Dziecięcy nowotwór to choroba jak każda inna. Tyle,że w tym przypadku najmniejsza nawet zwłoka w leczeniu może dramatycznie pogorszyć stan dziecka. Rodzice! Jeśli cokolwiek was niepokoi, nie czekajcie, idźcie do lekarza.
Prosze pamietac, ze nowotwory u dzieci sa niezwykle rzadkie - rocznie
odnotowuje sie w USA od 130 do 150 zachorowan na 1000 000 dzieci. W Polsce
daje to okolo 1300 nowych zachorowan w Polsce (przy liczbie obywateli ponizej
19 roku zycia okolo 8 000 000 wg stanu na 2007 rok). Dla porownania - w Polsce
rocznie rozpoznaje sie nowotwor zlosliwy u okolo 130 000 doroslych, z czego 80
000 umiera. Ryzyko zgonu dziecka z powodu wypadku, urazu lub zatrucia jest
znaczaca wieksze niz ryzyko zgonu z powodu nowotworu. Nie znam kraju (a jestem
onkologiem dzieciecym) w ktorym oferowano by dzieiom badania przesiewowe
majace na celu wczesne wykrycie nowotworu. Wiem, ze w Japonii eksperymentowano
z badaniami przesiewowymi w kierunku jednego rodzaju nowotworu - nerwiaka
zarodkowego, ktory w Japonii jest czestszy niz gdzie indziej, ale o ile wiem
eksperyment nie przeistoczyl sie w ogolnonarodowy program.
Dodatkowo wiekszosc nowotworow u dzieci to bialaczki. Bialaczki stanowia
chorobe rozsiana od poczatku, nie ma mowy o prostej zaleznosci wczesne
wykrycie - lepsze wyniki leczenia, tak istotnej w przypadku nowotworow
narzadowych.
Rodzice, nie dajcie sie zwariowac ! Znacznie lepszym rozwiazaniem niz USG dla
kazdego w autobusie jest rozsadny lekarz rodzinny/pediatra, ktory pomysli o
mozliwosci nowotworu i nie zawaha sie zasiegnac opinii onkologa. Inwestujmy w
edukacje lekarzy pierwszego kontaku!!!
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.