drzazga1 napisała:
> To na kim oni dopasowuja prototypy?
nie dopasowują, tzn. do realnych kształtów nie dopasowują
Dopasowanie odbywa się, ale do własnych wyobrażeń, wpojonych przekonań, zakorzenionych nawyków i innych tego typu. Takie refleksje mnie naszły po wczorajszej lekturze notki o Kostarze:
bialostockibiust.blogspot.com/2009/06/kostar-minionego-lata.html
A tak na serio.
Jak pisałam, częściowo problem może leżeć w złym punkcie wyjścia: miseczki zaprojektowane na większy biust są pomniejszane wg jakiegoś algorytmu i oferowane na mniejszy. A to się tak nie da.
azymut17 napisała:
> problemy z doborem biustonosza zależą nie tylko od rozmiaru,
> ale od wielu czynników: jędrność i kształt (...)
A jakby nie było chyba główna różnica między mniejszym a większym biustem leży w _kształcie_. Więc zważywszy na to, w jaki sposób ta sama konstrukcja może być dopasowana do większości biustów w rozmiarze E-FF i wzwyż i jednocześnie pasować na większość biustów w rozmiarze B-D (oczywiście przy tym samym obwodzie pod; rozmiarówka brytyjska, dla mnie czytelniejsza)? Raczej niewykonalne.
Teraz z drugiego końca - co mi przyszło do głowy po tym tekście o K.
Prawidłowe dopasowanie stanika może nie jest już wiedzą tajemną, ale wciąż nie powszechną. Jak więc można zaprojektować odpowiedni biustonosz nie mając rzetelnej wiedzy o tym jak on powinien leżeć? Dla większości osób, nawet tych związanych z biu-biznesem, obwód powinien być raczej luźny niż ciasny- bo się można udusić, robią się wałeczki, itp. A przy takim obwodzie miseczka będzie _przylegać_, a nie podtrzymywać (tzn. poprawka, na małym biuście będzie przylegać zaraz po założeniu, potem dziwnym trafem "urośnie" - no bo wypływający biuścik zostawi coraz więcej miejsca na wszelkiego rodzaju fałdy i zmarszki).
No i jeszcze taki stereotyp (trochę z własnych doświadczeń): przecież to jest _mały_biust_ więc on _musi!_ tak wyglądać, nie ma się czemu dziwić i żaden stanik (oprócz pusiapka oczywiście :P) tego nie zmieni. Oj tak, stereotyp takoż silny jak powszechny, sama wciąż, po ponad pół roku, jestem pod wrażeniem, jak moja miękka (już trochę rozciągnięta) Phoebe 30D "robi mi" 2-, lub nawet 3-krotnie większy biust niż stare, nieznanej już marki i rozmiaru (70/75A) staniki na fiszbinach które kiedyś, daawno temu porzuciłam bo jednak są "_za_duże_w_miseczkach_", a w rzeczywistości po prostu pozwalają na swobodny przepływ tkanki we wszelkich kierunkach, zazwyczaj w dół i na boki.
--
mniej niż 75A? Tak: 65D(DD?)! :D (71/85-89) (nieaktulne)