesteś strasznie
    naiwny.

    [1] To logika podobna do stwierdzenia "weźmy dziewięć kobiet w ciąży, to po
    miesiącu się nam urodzi dziecko".
    --
    Poznaj się ze ŚwiadkiemWszechświata.
    Moja strona: MaDeRland.
  • bonobo44 13.06.08, 20:38
    skusiłem się na amiński film o Wenus i Merkurym dołączony do
    dzisiejszej Rzepy...
    obejrzałem i...
    wynika z tej "produkcji", że oto amińscy uczeni do dziś spekulują na
    temat wyglądu powierzchni tej naszej "wyrodnej siostry", jak w
    filmie określa się Wenus...

    zupełnie jakby nie było blisko dziesięciu udanych lądowań na tej
    powierzchni i tyluż niezgorszych fotek okolicy...

    tak jakby coś czego nie zrobiła samaja NASzAja tiechnika wypadało
    poza dorobek cywilizacji...

    ciekaw jestem kiedy też ach kiedyż amińscy "zapomną" o pierwszym
    zdjęciu z powierzchni Tytana, tylko dlatego, że była to fotka
    ESAńska, a nie NASzAńska?

    --
    Patrzymy na świat tylko raz, w dzieciństwie.
    Reszta jest wspomnieniem.-L.Gluck
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=80274302

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka