Nie bede sie skarzyc na firmy i staniki. Chcialam sie pozalic na swoje wlasne cialo.
Uswiadamianie zaczelam w czerwcu tego roku. Po kilkudziesieciu latach noszenia kiepsko dobranych biustonoszy, jednej ciazy, tyciach i chudnieciach moj biust byl w oplakanym stanie. Dwie wiszace skarpety. Kiedy zaczelam sie uswiadamiac popadlam w euforie, uwierzylam, ze nie musze do konca zycia patrzec na te dwa smetne zwisy przyczepione do mojej klatki piersiowej jako wspomnienie po naprawde pieknym biuscie. Uwierzylam w migracje, regeneracje wiazadel Coopera, zbawienna moc dobrze dobranych stanikow i masazy. I co? I gucio!!!. Owszem w staniku biust jeszcze jako tako wyglada, choc u gory pusto, ale bez tanika, porazka, nic sie nie zmienilo. Nie zaliczylam migracji bo nie mialo co migrowac, buleczki podpachowe mimo upartego wygarniania jak byly tak sa, wiazadla Coopera moze i sie zregenerowaly, ale moj biust wyglada jak wygladal, masaze zgodnie ze wskazowkami Mahedy codziennie po 100 razy okreznych i 200 podpachowych solidnie robione a biust wisi. Lipa moje kochane Panie, lipa.
Musze spojrzec prawdzie w oczy, moj biust nigdy nie wroci do formy, te dwa wisielce zostana ze mna do smierci i zadne masaze ani najlepiej dobrane staniki nie pomoga, skoro nie pomogly od czerwca. Owszem jeszcze chwile temu bylam w euforii, tyle tylko, ze zmiany w wygladzie biustu byly zwiazane z hustawka hormonalna, jak sie uspokoilo, to wszystko wrocilo do wisielczego stanu. A moze jeszcze sie nie poddawac???