Dodaj do ulubionych

Czy w Polsce można zrobić karierę w nauce?

IP: *.zwm.punkt.pl / 192.168.0.* / 81.210.60.* 19.09.03, 18:06
Każdy kto choć trochę orientował się w możliwościach zrobienia
doktoratu w Polsce zdaje sobie sprawę, że albo musi mieć duże
pieniądze, by za studia doktoranckie zapłacić, a bynajmniej tuż
po studiach nie zarabia się kokosów, albo w sytuacji tragicznej
(bo nie ma się wysoko postawionego w światku naukowym znajomego)
przez 5 lat przyczepić się do jakiegoś profesora i ...dalszy
zakres działań można najdelikatniej określić
wazeliniarstwem.Zapomniałem dodać, iż trzeba mieć 6 zmysł, by
wyczuć, czy obrany przez nas profesor jest w odpowiedniej
frakcji, mającej dostateczną siłę przebicia, by nas
przeforsować.Zdolnych nie odstraszają marne pieniądze, ciężka
praca, ale w większości przypadków niemożność dostania się na
studia doktoranckie.Frustrujące.Bolesne.A następne pokolenia
mają zajęcia z osobnikiem, który do danej katedry dostał się
mimo oblania kilka razy głównego przedmiotu, który rzekomo jest
jego obiektem badań.
Edytor zaawansowany
  • Gość: Doktor IP: *.hrb.nrc.ca 19.09.03, 18:07
    Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie mozna
    sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce granty
    dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na pocieszenie
    rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
    Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet w
    Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie od
    jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie i
    cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie sobie
    buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze to
    przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi wszystko
    jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi, ale
    o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
    dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie wreczy
    niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy, ale...
    stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie co?
    Szczesliwa jestem. :o)
  • Gość: Tomasz IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:41

    Wiesz... ja też od niedawna jestem szczęśliwy bo nie muszę
    zaciągać pożyczki aby pojechać na wakacje ;) bo mam dostęp do
    aparatury, do odczynników, bo wokół są uśmiechnięci ludzie
    którzy oddają się bez reszty temu co robią w labie i nie gonią
    do drugiej, trzeciej pracy...

    i nawet żona nie wyrzuca mi, że mogłem zostać maklerem...

    naprawdę jestem szcześliwy ;)


    Gość portalu: Doktor napisał(a):

    > Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie mozna
    > sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce
    granty
    > dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na pocieszenie
    > rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
    > Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet w
    > Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie od
    > jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie i
    > cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie sobie
    > buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze
    to
    > przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi wszystko
    > jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi,
    ale
    > o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
    > dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie
    wreczy
    > niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy, ale...
    > stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie
    co?
    > Szczesliwa jestem. :o)
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:19
    Bardzo ciekawie postawione pytanie.
    Moja znajomosc problemu ogranicza sie do nauk scislych i
    przyrodniczych. Nie mam pojecia jak sie sprawy maja w humanistyce.

    Moja babcia tez mnie pyta, czy juz zrobilem kariere, czy po tym
    doktoracie zdobylem jeszcze kolejne stopnie i tytuly (zeby mogla
    sie pochwalic przed sasiadkami).
    I to jest sedno problemu. W Polsce, brdzo czesto, naukowcem sie
    zostaje aby realizowac ambicje, czy to swoje, czy tez przodkow.
    Znam tez takich, ktorzy zostali naukowcami, bo interesuje ich
    przedmiot badan, ale duza grupa, to ludzie, ktorzy z rownym
    zapamietaniem mogliby uprawiacdowolna dziedzine nauki, glowni epo
    to, ZEBY ZROBIC KARIERE.
    W pewnym sensie nie mozna byc dobrym naukowcem, nie robiac
    kariery, bo kariera to srodek do zdobycia srodkow na badania (np
    aparature - bez wynikow nie ma wielkich szans na zakupy), ale
    niestety dla wielu jest to cel w zyciu: ZROBIC KARIERE.
    Ja z nimi wspolpracowac ani konkurowac nie chce.
    To jedna grupa. Druga grupa, tez liczna, to naukowcy, dla ktorych
    zywie szacunek, bo ich interesuje to co robia.
    Znam wielu doskonalych profesorow starszego pokolenia, ktorzy
    mogli sobie pozwolic na bycie naukowcami: zagraniczne kontrakty
    co kilka lat dawaly w miare systematyczne zastrzyki finansowe
    (albo niesystematyczne ale grube), pozwalajace odsunac na drugi
    plan troski o spodnie dla dziecka, czy buty dla zony. Mlode
    pokolenie, to naukowcy- biznesmeni. Ogromna wiekszosc z nich ma
    druga albo i trzecia prace, badz tez wlasna firme, ktore
    pozwalaja im przetrwac i utrzymac rodzine. Ale, z calym
    szacunkiem dla ich osiagniec, tak sie na dluzsza mete nie da.
    Niedawno przegladalem osiagniecia moich znajomych i spostzeglem,
    ze ci ktorzy maja dodatkowa prace wyraznie sie opuscili w
    wydajnosci. Ich wyniki to popluczyny z dawnych prac. I to jes
    zalosne. Nie podoba i sie taka sytuacja, bo to dla mnie
    upokarzajace. Nie chce sie bic z tymi, ktorzy sa w nauce, zeby
    zrobic kariere i nie chce latac jak kot z pecherzem z jednej
    pracy do drugiej i nie miec czasu na nic, ani dla nikogo. Chce
    robic to co lubie i moc utrzymac z tego rodzine. Jesli w Polsce
    sie nie da, to trudno.

    Odpowiedz na pytanie postawione przez autorow jest pozytywna: W
    Polsce, tak jak wszedzie kariere mozna zrobic, problem w tym, ze
    tak jak wszedzie, tak i w Polsce karirere robia Ci, ktorzy sa w
    nauce dla kariery (w wiekszosci). I nie zgadzam sie z przedmowca,
    ktory wszedzie dopatruje sie spiskow - przecietniaki robia
    kariere nie dlatego, ze ktos chce im pomoc , ale dlatego, ze chca
    zrobic kariere i wykozystuje wszelki srodki. Znam takich, ktorzy
    po prostu sa niebywale zdolni i docenieni przez srodowisko i te
    osoby tez robia kariere, ale odwrotnie niz gdzie indziej, te
    osoby sa w mniejszosci.
  • Gość: pdok IP: *.in2p3.fr 20.09.03, 15:31

    Bardzo sluszna opinia. Ale z drugiej strony ci, co robia kariere
    za wszelka cene, budza niesmak. Znam przyklad takiego doktoranta
    co po 7 latach nie ma zadnej publikacji, a szefostwo, jako ze juz
    mu sie skonczylo stypendium, wyslalo go "w nagrode" do duzego
    labolatorium na zachodzie. Jak czlowiek haruje ciezko przez 3 czy
    4 lata na swoj dokotrat to potem, widzac cos takiego, za
    przeproszeniem, rzygac sie chce. Nawet po wzieciu wszystkich
    poprawek (czynnik ludzki, czynnik losowy czy wreszcie "kto wie,
    moze on cos pewnego dnia genialnego wymysli").
    A poza tym to wlasnie o wiele bardziej interesujace jest pytanie
    "czy w Polsce da sie uprawiac ciekawa nauke na wysokim poziomie"
    niz pytanie o kariere. Okazuje sie ze sie da, choc trzeba duzo
    samozaparcia czasami. A glowne przeszkody sa natury nawet nie
    finansowej (choc to oczywiscie tez) ale organizacyjnej i
    politycznej (ach te polityczne gierki w instytutach). Przydaloby
    sie pare uregulowan prawnych, takich jak np. we Francji gdzie
    profesor na emeryturze nie moze byc szefem zadnego labu albo
    grupy... Jasniejswe kryteria konkursow, itp, itd. Zeby mniej bylo
    karierowiczow a wiecej kompetentnych ludzi z ktorymi przyjemnie
    sie uprawia nauke (jak dla mnie to mozliwosc rozmawiania, wymiany
    pogladow i uczenia sie od innych jest jedna z najcenniejszych
    zalet pracy naukowej, sprawia ze ta praca jest diablo ciekawa i
    nie nudzi sie, przynajmniej w kilka lat po doktoracie:-), ale
    chcialbym na prawde miec z kim rozmawiac, a ludzie ktorzy robia
    nauke dla kariery najczesciej nie maja o tej nauce nic ciekawego
    do powiedzenia!).



    Gość portalu: krekor napisał(a):

    > Bardzo ciekawie postawione pytanie.
    > Moja znajomosc problemu ogranicza sie do nauk scislych i
    > przyrodniczych. Nie mam pojecia jak sie sprawy maja w humanistyce.
    >
    > Moja babcia tez mnie pyta, czy juz zrobilem kariere, czy po tym
    > doktoracie zdobylem jeszcze kolejne stopnie i tytuly (zeby mogla
    > sie pochwalic przed sasiadkami).
    > I to jest sedno problemu. W Polsce, brdzo czesto, naukowcem sie
    > zostaje aby realizowac ambicje, czy to swoje, czy tez przodkow.
    > Znam tez takich, ktorzy zostali naukowcami, bo interesuje ich
    > przedmiot badan, ale duza grupa, to ludzie, ktorzy z rownym
    > zapamietaniem mogliby uprawiacdowolna dziedzine nauki, glowni epo
    > to, ZEBY ZROBIC KARIERE.
    > W pewnym sensie nie mozna byc dobrym naukowcem, nie robiac
    > kariery, bo kariera to srodek do zdobycia srodkow na badania (np
    > aparature - bez wynikow nie ma wielkich szans na zakupy), ale
    > niestety dla wielu jest to cel w zyciu: ZROBIC KARIERE.
    > Ja z nimi wspolpracowac ani konkurowac nie chce.
    > To jedna grupa. Druga grupa, tez liczna, to naukowcy, dla ktorych
    > zywie szacunek, bo ich interesuje to co robia.
    > Znam wielu doskonalych profesorow starszego pokolenia, ktorzy
    > mogli sobie pozwolic na bycie naukowcami: zagraniczne kontrakty
    > co kilka lat dawaly w miare systematyczne zastrzyki finansowe
    > (albo niesystematyczne ale grube), pozwalajace odsunac na drugi
    > plan troski o spodnie dla dziecka, czy buty dla zony. Mlode
    > pokolenie, to naukowcy- biznesmeni. Ogromna wiekszosc z nich ma
    > druga albo i trzecia prace, badz tez wlasna firme, ktore
    > pozwalaja im przetrwac i utrzymac rodzine. Ale, z calym
    > szacunkiem dla ich osiagniec, tak sie na dluzsza mete nie da.
    > Niedawno przegladalem osiagniecia moich znajomych i spostzeglem,
    > ze ci ktorzy maja dodatkowa prace wyraznie sie opuscili w
    > wydajnosci. Ich wyniki to popluczyny z dawnych prac. I to jes
    > zalosne. Nie podoba i sie taka sytuacja, bo to dla mnie
    > upokarzajace. Nie chce sie bic z tymi, ktorzy sa w nauce, zeby
    > zrobic kariere i nie chce latac jak kot z pecherzem z jednej
    > pracy do drugiej i nie miec czasu na nic, ani dla nikogo. Chce
    > robic to co lubie i moc utrzymac z tego rodzine. Jesli w Polsce
    > sie nie da, to trudno.
    >
    > Odpowiedz na pytanie postawione przez autorow jest pozytywna: W
    > Polsce, tak jak wszedzie kariere mozna zrobic, problem w tym, ze
    > tak jak wszedzie, tak i w Polsce karirere robia Ci, ktorzy sa w
    > nauce dla kariery (w wiekszosci). I nie zgadzam sie z przedmowca,
    > ktory wszedzie dopatruje sie spiskow - przecietniaki robia
    > kariere nie dlatego, ze ktos chce im pomoc , ale dlatego, ze chca
    > zrobic kariere i wykozystuje wszelki srodki. Znam takich, ktorzy
    > po prostu sa niebywale zdolni i docenieni przez srodowisko i te
    > osoby tez robia kariere, ale odwrotnie niz gdzie indziej, te
    > osoby sa w mniejszosci.
  • Gość: JZ IP: 146.21.1.* 27.04.04, 11:43
    Ta dyskusja wciaz trwa niemalze 1000 listow dolaczcie!
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&s=7


    Linki do poprzednich dyskusji na ten sam temat

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11028223
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=10300861
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=8070491
    i bodajze najdluzsza, z tematem propozycji reformy polskiej nauki i OFA

    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=32&w=11020451&a=11392402
    milego czytania !

    JZ


  • Gość: Po grudzie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.09.03, 20:01
    Liczą się publikacje w naukach podstawowych i stosowanych. Najbardziej się
    liczą patenty. W Urzędzie Patentowym pusto. Okres oczekiwania na udzielenie
    patentu do 6 lat. Zgłoszenie do ochrony zgłoszenia wynalazczego europejskiego
    opłata 45 000 zł. Indywidualny biznesmen oczywiście załatwiany na samym końcu.
    Tam patent dla patentu, a tu ochrona wyłączności na produkcję. Dodatkowo brak
    funduszy na realizację wynalazków. Podobnie jak notable partyjni załatwiają
    sobie doktoraty tak np. W. Pawlak - zgłosił znak towarowy sztandar straży
    pożarnej, Pan Prezydent znak Teraz Polska, a niech tam...
  • Gość: mel IP: *.icpnet.pl 20.09.03, 21:11
    W. Pawlak podobno juz nie robi doktoratu... Zabraklo mu wkoncu
    czasu na niejezdzeie na seminaria...
  • Gość: Anna IP: *.dip.t-dialin.net 19.09.03, 22:16
    Kariera naukowa w Polsce to pseudokariera. Wystarczy przejrzec
    polskie publikacje w czasopismach zachodnich. U nas robienie
    kariery naukowej i zdobywanie kolejnych tytulow opiera sie
    gromadzniu tzw. dorobku naukowego, co w praktyce z nauka nie ma
    nic wspolnego.Moj powrot na uczelnie na stanowisko adiunkta
    oznaczalby zero szansy na prawdziwa nauke i dorabianie na nauce
    angielskiego czy niemieckiego zeby przezyc z dwojka dzieci,
    dlatego wolalam nie wracac i zajmowac sie nauka, a
    nie "dorobkiem naukowym", zyc godnie i nie oszukiwac ludzi.
    Jestem Dr med. Granty i wsparcie finansowe dostaja akurat Ci co
    nie wiedza jak te pieniadze wykorzystac.Masa srodkow wydawana
    jest na sponsorowanie wyjazdow na kongresy miedzynarodowe ludzi,
    ktorzy nie znaja angielskiego i jezdza na bezplatne wycieczki
    krajoznawcze.
    Pozdrawiam , Ania
    >
    > Wiesz... ja też od niedawna jestem szczęśliwy bo nie muszę
    > zaciągać pożyczki aby pojechać na wakacje ;) bo mam dostęp do
    > aparatury, do odczynników, bo wokół są uśmiechnięci ludzie
    > którzy oddają się bez reszty temu co robią w labie i nie gonią
    > do drugiej, trzeciej pracy...
    >
    > i nawet żona nie wyrzuca mi, że mogłem zostać maklerem...
    >
    > naprawdę jestem szcześliwy ;)
    >
    >
    > Gość portalu: Doktor napisał(a):
    >
    > > Kariera naukowa w Polsce? teorerycznie tak, teoretycznie
    mozna
    > > sie starac o granty i miec dodatkowe finanse. W praktyce
    > granty
    > > dostaje waskie kolko zainteresowanych, reszcie na
    pocieszenie
    > > rzcajac resztki, potrzebne by statystyka lepiej wygladala.
    > > Okazuje sie, ze latwiej znalezc nam prace w stanach, a nawet
    w
    > > Kanadzie. Sa to kontrakty kilkuletnie, jest to tulanie sie
    od
    > > jednego do drugiego, ale przynajmniej placa za to co sie wie
    i
    > > cenia. W koncu przestalam sie zamartwiac, czy jak kupie
    sobie
    > > buty w tym miesiacu, to bede miala z czego jeszcze zyc. Moze
    > to
    > > przykre, ale po doktoracie, ze specjalizacja, jest mi
    wszystko
    > > jedno czy bede kariere robila. Juz nie o kariere mi chodzi,
    > ale
    > > o zwykla godnosc w zyciu, by nie zebrac, nie zabijac sie na
    > > dyzurach. Moze nie bede profesorem, moze prezydent mi nie
    > wreczy
    > > niminacji, moze bede stala nizej niz niektorzy koledzy,
    ale...
    > > stac mnie na dom, na utrzymanie dzieci, na wakacje i wiecie
    > co?
    > > Szczesliwa jestem. :o)
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:04
    Ale jak Oni robią taką koszmarną? Kawę???
  • Gość: Borsuk IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:05
    Ale podbono Borsuk.
  • Gość: Borsuk IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:06
  • Gość: tito IP: *.HARNACKHAUS-Berlin.MPG.DE 20.09.03, 19:30
    a ja na swojej uczelni w zyciu slowa dziekuje nie slyszalem.
    Pracy doktorskiej na razie nawet nie wydalem bo po co? 300
    nakladu, a niektorzy wydawcy nawet do bibliotek nie rozesla.
    Za to w USA prof zaproponowal mi pomoc przy wydaniu. Tam po
    prostu ceni sie ludzi i dobre prace. U nas nawet tych ktorych
    osiagniecia sa uznawane przez srodowisko, nie docenia sie ani
    finansowo ani w zaden inny sposob.
    Siedzac w Polsce zajmuje sie glownie roznego rodzaju dzialaniami
    administracyjnymi, na uczelni. Za to wladze utrudniaja to w
    kazdy z mozliwych sposobow. Oprocz wiec dopuszczania mlodych do
    powaznych badan nauki, trzeba by wymienic kadre profesorow
    zarzadzajacych. Na mojej uczelni senat absolutnie nie wie, co
    glosuje (jak pytam profesora z mojej katedry to nawet nie wie,
    ze takie glosowanie sie odbylo!!!) i potem trzeba na glowie
    stawac, zeby jakos te zenujace ustawy ucywilizowac. I kiedy czas
    na nauke, kariere???
  • Gość: naukawiec IP: 209.234.157.* 19.09.03, 18:18
    Czy nie?

    Pzdr.
  • Gość: thadee@quick.cz IP: *.dialup.iol.cz 19.09.03, 18:24
    Święta prawda,że zasady "gry" w Polsce nie są do końca
    jasne.Ja,już po 40-tce zostałem przyjęty na studia doktoranckie
    w CVUT w Pradze bez żadnych problemów.Nawet spotkałem się z
    przychylnością pracowników uniwesytetu/wydz.budownictwa/i ich
    pomocą .I co ciekawsze-jeżeli studia przebiegają w języku
    czeskim,to nie płacę za nie ani korony!/pracuję nie na
    uczelni,lecz w polskiej firmie/.Czy to byłoby możliwe w Polsce?
    Dlaczego robię doktorat w tym wieku?W Polsce nawet z tytułem
    można być na bruku/tak też było w moim przypadku/,tytuł
    doktorski daje mi większe szanse po powrocie do kraju,na te
    najtrudniejsze lata co przede mną/nawet w tych-jak słusznie
    stwierdził autor artykułu-prywatnych uczelniach/.Uczcie się więc
    za młodu,bo w póżniejszym wieku już trochę trudniej.Zwłaszcza w
    Polsce!
  • alex.4 19.09.03, 18:38
    Po pierwsze są granty, stypendia. Jesli krtoś jest dobry to je dostaje.
    Po drugie. Wchodzą w zycie podwyzki związane z ustawą o szkolnictwie wyzszym. W
    tym roku jest drugi etap (podobne pieniądzę bedą płacone z wyrónianiem od
    lutego przyszłego roku). W nastepnym roku na jesieni ma być realizowany 3 etap
    podwyżek. Jesli zostanie niezamrożony, to oznacza to duże podwyzki na
    uczelniach. Przez pewien czas w wakację wydawało się, że podwyżka zostanie
    zamrozona. Ale teraz rząd wycofał się z walki z deficytem, wiec może ozstać ona
    zrealizowana. Jesli zostanie zrealizowana to minimalna pensja (a więc taka jaka
    jest wypłącana) będzie wynosic brutto:
    - asystent 130% kwoty bazowej (kwota bazowa, to średnie zarobki netto, czyli
    ok. 1700 zł)
    - adiunkt 260% kwoty bazowej
    - profesor chyba 360% (ale tym się na razie nie interesowałem).
    Oznacza to, ze
    - asystent bedzie zarabiał po III ewtapie podwyżej ok. 1600-1700 zł
    - adiunkt ok 2500-3000
    - profesor powyżej 4000 zł
    Już w ramach 2 etapu podwyżek bedą bardzo rozwarstwione pensje na
    Uniwersytecie. Na jednym z kierunków gdzie słyszałęm jakie mają byc to podwyzki
    móiono o sumach w ramach 2 etapu: brutto 200-300 zł asystenci i adiunkci, i
    1000 zł profesorowie. Ale zasadniczy wzrost płąc ma odbyc się w ramach 3 etapu
    podwyżek...
    Pozdr
  • Gość: babazgaga IP: *.pop.e-wro.net.pl 19.09.03, 19:08
    Ja piernicze, czy ty uważasz że to są duże podwyżki???????? U mnie w zakładzie
    na dużej politechnice juz dostaliśmy pierwszy etap. Profesor dostał 100zł
    brutto, asystenci 150zł. Asystent po trzecim etapie podwyżek 1700 brutto???? to
    jest ca. 1200zł na rękę, jak dobrze pójdzie. Czyli człowiek po doktoracie (bo u
    nas po doktoracie nie zatrudniają na adiuktów, tylko na asystenture) dostanie
    1200zł, i to jest taka wyjątkowo duża pensja????? Toż to mniej niż moje właśnie
    skończone stypendium doktoranckie
    Człowieku, oprzytomnij troche. NO, chyba że mieszkać z mamusią i być na jej
    utrzymaniu, bo za te pieniądze to niestety ani kredytu na mieszkanie, ani na
    nie uskładać.
    Ale mimo wszystko pozdrawiam
    babazgaga
  • alex.4 19.09.03, 19:16
    Jedna uwaga. Wynagrodzenie po III etapie podałem netto. Tak więc świeżo
    przyjety do pracy asystent bedzie zarabiał 1700 zł, co nie jest wcale tak mało,
    jesli się weźnie pod uwagę liczbę godzin. Zarobki adiunkta po doktoracie nie
    oszałamiaja, ale bedą zdecydowanie wyższe niż średnia krajowa. Czyli wiecej niz
    zarabia wiecej niż 90% procent wszystkich ludzi w Polsce
    Pozdr
  • Gość: ASS IP: *.revers.nsm.pl 21.09.03, 15:14
    Będzie lepiej - znaczy jest dobrze!
    SLD zostawi "3 etap" następcom i załatwione.
    Gratuluję naiwności...
  • Gość: janosik IP: 212.33.66.* 20.09.03, 23:06
    Przepraszm, jaką specjalnościąsię Pani zajmuje? Futurologią nadzieii? Pedagogiką? Pani idealizm mnie zachwyca. Ta nadzieja w dziwny sposób kojarzy mi się z brakiem rozsądku...
  • adam.xx 19.09.03, 19:46
    Gość portalu: thadee@quick.cz napisał(a):

    > Święta prawda,że zasady "gry" w Polsce nie są do końca
    > jasne.Ja,już po 40-tce zostałem przyjęty na studia doktoranckie
    > w CVUT w Pradze bez żadnych problemów.....
    ------------------------
    .... liczy sie stopien przygotowania. Sa dziedziny np. edukacja gdzie
    doswiadczenie jest niezwykle istotnym elementem doktoratu.
  • Gość: Stefan IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:36
    Brawo dla Profesora Nenckiego (mam nadzieję, że nie przekręciłem
    nazwiska). Rzeczywiście pozycja post-doca może wnieść świeży
    powiew do Polskiej nauki. Mam jednak WIELKIE wątpliwości co do
    możliwości zostania profesorem w młodym wieku. O ile habilitacja
    jest możliwa (choć trudna) w wieku 35 lat to zatwierdzenie
    tytułu profesorskiego przez radę starców (czyt. centralna
    komisja) stoi na stanowisku aby młodych NIE WPUSZCZAĆ.

    Odczuł to mój 50(!) letni znajomy, który składając(!) dokumenty
    usłyszal od rady naukowej, której członek jest jednocześnie w
    centralnej komisji: "Pan jest jeszcze młody....". Ilość kłopotów
    jakich doświadczył w związku ze swoją "młodością" była ogromna.
    Sprawa zakończyła się kilka lat temu pozytywnie po trzech latach
    oczekiwania, odkładania, przesuwania kolejnych terminów
    wyznaczenia recenzenta, wyznaczenia terminu kolokwium, itp., itd.

    Dlatego nie wierzę w możliwości szybkiego uzyskania tytułu
    profesorskiego a znane mi dwa przypadki w wieku 40 - 42 lat
    potwierdzają tylko regułę...
  • Gość: fb IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 20:09
    Profesor Nencki nie zyje (od ponad 100 lat), a w artykule byla mowa
    o Instytucie jego imienia na Ochocie.
    Te slynne obiadki "u Nenckiego", eeeh, lza sie w oku kreci...

    Dziwne, ze ktos kto pracuje w Princeton, nie wie kto to byl Marceli Nencki.

  • Gość: kiki IP: *.159.202.62.dial.bluewin.ch 20.09.03, 11:08
    Gość portalu: Stefan napisał(a):

    > Brawo dla Profesora Nenckiego (mam nadzieję, że nie
    przekręciłem
    > nazwiska). Rzeczywiście pozycja post-doca może wnieść świeży
    > powiew do Polskiej nauki. Mam jednak WIELKIE wątpliwości co do
    > możliwości zostania profesorem w młodym wieku. O ile
    habilitacja
    > jest możliwa (choć trudna) w wieku 35 lat to zatwierdzenie
    > tytułu profesorskiego przez radę starców (czyt. centralna
    > komisja) stoi na stanowisku aby młodych NIE WPUSZCZAĆ.
    >
    > Odczuł to mój 50(!) letni znajomy, który składając(!)
    dokumenty
    > usłyszal od rady naukowej, której członek jest jednocześnie w
    > centralnej komisji: "Pan jest jeszcze młody....". Ilość
    kłopotów
    > jakich doświadczył w związku ze swoją "młodością" była
    ogromna.
    > Sprawa zakończyła się kilka lat temu pozytywnie po trzech
    latach
    > oczekiwania, odkładania, przesuwania kolejnych terminów
    > wyznaczenia recenzenta, wyznaczenia terminu kolokwium, itp.,
    itd.
    >
    > Dlatego nie wierzę w możliwości szybkiego uzyskania tytułu
    > profesorskiego a znane mi dwa przypadki w wieku 40 - 42 lat
    > potwierdzają tylko regułę...
    BLAD W ROZUMOWANIU ;-) WYJATKI NIE POTWIERDZAJA REGULY _ ONE
    DOWODZA JEJ NIESCISLOSCI I TYLE
  • Gość: Grzes IP: *.acn.waw.pl 19.09.03, 18:39
    Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe" stypendium
    FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
    uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
    zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
    prestizu spolecznego.
    Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
    prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
    Papa!
  • Gość: Tomasz IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 18:53
    Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
    ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
    mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
    pensja asystenta.

    Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
    (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
    Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok. 2500
    EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
    dostanie 5000$ stypendium!

    pozdr.


    Gość portalu: Grzes napisał(a):

    > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
    stypendium
    > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
    > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
    > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
    > prestizu spolecznego.
    > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
    > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
    > Papa!
    >
  • Gość: fb IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 19:14
    Gość portalu: Tomasz napisał(a):

    > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
    > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
    > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
    > pensja asystenta.
    >
    > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
    > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
    > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok.
    2500
    > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
    > dostanie 5000$ stypendium!
    >
    > pozdr.
    >
    >

    $5000 miesiecznie do dostaje poczatkujacy profesor i to tez nie
    wszedzie.
    W USA doktorant w naukach scislych dostaje okolo $1500
    miesiecznie,
    w niektorych uczelniach troche wiecej, ale to tylko tam gdzie
    mieszkania
    sa tak drogie, ze za mniej nie daloby sie wyzyc. Amerykanie
    dostaja tyle samo
    co obcokrajowcy, ale jest im latwiej dorobic, no i dostac
    pozyczke z banku
    badz od rodziny. Generalnie za $1500 to wiele sie tu nie zdziala.
    W wielu miejscach wynajecie mieszkania przekracza $500 a nawet
    $1000 miesiecznie.
    Utrzymanie rodziny (a zwlaszcza dzieci ) z takich pieniedzy
    graniczy z niemozliwoscia.

    Moje stypendium na poczatku lat 90-tych na prywatnej uczelni
    wynosilo nieco
    ponad $1000 miesiecznie. Bardzo trudno bylo sie z tego utrzymac.
    Teraz wiecej zarabiam w tydzien. I wcale nie jestem szczesliwy.
    Pieniadze to nie wszystko...
  • Gość: maciek IP: *.AUTON.CS.CMU.EDU 19.09.03, 19:50
    Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
    doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
    sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w pisaniu
    rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
    ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
    fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
    (wiem, bo sam tyle bralem :-)


    Gość portalu: Tomasz napisał(a):

    > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
    > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że dla
    > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
    > pensja asystenta.
    >
    > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
    > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na zachodzie.
    > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok. 2500
    > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant nie
    > dostanie 5000$ stypendium!
    >
    > pozdr.
    >
    >
    > Gość portalu: Grzes napisał(a):
    >
    > > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
    > stypendium
    > > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
    > > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
    > > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku i
    > > prestizu spolecznego.
    > > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie dostalem
    > > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju widzieli.
    > > Papa!
    > >
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:29
    Gość portalu: maciek napisał(a):

    > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
    > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
    > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w pisaniu
    > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
    > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
    > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
    > (wiem, bo sam tyle bralem :-)
    >
    >
    A ile z tego $4K+ dostaje doktorant? czy przypadkiem polowa nie
    idzie na oplacenie czesnego?
    Znamu paru doktorantow (Amerykanow z krwi i kosci), ktorzy nawet
    polowy tego nie dostaja.
    Gdzie tyle placa doktorantom, moze wysle tam moich studentow ( u
    nas doktoratow nie daja)
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:47
    Oops
    Zapomnialem, ze komputerowcy tez robia doktoraty.
    Dodac jedynie mozna, ze w przeciwienstwie do Polski stypendium
    dotoranta jest skorelowane, ze srednia placa w zawodzie przeze
    reprezentowanym. Bo mieszkania w Pittsburgu nie sa przeciez az
    tak drogie, zeby to uzasadnialo tak wysokie stypendium.
    Powtorze jednak pytanie: czy ten doktorant placi czesne?
  • Gość: fb IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 23:53
    Z adresu domyslam sie, ze chodzi o informatyke na Carnegie Mellon.
    Szczerze powiedziawszy to jestem zdumiony suma jaka podales,
    bo ja dostawalem mniej jako faculty na pewnym uniwersytecie (panstwowym co
    prawda).
    Czy jestes pewien, ze taki student dostaje tyle ile uniwersytet obciaza twoje
    konto ?

    To na co chce zwrocic uwage, to fakt, ze np. w przypadku
    postdockow uniwersytety sciagaja niesamowite haracze i np. zeby
    zatrudnic postdoca potrzeba miec z grantu 50 - 60 tysiecy rocznie,
    podczas gdy postdoc dostaje z tego brutto 30-35 tysiecy,
    co oznacza, ze po odtraceniu podatku federalnego, stanowego,
    skladki ubezpieczeniowej, emerytalnej (w tej chwili rzadko
    taki benefit przysluguje postdocom) itp. itd. zostaje okolo $2000 na miesiac.
    A mowimy o osobie po doktoracie.
    Chyba nie dziwicie sie, ze wsrod postdocow praktycznie nie ma Amerykanow.

    Zarowno doktoranci jak i postdocy to tutejsi chlopi panszczyzniani
    ktorzy pracuja dzien i noc za psie pieniadze na konto swego szefa.
    Jesli maja szczescie to chociaz szef laskawie zafunduje
    im raz w roku wyjazd na jakas konferencje, ale sa tez tacy,
    ktorym nawet na to szkoda pieniedzy (z grantu, nie z prywatnej
    kieszeni !).
  • Gość: vivi IP: *.student.Princeton.EDU 20.09.03, 02:47
    Cos chyba Ci sie pokrecilo. Ja jestem doktorantka na "drogiej
    prywatnej amerykanskiej" uczelni i dostaje $1500 miesiecznie.
    Jak prawie kazdy inny.

    Gość portalu: maciek napisał(a):

    > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
    > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
    > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w
    pisaniu
    > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No, chyba,
    > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
    > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
    > (wiem, bo sam tyle bralem :-)
    >
    >
    > Gość portalu: Tomasz napisał(a):
    >
    > > Widzisz Grzes... takie stypendium Fundacja daje ponad setce
    > > ludzi słowem wydatek jest to ogromny i muszę powiedzieć, że
    dla
    > > mnie nie było to takie nic, to było więcej niż moja roczna
    > > pensja asystenta.
    > >
    > > Delikatnie mówiąc mijasz się z prawdą pisząc, że 20 tys. zł
    > > (stypendium FNP) to miesięczne stypendiu studenta na
    zachodzie.
    > > Wiem bo byłem post-doc'kiem w Holandii gdzie dostawałem ok.
    2500
    > > EUR a studenci dostają ok. 1500. Nawet w Stanach doktorant
    nie
    > > dostanie 5000$ stypendium!
    > >
    > > pozdr.
    > >
    > >
    > > Gość portalu: Grzes napisał(a):
    > >
    > > > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe"
    > > stypendium
    > > > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
    > > > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
    > > > zachodzie. A dalej? Glod, bieda i calkowity brak szacunku
    i
    > > > prestizu spolecznego.
    > > > Jesli ktos ma na to ochote-milej zabawy. Ja osobiscie
    dostalem
    > > > prace w centrum badawczym IBM i tyle mnie w kraju
    widzieli.
    > > > Papa!
    > > >
  • node 20.09.03, 23:07
    Gość portalu: maciek napisał(a):

    > Konkretnie: na drogiej prywatnej amerykanskiej uczelni
    > doktorant uzuskuje $4218.33 brutto miesiecznie (wiem, bo
    > sam im tyle place; i nie dziwi mnie ich brak pospiechu w
    pisaniu
    > rozpraw, wziawszy pod uwage realia rynku pracy :-). No,
    chyba,
    > ze ma pecha i otrzymal prestizowe stypendium z prestizowej
    > fundacji. Wowczas otrzymuje ok. $1000
    > (wiem, bo sam tyle bralem :-)


    maciek,
    Mam paru kolegow doktorantow na CMU i jeszcze nie slyszalem
    zeby tam placono po $4K miesiecznie studentom.
    Z tego co rozumiem, on pracuje dla ciebie, ale nie na
    uczelni... no chyba ze w te 4K wliczone jest czesne, a to by
    sie zgadzalo.
    Mam wielu znajomych, ktorzy robia doktoraty na najlepszych
    uniwersytetach i ogolnie rzecz biarac kieszonkowe zawsze
    sprowadza sie do kwoty $1.8 - $1K miesiecznie przed podatkiem.
    Do tego pokrycie czesnego, przyznam ze nawet nie mam pojecia
    ile moje wynosi, bo uniwersytet placi sam sobie. W ramach tego
    czesto jest obowiazek pracy przez 20h tygodniowo jako asystent,
    wykladowca czy w jakims laboratorium jako 'naukowiec'.

    Kwoty $4K-$7K miesieczne mozna zarobic jako doktorant pracujac
    np. w laboratoriach komercyjnych w ramach praktyk, zazwyczaj po
    prostu kontynuujac wlasne badania. Ale to juz nie ma nic
    wspolnego z uniwersytetem.

    Pozdrowienia z Pitt.
  • Gość: bostonian IP: *.teradyne.com 20.09.03, 01:05
    Moj znajomy z Chin - doktorant w
    Computer Engineering na Northeastern Univ.,
    jest zatrudniony jako research assistant
    i dostaje nieco ponad $14 tys.
    W Bostonie za to sie przymiera glodem.
  • Gość: Grzes IP: *.acn.pl / *.acn.pl 21.09.03, 00:14
    No, ja dostalem stypendium FNP pare lat temu i to bylo raczej 10.000, ale nie
    w tym rzecz. Chyba wyrazilem sie nie w 100% scisle. Stypendium FNP jest okay,
    ale jako DODATEK, a nie cel zycia. Nie pozwala ono na "ustawienie sie w
    zyciu". Dostaje sie je tylko raz, mieszkania, czy nawet samochodu np. sie za
    to nie kupi, a potem znow trzeba zyc za te grosze asystenta (rzedu 1.100 na
    reke). Ja osobiscie cale stypendium wydalem na ksiazki i nie podarte ubrania,
    zeby sie studenci nie smiali, ze asystent chodzi jak dziad.
  • Gość: Kowal IP: *.slip.uiuc.edu 22.09.03, 06:06
    Stypendium FNP (przynajmniej takie jak ja mialem), to 20000 zl. rocznie. To
    okolo 3 miesiecznych stypendiow studenta doktoranckiego w USA (przynajmniej na
    uniwesytecie Illinois). Czyli absolutnie nie jest tak jak piszesz.

    > Tak sie sklada, ze wiem, ile to jest to "prestizowe" stypendium
    > FNP, bo sam je dostawalem. W skali roku jest to mniej, niz
    > uczciwe stypendium miesieczne dla zdolnego studenta na
    > zachodzie
  • Gość: Morgoth IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.09.03, 18:57
    Niestety, w tej chwili nie mozna zrobic w Polsce prawdziwej
    kariery naukowej, przynajmniej na moim polu badan biomedycznych –
    pod pojeciem „prawdziwej” kariery naukowej rozumiem kariere
    naukowca na swiatowym poziomie, takiego ktory publikuje w
    „Nature”, ktory ma oferty pracy z renomowanych uczelni na swiecie
    i ktory ma szanse na odkrycia mogoce przyniesc Nagrode Nobla.
    Natomiast, jak najbardziej mozna zrobic w Polsce kariere
    „naukawa” ( w odroznieniu od naukowej) – mozna sie pieknie
    zeszmacic, publikowac w „Rocznikach AM w Bialymstoku”,
    „Czasopismie Stomatologicznym” czy podobnych wspanialych
    czasopismach, zrobic na podstawie tego habilitacje, dostac
    profesure, wejsc w uklady i potem obnosic sie z tytulami,
    uniemozliwiajac prace naukowa ludziom ktorzy chcieliby cos
    naprawde zrobic w tym temacie. Niestety tak sie sprawa
    przedstawia w warszawskiej AM. Mialem dobre checi i probowalem
    wbrew wszelkim przeciwnosciom pracowac tam naukowo. Ponad trzy
    lata temu dalem za wygrana. Pracuje teraz w USA, na jednej z
    najlepszych uczelni medycznych, walczac tak jak jest napisane w
    artykule zamiast z przeciwienstwami to z przeciwnikami – ze
    smietanka najlepszych uczonych przybylych tutaj z czterech stron
    swiata. Wywodzace sie z jedynej slusznej sily wladze warszawskiej
    AM w swoim obecnym ksztalcie nigdy nie beda promowac nauki na tej
    uczelni. Mysle, ze kreatury wchodzace w sklad tych wladz sa
    reprezentatywne dla caleggo srodowiska naukowego w Polsce. Bez
    wymieniania nazwisk, wsrod wladz mojej uczelni znajduja sie takie
    osoby jak: promotor doskonalej pracy habilitacyjnej slynnego
    ministra Lapinskiego; chirurg, o ktorym wszyscy wiedza, ze
    pozwala by pacjenci umierali bez operacji jezeli nie dadza mu
    lapowki; byly sadystyczny adiunkt anatomii, ktory seksualnie
    molestowal studentki i zostal byl za to w swoim czasie usuniety z
    tegoz zakladu; chirurg szczekowy ktory w stanie wojennym
    falszowal wyniki obdukcji ludzi pobitych przez ZOMO, a ktorego
    jedyna zasluga w nauce polega na tym, ze jest „mierny, bierny ale
    wierny itp. Itd. Dopoki tacy ludzie rzadza polska nauka dopoty
    bedziemy na poziomie Uzbekstanu!
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich zza oceanu,
    Byly pracownik warszawskiej AM
    PS Polecam wszystkim zainteresowanym portal „Polski Cyrk Naukowy”
    (republika.pl/naukowcy)
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:56
    Akademia Medyczna w Warszawie slynie korupcji i feudalnych
    stosunkow. To w odpowiedzi na poglad, ze wladze tej instytucji
    sa reprezentatywnym przykladem sytuacji w Polsce - nie sa, sa
    karykatura sytuacji w Polsce, nigdzie chyba sytuacja nie jest az
    tak ekstremalna.
    A co do publikacji w Nature: wedlug moich szacunkow tylko
    szczatek 1% aktywnych naukowcow opublikowal cos w tym sacownym
    pismie.
  • Gość: Pawelek IP: *.nrockv01.md.comcast.net 21.09.03, 02:59
    No, kariery w mojej Alma Mater, czyli AM w Warszawie to raczej
    bym nie zrobil. Robia ja za to rozni moi koledzy z roku,
    synowie, kuzyni etc... Wartosc ich naukowych osiagniec jest
    jednak dosc mizerna i sprowadza sie do artykulikow w Gazecie
    Lekarskiej. Nawet tamtejsze profesorskie gwiazdy nie
    reprezentuja soba wlasciwie niczego. Dydaktyka zas w ich
    wykonaniu byla zenujaca, zwlaszcza z przedmiotow klinicznych.
    Musialem za to zaplacic bardzo drogo podczas pierwszego roku
    rezydentury w Stanach.
  • Gość: glon IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 07.10.03, 14:06
    To w odpowiedzi na poglad, ze wladze tej instytucji
    > sa reprezentatywnym przykladem sytuacji w Polsce - nie sa, sa
    > karykatura sytuacji w Polsce, nigdzie chyba sytuacja nie jest az
    > tak ekstremalna.
    Otoz sa, i to w przynajmniej 90% przypadkow. A sytuacja jest raczej typowa
  • Gość: wiktor IP: *.amwaw.edu.pl 22.09.03, 21:26
    Nie zauwazyłem, aby pan Cezary Wojcik (który jak przypuszczam jest autorem
    tego dość obrzydliwego tekstu)publikowal coś w Nature lub Science mimo pracy
    w "jednym z najlepszych uniwersytetów amerykańskich". Niewątpliwe fakt
    stworzenia podobnego tekstu przez "wychowanka warszawskiej AM" bardzo źle
    świadczy o tym, jak ta uczelnia wychowuje ludzi. Naukowiec nie powinien
    wypowiadać twierdzeń, których nie potrafi udowodnić. Tymczasem kalumnie,
    jakimi się w tym tekście obrzuca ludzi są rodem z rynsztoku. Naukowiec nie
    mówi o innych ludziach "kreatury", chociażby dlatego, że stał sie doktorem
    habilitowanym dlatego, że te kreatury w swoim czasie głosowały tajnie za jego
    sprawą. Kariery naukowej nie zrobi się obrzucając innych błotem. Aby zrobić
    karierę naukową trzeba zrobić odkrycia. Mozliwośc robienia odkryć tylko w
    niewielkim stopniu zależy od warunków finansowych, przede wszystkim zalezy od
    oryginalności myslenia. A tego w tym paszkwilu nie ma. Wieslaw Wiktor
    Jędrzejczak
  • kozietulski 23.09.03, 18:20
    Panie Profesorze! Nie wiem, kto byl agentem, a kto nie i nie jest chyba
    najwazniejsze. Czy medycyna akademicka w Polsce, a zwlaszcza profesorowie,
    maja powody do samozachwytow i samozadowolenia? Czy Akademia Medyczna w
    Warszawie ma znaczacy dorobek naukowy? Czy mozna ja porownac z wiodacymi
    placowkami we Wloszech albo Francji? Czy mozna ja porownac z przecietnymi
    szkolami medycznymi w USA? Ilu wybitnych uczonych, ktorzy rzeczywiscie wniesli
    jakis wklad w rozwoj medycyny swiatowej, pracuje w Warszawie?
    Tutaj nie chodzi tylko o naklady finansowe. Dydaktyka przedmiotow klinicznych
    za moich czasow byla na poziomie skandalicznym (IIWL). Przyklady nepotyzmu i
    wzajemnego popierania sie miernoty w medycynie akademickiej mozna monozyc.
    Mozna tez monozyc przyklady blyskotliwych absolwentow, ktorymi akademie
    medyczne (czyli wlasnie profesorowie) nie byly zainteresowane w najmniejszym
    stopniu. W Stanach te osoby radza sobie swietnie, ale niesmak po poczatkach w
    Polsce zawsze pozostaje. Moze nalezaloby zreformowac system i zlikwidowac
    instytucje profesora w pojeciu tradycyjnym. Czy nie sadzi Pan, ze ciekawiej
    pracowaloby sie na hematologii albo immunologii, gdzie jest pieciu albo
    dziesieciu niezaleznych associate professors, a chairman pelni raczej role
    administracyjno-organizacyjna, a nie wszechwiedzacej alfy i omegi? Czy nie
    brakuje tego Panu?
  • Gość: wiktor IP: *.amwaw.edu.pl 11.11.03, 20:41
    Dawno nie zaglądałem do tej dyskusji, więc nie mogłem odpowiedzieć, ale
    nadrabiam. Akademia Medyczna w Warszawie nie ma powodów do samozachwytu, ale
    nie ma powodów do wstydu. Łatwo jest generować skrajnie negatywne oceny, ale
    trudniej jest cokolwiek zmienić, zwłaszcza wtedy kiedy nie rozumie się
    uwarunkowań. Kierowana przez mnie Klinika hematologii (jako placówka kategorii
    A, a więc najwyższej) ma 80 tysięcy złotych na statutową działalnośc naukową
    (na 10 nauczycieli akademickich), a ja dodatkowo 20 tysięcy na badania własne.
    To starcza raptem na naprawy sprzętu laboratoryjnego, który i tak jest głównie
    wykorzystywany na potrzeby lecznictwa (ale na te potrzeby od 5 lat nie
    dostaliśmy żadnego sprzętu laboratoryjnego. A mimo to rocznie publikujemy
    kilka prac w czasopismach "karentowych" i wiele innych też potrzebnych.
    Klinika nie ma ani jednego technika zatrudnionego do celów badań naukowych,
    nie ma do tego celu żadnego personelu. Placówki polskie można porównać do
    placówek we Włoszek i we Francji jesli tylko jednocześnie porówna się środki
    finansowe. W tym momencie okaże się, że za porównywalne środki polskie ośrodki
    dają więcej. Jest oczywiste, że jest też pytanie, czy to nie jest skandal, że
    niżej podpisany (mając taki dorobek i taki potencjał) ma do swojej dyspozycji
    raptem 5 tysięcy Euro i ani jednego pracownika? Pewnie i jest. Ale nie jest to
    wina Akademii Medycznej tylko utrzymywanego w Polsce podziału na uczelnie i
    instytuty resortowe. Warszawskie centrum Onkologii będąc niepomiernie mniejszą
    instytucją i dysponując tylko niewielką liczbą osób z habilitacjami dostaje na
    naukę tyle pieniędzy, co cała AM w Warszawie. Tyle, że Amerykanie nam tego nie
    zmienią, ani nie zmienią tego ci, co wyemigrują. Im więcej będzie w Polsce
    ludzi o międzynarodowym poziomie naukowym tym łatwiej będzie wprowadzić
    międzynarodowe standardy. Ja mógłbym swoją "martyrologią naukową" przebić Was
    wszystkich razem, ale naukowca nie rozlicza się za jęki i za to czego nie
    zrobił, tylko jego pozycja wynika z tego, co mimo wszystko zrobił. Sprawa
    kilku pracujących w jednym miejscu niezależnie profesorów hematologii. Otóż
    medycyna nie jest sprawą pięknoduchów, a hematologia szczególnie. To są
    dziedziny, w których o chorego dbają ogromne zespoły ludzi o różnych, ale
    uzupełniających się kwalifikacjach. Jak to będzie się niezależnie
    przeszczepiało szpik? Jeden(ten od pobierania zrobi swoje i pójdzie) drugi od
    preparowania w tym czasie pojedzie na zjazd naukowy... To tak nie jest! To są
    ogromne złożone przedsięwzięcia, w których sukces zależy od współpracy i
    sprawnego kierowania i które nie są teatrami pojedynczych aktorów. Natomiast,
    każdy w ramach swoich kompetencji może się wybić.
  • Gość: Sylmaryl IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 23.09.03, 20:03
    Wielu profesorow amerykanskich uniwersytetow tez nie ma artykulow w Nature lub
    Science, ale przynajmniej ma artykuly w Currentowych czasopismach z tzw. Listy
    Filadelfijskiej o w miare wysokich Impact Factor. A pan rektor warszawskiej AM?
    Prosze sobie sprawdzic w Medline jego osiagniecia naukowe! A przewodniczaca
    senackiej komisji nauki? Prosze sobie sprawdzic (jeden artykul w
    miedzynarodowym czasopismie!). Nieliczni ludzie robiacy nauke, ktorzy jeszcze
    ostali sie w warszawskiej AM maja klody rzucane pod nogi, robi im sie straszne
    utrudnienia. W tym czasie warszawska AM stacza sie w rankingach na leb na szyje
    doganiajac Bialystok. Wynagrodzenia w warszawskiej AM sa na dolnej granicy
    widelek, najnizsze sposrod wszystkich AM w calej Polsce. A tymczasem byly
    pieniadze by placic kary za to, ze AM opuszczala wynajete pomieszczenia na
    Filtrowej z opoznieniem, bo zona pana rekltora musiala tam jeszcze przyjac
    prywatnych pacjentow... Panie Profesorze! Naprawde wszyscy wszerz i wobec
    wiedza jakie obrzydliwe koterie i uklady wywodzace sie z czerwonego matecznika
    rzadza warszawska Alma Mater!
  • Gość: Saruman IP: *.swmed.edu / *.swmed.edu 23.09.03, 23:59
    Myli sie Pan, Panie Profesorze.
    Stworzenie podobnego tekstu przez (domniemanego) wychowanka warszawskiej AM
    swiadczy jedynie o tym, ze zalezy mu na tej uczelni, ze probuje on cos
    zmienic, byc moze aby ratowac upadajaca do rynsztoku Akademie. Wytkniecie
    palcem kreatur i kanalii, ktore rzadzac warszawska AM przyczyniaja sie do jej
    upadku jest przynajmniej oznaka zainteresowania losami tej uczelni. Lepsze to
    niz nie robienie niczego, niz zapomnienie o tym co sie dzieje w kraju.
    Zastanawiam sie natomiast czego Pan broni. Grupy komuchow, rozkradajacych
    uczelnie, bioracych lapowki i demoralizujacych mlodych adeptow polskiej
    medycyny i nauki? Czy Pan tez utrudnia rozwoj najzdolniejszym? Ilu mlodych,
    zdolnych ludzi ucieklo od Pana w ostatnich latach? Czy nie ma Pan wrazenia, ze
    na Uczelni pozostaja tylko miernoty i nieudacznicy? Piszac taki tekst daje Pan
    jednoznaczne swiadectwo o sobie - nalezy Pan do tej samej grupy, ktorej
    kompletie nie zalezy na rozwoju AM w Warszawie. Czyzby szykowal sie Pan na
    Rektora AM?
    Musi Pan tez sobie zaczac zdawac sprawe z tego, ze mozliwosc robienia odkryc
    naukowych zalezy przede wszystkim od warunkow finansowych. Jesli Pan tego nie
    rozumie to znaczy, ze zatrzymal sie Pan w swoim rozwoju przed 30 laty.
  • Gość: grzes IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 24.09.03, 03:34
    PLATNI ZDRAJCY PACHOLKI ROSJI
  • Gość: wiktor IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 19:07
    jesli komus na czyms zależy, to usiluje to poprawic, a nie ucieka i szkaluje z
    daleka.Ja tez wiele poswiecilem decydujac sie na zycie w Polsce, ale ktos ten
    kraj takze musi rozwijać. porownywanie Polski z USA, Francją, Włochami itp
    samo w sobie mowi o sukcesie okresu powojennego. Z czym mysmy (w tym komuna)
    startowali? Przed wojną mielismy uniwersytety w Krakowie, Lwowie, Wilnie,
    Warszawie i Poznaniu. Po wojnie został nam uniwersytet w Krakowie, ktorego
    profesorowie wlasnie wrociliz wypoczynku w Sachsenhausen (ci, ktorzy
    wrocili),Poznan byl w podobnej sytuacji, a pozostale trzy przestaly istniec
    fizycznie. Z tego niebytu komuna zostawila Polske z kilkunastoma przyzwoitymi
    osrodkami akademickimi, jako 15-16 potege naukową świata pod wzgledem cytowań
    w Current Contents. Komuna dostala Polskę z 23 milionami ludzi i zostawila z
    38. Przez 50 lat przybył tu narod wielkosci calej bylej Czechosłowacji. Tych
    ludzi nakarmiono, ubrano, schowano pod dach, ktory wybudowano, ogrzano i
    wykształcono. W historii Polski nie było okresu, w którym dokonano takiego
    rozwoju startując z tak niskiego pułapu. A prosze wskazać inny Naród, który
    dokonał kiedykolwiek podobnego dzieła? Nie szykuje sie na rektora, ani na
    zaden uczelniany urzad i nie dlatego, ze uchylam sie od odpowiedzialności,
    tylko dlatego, ze uwazam, ze moim powolaniem jest stworzenie silnego osrodka
    naukowego, opracowanie i wdrozenie nowych metod diagnostycznych i
    leczniczych.I to robie. Nie placze, jaki jestem biedny, tylko siedze do
    późnego wieczora w pracy i robie. Jesli ktos 14 lat po upadku komuny jeszcze
    do niej nawiazuje to przypomne, ze mi starczylo 7 od skonczenia studiow, zeby
    zrobić habilitacje i to zrobić ją nie na podstawie prac wykonanych w Stanach i
    opublikowanych w Science, Blood itp (a takie juz wtedy mialem), tylko na
    podstawie tego, co przed wyjazdem zrobilem w Polsce. Wezcie się Państwo do
    roboty, odkrywajcie, publikujcie. Macie 100 razy lepsze warunki niz ja mialem
    w waszym wieku, a ja nie narzekalem, gdyz tez mialem znacznie lepsze warunki
    niz, ci którzy zaczynali zaraz po wojnie. Mialem lepsze, ale też o niebo
    gorsze niz moi rowiesnicy na Zachodzie. Sprawdzcie moj dorobek w PubMed
    (Wiktor-Jedrzejczak W i Jedrzejczak WW) i bądźcie lepsi! WW Jedrzejczak
  • Gość: Goliath IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 24.09.03, 20:06
    Pro-PRLowskie argumenty Pana Profesora sa absurdalne: to co zapewnil milionom
    ludzi PRL to bylo wegetowanie w czasie gdy caly cywilizowany swiat uciekal do
    przodu! Gdyby nie bylo komuny to bylibysmy dzisiaj na poziomie Hiszpanii lub
    bysmy ja dawno przegonili! II wojna swiatowa przyniosla Polsce ogromne straty w
    w ludziach, oderwanie od Macierzy odwiecznych polskich ziem na Wschodzie jak
    rowniez siegajace 70% majatku narodowego starty materialne, ale gdyby w Polsce
    przywrocono po wojnie demokracje i skorzystano z planu Marshalla to dzisiaj
    znajdowalibysmy sie w zupelnie innym miejscu. Pomimo tego, ze komuna upadla
    teoretycznie 14 lat temu to ma sie swietnie - towarzysze z PZPR w najlepsze
    rzadza krajem doprowadzajac go prosta sciezka na skraj ekonomicznej i
    spolecznej katastrofy. Towarzysz sekretarz KC jest premierem! Prosze porownac
    Polske z takimi na przyklad Czechami, gdzie na nauke wydaje sie 3% PKB. Ale w
    Czechach byla dekomunizacja. Polecam artykul ze styczniowego bodajze numeru
    Nature w ktorym poddano polska nauke miazdzacej krytyce (tekst dostepny w
    Polskim Cyrku Naukowym). Pomimo, ze Pan rzeczywiscie nalezy do nielicznego
    grona uprawiajacych nauke w polskich warunkach, broni Pan skostnialego systemu
    ktory hamujac rozwoj naszego kraju zostawia go coraz bardziej w tyle -
    dlaczego? Dlaczego Pan nie walczy by to zmienic? Zmienic mozna go tylko przez
    calkowite obalenie, bo jest to system niereformowalny. A tymczasem plan
    ministra Kleibera zniweczy wszystkei zmainy w nauce dokonane w latach 90-tych
    przywracajac centralne rozdzielnictwo srodkow. Wreszcie - jeszcze 20-30 lat
    temu mozna bylo jakos wspolzawodniczyc z zachodnimi uczonymi w naukach
    biomedycznych nadrabiajac biede i braki wlkasna inwencja i uporem - dzisiaj
    jest to praktycznie niemozliwe, gdyz nei da sie opublikowac czegos odkrywczego
    bez zastosowania wielu kosztownych odczynnikow i wyrafinowanej aparatury.
    Pomiedzy "nauka polska" a nauka swiatowa zieje przepasc powiekszajaca sie z
    roku na rok. Na przyklad, zanim sie czlowiek doczeka potrzebnego do doswiadczen
    odczynnika (srednia czekania na odczynnik zamowiony w Sigmie wynosi na AM w
    Warszawie ok. 3 miesiace) w tym czasie koledzy z Zachodu skladaja juz gotowy
    artykul do publikacji. Panie Profesorze - odwagi! Moze wlasnie powinien Pan
    kandydowac na rektora z haslem by to zmienic i pozbyc sie rzadzacej obecnie
    koterii? Profesor Gorski probowal cos zmienic w swoim czasie i przeplacil to
    zdrowiem, musial salwowac sie ucieczka do Wroclawia. Ale moze Panu sie uda?
  • Gość: wiktor IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 23:42
    Tylko Polska nie miała takiego wyboru. Od 1939 roku była podbitym krajem i
    mogła tylko lepiej lub gorzej rozegrac pierwszą i drugą okupację. do
    utrzymania ziem wschodnich nie mielismy zadnego sojusznika, a zachodnie mamy
    tylko dzieki wielkiemu bratu. Hiszpańska nauka do 1980 roku plasowala sie
    gorzej niz polska i to mimo tego, ze nie wymordowano tam inteligencji i poza
    rewolucja nie było tam wojny. Jeśli ktoś umial przekonać ZSRR, zeby pozwolil
    nam przyjąc plan Marchalla to jest zdrajca, ze tego nie zrobił. Trzeba było!
    Czechosłowacja była przed wojną znacznie lepiej rozwinięta niż Polska i nie
    została zniszczona. O czym my mówimy? Trzeba bylo wygrac wojnę! PRL nie
    zapewniał ludziom nic więcej niz oni wytworzyli. Ale dzieki niemu Polska nie
    jest dzisiaj Albanią, gdyż podobne warunki systemowe narzucone w dodatku i
    pilnowane przez obca armię zostały znacznie, znacznie lepiej rozegrane.
  • Gość: grzes IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 24.09.03, 20:16
    Zamiast Pubmeda proponuje sprawdzenie Citation Index Pana profesora. Oto wyniki
    gdy uzylem "Wiktor-Jedrzejczak W":
    3 ...Wiktor-Jedrzejczak ACTA BIOCHIM POL 45 95 1998
    9 ...Wiktor-Jedrzejczak ANN NY ACAD SCI 762 499 1995
    12 ...Wiktor-Jedrzejczak BRAIN RES 804 135 1998
    1 ...Wiktor-Jedrzejczak CLIN CHEM 49 1450 2003
    2 ...Wiktor-Jedrzejczak MELANOMA RES 12 399 2002
    A gdy uzylem "Jedrzejczak W":
    1 JEDRZEJCZAK W 31ST C POL PSYCH
    1 ...Jedrzejczak W BLOOD 98 A592 2001
    1 JEDRZEJCZAK W PHYSIOL REV 76 927 1996
    2 ...Jedrzejczak W REV ROUM MED-MED INT 17 279 1979
    1 JEDRZEJCZAK W SCIENCE 196 4285 1977
    1 JEDRZEJCZAK W UNPUBLISHED RESULTS
    1 JEDRZEJCZAK W WIAD PARAZYTOL 15 277 1969
    Cyfra z lewej strony oznacza ile razy byla dana praca cytowana przez innych
    autorow - wyglada na to, ze swiatowa nauka nie chce cytowac profesora
    Jedrzejczaka! (moze zlosliwie?) W 1977 opublikowal on byl papier w Science,
    ktory najwyrazniej zacytowana tylko jeden (sic!) raz - gratulacje, musial to
    byc swietny artykul!
    pozdrawiam dyskutantow
    grzes

  • Gość: wiktor IP: *.amwaw.edu.pl 24.09.03, 22:34
    a może sie Pan najpierw nauczy korzystać z tego serwisu? W dodatku dwie
    wspomniane przez Pana prace nie są moje. Moj wskaźnik cytowania przekracza
    1000, co czyni mnie bodajże 40-tym w tej klasyfikacji w naukach biomedycznych
    w Polsce.Odpowiedni ranking powinien byc na stronie internetowej tygodnika
    Wprost. To nie jest wynik najlepszy, ale jakiś jest. Pozdrawiam, WW Jedrzejczak
  • Gość: grzes IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 25.09.03, 01:21
    Uprzejmie przypominam, ze zrobilem search w citation index podajac obydwu form
    nazwiska Pana profesora ktore Pan sam zalecil uzyc. Sprobowalem jeszcze searchu
    z samym tylko nazwiskiem bez inicjalow - wyszlo troche wiecej, zwracam honor -
    praca z Science jest cytowana az 23 razy! Ale wiekszosc pozostalych prac ma
    najczesciej tylko po jednym cytowaniu. Ktora Panska praca ma powyzej 100
    cytowan (kryterium tygodnika Wprost) i pod jakim nazwiskiem widnieje azeby
    znalezc ja w Citation Index?
    1 JEDRZEJCZAK W 31ST C POL PSYCH
    1 ...Jedrzejczak W BLOOD 98 A592
    2001 1 JEDRZEJCZAK W PHYSIOL REV 76
    927 1996
    2 ...Jedrzejczak W REV ROUM MED-MED INT 17 279 1979
    1 JEDRZEJCZAK W SCIENCE 196 4285 1977
    1 JEDRZEJCZAK W UNPUBLISHED RESULTS
    1 JEDRZEJCZAK W WIAD PARAZYTOL 15 277 1969
    1 JEDRZEJCZAK WW AM J CLIN PATH 62 576 1974
    4 JEDRZEJCZAK WW ARCH GESCHWULSTFORSC 46 471 1976
    1 JEDRZEJCZAK WW ARCH IMMUNOL THER EX 35 71 1987
    2 JEDRZEJCZAK WW BONE 8 315 1987
    1 JEDRZEJCZAK WW BRIT MED J 1 735 1975
    1 JEDRZEJCZAK WW EUR J HAEMATOL 38 204 1987
    3 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL 19 1049 1991
    2 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL 9 835 1981
    1 ...Jedrzejczak WW EXP HEMATOL 6 18 1978
    1 JEDRZEJCZAK WW EXP HEMATOL COPEN S7 8 62
    1980
    1 JEDRZEJCZAK WW EXPERIENTIA 35 546 1979
    1 JEDRZEJCZAK WW FOLIA HAEMATOL LEIPZ 3 350 1983
    1 JEDRZEJCZAK WW FOLIA HAEMATOL LEIPZ 103 63 1976
    3 JEDRZEJCZAK WW IN PRESS
    13 JEDRZEJCZAK WW INT ARCH ALLER A IMM 51 574
    1976
    1 JEDRZEJCZAK WW INT ARCH ALLERGY APP 51 574 1975
    1 JEDRZEJCZAK WW LEUKEMIA S2 7 S117 1993
    1 JEDRZEJCZAK WW NEOPLASMA 24 457 1977
    4 JEDRZEJCZAK WW NEOPLASMA 22 323 1975
    5 JEDRZEJCZAK WW P NATL ACAD SCI USA 87 4828 1990
    1 JEDRZEJCZAK WW P NATL ACAD SCI USA 87 4828 1900
    3 JEDRZEJCZAK WW POL ARCH MED WEWN 52 473 1974
    2 JEDRZEJCZAK WW POL TYG LEK 5 125 1988
    1 JEDRZEJCZAK WW RADIO SCI 12 209 1977
    1 JEDRZEJCZAK WW SCAND J HAEMATOL 28 82 1982
    23 JEDRZEJCZAK WW SCIENCE 196 313 1977
    1 JEDRZEJCZAK WW SKUTKI UBOCZNE CHEMI 1977
    3 JEDRZEJCZAK WW STRAHLENTHERAPIE 152 469 1976
    8 ...Jedrzejczak WW TRANSPLANT P 11 511 1979
    1 JEDRZEJCZAK WW ULTRASTRUKTURA FUNKC 1991
    1 JEDRZEJCZAK WW ULTRASTRUKTURA FUNKC 5 204 1991
    1 JEDRZEJCZAK WW ZAGADKA TWORZENIA KR 1987

  • Gość: wiktor IP: 212.87.22.* 25.09.03, 11:39
    chociazby praca z J. Exp.med. z 1982 roku lub z PNAS z 1990 roku
  • Gość: wiktor IP: 212.87.22.* 25.09.03, 11:39
    chociazby praca z J. Exp.med. z 1982 roku lub z PNAS z 1990 roku
  • Gość: Bolec IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 25.09.03, 04:38
    Spokojnie Panowie - gramy do tej samej bramki, a tymczasem na tym forum
    znalazlem inwektywy wzgledem tych niewielu polskich uczonych, ktorzy w malo
    sprzyjajacych warunkach robia co moga i ktorzy o ile wiem sa za reformami
    systemu (pamietam ich wypowiedzi na lamach prasy) - Jedrzejczak, Kaczmarek i
    Zylicz (nazwany przez kogos oszolomem). Sam popatrzylem w archiwum Wprost -
    WWJedrzejczak jest rzeczywiscie na tej liscie najlepszych polskich uczonych -
    ale rozumiem klopty Grzesia ze znalezieniem jego prac w Web of Science - Grzes,
    napisz jednym ciagiem Wiktorjedrzejczak i wtedy wyjdzie wiekszosc prac o
    licznych cytowaniach. Swoja droga gratuluje prof. Jedrzejczakowi ze odzywa sie
    na liscie i broni swoich pogladow otwarcie.
  • Gość: Byniek IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 25.09.03, 04:47
    to ilu tam jest tych jedrzejczakow i wiktorow? wyglada to na caly klan.
  • Gość: Tired IP: *.chello.pl 25.09.03, 00:40
    W zasadzie trudno nie przyznać racji Panu Profesorowi. My faktycznie po wojnie
    nie mieliśmy wyboru. To że do 1980 roku byliśmy naukowo w pewnych dziedzinach
    wyżej niż Hiszpania, jest jednak dla mnie niespodzianką. Tym bardziej, że nauką
    rządzili sekretarze partyjni. Za to teraz na pewno jesteśmy daleko za nią i
    pogrążamy się.
    Byc może rok 1980 jest tą cezurą, od kiedy zaczęliśmy się staczać. Nie wiem ile
    Pan Profesor ma lat i jakie ma kontakty z młodymi ludźmi. Ale to co tutaj
    napisał:

    > Macie 100 razy lepsze warunki niz ja mialem
    > w waszym wieku,

    świadczy o tym, że nie bardzo wie co się dzieje. Z tego co słyszałem, komuna do
    pewnego momentu (II połowa lat 70-tych) dbała o naukowców i dawała im
    mieszkania (ci którzy ukończyli studia z dobrymi wynikami podobno dostawali je
    od razu) i niezłe pieniądze. Na tle innych naukowcy, również młodzi, nie
    wyglądali źle. Szczególnie, kiedy mogli jeszcze wyjechać na trochę na Zachód.
    Ale teraz za dobrą naukę już niczego się nie dostaje, a jak odłożyć na
    mieszkanie z wynagrodzenia 1500 zł? I jeżeli komuna była taka genialna, to
    dlaczego nagle przestała dawać i się załamała? Pan Profesor uważa, że to
    knowania sił reakcyjnych oraz imperialistów doprowadziły do
    powstania "Solidarności"?
  • Gość: wiktor IP: 212.87.22.* 25.09.03, 12:09
    to, co nazywamy komuna wyczerpalo swoje mozliwosci rozwojowe i to na szczescie
    nie tylko w Polsce, ale i w byłym Związku radzieckim i jego upadek dopiero dał
    nam szanse zmiany systemu. A jak tę szansę wykorzystujemy to sami widziecie.
    Za Komuny Solidarność krzyczała o dramtycznie złych skutkach finansowania
    nauki na poziomie 2% PKB, a potem premier Mazowiecki zaczął robić z tym
    porządek tj. zmniejszać. W tym tempie za 10 lat osiągniemy 0%. Wszystkie rządy
    solidarnościowe byly antynaukowe. Jedyne co się udalo zrobic to wprowadzić KBN
    (trochę na wzór NIH) w oparciu o projekt Towarzystwa Popierania i Krzewienia.
    Nauk. Dzisiaj nazywanie kogoś komuchem czy solidaruchem nie ma żadnego sensu.
    Jest nowa rzeczywistość, ktora nie przystaje do wyobrażeń żadnej z bylych
    stron i w niej trzeba sobie radzić. Komuch to jest ktos taki, kto chce
    wszystko upaństwowić, zrobić elektryfikację i władzę Rad, a nie ktoś kto chce
    być bogatszy. Dla wielu ludzi z Solidarności najwiekszym problemem jest to, że
    byłe komuchy lepiej sobie radzą w gospodarce rynkowej od nich. A mialo być
    odwrotnie. Tyle, ze gospodarka rynkowa jest a-ideologiczna. Jest wilcza.
  • Gość: Maks IP: *.upmc.edu 26.09.03, 17:30
    Nie moge sie zgodzic z niektorymi pogladami Pana Profesora. Nie rozumiem dlaczego nazywa Pan osoby
    wyjezdzajace do innego kraju do pracy naukowej uciekinierami. Ponad to fakt, ze juz nie pracuje na AM w Warszawie nie zabrania mi krytykowac tej instytucji. Ja
    takze skonczylem te szkole i takze pracuje w Stanach. Przykro mi to powiedziec ale przemawia przez Pana zimno-wojenny sposob myslenia. Nie jestesmy juz za
    zelazna kurtyna, i jezeli wyjechalem, to nie znaczy ze nie moge wrocic, albo ze przestalem byc Polakiem i sprawy Polski sa mi obojetne. W cywilizowanym swiecie
    jest to sprawa normalna ze naukowcy pracuja w roznych miejscach, w roznych osrodkach odpowiadajacych profilowi ich zainteresowan.
    Podziwiam panski dorobek naukowy a takze zdolnosc przetrwania w takich warunkach. Wymienione tutaj szkalowania i kalumnie rzucane na wladze
    AM w Warszawie sa tajemnica poliszynela. Wiadomo tez ze nikt sie nie moze "dobrac" do wladz uczelni dzieki ochronie rzadzacej sily politycznej. Osobiscie
    doswiadczylem skandalicznie niskiego poziomu nauczania klinicznego, przez ktory wszyscy ktorzy zetkneli sie
    z zachodnimi systemami lecznictwa musieli sie wstydzic. Osobiscie widzialem jak jeden pan profesor przychodzi do drugiego zeby zalatwic swojemu dziecku
    egzamin. Osobiscie widzialem jak sa rozdzielane peiniadze statutowe tak aby utrzymac przy zyciu zaklady nauk podstawowych i pracownie ktore specjalizuja sie w
    piciu kawy i psuciu powietrza. Ile lat byl utrzymywany w takim stanie znienawidzony przez studentow, bezuzyteczny Zaklad Biofizyki? Widzialem tez jak sie
    szykanuje i przeszkadza tym, ktorzy chca cos sensownego zrobic. Podziwiam to jak Pan sobie radzi w takich warunkach, nie moge sie jednak zgodzic z zamykaniem
    oczu na przekrety, ktore sie dzieja w lonie mojej Alma Mater. W ten sposob nie zmieni sie nic. Miejsca do pracy z ludzmi takimi jak Pan mozna obecnie policzyc na
    palcach jednej reki. Wkrotce bedzie ich zapenwne jeszcze mniej.
  • Gość: Pawel IP: *.dfci.harvard.edu 28.09.03, 01:33
    Przepraszam, ale gdzie te bloody i Nature Pana profesora w Pubmedzie? Bo ja
    glownie Pol Tyg Lek widzialem.
    Pozdrawiam
    Pawel
  • Gość: Morgoth IP: *.swmed.edu / *.swmed.org 29.09.03, 17:13
    Ja tez tak myslalem, ale okazuje sie ze nazwisko i imie prof. Jedrzeczaka jest
    przez amglosasow koszmarnie poprzekrecane - w Web of Science jego prace
    wychodzily jak sie wpisalao "wiktorjedrzejczak" jednym ciagiem, w PubMedzie to
    nie dziala, pewno jest inaczej przekrecone. Ale prof. Jedrzejcza to wyjatek,
    ktory ma pecha ze wzgledu na porzekrecenie nazwiska. Prosze sobie poprobowac
    innych luminarzy z warszawskiej AM od swiatlych gwiazd rektorkich poczynajac.
    Poza prof. Jedrzejczakiem doszukalem sie jeszcze trzech profesorow z AM w
    Warszawie ktory maja ponad 1000 cytowan (lista WProst) - Jablonska, Czlonkowski
    i Moskalewski. Ale nei maja oni zadnego wplywu na wladze oczywiscie.
    pozdrawiam
  • Gość: topik IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.09.03, 00:04
    Artykuł ze styczniowego NATURE:

    Too quiet on the Eastern front

    Change is needed before the nations poised to join the European Union can reap
    the full scientific benefits of membership.
    In May next year, the European Union (EU) will gain 75 million citizens at a
    single stroke, with the accession of ten new member countries, most of them in
    Central and Eastern Europe. Among those brought into Brussels' embrace will be
    some 250,000 researchers - a 15% rise in the EU's scientific workforce. But
    they won't come with bulging wallets: the eastwards expansion will increase the
    union's total spending on research by only 3.5%.
    Poland, home to more than half of the new EU citizens, provides a prominent
    example of the scientific weaknesses of the unions' budding members (see page
    471). Although the Polish government is stressing that the country's future
    should not be one of cheap labour, it has done little to nurture a knowledge-
    based economy. Research spending stagnates at a shameful 0.34% of public
    expenditure.
    But money is only part of the problem. Poland, like many of its neighbours, has
    too many scientists who aren't internationally competitive, and who cling to
    the certainties of the socialist era. Unfortunately, many of them sit in senior
    positions and intend to stay there, which sends genuine achievers to seek
    opportunities abroad.
    Streamlining the overstaffed research system, and letting in the fresh air of
    competition, is an urgent necessity. The talent exists, and several research
    groups are finding niches where Poland can successfully contribute to state-of-
    the-art research.
    Much now depends on another ray of hope: science minister Micha Kleiber. A
    respected physicist and engineer who joined the government last year, Kleiber
    has already convinced his colleagues to elevate the State Committee for
    Scientific Research to a fully fledged ministry. That should give him more
    clout to push through reforms, but the task remains devilishly hard.
    The old guard is bound to fight efforts to concentrate funding into groups that
    can compete on the European stage, and to close labs that just aren't good
    enough. But Kleiber's political peers should back him through any short-term
    unpopularity. Poland will change under EU membership, and some of those changes
    will hurt. If its research base can be successfully reformed, there is much to
    be gained in terms of collaboration with Western European scientists - not to
    mention research grants from Brussels.
    The same issues face many of other nations queuing up to join the EU. It would
    be satisfying to see the largest of the new countries leading the way towards
    the promised land of European scientific integration, rather than dragging its
    feet.
  • Gość: pies IP: 207.180.58.* 19.09.03, 19:07
    Gość portalu: Cezary Wojcik napisał(a):

    > Niestety, w tej chwili nie mozna zrobic w Polsce prawdziwej
    > kariery naukowej, przynajmniej na moim polu badan
    biomedycznych –
    > pod pojeciem „prawdziwej” kariery naukowej rozumiem kariere
    > naukowca na swiatowym poziomie, takiego ktory publikuje w
    > „Nature”, ktory ma oferty pracy z renomowanych uczelni na
    swiecie
    > i ktory ma szanse na odkrycia mogoce przyniesc Nagrode Nobla.
    > Natomiast, jak najbardziej mozna zrobic w Polsce kariere
    > „naukawa” ( w odroznieniu od naukowej) – mozna sie pieknie
    > zeszmacic, publikowac w „Rocznikach AM w Bialymstoku”,
    > „Czasopismie Stomatologicznym” czy podobnych wspanialych
    > czasopismach, zrobic na podstawie tego habilitacje, dostac
    > profesure, wejsc w uklady i potem obnosic sie z tytulami,
    > uniemozliwiajac prace naukowa ludziom ktorzy chcieliby cos
    > naprawde zrobic w tym temacie. Niestety tak sie sprawa
    > przedstawia w warszawskiej AM, ktora ukonczylem w 1994 roku,
    > gdzie obronilem doktorat, a nastepnie habilitacje. Mialem dobre
    > checi i probowalem wbrew wszelkim przeciwnosciom pracowac
    > naukowo. Ponad trzy lata temu dalem za wygrana. Pracuje teraz w
    > Teksasie, na jednej z najlepszych amerykanskich uczelni
    > medycznych, walczac tak jak jest napisane w artykule zamiast z
    > przeciwienstwami to z przeciwnikami – ze smietanka najlepszych
    > uczonych przybylych tutaj z czterech stron swiata. Wywodzace
    sie
    > z jedynej slusznej sily wladze warszawskiej AM w swoim obecnym
    > ksztalcie nigdy nie beda promowac nauki na tej uczelni. Mysle,
    ze
    > kreatury wchodzace w sklad tych wladz sa reprezentatywne dla
    > caleggo srodowiska naukowego w Polsce. Bez wymieniania nazwisk,
    > wsrod wladz mojej uczelni znajduja sie takie osoby jak:
    promotor
    > pracy habilitacyjnej slynnego ministra Lapinskiego; chirurg, o
    > ktorym wszyscy wiedza, ze pozwala by pacjenci umierali bez
    > operacji jezeli nie dadza mu lapowki; byly sadystyczny adiunkt
    > anatomii, ktory seksualnie molestowal studentki i zostal byl za
    > to w swoim czasie usuniety z tegoz zakladu; chirurg szczekowy
    > ktory w stanie wojennym falszowal wyniki obdukcji ludzi
    pobitych
    > przez ZOMO, a ktorego jedyna zasluga w nauce polega na tym, ze
    > jest „mierny, bierny ale wierny itp. Itd. Dopoki tacy ludzie
    > rzadza polska nauka dopoty bedziemy na poziomie Uzbekstanu!
    > Serdecznie pozdrawiam wszystkich zza oceanu,
    > Dr hab.n.med. Cezary Wojcik
    > Byly adiunkt Zakladu Histologii i Embriologii AM w Warszawie
    > PS Polecam wszystkim zainteresowanym portal „Polski Cyrk
    Naukowy”
    > (republika.pl/naukowcy)

    czy ta uczelnia to Univ. of Texas at Houston, Medical Center?
  • Gość: Morgoth IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 19.09.03, 20:12
    UT Southwestern Med Ctr w Dallas (4 laureatow NN)
  • adam.xx 19.09.03, 19:09
    Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
    fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
    techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
    pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
    amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
    Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
    dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
    i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
    (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
    radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
    (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.
    A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
    szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
    prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
  • Gość: TOmasz IP: *.Princeton.EDU 19.09.03, 19:12
    Nie beda chcieli wracac do Polski a nawet jesli beda chcieli to
    niekoniecznie beda ich chieli w Polsce... tez sie taki bedzie tu
    wymadrzal ;)

    adam.xx napisał:

    > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
    > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
    > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
    > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
    > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i
    Polske.
    > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
    > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z
    ksiazek
    > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
    > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
    > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
    > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do
    USA.
    > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
    > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
    > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
  • Gość: fb IP: *.rutgers.edu 19.09.03, 19:22
    adam.xx napisał:

    > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
    > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
    > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
    > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
    > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
    > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
    > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
    > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
    > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
    > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
    > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.

    wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
    maksimum 3 lata.
    Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
    pobyt
    tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest cie
    w stanie tolerowac :-)
    + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
    kogos
    kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego wyksztalcenia
    i twojej specjalizacji.


    > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
    > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
    > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
  • Gość: maciek IP: *.AUTON.CS.CMU.EDU 19.09.03, 20:32
    Gość portalu: fb napisał(a):

    > adam.xx napisał:
    >
    > > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
    > > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
    > > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i jego
    > > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich przewag
    > > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i Polske.
    > > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
    > > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z ksiazek
    > > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
    > > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
    > > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
    > > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do USA.
    >
    > wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
    > maksimum 3 lata.
    > Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
    > pobyt
    > tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest cie
    > w stanie tolerowac :-)
    > + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
    > kogos
    > kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego wyksztalcenia
    > i twojej specjalizacji.
    >
    >
    > > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
    > > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
    > > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.


    nie kazda J-1 mozna przedluzyc i na ogol sa one wydawane na 1 rok.
    Np jesli zrodlo finansowania choc czesciowo zawiera
    fundusze federalne usa bedzie to bardzo trudne.
    I ponadto trzeba wracac na 2 lata do kraju, zanim sie
    do usa wroci w celach naukowych/zawodowych.
    Wyobrazam sobie, ze wobec tego J-1 nie zawsze jest
    interesujaca opcja, bo na rok to nie ma po co jechac, po dwoch
    latach nie ma z czym wracac, a po trzech to juz nie ma do czego.
  • Gość: BangBang IP: 129.81.192.* 19.09.03, 21:32
    Gość portalu: fb napisał(a):

    > adam.xx napisał:
    >
    > > Nauka to nie tylko organizacja. Patrzac na kariery w naukach
    > > fizyczno-przyrodniczych nalezy wziac pod uwage potencjal
    > > techniczny jaki jest wymagany do przygotowania doktora i
    jego
    > > pozniejszej kariery naukowej. Jest to jedna z wielkich
    przewag
    > > amerykanskej nauki nad reszta swiata wlaczajac Europe i
    Polske.
    > > Dlatego tez mlody pracownik moze osiagac wiele poniewaz ma
    > > dostep do wszelkich technicznych nowosci i informacji z
    ksiazek
    > > i biezacych publikacji ktore mozna teraz brac z komputera
    > > (nawet w domu) bez koniecznosci chodzenia do biblioteki. Ja
    > > radze ambitnym przyszlym naukowcom wyjazd na te 18 miesiecy
    > > (maximum dla J-1 wizy) albo na cale studia doktoranckie do
    USA.
    >
    > wize J-1 mozna dostac na 2 lata i przedluzyc ja o rok, tzn.
    > maksimum 3 lata.
    > Na studia doktoranckie nalezy dostac wize F-1, bo ta zezwala na
    > pobyt
    > tak dlugi jak tego wymagaja studia (tzn. dopoki uczelnia jest
    cie
    > w stanie tolerowac :-)
    > + 1 rok tzw. praktyki po studiach, pod warunkiem, ze znajdziesz
    > kogos
    > kto cie zatrudni na stanowisku wymagajacym twojego
    wyksztalcenia
    > i twojej specjalizacji.
    >
    >
    > > A pozniej, ja wierze ze tak przygotowani naukowcy beda mieli
    > > szanse w calej Unii Europejskiej i byc moze cieszac sie
    > > prestizem pomoga tez zreformowac system polskiej nauki.
    ===============================================================
    Jedna dodatkowa uwaga odnosnie wizy J-1...
    Niezaleznie na jak dlugi okres bedzie
    ta wiza poczatkowo wystawiona - mozna przedluzac pobyt
    w kategorii "J-1 status" do lat trzech. Uczelnia, lub
    instytut przyjmujacy MA PRAWO (wymaga to pewnego
    uzasadnienia) po trzech latach dodatkowo
    przedluzyc ten okres o kolejne
    6 miesiecy...
  • Gość: H. IP: 139.57.24.* 19.09.03, 21:59

    Mówiąc dokładniej: wyjazd do USA, aby robić tam doktorat, w zasadzie
    oznacza spalenie za sobą mostów. Doktoraty uczelni amerykańskich
    nie są oficjalnie uznawane przez Polskę.

    Dla porówniania: doktorat uzyskany na Ukrainie albo Białorusi jest
    automatycznie uznawany w Polsce.

    H.
  • Gość: TYTUS IP: *.picr.man.ac.uk 19.09.03, 19:16
    Z wielkim zalem,ale musze sie zgodzic z powyzszym postem.
    Dodalbym jeszcze ze moim zdaniem sytuacja nigdy sie nie zmieni
    dopuki nie zostana wprowadzone w nauce w Polsce jasne reguly gry
    to znaczy ze np: profesorem (przynajmniej w dziedzinach
    Biomedycznych) zostac moze tylko osoba ktora jako pierwszy autor
    opublikowala nie mniej niz 3 publikacje o lacznym impakt
    faktorze co najmniej 25 (rownowacnosc 3 EMBO J albo 4 JBC),
    wszystko jedno czy osoba ta ma lat 30 cz 60. To pozwoliloby
    wyeliminowac wszelkich wazeliniarzy i punktatorow towarzyskich i
    stworzylo potrzebe prowadzenia prawdziwych badan naukowych a nie
    produkowanie "nikomu nieprzydatnych wypocin" publikowanych w
    czasopismach watpliwej jakosci.
  • Gość: BanBang IP: 129.81.192.* 19.09.03, 21:24
    Gość portalu: TYTUS napisał(a):

    > Z wielkim zalem,ale musze sie zgodzic z powyzszym postem.
    > Dodalbym jeszcze ze moim zdaniem sytuacja nigdy sie nie zmieni
    > dopuki nie zostana wprowadzone w nauce w Polsce jasne reguly
    gry
    > to znaczy ze np: profesorem (przynajmniej w dziedzinach
    > Biomedycznych) zostac moze tylko osoba ktora jako pierwszy
    autor
    > opublikowala nie mniej niz 3 publikacje o lacznym impakt
    > faktorze co najmniej 25 (rownowacnosc 3 EMBO J albo 4 JBC),
    > wszystko jedno czy osoba ta ma lat 30 cz 60. To pozwoliloby
    > wyeliminowac wszelkich wazeliniarzy i punktatorow towarzyskich
    i
    > stworzylo potrzebe prowadzenia prawdziwych badan naukowych a
    nie
    > produkowanie "nikomu nieprzydatnych wypocin" publikowanych w
    > czasopismach watpliwej jakosci.
    ================================================================
    Oczywiscie, nauka polska potrzebuje wciaz gruntownych
    reform strukturalnych, np. wyeliminowania etapu
    habilitacji (w wiekszosci krajow, wlaczywszy
    w to USA trudno nawet wytlumaczyc o co chodzi
    z ta cala "habilitacja" i po co to istnieje...)
    ale... wiadomo, iz lobby wplywowych starszych
    panow ("wyhabilitowanych") i tak na te reformy
    nie zamierza sie nigdy zgodzic!

    O czym wiec tu mowic panie i panowie...
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 19.09.03, 21:51
    Gość portalu: BanBang napisał(a):


    W stanach nie ma chabilitacji, ale jest teniura, ktora od
    habilitacji rozni sie tym, ze jest przypisana do miejsca, ale nie
    slyszalem jeszcze, zeby profesor z teniura przeniosl sie do
    innego uniwersytetu bez uzyskaniateniury tamze.
    ================================================================
    > Oczywiscie, nauka polska potrzebuje wciaz gruntownych
    > reform strukturalnych, np. wyeliminowania etapu
    > habilitacji (w wiekszosci krajow, wlaczywszy
    > w to USA trudno nawet wytlumaczyc o co chodzi
    > z ta cala "habilitacja" i po co to istnieje...)
    > ale... wiadomo, iz lobby wplywowych starszych
    > panow ("wyhabilitowanych") i tak na te reformy
    > nie zamierza sie nigdy zgodzic!
    >
    > O czym wiec tu mowic panie i panowie...
  • Gość: BangBang IP: 129.81.192.* 20.09.03, 16:34
    "Tenure" to jednak nie to samo co habilitacja !

    Istnieje tutaj duzo wieksza "elastycznosc",
    takze jezeli chodzi o kryteria / wymagania.
    Poza tym - otrzymanie "tenure" na uniwersytecie typu
    "Yale", czy "MIT" jest zazwyczaj zupelnie inna sprawa
    nizli "tenure" na uniwersytecie typu "Baptist
    University of North Montana" (nazwa wymyslona)"...
  • Gość: krekor IP: *.phy.ilstu.edu 20.09.03, 19:37
    Gość portalu: BangBang napisał(a):

    > "Tenure" to jednak nie to samo co habilitacja !
    >
    > Istnieje tutaj duzo wieksza "elastycznosc",
    > takze jezeli chodzi o kryteria / wymagania.
    > Poza tym - otrzymanie "tenure" na uniwersytecie typu
    > "Yale", czy "MIT" jest zazwyczaj zupelnie inna sprawa
    > nizli "tenure" na uniwersytecie typu "Baptist
    > University of North Montana" (nazwa wymyslona)"...

    Czyzbys chcial(a) powiedzec, ze habilitacja z lepszego instututu
    na UW, UJ, PAN, ... to to samo, co habilitacja z Wyzszej Szkoly
    Pasienia Owiec w Otwocku (nazwa wymyslona :)?
  • Gość: smia IP: 138.245.220.* 20.09.03, 16:49
    o, przepraszam, w Niemchech habilitacja takze funkcjonuje!!!

    Co prawda, jej uzyskanie nie jest az tak klopotliwe jak w Polsce, ale bez
    habilitacji nie mozna np. otworzyc samodzielnej grupy.
  • Gość: smia IP: 138.245.220.* 20.09.03, 16:47
    zgadzam sie z Przedmowca.
    jestem doktorantka (biochemia), w Niemczech. Nie jest to taka skala robienia
    nauki jak np. w USA, ale i tak jest niezle, fundusze sa calkiem wysokie, mimo
    kryzysu.
    Kiedy porownuje realia tutaj (a pracuje na uniwersytecie, czyli teoretycznie
    finansowo placowce stojacej raczej nisko, w odroznieniu od przeroznych
    Instytutow Maxa Plancka na przyklad) i w Polsce, to az mi jest zal tych osob,
    ktore nie odwazyly (albo nie mogly) po studiach wyjechac. Tutaj zasady sa
    jasne, publikujesz, zeby prztrwac. Nie ma publikacji, nie ma grantow, nie ma
    pieniedzy, nie ma kontraktow, giniesz. Wobec tego ludzie sa zmuszeni miec
    pomysly i rzeczywiscie cos robic poza piciem kawy i plotkowaniem...
    Niestety, ma to tez druga, nieco gorsza strone. Presja wynikow jest ogromna i
    czesto przerzuca sie ja wlasnie na studentow (nie masz wynikow, to pewnie za
    malo pracujesz...). Znam wiele przykladow szefow, ktorzy niemal jak straznicy
    wiezienni pilnuja, zeby nie wyjsc z labu zbyt wczesnie...
    Jednak wiadomo za co i dla kogo sie pracuje. Wiem, ze jesli zgromadze material
    na publikacje, to bedzie ona wyslana pod moim nazwiskiem, a nie czyims innym,
    bo ktos akurat "potrzebuje" papieru.
    Prawde mowiac, nie wyobrazam sobie powrotu do Polski i funkcjonowania w
    przeroznych dziwnych ukladach...
    pozdrowienia
  • Gość: Tygiel... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.09.03, 19:31
    całe pieniądze, czas. Wywalenie z pracy. Zero pomocy państwa.
    Brak funduszy innowacyjnych. Komornik na plecach. Chęć przejęcia
    patentów za długi. Interes rusza. A ustawowo patenty należą do
    państwa (obowiązek) tylko po co?
  • Gość: Doktorantka IP: *.xlate.ufl.edu 19.09.03, 19:45
    Dwa lata temu skoczylam chemie na UAM-ie w Pozaniu i wyjechalam
    na doktorat do Stanow. I wiem dokladnie dlaczego doktorat
    uzyskany w Polsce nie moze byc w ogole porownywany z tym stad.
    Przede wszystkim - mozliwosci. Owszem, na calym swiecie cele
    naukowcow sa takie same, ale bez pieniedzy nie mozna ich
    osiagnac. A czekanie tygodniami na odczynniki nie sprzyja
    postepom w badaniach. Samodzielnosc - tutaj rzuceni na gleboka
    wode przedzieramy sie przez zawilosci projektow zaledwie raz na
    miesiac wysylajac raport do promotora. I jeszcze naklad pracy.
    Dziesiec , dwanascie godzin dziennie to norma na amerykanskich
    uniwersytetach, weekendy bardzo czesto rowniez. Nie ma mowy o
    wychodzeniu o trzeciej - nie dlatego, ze jestesmy nadzorowani.
    Dlatego, ze nasze wyniki musza byc na odpowiednim poziomie,
    zebysmy mogli znalezc po czterech latach meki zatrudnienie. I
    stypendium chociaz pozornie wysokie - na tutejsze warunki ledwie
    wystarcza od wyplaty do wyplaty. Ale jest to droga ktora
    prowadzi mnie do bardzo dobrej, pewnej i dobrze platnej pracy.
    Wiec warto sie poswiecic.Bardzo chcialabym wrocic do Polski, ale
    tylko pod warunkiem , ze bede mogla zyc godnie.
  • Gość: terro IP: 207.180.58.* 19.09.03, 20:02
    Gość portalu: Doktorantka napisał(a):

    > Dwa lata temu skoczylam chemie na UAM-ie w Pozaniu i
    wyjechalam
    > na doktorat do Stanow. I wiem dokladnie dlaczego doktorat
    > uzyskany w Polsce nie moze byc w ogole porownywany z tym stad.
    > Przede wszystkim - mozliwosci. Owszem, na calym swiecie cele
    > naukowcow sa takie same, ale bez pieniedzy nie mozna ich
    > osiagnac. A czekanie tygodniami na odczynniki nie sprzyja
    > postepom w badaniach. Samodzielnosc - tutaj rzuceni na gleboka
    > wode przedzieramy sie przez zawilosci projektow zaledwie raz
    na
    > miesiac wysylajac raport do promotora. I jeszcze naklad pracy.
    > Dziesiec , dwanascie godzin dziennie to norma na amerykanskich
    > uniwersytetach, weekendy bardzo czesto rowniez. Nie ma mowy o
    > wychodzeniu o trzeciej - nie dlatego, ze jestesmy nadzorowani.
    > Dlatego, ze nasze wyniki musza byc na odpowiednim poziomie,
    > zebysmy mogli znalezc po czterech latach meki zatrudnienie. I
    > stypendium chociaz pozornie wysokie - na tutejsze warunki
    ledwie
    > wystarcza od wyplaty do wyplaty. Ale jest to droga ktora
    > prowadzi mnie do bardzo dobrej, pewnej i dobrze platnej pracy.
    > Wiec warto sie poswiecic.Bardzo chcialabym wrocic do Polski,
    ale
    > tylko pod warunkiem , ze bede mogla zyc godnie.

    Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce, tez z
    chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z lepszych
    uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
    lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
    krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz pracuje w
    przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej edukacji.
  • adam.xx 19.09.03, 20:22
    Gość portalu: terro napisał(a):

    > Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce, tez z
    > chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z lepszych
    > uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
    > lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
    > krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz pracuje w
    > przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej edukacji.
    ---------------------
    ... i w tym zgadzam sie z Doktorantka. To nie znaczy ze doktorat zrobiony w
    Polsce nie jest wartosciowy. Wprost przeciwnie, ja tez mam przjaciol ktorzy z
    polskimi doktoratami wyjechali do Ameryki na postdoc, tam pozostali, sa
    doskonalymi cenionymi naukowcami i bardzo dobrze urzadzili sie. Pierwszym
    elementem jest zawsze poziom intelektualny danego czlowieka. Natomiast przy
    rownych poziomach potencjal na prowadzenia badan naukowych daja przewage temu
    ktory pracuje w lepszych warunkach
  • Gość: terro IP: 207.180.58.* 19.09.03, 21:34
    adam.xx napisał:

    > Gość portalu: terro napisał(a):
    >
    > > Akurat sie z tym nie zgadzam. Zrobilem doktorat w Polsce,
    tez z
    > > chemii, wyjechalem do stanow na post-doc. Na jeden z
    lepszych
    > > uniwesytetow na wschodnim wybrzezu. Okazalo, sie, ze bylem
    > > lepiej przygotowany niz moi amerykanscy koledzy. Po bardzo
    > > krotkim czasie dostalem pozycje associate prof. Teraz
    pracuje w
    > > przemysle i widze, ze duzo zawdzieczam swej polskiej
    edukacji.
    > ---------------------
    > ... i w tym zgadzam sie z Doktorantka. To nie znaczy ze
    doktorat zrobiony w
    > Polsce nie jest wartosciowy. Wprost przeciwnie, ja tez mam
    przjaciol ktorzy z
    > polskimi doktoratami wyjechali do Ameryki na postdoc, tam
    pozostali, sa
    > doskonalymi cenionymi naukowcami i bardzo dobrze urzadzili
    sie. Pierwszym
    > elementem jest zawsze poziom intelektualny danego czlowieka.
    Natomiast przy
    > rownych poziomach potencjal na prowadzenia badan naukowych
    daja przewage temu
    > ktory pracuje w lepszych warunkach

    No nie zgodze sie, mlody doktor nie projektant promow
    kosmicznych. Wazny jest sytem (sposob) ksztalcenia a nie cacka
    techniczne. Szkola nigdy i tak nie przygotuje do wszystkiego.
    Musi przygotowac jednak podstawy, zeby szybko mozna bylo sie
    zorientowac w otoczeniu.
    I to stary restrykcyjny system edukacyjny w Polsce gwarantowal
  • Gość: as IP: *.client.attbi.com 21.09.03, 05:23
    jestem artysta i ma was wszystkich gdzies. Wiekszosc z was to
    miernona z ogromnymi ambicjami. Miernota sie urodziles,
    miernota zostaniesz, tytuly naukowe nic ci nie dadza.
  • Gość: JULIAN TUWIM IP: 68.147.110.* 21.09.03, 06:41
    UCZONE MALPY, SCISLOWIEDY,
    CO OGLADACIE SWIAT PRZEZ LUPE
    I WSZYSTKO WIECIE: CO,JAK, KIEDY,
    CALUJCIE MNIE WSZYSCY W DUPE.

    Gość portalu: as napisał(a):

    > jestem artysta i ma was wszystkich gdzies. Wiekszosc z was to
    > miernona z ogromnymi ambicjami. Miernota sie urodziles,
    > miernota zostaniesz, tytuly naukowe nic ci nie dadza.
  • Gość: ANka IP: *.ifn-magdeburg.de 22.09.03, 10:29
    Gdyby bylo calujcie Wy mnie- rym bylby lepszy...
    Ale co tam
  • Gość: Tomasz IP: *.Princeton.EDU 25.09.03, 14:09
  • Gość: awas IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:03
    Trzeba nadmienić, że nauka uprawiana w Polsce została
    wyodrębniona od nauki sensu stricto
    jako tzw. Nauka polska która jest kompatibilna nie z nauka
    światową lecz z nauką białoruską, ukraińską , rosyjską – nauk
    powstałych po rozpadzie jedynie słusznej nauki radzieckiej
    również wyodrębnionej jako osobna kategoria od nauki sensu
    stricto.
    Ostatnio istnieją starania o utworzenie Fundacji na rzecz
    Bydgoskiej Nauki. Należy oczekiwać na dalsze Fundacje - na rzecz
    nauki Częstochowskiej, Końskowolskiej, Nauki Swietorzyskiej,
    Sudeckiej a przede wszystkim Tucholskiej i Białowieskiej itpd.
    Niemal wszyscy przecież wiedzą, że NAUKA POSZŁA W LAS, więc
    tam tej nauki jest najwięcej. Trzeba ja tylko odszukać i
    wylansować. Z czym bowiem wejdziemy do Unii. Trzeba promować
    nasze specjalności, nie tylko oscypek. Różne lokalne i
    puszczańskie nauki też by można opatentować, bo inaczej wchłonie
    nas nauka sensu stricto i co wtedy zrobimy ?.
  • Gość: wo IP: Anonymous:* 19.09.03, 22:07
    Gość portalu: wo napisał(a):

    Przesadziłeś wspominając Tucholę. W przeciwieństwie do
    Bydgoszczy nie ma ona ambicji uniwersyteckich.
  • Gość: Biedroneczka IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:19
    Ale co z tą kawą???
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:20
    ladybird27, inaczej.
  • Gość: Linda27 IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:13
    Taka jest Prawda, innej prawdy NIE MA.
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:15
    Ale kropla (czasem, but not very often) wydrąży nawet skałę!
  • Gość: Słoneczko IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:16
    I bardzo dobrze; niech drąży, niech drąży!!!
  • Gość: Pociąg (ale do czego?) IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:17
    Słoneczko, Ty naprawdę tańczysz? Naprawdę ???
  • Gość: Hilbert IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:19
    Ba! To, to już wiedział sam Miłosz (jeżeli istniał...
  • Gość: Miłosz IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:20
    Za to Ty na pewno istniałeś, Madralo!
  • Gość: Herbert IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:21
    Ale co ze mną, drogi Hilbercie, co ze mną???
  • Gość: Symbolista IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:22
    Z Tobą, to pewnie tak samo jak ze Świetlikiem (czy jak mu tam
    było).
  • Gość: Bajor IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:23
    Bo Symbolista - to przecież JA.
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:23
    Ale lubisz chłopaczków, mam nadzieję??
  • Gość: Krzysio IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:24
    Michałek, 15 lat, ładne nogi, tel. o-6o2-77-u3-67
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:25
    Ale prawdziwego Przyjaciela poznaje się w biedzie.

    Jak zwykle, zresztą.
  • Gość: Hegel IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:26
    Takie są Prawa Rozwoju, nic na to nie poradzisz...
  • Gość: Krajewski IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:27
    A jesteś, byłeś, czy Cię w ogóle NIE MA ???
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:27
    Dobrze, ze Ty chociaż jesteś...
  • Gość: Herbert IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:28
    Jezeli jesteś...
  • Gość: Hilbert IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:28
    A Ty, Herberciku, lepiej nie podskakuj!!!
  • Gość: Will $ Sójka IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:29
    Reszta jest Milczeniem.
  • Gość: Ella IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:31
    A ja, to Pies???
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:31
    Jak tak twierdzisz...
  • Gość: Nauczyciel nieciekawego przedm IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:33
    A Ty, Jano, lepiej nie wychodź przed Gospodarza!

    Ps. Wiesz, jakie uczennice dzisiaj widziałem!! Odkryte pępki i
    nie tylko!
  • Gość: Deep Blue IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:34
    Ciekawe, ile jeszcze mają we mnie miejsca...
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:21
  • Gość: Deep Blue IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:23
    Ty też!!!
  • Gość: piotr IP: *.nyc.gov 19.09.03, 20:16
    Tak , w badaniach psychiatrycznych.
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:25
    Może... Ale kiedyś.
  • Gość: Saul IP: *.chello.pl 19.09.03, 20:16
    Na polskich uczelniach brak jest jakichkolwiek obiektywnych
    kryteriów przyjmowania na dzienne studia doktoranckie, w
    szczególności na wydziałach, na których doktorat przekłada sie
    na jakie takie zarobki (np. prawo). Decyduje wyłącznie układ.

    Dla przykładu w Holandii są poza wszystkim pisemne egzaminy
    które weryfikują wiedzę i ew. dorobek kandydata.

    Ale co się dziwić skoro promotorami na polskich uniwersytetach
    są często ludzie o doobku naukowym, który polegał na budowaniu
    marksizmu do 1989 roku i budowaniu fortuny po 1989.

    Np. taki ja dowiedziałem się kończąc studia od bardzo słynnej
    kierownik zakładu, że w danym roku nie będzie naboru na studia
    doktoranckie w zakładzie a poza tym ze średnią 4,5 nie miałbym
    szans. Dwa miesiące później na studia doktoranckie do zakładu
    przyjęto koleżankę ze średnią 4,1.

    C'est la vie
  • Gość: ppk IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 19.09.03, 20:25
    To podobno nie jest nepotyzm tylko stosunek przyjacielski. Tak
    twierdza eksperci Programu przeciw Korupcji !!!
  • Gość: szyderca IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 21:02
    przepraszam koledzy z zainteresowaniem śledzę tą dyskusję i cały
    czas nie wiem czego ona dotyczy. co to jest tak zwana "Polska
    nauka" nigdy o czymś takim nie słyszałem.naprawdę nie wiem co to
    jest.
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:32
    Toto samo co polska Kawa. Podobno...
  • Gość: Saul IP: *.chello.pl 19.09.03, 21:21
    Aha, i jako taki nie ma związku z korupcją?? - eksperci też muszą zadbać o
    szanse swoich dzieci.
  • Gość: jants IP: *.ibch.poznan.pl 19.09.03, 22:40
    mozna szybko uzdrowic polskie srodowisko - nalezy zrezygnowac z
    tytulow, nadawania nominacji przez sejm i innych namaszczen a
    zostawic tylko place i - wzorem USA - profesor jako pozycje
    zawodwa a nie tytul az po zycie pozagrobowe. Bardzo ciekawa moga
    byc tez badania socjologiczne i psychologiczne w srodowiskach
    naukowych w Polsce. Jan
  • Gość: Gaweł IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:28
  • Gość: Professor IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:30
  • Gość: jw IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.09.03, 11:44
    Nie czuje się ani frustratem ani nieudacznikiem. Takiej kariery jak niektórzy
    rektorzy , dziekani czy profesorowie UJ , PAN ( i nie tylko UJ czy PAN) nigdy
    nie chialem zrobic i to mi się udało. Nigdy nie chialem byc takim nie-
    frustratem i takim nie-nieudanicznikiem, który nie widzi co sie wokół niego
    dzieje i widzieć nie chce. Stąd też to co robie publikuje na stronie www.geo-
    jwieczorek.ans.pl a co widze na stronie www.jwieczorek.ans.pl i
    www.naukowcy.republika.pl
    Ilośc pieniedzy uzyskanych na 'badania' nie jest dla mnie miara sukcesu ( sam
    nie otrzymuje żadnych a mimo to badam i publikuję i tego nie ukrywam) ani też
    mozliwość wyjazdow na konferencje ( na wczasy rozdzinne na okolicznośc
    sympozjow) tak jak to czyni niemala liczbna nie-frustratow i nie -
    nieudacznikow których na takich wczasach na koszt podatnika (miara sukcesu)
    czasem spotykam.
    Mozliwość robienia takiej 'kariery' jest dla mnie nie do przyjęcia. Ujawniam
    zatem przekręty i podobnie jak inni 'nieudacznicy' i 'frustraci' piszący to co
    jest tak naprawde w nauce i edukacji w Polsce jestem objety ostracyzmem
    srodowisk karierowych (w tym wybitnych 'autorytetow' moralnych i naukowcych) .
    Nie zapisuje na swoje konto osiągnięc innych stad głeboko współczuję
    najwyższym parametrycznie' profesorom' , ktorzy tak czynią z moją
    dzialalnością i cieszą się uznaniem innych nie-frustratow i nie-
    nieudacznikow.itd itp. Mam jasność, że mogłbym zrobic wielokrotnie więcej ale
    srodowisko 'naukowe' 'edukacyjne' Polski tego nie chce.
    Nie znam takich co przestrzegaja zasad etycznych, dobrych obyczajów, kodeksów
    wartości i utrzymali się jeszcze na etatach w placowkach naukowych czy
    edukacyjnych w Polsce. Chetnie bym takich poznał. Kontakt: jwieczorek@ans.pl

  • Gość: jw IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 22.09.03, 11:46
    Nie czuje się ani frustratem ani nieudacznikiem. Takiej kariery jak niektórzy
    rektorzy , dziekani czy profesorowie UJ , PAN ( i nie tylko UJ czy PAN) nigdy
    nie chialem zrobic i to mi się udało. Nigdy nie chialem byc takim nie-
    frustratem i takim nie-nieudanicznikiem, który nie widzi co sie wokół niego
    dzieje i widzieć nie chce. Stąd też to co robie publikuje na stronie www.geo-
    jwieczorek.ans.pl a co widze na stronie www.jwieczorek.ans.pl i
    www.naukowcy.republika.pl
    Ilośc pieniedzy uzyskanych na 'badania' nie jest dla mnie miara sukcesu ( sam
    nie otrzymuje żadnych a mimo to badam i publikuję i tego nie ukrywam) ani też
    mozliwość wyjazdow na konferencje ( na wczasy rozdzinne na okolicznośc
    sympozjow) tak jak to czyni niemala liczbna nie-frustratow i nie -
    nieudacznikow których na takich wczasach na koszt podatnika (miara sukcesu)
    czasem spotykam.
    Mozliwość robienia takiej 'kariery' jest dla mnie nie do przyjęcia. Ujawniam
    zatem przekręty i podobnie jak inni 'nieudacznicy' i 'frustraci' piszący to co
    jest tak naprawde w nauce i edukacji w Polsce jestem objety ostracyzmem
    srodowisk karierowych (w tym wybitnych 'autorytetow' moralnych i naukowcych) .
    Nie zapisuje na swoje konto osiągnięc innych stad głeboko współczuję
    najwyższym parametrycznie' profesorom' , ktorzy tak czynią z moją
    dzialalnością i cieszą się uznaniem innych nie-frustratow i nie-
    nieudacznikow.itd itp. Mam jasność, że mogłbym zrobic wielokrotnie więcej ale
    srodowisko 'naukowe' 'edukacyjne' Polski tego nie chce.
    Nie znam takich co przestrzegaja zasad etycznych, dobrych obyczajów, kodeksów
    wartości i utrzymali się jeszcze na etatach w placowkach naukowych czy
    edukacyjnych w Polsce. Chetnie bym takich poznał. Kontakt: jwieczorek@ans.pl

  • Gość: Matematyk IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 20:36
    Lepiej nie zamieszczajcie tak ciekawych i jednocześnie
    wkurwiających artykułów!!!
  • Gość: jacek IP: *.cs.ubc.ca 19.09.03, 20:59
    Ja przez rok pracowalem jako asystent na polskiej uczelni, od
    ponad roku jestem na studiach doktoranckich w Kanadzie i moja
    sytuacja finansowa jest bez porownania lepsza niz w Polsce,
    pomijajac juz podstawowy fakt, ze w Polsce bylem zawalony masa
    cwiczen i laboratoriow, tak ze nie bardzo zostawal juz czas na
    jaka kolwiek prace naukowa.
    W Kanadzie stac mnie na wynajecie samodzielnego mieszkania, jazde
    na nartach i inne rozrywki (gozej ze znalezieniem czasu), w
    Warszawie np, z 1000zlotowym stypendium, musialbym sie udac na
    jakas diete, aby wyzyc...

    Nie ekscytowalbym sie tez specjalnie 1-krotnie wieksza liczba
    doktorantow, niz 10 lat temu. Ilu z nich jest na zaocznych
    studiach doktoranckich (?!), ilu z nich musi dodatkowo pracowac?
    To musi sie odbijac na jakosci ich studiow.

    Wedlug mnie poziom naszej edukacji nieustannie zjezdza w dol, ze
    nie wspomne juz o poziomie moralnym (sciaganie, plagiaty,
    dyskusje czy kupienie pracy magisterskiej jest legalne czy nie!).

    Jacek
  • Gość: michau IP: *.brzezno.gda.pl 19.09.03, 22:01
    ...za podjecie arcywaznego tematu! Bardzo ciekawy material i interesujaca pouczajaca dyskusja dla rozpoczynajacych zabawe z nauka.
  • Gość: Pol A. Royd IP: *.zgora.dialog.net.pl 19.09.03, 22:35
    Parafrazując znane powiedzenie, można powiedzieć,
    że różnica między nauką a nauką polską
    jest taka, jak między krzesłem a krzesłem elektrycznym.

    Gerontokracja, mili państwo. Zagony fikcji ciągnące się
    hen, aż poza horyzont. Układy, kliki, klany.
    Dzielenie pieniędzy między swoich...

    Morze plagiatów. Idźcie do bibliotek. Wyciągnijcie
    prace magisterskie, doktoranckie. Popatrzcie.
    Plagiat plagiatem pogania. To jest polska "nauka".

    A 20 doktoratów u wspomnianego w artykule promotora?
    Chore. Niemożliwe do ogarnięcia. No, chyba że
    ci doktoranci są tylko wysoko wykwalifikowaną
    siłą roboczą do obsługi laboratorium.
    Proszę się jednak nie łudzić, że można sensownie
    prowadzić 20 doktoratów równolegle.

    Na obecnym poziomie płac nie da się oszczędzać
    na mieszkanie i inne dobra. Człowiek jest skazany
    na wegetację. Przeżywają nieliczni - nie ci mocni naukowo,
    ale ci z solidnym zapleczem materialnym w postaci
    pieniędzy pochodzących z innych źródeł, choćby
    od rodziców.

    Poza tym feudalna struktura i masa innych problemów.
    Bardzo mętna woda i lokalne grupy trzymające władzę.
  • Gość: Armi IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:38
    Co nie znaczy, że cała Prawda jest zawarta w dwulinijkowych
    wypowiedziach. Taki mam dzisiaj nastrój. Cokolwiek to znaczy. A
    znaczy o prawdzie i nastroju; podobno...
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:42
    Ale tylko czasami.
  • Gość: Maczo IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:46
    A Ja wczoraj zaryczyłem 5 naprawdę krótkich!! Naprrwdę!
  • Gość: Andrzej IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:47
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:48
    Do wskazówki referuję w księdze Koheleta.
  • michal25arizona 19.09.03, 22:58
    No ciesze sie, ze ten temat zostal poruszony na lamach GW. Z
    moich wlasnych doswiadczen wiem co nieco o polskiej nauce. Po
    skonczeniu studiow magisterskich na UMK w Toruniu (wydzial
    chemii) podjalem tam studia doktoranckie. Niestety, z wlasnej
    oczywiscie winy, troszke kiepsko mi poszlo na egzaminie wstepnym
    no i nie dostalem stypendium. To nie przeszkadzalo mi zbytnio,
    poniewaz moi rodzice powiexzieli ze beda mnie sponsorowac. No i
    zaczalem. Bylem w grupie pewnego profesora, ktory bardzo ladnie
    mowil o chemii. No i myslalem, ze tak samo ladnie bedzie u niego
    w labie. No coz. Okazalo sie, ze nie bylo kasy na najprostsze
    odczynniki, wlasnorecznie musialem przerabiac sprzet z lat
    siedemdziesiatych zeby mozna go bylo podpiac pod komputer, a po
    dwoch tygodniach przeszukiwania literatury znalazlem cos, co
    mojego szefa bardzo zdziwilo. Otoz pewne dosc dobre
    czasopismo "Advanced materials" wydrukowalo w 1997 roku artykul
    noblisty Alana Heegera o materialach kompozytowych wykonanych z
    polimerow przewodzacych. No i te materialy, jak sie z nich
    zrobilo diode swiecily na bialo. No a cale zabiegi mojego
    owczesnego szefa polegaly na tym, ze pracowal on nad materialami
    polimerowymi, ktore beda mogly swiecic na bialo. Jak mu
    pokazalem ten artykul, to byl nieco zdziwiony (to bylo jakies 4
    lata po opublikowaniu tegoz artykulu). No coz...
    Idac dalej... Pewnego razu odbylo sie na pewnym uniwersytecie,
    na ktorym mam kontakty szkolenie dotyczace obslugi dosc
    wyjatkowego jak na warunki polskie urzadzenia. Szkolenie bylo
    prowadzone przez pana Mike'a carry'ego, doktoranta noblisty
    (prof. Porter). Propblem polegal na tym, ze mialem w tym dniu
    egzamin z NMR no i musialem wybrac, egzamin albo szkolenie.
    Oczywiscie wybralem szkolenie. No i potem kiedy wydzial chemii
    dostal jedno dodatkowe stypendium dla doktoranta to ja go nie
    dostalem, bo nie przystapilem do egzaminu, na ktorego zdanie
    formalnie i tak mialem 4 lata.....
    Aj. Potem jeszcze dostalem 6 tysiecy grantu z uniwerku no i
    polowe tego moj szef p[rzeznaczyl dla jego adiunkta, ktory
    zajmowal sie rzeczami, ktore byly na topie kiepskich czasopism
    naukowych w latach siedemdziesiatych.
    Niewazne. To juz bylo. Pewnego razu pomyslalem sobie ze wyjade.
    No i wyjechalem. Teraz jestem doktorantem na GeorgiaTech w
    Atlancie w swietnej grupie badawczej (w sumie to jestem w dwoch
    grupach). Moi szefowie publikuja sobie w Nature, JACSie, i
    Science. I wiecie co ?? Jestem szczesliwy. Drazni mnie tylko jak
    mi niektorzy wytykaja, ze jestem cos winny Polsce i powinienem
    tam wrocic itd... Tego nie znosze. A wrocic chyba nie ma po co.
    Bo jak przyjade to bede "TEN CO TO DO STANOW MUSIAL JECHAC ZEBY
    DOKTORAT ROBIC...." i pewnie bede gnojony (znam kilka takich
    przypadkow). Takze mam nadzieje, ze pobede jeszcze dluuuugi czs
    za kaluza.
    POzdrawiam z Atlanty
  • Gość: Pedro IP: *.it.ki.se 19.09.03, 23:26
    Gratulacje dla autorki za podjecie tego tematu.

    Wlasnie znalazlem na republika.pl/naukowcy
    artykul Cezarego Wojcika i podpisuje sie pod nim obiema rekami
    jak i pod wiekszoscia tutejszych wypowiedzi...
    Jako mlody ;-) doktorant mam jednak nadzieje ze sie to wszystko
    kiedys zmieni !
    Pozdrawiam.

    Piotr
  • Gość: pedro IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:41
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:40
    Lub zwij to dr Andi...
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:50
  • Gość: Iwona IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:51
    To zdcyduj się wreszcie!
  • Gość: Andrzej IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:52
    Co słychać u św. Pawła?
  • Gość: Nastusia IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 19.09.03, 23:53
    A ja się tak starałam, tak starałam!!!
  • Gość: me IP: *.hultz-73.ndsu.NoDak.edu 19.09.03, 23:56
    jakos nikt nie zwrocil uwagi na motyw "umieszczania" swiezo
    upieczonych doktorow na post-doc (czyli "post-doctoral
    fellowship position albo research assistant" - post-dok troche
    dziwnie brzmi...). Czyli aby otrzymac taka pozycje tez
    potrzebne sa znajomosci profesora? Niestety tak. Sytuacja w US
    jest podobna do tej w Polsce. Wlasnie koncze MS na malym
    uniwerku na midwescie, wyslalem kupe aplikacji na PhD i nic.
    Dopiero znajomosci advisorow daly rezultat. Pod tym wzgledem
    Polska nie rozni sie az tak bardzo od US. Ale to tylko taka
    mala dygresja.
  • adam.xx 20.09.03, 00:34
    Gość portalu: me napisał(a):

    > ...Czyli aby otrzymac taka pozycje tez
    > potrzebne sa znajomosci profesora? Niestety tak.... wyslalem kupe aplikacji
    > na PhD i nic.
    > Dopiero znajomosci advisorow daly rezultat....
    ------------------------------------------------------
    Tak dziala system w Ameryce jesli chodzi o dostanie sie do wielu szkol, na
    post-doc albo do pracy (zwalszcza dobrze platnej). Albo ten co Ciebie
    potrzebuje zna Ciebie albo ktos kto jest powazany u potencjalnego pracodawcy
    poleci Ciebie. Dlatego ludzie uzywaja powszechnie “networking” i to jest wazny
    element kariery o ktory trzeba ciagle dbac. To nie jest specyficzne dla nauki.
    Widze jednak ze sie przebijasz. Pamietaj o "networking"
    Powodzenia
  • Gość: Goldie IP: *.dickensa.waw.pl / *.crowley.pl 20.09.03, 01:45
    Strasznie ponure są te komentarze doktorantów. Być może moja dziedzina -
    matematyka - różni się istotnie od innych działów nauki.

    W Polsce można ją uprawiać na światowym poziomie. Nie jest to może bardzo
    łatwe, stypendia, rzecz jasna, są niewystarczające. Na szczęście matematyk nie
    potrzebuje do pracy kosztownej aparatury. Za to na środowisko naukowe nie można
    narzekać, tym bardziej, że doktoranci (przynajmniej w moim instytucie) bez
    problemu dostają fundusze na wyjazdy na konferencje. Jeżeli jeszcze uczestniczy
    człowiek w którejś z European Training Networks...

    Nie na miejscu jest też pisanie z przekąsem o nauce rosyjskiej czy ukraińskiej.
    Siłą polskiego środowiska matematycznego jest między innymi to, że mieliśmy
    żywy kontakt w nauką rosyjską (w tym post-doki w Moskwie) w czasie, gdy prace
    Rosjan nierzadko nie przebijały się na Zachód - chociażby z tego względu, że
    nie były tłumaczone. Duże uniwersytety - moskiewski, sankt-petersburski, czy
    Instytut Stiekłowa mają wciąż ogromny potencjał naukowy (pomimo tego, że
    mnóstwo ludzi wyjechało do Izraela, Europy Zachodniej czy Stanów).

    Oczywiście, jest nieco prawdy w tym, że procedura przyjmowania na studia
    doktoranckie, czy do pracy, nie jest do końca klarowna. Na moje studia był
    egzamin wstępny - trudny i stresujący. Nie wątpię jednak, że wpływ na to, kogo
    przyjęto, miały również doświadczenia egzaminatorów z 5 lat naszych studiów
    (niemal wszyscy kandydaci byli absolwentami mojego wydziału) - i dobrze, bo bez
    tej wiedzy, na podstawie odpowiedzi na 3 pytania, można ocenić przygotowanie
    aktorskie kandydata, ale nie jego potencjał naukowy.

    Tak to wygląda z perspektywy Warszawy - nie wątpię, że w mniejszych ośrodkach
    może być gorzej. Na tyle jednak, na ile znam to środowisko, to kumoterstwo jest
    dość rzadką patologią, a nie reguła. Regułą jest merytokracja.
  • Gość: Saul IP: *.chello.pl 20.09.03, 20:51
    Dość optymistyczne. Pozazdrościć koledze wymierności nauk ścisłych. Niestety
    dziedziny mniej wymierne(trzymam się mojego przykładu - prawo)sprzyjają jednak
    daleko idącej nieprzejrzystości i patologii. Fajnie że u was był egzamin. Nie
    wszędzie jest, a tzw. "rozmowa kwalifikacyjna" jest oczywistą fikcją. Łatwo
    jest wskazać powiązania rodzinne itp. Tak jest obawiam się wszędzie tam gdzie
    dr przed nazwiskiem = większa pensja poza wydziałem.
  • Gość: Andrzej IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 20.09.03, 22:31

    Wymierności ale tez wymieNNości - matematyka jako nauka jest taka sama
    wszędzie - prawo w zasadzie nierozerwalnie się wiąże z konkretnym systemem
    prawnym.
  • Gość: Andre IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.09.03, 16:04
    Pamiętam, pamiętam; Adamie!
    Tylko który?? Bo znam co najmniej dwóch (na oko) przyzwoitych...
  • Gość: BangBang IP: 129.81.192.* 20.09.03, 16:41
    ================================================================
    Tak, czy inaczej - to prawda - tzw. "znajomosci" w USA nigdy
    nie szkodza w karierze naukowej, a zazwyczaj... bardzo
    pomagaja! A "networking" to tylko ladniejsza nazwa
    na wykorzystywanie owych znajomosci...
  • Gość: pies IP: *.ma.charter.com 21.09.03, 01:48
    Gość portalu: me napisał(a):

    > jakos nikt nie zwrocil uwagi na motyw "umieszczania" swiezo
    > upieczonych doktorow na post-doc (czyli "post-doctoral
    > fellowship position albo research assistant" - post-dok troche
    > dziwnie brzmi...). Czyli aby otrzymac taka pozycje tez
    > potrzebne sa znajomosci profesora? Niestety tak. Sytuacja w US
    > jest podobna do tej w Polsce. Wlasnie koncze MS na malym
    > uniwerku na midwescie, wyslalem kupe aplikacji na PhD i nic.
    > Dopiero znajomosci advisorow daly rezultat. Pod tym wzgledem
    > Polska nie rozni sie az tak bardzo od US. Ale to tylko taka
    > mala dygresja.


    widocznie kiepski jestes i tyle. 8 Lat temu w Polsce wyslalem 50
    aplikacji o post-doc, dostalem 16 pozytywnych odpowiedzi.
    Glownie z usa, ale tez z francji i japonii. Wybralem CNRS w
    Paryzu, potem Columbia University w Nowym Jorku.
  • Gość: Sauron IP: *.gdal1.hawkcommunications.com 20.09.03, 00:35
    Nie ma co kryc tych kanalii z AM w Warszawie. Powszechnie wiadomo, ze obdukcje
    preparowal obecny rektor tej uczelni (Piekarczyk), a lapowki od konajacych od
    lat pobiera prof. Szosek z szanownego i reprezentatywnego szpitala przy ul.
    Banacha.
    Mysle, ze warto takie szuje ujawniac i jak najszybciej oczyscic elitarne
    srodowisko medykow i naukowcow naszego kraju.
  • Gość: Michu IP: *.resnet.colorado.edu 20.09.03, 04:07
    Hej!
    Nic nie jest tylko biale albo tylko czarne.
    Polska nauka nie jest totalnie do bani, ani amerykanska zawsze
    cudowna. Magisterke zrobilem w fatalnym zakladzie na UAM. Sens
    pracy byl zaden i nie chce mi sie o tym pisac. Jednak na obrone
    UAM: to porzadna uczelnia i ma rowniez wspaniale zaklady.
    Uwazam, ze maja biologie molekularna na bardzo wysokim
    poziomie. Pozniej zrobilem doktorat i zostalem na niego
    przyjety bo rzeczywiscie mnie interesowala tematyka. Doktorat
    zajal mi 4 lata. Szefa mialem wspanialego i kazdemu takiego
    zycze. Kiedy nastal czas rozstania zaczalem sie przygotowywac
    do wielkiego pisania CV itd. Szef zaproponowal ze zapyta sie 2
    zagranicznych znajomych czy nie znaja kogos kto nie poszukuje
    pozdoka... No i juz nie musialem pisac. Dostalem dwie pozytywne
    odpowiedzi. Do wyboru byl CU w Boulder albo Rockefeller w NY.
    Wybralem pierwszy. Kasa jest nienajgorsza 32k/ rok. Jedna wada:
    ubezpieczenie zdrowotne (min) wynosi 320 usd miesiecznie,
    wynajem 2 bedrooma = 606 usd (najtansze mieszkania w miescie).
    Pracuje sie przyjemnie, moj szef nie naciska, ale pracuje
    wydajniej niz w Polsce. Nie dlatego ze mam lepszy sprzet. Jedno
    urzadzenie jest gorsze niz my mielismy. Tu korzystamy z tzw
    kitow, ktore moga przyspieszyc prace. Celem jest wynik a nie
    praca. Wielu z nas nastawia wiele reakcji i wychodzi z labu.
    Najwazniejszy jest wynik (szybki) a nie ile godzin stales przy
    stole (przychodze ok 8.30 i o 5.30 juz mnie nie ma).
    Ale na odpowiedz czy w Polsce mozna zrobic kariere naukowa nie
    nalezy odpowiadac NIE. Mysle ze mozna. Ale wiem ze to jest
    wspinaczka na K2. Walka nie tylko z przeciwnosciami ale takze z
    przeciwnikami. W usa Ci przeciwnicy nie sa Twoimi wrogami :-)
    Bardzo chcialbym wrocic do Polski ale chyba nie zaryzykuje...
    Pozdrowienia dla mlodych doktorantow i pozdokow na calym globie.
  • Gość: Zorro IP: *.esp.ee.saga-u.ac.jp 20.09.03, 04:40
    Niestety na prawdziwa nauke w Polsce i szanse dla mlodych ludzi,
    pasjonatow i tych ktorzy chca uczciwie pracowac musimy jeszcze
    troche poczekac. Aktualnie uczelnie przynajmniej w L. to
    zgnilizna, kumoterstwo i jedna wielka sitwa. Zrobilam 2
    fakultety na jednej z tutejszych uczelni, obrony bardzo dobre.
    Podczas pracy magisterskiej udalo mi sie trafic do katedry
    zajmujacej sie ciekawymi badaniami. Ich wyniki byly doceniane i
    publikowane w renomowanych czasopismach o wysokim impact factor.
    Bylo tylko jedno ale: moj profesor, zreszta bardzo madry i
    porzadny czlowiek byl w wieku przedemerytalnym. Jego slawa, tega
    glowa i biegla znajomosc kilku zachodnich jezykow byla sola w
    oku wypromowanych wlasnie przez niego a po cichu konkurencyjnych
    katedr. Wydzial nie mial programu studiow doktoranckich, wiec
    pozostanie na uczelni i robienie doktoratu podczas asystentury
    bylo jedynym wyjsciem. W katedrze sytuacja niejasna, ale bylo
    rozpisanych kilka konkursow w sasiednich tzw. zaprzyjaznionych
    katedrach zajmujacych sie zblizona problematyka. Jakiez bylo
    moje zdziwienie gdy okazalo sie ze konkursy sa rozpisane pod
    konkretne osoby, naukowe przecietniaki typu: kasa, ustawieni
    rodzice i wazelina... Jesli sie z kims studiuje 5 lat to mozna
    sie zorientowac co do poziomu delikwenta, nieprawdaz?! Zdawane
    egzaminy za prezenciki, poprawy na lepsze oceny w czasie odpytki
    indywidualnej gdy reszta wchodzi po 3 osoby no i prof-
    tatusiowie. Odmowiono przyjecia mojego podania ze slowani`moze i
    pani ma leb ale trzeba bylo nie isc do tego starego glupka, to
    jest polityka, trzeba bylo myslec`: to sie nazywa wysoka
    kultura, demokracja i wolny rynek ;) Rada mojego promotora byl
    wyjazd z kraju. I oto jestem: daleko stad, po doktoracie,
    samodzielnych publikacjach, na PD. Pieniadze godziwe, badnia
    ciekawe i na poziomie, mozliwosci rozwoju. Tylko ciagle
    przeprowadzki z miejsca na miejsce nie sprzyjaja zalozeniu
    rodziny i malej stabilizacji. Moj profesor zapoczatkowal
    wspolprace miedzy uczelnia na ktorej obecnie pracuje a moja byla
    alma mater ;) Byla tam wzmianka o wspolpracy i wymianie
    studentow ale bez podpisanych jeszcze ostatecznych
    dokumentow.Tak, wiec jeszcze bez zadnych ratyfikacji i
    szczegolowych ustalen. I jakiez zdziwienie na mojej
    terazniejszej uczelni: okazuje sie ze z konkurencyjnej katedry z
    L. posrednio dzieki `staremu glupkowi` przyjezdza ktos na staz.
    Nie byloby to jeszcze takie zle (nawet pomijajac pytanie skad
    sie dowiedzial/a o projekcie wymiany skoro nie jest on jeszcze
    oficjalnie podpisany) ani sredniej ocen, za to rekomendacje od
    konkurencji co prawda lamana angielszczyzna, za to tak
    merytorycznie doskonale, ze wydawaloby sie ze to pochwala 40
    letniego docenta o sporym dorobku a nie studenta na 3 roku,
    ktory w zyciu zadnych badan nie robil a z miareczkowaniem to
    mogl sie zetknac na laborce z chemii na 1 roku (14 razy w roku).
    Przyjezdza wiec krewniak panujacej uczelnianej elity!!!!Rektor
    lekko skonsternowany glupia sprawa kandydat dziwny ale jest niby
    zapoczatkowana wspolpraca...Dziekanat prosil mnie o kontakt z ta
    osoba, na koniec formalnosci jakos zalatwilam i student nomen
    omen bedzie sie tu ksztalcil. Czlowieka nie znam, moze rowny
    gosc ale nie musze Wam mowic, ze robilam to z mieszanymi
    uczuciami. Jesli bedzie poziomem zblizony do tych co zostali na
    uczelni-to kompletnie spapra nam tu opinie...
    PS:(mam nadzieje ze nie zasypiecie mnie tu gremialna krytyka,
    gdyz opisuje jedynie przypadek z wlasnego podworka i gdzie
    indziej mam nadzieje, ze zostaja ludzie, ktorych nauka naprawde
    interesuje)
  • michal25arizona 21.09.03, 19:03
    Nie bede krytykowal, a wrecz przeciwnie... Znam taki sam
    przypadek na jednej z uczelni technicznych. Wydzial Chemii.
    Stado profesorow. Jedna grupa badawcza robi 65% ogolu publikacji
    wydzialu rocznie. Profesorow jest tam chyba z 12. Cos jest w
    takim razie nie tak. Uczelnia niezbyt duza, ale profesor kupil
    Laser Flash Photolysis (rozdzielczosc nanosekundowa), ma
    ciaglosc grantow i wysyla swoich ludzi do USA na PD. Problem
    tylko w tym, ze pod nogi sa mu rzucane klody. No bo jak to ma
    byc, ze trzeba publikowac w dobrych czasopismach jak sie pracuje
    na uniwerku ??? Te stare barany powiedzialy na posiedzeniu
    senatu, ze uwazaja, ze uczelnia powinna sie skupic na
    wyksztalceniu studentow, a badania nie powinny byc w ogole
    prowadzone, bo zabieraja czas. Co to za myslenie ??? Jak mozna
    byc kompetentnym nauczycielem, jezeli samemu nie wspoltworzy sie
    nauki ???
    W kazdym razie ow profesor ma sie dobrze, w sierpniu opublikowal
    KOMUNIKAT w JACSie (co jest bardzo trudne, szczegolnie w dziale
    komunikaty) i wspolpracuje ze smietanka fotochemikow swiatowych.

    Napisze jeszcze jedno. Ja sam doswiadczylem tego, ze obok mnie
    byly miernoty na studiach doktoranckich. Wiedzialem o tym
    doskonale. Problem polegal na tym, ze raczej cholubiono tych,
    kltorzy chodzilio na zajecia i sie pilnie uczyli, a nie tych
    kreatywnych. Wiem, ze dla wielu ludzi jest to przykre i
    upakarzajace. Tym bardziej, ze jesli sie jest kreatywnym, a nie
    ma kasy na zrealizowanie projektu to naprawde to wkurza. Mowie
    wam ludzie. Nic sie nie zastanawiajcie, pakujcie walizki i
    wyjezdzajcie. Ja wyjechalem i jestem szczesliwy. Jestem w
    swietnej grupie (prof Marder i prof Perry na GeorgiaTech wydzial
    chemii) i wszystko jest OK.
    Jedno pytanie do ZORRO :
    skad jestes ???
    Moze sie wymienimy mailami ??/
    Pozdrawiam
    Michal
  • Gość: Zorro IP: *.esp.ee.saga-u.ac.jp 02.10.03, 08:27
    Czesc Michal!
    Odpisuje pozno i nie wiem czy jeszcze jestes na tym forum.
    Chetnie wymienie sie mailami.
    Zorro

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka