Gr, gr, gr. I jeszcze kilka brzydkich wyrazów. Właśnie rozmawiałam ze Stylpolem,
chciałam zamówić kombinezony do ćwiczeń. Od razu kilka, bo od dawna już szukałam
czegoś na spinning, do tego są one teraz na przecenie, Ansil poleca jakość,
słowem, się napaliłam, bo oferta wygląda świetnie.
Zadzwoniłam zapytać o dostępne kolory i rozmiar, bo z ich tabelki wynika, że
wagowo mieszczę się prawie w XL, a wymiar z bioder - w S (albo i XS). Pani mi
powiedziała obrażonym tonem: "My mamy rozmiarówkę STANDARTOWĄ". Na moje
nieśmiałe, że może i tak, ale jak mam się w te ich standardy zmieścić, zapytała
o wymiary, po czym poinformowała mnie, że na pewno pomyliłam wymiar bioder. Nosz
kurrrr*. Co, miałam jej powiedzieć, że u mnie biust może ważyć kilka dodatkowych
kilo? I że mam prawie 170 wzrostu? Do tego pani dyktując mi dostępne kolory
niespecjalnie przyjaznym tonem: "...żółty, czarny, chabrowy, wie pani, co to za
kolor?" Nie, przecież tylko jestem historykiem sztuki, pisany właśnie doktorat
też na pewno by mi nie pomógł w tym jakże trudnym i niejasnym dla zwykłej
ludzkości zagadnieniu...
Normalnie, szlag mnie trafił. Nie dość, że są nieelastyczni, to jeszcze
podejście do kilenta fatalne. A przecież można było inaczej, bez grania mi na
kompleksach...
--
proznosc.blox.pl