Dodaj do ulubionych

Karmienie (bardzo) dużą piersią

02.07.10, 11:17
Jakiś czas temu w tym wątku rozpętała się dyskusja o tym, jak wielkość biustu wpływa na karmienie.
Niniejszy wątek zakładam, by (bardzo) biuściaste dziewczyny mogły podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniami dotyczącymi karmienia.
Karmienie ostatnimi czasy obrosło mnóstwem legend i mitów. Wiele z naszych (mówię o młodych mamach) mam i babć „nie miało pokarmu”, „miało za duże/za małe piersi”, „złe brodawki” itp. (zainteresowanym polecam lekturę. Niestety – te mamy i babcie (które nie karmiły) teraz doradzają swoim córkom i wnuczkom. Chciałabym, żeby biuściaste mamy (i ciężarne) mogły poczytać o doświadczeniach innych biuściastych, które karmią/karmiły/nie mogły karmić :)

Zacznę oczywiście od siebie, bo to moje teorie wywołały dyskusję w linkowanym na wstępie wątku.
Mam piersi w rozmiarze ok. 38HH/J (Effuniak 85J – na razie z przedłużką). Piszę „około”, bo karmię i rozmiar się zmienia w ciągu doby. Mój syn za kilka dni skończy 3 miesiące i prawdopodobnie podwoił już swoją wagę urodzeniową (!), jest pogodnym chłopcem, który za pierś dałby się pokroić. Nie dopajam go, nie dokarmiam, nie podaje smoczka ani butelki (kiedy mnie nie ma je moje mleko ze strzykawki).
Rodziłam w szpitalu, który jest bardzo nastawiony na karmienie piersią, ale nie pomaga jakoś szczególnie mamom (a może pomaga, ale nie na oddziale patologii, gdzie leżałam po porodzie). Tuż po porodzie położna pomogła mi przystawić synka do piersi. Na początku karmiłam na leżąco (na boku), potem także na siedząco. Brodawki na początku bolą, bo muszą się zahartować, ale po kilku pierwszych pociągnięciach ból ustępuje, a jeśli nie, znaczy to, że dziecko za płytko chwyta i trzeba poprawić „uchwyt”. Mnie przestały boleć po dwóch dniach (zupełnie, nawet jak synek szarpie). Nie mogę powiedzieć, że nie miałam żadnych problemów. Kiedy pojawiło się mleko właściwe i zaczęło szybko płynąć, synek się zalewał i krztusił. Wtedy pomogła nam położna zalecając karmienie „pod górkę” - dziecko leży brzuszkiem na brzuchu mamy leżącej na plecach. W czwartej dobie Jaś trafił na oddział Patologii Noworodka z bardzo wysoką bilirubiną. Zakazano mi wyjmowania go spod lamp, musiałam karmić strzykawką po palcu – a nie butelką! – to bardzo ważne dla późniejszego ssania piersi. Jaś jadł „po palcu” zaledwie 1,5 doby, ale i tak mechanizm ssania troszeczkę mu się popsuł (naprawianie trwało mniej więcej 2 dni). Teraz karmienie idzie mi świetnie, potrafię karmić w dowolnym miejscu i w dowolnej pozycji.

Jaka jest recepta na sukces? Złożona. Po pierwsze WIEDZA na temat laktacji. Trzeba jeszcze w ciąży naprawdę dużo poczytać. Polecam forum Karmienie Piersią i ewentualnie konsultacje z jego ekspertem, a także książkę „Warto karmić piersią” Magdaleny Nehring-Gugulskiej (chętnie napiszę co moim zdaniem warto wiedzieć, ale już chyba nie w tym kilometrowym poście). Po drugie w szpitalu system rooming in, czyli przebywanie z dzieckiem 24h na dobę. Po trzecie (choć to chyba najważniejsze) – jak najszybsze przystawienie dziecka do piersi po porodzie (i po naturalnym, i po cc). Po czwarte – dobrze mieć wsparcie rodziny - warto wytłumaczyć jej pewne rzeczy żeby potem nie słuchać „daj smoczek’, „dopajaj”, „podaj mleko modyfikowane”. Ja jeszcze pożyczyłam wagę elektroniczną do ważenia niemowląt i miałam ją w domu jakieś dwa tygodnie (Jaś miał bardzo silną żółtaczkę, początki anemii i konflikt serologiczny) – ważyłam synka co dwa dni i kiedy zobaczyłam, jak dobrze przybiera na wadze, przestałam go budzić co 3 godziny na karmienie. Rosnąca waga jest bowiem jedynym wskaźnikiem tego, czy dziecko się najada. Warto też mieć poduchę do karmienia – mnie ułatwiło to początki.

Podsumowując: nie ma reguł – piersi różnią się od siebie i ich wielkość nie ma wpływu ani na ilość mleka, ani na szybkość jego wypływania, ani na ilość odciąganego pokarmu i szybkość odciągania (piersi bardzo różnią się pod tym względem), ani na to, czy będzie nawał. Karmić można i piersiami w rozmiarze 65A, i w rozmiarze 85K – dziecko nie wie, że piersi są duże – dla niego są one jedyne i najlepsze :)
Edytor zaawansowany
  • 02.07.10, 11:46
    Właśnie mi Paryżanka przypomniała - TAK, da się karmić piersią większą od główki
    dziecka. Może nawet wrzucę fotkę ;))
  • 02.07.10, 12:05
    pewnie, że się da, tyle, że jest to cholernie trudne, szczególnie, kiedy karmiąc
    nawet "pod górkę" dziecko się dławi i krztusi od nawału mleka (lało się
    strumieniami, nawet, gdy uprzednio ściągnęłam trochę laktatorem) no i kiedy
    pierś jest tak pełna, ze brodawki są "wypracowane" i dziecko nie ma za co złapać.

    przerobiłam wszystkie te problemy przy pierwszym dziecku.
    przy drugim było łatwiej, bo piersi/brodawki miały już inny kształt, no i nie
    były już tak jędrne. w ogóle były inne zresztą (zrobiły się "budyniowate")
    --
    "Niech się pan zastosuje do starej, mądrej zasady. Podobne należy leczyć
    podobnym. Jedyne, co może przywrócić panu życie, to dwie wódki pod pikantną,
    gorącą zakąskę"
  • 02.07.10, 12:20
    To, o czym piszesz, to wg mnie nie skutek wielkości, a "nabicia" piersi i ilości
    łatwo wypływającego mleka. Niewielki biust też może być tak twardy, że dziecko
    ma problem ze złapaniem sutka.

    Pochwalę się jeszcze "magicznymi" zdolnościami mojego synka - kiedy mleko leci
    za szybko, on przestaje ssać, trzyma sutek w buzi i tylko połyka to, co samo
    wylatuje. A jak wylatuje za szybko, to otwiera buzię i pozwala mleku wypłynąć.
  • 02.07.10, 18:29
    Już pisałam, że karmienie piersią owiane jest mnóstwem legend i mitów. Karmienie
    DUŻĄ piersią to już w ogóle ach i och.
    Pomóżcie stworzyć listę bzdur.

    1. otoczka brodawki - cała ma się mieścić w paszczy dziecka. Jakim cudem, jak
    jest niewiele mniejsza od... twarzy malucha?
    2. W dużych piersiach jest więcej mleka. Kolejna bzdura. Ilość mleka nie zależy
    od wielkości biustu. Równie indywidualna jest podatność na odciąganie
    laktatorem. Ja odciągam z łatwością, inna dużobiuściasta może nic nie odciągnąć.
    3. Dużą piersią można udusić dziecko. Każdą piersią można udusić dziecko. Może
    dużą trochę łatwiej, ale bez przesady. No i słyszałyście kiedyś o takim przypadku..?
    4. "Z takim biustem to raczej pani nie będzie karmić" - usłyszałam od położnej w
    szpitalu. "Z taki,", czyli z wielkim. Cóż, nigdy nie karmiłam mniejszym, a
    wielkim idzie mi świetnie.
    5. podczas karmienia nie można nosić staników z fiszbinami. To była prawda, ale
    w epoce "85D dla każdej karmiącej", kiedy rzeczywiście fiszbiny od za małych
    misek mogły uciskać kanaliki mleczne. Teraz wystarczy dobrać odpowiednią (zwykle
    większą niż przedtem) miskę i można karmić w fiszbinowcach. Warto jednak
    zaznaczyć, że są ponoć kobiety, których przewody mleczne sięgają daleko - wtedy
    rzeczywiście warto przyjrzeć się, czy fiszbina ich nie uciska.
    cdn.
  • 02.07.10, 18:40
    5. Mit "ono się nie najada, masz za chude mleko" ;-)
    Po 1 mleko jest takie jak trzeba, zawsze.
    po 2 nie zawsze jak dziecko płacze to jest głodne. Jeśli ryczy kwadrans po
    karmieniu warto sprawdzić czy mu np nie jest gorąco. Albo czy mu się pupa nie
    odparzyła. A nie od razu znowu cyca pchać.

    --
    znowu 32g, witaj Arabelko :-)
    ja też czytam blog balkonetkapl!
  • 02.07.10, 18:55
    6. On jest taki duży (Jaś waży już z 7 kg), bo masz takie tłuste mleko.
  • 05.07.10, 21:29
    7. Jak chcesz mieć dużo mleka to pij bawarkę (a fuj!)


    --
    Magda
    www.brazone.pl
  • 05.07.10, 21:32
    magda.brazone napisała:

    > 7. Jak chcesz mieć dużo mleka to pij bawarkę (a fuj!)

    oraz herbatki laktacyjne, piwo itp. :)

    Moja teściowa (która karmiła NOWORODKA co 6 godzin i tylko z jednej piersi)
    twierdzi, że zawsze jak jej mama przynosiła bawarkę, to miała więcej mleka, hehehe
  • 06.07.10, 10:12
    o małych też można? :)
    w zasadzie większość bzdur jest niezależna od rozmiaru

    - trzeba myć piersi przed i po każdym karmieniu
    Podobno z powodu zalegania pokarmu na brodawkach... Ja karmiłam często w czasie
    spaceru w różnych dziwnych miejscach i nie przejmowałam się nadmierną higieną.
    Dziecko nigdy nie miało problemów zdrowotnych
    - (bardzo stary przesąd mojej 90-letniej babci) przed podaniem piersi dziecku
    należy najpierw odciągnąć odrobinę, bo to to mleko co "leżało" w piersi, więc
    jest stare... :D no comment
    - trzeba mieć spore piersi, żeby dziecko wykarmić
    Bo mam/babcia ma duże piersi i dała radę tylko kilka miesięcy, a ty? (ja marne7
    70c/75b) karmiłam raz 2lata, drugi raz rok. A dzieci wyglądały, jak pączki w
    maśle. Wniosek: możliwość karmienia piersią nijak się ma do jej wielkości.

    Na koniec: cudownie wspominam czas karmienia: mogłam bezkarnie pochłaniać
    ogromne ilości jedzenia, a i tak stale chudłam :) Po zakończeniu karmienia,
    tendencja niestety się odwróciła.
    --
    wynajmę mieszkanie: Szczecin, Dworcowa
    miniurl.pl/57321
  • 02.07.10, 18:35
    zgadzam się z Julką, że trzeba poczytać, na spokojnie, podczas ciąży a najlepiej
    fora czy inne miejsca, gdzie się zebrały doświadczone karmicielki. Bo jak sobie
    taka mama in spe nabije głowę ideałami i wyobrażeniami, jakie to jest
    fantastyczne, to karmienie piersią i jaka to naturalna, najłatwiejsza w świecie
    rzecz - to może się bardzo (powtarzam - może, nie musi) rozczarować i
    zrezygnować łatwo przy pierwszych niepowodzeniach. A może ich być trochę - od za
    małej/za dużej ilości pokarmu, poprzez kształt brodawek (wciągnięte/płaskie),
    ból w początkach karmienia, az po zastoje i nawały, zapalenia piersi z gorączką
    i łamaniem w kościach.

    I ważne, żeby te wszystkie ewentualności po prostu znać i wiedzieć co wtedy robić.
    Ja się przygotowałam do karmienia, lekko fanatycznie nawet, ale akurat na dobre
    mi wyszło, bo przytrafiła mi się spora cześć wyżej wymienionych przeszkód. I
    gdyby nie rada mądrej, doświadczonej karmicielki, pewnie bym przeszła z rozpaczy
    na butelkę. Ale ponieważ byłam przygotowana i dostałam dobrą radę, o której na
    końcu ;-) karmiłam z powodzeniem i przyjemnością prawie 2 lata :-)

    Nastawiłam się na to karmienie, jak mówię, fanatycznie, więc wśród zakupów
    okołoporodowych nie było ani jednego smoczka i ani jednej butelki. Po przyjściu
    na świat moja córka, opita wodami płodowymi spała calutką dobę a ja obserwowałam
    jak mi piersi rosną ;-) Potem cały dzień walczyłam z pomocą położnej z
    brodawkami, które były nieprzyjazne dziecku - jedna wklęsła, druga płaska.
    Męczyłyśmy się wszystkie trzy, w końcu pomogły silikonowe nakładki, dzięki
    którym Młodej udawało się w ogóle chwycić coś w buzię i pić. Nakładki pomagały
    przez dwa tygodnie, stopniowo je odstawiałam a brodawki jak wtedy wyszły tak już
    zostały ;-)
    Potem był problem z bólem. Bolało mnie przy karmieniu potwornie, świeczki w
    oczach stawały, szczególnie w momencie pierwszego zassania. Tylu przekleństw co
    wtedy moja córka nie usłyszała z moich ust przez całe swoje dotychczasowe życie.
    Ale przeszło, dopiero po miesiącu ostatecznie, ale jednak.
    Po drodze były nawały i krztuszenie się nażartego dziecka mlekiem oraz zastoje z
    gorączką i łamaniem w kościach jak przy grypie. Wtedy pomogły rady z książek i
    forów, kapusta rządzi, wiem co mówię. Nie dałam sobie wmówić, że trzeba odstawić
    dziecko i brać antybiotyk, phi.

    A jak się unormowało to cycowałyśmy z obopólną przyjemnością i przekonaniem, jak
    mówię do 2 urodzin Olusi.

    A teraz obiecana rada dla zdecydowanych na karmienie piersią - to jest sztuka
    której się czasem trzeba nauczyć, bywa, że mozolnie. Jeśli się naprawdę chce, to
    warto, pewnie, że nic na sił i czasem butelka jest lepszym wyjściem niż ciągła
    walka i frustracja. Ale - nie należy się poddawać przy pierwszych
    niepowodzeniach/kłopotach. Warto dac sobie i dziecku miesiąc albo i dwa na naukę
    i dotarcie i walkę z przeciwnościami. Mleko w proszku i flaszka nie uciekną a
    karmienie piersią jest naprawdę fajne.

    Służę radą jakby co.


    --
    znowu 32g, witaj Arabelko :-)
    ja też czytam blog balkonetkapl!
  • 02.07.10, 22:05
    Ja mam trochę inną teorię, bardziej kontrowersyjną:

    Moim zdaniem powinno się odpuścić sobie fora internetowe, książki, poradniki
    itp. I pod żadnym pozorem nie słuchać rad. Jedyną osobą, która może kobietę
    nauczyć jak karmić jest jej dziecko.

    Ja nie czytałam niczego, nie dałam się położnej namówić na jakieś
    specjalistyczne przystawianie, masowanie i cuda na kiju, nie słuchałam dziwnych
    teorii. Kładłam córę na łóżku, sama kładłam się obok i jak mała zaczynała
    otwierać buzię i szukać piersi, to tylko jej pomagałam znaleźć. Ona robiła całą
    resztę. Kobiety karmiły piersią jak jeszcze człowiek pisma nie wymyślił, więc
    skoro w jaskiniach się udawało, to znaczy, że to jest naturalne, tylko trzeba
    się wsłuchać w instynkt. Jako ciekawostkę powiem, że na cały oddział, chyba
    jedyna nie miałam problemów z karmieniem. Im mniej się przejmujecie, tym idzie
    łatwiej.
  • 02.07.10, 22:38
    Prawie 4 lata temu mialam ogromny biust i jeszcze wieksze problemy z
    karmieniem. Durne polozne mowily mi, ze cala otoczka piersi musi sie
    zmiescic w buzi dziecka. A otoczka byla tak wielka, ze nawet dorosly
    mialby problem z jej schwytaniem. Cycek byl przeogromny, duzo, duzo
    wiekszy niz glowka dziecka. 4 dni po porodzie pojawil sie kryzys.
    Dziecko nauczone picia z butli w szpitalu, nie chcialo za nic piersi.

    Wtedy wydawalo mi sie, ze to wina duzych piersi.

    Ale pojawila sie u nas w domu kochana Bluebebe, ktora
    gorrrrrrrrrrrraco pozdrawiam :) i nauczyla biusciasta, jak sie karmi
    piersia.

    Druga corka - zero problemow. A biust, juz dzisiaj wiem, w rozmiarze
    32J. Zauwazylam tylko jedna rzecz, ze prawie na wszystkich
    zdjeciach, kroluje pozycja klasyczna - dziecko ma glowe oparta w
    zagieciu lokcia.

    Starsza karmilam 8 m-cy, mlodsza juz prawie 5, czyli mam 13 m-cy
    doswiadczenia i powiem tyle: nie udalo mi sie nigdy nakarmic dziecko
    w pozycji klasycznej. A znam chyba wszystkie :) Spod pachy, na
    lezaco, na boku, pod gorke, krzyzowa. Moim zdaniem, pozycja
    klasyczna przy duzych piersiach jest bardzo trudna.

    Pozycja klasyczna wyglada tak:
    bejbi.net/files/thumbs/t_p_kolyskowa_122.jpg
    Mi zawsze, ale to zawsze dzieciak sie dusil (jeden i drugi), piers
    wyplywala, lazla tam, gdzie nie trzeba, no nie dalo sie nakarmic.
    Przy duzych piersiach moim zdaniem najfajniejsza jest taka pozycja:

    bejbi.net/files/thumbs/t_p_krzyzowa_877.jpg
    Czyli - w jednej rece trzymasz ssaka i nakierowujesz jego paszcze na
    piers, w drugiej trzymasz piers i latwiej Ci nasadzic na nia
    dzieciaka. Dla mnie ta pozycja jest po prostu genialna.

    Pozycja ma jedna wade - trudno nia karmic dyskretnie w miejscach
    publicznych.


    Dodam jeszcze, ze warto odzalowac pare zlotych na doradce
    laktacyjnego. Pomijajac aspekty zdrowotne, mleko kobiece jest
    darmowe :) A mm nie ;)


    --
    Piękna Helena
    I jeszcze piękniejsza Maria
  • 04.07.10, 11:48
    antyka napisała:
    > Przy duzych piersiach moim zdaniem najfajniejsza jest taka pozycja:
    > bejbi.net/files/thumbs/t_p_krzyzowa_877.jpg
    > Czyli - w jednej rece trzymasz ssaka i nakierowujesz jego paszcze
    > na piers, w drugiej trzymasz piers i latwiej Ci nasadzic na nia
    > dzieciaka. Dla mnie ta pozycja jest po prostu genialna.

    Dla mnie też, jako jedna z dwóch, ta druga to spod pachy:
    bejbi.net/files/thumbs/t_p_spod_pachy_160.jpg

    Praktycznie przez pół roku karmiłam tylko tak (na leżąco mi nie szło
    w ogóle), w innych było nam niewygodnie.
  • 04.07.10, 11:54
    antyka napisała:
    > Przy duzych piersiach moim zdaniem najfajniejsza jest taka pozycja:
    >rel="nofollow">bejbi.net/files/thumbs/t_p_krzyzowa_877.jpg

    Ech, widać, że co biust to gust :)
    Mnie taką chcieli wmusić w szpitalu, zupełnie nam nie podeszła, ręce mi się
    plątały, dziecko jeść nie chciało. Dopiero teraz czasem tak karmię. A
    najczęściej - klasyczna. Czasem bez ręki pod dzieckiem, wtedy mam obie wolne :)
  • 02.07.10, 22:55
    ceylley napisała:

    > Ja mam trochę inną teorię, bardziej kontrowersyjną:
    >
    > Moim zdaniem powinno się odpuścić sobie fora internetowe, książki, poradniki
    > itp. I pod żadnym pozorem nie słuchać rad. Jedyną osobą, która może kobietę
    > nauczyć jak karmić jest jej dziecko.
    >
    > Ja nie czytałam niczego, nie dałam się położnej namówić na jakieś
    > specjalistyczne przystawianie, masowanie i cuda na kiju, nie słuchałam dziwnych
    > teorii. Kładłam córę na łóżku, sama kładłam się obok i jak mała zaczynała
    > otwierać buzię i szukać piersi, to tylko jej pomagałam znaleźć. Ona robiła całą
    > resztę. Kobiety karmiły piersią jak jeszcze człowiek pisma nie wymyślił, więc
    > skoro w jaskiniach się udawało, to znaczy, że to jest naturalne, tylko trzeba
    > się wsłuchać w instynkt. Jako ciekawostkę powiem, że na cały oddział, chyba
    > jedyna nie miałam problemów z karmieniem. Im mniej się przejmujecie, tym idzie
    > łatwiej.
    tu się zgodze,im mniej napieramy na siebie,im więcej podchodzimy na kuzie,tym
    jest nam po prostu łatwiej,i moze to racja,żeby nie czytać poradników,nie
    słuchać nikogo....?
  • 02.07.10, 23:11
    syn, umiłowany,upragniony, wytęskniony ponad cztery lata - poród naturalny,
    laktacja bez problemów karmienie ponad rok

    dziewięć lat później ...
    córka, umiłowana, upragniona, promyczek słońca, dar na dojrzałość - poród cc bo
    uparciuszek siediał na pupie i nie miał zamiaru zmienić pozycji... i coś nie za
    trybiło, czegoś natura nie otrzymała w infrmacji post factum , czegos
    zabrakło...może bólu ...
    laktacja minmalna, karmienie ok 3 m-cy ... szkoda ...

    ps. dotychczas jest indywidualistką z silna osobowością ;)))
    --
    Lingerie is my life...
    "Mówiąc o mnie hejter daje mi fejm.."
    So, talk about Me...
  • 04.07.10, 01:37
    mamaliwii napisała:
    > tu się zgodze,im mniej napieramy na siebie,im więcej podchodzimy na kuzie,tym
    > jest nam po prostu łatwiej,i moze to racja,żeby nie czytać poradników,nie
    > słuchać nikogo....?

    Tak, pod warunkiem, że z laktacją jest ok, że nie boli i że brodawki nie
    schowały się do środka ;-)
    Ja bym metodą "nie słuchać nikogo" przeszła na butelkę w 2 dobie życia. Bo bym
    _nie umiała_ sobie poradzić z wklęsłymi brodawkami.



    --
    znowu 32g, witaj Arabelko :-)
    ja też czytam blog balkonetkapl!
  • 04.07.10, 11:51
    Ja też. Miałam naprawdę duże problemy, z jednej strony nawał, ropne
    zapalenie piersi, gorączka 40 stopni, w drugiej za mało mleka,
    dziecko wrzeszczało z głodu...

    Jeśli słuchać, to mądrej doradczyni laktacyjnej, co z niejednego
    biustu niejedno dziecko pomogła nakarmić.
  • 03.07.10, 09:39
    ceylley masz rację, ale niestety tylko w połowie :)
    Moja rada, by czytać jak najwięcej, wynika z przekonania, że gdyby kobiety miały szansę działaś instynktownie, to karmienie udawałoby się większość, ale takiej szansy nie mają. Zawsze ma się jakąś wiedzę, ale najczęściej jest ona błędna i pochodzi np. z reklam (reklama Bebilonu: "karmiłaś swoje dziecko 6 miesięcy, teraz czas na mm" - większość moich koleżanek uważa, że NIE DA SIĘ karmić dłużej niż 6 m-cy), od matek i babek, które nie karmiły, ale za to mają tysiąc rad, ze szkoły rodzenia (tu niestety również informacje są często przekłamane), ze szpitala. Jeśli nie ma się odpowiedniej wiedzy, to nie wie się, że w szpitalu należy zabronić położnym podawania smoczka czy dokarmiania w pierwszej/drugiej dobie. Kobieta leżąca po porodzie, słaba i wyczerpana (większość tak niestety leży) może czuć się kompletnie zagubiona. Wtedy uwierzy w każdą głupotę, jaką jej wciśnie położna.
    Przykład z mojego życia: położna usiłowała mi wmówić, że za mało karmiłam i dlatego synek ma żółtaczkę. Gdyby to był inny szpital (nie nastawiony na kp) i chcieliby podać małemu mm, a ja bym nie była obryta, pewnie bym się zgodziła na dokarmianie. W szpitalach często tak się terroryzuje kobiety ("jak nie dokarmimy dziecka, to będzie płakać z głodu", "jak pani nie natniemy, to dziecko się udusi/nie urodzi/będzie upośledzone").

    Wracając do instynktu - już pisałam, że nasze mamy, babcie nie karmiły. Wiele z nas nie widuje karmionych dzieci. Kiedyś karmienie nie było czynnością wstydliwą, można było zobaczyć, jak robi to mama, siostra czy kuzynka. A teraz? Ja chyba nigdy nie widziałam, jak przystawia się dziecko do piersi i jak dziecko powinno ją chwytać. Jeśli już, wiedziałam, że jakaś mama właśnie karmi, ale dziecko było schowane pod bluzką/chustą - bo taki jest teraz styl.
    W sklepach królują butelki, różne rodzaje smoczków do nich, kapturków, smoczków-uspokajaczy. Te rzeczy znajdują się w prawie kazdej wyprawce i ich używanie jest naturalniejsze niż... karmienie piersią.
    Kolejna rzecz: dzieci jednak miewają problemy z jedzeniem. Za płytko chwytają (co sprawia ogromny ból), ssą nieproduktywnie itp. Kiedyś wystarczyła pomoc bliskiej kobiety, teraz musimy same się dowiedzieć, co robić lub wezwać doradcę laktacyjnego.
    Długie lata funkcjonowały zalecenia, by karmić co określoną liczbę godzin. Nadal można o tym przeczytać u kretynek (sorry...) pokroju Tracy Hogg, a to naprawdę rujnuje laktację.
    Następną sprawą są oczekiwania wielu matek - że będą mogły wrócić szybko do formy, zacząć pracować, że dziecko będzie jadło krótko i niezbyt często i nie będzie używać piersi jako smoczka. A tak się z noworodkiem (ani małym niemowlęciem) nie da.
  • 04.07.10, 11:54
    jul-kaa napisała:
    > Długie lata funkcjonowały zalecenia, by karmić co określoną liczbę
    > godzin. Nadal można o tym przeczytać u kretynek (sorry...) pokroju
    > Tracy Hogg, a to naprawdę rujnuje laktację.

    Aha, nie ma to jak powtarzać jakieś durne przekłamane informacje,
    nie czytając albo nie rozumiejąc książki. Pierwsze o czym można
    przeczytać o Tracy Hogg, jest zalecenie, aby WYRZUCIĆ ZEGAREK, bo
    dziecka nie da się karmić co określoną liczbę godzin.
  • 04.07.10, 12:16
    szarsz, ja czytałam Tracy Hogg... I nie powtarzam nic, bo wnioski są moje własne.
    Bzdury Tracy:
    1. Tracy zaleca sztuczne dokarmianie dzieci z wagą urodzeniową poniżej 3kg (s. 111)
    2. Tracy stworzyła tabelkę, wg której należy karmić - Dzień pierwszy (na
    żądanie): 5 minut pierś lewa, 5 minut pierś prawa. Dzień drugi (co 2 godziny):
    10 minut pierś lewa, 10 minut pierś prawa. Dzień trzeci (co 2,5 godziny): 15
    minut pierś lewa, 15 minut pierś prawa. Dzień czwarty: maksimum 40 minut co
    2,5-3 godziny, zmieniając piersi przy kolejnych karmieniach. (s. 114)
    3. Podczas jednego karmienia karmimy tylko jedną piersią (s. 115)
    4. Zakaz karmienia na żądanie (s. 116-117)
    5. Sugestie dot. długości karmienia (poprzedzone faktycznie uwagą o wyrzuceniu
    zegarka): 4-8 tyg. do 40 min., 8-12 tyg. do 30 min, 3-6 m-cy do 20 min. (117) i
    tego, ze dziecko musi mieć czas by strawić pokarm.
    6. zalecenie dot. tworzenia tabelki karmień (s. 120-121)
    7. "Żadne normalne dziecko nie potrzebuje karmienia co godzinę" (s. 51)
    8. tabelka krytykująca karmienie na żądanie (s. 55)
    9. mówienie, że smoczek nie zaburza karmienia i że _nalezy_ go stosować podczas
    pierwszych trzech miesiecy (s. 135)

    No i w ogóle cała książka mówi, jak to dziecko nie wie, co jest dla niego
    najlepsze, jak dyryguje rodzicami, jak wymusza itp.

    Nie przeczę, że można coś wynieść z książki Tracy Hogg (choć nie wiem, co
    konkretnie), ale na pewno nie rady dotycząc karmienia. Te mogą je bardzo, bardzo
    zaburzyć. Polecam lekturę forum Karmienie Piersią - bardzo często zjawiają się
    tam mamy, które starały się wprowadzić Łatwy Plan Tracy i zrujnowały przez to
    karmienie piersią.
  • 05.07.10, 22:10
    ceylley napisała:

    > Ja mam trochę inną teorię, bardziej kontrowersyjną:
    >
    > Moim zdaniem powinno się odpuścić sobie fora internetowe, książki, poradniki
    > itp. I pod żadnym pozorem nie słuchać rad. Jedyną osobą, która może kobietę
    > nauczyć jak karmić jest jej dziecko.
    >

    Ja co prawda tylko z dużą piersią (30H-32GG), ale napiszę kilka słów w temacie.
    Zgadzam się z odpuszczeniem for i innych, sama nie czytałam niczego, licząc na
    położną i wskazanie po porodzie co i jak. W czasie ciązy miałam tak dość
    internetowej paniki i tego nie można, tamtego nie, że nie chciałam się dodatkowo
    niepotrzebnie denerwować.

    Później doczytałam tylko w "What to expect" rozdział o karmieniu piersią, ALE
    korzystałam też z porad doradcy laktacyjnego, bo zaraz po porodzie bardzo cieżko
    zachorowałam, przez co pokarm pojawił się w bardzo małej ilości i dość późno
    (kilka dni po). Dzieć po prawie każdym przystawieniu dostawał butelkę, a ja
    elektryczny laktator, co 3 godziny, w dzień i w nocy, by masować i pobudzać.
    Tydzień po porodzie, kiedy mój tsan się bardzo pogorszył, miałam ciężką i
    niespodziewaną operację, co w karmieniach wprowadziło jedynie tę różnicę, że w
    dniu operacji i dzień po mały nie był przystawiany, ale laktator owszem, mimo,
    że przez kolejne dwa dni miałam ciągły epidural dla uśmierzenia bólu. Kiedy
    wypisywano nas ze szpitala, doradca laktacyjny powiedziała: najpierw
    rekonwalescencja, później proszę się martwić karmieniami, ale proszę nie
    przerywać regularnego przystawiania. Po kilku dniach w domu miałam już normalną
    laktację ;) która trwa do tej pory. Moja niewiedza nie zaszkodziła niczemu
    (wiedziałam tylko, że mam karmić co 3 godziny i cierpliwie czekać, i że moje
    nastawienie będzie kluczowe); butelka nie wpłynęła na małego w żaden sposób.
    Byłam uparta i miałam wsparcie, i jakoś się udało.

    --
    proznosc.blox.pl
  • 06.07.10, 08:36
    joannea, podziwiam Twojego malucha, musi być prawdziwym twardzielem i wielkim
    fanem piersi! Serio :) Naprawdę nie wszystkie dzieci po tak długim czasie
    karmienia butlą chcą wrócić do piersi, wiele już po jednej butli ma zaburzone
    ssanie. Tym bardziej gratulacje dla synka i dla Ciebie za wytrwałość - wiele
    kobiet po takich przejściach po prostu by sobie odpuściło kp.

    Piszesz, że Twoja niewiedza niczemu nie zaszkodziła - ALE miałaś porządne
    wsparcie (w Polsce to rzadkość), wyjątkowe dziecko i warunki do podtrzymania
    laktacji (gdzie w Polsce tak pomagają kobiecie?).
    Ja też mogę powiedzieć, że wiedza niewiele mi dała, bo moje dziecko nie miało
    najmniejszych problemów ze ssaniem, ze wzrostem wagi i z karmieniem po wyjęciu
    spod lamp.
    Niestety jednak będąc w ciąży nie wiemy, jakie będzie nasze dziecko, nie wiemy,
    jak zachowają się nasze piersi, nie wiemy, co wyprawia szpital (np. podając
    dziecku glukozę czy mm). Dlatego moim zdaniem warto wiedzieć jak najwięcej.
  • 02.07.10, 22:53
    u mnie karmienie trwało 4 m-ce dodatkowo 2 m-ce sciagałam pokarm.Pozycja
    klasyczna jak dla mnie również do bani...nie jest łatwo tzn mi nie było łatwo
    karmić Liwię piersią-mam 65 HH ,teraz ale karmiłam jakis rok temu,i piersi były
    o wiele większe.

    Ale jak zostało tu powiedziane,kazdy ma inaczej.

    Przy następnym tak łatwo się nie poddam:)
  • 02.07.10, 23:41
    Jako ciekawostkę napiszę Wam jeszcze, jakie pozycje u mnie się sprawdzały (a
    były możliwe tylko dzięki rozmiarowi piersi). Nie wiem, czy takie kombinacje
    były opisane kiedyś w jakimś poradniku.

    1. Pozycja domowa: Córa leżała na boku, ja również na boku. Wiadomo - w takiej
    pozycji jedna pierś leży na łóżku a druga leży na tej pierwszej. Nie było siły
    nakarmić małą tą "dolną" piersią. Jadła tylko z tej górnej. Żeby zmienić pierś
    trzeba było się przekręcić na drugi bok. ;)

    2. Pozycja samochodowa: (tak mi się złożyło, że córa karmiona była tylko w domu
    albo na tylnym siedzeniu samochodu, żadnych "plenerów") Siadałam "po turecku",
    lekko zgarbiona, córę kładłam na kolanach w taki sposób, że pupa był w "dołku"
    między nogami, a głowa troszkę wyżej, na udzie, no a pierś (przypominam, że
    pozycja przygarbiona), również leżała sobie obok głowy, na udzie. Jakkolwiek
    idiotycznie by to nie brzmiało - działało i zapewniało obie ręce wolne, na
    głaskanie, manipulację chusteczkami, czy inne takie około karmieniowe rzeczy.

    To takie dwie pozycje nietypowe, na dowód, że nie zawsze trzeba się trzymać
    podręczników.

    P.S. Chyba nigdy nie udało mi się nakarmić małej w żadnej "podręcznikowej" pozycji.
  • 05.07.10, 21:45
    ceylley napisała:
    > 1. Pozycja domowa: Córa leżała na boku, ja również na boku. Wiadomo - w takiej
    > pozycji jedna pierś leży na łóżku a druga leży na tej pierwszej. Nie było siły
    > nakarmić małą tą "dolną" piersią. Jadła tylko z tej górnej. Żeby zmienić pierś
    > trzeba było się przekręcić na drugi bok. ;)


    O TAK ! Uwielbiam tę pozycję, zwłaszcza w nocy. Tyle, że przy swoim 30GG mogę sobie pozwolić na karmienie zarówno piersią "dolną" jak i "górną". Że też przy pierwszym dziecku na to nie wpadłam :) Przyznaję, że nie wiem jak, ale sama odkryłam tę pozycję. Ach, ta Matka Polka :)
    --
    Magda
    www.brazone.pl
  • 06.07.10, 10:34
    U mnie też ta pozycja królowała. Teraz mam 32HH, a w czasie karmienia
    byłam w trakcie odkrywania rozmiaru, więc niewiele powiedzieć o tym
    mogę (no,były raczej duuuuże). Maks ma 3,5 roku, karmiłam 17
    miesięcy. Z reguły zawsze na leżąco, rzadko inaczej. I właśnie tak,
    że leżąc na lewym boku karmiłam prawą piersią.
    Niestety, nie miałam pomocy w nauczeniu się karmienia - jakoś samo
    wyszło, metodą prób i błędów. Ale karmić da się, nie ma innego
    wyjścia - zwłaszcza jak się karmiąca uprze:)
    --
    http://lb4m.lilypie.com/Cphyp1.png
    i*link*do*bloga
    s*m*o*k*i
  • 26.07.10, 23:57
    U nas pozycja domowa też się sprawdzała. Ale udawało mi się nakarmić z obu piersi nie zmieniając boku- dając dolną pierś przekręcałam się z boku na plecy.

    Najwspanialszym dla mnie wynalazkiem do karmienia jest rogal-poducha do karmienia. Uwalnia ręce od trzymania dziecia, można podtrzymać biust :)
    --
    Tesia (IX.07) i Hela (XII.09) moje dwa cuda
  • 03.07.10, 08:41
    zaraz po porodzie, jak nie chce się karmić, trzeba wygasić laktację
    farmakologicznie - organizm jest cały nastawiony na karmienie
    ale relaktacja po 2-3 miesiącach jest możliwa - trochę wysiłku i czasu trzeba w
    to jednak włożyć

    --
    mam zasady
    i kwasy
  • 03.07.10, 10:34
    Nie trzeba wygaszać farmakologicznie. Można pozwolić na to, żeby laktacja
    wygasła samoistnie. Trwa to dłużej, ale nie ma ryzyka skutków ubocznych, jakie
    mogą człowieka spotkac po bromokryptynie. Jak nie będzie ssaka przy piersi, to
    nie będzie impulsu do rozkręcania laktacji, piersi dostosowują sie do
    zapotrzebowania zgłaszanego przez dziecko. Tak samo odstawianie od piersi mozna
    przeprowadzić bez farmakologii.

    A relaktacja faktycznie jest możliwa. Możliwe jest nawet karmienie piersią
    dzieci adoptowanych :)

    --
    Autostrada - asfaltowa droga
    samochodowa; nie jest ona lepsza od przeciętnej polskiej drogi asfaltowej,
    natomiast brzydkie reklamy nużą oko i odwracają uwagę kierowcy od drogi.
  • 03.07.10, 09:40
    A dlaczego miałoby się nie karmić te 2-3 miesiące?
  • 04.07.10, 11:56
    jul-kaa napisała:
    > A dlaczego miałoby się nie karmić te 2-3 miesiące?

    Np. z powodu choroby. Np. po zakrzepicy trzeba często przez 2-3
    miesiące przyjmować leki, które rozpuszczają skrzepy i nie wolno
    przy nich karmić. Np. przy depresji. Też nie wolno łączyć karmienia
    z lekami.
  • 04.07.10, 12:16
    Pytałam o konkretny przypadek. Te, które Ty podałaś, są oczywiste. Mamy jednak
    czesto nie muszą wcale odstawiać od piersi, można bowiem znaleźć leki nie
    kolidujące z karmieniem.
  • 04.07.10, 16:12
    Ale Szarsz podała Ci właśnie konkretne możliwe przyczyny.
    A chorób, przy których poród może wywołać zaostrzenie, a leków
    ratujących wtedy mamę na pewno nie wolno podać dziecku z mlekiem,
    jest więcej.

    I tutaj jak powiesz "przecież można znaleźć leki nie kolidujące z
    karmieniem" jak nie można, to mamę, która wie, że nie można, po
    prostu upewnisz, że widocznie karmienie nie dla niej, kropka.
    Chociaż myślę, że w praktyce bywa gorzej. Kobieta, która
    rozpaczliwie chce karmić widzi, że jej stan się pogarsza, ale
    próbuje wbrew zdrowemu rozsądkowi zostać na lekach nie
    kolidujących z karmieniem. W efekcie podejmuje ostre leczenie za
    późno. Wtedy już nie wystarczą dwa miesiące, a dawki leków muszą
    być jeszcze większe.

    Gdyby taka kobieta wiedziała, że może po prostu przeczekać czas
    leczenia, a potem spróbować, nie dochodziłoby pewnie do takich
    akcji...

    A problem w tym, że kobiety w takich sytuacjach praktycznie
    zawsze w Polsce słyszą, że po prostu muszą karmić butelką i już.
    Przez cały czas. A to ich silne leczenie może trwać np. 2
    miesiące.

    Dlatego pomyślałam, że jak kobiety czasem długo się męczą, żeby
    zacząć, to może i w takiej sytuacji można po prostu świadomie
    zacząć później, a nie od razu rezygnować całościowo...

    Zatem - może ktoś i na taką okoliczność rzucić jakimś linkiem? :)
    Gdzieś opisywały się kobiety, które karmienie najpierw wygaszały,
    a potem przywracały? A może w ogóle nie trzeba go wygaszać, tylko
    da się zostawić na jakimś niewielkim poziomie bez karmienia
    dziecka...?
    --
    'O motoryzacji i mody szkodliwości' Tym razem futurystycznie pół żartem, pół serio :)

    Kostiumy kąpielowe - część 3
  • 04.07.10, 16:24

    > Gdzieś opisywały się kobiety, które karmienie najpierw wygaszały,
    > a potem przywracały? A może w ogóle nie trzeba go wygaszać, tylko
    > da się zostawić na jakimś niewielkim poziomie bez karmienia
    > dziecka...?

    Laktator.
    Regularne odciąganie, nawet na pusto (czyli w sytuacji, kiedy mleko przestaje
    już płynąć), utrzyma laktację. Są kobiety, które karmią wyłącznie odciąganym
    pokarmem, mają nawet forum o nazwie "Karmiące piersią inaczej".


    --
    Na złość wam wszystkim nie wypiszę się z NK! Pod prąd płynie jeno ślachetna ryba.
  • 04.07.10, 17:01
    W sumie to najrozsądniejsze wtedy: ściąganie laktatorem i wylewanie tego a
    dziecku podawanie niekoniecznie butelką lecz
    forum.gazeta.pl/forum/w,570,106341992,106345828,Re_Kieliszkiem_lyzeczka_sonda_sns_w_jaki_sp.html
    Tylko ściągając można pokarmić długo, przykładem są dziewczyny z
    forum.gazeta.pl/forum/f,46749,Karmiace_Piersia_Inaczej.html
    Mi karmienie dało wiele, pomogło zaakceptować, że to moje dziecko - cc bardzo to
    zaburzyło. Dowiadywałam się bardzo dużo o KP przed porodem i ciężko było mi
    uwierzyć, że się uda w ogóle a do tego dochodził powrót na studia.
    Dziecko od 24 doby na karmieniu mieszanym, bywało bardzo ciężko ale daliśmy
    radę. Można pogodzić studiowanie dzienne i dziecko zasadniczo karmić piersią.
    Teraz karmię już 7,5 miesiąca i cieszę się, że się nam udało. Moje dzielne
    dziecko, które mimo tak fajnego picia z butelki łaskawie godziło się wrócić na
    pierś :)
    Prawda jest taka, że oprócz matki i dziecka duży wpływ na laktację ma też
    otoczenie, które może wspierać ale też namawiać na modyfikowane. Jestem pełna
    podziwu dla mamy Jul-kii, która podaje po palcu gdy jej nie ma.
    --
    Zagłosuj na brokułowego smakosza
  • 04.07.10, 17:51
    wariamiktoria napisała:
    > Prawda jest taka, że oprócz matki i dziecka duży wpływ na laktację ma też
    > otoczenie, które może wspierać ale też namawiać na modyfikowane. Jestem pełna
    > podziwu dla mamy Jul-kii, która podaje po palcu gdy jej nie ma.

    Czytałam kiedyś wyniki badań, które dowodziły, że wsparcie otoczenia (a
    konkretnie męża/partnera) jest najważniejszym czynnikiem zewnętrznym jeśli
    chodzi o sukces w karmieniu piersią.
    Moja mama sama długo karmiła (kilkanaście miesięcy) i uwaza karmienie za
    wspaniałą rzecz. Dziwiła się trochę dokarmianiu po palcu, ale przystała na to
    bez trudu (na pieluchy wielo też przystaje i - uwaga! - noszenie w chuście też
    przystaje). Tyle tylko, że mama zostaje z małym sporadycznie. Myślę, że babcie,
    które zajmują się wnukiem "na cały etat" mogą stawiać twardsze warunki.

    Mąż mój za to po wyjęciu z dziecka z cieplarki (w której karmiłam strzykawką)
    bardzo nalegał na karmienie piersią - i słusznie, bo ja chciałam jeszcze
    dokarmiać (ze strachu oczywiście). I do teraz to mąż właśnie jest moim
    najlepszym doradcą laktacyjnym - jeszcze w szpitalu znajdował nam najlepsze
    pozycje.
  • 04.07.10, 16:32
    Jasne, masz rację we wszystkim, co piszesz :):) Ja myślałam, że TOBIE chodziło o
    jakąś konkretną chorobę i w związku z tym zapytałam.

    Ja napisałam tak, jak napisałam, bo lekarze często strasznie boją się dawać
    cokolwiek ciężarnej. I albo każą odstawić, albo nie chcę jej leczyć. A często
    leczyć można i karmić też.

    Ale oczywiście w sytuacji, w której nie ma wyboru i leki trza brać, a karmić
    przy nich nie można, warto podtrzymać laktację (jeśli się chce). I lepiej ją na
    pewno podtrzymać, niż wygaszać i reaktywować. Czyli: ściągamy mleko i wylewamy,
    malucha karmimy sztucznym (najlepiej NIE butelką), a jak już odstawimy leki i
    organizm się z nich oczyści, przystawiamy znów.
  • 04.07.10, 16:57
    Przychodzi mi do głowy jeszcze silna alergia. Jeśli mama jest alergiczką i wie,
    że tylko przez część roku mus brać leki, może pewnie własnie tak sobie "ustawić
    laktację".

    A jesli chodzi o depresję, to moim zdaniem ciąża, poród i przede wszystkim
    karmienie, mogą wpływać na nastrój na dwa sposoby - albo nasilić objawy
    chorobowe, albo je znacznie zredukować. Warto moim zdaniem sprawdzić, jak wpływa
    w konkretnym przypadku (a bywają mamy, które zakładają, że nie będą karmić, bo
    muszą brać po porodzie leki psychotropowe. w ich przypadku może warto spróbować
    karmienia).
  • 03.07.10, 11:51
    Wg wszystkich okolicznych wiedźm (położne, instruktorka ze szkoły rodzenia)
    natychmiastowe przystawienie dziecka do piersi przyspiesza też obkurczanie
    macicy, bo działa ta sama oksytocyna. Oksytocyna równoważy też działanie
    adrenaliny, czyli substancji produkowanej przez organizm w stanach stresowych.

    Rzeczywiście produkcję mleka stymuluje 'ssak' przy piersi. Nie tylko można w
    kilkanaście dni wywołać laktację przy adoptowanym niemowlaku... ale podobno ok.
    20% mężczyzn też może mieć wywołaną produkcję mleka, w podobny sposób. To już
    wiadomo, dlaczego jeszcze posiadają brodawki ;).

    I akurat o ile właśnie po kilku miesiącach jestem skłonna przejść na system
    mieszany (bo nie wiem, czy wyjdzie mi odciąganie), tak te pierwsze parę tygodni
    życia dziecka wydaje mi się, że mleko kobiece jest dla dziecka najlepsze, bo
    biologicznie dostosowane do potrzeb organizmu (z np. jeszcze rozwijającym się
    układem trawiennym). O byciu naturalną szczepionką na pierwsze dni życia też
    warto pamiętać.
    --
    Ja 'od kuchni'... www.mixedlanguage.blox.pl
  • 04.07.10, 01:41
    maith napisała:

    > A karmić trzeba rzeczywiście od razu? Czy można np. dopiero po 2-3
    > miesiącach od porodu?

    Teoretycznie dało by się. W praktyce widzę to cienko, nawet nie ze względu na
    laktację, bo jest możliwe jej przywrócenie. Ale dziecko nieprzyzwyczajone, że ze
    smoczka samo leci raczej się już nie nauczy pracować nad piersią. Zdarza się, że
    dzieci odrzucają pierś po zaledwie kilku podaniach butli.

    --
    znowu 32g, witaj Arabelko :-)
    ja też czytam blog balkonetkapl!
  • 03.07.10, 12:03
    A ja wam powiem
    że nie karmiłam
    bo się naczytałam forum
    ile z tym problemów hocków klocków
    i że się biust potwornie niszczy
    skutek: nawet nie przystawiałam młodego do piersi
    i jeszcze uparcie krzyczałam że mam do tego prawo
    po paru latach niezmiernie żałuję...
    --
    http://c.wrzuta.pl/wi17028/08950543002950224a54ed8f/0/bez%20nazwy%202%20kopia
  • 03.07.10, 12:27
    epistilbit, przykro mi, że tak się teraz czujesz. Ale faktem jest, że do takiej
    decyzji miałaś prawo...
    Moim zdaniem z butelką jest więcej kłopotów i hocków klocków :)
  • 03.07.10, 16:29
    A ja właśnie obliczyłam że łącznie karmiłam piersią przez...8,5 roku.
    Lubiłam to. Nienawidziłam za to odstawiania od piersi, a konkretniej bolesnej
    walki o zatrzymanie laktacji. Czy naturalnie, czy farmakologicznie, było to dla
    mnie udręką.
  • 04.07.10, 11:04
    Ja zeby odstawic dziecko, musialam pojsc na impreze i porzadnie sie
    zloic.
    Rano bylam jeszcze pijana, wiec nie moglam przystawic dzieciaka :)

    Z perspektywy uwazam, ze moglam jeszcze pokarmic z pol roku.
    Teraz bede karmic duzo dluzej.

    --
    Piękna Helena
    I jeszcze piękniejsza Maria
  • 06.07.10, 11:31
    Ostawienie wychodzi też i "samo". Pracowałam, więc nie karmiłam w
    dzień, tylko popołudniami i wieczorami. Potem powoli zmniejszałam ilośc
    karmień, aż pewnego razu dziecko samo sobie zrezygnowało i laktacja
    sobie stanęła.
    --
    http://lb4m.lilypie.com/Cphyp1.png
    i*link*do*bloga
    s*m*o*k*i
  • 04.07.10, 20:05
    Zgadzam sie nie ma regul. Mnie piersi bolaly przy karmieniu chyba z miesiac.
    Kontrolowalo mnie kilka poloznych i wszystkie mowily, ze moje dziecko b. dobrze
    chwyta (rzeczywiscie w buzi miala o wiele wiecej niz otoczke). Moj dziec byl po
    prostu b. silny (jadla wiecej niz przecietne noworodki). Niestety bol zalezy tez
    od delikatnosci skory i wielkosci brodawek. Pomimo tego, ze bolalo i na poczatku
    mialam ranki nigdy nie mialam zapalenia piersi ani wiekszych problemow z
    karmieniem, tylko nawal, ale to normalne. Karmilam prawie 14 m-cy :)
    --
    podlej brzoze
  • 04.07.10, 21:54
    Witajcie ;-)
    Byłam nastawiona na karmienie piersią i się udało ;-) Za pierwszym
    razem rozmiar 80K, obecnie 80HH.
    Początki były od razu udane mimo tego, że Kuba urodziła się przez cc
    i dostałam go dopiero po 28h od narodzin. Karmiłam spod pachy
    (inaczej miałam zatkane kanaliki) i co ciekawe musiałam karmić z
    dwóch piersi za każdym razem. Karmiłam 8 miesięcy i chyba nieźle szło
    bo Kuba zaczynał z wagą 3320g a po pół roku 9950g ;-) Mleka miałam na
    styk - nie było szans na jakiś zapas. Nie ukrywam, że duże wsparcie
    miałam w szpitalu + zaprosiłam doradcę laktacyjnego od razu jak
    przyjechaliśmy do domu bo miałam permanentnie zatkane niektóre
    kanaliki ;-)

    Z Gabrysią zaczynałam też po ponad 24 h od porodu (wcześniak i
    kleszcze) więc też późno zaczęłyśmy się poznawać. Karmię ją także
    spod pachy i tylko czasami krzyżowo (np w aucie). Oczywiście domaga
    się z obydwu piersi i opróżnia je na maksa. Zaczynałyśmy z wagą
    2900g, a po pół roku waży 9080g.

    W karmieniu piersią (dużą piersią) najbardziej mnie boli to, że nie
    mogę nosić super wygodnej karmnikowej bielizny, ale to już inna bajka
    ;-)


    --
    Pozdrawiam
    Dorota
    autumn.blog.pl/
  • 05.07.10, 11:33
    Ja karmiłam piersią prawie trzy lata, co prawda było to dawno, bo 16 lat temu.
    Wydaje mi się , że nastawała właśnie wtedy "moda" na karmienie, porody
    naturalne, w szpitalu miałam tez już dziecko cały czas przy sobie. Nie mam
    pojęcia, w jakim rozmiarze nosiłam wtedy stanik, chyba coś koło 38 D, i
    oczywiście był za mały.
    Ale chciałam wspomnieć o jednej radzie mojego ginekologa - otóż radził od połowy
    ciąży przygotowywać brodawki do karmienia przez codzienne , krótkie masowanie
    ich szorstką gąbką podczas mycia.
    Faktycznie, nie miałam potem żadnych problemów z bólem, czy popękanymi
    brodawkami, a ssaka miałam naprawdę silnego. Zakazał tylko masowania przed samym
    porodem, by nie wywołać skurczów.
    --
    78/100 => 32FF
  • 05.07.10, 16:25
    To moje drugie dziecko, karmię odciąganym mlekiem.
    Pierwsze karmiłam wyłącznie odciąganym przez 4 miesiące, potem
    stopniowo wygaszałam laktację.
    Teraz kończę trzeci miesiąc odciągania.
    Tak mi pasuje.
    Przy obojgu dzieciach przez pierwszych parę dni był duży spadek
    wagi, musiałam dokarmiać. Jakaśtam pielęgniarka w szpitalu
    powiedziała, że często bywa tak właśnie, że duży biust potrzebuje
    więcej czasu na "rozbujanie" laktacji. Nie wiem, na ile to prawda, u
    mnie się sprawdziło.

    --
    I'm not insane. My mother had me tested.
  • 05.07.10, 16:44
    Bardzo ciekawy wątek, więc i ja się dołączę.

    Ceylley - co do twojej teorii na temat wiedzy o karmieniu - pozwolę się z Tobą
    nie zgodzić, mimo, że miałam dokładnie identyczne zdanie w tej kwestii porodem.
    Ja naprawdę chciałam zaufać naturze, nie przewidziałam tylko tego, że mój dzieć,
    dostawszy uprzednio butlę po cc, odmówi współpracy. Przez pierwszy tydzień było
    ciężko - w okresie nawału w ogóle nie karmiłam piersią, tylko odciągałam mleko i
    dawałam z butelki. A potem w ogóle nie mogłam odciągnąć i było tak, że piersi
    pełne mleka, a dzieć na mm... Całe szczęście tydzień po porodzie przyszła do
    mnie polóżna z przychodni i jakoś cudownie (naprawdę, nazywam to cudem!) mały
    zaczął ssać, chociaż przy mnie nie chciał. Koniec końców wszystko jest na razie
    ok (karmię prawie 5 miesięcy), ale dzisiaj uważam, że źle zrobiłam, nie czytając
    niczego wcześniej. Mądra jestem po szkodzie. Teraz na pewno zrobiłabym inaczej -
    dowiedziałabym się jak najwięcej i doradzam to każdemu!
    Kiedyś takie dowiadywanie się nie było tak potrzebne jak dzisiaj, bo - jak
    napisała Jul-kaa, umiejętność karmienia wynosiło się z domu. W obecnych czasach
    niestety kobiety karmia coraz krócej, a karmienie powyżej roku jest uważane
    za...hmmm... niesmaczne. karmienie powyżej 2 lat to już niemalże kazirodztwo wg
    niektórych. Zupełnie nie rozumiem takiego podejścia... Przez wiele wieków było
    to bowiem normalne. Znalazłam nawet ciekawy link:
    www.archeologiczne.fora.pl/badania-antropologiczne,6/w-sredniowiecznej-cedyni,542.html
    Co do karmienia dużą piersią, to oczywiście to jest jak najbardziej możliwe.
    Każda pierś jest stworzona do karmienia. Chociaż... może pewne typy są
    trudniejsze w obsłudze.
    Ja bardzo dużego biustu nie mam - 34G obecnie. Ale piersi mam o takim kształcie
    raczej długim - sutek znajduje się nisko w stosunku do górnej części piersi, jak
    stoję to dolnej części piersi (tam, gdzie jest podstawa piersi) mi nie widać. I
    mam wrażenie, że gdyby te sutki były umiejscowione wyżej, to mogłabym karmić bez
    podtrzymywania piersi. A tak to nijak nie potrafię, bo jak wyjmę dłoń spod
    piersi, to jej górna część się wybrzusza i zakrywa dzieciowi twarz i brodawka
    wylatuje z buzi. Nie wiem, jak można karmić bez podtrzymywania (to trochę taki
    mój kompleks, bo widziałam na filmach i parę razy w parku jak kobiety karmią bez
    przytrzymywania, i się smucę, że ja tego nie potrafię :-( Jak wy sobie z tym
    radziłyście?

    PS Jul-kaa, nie chciałabyś zostać doradcą laktacyjnym? Masz zadatki. naprawdę,
    nie nabijam się :-)
  • 05.07.10, 19:19
    Odezwie się nieśmiało małobiuściasta (65C). Po cc karmiłam dziecko przez 37
    miesięcy. Biust zmniejszył się i stracił niestety w pewnym stopniu jędrność -
    ale mam już 36 lat, a zmiana nie jest dramatyczna. Dziewczyny, pamiętajcie, że
    dokarmianie dziecka przez personel wymaga waszej zgody i nie gódźcie się na to,
    dopóki spadek wagi dziecka nie przekroczy 10%. Jest kompletną bzdurą, że po cc
    pokarmu nie ma. Jest kompletną bzdurą, że mleko staje się trujące po roku. To
    pokarm idealnie dopasowany do dziecia i warto o tym pamiętać. Przez 2 lata mój
    dzieciak nie pił innych płynów - ale wystarczyło, że mama się oddaliła i jak
    najbardziej akceptował wodę :-). Wróciłam do pracy, gdy synal miał 7 miesięcy.
    Laktacja się dostosuje, naprawdę.
    Problemem jest brak fachowych doradców laktacyjnych - ja spotkałam się z
    niemalże chamstwem ze strony personelu (śmierdzącego papierosami w szpitalu
    "przyjaznym karmieniu piersią"). No ale trzeba twardym być, nie miętkim. Mnie
    przy ssaniu bolały piersi - długo, do roku, ale potem poszło jak po maśle.
    Dodatkowym problemem było to, że mam lewą pierś po wycięciu guza, i część
    kanalików została przecięta, więc mleko spływało powoli.

    Zdecydowałam się na tak długie karmienie ze względu na potrzeby emocjonalne
    dziecka i na nasze obciążenie rodzinne (nowotwory, cukrzyca II, astma,
    miażdżyca). Karmienie działa jak szczepionka.

    Dziewczyny, nie przejmujcie się reakcjami otoczenia. Małpy człekokształtne
    karmią 3-4 lata, więc człowiek spokojnie może przekroczyć mentalną granicę 1
    roku. Poza tym - co za wygoda! Nikt za żadne skarby świata nie zmusiłby mnie do
    wstawania o 2-3 w nocy w celu przygotowania mieszanki. No i koszty. Poza tym
    mleko mamy przegania wszelkie smuteczki dziecka, piersią można je uspokoić itd.
    - bez żadnego ryzyka doprowadzenia do otyłości u malucha (szary tłuszcz powstały
    z mleka mamy zostaje w całości spalony we wczesnym dzieciństwie). Dodam jeszcze
    mocne zęby mimo karmienia nocą (mleko zawiera czynnik chroniący przed próchnicą)
    i silną więź z mamą. Tak więc gorąco zachęcam, choć absolutnie nie zmuszam :-)
    Kasia mama Jasia
  • 05.07.10, 21:13
    kadewu1, masz rację, w szpitalach dzieją się okropne rzeczy :(

    Wczoraj rozmawiałam z żoną przyjaciela, która tydzień temu urodziła synka. Słuchałam z przerażeniem, jak opowiadała, co się działo w szpitalu. Spędziła tam zaledwie dwa dni, a położne i tak kazały kupić mleko, bo dziecko jest głodne, a ona nie ma pokarmu (naciskały i leciało - sic!)) I oczywiście dokarmili butlą. Mówiła, że wie, że pokarmu właściwego zwykle nie ma w pierwszych dobach, ale "kazali".
    Położne wmówiły jej, że ma zbyt płaskie brodawki by karmić i zaleciły kapturki nie mówiąc, że mogą zaburzać produkcję mleka. W sumie i tak to sukces, bo początkowo upierały się, że nie będzie mogła karmić w ogóle :(
    Aż mnie świerzbi, żeby do niej pojechać, powymądrzać się i pomóc z tym karmieniem, ale nie mogę się tak narzucać. Na razie dałam jej wszystkie namiary, które miałam i tyle rad, ile zmieściłam w rozmowie telefonicznej. Ale ciągle się boję, że jej nie wyjdzie :(
  • 05.07.10, 22:31
    jul-kaa napisała:


    > Wczoraj rozmawiałam z żoną przyjaciela, która tydzień temu urodziła synka. Słuc
    > hałam z przerażeniem, jak opowiadała, co się działo w szpitalu. Spędziła tam za
    > ledwie dwa dni, a położne i tak kazały kupić mleko, bo dziecko jest głodne, a o
    > na nie ma pokarmu (naciskały i leciało - sic!)) I oczywiście dokarmili butlą. M
    > ówiła, że wie, że pokarmu właściwego zwykle nie ma w pierwszych dobach, ale "ka
    > zali".

    Jako biuściasta mama po przejściach (nawał z obkładaniem worczkami z lodem i kapustą i piciem szałwi i zastojami ... ach, do dziś kapusta źle mi się kojarzy) wiedziałam, z czym się "to" je. Ale przecież położna wie lepiej, co akurat dzieje się w moich piesiach.
    Ja w szpitalu, trzecia doba od (drugiego!) porodu: " Siostrzyczko, poprosiłabym o Paracetamol, bo łapie mnie "stan przednawałowy" i temperatura mi skacze (pewnie i z osłabienia i z nerwów i ze zbliżającego się albo zaczynającego nawału) i cala jestem obolała
    Siostra: Niemożliwe, że nawal się zbliża, Pani tam przecież nie ma jeszcze mleka :) po czym ściska mi otoczkę, mleko sika na 2metry, pani wychodzi z sali bez słowa

    Dodam, że dziecko karmione od początku tyko piersią :) No comments


    > Położne wmówiły jej, że ma zbyt płaskie brodawki by karmić i zaleciły kapturki
    > nie mówiąc, że mogą zaburzać produkcję mleka. W sumie i tak to sukces, bo począ
    > tkowo upierały się, że nie będzie mogła karmić w ogóle :(

    Co do płaskich lub wklęsłych brodawek to miałam ten problem przy obu ciążach i o ile w pierwszej nic z tym nie robiłam (bo nikt mi nie powiedział, że można) to przy drugiej, dzięki mojej najukochańszej położnej Teresce ze Szkoły Rodzenia (uwielbiam tę kobietkę!) moje wklęsłe brodawki, a w zasadzie lewa nie przysporzyły mi najmniejszego problemu. Poradziła, żebym przed porodem i po porodzie też (zgłosiłam się do niej około miesiąc przed porodem i to w zupełności wystarczyło) nosiła w ciągu dnia nakładki formujące www.medela.com.pl/index.php?page=artykuly-wspomagajace Naprawdę gorąco polecam ! Żadnych problemów z popękanymi brodawkami nie było, a Piotruś tak samo chętnie i mocno ciągał obydwa cycusie.

    I żałuje, że jak urodził się mój starszy synek nie było tego wątku na Lobby i że nie miałam żadnej podobnie doświadczonej koleżanki. Teraz to one mówią o mnie "pogotowie laktacyjne" a ja staram się jak umiem najlepiej im pomagać.
    --
    Magda
    www.brazone.pl
  • 05.07.10, 21:14
    diuszesa napisała:
    > mam wrażenie, że gdyby te sutki były umiejscowione wyżej, to mogłabym karmić be
    > z
    > podtrzymywania piersi. A tak to nijak nie potrafię, bo jak wyjmę dłoń spod
    > piersi, to jej górna część się wybrzusza i zakrywa dzieciowi twarz i brodawka
    > wylatuje z buzi. Nie wiem, jak można karmić bez podtrzymywania (to trochę taki
    > mój kompleks, bo widziałam na filmach i parę razy w parku jak kobiety karmią be
    > z
    > przytrzymywania, i się smucę, że ja tego nie potrafię :-( Jak wy sobie z tym
    > radziłyście?

    Nie wiem, czy dobrze rozumiem. Chodzi Ci o to, żeby mieć obie ręce wolne? Czy
    chociaż jedną?
  • 05.07.10, 22:31
    Ja dodam jeszcze, ze karmienie piersia lagodzi
    skutki inwazji pasozytow.

    Moja rodzina jest neistety obciazona :( - starsza corka ma ciagle
    nawroty lamblii, mlodsza zamierzam wiec karmic ile wlezie. Po roku
    zostawie sobie 2 karmienia dziennie i nawet jesli zlapie lamblie, to
    nie dopoki bedzie na cycku, nie zrobia jej specjalnej krzywdy.

    --
    Piękna Helena
    I jeszcze piękniejsza Maria
  • 05.07.10, 23:21
    Nie, nie obie. Jedną. Bo w tym momencie jak karmię w pozycji klasycznej, to
    jedną rękę mam zgiętą i na niej leży główka dziecia, a drugą przytrzymuję pierś
    od spodu.
  • 06.07.10, 09:39
    A, rozumiem. To polecam krzyzową na porządnej poduszce - ja tak czasem karmię i
    mam wolne albo obie ręce (jeśli dobrze ułożę małego, a on nie fika), albo
    chociaż jedną (bo nie trzymam dziecku główki).
  • 06.07.10, 20:41
    No spróbujemy, dzięki za radę. Dwie ręce wolne przy karmieniu - to chyba za
    wiele szczęścia na raz ;-) Abstrakcja. Mi by jedna wystarczyła ;-) Chociaż -
    mały ssie krótko, więc i tak się wiele nie nasiedzę, niemniej jednak nie musieć
    przytrzymywać to tak jakoś poręczniej, bo można się na przykład wody chociaż napić.
  • 07.07.10, 09:40
    a to ja jeszcze opisze swoje doswiadczenia.
    choc ja z tych "karmiacych piersia inaczej" (niestety).

    dwa razy nie udalo mi sie karmic piersia, choc piersi mialam pelne mleka,
    niezbyt duze, brodawki w porzadku... jakos moje chlopaki byly leniwe, nie
    chcialy ssac dlugo i porzadnie, chudly drastycznie przy karmieniu piersia, choc
    przystawialam na rzadanie, czasem nawet co godzine :) siedzialy dluuuugo przy
    piersi, ale nie jadly duzo. a mleko WYLEWALO sie wrecz, nie bylo trudno sie
    najesc ;)

    w dodatku starszy bardzo pokaleczyl mi brodawki, mialam obie piersi w krwawych
    ranach, do dzis mam spore blizny na sutkach...

    korzystalam z porad 3 poloznych i 4 specjalistow laktacyjnych - wszystkie
    twierdzily, ze swietnie przystawiam, dzieciaki swietnie lapia, mleko w zasadzie
    "samo leci"... ino ssac nie chca...

    probowalam ladnych kilka tygodni z kazdym, dodawalam z rurki kolo sutki
    odciagniete mleko, zeby latwiej sie ssalo... nic z tego :( chlopcy tracili na
    wadze, pediatra byl powaznie zaniepokojony...

    i tak zostalam "matka karmiaca inaczej" :)
    dwa razy odciagalam mleko dla chlopcow po... 1.5 roku :)
    czyli w sumie sciagalam mleko laktatorem przez 3 lata!
    a jakie ilosci to byly, hohoho...
    zwlaszcza przy pierwszym synu - pod koniec sciagalam mleko 2 razy dziennie i w
    sumie bylo tego... 2 litry dzienni :) wyobrazacie sobie wypompowac z piersi 2
    butle mleka?

    przy mlodszym bylo mniej, bo na poczatku mialam mniej czasu na odciaganie i
    rozbudzenie laktacji - dwojka w domu to nie to, co jedno ;) ale i tak
    wystarczylo na 1.5 roku - nie pil modyfikowanego.

    moze nie jest to prawdziwe karmienie piersia, ale przynajmniej dostawali moje
    mleko, ktore uwazam za najlepszy pokarm dla malego dziecka. urosli na nim zdrowi
    i duzi ;)

    nie doswiadczylam w zasadzie magii karmienia piersia (bo te poczatki byly
    bolesne i nerwowe - chlopcy chudli), ale tez i nie mialam problemow z
    odstawieniem od piersi ;)

    dwa razy udalo sie, ze akurat wyjechalam na konferencje po ok 1.5 roku i wtedy
    przestawalam sciagac mleko. starszy mial tyle mleka pomrozonego, ze przez 10 dni
    jeszcze ciagnal na zapasach :) u mlodszego juz tak dobrze nie bylo, ale jemu
    sciagalam miesiac dluzej ;) wyrownalo sie chyba, hehe...

    w sumie nie wiem, po co to pisze, bo nie wpisuje sie w temat Jul-kii, ale
    postanowilam sie podzielic rowniez moim "doswiadczeniem" ;)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • 07.07.10, 11:02
    Kuro, gratulacje dla Ciebie, że się nie poddałaś i dawałaś swoje mleczko zamiast
    zacząć dawać mm i zahamować laktacje. Twój post zrobił na mnie wrażenie, serio.

    Jul-kaa, twój wątek skłonił mnie do zagłębienia się w temat kp, i mimo,że karmię
    5 miesięcy, to z wielu rzeczy nie zdawałam sobie sprawy (a raczej - nie dbałam o
    nie) - takich jak dawanie smoczka uspokajacza, właściwa pozycja. Generalnie nie
    mogę powiedzieć, że mam problemy z karmieniem, niemniej jednak zauważam u siebie
    błędy, które muszę poprawić, bo mogą one być przyczyną raczej niskich (choć nie
    nieprawidłowych) przyrostów Ignasia (tzn. ja chciałabym, żeby były wyższe, bo
    680 g w ciągu 6 tygodni, po 3 mcu zycia to nie jest rewelacja :-(
    dzięki temu wątkowi weszłam w końcu na forum KP, no i wyjść stamtąd nie mogę ;-)
    Mam jeszcze sporo pytań, ale nie chce tak co chwila trzaskać postów ;-)
    I jeszcze bardziej upewniam się w przekonaniu,że chciałabym karmić długo, nawet
    ponad dwa lata.
    Mam przy okazji pytanie do Was, dziewczyny - Czy u tych z was, które karmiły z
    powodzeniem (tzn. dziecko dobrze przybierało, ładnie jadło itp) zawsze było
    wszystko wzorowo, jeśli chodzi o technikę karmienia - tzn. tak, jak podają w
    poradnikach? Innymi słowy - czy udane karmienie (zawsze dobre przyrosty,
    spokojne zachowanie dziecka itp)jest mozliwe tylko przy spełnieniu tych
    warunków? (piszę o warunkach przedstawianych przez KUKP i forum KP).
    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 07.07.10, 14:54
    diuszesa napisała:
    > Mam przy okazji pytanie do Was, dziewczyny - Czy u tych z was, które karmiły z
    > powodzeniem (tzn. dziecko dobrze przybierało, ładnie jadło itp) zawsze było
    > wszystko wzorowo, jeśli chodzi o technikę karmienia - tzn. tak, jak podają w
    > poradnikach?

    Ja karmię krótko, ale mój syn przybiera dobrze. Nie wiem do końca, o jakie
    techniki Ci chodzi, ale ja: nie podaję smoka ani butli, właśnie ze strachu przed
    zaburzeniem techniki ssania. Karmię na żądanie, a także często proponuję pierś.
    Jeśli chodzi o przystawianie, to nie dbam o pozycję - czasem Jaś leży na plecach
    z wykręconą szyją i tak je. Kiedy go poprawiam, złości się, wraca na plecy i
    dalej tak chce ssać.
    Właśnie przeanalizowałam przyrosty z pierwszych trzech miesięcy i wyszło mi, że
    w pierwszym i drugim miesiącu przybrał po >1300g, a w trzecim tylko 850. To
    zmniejszenie przyborów zbiegło się z przesypianiem nocy, znacznie zwiększoną
    ruchliwości i ssaniem palucha. Rozważam wstawanie raz w nocy.
  • 07.07.10, 22:21
    No właśnie o pozycję mi chodziło. Bo mój na przykład też czasem lubi się na
    plecach ułożyć; zresztą od początku trudno mi go było na boku kłaść. Tak
    naprawdę dopiero po skończeniu 3 miesiąca jest w stanie zostać w pozycji bocznej
    tak jak go położę. Czyli ta pozycja jest ważna, ale chyba nie warunkuje jednak
    dobrego kamienia.
    Bardziej chyba technika ssania jest ważna, ale i tu zauważam pewne odstępstwo.
    Mój jak zaczął już w miarę prawidłowo ssać (tydzień po porodzie), to na początku
    korygowałam podczas karmienia wargę dolną, żeby była bardziej wywinięta i ssanie
    bylo głębsze. Przez parę karmień brodawka była odrobinę zgnieciona, potem
    wszystko się ładnie dograło. Ale górnej wargi to on nie ma wywiniętej, no w
    sumie rzadko, jak mu się przypadkowo zawinie. I tak zawsze je, a mnie nie boli.
    I nie wiem, czy powinnam coś poprawiac w tej kwestii.
    I od wczoraj zaczęłam budzić na jedno karmienie w nocy (a raczej ssak ciągnie
    przez sen niemalże). Bo jednak chcę, żeby przybierał więcej niż 680 g przez 1,5
    miesiąca.
    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 07.07.10, 23:17
    Czekaj, ale Twoje dziecko ma 5 miesięcy, tak? A wtedy norma to 92 - 142g na tydzień, czyli Twoje 113 jest zupełnie ok, nie?
    A przybory sprawdzasz na siatkach WHO?
  • 08.07.10, 11:49
    Ma 5 miesięcy. A skąd wzięłaś to 92-142? Bo ja gdzieś w paru miejscach (już
    nawet nie pamiętam gdzie) wyczytałam, że norma zaczyna się od 110. No i wtedy on
    byłby na minimum. A wiadomo, że każda mama by chciała, żeby jej dziecko
    przybierało co najmniej średnio, a nie minimalnie ;-)
    Te siatki to widziałam, i on na tych siatkach jest ponad 97 centylem. Ale
    przecież te siatki są opracowywane w oparciu o badania dzieci wszystkich ras. A
    dzieci rasy żółtej są mniejsze. Czy w takim razie nie zaniżają one tych statystyk?
    Pierwszalitero, masz sporo racji w tym co piszesz. Zgadzam się ze wszystkim. Z
    reguły mamusie się martwią, że dziecko mało je i one chciałyby więcej. Ale
    dziecko dobrze wie, kiedy jest głodne i ile potrzebuje; samo się nie przekarmi.
    Tylko kwestia jest taka - czy ja dobrze interpretuje jego sygnały? Bo może
    płakać z głodu, może ze zmęczenia. Po 5 miesiącach już można nauczyć się to
    rozróżniać, ale ja akurat jestem w tym względzie chyba jakimś opornym
    egzemplarzem (nie jest to dla mnie takie łatwe, jak dla Tracy Hogg albo dla
    innych matek, które tylko spojrzą i już wiedzą ;-) Więc jeśli coś źle
    zinterpretuję - to on już traci tę porcję, którą mógłby dostać, gdybym ja dobrze
    wyczaiła, o co mu chodzi ;-)
    Jul-kaa, gdzieś napisałaś nie pamiętam czy tu czy na KP, że jak on jest
    zmęczony, to mu pierś dajesz. Widzisz, ja na przykład tak nie robiłam, tylko
    bujałam. A może gdybym tak robiła, to possałby choć trochę, i trochę by zyskał.
    A tak, to nic. I z takich pojedynczych sytuacji chyba może uzbierac się w ciagu
    miesiąca trochę gramów, nie?
    Może za bardzo panikuję, wiem, wiem. Może po prostu zaczął mu się okres
    ruchliwości - jest bardzo energiczny, wszystko go zaczyna interesować, nawet w
    wózku na spacerze mało śpi ;-) No i zaczynaja go swędzieć dziąsła, bo ciągle
    szuka czegoś w buzi.
    Zresztą, nie ja jedna jestem panikarą - Jul-koo, widziałam Twój wątek na KP ;-))
    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami. A dziś znowu sprzedajemy
    biustonosz.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 08.07.10, 12:13
    Tuznalazłam.
    Wiem, że sama jestem panikarą (już nie jestem, bo sobie ślicznie narysowałam
    wszystko na siatkach WHO i wychodzi mi, że Jaś jest cały czas tuż pod 85
    centylem). Ale jeśli Twój synek jest na 97, a Ty panikujesz i wymyślasz
    argumenty o azjatyckich niemowlakach, to jesteś znacznie gorsza niż ja :):)
    Jeśli tak KONIECZNIE chcesz go upaść, to usypiaj piersią i budź w nocy. Ale ja
    bym na Twoim miejscu nie panikowała :)

    Widzę u Ciebie syndrom "bo ja kiedyś zrobiłam to i tamto nie tak, jak trzeba".
    Daj spokój z takim myśleniem, masz duże zdrowe aktywne dziecko!
  • 08.07.10, 12:36
    Dzięki, naprawdę mnie pocieszyłaś :-)
    Generalnie ja taka przejmująca to nie jestem, ale jak się naczytałam na KP, że
    dzieci innych dziewczyn ważą w wieku 5 miesięcy po 8, 9 kilo. Albo, jak w Twoim
    przypadku, podwajają wagę urodzeniową w 3 mcu, no to już sama nie wiem, co tu
    myśleć... A z tym podwajaniem, to juz mi na KP odpowiedzieli, żeby do tego za
    bardzo wagi nie przywiązywać, bo to było opracowane ileś tam lat temu dla dzieci
    karmionych sztucznie. a poza tym dzieci z dużą wagą urodzeniową (mój 4380),
    nawet jak będą dobrze przybierać wg norm, to podwojenia do 6 mz nie osiągną.
    także powoli wyluzowuję ;-)
    Nie wiem tylko teraz, czy - jeśli będę usypiała w dzien piersią (wieczorem robie
    to zawsze), to czy nie będzie problemu jak on zostanie z kimś, gdy we wrześniu
    wrocę do pracy?
    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami. A dzisiaj znowu sprzdajemy
    biustonosz.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 08.07.10, 12:39

    A z tym podwajaniem, to juz mi na KP odpowiedzieli, żeby do tego za
    > bardzo wagi nie przywiązywać, bo to było opracowane ileś tam lat temu dla dziec
    > i
    > karmionych sztucznie. a poza tym dzieci z dużą wagą urodzeniową (mój 4380),
    > nawet jak będą dobrze przybierać wg norm, to podwojenia do 6 mz nie osiągną.

    poprawka: mogą nie osiągnąć


    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 08.07.10, 12:57
    Nie mam dzieci, ale podobnie jak pierwszalitera poczytuję wątek. I tak sobie myślę, że jestem dość przerażona :-). Kiedyś bywało tak, że dzieci rosły jak chciały, jedne były większe, inne mniejsze i nikt się tym nie przejmował. Krzywa dzwonowata. A teraz młode matki poddawane są straszliwej presji, żeby ich dzieci rosły według jedynie słusznego schematu, jadły według tabel i przybierały określoną liczbę gramów tygodniowo.
    Bo jak się czyta statystyki, to na poprawę zdrowotności dzieci to się wcale nie przekłada...
  • 08.07.10, 16:52
    diuszesa, ale co z tego, że inne dzieci ważą tyle? Ty chyba jakoś wybiórczo
    czytasz, co? Bo na KP szybko można znaleźć tysiąc postów o tym, ze dzieci są
    RÓŻNE! I że mają prawo różnie przybierać.
    Odpuść sobie i dziecku, proooszę ;)) Ja Jaśkowi odpuściłam :)

    > Nie wiem tylko teraz, czy - jeśli będę usypiała w dzien piersią (wieczorem robi
    > e
    > to zawsze), to czy nie będzie problemu jak on zostanie z kimś, gdy we wrześniu
    > wrocę do pracy?

    Dzieci mają taką fajną cechę, że odróżniają różne osoby od siebie. I wiedzą, że
    mama ma piersi i mleko, tata nosi na barana, niania kołysze, a babcia śpiewa
    kołysanki. Jeśli się niepokoisz, to zostawiaj dziecko z kimś co jakiś czas (żeby
    uśpił). Powinno się udać :)
  • 08.07.10, 21:44
    Ja wiem, że na KP się pisze, że dzieci przybierają różnie, bo są różne. Ostatnio
    jednak trafiłam na parę wątków, w których mamy się trochę chwaliły (wątek o
    bzdurach, gdzie na przykład mamy pisały o tym, jak teściowym mówiły - jakim
    cudem nie mam mleka, skoro on w wieku X waży już Y!) No więc jak człowiek sobie
    porówna, to myśli, że może coś jest nie tak, skoro inne tak dobrze przybierają.
    No przejmuje się młoda niedoświadczona matka, no ;-)

    Dobrze, że mnie mąż do pionu przystawia ;-) A i samo dziecko też, bo ostatnio z
    siłą konia kopie mnie w brzuch,a także w karuzelkę nad łóżeczkiem ;-))

    Rozo_am, no bez przesady ;-) Tak źle to ze mną jeszcze nie jest; ja nie z tych,
    co z pieluszkowym zapaleniem mózgu latają i panikują ;-) Niemniej jednak zgadzam
    się,że moje pełne troski o dziecia posty tak mogą czasem wyglądać. Ja po prostu
    niczego wcześniej na temat karmienia nie czytałam - nie wgłębiałam się w temat,
    sądząc, że po pierwsze - kobiety tysiące lat karmiły i ludzkość jakoś
    przetrwała, więc czego tu się uczyć (źle myślałam, dzisiaj to wiem); po drugie -
    wiele dolegliwości i rzekomych problemów niemowląt rodzi się w głowach ich matek
    (tu akurat nadal podzielam tę opinię). Więc te rzeczy są dla mnie nowe, i
    dlatego tak się dopytuję. Przeklęty internet; gdyby nie on, pewnie żyłabym sobie
    spokojnie ;-)


    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 08.07.10, 22:06
    Ano własnie, diuszeso, w Twoim przypadku chyba okazuje się, że nadmiar wiedzy
    troszkę szkodzi, nie?
  • 08.07.10, 22:50
    Oj, tak. Ze wszystkim tak mam, nie tylko z karmieniem ;-)
    --
    Sklep nietypowy i brzydki, ale z dobrymi cenami.
    www.tylkodzisiaj.sklepna5.pl/
  • 08.07.10, 12:38
    Diuszesa, wpędzasz w nerwicę siebie i dziecko. Wymyslasz sobie problemy, a
    dziecku od kołyski fundujesz wyścig szczurów (teraz: mógłby jeść więcej od
    innych dzieci; za chwilę: mógłby szybciej chodzić, mówić, czytać; później:
    dlaczego ma na świadectwie dwie piątki, skoro mógłby mieć same szóstki albo
    dlaczego dopiero teraz został ministrem, skoro mógłby 10 lat wcześniej).
    Specjalnie przerysowuję, coby Ci pokazać absurdalność tego rodzaju myślenia.

    Co do rozpoznawania płaczu. Na pewno nie nauczysz się tego, jeśli będziesz
    podchodzić do dziecka z paniką i próbować 100 rzeczy na raz. Najlepszą pomocą do
    nauki jest Twój spokój. Spokój pomaga wystartować intuicji, panika ją zabija.
    I rozsądne myślenie. Dajesz płaczącemu dziecku pierś, a ono nie je - znaczy, że
    nie jest głodne. Płacze i uspokaja się po przewinięciu/przebraniu/pogłaskaniu
    itp. - znaczy, że trafiłaś w aktualna potrzebę i nie było tą potrzebą w danym
    momencie karmienie.

    Spróbuj się odstresować i cieszyć się maluchem, bo za chwilę urośnie, a Ty się
    złapiesz na tym, że nie pamiętasz jego dzieciństwa, bo spędziłaś je na
    zamartwianiu się niepotrzebnymi rzeczami. Przesyłam fluidki spokoju.

    --
    Mapa Stanikowych Sklepów
    Tabelaz ofertą sklepów
    Blog o sklepach
  • 08.07.10, 01:04
    diuszesa napisała:

    > Mam przy okazji pytanie do Was, dziewczyny - Czy u tych z was, które karmiły z
    > powodzeniem (tzn. dziecko dobrze przybierało, ładnie jadło itp) zawsze było
    > wszystko wzorowo, jeśli chodzi o technikę karmienia - tzn. tak, jak podają w
    > poradnikach? Innymi słowy - czy udane karmienie (zawsze dobre przyrosty,
    > spokojne zachowanie dziecka itp)jest mozliwe tylko przy spełnieniu tych
    > warunków?


    Ja może nie matka karmiąca, ale wątek czytam, bo fajny i troszkę się tu wtrącę. Otóż badania związane z wpływem zachowania rodziców na rozwój otyłości u dzieci wykazują wyraźną tendencją u większości rodziców do fałszywej oceny wagi swoich dzieci. Zwykle wydają im się one lżejsze i chudsze niż są w rzeczywistości, często uchodzi też ich uwadze, że dzieci są w zasadzie już za ciężkie i grozi im nadwaga. Dobrze odżywione dzieci uważane są za ideał, te szczuplejsze są obiektem troski i zmartwień. Bardzo często niepotrzebnie. Niemowlęta i małe dzieci mają doskonale funkcjonujący mechanizm głodu i sytości, i nie dają się tak łatwo oszukać. Szczególnie karmiąc piersią nie powinnaś się martwić, że dziecko nie przybiera tak szybko jak inne, i nawet wtedy, gdy niekoniecznie przybiera tak szybko jak przepowiada statystyczna norma. Jeżeli dziecko jest zdrowe i zadowolone, to wszystko jest w porządku. Ono ma po prostu swoje tempo. A szybkie przybieranie i tłuściutkie maluchy, to są życzenia naszych babć i pochodzą z czasów, gdy śmierć z głodu była prawdopodobniejsza od nadwagi. Dziś nie mamy raczej takich zmartwień. Nie ma więc co wpychać dzieciom coś, czego nie potrzebują, bo rozreguluje im się naturalne potrzeby. Dzieci nie muszą być wcale okrąglutkie, by dobrze się rozwijały.
  • 08.07.10, 13:24
    to racja, my mamy jednego szczuplaczka, zebra mozna mu policzyc, a zdrowy,
    sprawny, pediatra bardzo z niego zadowolony :)

    my dzieciom pozwalamy samym regulowac ilosc jedzenia.
    gorzej z moja mama i, o dziwo, siostra... one sie zawsze napracuja, zeby dzieci
    "pieknie zjadly"... na szczescie ma to miejsce tylko sporadycznie, wiec
    przymykam na to oko :) chlopcy nie protestuja, wiec uwazam, ze oni tez swoj
    rozum maja i babci i ciotce wybaczaja ;)

    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • 07.07.10, 12:27
    Kura, głupot nie gadaj, że się nie wpisujesz, bo się wpisujesz doskonale! Takie
    opowieści są bardzo ważne, bo dowodzą, że można Karmić Piersią Inaczej.
    Bardzo Cię podziwiam za wytrwałość, w ogóle podziwiam te mamy, dla których
    karmienie było/jest trudne, bolesne, nieprzyjemne, a które nie odstawiają
    dzieci, tylko robią co mogą, żeby karmić swoim mlekiem.
  • 07.07.10, 13:28
    no dobra, moze sie i wpisuje ;)

    moge sluzyc pomoca mamom, ktore wybraly podobna droge... mam doswiadczenie,
    heh... udalo mi sie pomoc 2 mamom, poznanym w necie, ktore tez sciagaly mleko i
    mialy klopoty z laktacja. przekazalam im rady moich poloznych i moje wypracowane
    tricki i obu udalo sie rozhulac laktacje i sciagac calkiem dlugo :) bardzo mnie
    to ucieszylo!

    jak bylam z mlodszym w szpitalu po porodzie, to byl weekend i zadnej pomocy
    laktacyjnej. a on sie urodzil drobniutki, ja mam wieeeelkie sutki i rzeczywiscie
    ledwo mu sie w pyszczku miescily ;) i pielegniarki na mnie "krzyczaly", ze ja
    nigdy piersia karmic nie bede... na szczescie jedna mloda mnie pocieszala, ze
    maja swietna doradce laktacyjna, bedzie rano w poniedzialek, a do poniedzialku
    (1.5 dnia) ona sama bedzie karmic moje dziecko z kieliszka lub po palcu (gdybym
    ja akurat nie mogla) moim mlekiem :) i tak zrobilysmy.
    a jak odciagalam mleko/siare i szlam dac pielegniarkom do karmienia, to pytaly
    "ile mam?". jak mowilam, ze 60 ml, to pytaly: "masz ba mysli 6 ml???", a ja, ze
    nie, wlasnie 60 (a potem i 100)... piersi po pierwszym synku byly przyzwyczajone
    do oddawania mleka laktatorowi :) bylam dziewem w szpitalu :)

    doradca laktacyjny rzeczywiscie byla boska :) maly nauczyl sie ladnie ssac, ino
    leniwy byl bardzo :(

    dodam jeszcze, ze jak tylko zaczeli dostawac jedzenie w butli, to zaczeli oboje
    pochlaniac ogromne ilosci i przybierac na wadze momentalnie! czyli winne nie
    bylo moje mleko, tylko to nieszczesne ssanie (ponoc technicznie dobre, tylko
    leniwe).

    mlodszy zjadl od razu 100 ml odciagnietego mleka, potem za godzine kolejne 80 ml
    i wreszcie sie usmiechnal i zasnal :)
    ... a ja moglam, pierwszy raz po 3 tygodniach od powrotu ze szpitala, isc po
    starszego do przedszkola - wiedzialam, ze mlodszy najedzony i nie bedzie wolal
    "piersi!" zaraz, jak wyjde :)

    na wspominki mi sie zebralo, heh...

    to jeszcze o "przywiazaniu do piersi". ja z tych, co sie nie wstydza przy
    dzieciach nago chodzic (kapiel, ubieranie sie itp - nie przemykam sie, robie to
    naturalnie). i jak dzieci pytaja "co to", albo "pokaz", to odpowiadam ("piers",
    "dziurka") i pokazuje (mamo, pokaz gdzie masz dziurke ;)). i nasz starszy syn
    tez ukochal sobie piers... nauczycielki w przedszkolu :)
    nie usnal inaczej, jak glaskany przez nia po glowie, lub wtulony w jej biust
    wlasnie. a jak probowala go przechytrzyc, to wolal na caly glos "birka (to jej
    imie), biust!!!" :D



    --
    kurczak: 03.03.05 (21:38)
    pisklak: 07.09.07 (21:21)
  • 08.07.10, 13:17
    to i ja się dołączę
    dodam, że karmienie rodzi się w głowie!a nie w biuście
    niejednokrotnie, jak przystawiałam dziecko a na początku wolno leciało,mój
    nerwus już się złościł, to w głowie wizualizowałam sobie "rzekę mleka, tłustego,
    zdrowego, odżywczego, wypływającego z piersi i trafiającego do zadowolonego
    brzuszka dziecka" :)
    i działało, wrzut oksytocynowy od razu!

    przed karmieniem miałam hm... 75C:)) po piersi trochę sflaczały z góry, straciły
    na jędrności, zmienił się też wygląd brodawek, teraz mam 65F/FF
    poród cc, syn był dokarmiany butlą bo urodził się kurczak 2760g, spadł do 2500g
    ale jak go po dobie dostałam to tylko pierś przez pół roku(potem inne pokarmy
    stopniowo, od 7 mca)
    na początku nie było łatwo, mały miał silny odruch ssania, zmasakrował mi
    brodawki do krwi, bolało, karmiłam przez nakładki, które po ok 2 tyg odstawiłam
    tyle też było hartowania piersi, miałam zastój
    dziecko lubiło "wisieć na piersi" więc karmiłam i po 40 min...
    dlatego też świadomie podałam smoczek uspokajacz, na szczęście nie zaburzył
    laktacji, dziecko ładnie przybierało, nawet zrobiło się "tłuściutkie"
    jedynym "problemem" było nadmierne ulewanie, syn aż "chlustał" mlekiem po
    jedzeniu, ale był zdrowy, pogodny, łanie przybierał, więc to olewałam(nie
    podawałam mm, zagęszczaczy, nutraminianiu czy czegoś tam"
    ustąpiło samo, magicznie, po 5 miesiącach-jakby jakaś zapadła zaskoczyła, sądzę,
    że była to niedojrzałość układu trawiennego

    więc ja karmiłam, chudłam pięknie, dziecko rosło
    po 8 mc wróciłam do pracy, udało się pogodzić to z karmieniem-miałam nianię, a
    nie babcię, więc mogłam jej swobodnie narzucić moje ustalenia
    w sumie karmiłam 2 lata i 2 mc, syn się sam odstawił,laktacja wygasła samoistnie
    dla mnie karmienie to jeden z najpiękniejszych okresów w życiu! a i mój 3,5
    latek nadal lubi schować rączki pod moją bluzką, czy ukoić się wtulając w biust


    --
    moje Słonko
    Synek
    73/93 65FF
  • 08.07.10, 16:52
    monjan napisała:
    > dziecko lubiło "wisieć na piersi" więc karmiłam i po 40 min...

    Mój rekord to 2,5 godziny.
  • 26.07.10, 17:49
    Tak jak diuszesa jestem pod wrażeniem.
    Jakiego laktatora używałaś ? Ja szczerze mówiąc nie wytrzymałam i
    tez sie zaopatrzyłam na wszelki wypadek w ręcznego aventa...

    > a jakie ilosci to byly, hohoho...
    > zwlaszcza przy pierwszym synu - pod koniec sciagalam mleko 2 razy
    dziennie i w
    > sumie bylo tego... 2 litry dzienni :) wyobrazacie sobie wypompowac
    z piersi 2
    > butle mleka

    A tego nie rozumiem , ściągałaś 2 litry dziennie przy 2
    ściagnięciach ? To wychodzi litr na jeden raz...
  • 26.07.10, 19:14
    Też sobie przeliczyłam, że to pół litra na pierś za jednym zamachem,
    szok :)
    Moja norma - gdy ściąganie wypadało zamiast regularnego posiłku to
    było około 200ml na raz z jednej piersi i sądziłam, że to bardzo
    dużo.
  • 08.07.10, 16:10
    To ja też, a co ;-) Biust mam z tych więksiejszych, w tej chwili około 30K.
    Karmię piersią od ponad półtora roku - teraz oczywiście nie wyłącznie piersią -
    i chociaż juz mnie to irytuje, nie wyobrażam sobie odstawiania Młodego na siłę.

    Początki były delikatnie mówiąc niewesołe. Właściwie to, że karmię zawdzięczam
    trzem osobom:
    - położnej w szkole rodzenia, która powiedziała nam: "JEDYNY sposób, w jaki
    kobieta w ciąży może przygotować się do karmienia, to przeczytać dobry
    podręcznik na ten temat". Nabyłam więc polecaną Nehring-Gugulską "Warto karmić
    piersią" i zgodnie z instrukcją przeczytałam; raz dla siebie a raz Koledze
    Małżonkowi na głos
    - szwagierce, która na skutek początkowego braku pokarmu po cesarce karmiła
    butelką; powiedziała mi "Teraz myślę, że mogłam się zaprzeć i karmić. Za
    wcześnie wymiękłam. Piersi bolały, a mama mi jeszcze tłukła w głowę, żeby dać
    butelkę bo dziecko głodne. Nie daj sobie tego zrobić"
    - Koledze Małżonkowi, który wcześniej wspomnianej lektury wysłuchał, przyswoił i
    był dla mnie opoką

    W każdym razie pomimo dużego biustu i zapewnień położnych w szpitalu że piersi
    mam mleczne (fuj... jakbym była krową), z naszym karmieniem na początku było coś
    nie halo. Młody w szpitalu tracił na wadze znacznie bardziej niż przewidują
    normy, a po wypisaniu praktycznie mu nie przybywało. Żadnego nawału u siebie nie
    zauważyłam. Za to bolało okropnie, kiedy Młody przystawiał się do piersi, ja
    zaczynałam wyć albo kląć. Ponieważ doświadczenie było przykre, starałam się jak
    najbardziej skrócić czas karmienia - Młody był więc permanentnie nienajedzony, i
    też wył. I częściej chciał jeść. Generalnie rozpacz w kratkę i błędne koło. :/

    Niemniej mając za sobą lekturę miałam głębokie przekonanie, że na pewno
    karmienie piersią jest możliwe i że powinnam to robić przez co najmniej zalecane
    pół roku. Małżonek to przekonanie podzielał. A skoro nie wychodziło, poszlismy
    do doradcy laktacyjnego. To była dobra decyzja.

    Pani Doradca potwierdziła moje spostrzeżenia o błędnym kole i dała sporo cennych
    rad, jak wyjść z kryzysu.
    - zapomnieć o karmieniu "co 3 godziny" jak sugerowały położne, i karmić na żądanie
    - nie dziwić się, jeśli dziecko żąda prawie non stop; noworodki czasem tak mają;
    przeciwnie, spędzić z maluchem dzień lub dwa w łóżku karmiąc jak najwięcej,
    niech inni domownicy zatroszczą się tego dnia o obiad itp
    - skoro pokarmu jest mało, należy piersi stymulować karmiąc za każdym razem z
    obu (zaczynać na zmianę z lewej i z prawej by obie były po równo opróżniane)
    - znaleźć wygodną pozycję, w której spokojnie można przesiedzieć minimum pół godziny
    - zrelaksować się (haha! ;-))
    - po karmieniu odciągać dodatkowo laktatorem dla większej stymulacji; nie dziwić
    się, jeśli laktator nic nie wyciągnie, bo dziecko robi to zazwyczaj dużo skuteczniej
    - prowadzić zeszyt do zapisywania wszystkich karmień, żeby ogarnąć chaos;
    zapisywać godzinę rozpoczęcia i zakończenia, ile minut z której piersi ssał, w
    jakiej pozycji; pilnować by nigdy nie było mniej niż 8 karmień dziennie (więcej
    jak najbardziej wskazane)
    - codziennie ważyć Młodego i zapisywać wagę (ale nie dziwić się, że czasem nie
    przybywa wcale, a czasem dużo, bo to normalne, i liczy się dopiero średni
    przyrost z dłuższego okresu)

    Oczywiście te rady dotyczą kryzysu, czyli sytuacji gdy dziecku nie przybywa na
    wadze. A nie normalnego, bezproblemowego karmienia :)
    Żeby było śmiesznie, to wszystko było napisane w książce, którą czytałam... Ale
    stres i niepewność robią swoje, człowiek po prostu głupieje i nie wie czasem co
    robić.

    Poza tym pani Doradca skorygowała sposób przystawiania Mlodego do piersi, żeby
    ich tak boleśnie nie ogryzał.

    Nie mogę powiedzieć, że natychmiast wyszliśmy na prostą i Młody zaczął nagle
    cudownie dużo przybierać na wadze :) Jeszcze trochę się męczyłam (notabene
    polecam maść Maltan na obolałe piersi - nie tylko pomaga w gojeniu ale także
    lekko znieczula i nie trzeba jej zmywać przed karmieniem). Jeszcze prześladował
    mnie nawyk ważenia Młodego i upewniania się, że NAPRAWDĘ przybiera na wadze ;-)
    Generalnie przez pierwsze trzy miesiące karmienia marzyłam, żeby jakoś dotrwać
    do tego magicznego 6. miesiąca (zalecane jest karmić dzieci do 6 miesiąca
    wyłącznie piersią).

    Potem jakoś tak nie zauważyłam, kiedy przestałam się nad tym zastanawiać :D
    Młody był na samej piersi jakieś 7 miesięcy z hakiem. Teraz ma rok i 9 miesięcy
    i nadal uwielbia "cycy". Oczywiście teraz to dodatek i raczej kwestia
    emocjonalna niż żywieniowa.

    Jak sobie patrzę wstecz, to wygląda mi na to, że tego początkowego kryzysu też
    mogłam uniknąć, gdybym podeszła do spraw nieco przytomniej :) Ale i tak nie jest
    źle.

    Po drodze oczywiście nasłuchałam się od Teściowej o dokarmianiu butlą. Ale
    ignorowałam pamiętając co mi powiedziała szwagierka. Potem Teściowa już tylko
    dziwiła się, że jeszcze mam pokarm. Owszem, raz wyjaśniłam, że im więcej dziecko
    ssie, tym więcej się produkuje pokarmu, ale zaprzestałam, bo nie wyglądała na
    przekonaną. Jej zdaniem byłam obdarzona przez Pana Boga większą ilością pokarmu
    niż ona sama i jej córka (a moja wcześniej wspomniana szwagierka...). No cóż :)

    Ostatnio Teściowa (skądinąd kochana kobieta) powróciła do tematu karmienia i
    uświadomiła mnie, że powinnam już odstawić dziecko, bo najnowsze badania
    wykazują, że dzieci długo karmione piersią mają kłopoty z oddzieleniem od mamy i
    z zyskaniem świadomości własnej odrębności ;-) Zignorowałam, bo Babcia sama
    powinna zauważyć samodzielność wnuka.

    Tak się zastanawiam, co praktycznego mogę napisać.

    Na pewno karmienie jest różne u różnych osób. Nie ma reguł. Ja na przykład nie
    miałam nawału, nigdy nie wycisnęłam laktatorem (i to tylko elektrycznyn) z
    piersi więcej niż 50ml, a moje dziecko zawsze było w dolnej części siatki
    centylowej, gdzieś między 10 a 25 centylem. Jaki stąd wniosek? Ano żaden. Znałam
    dzieci w tym samym wieku w okolicy 90 centyla, też karmione piersią. I dzieci
    takie jak mój, raczej szczupłe i niewielkie. Ważny jest równomierny rozwój.

    Słyszałam opinię, że im większe piersi, tym łatwiej karmić - jestem jej
    zaprzeczeniem. Słyszałam też odwrotną, że im większe piersi, tym trudniej
    karmić. Bo ja wiem? Na pewno przy dużym biuście mniej wyraźne są nagłe zmiany
    objętościowe, takie np. spowodowane nawałem pokarmu.

    Na pewno z powodu wielkości biustu nauczyłam się karmić Młodego w pozycji
    leżącej dopiero gdy był już spory. Wcześniej miałam wrażenie, że leżąc koło
    niego mogę maleństwo przydusić. Do każdego karmienia siadałam (najlepiej karmiło
    mi się spod pachy). Ale to kwestia abstrakcyjnych obaw, nie rzeczywistego
    zagrożenia. Generalnie dziecko ma tak zbudowany nosek, że przy karmieniu nawet
    dużą piersią nie da się maluchowi przytkać obu dziurek w nosie. No ale jak się
    człowiek styka z taką kruszyną, to ma pietra po prostu i woli nie ryzykować :)

    A muszę przyznać, że karmienie na leżąco znacznie upraszcza nocne karmienia.
    Zrywanie się w nocy, siadanie, obkładanie poduszkami tak żeby co trzeba było
    podparte - jest dość męczące.

    Co do jednego się upewniłam - przy problemach z karmieniem nie można polegać na
    położnych, bo one opiekują się ogólnie kobietą po porodzie i laktacja jest dla
    nich tylko jednym z tematów. Ani na pediatrach, bo znają się na chorobach
    dziecięcych, nie na karmieniu. Ani na ginekologach. A już Boże broń nie polegać
    na "obiegowych opiniach". Tylko i wyłącznie na doradcach laktacyjnych, bo to ich
    branża. Przeczytać książkę o karmieniu, która wyjaśnia, jak działają mechanizmy,
    dlaczego w ogóle warto karmić i co robić, jak nie wychodzi.

    Tak już dziewczyny napisały: KARMIENIE SIEDZI W GŁOWIE :) a nie w biuście ;-)
    --
    28K... "K" jak "Kocham Freyę" :-/
  • 08.07.10, 16:48
    clarisse , świetny post :)

    > - Koledze Małżonkowi, który wcześniej wspomnianej lektury wysłuchał, przyswoił
    > i
    > był dla mnie opoką

    Zgadzam się, że mąż z WIEDZĄ na temat laktacji to skarb. Jak ja panikuję (i
    rysuję sobie piąty wykres przyrostów) to mąż mnie obśmiewa, bo wie, że to
    najlepsza metoda żebym wyluzowała. Wiedzę teoretyczną ma prawie tak samo dużą
    jak ja, ale lepiej mu praktyka wychodzi ;)

    > Generalnie dziecko ma tak zbudowany nosek, że przy karmieniu nawet
    > dużą piersią nie da się maluchowi przytkać obu dziurek w nosie.

    Tu się nie zgodzę. Ja dość często przytykam dziecku nos piersią, teraz sam jest
    w stanie się odchylić żeby zaczerpnąć powietrza (jak się zagapię i nie
    przytrzymam mu piersi), ale jak był mały, to był to problem. Buzia zatapia mu
    się w pierś (zwłaszcza jak jest mniej nabita) i nosek się zatyka.

    > Co do jednego się upewniłam - przy problemach z karmieniem nie można polegać na
    > położnych, bo one opiekują się ogólnie kobietą po porodzie i laktacja jest dla
    > nich tylko jednym z tematów. Ani na pediatrach, bo znają się na chorobach
    > dziecięcych, nie na karmieniu. Ani na ginekologach. A już Boże broń nie polegać
    > na "obiegowych opiniach". Tylko i wyłącznie na doradcach laktacyjnych, bo to ic
    > h
    > branża.

    Święte słowa! Lekarze często opowiadają straszne, piramidalne wręcz bzdury.
  • 08.07.10, 19:59
    Mnie wprawdzie z przyczyn niezależnych ode mnie ciąża, a co za tym idzie -
    karmienie piersią, niestety, ominą, ale mam trochę doświadczeń terapeutycznych,
    które może się przydadzą. Otóż jako osoba horrendalnie uczulona na histaminowce
    i wiele innych leków, musiałam wypracować sobie kuracje zastępcze. Może któraś z
    Was będzie mogła skorzystać w razie potrzeby?

    - insulinooporność, niektóre przypadki cukrzycy typu II - można spróbować
    zastąpić leki wysokimi dawkami manganu (4-8 mg/dobę), który wpływa na produkcję
    insuliny (ja brałam taki preparat na oczy Asal, bo on nie miał dodatków
    histaminogennych), oraz magnezu i cynku, które uwrażliwiają tkanki na insulinę
    (też biotyna w wysokich dawkach mi służyła);

    - alergia, astma - wapń, magnez, cynk (min. 15 mg), kwercetyna, bodaj noni i
    kilka innych chińszczyzn oraz parę polskich ziółek (tyle że te, jeżeli nie ma
    się nietolerancji histaminy). Jeśli nie ma przeciwwskazań, to można spróbować ze
    srebrem koloidalnym w niewielkiej dawce i błonnikiem kakaowym zawierającym
    teofilinę (oba działają p/astmatycznie, teofilina rozszerza oskrzela, a srebro
    jest najlepszym środkiem p/bakteryjnym, p/wirusowym i p/grzybiczym). Ja po
    zastosowaniu obu w połączeniu ze znacznie przyjaźniejszymi dawkami sterydów,
    których nie toleruję, wreszcie mogłam powiedzieć, że mam astmę pod kontrolą.

    - jeżeli w grę przy alergii lub pseudoalergii wchodzi podejrzenie niedoboru DAO
    - można za zgodą lekarza brać suplement DAO lub mangan. Tylko mangan podnosi
    poziom insuliny, więc jeśli nie ma się z tym problemów, to może lepiej
    kontrolować tęże? Chociaż w czasie ciąży poziom DAO podnosi się 500 razy, to
    może zaraz po porodzie tak nie spada?

    - przeciwzapalnie, przeciwgorączkowo i przeciwbólowo - prawdziwy sok z czarnego
    bzu (własnoręcznie robiony) - naturalny salicylan o lekkim działaniu
    przeciwbólowym; pewnie nie zawsze, ale może stanowić wybór dla leków typu
    paracetamol.
    --
    Nie używam e-maila Gazetowego. Proszę o kontakt poprzez stronę autorium.pl
  • 27.07.10, 01:57
    Hmm, nie wiem, jakie wymiary wtedy miałam, ale piersi zawsze miałam
    duuże ;-). Niemniej dwójkę dzieci udało mi się bez większych
    problemów karmić, odpowiednio 15 i 13 lat temu, każde po mniej
    więcej rok.

    Pierwsze dziecko - na początku problemy z techniką ssania i właściwą
    pozycją. Próbowałam różnych, pod okiem bardzo cierpliwej położnej w
    szpitalu. W końcu najlepszą okazała się leżąca na boku, z
    towarzyszeniem poduszek. Piersi miałam mocno nabrzmiałe, więc
    dziecku trudno było złapać brodawkę, w dodatku wtedy nie było
    jeszcze mody na przystawienie od razu po urodzeniu, a po paru
    godzinach trochę mu instynkt zanikł. Później doszły problemy z
    przeciekaniem ;-), tzn. nie działał mechanizm stopujący i lało się
    ze mnie na okrągło (mogę sprzedać patent na ochronę brodawek przed
    ciągłym moczeniem: dwa małe okrągłe plastikowe sitka do herbaty z
    obciętymi rączkami, na to od dołu kilkukrotnie złożone płócienne,
    często zmieniane szmatki, na to podtrzymujący wszystko stanik -
    wkładek jeszcze wtedy za bardzo nie było, a i tak by pewnie nie
    wystarczyły). Ale po miesiącu się unormowało.

    Drugie dziecko - problemów żadnych. Pierś miałam "luźniejszą", no i
    przystawiony był od razu po urodzeniu. Karmiłam na leżąco albo na
    siedząco, na dobrą sprawę w każdej pozycji.

    Dwa razy zaliczyłam zapalenie piersi, leków nie brałam, wystarczyła
    kapusta.

  • 27.07.10, 09:05
    mdro napisała:

    > mogę sprzedać patent na ochronę brodawek przed
    > ciągłym moczeniem: dwa małe okrągłe plastikowe sitka do herbaty z
    > obciętymi rączkami, na to od dołu kilkukrotnie złożone płócienne,
    > często zmieniane szmatki, na to podtrzymujący wszystko stanik

    Bardzo fajny patent :) Ktoś poszedł po rozum do głowy i stworzył specjalne muszle laktacyjne (inaczej osłony zbierające). Są takie m.in. firmy Medela. Mleko w nich zebrane można mrozić.
  • 10.01.17, 22:56
    Ja mam 65J i pierwszego malucha wykarmiłam praktycznie bezproblemowo po cc. I tutaj się może zdziwicie, ale pierwsze przystąpienie miałam po dobie, młody dostał mm i glukozę butelką a i tak się udało :). Nie ma sztywnych reguł. Karmiłam na siedząco i w zasadzie przystawiałam pierś do dziecka, czyli teoretycznie źle. Ale tak mi było wygodniej. Trzeba dopasować karmienie do siebie i dziecka a nie odwrotnie. I nie wierzyć we wszystko co mówią eksperci. Próbować.
    Ważne było też podtrzymywanie piersi palcem wskazującym przy nosku-żeby go nie zadusiła ta wielka pierś :D. Na leżąco karmilam "podając pierś" ręką. Każdy jest inny. Powodzenia :)!
    P.S. Mamusie, które nie mogły karmić piersią -jestem z Wami całym sercem! Nie przejmujcie się- najlepszą mamą jest się niezależnie od takich rzeczy!
  • 23.03.17, 12:05
    Karmię już 2 miesięcy i chyba powoli kończymy. Przed ciążą biust 80 G/GG, w ciąży i w trakcie laktacji 85 HH/I - do tej pory taki mam.
    Moje rady:
    - wiedza,
    - wsparcie na wszelki wypadek - porządna doradczyni laktacyjna, która przyjdzie nawet do szpitala jak będzie trzeba,
    - dodatkowo polecam przeczytanie Polityki karmienia piersią - nie o technice karmienia a o szerszym aspekcie społeczno-marketingowym.
    Początki i pierwsze pól roku było beznadzieje. Karmienia nie polubiłam nigdy, ale córka była absolutnym piersioholikiem.
    Córeczka urodziła się malutka i pierwszym problemem była niekompatybilność w rozmiarach piersi i buzi dziecka. Do tego płaskie brodawki. Cesarskie cięcie. Spadek wagi o 10%. Dokarmianie w szpitalu. Brak wsparcia laktacyjnego i brak mojej wiedzy (znaczy jakąś tam miałam np. na temat bezsmoczkowego dokarmiania, ale położne mnie wyśmiały). W szpitalu siedziałyśmy długo (7 dni), a ja cały czas ściągałam i próbowałam przystawiać (gdybym wtedy miała dostęp do doradcy laktacyjnego, to pewnie by się nam udało, doradca szpitalny umiał pomóc tylko w ściąganiu i rozkręcaniu laktacji). W 8 dobie udało mi się dogonić z ilością ściąganego pokarmu potrzeby córci i od tej pory nie dostała już mm. W drugim tygodniu życia zaczęłam prace z doradczynią laktacyjną. Okazało się, że butelka zaburzyła odruch ssania, więc najpierw była reedukacja na palcu z drenem, przejście na nakładki i dopiero po dwóch miesiącach przejście na samą pierś. Niestety to nie był koniec kłopotów, bo przypętała się grzybica, z którą walczyłam przez następne kilka miesięcy (niestety nawracała).
    Na początku karmiłam tylko na siedząco w pozycji krzyżowej, później na siedząco spod pachy, później pod górę spod pachy, dopiero po pół roku nauczyłam się karmić na leżąco. Potem wypróbowałyśmy chyba wszystkie możliwe kombinacje:)
    Karmienie zawsze było dla mnie trochę nieprzyjemne, ale dawałam radę. A ssak ssał nawet po 16 razy dziennie:) Obecnie córka się sama odstawia: czasami ssie 2 - 3 razy dziennie a czasem wcale i pomimo, że nie lubię karmić to trochę mi szkoda.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.